Dodaj do ulubionych

Urodzona ofiara

16.08.12, 10:08
Potrzebuje szczerego spojrzenia na mój problem. Opisywałam już kiedyś na innym forum sytuacje w moim małżeństwie – mam męża, który właściwie przez cały czas do mnie wrzeszczy albo się wykłóca o każdy drobiazg, nawet, gdy ja się już właściwie nie odzywam, to tez potrafi znaleźć powód do zrobienia awantury. Mam matkę, której nie podoba się cokolwiek robie, i z która każda rozmowa kończy się nieprzyjemnymi uwagami z jej stron (No popatrz, ty, taka ekolozka, a wyrzuciłaś do śmietnika opakowanie z aspiryna, wszystko to kąśliwym tonem, pełnym wyższości). Ojciec generalnie ma frajdę, jak może mi zrobić na złość albo czegoś odmówić, choć bardzo rzadko – raz na kilka lat proszę go o jakieś przysługi (moglbysc podejść do USC i odebrać akt urodzenia swojego wnuka - rodzice mieszkają tuz obok USC, ja musze się zwolnic z pracy i jechać pół miasta, godzinę w jedna stronę – nie, nie pójdę. Dlaczego? Bo nie. Ciotkę, która co i raz rzuca focha i przestaje się do mnie odzywać, a jak się odzywa, to by wypominać długo, co ona dla mnie zrobiła…

Nie mam takich problemów w pracy ani w relacjach ze znajomymi – od lat mam tych samych przyjaciół, oczywiście, niektóre więzi się rozluźniają, ale generalnie większość moich przyjaźni trwa stabilnie od nastu czy nawet już dziestu lat. Wydaje mi się, ze potrafię się zachowywać asertywnie, byłam zresztą na wielu kursach. Kiedy ktoś wytrwale stara się zrobić mi przykrość, mowie mu ze właśnie przykrość mi robi i proszę stanowczo, żeby przestał… Unikam kłótni, choć nie twierdze, ze jestem święta i tez czasami potrafię się wściec, ale traktuje to jako ostateczność. Dlaczego w takim razie moje relacje rodzinne wyglądają tak, jak wyglądają? Dodam, ze pod wpływem zachowań ojca nawet starszy synek zaczyna się odnosi do mnie agresywnie lub lekceważąco.
Obserwuj wątek
    • sorvina Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 11:16
      Niektórzy ludzie asertywne stawianie granic przez innych mają w głębokim poważaniu. Jeżeli ktoś pozwolił się zgnoić raz, drugi, trzeci, nawet jeśli coś tam szeleścił pod nosem o swojej krzywdzie, nadal przychodzi po dokładkę, to takiej osoby agresor nie szanuje i nie oszczędza bo niby czemu - jakie poniesie konsekwencje? Kolejna delikatnie zwrócona uwaga, którą oleje?

      >Unikam kłótni
      To co ogólnie jest cnotą, czasem staje się źródłem problemów. Kłótnia może być metodą stawiania granic wobec osób, które delikatnie serwowane argumenty olewają automatycznie. Nie twierdzę, że warto być w relacji, gdzie o wszystko trzeba się kłócić, ale czasem lęk przed kłótnią, wyrażeniem złości jest tym co czyni kogoś ofiarą.

      Mogę współczuć tego, że rodzina Cię nie szanuje i zachowuje się wyjątkowo wrednie. Pytanie jednak czemu Ty się nie szanujesz i po n-tej zabawie twoim kosztem nadal prosisz o pomoc, wysłuchujesz przykrych uwag itp.. Zaakceptuj wreszcie, że rodzina była taka całe życie i pewnie się już nie zmieni, podobnie mąż się tylko nakręca. Jedyne na co masz wpływ to na siebie i swoje zachowanie.
      Rodzinę też prosisz stanowczo by przestali np. komentować twoje zachowanie kąśliwym tonem? Wyzywać cię? A gdy olewają to jaki jest kolejny krok - ostrzeżenie, że znoszenie takich uwag jest dla Ciebie przykre, więc ograniczysz kontakt i zrealizowanie tego? Czy w ogóle czujesz się jak wielkie zero po takich tekstach i o stanowczości możesz tylko pomarzyć? Rozważasz odejście? Zbierasz dowody na przemoc męża?

      Same techniki asertywności to z mało, trzeba jeszcze podnieść swoją samoocenę i uniezależnić ją od tego co mówią inni. Przyjąć do wiadomości, że nic nie daje im prawa do
      wyzywania nas i poniżania. Dać sobie prawo do chronienia siebie nawet kosztem zerwania z kimś kontaktów. Uwolnić się od lęku przed samotnością i przekonaniem, że i tak nic lepszego nas nie spotka. Często przerobić na terapii swoje dzieciństwo.
    • brak.polskich.liter Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 12:46
      Pamietam Twoj watek sprzed paru miesiecy i opis zachowania meza na sasiednim forum - koszmar. Teraz dorzucilas kontekst. Czyli - jestes wychodzca z toksycznego domu, na partnera wybralas sobie kolejnego toksyka i t aki wzorzec relacji przekazujecie z mezem Waszym dzieciom (celowo napisalam "przekazujecie", bo o ile na agresje meza nie masz wplywu, to na pozostawanie w zwiazku z tym niemilym dla Ciebie panem juz masz). Zasiane ziarno juz zaczyna kielkowac, o czym wlasnie sie przekonujesz - Twoj starszy syn zaczyna sobie "pozwalac" w sosunku do Ciebie. I bedzie sobie "pozwalal" coraz czesciej, bo (a) ma na to przyzwolenie i niewykluczone, ze zachete ojca, (b) czuje sie bezkarny.

      Kilka pytan:
      Kiniu, bylas na terapii? Nie, nie chodzi mi o kursy asertywnosci czy czego tam - ale o porzadna, gruntowna, uczciwa terapie.
      Dlaczego nie zakonczysz malzentwa, ktore jest z gruntu zle i krzywdzi dzieci?
      Jakie konsekwencje wyciagasz wobec syna, kiedy odnosi sie do Ciebie lekcewazaco lub agresywnie?
      Dlaczego z uporem psa goniacego wlasny ogon ladujesz sie w sytuacje nieprzyjemne dla Ciebie a przewidywalne? Jakies proszenie o przyslugi osob niezyczliwych w stosunku do Ciebie, jakies dyskusje z werbalnymi agresorami i pijawami, jakies niesatysfakcjonujace kontakty z czlonkami dalszej rodziny (ciotka) - po co Ci to?

      > Dlaczego w takim razie moje relacje rodzinne wyglądają tak, jak wyglądają?

      Twoje relacje rodzinne wygladaja tak, a nie inaczej, gdyz taki schemat wynioslas z domu rodzinnego, taki powielilas we wlasnej rodzinie (skadinad typowe u wychodzcow z rodzin patologicznych) i taki sie utrwalil.
      Pytanie, co zamierzasz z tym zrobic.
      • marzeka1 Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 12:51
        " Unikam kłótni,


        - błąd, o ile zapiekłość, pieniactwo jest dużą wadą; jest nią dla mnie także unikanie kłótni za wszelką cenę: u ciebie tą ceną jest psychiczne gnojenie przez męża, ojca czy matkę, a teraz "wzór podłapał" dzieciak.

        A co stałoby się, gdybyś odcięła się matce; ba- na jakiś czas odcięła kontakt, stałoby się coś strasznego?

        Jeśli nie chcesz zmian dla siebie, zrób to dla dziecka- będzie "kubek w kubek" jak tatuś.
        • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 12:58
          Urwalam kiedys kontakt z moimi rodzicami na pare lat. Od tego czasu matka zachowuje sie lepiej - kiedys byly to awantury i obelgi, teraz jest tylko zlosliwe dogryzanie przy kazdej okazji. Tak wiec mozna powiedziec, ze postep jest. Moja matka w ten sposob zachowuje sie wobec wszystkich wokol i jest bardzo zdziwiona, ze nie ma przyjaciol, ani nawet znajomych.
          Co do ojca - nie prosze go o przyslugi czesto, ale raz na te kilka lat sie zdarza. Uznalam, ze wobec perspektywy zwoalniania sie z roboty na 3 godziny by jechac do USC, warto jednak zaryzykowac...
      • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 13:04
        Wiesz, mysle, ze jesli rozstane sie z mezem, to on tych ochotniej bedzie szczul dzieci przeciwko mnie. O ile teraz mam szanse na jakas reakcje, to gdy sie rozstaniemy zacznie sie regularna wojna.
        To nie jest odpowiedz na pytanie, dlaczego sie nie rozwiode, tylko dlaczego sie do tej pory nie rozwiodlam. Teraz idze, ze byla to slepa uliczka.

        Na zle zachowania synka wobec mnie reaguje stanowczo i za kazdym razem wyciagam konsekwencje ( nie przyjde sie teraz z toba bawic, bo odzywalas sie do mnie nieuprzejmie, nie zgadzam sie, zebys tak do mnie mowil). Pomaga - na jakis czas - to jeszcze male dziecko i nie do konca rozumie, dlaczego nie mozna do nikogo odnosic sie tak, jak tata mowi do mamy.


        Co do terapii - wiem, ze powinnam pojsc. Finasowo jednak nie jest i nie bedzie miodnie, zwlaszcza jak zostane sama, no i czasowo tez nie - z tego, co widze, musze to jednak odlozyc na jakis czas.
        • satoja Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 13:51
          Sorry, ale masz chory sposób rozumowania, zaprowadzi cię on na dno i doprowadzi do tego, że stracisz dzieci naprawdę.


          kinia.balowa napisała:
          > Wiesz, mysle, ze jesli rozstane sie z mezem, to on tych ochotniej bedzie szczul
          > dzieci przeciwko mnie. O ile teraz mam szanse na jakas reakcje, to gdy sie roz
          > staniemy zacznie sie regularna wojna.

          Wręcz przeciwnie, żyjąc osobno miałabyś szansę pokazać że mimo szczucia męża Twoje życie jest godne i poukładane, dzieci mają bezpieczne miejsce gdzie mogą się schronić przed wyzwiskami ojca, można żyć inaczej niż w przemocy, itd itp
          teraz Ty zmuszasz dziecko do życia w przemocy, bo niby przemocy nie chcesz ale nie dajesz dziecku ŻADNEJ ALTERNATYWY
          po rozwodzie, jak się za to solidnie weźmiesz, przemocowiec po 2, 3 latach się znudzi.
          a Ty wolisz siedzieć z nim całe życie i kazac w tym tkwić dziecku.


          > To nie jest odpowiedz na pytanie, dlaczego sie nie rozwiode, tylko dlaczego sie
          > do tej pory nie rozwiodlam. Teraz idze, ze byla to slepa uliczka.

          więc dlaczego trzymasz się tego pazurami i nie zamierzasz zmienić?


          > Na zle zachowania synka wobec mnie reaguje stanowczo i za kazdym razem wyciagam
          > konsekwencje ( nie przyjde sie teraz z toba bawic, bo odzywalas sie do mnie ni
          > euprzejmie, nie zgadzam sie, zebys tak do mnie mowil). Pomaga - na jakis czas -
          > to jeszcze male dziecko i nie do konca rozumie, dlaczego nie mozna do nikogo o
          > dnosic sie tak, jak tata mowi do mamy.

          to dopiero dziecku serwujesz rozwałkę emocjonalną.. że są równi i równiejsci, że mąż żonę może gnoić i jest dobrze, ale dziecku za to samo należy się kara.
          zastanów się co Ty dziecku pokazujesz, wychowujesz przemocowca który będzie gnoił i ciebie jak tylko podrośnie i swoje kobiety w związkach


          > Co do terapii - wiem, ze powinnam pojsc. Finasowo jednak nie jest i nie bedzie
          > miodnie, zwlaszcza jak zostane sama, no i czasowo tez nie - z tego, co widze, m
          > usze to jednak odlozyc na jakis czas.

          Tiaaa.... popularna wymówka. Jest mnóstwo bezpłatnych poradni do których wystarczy ruszyć szanowne 4 litery i dostaje się pomoc i wsparcie psychologiczne i prawne. Ale po co się w życiu wysilać jak poza ofiary świetnie Ci pasuje, możesz się użalać nad swoim życiem i pokazywać "to tamci sa źli, a ja biedna pokrzywdzona, ojej jak mi ciężko". Dziecko ci za to NIE PODZIĘKUJE! Teraz nawet palcem nie ruszyłaś by zacząć żyć oddzielnie, by odejść z przemocy, ale już znalazłaś wymówkę by do najbliższej placowki CPR, albo OIK absolutnie nie iść bo przeciez czasu nie masz i pieniędzy.....

          Jest mnóstwo takich kobiet jak Ty. I o ile przez jakiś czas mi ich żal gdy niby-chcą by im pomagać bo sa krzywdzone, to po czasie aż chce się powiedzieć "jakążeś babo głupia i nic zmieniać nie zamierzasz to nie zawracaj innym głowy". Choć aż się prosi odbierac dzieci osobom które wychowują dzieci na przemocowców lub ofiary. Tobie rodzice zrobili potworna rzecz z emocjami. Ty fundujesz dziecku to samo, choc masz już większą świadomośc i o lata świetlne niż poprzednie pokolenie większe możliwości korzystania z instytucji pomocowych. To odpychasz możliwości i sama opierasz się przed zmianami.
          • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:02
            Twoj post wlasnie pokazuje to, o czym pisze i nad czym sie zastanwiam - czy jest tak, ze swoim zachowaniem, postawa wywoluje agresje?

            A co do bezplatnej terapii, do ostatnio pomagalam takowej szukac kolezance, i nie, nie znalazlysmy. Nie mowie o doraznej interwencji tylko o przepracowaniu przemocowego dziecinstwa i malzenstwa, do czego - slusznie jestem tu zachecana. Bynajmniej nie twierdze, ze na taka terapie sie nie udam - ale jesli mam odciac sie od rodzicow i rozstac z mezem, to z kim mam zostawic 7-latka i 2-latka idac na terapie? Potrzebuje czasu, zeby to sobie wszystko poukladac organizacyjnie.


            • sorvina Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:18
              Pomyśl tak - jeżeli to ofiara swoją postawą i zachowaniem wywołuje agresję to w sądach nie byłoby żadnych spraw dotyczących przemocy - bo przecież biedny kat został zmuszony i nie miał wyjścia. Nadal jeszcze niektórzy wierzą, że kobieta prosi się o gwałt, na szczęście to zaczyna się zmieniać.

              Kogoś może drażnić czyjeś zachowanie, gdy wyczują słabość drugiej osoby nie mogą się powstrzymać by nie skorzystać z okazji by dać upust agresji. Są osoby, które wprost prowokują drugą osobę do uderzenia raniąc, by potem przedstawić się jako ofiarę. Natomiast ZAWSZE agresor może ugryźć się w język i zachować na poziomie. Nie musimy wszystkich lubić, ale mamy obowiązek traktować ich z elementarnym szacunkiem a nie wyzywać każdego, w którym nam się coś nie podoba. Inaczej podpada to pod paragraf.

              Przy swojej przemocowej rodzinie zauważyłam, że owszem - gdy byłam słabsza psychicznie, nie miałam ochoty na kłótnie - oni atakowali często. Natomiast gdy czułam się silna i jakby cała emanowałam nastawieniem - powiedz mi tylko coś, a wychodzę i więcej mnie nie zobaczysz, to bali się odezwać. Bo tak naprawdę agresorzy to tchórze. Są silni cudzą słabością. Nie można jednak powiedzieć, że słaba ofiara odpowiada za atak - nie - za atak odpowiada agresor. Ofiara odpowiada za to, że pomimo przemocy utrzymuje kontakt z agresorem - dając mu okazję do krzywdzenia się, że wybiera takie osoby, to taki typ relacji zna i zamiast wiać, stara się wytłumaczyć, przekonać, zmienić przemocowca itp..
            • ciociazlarada Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:19
              Jakoś nie widzę specjalnie agresji w poście Satoi, natomiast nie da się ukryć, że dość dosadnie pokazuje Ci, że Twoje wymówki są tylko wymówkami...

              Musi być coś, co sprawia, że masz jakieś korzyści z zaistniałej sytuacji, skoro widać jak na dłoni że rękami i nogami bronisz się przed zmianą. Jakie korzyści daje Ci bycie ofiarą? Współczucie? Możliwość poużalania się nad sobą? Szansa na bycie bierną "istotką" w przemocowym związku (wbrew pozorom normalny związek dwóch szanujących się osób to wiele własnych inwestycji i odpowiedzialności, podczas gdy z przemocowcem można być zawsze bierną i niewinną Sierotką Marysią)?

              Przykra wiadomość jest taka, że sukces każdej terapii to 80% pracy własnej. Ty zaczynasz od wykrętów, mam wrażenie, że oczekujesz, że terapeuta odwali za Ciebie całą robotę i przepracuje przemocowe dzieciństwo i małżeństwo przez lata terapii, które pozwolą na odwleczenie ostatecznych decyzji na Święty Nigdy.

              Moja przyjaciółka prowadzi terapie w OIK i wielu osobom pomogła podczas kilkunastu spotkań. Tyle, że one naprawdę miały dość swojej sytuacji i traktowały ją jak kryzys, a nie status quo.
              • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:44
                Jakoś nie widzę specjalnie agresji w poście Satoi,

                A ja widze, ze ktos zwraca sie do mnie w ten sposob:

                masz chory sposób rozumowania,
                wystarczy ruszyć szanowne 4 litery
                nawet palcem nie ruszyłaś by zacząć żyć oddzielnie,
                jest mnóstwo takich kobiet jak Ty.
                chce się powiedzieć "jakążeś babo głupia i nic zmieniać nie zamierzasz to nie zawracaj innym głowy".
                odbierac dzieci osobom


                to generalnie nie odbiega od sposobu w jaki zwraca sie do mnie moj maz. I ja sobie tego nie zycze i o tym mowie - zarowno w domu, jak i na forum. I szczerze mowiac, nie mam specjalnej ochoty przyjmowac zadnych rad od osoby, ktora sie w ten sposob zachowuje, co byloby wielka szkoda, bo oczywiscie rada by sie rozstac z mezem jest sluszna i wlasciwa. I trzeba miec na uwadze docelowa sytuacje pewnej poprawy, jaka nastapi po rozstaniu, ale tez trzeba miec na uwadze, ze te kilka, czasem kilkanascie miesiecy okorozwodowych trzeba jakos przetrwac. I to ja bede musiala miec sile je przetrwac, a nie osoby popelniajace kilka postow, a potem oddalajace sie do swoich spraw.
                • ciociazlarada Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:54
                  kinia.balowa napisała:

                  > A ja widze, ze ktos zwraca sie do mnie w ten sposob:
                  >
                  > masz chory sposób rozumowania,
                  > wystarczy ruszyć szanowne 4 litery
                  > nawet palcem nie ruszyłaś by zacząć żyć oddzielnie,
                  > jest mnóstwo takich kobiet jak Ty.
                  > chce się powiedzieć "jakążeś babo głupia i nic zmieniać nie zamierzasz to nie
                  > zawracaj innym głowy".
                  > odbierac dzieci osobom

                  >
                  > to generalnie nie odbiega od sposobu w jaki zwraca sie do mnie moj maz. I ja so
                  > bie tego nie zycze i o tym mowie - zarowno w domu, jak i na forum. I szczerze m
                  > owiac, nie mam specjalnej ochoty przyjmowac zadnych rad od osoby, ktora sie w t
                  > en sposob zachowuje,

                  No skoro forma jest ważniejsza niż treść, to faktycznie, nie mam więcej uwag.

                  >I trzeba miec na uwadze docelowa sytuacje pe
                  > wnej poprawy, jaka nastapi po rozstaniu, ale tez trzeba miec na uwadze, ze te k
                  > ilka, czasem kilkanascie miesiecy okorozwodowych trzeba jakos przetrwac. I to j
                  > a bede musiala miec sile je przetrwac, a nie osoby popelniajace kilka postow,
                  > a potem oddalajace sie do swoich spraw.

                  A tu masz całkowitą rację - na forum ludzie mogą sobie strzępić klawiatury do woli, ale tak naprawdę to wszystko jest w Twoich rękach. Ja na przykład obserwuję z ciekawością to, że jesteś w stanie zainwestować tyle energii w budowanie całej piramidy wymówek i tłumaczeń, zamiast skierować ją na rozwiązanie problemów.
                  • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 15:02
                    No skoro forma jest ważniejsza niż treść, to faktycznie, nie mam więcej uwag.

                    Tak, forma zwracania sie do ludzi jest rownie wazna jak tresc. Nie wykluczam, ze moj maz czy matka maja do powiedzenia cos wartosciowego, ale niestety nie bede tego sluchac ze wzgledu na forme, w jakiej sie do mnie zwracaja.

                    A co do strony merytorycznej, napisalam chyba wyraznie, ze podjelam dzialania zmierzajace do rozstania. I ze w obecnej sytuacji to jest dla mnie priorytetem, a nie szukanie terapii, na to przyjdzie czas pozniej.
                    • ciociazlarada Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 15:13

                      kinia.balowa napisała:

                      > A co do strony merytorycznej, napisalam chyba wyraznie, ze podjelam dzialania z
                      > mierzajace do rozstania. I ze w obecnej sytuacji to jest dla mnie priorytetem,
                      > a nie szukanie terapii, na to przyjdzie czas pozniej.

                      Owszem, czytałam. Co prawda ja tam widzę głównie czekanie na to, co zrobi mąż, ale OK.

                      Wprost fascynuje mnie, dlaczego nie chcesz pójść do miejsca takiego jak OIK. Przecież tam pracują nie tylko terapeuci, ale również prawnicy i tym podobne osoby, które mogłyby Ci pomóc przeprowadzić rozwód i w miare bezboleśnie przeżyć okres okołorozwodowy. Realne wsparcie w trudnym momencie, innymi słowy. Ja (ale to ja) odbieram to jako sabotowanie własnych działań na starcie, bądź wybieranie takich, o których wiadomo z góry, że będą nieskuteczne. Zauważ, że sama sobie to robisz.
                    • pade Re: Urodzona ofiara 24.11.12, 13:08
                      Kinia, jak życie się wali, jak jest kryzys, jak nie widać światełka w tunelu, gdy masz dość i widzisz, że musisz coś zmienic, ale jeszcze do końca nie wiesz jak...terapia jest milion razy ważniejsza, niz nowe buty, fryzjer czy cokolwiek innego.
                      Dzieci możesz chyba zostawić z ojcem?
                      Jeśli nie:
                      7-latek chodzi do szkoły? to idź rano, weź młodsze ze sobą i powiedz, że nie masz z kim zostawić dziecka. Może znajdzie się jeszcze inne rozwiązanie?
                      Trzeba się otworzyć na zmiany, trzeba ich chcieć, by one nastapiły.
                      A przede wszystkim, Ty musisz wiedzieć czego chcesz, a czego nie chcesz, i tym się kierować.

                      Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale np w mojej gminie miasto płaci za programy terapeutyczne, one obejmują opiekę psychologiczną dorosłych, dzieci, małżeństwa, tylko trzeba poszukać...Czasami są tam, gdzie urzędują psychiatrzy. No i zbliża się styczeń, więc w połowie grudnia zaczynają się zapisy:)

                      Aaa, i czasami lepiej usłyszeć słowa ubrane w niezbyt cywilizowaną formę, ale nacechowane troską, które zmobilizują do działania, niż słyszeć tylko miłe sercu frazesy, z ktorych nic nie wynika.
                      • pade Re: Urodzona ofiara 24.11.12, 13:12
                        poradnie psychologiczno-pedagogiczne tez czasem prowadzą warsztaty, albo terapie, czasem warto przejść się i zapytać
                        kto szuka-znajdzie:)

                        upieram się przy terapii, bo to najlepsze wyjście
                        oczywiście, musi być połączona z pracą własną, bez niej nie będzie sukcesu.
                • krokodil123 Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 15:18
                  "I trzeba miec na uwadze docelowa sytuacje pewnej poprawy, jaka nastapi po rozstaniu, ale tez trzeba miec na uwadze, ze te kilka, czasem kilkanascie miesiecy okorozwodowych trzeba jakos przetrwac. I to ja bede musiala miec sile je przetrwac..."

                  Zgada się, i o to pisałam powyżej.
                  Załóżmy że u ciebie będzie najgorszy wariant. No nie przetrwasz po prostu.
                  Proszę cie napisz co ci się wtedy stanie?
                  Czego się obawiasz najbardziej i co konkretnie ci grozi?

                  Pisałaś że poszczuję dzieci.
                  Ale dziecko masz małe-nie tak? Ani cie dzieciak pobije, ani cie z domu wyrzuci.
                  Najwyżej powie coś brzydkiego do ciebie-ale już opisałaś że wiesz jak sobie radzić w tej sytuacji. Czym brzydkie mówienie lub myślenie dziecka w stosunku do ciebie rożni się teraz niż to co będzie ewentualnie po rozwodzie.
                  • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 17.08.12, 09:28
                    Czego sie boje?

                    Boje sie przemocy fizycznej, to oczywiste, choc do tej pory takowa sie nie zdarzyla.
                    Boje sie, ze sobie nie poradze organizacyjnie (finasowo wiem, ze bedzie trudno, ale dam rade), zwlaszcza z laczeniem pracy z opieka nad dzieciakami.
                    Boje sie, ze wymiekne psychicznie - mam za soba depresje poporodowe i za nic nie chcialabym powtorki z rozrywki.
                    Najbardziej boje sie tego, ze maz (byly maz) bedzie podwazal moj autorytet wobec dzieci, zwlaszcza starszego, zachecal go do nieposluszenstwa i macil mu w glowie - robi to juz teraz, ale ja jestem przy tym obecna i moge natychmiast sprostowac to, co mowi, i zreszta robie to.
                    Wiem, ze bede musiala walczyc o alimenty i potem najpewniej sciagac je przez komornika, bo wiem, jaki zlosliwy jest moj maz.
                    Nie chce tez podejmowac radykalnych dzialan wobec mojej rodziny, bo nie ukrywam, ze bede musiala liczyc na ich pomoc - np we wrzesniu czekaja mnie 2 wyjazdy sluzbowe i musze z kims zostawic dzieciaki na te 2 noce.
                    • krokodil123 Re: Urodzona ofiara 20.08.12, 12:58
                      Przeczytałam cały temat i na postawie tego co piszesz o sobie mimo że cie nie znam plus moje doświadczenia napisze ci że chyba w twoim wariancje "strach ma wielkie oczy".
                      Odniesie się do tylko niektóre spraw z twojej odpowiedzi.

                      Boisz się przemocy fizycznej mimo że takiej nie doświadczyłaś.
                      Większość przemocowców to tchórzy, jak mój zobaczył że działam to zdał sobie sprawy że jak papiery są w sądzie to każdy jego wybryk działa na jego niekorzyść i sam zaciął się pilnować-o dziwo "inny człowiek".
                      Jak dziecko zobaczy że jesteś prawdomówna i stanowcza samo się przekona do ciebie i odzyskasz szacunek. Mój opowiadał niestworzone bajki robiąc ze mną nawet przestępczynią wg. prawa (o dziwo). Przyznaje się że sama nie wiedziałam jak się zachować i pierwotny efekt był wystraszone dzieciaki a ja....zawsze tłumacząca opowiadania tatusia. Aż zdałam sobie sprawy że po rozwodzie nie mieszkając razem nie będę mogła "natychmiast sprostowac to, co mowi " tak jak piszesz i że on może sobie gadać bez końca co chce oczerniając mnie niemiłosiernie. I że tak naprawdę nie jestem do pilnowania tatusia i ciągłego uczestniczenia w jego gierek (zdałam sobie sprawy że jego to nawet bawi).
                      "Zmęczyłam się" tym i zdecydowałam że sama będę odpowiadać za swój wizerunek i wyszło mi to na dobrze.
                      A to że masz własne mieszkanie jest atut który wręcz ci stwarza komfort którego nie każda mogła mieć przy rozwodzie.
                      • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 20.08.12, 14:51
                        Tak naprawde moj strach dotyczy przede wszystkim organizacyjnego poradzenia sobie, jesli mam byc szczera. I finasowego troche tez, bo wprwdzie dzis zarabiam wystarczajaco, ale to nie jest dane raz na zawsze.
                        • krokodil123 Re: Urodzona ofiara 22.08.12, 07:45
                          Jak człowiek ma już jakiś plan, zrobi pierwszy, drugi krok zdystansuje się od piekła, zacznie myśleć o sobie i o przyszłości zaczyna widzieć inne drogi i możliwości.
                          I nie mówię o innego związku a właśnie o tym jak zorganizować czas, czym się zajmować, co jest nam pomocne, sam się wzmacnia jak widzi rezultatów swoich działań. Najgorsze są początki dlatego że pochłaniają więcej energii i wprowadzają większy "zamęt" w życiu.
                          Nie jedna tutaj się bała jak mąż zareaguje na pozew, pierwszej rozprawy...
                          Po dwóch łat będziesz w innym miejscu mentalnie i będziesz innym człowiekiem.

                          Ja po 5 lat sama widzę ogromną różnice. Myślę że jak się odcięłam właśnie od krzyków, manipulacjach, ciągłych pretensjach, pracą i odpowiedzialnością za wszystko, presja którą mi była rzucana na plecach to mam więcej czasu dla siebie i dla dzieci, jestem spokojniejsza co mi służy.
                          Spokój dla dzieci okazał się bezcenny....teraz mamy czas na naprawianie błędów z poprzednich latach. Wszystko to jest długotrwały proces i czas jest potrzebny.
                          A co do tego że działasz powoli.
                          Na terapii się nauczyłam że każda kobieta działa w swoim własnym tempie.
                          • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 22.08.12, 10:34
                            Oczywiscie wdszystko co mowisz to prawda, ale ja i tak wciaz jestem roztrzesionym klebkiem nerwow. Maz podjal sie, ze wyprowadzi sie do konca wrzesnia.Mowi, ze chcial sie wyprowadzic za pare lat, ale jak chce, to zrobi to wczesniej.
                            Caly czas bardzo sie staram, by nie reagowac na zaczepki, nie klocic sie, ale jednoczesnie stanowczo przeprowadzic to, co musi byc przeprowadzone. Bardzo mi zalezy na tym, by rozstac sie pokojowo, i wydaje mi sie, ze moja konsekwentna, ale niekonfrontacyjna postawa w tym pomaga.

                            Duzy zawod sprawila mi moja rodzina, ktora kiedys bardoz namawiala mnie na rozstanie wobec sytuacji u nas panujacej, a teraz robia wszystko, by podkopac moja wiare w siebie, a czasami mam wrazenie, ze wrecz stoja po stronie meza. Choc wlasciwie nie powino mnie to dziwic. maja wyjatkowa okazje, zeby mi dowalic, nie mozna wszak jej przepuscic.
        • brak.polskich.liter Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:12
          Grasz w "tak, ale..". To tez jest typowe do bolu.
          Sa poradnie i osrodki przeciwdzialania przemocy w rodzinie, w ktorych pomoc oferowana jest w ramach NFZ. Sa tez specjalisci majacy podpisane umowy z NFZ.
          Sama sobie sciemniasz.

          Obawiam sie, ze bez gruntownej i rzetelnej terapii nie ruszysz z miejsca - szczegolnie, ze masz niejedno do przerobienia, a przy tym znikad wsparcia.

          Zajrzyj sobie na tego bloga terapiaprzezpisanie.blogspot.com
          i na tego mojedwieglowy.blogspot.com

          Pisza tam kobiety, ktore zdolaly wyrwac sie ze zwiazkow z psychopatami i przemocowcami i poukladac sobie zycie. Madre, fajne, ogarniete babki. Poczytaj to sobie, znajdziesz tam sporo i o sobie, i o wlasnych wyborach zyciowych.
          • krokodil123 Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 15:09
            " Sa poradnie i osrodki przeciwdzialania przemocy w rodzinie, w ktorych pomoc ofe
            rowana jest w ramach NFZ. Sa tez specjalisci majacy podpisane umowy z NFZ."

            Ja dostałam pomoc i chodziłam na terapie grupową i indywidualną własne w takiej poradni.

            Ciekawie jest że nie miałam żadnego pojęcia że takie instytucje istnieją.
            Kiedy już podjęłam decyzje o rozwodzie i nastąpił ten "atak" ze strony męża o którym piszesz i którego się obawiasz szukałam porady u specjalisty psychologa dlatego że wiedziałam że moja decyzja jest nie do ruszenia a nie wiedziałam czy i jak walczyć z jego agresją i manipulacjami.
            Ten człowiek od razu mnie widział na terapie i na grupę dla osób z związkach przemocowych.
            Kazał mi zapisać się od razu i za darmo jedyna rada i pouczenie która dostałam do niego było to że jak wypełniam ankietę lub ktoś się mnie będzie pytał mam powiedzieć że mój ojciec jest alkoholikiem (a nie jest, mój były też nie pil).

            Po prostu placówka była dla osób z rodzin pijących i refundacja się im tylko należała.
            Na moje zdziwienie i pytanie czy "to" (zajęcia) będą mieli zastosowanie dla mnie potwierdził że tak i że "jest "to" to samo".
            I miał racje-byłam bardzo zadowolona po 6 miesięcznej terapii tam.
    • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 13:46
      Dodam jeszcze, ze zdecydowalam sie napisac, bo wczoraj moj maz wysyczal: "Cala twoje rodzina tez cie nie moze zniesc" dajac mi po raz kolejny do myslenia, ze to jednak ze mna jest cos nie tak, skoro wyzwalam we wszystkich czlonkach rodziny taka agresje.
      Jedyne co mie chroni przed popadnieciem w to szalenstwo jest to, ze nie mam na ogol zadnych konfliktow z ludzmi poza rodzina.
      • sorvina Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:07
        Jedyna normalna osoba w rodzinie patologicznej będzie czarną owcą, która destabilizuje chory system i nie będzie lubiana, może być nawet nienawidzona. Ale czy to świadczy źle o niej czy o rodzinie?

        A to, że może być w tobie coś nad czym warto popracować, np. brak szacunku do samej siebie, to nie daje innym prawa do jeżdżenia po tobie. Jest różnica między powodem a pretekstem.

        Poczytaj sobie o toksycznych rodzicach, toksycznych słowach, związkach itp. Wszelka literatura dotycząca przemocy w relacjach, manipulacji, dysfunkcji w rodzinie może pomóc Ci zrozumieć co się dzieje i nie ulegać takim manipulacjom. Natomiast na dłuższą metę od tak agresywnych i złośliwych osób lepiej trzymać się jak najdalej. Przykre to, gdy stanowią całą naszą rodzinę krwi - ale możesz zbudować własną rodzinę emocjonalną złożoną z Twoich przyjaciół - ludzi, którzy funkcjonują na zasadach, do których twoja rodzina nie dorosła.
      • asia.sthm Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:14
        Kiniu, twoj maz przechodzi wszelkie granice przyzwoitosci. Zdaje sie ze tym sposobem zwalnia cie od obowiazku lojalnosci w stosunku do siebie. Musisz go usadzic w mniej grzecznym tonie.

        Cala rodzina sie rozbestwila. Uprzedz ze mozesz ich uwolnic od siebie i zerwac wszelkie stosunki , z mezem w pierwszej kolejnosci.

        Kiniu, jesli zrozumiesz ze masz dosyc, ze to jest moment przebrania miary, to bedzie to wypisane na twojej twarzy. I tylko wtedy bedzie to skuteczne.
        Zamrozic sobie serce na te konkretna batalie polecam.
        Dziecko wyjatkiem oczywiscie, z dzieckiem zupelnie inna polityka. Przy dziecku konfrontujesz ojca przy kazdej okazji grubianskich tekstow. Dajesz za kazdym razem lekcje mezowi: tak sie do siebie zwracamy, prosze mnie przeprosic. Za kazdym razem!

        Kiniu walcz o siebie ZANIM popadniesz w szalenstwo. Tacy mezowie jak twoj nie spoczna zanim nie doprowadza do obledu.
        • marzeka1 Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:26
          Podpiszę się tylko pod tym, co napisała Satoja- poczytaj sobie to wiele trzy, bo masz chore myślenie, że tkwienie w takim układzie cokolwiek zmieni.
        • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 16.08.12, 14:33
          Dajesz za kazd
          > ym razem lekcje mezowi: tak sie do siebie zwracamy, prosze mnie przeprosic. Z
          > a kazdym razem!

          Wiesz co, staram sie to robic. Tyle, ze musialabym to powtarzac bez przerwy, bo maz wlasciwie nie mowi juz do mnie tylko i wylacznie wrzeszczy.
    • kinia.balowa Dla wyjasnienia 16.08.12, 14:29
      Nie chciclabym, zebyscie odniosly wrazenie, ze ja biernie tkwie w bagnie. Jak pisalam w innym watku, na innym forum, od lutego odseparowalam sie od meza fizycznie i emocjonalnie, nie rozmawiam, nie wdaje sie w dyskusje, ani w udowadniania, ze nie jestem wielbladem. Co niestety tylko nasila jego agresje.
      Ostatnio odbylam z nim rozmowe na temat rozstania, co nie bylo proste, bo z moim mezem rozmawiac sie nie da - gdy na mnie nie wrzeszczy, ucieka do innego pomieszczenia gdy tylko zaczynam cos do niego mowic - nie moge przeciez ganiac za nim po domu. Zdolalam jednak przebywac z nim w jednym pokoju na tyle dlugo, by mu powiedziec, ze koniec z dalszym zyciem w ten sposob i koniec naszego malzenstwa. Mamy za soba pol roku faktycznej separacji, wiec nie powinno byc problemow z rozwodem. Z wypowiedzi mzeza wnosze, ze jest sklony sie wyprowdzic w okolicach wrzesnia, aczkolwiek trzeba wziac poprawke na to, ze mielismy juz kilka takich podejsc do rozstania i nie udalo mi sie ich doprowadzic do konca. napisanie tutaj to tez forma podjecia zobowiazania - bedziecie mogly na mnie napasc, jesli do konca wrzesnia nic sie nie wydarzy.

      Majac do wyboru zainwestowanie czasu i srodkow w rozstanie albo we wlasna terapie, wybieram rozstanie. Na terapie przyjdzie czas,
      • marzeka1 Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 14:38
        Ależ to nieważne biernie czy czynnie i tak bagno ciebie pochłania, skoro piszesz:
        " Tyle, ze musialabym to powtarzac bez przerwy, bo maz wlasciwie nie mowi juz do mnie tylko i wylacznie wrzeszczy."

        - powiedz mi : W IMIĘ CZEGO ty to znosisz? Bo nie miłości chyba??? Na dodatek dziecko czerpie bardzo złe wzory, będzie za jakiś czas jak ojciec, za żonę weźmie sobie kobietę w podobnym do ciebie stylu i też będzie ją gnoił. I tak patologiczna sztafeta pokoleń pójdzie dalej, a MOŻESZ to przerwać. Czy to łatwe? Nie, bardzo , bardzo trudne, ale możliwe.
        • kinia.balowa Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 14:48
          No pewnie, ze tak. Przeciez ja nie planuje tutaj, jak przezyc w tym bagnie nastepne 12 lat, tylko jak przetrwac nastepne kilka tygodni czy miesiecy. Zdajac sobie sprawe, ze kazdy dzien oznacza niepowetowane szkody dla dzieci. Musze miec strategie zarowno na rozstanie jak i na przetrwanie do czasu rozstania, i musze miec plan, jak sobie ze wszystkim radzic nie zalamujac sie, i jeszcze bedac podpora dla dzieciakow, zwlaszcza dla starszego, bo mlodszy na szczescie nie zdazyl sie jakos specjalnie przywiazac do ojca, tak jak starszy..
      • satoja Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 14:49
        www.oik.krakow.pl/
        ośrodek w którym doraźnie skutecznie z bezpłatnej pomocy psychologicznej i prawnej skorzystały moje dwie znajome i syn jednej z nich, zadzwoń, popytaj o namiary na cos w Twoim rejonie, albo wygogluj podobną instytucję z Twojego miasta.

        z tego co napisałaś widać, że wszystko ciągle uzależnasz od decyzji męża. jak się wyprowadzi we wrześniu to się rozstaniecie. jak się nie wyprowadzi ..to się będzie ciągnęło do świętego nigdy. przeciez już mężowi pokazałaś że jesteś niesłowna a Twoje "chcę rozstania" nic nie znaczy bo i tak z nim nadal żyjesz, tylko się odgrażasz że to koniec, a żadnego końca nie ma. więc jesteś gołosłowna i można Twoje gadanie olewać.

        zrozum, że TY MUSISZ PODJĄĆ DECYZJĘ O SWOIM ŻYCIU I JĄ ZREALIZOWAĆ. nie czekać na pozwolenie męża ani na to, by on łaskawie cos zrobił byś miała lepiej.
        złożyłaś pozew? nie. bo i po co.... czekasz, by mąz Cię zawiózł do Sądu i się rozwiódł z Tobą.. po co masz brać na siebie odpowiedzialnośc... wygodne tkwienie a dziecko się uczy :-/

        • kinia.balowa Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 14:58
          Moze napij sie nervosolu? Naprawde nie ma powodu krzyczec, jesli ktos majacy problemy i szukacy z nich wyjscia wywoluje u ciebie takie zachowania, to naprawde poszukaj moze pomocy dla siebie, zanim zaczniesz probowac urzadzac innym zycie. Napisalam juz wyzej, ze sobie nie zycze pokrzykiwania na mnie i zwracania sie do mnie w takim tonie.

          A za link dziekuje. Co ciekawe, ze stowarzyszeniem Promyk wspolpracowalam kiedys na gruncie zawodowym - niesamowite kobiety. Nie sadzilam wtedy, ze sama bede potrzebowac tego typu pomocy.


          • satoja Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:08
            Gadać, że sobie nie życzysz możesz sobie do woli. I cóż z tego wynika, jak z całą gnojącą Cię rodziną nadal chętnie kontakty utrzymujesz pomimo ich gnojenia, i znajdziesz milion wymówek by od gnojącego Cię męża jednak nie odejść? Widocznie "życzysz sobie" i az tak Ci to nie przeszkadza by to zmieniać. Przeszkadza Ci tylko gdy ktoś OBCY krytykuje bez ogródek Twoje zachowanie bo nie da się tego zamieść pod domowy dywan.
            Za 10 lat przyjdziesz tu płacząc, że syn Cię bije i wyzywa. I dalej będziesz pytać "czy może ja coś robię nie taaak?"
            • kinia.balowa Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:19
              No coz, moge duzo wiecej niz tylko gadac. Mojego meza nie pozbede sie definitywnie z mojego zycia, bo zawsze beda kontakty ze wzgledu na dzieci, ale ciebie moge wygasic raz na zawsze.

              Tym niemniej jeszce raz zapraszam do konstruktywnej rozmowy. Jak pisalam, chetnie skorzystam ze wszelkich rozsadnych rad. Pytanie, czy ty jestes w stanie opanowac swoja agresje.
              • satoja Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:31
                Alez możesz mnie wygasić :D Proszę bardzo! Nie umiesz tego zrobić z rodziną, to potrenuj choć na forum, na pewno Ci ulży.
                To TY masz chcieć dokonać zmian w swoim życiu, wykonać wysiłek i zadbać o efekty.
                To, że ktoś Ci poświęca swój czas na forum bawiąc się w charytatywnego psychologa, zamiast go spędzać efektywniej vel przyjemniej, to jego wola ale i koszt tego czasu.
                Chyba nie myślisz, że forumowicze dadzą się nabrać na grę jaką prowadzisz "och, ach, nie mogę absolutnie isć do psychologa bo czasu nie mam a myślenie o rozwodzie na świętego nigdy jest piekielnie czasochłonne! więc wszyscy podawajcie mi na tacy całą wiedzę co teoretycznie mam robić, poświęcajcie swój czas bo ja przecież potrzebuję. a ja będę kręcić nosem jak mi się nie spodoba co mówicie, a rady i tak wrzucę do kosza bo przeciez ja czasu nie mam, mówiłam już na wstępie".
                Możesz grać a możesz działać. Twój wybór.
              • zofiulina1971 Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:36
                Kinia, ja jestem dzieckiem takich rodziców, jak Ty i Twój mąż. Włos się jeży, jak się Ciebie czyta i co fundujecie z mężem swoim dzieciom.

                Chciałam napisać, jak ja widzę Waszą sytuację, ale się powstrzymam.

                Satoja ma rację, ale Ty najwyraźniej potrzebujesz echa, nie forum. A muszę powiedzieć, że agresję w swoim życiu widziałam, oj, widziałam.

                Albo jesteś studentką prawa, która ćwiczy obalanie argumentów. Wychodzi Ci to przednio.

              • asia.sthm Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 16:23
                Kiniu masz racje, nie pozwol sobie nawet tu jezdzic po glowie.

                Satoja tez ma racje i madrze prawi, ale nie zna zasady niestosowania przemocy werbalnej w stosunku do ofiar przemocy. Czasem trzeba kims potrzasnac, ale mozna to zrobic nie uciekajac sie do metod przemocowca.
                • kinia.balowa Re: Dla wyjasnienia 17.08.12, 09:32
                  Czasem trzeba kims potrzasnac, ale moz
                  > na to zrobic nie uciekajac sie do metod przemocowca.

                  Dzieki. Ja naprawde nie mam zapotrzebowania na sluchanie, ze jestem beznadziejna, glupia i krzywdze swoje dzieci - slucham tego codziennie we wlasnym domu. Znam takie teksty na pamiec. Mam zapotrzebowanie na konketne porady, ktore pomoga mi uporzadkowac moje plany i zmienic swoje zycie.
            • sebalda Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:36
              Kiniu, wiem, że strasznie boli, jak ktoś pisze tak jak Satoja. Przerobiłam to. Ale wiedz, że ona ma rację. Jestem od Ciebie dużo starsza i mam dużo dłuższy staż w takim związku. Różnica jest tylko taka, że ja mam problem tylko z mężem, bo nie mam już nikogo z bliskiej rodziny, ale ze znajomymi i przyjaciółmi mam podobnie. Poza mężem moje życie jest naprawdę ok. Tyle, że taki mąż zagarnia ogromny obszar naszego życia.
              Ja jestem już po terapii, po przeczytaniu wielu ksiażek, wyedukowana w temacie na wszystkie strony. Sama jestem już ekspertem. Ale..... nadal stoję w tym samym miejscu. Odseparowanie się fizyczne niczego nie ułatwia, tylko wzmaga agresję, jak widzisz. Emocjonalnie uwolnisz sie może po 5 latach od rozwodu (gdyby Ci się tak sztuka udała). Nie ma sposobu na miesiące przed rozwodem, nie ma sposobu na miesiące po nim. Na ten typ człowieka nie ma żadnego sposobu i ja myślę, że Ty sama to już wiesz, ale cały czas boisz się ruszyć z miejsca. Nie moge Cię potępić, bo sama taka jestem, ale mogę Ci powiedzieć jedno: nie idź tą drogą! Nie oszukuj się, nie rób uników, nie wmawiaj sobie, że za miesiąc, dwa, może trzy. Żadne podchody nie pomogą, tylko konkretne działania. I do nich się dobrze przygotuj, a nie do tego, jak chodzić do tego czasu na paluszkach. Prawnik w centrum pomocowym, konkretne porady, konkretne ruchy.
              Mam nadzieję, że dzięki temu, że krócej w tym siedzisz, Tobie się uda. Życzę powodzenia:)
              • kinia.balowa Sebaldo 17.08.12, 09:21
                > Ja jestem już po terapii, po przeczytaniu wielu ksiażek, wyedukowana w temacie
                > na wszystkie strony. Sama jestem już ekspertem. Ale..... nadal stoję w tym samy
                > m miejscu.

                Czytalam twoje posty. Czytalam tez ksiazki,ktore proponujesz, i swietnie wiem, ze jedynym sposobem jest uwolnic sie od faceta raz na zawsze. Dlatego moja decyzja jest taka wlasnie - najpierw rozstanie, potem ewentualnie terapia. Wierze, ze zdolam to przeprowadzic, wczesniej czy pozniej.
          • zakletawmarmur Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:18
            Kinia a co zrobisz, jeśli on się nie wyprowadzi we wrześniu?
            • brak.polskich.liter Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:35
              zakletawmarmur napisała:

              > Kinia a co zrobisz, jeśli on się nie wyprowadzi we wrześniu?

              Wlasnie mialam o to zapytac.
              Co w sytuacji, kiedy maz oleje ustalenia w sprawie wyprowadzki tak samo, jak olewa prosby Kini o to, zeby jednak na nia nie wrzeszczal.

              Bo w sumie - czemu by sie mial wyprowadzic? Jemu jest OK w obecnej sytuacji. A wyprowadzka to dodatkowy koszt, wysilek, no i chlopca do bicia (czyli Kini) nie bedzie na podoredziu.
              Zalozenie, ze facet, ktory od lat stosuje przemoc sie jednak dobrowolnie wyprowadzi, zeby ulzyc zonie (przeciez jego dobrostan zony guzik obchodzi), jest IMO dosc optymistyczne.
              • marzeka1 Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:43
                Kinia, zachowujesz się w swoich odpowiedziach, szczególnie wobec Satoi, strasznie; tak w myśl, że "zabija się posłańca przynoszącego złe wieści".
              • zakletawmarmur Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 15:51
                Ja też myśle, że to mało prawdopodobne i trzeba przygotować się na to, że pan się nie wyprowadzi. No chyba, że pan ma na podorędziu kolejną ofiarę...
                • krokodil123 Re: Dla wyjasnienia 16.08.12, 16:04
                  Znałam kiedyś dziewczynę która była szczęśliwa kiedy się jej mąż wyprowadził ze wspólnego mieszkania. Cieszyła się dlatego że myślała że to koniec problemów.
                  Problem znowu wrócił dlatego że pan po miesiąca.....się sprowadził znowu.
                  • czarnyraider powtorka 17.08.12, 08:43
                    przeczytalam w Twoim poscie historie mojej mamy. Tylko ze nie byl synek, a dwie corki. Jedna z nich ja. Cale dziecinstwo i lata mlodizencze traktowalysmy Mame tak jak ojciec, wrzaskiem ,brakiem posluszenstwa, pomiataniem, lekcewazeniem. W domu wladze i posluch mial tylko ojciec. Awanturnik, furiat i zwykly ch... w roli meza i glowy rodziny. Nasladuje sie silniejsza osobowasc w domu chyba niejako automatycznie.
                    Dzis jestem matka, bardziej w roli ojca niz mamy w moim domu. Przejrzalam na oczy juz jakis czas temu, bronie Mamy zaciekle i bez zadnego zahamowania przed tata. On juz nawet stara sie trzymac na wodzy przy mnie, bo nie szczedze Mu niczego.
                    Byly moje pytania dlaczego z Nim siedziala, dlaczego na to wszystko pozwalala. Okazalo sie ,ze chciala odejsc, ale nie miala zadnych perspektyw i mozliwosci wtedy. Dzis masz ich pelno. Zatrosz sie o zwoj los, bo nikt nie powinien Cie tak traktowac, a nie wiesz co wyrosnie z syna ( moja mama nawet nie oczekiwala, ze ktos kiedys zacznie Jej bronic. Zyla z etykietka ofiary i swiadomoscia, ze to juz na zawsze ). Mi sie oczy otworzyly po mnostwie ksiazek, pomocy psychologa, przegadaniu tematow i obserwacji. Tyle ze mnie ten temat bardzo zywo interesuje. Nie kazdego bedzie interesowal, nie licz na zadoscuczynienie w przyszlosc. Sama daj sobie szanse na spokojniejsze zycie. Zlosnik zawsze bedzie zlosnikiem. To jego srodowisko naturalne. Powodzenia
                  • kinia.balowa Re: Dla wyjasnienia 17.08.12, 09:42
                    No tak, ja mam to szczescie, ze mieszkanie jest moje, przedslubne. Tyle, ze zgodnie z polskim prawem, meza nie mozna wyrzucic nawet z wlasnego mieszkania, dopiero po rozwodzie jest to mozliwe. Rozmawialam o tym ze znajomym prawnikiem.
            • kinia.balowa Re: Dla wyjasnienia 17.08.12, 09:40
              To jest bardzo dobre pytanie. Sama je sobie zadaje.Oczywiscie mam opcje silowa - takie rozwiazanie proponuje mi moja matka, wiec chociazby ze wzgledu na osobe autorki pomyslu odnosze sie do niego z dystansem. Na razie.

              Wiesz, ja uwazam, ze agresja mojego meza wynika z poczucia zlapania w matnie - nie chce stracic dzieci, a jednoczensie nie kocha mnie i nie chce ze mna mieszkac. Moj obecny plan przewiduje przedstawienia mo rozsadnych warunkow wpolnego wychowywania dzieci a jednoczesnie uwolnienia sie od malzenstwa, ktore budzi w nim wylacznie zle uczucia. Moze sie myle, ale gdy przedstawilam takie rozwiazanie, widzialam na jego twarzy ulge.

              Mowimy o wrzesniu, bo wtedy przychodzi nowa niania, ktora zdejmie z nas czesc obowiazkow i zycie osobno stanie sie logistycznie mozliwe.
          • anaisanais Re: Dla wyjasnienia 17.08.12, 13:48
            mysle ze post satoji ma sens, osobiscie nie widze tam nic agresywnego, raczej kubel zimnej wody, wez sobie to do serca.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Urodzona ofiara 19.08.12, 22:17
      To, że tylko w najbliższej rodzinie czuje się Pani jak ofiara, nie jest niczym dziwnym. Wszak to z takimi osobami łączą Panią najintensywniejsze relacje, działają najintensywniejsze emocje, a związki z takimi osobami z różnych powodów czasem nie dają się prosto rozwiązać. Nadto poczucie bezpieczeństwa jakie daje bliski związek, paradoksalnie, może wzmagać agresję lub może być przez to polem nieustającej walki, szukania przewagi, szczególnego pozycjonowania się. Dlatego tak czuje się Pani w relacjach z najbliższymi a szczególnie z mężem.
      Takie uczucie nie oznacza bycia ofiarą.
      Może jest też tak, że Pani małżeństwo się nie udało. Dzieci czy inne sprawy mogą determinować jego trwanie, ale zniechęcenie takim związkiem może wywoływać agresję.
      Ofiara z reguły nie myśli o sobie jako o sprawczej osobie. Pani zdaje się działać. Być może te działania są powolne, ale każdy ma swoje tempo. Od Pani decyzji będzie zależało jak dalej potoczą się Pani losy. Wygląda na to, że ma Pani tego świadomość. Teraz tylko potrzebna jest konsekwencja i odporność. Oraz wiara w słuszność swojej decyzji, która zmierza przecież do ochronienia Pani. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • kinia.balowa Re: Urodzona ofiara 20.08.12, 11:10
        Dziekuje bardzo za odpowiedz. Zastanawiam sie, czy moje dzialania sa powolne - dla mnie sa po prostu rozwazne. W przeszlosci dzialalam juz wobec meza impulsywnie i bez przygotowania, wystawiajac tylko na szwank swoja wiarygodnosc. Sprawe na pewno opoznilo to, ze mezowi zdarzaja sie okresy poprawy liczone w latach - jak na przyklad wtedy, gdy zdecydowalismy sie na 2 dziecko.
        Mam jednak wrazenie, ze teraz przekroczylismy jakas granice zza ktorej nie ma juz powrotu - w mezu bedzie narastac coraz wieksza agresja, we mnie - mam nadzieje, determinacja do przeprowadzenia zmian.

        Tak jak napisalam wczesniej, napisze pod koniec wrzesnia, co udalo mi sie osiagnac.
      • krokodil123 Re: Urodzona ofiara 20.08.12, 12:29
        " Nadto poczucie bezpieczeństwa jakie daje bliski związek, paradoksalnie, może wzmagać agresję lub może być przez to polem nieustającej walki, szukania przewagi, szczególnego pozycjonowania się."

        Pani Agnieszko, podskórnie się domyślam o co pani pisze. W małżeństwie byłam świadoma że to mój mąż wprowadzał i zawsze działał na zasadzie walki, domowej wojny, udowadniania racji, dominacji. Do tej pory sam jest tego nieświadomy ale dla mnie to był jeden z powodów rozpadu naszego małżeństwa.
        Natomiast ja sama wtedy długo się zastanawiałam i szukałam swoją rolę w związku jako żona i matka (tak jak autorka postu) i teraz po latach rozmyślam nad błędach i doświadczeniu na przyszłość.
        Czy mogłaby pani napisać coś więcej na ten temat.
    • agnieszka_iwaszkiewicz do krokodil123 21.08.12, 10:06
      Prawidłowy związek powinien opierać się na równowadze i partnerstwie. Przy czym partnerstwa nie rozumiem tutaj jedynie jako wspólnego dzielenia się obowiązkami lub przejmowania obowiązków dotychczas rezerwowanych dla konkretnej płci.
      Chodzi mi o autentyczne, bez przymusu i nauki tego, uznawanie wartości drugiej osoby i tego co ona wnosi do związku. powinna być uznana indywidualność partnera czy partnerki i ich integralność Nie może być mowy o upokarzaniu kogoś, stosowaniu agresji czy manipulacji. To nie powinno być nawet dyskutowane, tylko pojawić się od razu w związku. To nie oznacza bezkonfliktowości, braku kłótni czy wiecznej idylli. Czasem i takie związki się rozpadają bo rozczarowują, bo wypala się uczucie, bo zmiany, będące naturalne dla związku, są nie do zniesienia. Ale zachowana jest podstawowa równorzędność partnerów. Można kogoś nie lubić, przestać kochać, nie zgadzać się z jego światopoglądem, być złym na konkretne zachowania, ale to nie jest powód do zachowań przemocowych w różnej formie.
      Dlatego jak pojawia się agresja, szczególnie ta przejawiająca się w zaciszu domowym i nigdzie indziej, należy wzmóc uwagę. Agresję trzeba odróżnić od jednorazowych impulsywnych zachowań, które zdarzają się każdemu.
      Agresja sprzyja zachowaniom dominacyjnym. zawsze trzeba sobie zadać pytanie: czemu mój partner chce mnie sobie podporządkować ? I czemu używa do tego siły słów albo rąk? Czemu nie może znieść mojej niezależności?
      Nie wdaję się tutaj już w analizę źródła takich zachowań, ale zawsze są one sygnałami. Wtedy trzeba działać radykalnie czyli reagować natychmiast protestem. Jeśli zachowania takie się powtarzają, nie ma zmiany ani refleksji nad tym co się zrobiło drugiej osobie trzeba się mocno zastanawiać czy utrzymywać taki związek.
      Trzeba też wziąć pod uwagę i to, że ludzie wchodzą w związki także swoimi nieświadomymi częściami. I, mimo że tak nie chcą, dobierają się też w związki kat / ofiara. Wtedy trudniej się wychodzi z takich relacji, dlatego, że więcej czasu zajmuje zorientowanie się w tym co się dzieje.
      A związek bliski sprzyja folgowaniu złym nawykom i okropnym cechom. Poprzez codzienne obcowanie widać je wyraźniej. Często bliska osoba jest kontenerem dla frustracji, jeśli dodatkowo jest na to podatna.
      nie wiem czy odpowiedziałam na temat, który Pani zadała. Pewnie nie zawsze udaje się uniknąć wejścia w taki związek, ważne jest aby z niego umieć wyjść lub doprowadzić do jego zmiany, co jest bardzo trudne. Jak się chronić? Nie lekceważyć pierwszych sygnałów. jeśli coś powtarza i czuć w tym przemoc to nie oszukiwać si, że to chwila lub że to pomyłka.. Tak naprawdę to nie można tego pomylić z niczym innym i niczemu innemu uwierzyć. Tak jak się wie, że jest się zakochanym, tak wie się, że pewne zachowania świadczą o przemocy wobec nas. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • krokodil123 Re: do krokodil123 21.08.12, 17:50
        Teraz rozumiem wszystko co pani napisała-jest dokładnie tak jak ja uważam.
        Doszłam do tego fakt że dopiero teraz i czasami myślę dlaczego wcześniej lekceważyłam pierwszych sygnałów, nie reagowałam natychmiast (tak naprawdę reagowałam ale nie tak jak należy) nie rozumiałam że to jest przemoc i wierzyłam nie że "to się zmieni" a że mam na to "wpływ" w sensie że panuję nad tym i z tym sobie radze.....Ale jak autorka wspomina granica została przekroczona i nie było odwrotu.
        Doszłam do wniosku że może wychowanie, wzorce rodzinne, niedoświadczenie, młody wiek i naiwność (miłość) rzutowali na wszystko że uczestniczyłam w tym.
        Tak samo i z strony męża wiedziałam że to też wzorce które powielał, kompleksy które miał pchali go do dominacji i zapewnienia sobie chorego bezpieczeństwa.

        Nie rozumiem tylko jak " poczucie bezpieczeństwa jakie daje bliski związek, paradoksalnie, może wzmagać agresję".
        Czy chodzi o to ze jak człowiek jest spokojny i pewny że "wszystko ma zaklepane na amen" to nie musi się starać w sensie dbać o związek i partnera i wtedy pokazuje swoje prawdziwe oblicze i wyzwala agresje która "drzemię" w niego, powiela wzorce które miał w rodzinie?
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: do krokodil123 23.08.12, 13:50
          krokodil123 napisała:

          >
          >
          > Nie rozumiem tylko jak " poczucie bezpieczeństwa jakie daje bliski związek, par
          > adoksalnie, może wzmagać agresję".
          > Czy chodzi o to ze jak człowiek jest spokojny i pewny że "wszystko ma zaklepane
          > na amen" to nie musi się starać w sensie dbać o związek i partnera i wtedy pok
          > azuje swoje prawdziwe oblicze i wyzwala agresje która "drzemię" w niego, powiel
          > a wzorce które miał w rodzinie?

          Nie do końca.
          Chodzi o to, że w bezpiecznym miejscu, takim jak związek, nie ma potrzeby powstrzymywać agresji. Jej konsekwencje inaczej się rozkładają. czasem łatwiej nie zastosować hamulców i puścić je.
          Oraz, że bliski związek czasem wręcz wzmaga agresję oraz wymusza chęć spozycjonowania się jako ktoś silniejszy. Czasem w ten sposób też wyrażana jest nieświadoma niechęć do płci przeciwnej, częściej dotyczy to kobiet, niestety. A to z kolei związane jest z relacją z matką. Ale to ogromny temat, przekraczający możliwości krótkiej porady czy informacji. Czasem indywidualnie poruszam taki temat, ale tak teoretycznie to już jest zbyt obszerne. Do tego trzeba dodać uwikłania rodzinne oraz wzorce kulturowe. Agnieszka Iwaszkieiwcz

    • meluzyna102 Re: Urodzona ofiara 08.09.12, 14:06
      Pytałaś parę razy, czy Twoje zachowanie wzbudza agresję. Myślę, że warto, byś wiedziała, że zachowanie osób, zachowujących się jak ofiara wywołuje irytację i złość. Kiedy czytałam dziesiąty raz Twoje "tak ..., ale- i argument przeciw"- niestety nie czułam do Ciebie współczucia a właśnie irytację. Pytasz o radę, a gdy ludzie Ci jej udzielają, zbijasz radę setką argumentów. Są to argumenty, które kompletnie do mnie nie trafiają- odczytuję je jako- wybacz- tworzenie dla samej siebie uzasadnienia trwania w sytuacji. Sytuacja jest zła, ale, jak się wydaje, nie na tyle, byś podjęła radykalne decyzje. Ty uważasz, że Twoja "powolność" jest "rozwagą"- dla mnie jest brakiem rozwagi, brakiem odwagi i niestawianiem dobra dzieci na pierwszym miejscu. Trwanie w koszmarze z dziećmi nie jest żadną rozwagą. Niestety, ale prawda jest taka, że ofiara tkwiąc w związku z przemocowcem, tez ma z tego jakieś "zyski". Parfadoksalnie jednym z zysków jest tworzenie pozytywnego myślenia o sobie: zamiast ...- jestem "rozważna". On jest zły, a Ty "dobra". NIe jesteś dobra- przeczytaj obecny tu wątek o ojcu terroryście- ile osób napisało dziewczynie, że jej matka nie jest aniołem (jak to wmówiła córce), że jest WSPÓŁWINNA!
      Osoba, która tkwi w relacjach z przemocowcami i z nich nie wychodzi, a się żali- irytuje. No bo ile można powtarzać: wyjdź ze złej relacji? Nagle radzący się orientuje, że nie chodziło o radę, a o teatr- ona udaje, że chce coś zmienić, ale nie chce- chce słuchaczy+ znów przekonać samą siebie, że musi zostać.
      Nie wiem, czy udało mi się przekazać Ci, o co mi chodzi. Stoisz stopami we wrzącej smole i płaczesz, że Ci źle. Wokół ludzie mówią: wyjdź ze smoły. A ty: tak, wyjdę, ale rozważnie. Tak, wyjdę, ale mi może będzie zimno w stopy itd. Takie zachowanie powoduje, że trudno traktować cię z szacunkiem. Jedyne rozważne działanie, to szybkie wyjście ze złych relacji i terapia. Cała reszta - jak się przekonasz na terapii - to argumenty, których "nie-ofiary" nigdy by nie użyły.
    • stasi1 Ale w wątku z kwietnia 24.11.12, 10:18
      pisałaś z jakiej to wspaniałej rodziny pochodzisz! przynajmniej takie odniosłem wrażenie
    • tonik777 Re: Urodzona ofiara 28.11.12, 10:16
      Jak mąż na Ciebie wrzeszczy, to Ty wrzeszcz na niego.
      Jak matka Ci dogaduje, to rób tak samo do niej. A najlepiej ograniczyć kontakty do minimum.
      Jak ojciec nie chce Ci pomóc, to nie proś go więcej, a jak on będzie czegoś chciał, powiedz NIE.
      Do ciotki się nie odzywaj. Jeśli będzie ględziła to nie rozmawiaj z nią. Jak przez telefon, to się po prostu rozłącz. Jak osobiście, to idź robić co innego. Pokaż jej, że masz ją w czterech literach.
      Dziecku nie pozwalaj na bycie agresywnym czy lekceważącym. Np. "byłeś dla mnie niegrzeczny więc słodycza/bajki/czy co tam lubi dzisiaj nie będzie".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka