ona7701
31.10.12, 09:49
mam 35 lat, dwoje dzieci, męża. razem z nami mieszkaja moi rodzice - matka 79 lat i ojciec 85 lat. tato jest po wylewie i zawale. nie jest w stanie sam funcjonować. nosi pampers, trzeba mu pomagać przy ubieraniu, jedzeniu itd. matka od zawsze cierpi na wiekszość chorób jakie znam. tak naprawe miala wycinane kamienie zolciowe, miala nadcisnienie. stale przyjmuje leki (ktore sama sobie dawkuje bo lekarze wedlug niej nic nie wiedza a ona sama najlepiej sie zna na medycynie). wyksztalcenia w tym kierunku nie ma zadnego (niepelna szkola podstawowa) odkad pamietam (czyli od 5-6 roku życia) umiera. wciąż powtarza ze zaraz umrze. ja jestem najmlodszym, poznym dzieckiem. miala nie dotrwac do momenu skonczenia przez ze mnie szkoly podstawowej, sredniej, potem studiow. slubu, narodzin dzieci, wlasnego domu. teksty w stylu: ja na pewno nie dozyje do twojego slubu/zakonczenia studiow... zawsze była tzw. trudna osobą. szantazowala cala rodzine tym umieraniem wlasnie. kiedy cos bylo nie po jej mysli, zaczynala histerycznie plakac, udawac ze jest umierajaca. potrafila nie brac lekow i oprzec sie w szpitalu. uwaza ze jest nieomylna i najlepiej sie zna na wszystkim bo duzo przezyla i wychowala duzo dzieci. faktem jest, ze rodzice bardzo o nas dbali. jak to mowi moja matka "poswiecili swoje zycie dla nas". i w zwiazku z tym ze poswicili, to ja mam jej sluchac i robic jak ona kaze bo ja sie nie znam a ona tak. w szczegolnosci nie znam sie na wychowaniu dzieci. uwaza ze dzieci gloduja (organizowala im dozywianie u sasiadow). wg. niej ja nie potrafie gotowac tylko "udiablę" cos. nienawidzi mnie i mojego meza. pozwala sobie na uwagi "modle sie zeby on (czyli moj maz) zdechl", ten polglowek, przyglupek. moja tesciowa to wg. mojej matki "gownojad". poniewaz moi rodzice mieszkaja u mnie, moje rodzenstwo wina za sytuacje w naszym domu obarcza mnie. twierdza ze nasza matka jest "trudna" (coz za eufemizm), a ja mam sie zamnknac i sie nie odzywac. wyzwiska jakimi mnie obrzuca to "ty kur..o zaje..ana, zebys zdechla. rzuca wazoanami, talerzami. opowiada naokolo ze ja wiezimy w pokoju, zakrecamy wode, ogrzewanie, prad, gaz (gazu u nas nie ma wogole). ze maz ja chcial pobic, ze ja ja pobilam. moje dzieci maja nerwice, znow sie mocza w nocy (maja 7 i 5 lat). sklocila cala rodzine - jednej opowiada cos, innej zupelnie co innego, napuszcza jedna siostre na druga (i generalnie wszystie siostry na mnie). pod jej wplywem siostra ktora mieszka za granica naslala mi do domu opieke spolecznma i policje - delegacje byly. opieka zwrocila matce uwage ze szcunek nalezy sie jej, ale to dziala w obie strony. na co ona odparla ze bedzie tak do mnie mowic bo mnie urodzila. i bedzie sie tez wtracac, bo wychowala tyle dzieci i wie. dzielnicowy sugeruje skierowanie matki do dps'u. ona uparla sie na mieszkanie w rodzinnej miejscowosci - sama z ojcem. te wszystikie awantury wynikaja z jej checi wyprowadzenai sie i nudow - obeszla juz wszystkie sasiadki w naszej miejscowosci, opowiedziala wszedzie swoja historie i jaka to ja jestem niedobra i nie ma juz gdzie isc bo brak jej nowych sluchaczy. nie wyobrazam sobie jak rodzice beda sami funkcjonowac. jestem przekoanan, że nie bedzie to dobre. matka zneca sie nad ojcem, bije go, wyzywa wulgarnie (kiedy ty zdechniesz, ty sk..nie). czasami rodzice sie bija - kiedys matka roziila ojcu nos, podrapala go. podczas odwiedzin siostry jest tzw. teatr - jest dla niego mila, kochajaca i delikatna. siostra oczywicie mi nie wierzy i uparcie twierdzi ze mam matce oddac pieniadze i oni sie wyprowadza. mieszkali u innej siostry przez 4 miesiaca - bylo im tam zle (siostra nie ma malych dzieci wiec mogla wiecej czasu posiwecac rodzicom, ale i tak nie pasowalo jej to). inna siostra wyrzucila ich po 2 tygodniach (teraz broni mojje matki i twierdzi ze to ja jestem ta zla). proponowalam zeby matka sama sie wyprowadzila ale one nie chce o tym slyszec bo z jednej emerytury sie nie utrzyma. pisze tego posta wlasciwie aby sie wygadac bo jestem juz strzepkiem nerwow. zdaje sobie sprawy ze razem zyc nie mozemy bo ona wykonczy mnie, moje malzenstwo i przede wszystkim moje dzieci. mam juz naprawde dosc. marze o dniu kiedy oni sie w koncu wyprowadza i w domu zapanuje spokoj. [/b]