agibubu
19.11.12, 12:37
klasyka gatunku - mam problem, ponieważ mój narzeczony nieustająco żre się z moją mamą.Jest to dla mnie na tyle uciążliwe, że oni żrą się podprogowo - to znaczy, moja mama denerwuje mojego narzeczonego jakimiś duperelami - że nie tak się odezwała, że wzięła dziecko na ręce, nie tak rozwiązała jakiś konflikt. To są drobiazgi, naprawdę. Ale ja moją mamę kocham i mi te drobiazgi nie przeszkadzają. Widzę, że się stara, że dogadza nam, że nie wtrąca się do naszego życia. Boli mnie, że mój narzeczony, za przeproszeniem "dopier...ala" się dosłownie do niej. Kiedy mówię, proszę go, żeby może spróbował jakoś przestać zwracać na to uwagę, mówi, że trzymam jej stronę, że ona mnie nastawia przeciw niemu - normalnie koszmar. Z drugiej strony rozumiem, że czuje się źle, gdy ktoś robi czy mówi coś w sposób który go denerwuje (u nas problemem jest mieszkanie, na które moi rodzice wzięli kredyt i który my spłacamy i czasem mojej mamie czy babci wymsknie się, że np "nie kupię ci (do mojej córki) czegoś tam bo mama ma w mieszkaniu mało miejsca". I o to jest afera - że powiedziała mama a nie rodzice. Rodzice trochę nam jeszcze pomagają, nie dużo, ale bez tej pomocy nie byłoby nas stać na opiekunkę. Jednocześnie mojemu narzeczonemu to bardzo przeszkadza. Jednak kiedy pokazałam mu, jak wygląda nasz budżet, stałe wydatki - okazało się, że na jedzenie i artykuły higieny dzieci zostanie nam 450zł. Nikt za to nie przeżyje. Jedynym wyjściem byłoby zrezygnować z dojazdów do pracy autem, co pochłania 500zł naszego budżetu. Ale tak mu wygodnie, nie zrezygnuje. Jednocześnie wścieka się na mnie, że biorę od rodziców te kilka stów miesięcznie. Czyli co mam zrobić? Nie jeść?
Nie wiem już co mam zrobić, jak z nimi rozmawiać. Nie chcę być pośrednikiem, nikomu nic nie zrobiłam, nic nie powiedziałam, a zbieram baty z obu stron. Boje się jechać do domu rodzinnego, boję się czy zaraz nie będzie znowu jakiejś sytuacji, po której w niedzielę wieczorem będę miała aferę znowu, bo mój narzeczony nie mówi nic moim rodzicom. On potem mówi to mnie i do tego wymaga, że mam być cicho i zaakceptować to, że on nie lubi mojej mamy, patrzeć jak skaczą sobie do oczu, kąsają się między słowami i znosić to z godnością. Mam dość. Powiedziałam dzisiaj, że zabieram dzieci i idę do przyjaciółki, a oni mają porozmawiać i sobie sami wyjaśnic o co im chodzi, bo ja mam tego po dziurki w nosie. Ale nie wiem czy to dobry pomysł...