jaratam
02.01.13, 17:36
Żyję w nieformalnym związku , lekko ponad trzy lata, oboje jesteśmy po tzw przejściach, oboje z kimś się rozstaliśmy, by być ze sobą. Mieszkamy razem, razem pracujemy, jesteśmy ze sobą prawie non stop. Codzienne życie niesie wiele dowodów na to, że jestem kochana, uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nie nudzimy się sobą i nie męczymy.
Tylko okazało się, że on tak naprawdę nie rozstał się ze swoja poprzednia partnerką , a ja dowiedziałam się o tym w - dla mnie dramatycznych okolicznościach, znajdując bilet na ich wspólne wakacje, w czerwcu - już ubiegłego roku. Dramat, sceny, obietnice , hasło - ratujmy ten związek....
Przetrwałam, ale okazało się, że i tak pojechali razem. Tłumaczył mi, że to tylko sex, że on potrzebuje czasami odmiany, innej po prostu, dlatego ją zabrał ze sobą. Dodam, że to były wakacje, na które nie chciałam jechać, z różnych względów, nazwijmy - tematycznych, więc to nie tak, że tak nam razem cudnie, ale wakacje osobno.
Przetrwałam ponownie, ale z maxymalnie wyostrzoną czujnością.
Zdarza się często, że wyjeżdżam na dwa - trzy dni.Zadręczam się wtedy wątpliwościami - czy spotyka się z nią, czy nie...
Niestety, trzy tygodnie temu okazało się, ze gdy mnie nie było, spędził u niej noc...po prostu gdy wróciłam, zauważyłam kilka szczegółów świadczących o jego nieobecności w domu, w końcu potwierdził, znowu tłumacząc, że to tylko sex.
Podkreślam, miedzy nami jest naprawdę super i nie rozumiem tego, że on robi takie skoki do swojej byłej...
Czy to możliwe, że tamta kobieta wybrała świadomie rolę kochanki - ukrytej, utajnionej, tylko po to, by bzyknął ją w jemu dogodnym terminie?
Poza tymi wakacjami nie było żadnych innych wyjazdów, od tamtej pory ze zwiększoną częstotliwością wyjeżdżamy gdziekolwiek razem, jakby chciał mi to wynagrodzić.Zapewnia mnie, że ja jestem najważniejsza, że tamto to tylko sex, że on ma z tym problem i chodzi tu tylko o odmianę - inną. Nie stroni od sexu ze mną, chociaż polega to na codziennym "przeleceniu" mnie, natomiast tzw "kochanie się" odbywa się - raz na tydzień, dziesięć dni?
Boli mnie zdrada, kłamstwo, oszustwo, ale mam wątpliwości - czy wyprał mi móżg, czy tez może faktycznie - nie chce mu się w pewnym momencie zapanowac nad tzw chucią, a ona jest i czeka?
Czy tez może jestem totalnie głupia, i skoro ja jestem tzw domowa, udomowiona całkowicie, on może trwać w jakims związku z nią?
Ja wiem, że najlepiej, jak jest czarne i białe, ale czy możliwe są szarości i jak sobie z tym radzić?
Wiem, że naprawdę mu na mnie zależy, ale czy - interesownie, czy bezinteresownie?
Wiem, że gdy odejdę, skomplikuję mu lekko zycie, choćby ze względu na wspólna pracę, ale tylko lekko, bo na wszystko są rozwiązania.
Sama juz po napisaniu tego nie wiem, czego chcę - kubła zimnej wody czy pocieszenia?