7monika75
07.04.13, 11:40
Problem narasta, czuję że sobie z nim nie radzę, nie mam z kim szczerze o tym pogadać, bo mam poczucie, że nikt mnie nie rozumie. Siostra mojego M. jest niepełnosprawna w stopniu znacznym mieszka z rodzicami. Ma około 30, ale wszyscy traktują ją jak małe dziecko. Mąż jest jedynym rodzeństwem, starszy o cztery lata, od dzieciństwa opiekował się siostrą. Jest bardzo dojrzały, odpowiedzialny, co widać w kontakcie z naszymi dziećmi. Nie potrafię określić na ile jest z nią związany. Nigdy nie widziała żeby okazywał zniecierpliwienie wobec niej (wobec naszych dzieci bywa zniecierpliwiony), jest na każde jej zawołanie i toleruje każde, nawet najbardziej absurdalne czy niebezpieczne jej zachowanie. Wypowiada się o niej wyłącznie bardzo ciepło. Z drugiej strony zauważyłam, że ucieka, jeżeli musi z nią spędzić kilka godzin i unika opieki, ale nigdy się do tego nie przyzna. Ze mną nie chce rozmawiać na jej temat, gdy usiłuję (delikatnie) powiedzieć, że jej zachowanie jest dla mnie problemem, jest oburzony i zamyka rozmowę.
Ja nigdy nie miałam do czynienia z osobami upośledzonymi. Jego siostra jeszcze do niedawna była osobą niezwykle agresywną: potrafiła napaść na ulicy na osobę, która ją czymś zdenerwowała (ma nadwrażliwość słuchową, więc wystarczyła głośna rozmowa) i pobić. Jest bardzo silna. Bardzo często bije swojego ojca, na oczach całego miasta. Ma kuzyna, którego pobiła wielokrotnie gdy byli dziećmi, jedyne na co zdobyli się rodzice to izolacja tamtego dziecka. Mamy troje małych dzieci, gdy Ania zaczęła je atakować, wymusiłam wizytę u dobrego psychiatry, teraz jest na lekach, jest znacznie lepiej, ale zdarza jej się atakować swego ojca - co dla jej rodziców i mojego męża nie jest problem... Ania nic nie potrafi: trzeba ją obrać, umyć, uczesać włosy, zmienić podpaskę, przykryć kocem. Z drugiej strony jeżeli coś ją zainteresuje potrafi wykonać to perfekcyjnie - np. nakładać koraliki, czy układać puzzle. Ale rodzice i brat wykonują za nią wszystkie czynności z uśmiechem na ustach. Moi teściowie uwielbiają swoje wnuki i często są naszymi gośćmi. Wpadają na kilka dni, czasem tydzień. Starają się być bardzo pomocni: gotują, sprzątają, zajmują się dziećmi. Przy trójce maluchów to nieoceniona pomoc. Dzieci ich uwielbiają. Zawsze przyjeżdżają we dwoje i zawsze z Anią. Wszyscy (poza mną) spełniają jej zachcianki: placki ziemiaczane pięć minut po obiedzie, lody o 12 w nocy i tak cały dzień. Ania jest bardzo głośna, często krzyczy, zabiera moim dzieciom zabawki, włącza sobie bardzo głośno telewizję, tańczy kładzie się w salonie na kanapie, tak, że reszta domowników siedzi na krzesłach, albo zasypia o 18 i wszyscy chodzi ma palcach. Wchodzi bez pozwolenia wszędzie: do naszej sypialni, łazienki, grzebie nam w szafkach. Slini się, mlaszcze, piszczy. Załatwia swoje potrzeby przy otwartych drzwiach łazienki. Zdejmuje majtki na środku salonu. Nikt nigdy nie zwraca jej uwagi. Ja jestem wykończona po tych wizytach. Ania drażni mnie do tego stopnia, że mam problem, aby normalnie się do niej odzywać. Źle się czuję we własnym domu, zostawiam dzieci i uciekam. Z drugiej strony widzę, że tylko ja mam z nią problem, dla męża i teściów jest tak samą słodką i zabawną dziewczynką jak moja dwuletnia córka. Mąż nie chce ze mną rozmawiać, obawiam się, że coraz trudniej będzie mi zaakceptować tą sytuację. Co robić> Pomóżcie, proszę....