azalia30
11.04.13, 21:18
Mój problem małżeński jest wielowątkowy i skomplikowany. Nie chcąc na początku przynudzać opisem sytuacji streszczę się jak tylko będe potrafiła.
Po wielu próbach z mojej (i męża strony) zrozumienia wzajemnych oczeiwań nie umiemy się porozumieć. Dziś mąż, który zwykle jest zamknięty w sobie i bardzo sporadycznie mówi o swoich uczuciach poruszył kilka kwestii:
1) nie wierzy w siebie, w to co myśli o sobie i świecie. Jego sposób widzenia świata i funkcjonowania nikomu nie odpowiada i zewsząd dostaje sygnały, że jest nieudolny, niezaradny, nic nie wart. Osobami takimi jestem również ja i córka (lat 3).
2). Moje wymagania wobec niego nigdy sie nie kończą. To co robi w domu lub z dzieckiem jest niewystarczające i zawsze oczekuję czegos jeszcze. Zawsze jak skończy jedną rzecz, ja wynajduję kolejną. W skrócie: Ja proszę, on robi, ja i tak się czepiam. Oczekuję, żeby wszystko było robione od razu.
3) Częściej krytukuję niż chwalę a nawet jak chwalę czy mówię coś miłego to i tak w jego odczuciu jest to nieszczere i nijak się ma do fali krytyki. Mąż się poddał w walce o swoje racje i od dziś będzie wykonywał moje polecenia bez szemrania.
Mąż od 7 lat nie pracuje i nie zamierza pracy szukać (na pewno nie w najbliższym czasie). W domu od kilku lat (jesteśmy razem prawie 8) zaczął pewne rzeczy wykonywać. Ma zrywy i wtedy świetnie sprzątnie, częściej gotuje (bardzo dobrze kucharzy). Niestety nie robi tego na co dzień, ani wg. potrzeb. Tylko jak ma "dobry humor" lub jak się wykłócę. Dzieckiem też zaczął się bardziej kontaktowo zajmować, więc i ona do niego ciągnie, ale nie zawsze. Zwykle robi coś w efekcie moich próśb i najczęściej "zaraz" i na ostatnią sekundę. Dzisiejsza kłótnia zaczęła się od tego kiedy wyraziłam swoje niezadowolenie tym, że po dwóch dniach oglądania całego sezonu jakiegoś serialu ... włączył sobie następny. Stwierdziłam, że jest masa rzeczy do zrobienia a on oburzył się, że nie może się relaksować i "odmóżdźyć" bo ja znów rządam czegoś.
Od kilku miesięcy oboje chodzimy na psychoterapię, osobno. Małżeńskiej mąż nie chce.
Wiele razy myślałam o odejściu, ale zdecydowałam się obrać drogę prób i stworzenia na nowo naszej relacji małżeńskiej. Ja nie mam szacunku do jego bezrobocia z wygody, nie rozumiem ciągłego odkładania spraw "na potem", dużo oczekuję. On desperacko prosi się o uznanie, kiedy mu je daję - odrzuca je. Nie bardzo wiem jak mam mu je dać. Myślę, że odbudowa jego zaufania do siebie jest kluczowa do zrobienia kroku na przód.