Dodaj do ulubionych

Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości męża

11.04.13, 21:18
Mój problem małżeński jest wielowątkowy i skomplikowany. Nie chcąc na początku przynudzać opisem sytuacji streszczę się jak tylko będe potrafiła.
Po wielu próbach z mojej (i męża strony) zrozumienia wzajemnych oczeiwań nie umiemy się porozumieć. Dziś mąż, który zwykle jest zamknięty w sobie i bardzo sporadycznie mówi o swoich uczuciach poruszył kilka kwestii:
1) nie wierzy w siebie, w to co myśli o sobie i świecie. Jego sposób widzenia świata i funkcjonowania nikomu nie odpowiada i zewsząd dostaje sygnały, że jest nieudolny, niezaradny, nic nie wart. Osobami takimi jestem również ja i córka (lat 3).
2). Moje wymagania wobec niego nigdy sie nie kończą. To co robi w domu lub z dzieckiem jest niewystarczające i zawsze oczekuję czegos jeszcze. Zawsze jak skończy jedną rzecz, ja wynajduję kolejną. W skrócie: Ja proszę, on robi, ja i tak się czepiam. Oczekuję, żeby wszystko było robione od razu.
3) Częściej krytukuję niż chwalę a nawet jak chwalę czy mówię coś miłego to i tak w jego odczuciu jest to nieszczere i nijak się ma do fali krytyki. Mąż się poddał w walce o swoje racje i od dziś będzie wykonywał moje polecenia bez szemrania.

Mąż od 7 lat nie pracuje i nie zamierza pracy szukać (na pewno nie w najbliższym czasie). W domu od kilku lat (jesteśmy razem prawie 8) zaczął pewne rzeczy wykonywać. Ma zrywy i wtedy świetnie sprzątnie, częściej gotuje (bardzo dobrze kucharzy). Niestety nie robi tego na co dzień, ani wg. potrzeb. Tylko jak ma "dobry humor" lub jak się wykłócę. Dzieckiem też zaczął się bardziej kontaktowo zajmować, więc i ona do niego ciągnie, ale nie zawsze. Zwykle robi coś w efekcie moich próśb i najczęściej "zaraz" i na ostatnią sekundę. Dzisiejsza kłótnia zaczęła się od tego kiedy wyraziłam swoje niezadowolenie tym, że po dwóch dniach oglądania całego sezonu jakiegoś serialu ... włączył sobie następny. Stwierdziłam, że jest masa rzeczy do zrobienia a on oburzył się, że nie może się relaksować i "odmóżdźyć" bo ja znów rządam czegoś.
Od kilku miesięcy oboje chodzimy na psychoterapię, osobno. Małżeńskiej mąż nie chce.
Wiele razy myślałam o odejściu, ale zdecydowałam się obrać drogę prób i stworzenia na nowo naszej relacji małżeńskiej. Ja nie mam szacunku do jego bezrobocia z wygody, nie rozumiem ciągłego odkładania spraw "na potem", dużo oczekuję. On desperacko prosi się o uznanie, kiedy mu je daję - odrzuca je. Nie bardzo wiem jak mam mu je dać. Myślę, że odbudowa jego zaufania do siebie jest kluczowa do zrobienia kroku na przód.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 22:13
      Że qrde what? Facet od 7 lat nie pracuje i jeszcze Ci pyszczy?!
      Chrzań jego ego i rozwiedź się dla własnego dobra i dla dobra córki. Dziewczynka właśnie ma kodowany obraz mężczyzny pasożyta, który jest utrzymywany w domu przez kobietę i nawet do prostych prac się nie nadaje. Chciałabyś żeby miała takiego męża?
      • sebalda Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 22:35
        Jesteście razem prawie 8 lat, mąż pracy nie ma od 7. Jesteśmy razem, to znaczy zaczęliście się spotykać czy pobraliście się prawie 8 lat temu, gdy mąż pracę jeszcze miał? Związałaś się z facetem, który nie chciał już wtedy pracować czy on ciężko zachorował, stracił pracę, długo był niesprawny i Ty z miłości się o niego zatroszczyłaś?
        Czy dziecko chodzi do przedszkola (3 lata) czy zajmuje się nim mąż na pełen etat, podczas gdy Ty pracujesz? Czy wróciłaś do pracy zaraz po macierzyńskim, bo z czegoś trzeba było żyć, a mąż przejął pełną opiekę nad dzieckiem? Opiekę nad dzieckiem i zajmowanie się domem, żebyś Ty mogła skupić się na karierze, skoro jesteś jedyną osobą utrzymującą dom?
        Gdy dziecko się urodziło, on był bez pracy już 4 lata, nie obawiałaś się, że wszystko spadnie na Twoje barki? No i spadło zresztą.
        Dlaczego uważasz się za odpowiedzialną w kwestii odbudowania jego poczucia wartości? Przecież to dorosły człowiek.
        Co sprawia, że chcesz za niego przeżyć życie? W imię czego otaczasz go taką ochroną? Czym on motywuje lub tłumaczy to, że nie szuka pracy?
        • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 05:36
          Razem jesteśmy prawie 9 lat (pomyliłam się wcześniej). Po slubie 4. Mąż początkowo pracował.
          Ja nie musiałam iść na urlop po porodzie. Wytłumaczyłam to w poście poniżej. Mąż początkowo odsunął się od obowiązków rodzicielskich. Tzn, w jego mniemaniu był bardzo zaangażowany. Bo na poziomie emocjonalnym on jest zaangażowany, z działaniem ma problem. Małą przewijał, nosił w chuście, czasem brał na spacery. Próbował się z nią bawić, ale ona dostawała spazmów jak tylko została z nim sama. Z butli jeść nie chciała. byłam uwiązana, a on przerażony i odtrącony przez dziecko, o którym marzył latami.
          Teraz wreszcie zaczął poświęcać jej czas bardziej ambitnie i dziecko się na niego otwarło, ale czasem sobie nie życzy jego obecności i jasno to komunikuje. Ojcu wtedy się serce kroi i ucieka do komputera.
          Na karierze nie bardzo się mogłam skupić, bo on obowiązki domowe wykonuje na hura i wg. wewnętrznego barometu, a nie potrzeb codziennych. Do przedszkola prowadzimy i dobieramy ją na zmianę. Gotujemy nieregularnie. Kiedyś często miałam pocucie że mu przeszkadzamy więc ją zabierałam na samotne wyjazdy lub długie spacery. Do tego słucham zrzędzenia jak jemu bidakowi jest tu źle, ale każdą moją próbę wyjazdu z Polski negował. Bo się bał, ale do teraz nigdy mi tego nie powiedział.
          Mój problem z karierą leży też w mnie i nad nim pracuję również z terapeutą.

          On czekał na dziecko i twierdził, że się będzie zajmował. Myślałam, że dziecko zmieni jego podejście do życia. I zmieniło ale na gorsze, bo ona go odtrącała.

          Nie wiem czy jestem odpowiedzialna za jego życie, mogę tylko ułatwić mu droge do normalności i podjąć próbę zmiany siebie. Najwyżej się nie uda. Teraz to chyba nie moment na rozwód, bo oboje jesteśmy w punkcie zwrotnym.
          On mentalnie nie jest dorosły. Czemu go ochraniam? BO taką rolę przyjęłam z różnych względów, nie zawsze dla mnie zrozumiałych. Nie chcę za niego żyć, chcę spróbować żyć znim na bardziej dojrzałych zasadach. żyłam jego zyciem, bo to na mnie wymuszał a ja nie wiedziałam co z tym zrobić.
          • pade Azalia 12.04.13, 11:20
            a czy pracujesz z terapeutą nad swoim podejściem do dziecka?

            > Z butli jeść nie chciała. byłam uwiązana, a on przerażony i odtrącony przez dzi
            > ecko, o którym marzył latami.
            > On czekał na dziecko i twierdził, że się będzie zajmował. Myślałam, że dziecko
            > zmieni jego podejście do życia. I zmieniło ale na gorsze, bo ona go odtrącała.

            te zdania sa bardzo niepokojące
            dla Ciebie istotniejsze jest samopoczucie męża wynikające z urojonego odtrącenia niż zdobycie świadomości na temat rozwoju emocjonalnego dziecka
            to jest również część manipulacji emocjonalnej ze strony męża, jesli Ty nie zaspokoisz jego potrzeb, ma to zrobic córka,

            typowy mechanizm współuzaleznienia- manipulacja ze strony męża: ktoś ma być za mnie odpowiedzialny, ktoś ma zaspokajać moje potrzeby, ktoś ma podbudować moje poczucie wartości, odpowiedź ze strony żony: ochrona, dostosowanie się, podbudowywanie, ułatwianie

            Autorko, nie idż tą drogą. Zdaję sobie sprawę, jak trudno jest zauwazyć to subtelne przekroczenie granicy, kiedy to juz jest manipulacja a nie naturalne oczekiwanie wsparcia. Dlatego najważniejsze jest, byś skupiła się na tym, kim jesteś, na tym co czujesz, czego chcesz, a czego nie, byś stała się bardziej świadomą osobą. Świadomą mechanizmów, wzorców, które Tobą kierują.
            Przeczytaj książkę Miłość to wybór, o terapii współuzależnień, sadzę, że rozjaśni Ci ona nieco sytuację.



            • pade Re: Azalia 12.04.13, 11:31
              I jeszcze jedno. Wyjście ze współuzaleznienia utrudnia nieuświadomione niezaspokojenie własnych potrzeb. Rola osoby odpowiedzialnej w związku zaspakajała Twoją potrzebę ważności, poczucia bezpieczeństwa. Być może czułaś się wreszcie tą dorosłą, bardziej dojrzałą. nie wiem, za mało znam szczegółów. Istotne jest w takim przypadku uświadomienie sobie, że mozna zaspokoic tę potrzebę w inny sposób, niekoniecznie chroniąc czy przejmując odpowiedzialność za dorosłego czlowieka.
              • azalia30 Re: Azalia 12.04.13, 11:38
                Za to też dzięki. Wiem, że robiłam źle. Wszyscy wokół też widzieli ale niestety nikt się nie wysilił na sensowną rozmowę ze mną. Mama próbowała, ale ona to robi przez atak, więc się obroniłam. Teraz widzę o co chodzi, ale jeszcze nie znalazłam nowej drogi.

                Proszę napisz jeszcze raz dlaczego nie powinnam ograniczać lub bardziej uważać na słowa krytyki jakie wobec niego kieruję i dlaczego nie powinnam chwalić, za coś co zrobi dobrze, lub zrobi w ogóle. Choć nie wiem jak go chwalić bo on się na wszystko oburza.
                • pade Re: Azalia 12.04.13, 11:54
                  > Proszę napisz jeszcze raz dlaczego nie powinnam ograniczać lub bardziej uważać
                  > na słowa krytyki jakie wobec niego kieruję i dlaczego nie powinnam chwalić, za
                  > coś co zrobi dobrze, lub zrobi w ogóle. Choć nie wiem jak go chwalić bo on się
                  > na wszystko oburza.

                  To nie tak:)
                  Na pewno narzędzia porozumienia bez przemocy będą przydatne w Twoim przypadku, bo nosisz w sobie wzorzec z rodziny pochodzenia, gdzie motywacja do działania zastepowana była krytyką. Masz świadomość przejęcia tego wzorca i bardzo dobrze. Przyda Ci się praca nad nim, nie tylko dla męża ale i dla dziecka. Praca ta powinna polegać na tym, żeby uświadomić sobie, kiedy poczujesz złość na męża, za np. bałagan w kuchni, co Cię tak naprawdę zezlościło (czy to jest własnie ten bałagan, czy też przyczyny są głebsze), a nastepnie wyrażenie niezadowolenia czy tez swoich oczekiwań w sposób konstruktywny. Polecam Ci książkę o języku żyrafy i szakala, na pewno Ci się przyda:)
                  Co do chwalenia. Twój mąż odbiera pochwały jako puste słowa, które nic nie znaczą, bo nie mają odzwierciedlenia w jego rzeczywistości. Widocznie wyznaczył sobie cele powyżej swoich aktualnych mozliwości, i każde naturalne w tej sytuacji niepowodzenie, odbiera jako potwierdzenie swojego poczucia niższości. Nie chwal, ale dziękuj. Ignoruj niepowodzenia, które Ciebie nie dotyczą, a dziękuj za każde działanie skierowane w stronę polepszenia Waszej relacji. Podziękowania wzmacniają poczucie wartości i dają motywację do działania.
                  Chwaląc go dalej zachowujesz się jak mamusia, do której przyszedł synek z ładnym rysunkiem:)
                  Co możesz zrobić oprócz dziękowania? Podrzucić mu odpowiednią literaturę, jesli nie lubi czytać, e-booki, doceń, że chodzi na terapię i tyle, skup się na sobie i dziecku. Kiedy nauczysz się nie ulegać manipulacji, Twój mąż straci podparcie i będzie musiał opierać się na sobie, a to jest przyczynek do dojrzałości.
            • azalia30 Re: Azalia 12.04.13, 11:34
              Dziękuję Ci za Twoje posty.
              Jako tako podejściem do dziecka na terapii się nie zajmujemy. On czasem pyta co robię, mówię w różnych sytuacjach z dzieckiem. Przytakuje, aprobuje i sugeruje, by metody stosowane wobec dziecka próbować wdrożyć z mężem. Mąż się nie daje.
              Książek wychowawczych naczytałam się dużo, pokończyłam kursy i inne szkolenia dla rodziców. To mąż nie był zainteresowany wiedzą, jaką z nich wyniosłam. Choć widzę, że aprobuje to co robię i sam często je stosuje (np. Szkołę dla rodziców).

              W tej chwili nie sądzę, by wazniejsze było samopoczucie męża. Kiedyś tak, teraz już nie.
              Ja w tej chwili nie jestem na etapie dostosowywanie się do niego, tylko do sytuacji. Widzę swoje błędy i chcę z nich wyjść i jednocześnie nie miażdżyć męża 100 razy na dzień.
              Skupiam się na sobie, ale mam poczucie że równocześnie muszę się skupić tak samo mocno na moich reakcjach wobec niego, w kwestii jaką sygnalizuje mi od lat: ciągle się czepiam i mam wymagania z kosmosu. (nie sądzę bym miała, ale moja matka też tak nie sądziła a gnoiła mnie na co dzień równo). Na razie moja terapia idzie w kierunku poradzenia sobie ze stresem jaki wyniosłam z domu rodzinnego oraz nie umiejętności skończenia pracy, którą zaczęłam. To jest ściśle powiązane. Do tego analizuję swoje emocje i reakcje w kontakcie z mężem. Terapia jest poznawczo-behawioralna. Chodzę zdaje się od grudnia czy listopada.
    • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 22:31
      Moim zdaniem wszystko zaczyna się i kończy na tym, że mąż nie wierzy w siebie. Ja wiem, że z boku wygląda to niefajnie-mąż nie pracuje, ogląda seriale i z boku łatwo jest powiedzieć, że to pasożyt i w ogóle pisz pozew. No ale jeśli podejść do tego od strony psychologicznej i empatycznie to jego postawa jest jak najbardziej zrozumiała jeśli weźmie się pod uwagę właśnie jego deficyty.
      Z brakiem wiary w siebie jest tak, że człowiek nie ma siły/motywacji, żeby się starać. Po prostu ma tak zakodowane(a widać, że Twój mąż ma to silnie zakodowane), że jest niewiele wart i że i tak się nie uda, że przestaje się podejmować kolejne próby. Zresztą zaniechania są tak tłumaczone-to jest lęk przed porażką, strach przed konfrontacją z ewentualną porażką a przecież jeśli ktoś nie wierzy w siebie to porażka jest dla niego oczywista i pewna. Czyli w sumie zdrowy mechanizm-jeśli ktoś przewiduje, że na 99% mu się nie uda to w ogóle w to nie wchodzi, żeby jakoś zabezpieczyć się przed rozczarowaniem i trudnymi uczuciami. Oczywiście człowiek taki 'rozumuje' na błędnych danych czyli ma błędne przekonanie, że jest kretynem, któremu nic się nie uda. (najpewniej zawdzięcza to rodzicom)
      Poza tytm brak wiary w siebie odbiera chęć do życia i działania w ogóle, nie ma się tego poczucia sprawczości, kompetentności, świadomości, że ma się wpływ na swoje życie, że można działać i co ważne-zdziałać(coś). No więc nie robi się tego wszystkiego bo ma się poczucie, że to bez sensu a jeśli się nie robi to nie ma możliwości nabrania przekonania, że jednak ma się jakieś kompetencje i potrafi się jakoś jednak sobie radzić i poradzić w róznych sytuacjach i koło się zamyka.
      Twoja postawa jest chyba najgorszą z możliwych w tej sytuacji. Tutaj trzeba pozytywnego wsparcia, nie krytyki. Krytyki on ma w sobie i tak full;)
      Duży plus i szansa w tym, że on poszedł na psychoterapię. Teraz tylko trzymać kciuki, żeby terapeuta był dobry, Twój mąż pracował nad sobą i żeby odzyskał to co utracił czyli wiarę w siebie.
      No i Ty przerób swoją postawę na swojej terapii.
      • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 22:58
        Przesadziłaś blond z tym psychologizowaniem:)
        Poczucie własnej wartości buduje się samodzielnie. To nie jest kwestia postawy żony, ale przede wszystkim podejście do zycia, obowiązków, odpowiedzialności męża. Trudno mieć wysokie poczucie własnej wartości skoro nie wnosi się niczego do rodziny, nie podejmuje się żadnych działań, po prostu się jest i tyle. Owszem, można zwalić winę na rodziców, na okoliczności, na to, że coś się nie udało, ale to jest niedojrzałe podejście do życia.
        Nie powinnać wzbudzac poczucia winy u żony, moim zdaniem i tak jest święta tolerując tę sytuację tyle lat.
        Do autorki: nie zajmuj się budowaniem ego męża. Podrzuć mu literaturę do przerobienia zamiast seriali i postaw granice.
        • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 23:14
          pade napisała:

          > Przesadziłaś blond z tym psychologizowaniem:)

          Nie przesadziłam. Opierałam się na teorii i na praktyce.

          > Poczucie własnej wartości buduje się samodzielnie. To nie jest kwestia postawy
          > żony, ale przede wszystkim podejście do zycia, obowiązków, odpowiedzialności mę
          > ża. Trudno mieć wysokie poczucie własnej wartości skoro nie wnosi się niczego d
          > o rodziny, nie podejmuje się żadnych działań, po prostu się jest i tyle. Owszem
          > , można zwalić winę na rodziców, na okoliczności, na to, że coś się nie udało,
          > ale to jest niedojrzałe podejście do życia.

          Poczucie wartości wzmacniają albo niszczą rodzice/opiekunowie. Nikt sobie tego sam nie buduje bo dzieci mają opiekunów, którzy sprzedają im wersję ich samych. Albo wzmacniają, uczą zaufania do siebie i świata i kibicują w próbach zdobycia autonomoczności albo niszczą to z czym człowiek się rodzi i wtedy pojawiają się kłopoty.
          Nie ma żadnego znaczenia czy się jest w rodzinie, czy się jest dorosłym czy ma się dzieci, itd. Jak człowiek ma niskie poczucie własnej wartości to po prostu tak ma. Skąd ma czerpać skoro nie ma tego w sobie? Można coś tam udawać, można coś tam robić pod presją ale prawda jest taka, ze problem nie znika.
          I nie chodzi mi o zwalanie winy ale wyjaśnienie skąd i dlaczego ktoś może tak a nie inaczej się czuć i co za tym idzie tak a nie inaczej się zachowywać.

          > Nie powinnać wzbudzac poczucia winy u żony, moim zdaniem i tak jest święta tole
          > rując tę sytuację tyle lat.
          > Do autorki: nie zajmuj się budowaniem ego męża. Podrzuć mu literaturę do przero
          > bienia zamiast seriali i postaw granice.

          Nie chodzi o wzbudzanie winy ani o to, że to autorka ma naprawić problemy męża. Ale jak to z problemami wśród bliskich bywa-można albo komuś pomóc swoją postawą albo pogłębić problem.
          • triss_merigold6 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 23:25
            Można się jeszcze odciąć i wystawić pana razem z jego problemem za drzwi, co autorce serdecznie polecam.
            • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 23:37
              Oczywiście można się odciąć ale Autorka napisała, że podjęła decyzję o tym, że zostaje i próbuje tę relację odbudować/zbudować na nowo. Oboje chodzą na psychoterapie a to już bardzo dużo. Poza tym-poddać się teraz, tuż po rozpoczęciu pracy nad sobą to by było jakieś takie mało rozsądne według mnie;)
            • bez_przekazu Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 11:27
              niezle musieli ci faceci w zyciu dopiec.

              triss_merigold6 napisała:

              > Można się jeszcze odciąć i wystawić pana razem z jego problemem za drzwi, co au
              > torce serdecznie polecam.
          • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 23:50
            Opierasz się na teorii...a życie sobie.
            Pan nie jest już dzieckiem. Pan ma dziecko.

            A cała reszta tego, co napisałaś, świadczy o tym, że jeszcze sporo nauki przed Tobą:)
            Oto ściąga, pierwsza z brzegu:
            ekalinowska.pl/pierwszy-krok-do-poczucia-wlasnej-wartosci
            Sugerujesz autorce, że powinna wzmacniac poczucie wartości u męża, a on nie jest jej dzieckiem, to raz, a dwa, on nie ma być "zewnątrzsterowny", on ma czuć się wartościowy, ma znac siebie, ma być sobą. Pochwały żony niczego nie zmienią.
            • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 23:54
              I jeszcze jedno, to do autorki, nie myl braku wiary we własne siły z niskim poczuciem wartości.
              Twoja terapeutka powinna Cie na tyle wzmocnić, żebyś znalazła siły na postawienie granic mężowi. Nie czujesz się dobrze w tym układzie, bo nie ma w nim równowagi. Może sobie coś kompensujesz ta wyrozumialością wobec męża, może masz poczucie winy, albo, paradoksalnie sama masz niskie poczucie wlasnej wartości...zastanów się nad tym.
              Powtórzę się, to nie jest zdrowy układ.
              • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:20
                Układ nie jest zdrowy, to oczywiste. I na pewno Autorka ma też swoje korzyści, że w takim układzie trwa bo trwa już 8 lat i dopiero teraz zdecydowała się na terapię.
                A brak wiary w siebie łączy się z niskim poczuciem własnej wartości i wzajemnie 'wspiera'.
                • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:39
                  Ma korzyści, bo pewnie jest współuzależniona, albo nie ma za grosz asertywności, albo ma niskie poczucie własnej wartości. Tym pewnie zajmuje się jej terapeuta.
                  > A brak wiary w siebie łączy się z niskim poczuciem własnej wartości i wzajemnie
                  > 'wspiera'.
                  Tak, ale nie jest tożsame.
            • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:18
              pade napisała:

              > Opierasz się na teorii...a życie sobie.
              > Pan nie jest już dzieckiem. Pan ma dziecko.

              Napisałam przecież, że posługuję się teorią i wiedzą praktyczną. Nie doczytyłaś?;)

              > A cała reszta tego, co napisałaś, świadczy o tym, że jeszcze sporo nauki przed
              > Tobą:)
              > Oto ściąga, pierwsza z brzegu:
              > ekalinowska.pl/pierwszy-krok-do-poczucia-wlasnej-wartosci
              > Sugerujesz autorce, że powinna wzmacniac poczucie wartości u męża, a on nie jes
              > t jej dzieckiem, to raz, a dwa, on nie ma być "zewnątrzsterowny", on ma czuć si
              > ę wartościowy, ma znac siebie, ma być sobą. Pochwały żony niczego nie zmienią.

              Pade,
              Nie napisałam nic co kłociłoby się z tym co napisała Pani Kalinowska. Nie zrozumiałaś chyba. Nie sugerowałam Autorce tego co piszesz, przeczytaj jeszcze raz. Napisałam, że jej postawa wobec problemu męża jest jedną z najgorszych. I potem dodałam, że to nie Autorka ma naprawić problemy męża ale prawdą jest, że swoim zachowaniem może go wesprzeć albo utrudnić. Na przykładzie-jeśli masz człowieka z fobią to on musi(no jeśli chce to musi;) sam wykonać pracę-iść na terapią albo/i czytać, pracować nad sobą, wykonywać ćwiczenia i mierzyć się z lękiem. Bliscy mogą wesprzeć go mówiąc, że da radę, że to leży w jego możliwościach i że kochają go nawet wtedy jeśli ma gorszy moment w terapii i robi krok do tyłu. Mogą też wzmocnić jego fobię śmiejąc się z niego, obrażając za zbyt wolne(ich zdaniem) postępy, itd.
              Tylko to miałam na myśli a to nie ma nic wspólnego z zewnątrzsterownością o której piszesz. Zewnątrzsterowność to uzależnienie od zdania innych ludzi. Ja wyraźnie napisałam, że pracę musi wykonać mąż ale bliscy mają tu też pole do popisu. I nawet mniej mi chodziło o pochwały(bo nie chodzi o to, żeby chwalić sztucznie często i dużo) ale bardziej o stonowanie wymagań i niezadowolenia z tego co mężowi udaje się zrobić.
              Co do nauki, która jest przede mną to nie bronię się. Człowiek uczy się cale życie, chętnie się douczam ale akurat w tej kwestii nie mam zaniedbań;)
              • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:36
                Dalej będę się upierać przy tym, że autorka ma przede wszystkim zadbać sama o siebie, i o dziecko. Owszem, może poznac przyczyny, dlaczego mąz zachowuje się tak, a nie inaczej, ale co to zmieni? Przypuśćmy, że rodzice męża ciagle go krytykowali. Czy w związku z tym autorka ma zacisnąć zęby i udawać, że nie widzi, jak mąż ogląda trzeci sezon serialu a obowiązki domowe leżą odłogiem? Naprawdę uważasz, że do umycia naczyc potrzebne jest wysokie poczucie własnej wartości, bez niego nie da się ich umyć?:D
                • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:49
                  Ale przecież ja nie napisałam, że Autorka ma rzucić wszystko i pomagać mężowi;)
                  Myślę, że ta psychoterapia(zarówno jej jak i jego) pozwoli im zburzyć dotychczasowy i zbudować nowy system rodzinny tak, żeby tworzyły go dwie osoby dorosłe zdolne do działań przewidzianych właśnie dla osób dorosłych.
                  Co do wytłumaczenia przyczyn to mnie się wydaje, że to bardzo dużo zmienia. Jak ktoś nie wie o co chodzi to się może powkurzać albo zdołować swoją bezradnością wobec faktu, że mąż siedzi i nic nie robi. A jak już wiadomo w czym rzecz to pojawia się odpowiedź na pytanie 'dlaczego on tak robi albo dlaczego on mi to robi?' a to już dużo. Bo wiadomo, że to nie jest przeciwko niej albo nie jest to 'olewanie' tylko to jest problem innego typu. Poza tym wiedząc o co chodzi można dostosować swoje zachowanie tak, żeby wspomóc. Czyli zamiast być ciągle niezadowolą, dać partnerowi trochę odetchnąć. Nie chodzi o taryfe ulgową ale o uważność na swoje słowa. Na pewno rzeczy trzeba się umówić ale chyba warto docenić pracę jak podjął mąż, chęć zmiany a przede wszystkim tak sercem ogarnąć, że on też z tymi swoimi problemami nie jest szczęśliwy.
                  Jeśli jedna osoba pracuje a druga wspiera to dwie osoby wychodzą sobie na przeciw. Czyż może być coś fajniejszego w relacji?;)
                  • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:54
                    A i jeszcze dodam o tym myciu naczyń. Nie chodzi o to, że do mycia naczyń potrzebne jest poczucie własnej wartości ale o pewien mechanizm. Mechanizm jest taki, że jak ktoś ma zakodowane, że jest do niczego i nigdy mu się nic nie udaje to nie ma tego poczucia sprawczości i kompetencji o którym pisałam wcześniej. To są takie klimaty, które się po prostu pogłębiają jak człowiek nic z tym nie robi. Pole do działania się zawęża, pojawiają sie takie stany rezygnacji, ogolnego zniechęnia. Tutaj akurat jest facet, który sam powiedział o sobie, że:'nie wierzy w siebie, w to co myśli o sobie i świecie. Jego sposób widzenia świata i funkcjonowania nikomu nie odpowiada i zewsząd dostaje sygnały, że jest nieudolny, niezaradny, nic nie wart. Osobami takimi jestem również ja i córka (lat 3). "
                    To jest na pewno bardzo frustrujące i odbiera chęć i motywację do tego, żeby robić cokolwiek. Tym samym te naczynia też stają się mało ważne, człowiek ma dość i chyba najbardziej to chce, żeby mu wszyscy dali spokój.
                    • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:07
                      Aż mi się go żal zrobiło:D
                  • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:06
                    Ale oni chodzą na terapię od kilku miesięcy...i ja szczerze mówiąc powatpiewam w jej sens. Po kilku miesiącach żona zadaje pytanie: jak zbudować poczucie wartości u męża? A on ogląda seriale? To sie nie trzyma k..y.
                    O jakiej uważnosci Ty mówisz? Ona juz dawno powinna mu powiedzieć, że albo się ogarnia, albo idzie mieszkać gdzie indziej. Taki stan można zaakceptować max przez rok, i to jeszcze po jakiejś traumie, chorobie itd, ale nie przez 8 lat!
                    > Jeśli jedna osoba pracuje a druga wspiera to dwie osoby wychodzą sobie na przec
                    > iw. Czyż może być coś fajniejszego w relacji?;)
                    Tak. Jedna osoba pracuje i wspiera, a druga ogląda seriale:)
                    • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:24
                      pade napisała:

                      > Ale oni chodzą na terapię od kilku miesięcy...i ja szczerze mówiąc powatpiewam
                      > w jej sens. Po kilku miesiącach żona zadaje pytanie: jak zbudować poczucie wart
                      > ości u męża? A on ogląda seriale? To sie nie trzyma k..y.

                      Może terapeuci kiepscy? Albo klienci mało świadomi i do dojścia do każdego wniosku potrzebują milion dni?;) Ja jestem za tym, żeby człowiek dużo czytał przed albo/i w trakcie terapii. Wtedy jest większa świadomość i szybsza praca. A jak człowiek idzie taki calkiem zielony to tak se może pięć lat chodzić.

                      > O jakiej uważnosci Ty mówisz? Ona juz dawno powinna mu powiedzieć, że albo się
                      > ogarnia, albo idzie mieszkać gdzie indziej. Taki stan można zaakceptować max pr
                      > zez rok, i to jeszcze po jakiejś traumie, chorobie itd, ale nie przez 8 lat!

                      No ale wiesz to jest takie gadanie jakby przyszła żona przemocowca do terapeuty a ten by jej powiedział-jaka pani jest głupia! ja bym z nim pól dnia tylko była;)
                      Ona powinna, ona powinna-to są takie słowa właśnie. Prawda jest taka, że ona w tym systemie funkcjonuje 8 lat i tym samym również ten system wspierała i podtrzymywała. Tak jak i on oczywiście. Na pewno są powody, że dwoje dorosłych ludzi w taki sposób stworzyło swoją relację i tyle w niej wytrwali. Każdy na pewno ma tu swoje korzyści albo brak umiejętności/odpowiednich przekonań, żeby wyjść czy zmienić sytuację, która mu nie odpowiada.
                      A o uważności piszę takiej, że skoro już oboje podjęli terapię to z każdym dniem pewnie będą bardziej świadomi siebie i swoich problemów i mogą uważnością na swoje słowa i czyny nawzajem się wspierać zamiast podkopywać to co się drugiemu udało dzięki terapi zbudować.

                      > > Jeśli jedna osoba pracuje a druga wspiera to dwie osoby wychodzą sobie na
                      > przec
                      > > iw. Czyż może być coś fajniejszego w relacji?;)
                      > Tak. Jedna osoba pracuje i wspiera, a druga ogląda seriale:)

                      I ta pierwsze jeszcze donosi strawę?:P
          • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:02
            i jeszcze co do dzieciństwa, wbrew temu co piszesz, rodzice nie budują poczucia wartosci u dziecka
            oni je wzmacniają, albo niszczą
            • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:21
              pade napisała:

              > i jeszcze co do dzieciństwa, wbrew temu co piszesz, rodzice nie budują poczucia
              > wartosci u dziecka
              > oni je wzmacniają, albo niszczą

              Żadne tam wbrew:P
              Napisałam dokładnie to co piszesz:
              Nikt sobie tego sam nie buduje bo dzieci mają opiekunów, którzy sprzedają im wersję ich samych. Albo wzmacniają, uczą zaufania do siebie i świata i kibicują w próbach zdobycia autonomoczności albo niszczą to z czym człowiek się rodzi i wtedy pojawiają się kłopoty.
              • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 00:31
                Z drugim zdaniem się zgadzam, a w pierwszym namieszałaś:)
                Mówimy teraz o dorosłym facecie, ktory ma żonę i dziecko, a nie o jego "wewnętrznym dziecku". Sam musi odbudowac swoje poczucie wartosci i będę się przy tym upierać:D Żona niewiele może, zresztą, gdybym ja była na jej miejscu to już dawno by mi się nie chcialo. Oczywiscie opieram się na tym, co napisała do tej pory.
                • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:01
                  pade napisała:

                  > Z drugim zdaniem się zgadzam, a w pierwszym namieszałaś:)
                  > Mówimy teraz o dorosłym facecie, ktory ma żonę i dziecko, a nie o jego "wewnętr
                  > znym dziecku". Sam musi odbudowac swoje poczucie wartosci i będę się przy tym u
                  > pierać:D Żona niewiele może, zresztą, gdybym ja była na jej miejscu to już dawn
                  > o by mi się nie chcialo. Oczywiscie opieram się na tym, co napisała do tej pory
                  > .

                  Jasne, że mowa jest o dorosłym facecie ale ja nie proponowalam, żeby Autorka stała się jego mamą(chociaż można by doszukiwać się takiego typu relacji w ich związku) ale pisałam tylko o tym jak to jest w dzieciństwie i z czym można człowieka wypuścić z domu rodzinnego. I niestety, metryka mało tu ma do rzeczy. Można mieć 50 lat i być ojcem pięciorga dzieci i być niedojrzałym człowiekiem.
                  No oczywiście część ludzi sama dojrzewa w toku życia ale część(ci, którzy mają duże deficy czy zniekształcenia poznawcze) dopóki nie przeprowadzą generalnego sprzątania w swojej głowie cały czas funkcjonują w sposób niedojrzały.
                  I zgadzam się z Tobą, że on musi sam. Ale czy Ty zgadzasz się ze mną, że ona może być wspierającą partnerką albo też wiecznie niezadowoloną 'mamą'?;)
                  • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:12
                    Ja wiem z czym człowiek wychodzi z dzieciństwa, mnie te wywody naprawdę nie są potrzebne, nie gniewaj się. Dla mnie ważna jest sytuacja obecna. Niedojrzały facet, który ma przyzwolenie na bycie niedojrzałym, użalającym się nad sobą bidulkiem i żona, która ma chodzić wokół niego na paluszkach, byleby kruchego ego nie urazić. Im by się przydała terapia, ale wstrząsowa.

                    Tak, nie powinna być wiecznie niezadowoloną mamą, powinna być zadowoloną z życia byłą żoną.
                    • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:13
                      Sorry, jestem cięta na egocentryków.
                      • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:25
                        A kto jest egocentrykiem?
                        • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 10:27
                          Egocentrykiem jest oczywiście mąż. Utwierdziło mnie w tym jeszcze to, co autorka napisała później.
                          • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:34
                            pade napisała:

                            > Egocentrykiem jest oczywiście mąż. Utwierdziło mnie w tym jeszcze to, co autork
                            > a napisała później.

                            A kim ma być skoro jest niedojrzały? To chyba dość oczywiste. Dzieci są egocentryczne a on w swojej dojrzałości emocjonalnej zatrzymał się na etapie dziecka więc też taki jest. Nic odkrywczego ale też nic co powinno budzić wrogość czy agresję. No jest to po prostu część jego problemu.
                            • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 13:01
                              Chyba napisałam wyraźnie, że to jest mój problem, prawda?:)
                    • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 01:33
                      pade napisała:

                      > Ja wiem z czym człowiek wychodzi z dzieciństwa, mnie te wywody naprawdę nie są
                      > potrzebne, nie gniewaj się.

                      Ja się nie gniewam, ja chyba o tym pisalam, żeby wytłumaczyć dlaczego o czymś tam pisałam wcześniej:D Nie robiłam tutaj żadnych wywodów dla Ciebie bo widzę, że wiesz o co chodzi.

                      Dla mnie ważna jest sytuacja obecna. Niedojrzały fa
                      > cet, który ma przyzwolenie na bycie niedojrzałym, użalającym się nad sobą bidul
                      > kiem i żona, która ma chodzić wokół niego na paluszkach, byleby kruchego ego ni
                      > e urazić. Im by się przydała terapia, ale wstrząsowa.

                      Ale dlaczego wstrząsowa? Normalna terapie by się im przydała gdzie będą mogli oboje dojrzeć i wyrobić sobie taką zdrową postawę. Ja tam nic o paluszkach nie pisalam ale wiesz-trzeba się na coś zdecydować. Albo nie ma się ochoty wspierać bliskiego w jego pracy nad jego problemem i wtedy się odchodzi albo się zostaje i przynajmniej nie przeszkadza. A jeśli facet już sam w końcu powiedział to co go tak długo męczyło, podjął terapię to znaczy, że dotknął jakiegoś dna a jednocześnie zobaczył szansę na zmianę. Mówi się, że tam gdzie jeden członek rodziny ma jakiś problem to rodzina nauczyła się funkcjonować w określony sposób i potem zmiana u jednego członka rodziny powinna pociągać za sobą zmianę postawy wszystkich pozostałych.
                      Autorka do tej pory niewiele robiła, żeby zmienić sytuację i to oczywiście nie było dobre bo to problemy z gatunku takich co to same nie znikają. Teraz jest szansa, żeby oboje się zmienili. Na przykład, żeby on więcej działał a ona mniej go oceniała.
                      • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 11:00
                        Autorka jest współuzależniona, co sama zresztą przyznała. Współuzależnienie w jej przypadku opiera się na przejęciu postawy opiekuńczej wobec męża, próbach usunięcia bądź rozwiązania jego problemów, dostosowania się do niego w każdy możliwy sposób.
                        Tytuł wątku i jego treść wskazuje na to, że autorka mimo, iż wie o swoim współuzaleznieniu, nie rozumie chyba jego istoty. Dalej chce przejmować odpowiedzialność za problem męża, zamiast skupic się na własnych problemach, które przyczyniły się do tego współuzależnienia.

                        A Ty ją niepotrzebnie w tym wspierasz. Za duzy kładziesz nacisk na to, co autorka powinna wg Ciebie robić w stosunku do męża i masz rację, tak powinno być, ale nie w sytuacji, kiedy mamy do czynienia ze współuzależnieniem. Tak, jak piszesz, jest lub powinno być w zdrowych relacjach. A układ autorki i jej męża zdrowy nie jest.

                        Dlatego wyraziłam watpliwości co do terapii, bo współuzaleznienie nie jest łatwe do wyleczenia i zazwyczaj zajmują się nim terapeuci od uzależnień.
                        Autorka powinna zająć się zrozumieniem tego, co spowodowało, że jest osobą współuzależnioną, niedojrzałą. O czym próbuje zapomnieć koncetrując się na problemach męża. Co sobie rekompensuje tym zwiążkiem.
                        Coś już wie, ale jak widzę, postawę ma dalej taką samą - mąż ma problem, muszę mu pomóc.
                        A wlaściwa postawa to: zastanowię się czy mogę zamienić krytykę w bardziej konstruktywny sposób komunikacji, ale to mąż musi popracowac nad poczuciem własnej wartosci, samodzielnie. Ja mu tylko nie będę przeszkadzała.
                        Nie mozna również zapomnieć o tym, że w tym zaburzonym układzie wychowuje się dziecko, i własnie kodują się w nim wzorce zachowań, które w przyszłości powieli. Dlatego warto mocno skupić sie na terapii, ciężko pracowac, wspierając się literaturą, po to, by w przyszłości dziecko nie musialo korzystać z pomocy psychoterapeuty:)
                        • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 11:49
                          pade napisała:

                          > Tytuł wątku i jego treść wskazuje na to, że autorka mimo, iż wie o swoim współu
                          > zaleznieniu, nie rozumie chyba jego istoty. Dalej chce przejmować odpowiedzialn
                          > ość za problem męża, zamiast skupic się na własnych problemach, które przyczyni
                          > ły się do tego współuzależnienia.

                          Nie wiem czy rozumiem, może nie rozumiem? źle się chyba wyrażam, albo faktycznie krążę w kółko. Ja się skupiam na własnych problemach, ale jednym z nich jest niezadowolenie z siebie, z niego i stymulacja do działania przez zrzędzenie i krytykowanie. Czyli coś co przeszkadza jemu. Wydaje mi się, że to się łączy. Nie łączy się?

                          > Dlatego wyraziłam watpliwości co do terapii, bo współuzaleznienie nie jest łatw
                          > e do wyleczenia i zazwyczaj zajmują się nim terapeuci od uzależnień.
                          > Autorka powinna zająć się zrozumieniem tego, co spowodowało, że jest osobą wspó
                          > łuzależnioną, niedojrzałą. O czym próbuje zapomnieć koncetrując się na problema
                          > ch męża. Co sobie rekompensuje tym zwiążkiem.

                          Do tego dochodzę sama czytając literaturę. Na terapii też, ale z innej strony, bo to behawioralna. Trudno mi powiedzieć czy terapeuta jest dobry. Pomaga jak na razie. Do tej pory byłam u trzech innych pań i ten wydaje mi się najsensowniejszy.
                          Ja w chwili obecnej nie koncentruję się jakoś bardzo na nim i chodzeniem na paluszkach wokół niego. Sądzę, że jednym z moich głównych problemów jest najkrócej rzecz ujmując krytykanctwo, które bezpośrednio uderza i w niego. A skoro czuje się do kitu, i ja mu to potwierdzam co dzień to może warto tym też się zająć. W żadnym wypadku nie próbuję zapominać o sobie koncentrując się na nim.
                          Tylko, że jak ja się będę zajmować sobą, dom dalej będzie między czystością poprawna a ruiną, będę się wkurzać i będziemy się kłócić. Zdarza się to co raz częściej przy dziecko. Choć mam wrażenie, że ostatnie wymiany zdań różniły się od poprzednich i są bardziej konstruktywne.

                          > Coś już wie, ale jak widzę, postawę ma dalej taką samą - mąż ma problem, muszę
                          > mu pomóc.

                          Nie wiem czy muszę mu pomoć. Mogę przez zmianę pewnych swoich zachowań o któych wiem że są złe.

                          > A wlaściwa postawa to: zastanowię się czy mogę zamienić krytykę w bardziej kons
                          > truktywny sposób komunikacji, ale to mąż musi popracowac nad poczuciem własnej
                          > wartosci, samodzielnie. Ja mu tylko nie będę przeszkadzała.

                          No i o to mi chodzi, żeby nie przeszkadzać. A mam poczucie że przeszkadzam i to mocno.
                          Zapisałam się właśnie na warsztaty - komunikacji bez przemocy.


                          • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:07
                            No i super:)
                            Napisałaś teraz więcej i łatwiej mi jest Ciebie zrozumieć. Masz rację z tym krytykanctwem, to jest nie do zniesienia, wiem coś o tym:) Ale ono z czegos wynika, wiesz? Ja sie robię bardziej zrzędliwa kiedy jakaś moja potrzeba emocjonalna została niezaspokojona, np. bliskości, akceptacji i czy wazności. Zwłaszcza ta ostatnia:) I wtedy siadam i zastanawiam się, o co mi tak naprawdę chodzi: czy o ten bałagan w szafach, czy o poczucie bycia nieważną? niewysłuchaną, niezrozumianą
                            Ma rację Tully, póki co zatrudnijcie panią do sprzatania, pretekst zniknie, a Ty skupisz się we właściwy sposób na swoich potrzebach i emocjach.
                            Jesli wolisz byście sami zajmowali się sprzataniem, usiądźcie i wspólnie ustalcie co każde z Was ma do zrobienia. jesli Ty lubisz prasowac, a on nie, niech to bedzie twoja działka, i tak dalej. ustalcie termin do kiedy to ma być zrobione i trzymajcie się tego.
                            Ty masz chyba problem z tym, ze mąż powinien się domyśleć co ma być zrobione:) Nic bardziej błędnego, nie domysli się. Ani tego co powinno być zrobione, mimo, że bałagan bije po oczach, ani tego czego potrzebujesz, ani tego, czego nie lubisz i sobie nie zyczysz. Ty to musisz wyrazić, w odpowiedni sposób. Warsztaty Ci w tym bardzo pomogą.
                            przeczytaj tez to:
                            www.lepszezdrowie.info/gniew.htm
                        • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:32
                          pade napisała:

                          > Autorka jest współuzależniona, co sama zresztą przyznała. Współuzależnienie w j
                          > ej przypadku opiera się na przejęciu postawy opiekuńczej wobec męża, próbach us
                          > unięcia bądź rozwiązania jego problemów, dostosowania się do niego w każdy możl
                          > iwy sposób.

                          Przesadziłaś z tym 'każdym możliwym sposobem'. Gdyby tak było to by chyba nie była tych kłótni i pomysłu z terapią.


                          > A Ty ją niepotrzebnie w tym wspierasz. Za duzy kładziesz nacisk na to, co autor
                          > ka powinna wg Ciebie robić w stosunku do męża i masz rację, tak powinno być, al
                          > e nie w sytuacji, kiedy mamy do czynienia ze współuzależnieniem. Tak, jak pisze
                          > sz, jest lub powinno być w zdrowych relacjach. A układ autorki i jej męża zdrow
                          > y nie jest.

                          Posłuchaj Pade, skoro znasz świetnie zasady asertywności i postawa 'ja jestem ważna i ty jesteś ważna' nie jest Ci obca to nie powinnaś chyba pisać mi co ja robią potrzebnie czy niepotrzebnie. Nie zgadzam się z pewnymi Twoimi poglądami ale nie śmiałabym napisać, że moim zdaniem niepotrzebnie piszesz o nich Autorce.
                          Co do meritum-kolejny raz albo nie chcesz albo masz jakiś inny problem z czytaniem tego co ja piszę. Nie pisałam Autorce, żeby zapomniała o sobie, nie zachęcałam, żeby mąż stał się centum świata ani nic takiego. Pisałam o możliwych przyczynach jego zachowania, o możliwych jego odczuciach do których być może ona nie ma dostępu i tym samym nie ma ich świadomości. Kilka razy wspominałam o pracy jaką on musi wykonać i dalej podtrzymuję, że jej postawa może tu być wzmacniająca albo niszcząca. I nawet mniej chodzi o to jaki trud rzekomo(według Ciebie) ona musi wykonać o czym też już pisałam. Mniej chodziło mi o to co ona ma robić czyli według Ciebie chwalić czy jakoś motywować dobrym słowem(co akura jest naturalne wśród bliskich) a bardziej o to co mogłaby przestać robić czyli wynajdywanie nowych zadań, mina czy komenatarze świadczące o niezadowoleniu, itd.
                          Jedną z form przemocy psychicznej jest na przykład wymaganie pewnych rzeczy co do których ma się świadomość, że wykonanie ich jest ponad możliwości danej osoby.
                          Rodzice niszczą wrodzone poczucie własnej wartości między innymi swoim ciągłym niezadowoleniem, brakiem radości z osiąganych sukcesów dziecka, wymyślaniem kolejnych poprzeczek tuż po przeskoczeniu poprzedniej, itd.
                          Tutaj sama Autorka napisała, że jest w związku trochę swoją matką i właśnie takie postawy prezentuje.
                          Mnie chodziło o to, żeby ona przestała być niezadowoloną matką. Z takim samym naciskiem na słowo 'matka' jak i 'niezadowolona'.
                          Nie mówię, że łatwo jest być w takim związku ale to też jakiś wyznacznik budowanej dojrzałości Autorki. Jeśli zdecydowała się na odbudowanie tej relacji to musi dać mu szansę, żeby on mógł się zmienić. Na przykładzie-jeśli ktoś wybacza zdradę to powinien zrobić wszystko co zdrowe i dobre, żeby związek odbudować a nie być z kimś po to, żeby go katować wspomnieniami o nielojalności. I tutaj można trwać w tym małżeństwie tylko po to, żeby się szarpać albo można wyjść sobie naprzeciw i wspomóc.
                          I na koniec-napisałaś wprost, że jesteś cięta na egocentryków. I przestajesz być w tym momencie obiektywna ze swoimi radami. Ja nie jestem cięta ani na postawę męża Autorki ani na nią. Rozumiem motywy ich działania i nie oceniam ich(a szczególnie jego) w taki sposób jak Ty. Stąd moje rady i opinie w których widzę tego męża jako człowieka ze swoimi problemami i trudnościami są dla Ciebie nie do przyjęcia i wyszukujesz tutaj kolejne rzeczy, żeby mi zaprzeczyć(bardzo przy tym zmieniając moje słowa i nadinterpretując).
                          Wczoraj kiedy opisałam jak prawdopodobnie on może się czuć, Ty żartobliwie napisałaś, że aż Ci się go szkoda zrobiła. Nie skomentowałam tej uwagi przez grzeczność ale myślę, że to też pokazuje jakoś Twoją postawę.
                          • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 13:00
                            > Posłuchaj Pade, skoro znasz świetnie zasady asertywności i postawa 'ja jestem w
                            > ażna i ty jesteś ważna' nie jest Ci obca to nie powinnaś chyba pisać mi co ja r
                            > obią potrzebnie czy niepotrzebnie. Nie zgadzam się z pewnymi Twoimi poglądami a
                            > le nie śmiałabym napisać, że moim zdaniem niepotrzebnie piszesz o nich Autorce.

                            Ależ dlaczego? Ja wyrażam swoje zdanie, po prostu. Gdzie tu brak szacunku dla Ciebie?
                            Jak najbardziej możesz napisać, skomentować i możesz się ze mną nie zgadzać, bo już i tak przekształciłysmy ten wątek w polemikę.
                            Blond_suflerko, ja się nie bawię w psychologa. Ten wątek to nie terapia małżeńska. Wszystko co piszę, jest poparte moją wiedzą i niestety, doświadczeniem, a może stety:) I nie jestem obiektywna, bo nie muszę być. Akurat problem autorki jest mi znany, dlatego osmieliłam się wypowiedziec, wiecej, zastosowałam w praktyce wspomniane przeze mnie postawy i okazały się skuteczne. Dlatego tez nimi się dzielę.

                            Autorka sama wspomniała, że problem zna, przyczyny równiez, ale nie widzi drogi wyjścia i chyba na tym nalezy się skupić, a analizę odłozyć na bok, przynajmniej na razie:)

                            Nigdzie nie napisałam, że nie masz racji. Masz racje, wszystko co piszesz jest prawdą, ale brakuje mi w tym, co piszesz może nie tyle wiedzy, co praktyki dotyczacej współuzależnienia.
                      • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 13:20
                        blond_suflerka napisała:

                        A jeśli facet już sam w końcu powiedział to co
                        > go tak długo męczyło, podjął terapię to znaczy, że dotknął jakiegoś dna a jednocześnie zobaczył szansę na zmianę.

                        A skąd wiadomo, że zobaczył szansę na zmianę? Kazał mi robić listy czynności, które ma robić w ciągu dnia. Między innymi poprosiłam żeby wyprzedał graty, których nie używa. A ten zabrał się za wystawianie czegoś co kupił dla przyjemności i miłego spędzania czasu. Dlatego, że się wkurzam jak się tym bawi, to sprzeda i się nie będzie bawił.
                        Mnie chodzi o podjęcie trudu wypełniania dorosłych obowiązków na codzień i ogarnianie siebie i swoich śmieci na co dzień. A nie o to że się bawi. Każdy niech się bawi po tym jak już zrobi to co musi.
                        I teraz nie wiem, czy
                        1) droga wsparcia jaką chcę obrać jest sensowna.
                        2) czy on serio widzi nadzieję na własną poprawę. skąd to wiadomo? Oprócz tego, że wykrzyczał mi jasno i logicznie kilka kwestii dotyczących jego przemyśleń o sobie. Wynika z nich, że jego sposób postrzegania świata nikomu nie pasuje, to się zmieni bo nikt go nie docenia i nie szanuje.
                        3) daje mi do zrozumienia, że poddaje się mojemu dyktatowi, Mnie ta rola nie psuje, ale czy mam ją przejąć? Zadziałał dziś na zasadzie: na złość mamie odmrożę sobie uszy.
                        • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 13:38
                          On Cie po prostu szantażuje emocjonalnie a Ty masz sie nie dać.
                          Spróbuje napisać coś wiecej jak wrócę.
                          • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:07
                            Czekam na Twojego posta. Chętnie przeczytam jak się nie dać manipulacji. Proszę też o sugestię literatury. Coś już padło wcześniej, ale nie udało mi się tego jeszcze odszukać. Dużo odpowiedzi do przejrzenia :)
                            • mapewoj Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:39
                              obstawiam, za Twoj maz to Arab, Turek, badź Wloch czy Hiszpan?
                              A Ty pracujesz / Czy tak wzajemnie te swoje smieci przekopujecie jedno od drugiego ?
                              Nie masz juz checi zabrac corkę i wypisac sie z tego chorego ukladu ?
                              • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:41
                                Źle obstawiasz jeśli chodzi o pochodzenie. Na resztę również odpisałam już w innych moich postach.
                            • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 22:26
                              Zacznę od listy czynnosci do wykonania.
                              Tez to robiłam:) Z naciskiem na robiłam, bo ile mnie to kosztowało nerwów, to tylko ja wiem. Nie tędy droga, a dlaczego? Otóż dając listę zadań pozbawiasz go decyzyjnosci i odpowiedzialności. Pani każe, pan musi. Mama kazała, to dziecko na złość...wiadomo co:D
                              Ta sytuacja go nie wzmacnia, tylko dobija.
                              Przestałam robić listy i przestałam robić w domu cokolwiek. Inni nie robią, to ja też nie, a co ja jestem, służąca?:) Po tygodniu domownikom zaczęło co nieco doskwierać. Jak tylko ktoś sie obija, zaczynam strajk. Wszyscy brudzmy-wszyscy sprzatamy, koniec, kropka.
                              Po prostu odpuść pretensje o sprzatanie, wyznacz sobie własny kącik i zakaż innym wstępu, a resztę, mówiąc brzydko-olej.
                              Kwestia manipulacji. Mąz ma wkodowane skrypty, wzorce z rodziny pochodzenia, które kierują jego mysleniem i działaniem, zamiast na odwrót:) Kiedy coś lub ktoś, próbuje zmieniać jego wzorzec, (z którym czuje się bezpiecznie, mimo, że go uwiera), zaczyna przeciwdziałać. Słowami lub czynami stara się przywrócić stary porządek.
                              Co możesz zrobić? Podnieść swoje poczucie własnej wartości, uwierzyć w to, że Twoja ocena danej sytuacji jest słuszna bądź nie jest bez zbędnych dywagacji, wzmocnić swój system wartości (zasady, morale) oraz demaskować manipulację za każdym razem kiedy się pojawia. Głosno mówić: nie manipuluj mną, wiem, co chcesz osiągnąć, ale nie tędy droga (co ja z tymi drogami dzisiaj:)), porozmawiaj ze mną zamiast szantazować mnie emocjonalnie.
                              Samo ujawnienie manipulacji ją osłabia, dodatkowo mąz, gdy zauwazy wzrost Twojej siły psychicznej będzie stosował ją rzadziej, po to tylko, by spróbowac, czy tym razem aby nie zadziała (jak dziecko bada granice). Z czasem przestanie. Ale do tego trzeba duuuuzo cieprliwości, czego szczerze zyczę:)
                              Inną ważną kwestią w przeciwdziałaniu manipulacji jest stała praca nad rozwojem inteligencji emocjonalnej, a szczególnie nad samowiedza. Jeśli ktoś potrafi wsłuchać się w siebie i odczytywać sygnały, które daje mu własne ciało, łatwo rozpozna, że ma do czynienia z manipulacją. Dodatkowo zdając sobie sprawę z własnych słabości, typowych reakcji itp. łatwiej jest bronić się przed nieuczciwymi zagrywkami. Na temat samowiedzy rozpisałam się dość szczegółowo w wątku Igge:)
                              Polecam Ci do czytania:
                              Miłośc to wybór, o terapii współuzależnień Robert Hemfelt, Paul Meier, Frank Minirth
                              Asertywność, siegaj po to, czego chcesz nie raniąc innych R. Alberti, M.Emmons
                              Tańcowała zyrafa z szakalem H. Rust
                              albo inne dotyczące porozumienia bez przemocy, asertywności i samorozwoju:)

                              • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 23:13
                                ciekawy artykuł:
                                www.sciaga.pl/tekst/93584-94-szantaz_emocjonalny_jak_obronic_sie_przed_manipulacja_i_wykorzystaniem
                              • azalia30 Pade 13.04.13, 21:55
                                pade napisała:

                                Otóż dając listę zadań pozbawiasz go
                                > decyzyjnosci i odpowiedzialności. Pani każe, pan musi. Mama kazała, to dziecko
                                > na złość...wiadomo co:D

                                Też nad tym myślałam, ale dając mu decyzyjność robił bardzo nie wiele i sporadycznie.
                                Poza tym on nigdy nie był przyuczany do porządku i ogarnięcia siebie samego i swego otoczenia. U nich w domu zawsze była pomoc (to są właśnie zgubne skutki takiej pomocy). On nigdy nie widział rodziców myjących okna, odkurzających i czyszczących kibel. Sam też nie musiał tego robić.
                                Może trzeba go przyuczyć?



                                > Po tygodniu domownikom zaczęło co nieco
                                > doskwierać. Jak tylko ktoś sie obija, zaczynam strajk.
                                Niestety mojemu domownikowi to nie doskwiera. Przy raczkującym dziecku nie myłam podłogi przez miesiąc - on też nie! Plus jest taki, że młoda ma niebywałą odporność. Jemu syf nie przeszkadza, albo podniesie z podłogi położy na szafki. Toaleta czasem śmierdzi, ja nie umiem tam wejść. Trzeba umyć.

                                > Po prostu odpuść pretensje o sprzatanie, wyznacz sobie własny kącik i zakaż inn
                                > ym wstępu, a resztę, mówiąc brzydko-olej.

                                W obecnym mieszkaniu mam swój kąt, w kuchni :( nigdzie indziej nie dam rady. No chyba, że się przeniosę do dużego pokoju, ale będę skazana na odgłosy TV, co mnie będzie rozpraszać.

                                Dzięki za rady o mnaipulacji i literaturę. Mam nadzieję, że jest coś w .pdf. Mogę też prosić o oryginalny tytuły tych pozycji? Tłumaczenie tytułu czasem jest zaskakujące :)


                                • pade Re: Pade 14.04.13, 14:53
                                  Myślę, że szybciej i łatwiej będzie jak wymienisz metody, ktore juz zastosowałaś i które zawiodły:)

                                  Tytuły znam tylko po polsku, ale sądzę, że wujek google jest w stanie pomóc:)
                        • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 15:01
                          azalia30 napisała:


                          > A skąd wiadomo, że zobaczył szansę na zmianę?

                          No tak wywnioskowałam po tym, że po pierwsze wreszcie się zwierzył(rozumiem, że wcześniej nie mówił o tym co naprawdę jest jego problemem) a po drugie co znacznie ważniejsze-poszedł na terapię. Czy to była jego decyzja? Czy Twoja ale on też poczuł taką potrzebę czy może poszedł na tę terapię pod presją? Jeśli to była jego decyzja czy taka prawdziwa zgoda na Twoją propozycję to jednak podjął tę walkę(chociaż walka to złe słowo). Jeśli nie widziałby szansy na zmianę to po co otwierałby się przed Tobą, po co byłaby ta terapia? Wydaje mi się, że to może być moment kiedy on jest dość mocno sfrustrowany z jednej strony a z drugiej gdzieś tam tli się nadzieja, że jest szansa,żeby to ogarnąć. Nie wiem czy mam racje, tak mi się wydaje na podstawie tego co napisałaś.

                          Kazał mi robić listy czynności, k
                          > tóre ma robić w ciągu dnia. Między innymi poprosiłam żeby wyprzedał graty, któr
                          > ych nie używa. A ten zabrał się za wystawianie czegoś co kupił dla przyjemności
                          > i miłego spędzania czasu. Dlatego, że się wkurzam jak się tym bawi, to sprzeda
                          > i się nie będzie bawił.
                          > Mnie chodzi o podjęcie trudu wypełniania dorosłych obowiązków na codzień i ogar
                          > nianie siebie i swoich śmieci na co dzień. A nie o to że się bawi. Każdy niech
                          > się bawi po tym jak już zrobi to co musi.
                          > I teraz nie wiem, czy
                          > 1) droga wsparcia jaką chcę obrać jest sensowna.
                          > 2) czy on serio widzi nadzieję na własną poprawę. skąd to wiadomo? Oprócz tego,
                          > że wykrzyczał mi jasno i logicznie kilka kwestii dotyczących jego przemyśleń o
                          > sobie. Wynika z nich, że jego sposób postrzegania świata nikomu nie pasuje, to
                          > się zmieni bo nikt go nie docenia i nie szanuje.
                          > 3) daje mi do zrozumienia, że poddaje się mojemu dyktatowi, Mnie ta rola nie ps
                          > uje, ale czy mam ją przejąć? Zadziałał dziś na zasadzie: na złość mamie odmrożę
                          > sobie uszy.

                          To co opisujesz to dla mnie typowe zachowania niedojrzałej osoby. Osoby, która czuje i reaguje z pozycji dziecka. Sam jest ze sobą nieszczęśliwy, samemu mu źle ale on nie ma żadnych(albo niewiele?) takich 'dorosłych' kompetencji, żeby swoją sytuację zmienić. Tak więc miota się, szarpie, wykonuje różne histeryczne ruchy-gdzieś w tym widzę duży ból, desperacje, bezbronność i wołanie o pomoc. Jemu potrzebna jest terapia, on musi zobaczyć siebie z szerszej perspektywy. To jest ciężkie dla obu stron bo Ty chcesz z nim ustalić normalne, zdrowe zasady ale to trochę tak jakbyś mówiła do Chińczyka po polsku, rozumiesz? On jednocześnie jest nieszczęsliwy i jeszcze czuje się atakowany, poza tym tak jak napisałam-na ten moment on nie potrafi inaczej. Myślę, że najważniejsze teraz to, żeby on zrozumiał swoją niedojrzałość. Przeczytał o tym, dowiedział się, że on nie jest jeden nieszczęśliwy i zagubiony,. Że to opisane zachowania i odczucia mające swoje źródło, powody, nazwy a także że są sposoby wychodzenia z tego.
                          Chwilę temu miała miejsce premiera książki bardzo dobrej psychoterapeutki Małgorzaty Liszyk Kozłowskiej 'Skąd się biorą dorośli?'. Myślę, że tam znajdziecie oboje wiele cennych rad i wyjaśnień Waszej sytuacji. Czy Twój mąż ma świadomość, że jest niedojrzały? Czyta coś w tym temacie? Byłby chętny zacząć czytać?
                          A co do Ciebie to myślę, że im bardziej Ty będziesz dojrzewać i im więcej przepracujesz na swojej terapii tym zdrowsza będzie Twoja postawa i na bieżąco będziesz korygować swój dotychczasowy sposób działania. Na teraz to chyba najważniejsze nie przejmować odpowiedzialności za niego ale też nie dowalać mu(tak jak na przykład Twoja mama Tobie).
                          • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:15
                            On sam nie do końca wie co jest jego problemem. Nie rozumie siebie, soich decyzji i działań. Nie wie czemu nie umie zacząć niczego, a jak zacznie to nie umie skończyć. On wielu rzeczy osobie nie wie i nie rozumie. Wszystko to, co uważał za słuszne i prawdziwe okazało się być dziwnym wymysłem nastolatka. Dlaetgo nie chce iść na małżeńską terapię, bo tam trzeba rozmawiać i jasno wyraźić swoje zdanie. Ale on go albo nie ma, albo nie wie jakie ma i dlaczego takie.


                            Ja proponowałam kilka razy, ale zawsze odrzucał myśl o terapii. W maju zaproponowałam raz jeszcze, bo w stanie był fatalnym i się zgodził. Terapeute wyszukałam ja. On poszedł i chodzi nadal. Decyzja była jego, po mojej sugestii. Presji nie było żadnej. Stwierdziłam wtedy, że ja nie mogę mu pomóc i choćbym nie wiem co robiła to i tak nie przyniesie to oczekiwanego przez niego skutku.

                            Mąż niestety nie jest zainteresowany literaturą, forami czy artykułami, choc na necie spędza conajmniej pół dnia.

                            Myślę, że on ma świadomość, że jest niedojrzały. Wykrzyczał mi to kiedyś. No właśnie, krzyki i awantury to jeden z tych momentów, w których udaje mi się od niego coś wyciągnąć lub samoistnie usłyszeć. W niezłym gó...e tkwię. Chęci mam dobre, ale zaczynam wątpić we własne siły zmierzenia się z tym.
                            • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 22:28
                              Podniosę trzy kwestie.
                              Po pierwsze od czerwca to za chwilę będzie rok. Wydaje mi się trochę dziwne, że on ma taką małą świadomość siebie, że nie chce czytać, nic więcej pracować ponad to co dzieje się na terapii. Po takim czasie to człowiek się raczej rozkręca, praca nabiera tempa, przy świadomym podejściu więcej jest zaangażowania, itd. Tutaj coś mi zgrzyta. Albo terapeuta kiepski albo Twój mąż ma jeszcze dużo pracy nad sobą zanim zrozumie co to właściwie jest owa 'praca nad sobą'. Poza tym z jednej strony pisałaś, że widzisz postępy a z drugiej przedstawiasz sytuację tak, że tylko się kłócicie, trudno się dogadać i być może nic Was nie łączy. Na czym więc polegają te postępy?
                              Po drugie-wybierz jedną z tych poleconych książek(ja bym postawiła na taką, która w przystępny sposob opisuje niedojrzałość emocjonalną i skutki toksycznych domów rodzinnych) i poproś męża, żeby ją przeczytał. Tę jedną książkę, niech to zrobi dla Ciebie, niech to zrobi dla dziecka(pisała o tym Pade). Może to będzie szansa, żeby on łyknął trochę więcej wiedzy niż na terapii. Btw. w jakim nurcie jest jego psychoterapia?
                              A trzecia kwestia-niestety nie ma gwarancji, że będzie happy end i Twój mąż dojrzeje razem z Tobą. Są ludzie tak zablokowani, że nie są w stanie przyjąć rad innych, spokojnych rozmów, tłumaczenia, wiedzy książkowej, terapeutycznej, itd. Wszyscy wokół się starają, żeby owy niedojrzały osobnik coś zrozumiał a ten nic. Takie przypadki też się zdarzają. Taką wersję też trzeba wziąć pod uwagę.
                              Twoja terapia będzie potrzebna, żebyś Ty wyszła na prostą sama ze sobą. A co za tym idzie-w zdrowy sposób funkcjonowała w relacjach. Tym samym, jeśli u męża nie będzie żadnej poprawy, to Ty przynajmniej będziesz umiała postawić granicę, ochronić siebie i dziecko i dać sobie szansę na związek z kimś innym, zdrowym. Nie będziesz uwiązana swoim współuzależnieniem i będziesz potrafiła zakończyć związek w momencie w którym stwierdzisz, że mąż i ta relacja nie rokuje.
                              • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 23:25
                                Podpisuję się:)
                                I chciałam jeszcze dodać, że terapia poznawczo-behawioralna, bo chyba o takiej wspominała autorka, raczej nie jest odpowiednią terapią dla męża. To jest terapia "tu i teraz", zmienia nastawienie i zachowanie, ale nie zajmuje sie przyczynami zaburzeń, nie odkrywa emocji, że tak laicko nazwę "nie wyzwala". Po tej terapii mąż nadal nie będzie siebie rozumiał, nie dojrzeje. Bardziej by mu pomogła Gestalt, albo psychoanaliza.
                                • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 01:12
                                  pade napisała:

                                  > Podpisuję się:)

                                  Nie wierzę;)
                              • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 13.04.13, 21:44
                                blond_suflerka napisała:

                                > Po pierwsze od czerwca to za chwilę będzie rok. Wydaje mi się trochę dziwne, że
                                > on ma taką małą świadomość siebie, że nie chce czytać, nic więcej pracować pon
                                > ad to co dzieje się na terapii. Po takim czasie to człowiek się raczej rozkręca
                                > , praca nabiera tempa, przy świadomym podejściu więcej jest zaangażowania, itd.

                                Trudno mi na to odpowiedzieć. Nie wiem jak skomentować.


                                > Albo terapeuta kiepski albo Twój mąż ma jeszcze dużo pra
                                > cy nad sobą zanim zrozumie co to właściwie jest owa 'praca nad sobą'.

                                Nie wnikam w możliwości terapeuty. Spędziłam 3 dni na telefonie szukając kogoś, kto poprowadzi terapię w innym języku niż polski. Znalazłam 2 panie, mąż wybrał tą. I chodzi. Lubi ją.

                                >Poza tym
                                > z jednej strony pisałaś, że widzisz postępy a z drugiej przedstawiasz sytuację
                                > tak, że tylko się kłócicie, trudno się dogadać i być może nic Was nie łączy. Na
                                > czym więc polegają te postępy?

                                Podobno podczas terapii ( i potem pewnie też) życie wygląda jak sinusoida. Ostatnio jest dół.
                                Zawaliło mi się też życie rodzinne. I też czuję się w tej sferze zagubiona. Czytam to forum od dłuższego czasu i chciałam poznac Waszą opinię, bo wiele z Was wie o czym mówi.

                                Postępy:
                                - jest bardziej ożywiony, zainteresowany różnymi sprawami innymi niż narzekanie na polski syf, czasem z córką zatańczy, pogilga się, nie spina się jak go przytulam. Widać ożywienie w oczach,
                                - zaczął dbać o wygląd zewnętrzny, zmienił garderobę, chodzi schludnie ubrany lub wręcz odstrzelony, nie boi się przyciągać uwagę i dotarło, że wygląd zewnętrzny ma znaczenie (dla nas samych jak i dla innych),
                                - dba o higienę osobistą,
                                - usiłuje utrzymać porządek w swojej szafie, w innych też widzę , że składa lub odkłada coś w jakimś sensownym porządku,
                                - zaczął zajmować się dzieckiem bez telefonu w ręce, zmniejszył ilość filmów, gier, i internetu na codzień,
                                - częściej robi generalne porządki w kuchni,
                                - częściej patrzy mi w oczy, częściej przejawijają się jakieś osobiste treści w jego wypowiedzi, inne niż tematy polityczno-gospodarcze,
                                - podnosi rzeczy z podłogi zanim zacznie się o nie przewracać,
                                - wstaje w nocy do dziecka, wstaje rano, odprowadza ją rano do przedszkola, chodzi spać o normalnej porze,
                                - ugotuje coś z myślą o córce,
                                - nasze kłótnie zdarzają się byc konstruktywne, inaczej formuuje swoje myśli,
                                - ogólnie ożył i nie wkurza się na krzywe chodniki i brudne budynki, itp.
                                - nie komunikuje mi każdej negatywnej myśli i odczucia.


                                > Btw. w jakim nurcie jest jego psychoterapia?

                                Nie wiem :) On też nie wie, ale grzebią się w dzieciństwie, bo często wraca zdruzgotany.

                                Ja chodzę na poznawczo- behawioralną, ale nie wiem czy to był dobry wybór.

                                > A trzecia kwestia-niestety nie ma gwarancji, że będzie happy end i Twój mąż doj
                                > rzeje razem z Tobą.

                                Wiem, że nie ma. Ale próbując nie mam nic do stracenia. To co już straciłam jest za mną.


                                • zuzi.1 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 13.04.13, 23:00
                                  Przeczytaj książki: "Powrót do swego wewnętrznego domu" John Bradshaw i "Dramat udanego dziecka" Alice Miller.
                                  • zuzi.1 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 17.04.13, 22:07
                                    I jeszcze jedną: "Życie w związku partnerskim po trudnym dzieciństwie"

                                    www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=zycie%20w%20zwi%C4%85zku%20partnerskim%20po%20trudnym&source=web&cd=1&cad=rja&sqi=2&ved=0CCwQFjAA&url=http%3A%2F%2Fwww.eduksiegarnia.pl%2Fzycie-zwiazku-partnerskim-trudnym-dziecinstwie-p-7074.html&ei=4ABvUeueHsfssgaStYC4Dg&usg=AFQjCNHcbwQqm9AaFWVH7WNiz7Y4CZREoQ&bvm=bv.45368065,d.Yms
                                • blond_suflerka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 01:19
                                  azalia30 napisała:

                                  > Postępy:

                                  Jestem pod wrażeniem tych postępów! Pewnie dlatego, że aktualnie jest dół (masz rację z tą sinusoidą podczas terapii, potem to raczej powinno być już ok) to wcześniej przedstawiłaś to w trochę gorszym świetle;) W każdym razie ta lista napawa optymizmem.

                                  > Wiem, że nie ma. Ale próbując nie mam nic do stracenia. To co już straciłam jes
                                  > t za mną.

                                  Jasne, ja bardzo wierzę w ludzi i w możliwość zmiany. Mam nadzieję, że Wam się uda i wyjdziecie na prostą. Szczęśliwą prostą;)
                                  • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 14:59
                                    Z jednej strony są to postępy, z drugiej...można się załamać. Nie dziwię się, że autorka ma doła.
                                  • azalia30 serio? 15.04.13, 09:11
                                    Lista napawa optymizmem? Ja już sama nie wiem. Z jednej strony jest o niebo lepiej, z drugiej to tak jak napisała pade poniżej. Nie wiem już czy mam się śmiać czy płakać.

                                    Ah padło wcześniej hasło "język żyrafy", Znam ten język ale mąż się bardzo broni przed wysłuchaniem mojego komuniaktu w ten sposób. Tak to sobie mogę mówić do córki, a nie do dorosłego faceta...
                                    • blond_suflerka Re: serio? 15.04.13, 12:49
                                      azalia30 napisała:

                                      > Lista napawa optymizmem? Ja już sama nie wiem. Z jednej strony jest o niebo lep
                                      > iej, z drugiej to tak jak napisała pade poniżej. Nie wiem już czy mam się śmiać
                                      > czy płakać.

                                      Lista napawa optymizmem jeśli odrzuci się porównania z innymi i spojrzy na Twojego męża indywidualnie. Te postępy, które on zrobił znajdują się w pakiecie zachowań osób zdrowych tylko co z tego? Co takie porównywania wnosi do sprawy? Nie ma sensu patrzeć na innych. Twój mąż ma taką a nie inną historię rodzinną(a czytałam niżej, że naprawdę miał trudny dom i brak możliwości wyuczenia się zdrowych wzorców) i Twój mąż zmagał się i zmaga z takimi a nie innymi ograniczeniami i trudnościami. I patrząc z tej perspektywy zrobił duże postępy. Poza tym ważne jest to, że idzie do przodu. Że widać, że jakoś jednak ta terapia działa.
                                      Rozumiem Twoją trudność związaną z oczekiwaniem na dojście do pewnej normy. Rozumiem Twoją frustrację ale skoro jednak podjęłaś decyzję, że dajesz szansę mężowi i Waszej relacji to może to jest taki moment kiedy powinnaś bardziej poszukać wsparcia dla siebie. Masz prawo mieć chwilowy dół czy kryzys. Masz prawo być zmęczona. Tylko może lepiej będzie skierować teraz uwagę na siebie, przegadać to na terapii, jakoś się sobą zaopiekować aniżeli wyładować tę frustrację na mężu. No chyba, że gdzieś dojrzewa w Tobie decyzja o zmianie i chcesz się wycofać ze swojej wcześniej decyzji. To zresztą też warto przegadać na terapii, żeby sprawdzić czy to chwilowe zniechęcenie(które dotyka każdego, chociaż powody są inne) czy jakaś trwała tendencja.
                                      I jeszcze co do matkowania-na pewno nie możesz być jego matką ale to nie jest równoznaczne z tym, żebyś w ogóle nie wykazywała żadnych pozytywnych uczuć dla niego. Może to moment, żebyś też nauczyła się być partnerką z empatią, zrozumieniem i czułością dla męża nie przekraczając tej granicy matkowania właśnie. Odnoszę się tego co napisałaś niżej o swojej mamie-że ona nie dawała innym prawa do błędu i trudności oznaczały koniec relacji czyli to zaburzone widzenie czarno-białe.
          • bez_przekazu Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 11:26
            nie przeczytalam do konca wszystkich wspisow ,ale Twoje posty sa najbardziej sensowne.
            dla mnie jeszcze na plus u meza autorka jest to,ze udal sie na terapie.pokazcie mi,ilu facetow jest chetnych do pojscia na jakakolwiek terapie?! czyli, chce sie zmienic,ale nie wie,jak to zrobic.
            zona mu w tym ewidetnie nie pomaga, bo nie potrafi. za to uskarzac sie - jak najbardziej.
            • napis_z_obrazka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 12:18
              bez_przekazu napisał(a):

              > nie przeczytalam do konca wszystkich wspisow ,ale Twoje posty sa najbardziej se
              > nsowne.
              > dla mnie jeszcze na plus u meza autorka jest to,ze udal sie na terapie.pokazcie
              > mi,ilu facetow jest chetnych do pojscia na jakakolwiek terapie?! czyli, chce s
              > ie zmienic,ale nie wie,jak to zrobic.
              > zona mu w tym ewidetnie nie pomaga, bo nie potrafi. za to uskarzac sie - jak na
              > jbardziej.
              >
              >
              Ja akceptuje, ze to Forum jest w pewnym sensie ksiazka skarg i zazalen. Autorka pyta jak pomoc mezowi, bo nie potrafi, wiec o co Ci chodzi? Twoja odpowiedz Autorce, ze nie potrafi, nie wnosi nic nowego;-)
      • kklekss Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 11.04.13, 23:00
        Ktoś w tej rodzinie jest chory na głowę , tylko nie wiadomo czy ty czy mąż . To jakaś paranoja , ze szukasz wytłumaczenia dla lenia i pasożyta.
    • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 05:16
      Dziękuję za takie zainteresowanie wątkiem. Nie sądziłam, że dostanę aż tyle odpowiedzi w tak krótkim czasie. Pojawił się wiele kwestii i pytań. Spróbuję na odpowiedzieć, na te które zapamiętałam.

      Tak, oboje mamy problemy emocjonalne i oboje pochodzimy z pochrzanionych rodzin. Każde rekompensuje sobie w związku co innego. Czytając Wasze posty przyszło mi do głowy, że ja nie miałam normalnego wejścia w młodość i początki dorosłości. Wieloma obowiązkami i pretensjami obarczyła mnie mama, w efekcie przez te kilka lat prowadziłam życie nastolatki, która ma wsparcie emocjonalne, zainteresowanie i bezgraniczne uznanie bez dopieprzania się o każdą rzeczm którą wykonuję. Z przykrością stwierdzam, że przejęłam sposób komunikacji potrzeb mojej mamy. Bardzo destrukcyjny.

      Niestety jesteśmy dobrze sytuowani i pieniądze nie stanowią w tej chwili problemu. Mąż nie musi podejmować pracy, bo ma za co jeść i płacić czynsz. Ja od kilku lat zmagam się z pewnym przedsięwzięciem, które podjęłam i mam z nim duży problem. Moja terapia pomaga mi również w zrozumieniu tego i uporaniu się w końcu, z tym co zaczęłam. Mam w związku z tym pracę (od czasu do czasu, dochody bardzo przeciętne).

      Mąż ma 33 lata, ale mentalnie jest dzieckiem. Zawsze sprawiał wrażenie osoby, która wie co robi i dlaczego. Do tego jest mądry i oczytany. Ma dużą wiedzę na wiele tematów. Jest spokojny. Zaufałam jego (jak się okazało chorej) racjonalności. Dużym szokiem było dla mnie odkrycie, że on jest zaburzony i wszystko co robił do tej pory to nieświadoma i niezamierzona ale jednak manipulacja mną i moimi emocjami. Że to, w co wierzyłam - w niego - nie funkcjonuje normalnie. W zasadzie nie funkcjonuje w ogóle. Mąż jest obcokrajowcem, któremu się tutaj nie podoba, nie zaaklimatyzował się. A że nie musi pracować, to nie będzie się użerał z polskim syfem. A ja, no cóż weszłam w rolę opiekunki...
      Kiedy się poznaliśmy pracował. Podczas pobytu w Polsce rozpoczął pewną działalność, która okazała się wtopą finansową.

      Ja swoje za uszami też mam. Mam poczucie, że mąż mi tatusiował przez te wszystkie lata. Podświadomie pewnie chciał, żebym i ja była jego mamą. Uważam, też że jakkolwiek nasz związek jest walnięty (jestem współuzależniona i poczucie wartości mam kiepskie, choć nie tak zerowe jak on) tak nie ma sensu się teraz rozwodzić. Po pierwsze on nas kocha i o nas dba (i wzajemnie). Wie na nasz temat wszystko, zna gusta, co odpowiemy, co zrobimy itp. Jest uważny i pomocny ,kiedy na prawdę trzeba zawsze mogę na niego liczyć. Podjął wysiłek terapii i są efekty. Trudno bym teraz uciekała od problemu, tym bardziej że wiem, że też problem mam.

      Uznałam, że kluczem do posunięcia sie na przód w naszej kwestii są dwie rzeczy: Na pierwszą nie mam wpływu w ogóle więc ją pominę. Drugą - wsparcie w odbudowaniu poczucia wartości - mogę mieć. Jak on uważa, że jest do du.py to wszystko co będzie robił będzie do du.py. A ja moim (nie ważne czy uzasadnionym) zrzędzeniem mu tą drogę skutecznie utrudniam.

      Analizując od pół roku naszą sytuacjię jestem skłonna stwierdzić, że najbliższe prawdy są odpowiedzi blondsuflerki.
      • noname2002 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 08:16
        Troche jakbym czytala o moim bylym mezu, niechec do obowiazkow zwiazanych z posiadana rodzina, moje falszywe pochwaly, za duze zadania i to, ze on nigdzie nie pasuje, niczego nie robi dobrze i wszyscy mu to daja do zrozumienia.
        Ja tez probowalam odbudowac poczucie wlasnej wartosci mojego wtedy jeszcze meza i stracilam bez sensu 6 lat. Przypominalo to zasypywanie studni bez dna. Chociaz u Ciebie jest wiecej nadziei na zmiany, bo maz podjal terapie.
        Uderzylo mnie jedno, to jak Twoj maz traktuje 3letnie dziecko- przeciez 3latki czesto chca byc z jednym z rodzicow a drugiego przez jakis czas odpychaja i nikt sie nie czuje smiertelnie zraniony z tego powodu, bo to tylko male dziecko i ma prawo do dziecinnych zachowan.
        • ibelin26 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 08:40
          > Troche jakbym czytala o moim bylym mezu, niechec do obowiazkow zwiazanych z pos
          > iadana rodzina, moje falszywe pochwaly, za duze zadania i to, ze on nigd
          > zie nie pasuje, niczego nie robi dobrze i wszyscy mu to daja do zrozumienia.

          To jakaś "męska" choroba czy co? Pasuje również do mojego męża. Tylko, że on taki nie był. Zaczęło się jakieś dwa lata temu (znamy się 12 lat), kulminacja nastąpiła rok temu, po urodzeniu się córki.

          Nikt go nie rozumie, wszyscy są głupi tylko on mądry, ale wszyscy "uważają go za idiotę", nic mu nie pasuje, nic mu się nie chce, wiecznie zmęczony (podejrzewam depresję), ja się czepiam - bo wymagam wykonywania obowiązków domowych i udziału w opiece nad dzieckiem.

          Mąż dostał ultimatum (do końca roku) , albo się życiowo ogranie tzn. pójdzie do pracy i zacznie się leczyć / chodzić na terapię - jeśli ma jakieś problemy ze sobą, albo rozwód. Nie zamierzam spędzić kolejnych lat życia na niańczeniu "biednego misia".

          Ja rozumiem - wsparcie, pomoc, ale to jest emocjonalnie pasożytowanie. Ile bym tego wsparcia nie dała to i tak jest za mało. No bo najlepiej jest leżeć na kanapie i narzekać na wszystko.

          I żeby nie było, że taka podła jestem. Wiem jak to jest mieć depresję, ale to się leczy a nie pielęgnuje.
          • noname2002 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 09:06
            Ja tez obstawialam depresje, tylko u mojego eks to najprawdopodobniej byla(i jest) depresja endogenna. Pisze "najprawdopodobniej", bo nie chcial isc do lekarza.

            Ja rozumiem - wsparcie, pomoc, ale to jest emocjonalnie pasożytowanie. Ile bym
            > tego wsparcia nie dała to i tak jest za mało. No bo najlepiej jest leżeć na kan
            > apie i narzekać na wszystko.
            >
            > I żeby nie było, że taka podła jestem. Wiem jak to jest mieć depresję, ale to s
            > ię leczy a nie pielęgnuje.

            I wlasnie dlatego sie z nim rozwiodlam.

            • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 11:58
              Mój mąż nie ma depresji. Ma zaburzenia osobowościowe i chore wzorce wyniesione z domu.
              Nie uważam, że sam rozwód zmieni coś w mojej sytuacji. Bo muszę zmienić się sama.
              • tully.makker Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:01
                > Nie uważam, że sam rozwód zmieni coś w mojej sytuacji. Bo muszę zmienić się sam
                > a.

                Wiec nie musze robic niic, bo przeciez pracuje nad swoja zmiana, a to potrwa pare lat.

                Wykret zawsze znajdzie, powiem ci to jako wieloetnia specjalistka od wykretow.
              • noname2002 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 13.04.13, 17:00
                A czy mozesz napisac tu albo na priv jakie to zaburzenia osobosci? Interesuje mnie to ze wzgledu na podobienstwa do mojego eks.
                • azalia30 Niestety, nie mam pojęcia. 13.04.13, 21:23
          • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 13.04.13, 22:00
            Miło poczytać, że ktoś umiał postawić na siebie. Ja niestety byłam na tyle durna, że tego nie zrobiłam tak kategorycznie.
    • tully.makker Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 08:57
      No dobrze, jestescie dobrze sytuowani i maz nie musi pracowac, ty tez nie. Zatrudnijcie wiec gosposie, ktora bedzie ogarniac dom, tak zebyscie wy mogli skupic sie na przyjemnych sprawach - zabawach z dzieckiem terapii, odbudowywaniu waszej wiezi.
      Mowie calkiem powaznie.
      Nawet jako ososba w niewielkimi dochodami zatrunialam pania do sprzatania, bo bylam zdania, ze pracuje duzo a po pracy moim priorytetm powinno byc dziecko, a nie jezdzenie na szmacie. Po co sobie fundowac konflikty o o nieodkurzona podloge, kiedy mozna to outsource i skupic sie na realizacji swojego potencjalu intelektualno-zawodowego?
      • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 11:52
        Mąż jest kategorycznie przeciw gosposiom. Była jedna potajemnie, ale to było w tedy kiedy funkcjonowaliśmy tragicznie. DZiewczę przyszło, sprzątnęło i dzień później znów była tragedia. Na prawdę tragedia. Musiałaby z nami mieszkać.
        Nie chcę już robić tego pokątnie. Jak mąż wyrazi zgodę to będzie przychodziła. Dziś nie wyraził. poza tym on generuje bardzo dużo śmieci wokół siebie, ja nie chcę tego po nim sprzątć. Sam musi się ogarnąć.
        • tully.makker Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:03
          Sluchaj, nie szkoda ci czasu na gre w tak, ale. Sprawa jest prosta: kochanie, albo robisz, albo zatrudniamy pomoc domowa. masz tydzien na ogarniecie sie, nie uda sie, to po tym czasie przychodzi pani Jadzia.

          No ale jak juz wiemy z postow powyzej, to nie chodzi o rozwiazanie problemu, tylko o to, by go miec, bo to daje jednak wam jakies wieksze korzysci niz zycie bezproblemowe.
        • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:11
          Napisałam wyżej odnośnie sprzatania:) Domysliłam się, że jest jakiś problem z osobą z zewnątrz.

          Najpierw wspólne ustalenia, a potem dotrzymywanie ich. To jest właśnie wytyczanie granic. Nie godzisz się na bałagan w domu, nie chcesz przekazywać złych wzorców dziecku, "musimy mężu wspólnie coś z tym zrobić, może Ty masz jakiś pomysł?, ja mam taki, co Ty na to?"
          • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:23
            Dzięki dziewczyny za rady z tym sprzątaniem. Ja to wszystko już próbowałam stosować.
            Mieliśmy kiedyś rozpiskę. Niby działało, ale mąż twierdzi że dla mnie i tak nigdy nie było wystarcająco dobrze. Więc woli być ochrzaniany za nie robienie niż za robienie, ale "źle". Pewnie ma rację. To było z 5 lat temu. Mogło tak to wyglądać.
            Teraz trudno mi jest się z nim porozumieć. On mało ze mną rozmawia, bo jego zdaniem nie da się ze mną wygrać. Ustalać też niczego nie będzie, ucieka od konfrontacji. Ostatnio przynałam mu rację i zmieniliśmy coś w mieszkaniu. Była to dla mnie trudna decyzja, wolałam zmienić mieszkanie na większe (i tańsze) on nie chciał. Po kilku miesiącach w moim odczuciu rozmów (w jego odczuciu kłócenia się o moje) ustąpiłam i jest tak jak chciał. Powiedziałam, że była to dobra decyzja. Ale on mój sprzeciw lub odmienne zdanie odbiera jako atak i walkę z nim, A ja czasem muszę przegadać i przemyśleć sytuację/problem 100 raz w każdą stronę. Zadaję trudne pytania i rozważam wszystkie możliwości. On się czuje nie szanowany.
            Wczoraj wywrzeszczał, że mam mu codziennie pisać kartki co ma robić a on zmieni się w robocika, wykonującego polecenia, bo jego zdanie i tak się nie liczy. To mu napisałam dziś 4 zadania. 2 zrobił, 3 go przerosło (zabrał się moim zdaniem od du.py strony) 1 jeszcze nie ruszył. Pewnie nie zauważył, że jest napisane.
            Trudno mi z nim coś ustalać, bo on nie ma wzorca rozmów i ustalania. Nie pamiętam kiedy siedliśmy na przeciw siebie i coś omówiliśmy. Większość rozmów jest przed TV lub kiedy przechodzi przez kuchnię zapalić na balkon. Rozmowy trójzdaniowe. Tylko wtedy udaje mi się do niego dotrzeć. Inaczej jestem zbywana i ignorowana.
            • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 13:08
              Rozumiem Twoją frustrację, to musi być naprawdę męczące. Bez dialogu nie ma porozumienia, nie ma wspólnoty, nie ma bliskości, a tym samym Twoje potrzeby nie są zaspokajane, a to rodzi gniew i pretensje.
              Może spróbuj inaczej niż dotąd? Może nie rozmawiajcie o obowiązkach, sprzątaniu, problemach, tylko o tym co mąż lubi, czuje, co Ty lubisz, o tym co Was łączy? Zacznij od krótkich, parominutowych rozmów i nie naciskaj na niego, bo on się boi obnażenia swoich słabości i w ten sposób kazda proba spełznie na niczym.
              • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:18
                Próbowałam już kilka razy, żaden z obranych przeze mnie sposób nie przyniósł efektu. Pomyślę nad innymi podejściami. Rozmawiamy dużo o polityce, zyciu społecznym, kulturowym. Ja bym chciała pogadać o życiu wewnętrznym... Teraz to chyba nic nas już nie łączy. Sama nie wiem.
                • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:53
                  Azalia, ciężko tak radzic przez internet, kiedy raz, że nie widzi się rozmówcy (i jego mowy ciała), dwa, wersja jest subiektywna i siłą rzeczy okrojona.
                  Nie jesteś w stanie byc terapeutka dla męża, to nie wypali, gdyż siłą rzeczy łaczą was emocje, wspólne doświadczenia i ...dziecko.
                  Nie wiem czy to dobry pomysł, ale skoro mąż jest dobrym ojcem, może mu zasugerować by starał się dojrzeć, jesli już nie dla siebie, to dla córki? Żeby dla niej zmierzył się ze swoimi traumami i problemami? Córka potrzebuje dojrzałego ojca, wzoru mężczyzny. To nie jest slogan, to jest prawda. Skoro mąz nie chce rozmawiać o, jak to ujełaś:), życiu wewnętrznym, (faceci tego naprawdę nie lubią, tzn są wyjatki, ale to potwierdza regułę), może chetniej porozmawia o tym, jakim chciałby byc ojcem? Czego chce dla córki?
                  Rozumiem, że możesz nie chcieć dzielić się szczegółami na temat rodziny męża, ale może tak "na okrągło" napiszesz na czym polegała toksyczność tej rodziny?
            • tully.makker Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 13:13
              Trudno mi z nim coś ustalać, bo on nie ma wzorca rozmów i ustalania. Nie pamięt
              > am kiedy siedliśmy na przeciw siebie i coś omówiliśmy. Większość rozmów jest pr
              > zed TV lub kiedy przechodzi przez kuchnię zapalić na balkon. Rozmowy trójzdanio
              > we. Tylko wtedy udaje mi się do niego dotrzeć. Inaczej jestem zbywana i ignorow
              > ana.

              No coz, sama mam taki okaz w domu. ba, kiedys mi oswiadczyl, ze jak on cos mowi, to powinnam sie zgodzic, bo on wie, co mowi, ajesli sie nie zgadzam, to on to odbiera jako brak szacunku. Ja jednak nie mam zwyczaju zgadzac sie na ewidentne bzdury, tylko ze wzgledu na to, ze mowi to moj partner, a na moj szacunek trzena sobie zapracowac.
              Mi sie znudzilo juz takie zycie, prob komunikacji juz nie podejmuje, bo tez mi sie nie chce z nim gadac, i powoli dojrzewam do kopniecia swojego partnera w dupsko. Zycze ci szczerze, zeby u was ten marazm komunikacyjny udalo sie pokonac, bo inaczej zyc w parze sie nie da.
              • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:18
                Dzięki ja Tobie również życzę powodzenia i siły w podjęciu właściwej decyzji dotyczącej Twojego związku.
            • mamapodziomka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 15:59
              Ja bym sie jeszcze zastanowila, na ile to wszystko jest jeszcze wzmocnione kulturowo. Bo to brzmi znajomo, fakt, ze za kazdym razem kiedy masz odmienne zdanie, to odbierane jest to jako brak szacunku, przyzwyczajenie, ze musisz go pytac o zgode na rozne rzeczy (w odroznieniu od wspolnego ustalania strategii i rozwiazan dla danego problemu), niechec do podejmowania wysilku zawodowego od pierwszej porazki, etc.

              Niekoniecznie musi tak byc, ale bardzo byc moze. Taki model zycia, ze pan nie pracuje, niespecjalnie udziela sie w domu, a na dodatek wymaga, zeby sie go nie czepiac, skads sie przeciez bierze.
              • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:36
                On jest z kultury anglosaskiej, więc nie odbiega jakoś znaczenie od naszej.
                Ma chorą rodzinę. Miałam nieprzyjemność mieszkania z jego ojczymem przez 6 tyg wakacji. Masakra. Mąż ma dużo problemów ze sobą, których sam nie był świadomy i wypierał je przez wiele lat.
                Wzorce wyniesione z domu rodzinnego ma chore i tu jest drugie źródło problemów. Pierwsze to chyba poczucie wykorzenienia i przekonanie, że jest nie na miejscu.
          • ada16 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 12:24
            Niestety jesteśmy dobrze sytuowani i pieniądze nie stanowią w tej chwili problemu. Mąż nie musi podejmować pracy, bo ma za co jeść i płacić czynsz.
            Co się dziwisz? facet nie musi pracować, to nie pracuje, ma z czego zyc.
            nie on jeden tak by chciał;)
    • aandzia43 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 14:05
      W swietle tego, co piszesz twoj maz to czlowiek ulomny charakterologicznie. Nie wiem dlaczego i nie wiem, czy to uleczalne, ale albo jestes trollem, albo mezowi dolega cos powaznego. Tworzac z nim trwala pare udowadniasz, ze tez masz jakies powazne pekniecie. Zadne rady na forum, zadne nasze gledzenie nie pomoze. Proponuje POWAZNA terapie dla siebie na poczatek. Szkoda dziecka.
      • sebalda Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 14:48
        A mnie najbardziej rozśmieszyło zdanie: "Niestety jesteśmy dobrze sytuowani i pieniądze nie stanowią w tej chwili problemu". Cudowne jest to "niestety". Niepokojące za to "w tej chwili". A później? Za 10 lat na przykład?
        Jak długo jesteście na tej terapii? Chodzicie osobno, ale to tego samego terapeuty?
        Dla mnie to kosmos, mam dziwne wrażenie, że ten facet to totalny manipulant, ktory się bardzo wygodnie urządził.
        Ale może się mylę, może to głęboko zaburzony człowiek? Czy on mówi, jak przebiega jego terapia?
        A w ogóle jak można zyć z kimś, kto jest wiecznie niezadowolony, wiecznie w pretensjach, sam z siebie daje bardzo mało, obarcza własne 3-letnie dziecko winą za to, że go nie uwielbia i dodatkowo dołuje, obarcza żonę winą za to, że nie dość go szanuje (pytanie za co?), nie da się z nim porozmawiać? Co to za związek? Macie w ogóle ze soba coś wspólnego oprocz dziecka i mieszkania?
        Depresję się leczy, brak wiary w siebie mozolnie buduje. Ale facet najwyraźniej nie ma motywacji, by coś zmienić, bo żona we wszystkim ustępuje (mieszkanie), obwinia się o to, że go za mało wspiera, bierze na siebie dużą część winy. Co tu zmieniać? Nie narobi się, ma całe dni dla siebie, ma się na kim wyżyć, jak nie ma humoru, ma kogo oskarżać.
        No i kurcze, on nie umiera z nudów aby?
        • kklekss Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 15:03
          Ta cała sytuacja jest chora i dziwaczna o ile jest prawdziwa .Podejrzewam , ze ktoś żarty sobie robi i głupoty wypisuje .
        • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 12.04.13, 21:40
          sebalda napisała:

          > A mnie najbardziej rozśmieszyło zdanie: "Niestety jesteśmy dobrze sytuowani i p
          > ieniądze nie stanowią w tej chwili problemu".

          Przynajmniej ktoś się dobrze bawi.

          > Jak długo jesteście na tej terapii? Chodzicie osobno, ale to tego samego terape
          > uty?
          Mąż od czerwca ja od grudnia. Z tego co mi mówiono nie można chodzić osobno do tego samego terapeuty.
          Chyba nie masz intencji pomocy mi, więc pozwolę sobie nie odpisywać na resztę pytań.


          > Dla mnie to kosmos, mam dziwne wrażenie, że ten facet to totalny manipulant, kt
          > ory się bardzo wygodnie urządził.
          > Ale może się mylę, może to głęboko zaburzony człowiek? Czy on mówi, jak przebie
          > ga jego terapia?
          > A w ogóle jak można zyć z kimś, kto jest wiecznie niezadowolony, wiecznie w pre
          > tensjach, sam z siebie daje bardzo mało, obarcza własne 3-letnie dziecko winą z
          > a to, że go nie uwielbia i dodatkowo dołuje, obarcza żonę winą za to, że nie do
          > ść go szanuje (pytanie za co?), nie da się z nim porozmawiać? Co to za związek?
          > Macie w ogóle ze soba coś wspólnego oprocz dziecka i mieszkania?
          > Depresję się leczy, brak wiary w siebie mozolnie buduje. Ale facet najwyraźniej
          > nie ma motywacji, by coś zmienić, bo żona we wszystkim ustępuje (mieszkanie),
          > obwinia się o to, że go za mało wspiera, bierze na siebie dużą część winy. Co t
          > u zmieniać? Nie narobi się, ma całe dni dla siebie, ma się na kim wyżyć, jak ni
          > e ma humoru, ma kogo oskarżać.
          > No i kurcze, on nie umiera z nudów aby?
          • igge Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 13.04.13, 11:58
            Sebalda naprawdę chce Ci pomóc Azalio :)
            Po prostu dla większości osób np dla mnie kiedy muszę liczyć każdą złotówkę, tekst że "NIESTETY jesteśmy dobrze sytuowani" brzmi, nie obraź się, nieco zabawnie. Też chciałabym być niestety dobrze sytuowana. Np zatrudniłabym panią/pana do sprzątania natychmiast :))
            • paris-texas-warsaw Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 13.04.13, 23:07
              Czytam ten wątek i do końca trudno mi sobie wyobrazić, jak Wy jako rodzina na co dzień funkcjonujecie, zwłaszcza w sferze społecznej i Waszej dalszej rodziny/przyjaciół. Wiele informacji nie podajesz, do części nie chcesz się odnosić (jak np. ten tajemniczy czynnik, na który nie macie wpływu..). Więc z tego względu tylko zasygnalizuję kwestię, która być może dotyczy Twojego męża. Myślę, że jeżeli Twój mąż jest odcięty od świata zawodowego od kilku lat, to szczególnie tu w obcym kraju może mu być ciężko powrócić do pracy po tak długim czasie. Wydaje mi się, że kwestie materialne są w przypadku pracy nie jedyne. Nawet mając wysokie dochody warto pracować dla własnego rozwoju, dla nadania jakiegoś sensu swojemu życiu. Ważne są tez kontakty z ludźmi, które właśnie powodują, że ma się wysokie lub niskie poczucie własnej wartości. Podobnie jak osiągnięcia na polu zawodowym lub jakiejkolwiek innej działalności. Jak czytałam o tym, że Twój mąż cały dzień oglądał seriale i jeszcze wokół siebie tworzył bałagan, to pomyślałam, że dla niego byłoby bardzo dobrze mieć jak najwięcej jakichkolwiek spotkań z ludźmi. Może zapraszanie do domu jak najczęściej znajomych, rodziców z dziećmi – znajomych Waszej córeczki, rodziny, itd. dawałoby dodatkową motywację, by mieć porządek, dbać o siebie, starać się cos robić ze swoim zżyciem – zwykła konfrontacja z innymi ludźmi, gdy trzeba powiedzieć, że na co dzień oglądać się tylko seriale może już być mobilizująca/zastanawiająca. Warto może zapraszać tez ludzi bogatszych od Was, którzy mimo wysokich dochodów/majątku nadal pracują. Wydaje mi się, że poczucie własnej wartości można podnosić poprzez wszelkie działania, które nadają życiu sens – może jeśli mąż nie odnajduje się w prowadzeniu domu, a nie macie problemów materialnych – niech zaplanuje fajne wakacje dla Was, niech zorganizuje przyjęcie dla koleżanek z przedszkola córki, niech w ramach nawet wolontariatu pouczy kogoś swojego języka ojczystego. Takie działania dadzą mu być może poczucie, że jego życie ma sens nie tylko dla niego samego, ale że jego działania dają radość innym. Terapia terapią, a on równocześnie będzie miał zajęcia łączące go z innymi ludźmi i „wprowadzające” z powrotem do społeczeństwa, nawet jeśli to nie byłaby praca zawodowa i do niej nie chciałby nigdy wracać.
              Ps. Nie rozumiem, dlaczego Twój mąż przyzwyczajony od dzieciństwa do sprzątania w domu przez osoby z zewnątrz nie chce teraz zatrudnić takiej osoby jednocześnie nie sprzątając we własnym zakresie? Jakie względy za tym przemawiają? Jednocześnie mając nawet osobę do prowadzenia domu na co dzień, uważam, że dobrze jest dla dziecka, by pewne przynajmniej prace domowe były wykonywane przez domowników. Samodzielne panowanie nad swoją najbliższą przestrzenią to ważna umiejętność, wg mnie dużo dająca dziecku - planowanie, segregowanie, przyjmowanie gości, przygotowywanie posiłków, dbanie o przedmioty, itd.
              • azalia30 Zgadzam się z tobą w 100% 14.04.13, 18:36
                Wiem, że może mu być trudno. Od czasu terapii podjął próbe nauczania jako native. Nie podobało mu się, nie widzi w tym sensu. Zrezygnował. Żadnych prac typu wolontariat też robić nie chce, nawet ze zwięrzętami. On szuka swego miejsca w życiu i absolutnie nie uważa, że jakaś bzudrna praca mu w tym pomoże, a tylko pogrąży jeszcze bardziej. On chce zajęcie, które nada sen jego życiu a że nie widzie sensu sam w sobie, nie wie co by to mogło być więc nie będzie parzył kawy w kawiarni. Mimo, że benefity społeczne są z tego znaczne i ja to wiem ale on zdaje się ich nie dostrzegać.

                Towarzysko funkcjonujemy tez pokracznie. Mąż miał drużynę sportową, w której grał, ale skasował nogę i już nie może kontynuować. Więc kontakt tak na prawdę ma tylko ze mną i z moimi znajomymi. Jego starzy znajomi czasem go gdzieś zapraszają, ale on nie chodzi.
                Wyprawił w listopadzie przyjęcie na 12 osób! ugotował wszystko sam. Było pyszne a impreza bardzo udana, ale tylko raz.
                Czasem kogoś zaprosimy, ale on nie zawsze do tych ludzi wychodzi. Mnie jest trudno zaraszać ludzi, bo zwykle był syf i było mi raz wstyd a dwa komentarze na ten temat były kierowane do mnie. Tak jakbym to ja była temu winna i odpowiedzialna. Teraz jest lepiej w kwestii bałaganu więc i ludzie częściej odwiedzają.
                On się chyba boi ludzi i każdy kontakt jest dla niego dużym stresem. Do tego wszyscy pytają co robi, i on musi odpowiadać że nic, lub że zajmuje się córką. Ale to nie jest poważane społecznie i wie, że tak w 100% to on tego nie robi.

                Pani do sprzątania rozleniwia i przyczynia się do nieudolności w ogarnianiu siebie. On nie chce, żeby nasze dziecko było takie nieudolne jak on. I myśli że niezatrudniając Pani temu będzie temu zapobiegał. Trochę pokrętna logika, ale zgadzam się z jej sensem.
                My wszyscy musimy sami po sobie odnosić śmieci do śmietnika, prać i prasować, i czyścić umywalkę i zmywać gary. Mnie się wydaje, że to podstawowe czynności, które 2 ludzi w dwupokojowym mieszkaniu powinno być w stanie móc zrobić. Tym bardziej że ja nie pracuję od 8 do 20 a on jest tu non stop. Była raz dziewczyna do pomocy, ale to nie zdawało egzaminu. Ona musiałaby z nami mieszkać, choć wtedy byliśmy w totalnej rozsypce. Teraz jest o wiele lepiej. Przemyślę tę kwesię raz jeszcze, choć wolałabym zeby on wyraził na to zgodę, bo potajemnie pomocy się już nie da mieć, bo on nie ma stały pór wychodzenia z domu jak kiedyś.
    • bez_przekazu Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 11:17
      ale gdybys to Ty byla kilka miesiecy na bezrobotnym to byloby dobrze? bo kiedy kobieta nie pracuje i zajmuje sie domem to jest dobrze,ale kiedy facet "siedzi" w domu to juz jest cos nie tak.
      to mamy rownouprawnienie czy nie?
      mnie zastanawia, z czego sie utrzymujecie? domyslam sie,ze z Twojej pensji (musi byc niezla). wiec ja osobiscie problemu nie widze, raczej to Ty jestes sama dla siebie problemem.
      • azalia30 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 18:07
        Ewidentnie nie czytałaś wątku więc nie wiem po co w ogóle piszesz? Nie chodzi o to kto, kiedy i jak długo "siedzi" w domu, tylko o to, co podczas tego "siedzenia" robi. Poza tym "siedzenie" w domu to ciężka praca. Siedzenie to siedzenie
        Nasze źródło utrzymania nie powinno Ciebie ani nikogo interesować. Mamy za co żyć.
        • krokodil123 Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 19:34
          azalia30 napisała:
          > Nasze źródło utrzymania nie powinno Ciebie ani nikogo interesować. Mamy za co ż
          > yć.

          Niby tak, tylko że jeżeli on jest rentierem, posiada kamienice i wynajmuję tam z 10 mieszkań lub dostaje i zawsze będzie dostawał od rodziny określone sumki na utrzymanie wszystko napisane powyżej ma inny sens.
          • azalia30 Kasa chyba nie ma tu nic do rzeczy 15.04.13, 09:14
            Znam wielu majętnych ludzi, którzy mimo zasobności portfela mają pracę, zajęcie lub cokolwiek innego co robią chętnie i regularnie. To nie chodzi o to, że ktoś musi pracować by przeżyć, ale o to, że każde regularne zajęcie (nawet sport czy hobby, czy wolontariat) pozwala zachować kontakt społęczny i przynosi wiele korzyści, których nie ma okopoując się na kanapie. Z życia społęcznego wycofują się różni zaburzeni ludzie, a nie tylko bogacze.
            • bez_przekazu Re: Kasa chyba nie ma tu nic do rzeczy 17.04.13, 14:39
              popacz, a ja cale zycie mysle,ze do przezycia potrzebna jest kasa i glupia pracuje.
              chyba cos ze mna jest nie tak, bo juz kolejna osoba probuje mi wmowic,ze mozna przezyc cale zycie jedzac szczaw z nasypow.

              azalia30 napisała:

              >To nie chodzi o to, że ktoś musi pracować by przeżyć,
      • angazetka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 18:16
        1. Pan nie jest na bezrobociu od miesięcy, tylko od lat.
        2. Pan zaiste SIEDZI w domu. A jeśli kobieta "siedzi" w domu z dzieckiem, to ogarnia też większość prac domowych.
        3. Nawet jeśli żona zarabia dobrze, to z dwóch pensji mogliby żyć lepiej.
        4. Teraz to na jej głowie jest totalnie wszystko - a ty piszesz o równouprawnieniu...
        • bez_przekazu Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 17.04.13, 14:43
          angazetka napisała:

          >
          >
          > 3. Nawet jeśli żona zarabia dobrze, to z dwóch pensji mogliby żyć lepiej.

          ale on moze nie zyc jeszcze lepiej? to samo mozna powiedziec o kobiecie niepracujacej.

          > 4. Teraz to na jej głowie jest totalnie wszystko - a ty piszesz o równouprawnie
          > niu...

          sa takie kobiety, ktore lubia o wszystkim decydowac, a potem sie dziwia,ze wszystko jest na ich glowach. ja np. taka jestem:)
        • kklekss Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 17.04.13, 21:46
          Trzeba męża chwalić, wyrażać podziw i uznanie za jego nic nierobienie i lenistwo . Doprawdy cudowna terapia w odbudowywaniu własnej wartości, ale to poczucie własnej wartości kiedyś małżonek miał? Dziwna sytuacja.
    • napis_z_obrazka Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 14.04.13, 14:44
      A te seriale - ktore maz oglada - w jakim jezyku sa?
      W jakim jezyku rozmawiacie ze soba? Maz z corka?
      Jak dlugo mieszkacie w Polsce i czy maz wlada jezykiem polskim? Czy unika?

      • azalia30 A czemu język ma znaczenie? 14.04.13, 18:19
        Wszystko dzieje się po angielsku.
        Mimo kilku prób polskiego się nie nauczył. Najlepiej idzie mu nauka równolegle z córką. Rozmawiają ze sobą systemem mieszanym :) Rozumieją się.
        Jesteśmy tutaj 7 lat.
        • napis_z_obrazka Re: A czemu język ma znaczenie? 14.04.13, 21:00
          Przypuszczam:-)
          1. Pisalas, ze lubi terapeutke, z ktora rozmawia po angielsku (mezczyzne trudno zaciagnac na terapie raczej)
          2. Byl tu watek Polki za granica, nie brakowalo jej ptasiego mleka, w domu z mezem Polakiem i dziecmi (poki co) mowila po polsku. Miala trudnosc z nauka jezyka tubylcow;-), czula wrogosc wokol siebie, obcosc, wykorzenienie, myslala o powrocie do domu...
          3. Jezyk to nasza ojczyzna (jakby to nie zabrzmialo). Jesli maz ma opor (brak motywacji?) nauki polskiego (jezyka, gdzie zyje), to raczej trudno sie dobrze czuc i niemozliwe byc dobrze zrozumianym. A napisalas, ze maz narzeka, ze nie jest rozumiany i nie rozumie Polakow.
          Nie jest ciekawy jezyka kraju, w ktorym mieszka 7 lat?

          Gdybyscie wrocili do kraju meza (albo jakiegos trzeciego) mialabys/znalazlabys prace? A maz szukalby?
          • triss_merigold6 Re: A czemu język ma znaczenie? 15.04.13, 09:13
            Po 7 latach bezrobocia niewiele by znalazł.
            Problem nie leży w potrzebie wzmacniania poczucia własnej wartości pana tylko w tym, że nie ma go za co szanować.
            • azalia30 Re: A czemu język ma znaczenie? 15.04.13, 09:21
              Słuszna uwaga, tak to chyba właśnie wygląda. Mam w domu dwoje dzieci, które domagają się akceptacji za to że są. Pochwał i aprobaty za proste rzeczy i bezgranicznej miłości i troski.
              Dlatego czasem powątpiewam w jego naprawę, bo on musi odbyć drogę przez pół dzieciństwa i cały okres dojrzewania... A ja chyba nie czuję się na siłach by być jego matką.
              • triss_merigold6 Re: A czemu język ma znaczenie? 15.04.13, 09:39
                To go kopnij.
                Przypominam Ci, że jeśli Twój małżonek zostanie bez środków do życia - bez pracy, emerytury, renty - to na dziecko spadnie obowiązek alimentacyjny. Rozumiesz? Twoja córka wejdzie w dorosłe życie z garbem w postaci tatusia na utrzymaniu.
                • azalia30 Re: A czemu język ma znaczenie? 15.04.13, 09:58
                  Dzięki za radę i przypomnienie. Wiem, że tak jest. Mój mąż raczej bez środków do życia nie zostanie. Ponad to, póki co (po długim namyśle) obrałam opcję próby ułożenia sobie życia z nim.
                  Mam czas na kopanie. Poza tym próbuję innej drogi niż mnie w domu nauczono. Moja mama zasze wszystkich wykopywała, w tym dwóch byłych mężów. I wcale szczęśliwa nie jest.
              • pade Azalia 15.04.13, 11:22
                Matką nie możesz być, bo to nie będzie dojrzały związek. Partnerką też nie bardzo, bo związek partnerski równiez opiera się na dojrzałości. Błędne koło.
                Jedyne, co może pomóc, to intensywniejsza terapia męża i ...Twoja cierpliwość. W Twoim przypadku chyba tylko czas może przynieść poprawę sytuacji. Może...
                Doskonale rozumiem jak Ci ciężko, i współczuję.
              • blond_suflerka Re: A czemu język ma znaczenie? 15.04.13, 12:55
                azalia30 napisała:

                > Słuszna uwaga, tak to chyba właśnie wygląda. Mam w domu dwoje dzieci, które dom
                > agają się akceptacji za to że są. Pochwał i aprobaty za proste rzeczy i bezgran
                > icznej miłości i troski.
                > Dlatego czasem powątpiewam w jego naprawę, bo on musi odbyć drogę przez pół dzi
                > eciństwa i cały okres dojrzewania... A ja chyba nie czuję się na siłach by być
                > jego matką.

                No ale najczęściej ludzie zaburzeni muszą przerobić dzieciństwo. Te wszystkie problemy nie biorą się znikąd. A przecież wiele terapii się udaje i ludzie wychodzą na prostą. Mam wrażenie, że masz teraz jakiś swój trudniejszy moment i jakoś tak skupiłaś się na mężu myśląc, że to wszystko przez niego. A może to kwestia Twojej postawy, która też wymaga pracy na terapii, że na przykład nie umiesz się sobą zaopiekować, zadbać o swój dobrostan, prosić o wsparcie w trudniejszych chwilach. Teraz wiele osób ma jakieś doły(moźe to kwesta długiej zimy, może przesilenie wiosenne), pytanie na ile za ten dół u Ciebie odpowiada sytuacja z mężem a na ile inne czynniki.
          • azalia30 Re: A czemu język ma znaczenie? 15.04.13, 09:19
            napis_z_obrazka napisała:

            > A napisalas, ze maz narzeka, ze nie jest rozumiany i nie rozumie Polakow.

            Jemu raczej chodzi o porozumienie mentalne i kulturowe, niż sam język. Nie chce pojąć, że granice naszego języka są granicami naszego poznania i że poznajemy świat zewnętrzny przez używanie języka...

            > Nie jest ciekawy jezyka kraju, w ktorym mieszka 7 lat?
            Początkowo była, ale mu przeszło. Bo niby język za trudny i ona się szkolnym systemem nigdy niczego nie nauczył.

            > Gdybyscie wrocili do kraju meza (albo jakiegos trzeciego) mialabys/znalazlabys
            > prace? A maz szukalby?

            Ja sobie radzę na obczyźnie, byłam już kilka razy. To mąż ma problem ze zmianami i adaptacją. Raz mówi, że by szukał, raz że nie i że jest tym przerażony. Ja kilkakrotnie podejmowałam próby powrotu do jego kraju (tam sie poznaliśmy), on zawsze odmawiał wymyślając kiepskie wymówki.
    • azalia30 Teściowie 15.04.13, 09:34
      W którymś momencie padło pytanie o teściów. W telegraficznym skrócie zarysuję sytuację:
      Ojczym:
      wycofany z zycia domowego i społecznego. Też nigdy pracować nie musiał. Miał 2letni epizod pracy na etacie, akurat wtedy kiedy mama męża urodziła bliźniaki. To ojczym poszedł pracować, ale na noce.
      Całe życie spędza w garażu, paląc zielsko i grając na gitarze. Nie spotyka się z przyjaciółmi regularnie, opiekuje się tylko chorym kolegą raz dziennie przez około 1 godz.
      Do tego jest bardzo uprzejmie agresywny. Każde jego zdanie miażdży rozmówcę. trudno to opisać. Mieszkałam z nim 6 tyg, po tyg. pobytu czyłam się jak pchła, gó... warta, bo on z uśmiecham na twarzy i w bardzo życzliwy sposób daje do zrozumienia, że to co robisz jest guzik warte i tylko on wie wszystko na dany temat.
      Mama:
      Wiodła zycie samotnej, współuzależnionej matki przez 17 lat. Nie pracowała zawodowo, ale zawsze miała życie zorganizowane, innymi czynnościami niż manicure. Odeszła. Młodsi bracia z nią, bo ze starym nie umieli mieszkać, a dom jest ogromny.
      Nigdy nie opowiedziała historii swojej emigracji do kraju męża. Mąż tak na prawdę niczego o jej przeszłości nie wie, łącznie z tym kim jest/był jego tata.
      Mąż:
      Miał 7 lat jak się urodzili bracia. W wieku młodzieńczym funkcjonował jako spajacz rodziny i rozjemca konfliktów między ojczymem a pozostałą trójką. Mama nigdy go nie przytulała, nie mówiła, że kocha. ZAwsze był na dalszym planie. Traktowany jako samodzielny dorosły, zbyt wcześnie.
    • labeg Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 17.04.13, 13:22
      Azalia i wszyscy uczestnicy tego wątku - bardzo wam dziękuję! Azalia - za postawienie i opisanie problemu, komentatorom za wszystkie komentarze i wskazówki. Tak się składa, że jestem małżonką osobnika dość podobnego charakterologicznie do męża Azalii. Nie jest co prawda obcokrajowcem i pracować powinien, ale jego okresy pracy są tak wyrywkowe, że każdy rok pracy uważam za sukces. w jego "karierze" nie ma żadnej spójności i sensu. Miewa napady depresyjne, właśnie w stylu "może lepiej by było jakby mnie ni było", albo "ja wam do niczego nie jestem potrzebny". Chwalę za każdą dobrą rzecz, czy to zrobiona w domu czy przy dzieciach, ale zdaje sobie sprawę, że gdyby on miał ten dom prowadzić byłoby słabo - decyzyjność bardzo niska ("rób jak uważasz kochanie"), za to jeśli coś postanowi i uważa, że to dobre rozwiązanie a ja mam przeciwne zdanie nie potrafi tego przełknąć i obrzuca mnie wyzwiskami oraz wycieczkami personalnymi np. do działań moich rodziców. Potem jest obraza, że ośmieliłam się mieć inne zdanie. Nie potrafi panować nad budżetem czy to swoim czy rodzinnym. Zmienia zdanie co chwilę - naobiecuje coś dziecku i wycofuje się w ostatniej chwili. Wiem, że jest niedojrzały. Poczytam wasze wskazówki literaturowe i mam nadzieję, że poprawi nam się komunikacja.

      Rzeczywiście, zostawianie list "to do" wymaga bardzo dobrej znajomości osobnika - jak napiszesz za dużo, będzie źle, tak samo gdy lista będzie nieprecyzyjna ; jak napiszesz za mało to będzie oznaczało, że nie masz do niego zaufania. Też jest "zaraz", albo "jutro" a najlepiej pojutrze - jest mistrzem w odkładaniu spraw na później - a nuż uda się uniknąć wysiłku?
      • pade Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 17.04.13, 13:56
        Prawdopodobnie u podstawy wszystkich zachowań Twojego męża, Azalii pewnie też, leży lęk. Wielki, ogromny lęk.
        Mężczyzna ma być silny, ma odnosić sukcesy, ma podejmować decyzje, nie może się nad sobą użalać, nie powinien i jednoczesnie powinien okazywać emocje. Presja jaką współczesne czasy wywierają na mężczyzn powoduje, że Ci, którzy nie mieli męskiego wzorca w dzieciństwie, po prostu sobie nie radzą. Bo nie wiedzą jak. Z każdej strony - otoczenie, kobieta - otrzymują sprzeczne komunikaty. Masz być silny - otwórz się, porozmawiaj o uczuciach, masz być męski - bądź czuły i delikatny, itd. Faceci się po prostu pogubili.
        Lęk związany z brakiem znajomości samego siebie, lęk przed podejmowaniem wyzwań z obawy przed porażką, odrzuceniem; brak akceptacji, uznania...wszystko to powoduje, że w pewnym momencie lepiej chyba nie robić nic.
        Polecam lekturę ksiązki Męskość, Biddulph Steve, albo Męskość . Nowe spojrzenie, tego samego autora.
        I bardzo ciekawy wywiad, z mężczyzną:)
        www.dojrzewalnia.pl/endorfina/psychoinspiracje/przemiany/mezczyzna_bez_tajemnic_cz_1.html
    • azalia30 Dziękuję wszystkim za udział w wątku 17.04.13, 17:48
      Dobrze poczytać opinie ludzi z zewnątrz. Dzięki za dobre rady i trafne opinie. Poczytam wskazaną literaturę. Wiem, że ja też nie jestem bez winy i również jak mąż usiłuję nad sobą pracować.

      Dziś mieliśmy kolejną kłótnię, choć jaką taką inną jak do tej pory. Bardziej treściwą, z konkretnymi argumentami. Tak jakby zaczłeło do mnie docierać, że on robi wiele by się zmienić, ja to doceniem ale nie na poziomie werbalno-behawioralnym. Jakoś nie umiem mu tej aprobaty z siebie wykrzesać wtedy kiedy na nią zasługuje. I stąd na wszelki wypadek go pokrytykuję.
      Ech pokręcone to wszystko.
      Jeszcze raz dzięki.
      • ledzeppelin3 Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 10:36
        Za co Ty dziekujesz? Masz niewydolnego męża, ktory zawiódl Cie pod kazdym wzgledem- i w kwestii finansowej, i wychowawczej, ktory nie robi NIC od 7 lat, ani w pracy, ani w domu, a Ty dostajesz rady od pseudo-psycholożek z tego forum, ze TY się musisz zmienić???? Bullshit. Twój mąż jest duzym chlopcem, powinien swoje traumy przepracować dawno temu. nie zrobił tego- ok, niech wykaze sie odrobina dobrej woli i pójdzie sprzatać w Lidlu. Nie? ok, niech zrobi z domu absolutnie wszystko, niech w 100% zajmie się dzieckiem. Ale tez źle. I czyja to jest wina? Traumy z dzieciństwa i Twoja, bo TY musisz nad sobą pracować. Dałaś sobie zrobić wode z mozgu, a to wspaniale forum jeszcze i zaszkodziło. Nie słuchaj nawiedzonych psycholozek z Bożej łaski. Twój mąż nie ma dobrej woli. Pieprz "pozim werbalno-behawioralny". Ty zrobilas wszystko. On-nic. nie daj sobie wmówić bzdur, że "wina zawsze jest po obu stronach". Nie "pracuj nad soba", bo w ten spoób lecisz w doł. daj mu ulitimtum. I bądź twarda.
        • pade Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 11:45
          Ja sobie wypraszam:) aleee, to chyba nie do mnie, bo ja ani pseudo ani psycholog:)
        • triss_merigold6 Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 12:00
          Heloł, ja jej napisałam, żeby się go pozbyła w trybie natychmiastowym.
          • ledzeppelin3 Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 14:09
            Toż nie o Was mowa, tylko o Dobrych Myślacych Wrażliwych Duszyczkach z tego forum, które snują pseudopsychologiczne wywody. Zastanawiam się, po co? Po co osobom calkowicie udupionym życiem wmawiać, że to ich wina? Przecież kobita moze kopnąć pasozyta. Może ułożyć sobie życie, bo jest wydolna, samowystarczalna, jeszcze młoda. Czy to jest szukanie towarzyszek niedoli, i chęć, aby nie podnosiły głowy z kupy, w której tkwią po uszy?
            • zuzi.1 Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 14:37
              Ale doczytałaś, że autorka nie chce kopnąc męża w tyłek, to jest jej świadomy wybór, to jest poza tym ojciec jej dziecka, facet jest ewidentnie zaburzony, pochodzi z beznadziejnej rodziny, jest pewnie DDD lub jeszcze w inny sposób pokręcony i jest trudnym typem. Ale autorka chce powalczyc o swoją rodzinę. Tacy ludzie jak ten pan są często mierni i bierni, bo ktoś kiedyś ich zahamował, spieprzył im dzieciństwo, i oni sami plus ich rodzina ponoszą tego konsekwencje. Oczywiscie, że najprościej by było kopnac go w tyłek i poszukac innego, normalnego. Ale autorka wybiera inną drogę, świadomie, napisała wyraźnie, że na kopnięcie go w tyłek ma jeszcze czas... Dobrze by było, gdyby materialnie im się nie przelewało, wówczas mąż miałby argumenty do tego, aby zacząc działac, a tak, cała sytuacja będzie się pewnie jeszcze długo ciągnąc... Ja w każdym razie życzę autorce wytrwałości i powodzenia, jakkolwiek ta sprawa miałaby się nie zakończyc.
              • ledzeppelin3 Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 16:14
                Ale autorka chce powalczyc o swoją rodzinę. Tacy ludz
                > ie jak ten pan są często mierni i bierni, bo ktoś kiedyś ich zahamował, spieprz
                > ył im dzieciństwo, i oni sami plus ich rodzina ponoszą tego konsekwencje.

                Na razie walczy o to, aby jej córka miała obraz rodziny pt "kobieta jest od roboty, pan od leżenia do góry wentylem".
                Tak, jest jakaś przyczyna, dla której pan jest taki, anie inny. Może mama go nie kochała. A moze jest socjopatą, bo w okresie okoloporodowym byl niedotleniony. A może przedszkolanka nim za mocno potrząsnęła. Ale pan jest juz duzym chlopcem. A nie pracuje nd sobą, bo mu małżonka nie daje sygnałow werbalno-oralnych :P Ludzie.
                • azalia30 Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 22:14
                  Ledzeppelin, dziękuję Ci za Twoje opinie, jak każda jest dla mnie warta przemyślenia, ale chyba niedoczytałaś wszystkiego co napisałam.

                  ledzeppelin3 napisała:


                  > Na razie walczy o to, aby jej córka miała obraz rodziny pt "kobieta jest od roboty, pan od leżenia do góry wentylem".

                  Córka jeśli taki obraz ma mieć, to już go ma. Wszystko sobie zdąrzyła juś podświadomie zakodować. Jak pisałam wcześniej mąż wykonuje sprawunki domowe, ale nieregularnie. Często wisi na kompie. Zawsze ją odbiera lub przyprowadza z przedszkola, teraz chodzą na plac zabaw. Nie jest tak, że lezy i wydaje rozkazy. Nie jest też, tak że ja zapieprzam w domu i zawodowo. Nie mam pracy zawodowej jako tako, ale dzień mam zorganizowany.

                  > Ale pan jest juz duzym chlopcem.
                  Tak właśnie jest chłopcem. Dużym, nie dużym ale chłopcem. Musi dojrzeć. Ja z resztą też jakaś super dojrzała i stabilna się nie czuję.

                  >A nie pracuje nd sobą,
                  A to to chyba z innego wątku pomyliłaś. Moim zdaniem właśnie pracuje tylko efekty czasem nie napawają mnie optymizmem.

                  > bo mu małżonka nie daje sygnałow werbalno-oralnych

                  Hmm mnie się wydaje, że małżonka dawała i daje dużo sygnałów werbalnych. Co dziennie, że jest do bani i by się mógł wreszcie ruszyć z fotela. Oraz że myśli o odejściu i nawet wie już gdzie. O jakich innych sygnałach myślisz?

                  Wcześniej pisałaś, że jestem młoda, wydolna i samowystarczalna. Miło mi, że we mnie wierzysz, ale ja tak o sobie nie myślę. Poza tym doczytaj posty Zuzi i blond_suflerki - one trafnie oddają, to co mogłabym jeszcze dodać. Nie wiem też dlaczego miałabym uznać, że ja jestem idealna i bezbłądna. Szukam przyczyny w sobie, bo czuję że nie jestem do końca miłą i fajną żoną. Im bardziej się nad tym zastanawiam tym więcej podobieństw widzę do zachowań mojej mamy, Wiesz mi że sa one tragiczne, a ich naprawa wymaga pracy. Wątpię, by jakiś inny sensowny facet wytrzymał ze mną na dłuższą metę. Nie mówiąc już o tym, że mąż nie odda łatwo dziecka, więc zamiast skupić się na sobie i poprawy siebie samych zaczęlibyśmy bój na śmierć i życie.
                  • azalia30 Sorry za błędy ort. powyżej 18.04.13, 22:16
            • blond_suflerka Re: Dziękuję wszystkim za udział w wątku 18.04.13, 17:13
              Krytykujesz wiedzę innych osób, moim zdaniem niesłusznie. Piszesz, że kobieta może kopnąć pasożyta i że jest wydolna i samowystarczalna. Otóż nie jest i jak widać kopnąć nie może bo tego nie robi. Autorka weszła w związek z osobą zaburzoną i tkwi w tym związku 8 lat. I to się nie dzieje bez przyczyny. Jest jakiś powód dla którego wybrała takiego faceta i dla którego do tej pory nie umiała postawić zdrowych granic. Tak to niestety działa. Zdrowy nie zwiąże się z zaburzonym. A jak się zwiąże to zaczyna stawiać granice lub odchodzi. A jak ktoś jest w związku, który nie przynosi zadowolenia tylko generuje cierpienie lub brak satysfakcji to znaczy, że osoba, która to sobie funduje ma ze sobą jakiś problem. Zdrowy odruch jest taki, że nie działa się autodestrukcyjnie.
              Dlatego właśnie część ludzi seryjnie wchodzi w toskyczne związki. Nie chodzi o to, żeby zmienić partnera na innego bo za chwilę pojawi się następny z podobnymi albo innymi zaburzeniami. Dopiero kiedy zmieni się postawę i sposób myślenia można stworzyć zdrową relację i dopiero wtedy z grona adoratorów nie wybierze się osoby z problemami.
              Nikt tutaj nie pisał, że rolą Autorki jest naprawa męża ale rodzina to system i zmiana nigdy nie dotyczy tylko jednej osoby. Trzeba zmienić system bo wszyscy członkowie rodziny nauczyli się reagować w taki a nie inny sposób.
    • bigkolenda Re: Pomoc w odbudowaniu poczucia własnej wartości 18.04.13, 08:52
      niemojabrocha.blox.pl/2013/04/Mezczyzni-rodzacy.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka