Dodaj do ulubionych

probowac dalej, czy juz pozamiatac

04.06.13, 14:06
Nie wiem od czego zaczac, bo w głowie metlik, ale chyba potrzebne mi zdanie osob z zewnatrz, bo jak wiadomo czasami lepiej widac:)
Byla sobie para, pozniej malzenstwo, mamy 1 dziecko. Maz-niemaz zaczal mnie zdradzac i odszedl do innej kobiety, mieszkal z nia 2 lata. Po tym czasie aczal deklarowac milosc do rodziny i chec powrotu, na co niestety sie zlapalam, mimo, ze juz niezle sobie radzilam i zaczynalam widziec plusy całej sytuacji. Byly wielkie slowa, spedzanie wspolnego czasu, moje wahania, ale jego ostre ciecie i wyprowadzka a pozniej deklaracja proby. Jestemy niby razem od kilku miesiecy ale w tym czasie wydarzyly sie juz zdrady z poprzednia pania, slowa o tym, ze mu nie zalezy, pozniej deklaracje ze jednak chce zostac z rodzina, moje ciagle nadzieje, ciagle jego niezdecydowanie, hustawka jednym slowem. Klasyczna toksyczna milosc - moje kochanie za bardzo, jego uciekanie. Nowa kobieta bylo wydaje mi sie dobrze, ale nie dal rady ulozyc sobie relacji z jej dziecmi, finansowo tez fatalnie, bo zostały jego stare zobowiązania. Ja nie daje rady, miotam sie, czy probowac dalej, ale ostatnio znowu jawne pokazanie, ze kontakty z nia są istotne dla niego i mimo tego zapewnia mnie ze to szczegol, ze nic sie nie dzieje przeciez. Z jednej strony wiem, ze powinnam sama to zakonczyc, z drugiej nie chce, bo chyba nadal kocham. Czy brnac w to dalej? Rozum mowi, ze bez sensu, serce co innego. Sytuacja dla mnie bez wyjscia, on sam nie odejdzie, niszczy mnie tylko niechcacy pokazujac, ze dla niego nie jestem wazna. Boje sie sama odejsc, piszac widze ze to zwiazek bez sensu;) Ale moze jednak czekac dalej? Dziecko sie cieszy z taty w domu, ja niestety widze przez wiekszosc czasu chłód, obojetnosc, wariuje, bo nie potrafie zaufac w niczym, nie wiem co jest w mojej chorej głowie, a co naprawde.
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 14:08
      Samia wiesz, co powinnas zrobic, prawda?

      Myslalas p terapii, ktora pozwoli ci sie wzmoscnic w zrealizowaniu wlasciwej decyzji?
      • jakkamien Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 14:27
        Nie chce grac, tak ale... Ale:) ciagle nie mam pewnosci, za to mam nadzieje, ze skoro nie chce odejsc to znaczy ze cos tam sie tli. Bo przeciez nie robilby tego z wyrachowania? Jestem jednoczesnie swiadoma tego co sie dzieje i jak na mnie wplywa, i tez ciagle ta nadzieja, ze zrozumie, odetnie sie i bedzie mozna naprawde zaczac na nowo. Ta ostatnia rzecz ktora zrobil, jest w sumie drobiazgiem, ale uwiera mnie niesamowicie, jak ta kropla przewazajaca.

        Mysle o terapii, ale w nia nie wierze chyba, jakis opor mam wewnetrzny, ze jestem niereformowalna.
    • paris-texas-warsaw Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 14:12
      Właśnie - "jesteśmy NIBY razem". To, czy facet chce odejść, czy nie to chyba nie jest clue problemu... Raczej, czy Ty chcesz odejść... Jak facet w ciągu kilku miesięcy Cię już kilka razy zdradzał, to może powinnaś o tej sytuacji myśleć, że to tamta panią kilka razy zdradził z Tobą... Daj sobie spokój, bo się wykończysz psychicznie. To nie ostatni facet na świecie, a może nawet bez żadnego więcej psychicznego spokoju byś miała.
      Pozdrawiam, życzę siły i spokoju:)
    • jak.z.nut Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 15:06
      A z kim chcesz dalej próbować? Bo chyba nie wierzysz że facet, który tak wyraźnie pokazuje, jak obojętne mu są Twoje uczucia, nagle się zmieni?!
      Męczysz się, a mogłabyś już zapominać
    • satoja Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 15:12
      Facet nie zrezygnuje z kobiet które same się go trzymają jak rzep psiego ogona i godzą na każde świństwo jakie im zrobi oraz na spanie raz z jedna raz z drugą. Ba. wielu facetów by chciało układu na dwa domy.
      Ani on Cię nie kocha, ani Ty go nie kochasz... ot, spółka "bo wypada mieć faceta" i "jestem jednak lepsza od tamtej".
      Sama sobie to robisz. Nie kto inny.
      • tully.makker Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 15:21
        To zupelnie tak, jak zgwalcona sama sie zgwalcila, bo miala za krotka spodniczke i byla noca poza domem.

        Dziewczyna zostala ugotowana jak zaba i teraz juz nie wie, co jest normalne, a co nie. No i sie boi, ktoz moze ja to winic? Pytanie, jak pracowac na d soba, by zobaczyc rzeczywistosc realistycznie i podjac dzialania nakierowane na przywrocenie normalnosci?
    • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 15:31
      Klasyczny układ kobiety kochającej za bardzo z mężczyzną za murem. Z jakiegoś powodu(dzieciństwo?) masz takie a nie inne wyobrażenie o miłości i takie a nie inne zdanie o sobie skoro pozwalasz, żeby ktoś bardzo bliski tak Cię krzywdził. Wydaje Ci się, że miłość jest wtedy kiedy się cierpi, tęskni, czeka, kiedy jest huśtawka a to jest chora miłość.

      Normalna, zdrowa miłość jest wtedy kiedy ktoś bliski jest. Jest, można na niego liczyć, jest lojalny, nie zmienia co chwila zdania, szanuje. On z kolei wygląda na faceta, który ma lęk przed bliskością i pomimo jakiejś wewnętrznej chęci tak naprawdę nie umie być w dojrzałym związku. Trochę był z Tobą, trochę nie był bo zdradzał. Potem był z tamtą ale znowu nie był tak naprawdę bo wrócił do Ciebie. Teraz ani w sumie nie jest z Tobą ani z tamtą.
      To nie jest sprawa do zmiany u niego w ciągu tygodnia. W sensie, że on coś Ci zadeklaruje i już będzie ok. On by musiał zdać sobie sprawę z tego, że tkwi w takim mechaniźmie i podjąć pracę nad sobą, która sprawiłaby, że dojrzałby emocjonalnie i zaczął w sposób dojrzały tworzyć relacje.
      Ta sama uwaga dotyczy Ciebie. To, że tkwisz w takiej relacji nie jest przypadkiem. Masz ku temu powody i to są powodu do przepracowania. Podejrzewam, że oboje mieliście dysfunkcyjne domy.

      Piszesz, że skoro on jednak nie chce odejść to coś się tam tli bo chyba nie jest tak wyrachowany. No nie jest ale co to zmienia? Wiesz, że dlaczego często pary fundują sobie taką jazdę jak Wy? W sensie razem źle, i osobno też źle, potem powrót i jazda zaczyna się od nowa? Bo nie są na tyle dojrzali, że stworzyć związek zadowalający i nie są na tyle dojrzali, żeby iść dalej. Jest strach przed zmianą, strach przed nieznanym(lepszy znany syf niż niewiadoma), jest niskie poczucie własnej wartości, które podpowiada, że być może nikt inny się nie znajdzie, może nikt inny już nie pokocha, jest strach przed samotnością, jest strach przed odpowiedzialnością za swoje życie(we dwoje niby łatwiej). Pytanie gdzie tu miłość? Dużo automatyzmów, deficytów, lęku, obaw, uzależnienia od wyuczonego zachowania, tego wszystkiego jest dużo ale miejsca na miłość jakby mało.

      Bo usiądź sobie i pomyśl-jakiego chciałabyś mieć partnera, co z nim robić, jak żyć, jaki chcesz mieć związek a potem pomyśl ile z tych rzeczy daje Ci ten obecny partner, co w nim cenisz, co w nim kochasz. Skup się na faktach, nie na oczekiwaniach, nie na złudzeniach co do tego jaki on jest, lub będzie od jutra. Przypuszczam, że te dwie listy będą się od siebie bardzo różnić.

      Terapii się boisz lub w nią nie wierzyć bo boisz się zmian po prostu. Jesteś uwikłana w ten chory związek i tak samo jak nie wierzysz, że stać Cię na dobrą relacje i porządnego faceta, tak samo 'wymyślasz', że jesteś niereformowalna i że terapia nic nie da. To też kwestia do przemyślenia. Dlaczego uparcie nie chcesz dać sobie szansy na dobre życie? To się właśnie nadaje na terapie, to, że Ty nie chcesz się tej terapii poddać w obecnej sytuacji;)
      No ale są książki, mądre bardzo, które rozjaśnią Ci Twoje położenie. Więc póki nie terapia to może literatura?
      • bez_przekazu Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 05.06.13, 19:11
        blond_suflerko - z wielka przyjemnoscia i uwaga czytam Twoje wypowiedzi. sa naprawde trafne i pokrzepiajace. dzieki ,ze jestes tutaj:)
        • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 06.06.13, 11:58
          O kurczę, dziękuję bardzo za takie miłe słowa!
    • altz Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 15:39
      W tym wszystkim mi was nie żal. Dziecko ma najgorzej. Zaraz znowu ojciec zniknie z jego życia.
      Pomyśl lepiej o tym, jak pomóc dziecku w tym, co się wydarzy.
      • tully.makker Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 15:44
        No. Bo jak kobieta zostanie matka, to juz nie ma zadnych praw, moze myslec tylko o dziecku, o sobie juz nie. Co innego ojciec, ten, w opini niektorych przynajniej, myslec w ogole nie musi.
        • marzeka1 Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 15:46
          Krzywdzisz siebie- nie wiem tylko, na ile to świadome.
          • sebalda Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 16:21
            Piszesz, że on nie robi tego przecież z wyrachowania, a jednocześnie, że nie stać go na dwa domy. Proste. O jakiej miłości z jego strony tu pisać.
            Jesteś młoda, z nim życie będzie zawsze przykre i ciężkie, nie rozumiem w imię czego się na to godzić. Jak facet zdradzi, a żona mu wybaczy, to on musi błagać o to wybaczenie, a potem ze wszystkich sił starać się to naprawić i na nowo zapracować ciężko na zaufanie. Tutaj tego kompletnie nie ma. Facet ma wygodny układ, z którego może się w każdej chwili wymiksować, potem znowu wrócić, potem znowu odejść.
            Choć Tully pisze, że masz myśleć głównie o sobie, ja bym jednak pomyślałam o uczuciach dziecka na takiej huśtawce. No i odejście od takiego osobnika jest właśnie myśleniem o sobie, o swoim zdrowiu psychicznym, o poczuciu swojej wartości.
            Zalecałabym jedno cięcie. Z postów wynika, że możesz go pogonić z domu, radzę z całego serca: zrób to jak najszybciej. Wakacje to dobry czas. Jego pogoń, sama wyjedź, nabierz dystansu, spotykaj się z ludźmi. Będzie dobrze:)
            • zuzi.1 Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 17:33
              Zgadzam się z blond suflerką i sebaldą, faceta pogonic i zacząc pracowac nad sobą, koniecznie zacznij od dobrych książek a potem terapia.
              • altz Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 20:44
                zuzi.1 napisała:
                > Zgadzam się z blond suflerką i sebaldą, faceta pogonic i zacząc pracowac nad so
                > bą, koniecznie zacznij od dobrych książek a potem terapia.

                A co z synem? Czyżby był tylko uciążliwym dodatkiem do matki?
                Gdzie plan dla dziecka? Nie tylko u Ciebie to widzę, ale u innych pań również.
                • zuzi.1 Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 21:56
                  Mój drogi syn to dla autorki wątku pewnie jedna z ważniejszych osób w życiu, biorac pod uwagę nieudaną relację z mężem. Co z synem? A no nic, o syna trzeba dbac, wychowywac go na dobrego i mądrego człowieka, uczyc pracy i pracy nad sobą, nie utrudniac mu kontaktu z ojcem i po prostu cieszyc się nim ;-)
                • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 22:20
                  altz napisał:

                  > A co z synem? Czyżby był tylko uciążliwym dodatkiem do matki?
                  > Gdzie plan dla dziecka? Nie tylko u Ciebie to widzę, ale u innych pań również.

                  Plan dla dziecka jest taki, że jak mama dojrzeje emocjonalnie to będzie w stanie zapewnić dziecku dobry dom i wychowanie. Na razie tata był, potem przez dwa lata z synem nie mieszkał, potem znów zaczął mieszkać ale na nowo zdradza mamę więc rokowania kiepskie. Do tego syn widzi zmartwioną mamę, która wcale nie tworzy dobrego związku z tatą. Na razie wszystko zmierza ku temu, żeby syn przejął niewłaściwie wzorce i za kilkanaście czy kilkadziesiąt stworzył podobny dom a co tam będzie po drodze z jego emocjami to jeszcze inna historia.
                  Dla syna byłoby najlepiej jakby oboje rodzice poukładali się ze sobą, ze swoimi emocjami i problemami, podjęli dojrzałą decyzję co dalej i pokazali synowi jak to jest żyć zdrowo i szczęśliwie.
                  • altz Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 23:25
                    blond_suflerka napisała:
                    > Plan dla dziecka jest taki, że jak mama dojrzeje emocjonalnie to będzie w stani
                    > e zapewnić dziecku dobry dom i wychowanie.
                    Kiepski to plan, a może nawet gorzej. Dziecko zazwyczaj dostaje po tyłku i liczy się jako ostatnie. Przydałaby się chociaż próba porozumienia w sprawie dziecka, żeby nie robić dziecku rewolucji. Ojciec nie musi przecież spać, wystarczy, że przyjdzie za dnia i będzie jakoś zmieniał powoli te spotkania. Gorzej, że go nie stać na spotkania z synem poza domem, a w domu też nie będzie najlepiej dla atmosfery.

                    > Dla syna byłoby najlepiej jakby oboje rodzice poukładali się ze sobą, ze swoimi
                    > emocjami i problemami, podjęli dojrzałą decyzję co dalej i pokazali synowi jak
                    > to jest żyć zdrowo i szczęśliwie.
                    Tak, ale to nie jego wina, że nie ma mądrych rodziców, sam się w taką rodzinę nie wpakował, a na razie szans na normalność nie ma.
                    • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 05.06.13, 06:35
                      altz napisał:

                      > Kiepski to plan, a może nawet gorzej. Dziecko zazwyczaj dostaje po tyłku i licz
                      > y się jako ostatnie.

                      A dlaczego kiepski to plan? To chyba jedyny dobry plan bo do rodzicielstwa trzeba być dojrzałym emocjonalnie człowiekiem. I właśnie po to warto dojrzeć, żeby dziecko ne dostało po tyłku i nie liczyło się jako ostatnie.

                      Przydałaby się chociaż próba porozumienia w sprawie dzieck
                      > a, żeby nie robić dziecku rewolucji. Ojciec nie musi przecież spać, wystarczy,
                      > że przyjdzie za dnia i będzie jakoś zmieniał powoli te spotkania. Gorzej, że go
                      > nie stać na spotkania z synem poza domem, a w domu też nie będzie najlepiej dl
                      > a atmosfery.

                      Wszystko jest kwestią dogadania. Właśnie jak rodzice sami ze sobą się poukładają to będą mieli więcej świadomości, które z ich działań służą dziecku a które nie. I swoje sprawy będą załatwiać tak, żeby dziecko na tym jak najmniej ucierpiało.

                      > Tak, ale to nie jego wina, że nie ma mądrych rodziców, sam się w taką rodzinę n
                      > ie wpakował, a na razie szans na normalność nie ma.

                      Mama tego dziecka przyszła tutaj czyli gdzieś tam czuje, że dalsze tkwienie w tej sytuacji nie jest dobre. Szuka pomocy i być może zacznie coś robić w kierunku zmiany czyli szanse są. Więcej optymizmu!;)
                • tully.makker Swiat sie konczy 05.06.13, 08:47
                  Facet ktory obrazil sie na wlasne dzieci i nie widuje ich od lat, poucza matke jak sie troszczyc o potomstwo LOL

                  Mam dla ciebie pomysl, moze niech o stan psychiczny dziecka powinien zatroszczyc sie ojciec, ktory poki co zafundowal pieklo nie tylko wlasnemu dziecku, ale i dzieciom swojej kochanki?
                  haw about that?
                  • bez_przekazu Re: Swiat sie konczy 05.06.13, 19:17
                    pewnie wyrzuty sumienia go tu sprowadzaja.

                    tully.makker napisała:

                    > Facet ktory obrazil sie na wlasne dzieci i nie widuje ich od lat, poucza matke
                    > jak sie troszczyc o potomstwo LOL
                    >
                    > Mam dla ciebie pomysl, moze niech o stan psychiczny dziecka powinien zatroszczy
                    > c sie ojciec, ktory poki co zafundowal pieklo nie tylko wlasnemu dziecku, ale i
                    > dzieciom swojej kochanki?
                    > haw about that?
                  • altz Re: Swiat sie konczy 05.06.13, 20:49
                    tully.makker napisała:
                    > Facet ktory obrazil sie na wlasne dzieci i nie widuje ich od lat, poucza matke
                    > jak sie troszczyc o potomstwo LOL

                    Nie wiem czy to do mnie? Jeśli tak, to Ci powiem, jak jest.
                    Dziecko po jakiś przejściach, jak już jest w stabilnym środowisku, po roku, a maksymalnie po dwóch przystosowuje się i zapomina, o ile nie wydarzyło się coś naprawdę traumatycznego.
                    Ja nie zafundowałem dzieciom takiej huśtawki w rodzaju jest tata i za chwilę nie ma taty, potem znowu jest. Kontroluję sytuację, jest nieźle, płacę alimenty i w zasadzie jedynie ja na tym straciłem, ale ja i tak mam raka, więc się nie liczę. :-)

                    Mam Ciebie z dwa lata wygaszoną, myślałem, że nie żyjesz, a tu taka niespodzianka, pojawił się Twój wpis cytowany przez kogoś innego. :-)

                    > Mam dla ciebie pomysl, moze niech o stan psychiczny dziecka powinien zatroszczy
                    > c sie ojciec, ktory poki co zafundowal pieklo nie tylko wlasnemu dziecku, ale i
                    > dzieciom swojej kochanki?
                    Oboje powinni się zatroszczyć, ale matka powinna być mądrzejsza i nie pakować się drugi raz w nieudany związek.
                    • wuika Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 09:27
                      Nieźle z czyjego punktu widzenia? Dziecka, które dla ojca jest tylko źródłem wydatków (alimenty) i niczym więcej? Ludzki pan, chociaż kasą sypnie :>
                      • altz Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 09:35
                        wuika napisała:
                        > Nieźle z czyjego punktu widzenia? Dziecka, które dla ojca jest tylko źródłem wy
                        > datków (alimenty) i niczym więcej? Ludzki pan, chociaż kasą sypnie :>

                        Nie wiesz, co piszesz, nie znasz sytuacji, to Cię usprawiedliwia.
                        A co do dzieci, to tak jest, że dzieci łatwo się przystosowują, o ile rodzice nie fundują im huśtawki emocjonalnej i ciągłych walk. O tym mówią specjaliści.
                        • blond_suflerka Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 11:55
                          Nie zamierzam Cię oceniać bo nie mam do tego prawa, pomijając brak znajomość sytuacji ale myślę, że nie wiesz wszystkiego w kwestii rozwoju dziecka. Nieobecny rodzic to nie jest coś bez znaczenia dla rozwoju i budowania tożsamości dziecka.
                          • tully.makker Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 12:11
                            No alz szeroko o tej sytuacji pisal na forum. Genralnie obrazil sie na dzieci, bo musi alimenty placic, no a nie ma czasu zeby jednosczesnie widywac sie z dziecmi i zarabiac na alimenty :-D.

                            Aczkolwiek, ja uczciwie przyznam, ze majac doczynienia z produkcjami alza na forum od wielu juz lat, zastanawiam sie, czy to aby nie byla sluszna decyzja. Z punktu widzenia dobra dzieci. Pamiatam np rozwalajace dyskusje o tym, jak np mozna zaoszczedzic na wyzywieniu dzieci, albo ze dziecku ktore dostalo jesc w przedszkolu, wyzywienie w domu juz sie nie nalezy, bo w koncu byly 3 posilki. Ergo, tata nie musi placic alimentow na jedzenie :-(
                            • wuika Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 13:19
                              A, to zwracam honor. Może lepiej, niech wspomoże matkę swoich dzieci kasą, a trzyma się od nich z daleka, lecz nie argumentując to rzekomą stabilizacją, lecz po prostu mniejszym złem.
                              • altz Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 14:37
                                wuika napisała:
                                > A, to zwracam honor. Może lepiej, niech wspomoże matkę swoich dzieci kasą, a tr
                                > zyma się od nich z daleka, lecz nie argumentując to rzekomą stabilizacją, lecz
                                > po prostu mniejszym złem.

                                To jest stabilizacja czy tego chcesz czy nie, a przecież kobiety dążą do stabilizacji! Piszę to zupełnie serio i widzę wielkie plusy takiej sytuacji.
                                • wuika Re: Swiat sie konczy 07.06.13, 11:21
                                  Stabilnie jest również na totalnym dnie.
                          • altz Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 14:42
                            blond_suflerka napisała:
                            > Nie zamierzam Cię oceniać bo nie mam do tego prawa, pomijając brak znajomość sy
                            > tuacji ale myślę, że nie wiesz wszystkiego w kwestii rozwoju dziecka. Nieobecny
                            > rodzic to nie jest coś bez znaczenia dla rozwoju i budowania tożsamości dziecka.

                            Dużo jest głupot na ten temat, stara "wiedza" okazuje się w dużej części wyssana z palca, bez żadnych uzasadnień, bez badań statystycznych, bo komuś się coś wydawało. Praktyka pokazuje, że o ile nie damy się wkręcić w jakieś wymysły, to te wyolbrzymione problemy są do przejścia i to nawet w krótkim czasie.
                            Może i lepiej by było, żeby oboje rodzice byli obecni, ale czasami się nie da i o wiele ważniejsze od rodzica są pieniądze, o czym pisze chyba z 50% kobiet na forach.
                            • azalia30 Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 21:25
                              altz napisał:


                              > Może i lepiej by było, żeby oboje rodzice byli obecni, ale czasami się nie da i
                              > o wiele ważniejsze od rodzica są pieniądze, o czym pisze chyba z 50% kobiet na
                              > forach.

                              Toż to jakaś głupota, nie wiem tylko czy Twoja czy tych forumowych mądrali!
                              Nic, żadna kasa nie zastąpi dziecku kontaktu z rodzicem. Ja osobiście bym milion razy wolała, żeby mi rodzice zapewnili kontakt z ojcem niż żeby wysyłał te zasrane alimenty. Idalnie by było gdyby oboje umieli wykazać się dorosłością i nauczyć mnie jak można żyć osobno troszcząc się z miłością o własne dziecko. W głębokim poważaniu mam alimenty szczególnie w sytuacji, której zostałam postawiona w dorosłym życiu. Zerowa umiejętność współżycia z mężczyzną, brak umiejętności rozwiązywania konfliktów, brak znajomościę męskiego wzorca i punktu widzenia, przekonanie, że jest się nie wartą męskiej miłości. Ciekawe jak tu teraz być żoną nie mówiąc już o byciu dobrą żoną.
                              Ludzie powinni się skupić na kontaktach , rozwoju emocjonalnym i duchowym a nie na kasie. Niesprawni społecznie bogacze guzik się przydają.
                              • altz Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 22:27
                                azalia30 napisała:
                                > Toż to jakaś głupota, nie wiem tylko czy Twoja czy tych forumowych mądrali!
                                > Nic, żadna kasa nie zastąpi dziecku kontaktu z rodzicem. Ja osobiście bym milio
                                > n razy wolała, żeby mi rodzice zapewnili kontakt z ojcem niż żeby wysyłał te za
                                > srane alimenty.
                                Może Ty tak masz, ale szacuję po postach, że co najmniej 50% kobiet zajmujących się dziećmi uważa, że alimenty są najważniejsze, a więzi z drugim rodzicem nie są aż takie istotne. Sąd też tak uważa, znam wiele takich rozpraw, gdzie sędzia tak mówił. U mnie też tak mówił, chociaż sędzią był mężczyzna.
                                Teoria swoje, ale jak widać, praktyka swoje i to praktyka jest najważniejsza.

                                > W głębokim poważaniu mam alimenty szczególnie w sytuacji, której zostałam postawion
                                > a w dorosłym życiu.
                                Gdybyś nie miała za co żyć, to nie miała byś w poważaniu pieniędzy.

                                > Ludzie powinni się skupić na kontaktach , rozwoju emocjonalnym i duchowym a nie
                                > na kasie.
                                Ludzie chcą w pierwszej kolejności przeżyć, a potem się zastanawiają nad innymi sprawami.
                                A 75% ludzi ma minimalną pensję.
                                • azalia30 Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 22:57
                                  Nie mówię, że alimentów można nie płacić i zastąpić je całusami. Chodzi mi o priorytety. Nie wiem ile % pracuje za pensję minimalną, ale sądzę, że potrzeby są dziś zbyt wygórowane i że wielu ludziom wydaje się że coś muszą mieć/kupić/zapewnić. Moim zdaniem najważniejsze jest zapewnienie dziecku stabilności emocjonalnej, to jest mozliwe kiedy rodzice są zrównoważeni a to się stanie kiedy rodzice rodziców też tacy byli. I tak ad infinitum. Kasa szczęścia nie daje. Szczęście dają inni ludzie.
                                  • altz Re: Swiat sie konczy 06.06.13, 23:27
                                    azalia30 napisała:
                                    > Nie mówię, że alimentów można nie płacić i zastąpić je całusami. Chodzi mi o pr
                                    > iorytety.
                                    Słuszne postawienie sprawy.

                                    > Nie wiem ile % pracuje za pensję minimalną
                                    W każdym kraju jest dość podobnie, zazwyczaj 70-75% zarabia pensję minimalną.

                                    > ale sądzę, że potrzeby są dziś zbyt wygórowane i że wielu ludziom wydaje się
                                    > że coś muszą mieć/kupić/zapewnić.
                                    Prawda, tak jest. Ale w tym przodują matki. Mają dobre intencje, ale błądzą. Znajdź teraz w gimnazjum ucznia, który nie ma dobrego telefonu. :-) Ci bogatsi z domu mają grafik zapełniony drobnym drukiem, nie mają czasu pomyśleć ani się podrapać.

                                    > Moim zdaniem najważniejsze jest zapewnienie dziecku stabilności emocjonalnej,
                                    > to jest mozliwe kiedy rodzice są zrównoważeni a to się stanie kiedy rodzi
                                    > ce rodziców też tacy byli. I tak ad infinitum. Kasa szczęścia nie daje.
                                    > Szczęście dają inni ludzie.
                                    Połowa matek myśli zupełnie inaczej, w każdym razie tak wynika z postów.
                                    Zresztą sądy też tak myślą, że pieniądze są najważniejsze.
                                    Normą jest powiedzenie ojcu przez sędziego, że ojciec nie musi się spotykać częściej niż raz na dwa tygodnie z dzieckiem i lepiej niech ten czas przeznaczy na dodatkową pracę, a pieniądze odda matce dziecka. Takie jest wykształcenie sędziów i rozumienie interakcji w rodzinie.
      • bez_przekazu Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 05.06.13, 19:13
        a to wszystko przez was - facetow. dlaczego jej kazesz pomagac dziecku , a nie ojcu? czyzby byla madrzejsza? ona najpierw musi sobie pomoc,jak pomoze sobie to automatycznie przeniesie sie to na lepsze funkcjonowanie dziecka.
        altz napisał:

        > W tym wszystkim mi was nie żal. Dziecko ma najgorzej. Zaraz znowu ojciec znikni
        > e z jego życia.
        > Pomyśl lepiej o tym, jak pomóc dziecku w tym, co się wydarzy.
        • altz Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 05.06.13, 20:22
          bez_przekazu napisał(a):
          > a to wszystko przez was - facetow. dlaczego jej kazesz pomagac dziecku , a nie
          > ojcu? czyzby byla madrzejsza? ona najpierw musi sobie pomoc,jak pomoze sobie to
          > automatycznie przeniesie sie to na lepsze funkcjonowanie dziecka.

          Jeśli ktoś jest z dzieckiem, to znaczy, że się zobowiązał i podjął. Powinien się starać, żeby dziecku było dobrze, a nie załatwiać swoje sprawy i wątpliwe scenariusze kosztem dziecka.
          Rodzice dużo mniej mnie obchodzą.
    • velluto Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 04.06.13, 20:56
      Wiesz, że dążysz do samounicestwienia? bo do tego sprowadza się stałe podkopywanie poczucia własnej wartości. Co masz z tego związku poza poczuciem krzywdy? jaki jest pozytyw dla ciebie?

      Nie napisałaś nic, co dawałoby nadzieję na jakąkolwiek poprawę. Zdradza cię - BO MOŻE. Bo mu na to pozwalasz. Więc będzie zdradzał dalej. Bo ma ciastko i może je zjeść. Jemu jest tak wygodnie i nie podejmie sam decyzji. Przestań się męczyć.
      • paris-texas-warsaw Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 05.06.13, 06:55
        Może oprócz tego, że chcesz być baaaardzo z kimś, że tak "kochasz", że trudno Ci się zdecydowac na odejscie, też inne sprawy się dla Ciebie liczą i dzięki nim i związek z mężem nie bedzie juz dla Ciebie taki atrakcyjny...
        Np. Jeśli lubisz silnych mężczyzn, to pomyśl, że to zwykła ciapa, że wraca do Ciebie, bo trudno zarobić mu wystarczająco dużo pieniędzy, by ułożyc sobie życie z tamtą kobietą...

        Np. Jeśli lubisz czystość i nie lubisz mikrobów, to pomyśl sobie, co Twój mąż przynosi na swoim członku i całym ciele przychodząc od tamtej kobiety. Wsadza jej członka do pochwy i razem z jej wszelkimi wydzielinami oblepia się bakteriami, wirusami (np. HPV powodującym raka, a jak mówi Michael Douglas nawet raka przełyku przy seksie oralnym....) i grzybami. Te wszystkie patogeny + patogeny dzieci tej kobiety (bo dzieci to najlepsze siedlisko wszelkich patogenów;)) przywleka Tobie i Waszemu dziecku do domu. Im sobie to realistyczniej wyobrazisz, tym większe obrzydzenie Cię ogarnie i na poziomie przynajmniej fizycznym będziesz chciała chronić swoje ciało.

        Np. Jeśli chcesz być wyjątkowa, to pomyśl sobie jak wygląda sobie ta druga kobieta. Czy na pewno jest taka atrakcyjna, bogata, mądra etc.? Czy chcesz być z nią w jednym rzędzie, albo trochę za nią? Może lepszy bylby mężczyzna, dla którego byłabyś wyjątkowa?

        Pomyśl sobie sama, co dla Ciebie jest ważne, lub chciałabyś, żeby było faktycznie ważne, i prowadź takie myślenie, "wizualizacje".
    • kocham_bratki Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 05.06.13, 08:36
      Droga Jakkamień, nie łudź się, bo z jego strony nic się nie tli - zresztą dobitnie to wyartykułował.

      Obecna sytuacja to dla niego życie jak w Madrycie. Wcale mu się nie dziwię, że zwleka z ostateczną decyzją: teraz ma jak pączek w maśle, jeszcze sobie czasem wyskoczy legalnie (bo przecież odszedł od żony) do kochanki, a potem wróci do domu, gdzie ugotowane, uprane, żona w gotowości w łóżku, żyć nie umierać.

      Poczekasz sobie jeszcze na ostateczne wyjaśnienie sytuacji.

      Tylko dzieciaka szkoda, bo szykujecie mu rozwałkę emocjonalną na lata. Oboje.
    • jakkamien Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 05.06.13, 22:55
      Dziekuje Wam wszystkim za odpowiedzi.
      Tully i blond - szczegolnie:)
      B.duzo w tym racji, mialam nadzieje, ze obejdzie sie bez mojej decyzji, ale ktos tu musi być dorosły:( Wcale mi nie miło ze ja:( Dziecku staram sie zapewnic normalnosc, ale w zimnym domu nie chce go wychowywac - boje sie ze wyrosnie z niego kolejny skrzywiony człowiek, a bedac sama bylam weselsza i energiczniejsza niz teraz stresujac sie cala sytuacja. Tak jak pisze Tully - czuje sie ugotowana i przestalam wiedziec co jest akceptowalne, co nie, bo moje zdanie przestało mi sie wydawac wazne. Sporo pracy przede mna, czytam, bylam u psychologa zeby zaczac cos robic dla siebie, nie wiem na razie jak to sie skonczy, nie chce fundowac dziecku hustawki jaka mam ja, wiem, ze normalna mama jest dla niego w tej chwili najwazniejsza. Dziekuje.
      • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 06.06.13, 12:01
        Będzie dobrze! Najważniejsze to złapać dobry kierunek, wtedy nawet trudy mają sens. Niech ugotowana żaba stanie się zadowoloną księżczniczką w optymalnej temperaturze;) Powodzenia!
        • jakkamien Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 20.06.13, 14:19
          Ciagle nie potrafie, wiedza z ksiazek, ze spotkan z psychologiem ulatuje w momencie kiedy trzeba podjac jakas decyzje. Jest wielka bezradnosc i otwarte rany w środku:( Nie ma o co walczyc i sie starac? Trace przez to jakis punkt zaczepienia, nie widze sensu w zadnych działaniach. Teraz czeka mnie albo drastyczne ciecie, albo powolne meczenie sie + wyjazd w wiekszej grupie z jeszcze mezem i okazuje sie kochanka w tym towarzystwie. Nie potrafie uciac, a wyjazd znowu zniszczy mnie w srodku. Nie wiem co robic.
          • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 20.06.13, 14:28
            Kontynuuj terapię i dużo czytaj. Potrzeba czasu, żeby ta wiedza trafiła do głowy a potem do serca. To może trochę potrwać ale nie rezygnuj. I tak i tak jesteś w syfie, prawda? Więc skoro jesteś i nie czujesz się na siłach, żeby teraz odchodzić przynajmniej kontynuuj prace nad sobą. W pewnym momencie coś przeskoczy, jakby wskoczy na odpowiednie miejsce. Ułoży Ci się to wszystko w odpowiednią całość, zaczniesz inaczej się postrzegać, odnajdziesz w sobie siłę i ten pierwotny zdrowy fundament.

            Daj sobie czas i prawo do tego co dzieje się teraz. Przez lata tak żyłaś(mam na myśli jescze czasy przed związkiem), pozbywanie się zniekształceń poznawczych musi potrwać.
            Kontroluj też czy na pewno masz dobrego terapeutę. Czytaj i nie izoluj się od ludzi, którzy dają Ci wsparcie.
            Ta droga jest trudna ale potem jest wreszcie prawdziwe, dojrzałe, dobre życie. Jak odpuścisz to niewiele się zmieni.
            • jakkamien Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 20.06.13, 14:39
              Blond, dziekuej, nie wiem, wydrukować to sobie chyba musze i nauczyc sie Waszych słow z watku na pamiec:) Siedze i łzy same mi ciekną nad bezradnoscia i strachem.
              • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 20.06.13, 14:58
                Będzie dobrze, zobaczysz.
                Każdy kto taką pracę nad sobą wykonał przechodził przez taki etap. Te zwątpienia będą Cię dopadać, brak sił i bezradność. To jest naturalne. Ale powoli będzie się też coś zmieniać w dobrym kierunku. A jak właśnie coś zaskoczy to potem będzie już z górki;)
                Niestety, to tylko w filmach takie życiowe rewolucje trwają tydzień. Żeby zmienić coś trwale i nauczyć się zdrowego podejścia, które uchroni Cię przed kolejnymi kłopotami, trzeba czasu.
                No ale lepiej ten czas przeznaczyć na to niż na bezradne siedzenie. Po roku terapii będziesz w innym, lepszym punkcie a po kolejnym roku z mężem będzie tak samo albo i gorzej.
                Także daj sobie czas i nie wymagaj zbyt wiele. Bądż dla siebie dobra, opiekuj się sobą, traktuj siebie tak jakbyś chciała, żeby inni Cię traktowali.
                A wydrukowanie wątku to dobry pomysł;) Warto sobie takie rzeczy czytać w chwilach zwątpienia, kiedy chwilowo motywacja siada i sił jakby brak.
                Jakieś ważne zdania z książek też sobie zapisuj albo coś wyjątkowo ważnego z terapii, zapisuj od razu, nawet przy terapeutce.
              • rubarom Hej! 20.06.13, 17:37
                Hej, jakkamien,
                czy mi się nie widziałyśmy kiedyś na spotkaniu forumowym?
                Jeśli masz ochotę, to napisz do mnie na priv.
                Pozdro
          • rurek00 Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 21.06.13, 10:11
            >> wyjazd w wiekszej grupie z jeszcze mezem i okazuje sie kochanka w tym towarzystwie. <<

            Powiem brutalnie, to już masochizm. Ja rozumiem, że nie masz siły, ale chyba masz jeszcze jakieś resztki własnej godności? Wyślij na wyjazd męża z dzieckiem, a sama w tym czasie zostań w domu i pozbieraj myśli i te resztki szacunku do samej siebie. I imię czego chcesz jechać na ten wyjazd? Chcesz się porównywać do kochanki? Coś komuś udowodnić?
            • jakkamien Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 21.06.13, 11:24
              To nie takie proste, w czasie wyjazdu nie bedzie mial czasu zajac sie dzieckiem. Jezeli nie pojade, to bedzie ona i juz nie bedzie powrotu do wspolnego mieszkania - dla mnie, to byloby kompletne pozamiatanie, a ze wzgledow niepodzielonych kwestii majatowych moze byc trudno. A tego wlasnie nie potrafie ciagle jeszcze - tego pozamiatania. Glowa mi sie dymi od myslenia co robic, w czasie wyjazdu byloby izolowanie sie raczej od towarzystwa, bo inaczej raczej nie dam rady. No nie wiem do licha, gdzie sa moje granice i co robic.
              • blond_suflerka Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 21.06.13, 12:29
                Słuchaj, ciężko chory nie będzie biegał i głupotą jest tego od niego wymagać.
                Kwestia godności i szacunku do siebie brzmi świetnie tyle tylko, że jak się jest ugotowaną żabą to huknięcie na kogoś 'gdzie twoja godność?' niewiele zmienia.
                Nie wiesz gdzie są Twoje granice i nie dowiesz się w tydzień. Teraz kwestia owego pozamiatania wydaje Ci się nie do przejścia i ponad Twoje siły. I ok. Zostaw to, nie męcz się. Wiesz co podpada pod przemoc psychiczną? Na przykład stawianie komuś zadań co do których wiadomo, że nie jest w stanie ich spełnić.
                I mam wrażenie, że Ty właśnie stawiasz sobie teraz takie zadanie i jeszcze bardziej siebie każesz za to, że nie jesteś taka silna i nie umiesz zamknąć tego tematu.
                Nie umiesz i ok. Nie bądź dla siebie tak okrutna jak Twój mąż. Nie umiesz ale się nauczysz. Teraz nie masz siły ale ją odnajdziesz.
                Jak będziesz chodzić na terapię, czytać i rzetelnie nad sobą pracować to kwestia pozamiatania stanie się w pewnym momencie tak oczywista i naturalna, że w ogóle innej możliwości nie będziesz brała pod uwagę.
                Także, jak nie masz siły się przeciwstawić takich wakacjom na przykład ,to jedź. To paradoksalnie może być kamyczek do wyzdrowienia. Pojedziesz tam, cały czas czytaj i być może będziesz już miała narzędzie ku temu, żeby spojrzeć na tę sytuację z trochę innej perspektywy. Dotkniesz dna ale może bardziej świadomie niż do tej pory? Może ten lekki dystans będzie ważny w procesie terapeutycznym.

                • jakkamien Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 21.06.13, 12:50
                  Dziekuje Blond, wiem, ze to chyba musi tak wygladac, ze to bedzie kolejny kamyczek do ogrodka. I zdaje sobie sprawe ze ocena z boku dla mnie wyglada fatalnie - babka bez honoru. Ale jest dokladnie tak jak mowisz, od razu nie potrafie, coraz wiecej widze, oceniam, i potrzebuje czasu, ale wlasnie bardziej sklaniam sie juz w strone "kiedy" a nie "czy":) I to chyba jakas oznaka, ze moze kiedys z tego sie wydostanę. W kazdym razie trzymajcie za mnie kciuki!
              • rurek00 Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 21.06.13, 13:08
                A powiedz, zawsze i wszędzie będziesz z nim jeździć, nie wypuścisz go samego na miasto, bo się z nią spotka? Zawsze będziesz go pilnować? Ok, teraz pojedziesz na ten wyjazd, a tydzień po tym, on i tak cię z nią zdradzi. Co to zmieni, że teraz pojedziesz, i może on nie spotka się z nią. A może i tak zrobi to dosłownie na twoich oczach. Wybacz, nie rozumiem twojej logiki. Nie odbieraj tego jako ataku, po prostu patrzę na to z boku, i wg mnie to już jest pozamiatane.
                Kiedyś musisz zacząć te granice stawiać. Może to jest dobry moment. Początki są oczywiście trudne, ale od razu poczujesz się silniejsza.
                • jakkamien Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 21.06.13, 13:41
                  Nie, nie chcę ciągłej kontroli, wiem, ze moze mnie zdradzic w każdej chwili - mysl o tym powoduje, ze od razu mam mdlosci;/. Na razie próbuję planowac jak rozwiazac ten supeł, jak juz będę pewna, że nie chcę w tym tkwić. Nie wiem, to taki test dla mnie? Odchoruję to raczej, ale moze to spowoduje, ze będę pewna a nie ciągle z jaką dawką nadziei. Napisaam wyżej do Suflerki - to moze taki kamyk skladajacy się w końcu na decyzję ostateczną. W razie czego moge zawsze zostawic go na wyjezdzie i wrocic natychmiast:) Rurek, ogladajac to z boku powiedziałabym to samo, rok temu tez powiedziałabym to samo, a teraz sie zgubilam z nadziejach nierealnych i wizji poskładania rodziny:(
    • kol.3 Re: probowac dalej, czy juz pozamiatac 06.06.13, 06:07
      Facet ma idealnie, żonę i dziecko na stałe i doopy na boku, czyli męski ideał, czego chcieć więcej?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka