jakkamien
04.06.13, 14:06
Nie wiem od czego zaczac, bo w głowie metlik, ale chyba potrzebne mi zdanie osob z zewnatrz, bo jak wiadomo czasami lepiej widac:)
Byla sobie para, pozniej malzenstwo, mamy 1 dziecko. Maz-niemaz zaczal mnie zdradzac i odszedl do innej kobiety, mieszkal z nia 2 lata. Po tym czasie aczal deklarowac milosc do rodziny i chec powrotu, na co niestety sie zlapalam, mimo, ze juz niezle sobie radzilam i zaczynalam widziec plusy całej sytuacji. Byly wielkie slowa, spedzanie wspolnego czasu, moje wahania, ale jego ostre ciecie i wyprowadzka a pozniej deklaracja proby. Jestemy niby razem od kilku miesiecy ale w tym czasie wydarzyly sie juz zdrady z poprzednia pania, slowa o tym, ze mu nie zalezy, pozniej deklaracje ze jednak chce zostac z rodzina, moje ciagle nadzieje, ciagle jego niezdecydowanie, hustawka jednym slowem. Klasyczna toksyczna milosc - moje kochanie za bardzo, jego uciekanie. Nowa kobieta bylo wydaje mi sie dobrze, ale nie dal rady ulozyc sobie relacji z jej dziecmi, finansowo tez fatalnie, bo zostały jego stare zobowiązania. Ja nie daje rady, miotam sie, czy probowac dalej, ale ostatnio znowu jawne pokazanie, ze kontakty z nia są istotne dla niego i mimo tego zapewnia mnie ze to szczegol, ze nic sie nie dzieje przeciez. Z jednej strony wiem, ze powinnam sama to zakonczyc, z drugiej nie chce, bo chyba nadal kocham. Czy brnac w to dalej? Rozum mowi, ze bez sensu, serce co innego. Sytuacja dla mnie bez wyjscia, on sam nie odejdzie, niszczy mnie tylko niechcacy pokazujac, ze dla niego nie jestem wazna. Boje sie sama odejsc, piszac widze ze to zwiazek bez sensu;) Ale moze jednak czekac dalej? Dziecko sie cieszy z taty w domu, ja niestety widze przez wiekszosc czasu chłód, obojetnosc, wariuje, bo nie potrafie zaufac w niczym, nie wiem co jest w mojej chorej głowie, a co naprawde.