nutella_31
18.11.13, 12:11
Z mężem jestem dwa lata po ślubie. Ślub był przemyślany, znaliśmy się dość dobrze przed ślubem, więc żadnych obaw nie miałam. Wszystko układało się ok. Tylko po ślubie sporo się zmieniło. Po raz pierwszy mąż mnie uderzył równy miesiąc po ślubie. Od razu przepraszał, mówił, że go poniosło, że to z nerwów, nie zapanował nad sobą, ale to był pierwszy i ostatni raz. Ktoś może napisać, że jestem bardzo naiwna, ale dałam szansę. Nie ukrywam, że mnie to zraziło i zaniepokoiło, ale przeprosiny przyjęłam. I istotnie przez kilka kolejnych miesięcy było jak najbardziej w porządku. Bez żadnej agresji. Jednak teraz niedobrze się dzieje. Mąż jest coraz bardziej agresywny, impulsywny, Łatwo go z równowagi wyprowadzić. Stres, jaki ma na co dzień w pracy, odreagowywuje w domu. Na mnie. Potrafi mnie zwyzywać, ale i tak nie to jest głównym moim problemem. Chodzi o bicie. Jak najbardziej potrafi uderzyć, nie ma żadnych problemów z uderzeniem w twarz czy gdziekolwiek indziej. Nie wiadomo nigdy, w jakim humorze wróci z pracy. Czasem strach cokolwiek powiedzieć, bo zaraz może się zdenerwować, a wtedy to już szybko idzie dalej. Wszędzie widzi jakieś problemy, że coś jest nie tak.
Prosiłam, rozmawiałam z nim wiele razy. Na nic. On wszystko wie lepiej, problemu w tym, jak się zachowuje, zdaje się, wcale nie widzi. Teraz nawet już nie przeprasza. Nie, nie oczekuję tego, tylko próbuję jak najlepiej wszystko nakreślić, a mąż zachowuje się tak, jakby takie zachowanie było normą, tylko ja przesadzam. Rodzice (moi) nie wiedzą o tym, co się u nas dzieje, oni nawet nigdy za bardzo (przede wszystkim mama) za mężem nie przepadali. Nie wiem czemu, nie pytałam, mama tylko zawsze twierdziła, żebym uważała na niego. Unikam znajomych, spotkań z koleżankami.
Fakt faktem, że mąż ma stresującą pracę. Taki zawód, tam ze stresującymi sytuacjami ma się w zasadzie do czynienia na co dzień. Tylko że to chyba nie jest powód, aby kogokolwiek bić..
Rodzicom nie chce mówić, co się u nas dzieje w domu. Przede wszystkim ze względu na mamę, która jest dośc mocno schorowana, i więcej stresów nie potrzebuje. Nie mam zbyt dużo oszczedności, dzwoniłam za plecami męża w sprawie pokoi/mieszkań do wynajęcia, ale ceny dość porażające, a jakby było tego wszystkiego mało, ostatnio zostałam zwolniona z pracy (z wykształcenia jestem higienistką stomatologiczną). Teraz szukam kolejnych ofert, ale nie wiem, jak długo to potrwa, i mimo że zawód dość przyszłościowy, ciężko znaleźć w mojej okolicy prace w tym zawodzie (chociaż szukam po różnych gabinetach, i myślę, że coś znajdę).
Wczoraj mąż w zasadzie dostał szału (tak to mogę nazwać), nie mogłam go uspokoić, a i oczywiście mnie się oberwało. Tak, chciałam zadzwonić na policję, ale wiem, że to nie ma sensu. Wiem, że mi nie pomogą, co akurat mąż mi wypomina i wykorzystuje na każdym kroku.
Po tej wczorajszej akcji zastanawiam się, czy nie zwiać z domu. Gdziekolwiek nawet do koleżanki. Bo chyba już mam naprawde dość.