Wsparcie rodziców

22.11.13, 13:27
W jednym z wątków pojawił się problem kategorycznego odrzucenia oferty pomocy ze strony rodziców ofiary przemocy, która musiała się ewakuować z domu. Już samo przyznanie się rodzicom do tego problemu było bardzo trudne.
Jako rodzice, jakie macie podejście do tematu pomagania, wspierania dorosłych dzieci?
Mój mąż mówi córce, że jak się już wyprowadzi z domu, to nie ma do niego powrotu. Jak się pokłóci z mężem, jak będzie przeżywać kryzys, ma sobie radzić sama, on jej już do domu nie wpuści. To ma jej pomóc być samodzielną i nie dawać furtki w razie błahego kryzysu.
Ja mam zupełnie inne podejście. Znam życie, wiem, ile jest w nim naprawdę trudnych sytuacji, chcę w razie potrzeby być w stanie pomóc potrzebującemu dziecku. Pomóc wsparciem duchowym (to może być też konstruktywna krytyka, nie musi być głaskanie po główce, gdy na to nie zasługuje, gdy samo coś zepsuje), ale też w razie czego logistyczno-mieszkaniowo-organizacyjnym. Nie wyobrażam sobie zostawienia dziecka w prawdziwej potrzebie, gdy mogę pomóc. Czy taki przekaz, że w razie potrzeby zawsze można liczyć na pomoc rodzica, osłabia dziecko, sprawia, że nie staje się samodzielne?
Jaka postawa jest Wam bliższa? Co uważacie za lepsze dla dziecka?
    • hatsu33 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 13:44
      Wiesz co, ja przede wszystkim mam nadzieję, że się tak nigdy nie zdarzy. Bo - szczerze - nie chciałabym mieszkać pod jednym dachem z dorosłym dzieckiem;)
      Ale przyjęłabym oczywiście w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia, czy na jakimś poważnym życiowym zakręcie. Aby pomóc odzyskać siły czy "stanąć na nogi"
      Na pewno nie przyjęłabym tylko po to aby mu się "wygodniej" żyło - bo np. ucieka od problemów, nie rozwiązuje ich itp. itd.
    • default Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 13:46
      sebalda napisała:
      > Czy taki przekaz, że w raz
      > ie potrzeby zawsze można liczyć na pomoc rodzica, osłabia dziecko, sprawia, że
      > nie staje się samodzielne?

      Moim zdaniem nie, ale sporo osób uważa, że tak, że rodzic deklarujący taką pomoc "nie pozwala dziecku dorosnąć". Sama spotkałam się na forum z takimi zarzutami, gdy opisywałam moje rozterki związane z przeżyciami córki w nieudanym związku z przemocowcem :
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,137077766,137103235,Wtracic_sie_Interweniowac_Czekac_.html?s=0
      Rozważałam wtedy jak i na ile mogę córce pomóc, wesprzeć ją w zerwaniu tego związku. Zarzucono mi chęć zdominowania córki, ubezwłasnowolnienia itd.
      Natomiast dla mnie jest to tak naturalne, że w ogóle nie wymagające dyskusji - jesteśmy matką i córką, najbliższymi sobie osobami i w razie potrzeby wzajemnie możemy na siebie liczyć. No ale my się przyjaźnimy, a chyba w przypadku autorki wątku, do którego nawiązujesz, takiej przyjaźni nie ma. Wyczuwa się wręcz niechęć czy pogardę dla matki ("matki są głupie").

      > Mój mąż mówi córce, że jak się już wyprowadzi z domu, to nie ma do niego powrot
      > u. Jak się pokłóci z mężem, jak będzie przeżywać kryzys, ma sobie radzić sama,
      > on jej już do domu nie wpuści. To ma jej pomóc być samodzielną i nie dawać furt
      > ki w razie błahego kryzysu.

      Mój mąż mówi podobnie, ale w praktyce okazuje się, że to tylko takie "pohukiwanie na postrach" :), bo jak przychodzi co do czego, to jest gotów na wiele, by córce pomóc - co prawda bardziej w sensie "namacalnym" (coś załatwić itp.) niż emocjonalnym - no, ale dobrze wie, że od tych kwestii to ja jestem :)
      • sebalda Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:07
        Default, musiałaś mi to zrobić? Kolejny ciekawy wątek do poczytania? Kiedy ja mam mieć na to czas?:)
        Teraz nie mogę przeczytać, choć zajrzałam i już wiem, że jest bardzo ciekawy, ale powiedz może teraz, bo już trochę czasu minęło: jak poszło? Córka zerwała z facetem?
        • default Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:14
          Ha, o tym też jest wątek, który możesz przeczytać w wolnej chwili, ale od razu Ci powiem, że tak, zerwała:
          forum.gazeta.pl/forum/w,567,139439334,139439334,A_jednak_c_d_watku_o_wtracaniu_.html

      • nutella_31 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:16
        Bo matki są głupie. Głupio wierzą swoim dzieciom we wszystkim, i są gotów zrobić dla nich wiele. To jest naiwnością i głupotą w jednym.
        • sebalda Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 15:33
          nutella_31 napisał(a):

          > Bo matki są głupie. Głupio wierzą swoim dzieciom we wszystkim, i są gotów zrobi
          > ć dla nich wiele. To jest naiwnością i głupotą w jednym.

          Ty taka nie będziesz, prawda? Nie będziesz ufać własnym dzieciom, tyle że będą miały co jeść i w co się ubrać, a resztę niech sobie same organizują: zaufanie, bliskość, wsparcie, budowanie poczucia swojej wartości, szacunek i troskę.
          Tylko z tak hodowanych dzieci wyrastają potem takie psychopatyczne jednostki jak Twój mąż. Albo klienci gabinetów psychiatrycznych, jak ich stać.
          Swoją drogą to ciekawe, co doprowadziło do takiej Twojej postawy. Taka gorycz, buta, negatywne nastawienie do innych i do świata. I jak taka osoba mogła dać się złapać w pułapkę związku z bydlakiem? A może właśnie dlatego?
        • pogodoodporna Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 18:08
          nutella_31 napisał(a):

          > Bo matki są głupie. Głupio wierzą swoim dzieciom we wszystkim, i są gotów zrobi
          > ć dla nich wiele. To jest naiwnością i głupotą w jednym.

          Pytanie zasadnicze -dlaczego mialabym im nie wierzyc ? Skoro nie zawiodly mojego zaufania, zawsze mowia prawde, to po prostu nie mam podstaw, zeby im nie wierzyc.
          No i drugie pytanie - dlaczego dzieci mialyby klamac? Ze strachu ? Ale ze strachu przed czym ? Z obawy, ze nie zrozumiem, nie pomoge, bede krytykowac ?
          " Naiwnosc i glupota " powiadasz, ja bym to nazwala zwykla ludzka zyczliwoscia.
          • verdana Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 18:46
            Bo matki są głupie - powinny wiedzieć, ze wychowały łobuzów i oszustów, przy czym zadziwiający jest fakt, ze ich rodzicom udało sie jakoś nie wychować osoby, która kłamie i wyłudza. . Mądra matka w niczym dziecku nie pomoże, bo los wyrodnego - z definicji- dziecka jest jej głęboko obojętny.
            Pytanie dnia - po co mieć dzieci?
            • nutella_31 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:47
              Okłamywałam swoją mamę wielokrotnie. W wielu aspektach. Nie robiłam tego z lęku, tylko po prostu.
              Wierzyła mi zawsze
              Jak to nazwać inaczej, jak nie naiwnością? Ślepą miłością matki?
              • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:51
                Wychodziła ze słusznego założenia, że generalnie niewiele osób kłamie ot tak, dla sportu.
                • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:26
                  Ot tak, dla sportu kłamią np. socjopaci...
                  • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:27
                    I ich właśnie jest niewielu. Sa aberracją, a nie normą.
                    • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:31
                      No nie wiem, czy jest ich niewielu. Nie bez kozery autorzy piszący na ten temat, piszą w swoich książkach, że socjopaci są wśród nas, pracują jako lekarze, prawnicy, sprzedawcy itp. i pięknie wtapiają się w nieświadome tego tematu społeczeństwo, plus świetnie sobie przy tym radzą w pracy.
              • sanciasancia Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 03:12
                Mam bardzo silne wrażenie, że jesteś trollem.
      • pogodoodporna Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:26
        default napisała:

        > Natomiast dla mnie jest to tak naturalne, że w ogóle nie wymagające dyskusji -
        > jesteśmy matką i córką, najbliższymi sobie osobami i w razie potrzeby wzajemnie
        > możemy na siebie liczyć.

        Mysle, ze wtracanie sie w zycie dzieci, ingerowanie w ich sprawy, nalezy odroznic od naturalnej reakcji na przemoc i krzywde. Jesli widac, ze dzieje sie zle, to patrzec i nie reagowac ? A moze odmowic pomocy ? Przeciez nawet obcym ludziom sie pomaga, a co dopiero wlasnym dzieciom. Chetnie przeczytam Twoj watek :-)
        • default Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:36
          Właśnie mam wrażenie, że sporo osób tego nie rozróżnia, być może doświadczyli nadmiernego, paraliżującego ingerowania przez rodziców w ich sprawy, wtrącania wynikającego z nieustannej potrzeby kontroli, dominacji, a nie uzasadnionego potrzebą czy prośbą - i stąd takie jednoznaczne skojarzenia: pomaganie = wtrącanie.
          • filetta Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 12:44
            stąd takie jednoznaczne skojarzenia: pomaganie = wtrącanie

            Czasem dzieli je niewielka granica. Czasem ktoś wtrąca się w cudze życie usprawiedliwiając się niesieniem pomocy.
    • lulkak Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 13:54
      Ja sama mam małe dzieci więc trudno mi tak dokońca postawić sie w tej sytuacji.
      Jednak patrząc wstecz na swoje życie w którym różnie się działo- zawsze mogłam liczyć na pomoc rodziców. Zwłaszcza Mamy. I właśnie czasem był to " zdrowy opie... który dał mi do myślenia jak już przeszedł mi foch że Mama ma odmienne niż ja zdanie, a czasem dobre słowo, zrozumienie, cenne rady. Otzrymując tę pomoc nie czułam się bezradna, słaba, nie poddawałam się przez to swej walce z problemami. Raczej czerpałam z doświadczenia Mamy. Czasem potrzebowałam czasu aby zrozumiec jej punkt widzenia, nie zawsze się z nim zgadzałam. Ważne było, że mogłam na pomoc zawsze liczyć. Byłą to pomoc szczera i bezinteresowna. Sama chciałabym aby moje dzieci dzieliły się w przyszłości swoimi troskami i aby wiedziały że mogą na mnie liczyć i śmiało zwrócić się o pomoc. Inną sytuację odebrałabym raczej jak porażkę wychowawczą na poziomie naszych wzajemnych relacji.
    • pogodoodporna Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:17
      J W. Goethe powiedzial " Rodzice moga dac dzieciom dwie rzeczy- korzenie i skrzydla". Moim zdaniem te skrzydla, to jednak trzeba im zabrac, gdy juz naucza sie latac ;-)
      Zawsze bardzo sie pilnowalam, zeby nie byc nadopiekuncza matka, bo wiem jakie moglyby byc tego konsekwencja. Dlatego, mimo, ze serce chcialo moje dzieci zatrzymac, jeszcze troche nacieszyc sie nimi, to goraco wspieralam wyprowadzke z domu i rozpoczecie zycia na wlasna reke. Nigdy ich nie zatrzymywalam. Zawsze jednak podkreslam, ze tutaj jest wciaz ich rodzinny dom, ze cokolwiek by sie stalo, to moga do niego wrocic, zeby szukac wsparcia i pomocy.
      Ja samodzielnosc moich dzieci widze jakby polozona na wadze. Na jednej szali jest moja tesknota za nimi, pragnienie, zeby byly blisko, a na drugiej sa ich sukcesy, umiejetnosc radzenia sobie w zyciu, ich plany, marzenia. A poniewaz widze tu rownowage, to jest we mnie spokoj i pogodzenie z naturalna koleja rzeczy. Wiez jaka jest miedzy nami pozwala mi wierzyc, ze zawsze mozemy na siebie wzajemnie liczyc, a wiara ta jest niezalezne od czasu, odleglosci i miejsca.
      • sebalda Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:31
        Zawsze jedna
        > k podkreslam, ze tutaj jest wciaz ich rodzinny dom, ze cokolwiek by sie stalo,
        > to moga do niego wrocic, zeby szukac wsparcia i pomocy.
        O to mi właśnie chodziło. Ja też mam te ambiwalentne odczucia związane z ich wyfruwaniem, ale wspieram w tym wyfruwaniu z całych sił.
        Dodatkowo wyczuliłam dzieciaki, żeby nigdy na nikim się nie wieszały. Żeby córka nie przeprowadzała się do chłopaka, choć ten ma mieszkanie, dopóki nie zacznie być samowystarczalna finansowo, nie zacznie zarabiać na siebie w pełni (teraz tylko dorabia na studiach). I ona to absolutnie przyjmuje, choć o wyprowadzce marzy od dawna. Przy czym wolałaby pomieszkać przed zamieszkaniem z wybrankiem przez jakiś czas naprawdę samodzielnie, co najwyżej z jakąś współlokatorką. Pożyć trochę naprawdę swoim życiem. Szkoda, że nie ma na to jeszcze funduszy:(
    • wuika Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 14:29
      Mnie takie wsparcie dużo pomogło. Paraliżujący byłby taki strach, który by mi nie pozwalał wyjść z domu rodzinnego, bo w razie czegoś nie mam powrotu.
      • danaide Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:45
        Mi matka powiedziała gdy miałam ze dwadzieścia lat, że jeśli będę miała dziecko, to nigdy nie pomoże mi w jego wychowywaniu - cokolwiek miała na myśli. Baaardzo skuteczna metoda antykoncepcyjna. Niektórzy twierdzą, że to uczciwe postawienie sprawy. Uczciwe - tak. Inna sprawa, że gdy zostajesz matką, to byś chciała, żeby np. ktoś wpadł i pociumkał nad dzieckiem. Choć na trochę. A gdy zostajesz samotną matką?
        • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:25
          Danaide, to trzeba było wtedy mamie odpowiedziec w tym samym "kulturalnym" tonie z uśmiechem na ustach, że jak ona będzie miała alzheimera, to Ty tez jej nie pomożesz...
          • danaide Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 23:17
            Cóż, moja matka twierdzi, że jest powód, dla którego tak mówiła i nawet kiedyś chciała mi to wyjaśnić, tylko warunków do rozmowy nie było...

            Powiem tylko, że w ostatnich latach moja mama bardzo się stara - ja poustawiałam granice i ona, w odróżnieniu od ojca, próbuje się dostosować, wysyła sms-y (bo taką formę preferuję ja) z pytaniem co u nas, ustawiła tak sytuację we własnym domu, że mam prawo przyjechać (z córką, a nawet z kotem, choć na kota wcześniej się krzywiła). Oferuje mi wsparcie materialne - pyta np. czy nie mam jakichś planów zakupowych, w których mogłaby uczestniczyć. Tyle ile może.
            • danaide Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 23:24
              Tylko widzisz, zuzi, ona tak żyła (tak ciężko pracowała), żeby samej nigdy nie musieć o pomoc prosić. Ma zakodowany lęk przed biedą, przed zależnością. Ale jak piszę w różnych miejscach na forum - jestem przeciwna sprzedawaniu dzieciom swoich lęków. Owszem, można się dzielić doświadczeniem, uczyć dziecko, ale nie straszyć. Z różnych źródeł słyszę i muszę się sama przed tym pilnować - pewnego dnia rodzi się Twoje dziecko i jego Twoje sprawy sprzed jego urodzenia nie interesują, to Twoje problemy i to Ty musisz się z nimi uporać. Czy coś w ten deseń=)
    • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 15:13
      Zawsze mogłam i dalej mogę liczyc na wsparcie rodziców i swoim dzieciom zamierzam ofiarowac to samo, tj. ZAWSZE będą mogły na moją pomoc liczyc, czy to finansową (jeżeli mnie będzie stac) czy na wsparcie emocjonalne. Nie wyobrażam sobie innej możliwosci. Dziwi mnie postawa rodziców, którzy wychowują dzieci do 18 roku życia a następnie oczekują od nich, że staną się samodzielne i samowystarczalne, bez jakiejkolwiek pomocy ze strony rodziców. Obce jest mi takie podejscie.
      • sebalda Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 15:25
        Rodzice są różni: jedni myślą zawczasu, odkładają, inwestują, żeby móc w przyszłości na przykład dołożyć się dzieciom do mieszkań, inni olewają i uważają, że skoro już wykarmili i wychowali, to teraz mogą się wypiąć, wymagają, żeby teraz dzieci ich utrzymywały, a jak dzieci na to nie stać, to są najgorsze. I nie mówię o sytuacji, gdy rodzic jest szczególnie ubogi. Gdy jedno jest bogatsze i wspomaga rodzica, a drugiemu nie powodzi się tak dobrze, tylko to bogate się liczy, biedniejsze jest lekceważone i upokarzane. Obserwuję taką rodzinę i widzę, jak cierpi to uboższe dziecko:( A rodzice naprawdę nie są biedni.
        • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 15:41
          sebalda napisała: "Rodzice są różni: jedni myślą zawczasu, odkładają, inwestują, żeby móc w przyszłości na przykład dołożyć się dzieciom do mieszkań..."

          Takie własnie podejscie stosuję. A to o czym piszesz dalej, to dla mnie PATOLOGIA, co gorsza niewyleczalna...
          • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 15:43
            "inni olewają i uważają, że skoro już wykarmili i wychowali, to teraz mogą się wypiąć, wymagają, żeby teraz dzieci ich utrzymywały, a jak dzieci na to nie stać, to są najgorsze. I nie mówię o sytuacji, gdy rodzic jest szczególnie ubogi. Gdy jedno jest bogatsze i wspomaga rodzica, a drugiemu nie powodzi się tak dobrze, tylko to bogate się liczy, biedniejsze jest lekceważone i upokarzane. Obserwuję taką rodzinę i widzę, jak cierpi to uboższe dziecko:( A rodzice naprawdę nie są biedni."

            To miałam na myśli pisząc patologia. Współczuję dzieciom takich rodziców.
            • verdana Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 17:10
              Ależ Sebaldo, Twój mąż wcale nie wspiera samodzielności córki, przeciwnie. On pokazuje, ze córka nie ma prawa być samodzielna, cokolwiek zrobi, musi pamiętać, aby było to w zgodzie z tym, czego życzy sobie ojciec. Nie moze być dorosła i zadecydować - ma liczyć sie z opinią rodzica, a rodzic stawia ją w sytuacji, gdy dokonując niewłaściwego wyboru, może sobie, ku satysfakcji tego ojca, zmarnować życie.
              Uważam, że własne dziecko, krzywdzone przez kogokolwiek ma mieć ZAWSZE wsparcie w rodzinie. Jesli samo o nie poprosi. Nie bądźmy naiwni - taki ojciec nie myśli wcale o dalszych losach córki i jej wychowaniu - myśli tylko o tym, co zrobić, aby zachować nad nią pełnię władzy, przy okazji pokazując, ze dom jest jego, a nie żony i tylko on decyduje o losie swojej rodziny.
              Miejmy tylko nadzieję,z e mąż jest na tyle samodzielny, ze nigdy w życiu nie poprosi córki o pomoc - bo trzeba jej powiedzieć,z ę jak sie wyprowadzi, to nie ma powrotu do wspomagania ojca, niezależnie od jego życiowej sytuacji.
    • lilith76 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 20:57
      W bardzo trudnej sytuacji życiowej dostałam wsparcie od ojca, brata i dziadka (mama i babcia nie żyją, w tej gałęzi rodziny, po mieczu byłam wtedy jedyna kobietą). Choć prośba o pomoc ledwo przeszła mi przez gardło. Stanęłam na nogi.

      Jednak wydaje mi się, że to taki jednorazowy kredyt.
      Teraz także balansuję na granicy trudnej sytuacji i już nie planuję obarczać nikogo pomocą.

      Nie sztuką jest poprosić raz o pomoc. Sztuką jest to powtórzyć.
      Oba trudne wydarzenia są różnego gatunku. Nie jest to kwestia powtarzania tego samego błędu.

      Czy sama pomogę mojej córce, wyciągnę rękę, wydłubię z bagnistej sytuacji? Tak i na razie wydaje mi się to oczywiste. Choć skrycie mam nadzieję, że w miarę wcześnie wyfrunie w świat i będzie dawać sobie radę sama. W sumie ode mnie jako wychowującej ją matki także to zależy.
      • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:10
        lilith napisała:"Teraz także balansuję na granicy trudnej sytuacji i już nie planuję obarczać nikogo pomocą.Nie sztuką jest poprosić raz o pomoc. Sztuką jest to powtórzyć. "

        lilith czy w domu rodzinnym cedzono Ci tą pomoc i wsparcie przez sito, że tak nie lubisz prosic o pomoc, dlatego wiąże się z tą sytuacją dyskomfort? IMO w sytuacji b. trudnej nie powinnas się wahac przed poproszeniem kolejny raz o pomoc, gdy będą mogli i CHCIELI, to Ci pomogą...w końcu jestescie rodziną, a w rodzinie się sobie pomaga, PO TO WŁAŚNIE JEST RODZINA...
        • danaide Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:35
          Ja na razie odpowiem zamiast lilith: mi wpajano "bądź samodzielna, bądź niezależna". Dla mnie to było jednoznaczne ż obowiązkiem samodzielnego radzenia sobie we wszystkich sytuacjach. W pewnym momencie nie potrafiłam prosić o pomoc nawet własnych rodziców.
          • 71tosia Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:29
            chyba nie potrafmy prosic o pomoc gdy obawiamy sie reakcji "a nie mowilam ze tak bedzie...'', "nie warto bylo posluchac mamusi/tatusia...". Dla doroslego czlowieka bywa to pewnie bardzo upakarzajace.
            • danaide Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:58
              Ja mówię o sytuacji, kiedy proszenie o pomoc w ogóle nie jest opcją, bo nie jest się na to zaprogramowanym=) Bierzesz głównie to co dostajesz. Np. ojciec daje Ci telewizor, bo jak Ty biedna możesz żyć bez telewizora i bierzesz. Ale jakbyś nie miała, to byś nie prosiła. Mój ojciec zresztą chętnie mi pomagał, gdy żyłam w sposób wg niego akceptowany. Akceptowane było, gdy miałam studia/pracę, a nie miałam chłopa.
        • lilith76 Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 20:33
          Nie siedzę non stop on-line, więc odpowiadam z poślizgiem.
          Od dziecka byłam introwertyczna i zamknięta w sobie, kolczasta. Trochę jak kurczak w rodzinie kaczek. No nie łabędź ;)
          Mój tata i brat są podobni (pomogą, ale nie wyjdą pierwsi z propozycją, a tak na prawdę teraz też nie są w lepszej sytuacji niż ja), a jedyna osoba która pomogła by całemu światu - moja mama - zmarła.
          Zawsze wszystko robiłam sama, decydowałam sama i irytowałam się, gdy musiałam prosić kogoś o pozwolenie. Nawet jako małe dziecko.
    • vilez Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:21
      Nie obraź się Sebaldo, ale Twój mąż to patologia. Szczęka opada. Jak można tak dziecku powiedzieć? Nie byłabym, z kimś takim.
      Oczywiście, że rodzina powinna się wspierać. Mnie rodzice wpierali, ja rodziców. Bezwarunkowo. Najpierw pomoc, potem ewentualne pytania.
      Co to za pomysł, że to uszczupla samodzielności dziecka??? Pomoc to pomoc. Ludzie po prostu czasem potrzebują pomocy, niezależność nie ma tu nic do rzeczy.
      Twoje pytania pokazują, że mocno nie tak jest u Was.,, także u Ciebie, z relacjami w rodzinie.
    • paris-texas-warsaw Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:25
      Mój mąż mówi córce, że jak się już wyprowadzi z domu, to nie ma do niego powrotu. Jak się pokłóci z mężem, jak będzie przeżywać kryzys, ma sobie radzić sama, on jej już do domu nie wpuści.
      ??? Ale Wy dziwne rozmowy prowadzicie;)
      I co na to odpowiedziała córka?
      A co Ty na to powiedziałaś?

      Mi w tym stwierdzeniu nie podobają się trzy rzeczy:
      1. że się mówi, że kogoś się do domu nie wpuści,
      2. że się nie pomoże,
      3. że się robi jakieś chore założenia, że córka miałaby mieć problemy.

      W ogóle ostatnio zwróciłam uwagę, jak pytałaś o "prewencyjne" terapie dla swoich dorosłych dzieci, teraz to, w tekście u góry snujesz wizje, jak będziesz dawać "konstruktywną krytykę". Na kit Waszym dzieciom takie wizje??? Może to one Wam jakąś "konstruktywną krytykę" zaserwują;)

      Tak, ja bym pomogła, tak jak wiem, że zawsze pomógłby mój mąż. Kiedyś zadziwiło mnie jak w zupełnie zakręconej sytuacji w bardzo krótkim czasie pomogła nam jego mama. Potem zobaczyłam, że to w ich rodzinie norma. Takie zaplecze jest fajne, jak się wie, że jest kilka osób (mogą być różne od różnych potencjalnych kwestii), które w razie czego przenocują, przyjadą w środku nocy, pożyczą pieniądze, samochód, itp. Dla mnie jest w jakiś sposób ważne, że mimo, że "ciężkie dziecinstwo miałam", to właśnie teraz w różnych choćby małych sytuacjach awaryjnych mogę liczyc na ojca. Też cenię taką pomoc nie wnikającą "czemu, po co" itd. Myślę, że coś jest w takich "plecach ojca", może zwłaszcza dla córki?
      • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:33
        Generalnie samą ideę takich projekcji wypowiadanych na głos, uważam za idiotyczną. Podejmowanie z nimi dyskusji, uważam za jeszcze bardziej idiotyczne.

        O toto. Zakładać, że dzieci - dorosłe i żyjące na własnym wypasie! - będą potrzebowały konstruktywnej krytyki? Toż to ociera się o jakąś megalomanię rodzicielską.
        • verdana Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:41
          Ja też się dziwię. Bo dorosłe dzieci przestają być obiektami do wychowywania. Już dobre parę lat moje dzieci sa dorosłe i widzę, że proszą mnie czasem o radę. Ale rzecz w tym, ze ja je proszę równie często. Tak samo mam z rodzicami. I nie ma to już nic wspólnego z radami rodzica dla dziecka - raczej, jeśli juz, to rady dla przyjaciół. Pewnie, ze konstruktywna krytyka czasem może być, ale po pierwsze - obustronna, po drugie - na wyraźną prośbę zainteresowanego. I raczej nie dotycząca prywatnego życia i prywatnych wyborów.
          • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:44
            Amen. Zdarzyło się, że jako dorosła, mocno dorosła, zwracałam się parę razy o pomoc do rodziców. Ale ni cholery nie oczekiwałam konstruktywnej krytyki właśnie dotyczącej życia prywatnego i prywatnych wyborów.
            • verdana Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:55
              Moi rodzice, w momencie, gdy zapadała decyzja, ich zdaniem absolutnie idiotyczna i marnująca mi życie i karierę, zadeklarowali, że udzielą mi wsparcia - i finansowego i każdego innego, niezależnie od tego , co zrobię. I to było bardzo konstruktywne.
              • vilez Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:02
                Dokładnie. I moje dzieci wiedzą, że je wesprę także w takich okolicznościach. 'Każdy ma prawo wybrać źle". Ja też.
              • danaide Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:11
                To jest ok. Dziecko ma prawo do błędu, nie musi być doskonałe, nie jest kochane za coś (za tę doskonałość), ale po prostu kochane.
    • danaide Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 21:30
      Mam małe doświadczenie jako matka, ale jako córka...

      Wsparcie niematerialne, budowanie wiary w siebie, poczucia własnej wartości, danie prawa do własnego życia, do własnych marzeń, do własnych błędów, towarzyszenie w ważnych (wg oceny dziecka, nie rodzica) momentach, sytuacjach, problemach - to się dzieciom należy jak psu zupa. Reszta... Ja dostałam bardzo wiele w sensie materialnym. Przede wszystkim dostałam coś, co chciałam, choć może niekoniecznie potrzebowałam - ale podejrzewam, że moja matka kompensowała sobie brak z własnego życia. Na pewno to podejście zaważyło na wielu sprawach, które się potem wydarzyły, również w negatywnym sensie - ktoś powiedział, że ludziom się w różnych sytuacjach różne mechanizmy uruchamiają - mi nie musiały. Natomiast odczuwałam i odczuwam brak wsparcia niematerialnego jako szczególnego rodzaju samotność, pierwszą z całego szeregu dalszych samotności. Kiedyś moja mama przedstawiła mnie swojej pracownicy i przy niej dała mi do zrozumienia, że tę kobietę dzieci traktują dużo lepiej niż ja ją, mimo że nie dostały od niej tego wszystkiego (materialnego) co dostałam ja. Moja szczęka do dziś tam leży. Moja matka oferowała też maksymalne wsparcie materialne dla mojej siostry, która, mam wrażenie, zdołała już uwierzyć, że bez rodziców sobie nie poradzi.
    • differentview Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:02
      > Mój mąż mówi córce, że jak się już wyprowadzi z domu, to nie ma do niego powrot
      > u. Jak się pokłóci z mężem, jak będzie przeżywać kryzys, ma sobie radzić sama,
      > on jej już do domu nie wpuści. To ma jej pomóc być samodzielną i nie dawać furt
      > ki w razie błahego kryzysu.

      zenada; po pierwsze takie podejscie zaklada, ze corka nie ma prawa do jakiegokolwiek bledu; jesli powinie sie jej noga w pracy, rozstanie sie z partnerem, cokolwiek zlego sie zdarzy- nie dostanie zadnego wsparcia a drzwi do domu rodzinnego, ktory powinien byc awaryjnym azylem beda zamkniete; po drugie zaklada, ze to maz decyduje o wszystkim i jego zdanie o niewpuszczaniu do domu jest roztrzygajace; po trzecie jest w tym przekazie jakies niejasne ostrzezenie- nie probuj samodzielnosci bo pozalujesz; w skrocie- ten czlowiek jest idiota
      • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:21
        differentview napisała:"po drugie zaklada, ze to maz decyduje o wszystkim i jego zdanie o niewpuszczaniu do domu jest roztrzygajace."

        Dokładnie, Sebalda już powinna się zastanowic co z tym fantem zrobic, gdy taka sytuacja zaistnieje. To jest poważna sprawa.
    • 71tosia Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:20
      czytajac to forum mam czesto wrazenie ze dorosle dzieci nie tylko licza co wrecz domagaja sie wsparcia, pomocy, zwlaszcza tej materialnej, maja pretesje a to ze rodzice nie chca podzielic sie majatkiem a to ze nie dostatecznie opiekuja sie wnukami etc. Zawsze mnie zastanawia co jest nie tak w takich rodzinach, z jednej strony te bezceremonialne roszczenia mlodych z drugiej brak checi do pomagania ze strony rodzicow?
      • paris-texas-warsaw Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:26
        Tu chyba chodzi o jakąś nagłą, awaryjną sytuację, a nie o stałą pomoc. Choć różnie się w życiu plecie...
        • 71tosia Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:32
          dla nie ktorych awaryjna sytuacja jest (nie tak dawno dyskusja na forum) "dziecko w drodze a my mamy za male mieszkanie, wy macie duzy dom...'', co wtedy?
        • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:34
          Zależy. Nadmierna opiekuńczość, pod płaszczykiem pomocy, osacza i utrudnia dorosłemu dziecku usamodzielnienie się. A sorry, jedną z konsekwencji bycia dorosłym, jest konieczność brania na klatę skutków swoich wyborow, decyzji, działań, braku decyzji.
          W sytuacji awaryjnej: problemy zdrowotne, przemoc, niezawinione załamanie finansowe, IMO rodzice powinni - jeśli mogą - tej pomocy udzielić bezdyskusyjnie.
    • 71tosia Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:26
      a ile corka ma lat, bo ten tekst meza to mi wyglada na dosc typowy dla rodzica w sytuacji ostrego konfliktu z nastoletnia corka? Zdenerowanym rodzicomi zdarza sie mowic glupoty. Jezeli mowi to ''na zimno' to gorsza sprawa.
      • verdana Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:55
        To dorosła kobieta, młoda, ale dorosła.
        • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:57
          To znaczy, że nadal funkcjonuje na prawach i zasadach dziecka. I godzi się na to.
          • paris-texas-warsaw Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:59
            A ja faktycznie jestem ciekawa, co córka i Sebalda na to powiedziały.
            • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 23:01
              Mało istotne, co powiedziały. Istotne, co zrobiły. Reakcje werbalne są przereklamowane.
              • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 23:06
                Sebalda nas tu w niepewnosci trzyma, pewnie odezwie się jutro ;-), gdy się nazbiera dużo odpowiedzi. Sebaldo mam nadzieję, że na te słowa męża powiedziałaś mu: "po moim trupie" ;)
                • triss_merigold6 Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 23:14
                  Rotfl. Laska, która nie potrafi bsię rozwieść od x lat? Wolne żarty.
          • 71tosia Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 23:39
            mieszkajac z rodzicami to zawsze troche sie funkcjonuje na prawach dziecka, moja mama gdy pomieszkuje u nas nigdy nie zapomina o uwadze 'tylko wez czapke..'', inna rzecz ze w moim wieku to raczej jej troska mnie rozczula niz irytuje ;-)
      • vilez Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:55
        Takich rzeczy się nie mówi nawet w zdenerwowaniu.
        • 71tosia Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 23:32
          nie powinno sie mowic ale obawiam sie ze w niejednym domu sie mowi (nastolotek potrafi i swietego czasami wyprowadzic z rownowagi ;-) Ale mimo burzliwych zapowiedzi "nie pomoge, radz sobie sam/sama..." gdy dochodzilo do trudnych sytuacji rodzice praktycznie zawsze pomagali.
      • paris-texas-warsaw Re: Wsparcie rodziców 22.11.13, 22:56
        A mnie jakis czas temu tu na forum zaintrygowała taka sytuacja, gdy jedna pani pisała, że ma przyjaciółke, wobec której mąż używa przemocy i ona chce pomóc przyjaciółce. I kilka odpowiedzi było takich, żeby nic nie robiła, sama przyjaciółka musi to zrobić, Pani Agnieszka tez tak napisała. Ta pani pragnąca pomóc była postrzegana jako "współuzależniona" (sama tez z domu z problemami). I się od tamtego czasu zastanawiam, czy te odpowiedzi były takie, bo to "tylko" koleżanka. Czy gdyby chodziło o córkę/syna to już rady byłyby inne? Czy zawsze nie należy się wtrącać i czekać na prośbę o pomoc?
        • sebalda Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 00:00
          A Wy, dziewczyny, nie macie co robić w piątkowy wieczór:))) Już miałam iść spać, a tu taka dyskusja i to nie ogólna, jak sądziłam, ale bardziej osobista:) A ja oglądałam z synem Imię róży, choć widziałam to już ze trzy razy, ale młody nie widział, a razem zawsze fajniej się ogląda.
          Jestem trochę zaskoczona, ale też bardzo zadowolona, że wszystkie w zasadzie popieracie moje zdanie. Myślałam, że część zdań będzie o ponoszeniu konsekwencji swoich dorosłych wyborów, o braniu za nie odpowiedzialności i tym podobne.
          Mój mąż podobne zdania wypowiadał kilkakrotnie i wcale nie w zdenerwowaniu, takie ma podejście, sam prędzej by umarł, niż się skarżył rodzicom czy prosił o pomoc, taki "honorowy"??? Już od ładnych kilku lat nie próbuję go zrozumieć czy tłumaczyć, ale powiem tylko, że w jego przekazie chodziło o to, że jak córka się pokłóci z mężem, to ma sprawę załatwić z nim, a nie uciekać od razu do mamusi i tatusia. Bo to niby jest nie ok, bo hamuje rozwiązywanie konfliktów małżeńskich czy coś w tym guście. Nie sądzę, żeby nie pozwolił córce u nas zamieszkać, gdyby się okazało, że mąż ją bije, ale chodziło bardziej o zwykłe nieporozumienia małżeńskie. Zresztą on sobie może nie pozwalać:P
          Przeciwstawiłam się jego deklaracjom, dodając, że dom nie jest wyłącznie jego i on doskonale wie, że w kwestiach dzieci jestem wyjątkowo nieustępliwa, więc gadać to on sobie może. A lubi to bardzo. To jest też takie podkreślanie swojej ważności.
          No i konstruktywna krytyka. Chodziło o to, że jak córka przyjdzie się żalić na męża, a z relacji wyniknie, że to ona ponosi odpowiedzialność za jakiś konflikt (bo tak też może się zdarzyć przecież), to trudno, żebym ją jeszcze w tym utrzymywała i napuszczała na jej męża, gdy ewidentnie będzie niewinny, trudno żebym ją jeszcze głaskała po główce. Mam prawo wtedy powiedzieć, co myślę. Nie mam prawa wpływać na nią, ale powiedzieć swoje zdanie mam prawo. Ona jest w związku od pięciu lat i zdarzało się, że zarówno ją czasami krytykowałam, jak i popierałam, gdy przychodziła ze zwierzaniami i mogłam ocenić, z czego wynikły jakieś nieporozumienia. Córka jest bardzo rozsądną młodą kobietą, miewa jednak swoje humory (jak każdy) i czasami widać jak na dłoni, kiedy to one odpowiadają za nieporozumienia.
          W sumie zdziwił mnie Wasz stanowczy sprzeciw wobec krytykowania dzieci. Rodzic nie ma do tego prawa, gdy sprawa jest ewidentna? Cokolwiek dziecko nawywija, ma mieć zawsze pełne poparcie? Czy nie zdarza się, że to dziecko bywa stroną krzywdzącą? Gdy widać tego jakieś symptomy, nie możemy mu na to zwrócić uwagi?
          Ja mam ten komfort (tak to oceniam), że nie muszę się zastanawiać, czy wolno mi się wtrącać, bo dzieciaki same do mnie przychodzą, zwierzają się i radzą. Ogólnie się lubimy:) Jak w tej sytuacji mogłabym im odmówić wsparcia i potrzebnej pomocy???
          • verdana Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 12:42
            Sebaldo, mąż nie mówi o córce. Mówi o Waszym małżeństwie. On po prostu nie chce, abyś to Ty otrzymała wsparcie z zewnątrz, kiedy się na niego poskarżysz. Własnie tak postrzega małżeństwo - maż ma prawo robić co chce, a żona powinna siedzieć cicho, a w razie gdy jest przez męża gnębiona - nie mieć dokąd wrócić.
            Jak syn sporadycznie skarży się na narzeczoną(fakt, chodzi o nieistotne drobiazgi), to nawet jak nie ma racji - a często nie ma - nie będę go krytykować, najwyżej powiem, zę ja tam dziewczynę rozumiem. Więcej - jak ma rację, a sprawa nie jest istotna, to też go raczej nie poprę, tylko staram się łagodzić, bo tylko tego potrzeba, abym wtrącała się do fajnego związku.
            Uważam, ze dorosłych dzieci nie należy już krytykować za wybory - można skrytykować jedynie zachowanie absolutnie skandaliczne. A nie za to, jak sobie układa życie, czy jaka jest sytuacja w związku. Tym bardziej, zę tej sytuacji nigdy dobrze się nie zna - podobnie, jak dzieci nie wiedza , co naprawdę dzieje się w małżeństwie rodziców.
            • vilez Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 12:53
              10/10
          • danaide Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 20:06
            No, my z córeczką obrabiałyśmy "Jak wytresować smoka?" Gorąco polecam! W tym wątek relacji ojciec wódz wikingów - syn pośmiewisko.
    • yna777 Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 12:00
      Przyglądając się zagadnieniu wsparcia dorosłych dzieci, doszło do mnie, że niestety wbrew mojemu wcześniejszemu przekonaniu, że za wychowanie dziecka będę odpowiedzialna tak pewnie tylko do jego 20 tych urodzin, a potem co bym nie zrobiła to i tak pewnych rzeczy nie zmienię, nie jest prawdziwe :)
      My z siostrą mamy wsparcie rodziców i to bardzo duże. Zarówno emocjonalne jak i finansowe.
      Ale o ile mi dali te skrzydła, pozwolili odlecieć i traktują na zasadzie, zawołasz to pomożemy, ale ogólnie to ty już jesteś samodzielna, to moją siostrę traktują już na zasadzie, latamy wokół ciebie i jak tylko widzimy, że coś nie tak to rozwiązujemy za ciebie problem.
      I niby pozornie nie ma różnicy w sytuacji, gdy ja np. będąc w dołku finansowym idę po pomoc do rodziców i dostaję, a mojej siostrze sami ją proponują słysząc, że np. samochód jej się popsuł. Pozornie, bo tak naprawdę dzięki np. takiej formie wsparcia, widzę, że ona ewidentnie od wielu problemów uciekła i nie zmierzyła się z nimi, a one nadal są i kiedyś dadzą o sobie znać. Poza tym takie działanie powoduje potrzebę trochę przekłamania rzeczywistości, a to zawsze trochę zaburza relacje rodzinne. Jak ta forma wsparcia posunie się trochę za daleko, to dochodzi już chyba do jakiegoś współuzależnienia i potem są obrazki, że dorosłe dziecko nie wyprowadza się od wspierającej mamusi nawet tak naprawdę nie wiadomo już dlaczego.
      • molly_wither Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 12:43
        Zawsze jest tak,ze ktores z dzieci jest slabsze. Ty masz to "nieszczescie",ze potrafisz sobie lepiej radzic niz siostra. Ja dostrzegam tu inny problem - zazdrosci o relacje miedzy Twoja siostra i rodzicami. Jesli ona jest mlodsza to rozumiem. Poza tym, nie wychowali Was tak,byscie sie wzajemnie wspieraly. Oni umra, a zal w Tobie pozostanie.

        yna777 napisał(a):

        > Przyglądając się zagadnieniu wsparcia dorosłych dzieci, doszło do mnie, że nies
        > tety wbrew mojemu wcześniejszemu przekonaniu, że za wychowanie dziecka będę odp
        > owiedzialna tak pewnie tylko do jego 20 tych urodzin, a potem co bym nie zrobił
        > a to i tak pewnych rzeczy nie zmienię, nie jest prawdziwe :)
        > My z siostrą mamy wsparcie rodziców i to bardzo duże. Zarówno emocjonalne jak i
        > finansowe.
        > Ale o ile mi dali te skrzydła, pozwolili odlecieć i traktują na zasadzie, zawoł
        > asz to pomożemy, ale ogólnie to ty już jesteś samodzielna, to moją siostrę trak
        > tują już na zasadzie, latamy wokół ciebie i jak tylko widzimy, że coś nie tak t
        > o rozwiązujemy za ciebie problem.
        > I niby pozornie nie ma różnicy w sytuacji, gdy ja np. będąc w dołku finansowym
        > idę po pomoc do rodziców i dostaję, a mojej siostrze sami ją proponują słysząc,
        > że np. samochód jej się popsuł. Pozornie, bo tak naprawdę dzięki np. takiej fo
        > rmie wsparcia, widzę, że ona ewidentnie od wielu problemów uciekła i nie zmierz
        > yła się z nimi, a one nadal są i kiedyś dadzą o sobie znać. Poza tym takie dzia
        > łanie powoduje potrzebę trochę przekłamania rzeczywistości, a to zawsze trochę
        > zaburza relacje rodzinne. Jak ta forma wsparcia posunie się trochę za daleko, t
        > o dochodzi już chyba do jakiegoś współuzależnienia i potem są obrazki, że doros
        > łe dziecko nie wyprowadza się od wspierającej mamusi nawet tak naprawdę nie wia
        > domo już dlaczego.
        • yna777 Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 13:33
          molly_wither napisał(a):
          > Zawsze jest tak,ze ktores z dzieci jest slabsze. Ty masz to "nieszczescie",ze potrafisz sobie lepiej radzic niz siostra. Ja dostrzegam tu inny problem - zazdrosci o relacje miedzy Twoja siostra i rodzicami. Jesli ona jest mlodsza to rozumiem. Poza tym, nie wychowali Was tak,byscie sie wzajemnie wspieraly. Oni umra, a zal w Tobie pozostanie.>

          A gdzie ja napisałam, że zazdrosna jestem albo mam jakiś żal? A w zasadzie to fakt, kiedyś byłam i zazdrosna i miałam żal, ale właśnie jak sobie poobserwowałam czym ten typ wsparcia się kończy to przeszło mi i jedno i drugie i cieszę się, że nie ma mnie to padło :)

          Pisałam tylko, że wsparcie trzeba dawać, ale łatwo przekroczyć granicę między wsparciem, a tworzeniem relacji mocno uzależniającej gdzie wsparcie przestaje być wsparciem, a zaczyna być rozwiązywaniem problemów już dorosłego jednak dziecka albo staje się decydowaniem za niego o jego życiu.

          Przykład. Rozmawiam z mamą o kupowaniu ubrań dla mojego dziecka. Taka normalna rozmowa, mówię, że widziałam fajne buty, ale drogie są, mama proponuje, że się dołoży. Fajnie. Nie dołożyłaby się też by nic się nie stało. Powiedziałby, że dołoży ale mam za to inny kolor kupić. Zastanowiłabym się, gdybym powiedziała, że nie, to już wolę nie kupować wcale albo sama dać za ten kolor co ja chcę, też by było ok. Żadnej obrazy, a pewnie mama i tak by się dołożyła :)
          W tym samym czasie kupuje komplet odzieży dla dziecka mojej siostry. I żeby od razu rozwiać twoje wątpliwości, że zazdrosna jestem, to nie, wręcz się cieszę, bo i tak w końcu dostanie je moje dziecko i będę miała fajne ubrania dla niej za free :) Ale uważam, że tu jakieś granice wsparcia właśnie są przekroczone. Że nie może być tak, że mama zadecydowała za moją siostrę co ma dziecku kupić, ile, jakie, a siostra cicho siedzi i nic nie mówi, bo 1) inaczej musiałaby skonfrontować się matką, a takie niejako jej ubezwłasnowolnienie w tym zakresie to cena za tą pomoc, bo gdyby ta nie mogła tych zakupów zrobić sama, to by nie zrobiła ich wcale albo w mniejszym zakresie 2) nie musiała skonfrontować się ze swoim partnerem, że w wydatkach, a budżet mieli wtedy napięty w dużej mierze z uwagi na jego niepracowanie częste, muszą uwzględnić kurtki zimowe itp. dla dziecka.
          I to dla mnie już nie wsparcie, ale tworzenie i utrzymywanie relacji niejako współuzależniającej i pomaganie dorosłemu dziecku nie rozwiązywać jego problemów.

          Inny przykład. Matka dwóch synów, jeden samodzielny, rodzina, dziecko. Drugi zawalił studia, jakieś depresje miał i o ile na początku rzeczywiście wsparcia potrzebował to potem jakoś tak i to zostało, że siedział u niej na garnuszku. Pierwszemu pomaga/wspiera bardzo, pomagając mocno przy dziecku. Bo on potrzebuje, bo ona chce, ale on potrzebuje wtedy kiedy naprawdę potrzebuje, a jak ona akurat mimo takiej potrzeby nie chce, nie może, też jest ok. Drugiego nie dość, że utrzymuje, to jeszcze zapewnia pełną obsługę. Każde słowo z zewnątrz, że on się nigdy nie usamodzielni jak będzie traktować go jak dziecko, odbiera jako atak i argumentuje, że przecież jak mu nie wypierze to będzie śmierdział, jak mu nie ugotuje to z głodu umrze. On z kolei cały czas gada jak to strasznie z nią mieszkać, ale nie widać by jakoś specjalnie się starał zrobić coś by się wyprowadzić. I punktem wyjścia do tej sytuacji była właśnie kwestia wsparcia dla dziecka, taka zwykła. Miał powody by wpaść w tą depresję ale potem gdzieś przekroczyli granice tego wsparcia a wpadli właśnie w jakieś współuzależnienie.

    • molly_wither Re: Wsparcie rodziców 23.11.13, 12:34
      Czymze jest wiec rodzinny dom,kim sa rodzice, jesli dziecko po usamodzielnieniu sie nie moze tam przyjsc chociazby po to,zeby nabrac sily? Nie wychowujemy dzieci dla siebie,ale dla swiata. Swiat,jaki jest,kazdy widzi i poznal i wlasnej skorze. Dopoki wiec tworzymy dom, albo zyjemy badzmy forma schronienia i odpoczynku dla wlasnego dziecka. Bo do kogo ma pojsc w chwili zwatpienia? Do obcego czlowieka - psychologa?
      • sebalda Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 15:29
        Przeczytałam oba wątki Default i uważam, że poruszają kilka ważnych kwestii.
        1. Nawet wsparcie rodziców, partnerskie i pełne szacunku wychowanie nie ustrzegą młodej kobiety przed związaniem się z popaprańcem:(
        2. Bliski kontakt z dzieckiem daje ogromną szansę na wykrycie w jego życiu poważnego problemu, z którym z racji braku doświadczenia może nie umieć sobie samodzielnie poradzić.
        3. Dobre układy z dzieckiem, czujność, pełne wsparcie, komunikat, że dziecko zawsze może się ze wszystkim zwrócić do nas, dają większą szansę, że dojrzy problem w swoim życiu, podzieli się nim z rodzicami, zwróci się w razie potrzeby o pomoc, skorzysta z tej pomocy i dzięki temu naprawi ewentualne błędy, uwolni się z toksycznego związku, wyprostuje swoje ścieżki.
        4. Wsparcie i bezpośrednia pomoc dziecku w potrzebie nie muszą oznaczać ograniczania jego samodzielności, kontrolowania jego życia, narzucania swojego zdania. W skrajnych sytuacjach, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo dorosłego dziecka, rodzic ma prawo i powinien w pewien sposób ingerować. Nie oznacza to też utraty zaufania dziecka czy zamknięcia się na przyszłe zwierzenia.
        Default, współczuję, tego, co czułaś, gdy widziałaś, w co wpakowała się córka, zazdroszczę, że udało się jej pomóc i zachować dobre stosunki, bo z tym różnie bywa. Zachowanie się psychola po na pewno utwierdziło córkę w tym, że miałaś rację. Z tego, co piszesz, mam nadzieję, że nigdy nie dałaś jej do zrozumienia, że coś z nią jest nie tak, skoro tak się wkopała. Że nie powiedziałaś jej: a nie mówiłam!
        Moja córka z kolei po kilku latach związku postawiła granice w obszarach, które jej ciążyły. Udało się, facet się zreflektował i postarał. To coś, o czym pisałam Sorvina. Związek z pogłębioną refleksją jest czasami lepszy i trwalszy, niż taki na żywioł, bezrefleksyjny. Ale oczywiście nic nie jest jeszcze przesądzone. Ważne, że ona te granice umie stawiać, że facet to wie, że mu bardzo zależy i umie się w razie potrzeby dostosować, by związek miał lepszą jakość. Bardzo dużo z córką rozmawiamy na te tematy, mam wrażenie, że to jej nie szkodzi;)
        • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 16:26
          Sebaldo czy Twoja córka czyta forum życie rodzinne i czytała bloga moje dwie głowy? IMO każda nastolatka powinna te strony znac, aby lepiej orientowac się, co może ją w życiu spotkac, jeśli nie będzie czujna. Plus ksiązki nt. metod manipulacji, przemocy psych. w związkach.
          • verdana Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 16:37
            Nie, bardzo wiele nastolatek jest rozsądnych, a straszenie nastolatki z góry nieudanymi związkami nie jest dobrym wstępem do nawiązywania zdrowych relacji z facetami.
            • sebalda Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 16:48
              Córka nie czyta ani forum, ani blogów. Nie chce z powodów, o ktorych pisze Verdana.
              Ale w sumie nie musi, bo ma w domu idealny antywzór:(
              Jak pisałam, dużo rozmawiamy. Wspominam jej o jakichś ciekawych wątkach, na przykładach pokazuję, że mimo wszystko trzeba w związku być świadomie, mądrze. Widzę, jak jej związek ewoluuje, jak się rozwija. Po ominięciu pewnych mielizn wszedł na inny poziom. Jedocześnie widzę w niej siłę, która pozwoli jej mimo wszystko wyjść z tego bardzo w końcu wczesnego i jedynego jak dotąd związku, gdyby zaczęło się w nim dziać naprawdę niedobrze. Młoda rozwija skrzydła, widzę to i obserwowanie tego etapu jest dla mnie niezwykle fascynujące. Szkoda, że mi to nie było dane:( Choć moja mama szczerze nienawidziła mojego wybranka, podobnie mój najlepszy przyjaciel, mogłam to wziąć pod uwagę. Moja głupota i ślepota były niestety bezdenne:(
            • zuzi.1 Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 16:50
              Samo bycie rozsądnym nie ochroni przed wejsciem w toksyczny związek. Trzeba znac mechanizmy i typowe zachowania zaburzonych ludzi. Tu nie chodzi o straszenie, ale o edukację w celu wychwycenia zachowań patologicznych. Wiele nastolatek jest zwyczajnie naiwnych, z uwagi na wiek.
              • aandzia43 Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 18:56
                Trzeba zna
                > c mechanizmy i typowe zachowania zaburzonych ludzi. Tu nie chodzi o straszenie,
                > ale o edukację w celu wychwycenia zachowań patologicznych.

                Otóż to. Edukacja, która przydaje się młodemu człowiekowi nie tylko w związkach erotyczno-uczuciowych, ale w każdym innym rodzaju znajomości. Popaprańców nie brakuje wszak. Wyjaśnianie dzieciakom o co kaman w zetknięciu z takim typem to nie straszenie czarnym ludem tylko nauka unikania kłopotów.


                Wiele nastolatek je
                > st zwyczajnie naiwnych, z uwagi na wiek.

                Niestety, jest też mnóstwo osób naiwnych w omawianej kwestii bez względu na wiek ;-)
                • verdana Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 19:01
                  Trochę tak, jak zaczynanie uświadamiania seksualnego od tematyki chorób wenerycznych i niechcianych ciąż.
                  • sebalda Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 19:13
                    Uświadamianie jak najbardziej ok, ja na przykład postulowałabym, żeby w liceum na lekcjach przygotowania do życia w rodzinie albo na wychowawczych poświęcić czas zjawisku stalkingu. Podczas omawiania tego typu zagadnień można by rozmawiać o manipulacji na przykład.
                    Rozmawiałam na te tematy z dzieciakami, niemniej przeginać też nie można, coby nie obrzydzić im związków jako takich. Umiar, jak we wszystkim.
                    • aandzia43 Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 19:34
                      ja na przykład postulowałabym, żeby w liceum
                      > na lekcjach przygotowania do życia w rodzinie albo na wychowawczych poświęcić c
                      > zas zjawisku stalkingu. Podczas omawiania tego typu zagadnień można by rozmawia
                      > ć o manipulacji na przykład.

                      Jestem za.
                  • aandzia43 Re: Wsparcie rodziców 24.11.13, 19:32
                    dana napisała:

                    > Trochę tak, jak zaczynanie uświadamiania seksualnego od tematyki chorób weneryc
                    > znych i niechcianych ciąż.

                    Ale dlaczego "zaczynanie"? Dzieciaki uczą się związków od początku życia. Przez obserwację na początku, potem rozmawiasz z nimi, odpowiadasz na pytania, naświetlasz różne sprawy. Dzieciaki czytają: literaturę piękną i poradniki. Jeśli w pewnym wieku zacznie im się mówić o patologii, jaka związki często dotyka, to raczej szoku nie doznają i świat im się na głowę nie zawali.
        • default Re: Wsparcie rodziców 25.11.13, 08:07
          sebalda napisała:

          > nigdy nie dałaś jej do zrozumienia,
          > że coś z nią jest nie tak, skoro tak się wkopała. Że nie powiedziałaś jej: a nie
          > mówiłam!

          Takie słowa w stosunku do własnego dziecka w ogóle nie przeszłyby mi nawet przez gardło... Nasłuchałam się owego "a nie mówiłam!" od mojej mamy, więc wiem jak jest to dołujące.
    • basiastel Re: Wsparcie rodziców 12.01.14, 23:10
      Ja, oczywiście, mam tak jak Ty. Nie wyobrażam sobie, bym nie udzieliła pomocy najbliższej mi osobie . Kiedyś, przypadkowo, widziałam program Drzyzgi o matkach, które wyrzuciły z domu swoje ciężarne córki. Byłam zszokowana.
      Taka bezwzględność relacji w rodzinie nie mieści mi się w głowie. Zapytaj męża, czy poszedłby spać pod most, gdyby np. spalił się Wam dom, czy jednak skorzystałby z pomocy córki.
      • andalus Re: Wsparcie rodziców 13.01.14, 05:44
        obce jest mi zupełnie to o czym pisze założycielka wątku. W mojej rodzinie pomagają sobie wszyscy. Kiedy znalazłam się w trudnej życiowo sytuacji ( nie tylko finansowej) pomoc otrzymywałam od wielu krewnych. Nigdy nie musiałam o nic prosić. Nikt też nie uzależniał swojej pomocy od spełnienia jakiś wymagań. Z kolei ja mając pieniądze pomagałam wcześniej innym.
        U mnie w rodzinie to jest po prostu normalne. O problemach rozmawiam z rodzicami ale również wujostwem, kuzynostwem. Wiemy o sobie sporo i utrzymujemy kontakty. Moje dzieci wychowywane są też w taki sposób aby wiedziały, że mogą na mnie liczyć.
        • sebalda Re: Wsparcie rodziców 13.01.14, 13:06
          Ja jestem sierotą od20 lat,nie mam rodzeństwa, ale za to teżmam bardzo bliskie kontakty z kuzynostwem. I też mogę w razie potrzeby liczyć na ich wsparcie. Życie byłoby strasznie smutne, gdybyśmy chcieli zawsze, za wszelką cenę liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Wedy też sami bylibyśmy pewnie zamknięci na pomaganie innym.
          A może to cecha facetów, że poniżej ich godności byłoby proszenie o pomoc inych. Mój mąż o pożyczke jest skłonn poprosic kolegę z pracy, ale nigdy ojca. Widać tak jest nauczony, tylko pewnie nie jest mu z tym lekko, dlaczego zatem chce to przenosic na własne dzieci?
          U niego to tylko słowa, ale nie bierze pod uwagę tego, że dzieci mogą je zapamiętać. Jemu zapamiętać. Wraz ze wszystkimi innymi rzucanymi bez refleksji szykanami. A oitem będzie na starość ciężko zdziwiony, że dzieci nie będą go chcialy czesto odwiedzać, niewdzięczne takie:(
    • mamasiasiulki Re: Wsparcie rodziców 13.01.14, 13:26
      Ażesz w mordę - oczywiście, że wspierać! Uczyć od pieluchy samodzielności i zaradności, włączać w pracę, reklamować i zachęcać do np. dorabiania na własne wydatki, uczyć myślenia i wartości, ale i uświadamiać, że z absolutnie każdym problemem można przyjść do rodziców! Mój chłop na szczęście też jest tego zdania... Oczywiście, że to nie znaczy, że przenocujemy dzieciaka po zwykłej kłótni małżeńskiej, ale może wspólnie pomożemy znaleźć wyjście? Albo zwrócimy uwagę, że źle ocenił sytuację?

      Wiecie, ja jednego nie rozumiem... O ile nie uważam za dobre bycie "kumplem" dla 5-cio, 7-mio, 15-to latka, bo nie można własnych obowiązków cezować na dziecko, o tyle dorosłe dziecko ma w nas mieć - o ile chce i potrzebuje - właśnie przyjaciela. No bo jak to sobie wyobrażacie? Wychowywać dorosłego będę? A przyjaciółce w poważnym kryzysie też odmawiacie pomocy? Lub w mniejszym zwykłej rozmowy, wspólnego wyjścia do kawiarni? Poważnie pytam, bo ja naprawdę uważam, że dzieci należy traktować właśnie, jak "innych ludzi", a nie "nasze dzieci do wychowywania". Niezależnie od wieku. Tyle, że do pewnego momentu musimy w różnym stopniu wskazywać im właściwą drogę.
    • igge Re: Wsparcie rodziców 13.01.14, 14:42
      uważam, że należy pomagać tak jak się chce i umie, na bliskich całe życie można i trzeba liczyć, korzyści są po obu stronach, to taka win-win sytuacja
    • kachaa17 Re: Wsparcie rodziców 20.01.14, 12:33
      Ja mogę napisać jak ja to widzę na własnym przykładzie. Od wielu lat chciałam odejść od męża bo byłam nieszczęśliwa. Ale nie byłam w stanie - emocjonalnie - tego zrobić. Musiałabym wynająć mieszkanie i radzić sobie sama. Nie potrafiłam. Rok temu powiedziałam mamie jakie mam problemy i mama powiedziała mi, że zawsze mogę wrócić jeśli będzie bardzo źle. To pomogło mi podjąć decyzję o rozstaniu. A było ze mną już naprawdę bardzo źle. Świadomość tego, że mogę w tej sytuacji liczyć na rodziców uratowała mnie. Dzięki temu dziś dochodzę do siebie. Uważam więc, że taka świadomość, że mam gdzie mieszkać, poczucie bezpieczeństwa, oparcie w rodzicach daje bardzo dużo w sytuacji kryzysowej.
      • algavre.live Re: Wsparcie rodziców 20.01.14, 16:53
        My z mężem zawsze staramy się wspierać naszą dorosłą córkę. A problemy ma różne, jak każdy. Jest jeszcze panną i mieszka z nami /studiuje/. Wie o tym, że z każdym, nawet najtrudnieszym problemem może do nas przyjść i tak robi. Oczywiście nie wtrącamy się w jej intymne sprawy, ale wie, że ma nasze wsparcie i akceptację w razie sytuacji awaryjnej. Zawsze tak będzie.Nie wyobrażamy sobie zostawić dziecko w jakiejkolwiek potrzebie /tymbardziej emocjonalnej/. My też pochodzimy z takich rodzin /no, Mąż częściowo ;)/, gdzie dzieci były na pierwszym miejscu.
Pełna wersja