sebalda
22.11.13, 13:27
W jednym z wątków pojawił się problem kategorycznego odrzucenia oferty pomocy ze strony rodziców ofiary przemocy, która musiała się ewakuować z domu. Już samo przyznanie się rodzicom do tego problemu było bardzo trudne.
Jako rodzice, jakie macie podejście do tematu pomagania, wspierania dorosłych dzieci?
Mój mąż mówi córce, że jak się już wyprowadzi z domu, to nie ma do niego powrotu. Jak się pokłóci z mężem, jak będzie przeżywać kryzys, ma sobie radzić sama, on jej już do domu nie wpuści. To ma jej pomóc być samodzielną i nie dawać furtki w razie błahego kryzysu.
Ja mam zupełnie inne podejście. Znam życie, wiem, ile jest w nim naprawdę trudnych sytuacji, chcę w razie potrzeby być w stanie pomóc potrzebującemu dziecku. Pomóc wsparciem duchowym (to może być też konstruktywna krytyka, nie musi być głaskanie po główce, gdy na to nie zasługuje, gdy samo coś zepsuje), ale też w razie czego logistyczno-mieszkaniowo-organizacyjnym. Nie wyobrażam sobie zostawienia dziecka w prawdziwej potrzebie, gdy mogę pomóc. Czy taki przekaz, że w razie potrzeby zawsze można liczyć na pomoc rodzica, osłabia dziecko, sprawia, że nie staje się samodzielne?
Jaka postawa jest Wam bliższa? Co uważacie za lepsze dla dziecka?