justyna_551
08.12.13, 22:28
Ponad miesiąc temu nasz 20-letni syn zginął w wypadku samochodowym. Od tego czasu mąż stał się nie do zniesienia. Zaraz po pogrzebie syna zaczął obwiniać mnie o jego śmierć. Nie tylko o to chodzi. Nic mu się nie podoba, potrafi przez kilka dni nie odzywać się do mnie (bez powodu), robi awantury o byle bzdurę. Oprócz pracy, nigdzie nie wychodzi. Nawet do sklepu po podstawowe zakupy. W domu wszystko jest na mojej głowie, bo on nie ma ochoty na jakiekolwiek prace domowe. Święta chce spędzić sam, bez rodziny. Tak powiedział do mnie kilka dni temu. Jednak najgorsze jest właśnie to obwinianie mnie o śmierć syna. Resztę jakoś mogę znieść, ale to jest przykre.
Tym bardziej, że dla mnie to wszystko też jest bardzo trudne.
Może nie powinnam o tym pisać, ale syn prowadząc wtedy samochód, był pod wpływem alkoholu. Nie bardzo, ale jednak.. To wystarczyło, i niestety, skończyło się to tragicznie.
I mąż ma pretensję o to, że nie zatrzymałam wtedy syna w domu. Ale co miałam zrobić? Syn powiedział, że nic się nie stanie, żebym się nie bała, że będzie uważać. Byłam naiwna, wierząc, że rzeczywiście wszystko będzie dobrze (powinnam była przewidzieć, jak może się skończyć jazda pod wpływem alkoholu), i gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to, ale niestety jest jak jest. Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć i zrobić.
Dla mnie, jako matki, śmierć syna jest tragedią. Nadal jest mi ciężko, ale staram się jakoś trzymać.
Jednak nie ukrywam, że zachowanie męża sprawia mi przykrość. Mówiłam mu o tym, jednak on jest głuchy na moje słowa. Nie wiem, jak mam z nim dalej rozmawiać. Nie wiem, co dalej robić, bo sytuacja w naszym domu z dnia na dzień staje się coraz bardziej nie do zniesienia.