Dodaj do ulubionych

Mąż obwinia mnie o śmierć syna

08.12.13, 22:28
Ponad miesiąc temu nasz 20-letni syn zginął w wypadku samochodowym. Od tego czasu mąż stał się nie do zniesienia. Zaraz po pogrzebie syna zaczął obwiniać mnie o jego śmierć. Nie tylko o to chodzi. Nic mu się nie podoba, potrafi przez kilka dni nie odzywać się do mnie (bez powodu), robi awantury o byle bzdurę. Oprócz pracy, nigdzie nie wychodzi. Nawet do sklepu po podstawowe zakupy. W domu wszystko jest na mojej głowie, bo on nie ma ochoty na jakiekolwiek prace domowe. Święta chce spędzić sam, bez rodziny. Tak powiedział do mnie kilka dni temu. Jednak najgorsze jest właśnie to obwinianie mnie o śmierć syna. Resztę jakoś mogę znieść, ale to jest przykre.
Tym bardziej, że dla mnie to wszystko też jest bardzo trudne.
Może nie powinnam o tym pisać, ale syn prowadząc wtedy samochód, był pod wpływem alkoholu. Nie bardzo, ale jednak.. To wystarczyło, i niestety, skończyło się to tragicznie.
I mąż ma pretensję o to, że nie zatrzymałam wtedy syna w domu. Ale co miałam zrobić? Syn powiedział, że nic się nie stanie, żebym się nie bała, że będzie uważać. Byłam naiwna, wierząc, że rzeczywiście wszystko będzie dobrze (powinnam była przewidzieć, jak może się skończyć jazda pod wpływem alkoholu), i gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to, ale niestety jest jak jest. Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć i zrobić.
Dla mnie, jako matki, śmierć syna jest tragedią. Nadal jest mi ciężko, ale staram się jakoś trzymać.
Jednak nie ukrywam, że zachowanie męża sprawia mi przykrość. Mówiłam mu o tym, jednak on jest głuchy na moje słowa. Nie wiem, jak mam z nim dalej rozmawiać. Nie wiem, co dalej robić, bo sytuacja w naszym domu z dnia na dzień staje się coraz bardziej nie do zniesienia.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 08.12.13, 22:37
      Mąż nie powinien Cię obwiniać, to jasne. Ale pretensje, ze maż nie wychodzi, że jest załamany, ze nie ma ochoty na pracę domowe, ze się nie odzywa, ze nie chce obchodzić świąt - każdy inaczej przezywa żałobę. Nie bardzo też rozumiem zdanie "nadal jest mi ciężko" - to jest miesiąc po śmierci syna - jak to "nadal"?
      Mam wrażenie, że do Ciebie śmierć syna jeszcze nie do końca dotarła, do męża już tak.
      • justyna_551 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 08.12.13, 22:44
        Dotarła. Słowo ,,nadal'' - może to złe słowo, ale chyba nie to jest tutaj najważniejsze, i nie o to chodzi w tym wątku.
        Mamy jeszcze jedno dziecko. Musiałam się wziąć w garść. Co nie znaczy, że dla mnie śmierć starszego syna to nic takiego.
        • verdana Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 08.12.13, 22:58
          Ale proszę jednak brać pod uwagę, że mąż może żałobę przeżywać inaczej. Że ma prawo sie załamać. To nie jest rok po śmierci syna, tylko miesiąc i nie każdy może "wziąć się w garść", wiele osób nie jest w stanie. Nawet mając jeszcze jedno dziecko.
          Jednak mam wrażenie, że w tym wątku chodzi także o to, ze nie dając sobie prawa do załamania sie i żałoby, wymagasz tego samego od męża. Przykro mi to pisać, bo trudno robić wymówki komuś, kto stracił dziecko, ale sam pomysł obchodzenia świąt w tej sytuacji może być dla niektórych osób pogrążonych w żałobie nie do przyjęcia.
          I jeszcze jedno - nie bardzo rozumiem - czy było tak,że syn powiedział, ze jedzie samochodem, a Ty mogłaś go zatrzymać, ale tego nie zrobiłaś, bo uwierzyłaś synowi, ze nic mu sie nie stanie? Czy też po prostu nie miałaś żadnego wpływu na to, czy syn siądzie za kierownicą czy nie?
          • zuzi.1 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 08.12.13, 23:07
            verdana, ale po co do tego wracac..., takie rozpamiętywanie nie jest potrzebne, autorko wyślij męża do psychologa, bo facet popada w depresję i fachowiec powinien mu w takiej sytuacji pomóc, zrób to dla 2 dziecka, ono nie może "stracic" ojca
            • differentview Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 08.12.13, 23:41
              > verdana, ale po co do tego wracac..., takie rozpamiętywanie nie jest potrzebne,
              > autorko wyślij męża do psychologa, bo facet popada w depresję i fachowiec powi
              > nien mu w takiej sytuacji pomóc, zrób to dla 2 dziecka, ono nie może "stracic"
              > ojca

              i znow ta sama rada- do psychologa; niby z czym do psychologa??? z tym, ze ktos miesiac temu stracil dziecko? co niby psycholog ma z tym zrobic ? przeciez zaloba jest normalna reakcja w takiej sytuacji a nie chorobowym objawem; to moze po stracie dziecka czlowiek powinien sie wziac w garsc w tydzien? i o jakiej depresji Ty mowisz kobieto?!!! chorym psychicznie bylby czlowiek, ktory w miesiac po smierci dziecka mialby pozytywne nastawienie do zycia, byl pozbierany i nie rozpamietywal tego jak doszlo do tragedii
              • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 11:14
                Są specjalne terapie przeznaczone dla ludzi "po stracie". Śmierć, zwłaszcza nagła, młodego człowieka, bliskiego to bardzo silne przeżycie, na które przecież nie można się przygotować jak w przypadku choroby. Może towarzyszyć temu depresja, syndrom stresu pourazowego. Dobrze jest mieć wsparcie, bo można zawalić to co jest - życie rodzinne, drugie dziecko, praca. A żałobę można przeżyć nie niszcząc całej reszty. Bo świat się wali i nie wali.
              • zuzi.1 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 11:27
                psycholog pomoże mu przejsc łagodniej przez okres żałoby, ten facet swoją złosc i żal przelewa na żonę, to nie pomaga mu uporac się z żałobą, niszczy dodatkowo ich relacje małżeńskie i niszczy zycie drugiego dziecka, które de facto nie ma na razie ojca, bo ojciec emocjonalnie jest niedostępny, bo sam sobie nie radzi ze swoimi emocjami. Ani mąż ani żona nie umieją obecnie ze sobą rozmawiac, otworzyc się nawzajem i udzielic sobie wsparcia, autorka jest silniejsza psych. i wydaje się byc b. dojrzała i lepiej radząca sobie z emocjami, ale ma tez swoje granice i punkt wytrzymałości, po przekroczeniu którego wszystko się sypnie, więc warto, aby ta rodzina poprosiła o pomoc psychologa, aby ich poprowadził przez okres żałoby, tak aby ta żałoba i jej przeżywanie nie doprowadziło tej rodziny do rozpadu...
    • princy-mincy Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 00:23
      Ja sie Twojemu mężowi nie dziwie.
      Wiem, czasu to nie cofnie i nie wróci to życia Waszemu synowi.
      Jednak gdyby moj maz pozwoliby jechac mojemu dziecku autem wiedząc, ze dziecko jest pod wpływem alkoholu, tez bym go obwiniala.
      Nie dziwie sie wiec, ze maz sie do Ciebie nie odzywa albo robi Ci awantury.
      On po prostu tak przeżywa żałobę. I ma wg mńie prawo tak wlasnie to odbierać.

      Jedynie czas moze uleczyc rany w takim wypadku.
    • t1ffany Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 01:04
      Utrata dziecka, nawet dorosłego jest potworną tragedią. Mąż ma prawo przeżywać żałobę, czuć bezradność, wściekłość, żal, nie odzywać się do Ciebie ani do nikogo. Ma również prawo nie brać udziału w rodzinnych świętach.

      Nie wiem jak dokładnie wyglądała sytuacja z wypadkiem, pewnie nie będziesz chciała o tym pisać, nie dziwie się. Jeżeli byłaś biernym świadkiem tego że podpity syn wsiada za kierownice to nie jesteś niczemu winna, dorośli ludzie odpowiadają za swoje czyny. Ale JEŚLI to Ty dałaś mu kluczyki, to... nie wiem czy potrafiłabym wybaczyć.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 02:40
      To bardzo tragiczna historia. Proszę przyjąć współczucie.
      Każdy z Was: i mąż i Pani macie prawo do własnych sposobów jej przeżywania. W tym przeżywania żałoby. I nie powinniście być w tym przeżyciu oceniani, zarówno przez społeczny osąd jak i przez siebie nawzajem. Szukanie kozła ofiarnego, szukanie winnego to częsta faza żałoby. Często nie mająca pokrycia w rzeczywistości. Pani to łatwo przyjmuje, bo ma swoje poczucie winy w tej sprawie.
      Realnie jednak syn był dorosły i był w stanie kierować swoimi decyzjami. Podjął błedną i do tego ostateczną.
      Samo przyjęcie rodziny na święta w trakcie żałoby, to nie grzech obojetności. Kto powiedział, że będzie pyszna zabawa. Czasem przebywanie wtedy wśród życzliwych,bliskich, związanych ze sprawą ludzi może być kojące w żałobie..
      Pani niech korzyta z takiego wsparcia, ale niech Pani nie czuje się urażona jak mąż z tego nie skorzysta. To nie musi być przeciwko Pani. Agniezka Iwaszkiewicz
      • justyna_551 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 06:35
        Nie chce zostać źle zrozumiana. Nie mam zamiaru obchodzić hucznych świąt, nawet sobie tego nie wyobrażam. Chce tylko zaprosić najbliższych. Drugi syn jest jeszcze małym dzieckiem, nie chce mu psuć chociaż tego okresu, i tak sytuacja w domu jest bardzo ciężka. Nie da się ukryć smutku. Nie mogę sobie pozwolić na załamanie się, chociaż nocami mam ochotę wyć w poduszkę. Mnie też jest czasami ciężko zabrać się za cokolwiek. Jednak zaciskam zęby, i staram się jakoś funkcjonować. Dla drugiego dziecka, i żeby pewnego dnia nie zwariować.
        Nie wiem, być może niektórzy ludzie uważają, że powinnam całymi dniami nie wychodzić, i zupełnie się załamać. Mam wrażenie (niestety, kilka razy usłyszałam również od innych, w zasadzie obcych ludzi niezbyt miłe słowa, gdzie sugerowano mi, że dla mnie śmierć syna to nic takiego, co łatwo mi przyszło przyjąć – co jest dla mnie zwyczajną ludzką podłością ), że są ludzie, dla których matka po śmierci dziecka powinna popełnić samobójstwo. Wszystko wskazuje na to, że dla pewnych osób chyba tylko taki czyn świadczyłby o tym, że matka faktycznie cierpi po śmierci. Jak stara się w miarę normalnie funkcjonować, chodzić do pracy, zajmować się drugim dzieckiem – jest zła, i z pewnością strata dziecka nie jest dla niej żadną tragedią.
        Ciężko, żeby takie słowa mnie nie ruszały.
        Nikt nie pomyśli, co człowiek naprawdę czuje, co przeżywa - po co, łatwiej osądzić z góry.
        Z drugiej strony da się usłyszeć głosy, które wyrażają zadowolenie, bo ,,przynajmniej jednego pijaka wsiadającego za kółko po alkoholu mniej’.
        Tiffany – nie, w życiu nie dałabym sama z siebie kluczyków osobie, która pod wpływem alkoholu chce prowadzić auto. Tutaj w zasadzie nie bardzo miałam jak zareagować, czego mąż, niestety, nie rozumie.
        • enith Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 08:02
          Justyno, przyjmij wyrazy współczucia. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co ty i twój mąż teraz przechodzicie.
          Zgadzam się z tym, że każdy, ilu nas jest na świecie ludzi, przeżywa żałobę na swój sposób. Ty starasz się trzymać i w miarę funkcjonować, dla drugiego dziecka, dla siebie, dla męża. Niewykluczone, że faza, w której teraz tkwi twój mąż, czyli totalnego wyłączenia się z życia, dla ciebie przyjdzie później. Może tak, może nie.
          Mężowi pozwól na przeżywanie cierpienia w sposób, który on uważa za słuszny. Może jednak staraj się go zaangażować bardziej w życie rodzinne. W końcu to także jego drugi syn, potrzebujący ojca w tym tragicznym dla was czasie. Próba utrzymania choć namiastki normalności nie powinna spoczywać wyłącznie na twoich barkach, to się może źle skończyć. Nie jesteś nadczłowiekiem i jak każdy masz swoje granice wytrzymałości. Ty także, czego mąż pogrążony w swoim cierpieniu nie widzi, jesteś w fazie żałoby. Postaraj się to mężowi bez wyrzutów wyjaśnić. Że potrzebujesz jego i jego wsparcia, że potrzebuje go wasz syn.
          Zorganizuj święta, jeśli czujesz się na siłach. Otaczanie się życzliwymi i pomocnymi osobami jest bardzo ważne.
          Życzę całej twojej rodzinie dużo siły i miłości.
        • feronique Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 08:42
          To co piszesz przypomniało mi o pewnej zasłyszanej historii z gabinetu psychologicznego, do którego zawitała matka z kilkuletnią córką. Problemem dla matki było to, że niedawno zmarł jej mąż, a córka zdaje się zupełnie tego nie przeżywać, nie płacze, nie smuci się, jakby zupełnie nie przeżywała żadnych emocji, że to dziecko ją przeraża, bo zachowuje się jak mały cyborg. Okazało się, że mamusia "dla dobra córki" postanowiła zgrywać bohaterkę i być silna, ani razu nie rozkleiła się przy córce, w związku z czym dziecko oczywiście wyszło z założenia, że odczuwanie smutku, łzy itd. to coś bardzo złego, że trzeba być silnym i udawać, że nic się nie stało. Chcesz dla syna urządzać święta, a może warto się skupić na tym, jak on przeżywa stratę brata. Może on też wcale nie ma ochoty na święta? Może lepiej, żeby wiedział, że stała się wielka tragedia, a nie widział to, co odczytują w Twoim zachowaniu wszystko dookoła - że nic się nie stało, że życie toczy się dalej, że nie można się rozklejać. Może jemu bardziej niż choinki trzeba tego, żeby ktoś z nim popłakał?
          • justyna_551 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 09:48
            Syn wie, że stała się tragedia. Mimo że jest mały, też to wszystko bardzo przeżywa. Nie zabraniam mu płakać. Ja też płaczę. Chyba sie nie da w ogóle nie płakać.
        • mruwa9 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 09:32
          ja rozumiem twojego meza (odnosnie swiat)
          Kiedys spotkala nas rodzinna tragedia na 2 tygodnie przed Wigilia. Nie mialam sily nawet ustroic choinki. Nie bylo choinki, w zasadzie nie bylo w ogole swietowania. Sama idea zajmowania sie wieszaniem bombek, szukaniem prezentow i nakrywania wigilijnego stolu, gdy dusza krwawila, wydawala mi sie nie tylko niestosowna, ale dodatkowo nasilajaca bol, bo trywializujaca nasz osobisty i rodzinny dramat.
          Kazdy ma prawo do wlasnego sposobu przezywania zaloby.
          • justyna_551 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 09:46
            Cóż, ja tez nie wyobrażam sobie radosnego świętowania. Ciężko mówić o ,,radości i magii'' świąt w obliczu takiej tragedii.
            Chodzi o zwykłe zaproszenie najbliższych mi osób. Potrzebuję porozmawiać z ludźmi, trochę oderwać myśli od tego wszystkiego. Mogłabym płakać cały czas, ale nie chcę tego. Mam momenty, że z wielka chęcią uciekłabym gdzieś, zamknęła się w pokoju i nie wychodziła. Ale staram się jakos trzymać. Muszę. Jakbym i ja się zupełnie załamała - byłoby źle. Źle dla nas wszystkich i dla drugiego dziecka, któremu tez jest ciężko.
            Tak, każdy przezywa żałobę po swojemu. Właśnie. Jednak jak słyszę od ludzi, że moje podejście wynika zapewne z tego, że dla mnie śmierć syna to żadna tragedia - to mam ochotę krzyczeć.
            • mruwa9 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 10:04
              ty masz potrzebe spedzenia swiatecznych dni w towarzystwie bliskich osob, bo to dziala na ciebie kojaco i terapeutycznie. Twoj maz moze nie chce nikogo widziec na oczy, z podobnych powodow, dla ktorych ja mialam kiedys swieta bez choinki. Bo moze towarzystwo innych ludzi i gladkie teksty przy wigilijnym stole nasilaja jego cierpienie i bol.
              Nie wiem, czy kompromis jest mozliwy, a jesli tak, to jak mialby wygladac.
            • mamasiasiulki Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 12:00
              Nie gniewaj się, ale czy trochę się nie uparłaś...? A zauważyłaś, że w domu też masz bliskich, masz z kim przeżyć tragedię, masz się do kogo przytulić, popłakać, wyciszyć się? Może pójdź do nich, pogadaj po ludzku? Może mężowi tym trudniej, że jemu "nie wypada płakać", a chciałby wyć i gryźć ściany? Mój zjadłby chyba ręce ze zgryzoty na jego miejscu... Może się nie tłumacz, tylko popłaczcie, porozmawiajcie razem...? Ja wiem, że żadnemu z Was nic teraz nie pomoże, ale może skupcie się na tym, że macie siebie po to, by było łatwiej...? A powiedziałaś mu - kiedy Cię obwinia - że wolałabyś sama tam zginąć, zamiast Twojego dziecka? Że gdybyś mogła przywiązałabyś go do kaloryfera i zlała na kwaśne jabłko, policję wezwała, cokolwiek? GDYBYŚ WIEDZIAŁA...
              • justyna_551 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 14:46
                Płaczę sama. Jak nikt nie widzi i nie słyszy. W zasadzie wyję. Jednak muszę być sama.
                Nie chce, żeby ktoś widział. To czasami jest bardzo trudne, są momenty, kiedy ledwo wytrzymuję, ale jakoś, jak na razie, daje radę. Nie wiem, co będzie w przyszłości, ale chociaż ja muszę się trzymać. Mimo, że bywa bardzo ciężko
        • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 11:17
          Zresztą pamiętajmy, że symboliczny pusty talerz jest także dla naszych zmarłych, "wędrowiec" to swego rodzaju metafora.
          • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 11:28
            Nie jestem dobra w tych wszystkich kompromisach, ale może uda się znaleźć jakieś rozwiązanie, które pozwoli na uszanowanie Waszych stanowisk. Spytaj męża jak dokładnie wyobraża sobie Święta - w domu czy poza nim, wśród bliskich czy w samotności, z Tobą czy bez Ciebie. Może sama pójdziesz do kogoś z bliskich? Nie wiem czy to jest dobra rada, sama pewnie wolałabym mieć "normalne" Święta, ale prawda jest taka, że od wielu lat niemal każdy rok jest inny, inne miejsce, konfiguracja. Najważniejsze to chyba nie być samemu i mieć wokół ciepłych ludzi, a to czyja choinka i kto co ugotował to chyba rzecz drugorzędna.
            • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 11:34
              I jeszcze tak myślę, że to co piszesz o tym, że musisz trzymać się dla drugiego syna. Musisz i nie musisz. Nie przeżyta żałoba wraca. Zakopana trauma wyłazi.
      • nick_ze_hej Pani Agnieszko 09.12.13, 09:18
        napisała Pani
        Realnie jednak syn był dorosły i był w stanie kierować swoimi decyzjami. Podjął
        > błedną i do tego ostateczną.


        On był przede wszystkim pijany! Nie był w stanie racjonalnie kierować swoimi decyzjami!
        Kiedy wreszcie przestaniemy tolerować pijanych na drodze, pozwalać im na podejmowanie "błędnych" śmiertelnych w skutkach decyzji? Nie ma znaczenia czy to 20 czy 40 latek - po alkoholu nie ma prawa wsiąść za kółko, bo stanowi śmiertelne zagrożenie dla siebie, a przede wszystkim dla innych użytkowników drogi. Odebranie kluczyków i zawiadomienie policji nie powinno być odbierane jako ograniczenie wolności osobistej i donosicielstwo ale jako jedyne słuszne działanie gdy perswazja i inne łagodne metody zawodzą - niezależnie kogo dotyczą - członka rodziny, znajomego, sąsiada czy obcego człowieka.
        • princy-mincy Re: Pani Agnieszko 09.12.13, 09:50
          Podpisuje sie.
          Dlatego wlasnie nie dziwie sie, ze maz obwinia autorkę.
          • olena.s Re: Pani Agnieszko 15.12.13, 07:41
            Tylko o ile w domu autorki istniała zasada odbierania kluczyków osobie po alkoholu, alternatywnie - nikt nigdy do auta po dinku/ach nie wsiadał.
            Bo jezeli było inaczej, to mąż atakuje autorkę bo akurat na jej szychcie wydarzył się dramat, który równie dobrze (a raczej równie źle) mógł wydarzyć się także mężowi autorki.
        • differentview Re: Pani Agnieszko 09.12.13, 10:24
          > On był przede wszystkim pijany! Nie był w stanie racjonalnie kierować swoimi de
          > cyzjami!
          > Kiedy wreszcie przestaniemy tolerować pijanych na drodze, pozwalać im na podej
          > mowanie "błędnych" śmiertelnych w skutkach decyzji?

          zgadzam sie- uwazam, ze osoba, ktora wie, ze kierowca jest pod wplywem alko/ narkotykow powinna albo zabrac kluczyki albo od razu zadzwonic na policje i podac numery rejestracyjne; pijana kierowca to smiertelne zagrozenie- dla siebie, dla innych, moze wjechac w grupe dzieci na przystanku etc, etc z drugiej strony wymaganie od podpitego czlowieka madrych i racjonalnych decyzji jest absurdem bo jego stan swiadomosci jest zmieniony- wiec na osobach, ktore widza taka sytuacje spoczywa tym wieksza odpowiedzialnosc
          • jacek226315 Re: Pani Agnieszko 07.05.14, 11:53
            differentview napisała:

            > > On był przede wszystkim pijany! Nie był w stanie racjonalnie kierować swo
            > imi de
            > > cyzjami!
            > > Kiedy wreszcie przestaniemy tolerować pijanych na drodze, pozwalać im na
            > podej
            > > mowanie "błędnych" śmiertelnych w skutkach decyzji?
            >
            > zgadzam sie- uwazam, ze osoba, ktora wie, ze kierowca jest pod wplywem alko/ na
            > rkotykow powinna albo zabrac kluczyki albo od razu zadzwonic na policje i podac
            > numery rejestracyjne; pijana kierowca to smiertelne zagrozenie- dla siebie, dl
            > a innych, moze wjechac w grupe dzieci na przystanku etc, etc z drugiej strony w
            > ymaganie od podpitego czlowieka madrych i racjonalnych decyzji jest absurdem bo
            > jego stan swiadomosci jest zmieniony- wiec na osobach, ktore widza taka sytuac
            > je spoczywa tym wieksza odpowiedzialnosc
            otoz to,w USA sa stany takie jak NJ gdzie za spowodowanie wypadku pod wplywem alkoholu odpowiada nie tylko kierujacy ale i gospodarz domu w ktorym pito alkohol
        • edw-ina Re: Pani Agnieszko 09.12.13, 11:20
          Popieram w 100 proc. - Zero tolerancji dla kierowców pod wpływem alkoholu, niezależnie jak nam bliscy są. ZERO.
          Do autorki - moje najszczersze kondolencje. Żaden rodzic nie powinien grzebać własnego dziecka.
        • akniwlam Re: Pani Agnieszko 09.12.13, 17:28
          Wiesz, zasadniczo się z Tobą zgadzam, zero toleracji dla pijanych kierowców, ale mogłabyś czy też mógłbyś tego nie głosić w wątku zrozpaczonej matki, która właśnie straciła dziecko? Nie kopie się leżącego.
        • danaide Re: Pani Agnieszko 10.12.13, 11:54
          Nie zgadzam się, ze pijany z automatu nie jest w stanie racjonalnie decydować. Taki który nie potrafi racjonalnie kierować decyzją nie trafi też kluczykiem w drzwi. W Polsce dominują ci, którzy piją i świadomie podejmują decyzję, by usiąść za kółkiem. Społeczne przyzwolenie plus myślenie magiczne - ja dam radę!
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko 17.12.13, 16:59
          Wywołana do tablicy, odpowiem, choć może już ciut późno.
          Zgadzam się na zero tolerancji dla pijanych kierowców, odbieranie kluczyków, nawet na telefon na policję w tej sprawie i daleko idące konsekwencje. W mojej pierwszej wypowiedzi nie miałam zamiaru zabrzmieć jakbym akceptowała alkohol i kierowców.
          Ale kategoryczne myślenie, że zawsze można zapobiec decyzji drugiej dorosłej osoby, że zawsze mamy wpływ na sytuację i tylko trzeba się wykazać roztropnością, konsekwencją i siłą, jest wiarą we własną omnipotencje, której nie ma.
          Dlatego, gdy czytam, że "justynie" z jakiś powodów nie udało się zapobiec jeździe syna po alkoholu , to staram się w to uwierzyć i nie wątpić. Tym bardziej, że ta koncepcja, choć prawidłowa, jest już nie skuteczna. Rozjątrzanie teraz poczucia winy i tak pewnie istniejącego i stanowiącego nieodłączny element żałoby, nie wydaje mi się potrzebne. W tym wypadku nie jesteśmy od moralizowania. Teraz można tylko uczyć się na błędach, każdy we własnym zakresie. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • fiamma75 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 10:19
      Twój mąż zachowuje się normalnie, jak człowiek w żałobie. Ty przeżywasz swoją żałobę inaczej - masz prawo. A jak młodszy syn? Czy on chce Świąt czy nie?
      Daj spokój mężowi, nie zmuszaj do rozmowy. Po co? Żeby Tobie było milej?
      Sama jestem teraz w żałobie i z mijającym czasem jest trudniej. Minęły dopiero a nie nadal dwa miesiące.
      Co do obwiniania, nie dziwię się, bo ma powód. Racjonalny, nie jakiś wydumany.
      Wiem, zę to brutalnie zabrzmi, można się tylko cieszyć, ze Twój syn nie zabił jeszcze kogoś po drodze.
      • igge Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 10:59
        Justyno, przytulam Cię serdecznie. Współczuję ogromnie :((
        Każde z Was przeżywa żałobę inaczej, TY, mąż, drugie dziecko.
        Najbardziej mi szkoda Ciebie, bo nie dajesz sobie prawa do bycia słabą i zranioną, trzymasz się dla młodszego dziecka, dla rodziny, a to wysysa z Ciebie energię i sprawi, że możliwe najdłużej, do końca życia będziesz przeżywała żałobę. Broń Boże nie chcę Ci niczego doradzać, każdy inaczej daje sobie radę ze stratą, z największą stratą i tak naprawdę tylko czas leczy powoli rany, upłyną lata zanim pogodzisz się ze śmiercią dziecka.
        Myślę, że osoby, które pogrążają się w bólu, wypłakują godzinami, miesiącami, tygodniami, źle się zachowują, ranią najbliższych jak mąż Twój - szybciej i zdrowiej zakończą okres żałoby. Łatwiej im będzie kiedyś podjąć obowiązki, kontynuować w miarę normalne życie.
        Do Ciebie jeszcze nie dotarło co tak naprawdę się stało i Ty starasz się, może podświadomie być silna, nie myśleć o sobie tylko o innych, bierzesz na siebie odpowiedzialność za całą rodzinę. Jeszcze raz przytulam Cię serdecznie.
        Mam syna w podobnym wieku do Twojego zmarłego Syna. Ogromnie Ci współczuję.
        Mam też drugie dziecko dla którego chyba nie umiałabym pozostać silna i być wsparciem w obliczu tak wielkiej straty i żałoby. Podziwiam Cię ogromnie.
        Nigdy nie przeżyłam aż tak wielkiego nieszczęścia, tragedii ale utraciłam wymarzone dziecko kiedyś, będąc w ciąży i wtedy miesiącami nonstop płakałam. Wynajmowałam sąsiadkę jako opiekunkę codziennie na 2 godziny, żeby moje starsze dziecko nie widziało tak często jak płaczę, wyję z bólu. Byliśmy u psychologa ze starszym dzieckiem, a może sama powinnam znaleźć terapeutę bo wpadłam w depresję.
        To było 20 listopada a w grudniu święta, prezenty dla dzieci, widok każdej matki w ciąży, z niemowlęciem wywoływał falę bólu i żalu, zazdrościłam figurkom Matki Boskiej drewnianego Jezuska w ramionach w kościele.
        Nie wiem co można czuć po stracie dziecka, w którego wychowanie na dorosłego człowieka włożyło się tyle trudu i pracy, tyle miłości.
        Ściskam Cię serdecznie, współczuję, przytulam, sama czy w objęciach przyjaciół płacz lub nie płacz, pozwól sobie na wszystko co Ci serce dyktuje, zorganizuj sobie pomoc rodziny, znajomych, wsparcie bo Ty sama najbardziej go potrzebujesz tak samo jak mąż i drugie Twoje dziecko. Pozdr
        • igge Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 11:16
          PS.
          Twojemu mężowi wybaczyłabym, że oskarża Ciebie o śmierć syna, w rozpaczy, w bólu i w żałobie i w emocjach w obliczu tragedii ludzie robią i mówią dziwne i nienajfajniejsze rzeczy.
          Ignoruj, nie przejmuj się jego słowami, on cierpi i tak to wygląda. Równie dobrze Syn Wasz mógł zginąć w wypadku spowodowanym przez innego kierowcę. I ból i strata nie byłaby mniejsza wcale. Był dorosły, sam decydował co robił. Nawet sensownym ludziom i dobrze wychowanym zdarza się popełnić brzemienne w skutki jedno głupstwo w życiu. Nie oskarżaj się sama. Mąż źle robi, że Ciebie oskarża ale robi to jakby w amoku, szaleństwie spowodowanym bólem i cierpieniem. To straszne co powiem ale tutaj nie ma winnego, a jeżeli jest to niestety jest nim, z całym szacunkiem i wyrazami współczucia WASz zmarły Syn.
          Zapłacił najwyższą cenę za jedną głupią i nieodpowiedzialną decyzję w zyciu.
          Ja zrobiłam głupią rzecz w ciąży i przez to urodziłam wcześniaka w 6 miesiącu, który na szczęście przeżył ale ma porażenie mózgowe przez swoje wcześniacze niedotlenienie przy porodzie. Mąż nigdy mnie nie oskarżał ale wiem/y, że to moja wina. Nie myślę o tym. Staram się. Twojej winy nie było żadnej. Zdarzyło Ci się losowe nieszczęście, tragedia. Uściski.
          • alinawk Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 09:39
            > Był dorosły, sam decydował co robił.

            Pytanie, czyje było auto. Nie podejrzewałabym, żeby dwudziestolatek miał własne auto, no ale załóżmy że miał i wsiadł po pijanemu. Jego auto, jego decyzja.
            Ja mam w domu dziewiętnastolatka, rok temu zrobił prawo jazdy, czasami daję mu kluczyki od mojego auta żeby gdzieś podjechał, albo po zakupy, albo z kolegami. Niby jeżdzi dobrze ale i tak się boję, no ale z drugiej strony jak nie będzie jeździł to zapomni.
            Natomiast jeśli mój mąż dałby mu kluczyki i pozwolił pojechać wiedząc że syn jest po alkoholu i nie daj Boże by się coś stało to nie nie wiem co bym mu zrobiła. Chyba zabiła na miejscu.
            • justyna_551 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 10:04
              To było auto syna. Dostał je od nas w prezencie na osiemnastkę.
              Ja w życiu sama nie wcisnęłabym do ręki kluczyków osobie, która jest pijana. W życiu.
            • princy-mincy Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 13:13
              A co za różnica czyje auto?
              Matka nie zrobiła nic, by chociaż zatrzymać syna, choc wiedziała, ze jest pod wpływem alkoholu.
              • alinawk Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 13:50
                > A co za różnica czyje auto?

                Różnica jest zasadnicza. Moje auto - moje dokumenty i kluczyki, ja decyduję czy dam synowi i kiedy. Jego auto - on decyduje, ja nawet mogę nie wiedzieć że z podejrzanym towarzystwem gdzieś się wybiera np . w nocy na imprezę. W tym momencie kontroli nie mam żadnej.
                • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 14:14
                  Nie drąż tego! Zaraz pytanie - kto wymyślił, kto kupił, za czyje pieniądze i w jakim stosunku się zrzucili? Jakim prawem?! Dostał je od rodziców. Był to dowód ich zaufania do niego. Jesteś dorosły i ODPOWIEDZIALNY ZA SIEBIE.
                  I tyle.
                  To jak w filmie "W kręgu miłości" Dziecko umiera na raka i zaraz dyskusja: a w Twojej rodzinie ten i ten miał raka. A jedzenie bio czy nie bio.
                  To jest BŁĘDNE KOŁO.
                  • sebalda Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 15:13
                    Danaide, w jakiej gazecie jest ten film? To w miarę nowy film, czytałam o nim i bardzo mnie zainteresował, chętnie sobie kupię.
                    • sebalda Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 15:16
                      Już znalazłam - to dodatek do Gali.
                      • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 11.12.13, 00:26
                        To dobrze. Bo 24h/dobę to ja forumować nie mogę. A film - jeden z dwóch które mnie powaliły w ostatnim dajmy na to roku.
                        • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 11.12.13, 00:26
                          =)
                  • alinawk Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 15:15
                    > Nie drąż tego! Zaraz pytanie - kto wymyślił, kto kupił, za czyje pieniądze i w
                    > jakim stosunku się zrzucili? Jakim prawem?! Dostał je od rodziców. Był to dowód
                    > ich zaufania do niego. Jesteś dorosły i ODPOWIEDZIALNY ZA SIEBIE.
                    > I tyle.

                    Nie mam zamiaru drążyć i nie obchodzi mnie za ile kupili. To ich sprawa i ich decyzja co dać synowi w prezencie.
                    Ja bym nie dała bo uważam że osiemnastolatek jest za głupi na swoje auto i to jest kuszenie losu. Wyrazam tylko moje zdanie i ktos się może z nim nie zgadzać.
                    Co nie znaczy że moje kontrolowanie ma stuprocentowa skuteczność, bo zdaję sobie sprawę że syn może mnie okłamać czy po prostu wpaść w poślizg i mieć wypadek.
                    • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 11.12.13, 00:29
                      Tudzież dlatego, że niekupowanie dzieciom samochodów nie czyni je, niestety, nieśmiertelnymi.
                      Myślenie o tym co by było gdyby może prowadzić do jak najbardziej absurdalnych wniosków. Samo rodzenie dzieci bywa przecież skrajną nieodpowiedzialnością, czyż nie?
    • ruda110 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 14:40
      Rozumiem Twojego męża w kwestii świąt. Byłam w podobnej sytuacji i również nie miałam ochoty na spotkania nawet z najbliższymi. W zeszłym roku czekałam natomiast na wyniki mojego syna, które miały decydować o jego życiu. Nie potrafiłam spotkać się w gronie rodzinnym i myśleć o czymś innym. Mam nadzieję, że TM wraz z upływem czasu lepiej będzie sobie radził z tak ogromną stratą i przestaniesz być "obiektem", w kierunku którego kieruje swój żal i gniew. To jeden ze sposobów przeżywania silnych emocji - skierowanie ich na jakiś realny podmiot. Niestety racjonalne myślenie tutaj zazwyczaj nie działa. Bardzo współczuję całej sytuacji.
      • justyna_551 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 14:51
        Zaczynam w to wątpić. Mąż ma coraz większy żal do mnie, i coraz intensywniej to okazuje. Także przy drugim synu.
        Tak, jestem winna, tak, w zasadzie mogłam zadzwonić na policję, i poinformować, że syn pod wpływem alkoholu prowadzi samochód, ale nie zrobiłam tego. Czasu nie dam rady cofnąć, co z chęcią zrobiłabym, jakby była taka możliwość.
        Słowa męża ranią dodatkowo. On wie o tym, rozmawiałam z nim na ten temat. Zreszta już chyba nawet nie ma o czym rozmawiać.
        • sebalda Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 15:42
          Kiedy moja mama umarła (w wigilię), córka miała półtora roku. Rozumiem, co znaczy konieczność mobilizacji w ciężkiej chwili, gdy trzeba zająć się dzieckiem. To Cię ratuje, to pozwala Ci wstać z łóżka, żyć. Ale Twój mąż ma niestety prawo inaczej to wszystko odbierać. Nie ma prawa Cię obwiniać, ale już ktoś pisał, że taka potrzeba odreagowania w takich sytuacjach się zdarza i trudno coś na to poradzić. Na pewno z czasem to minie.
          Szkoda, że nie możecie się teraz wspierać, ale z drugiej strony nie hoduj w sercu żalu do męża, to się dzieje poza nim, inaczej nie potrafi.
          Ogromnie Wam współczuję, nie ma słów, jakim można pocieszyć, ale stary truizm, że czas leczy rany, ma rację bytu. Oby.
        • akniwlam Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 09.12.13, 17:44
          Justyno, współczuję Ci z całego serca. Mogę Ci tylko doradzić cierpliwość dla Twojego męża, który tak właśnie przeżywa żałobę. Nie chce źle myśleć o zmarłym synu, więc źle myśli o Tobie. To jest tylko etap żałoby, potrwa i się skończy, potrzebuje jednak czasu. Może i on ma do siebie żal i poczucie winy, że nie wpoił synowi żelaznej zasady kierowania tylko na trzeźwo, że może dał kiedyś zły przykład. Tym bardziej może wtedy czuć wściekłość i kierować ją na Ciebie.
          Ale to nie znaczy, że Ty jesteś jedyną winną i że masz to wszystko pokornie przyjmować. Czy Twój mąż widział, jak płaczesz? Czy zdaje sobie sprawę, jak Ty cierpisz? Przed światem zakładasz, jak mi się wydaje, maskę pogodzonej z losem, może i on ją postrzega jako prawdziwą? Ty przejęłaś odpowiedzialność za zwykłe codzienne sprawy, za młodsze dziecko, postawiłaś się w roli opiekuna, skały - tak umożliwiasz mu wycofanie się w siebie. Być może to dobra decyzja i pozwoli mu na pogodzenie się ze stratą, ale Twój mąż musi sobie zdawać sprawę, że Ty też cierpisz, że Ty wcale nie jesteś silna, twarda i już pogodzona. Wtedy i on może zacznie przyjmować odpowiedzialność za codzienne sprawy na siebie.
          Chyba dobrym rozwiązaniem byłaby rozmowa o Swiętach i zapytanie męża, co proponuje. Czy chce wyjść z domu, czy pójdziecie na cmentarz razem, czy osobno, kiedy zaopiekuje się młodszym dzieckiem, kiedy masz z nim spędzić czas Ty, czy jeśli wyjdziesz z domu odwiedzić rodzinę, to będzie chciał Ci towarzyszyć, czy zostać sam. Dobrze by było, gdybyście chociaż krótki czas spędzili razem we troje, z młodszym dzieckiem i skupili na nim. Zeby wiedziało że wciąż je kochacie i że nie jest mniej ważne od zmarłego brata.
          Jeszcze raz - wyrazy współczucia.
    • fiamma75 dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 09.12.13, 17:06
      naglesami.org.pl/
      • korag1000 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 09.12.13, 23:13
        Nie wiem czy powinnam pisać bo ktoś kto tego nie przeżył nie wie do końca jak to jest. Padły tu wypowiedzi, że trzeba było dzwonić na policję itp. Tak teraz to i Ty to wiesz. Było by mniejsze zło. Ale wtedy? Chciałabym zobaczyć ile matek (tak w praktyce) dzwoni na policję donieść na własne dziecko. Mój syn ma 10 lat i nie mam teraz takich problemów. Ale mówię z całą odpowiedzialnością iż nie zadzwoniłabym na policję. Wydaje mi się ( ale tylko wydaje) , że siłą zabrałabym mu kluczyki choćby miał dostać po twarzy ( zakładam że by mi nie oddał ). Ale Ty nie możesz myśleć "moja wina, co by było gdybym, mogłam ale nie zrobiłam". Tak się niestety stało i mimo powiedzenia, że każdy uczy się na błędach Twój syn nie dostał takiej szansy.
        Z autopsji jednak wiem na pewno, dlatego, że Ty jesteś silna Twój mąż jest słaby. Może bo Ty ogarniasz całą resztę. Ja taka właśnie byłam. Zawsze ja silna, organizująca, tłamsząca własne uczucia bo inni są słabi. Przepłaciłam to depresją ale dopiero wtedy jak ja byłam słaba, płacząca i nie mająca siły na nic Ci inni wzięli się w garść. Ty możesz wcześniej przestać tak robić. Unikniesz depresji a zyskasz wsparcie.

        A tak na koniec. Jestem matką i wiem, że najgorsze dla rodzica to przeżyć własne dziecko.
        Jest teraz trudno ale wcale nie będziesz zła ani bez sumienia jeśli pójdziesz na wigilię czy święta do bliskich nawet jeśli Twój mąż odmówi. Każdemu pomaga co innego.
        Trzymaj się ciepło
        • differentview Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 07:47
          > Chciałabym zobaczyć ile matek (tak w praktyce) dzwoni na policję donieść na własne dziecko

          doniesc to pejoratywne okreslenie i sugeruje dzialanie wymierzone przeciwko komus; a w takim przypadku jest wrecz odwrotnie- to dzialanie nie przeciwko ale w trosce o osobe, ktora chwilowo nie ma 100% swiadomosci skutkow wlasnych dzialan; ale masz racje, ze malo osob by tak zrobilo choc wlasnie tak nalezaloby zrobic i moze ktos czytajac watek wbije sobie to do glowy i kiedy jemu sie przytrafi taka sytuacja- nie bedzie mial obiekcji i jednak zadzwoni na policje
          • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 08:54
            Nikt by nie zadzwonił. Nikt nie chce być ,,donosicielem''.
            • aga.doris Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:13
              Chryste, kobieto co ty wypisujesz?! Nikt nie chce być donosicielem? Mogliby mnie nazwać donosicielem, kurwą, złodziejem i co tylko chcesz gdybym tylko w ten sposób mogła ocalić swoje dziecko. Zastanów się nad sobą poważnie - bo masz jeszcze drugie dziecko:(
              • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:37
                Dlatego słowo ,,donosiciel'' napisałam w cudzysłowie. Nie bez powodu.
                Natomiast pierwsze napisane przeze mnie zdanie to nic innego, jak prawda. Nikt by nie zadzwonił, żeby poinformować policję o pijanym kierowcy, a już tym bardziej nie zadzwoniłby rodzic, aby ,,donieść'' na dziecko siadajace za kółko pod wpływem.
                Jakbym wiedziała, jaki finał będzie miało to wszystko, to też bym zadzwoniła. Nie zadzwoniłam.
                Teraz mam dziecko w grobie.
                Teraz też jest za późno na wypominanie mi tego.
        • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:00
          Korag, ktoś musi ogarniać całą resztę, skoro mój mąż tego nie potrafi. Bo jak byśmy żyli? Nie jedlibyśmy, bo nikomu nie chciałoby się iść na zakupy? Zgnilibyśmy w brudzie, bo nikomu nie chciałoby się sprzątać? Kłócilibyśmy się bez przerwy, bo już nie potrafimy normalnie rozmawiać? A młodsze dziecko? Jak ono by żyło, gdybym i ja pozwoliła sobie teraz na zupełne rozklejenie się i oderwanie od rzeczywistości? Dziecko i tak cierpi, widzi, że ojciec cierpi. To wszystko jest na tyle trudne, że chociaż mnie nie może widzieć cierpiącej. Co nie zmienia faktu, że rozwala mnie od środka. Jednak jakoś musze żyć dalej.
          • fiamma75 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:19
            mylisz się, dziecko powinno zobaczyć Cię cierpiącą.
            Ja nie ukrywam się przed moimi dziećmi a to maluchy jeszcze, dzięki temu i one nie boją się przeżywać swojej żałoby.
            Czy nie masz nikogo z rodziny np. siostry albo przyjaciółki, która pomogłaby ci ogarnąć dom, sprawy codzienne?
            Czasem warto popłakać, powyć z bólu niż mieć ogarnięty dom. To drugie wcale nie pomoże Ci w lepszym przeżywaniu żałoby.
            • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:26
              Pół nocy nie przesypiam, bo wyję. Nikt nie widzi, nikt nie słyszy.
              Co to da, że dziecko zobaczy, że ja cierpię? To pomoże temu dziecku?
              Młodszy syn płacze, nie wstydzi się płakać. Płakać nie zabraniam. Staram się go wtedy uspokajać i pocieszać, jak tylko mogę, chociaż właśnie w tych momentach najgorzej mi wytrzymać. Bo właśnie sama miałabym wtedy wielką ochotę zacząć ryczeć.
              Nie mam nikogo, kto pomógłby mi ogarnąć dom, zakupy i inne rzeczy. Sama to muszę robić.
              • fiamma75 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:30
                przytulcie się i popłaczcie razem - po prostu. Nie musisz być siłaczką.
                • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:38
                  Nie muszę, wiem. Jednak dla mnie dużym problemem jest takie otwarcie się. I przed meżem, i przed dzieckiem. Nie potrafię tego zrobić.
                  • fiamma75 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 09:52
                    TYlko, że im bardziej będziesz to w sobie trzymać, tym wybuch (który nasapi na peno) będzie gorszy.
                    • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 10:02
                      Może tak być, chociaż teraz to już mi wszystko jedno.
                      • akniwlam Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 11:30
                        Justyno, czy Ty masz kogoś, kto pozwala Ci się wypłakać, kto Cię wspiera, kto Cię przytula? Mamę, tatę, siostrę, brata, kuzynkę, przyjaciółkę, kogokolwiek? Czy tak się zamknęłaś w sobie, że nawet tych ludzi nie chcesz obciążać swoim bólem? Wiesz, że oni właśnie przez to może niepokoją się i cierpią jeszcze bardziej, bo boją się o Ciebie, że się załamiesz, wpadniesz w depresję, popełnisz samobójstwo? Mąż Cię nie wspiera, przy dziecku nie płaczesz, OK, dajesz im czas na poradzenie sobie z tragedią, ale kto da ten czas Tobie? Ty też go przecież potrzebujesz. Z tego co piszesz, ja wyczytuję, że jesteś straszliwie samotna. Mam nadzieję, że się mylę.
                        Dziecku daj popłakać. Jeśli sama przy nim płakać nie chcesz, to tylko przytul, nic nie mów, daj mu płakać. Być może Ty jesteś osobą, która wszystkie uczucia przeżywa głęboko w sobie i ich nie okazuje na zewnątrz, ale tego dziecko jeszcze nie zdążyło się nauczyć, musi uzewnętrznić swoją rozpacz, tak jak uzewnętrzniałoby radość że wygrało mecz (przepraszam za to trywialne porównanie).
                        • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 11.12.13, 09:25
                          Napisałam to już niżej: wszystko przeżywam sama. Nie potrafię się otworzyć ze swoimi uczuciami przed innymi ludźmi, nawet najbliższymi. Zawsze tak było, i jak widać, pozostało bez zmian.
                          Już taka jestem.
                          Nie, nikogo nie obciążam swoim bólem. Reszta cierpi dostatecznie, ja nie musze im jeszcze dokładać swojego cierpienia.
                  • verdana Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 10.12.13, 12:52
                    A nie zastanawiałaś się, co czuje Twoje dziecko, jeśli sadzi, ze Ty nie cierpisz po stracie starszego syna? Może sądzić, ze to cię niewiele obeszło, innymi słowy - dzieci nie są dla Ciebie szczególnie ważne. W tej chwili "trzymanie się" i pokazywanie dziecko, ze spokojnie możesz zyć dalej znacznie bardziej zaburzy jego poczucie bezpieczeństwa niż widok załamanej matki. Bo przecież on sadzi, ze i po jego śmierci nieszczególnie być rozpaczała...
                    • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 11.12.13, 09:18
                      Tak już mam, że nie potrafię się otworzyć ze swoimi uczuciami. Wolę je zachować dla siebie, i wolę je przeżywać w samotności.
                      Podobnie teraz, po śmierci syna.
                      Wolę płakać sama, niż z mężem czy młodszym synem.
                      Taka jestem, i nie potrafię tego zmienić. I nie widzę nic złego w tym, że wolę przeżywać sama, a nie z innymi.
          • morekac Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 11.12.13, 09:12
            Nie jedlibyśmy, bo nikomu nie chciałoby się iść na zakupy? Zgnilibyśmy w brudzie, bo nikomu nie chciałoby się sprzątać?
            A dlaczego musi się komuś chcieć? Człowiekowi w żałobie może się nie chcieć.
            • justyna_551 Re: dobra strona o żałobie, może Ci pomoże 11.12.13, 09:16
              Może się nie chcieć. Jednak ja się staram na tyle, na ile mogę, normalnie funkcjonować/
              Może to banalne, ale takie pierdoły w stylu posprzątany dom, zrobione zakupy pozwalają mi nie zwariować. Wtedy tak nie myślę o tym wszystkim
              Czy to coś złego? Źle robię, że chce dbac o to, co mam?
    • danaide Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 10.12.13, 11:34
      Jest taki genialny film "W kręgu miłości", w sobotę widziałam go jako dodatek do jakiejś gazety, o tym co dzieje się z kochającą się parą po śmierci ich dziecka. O tym też jak różnie przeżywa się żałobę.

      Cały czas myślę o tym, że jest Wam potrzebna jednak pomoc psychologów zajmujących się ludźmi po stracie, tak abyście się nie pogubili - bo kiedy po śmierci bliskiego jest się razem i się wspiera to jedno, ale gdy zaczynają się obwiniania o śmierć - to już dużo gorzej. Ty możesz być na pewnym etapie wypierania tej śmierci - nie chcesz płakać przy bliskich, oszukujesz ich co do własnych uczuć, bo możesz bać się, że będzie to jednoznaczne z przyjęciem na siebie winy, a chodzi o to, by NIE BAĆ się okazywać uczuć jakie się w Tobie gromadzą i NIE WINIĆ. I nie daj się zapędzić w tę logikę - nie płaczę = niewinna, płaczę = winna. Myślę też o Twoim synu, on widzi dwa różne sposoby przeżywania żałoby i nie wiem, czy nie próbujesz sprzedać mu własnego jako lepszego - uspakajać go słowami typu "nie płacz" czy "mężczyźni nie płaczą" (a Twój mąż płacze...). Dla dziecka duże znaczenie mają autentyczne uczucia rodziców i zgodność między tym co czują, co myślą i co robią - bo wszelkie fałsze jakoś wychodzą i rodzą dysonans poznawczy czy jakoś tak, rodzą na pewno niepokój.
    • zzoee Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 11.12.13, 09:50
      Nie wiem, czy mąż przestanie Cię kiedykolwiek obwiniać. Ja kilka lat temu byłam świadkiem, jak podpity facet wsiadał do auta. Nic wtedy nie zrobiłam i mam wyrzuty sumienia do dzisiaj. Oczywiście racjonalizowałam to sobie, że nie miałam przy sobie telefonu, więc nie mogłam zadzwonić na policję, że byłam z malutkim dzieckiem, więc nie mogłam się szarpać z wielkim mężczyzną. To oczywiście prawda, ale nie zmienia to faktu, ze nic nie zrobiłam, a ten człowiek mógł przecież spowodowć śmiertelny wypadek. I to brutalne co napiszę, ale mniej mnie obchodzi czy w tej sytuacji ów pijany sam sobie coś zrobi, a bardziej, czy nie zrobi krzywdy innym. Ktoś, kto po alkoholu siada za kierownicą i ginie w spowodowanym przez siebie wypadku jest sam sobie winien. Ale jeśli zabija grupkę dzieci wracających ze szkoły albo ludzi czekających na przystanku, to jest to niewyobrażalne okrucieństwo. I wszyscy, którzy mogli temu zapobiec a tego nie zrobili, są po prostu bezmyślnymi egoistycznymi okrutnikami. Minęły już lata od czasu, kiedy to ja nie zareagowałam. Mogę oczywiście mieć nadzieję, że ten facet spokojnie dojechał do domu i nic nikomu nie zrobił, ale pewności nie mam. I dręczy mnie to do dzisiaj.
    • vilez Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 18.12.13, 10:32
      Przyjaciela poznaje się w biedzie. Także takiej, która jest wynikiem czyjegoś błędu. Kiedy mamy do czynienia z sytuacją nieodwracalną, ważne jest wsparcie także winnego (nie przesądzam tu o winie autorki wątku, żeby było jasne).
      Mąż nie jest przyjacielem. Nie potrafi wesprzeć autorki, która tkwi nie tylko w sytuacji śmierci syna, ale także swojej ewentualnej winy. I to jest niewybaczalne- takie zachowanie męża- okrucieństwo bez miary.
      • fiamma75 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 18.12.13, 12:47
        Mąż jest w żałobie i zachowuje się normalnie. Jednym z etapów żałoby jest szukanie winnych (nawet gdyby nikt nie miałby cienia winy). Warto coś wiedzieć o żałobie nim się zarzuci komuś okrucieństwo.
        • kim5 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 18.12.13, 17:14
          A jak było między Wami wcześniej? Jaki był Wasz związek?
        • vilez Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 19.12.13, 17:07
          Nie, szukanie winnych to nie jest naturalny etap żałoby.
          • fiamma75 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 19.12.13, 21:37
            to sobie poczytaj o żałobie, albo sama przeżyj
            • vilez Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 19.12.13, 21:47
              Przeżyłam.
              • verdana Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 19.12.13, 21:55
                Ale nie każdy przeżywa tak samo...
                • vilez Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 21.12.13, 13:33
                  No owszem. Pytanie, czy ktoś, kto to do mnie pisał, o tym wie.
                  • kocio_007 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 05.02.14, 11:50
                    Serdecznie współczuje, mam syna w podobnym wieku.... Jednak nie dziwe sie, ze mąż cię obwinia. Gdybym znalazła sie w takiej sytuacji, tez obwinialabym druga stronę, ze nie zrobiła WSZYSTKIEGO, aby dziecko pod wpływem alkoholu nie usiadła za kółkiem. Nie wiem, czy bym kiedykolwiek wybaczyla. Duzy wplyw mialoby na to zachowanie tej drugiej strony - czy ona sama czuje sie winna, czy zaluje i czy to zwyczajnie widac. po tobie, jak sama przyznajsze, za bardzo nie widac. i w efekcie twoj mąż ma przed oczami osobe, ktora Obarcza wina za smierc syna i ktora nie przezywa tej smierci jego zdaniem tak bardzo, Jak powinna ( i jako matka, i jako osoba, która do tej śmierci sie jego zdaniem przyczyniła). Zastanów sie nad tym. Sama piszesz, ze obce osoby zwracają ci uwagę, ze nie widać po tobie żalu. Może jednak wspólne wypłakanie sie z mężem i wyrażenie żalu - tak, żałuje, ze nie powstrzymalam, nie zadzwoniłam, zrobilabym wszystko, żeby to odwrócić - czy to nie pomogloby w uzdrowieniu emocji miedzy wami.
    • tmk123 Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 05.02.14, 21:55
      Tak samo mozna obwiniać męza, ze nie wychował syna tak, żeby nigdy nie wsiadał za kółko po alkoholu. W końcu to męska sprawa...
    • sonia_siemionowna Re: Mąż obwinia mnie o śmierć syna 21.03.14, 20:31
      Kiedy umarła moja Mama miałam 25 lat. Nie była to śmierć nagła, miałam czas się przygotować. Mimo to, kiedy po pogrzebie zwalili się do nas do domu obcy dla mnie ludzie, a mój ojczym oczekiwał, że będę ich (i jego) obsługiwać, miałam ochotę wyć.

      Mąż ma prawo do żałoby, jaka by ona nie była i jak dziwna by się Tobie nie wydawała.
    • molly_wither pytanie do Justyny 22.03.14, 13:33
      czy zmienilo sie zachowanie meza? napisz.
      • xsqr Re: pytanie do Justyny 24.03.14, 09:34
        Chyba wiem, dlaczego mąż cię obwinia i oddala się od ciebie. Na pewno najpierw była niechęć spowodowana jego "mylnym pojęciem" o tym, że mogłaś powstrzymać syna. Niech mnie tu zlinczują, że jestem głupi, ale - pomimo, że miejscami w twoich wypowiedziach tracę do ciebie "sympatię" to tylko ty możesz ocenić czy mogłaś go zatrzymać czy nie.
        Mąż przeżywa żałobę i ból na swój własny sposób, ale największą twoją winą jest to, że nie oddajesz mu swoich uczuć. Może on nie widzi, że ty też cierpisz, jest ci ciężko. Robisz z siebie "cierpiętnicę" która nie skruszy się, nie zapłacze i nie okaże uczuć. Jesteś przesadnie "dumna" i "silna", a powinnaś być z nim teraz jak najbliżej i przede wszystkim żadnych uczuć przed nim nie ukrywać.
        Jestem prawie pewien co on czuje - zbudował sobie "mur" w postaci pogardy do ciebie. Widzi, że nie okazujesz uczuć, nie rozmawiasz z nim o tym. W jego mniemaniu nic nie czujesz po stracie syna, jesteś temu obojętna i nie poczuwasz się do winy (to akurat jest bardzo dyskusyjne). Wiesz co zrobiłbym na twoim miejscu ? Robię to zawsze kiedy pokłócę się z żoną? Siadam obok niej i chwytam jej dłoń - tylko tyle, trzymam ją "opiekuńczo" za rękę, nie odzywamy się do siebie ani słowem.
        Z całego serca życzę wam żebyście odnaleźli spokój ducha i mogli żyć dalej.
        • paris-texas-warsaw Re: pytanie do Justyny 24.03.14, 09:49
          Siadam obok niej i chwytam jej dłoń - tylko tyle, trzymam ją "opiekuńczo" za rękę, nie odzywamy się do siebie ani słowem.

          Piękne, bardzo mi się podoba:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka