marsylvik
31.03.15, 07:57
Potrzebę poruszenia tematu poczułam w wątku Oli o irytacji, padło tam hasło, że jęczyduszom trzeba stawiać granice. Ale temat wydaje mi się zbyt obszerny i ważny, żeby tam go ciągnąć, wolałam założyć nowy wątek.
No właśnie, stawiać granice. Ja nie lubię tego określenia, wydaje mi się mylące.
Ja granice nie stawiam, tylko je mam, rozpoznaję, przesuwam, bronię ich.
No bo nie wiem, co to właściwie znaczy postawić granice, a zwłaszcza postawić komuś granice. Przecież w temacie granic w sensie psychologicznym chodzi o własne granice, a nie o ustawianie ich komuś, tego się nawet nie da zrobić. Próba ustawiania granic komuś jest według mnie właśnie przekroczeniem jego granic.
Damodia, do Ciebie mam pytanie.
A stawianie granic jęczyduszom, które szósty rok jęczą na ten sam temat a w realu palcem nie ruszą by coś zmienić, jest jak najbardziej wskazane.
Co rozumiesz przez poniższe zdanie? Czy Ty w ogóle mówiłaś o granicach psychologicznych (tak mi się wydaje), czy może w jakimś zupełnie innym sensie użyłaś tego słowa i dlatego mogłam Cię nie zroumieć?