co dalej...

30.09.15, 19:35
Mam chyba poważne problemy małżeńskie. Nie wiem już co mam robić, jest coraz bardziej nieszczęśliwa i choć w pracy powoli układa się dobrze to życie osobiste osiąga dno.
Mój M. nie odzywa się do mnie prawie wcale, nie rozmawia bo mówi nie ma takiej potrzeby. Np. dziś, odebrałam dziecko z przedszkola, poszliśmy na spacer. Wróciliśmy wszyscy razem do domu, ja do kuchni M. przed komputer. Po tym jak już ugotowałam obiad na jutro i mieliśmy choć chwilę na rozmowę, M. wstał od komputera i poszedł biegać. Wróci pewnie około 20.00, pójdzie pod prysznic, potem przed telewizor (ogląda zazwyczaj filmy sensacyjne albo historyczne) ja siedzę przed komputerem bo nie mam co robić (dziecko idzie spać około 21). To przykładowy dzień, praktycznie wszystkie wyglądają podobnie, no jeszcze bawi się z dzieckiem.
Problemem jest brak komunikacji, jak ogląda telewizję nie ma sensu się odzywać, prawie zawsze ucina rozmowę. Nawet jeśli nie jest zajęty sobą zazwyczaj rozmowy ucina.
Przez wiele lat znosiłam to wszystko różnie, starałam się zająć sobą, również nie odzywać (chyba nawet tego nie zauważył) złościć, od czasu do czasu wybucham, ale on nie widzi problemu.
W ostatnich latach uświadomiłam sobie jak jestem nieszczęśliwa. Zero zainteresowania czymkolwiek co robię, moim stanem zdrowia, zakupami, wyjazdami służbowymi (a trochę ich jest) itd. Zero rozmów o codzienności, czasami prowadzę jakiś monolog. Niezwykle rzadko zdarzają się normalne rozmowy.
Czy to jest normalne? A może to ze mną cos jest nie tak, wymagam zbyt dużo?
    • haneke_29 Re: co dalej... 30.09.15, 21:15
      Przykro mi to mówić,ale to co opisałaś to jakiś horror... Absolutnie nie wymagasz zbyt wiele. Tak było od zawsze? Jak wyglądał okres narzeczeństwa, jak okres tuż przed i po ślubie? Jeśli nastąpiła zmiana w zachowaniu męża to kiedy to się stało?
      • eriu Re: co dalej... 30.09.15, 21:24
        Uważam, że rozmowa jest podstawą w związku i nie umiałabym tkwić w relacji, gdzie takiej komunikacji brakuje.

        Próbowałaś zasięgnąć rady terapeuty? Może on by Ci pomógł jak wyrazić to co czujesz i jak to przekazać T
        Twojemu mężowi.
    • nena20 Re: co dalej... 30.09.15, 21:44
      dobrze, że tak piszecie bo czasami sama nie wiem, zastanawiam się....może to ja zwariowałam.
      Chyba nasze relacje ochłodziły się po urodzeniu dziecka. Być może był to trudny okres, wiadomo, małe dziecko więcej nerwowych sytuacji. Jesteśmy ze sobą kilkanaście lat, początki to chyba u każdego są fajne.
      W tym roku byliśmy sami na urlopie, było nawet ok. Niestety po powrocie wszytko szybko wróciło do normy
      Ogólnie innych problemów brak, dziecko rośne, mamy pracę, wykształcenie... Jak już pisałam próbowałam różnych rzeczy, łącznie z zajmowaniem się tylko swoimi sprawami. Czasem coś w złości wykrzyczę ale to nic nie daje.
      Był juz moment, że właściwie nie rozmawialiśmy ze sobą o niczym, ewentualnie czy kupić chleb a może bułki w formie komunikatów.
      Szkoda mi tego wszystkiego, jest dobrym ojcem, bawi sie z dzieckiem, wychodzi na plac zabaw tylko ja chyba już nie należę do jego świata. Jeszcze jedno, on nie potrafi się kłócić, przy konfrontacji rezygnuje ze swojego zdania i milczy.
      • szpaczek2702 Re: co dalej... 30.09.15, 22:46
        Nena mam męża który mało mówi, jak już coś robi to koncentruje się na tym w 100%, rozmowa z nim po całym dniu polega na tym że ja dokładnie przepytuje (nie nachalnie ale tak inteligetnie ;P). Nawet przypomniałam sobie, że był taki etap w naszym zwiazku że przeglądają c internet w czasie pracy musiał mąż robić notatki do domu żeby miał o czym że mną rozmawiać... A mój jak jest przyparty do muru i już brak argumentów (bardzo szybko) to wymyśla i tworzy...

        Nie neguję, że może macie problemy które trzeba rozwiązać i że mój mąż się na pewno stara i jako tako nie wyłącza się na mnie (robi to tylko wtedy kiedy ma dosyć mojego brzęczenia)... Ale nie wszyscy ludzie - faceci mają łatwość komunikacji.

        A jak wygląda komunikacja w rodzinnym domu męża? Może też nikt z nikim nie rozmawia? Ja np odkryłam że u mojego męża w domu rodzinnym nie rozmawia się przy jedzeniu. Tam nawet przy wspólnym niedzielnym posiłku nikt nic nie mówił (oprócz poproszę kartofle lub poproszę jeszcze to mieso) i cała sztuka polegała na szybkim zjedzeniu obiadu i powrotu do swojego pokoju.
      • zuzi.1 Re: co dalej... 01.10.15, 09:03
        Twoj maz ma najwyrazniej taki charakter. Rozumiem, ze po tylu latach Cie to zmeczylo. Ale prawde powiedziawszy, ciezko bedzie cokolwiek w takiej sytuacji zmienic. Wlasciwie sama musialabys byc w stosunku do niego strona aktywna i proponowac mu ciagle rozne wspolne aktywnosci, w tym z dzieckiem w ciagu dnia.Np. wspolny spacer, bieganie, jazda na rowerze, wypad do lasu, parku, wspolny wyjazd na weekend etc., wspolne ogladanie filmow, rozpoczynanie konwersacji na rozne tematy i ciagniecie go za jezyk. Raczej nie masz co oczekiwac, ze doczekasz sie od niego jakichs propozycji, moze dopiero wowczas gdy uda Wam sie jakos ta wiez wspolna zaciesnic. Wyobraz sobie jak chcialabys, zeby ta Wasza relacja wygladala i zacznij realizowac to.Wez jednak pod uwage, ze maz jako introwertyk potrzebuje zapewne wiecej ciszy i spokoju w tym samotnych aktywnosci od Ciebie i taki czas dla siebie kazde z Was tez powinno miec. i Ty i on. Mysle, ze to nie jest kryzys malzenski. Zmien swoje nastawienie do tej sytuacji, maz jest jaki jest, i powinnas jakos sie w tej sytuacji odnalezc i dopasowac ja troche do swoich potrzeb, moze jemu te Twoje propozycje tez sie spodobaja i za jakis czas bardziej sie otworzy i moze z czasem sam stanie sie b. dbajacy o Wasze wspolne aktywnosci. Musisz mu po prostu pokazac, ze mozna inaczej zyc, na razie facet skupia sie na swoich sprawach glownie.
        • zuzi.1 Re: co dalej... 01.10.15, 12:07
          I angazuj go bardziej we wspolne domowe czynnosci, popros chodz pokroj to, obierz tamto, ja zrobie to, bedzie szybciej a potem wspolnie napijemy sie kaqy czy obejrzymy film. Zanim odpuscisz sobie ten zwiazek sprobuj najpierw sama zmuenic swoje zachowania na takie, ktore bardziej sprzyjaja budowaniu bliskosci i wiezi, np. podejdz na spacerze do niego, wez go pod ramie i idzvie razem. Moze on pochodzi z takiej oschlej rodziny i nie nauczyl sie nigdy tworzenia bliskosci i bliskich relacji, stad zachowuje sie jak sobek. Sprobuj przez pol roku budowac bliskosc w zwiazku i aktywowac jego zaangazowanie, przypomnij sobie co lubi, przy czym mu sie swieca oczy z radosci, kiedy dalas mu jakis prezent, jesli dawno to daj mu cos z czego sie ucieszy itd. Jesli wszystkie Twoje starania oleje, sam z siebie nic nie zmieni, to wtedy bedziesz miala jasnosc sytuacji, ze byc moze Cie nie kocha juz i kontynuacja tego malz. nie ma sensu.
          • vilez Re: co dalej... 01.10.15, 15:32
            A żyć też ma za niego, czy tylko oddychać?
          • jehanette Re: co dalej... 01.10.15, 15:45
            Nie da się budować bliskości z jednej strony. Praca nad związkiem, intymnością, bliskością to praca dla pary. Jeśli autorka z mężem oddalili się od siebie z jakiegokolwiek powodu, to takie "sposobiki" nic tu nie pomogą. Potrzebna jest rozmowa i wspólna praca.
    • 71tosia Re: co dalej... 30.09.15, 23:02
      troche dziwne ale czy az tak bardzo? Wiekszosc znanych mi par nawet tych, ktorych zwiazki sa dosc udane, po 10- 20 latach bycia razem malo 'dyskutuje', glowny temat rozmow to problemy z dziecmi, dlaczego znowu tak duzo zeszlo pieniedzy z konta i gdzie pojedziemy na wakacje ;-) a i to zwykle w weekend. I chyba wiekszosci nawet to nie bardzo przeszkadza, bo pracuja duzo bo sa strasznie zmeczeni i w domu wcale nie maja ochoty na rozwiazywanie problemow ludzkosci. Ale tobie to przeszkadza wiec cos powinnas zrobic.
      Moze najpierw zastanow sie o czym chcialabys rozmawiac z mezem? O czym chetnie rozmawialiscie wczesniej? Zwykle wiecej sie rozmawia jak sie cos razem robi, moze przynajmniej te filmy historyczne moglyby by byc jakims poczatkiem rozmow?
    • anaiss Re: co dalej... 01.10.15, 09:31
      Co mnie zdumiewa, ale to - jak czytam - nie dotyczy tylko Twojego związku, tylko większości długotrwałych - że zanika jakaś uważność na tego drugiego człowieka, jakaś jego ciekawość. Co tam się u niego dzieje, co mu w duszy graje.
    • asia_i_p Re: co dalej... 01.10.15, 09:48
      Czyli kiedyś, przed urodzeniem dziecka, rozmawialiście normalnie, potem było "nerwowo", a teraz nie rozmawiacie?

      Cofnij się pamięcią do czasu, kiedy jeszcze rozmawialiście i wytrop, czy wtedy przypadkiem każda rozmowa nie kończyła się wzajemnymi pretensjami albo kłótnią albo twoim płaczem. Może być tak, że facet ucieka od rozmów, bo prowadziły do sytuacji, w których sobie nie radził. Ja moją depresją poporodową tak przetresowałam męża, że teraz na pewien określony ton w moim głosie sztywnieje i jest niezdolny do jakiejkolwiek rozmowy. Innym tonem da się wszystko, nawet najbardziej drażliwe tematy, tylko ten jeden sposób mówienia go paraliżuje, bo go kojarzy (obgadaliśmy to kiedyś) z sytuacją, kiedy było mi bardzo źle, żądałam od niego pomocy a on nie wiedział, co robić, i był kompletnie bezradny.

      Zanim to obgadaliśmy, to to sztywnienie odbierałam jako odwracanie się ode mnie w momencie, kiedy go najbardziej potrzebuję i kończyło się kłótnią. Teraz wiem, że starczy, że uprzedzę, iż nic nie chcę, tylko upuścić pary, i wtedy mogę marudzić do woli i liczyć na uważne wysłuchanie.

      Może też trochę tak być, że mąż wyczuwa nacisk, kiedy zaczynasz rozmawiać i nie do końca go rozumie - że czuje, że kiedy zaczynasz gadać o, dajmy na to, kłótni z koleżanką, to nie chodzi o koleżankę i nie chodzi o kłótnię (bo nie masz tak - że w gruncie rzeczy wcale już nie interesuje cię temat rozmowy, tylko żeby wreszcie coś, do diabła, powiedział?) i ma wrażenie, że za moment czegoś zażądasz i blokuje się, bo nie wie, czego zażądasz i czy będzie umiał to spełnić.

      Spróbuj trochę wycofać nacisk. Jeżeli gdzieś w tobie tkwi założenie, że albo się chce z kimś rozmawiać albo nie, że to powinno być spontaniczne, że nie będziesz się prosiła o podstawowe rzeczy - to na razie, na chwilę, z tego zrezygnuj. Znajdź dobry moment i powiedz, że teraz chcesz pogadać dłużej. O tym, że brakuje ci rozmów. Cofnijcie się do czasu, kiedy jeszcze rozmawialiście i zastanówcie się, czemu przestaliście. Delikatnie nalegaj, żeby ci powiedział, dlaczego milczy, czego potrzebuje.

      Nie próbuj - nie chcę, żeby to zabrzmiało oceniająco, może tego wcale nie robisz, ja robiłam ;) - nie próbuj go manipulować w kierunku modelu związku, który uważasz za pożądany, tylko obydwoje powiedzcie sobie szczerze, czego potrzebujecie i czego chcecie. Myśl i mów o tym, czego chcesz, a nie jak powinno być, na chęci ukochanej osoby odpowiada się chętniej i bardziej spontanicznie niż na powinności.
    • alpepe Re: co dalej... 01.10.15, 09:53
      A na spacerze nie rozmawialiście ze sobą? A jak ty byś mu zaczęła nawijać, nie wiem, o głosowanie w sprawie Lasów Państwowych lub o imigrantach ekonomicznych udających syryjskich uchodźców, to co by zrobił?
      • nena20 Re: co dalej... 01.10.15, 10:44
        bardzo wam dziękuję:)
        tematy uchodźców pewnie byłyby w jego kręgu zainteresowań. Ogólnie musiałabym się poduczyć historii, o tym może gadać i gadać.

        Ogólnie byliśmy uważani za zgodną parę. Nie ma krzyków, awantur, raczej jest szacunek. Tylko kompletny brak zainteresowania. Nie jestem modliszką, mam swoją pracę, jest wymagająca, tam mogę się wygadać, ale ja chcę mieć przyjaciela nie tylko współlokatora. Być może byłam jędzowata, ale to chyba też normalne. Dziecko wiele zmienia, to my matki stajemy się zakładnikami w pierwszych latach życia dziecka. Mój M. nigdy nie wstawał w nocy do dziecka, karmiłam piersią do 2,5 r.ż. byłam zwyczajnie przemęczona i niewyspana. Po powrocie z pracy M. wychodził na spacer a ja szłam spać. Nie mam jakiegoś żalu, że nie wstawał w nocy do dziecka, bo i po co? Nie mieliśmy wielkiej pomocy przy dziecku (ewentualnie mojej mamy, mieszka dość daleko, bywała okazjonalnie). Aktualnie podział obowiązków działa, czytanie wieczorne mamy na zmianę, on kąpiele ja ogarniam ubrania dziecka. Wszystko niby ok., ale jednak uważam, że nie jesteśmy normalną rodziną. Nie ma u nas luzu, uśmiechu, zadowolenia.

        Na pewno po części taki jest i zawsze był, w jego rodzinie też nie ma wylewności (widać to w podejściu do wnucząt, raczej nie ma wielkich emocji, ani chęci głębszych relacji). Wyraźnie widać, że przejmuje rytuały z życia swojej rodziny. W sumie do teściów nic nie mam, mieszkamy oddzielnie, widujemy się 4 ? 5 razy w roku. Mąż raczej do nich nie dzwoni, częściej do swojego brata. Ja nie wnikam, to jego sprawa.

        Postaram się spędzać więcej czasu razem na spacerach z dzieckiem itp. Chcemy wybudować dom, może to zbliży nas do siebie.
        • zuzi.1 Re: co dalej... 01.10.15, 11:50
          Czy on chce tej budowy domu, czyje to marzenie jest? Imo zanim nie dojdziecie ze soba do jako tako bliskiej relacji, nie powinniscie zaczynac budowy, bo ta budowa i mnostwo obowiazkow z nia zwiazanych, przy takich ukladach jakie macie, moze Was w przyspieszonym tempie doprowadzic do rozwodu.
        • martishia7 Re: co dalej... 01.10.15, 11:52

          > bardzo wam dziękuję:)
          > tematy uchodźców pewnie byłyby w jego kręgu zainteresowań. Ogólnie musiałabym s
          > ię poduczyć historii, o tym może gadać i gadać.

          Że tak zapytam, bo nie do końca jest to dla mnie jasne - to o czym chciałabyś z mężem rozmawiać? Pomijając praktyczne kwestie organizacyjne życia codziennego.
        • froshka66 Re: co dalej... 01.10.15, 14:57
          Być może byłam jędzowata, ale to chyba też normalne. Dziecko wiele zmienia, to my matki stajemy się zakładnikami w pierwszych latach życia dziecka. Mój M. nigdy nie wstawał w nocy do dziecka, karmiłam piersią do 2,5 r.ż. byłam zwyczajnie przemęczona i niewyspana. Po powrocie z pracy M. wychodził na spacer a ja szłam spać

          Być może twój mąż, tez uważa za normalne , że nic nie mówi, tym bardziej, ze o uchodźcach nie masz ochoty.

          Każdy ma inne swoje "normalne"
      • jatojagodnik Re: co dalej... 01.10.15, 10:59
        Mój były mąż na wspólne spacery zakładał słuchawki :-( Nie rozumiał o co miałam do niego pretensje, dla niego było normalne, że on idzie przodem w słuchawkach, a 10 metrów za nim ja z dziećmi... Minęło juz kilka lat od rozwodu, a ja wciąż pamiętam co czułam na tych 'spacerach rodzinnych"
        • nena20 Re: co dalej... 01.10.15, 11:09
          niestety też często idzie przodem, nie słucha muzyki ale mu przypominam aby na nas zaczekał.

          romanse i jakieś takie odpadają. Wraca po pracy do domu. W pracy sami koledzy, kobiet brak.
          Podczas rozmów ze znajomymi a ma ich bardzo mało rozmawia normalnie. Podczas wizyt u swoich rodziców buzia mu się nie zamyka. Jeśli jesteśmy u moich rodziców miewa chwile zawieszenia ale rozmawia.

          Wszystkie decyzję podejmuję głównie ja. Wiele razy zwracałam uwagę, że nie chcę tego robić sama. Np. to ja organizuję wyjazdy, zamawiam noclegi albo decyduję gdzie pojedziemy. Np. w tym roku oprócz wyjazdu we dwoje byliśmy również na urlopie z dzieckiem, prosiłam aby czegoś poszukał, niestety zero zainteresowania.
          Na pewno jest człowiekiem zadaniowym, czyli jeśli już jedziemy na wakacje to docieramy do celu (zwiedzanie czegoś niespodziewanie po drodze nie wchodzi w grę). Lubi uporządkowane życie, ja czasami wręcz odwrotnie.

          Któraś tu pisała o czułości, w takim związku raczej trudno oczekiwać wylewności. W sumie nigdy nie oczekiwałam od swojego M. kwitów bez okazji ani innych tego typu atrakcji. Wystarczyłoby mi pytanie jak po wizycie u lekarza, co tam w pracy, zaplanowanie jakiegoś urlopu i inne drobne luźne rozmowy. Nie oszukujmy się jesteśmy kilkanaście lat po ślubie, więc nie oczekuję jakiś fajerwerków. Mam znajomych, rodzeństwo, rodziców i przyznam, że u nikogo nie obserwowałam takiego zobojętnienia jak u nas.

          Chyba podeślę mu to wszystko do przeczytania. Być może wszystko juz się wypaliło i lepiej będzie nam oddzielnie.
          • default Re: co dalej... 01.10.15, 12:42
            nena20 napisała:

            >Nie oszukujmy się
            > jesteśmy kilkanaście lat po ślubie, więc nie oczekuję jakiś fajerwerków

            Nena, my jestesmy razem już 27 lat :) To nie jest kwestia stażu, ale włożonej pracy nad związkiem. Jeśli jedna strona jakoś "oklapnie", zobojętnieje, a druga nic z tym nie robi poza martwieniem się, to taki układ się utrwala. Zakładam że Twój mąż Cię kocha i jest zainteresowany kontynuacją związku, chce być z Tobą - tak więc wydaje mi się, że gdy spróbujesz go jakoś "aktywować", to on się postara i dostosuje. Chodzi w sumie o zmianę nawyków, o wyrobienie nowych - takich jak np. zagajanie codziennej rozmowy. To oczywiście jest proces, a nie hop-siup i gotowe. Jak już napisałam - wciągaj go w rozmowę jak najczęściej, tylko żeby to nie wyglądało jak wezwanie na przesłuchanie :)
            • anaiss Re: co dalej... 01.10.15, 12:53
              "Wciągaj w rozmowę", "Angażuj w obowiązki", a jeszcze lepsze jest "naucz być ojcem" - jak tak czytam to krew się burzy. Facet to jest partner czy kolejne dziecko do wychowania i wdrożenia do życia rodzinnego? Dlaczego to ma być obowiązek kobiet? Albo chcesz być singlem i mieć na wszystko wylane albo żyjesz w rodzinie i zachowujesz się jak dorosły - partner i rodzic.
              • default Re: co dalej... 01.10.15, 14:57
                To wcale nie jest "obowiązek". Można przecież "mieć wylane" i nie robić nic w kierunku poprawy jakości związku, polepszenia wzajemnych relacji :)
                Niestety, raczej rzadko się tak w życiu zdarza, że trafiamy na kogoś, kto całkowicie, w 100 % odpowiada naszym oczekiwaniom - i vice versa, my też nie zawsze jesteśmy dla swojego wybranka idealne. Grunt żeby się porozumieć, wyartykułować wzajemne oczekiwania, osiągnąć kompromis. No ale to się nie uda bez włożenia odrobiny "wychowania" wzajemnego :)
                Faktem jest, że faceci pod tym względem na ogół wykazują mniejszą inicjatywę i faktycznie to raczej kobieta musi z taką inicjatywą wystąpić - ale na to też masz receptę : można pozostać singlem i się z tymi okropnymi samcami w ogóle nie męczyć :)
              • asia_i_p Re: co dalej... 08.10.15, 12:06
                To nie chodzi o obowiązki kobiet, tylko o to, że ta strona, która chce zmian, dąży do zmian. Może to nie jest sprawiedliwe, ale jest logiczne.

                Kiedy mój mąż miał poczucie, że się od niego oddalam, zostawił mi na mailu list, potem długo gadaliśmy. Kiedy z kolei ja miałam depresję poporodową, czułam się niezrozumiana i próbowałam zrobić to samo - nie zadziałało. Zadziałała seria krótkich komunikatów, bezpośrednio odnoszących się do tego, co się działo.

                Pamiętam, że przez pewien czas miałam żal, że ja jego słuchałam, a on mnie nie. Po latach do mnie dotarło, że to nie było tak - to nie ja byłam otwarta na słuchanie, tylko on zmienił swój sposób komunikowania się na mój. Długie gadanie, obgadywanie sprawy do końca, wywody, zdania złożone - to są moje metody. Wychwycenie, że coś nie gra po jednym słowie czy nawet po minie i następnym razem robienie inaczej - to jego metody. Więc ja zareagowałam, kiedy on do mnie zagadał w moim języku, a on zareagował, kiedy ja do niego zagadałam w jego języku.

                I to jest chyba w miarę ogólna zasada - to ta strona, której zależy na zmianach, musi zagadać do tej drugiej strony, ale w JEJ języku. I tak po namyśle to nawet nie jest bardzo niesprawiedliwe - skoro ja od kogoś oczekuję, że zmieni swoje zachowanie na resztę życia, to mogę się na tyle wysilić, żeby zmienić swój sposób komunikacji na tydzień.
                • paris-texas-warsaw Re: co dalej... 08.10.15, 13:26
                  Wydaje mi się, że generalnie te uwagi o komunikacji sa bardzo dobre. Samo ponowne zredefiniowanie tamtej sytuacji z listem też mi się bardzo podoba (kiedyś jakiś inny przykład podałaś, który tez mnie jakoś chwycił za serce). Myślę, że jednak należy podkreślić, że Twoje doświadczenia małżenskie - przynajmniej jak sama pisałaś kiedyś - dotycza mężczyzny, o cechach wskazujących na wysoką inteligencję emocjonalną i społeczną (bardzo komunikatywny, łatwo nawiązujący znajomości, orientujący się w powiązaniach pomiędzy ludźmi, nie biorący ludzkich wad do siebie etc. - z tego co pamiętam...). Natomiast mąż Neny to na kontinuum może znajdować się bliżej partnera Soni S. Sama Nena zastanawia się nad jego "zaburzeniami".
                  Myślę, że może Nena sama też sobie coś udowadnia tym pamiętnikiem. Może większy sens miałoby omawianie takich zdarzen na bieżąco - nie wiem, czy Nea byłaby jednak w stanie "stanąć obok siebie". Ale wtedy by się może przekonała, czy chodzi o złą wolę, nieumiejętności czy głębszy problem. Ja jej współczuję, bo jej sytuację rozumiem jako generalny brak "rezonansu" emocjonalnego na Nią, na to co Ona mówi, przeżywa, etc. To jest "gadał dziad do obrazu...". Jeśli to są takie cechy jak np. wspomniane przez Sonię S., aleksytymię (sama Nena cytuję, że mąż nie wiedział, czemu jakoś się zachowuje), to mało sama, co zrobi. To jest niejako sytuacja stałej frustracji i stąd można faktycznie się takim związkiem załamać IMHO.
    • default Re: co dalej... 01.10.15, 10:15
      A jak jest z rozmownością Twojego męża w innych sytuacjach ? Np. na spotkaniu towarzyskim - u Was, czy u kogoś - czy też siedzi milczący, czy jednak ze znajomymi, kolegami ma o czym rozmawiać ? Jeśli tak, to gorzej, bo świadczy to o kompletnym braku zainteresowania Tobą i Twoimi sprawami. Wtedy można nawet i jakiś romans na boku brać pod uwagę, niestety.
      Jeżeli natomiast Twój mąż jest milczący i nieskłonny do rozmowy w każdym towarzystwie i w każdych okolicznościach i tak bywało od zawsze, to widać taki jest, taki ma charakter, który teraz, po latach pożycia, w pełni się ujawnił - wiadomo, że na początku każdy się stara :)
      Nie piszesz, jak jest w Waszym związku poza tym, że nie rozmawiacie, jak wygląda Wasza relacja, czy mąż okazuje Ci jakoś miłość i przywiązanie, czy bywa czuły, jak jest Wam w łóżku. Jeśli z tymi elementami jest dobrze, to można spodziewać się, że mąż - odpowiednio "pouczony" postara się wyjść naprzeciw Twoim oczekiwaniom i przełamać swoją niechęć do rozmów.
      Poniekąd podobny egzemplarz mam w domu, on może niezupełnie jest milczkiem, ale kiedyś nasze domowe rozmowy także dość kulały, bo on wychodził z założenia, że "po co to tyle gadać o niczym" i jeżeli nie było jakichś bieżących ważnych spraw do omówienia, to też wolał milcząco gapić się w telewizor. Częściowo na pewno wynikało to z tego, że miał taki rodzaj pracy, że w ciągu dnia nagadał się tyle, że w domu już mu się nie chciało, ponadto miał różne "pracowe" problemy, które go pochłaniały (a może to też przypadek Twojego męża?).
      Ja mu po prostu mówiłam - pogadaj ze mną, opowiedz co w pracy, co dziś robiłeś - starałam się go wciągnąć w rozmowę, a gdy się opierał - wprost mu mówiłam, że to dla mnie przykre, gdy milczy. Nawet milczka można nauczyć rozmawiania, jeśli wykaże on odrobinę zaanagażowania i dobrej woli. No chyba że tej dobrej woli nie ma - wtedy patrz przypadek pierwszy (na początku mojego posta).
      Teraz to czasem mój mąż bywa bardziej gadatliwy ode mnie, gdy wracam z pracy, opowiada mi calutki dzień - co robił, gdzie był, czy miał korki po drodze, o czym ciekawym usłyszał w radiu, jak było na spacerze z psami, kogo spotkał i jakie plotki słyszał o sąsiadach :) Oraz sam chętnie słucha i żywo komentuje moje opowieści. Nawet gdy ogląda telewizję, to oczekuje, że będę mu towarzyszyć, by móc na bieżąco wymieniać uwagi o oglądanym programie.
      Spróbuj zatem jakoś go "rozgadać", zaczynając od wyciągania różnych opowieści od niego i komentowania ich. Niech poczuje, że to bardzo przyjemne gdy ktoś nas słucha i przejmuje się, reaguje na naszą opowieść. Może on tego po prostu nie wie :)
    • ortolann Re: co dalej... 01.10.15, 10:36
      Piszesz, że w konfrontacji on się wycofuje. A jak wyglądało podejmowanie wspólnych decyzji? Np. co do wyboru mebli, wyjazdu wakacyjnego, wychowania dziecka, różnych wspólnych czynności? Kto miał decydujące zdanie: Ty czy on? Albo, inaczej, czyje rozwiązanie częściej było wprowadzane w życie? Czy na podejmowane decyzje jakiś wpływ miał ktoś trzeci, np. czyjaś mama (Twoja lub jego)?
      A podczas spaceru? Nie rozmawialiście zupełnie o niczym? O tym, że dobrze, że słońce przestało już przygrzewać, ale susza trwa. O tych syryjskich "uchodźcach", co podpowiadała alpepe, o tym co na obiad. O tym, że fajnie było wyjechać w wakacje.
      A jak wyglądało Wasze życie przed pojawieniem się dziecka? Piszesz, że fajnie, jak w większości przypadków. Ale czy dbaliście o siebie wzajemnie? Czy, np. wychodząc wcześniej do pracy zostawiałaś dla niego śniadanie? Albo przygotowywałaś mu śniadanie do pracy? Czy on, kiedy byłaś zmęczona, przyniósł Ci herbatę i otulił kocem? Jednym słowem, czy okazywaliście sobie czułość na co dzień, nie tylko w sypialni?
      To takie drobne gesty, które czasem potrafią strasznie dużo powiedzieć o jakości relacji.
      • sebalda Re: co dalej... 01.10.15, 11:10
        Tak jak jestem wielką przeciwniczką awantur i kłótni, tak nie wyobrażam sobie, żeby dwie niby bliskie sobie osoby mieszkające pod jednym dachem, mające wspólne dziecko nie mogły przedyskutować normalnie problemów, nawet się lekko pokłócić przy tym. Bo to, że jest problem, nie mam wątpliwości. Ten związek to spółka do ogarniania codzienności dwojga obcych sobie ludzi, to jest do bani. Moim zdaniem problemem jest brak komunikacji z mężem. Jego zamykanie się na wszelką dyskusję. Jeśli jedna strona ma jakieś potrzeby, robi zarzuty z braku ich realizacji przez drugą stronę, trzeba to obgadać, dowiedzieć się, dlaczego jest się ignorowanym, odtrącanym, niechcianym. Może jest jakiś powód, tylko zamykający się w sobie facet tego nie artykułuje (bo nie lubi) i skąd można wiedzieć, o co mu tak naprawdę chodzi? Może ma żal, że był ignorowany długo po urodzeniu sie dziecka? Ma prawo. Ale niech to powie i niech określi, co by mogło mu to jakoś zrekompensować, jak kobieta może mu to wynagrodzić. Bo jeśli się obraził na całe życie, to po jaką cholerę to dalej ciągnąć?
        Brak komunikacji to horror. Człowiek całymi dniami musi się zastanawiać, o co chodzi, co źle robię, skąd ten ignor? To bez sensu. Mój syn miewa takie jazdy czasami, wiem, jakie to potwornie frustrujące. Na szczęście to rzadkie i bardzo krótkotrwałe. Potem mi wyjaśnia, dlaczego tak się zachowywał i okazuje się, że miał poważny powód, ale czy ja jestem duchem świętym, żeby wiedzieć, że przechodził jakąś drobną, ale frustrującą porażkę i dlatego się tak zachowywał? Czy nie lepiej od razu powiedzieć: mamo, mam problem, nie mam teraz nastroju z Tobą gadać, jak mi przejdzie, to przyjdę do Ciebie. To takie trudne?!? Pracuję nad tym i takie akcje prawie się już nie pojawiają. Ale to syn, mogę jeszcze coś z nim zdziałać, gorzej z bardzo dorosłym mężem, który nie jest naszym dzieckiem.
        Tak naprawdę, nie wiem, co poradzić:(
    • tully.makker Re: co dalej... 01.10.15, 12:15
      Horror. Z podbnych powodow rozpadly sie moje 2 zwiazki - ja jestem raczej milczką i introwertyczka, i jak partner mnie regularnie ignoruje, to sie zamykam,mi potem juz rozmawiac nie chcialam sama za bardzo.
      W rezultacie, zamarcie komunikacji doprowadzilo do smierci zwiazku.

      Mam nadzieje, ze uda sie wam dogadac, ale tak naprawde wszytko zalezy od dobrej woli obu stron, wspomniajej juz wczesniej. Ty ja masz, a co z twoim mezem?
      • zuzi.1 Re: co dalej... 01.10.15, 12:28
        Mnie ciekawi zdanie Henka w tej sprawie, co Ty Heniek o tym sadzisz?
        • heniek.8 Re: co dalej... 01.10.15, 21:46
          zuzi.1 napisała:

          > Mnie ciekawi zdanie Henka w tej sprawie, co Ty Heniek o tym sadzisz?

          jestem taki jak bohater tej opowieści, z tego powodu ex się ze mną rozwiodła więc na ten temat ... chyba zamknę się w swojej skorupie i zamilknę.

          moje 2 grosze:
          - nie wierzę w takie metody manipulacji jak niektóre z Was sugerują że niepostrzeżenie rób to siamto a on nawet nie zauważy kiedy wpadnie pod pantofel. takie coś nigdy nie zadziała a taki "cichociemny" introwertyk może mieć całą masę spostrzeżeń i wniosków na ten temat, mimo że o tym nie mówi. dlatego zalecałbym bezpośrednią komunikację - chodzi mi o to i tamto, dlatego zachowuję się tak i śmak.

          - uwaga z wybuchami - ja rozumiem złość itp ale raczej tak jak to opisują w książkach pop-psychologicznych - mówisz o sobie i swoich uczuciach, staraj się nie jeździć jak po łysej kobyle i powiedzieć coś co nie powinno zostać powiedziane. jedno słowo za mało, zawsze można dodać, jedno za dużo - i pęka jedna z nitek którymi zszyty jest związek, a tych nitek jest skończona liczba, i wcale niezbyt wielka
          • zuzi.1 Re: co dalej... 01.10.15, 22:23
            Ale Twoje widzenie tej sytuacji moze byc wazne dla autorki, wiec nie milknij. Czy moze byc tak, ze z uwagi na jej bycie zolza w pewnym okresie dzieciowym cos peklo w nim i zawzial sie w sobie i zachowuje sie teraz tak jak sie zachowuje? W jaki sposob autorka powinna odbudowywac z nim wiez, jakimi konkretnie metodami? A odnosnie tego co ja sama w tym watku napisalam, nie chodzilo mi o manipulowanie tym czlowiekiem, czy robienie z niego pantofla, chodzilo o zaciesnianie wiezi poprzez czynnosci codzienne wykonywane jak najczesciej razem, we dwoje. Mysle, ze kobiety chca miec wspolpracujacych mezow, ale nie lubia pantoflarzy i ich swiadomie lub podswiadomie nie szanuja.
          • zuzi.1 Re: co dalej... 01.10.15, 22:43
            I jeszcze pytanie, czy jestes taki jak maz autorki bo masz taki charakter? czy gdyby Twoja zona byla spelnieniem Twoich.marzen w kazdej postaci, to dalej taki bys wobec niej byl? Probuje dociec, czy zachowania zony takiego meza maja jakikolwiek wplyw na jego zachowanie, czy tez kompletnie zaden, bo facet jest jaki jest i inny nie bedzie, nawet gdyby jego zona byla osoba bedaca skrzyzowaniem aniola z boginia.
            • heniek.8 Re: co dalej... 02.10.15, 06:36
              pewnie każdy przypadek jest inny, dodatkowo każdy jest ślepy na wiele swoich wad

              spełnienie marzeń i 100% kompatybilność - dobrze, ale kiedy?
              w małżeństwie które trwa wiele lat każde może "dojrzeć" w trochę innym kierunku i po kilkunastu latach poważnie się rozjechać

              ja myślę, że u nas po urodzeniu dzieci, bardzo dużo transakcji rodzic - dziecko (mówiąc językiem Berne'a) przeniosłem z żony na dzieci, pewnie jej brakowało takiej troski
              z drugiej strony ona miała cyklicznie jakieś takie napady że wszystko było źle, wtedy nie przebierała w środkach, i mnie to też zaczynało męczyć.

              jak jest w tym przypadku to nie zgadniemy

              a jeszcze mi się nasunęła uwaga o tym planowaniu wakacji, to jest wątek który czytam 100 razy
              najpierw jest tak że zona od zimy planuje gdzie by tu wyjechać - robi to bo lubi, bo ma czas, przeszukuje jakieś grupony, bookingi itp czyta opinie i się zastanawia, itd..
              facet się nie wtrąca do tego, pojedzie tam gdzie wybierze żona i nie będzie narzekał na pokój, na jedzenie, na plażę - na nic.
              ale na końcu okazuje się że to bezduszna świnia i cham bo nie brał udziału w tym planowaniu - jeszcze żeby narzekał to może bym zrozumiał.
              • zuzi.1 Re: co dalej... 02.10.15, 11:54
                Cykliczne wscieki u kobiet czesto wystepuja w wyniku nie leczonego silnego PMS-a. Zazwyczaj konfliktowe zachowania pojawiaja sie w dniu poprzedzajacym rozpoczecie okresu, ale moga pojawic sie wczesniej i trwac dluzej niz ten jeden dzien. W tym czasie kobieta zachowuje sie jak chodzaca bomba zegarowa lub jak furiatka szukajaca momentu na rozkrecenie konfliktu, czepiac sie moze o wszystko, nie panowac nad swoimi zachowaniami. W takich sytuacjach powinna podlegac leczeniu u ginekologa.A odnosnie tego planowania wakacji i czepialstwa kobiet, moze byc tak, ze to planowanie tych wakacji wraz z milionem inych obowiazkow na jej glowie przelewa ta czare goryczy i dlatego o to planowanie wakacji ma pretensje. Dobrze, zeby kazde z malzonkow wykazalo sie jakas inicjatywa w tym temacie, moze byc np. jeden rok jedno, drugi rok drugie, ale najlepiej jest wspolnie dokonac wyboru, uwzgledniajac obustronne potrzeby i oczekiwania.
      • mozambique Re: co dalej... 02.10.15, 11:42
        zdaje sie twój pierwszy zwiazek rozpadł sie z powodu regularnego bzykania twego meza na boku , a drugi z powodu problemów psychicznych faceta i obietnic regularnego bicia

        i akurat tymi powodami regularnie sie chwaliłas na innych forach

        zaczynasz bredzić
        • sonia_siemionowna Re: co dalej... 03.10.15, 19:51
          Nie. To ona bzykala na boku.
    • amb25 Re: co dalej... 01.10.15, 15:08
      a moze to taki typ co nie potrzebuje rozmowy a mowi tylko wtedy jak ma cos waznego do powiedzenia?
      Skoro znosilas sytuacje przez tyle lat to szybko jej nie zmienisz.
    • jehanette Re: co dalej... 01.10.15, 15:28
      Nooo dobra, a że tak spytam - co robiliście razem na początku związku, przed dzieckiem? Co Was w sobie zainteresowało, co Was zbliżyło? Jak spędzaliście czas, o czym rozmawialiście, co robiliście razem?
      Czy tego już nie ma? Nie macie wspólnych zainteresowań, nie oglądacie razem tych nieszczęsnych filmów, nie czytacie prasy, książek, netu? Co to znaczy "normalna rozmowa" wg Ciebie?
      Myślę, że potrzeba szczerej rozmowy o Waszym związku i o tym, co zrobić by Wam w nim było dobrze... wszelkie sposoby zakładające działanie "naokoło" są moim zdaniem bez sensu. Takie gierki.
    • vilez Re: co dalej... 01.10.15, 15:50
      Ponoć sprawdzianem dobrej relacji jest to, czy ludzie potrafią ze sobą milczeć ;)
      Jest nawet taka koncepcja udanego dialogu- że taki dialog to są ...przerwy w mówieniu, które są otwarciem na drugiego .
      No, ale tutaj jest jeden warunek- że jest to milczenie czy przerwy w dialogu nie powodują u stron dyskomfortu, a przeciwnie- poczucie porozumienia.

      Mówiłaś mu o swoim dyskomforcie? I kiedy Ci to zaczęło przeszkadzać? Nagle? W związku z jakimś wydarzeniem? Czy zawsze Twój mąż był milczkiem czy dopiero teraz takim się stał?

      Robicie jakieś rzeczy wspólnie? Wspólne kino? Spacery? Hobby?
      Macie jakieś wspólne płaszczyzny światopoglądowe? wspólne zainteresowanie czymś w świecie- polityka, sport, kultura?

      Jest też możliwe, że kiedyś byliście bardziej kompatybilni, a teraz zaczynacie rozwijać się w innych kierunkach. tak się zdarza. I dlatego już nie macie o czym rozmawiać?

      Czy jesteście dla siebie interesujący? Czyli: rozwijający się, zaskakujący, wnoszący jakieś nowości do związku czy zwyczajnie: życia?

      Jeden mój znajomy tym bardziej milczał, im bardziej jego żona zmieniała się w nadajnik radiowy z jinglami unisono ;) A potrafiła tak godzinami, nie tylko do niego... Opowiadał nam, że w pewnym momencie zaczął widzieć żonę jako gdakającą kurę, z tym że wyłączał jej fonię, widział tylko gdaczący dziób. Są już po rozwodzie. Jak widać, różne mogą być powody milczenia jednej ze stron, ostatecznie Felicjan Dulski też milczał...

      Słyszałam też o przypadku -może legendy miejskie, że facet którego żona była znowu milczkiem, kilka dni szukał czegoś ze świecą, całą chałupę tak przeszukiwał. Gdy go żona w końcu spytała, czego tak szuka i szuka, to odparł: "Twojego głosu". Legenda niesie, że podziałało ;)

    • ada1214 Re: co dalej... 01.10.15, 17:21
      a jaka prace ma Twoj maz?
      kiedys mialam prace, ktora polegala, w skrocie mowiac, na gadaniu przez caly dzien. Po przyjsciu do domu mazrzylam tylko o tym, zeby wszyscy sie ode mnie odwalili i dostawalam szalu, jak ktos chcial ze na rozmawiac.
      I co zrobisz, takie zycie czasami.
    • enith Re: co dalej... 01.10.15, 18:09
      Autorka w którymś z dalszych postów napisała:
      "Podczas rozmów ze znajomymi a ma ich bardzo mało rozmawia normalnie. Podczas wizyt u swoich rodziców buzia mu się nie zamyka. Jeśli jesteśmy u moich rodziców miewa chwile zawieszenia ale rozmawia."

      Czyli pan rozmawia ze wszystkimi, tylko nie z własną żoną. Z własną żoną mu się nie chce rozmawiać i choć trochę dla niej postarać.
      Nie bardzo widzę wyjście z tej sytuacji. Gdyby pan faktycznie był introwertykiem, nie fair byłoby zmuszać go do robienia czegoś, co nie leży w jego naturze. W przypadku zaś kompletnej obojętności wobec żony raczej niewiele da się zrobić, bo natura ich problemu (brak komunikacji) zakłada, że jakaś współpraca ze strony męża musi być, żeby problem rozwiązać. Tu współpracy nie ma i raczej nie będzie. Stan utrwalony jest od lat i wszelkie próby dotarcia do męża kończą się jego kompletnym zamknięciem i odcięciem. Niestety, tutaj chęci jednej strony nie wystarczą.
      • 71tosia Re: co dalej... 01.10.15, 18:25
        ale jednoczesnie autorka pisze ze maz lubi rozmawiac o historii czy polityce a ona sie na tym nie zna i nie bardzo tym interesuje, no a sprawy codzienne, wakacje etc ogarnia ona a maz od lat czuje sie z tego wylaczony. Ksiazki i filmy tez ich intersuja inne. Brakuje wspolnych zainteresowan. Wiec wlasciwie o czym maja dyskutowac jak po prostu wspolnych temtow brak?
        ps budowa domu to spore wyzwanie, czasami rzeczywiscie wzmacniaja relacje (w koncu rodzina robi cos razem) ale czesciej prowadzi do rozwodu. Szczegolnie ze zwykle wiaze sie jednak z problemami finansowymi i nerwami (jak byscie nie zaplnowali budzetu wyjdzie duuuuuzo wiecej ;-) )
      • froshka66 Re: co dalej... 01.10.15, 22:26
        Z własną żoną mu się nie chce rozmawiać i choć trochę dla niej postarać.

        Rozmowa to nie jest staranie. Nigdy w życiu prywatnie się rozmową nie starałam. Rozmowa prywatna to jest przyjemność.
        Wobec tego zadaje pytanie :
        Z jakich przyczyn rozmowa z własną żona nie sprawia przyjemności?
    • nena20 Re: co dalej... 01.10.15, 18:39
      własnie co go obgadałam na forum a on dziś ma chyba dobry dzień i po pracy porozmawialiśmy chwile, normalnie tak jak być powinno codziennie.
      Chyba najbardziej przemawiają do mnie rady typu On musi też chcieć i pewne rzeczy zrozumieć. Postarać się dla nas i naszej rodziny.
      Jakie to wszystko dziwne, nigdy nie przypuszczałam, iż będę nieszczęśliwa z powodu braku rozmowy. Jednak nie można być aż tak obojętnym. Nie chcę pisać zbyt wiele, ale bywają sytuacje w życiu, że musi być ktoś na kogo możemy liczyć. np. zapyta o wynik biopsji piersi albo inne naprawdę ważne sprawy.

      Proszę nie piszcie, że ciągle gadam i zamęczyłam go na śmierć. O problemie rozmawiałam z nim wielokrotnie, nigdy mnie nie rozumie, on nie wie o co mi chodzi. Proponowałam terapię, ale po co? Ogólnie jego milczenie od początku było dla mnie karą, jeśli było coś nie po jego myśli to milczał. Nigdy mnie nie przeprosił, choć on nie bywa agresywny słownie, bardzo rzadko. W ostatnich latach oderwałam się nieco, mam swoje zajęcie, pracę, wyjazdy, biegam.
      TO powyższe nie zwróci mi jednak normalnego życia rodzinnego.

      • froshka66 Re: co dalej... 01.10.15, 22:19
        np. zapyta o wynik biopsji piersi albo inne naprawdę ważne sprawy

        czegoś nie rozumiem, skoro biopsja ( co zrozumiałe) jest dla ciebie ważna sprawa to czy jest jakiś problem, żebyś po otrzymaniu wyników przyszła do męża i powiedziała – uf, jak się cieszę, ze wszystko Ok, martwiłam się.
        I czy w takim przypadku twój mąż by tkwił dalej w milczeniu?
        • ola_dom Re: co dalej... 02.10.15, 09:59
          froshka66 napisała:

          > np. zapyta o wynik biopsji piersi albo inne naprawdę ważne sprawy
          >
          > czegoś nie rozumiem, skoro biopsja ( co zrozumiałe) jest dla ciebie ważna sprawa...

          ...to miło by mi było, gdyby dla najbliższej osoby to także była ważna sprawa. Dla mnie to jest normalne, że nawzajem interesujemy się sprawami, które są dla nas ważne. Albo przynajmniej "okazujemy zainteresowanie", bo wiemy, że to ważne dla naszego partnera.
          Po co w innym razie bliskość? I na czym ma polegać, jeśli nie na wzajemnym zainteresowaniu (także)?
          • vilez Re: co dalej... 02.10.15, 11:33
            Wzajemne zainteresowanie i bliskość wyrażają się także w tym, że nie wtryniamy się z wszystkim nachalnie do świata drugiej strony, tyko czekamy, aż ona sama będzie gotowa mówić. To się nazywa- takt. I wrażliwość.
            Bezpośredniość- czyt. nachalność, nie jest bynajmniej wyrazem bliskości. Ja ogromnie cenię, że mój mąż wie, KIEDY i CO powiedzieć. Cenię też, kiedy milczy i czeka.
            • ola_dom Re: co dalej... 02.10.15, 11:51
              vilez napisała:

              > Wzajemne zainteresowanie i bliskość wyrażają się także w tym, że nie wtryniamy
              > się z wszystkim nachalnie do świata drugiej strony, tyko czekamy, aż ona sama będzie gotowa
              > mówić. To się nazywa- takt. I wrażliwość.

              Oczywiście. Ale dla mnie wspomniana sytuacja nie świadczy w żadnym razie o nachalności. Skoro mówię mężowi, że idę na badanie, bo się martwię - to znaczy, że chcę, żeby wiedział i znał temat.

              > Ja ogromnie cenię, że mój mąż wie, KIEDY i CO powiedzieć.

              No właśnie. Ale mąż autorki wątku tego najwyraźniej nie wie.

              Ja rozumiem, że jak ludzie znają się krótko, to mogą się rozminąć we wzajemnych oczekiwaniach w tej kwestii. Sama pamiętam, jak pytałam na początku związku swojego faceta, czy mogę spytać, jak coś mu poszło (jest z natury zamknięty), czy woli nie poruszać tego tematu. Powiedział wtedy "oj, Ty możesz pytać".
              Ale po kilku latach wspólnego życia takie rzeczy powinno się wiedzieć. Jak się ich nie wie - to nie świadczy w żadnym razie ani o wrażliwości, ani o bliskości.
              • vilez Re: co dalej... 02.10.15, 12:33
                Wystarczy poinformować męża o wynikach- o tym napisała Froshka, z czym zdaje się polemizujesz. Ja w tak drażliwej sprawie w żadnym razie bym się pierwsza nie wyrywała, tylko czekała obserwując zachowanie tej osoby, która z tymi wynikami do domu przyszła. Bo może być o słowo za dużo...
                • ola_dom Re: co dalej... 02.10.15, 12:46
                  vilez napisała:

                  > Ja w tak drażliwej sprawie w żadnym razie bym się pierwsza nie wyrywała, tylko czekała
                  > obserwując zachowanie tej osoby, która z tymi wynikami do domu przyszła.

                  O widzisz.
                  Obserwacja w takiej sytuacji to coś tak oczywistego, że dopiero jak mi napisałaś, to sobie to uświadomiłam.
                  Ale jak mąż nie jest żoną zainteresowany, to jej nie obserwuje. Bo jakby był, to pewnie by zauważył, że nena chciałaby o tym porozmawiać. I o innych sprawach też. Po 10 latach związku takie rzeczy się widzi. Jeśli jest się zainteresowanym partnerem, oczywiście.
                  • vilez Re: co dalej... 02.10.15, 12:54
                    Tego nie wiemy, czy jej nie obserwuje. I czy ona go wrażliwie obserwuje. Jak niżej napisałam Tully- za mało danych.
                • anaiss Re: co dalej... 02.10.15, 17:47
                  Ludzie, nie róbcie kobiecie wody z mózgu! Czy już naprawdę nie można nazwać rzeczy po imieniu? Jak mój mąż wraca od lekarza z wynikami biopsji to go pytam o wynik, bo go kocham, bo się o niego troszczę, bo jestem odpowiedzialna za rodzinę, którą tworzymy.
                  Jaki takt? Jaka wrażliwość? Taktownie to może zachować się przełożony o to nie pytając albo sąsiadka czy pani ze spożywczaka!
              • sebalda Re: co dalej... 02.10.15, 12:43
                Biopsja to bardzo poważna sprawa. Nazwanie braku zainteresowania wynikiem taktem i wrażlwiością jest dla mnie kuriozalne. Może zróbmy ankietę, ktora z tu obecnych nie poczułaby się dotknięta takim taktem i wrażliwością, nie odebrałaby braku tego zainteresowania jako ostatniego stopnia lekceważenia i znieczulicy ze strony niby bliskiej osoby?
                A może ja mam błędne mniemanie na temat bliskości i troski o drugą osobę? Może to norma, że bliska osoba idzie na poważny zabieg, a ja czekam z wielki taktem, aż sama mi zdradzi wynik, który może zaważyć o tym, czy nie jest śmiertelnie chora, bo w przeciwnym razie okażę się gruboskórną, nachalną babą? Hmmm, może, może...
                Czy w ramach tego taktu i wrażliwości mam też nie pytać, jak się czuje, czy nie potrzebuje czegoś, czy mogę w czymś pomóc? Czekam, aż sama poprosi? No kurcze, chyba jednak nie dam się zwariować.
                • ola_dom Re: co dalej... 02.10.15, 12:50
                  sebalda napisała:

                  > A może ja mam błędne mniemanie na temat bliskości i troski o drugą osobę? Może
                  > to norma, że bliska osoba idzie na poważny zabieg, a ja czekam z wielki taktem,
                  > aż sama mi zdradzi wynik, który może zaważyć o tym, czy nie jest śmiertelnie chora

                  Ja myślę, że to zależy od związku.
                  I jak kilkukrotnie pisałam - jak się ludzie znają i kochają, to po jakimś czasie w związku wiedzą, o co można pytać, a o co nie. I kiedy pytać, i jak pytać. I jak przestać drążyć temat.
                • vilez Re: co dalej... 02.10.15, 13:01
                  > Nazwanie braku zainteresowania wynikiem taktem i wrażlwiością jest dla mnie kuriozalne

                  I znowu się unosisz, jak w wątku obok. Uspokój się, bo może znowu nie rozumiesz słowa pisanego.

                  > Może zróbmy ankietę...

                  Zrób. Ale równie dobrze możesz zacząć czytać bardziej wnikliwie i rozmawiać o problemach bez tego kategorialnego unoszenia się, bo jest ono śmieszne.

                  > A może ja mam błędne mniemanie na temat bliskości i troski o drugą osobę?

                  Blisko, blisko. Bardzo być może. Ludzie są różni- kolejna możliwość. Nie wszyscy muszą być tacy, jak TY i mieć jeden jedynie słuszny model pojmowania rzeczy.

                  > Może to norma...
                  Jednie słuszne normy to w PiS-ie, kościele lub w słusznie minionym już systemie politycznym.

                  > bo w przeciwnym razie okażę się gruboskórną, nachalną babą

                  Niestety możesz się okazać. Bo np. wystarczy zaufać, że partner, kiedy będzie MÓGŁ (z różnych powodów, np. emocjonalnych) mówić, to powie? Tak, tak, tak też wygląda życie.

                  > Czy w ramach tego taktu i wrażliwości mam też nie pytać...

                  Komunikacja to nie tylko słowa.
            • sonia_siemionowna Re: co dalej... 03.10.15, 19:55
              Swiete slowa. I nie oczekujmy, ze partner bedzie nam czytal w myslach
      • asia_i_p Re: co dalej... 02.10.15, 08:24
        Ja coraz bardziej obstawiam, że on ma, być może błędne, wrażenie, że ty nie chcesz z nim rozmawiać, tylko uważasz, że powinno się rozmawiać. Może to odczuwać tak, jakby tobie nie chodziło o pogadanie, tylko jakby nie rozmawiając nie spełniał obowiązku jako mąż; jakby nie zależało ci na rozmowie jako takiej, na przyjemności z niej płynącej, tylko na "odznaczeniu na liście" obowiązków małżeńskich tematu rozmowa.
        Niektóre natury buntują się, jeśli wyczuwają takie podejście.
      • sebalda Re: co dalej... 02.10.15, 10:43
        A mnie zaintrygowało takie stwierdzenie autorki:
        " Ogólnie jego milczenie od początku było dla mnie karą, jeśli było coś nie po jego myśli to milczał. Nigdy mnie nie przeprosił, choć on nie bywa agresywny słownie, bardzo rzadko".

        Bierna agresja? W Molestowaniu moralnym dokładnie o tym pisze autorka.Najpierw prowokowanie, potem karanie milczeniem i wyniosłością. Może to nie jest introwertyk, tylko pan, który stosuje tzw. ciche dni, by ukarać żonę? Karmi się jej frustracją?
        Ja nie twierdzę, że tak jest, mam nadzieję, że nie, ale jeśli rozważamy różne przyczyny tego jednak nienormalnego układu rodzinnego, to może należy się przyjrzeć i temu?
        Jeśli mąż wiedział o biopsji i kompletnie to zignorował, to jednak nie jest całkiem normalne, toż koleżanki w pracy z mety się pytają o wyniki, a co dopiero własny mąż? Aż tak lekceważyć żonę? Nawet w gorszych związkach w takich momentach jednak ludzie się interesują tymi kwestiami, a co dopiero w związku niby zgodnym.
        • zuzi.1 Re: co dalej... 02.10.15, 11:22
          O tym samym tez pomyslalam, szczegolnie ze autorka bardzo mocno podkresla, ze maz nie bywa agresywny slownie i ze nie sposob sie z nim poklocic. Moze ta swoja wew. frustracje wylewa w postaci zachowan bierno- agresywnych. Mnie tylko caly czas zastanawia, jak duzy moze byc udzial samej autorki watku w jego aktualnych zachowaniach, a ile z tego moze pochodzic z problemow z jego domu rodzinnego. Ciekawe jak zachowuje sie brat tego meza, jak wyglada jego relacja z zona.
          • paris-texas-warsaw Re: co dalej... 02.10.15, 12:36
            Wydaje mi się, że to jest źle ujęte. Nie można mówić o "udziale" Autorki w zachowaniach bierno-agresywnych, bo to jest styl reakcji. Męża może ona zwyczajnie męczyć, nie interesować, etc. Podobnie Autorka nie objawia tu wielkiego zainteresowania mężem, tylko jest on przedstawiony, jako ktoś nie zaspokajający podstawowych jej potrzeb, które ona jest zmuszona zaspokajać zastępczo (patrz np. bieganie, praca, etc.) Nie jest im pewnie po drodze, tylko warunki zewnętrzne ich trzymają. Kasa i brak dziecka i ktoś fajny na horyzoncie by to łatwo pokazały zapewne. Do tego dochodzi takie przykre zjawisko, że lubiane osoby na skutek zęstego kontaktu lubi się coraz bardziej, a nie lubiane/męczące - coraz mniej. I ten wymuszony wspólnym dachem kontakt, pewnie pogłębia awersję. Na konflikt są metody, na "nielubienie" ciężko. W życiu koleżeńskim, powie się np. dziecko - baw się z kimś innym i tyle. Tu wspólna piaskownica, łączy, ale każdy swoje "babki" robi i tak to się kręci i niechęć narasta. IMHO.
            • paris-texas-warsaw Re: co dalej... 02.10.15, 12:46
              Ze strony Neny to tez nie jest "mój najprzystojniejszy najciekawszy mąż" woli robić inne superciekawe rzeczy, tylko "coach potato nawet nie spyta, czy mam raka", czyli nie smutek, że się z tym ciekawym człowiekiem faktycznie nie jest blisko, tylko, że jakiś nudziarz nie zapewnia potrzeby przynależności, czułości, etc. Taki mebel;)
              • sebalda Re: co dalej... 02.10.15, 13:02
                paris-texas-warsaw napisała:

                > Ze strony Neny to tez nie jest "mój najprzystojniejszy najciekawszy mąż" woli r
                > obić inne superciekawe rzeczy, tylko "coach potato nawet nie spyta, czy mam rak
                > a", czyli nie smutek, że się z tym ciekawym człowiekiem faktycznie nie jest bli
                > sko, tylko, że jakiś nudziarz nie zapewnia potrzeby przynależności, czułości, e
                > tc. Taki mebel;)

                Na jakiej podstawie tak piszesz? To nie jest napastliwe pytanie, tylko ja tego nie zauważyłam, może coś przegapiłam w tym wszystkim? Jeśli ktoś pisze o problemie z drugą osobą, to raczej w tym wypowiedziach skupia się na tym problemie, a nie na tym, że tak w ogóle, to ta osoba jest super!
                Ja postów autorki nie odbieram jako pretensji, że mąż nie chce rozmawiać, nie jest gadułą, ale że kompletnie nie wykazuje cienia zainteresowania nią, w zasadzie traktuje ją gorzej niż całą resztę ludzi, z ktorymi jednak wchodzi w jakieś interakcje, z nią wcale, nawet w tak dramatycznym momencie jak powrót do domu z wynikami biopsji. Autorka pisze wyraźnie, że ona już nawet nie liczy na czułość, na fajerwerki, ale na zwykły ludzki odruch troski, zainteresowania. To nie ona jest roszczeniowa, tylko on, z jakiegoś powodu, którego nie znamy, jest oziębły i zdystansowany do granic absurdu (moim zdaniem).
                Ja stawiam na to, o czym pisała tutaj bodaj Tully, że to człowiek pamiętliwy, ale wymagający od żony tego, by ona sama się domyślała, czym go zraniła (może to sięga jeszcze okresu, gdy ona była skupiona na maleńkim dziecku). Wiem, ale nie powiem. Mam pretensje, ale sama się domyśl, o co. Nie wiesz, znaczy mnie nie znasz:P I bądź tu duchem świętym:P
                • vilez Re: co dalej... 02.10.15, 13:36
                  Kupa projekcji...
                • paris-texas-warsaw Re: co dalej... 02.10.15, 14:03
                  Dla mnie to jest jasne. Samo chwytanie się brzytwy i pytanie, że może by się czegoś dowiedziała, a to o uchodźcach, a to o filmach historycznych. Gdyby się interesowała mężem, to myślę, że te sprawy byłyby dla niej interesujące poprzez połączenie z nim. Myślę, że ja w małym zakresie, ale jednak, mogłabym wejść w sprawy zawodowe męża, myslę, że moja wiedza o nich jest ponadprzecietna, choć to nie moja działka. Ale mnie to z racji męża interesuje. Podobnie z innymi rzeczami, w zasadzie z każdym chłopakiem, z którym byłam, wiedziałam mnóstwo o jego życiu/pajach etc. To raczej u ludzi naturalne, jak się kochają. To nie jest moja zasługa, tak jak to, że ja coś lubię. To nie jest wina Neny. Coś się lubi i jest interesujące, nie dzięki specjalnym zabiegom. To jak z wiarą w katolicyźmie:) To łaska, a nie wynik zabiegów;)

                  Przypomniała mi się taka sztuka teatralna i dialog a propos zainteresowania życiem męża (dawno było, więc moze przekręcę, ale też weszło do mojego i męża dialogu;))):
                  - Mężu, co dziś robiłeś?
                  - Dziś broniłem mojej tezy doktorskiej.

                  Jak najbardziej mąż może wszystko brać do siebie, ale osoba nawet z największymi zapędami ksobnymi, jeśli jest dla niej cenny kontakt z kimś, to wyważa, i przekracza w jakiś sposób takie reagowanie, bo ma inne gratyfikacje - właśnie ten kontakt z żoną. Dla tego męża nie jest to widac tak istotne.

                  To nie żadne oskarżenia, to moja wizja sytuacji. Do lubienia/miłości nie da się chyba specjalnie wolicjonalnie zmusić (może to masło maślane...?), więc ani to wina, ani zasługa.

                  • zuzi.1 Re: co dalej... 02.10.15, 14:41
                    Mysle, ze autorka powinna najpierw sama zrobic cos a la rachunek sumienia i spojrzec krytycznym okiem na siebie i swoje zachowania. A potem odejsc od codziennej sztampy w tym co robi a zaczac zachowywac sie inaczej niz dotychczas, niekonwencjonalnie, ze zdecydowanie wiekszym zainteresowaniem mezem i jego sprawami. Po prostu zobaczyc w mezu czlowieka, bliskiego czlowieka. A potem obserwowac bacznie, czy to wywiera jakichs wplyw na jego zachowania i rozmawiac jak najwiecej i robic wiele rzeczy wspolnie, w tym gotowac razem, moze on przed tym kompem zasiada po powrocie, bo nie ma co innego do roboty. Moze za jakis czas mu sie zechce chciec i sie angazowac.
                    • sebalda Re: co dalej... 02.10.15, 15:23
                      zuzi.1 napisała:

                      > Mysle, ze autorka powinna najpierw sama zrobic cos a la rachunek sumienia i spo
                      > jrzec krytycznym okiem na siebie i swoje zachowania. A potem odejsc od codzienn
                      > ej sztampy w tym co robi a zaczac zachowywac sie inaczej niz dotychczas, niekon
                      > wencjonalnie, ze zdecydowanie wiekszym zainteresowaniem mezem i jego sprawami.
                      > Po prostu zobaczyc w mezu czlowieka, bliskiego czlowieka. A potem obserwowac ba
                      > cznie, czy to wywiera jakichs wplyw na jego zachowania i rozmawiac jak najwiece
                      > j i robic wiele rzeczy wspolnie, w tym gotowac razem, moze on przed tym kompem
                      > zasiada po powrocie, bo nie ma co innego do roboty. Moze za jakis czas mu sie z
                      > echce chciec i sie angazowac

                      Tylko autorka pisała, że próbowała, starała się, stosowała już różne techniki. Dla mnie to jest dziwne, że radzimy jej, żeby zainteresowała się mężem i zobaczyła w nim bliskiego człowieka, podczas gdy to on nie jest nią zainteresowany i najwyraźniej nie widzi w niej bliskiego człowieka. Autorka chyba naprawdę nie chce nie wiadomo czego, myślę, że wystarczyłoby minimum zainteresowania jej życiem ze strony męża, a była szczęśliwa, ale tutaj nie ma nawet tego minimum.
                      No i radzenie, by to ona spojrzała krytycznie na siebie, gdy może mieć do czynienia z bierną agresją, może jej dodatkowo bardzo zaszkodzić. Ale tego nie wiemy, lepiej być zatem ostrożnym z takimi radami.
                      Odejście od rutyny na pewno nie zaszkodzi, spokojne rozmowy, bez oskarżania, na pewno też. Tylko ja mam wrażenie, że ona już tego próbowała i dalej nic.
                      Ja jestem bardzo wyczulona na posty osób, które jadą na całego po partnerze/partnerce. Tutaj tak nie jest, autorka przyznaje, że mąż jest świetnym ojcem, pisze, że bardzo żałuje, że tak się między nimi układa, czyli zależy jej na tym związku. Smutne to wszystko w sumie i trudno coś doradzić, bo widać wielki opór faceta.
                      • paris-texas-warsaw Re: co dalej... 02.10.15, 17:00
                        Ja tam nie radzę;) Wg mnie,jak sąsiad się więcej interesuje np. zdrowiem niż domownik, to może lepiej mieszkać z sąsiadem. Chociaż ostatnio pisała tu SoniaS., że ma partnera bierno-unikającego i jej to pasuje. Więc, co komu odpowiada.

                        Taki kawał mi się przypomniał:
                        -Mój mąż zupełnie się mną nie interesuje!
                        - Spróbuj włożyć seksowną czarną bieliznę i połóż się na łóżku kusząco!
                        - Już tak zrobiłam!
                        - I?
                        - Spytał, kto umarł.

                        Ciekawe, jak w seksie się Nena dogaduje z mężem. Razem, czy równie osobno.
                        • sonia_siemionowna Re: co dalej... 03.10.15, 20:02
                          Ale jak ja mialam biopsje to pytal. ;) Tyle, ze ja jestem wzglednie samowystarczalna, wiec moze nie doszedl do wniosku, ze nie ma co pytac, bo sama mu powiem. A jak nie powiem, to widocznie nie chce i tez nie ma co pytac ;) Roznie ludzie rozumuja ;)
                      • zuzi.1 Re: co dalej... 02.10.15, 20:41
                        Bo w takiej sytuacji Sebaldo, gdy nie wiemy co jest grane a maz nie jest chetny do rozmow czy terapii, najprosciej jest zaczac zmiany od siebie samej i zobaczyc co z tego wyniknie. Jezeli maz zignoruje starania autorki i nie zrobi to na nim najmniejszego wrazenia, to mozna uznac, ze to autorka robi za mebel w tym malzenstwie. I wtedy sytuacja bedzie jasna.
                  • paris-texas-warsaw Re: co dalej... 02.10.15, 15:00
                    "To nie ona jest roszczeniowa"

                    Oczywiście, że nie jest roszczeniowa, co zresztą nie wyklucza, że jej mąż też jest jej obojętny "dla niego samego", ale nie w wymiarze utylitarnym. Ma zwykłe potrzeby każdego człowieka, by może ktoś inny by je z pocałowaniem ręki spełniał, bo by mu zależało i by mu to odpowiadało. To też nie wina męża, że mu nie zależy. Tak się w życiu układa.
            • zuzi.1 Re: co dalej... 02.10.15, 12:59
              Napisalam to w duzym skrocie myslowym :)wiadomo ze same reakcje bierno agresywne wynikaja z jego ew. sposobu reagowania i jego wew. ograniczen. Ale wiem, ze panowie bywaja baaardzo wrazliwi i drazliwi na swoim punkcie i potrafia dlugo pamietac rozne zachowania zony, ktory przekraczaly ich akceptowalna granice zachowan i od tego momentu moga zachowywac sie celowo w sposob bierny lub bierno- agresywny i takie zachowania sa w stanie uskuteczniac bardzo dlugo, niejako urazeni wewnetrznie ( nawet gdy istnieja podstawy do obciazenia ich wina, w jakims stopniu swoja wine widza ale i tak uwazaja, ze reakcje zony poszly w ich mniemaniu o krok za daleko).O czyms takim napisal Heniek, jedno slowo za duzo i pojawia sie powazny problem, a maz zamienia sie z czlowieka w upartego i zawzietego osiolka :-)
        • tully.makker Re: co dalej... 02.10.15, 12:03
          > A mnie zaintrygowało takie stwierdzenie autorki:
          > " Ogólnie jego milczenie od początku było dla mnie karą, jeśli było coś nie po
          > jego myśli to milczał. Nigdy mnie nie przeprosił, choć on nie bywa agresywny sł
          > ownie, bardzo rzadko".

          No mnie tez to zainteresowalo. Znam ludzi, ktorzy potrafia pielegonowac pretensje, ze sie 15 lat temu krzywo na nich spojrzalo. Dodatkowo brak umiejetnosci komunikacyjnych powoduje, ze maz oczekuje, ze zona sie domysli o co mu chodzi i co zrobila ( albo robi regularnie) zle (w jego pojeciu) , a skoro sie nie domysla, to kara, czyli ignorowanie.

          Zwlaszcza slabo to dla mie wyglada w kontekscie jednak wyrazania zainteresowania innymi ludzmi, ba, nawet gadatliwosci na spotkaniach z rodzina.

          Tak jeszcze luzno dywagujac, wydaje mi sie, ze wiele ososb w watku nie do konca rozumie sytuacje - tu chyba nie o rozmownosc jako taka chodzi, tylko o kompletny brak zainteresowania zona, ktory moze sie wyrazac rozmowa, ale tez wspolnym spedzaniem czasu. Dla mnie np sytuacje w ktorej siedze z kims bliskim pzytulona - albo nawet tylko dotykamy sie stopami, kazde czytajac / ogladajac swoje, tez jest wyrazem bliskosci i intymnosci. Kiedy partner/ka proaktywnie dazy do fizycznej separacji przez caly czas, wlacznie z uciekaniem od rodziny na spacerze, to juz jest sytuacja dramatyczna.
          • vilez Re: co dalej... 02.10.15, 12:40
            Między dobrą komunikacją a gadaniem może zachodzić zasadnicza różnica. Nie trzeba dużo mówić, by się dobrze komunikować. jeśli już -gdyby wytaczać wektory- to raczej zależność zachodzi odwrotna zależność.
            Np. autorka nie odpowiedziała, CZY komunikowała mężowi swój dyskomfort w tym względzie. Na podstawie choćby tego można by postawić tezę, że autorka również nie potrafi się skutecznie porozumiewac z mężem (mimo, że być może dużo mówi).
            Za mało danych, by wyciągać wnioski.
            • vilez Re: co dalej... 02.10.15, 13:54
              Ps. Teraz doczytałam, że rozmawiała z nim, ale on nie rozumie, o co jej chodzi.
              To też można interpretować różnie. Bo "nie rozumie" nie oznacza "jest obojętny".
        • mamrot3 Re: co dalej... 03.10.15, 09:50
          sebalda napisała:

          > Bierna agresja? W Molestowaniu moralnym dokładnie o tym pisze autorka.Najpierw
          > prowokowanie, potem karanie milczeniem i wyniosłością. Może to nie jest introwe
          > rtyk, tylko pan, który stosuje tzw. ciche dni, by ukarać żonę? Karmi się jej fr
          > ustracją?
          O tym samym pomyślałam.
      • heniek.8 Re: co dalej... 02.10.15, 17:48
        > bywają sytuacje w życiu, że musi być ktoś na kogo możemy liczyć.
        > np. zapyta o wynik biopsji piersi

        wynik biopsji to ważna sprawa ale jak dochodzisz do wniosku że nie można na niego liczyć, bo nie zapytał? odpowiedź na to czy można liczyć miała byś gdyby wynik był niepomyślny a on by zareagował negatywnie, uciekł itd.

        przypuszczam, że może w jego głowie być wykonywany prosty algorytm:
        - informujesz go że idziesz do lekarza
        - szanse że coś jest nie tak są niewielkie rzędu 0.01%
        - więc gość zakłada że wszystko będzie OK, jak wrócisz i nic nie powiesz to znaczy że tak było ("no news is good news"), a jak coś nie gra to mu powiesz i będziecie się zastanawiać co z tym dalej robić.
        w ten sposób, niezależnie jak by Ci było miło gdyby pytał, gość uwalnia się od wykonywania w głowie pętli "ona ma w sobie jakąś śmiertelną chorobę, jak tylko ją zobaczę to muszę o to zapytać"
        to może być ten trop, jeżeli on sam się nad swoimi wynikami nie roztkliwia

        no chyba że ...
        że wygląda to inaczej w jego przypadku, kiedy sam idzie do lekarza to czy wykonuje taki algorytm:
        - jak wrócę do domu to nic nie będę mówił tylko poczekam aż żona zapyta, a jeśli nie zapyta, to będę miał focha.
        no wtedy sprawa jest niestety stracona - on jest jakiś porąbany.
    • paris-texas-warsaw Re: co dalej... 01.10.15, 19:41
      Na taki układ można patrzeć z perspektywy każdej z osób, ale można też spojrzeć całościowo. Może przeczytaj sobie o tzw. fazach związków i tzw. związku pustym, gdzie może nie być specjalnych konfliktów, ale ludzi łączą już tylko obowiązki - fasada. Znamienny jest taki zanik intymności (znacznie szerzej rozumianej niż seks) - to co opisujesz - brak zainteresowania Twoimi wyjazdami, brak wspólnych tematów, brak autentycznej potrzeby bycia z kimś. Ta budowa domu też może być znamienna. Układ formalny ekonomiczno-społeczny. Może w szerszych opisach Was odnajdziesz, bo jest tego multum w internecie.
    • ciociazlarada Re: co dalej... 02.10.15, 11:39
      Moj maz jest bardzo podobny, tez nie jest gadula, lubi po pracy zajmowac sie swoim hobby, nie przychodzi prawie nigdy z problemami, sam nie inicjuje gadek o pogodzie. Tyle, ze angazuje sie bardzo w dom, dzieckiem zajmujemy sie wspolnie, wazne i mniej wazne decyzje podejmujemy razem, czesto razem gotujemy. O biezacych sprawach rozmawiamy, np. oboje interesujemy sie obecnym kryzysem imigracyjnym.
      Mamy tez jedno wspolne hobby, oboje lubimy sporty samochodowe, jezdzimy razem na wyscigi i rajdy. Ale na przyklad w piatki siedzimy przed tv, ogladamy razem Top Gear i tez jest cisza :-)
      Mamy podobna prace (w roznych dziedzinach ale w tym samym miejscu), wiec to tez nas laczy.

      Ja to akceptuje, widzialy galy co braly. Wiedzialam, ze taki jest i takiego faceta pokochalam, nie chce go zmieniac. Nie zrobie ze spokojnego introwertyka duszy towarzystwa, to se ne da. Ja dla odmiany jestem halasliwa i mam 101 opinii na kazdy temat. Wiem, ze moj maz uwaza to za wade :-), ale coz - widzialy galy...
    • nena20 Re: co dalej... 02.10.15, 20:46
      z ta biopsją to tylko przykład, jeden z wielu. Tak czekałam aby zapytał, zwyczajnie czy wszystko ok. Czy to dziwne? Ja pytam, angażuję się emocjonalnie, myślę, jeśli potrzeba to dzwonię.
      To nie jest tak, że on ma same negatywne cechy o największych pozytywnych cecha już pisałam. Ma pracę twórczą przy której raczej nie rozmawia dużo, raczej mało.
      Chyba dam mu to wszystko tutaj do przeczytania, choć pewnie nie będzie zadowolony, raczej nie lubi opowiadać o problemach, a na pewno nie spodziewa się omawiania naszych problemów na forum. Może jednak dzięki temu przegadamy na poważne o co chodzi i co można zmienić. Nie chcę rozwodu, ale ciągłe ignorowanie moich naprawdę podstawowych potrzeb powoduje moją złość, a raczej przygnębienie i smutek.
      • zuzi.1 Re: co dalej... 02.10.15, 21:02
        Moze napijcie sie po 2 kieliszki winadla rozluznienia i dopiero zacznij rozmowe, bez pokazywania watku z forum ( z uwagi na to, ze moze to mu sie nie spodobac), a gdy odmowi ponownie rozmowy, to wowczas dopiero pokaz mu watek.
      • vilez Re: co dalej... 03.10.15, 09:46
        Nena, ale nie mogłaś sama mu powiedzieć o wynikach? Po co ta gra? Skoro byłaś gotowa mówić- w sensie, że nie miałaś żadnych hamulców- to trzeba było mu zwyczajnie powiedzieć, czy dać do przeczytania kartkę z wynikami.
        Moim zdaniem grasz w grę: "nie powiem, domyśl się, czego mi trzeba." To oczywiście musi mieć jakąś genezę. Znasz przyczyny tej gry? I czas, kiedy się ona zaczęła. Pytałam Cię już o to- nie odpowiedziałaś?
        Powtórzę zatem: kiedy zaczęło Ci przeszkadzać, ze on "nie pyta". To było związane z jakimś wydarzeniem? Nagle się zmienił? Czy to jakiś proces? Jeśli proces, to jaka jest jego linia?
        Chcesz rzeczywiście zrozumieć sytuację czy tylko wymóc na nim, by to on "się ukorzył i wziął winę". Nie pytałam Cię o to wszystko złośliwie, tylko dla ewentualnej pomocnej analizy sytuacji. Ale - nie odpowiedziałaś.
        • heniek.8 Re: co dalej... 03.10.15, 12:06
          > kiedy zaczęło Ci przeszkadzać, ze on "nie pyta". To było związane z jakimś wydarzeniem?

          ryzyko związane z tym badaniem było inaczej szacowane przez obie strony.
          nb. zakładam że wynik jest pozytywny bo chyba nie byłoby tylu fochów o formę tylko więcej refleksji nad treścią.

          Nena najadła się strachu przed badaniem i jest rozgoryczona tym ze facet tego strachu nie podzielił.
          Gość założył że tematu nie ma dopóki temat nie pojawił się na stole.

          jedno i drugie zachowanie można zrozumieć i oba mieszczą się w normie, moim zdaniem.
          • vilez Re: co dalej... 03.10.15, 12:12
            Ano, zgoda.
            Moje pytanie bardziej dotyczyło ogólnie sytuacji: "że on się nie odzywa", mniej- tego akurat badania. Choć oczywiście to wydarzenie mogło zapoczątkować zmianę spojrzenia na męża, czy na sytuację komunikacyjną w związku. Chciałabym to ustalić.
            • nena20 Re: co dalej... 03.10.15, 20:50
              badanie to był tylko przykład. Jest tego nieco i naprawdę nie jest to miejsce abym wszystko pisała. Tak samo jak któraś dziwnie wypisuje o romansach, nigdy czegoś takiego nie było i mam nadzieję nie będzie, ani z jego strony ani z mojej.
              Mi chodzi o to aby Mąż wracał z pracy i powiedział cześć, pogadał chwile o pierdołach, podobnie wieczorem jak dziecko śpi i mamy czas tylko dla siebie. Oddalenie nastąpiło po urodzeniu dziecka już to pisałam.
              Ja własnie czasem podejrzewam jakieś lekkie zaburzenia w kierunku aspargera, choć nie jestem tego taka pewna. Czasem myślę, że on nie potrafi odczytywać emocji innych ludzi i dlatego mamy kłopoty, a może zwyczajnie się znudził?
              W sumie dziś był fajny dzień, właśnie usypia dziecko, nawet jeśli będzie coś tam sobie oglądał to ok. nagadaliśmy się dzisiaj, poświęcił mi czas.
              • heniek.8 Re: co dalej... 04.10.15, 08:05
                > badanie to był tylko przykład. Jest tego nieco i naprawdę nie jest to miejsce abym wszystko pisała.

                to zrozumiałe, ale możemy tylko odnosić się do przykładów które podałaś (chociaż oczywiście znajdą się tu osoby chętne do wydawania wyroków na podstawie przykładów których nie podałas :-)

                czyli w naszej (jako domorosłych forumowych eskpertów ;) ) wiedzy jest klika luk:
                pierwsze to jest mało przykładów
                druga to jest - nie wiemy co o tym sądzi Twój mąż

                i znowu, są tutaj takie ekspertki które na podstawie jednego wpisu są w stanie zdiagnozować przypadek i podać swoje panaceum, ale ja nie jestem jeszcze na tym etapie zaawansowania :)

                na moje oko to powinniście zrobić tak, i to jest moja odpowiedź na tytułowe "co dalej":
                - porozmawiać i przyznać to że jest problem, nawet jeżeli on go nie widzi to Ty go masz
                - ustalić, czy chcecie kontynuować to małżeństwo, bo może, po oswojeniu szoku wynikającego z myśli o rozstaniu, dojdziecie do wniosku że wcale nie chcecie
                - podjąć jakieś działanie, a czy to będzie jakaś terapia czy przerabianie jakichś krokow itp to trudno mi coś polecić. u mnie nic nie pomoglo, piszę z kwaśną miną.

                w każdym razie, efektem waszej pracy powinno być
                - on sobie uświadamia że nie jesteś maszyną tylko człowiekiem i potrzebujesz troski i zainteresowania
                - ty sobie uświadamiasz że nie jesteś dzieckiem tylko dorosłą osobą i masz realne oczekiwania co do zakresu tego zainteresowania i troski
              • sonia_siemionowna Re: co dalej... 04.10.15, 23:36
                O aleksytymii poczytaj :)
        • tully.makker Re: co dalej... 05.10.15, 10:30
          > Nena, ale nie mogłaś sama mu powiedzieć o wynikach? Po co ta gra? Skoro byłaś g
          > otowa mówić- w sensie, że nie miałaś żadnych hamulców- to trzeba było mu zwycza
          > jnie powiedzieć, czy dać do przeczytania kartkę z wynikami.

          Nie wiem, jak ma Nena, ale ja mam tak, ze jak ktos mnie zlal pare razy, to nie mam ochoty sie z nim dzielic swoimi intymnymi sprawami. Wiec kiedy na informacje o kilku waznych sprwach doczekaslam sie reakcji " ziew i zlew" to mam zbyt wielka blokade, zeby sie podzilic wynikiem biopsji, nawet pozytywnym.
          A ze to rownia pochyla? No tak, ale pamietajmy, ze kobieta tez jest tylko czlowiekiem, i ma prawo sie zablokowac. I zreszta nie wiem, czy w takich sytuacjach blokada nie ejst wlasnie zdrowa reakcja.
          • asia_i_p Re: co dalej... 08.10.15, 11:24
            Oczywiście, że ma prawo, tylko co dobrego jej przyniesie realizacja tego prawa?

            Jeżeli chce tego związku, to powinna - nie w każdej chwili oczywiście, bo człowiek nie jest automatem - działać jednak w sposób, który ją przybliża do realizacji jej potrzeb, nie oddala. W związku nie chodzi o to, żeby mieć moralną rację w ostatecznym rozrachunku, tylko żeby być szczęśliwym.
      • sonia_siemionowna Re: co dalej... 03.10.15, 20:05
        Ale moze on stwierdzil, ze gdybys chciala to bys powiedziala, a widocznie skoro nie mowie, to masz powod i nie bedzie naciskal? Naprawde, tak moglo byc.
    • sonia_siemionowna Re: co dalej... 03.10.15, 19:40
      Moj partner taki jest. Ale on ma Aspergera. ;)

      😝

      Tak serio, to o ile nie jestes bardzo niezalezna kobieta z pasjami itp. to moze byc ciezko. U nas jest ok, tzn. niestandardowo ale ok, ale my nie mamy dzieci no i oboje dobrze funkcjonujemy niezaleznie od siebie typu wyjazdy osobno itp. To nie kazdemu odpowiada.

      Ludzie maja rozna potrzebe bycia z innymi. Moze on potrzebuje mniej bycia razem niz Ty? To nie znaczy, ze Cie mniej kocha. Tyle, ze ludzie roznie okazuja milosc. Jedni przez rozmowe, dzielenie sie emocjami itp., kontakt cielesny, inni przez robienie konkretnych rzeczy. Na przyklad: moj partner nie lubi kontaktu cielesnego typu przytulanie itp. I oczywiscie dla wielu kobiet to byloby nie do zaakceptowania. Ale za to robi dla mnie duzo konkretnych rzeczy nieproszony typu przynies,podnies, kup, podwiez, zrob sniadanie itp. No i mnie glaszcze po glowie do snu, bo wie, ze lubie. Ale przytulanie sie na kanapie podczas ogladania filmu to ponad jego sily ;)

      Taki przyklad z zycia podaje, zebys nie panikowala, bo to, ze facet ma swoj swiat i jest malo komunikatywny nie musi oznaczac, ze Cie nie kocha.

      Spokoj metody gumki od majtek, tzn przestan sie narzucac i dopraszac i badz zyczliwa ale zainteresowana soba. Zostaw ten obiad i jak on przed komputer to Ty na spacer albo do kolezanki albo poczytac z walkmanem na uszach. Bez focha, z usmiechem. Kazdy potrzebuje przestrzeni, Ty tez, chociaz moze o tym nie wiesz. I moze byc tak, ze jak Ty poluzujesz te gume i sie zajmiesz soba, to on nagle zachce z Toba spedzac czas/rozmawiac.

      • sonia_siemionowna Re: co dalej... 03.10.15, 20:07
        Sproboj nie spokoj... Z telefonu wysylam
    • ezmd99 Re: co dalej... 04.10.15, 09:08
      Opisałaś moje życie sprzed kilku lat. Koniec końców po takim zachowaniu, nawet biopsja5sue zgadza, mąż mnie zdradził, porzucił.
      Po jakimś czasie zaczęliśmy rozmawiać i dociekać, dlaczego to wszystko się wydarzyło.
      I jak tu chyba Heniek powiedział, kiedyś padło z mojej strony jedno słowo (zdanie) za dużo. I dalej potoczyło się. On się zamknął w sobie i tak żyliśmy obok siebie. Koszmar, nie życie.
      I chyba najgorsze było to, że nie wiedziałam o co chodzi. A on się mścił za to jedno zdanie. Fakt, dla mężczyzny najgorsze, co może usłyszeć.
      Także pomyśl, co mogłaś powiedzieć i co mogło go urazić.
      • heniek.8 Re: co dalej... 04.10.15, 09:37
        > Także pomyśl, co mogłaś powiedzieć i co mogło go urazić.

        z tym że może się nasza autorka zastanawiać, myśleć i dojść do fałszywych wniosków

        tak samo jak gostek praktycznie nie masz szans na to żeby się domyślić, co mogło urazić ją (że kiedyś tam nie zapytał o wynik badania).

        więc zalecam 100% szczerość, transparentność

        raz że się wtedy dowie prawdy, a dwa że - takie jest przynajmniej moje zdanie - lepszy jest związek w którym mówi się otwarcie "to i to mnie uraziło" niż taki w którym jedno na drugie się po cichu obraża ("domyśl się" :-)
        • nena20 Re: co dalej... 05.10.15, 10:31
          wymyśliłam, że napiszę pamiętnik. Zaczynam od dziś, codziennie wieczorem napiszę kilka słów jak nam minął dzień, po jakiś 2 miesiącach mu prześle do przeczytania. Zobaczymy co będzie dalej.
          • asia_i_p Re: co dalej... 07.10.15, 00:11
            A nie lepiej list?
            Pamiętnik jest dosyć obciążający dla czytającego, coś jak zbieranie materiału dowodowego - w zeszły wtorek było mi z tobą okropnie i dwa tygodnie temu też - z taką informacją nic nie da się zrobić, pozostaje się zamknąć. A list, w którym napisałabyś pozytywnie, o co ci chodzi, miałby moim zdaniem szansę wzbudzić cieplejsze uczucia.
            • heniek.8 Re: co dalej... 07.10.15, 07:14
              list też może byc negatywny, ale jest w tym racja: co z tego że kolo za 2 miesiące dowie się że coś wzbudziło jakieś uczucia autorki? niestety niewiele.
              no a poza tym dziewczyna pracuje nad tym 2 miesiące, a on w tym czasie nad niczym nie pracuje, nie jest zaangażowany w związek, a na końcu może powiedzieć, że go to nie interesuje.

              czyli z tego punktu widzenia list byłby bardzej adekwantny bo masz instant feedback :)
              • nena20 Re: co dalej... 07.10.15, 09:13
                ja już naprawdę nagadałam się bardzo dużo, to tak jak z dzieckiem któremu ciągle ględzisz a potem przestaje sluchać. List będzie kolejnym wywodem i nic więcej. Muszę wskazać konkretne zachowania, moje odczucia pisane na bieżąco. To nie tak, że opisy te będą jakieś szczegółowe. chciałabym pokazać mężowi jak funkcjonuje nasza rodzina. Jeśli np. nie będzie odzywał się przez kilka dni albo tylko służbowo to udowodnię, że jest tak jak mówię. Może zastanowi się dlaczego tak się zachowuje?
                Kiedyś przyciśnięty do muru z bezradnością w oczach przyznał, że nie wie dlaczego tak jest? Kiedyś podobnie zachowywał się w stosunku do dziecka, moje reakcje były bardzo ostre, nie pozwoliłam karać dziecko milczeniem. Moje argumenty nie trafiały więc bez kozery komentowałam "tatuś jest na innej planecie, teraz nie bezie rozmawiał ale mu jutro przejdzie" itd. wiem to nie było przyjemne ale podziałało! Praktycznie nie ma takich akcji.
                Podjęłam jeszcze jedną akcję protestacyjną, śpię na kanapie i powiedziałam, że z obcymi ludźmi nie mogę dzielić łóżka. Jestem zdeterminowana a by to wszystko zmienić i raz na zawsze wyeliminować dziwaczne zachowania mojego męża.
                • zuzi.1 Re: co dalej... 07.10.15, 09:43
                  Daj mezowi do przeczytania ksiazke " Powrot do swego wew. domu" John Bradshaw. Jeze zachowania Twojego meza sa konsekwencja wychowania w dysfunkcyjnej rodzinie, to moze ta lektura da mu cos do myslenia i zacznie kojarzyc co jest zrodlem jego zachowan w stosunku do Ciebie teraz i kiedys do dziecka.
                • sonia_siemionowna Re: co dalej... 07.10.15, 09:49
                  Moim zdaniem tylko pogorszysz sprawe, bo widac, ze sobie nie masz nic do zarzucenia i zbierasz dowody winy pana.

                  A Ty tez sie zmienilas, byc moze on jest rozczarowany zwiazkiem tak samo jak Ty i tym, ze nie ma o czym z Toba gadac, bo nie interesuje Cie nic, co interesuje jego?

                  Zamiast trabic czas na plawienie sie w opisach, Jak Ci zle, postaraj sie troche. Ze on powinien? Moze i tak ale widocznie unika konfrontacji i popadl w marazm.

                  Zacznij robic cos sama, bo widac, ze nie masz chyba swoich pasji ani hobby, Twoje zycie kreci sie wokol pana i dziecka i pan chyba sie czuje stlamszony.
                  • vilez Re: co dalej... 07.10.15, 10:08
                    Podpisuje się pod Tobą.
                    To wygląda naprawdę tak, że autorka całą "winę" przypisuje mężowi. Tymczasem:
                    1. tu nikt nie musi być" winny", jest po prostu problem. A problem nie musi oznaczać winy, konieczności wskazywania winnego,
                    2. problem może leżeć po obu stronach.

                    Masz też rację, że człowiek mający swoje życie nie będzie oczekiwał, że je mu wypełni w całości drugi człowiek. Zwłaszcza zaś - słowami ;) Nie każdy lubi, za przeproszeniem pleplać o duszy maryni.
                    • nena20 Re: co dalej... 09.10.15, 20:30
                      mam bardzo fajną pracę i to dodaje mi dużo siły i energii. Mam swoje pasje, chętnie wybieram się w podróże, niestety wszystkie muszę ja planować. To że nie lubię gadać o kolejnych królach Polski nie świadczy, że jestem tępa i nieciekawa. Mąż np. nie zna się na podstawowych gatunkach drzew i co z tego wynika? nic, każdy jest inny. Lubię czytać książki, on nie czyta wcale, za to ogląda filmy sensacyjne, i co nic? Ale widzę, że ludzie z pracy wiedzą o mnie więcej niż mój własny mąż. Bywają tygodnie, dni, że traktuje mnie jak powietrze.

                      Nie chcę wszystkiego tu pisać, jak podałam przykład biopsji to potem była cała psychoanaliza.
                      Wyraźnie napisałam, że mąż jest dobrym ojcem, nie ma w sobie agresji, jest sumienny, pomaga w domu (choć nie jest po równo, to i tak nie jest źle). Dlatego szukam recepty na uratowanie tego związku. Bywają większe problemy, zdrady, przemoc, brak zainteresowania dzieckiem itd.


                      • ezmd99 Re: co dalej... 10.10.15, 06:57
                        Myślałam tak jak Ty i dobrze mimo wszystko oceniałam swoje małżeństwo. Mąż też pomagał w domu, kochał córkę ponad wszystko, nie było w domu problemów finansowych. I też nad wszystkim panowałam ja. Organizowałam wszystko. Moją pasją są podróże o znowu wszystko ja.
                        Teraz z perspektywy czasu widzę, że guzik go to wszystko interesowało. Mnie nie znał w ogóle. Nawet, kiedyś podczas jakiejś zabawy na wyjeździe, wyszło, że nie wie kompletnie nic. Nie potrafił powiedzieć, ani czym się interesuję, ani czego nie lubię, co lubię, a nawet podać koloru oczu. Przez 20 lat nie poznał człowieka, a twierdził do końca, że mnie kocha.
                        Idźcie na terapię, może otworzy mu oczy.
                        Z biopsją miałam tak samo, z tomografią też. Po prostu go to nie interesowało.
                        Kiedyś przy jakiejś dolegliwości niby w żartach powiedział "przecież brałem Cię zdrową".
                        Teraz uważam, że popełniłam błąd ciągle licząc, że mnie zauważy, przestanie ignorować. Trzeba było uciekać.
                        Ciężkie decyzje przed Tobą. Trzymaj się :)
                  • tully.makker Re: co dalej... 08.10.15, 12:43
                    > Zacznij robic cos sama, bo widac, ze nie masz chyba swoich pasji ani hobby, Two
                    > je zycie kreci sie wokol pana i dziecka i pan chyba sie czuje stlamszony.

                    Z postow watkodajki wynika dokladnie odwrotna sytuacja. Ale kazdy widzi to, co mu dyktuja jego doswiadczenia.
                    • sonia_siemionowna Re: co dalej... 09.10.15, 00:55
                      Przeciez napisałam, ze nie maja o czym gadac, bo jej nie interesuje to, czym interesuje sie maz. To niech sie zainteresuje czym innym. Interesujacymi ludzmi latwo jest sie interesowac. Natomiast cowieczorne gadanie o tym, jaka zupe ugotowac na jutro mnie osobiscie takze doprowadziloby do szalu i wolalabym siedzec z ksiazka/komputerem niz prowadzic takie dyskusje.
                      • sonia_siemionowna Re: co dalej... 09.10.15, 00:56
                        'napisala' nie 'napisalam'.
                    • vilez Re: co dalej... 11.10.15, 17:55
                      No chwileczkę, jeżeli autorka musi dopiero poczytać/się dowiedzieć o kwestii uchodźców, to można mieć uzasadnione wątpliwości co do tego, czy można z nią porozmawiać o czymś więcej, niż obsługa domowa. Ergo: uwiąd relacji.
                • martishia7 Re: co dalej... 07.10.15, 15:44
                  Obawiam się, że z takim typem jak Twój mąż, będąc taką osobą, jak się zaprezentowałaś (potrzebującą uwagi i rozmowy), to nie jesteś w stanie wygrać wojny nerwów "na przetrzymanie".
                • sebalda Re: co dalej... 07.10.15, 16:22
                  Kiedyś podobnie zachowywał się w stosunku do dziecka, moje reakcje
                  > były bardzo ostre, nie pozwoliłam karać dziecko milczeniem.

                  To się niestety znowu wpisuje w pewien schemat zachowań pewnej grupy osób. Chowanie urazy, nieartykułowanie jej (z braku umiejętności lub wyrachowania, żeby prowokować) i karanie milczeniem za coś, o czym nawet ta druga strona nie ma pojęcia, skoro to coś nie zostało wyartykułowane. Kompletny brak komunikacji, dla mnie to koszmar, bo ciągłe gubienie się w domysłach, co znowu źle zrobiłam, że on się do mnie wcale nie odzywa, byłoby nie do wytrzymania.
                  Ja stawiam jednak na to, że facet nie tyle robi to z premedytacją, co po prostu brakuje mu narzędzi, umiejętności, ma wdrukowany wzorzec niewchodzenia w interakcje, woli się zamknąć w sobie, niż zaryzykować prawdziwą dyskusję, polemikę, choćby i kłótnię, która przecież mogłaby zaowocować oczyszczeniem atmosfery, wyjaśnieniem wszelkich niedomówień czy konfliktów interesów.
                  Tu nie chodzi o to, że autorka jest nieciekawa i się nie stara, że sama jest nudna i ma nie wiadomo jakie wymagania wobec faceta. Tu jest problem braku komunikacji z jego strony, nie tylko rozmowy, ale jakiegokolwiek porozumienia, dyskusji o tym, co może mu nie pasować. On woli się zamknąć w sobie, niż ryzykować konfrontację, a tak się na dłuższą metę nie da żyć.
                  Pokazywanie mu tego wątku i prowadzenie pamiętnika chyba nie są dobrymi rozwiązaniami. Ja na przykład nie odpuszczam, gdy syn łapie czasami takiego focha, idę do niego i za wszelką cenę dążę do tego, by mi powiedział, czemu się tak zachowuje. Początkowo nic z tego nie wychodzi, ale po chwili on wreszcie wyłazi ze skorupy i mówi, że miał zły dzień na przykład, że ma jakiś problem itp. dlatego nie chciał ze mną gadać i zachował się opryskliwie. To nawet nie chodzi o to, żeby przeprosił, ale żebym wiedziała, że to nie jest wymierzone przeciwko mnie, tylko wynika z innych, niezależnych przyczyn. I żeby nauczyć go, że brak komunikacji jest niezwykle niszczący i zły. Wiem, że nie każdego da się tak otworzyć, wiem, że matka i dziecko to inny układ, ale czasami takie drążenie może pomóc. Ze stosunkiem męża do dziecka sobie autorka poradziła, może uda się też ogólnie coś zmienić w tym układzie.
                • asia_i_p Re: co dalej... 07.10.15, 17:05
                  Jeśli np. nie będzie odzywał się przez kilka dni albo tylko
                  > służbowo to udowodnię, że jest tak jak mówię. Może zastanowi się dlaczego tak s
                  > ię zachowuje?

                  Udowodnienie komuś, że jest beznadziejny, to cholernie ryzykowna strategia wprowadzania zmian w związku. Jeżeli ktoś cię zapędzi w kozi róg i udowodni swoje racje, to przede wszystkim masz ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie, a nie "się poprawić".
                  Co jest twoim celem - żeby było lepiej czy żeby mąż się przyznał, że jest źle?
                  • sonia_siemionowna Re: co dalej... 10.10.15, 20:02
                    Podpisuje sie
                  • nena20 Re: co dalej... 11.10.15, 19:36
                    tak chcę aby mąz przyznał, że jest źle, własnie o to mi chodzi. Może wtedy postaramy się wspólnie, a nie tylko ja.
                    Jeśli mamy być razem to będziemy jeśli to przyspieszy rozstanie to trudno.

      • asia_i_p Re: co dalej... 08.10.15, 11:26
        > I jak tu chyba Heniek powiedział, kiedyś padło z mojej strony jedno słowo (zdan
        > ie) za dużo. I dalej potoczyło się. On się zamknął w sobie i tak żyliśmy obok
        > siebie. Koszmar, nie życie.

        Bardzo wygodne tłumaczenie porzucenia chorej/ potencjalnie chorej żony.

        Mam nadzieję, że nie dałaś sobie wmówić całkowitej odpowiedzialności za rozpad waszego związku?
        • ezmd99 Re: co dalej... 08.10.15, 19:47
          Jesli dobrze czytam drzewko, to do mnie. Najpierw dałam, całą winę brałam na siebie. Bo ja coś chciałam, a przecież mogło byc byle jak, byle było. Teraz już wiem, że to nasza wina. A zdrrada to jego decyzja. Teraz wiem, że karał mnie , że wyładowywał na mnie swoje frustracje zamiast po prostu porozmawiać. Nigdy nie rozmawiał. Zawsze w trakcie jakiejkolwiek rozmowy, czytał książkę, grał na komórce , grał na komputerze , oglądał telewizję . Praktycznie od początku małżeństwa. Nie da się wówczas prowadzić rozmowy. Psychiatra powiedział krótko, całe życie żyła pani w trójkącie.
          A jedno zdanie za dużo może się każdemu trafić. Wiem,ze nie powinno. Ale może wówczas , o co innego by się obraził.
          Z perspektywy czasu, żałuję tylko lat poświęconych dla ratowania tego związku. szkoda było czasu.
          • asia_i_p Re: co dalej... 08.10.15, 21:53
            Uff, to dobrze, że masz to tak rozsądnie poustawiane. Bo jedno zdanie za dużo to nie jest coś, co może rozwalić związek, który obie strony traktują poważnie, a facet moim zdaniem po prostu znalazł sobie świetny pretekst. A czasu pewnie nie ma co żałować - nauka jest czasochłonna, ale czasem warto ten czas poświęcić. ;) Dzielna babka z ciebie, życzę ci szczęścia.
            • ezmd99 Re: co dalej... 09.10.15, 14:15
              Dzięki, stram się. Niestety nie zawsze wychodzi. Poczucia wartości nie odboduwuje sie z dnia na dzień. Pracuję przede wszystkim nad sobą, przerabiam ten związek we wszystkie strony. Wiem, że i tak będę popełniała błędy , ale peewnych moge uniknąć. Pierwsza i podstawowa rzecz w związku komunikacja, nie dam sie chyba nigdy " wtopić" w związek bez możliwości mówienia o własnych uczuciach, o bolączkach i emocjach. Tzn ja mówiłam , niekiedy krzyczałam, ale była ściana. A wystarczyłaby jedna rozmowa. Odbyła się, ale po 1,5 roku od zdrady, rozstania i całego tego horroru. Za późno.
    • nowy99 Re: co dalej... 07.10.15, 21:53
      Z moich obserwacji: mężowie nie potrzebują się konfrontować, rozmawiać z nami, wymieniać poglądy itp itd.. To my kobiety potrzebujemy ajkiejś bliskiej osoby do nieustannego kontaktu werbalnego.
      Nie wiem po co wymyślono związki męsko damskie na całe życie, to nie pasuje do natury obu płci.

      Mężatka ze stażem 15+
      • sebalda Re: co dalej... 08.10.15, 10:30
        nowy99 napisał:

        > Z moich obserwacji: mężowie nie potrzebują się konfrontować, rozmawiać z nami,
        > wymieniać poglądy itp itd.. To my kobiety potrzebujemy ajkiejś bliskiej osoby d
        > o nieustannego kontaktu werbalnego.
        > Nie wiem po co wymyślono związki męsko damskie na całe życie, to nie pasuje do
        > natury obu płci.

        A ja mam akurat inną obserwację (mężatka ze stażem 25+). W moim małżeństwie to zdecydowanie mąż ma większą potrzebę wygadania się i podyskutowania z kimś inteligentnym;) Nawet po największych awanturach to on pierwszy nie wytrzymuje i zaczyna rozmawiać, bo nie potrafi bez tego żyć. A że ja nie potrafię być zapiekła w złości i obrażać się na długo, prędzej czy później daję się wciągnąć w te dyskusje.
        Myślę, że to kolejny stereotyp, że mężczyźni nie lubią gadać. Na pewno do niedawna przez wychowanie facetów na małomównych twardzieli częściej to oni byli mniej skorzy do rozmów i konfrontacji, ale czy to faktycznie jest bardziej w ich naturze? Jakoś wątpię.
      • alpepe Re: co dalej... 08.10.15, 13:21
        Z mojej obserwacji, rozstałam się z mężem jakiś czas temu, ale z uwagi na wspólny biznes i dzieci, żyjemy prawie jak małżeństwo i on i ja potrzebujemy wymiany poglądów, rozmowy itp. Po tylu latach, kiedy on mi już każdą pierdołę ze swojego życia w zasadzie opowiedział, nadal całymi godzinami wisimy na telefonach (on jest bardzo często w podróży). Nawet jak przyjdzie do mojego domu do dzieci, to i tak córki się denerwują, bo on nagle coś musi opowiedzieć mnie, zamiast zająć się nimi.
    • julita165 Re: co dalej... 08.10.15, 15:58
      Przeczytałam chyba wszystkie Twoje wpisy i mam nieodparte wrażenie, że czytam o moim już na szczęście od kilku dni byłym mężu. Też brak rozmowy, gapienie się w kompa albo TV, milczenie w odpowiedzi na moje uwagi albo problemy i tak krok po kroczku oddaliliśmy się od siebie i nie było już o czym gadać, rzeczywiście przestaliśmy mieć sobie cokolwiek do powiedzenia. Ja również wcześnie zauważyłam ten problem, próbowałam wytłumaczyć, wiele razy o co mi chodzi. Groch o ścianę.
      • ezmd99 Re: co dalej... 08.10.15, 19:50
        Czytałam Twoje wpisy i nawet kiedyś napisałam, że tak jakby o mnie. Podobny typ mężczyzny. Chyba tylko można pogrtaulować rozwodu. Przede mna jeszcze ta droga.
        • julita165 Re: co dalej... 09.10.15, 09:55
          Nie napiszę, że polecam rozwód bo każda sytuacja jest inna i każdy sam musi ocenić swoją sytuację ale tak generalnie jeśli w małżeństwie jest dłuższy czas źle i piata/dziesiąta próba nic nie zmienia to rozwód jest najlepszym wyjściem. Odzyskuje się spokój ducha. A sama procedura, jeśli strony są dogadane, to pikuś. 35 minut łącznie z ogłoszeniem wyroku i to pomimo posiadania dziecka.
          • ezmd99 Re: co dalej... 09.10.15, 14:17
            czekam, ąż mąż złoży papiery. Umiał porzucić rodzinę, zdradzić, kłamac , oszukiwać przez tyle czasu, niech się wykaże.
            Spokój odzyskałam od razu po jego odejściu. Z frustrowanej , pogrążonej w depresji kobiety powoli się odradzam. Dużo pracy mnie to kosztuje. Ale może warto.
            • julita165 Re: co dalej... 09.10.15, 15:09
              Chociaż w naszym przypadku w końcu to mąż pierwszy wystąpił z inicjatywą rozstanioa to sama złozyłam papiery. Jakbym liczyła na niego to pewnie czekałabym z 10 lat a poza tym na pewno coś by sp...ł :-)
              • ezmd99 Re: co dalej... 09.10.15, 16:33
                Mam takie wrażenie, że u mnie będzie identycznie. Nie mogę się zebrać, żeby to załatwić. Chyba jeszcze nie dojrzałam.
                U mnie to mąż nie występował z propozycją rozstania, po prostu zamienił mnie na młodszy model, ci zresztą od kilku lat wszem i wobec głosił. Bez słowa wyjaśnienia, zresztą do tej pory uważa, że nie musiał, że to jego sprawa. W końcu po tylu latach poszukiwań jakaś go zechciała.
    • molly_wither Dulscy 10.10.15, 17:59
      Dulski tez milczal cale zycie, a splodzil z Dulska 2 corki i syna. I zyli dlugo i szczesliwie. W dobrym zwiazku ludzie nie musza ciagle gadac, moga milczec i sie rozumiec. Jesli tak nie jest tzn.ze zwiazek nie jest dobry i nie opisuj,jak to sie swietnie rozumiecie i nie ma klotni. Dowiedziono naukowo i statystycznie,ze najczesciej rozpadaja sie zwiazki, w ktorym nie ma klotni.
      Umarlabym z nudow w takim malzenstwie.
      • nena20 Re: Dulscy 10.10.15, 21:07
        to może przytoczysz jakieś artykuły naukowe, najlepiej z bazy web of sciences? zawsze myślałam, że najczęściej przyczyną jest zdrada, alkoholizm, przemoc, awantury? Mój mąż, być może jest to jakieś zaburzenie, nie potrafi się kłócić. Ja mogę krzyczeć a on będzie milczał, a potem nie odzywa się kilka dni. Co ciekawe, nigdy nie słyszałam aby jego rodzice się kłócili.

        Może u nas po prostu wszystko się wypaliło? może za kilka lat się rozwiodę, na pewno nie teraz mamy dziecko, mąż sporo pomaga nie chcę zostać sama. Dzielimy obowiązki, po prostu nie poradzę sobie sama, nie mam tu nikogo, mam sporo wyjazdów i co wtedy zrobię? W sumie to po pojawieniu się dziecka wszystko jakoś poleciało, być może częściowo z mojej winy? tego sama nie potrafię ocenić, na ile moje zachowanie mogło być dla niego przytłaczające, że tak mocno się wycofał. Przed dzieckiem na pewno było o wiele lepiej, dzwonił do mnie w ciągu dnia, rozmawialiśmy na pewno dużo więcej.

        Może to ja dorosłam, zmieniłam się, dojrzałam i już nie wystarcza mi to co było dawniej? Może to różnica wychowania, zawsze miałam zainteresowanie rodziców, wiem co u nich, co u rodzeństwa. Mąż nie bardzo, utrzymuje jakiś tam kontakt ze swoim bratem, nie za częsty. Nie pyta rodziców o zdrowie, a są to już ludzie którzy mają swój wiek i coś tam im dolega, nie opowiada im o swoich problemach. Wreszcie to może on się znudził, z tego wszystkiego wynika, że to ja najbardziej mu się znudziłam? Tak czy siak jestem nieszczęśliwa i zazdroszczę wszystkim, którzy mogą się normalnie porozmawiać.


        • zuzi.1 Re: Dulscy 11.10.15, 21:36
          A jaki jest jego brat? W rodzinach, ktore nigdy sie nie kloca moze byc zaburzony przeplyw emocji, a wlasciwie brak tego przeplywu. To co Ty widzisz z zewnatrz moze byc jedynie pozorem normalnosci, w srodku takiej rodziny moze byc patologia. Z czegos wynika to, ze maz nie potrafi sie klocic a tuz po obraza sie na kilka dni. Moze w rodzinie jako dziecku nie dano mu prawa glosu i stad nie potrafi sie klocic, a obrazanie moze brac sie stad, ze ktos sie na niego obrazal na kilka dni, i taka wlasnie sztuke ' komunikacji' opanowal. Takie zachowania nie biora sie znikad. Pociagnij jego brata za jezyk i dowiedz sie jak wygladalo ich dziecinstwo. Coraz bardziej obstawiam, ze to moze byc dysfunkcyjna rodzina a zachowania meza to konsekwencja wychowania w takiej rodzinie. Jakie sa relacje brata meza z rodzicami?
          • nena20 Re: Dulscy 12.10.15, 15:06
            może tak własnie być,
            aktualnie nie mam możliwości rozmowy, ale wiem z kim na ten temat porozmawiać. Wiem tylko, że mój mąż nigdy nie był na pierwszym miejscu, ma jeszcze dwóch braci, o sprawie wiem od siostry teściowej. Przypuszczam, że jako najstaszy miewał najmniej uwagi, nastepny jest młodszy o 18 mesięcy. Teściowa zawsze komentuje, że ma synów i dlatego nie ma z nimi kontaktu. Już pisałam, że z wnukami nie szuka kontaktu, po prostu taka jest. Teść właściwie zachowuje się podobnie.

            Ogólnie ta informacja i tak mi nic nie daje, jedyne co wywalczyłam to fakt nie karania milczeniem naszego dziecka.
    • quelquechose Re: co dalej... 12.10.15, 17:05
      Napisze z perspektywy introwertyka. Poniekad rozumiem twojego meza, bo sama mam takie tendecje. Caly dzien w pracy, potem dziecko i ani chwili dla siebie. Ja po prostu marze, zeby do nikogo sie nie odzywac i miec swiety spokoj! Wiem, ze to nie fair w stosunku do partnera (ktory skądinąd tez jest raczej introwetryczny, ale mniej - no i on spedza caly dzien w samotnosci, wiec spokoju mu nie brakuje), wiec czesto sie zmuszam, zeby jednak z nim chwile pogadac ;) Pisze 'zmuszam' nie dlatego, ze nie interesuje mnie komunikacja z nim, ale jestem po prostu przeciazona sensorycznie i mam dosyc wszystkich. Kiedy mam sie zregenerowac? Co do powaznych rozmow na temat zwiazku (patrz wszelakie pretensje), to rowniez sie zamykam, bo dyskutuje jedynie wowczas, gdy czuje sie bezpiecznie, a nie pod atakiem. Jesli chcesz przekazac mezowi, jak sie czujesz, to moze napisz do niego maila? Moze tak mu bedzie latwiej przetrawic?
      To, ze maz jest bardziej rozmowny podczas zorganizowanych spotkan z rodzina czy znajomymi rowniez mnie nie dziwi. Sceneria jest po prostu inna i scenariusz wymaga, ze teraz rozmawiamy, ale potem jest gwarancja spokoju i regeneracji po powrocie do domu. W zwiazku z tym powinniscie po prostu wychodzic na drinka, obiad itp. - zeby sceneria zmuszala do rozmowy. Dom = spokoj, odpoczynek, a co za tym idzie nie dlugie konwersacje.

      Nie znam twojego meza, ale jesli glownym problemem jest jego introwertyzm, to moja odpowiedz moze sie przydac.
Pełna wersja