Własna historia

10.12.15, 22:42
Chciałabym się Was spytać, czy macie podobne odczucia, albo jakieś przemyślenia w temacie, który mnie ostatnio czasem nurtuje i który postaram się pokrótce nakreślić, choć nie wiem, czy dobrze oddam jego specyfikę.
W jakiejś rozmowie dziecko mnie spytało o coś z mojego dzieciństwa, i odpowiedziałam zgodnie z prawdą, ale bez specjalnych emocji. Z odpowiedzi wynikało, że czegoś nie robiłam z rodzicami i moje dziecko zdziwiło się i powiedziało, że chyba musiało mi być smutno, ale żebym się nie martwiła, bo teraz mogę to robić z nimi (tzn. ze swoją rodziną). I to mi uświadomiło, że bardzo mało opowiadam o swoim dzieciństwie, w zasadzie ciężko by mi było teraz znaleźć jakieś opowieści z dzieciństwa, które nie byłyby jedynie epizodami, a w zasadzie większość bardziej znaczących dla mnie historii jest pewnie w rozumieniu dzieci smutna, jeśli nie drastyczna i generalnie z tego względu nic nie opowiadam. Takie przemilczanie jest jednocześnie zakłamywaniem całej mojej historii, jakimś może też ograniczeniem ekspresji, choć nie jest dla mnie do końca problemem, że nie dzielę się tą swoją przeszłością z uwagi na mnie samą, przynajmniej w kontakcie z dziećmi. Ta kwestia też do mnie jakoś wróciła, jak sobie czytałam biografię A. Miller, którą rekonstruował jej syn, który od matki nie wiedział dosłownie nic o jej dzieciństwie. I też sobie przypominam różne historie dotyczące wojny, które opowiadali mi dziadkowie (choć nie jest to do końca analogia, bo nie dotyczyło to ich dzieciństwie). I te opowieści w jakimś zakresie były wybiórcze – np. obóz z czasów wojny znam głównie jako miejsce zapełniania masy wolnego czasu, gier, nauki, grup, odczytów, wymyślania metod przechytrzania Niemców etc. Jaki czas temu sprawdziłam w literaturze historycznej, że rzeczywiście były to zapewne prawdziwe historie, ale też masa drastycznych szczegółów (oprócz jedzenia) była pominięta. I też pewne kwestie wojenne poznawałam w szerszym zakresie, jak byłam starsza, ale nie znałam ich wszystkich (cześć drastycznych i bardzo osobistych poznałam po śmierci dziadków – też nie „spotkaliśmy” się do końca w mojej dorosłości, więc nie było przestrzeni by spotkać się jako dorosłe osoby z obu stron). I się zastanawiam, czy kiedyś będzie taki czas, że będę mogła własne życie „skomentować” dzieciom własnymi słowami. Podobne wątpliwości mnie nachodzą, gdy czasem widzę pewne kwestie, które ogólnie odradza się komentować dzieciom – np. jak babcia coś zrobi miłego, to pewnie większość osób powie, że jak najbardziej można to skomentować, ale jak coś niemiłego (mogłoby to nie dotyczyć osobiście dziecka), to raczej zachować komentarz dla siebie (nie obarczać dzieci). I jest taki obszar, w którym człowiek jakoś reaguje (negatywnie – choć może to być pozornie niezauważalne) i pomija komentowanie tego, co czasem daje być może wrażenie niespójności (a ta podobno najgorsza;)).
Może ktoś coś na ten temat myśli i zechce się podzielić.
    • asia_i_p Re: Własna historia 11.12.15, 00:04
      Ja myślę, że nic na siłę.
      Nawet przed najbliższą osobą człowiek nie ma obowiązku obrać się do samego ogryzka. Pewne rzeczy gotów jest powiedzieć szybciej, pewne później, a pewne wcale, lub tylko ogródkami.

      I pewne rzeczy jednak trzeba dostosowywać do wieku, nie tylko ze względu na tego, komu się opowiada, ale i ze względu na opowiadającego. Kiedy zwierzasz się z czegoś, co cię kiedyś bardzo bolało, to jesteś na tyle bezbronna, że dobrze byłoby mieć jako słuchacza jednak kogoś w miarę dojrzałego.
      • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 11.12.15, 08:11
        Asiu, dzięki, będę miała w pamięci te słowa. Początkowo wydawały mi się nieprzystające do mojej sytuacji, ale tez mogę zawsze zastanowić się, na ile chciałabym coś powiedzieć tylko ze względu na mnie samą i przefiltrować to przez potrzeby dzieci.
        Z uwagi, że własne dzieciństwo dotyczy rodziców, a jednocześnie dziadków dzieci, w ogóle poruszanie tego tematu niejako ustawia (i to niekorzystnie) cały obraz tych dziadków i rodziny dziecka, dlatego jest trudnym tematem. Z jednej strony dziecko pozbawione jest opowieści o relacji z własnych rodzinnych historii, ale z drugiej zyskuje (?) spokój. Gdyby jakieś niemiłe przeżycia dotyczyły osób niezwiązanych z dzieckiem i jego "prehistorią" to nie byłoby pewnie to takie trudne do wywarzenia.
    • pade Re: Własna historia 11.12.15, 00:07
      Ja mam takie doświadczenie: moja mama opowiedziała mi parę drastycznych szczegółów z dzieciństwa kiedy miałam ok 12-13 lat. Przeżyłam traumę, miałam koszmary, nie mówiąc już o tym, ze narodził się we mnie wielki gniew, którego nie potrafiłam zintegrować. Poza tym czułam się bezsilna i dźwigałam ten ciężar, którym mnie obarczono bardzo długo, zbyt długo.
      Nie wiem czy młodsze dzieci lepiej sobie radzą z takimi informacjami. A może to nie zależy od wieku tylko od wrażliwości, osobowości, nie mam pojęcia.

      „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
      nasze spojrzenie na nie.”
      (Epiktet)
      • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 11.12.15, 08:20
        Pade, dzięki. Taka bezpośrednia relacja jest dla mnie szczególnie cenna. Jednak ogólny spokój dziecka zdaje się być nadrzędną sprawą, więc nawet za cenę pomijania pewnych faktów, może być lepszym wyborem. Dodatkowo sobie pomyślałam, że pewne kwestie ja widzę wyraźniej, bo z pomocę terapeuty, a jako dziecko z taką rzeczywistością kontaktowałam się z całą masą mechanizmów obronnych, a dzieci w niespodziewanej historii, nawet jeśli pytają, nie mają takiej możliwości i mogą na to nałożyć własne dopowiedzenia i przeinaczenia, które razem z historią podstawową dadzą więcej szkody niż pożytku.
        Zastanawiam się tylko, czy nie mam tendencji do nadmiernego oddzielania ich od moich przeżyć, bo wiele rzeczy wydaje się zagrażających - np. nawet nigdy nie mówiłam im o mojej terapii, bo to by się pewnie wiązało z koniecznością powiedzenia, czego ta terapia dotyczy. Gdyby dotyczyła np. klęski żywiołowej, a nie przeżyć z dzieciństwa, to nie niosłoby to takich potencjalnych zagrożeń dla dzieci.
        • amb25 Re: Własna historia 11.12.15, 09:33
          Uwazam, ze nie o wszystkim nalezy dzieciom opowiadac, ze czesto takie opowiadanie sluzy raczej opwowiadajacemu niz dziecku. Nie zawsze warto burzyc ich spokoj.
          Jesli masz potrzebe to napisz wspomnienia, tak jak chcesz i opisz tam wszystko to co chesz. Jak dzieci beda dorosle i beda chcialy to im dasz do przeczytania, albo zostawisz w testamncie. Bedziesz pewna, ze ta "wiedza" nie odejdzie wraz z toba.
          • jatojagodnik Re: Własna historia 11.12.15, 10:09
            Gdy byłam w późnym wieku nastoletnim moja mama w ramach dyskusji o zawiłościach życia uczuciowego opowiedziała mi, że zdradzała mojego tatę na poczatku ich związki, i że nigdy tak do końca nie przestała kochać tego drugiego mężczyzny. Ciężko mi było z tymi wiadomościami, ale ich wagę miałam poznać dopiero w wieku 35 lat - gdy okazało sie, że mój mąż zdradza mnie. I mama wzięła jego stronę. Raptem teściowa i zięć zaprzyjaźnili się, teściowa okazała się najmądrzejszą kobietą na świecie, a zięć fajnym facetem. Moje małżeństwo rozpadło się (dopier kilka lat później, z powodu kolejnej zdrady), mama nie żyje od 9 lat - a we mnie wciąż tkwi ból, że ona w obliczu mojej tragedii - leczyła swoje rany i swoje wyrzuty sumienia...
            • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 11.12.15, 10:34
              Współczuję. Ostatnio pisałam Oli-dom, że wg mnie matka zawsze powinna stać po stronie dziecka i tak bym to w takiej sytuacji widziała, że nie wchodząc w konflikt np. małżeński dziecka, byłaby jednak tylko jego (żeby nie zachodził konflikt interesów - coś jak u psychoterapeuty) "wyżalnią" i jego psychicznym wsparciem nawet merytorycznie się nie wypowiadając. Na pewno jednak nie "kanibalizować" problemów dziecka do rozwiązywania własnych problemów.

              W odniesieniu do moich rozważań chodzi mi o takie poczucie jakby "białych plam" czy w ogóle zniekształcenia przekazu historii. To tak jakby być sierotą, ale mówić dziecku, że się miało rodziców, albo być Żydem, a mówić, że się jest Polakiem, etc. Też prezentuje się człowiek inaczej jeżeli nie ukrywa, co go kształtowało etc. Ale może w odniesieniu do dzieci wybiera się mniejsze zło i są to takie dodatkowe koszty wychodzenia z ciężkich przeżyć, niejako wliczone w sytuację.
              • jatojagodnik Re: Własna historia 11.12.15, 10:50
                Rozumem o co chodzi. W przytoczonej historii - gdyby nie wcześniejsza spowiedź matki - jej zachowanie było by dla mnie w ogóle niezrozumiałe. Znając jej "grzechy" mogłam je sobie zracjonalizować. Chociaż i tak bolało.
                Ale ja w ogóle mam poczucie, że bardzo dużo wiem o życiu rodziców i dziadków. Zwłaszcza od strony mamy. Jestem bardzo mocno osadzona, może jestem kontynuatorką damskiej linii rodu - od kilku pokoleń jedynych córek w męskim gronie. Ta narracja - silnych kobiet spoicielek rodziny - siedzi we mnie bardzo głęboko. Po śmierci mamy i kilka lat później - babci - ja muszę kontynuować i przekazać córce. I chyba to robię, uświadomiłaś mi że bardzo często opowiadam różności o przodkach.
                Dramatyczne wspomnienia - np z czasów wojny - były mi przekazywane ale chyba w złagodzonej formie. Bardziej jako powieść przygodowa z morałem, że wszystko można znieść...
            • ola_dom Re: Własna historia 11.12.15, 11:07
              jatojagodnik napisała:

              > ona w obliczu mojej tragedii - leczyła swoje rany i swoje wyrzuty sumienia...

              :(
              • pade Re: Własna historia 11.12.15, 11:10
                Ola, na ematce Korag założyła wczoraj wątek i prosiła, żebyś się wypowiedziała, jeśli możesz. To tak tylko informacyjnie, bo jej wątek zleciał zdaje się na dół i pewnie nie zwróciłabyś na niego uwagi.
          • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 11.12.15, 12:50
            michuk.filmaster.pl/artykul/pogorzelisko-recenzja-zwyciezcy-wff/
            Amb, z tym testamentem przypomniałaś mi "Pogorzelisko"... No nie wiem, może lepiej już za życia wszystko sobie powyjaśniać;)
        • pade Re: Własna historia 11.12.15, 10:30
          Ja bazując na własnym doświadczeniu nie opowiadałam niczego swoim dzieciom o dzieciństwie i dorastaniu dziadków aż do teraz, kiedy uznałam, że 17-latek z wygładzonymi okruchami historii sobie poradzi. Poradził sobie ale też nie było mu lekko, mimo, że usłyszał naprawdę niewiele. Młodszej córce jeszcze długo nic nie powiem, bo ona na pewno będzie przeżywać, płakać w nocy, etc.
          Tyle, że moje dzieci są w innej sytuacji bo mają dziadków i babcie na wyciągnięcie ręki, ja miałam tylko rodziców, więc siłą rzeczy chciałam coś wiedzieć na temat swoich korzeni.
          Dowiedziałam się albo za wcześnie, albo nie w taki sposób jak trzeba, trudno mi powiedzieć, z pewnością byłabym radośniejszą osobą gdybym nie wiedziała.
        • pade Re: Własna historia 11.12.15, 10:34
          Jeśli chodzi o terapię możesz powiedzieć, że chodzisz na rozmowy o życiu, żeby sobie wszystko poukładać czy coś w tym stylu. Nie musisz podawać szczegółów ale jednocześnie nie będziesz przemilczać.
          Rozumiem, że ważna jest dla Ciebie autentyczność i spójność, ale dzieci naprawdę nie muszą wiedzieć pewnych rzeczy, a innych wręcz nie powinny. Nie mogą być powiernikami swoich rodziców, bo to je krzywdzi.
    • ola_dom Re: Własna historia 11.12.15, 10:35
      A ja myślę, że przecież nie wszystko ze swojej własnej historii się pamięta. A o tym, czego się nie pamięta - także się nie mówi.
      I czasem są to właśnie te najtrudniejsze, wyparte wspomnienia.
      Ale jak to się ma do własnych dzieci i ich prawa (?) do poznania historii rodziny, to nie wiem :(
      • izabelski Re: Własna historia 11.12.15, 10:50
        Czytalam ciekawe badania jak sami decydujemy co pamietamy i co jest prawda.
        Stad historia jest nauka opierajaca sie na zrodlach, wspomnienia sa tylk ojednym z nich i musza byc poparte innymi faktami.

        Chyba najprosciej jest oddzielajac fakty od opinii.
        Dzieci powinny znac fakty.
        • jatojagodnik Re: Własna historia 11.12.15, 10:54
          O faktach to dzieci mogą poczytać o podręcznikach historii. Dzieci emocjonalnie związanie z bohaterami opowieści powinny znać opinie. To jest ważne w związkach rodzinnych i w budowaniu tożsamości - emocje i ich wpływ na bliskie osoby.
          • izabelski Re: Własna historia 11.12.15, 11:25
            ale ja nie mowie o faktach z historii kraju czy narodu ale faktach z zycia przodkow i zyjacych czlonkow rodziny
            • jatojagodnik Re: Własna historia 11.12.15, 11:39
              Ale jak przekazać fakty bez osądu? I bez emocji? Fakty nie mają znaczenia, to emocje w stosunkach rodzinnych są ważne.
              • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 11.12.15, 11:54
                No właśnie, ale ja czuję, że lepiej w ogóle o faktach nie mówić. Bo jak np. miałabym mówić o alkoholiźmie, chorobach psychicznych, etc. z faktami z tym związanymi? A to jakby była esencja mojego dzieciństwa. Myślę sobie, że np. jak ktoś odcina dzieci od rodziny, bo dziadek np. molestował, gdy jeszcze nie był dziadkiem, a ojcem, to czy kiedyś przychodzi moment na wyjawienie tego faktu po wielu latach, gdy dla dziecka rozłam w rodzinie jest niewyjaśniony, albo wręcz czuje, że coś jest przemilczane, etc. Z kolei utrzymywanie przez dziecko kontaktów z np. dziadkiem-ojcem-kiedyś-molestującym bez wyjawienia mu tego faktu też jest jakimś nadużyciem, ustawieniem w niewyjaśnionej do końca sytuacji, której emocjonalne konsekwencje jakoś się rozgrywają pewnie nadal. Jeśli chodzi o obce osoby, to np. naturalnie by się dziecku powiedziało - o, to był nasz sąsiad, ukradł nam rower i już się nie przyjaźnimy, albo: o, to nasz szef, nie lubimy go, ale zapraszamy, bo u niego zarabiamy i mamy pieniążki na wakacje, etc. Wyjaśnione są fakty, nasze nastawienie, aktualny stan zażyłości. Pomijam kwestię "dziecko jako emocjonalna gąbka czy polepszacz nastroju", bo nie chodzi mi akurat o ten aspekt, chociaż się bardzo wiąże. Bardziej chodzi mi o takie budowanie tożsamości dziecka i tożsamości rodzinne, bardziej w rozumieniu Jatojagodnika. Wyjaśnienie w jakim układzie się jest. Nie mówię, że to ma dotyczyć małych dzieci, ale dzieci kiedyś są tez starsze.
                • izabelski Re: Własna historia 11.12.15, 12:27
                  Fakty:
                  * Wszyscy mescy zyjacy i niezyjacy czlonkowie rodziny ze strony mojego ojca to alkoholicy.
                  * Dziadek ze strony ich ojca jest alkoholikiem
                  Dzieci o tym wiedza i rowniez to, ze moga moga jak i ta czesc rodziny miec sklonnosci do uzaleznien.

                  Fakty poparte przykladami
                  * alkoholizm mojego ojca wplynal na zycie najblizszych czlonkowrodziny
                  * alkoholizm drugiego dziadka wplynal na zycie ojca i jego rodzenstwa

                  Mysle ze da sie mowic o faktach bez emocji jesli racjonalnie przemyslimy argumenty
                  • ola_dom Re: Własna historia 11.12.15, 12:38
                    izabelski napisała:

                    > Mysle ze da sie mowic o faktach bez emocji jesli racjonalnie przemyslimy argumenty

                    A ja nie wiem, jak można mówić bez emocji o pedofilli albo przemocy wobec rodziny. Nie twierdzę, że można, ale nie mam pojęcia, jak.
                    • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 11.12.15, 12:46
                      Właśnie, pomińmy może kwestię pedofilii, bo taka kwestia dodatkowo dotyka jakiegoś zrozumienia seksualności przez dziecko, ale właśnie takich kwestii z zakresu przemocy domowej, przemocy psychicznej, porzuceń, nadużyć emocjonalnych, etc.
                  • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 11.12.15, 12:44
                    Rozumiem, że tak Izabelski robiłeś(aś) i to przykład z życia? I na tej podstawie mogłabym wnioskować, że jeśli ktoś pomija (lub wręcz przeciwnie) pewne fakty zrozumiałe poznawczo w pewnym wieku przez dzieci, to wynika, to z jego emocjonalnego uwikłania, a bez takiego uwikłania swoją sytuację mógłby przedstawić "transparentnie" i jednocześnie nie obciążając emocjonalnie dziecka? Tak to widzisz?
                    • izabelski Re: Własna historia 11.12.15, 13:34
                      (jestem kobieta :) )

                      tak, pisze o moim zyciu

                      moje dzieci maja 18 i 16 lat i rozmowa na temat alkoholizmnu odbyla sie jak zaczelismy dyskutowac to kto i kiedy pije i dlaczego, czyli jakies 3-4 lata temu
                      corka wtedy lat 14 byla zaskoczona ze jej ukochany dziadek, ktorego widzi co tydzien jest alkoholikiem
                      wiec porozmawialismy o tym jak alkoholicy sie swietnie ukrywaja z nalogiem
                      moze ja jestem bardzo zorientowana na fakty bez emocjo, na pewno ona to jakos przezyla, ale ja potrafilam mowic o tym jak o "normalnej" rzeczy, czyli bez emocji

                      emocji z mojej strony w tej rozmowie nie bylo, bo ja nie oceniam co on robi i dlaczego
                      alkoholizm to choroba

                      mnie alkoholizm mojego ojca skrzywdzil, ale z nim nie mieszkalam

                      sama w domu praktycznie nie pije alkoholu, dzieci wiedza ze dlatego, ze wiem, iz moge miec w sobie jakies geny/sklonnosci do alkoholizmu totez unikam niepotrzebnych sytuacji (czyli picia wina w domu na zrelaksowanie sie jak to u nas w Anglii jest popularne wsrod matek)

                      nie rozmawialismy o alkoholizmie w rodzinie jak dzieci byly male, ale cala rodzina ex-meza jak sie wspolnie spotka pije cos malego (kieliszek czerwonego wina do obiadu i moze whiskey pozniej) tylko przy okazji obiado bozonarodzeniowego

                      dzieci widza,ze mozna sie swietnie bawic bez alkoholu
                      jak wyjezdzamy razem na wakacje tez nie pije, ciagle ich zaskakuje jak ludzie im oferuja piwo w Polsce np podczas sylwestra na stoku narciarskim.
                      Oczywiscie w Anglii sa rodziny, ktore inaczej zyja i sie bawia, ale nie mamy z nimi kontaktu.

                      Ja wiele przemyslalam na temat alkoholizmu w moim otoczeniu (w domu moich dziadkow nigdy nie bylo alkoholu i najblizsza rodzina mamy nie stawai butelki na stol jak sie spotykaja razem na roznych uroczystosciach).

                      Natomiast wies na ktorej sie wychowalam miala wiekszosc rodzin z problemami wynikajacymi ze spozycia alkoholu. Na mojej ulicy bylo 25 domow, tylko w naszym nie bylo alkoholika, W reszcie przy najmniej jeden, z reguly mezczyzna, a czasami wszyscy mezczyzni w danej rodzinie.

                      Nie wlaczanie emocji w odnoszenie sie do sytuacji rodzinnych jest chyba tylko mozliwe jak przeanalizujemy sytuacje, zrozumiemy (lub zaakceptujemy ja taka jaka jest). Jak przepracujemy bol i szkody ktore nam zrobiono w dziecinstwie,
                      Dla mnie to bylo mozliwe dopiero jak bylam rodzicem i sama odwazylam sie pojsc na krotka terapie. Moj terapeuta po prostu otworzyl wodospad emocji i uczuc ktore we mnie siedzialy i bardzo szybko doszlam do punktu w ktorym wiele uczuc w moim wnetrzu sie uspokoilo i potrafilam je nazwac po imieniu.

                      Ja nie wiem czy wybaczylam ojcu, juz go wsrod nas nie ma. Nie oceniam go. Nie obwiniam za to co teraz mam w moim zyciu, bo czuje ze to ja kreuje swoje mysli i reakcje na rozne sytuacje ktore mnie spotykaja.

                      Zajelo mi to wiele lat ale dzieki temu jestem szczesliwsza i pogodniejsza osoba :)

                      Mam nadzieje, ze moje wczesniejsze posty na tym watku kleja sie do kupy jak opisalam wiecej zrodla moich przemyslen.
                      • pade Re: Własna historia 11.12.15, 13:39
                        To jest cały wpis o Tobie. Nie ma nic o emocjach Twojej córki, która wg Ciebie jakoś tam to przeżyła. A pytanie jest o to czy informować dzieci i jak, jeśli już.
                        To, ze przedstawiasz dziecku fakty bez emocji, nie oznacza, że dziecko czy nastolatka nie poczuje emocji pod wpływem poznania faktu. I o te emocje, wywołane wiedzą, historią chodzi.
                        Jeśli rodzic nie potrafi zaopiekować się emocjami dziecka, pomóc mu poradzić sobie z nimi, lepiej, żeby darował sobie fakty,
                        • izabelski Re: Własna historia 11.12.15, 14:23
                          to byla odpowiedz na pytanie Paris-Texas - mam nadzieje,ze zrozumialam jej pytanie
                          moja opieka nad emocjami dzieci miala jak najbardziej miejsce - rozmowy odbyly sie na spokojnie, bez obwiniania kogokolwiek
                          mialy miejsce kilkukrotnie (bo dzieci na swoich party pija alkohol) wiec za kazdym razem cos tam dodajemy i dyskutujemy jesli temat zahacza o alkohol
                          nie jestem w stanie opisac wszystkich naszych dyskusji a jedynie ich ogolny kontekst

                          dlatego to, co wielokrotnie jest krytykjowane na tym forum (i wielu innych) a mianowicie wyciaganie konkluzji bez posiadania faktow nie jest pomocne w zadnej dyskucji

                          nie powiedzialam, ze sie nie interesuje uczuciami mojej corki, nie wyciagaj niepotrzebnych wnioskow bo to prowadzi do nieporozumien i konfliktow

                          czapke z glow dla tych, ktorzy znaja emocje swoich nastoletnich dzieci na kazdy temat i jest to prawda :)

                          a stwierdzenie typu "Jeśli rodzic nie potrafi zaopiekować się emocjami dziecka, pomóc mu poradzić sobie z nimi, lepiej, żeby darował sobie fakty" to wogole pisanie na osobny watek.

                          Osobiscie bajek i mitow nie przekazuje moim dzieciom od wielu lat, chyba ostatnie byly wrozki te co plasa za wypadajace zeby i sw.Mikolaj - jak mozesz wywnioskowac jestesmy rodzina ateistow.
                          • pade Re: Własna historia 11.12.15, 14:29
                            Paris pisze w ostatnim zdaniu do Ciebie o faktach...bez obciążania emocjonalnego dziecka. Ja zrozumiałam, ze nie chodzi o obciążanie własnymi emocjami, tylko takie przedstawienie faktów, które by wywołało jak najmniej emocji, z którymi dziecku trudno by było sobie poradzić.
                            Ale może coś źle zrozumiałam.
                      • jatojagodnik Re: Własna historia 11.12.15, 15:28
                        Zupełnie do mnie nie trafia ta idea oddzielania emocji od wydarzeń. Nawet jeżeli przepracowałaś temat i teraz już nie boli, to w czasie trwania wydarzeń były one bolesne i właśnie dlatego były znaczące dla Ciebie. Opowiadając o ni takim starszym dzieciom, nie można pomijać kwestii uczuć i emocji - bo uczucia pomagają im wartościować czyny i słowa. Wg mnie pełen skrajnych emocji 14-latek nie zrozumie właściwie matki powiadającej "na zimno" o alkoholiźmie ojca - bo on wie, że byłaś krzywdzona, i dla niego naturalną emocją jest złość, pretensja i nawet łzy. Opowiadanie o krzywdzeniu najbliższej rodziny jak o normalnej rzeczy jest wg mnie tłamszeniem ich emocji. No bo kiedy te złe ale i oczyszczające emocje mają wypływać jak nie w takich właśnie przypadkach?
                        • pade Re: Własna historia 11.12.15, 15:31
                          Zgadzam się.
                          Dlatego jestem za udzielaniem informacji wtedy, kiedy dzieci do nich dorosną i będą w stanie przy pomocy bliskich poradzić sobie z emocjami.
                          • pade Re: Własna historia 11.12.15, 15:32
                            Tylko jedno zastrzeżenie, dziecko to nie terapeuta! A pod wpływem emocji można posunąć się za daleko.
                            • jatojagodnik Re: Własna historia 11.12.15, 15:44
                              Dziecko to nie terapeuta - oczywiście. Ale gdy matka opowiadając o alkoholiźmie ojca wyciera oczy i siorbie nosem jest dla mnie bardziej wiarygodna niż opowiadająca "na zimno". Nie wywołuke dysonansu w dziecku. Nie uczy, że nawet jeżeli jesteś krzywdzony i jest ci źle to musisz trzymać emocje na wodzy i "trzymać fason".
                              • pade Re: Własna historia 11.12.15, 15:46
                                Zgadzam się.
                                • izabelski Re: Własna historia 11.12.15, 16:54
                                  a jak juz nie ma emocji z tym zwiazanych? oczywiscie dzieci wiedza ze mialo to na mnie duzy wplyw, na cale moje zycie, ale teraz juz te emocje mam za soba

                                  macie racje, powiem im wiecej o moim bolu w przeszlosci, ale nie z takimi emocjami jakie mna szarpaly 30 lat temu
                • asia_i_p Re: Własna historia 11.12.15, 16:02
                  W podobnej sytuacji do ciebie była chyba moja mama - mój dziadek był alkoholikiem i pijany bywał agresywny, a że był zapalonym myśliwym, straszył rodzinę bronią, do babci nawet strzelał, acz niecelnie. Dowiedziałam się tego jako już dorosła kobieta, moja mama nie żyła już wtedy. Nie myślałam ani o moich prawach do rodzinnej historii, ani o tym, jak to wpłynęło na stosunki z dziadkiem (a widywałam go naprawdę rzadko). Myślałam tylko o tym, ile ona z tej rodzinnej traumy połknęła, przetrawiła w sobie i nie dopuściła do naszej rodziny i byłam pełna podziwu i wdzięczna. Nie było to dla mnie szokiem ani traumą. Coś wyjaśniało, to wszystko.

                  Dzieci mają tę cudowną właściwość, że przyjmują świat, jakim jest. To, że mama ma bliskie stosunki z babcią i niezbyt bliskie z dziadkiem, to była część normalnego układu rodzinnego, takiego, jaki znałam. Jeżeli dziecko pyta, można myśleć, ile mu wyjaśnić, ale jeśli nie pyta, to znaczy, że w tej chwili nie potrzebuje wiedzieć. A tożsamość taka podstawowa buduje się jednak w układzie rodzice - dzieci, reszta to rozbudowanie. O ten podstawowy warto zadbać najpierw.
                  • izabelski Re: Własna historia 11.12.15, 17:03
                    Swietne podsumowanie; "tożsamość taka podstawowa buduje się jednak w układzie rodzice - dzieci, reszta to rozbudowanie."

                    ja mam bardzo dobre relacje z moimi dziecmi
                    staram sie nie prezkazywac im moich traum ale lekcje ktore z nich wynioslam

                    poniewaz nie klamie na temat opisow moich uczuc to mnie sluchaja i ufaja mi, ze moje analizy sa zdrowym obrazem przezyc i rzeczywistosci ktoa mnei otacza

                    ja osobiscie nauczylam sie wielu rzeczy o innych ludziach sluchajac ich i opowiesci o ich zyciu, oczywiscie nei wszyscy wokol nas uczciwie opisuja sytuacje, ale z czasem wyrabiamy siodmy (albo i osmy) zmysl wyczulajacy nas an bullshit prosukowany przez innych :D
    • panizalewska Re: Własna historia 11.12.15, 21:40
      Jak dla mnie - zależy, w jakim wieku jest dziecko. Ze swoją 3-latką często się dzielę informacjami ze swojego życia przedszkolnego, że kiedyś daaaawno temu mieszkaliśmy gdzie indziej (i opowiadam o tym miejscu, że ładnie, ale zupełnie inaczej itp). Moja córka zupełnie nie potrzebuje na razie słyszeć, że moi rodzice nie byli najfajniejszymi rodzicami i małżeństwem pod słońcem, czy coś takiego. Na razie nie jest w stanie tego pojąć. Jeśli się będzie pytała, jak będzie starsza - będę opowiadać, nie widzę w tym nic niewłaściwego. Nawet o rzeczach smutnych, cięższych. Kiedyś i tak sama ustawi sobie relację z dziadkami, podobnie, jak mi się zmieniła całkowicie z moimi w dorosłym życiu. Ale teraz to jej nie potrzebne.

      Co do komentowania. Chodzi o przekazywanie dziecku swojego osobistego poglądu, oceny zachowania innych osób? Też wydaje mi się, że mogę to robić. Mieć własne zdanie i je wyrażać i przekazywać dziecku. Wszystko w odpowiednich słowach - odpowiednich do wieku i nie obrażających, nieagresywnych. Ostatnio mamy spory problem z teściową (znowu) i jest dosyć ciężko wytłumaczyć to 3-latce. Na razie przekazuję suche fakty (babcia nie mogła się z wami bawić, bo była zmęczona, smutna itp) a już o zawiłościach charakteru teściowej to ja mogę porozmawiać z nastolatką, jeżeli będzie pytać.

      Co do niemówienia o traumach, np wojennych, jak u Ciebie. Moi dziadkowie, kiedy opowiadali o powstaniu, o życiu pod okupacją, to też nie o trupach, głodzie itp. Nie dlatego, że wyparli, czy może zapomnieli (mają ponad 90 lat, ciężko stwierdzić). Ludzie generalnie chyba trzymają się tych milszych wspomnień, przygód z pozytywnym zakończeniem. To chyba po prostu ludzkie. Mój dziadek też miał parę anegdot o przechytrzeniu Niemców, przebraniu się i ciemną nocą coś tam... kolegę postrzelili ale się wylizał itp itd. Aż miał iskry w oczach, gdy o takich akcjach opowiadał :) Ot, młody chłopak znowu przeżywał swoje przygody.

      Co do traum innych, rodzinnych, to dla mnie ma sens porozmawiać o tym z dzieckiem, jeżeli prawda miałaby istotny wpływ na jego bezpieczeństwo przez zmianę relacji z rodziną. O tym, że ojciec / dziadek był przez długie lata alkoholikiem i psychicznie, emocjonalnie robił nam dużą krzywdę. Czy ten fakt wpływa na to, jakim jest teraz dziadkiem? Generalnie niby nie. Chociaż jego rys emocjonalny jest dalej ten sam - unikanie odpowiedzialności jak ognia, lenistwo emocjonalne i fizyczne. To nie chodzi o bezpieczeństwo mojego dziecka TERAZ, ale o wytłumaczenie ogólnie przyczyn pewnych zachowań, żeby zwracać uwagę na całość. Także też można o takich rzeczach rozmawiać wg mnie, ale nie wszystkie "pikantne szczegóły" są potrzebne dziecku do relacji z dziadkami, czy innymi
    • zuzi.1 Re: Własna historia 12.12.15, 20:58
      Jestem za opcja chronienia dzieci przed takimi traumatycznymi opowiesciami, nawet nastolatkow. Jaki jest sens przekazywania im takich informacji? Co z tych opowiesci wyniosa dobrego dla siebie? Po co zmieniac ich spojrzenie na ich wlasna relacje z babcia czy dziadkiem, jezeli dziadkowie zyja? Mysle, ze gdybym miala takie traumatyczne doswiadczenia, to wolalabym ich dzieciom oszczedzic. Chyba, ze zapytaliby mnie juz jako dorosli ludzie, gdyby cos do nich dotarlo z przeszlosci, moze wtedy bym ogolnie opowiedziala, ale bez wdawania sie w drastyczne szczegoly. Wole dzieciom przekazywac dobre historie z zycia rodziny, nie chce ich obarczac zlymi. Wystarczyloby mi, ze to ja o pewnych faktach wiem, nie widze sensu dzielenia sie i obciazania ta wiedza dzieci.Jezeli by mocno dopytywaly o jakies konkretne sprawy, to opowiedzialabym w jak najbardziej lagodny sposob, pomijajac wiele szczegolow.Taka wiedza jest obciazajaca, dziecko nawet juz dorosle moze do niej niepotrzebnie wracac w myslach i przezywac,.po co mu dodawac zmartwien.
    • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 12.12.15, 21:55
      Dziękuję za tak różne punkty widzenia i przykłady z życia.
      Generalnie myślę, że ważne jest indywidualne podejście do dzieci, świadomość z jakim zamiarem się mówi i jakie to może mieć skutki. Co do przykładu Asi, że dzieci pewne sprawy przyjmują za oczywiste, to jak najbardziej się zgadzam, jednak jak są większe/dorosłe następuje świadoma ocena pewnych sytuacji i bez posiadania pewnych informacji pozwalających na interpretację pewnych zjawisk, mogą zostać z błędnymi wnioskami. Też kołaczą mi się w głowie pewne opinie psychologów, że dzieci i tak wyczuwają pewne niedopowiedziane kwestie, bo one jakoś żyją zamiecione pod dywan i jest to dla nich "energochłonne". Takie przykłady ostrzejsze często dotyczą jakichś zbrodni, kryminalistów, hitlerowców etc., ale może też mają zastosowanie do mniejszego kalibru wydarzeń rodzinnych.
      To nie są jakieś pilne kwestie, można je sobie długo na spokojnie przemyśliwać i cieszę się, że spotkałam się z różnymi opiniami z naciskiem na różne kwestie.
    • vilez Re: Własna historia 13.12.15, 16:18
      Dorosły powinien wiedzieć- z racji tego, że jest dorosły, kilka rzeczy:

      1. Że żadna odpowieść dorosłego, choćby nie wiadomo, jak "szczera", nie jest "prawdziwa"- w takim sensie, że nie oddaje "prawdy rzeczy"- bo takowa nie istnieje. I że dotyczy to zwłaszcza spraw wysoce problemowych.

      2. Że dorosły nie powinien próbować obarczać swoimi nierozwiązanymi problemami dzieci. Ze względu na to, że są one dziećmi. A i osoby dorosłe powinien "obarczać" w sposób odpowiedzialny, czyli- wstrzwmięźliwy ( w sensie: lepiej mniej, niż bardziej.

      3, Ze mówienie "wszystkiego" w żadnym razie nie oznacza spójności. Spójność jest możliwa wtedy, gdy człowiek jest spójny sam w sobie. Ale wówczas nie będzie miał potrzeby obarczać dziecka problemami ponad siły dziecka, a takimi są problemy z rzędu: alkoholizm, przemoc itd.
      • vilez Re: Własna historia 13.12.15, 17:36
        Jeszcze dopowiem, że w ogóle potrzeba "mówienia wszystkiego"- zrealizowana czy też nie- komukolwiek, wskazuje na silne problemy: z integracją wewnętrzną, a może nawet z psychiką.
        • izabelski Re: Własna historia 13.12.15, 18:38
          Że żadna odpowieść dorosłego, choćby nie wiadomo, jak "szczera", nie jest "prawdziwa"- w takim sensie, że nie oddaje "prawdy rzeczy"- bo takowa nie istnieje. I że dotyczy to zwłaszcza spraw wysoce problemowych.


          dziecko molestowane czy bite przez dorosego tez sie miesci w tej kategorii?

          nie uogolniajmy, bo to do niczego nei sluzy
          • vilez Re: Własna historia 13.12.15, 19:42
            Mówimy o opowieściach dorosłych, nie dzieci.

            Opowieści dzieci w tej materii zawsze trzeba podchodzić poważnie. Ale to nie jest temat tego wątku.
            • izabelski Re: Własna historia 13.12.15, 19:44
              dokladnie o tym mowie - jesli rodzic bym bity przez dziadkow to czy wg ciebie ma o tym nie mowic swoim dzieciom?

              jak moga byc nei prawdziwe siniaki i bol ktorego doswiadczyl?##chyba ze czegos nie zrozumialam w twojej wypowiedzi
              • panizalewska Re: Własna historia 13.12.15, 20:06
                Ja też musiałam chyba czegoś nie zrozumieć mocno.
                Jeżeli historia rodzinna ma uchronić dziecko przed potencjalnym niebezpieczeństwem fizycznym i psychicznym - to jak o tym nie powiedzieć??
              • vilez Re: Własna historia 14.12.15, 21:45
                Ale po co o tym mówić: by ochronić dziecko przed dziadkami czy by "zrzucić ciężar"? Bo jak to drugie, to- nie mówić.
        • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 13.12.15, 21:36
          "Jeszcze dopowiem, że w ogóle potrzeba "mówienia wszystkiego"- zrealizowana czy też nie- komukolwiek, wskazuje na silne problemy: z integracją wewnętrzną, a może nawet z psychiką."

          Może ciężko dokładnie opisać mi kwestię, o którą mi w tym wątku chodzi, ale na pewno nie o przymus mówienia czy to związany z kompulsjami, manią czy schorzeniami neurologicznymi albo innymi zaburzeniami i integracją psychiki, jak to ładnie Vilez określiła:), a raczej o przeciwieństwo tych stanów - czyli świadomość narracji przekazywanej dzieciom, w tym pomijaniem pewnych kwestii, które nie są izolowanymi kwestiami, a tak mogą być traktowane. Wszystko to w tym wypadku nie wszystkie wydarzenia, ale wydarzenia istotne, nie poboczne czy zbędnie szczegółowe, których pomijanie zmienia tak naprawdę sens innych opowiadanych wydarzeń.
          • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 13.12.15, 21:43
            Zresztą nie jest to tylko kwestia dzieci, może to dotyczyć i np. partnerów życiowych i innych istotnych osób. Z jakichś względów chyba wiele osób czułoby się "oszukanych", gdyby nie wiedziały o pewnych sytuacjach z przeszłości partnera, nawet dawno zamkniętych i bez skutków prawnych;), ale istotnych, bo tak naprawdę ukazujących daną osobę w szerszej perspektywie, albo w wymiarach, których się nie podejrzewało, że istnieją. Pewne kwestie jak np. ukryte choroby psychiczne są nawet podstawą rozwiązywania małżeństw etc., a choroby te mogą się właśnie objawiać np. przemocą etc.
            • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 13.12.15, 22:03
              No i ta kwestia może w ogóle zahaczać też o takie sytuacje, rodzaj tabu, gdy sprawy są w pewien sposób mniej lub bardziej widoczne, ale nie nazwane. Bo jedni są lepszymi, a inni gorszymi obserwatorami, jedno lepiej a inni gorzej łącza pewne odległe kwestie, ale to nie znaczy, że obie grupy nie są poddane oddziaływaniu przez te kwestie.
            • zuzi.1 Re: Własna historia 14.12.15, 18:27
              Sprawa partnera to jest zupelnie inna kwesta, dobrze by bylo, gdyby partner wiedzial o jakichs powaznych przejsciach, problemach z przeszlosci, ale nie musi wiedziec o wszystkim. Moze wiedziec o tym, o czym jestes sklonna mu powiedziec, o czym dasz rade mu powiedziec. Pewnie sa takie sprawy ktore wolisz zostawic wylacznie dla siebie. A odnosnie dzieci- w przypadku malych dzieci nie ma co tlumaczyc, tylko trzeba izolowac od patologii. W przypadku dzieci starszych, nastolatkow, ktore maja dobry kontakt z babcia, dziadkiem, ciocia, wujkiem, i niema dla nich ryzyka ze strony tych osob, czy zagrozenia przemoca, pedofilia etc. to nie wiem czy warto informowac o tym, co Ciebie spotkalo ze strony tych osob. To, ze widac, ze relacja miedzy Toba a tymi osobami sie nie uklada, nie oznacza, ze nalezy mowic o przykrych szczegolach, mozna skwitowac to krotka inf.: nie przepadamy za soba, nie lubie Twoich..., nie podobaja mi sie ich zachowania etc. Nie wiem, czy jest sens mowic drastyczna prawde np. nastolatkom, gdy ich relacje z tymi osobami sa ok. Mozna powiedziec np mialam w przeszlosci z tymi ludzmi bardzo nieprzyjemne sytuacje i dlatego ich nie lubie, nie chce sie z nimi spotykac. Ale Ty buduj swoja relacje i nie kieruj sie moimi zachowaniami. Jezeli istnieje natomiast jakiekolwiek zagrozenie ze strony tych osob dla nastolatka, to bezwzglednie go ostrzegam i przestrzegam przed kontaktami i wtedy juz operuje konkretami z przeszlosci, aby uswiadomic dziecku poziom zagrozenia. Podobnie, gdy dostrzegam, ze dziecko zaczyna byc manipulowane, wowczas ostrzegam je i informuje o konkretnym ryzyku i zachowaniach tej osoby wobec mnie z przeszlosci. Dopoki relacja uklada sie dobrze, nie dziele sie z dzieckiem swoimi neg. doswiadczeniami nt. tej osoby. Generalnie ciezko jest sie odnosic do takich pytan, bez odnoszenia sie do konkretnych sytuacji. Najlepiej takie rozwazania wychodza na konkretnych przykladach. A ze przyklady niefajne to inna sprawa :(
            • vilez Re: Własna historia 14.12.15, 21:47
              Ale zupełnie inną sprawą jest mówić o istotnych kwestiach ludziom dorosłym, a czymś zupełnie innym- dzieciom.
              Także i partnerom nie mówimy wszystkiego "jak leci". Włąśnie po to jest zintegrowana świadomość, by wiedzieć, co powiedzieć, a co- nie.
              • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 17.12.15, 10:24
                Vilez, ale co rozumiesz pod pojęciem "zintegrowana świadomość"? Nie chodzi tu przecież o świadomość swojej życiowej historii, czyli nie mówimy np. o osobowości rozszczepionej czy innych tego typu kwestiach, a o rozważaniach na temat prezentacji tej historii innym. W kontekście tego wątku określenie "zintegrowana świadomość" wskazuje na jakiś rodzaj usztywnienia umysłowego albo ... zgonu;) i braku jakichkolwiek wątpliwości.
                • vilez Re: Własna historia 17.12.15, 10:43
                  Zintegrowana świadomość oznacza szeroką i daleką perspektywę. Czyli ogarniania nie tylko własnej historii, ale także motywów własnych poruszeń i tego, co to wszystko (opowiedziane) może oznaczać dla odbiorcy i dla relacji z odbiorcą.
                  Wątpliwości świadczą tylko na korzyść. Zawsze. Im więcej wątpliwości, tym większe zintegrowanie. Tak to działa- że wątpliwości, których doświadczamy, w tym także zdolność do autozakwestionowania pozwala nam nie działać pochopnie.
                  • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 17.12.15, 10:51
                    A, to rozumiem. I właśnie w tym zintegrowaniu świadomości i szeregu wątpliwości i autowątpliwości, człowiek stara się znaleźć odpowiedź na te wątpliwości:)
                    • vilez Re: Własna historia 17.12.15, 12:42
                      No przecież przez cały wątek przychylam się do Twoich obiekcji co do mówienia "wszystkiego" :)
    • princy-mincy Re: Własna historia 14.12.15, 09:23
      Nie mam drastycznych wspomnien z dziecinstwa, wiec dziecku starszemu opowiadam na zasadzie wspomnien, zwlaszcza gdy ona pyta i jest zdziwiona, ze kiedys bylo inaczej (w sensie, ze wielu rzeczy nie bylo, ze inaczej sie kiedys dzieci traktowalo).
      Sama pamietam, jak dziadkowie mi opowiadali o wojnie- zachowali drastyczne szczegoly dla siebie, opowiadali tak, ze wiedzialam o wojnie, ze dziadek byl w obozie koncentracyjnym itp, ze matka babci zginela w bombardowaniu ale to wszystko z czasem przychodzilo, nic na sile. Im bylam starsza, tym wiecej wiedzialam.
    • danaide Re: Własna historia 14.12.15, 16:42
      Bardzo ważny temat. Za diabła nie potrafię się z tym uporać.

      Myślę, że już za dużo powiedziałam córce. Powiedziałam, bo wiem, że jako matce należała mi się ochrona, bym mogła chronić moje dziecko. Nie dostałam tej ochrony, wiem jak to jest jak Cię kopią gdy leżysz i nie byłam w stanie ochronić jej. Tak, musiałam się usprawiedliwić, bo to nie jest tak, że jesteśmy jakimś samoistnym bytem. Nie wiem czym jest ten spokój dla dziecka. Zawsze widziałam i czułam rzeczy, których nie rozumiałam. Moje dziecko też je widzi i czuje, ale ma prawo pytać. Jeśli spokoju nie ma, to po co go powiększać niewiedzą.
      Dodatkowo dodam, że jako nastolatka słuchałam mojej matki, jej zdanie było dla mnie ważne. Gdybym wiedziała przez co przeszła, gdyby potrafiła ze mną rozmawiać, może wzięłabym na to poprawkę i nie kupiła jej lęków i jej wizji świata, bo w niczym mi one nie pomogły.
      • zuzi.1 Re: Własna historia 14.12.15, 18:37
        Ale to jest jeszcze inna sprawa Danaide, gdy sama znajdujesz sie w sytuacji mocno kryzysowej, a najblizsi zamiast Ci pomoc jeszcze Ci noge podstawiaja, a rykoszetem dostaje przy tym dziecko, to masz prawo wyjasnic jej ta sytuacje tak jak ona wyglada. W takiej sytuacji nie ma co nie informowac. Bo ta noga podstawiona Tobie z dzieckiem, to tez noga podstawiona samemu dziecku. Wiec jezeli najblizszy nie wspomogl matki, narazajac tym samym ja i dziecko, to taka osoba nie powinna miec blizszych kontaktow z dzieckiem. Bo jest to osoba zla i bezwzgledna i majaca dobro dziecka w nosie, chcaca sie przyczynic do problemow matki, bez ogladania sie na osobe dziecka i konsekwencje dla niego. O takich osobach trzeba dziecko ostrzegac i izolowac od nich.
        • danaide Re: Własna historia 14.12.15, 19:04
          Trochę jest tak, że te wszystkie historie rodzinne to często g... przykryte gazetą. Niemniej wydarzenia generują nową dynamikę, wiatr zwiewa gazetę - w przypadku mojej rodziny przełomowymi momentami były "poważne" związki mojej siostry i mnie ("poważne", bo zakończone ciążami) - i dalej co? Jakieś skrywane rzeczy wychodzą na jaw, w zachowaniach, reakcjach - i nie wiadomo czemu to przypisać.
          • danaide Re: Własna historia 14.12.15, 19:17
            Nie izoluję całkowicie dziecka od rodziny, jakieś sporadyczne kontakty mają miejsce. Moje dziecko potrzebuje kontaktów z babcią, mniej z dziadkiem i ciocią. Ja potrzebuję poszanowania moich granic więc forma, jakkolwiek nieco groteskowa, musi być taka by gwarantować jakieś ich respektowanie. Ale wtedy istnieje ryzyko pojawienia się pytań.
            • zuzi.1 Re: Własna historia 14.12.15, 22:21
              Ale to w dalszym ciagu Ty sama decydujesz o tym co odpowiesz. Dostosuj po prostu informacje do jej wieku i potrzeb, a gdy zostaniesz postawiona przed trudnym pytaniem, daj sobie czas na odpowiedz, przemysl ja i dopiero odpowiadaj. Tak jest latwiej wybrnac z trudnych pytan.
    • po-trafie Nie mow.. 21.12.15, 23:21
      Moja mama miala dziecinstwo oraz mlodosc raczej z tych ciezszych i skomplikowanych. Mocno rzutowalo to na jej zachowania wobec dziadkow, reakcje, emocje czy podejscie do pewnych sytuacji.

      Mama chciala zebym ja rozumiala. W zwiazku z tym tlumaczyla i mi i rodzenstwu duzo i obficie.
      Uwazam, ze byl to jeden z wiekszych jej bledow.
      Zamiast mame brac taka, jaka jest, od wieku lat 8 mam wrazenie, ze uczestnicze w jej psychoanalizie. Czuje sie odpowiedzialna za jej dobre samopoczucie i wynagrodzenie jej krzywd, bezilna wobec jej przeszlosci. Czasem zla i smutna na to, ze podzielila sie ze mna rzeczami, na ktore nie mialam wplywu, ktore nie byly moja wina.
      Ze nosze z nia jej krzyz, na ktory bylam duzo za mala.

      Mama mowi, ze chciala tylko, zebym rozumiala. Ze chciala byc prawdziwa i szczera.

      Do tego bedac dzieckiem czy nastolatka dosc wyraznie i kwieciscie wyobrazalam sobie jej historie. Po latach juz sama nie wiem, co bylo opowiescia, co moim wyobrazeniem, co widzianym faktem, co zdjeciem..
      • paris-texas-warsaw Re: Nie mow.. 22.12.15, 18:05
        Po-trafie, dzięki, przekonałaś mnie, że takie dopowiedzenia łatwo można przekształcić w udrękę dzieci.
    • nunu12 Re: Własna historia 21.12.15, 23:43
      Moje dzieciństwo również nie było kolorowe. Na razie dzieci są za małe, żeby o nie pytać. Mężowi niewiele opowiedziałam i choć coraz mocniej mnie to gryzie, mam blokadę, wstyd za to, co się działo, chociaż to moim rodzicom powinno być wstyd. Osobiście jak wspominam dzieciństwo, przychodzą mi do głowy tylko żale, rozczarowania i ból. Zastanawiam się, czy jak dzieci zaczną pytać, to otworzą mi się jakieś klapki z przyjemnymi wspomnieniami. Póki co piszę pamiętnik dla moich potomków i w nim opisuję wszystko szczerze i obiektywnie, możliwie bez emocji.

      Niedawno zaczęłam się zastanawiać nad relacjami w domu mojej mamy. Babci od strony mamy nigdy nie znałam, zmarła młodo. Ostatnio dostrzegłam pewien dysonans w postawie mojej mamy. Z jednej strony stawia ona swoją matkę na piedestale, obstawia dom jej zdjęciami, odwiedza grób w każde urodziny, imieniny, święta, rozwodzi się nad tym, jak jej było trudno w życiu po śmierci babci. Z drugiej strony uświadomiłam sobie ostatnio, że ja nie wiem nic na jej temat. Przez całe swoje życie nie usłyszałam żadnej opowieści o babci, o tym dlaczego ona była taka wspaniała, co takiego robiła, żadnej anegdotki. Nie wiem o niej naprawdę nic. Niedawno zaczęłam się zastanawiać, czy z nią na pewno było wszystko w porządku, czy też nie ma tam jakiejś dziwnej tajemnicy, a moja matka jest cierpiętnicą na pokaz, żeby wzbudzać żal i współczucie. To byłoby w jej stylu. Przez wiele, wiele lat moja matka panicznie, alergicznie reagowała na alkohol. Kto wypił jedno piwo dla niej był z automatu pijakiem, gardziła takimi ludźmi i sama się wzbraniała przez alkoholem strasznie. Skądś jej się to musiało wziąć. Mój dziadek żyje, alkohol lubi wypić, jak to na wsi, ale jazd po nim nie robi, więc może babcia...? Tym bardziej, że rodzeństwo mamy ma dużą skłonność do alkoholu, więc tło rodzinne pasuje. Tak więc chyba milczenie też coś mówi.
      • panizalewska Re: Własna historia 22.12.15, 10:39
        Co do alkoholu to nie do końca zachowanie mamy może być reakcją na babcię wprost, tzn babcia nie musiała uskuteczniać pijaństwa z jazdami. Ale mogła być nie wiadomo jaką świętoszką, która wpajała mamie, że alko to samo zło itp. Moja babcia jest taka. Dziadek lubi czasem winko, czasem koniaczek, ale to są NORMALNE ilości, małe szanse na upicie nawet. A babcia robi taki raban, jakby to już szczyt alkoholizmu był :P Co ciekawe, nigdy nie robiła rabanu mojemu ojcu (zięciowi), a to rasowy alkoholik z krwi i kości przez parędziesiąt lat :P Niektórzy są tak świętoszkowato pokręceni z własnej nieprzymuszonej woli ;)
      • paris-texas-warsaw Re: Własna historia 22.12.15, 18:06
        Nunu, dzięki za zobrazowanie dwóch stron problemu. Tak jak Po-trafie będę pamiętać.
Pełna wersja