Dodaj do ulubionych

W domu fatalnie

25.09.16, 16:41
Jesteśmy po kolejnej awanturze.
Zanim cokolwiek zrobię (a zagrzebanie się w sobie też jest robieniem czegoś, tak myślę), to chciałabym zapytać was, może p.psycholog też coś napisze...?
Jesteśmy małżeństwem 10lat, mamy dwójkę dzieci.
Nigdy nie było łatwo.
Ja byłam obciążona matką zaburzeniami osobowości, on był dzieckiem zaniedbywanym.
Przez ten czas przeszłam swoją terapię, długą, męczącą, ale bardzo skuteczną.
Wiele konfliktów zakończyło się, ponieważ mam o wiele więcej siły, cierpliwości, nie biorę wszystkiego osobiście. Moje poczucie wartości ma się nieźle.
Postaram się napisać najbardziej obiektywnie jak się da, ale pewnie i tak będzie to opowieść z mojej strony, trudno.
Na początku miałam tendencję do nadodpowiedzialności, więc bez piśnięcia brałam na siebie wszystko, umiałam nie umiałam, robiłam. A jak nie wychodziło (starszy syn ma zesp.Aspergera, łatwo nie jest), brałam winę na siebie.
Mąż jest modelowym intelektualistą. Najchętniej czytałby, oglądał publicystykę, rozprawiał o wyzszych tematach. Dorosłe obowiązki przychodzą mu z trudem. Normalnie zaczął zarabiać dopiero 2 lata temu, całe małżeństwo to ja byłam bardzo głównym żywicielem rodziny.
Różne zadania, które są niezbędne do funkcjonowania rodziny wykonuje, ale zazwyczaj w niezadowoleniu i byle jak (10 lat! Nadal nie przywykł), choć i tak jest to zazwyczaj odwożenie dzieci do szkoły, przywożenie i mycie naczyń.
Do tego jest nadwrażliwy na jakiekolwiek uwagi. Nie mam prawa niczego wypomnieć, przypomnieć, bo najpierw słyszę wiązankę - to ty ciągle pracujesz i masz w dupie dzieci, nie rozkazuj mi, odwal się ode mnie itd. A potem nie odzywa się albo nagle zaczyna wrzeszczeć na dzieci. Nastrój zmienia mu się niespodziewanie. Wystarczy, że wejdę do domu, a on uzna, że wchodzę "z miną" (NIEPRWDA!) i wtedy wrzeszczy na dziecko, ja mówię - nie wrzeszcz, nie cierpię tego. Wtedy on ma pretensje, że upominam go przy dzieciach i ma pretekst, żeby godzinę bulgotać na mnie, a potem tydzień się nie odzywać. Potem znowu jest milutko.
Powodem jestem zawsze ja. Bo mam minę, bo go skrytykowałam, bo zawsze ja zaczynam.
Nienawidzę tych humorów, dla dzieci staram się o miłą atmosferę w domu, ogólnie - jestem osobą wesołą, ale albo muszę znosić jego udawaną wrogą uprzejmość albo frontalny atak albo czekac na następny wybuch.
Czasem nie mogę znieść tej wrogości i wybucham, ale to błąd, bo wtedy jestem nazwana wariatką (jak twoja matka) i agresorem.
Już dzieci mówią - mama, nie rób tego, bo tata powie, że to twoja wina.
Coraz gorzej to znoszę. Miewam myśli u ucieczce z własnego życia.
Nie robię tego, bo dzieci. A z nimi też nie jest dobrze. Starszy - strasznie pyskuje, ciągle są uwagi w szkole. Oczywiście - to moja wina, bo krytykuję mężowskie metody wychowawcze (krytykuję wyłącznie jego wrzaski, przysięgam), nawet przez sekundę nie pomyśli o swom udziale. Młodszy całymi dniami jest poza domem.
Od października przechodzę na 1/4 etatu, żeby ich odbierać ze szkoły (mąż odbiera ze swietlicy tuż przed zamkięciem szkoły), pilnowac lekcji, nakarmić, być z nimi po prostu.
Bo przypomnienie o lekcjach, ciepłej bluzie to atak i krytyka. Wolę nie szukać okazji.
O terapii nie ma mowy. Od 10 lat go namawiam, ale od jakiegoś czasu spasowałam, bo wyobraziłam sobie, że i tak nie przyjmie niczego co się do niego mówi albo gorzej - będzie jeszcze bardziej wrogi wobec dzieci i mnie.
Czy w ogóle cokolwiek da się zrobić bez terapii?
Co ja mogę zmienić? Nie mieć żadnych uwag? Bezwarunkowo akceptować? Boje się, że to za mało, bo przecież mogę mieć nie tą minę...
Czy terapia moja i dzieci bez męża ma jakiś sens?
Zawsze chciałam mieć rodzinę, a czuję wielką porażkę, wielki smutek, lęk o dzieci.

Jesteśmy ostatnia parą, wsród naszych znajomych, która się nie rozpadła. W 5/8 historii odeszły kobiety. Naprawdę je rozumiem... Ale to byłaby ostatnia z ostatnich rzeczy, które bym zrobiła. Czy da się ratować relację, spokój mój, dzieci, bez odchodzenia od męża?
Obserwuj wątek
    • sebalda Re: W domu fatalnie 25.09.16, 16:57
      Chcesz przejść na 1/4 etatu i uzależnić się od męża? Przemyślałaś to?
      Na początek przeczytaj Toksyczne słowa www.gandalf.com.pl/b/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/ i Molestowanie moralne www.wdrodze.pl/opis,349,Molestowanie_moralne.html
      To są w bardzo przystępny i sensowny sposób napisane książki, wielu osobom otworzyły oczy. Wielu pomogły odmienić życie.
      Męża nie zmienisz, musisz zmienić swoje podejście, ale jeśli jest tak, jak opisujesz i to jest szczere i prawdziwe, obawiam się, że na końcowe pytania odpowiedź jest przecząca.
      I pamiętaj, że najbardziej w tym wszystkim cierpią dzieci.
      • flesh_bone Re: W domu fatalnie 25.09.16, 17:05
        Ja zarabiam bardzo, bardzo dobrze. !/4 to będą znośne warunki finansowe. Chcę pracować mniej by więcej czasu i uwagi poświęcić dzieciom.
        Cały czas zastanwiam się nad sobą, czy może ze mną jest trudno wytrzymać, może faktycznie jestem dyrektywna i krytyczna.
        Ostatnie lata bezrobocia męża i jego niechęć do obowiązków faktycznie osłabiła mój respekt dla niego i juz mam powód do czucia się winną.
        • anula36 Re: W domu fatalnie 25.09.16, 17:30
          Nieodchodzenie od meza to by sie sprawdzilo chyba tylko w takiej wersji ze macie 2 osobne mieszkania,po sasiedzku abo osobne pietra w jednym domu i Ty oba obrabiasz, na oba zarabiasz,nie angazujesz malzonka w zadne prace domowe ani obowiazki i on przyjmuje dzieci na audiencje wtedy kiedy ma na to checi i sily.odpadnie problem wchodzenia ze zla mina, obciazania go obowiazkami, uwagami, przypominaniami itp udreczaniem biedaka.
        • triss_merigold6 Re: W domu fatalnie 25.09.16, 20:30
          Lata bezrobocia u zdrowego i niestarego faceta? Kosmos.
          To on powinien mieć samoocenę na poziomie szmaty do podłogi, a nie Ty.
          • salsa.lover Re: W domu fatalnie 27.09.16, 22:42
            triss_merigold6 napisała:

            > Lata bezrobocia u zdrowego i niestarego faceta? Kosmos.
            > To on powinien mieć samoocenę na poziomie szmaty do podłogi, a nie Ty.


            Pewnie ma, a frustrację odbija sobie wrzeszcząc i wyżywając się na żonie "za miny"
            • triss_merigold6 Re: W domu fatalnie 28.09.16, 12:04
              Panu but na twarz i punktowanie, jaki jest jego wkład w życie rodzinne i finansowe.
        • koronka2012 Re: W domu fatalnie 26.09.16, 18:08
          Właściwie dlaczego stale wyręczasz męża? dlaczego podejmując decyzje kierujesz się jego wygodą?

          Dzieci dziećmi, rozumiem potrzebę, ale 1/4 etatu to trochę ryzykowne finansowo, wiesz na pewno że zdołasz wrócić na poprzedni poziom jakby co? ja myślałabym raczej o układzie w stylu 3/5 czy cokolwiek innego, tak aby móc odebrać dzieci ok. 15tej i nie przejmować większości obowiązków.

          szczerze mówiąc, nie widzę dla was przyszłości, nie zdołasz skutecznie wmówić sobie, że taki układ ci pasuje. Wyparcie rzeczywistości to nie jest sposób na rozwiązanie problemu.
    • tully.makker Krótko 25.09.16, 17:54
      Panu kopa.

      Dziękuje za uwage.

      PS. NO jednak nie moge sie powstrzymac - wróć na pełny etat.
      • verdana Re: Krótko 25.09.16, 18:06
        A w jakim wieku sa dzieci? Bo młodszy cały dzień poza domem, a Ty chcesz przejść na 1/4 etatu, aby odbierać dzieci ze szkoły.
        Kto zajmował sie dziećmi, gdy Ty pracowałaś?
        • flesh_bone Re: Krótko 25.09.16, 21:04
          Najpierw przedszkole potem świetlica.
          Pracuję 9-17, mąż pracuje w domu.
          Chcę pracować codziennie, ale max do 12.
          Mąż odbiera je tuż przed zamknięciem szkoły.
          Dzieci mają 7 i 9 lat.
          • tully.makker Re: Krótko 25.09.16, 22:02
            Dlatego wasnie Bog stworzyl nianie...
          • berber_rock Re: Krótko 26.09.16, 08:43
            Nie kumam. Maz pracuje w domu, ale odbiera dzieci tuz przed zamknieciem szkoly.

            Ale to Ty MUSISZ przejsc na 1/4, aby moc odbierac je wczesniej???!!!
            A czemu on nie moze???
            7 i 9 lat to juz nie przedszkolaki. Jak odbierze je o 15h00, to przeciez dadza mu zyc jeszcze przez 2-3 godziny.
          • enith Re: Krótko 26.09.16, 17:37
            Też nie rozumiem, czemu dzieci, jak wychodzą ze szkoły, gaszą światło mając pracującego w domu ojca. Czy on przypadkiem nie chce dzieci w domu wcześniej, żeby nie musieć się nimi zajmować? Wtedy jego pieprzenie, że pracujesz całymi dniami i nie masz kontaktu z dziećmi, można olać ciepłym sikiem, skoro sam się na tym polu nie wykazuje.
            No i czemu od razu 1/4 etatu, a nie połowa czy 3/4? A w ogóle, to czemu przy swoich zarobkach nie weźmiesz niani, która będzie odbierać dzieci natychmiast po zakończeniu przez nie zajęć?

            W ogóle w waszym przypadku niania do dzieci i pani sprzątająca oraz gotująca to jest JEDYNE bezrozwodwe wyjście z waszej sytuacji. Te panie wezmą na siebie całą logistykę rodzinną, a twój mąż będzie mógł się swobodnie, bez ciebie gderającej i robiącej "miny", oddawać swoim pasjom intelektualnym. Wilk syty, owca cała.
            • agniesia331 Re: Krótko 26.09.16, 20:50
              Pasjonat intelektualnym,nacpewno.co robilvprzez 1sze 8 lat małżeństwa? Po co ci 3cie dziecko? Przechodząc na mniejszy etet oslabiasz swoją pozycję
              Pań zapewne siedzi na czacie lub ogląda pornole,kochajacy ojciec rodziny odbierany dzieci jak najszybciej i cieszyły się,ze żona zarabia,a on może pomóc,odebrac dzieci,pofgotowac lub podać obiad. Wypie.. nieroba z domu,bo nieroba z pretensjami sprawi,ze twoje dzieci po latach dzieciństwo będą miały za traumę. Alimenty i już. Zatrudnił sąsiadkę lub kogoś obcego na czas od 15_18.00 by odebrać dzieci podgrzać im obiad i trochę z nimi się pobawić. Wracasz do domu a tam dzieci najedzone,odebrane,ty zrelaksowana.
              • agniesia331 Re: Krótko 26.09.16, 20:53
                Dobry maz żonie pracującej dłużej,za lepsze pieniądze POMAGA i ogarnia dom,a nie chamsko wzbudza poczucie winy,agresje,tak,ze dla dobra dzieci Ty Kulisz się w sobie i dla lenia masz jeszcze mieć powitalny uśmiech
                Żebyś się nie zdziwiła,mi wygląda,ze wy w domu mu przeszkadza Cię robić co chce (!!!), Stąd niechęć do waszego powrotu.
                • salsa.lover Re: Krótko 27.09.16, 22:46
                  agniesia331 napisała:

                  > Dobry maz żonie pracującej dłużej,za lepsze pieniądze POMAGA i ogarnia dom,a ni
                  > e chamsko wzbudza poczucie winy,agresje,


                  Niestety ale bardzo często jest właśnie odwrotnie.
                  Wielu mężczyznom dobrze zarabiająca kobieta ugniata ambicję i jaja i właśnie tak reagują, wbijając ją w ziemię by odzyskać przewagę.
              • agniesia331 Re: Krótko 26.09.16, 20:55
                Zawsze,gdy jest taka niechęć do żony,do jej i dzieci powrotu z pracy,ze szkoły,na boku jest kto inny.Pisze na podstawie doświadczeń kilku znajomych;(
                • agniesia331 Re: Krótko 26.09.16, 21:04
                  Jak pracuje w domu,i to za słaba kasę,to na pewno ma czas w krótkiej przerwie skoczyć po dzieci,ugotowacziemniaki,poodkurzac podloge
                  • enith Re: Krótko 27.09.16, 06:49
                    Chyba oszalałaś ;-)
                    Pan yntelektualista (aż chce się napisać "inteligentny inaczej") miałby się zniżyć do tak trywialnych i przyziemnych zajęć, jak zrobienie obiadu, odkurzenie czy zmycie naczyń? Nie ma szans! Pan we własnym mniemaniu został stworzony do wyższych celów, niż obróbka życia domowego, co zresztą nagminnie żonie okazuje. Pan nie robi nic w domu nie dlatego, że nie może bądź nie umie, ale dlatego, że ma to w dupie. To żona musi zapinkalać na dwa de facto etaty, żeby jakoś to życie domowe ogarnąć. I co dostaje wzamian? Regularną zjebkę od męża. Dzieci też. Po ch*uj komuś taki ojciec i mąż?
    • triss_merigold6 Re: W domu fatalnie 25.09.16, 20:25
      Och, wywal go.
      Bezwarunkowo akceptować to można niemowlę, a nie dorosłego faceta, męża i ojca.

      Nie da się, jeśli pan nie zechce. Zapewne nie zechce, zwłaszcza, jeśli uważa siebie za intelektualistę i ma rozbuchane ego.
      • flesh_bone Re: W domu fatalnie 25.09.16, 21:07
        Wywalałaś kiedyś psychicznego przemocowca ze wspólnego domu?
        Takiego bez niebieskiej karty, miłego dla otoczenia.
        Zawziętego, inteligentnego, pełnego wrogości?
        Z dwójką świadomych dzieci?
        Jeśli tak - opisz, proszę.
        Bo ja, przyznaję, bałabym się.
        • triss_merigold6 Re: W domu fatalnie 25.09.16, 21:37
          Pozbyłam się dwóch mężów, w tym jednego z którym miałam dziecko.
          Nie ze wspólnego domu, tylko z mojego wyłącznie własnego.
          Fakt, nie czekałam 10 lat, a dziecko miało niecałe 2 lata.

          Wiesz, Ty masz pieniądze, on - zdaje się - stoi dużo słabiej ekonomicznie. Zacznij zbierać dowody, idź do jakiegoś Centrum Praw Kobiet etc. tylko broń Boże nie chwal się tym mężowi, nie zapowiadaj, nie informuj o planach.
        • tully.makker Re: W domu fatalnie 25.09.16, 22:05
          Ja tez pozbylam sie dwoch osobnikow, z czego jednego przemocowca. Fakt, zadbalam, żeby mieszkanie bylo tylko moje, biorac pod uwage, ze kupiłam je swoich oszczedności.
          Ale uwierz mi, da sie. Wystarczy sobie uswiadomic, ze zeruje na tobie agresywny pasozyt.
        • enith Re: W domu fatalnie 26.09.16, 01:24
          flesh_bone napisała:

          > Wywalałaś kiedyś psychicznego przemocowca ze wspólnego domu?

          Dziwaczne rozumowanie. Twoim zdaniem wyłącznie fizyczne maltretowanie usprawiedliwia wyrzucenie ze wspólnego domu? A cała reszta (nękani psychicznie lub zwyczajnie niedobrani charakterowo) niesie w milczeniu swój krzyż?

          > Bo ja, przyznaję, bałabym się.

          Czego konkretnie się boisz? Rozwód orzeka sąd i żadne działania męża tego nie zablokują. Owszem, mogą spowolnić cały proces, ale go nie wstrzymają. A jeśli faktycznie tak dobrze zarabiasz, to zamiast wygłupiać się z przechodzeniem na ćwierć etatu i częściowym uzależnieniem od męża, spłać jego część za mieszkanie i każde idzie w swoją stronę. Poprawa sytuacji bez rozwodu jest w waszym przypadku najprawdopodobniej nie do przeprowadzenia. Nie z takim człowiekiem, jak twój mąż.
        • zolla78 Re: W domu fatalnie 26.09.16, 10:05
          Przede wszystkim nie zmniejszaj aż tak bardzo etatu. Tj, nie wiem ile zarabiasz, ale nie możesz dać się uzależnić finansowo od niego. Tym wykopiesz sobie grób i przy okazji dzieciom.

          Po drugie, zmień strategię. Koniec z chowaniem się po kątach, tłumaczeniem, że nie masz "miny" ale też wybuchaniem. Albo totalnie olewaj albo włącza jakiś sarkastyczny/ironiczny komentarz. Wyśmiej to jego zachowanie. Wybij i jego i siebie z waszego dotychczasowego układu, który dla ciebie też jest jakąś z jednej strony strefą komfortu, z drugiej przeszkodą by zdecydować coś dalej.
          Za dziećmi stoisz murem. Nie ma prawa na nich wrzeszczeć. Jak drze się, że syn pyskuje, bo ty krytykujesz jego metody wychowawcze, to odpowiadasz, że pyskuje, bo ojciec go nauczył, że można innych nie szanować i agresja jest dobra na wszystko i tak krytykujesz jego metody wychowawcze.
          Ogranicz obsługiwanie go, nie pierz jego rzeczy, nie czekaj z obiadem itd. Zaoszczędź czasu i rzeczy, które mogłyby cię od niego organizacyjnie chociaż uzależniać.
          Skoro już masz mieć więcej czasu wolnego, to znajdź jakieś zajęcia dla siebie i dla dzieci poza domem. Coś takiego waszego własnego. Niech to będzie np. co czwartkowe wyjście na basen, a co środę kino, albo coś tam.
          Tak by mąż obudził się któregoś dnia w świecie, gdzie masz gdzieś jego wrzaski, obrażania się, gdzie musi sam sobie skarpety uprać i nie może nikogo za to zwyzywać lub obrazić się, bo masz to gdzieś, gdzie obok ma fajną i dobrze się bawiącą rodzinę, do której może dołączyć tylko jeżeli będzie się zachowywał jak człowiek.
          I wtedy pewnie najpierw będzie ci robił świństwo za świństwem potem się obrazi na nie wiadomo jak długo, albo w wszystko na raz, a na koniec stwierdzi, że odchodzi, z twojej winy, bo jesteś bierna, nie ma w tobie oparcia czy co tam jeszcze wymyśli. I wtedy będzie ten moment kiedy siądziesz i spokojnie powiesz, to jak ustalamy kontakty z dziećmi i alimenty.
          I tu będziesz miała moment, że albo sam odejdzie (a w zasadzie się go pozbędziesz na spokojnie) albo coś do niego dotrze i coś się zmieni.

          To nie zajmie dwóch tygodni tylko pewien dłuższy okres czasu i nie będzie łatwo, bo będzie eskalacja zachowań. Ale jak w ramach tego większego wolnego czasu będziesz miałam jakąś odskocznię czyli coś twojego i dzieci bez niego, to dasz radę.
    • haneke_29 Re: W domu fatalnie 25.09.16, 22:20
      Wiesz co, na forum krazy takie okreslenie "odpad atomowy". W przypadku Twojego meza bardzo trafne okreslenie. Wasze malzenstwo sie trzyma tylko i wylacznie dlatego ze robisz za konia pociagowego i wycieraczke.
      • triss_merigold6 Re: W domu fatalnie 25.09.16, 22:27
        Taka drobna refleksja.
        Dziewczyny/kobiety ostrzega się przed mężczyznami nałogowcami, babiarzami, agresywnymi fizycznie, przed mało bystrymi i bez wykształcenia etc.
        Nigdy jeszcze nie słyszałam ostrzeżeń przed typem " nierób yntelektualista", a to ludzie toksyczni i nieźle manipulujący, w dodatku nawet kasy nie przyniosą.
        • haneke_29 Re: W domu fatalnie 26.09.16, 09:50
          Tak, wiele razy wspominalas na wiadomym forum o typie "tata Borejko" 😁
          • triss_merigold6 Re: W domu fatalnie 26.09.16, 10:15
            Siać trzeba, siać.
            • haneke_29 Re: W domu fatalnie 26.09.16, 11:16
              😀 robisz swietna robote, nie zartuje😉
    • jematkajakichmalo Re: W domu fatalnie 26.09.16, 00:01
      Najpierw:
      "Moje poczucie wartości ma się nieźle."

      A za chwile:
      1. "Miewam myśli u ucieczce z własnego życia."
      2. "Bo przypomnienie o lekcjach, ciepłej bluzie to atak i krytyka. Wolę nie szukać okazji."
      3. "Co ja mogę zmienić? Nie mieć żadnych uwag? Bezwarunkowo akceptować? Boje się, że to za mało, bo przecież mogę mieć nie tą minę..."
      4. "Cały czas zastanwiam się nad sobą, czy może ze mną jest trudno wytrzymać, może faktycznie jestem dyrektywna i krytyczna."
      5. ...

      Chyba cos sie nie zgadza...
      Takim zachowaniem i ustepowaniem (np. rezygnacja zpracy czy obciecie etatu, odciazanie go) doprowadzisz tylko do pogorszenia sytuacji.
      Jak dlugo chcesz chodzic na terapie? Cale zycie? A na koncu to on bedzie mial bata na ciebie, ze psychiczna jestes (i tak juz ma takie zdanie).

      "Zawsze chciałam mieć rodzinę, a czuję wielką porażkę, wielki smutek, lęk o dzieci."

      Za wszelka cene? Zeby tylko portki w domu byly? :/
      Boisz sie o dzieci to im tego dalej nie funduj i podejmij jakies stanowcze kroki.
      • kaskaz1 Re: W domu fatalnie 26.09.16, 09:03
        I po co się męczysz?
        Myślisz,ze mu przejdzie , uspokoi się ?
        Wie , ze może cie zle traktować , dlatego sobie pozwala . za chwilę będzie to samo robił wobec dzieci , a dzieci nauczą sie , ze to jest sposób komunikacji .
        Zwiewaj , ratuj siebie i dzieci.
    • eukaliptusy Re: W domu fatalnie 26.09.16, 09:05
      W skrócie - jedyne co tak naprawdę cie trzyma przy mężu, to fakt, ze się boisz jego reakcji na rozwód.
      Mówisz, ze niby dzieci, ze trwałość małżeństwa to wartość, a w następnym zdaniu się pytasz jak usunąć faceta i mieć od niego spokój tylko tak żeby on przypadkiem nie zauważył.
      Dlaczego się go boisz mając nad nim przewagę i finansowa i organizacyjną?



      • haneke_29 Re: W domu fatalnie 26.09.16, 09:52
        Bo tak zostala wychowana niestety.
    • ma-ura Re: W domu fatalnie 26.09.16, 12:35
      jednym slowem upierdliwy, zmierzly dziad z ktorym bedzie tylko gorzej. typ kompletnie niereformowalny.
    • apersona Re: W domu fatalnie 26.09.16, 13:34
      Nie warto stawać na rzęsach, by zadowolić kogoś, kto wiecznie będzie czepiał, bo dzięki temu ty się starasz bardziej i nie dostrzegasz, że holujesz go przez życie: kulę u nogi, która wbija szpile, opluwa cię, podstawia nogę itd
      Skupiłabym się na skutecznym rozstaniu z panem. Skontaktuj się z prawnikiem, instytucjami zajmującymi się przemocą w rodzinie, rozeznaj na jaką pomoc policji u siebie możesz w razie czego liczyć. W tej chwili masz w domu przemoc psychiczną, na wieść o rozstaniu pan się może posunąć dalej z agresją. Decyzję o rozstaniu lepiej przekazywać przy świadkach.
      • aqua48 Autorko jaką matką jesteś? 27.09.16, 14:32
        apersona napisała:

        > W tej chwili masz w domu przemoc psychicz
        > ną

        Dodam, że pani na tę przemoc, wrzaski i obrażanie się męża i pokorne jej znoszenie decydowała się jako świadoma i dorosła osoba, mogąca o swym życiu decydować ale jej dzieci już nie. I to dzieci należy chronić przed takim zachowaniem ojca w domu przede wszystkim. Jak można w takiej atmosferze wychować dzieci dodatkowo z deficytami, które wymagają PRZEDE WSZYSTKIM spokoju i współdziałania rodziców? To przede wszystkim dla ich dobra należy skontaktować się z prawnikiem i podjąć kroki rozwodowe.
    • feniks_4 Re: W domu fatalnie 27.09.16, 15:02
      Ten czlowiek Cie w ogole nie docenia! Nie widzi, ile robisz dla rodziny i dla niego. Koszmarny egocentryk.
      Na dodatek - zamiast docenic, wiecznie krytykuje i dobija. Nie masz w nim zadnego wsparcia.
      Co jeszcze Cie przy nim trzyma?
    • forumowiczka.to.ja Re: W domu fatalnie 27.09.16, 21:02
      Warto przemyśleć to co napisano poniżej.
      Jest Pani bardzo silną kobietą, dźwiga Pani na swoich barkach 99% całego życia rodzinnego: od zarabiania na niego, poprzez dbanie o ognisko domowe. W nagrodę otrzymuje Pani policzek w twarz na każdym kroku od męża - osobnika, którego utrzymywała Pani przez kilka lat.
      Powiedziałabym mężowi wprost: jest bardzo źle, chcesz to ratować? Nie pozwolić na odwracanie uwagi, dokładanie tematów ubocznych ("co ty znowu wymyślasz", "to tobie jest jak zwykle źle") tylko uzyskać odpowiedź na pytanie: idziemy szukać pomocy czy bierzemy rozwód? Bo ja dłużej nie pozwolę ci na takie traktowanie mojej osoby.
      Obawiam się, że początek będzie tragiczny, mąż użyje całej baterii swojej broni psychologicznej, ale jeśli to Pani przetrzyma i dotrze do niego, że Pani nie żartuje, to albo pójdzie na terapię, albo wie co będzie dalej. Nie będzie Pani miała sobie nic do zarzucenia, ze nie próbowała Pani tego ratować.
      • apersona Re: W domu fatalnie 29.09.16, 20:50
        Ratować żeby czuć się w porządku? Ale wobec kogo - wewnętrznego prześladowcy - introjekcji wiecznie niezadowolonego męża i zaburzonej matki, bo jak przypuszczam, matka też wolała obarczać innych winą za swoje jazdy.
    • mrs.solis Re: W domu fatalnie 29.09.16, 03:22
      W porownaniu do ciebie jestem raczej prosta kobieta. Nie bylabym w stanie utrzymywac meza nieroba i dwojki dzieci ze swojej pensji, wiec to znaczy, ze jestes " kuta na 4 nogi". Nie rozumiem czego ty sie boisz. Mialam kolege , ktory jako , ze zarabial mniej niz jego zona to on zostal z dzieckiem w domu i to on biegl robic obiad, zeby zona, ktora wraca z pracy nie robila min. Potem bylo drugie dziecko i znowu on zostal w domu. Wracajac do rzeczywistosci. Nie masz malutkich niemowlaczkow, zeby sie martwic o to czy tatus nie zrobi im krzywdy. Nie wiesz jak sie go pozbyc ze wspolnego domu? Ja ci powiem. Nie redukuj etatu tylko to ty wynajmij sobie mieszkanie i sie wyprowadz. Mezowi zostaw synow i ewentualnie plac mu alimenty. Popytaj na forum, to kobiety ci powiedza ile dostaja na dwojke dzieci od mezow. W wiekszosci przypadkow to smieszne pieniadze. Jak znam zycie to twoj maz bardzo szybko wymieknie i sie wyprowadzi z waszego wspolnego mieszkania badz domu.
      Ogolnie mowiac twoj maz to nic innego tylko balast , ktory ciagnie cie do dna. Pozbadz sie go. Dzieci rozpaczac raczej nie beda jesli o to sie boisz.
    • rilla-m Re: W domu fatalnie 29.09.16, 19:17
      Czytam Twoją historię i tak się zastanawiam - czy Twój mąż też przypadkiem nie ma zaburzeń ze spektrum autyzmu? Moja historia jest bardzo podobna do Twojej, też jedno z dzieci ma zdiagnozowane zaburzenia autystyczne, a mój mąż ma wiele zachowań podobnych do Twojego. Moja teściowa jest pewna, że mój mąż w dzieciństwie był dzieckiem z zaburzeniami autystycznymi. I teraz, jak ze wzgl. na synka poznałam czym są zaburzenia ze spektrum autyzmu, wiele zachowań mojego męża, jak go poznałam, wskazuje mi właśnie na te zaburzenia... A co do rozwodu - to łatwo niektórym mówić, każda historia jest inna...Dla mnie by to oznaczało wyprowadzkę z powrotem do władczej matki - to jakbym wpadła z deszczu pod rynnę :(
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: W domu fatalnie 30.09.16, 01:04
      Z tego co Pani napisała, nie widać powodu do terapii rodzinnej lub terapii Pani i dzieci. Kłopot jest między Panią a mężem.
      Niezależnie od tego, z jakiego powodu dochodzi między Państwem do awantur i które z Was je wszczyna, to bycie poddawaną nieustającej, niespodziewanej, niekontrolowanej krytyce jest bardzo osłabiające. Nawet jeśli jest ona słuszna. Dlatego można stać nadwrażliwą, drażliwą, nieobiektywnie rozpoznającą rzeczywistość, nawet agresywną.
      Terapia byłaby potrzebna, aby odkryć dlaczego oboje zajmujecie takie pozycje w związku oraz jaką funkcje ma ta wzajemna krytyka. Albo to co za nią uważacie. Bo każde z Was czuje się krytykowane, nie tylko Pani. Mąż też. Dlatego warto udać się choćby na konsultację pary. Może na to uda się męża namówić. Ważne jest takie umotywowanie terapii,że chodzi o to abyście oboje mogli na tym skorzystać. Bo w innym przypadku terapia może byv trakrowana jako kolejna kara lub obwinianie. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tully.makker Re: W domu fatalnie 30.09.16, 10:52
        Nie prowadzi sie terapii par w sytuacjach przemocy.
    • differentview Re: W domu fatalnie 30.09.16, 14:33
      flesh_bone napisała:

      > Co ja mogę zmienić? Nie mieć żadnych uwag? Bezwarunkowo akceptować? Boje się, ż
      > e to za mało, bo przecież mogę mieć nie tą minę...

      Kolejna "ofiara". Oczywiscie- nie powinnas miec zadnych uwag, bezwarunkowo akceptowac i zadbac zeby zawsze miec odpowiednia mine:/
      Skad bierze sie taka perwersja u kobiet? Masochistyczne dewiantki a nie zadne ofiary.
    • karrioka Re: W domu fatalnie 19.10.16, 10:42
      Sorry, że osądzam, ale to IMO potwornie zły pomysł z tym zmniejszeniem etatu.

      Już kilka osób napisało, że lepiej zatrudnić kogoś do sprzątania i mieć więcej czasu bez awantur dla samej siebie.

      Ja to przerobiłam w dwóch związkach, taki mechanizm starania się jeszcze bardziej, generowania większej ilości przestrzeni dla kogoś poprzez zmniejszanie ilości Twoich spraw. Tobie się teraz zdaje, że w ten sposób dzieci i dom będa bardziej ogarnięte a mąż będzie miał więcej okazji by pokazać swoją wolę naprawy związku.
      To nie tak działa, po prostu będziesz spędzać więcej czasu w towarzystwie frustrującego czynnika. I to nie pozostanie bez wpływu na wszystkie sfery Twojego życia. Męża nie trzeba gratyfikować swoją obecnością i większym zaangażowaniem we wspólne obowiązki. Nie trzeba też generować jeszcze więcej czasu i okazji do nieprzyjemnych rozmów i konfrontacji.

      Nie idź tą ścieżką, zrób dokładnie odwrotnie, tak jak dziewczyny pisały - stwórz nawet więcej tylko swoich i swoich z dziećmi spraw.
      NIe rób z tego swojego priorytetu, z ratowania małżeństwa. Niech to się dzieje bardziej obok, jako JEDNA z częsci składowych twojego życia, a nie absolutnie kluczowa sprawa.
      Ja na postawie "naprawianie jako priorytet" dojechałam do tego, że nie potrafiłam nigdzie wyjść jesli w domu nie było super atmosferyZa atmosferę odpowiedzialna byłam ja (w moich oczach też) a druga strona łąskawie akceptowała lub nie, lub na 5 minut przed czymś dla mnie waznym nagle mnie atakowała, ja się czułam wtedy jak gra flashowa uruchamiana jednym kliknięciem i wchodziłam w to jak w masło. Myślę, że wcale nietrudno jest dojechać do takiego stanu.

      Inna rzecz, że to się łączy z tym co pisze Pani Agnieszka - mąż się również czuje krytykowany. I pewnie też jest sfrustrowany, więc szuka jakiejś innej gratyfikacji w tym wszystkim - jeśli z naprawy związku robisz swoją sprawę, bardzo swoją, to to staje się punktem w którym można łatwo cię zranić.
      I mąż ze skłonnością do pasywnej agresji będzie w ten punkt klikał, niekoniecznie zastanawiając się że sobie też wchodzi w szkodę. Będzie niszczył bo priorytetem jest okazać Ci opór.

      Buduj swoje życie. Stawiaj jasne granice. Nie proś. Szukaj innego towarzystwa do spraw, które są dla Ciebie ważne. Nie rozważaj męża jako partnera, domyślnego sojusznika - bo po prostu teraz nim nie jest. Boisz się, działasz jakbyś miała obowiązek wywalczyć jego udział, jego zrozumienie. Olej to.
      Są inni ludzie, z którymi możesz realizować poczucie wspólnoty - przyjaciółki, rodzina, dzieci, znajomi. Może wręcz poszerz tą grupę. Bo tak to jesteś zakładnikiem tego, że sama chcesz mieć piękne porozumienie, poczucie sojuszu, bezpieczeństwa, i idziesz na jakies dziwaczne układy żeby takie PSEUDOpoczucie mieć z męzem chocby na chwilę.

      (np tu: "Co ja mogę zmienić? Nie mieć żadnych uwag? Bezwarunkowo akceptować? Boje się, że to za mało, bo przecież mogę mieć nie tą minę...")

      De facto żyjesz sama z bagażem w postaci swoich obowiązków gejszy :P, zmień to, odrzuć ten bagaż.
      Mąz jest dorosły, prawdopodobnie zauwazy po jakimś czasie, że nie da się już twojej uwagi zdobyć poprzez aktualne zachowania, jesli będzie chciał naprawiać - to zacznie. Jeśli nie będzie chciał - to też pieknie, będziesz miała przecież bogate i pełne życie, więc zero powodów by zostawać na siłę w tym związku.
      W ogóle związek"naprawiony" wyłacznie na Twoją prośbę nie będzie naprawiony, zawsze będzie opcja że mąz to wypomni i będzie postrzegał jako wielkie czyny w TWOJĄ stronę, a nie jako wspólną korzyść i wspólną sprawę.
      • ada1214 Re: W domu fatalnie 20.10.16, 13:55
        Karrioka, bardzo ciekawy i pouczajacy wpis. Widac, ze stoi za tym duzo przemyslen. Lubie takie wypowiedzi, w ktorych ujawnia sie doswiadczenie zyciowe polaczone z gleboka autorefleksja. Dzieki i dobrego zycze!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka