ikame
04.06.17, 14:41
witajcie, mam dwoje rodziców - ojciec po siedemdziesiątce, mama kilka lat młodsza. Z ojcem zawsze łączyło mnie równie dużo jak z mamą, pamiętam wspólne wakacje, wyjazdy, łowienie ryb.
Nigdy nie byłam bardziej "przypisana" do jednego z nich. No, ale spokojne dzieciństwo się skończyło - gdy tata miał niewiele ponad pięćdziesiąt lat zachorował - choroba poczyniła dość poważne zmiany w psychice i postrzeganiu świata - można powiedzieć, że mój dawny ojciec umarł i od ponad dwudziestu lat jest kimś innym. W dużym skrócie - kiedyś to urodzony optymista, teraz złośliwy, zamknięty w sobie człowiek. Wiem, że zmiany mają podłoże organiczne. Kontakt mamy, ale siłą rzeczy jest on już zupełnie inny niż dawniej, rozmowy się nie kleją, mimo to staram się często odwiedzać rodziców i pomagać im w miarę możliwości. Problem jest z mamą, od pewnego czasu (śmierci członka dalszej rodziny) mimochodem rzuca teksty o tym, że to nie jest mój ojciec biologiczny. Dawno temu powiedziała mi, że nie mam rodzeństwa z powodu choroby ojca (która miała miejsce już po moich narodzinach), wiem, że miała też problemy z utrzymaniem ciąży i bardzo się cieszyła z moich narodzin.
Kiedyś, dawno temu, po jakiejś kłótni z ojcem (a kłócili się bardzo rzadko) też powiedziała coś na ten temat. Teraz to takie zawoalowane szpile, które mi wbija (z racji choroby taty i jego bliskich prowadzę higieniczny tryb życia, ale wiadomo, czynniki genetyczne też mają znaczenie, no i kiedy o tym mówię, to mama wtedy "ty nie musisz się o to martwić, ty nie zachorujesz".
Wiem, że robi to celowo i czeka, aż zapytam wprost. Do puenty: nie zapytam, guzik mnie to obchodzi. TEGO OJCA kocham nadal najbardziej na świecie, mimo ułomności i choroby, to on mnie wychował i wpoił mi zasady, których staram się trzymać. Kiedyś burknęłam, że mnie to nie interesuje, ale im mama jest starsza, tym krąży wokół tematu częściej.
Proszę o pomysły i podpowiedzi.