oneczka32
07.12.19, 00:02
Witam wszystkich! Jestem tu bo liczę na poradę, lub bezstronny punkt widzenia.
Jesteśmy małżeństwem 6lat, w związku łącznie 10. Mamy dwoje wspaniałych dzieci: 5-letniego Przedszkolaka i Niemowlaczka.
Mąż od kilku dobrych lat prowadzi działalność - na tą chwilę firmę jednoosobową, dodatkowo od dwóch lat podjął pracę na etat. I od tego czasu zaczęły się schody...
Od owych dwóch lat jest on "gościem" w domu. Wychodzi do pracy etatowej o 5:30, po jej skończeniu jedzie do swojej firmy, skąd do domu wraca o godzinie 21-22... I tak od poniedziałku do soboty... Czasem w soboty uda mu się skończyć "wcześniej" czyli ok. 15-17...
Ja czuję się jak matka samotnie wychowującą... Dom,dzieci i wszystkie obowiązki z tym związane są tylko i wyłącznie na mojej głowie... Ja odprowadzam Przedszkolaka do przedszkola, odbieram, zawożę na zajęcia czy imprezy z rówieśnikami, sami chodzimy na spacery, do lekarzy, sami się bawimy, itd itp, na mojej głowie są zakupy, rachunki, urzędy bo męża wiecznie nie ma w domu - i odkąd jest z nami Niemowlak-wszystkie ww obowiązki czy sprawy załatwiam z Niemowlakiem "pod pachą", bo nie mam go z kim zostawić. To samo tyczy się obowiązków związanych z Niemowlakiem, jestem ze wszystkim sama.
I mam już tego wszystkiego dość... Mąż po powrocie do domu jedyne na co ma siły to zasnąć na kanapie... Najczęściej nie widuje przez kilka dni dzieci bo jak wraca -one już śpią.
Jego myśli po powrocie do domu krążą wokół firmy. Do tego obowiązki związane z firmą, również częściowo ciążą na mnie... Księgowa, rachunki, papiery, wizyty w hurtowniach itd itp - i to wszystko też z Niemowlakiem "pod pachą".
Mąż nawet jak ma wolne sobotnie popołudnie, czy niedzielę... To zbiera siły odsypiając, lub leżąc na kanapie. Dopiero gdy mu zwrócę uwagę że ma czas poświęcić dzieciom, zrobi to. Sam z siebie niechętnie garnie się do zajęcia się nimi.
Już od dawna próbuje z Nim rozmawiac, proszę by skupił się na jednej pracy, by zwolnił tempa, bo traci najważniejsze - czas z dziećmi. Ale żadne rozmowy, tłumaczenia, czy awantury - bo do tego najczęściej dochodzi gdy nie wytrzymuje tej chorej sytuacji - nic nie pomaga....
Mąż przez krótką chwilę szybciej wróci z pracy, przez chwilę zajmie się dziećmi, poświęci im uwagę, po czym po kilku dniach jest jakaś "super ważna sprawa" w firmie i finalnie wracamy do punktu wyjścia: Powroty z pracy o 22 i zasypianie ze zmęczenia na kanapie.
Dużo ludzi mówi mi, że powinnam doceniać to że mam takiego pracowitego męża, i ja to wszystko wiem, starałam się to zrozumieć, docenić, pomagać mu i znosić jego humory kiedy pada na twarz ze zmęczenia, albo widzę że nie ogarnia tego codziennego zamieszania - ale mam już dość jak widzę że praca jest dla niego ważniejsza niż czas z dziećmi...
Poradźcie mi... Jak wy byście do tego podeszli...?
Bo już sama nie wiem, czy to może ja za bardzo się czepiam