znakiczasu97
13.05.20, 19:34
Problem w dużym streszczeniu, bo tak chyba wystarczy, by był przedstawiony. Epidemia. Mąż pracownik placówki opiekuńczej. Dostaje polecenie pojechania wielu kilometrów po wychowanka, który od czasu kwarantanny jest w domu. Transport samochodowy. Dziecko, mocno dorosłe, bez badań, bez testu, bez kwarantanny. Środowisko patologiczne. Zaraz ma trafić na test po przebyciu drogi. Mąż wie, że nie waraziłabym zgody na taki wyjazd, bo samochód to nie jest miejsce bezpieczne w tym czasie z niewiadomego zdrowia pasażerem. Mąż, jak twierdzi, ze stachu, za moimi plecami jedzie po wychowanka. Nie myśli, że tym zachowaniem naraża swoją rodzinę na poważne konsekwencje. Sprawa wychodzi na jaw. Czuję się zlekceważona, oszukana. On, że tak bardzo chciał mi oszczędzić stresu. Że zachował wszystkie środki ostrożności. Ale, czy są takie, które zabepieczają w stu procentach? Nie. Nie chciał długo się przyznać do prawdy. Kręcił. Nieładnie kręcił. Prawdę uzyskałam od jego szefa. Mąż chciał siedzieć sobie w domu do wyniku testu dziecka nie informując nas o sytuacji.I siedział. A mógł uprzedzić, że musi jechać, wyjechałalibyśmy do rodziny, a on sam czekałby na wynik testu dziecka.Jak oceniacie tę sytuację? Ja fatalnie.