Dodaj do ulubionych

tata - wdowiec

14.10.06, 07:28
nie mam siły ani ochoty szukać dalej ojców wdowców, albo takich nie ma albo
nie mają odwagi albo czasu o tym pisać, więc piszę tu...

dokładnie tydzień temu straciłem ukochaną osobę. Tylko osobę, bo nie miłość.

Szukam pomocy, ciepłego słowa że tak się da żyć i świadomości że nie jestem
sam, inny.

Pisałem prawie codziennie coś na forum o śmierci. Coś jak pamiętnik
przeżywającego cielesną rozłąkę wobec trwania nieprzerwanego śmiercią związku.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=41083&w=50068848
nie proszę o pocieszanie, nie wiem czy zaakceptujecie samotne mamy że pisze
tu samotny tata

potrzebuję tylko zrozumienia, siły i wiary że dalsze życie i bycie dobrym
rodzicem jest możliwe

Ps. mój synek ma 4 lata i jest cudowanym dzieckiem
Obserwuj wątek
    • inquisitive Re: tata - wdowiec 14.10.06, 09:56
      Witaj w naszym nie wielkim gronie zeng. Dobrze, ze znalazles sie na tym forum
      bo wlasnie jestesmy tu dla siebie nawzajem, wspomagajac sie, na razie tylko
      slowem, w trudnych chwilach. Nikt nikogo tu nie pociesza, bo same wiemy, ze nie
      ma pocieszenia w takich sytuacjach. Ale pomaga to, ze jest ktos kto nas
      rozumie.
      Jestem pewna, ze jest wiele ojcow-wdowcow, wydaje mi sie jednak, ze nie wielu
      mialo by odwage pisac o tym na forum.
      Tydzien czasu Twojego bolu i tesknoty a najgorsze dopiero przed Toba. Ale
      wlasnie po to tu jestesmy dla siebie, zeby wspomagac sie w tych
      najtrudniejszych chwilach..i w tych mniej trudnych. Pisz wiec zawsze gdy
      czujesz potrzebe. Zawsze bedzie tu ktos, kto to przeczyta, zrozumie i odpisze.
      Pozdrawiam cieplo Ciebie i wszystkie nasze forumowe dziewczyny

      Edyta
      • blue_ice1 Re: tata - wdowiec 14.10.06, 11:36
        witaj- oczywiscie,ze jestes przyjety do *grona* ........
        Jedyne co moezmy w tej chwili zrobic- to przytulic, moze razem
        poplakac........- tak- mezczyzna PLACZACY to dla mnie tez mezczyzna, a nie
        mieczak- jak wile osob twierdzi...
        Pozdrawiam serdecznie.:)
    • iwk2 Re: tata - wdowiec 15.10.06, 02:04
      zeng - przykro mi i bardzo smutno, bo wiem co teraz przeżywasz i czujesz, to
      jakby ktoś nam rozdarł ciało i duszę, życie naokoło toczy sie dalej, a Twoje
      stanęło w miejscu, a przed sobą widzisz juz tylko ogromna przepaść. Minie
      troche czasu i ruszysz dalej, ale będzie Ci bardzo trudno. Dopiero kilka dni
      minęło od śmierci Twojej żony. W tym czasie, przynajmniej u mnie tak było, jest
      wokół dużo bliskich osób, ogromne zamieszanie; a później jest coraz ciszej,
      coraz spokojniej, życie sie toczy i zostaje sie samemu z własnym bólem,
      tęsknotą, samotnością i zmaganiem z codziennymi problemami. I takie szare,
      smutne dni, właściwie każdy nowy dzień jest wielkim wyzwaniem. Ja codzień rano
      wychodząc z domu, powtarzam sobie - nie poddam sie, dla mojego synka nigdy sie
      nie poddam (mój synek ma 3,5 roku). Będziesz żył dalej, masz dla kogo. Dla
      Twojego synka jesteś teraz całym swiatem, a jednocześnie to on daje i będzie
      dawał Ci siłe.
      Rzeczywiscie tutaj nie znajdziesz pocieszenia, bo go po prostu nie ma , a
      próbować pocieszać Cie będą zawsze Ci, którzy nawet nie potrafią sobie
      wyobrazić Twojego dramatu. Tutaj jednak zawsze znajdziesz zrozumienie i dobre
      słowo.
      Trzymaj sie. życzę Ci z całego serca dużo wytrwałości i siły. Pozdrowienia dla
      Ciebie, i wszystkich dziewczyn z forum.

      Iwona
      • zeng Re: tata - wdowiec 15.10.06, 05:13
        wczoraj miałem dzień zwątpienia czy dam radę, czy się poddać

        nie wiem co mi się w nocy śniło, ale chyba ja i Piotruś (synek). Rano, a
        właściwie w nocy, bo jeszcze jest noc, obudziłem się lekko podbudowany a każda
        minuta patrzenia na śpiącego synka dodawała mi kolejną porcję siły. Nie starczy
        jej na cały dzień, ale przynajmniej, żeby go zacząć.
        • edyta.g.25 Re: tata - wdowiec 15.10.06, 08:32
          Podpisuje sie pod tym wszystkim- co napisaly dziewczyny. Jest cholernie ciezko.
          Chwile zwatpienia tez sie u mnie pojawiaja ale zawsze wtedy zaciskam zeby i
          mysle sobie- ze nie, nie moge sie poddac musze byc silna i twarda. Ciezko to
          czasdami przychodzi ale mysl o moim kochanym dziecku i o moim zmarlym kochanym
          najwspanialszym mezu podbudowuje mnie i daje mi takiego "kopa". TAk jak kiedys
          jedna z dziewczyn napisala- ze z tym trzeba sie nauczyc zyc bo zapomniec sie
          nie da. Tesknota i zal pozostanie do konca...

          Moj najukochanszy najwspanialszy maz zginal 4.5 miesiaca temu. Tak niedawno- a
          mi sie wydaje ze to wiecznosc. On zyje w moich myslach, wszystko sie do niego
          sprowadza. Odrzucam od siebie mysli o tym ze on zginal. Taki swoj swiat
          stworzylam wokol siebie w ktorym jest moj Maciek- ale nie zawsze mi sie to
          udaje bo sa sytuacje ktore burza to wszystko i powraca ta paskudna okrutna
          szara rzeczywistosc.
          • zeng Re: tata - wdowiec 15.10.06, 08:49
            dziękuję wam wszystkim, troche napawa mnie to strachem, że po miesiącach,
            latach ból niewiele się zmniejsza, tylko człowiek - wstrętne zwierzę, uczy się
            z nim żyć

            na razie nie umiem z nim żyć, żyję tylko dlatego, że co chwilę słyszę "tatusiu"
            albo widzę ten uśmiech dziecka...
            • inquisitive Re: tata - wdowiec 15.10.06, 14:29
              I wierz mi, ze tak bedzie przez dlugi dlugi czas. Ja nadal miewam chwile
              zwatpienia, czasami chciala bym rzucic to wszystko i poddac sie. Chciala bym,
              zeby moje zycie, ktore tak kochalam, wrocilo. I wiem, ze to sie nigdy nie
              stanie i to boli. Bo wiem, ze nie ma nadzieji. Dlatego koncentruje wszystko na
              moim synku, na najlepsza przyszlosc dla niego i chce zeby wiedzial, ze kiedys
              istnial ktos, kto go kochal ponad zycie..jego tata.

              Pozdrawiam

              Edyta
              • zeng Re: tata - wdowiec 17.10.06, 14:27
                chyba jest drobna poprawa, nie wiem na jak długo, bo miewałem już takie wzloty
                ale dziś uśmiech Piotrusia wywołał we mnie chyba po raz pierwszy od jej śmierci
                lekką radość...

                byliśmy na cmentarzu, wybrał dla mamusi największe serce-świeczkę

                był po przerwie pierwszy raz w przedszkolu... wbrew moim obawom nie chwalił się
                wszystkim, że mama nie żyje, tylko przedszkolance to powiedział...

                odczuwam straszną zmianę w jego podejściu do mnie, zawsze byliśmy blisko, ale
                teraz nie widzi poza tatusiem świata... to raduje i boli jednocześnie...

                troska i miłość do Piotrusia chyba zaczyna brać górę nad bólem, chyba jutro
                pójdę na cmentarz powiedzieć Ani, że będzie na mnie musiała poczekać te 20 lat
                aż dorośnie Piotruś (do tej pory wcale nie byłem przekonany że tyle
                wytrzymam)...
                • inquisitive Re: tata - wdowiec 17.10.06, 15:15
                  Bedziesz mial coraz wiecej takich dni. Naprawde uwazam, ze to nasze dzieci
                  trzymaja nas przy zyciu, dzieki nim nie szalejemy kompletnie, nie przestajemy
                  myslec i kontaktowac. Pamietam gdy moj maluch zaczal stawiac pierwsze kroki,
                  bylam z niego taka dumna, taka szczesliwa a w nastepnej minucie rozklejalam sie
                  zupelnie myslac o tym jak szczesliwy moj maz byl by gdyby to widzial. Kazdy
                  taki moment wywoluje u mnie dume i radosc z mojego dzicka, ale takze smutek i
                  bol, ze moj maz nie jest w stanie tego zobaczyc...
                  Pamietaj, ze jestes dla Piotrusia teraz i ojcem i matka, dlatego nie widzi
                  swiata poza Toba. I pewnie podswiadomie boi sie, ze moze stracic rowniez ojca,
                  skoro mama odeszla. Nie pozwol mu myslec w ten sposob. Pokaz mu, ze zawsze
                  jestes i bedziesz obok niego. On jest na tyle dorosly, ze to zrozumie.

                  Pozdrawiam

                  Edyta
                  • zeng Re: tata - wdowiec 17.10.06, 15:30
                    dzięki za ciepłe słowa...

                    tylko że ja ciągle mam wrażenie, że radość, uśmiech są nie na miejscu...
                    • inquisitive Re: tata - wdowiec 17.10.06, 15:47
                      Nie boj sie okazywac radosci i usmiechu Piotrusiowi. Pamietaj, ze dzieci zywia
                      sie naszymi emocjami. Pamietam, ze gdy bylam w najgorszej depresji po wypadku,
                      maly zaczal chorowac...tak naprawde nie wiadomo bylo co mu jest, wymioty,
                      wysoka goraczka, zadnych sladow grypy, czy zatrucia. W koncu lekarz powiedzial
                      mi, ze dzieci czuja nasza depresje, nasz smutek i zal, nasz bol. Wiadomo, ze
                      nie zawsze mozemy okazac im ta radosc, ale zawsze mozemy dac im cala nasza
                      milosc i usmiech, chociaz by przez lzy..
                      • zeng Re: tata - wdowiec 17.10.06, 15:52
                        ale jak pokazać dziecku że ma we mnie oparcie a świat się toczy dalej, kiedy
                        sam w to nie wierzę i kiedy całą swoją energię wkładam w trzymanie się jako
                        tako przy dziecku i nie rozklejanie się. Wczoraj Piotruś już mnie spytał czemu
                        mam smutną minę. Powiedziałem że dlatego że tęsknię za mamusią. Mogę mu tak
                        powiedzieć raz czy dwa, ale nie ciągle...
                        • inquisitive Re: tata - wdowiec 17.10.06, 16:07
                          Widzisz na to nie ma prostego rozwiazania niestety, nie ma magicznego pylku,
                          ktory pozwoli nam znalezc odpowiedzi na wszystkie pytania i rozwiazanie
                          wszystkich problemow. Wolala bym, zeby byl, ale nie ma... U mnie jest inaczej,
                          maluch nie rozumie jeszcze, ze tatusia nie ma, pewnie nawet nie rozumie co to
                          tatus, mimo, ze staram sie jak najczesciej pokazywac meza na zdjeciu i mowic
                          mu, ze to jego tata. Mozesz mowic Pitrusiowi, ze tesknisz za mama, ze dlatego
                          Ci smutno, ale powiedz mu rowniez, ze macie siebie nawzajem teraz i ze
                          potrzebujesz go tak bardzo jak i on Ciebie. Maly zrozumie to na swoj sposob i
                          poczuje sie wazny i zobaczy, ze tata jest tez czlowiekiem i ma uczucia. Dzieci
                          rozumieja wiecej niz nam sie wydaje...

                          Pozdrawiam

                          Edyta
    • tede5 Re: tata - wdowiec 18.10.06, 09:35
      Witaj zeng. Niestety, ale są też faceci w podobnej sytuacji do Twojej. Wiem z
      wlasnego doświadczenia, że jakiekolwiek slowa pocieszenia i otuchy nie mają
      sensu. Ty wiesz sam najlepiej co przeżywasz, jak bardzo boli w środku ... Żadne
      slowa tu nie pomogą. Jednak trzeba żyć, masz dla kogo. Mój szkrab ma juz ponad
      3,5 roku. Jakoś sobie radzimy, a przynajmniej próbujemy. Trzymaj się stary
    • magdatysz Re: tata - wdowiec 18.10.06, 12:55
      Tak jak już dziewczyny napisały tu na pewno znajdziesz zrozumienie. Ja z mojej
      strony mogę ci tylko powiedzieć, że z czasem będzie lepiej. Może nie dobrze,
      ale trochę lepiej i na pewno inaczej. Od śmierci mojego Męża minęło już prawie
      2 lata. Nauczyłam się z tym żyć choć łatwo nie jest i nie będzie. Zwłaszcza że
      dalej walczę z sądami i cały czas sprawa wypadku do mnie wraca. Mam to wszystko
      przed oczami. Na początku też nie miałam ochoty żyć. Jakoś jednak sie
      pozbierałam zwłaszcza że miałam synka. I też był problem jak zapewnić małemu
      poczucie bezpieczeństwa skoro samej go nie mam.
      Dziewczyny miały też rację w tym, że na poczatku jest wokół ciebie sporo ludzi,
      rodziny, znajomych, którzy pytają, dzwonią, odwiedzają. Z czasem te
      odwiedziny,telefony, pytania są rzadsze. Wszyscy przechodzą do swoich spraw,
      własnego życia. I wówczas czujesz podwójną pustkę. Moją receptą na taki stan
      rzeczy było większe zaangażowanie się w pracę społeczną, którą i tak wcześniej
      wykonywałam. Ale oczywiście takie, żeby w żadnym wypadku nie zaniedbać dziecka.
      To pozwoliło mi wyjść do ludzi, nie zamykać się w czterech ścianach i dało
      możliwość myślenia o czymś innym niż wypadek i śmierć mężą. To wszystko
      przychodzi jednak z czasem. Najważniejsze jest abyś na poczatek miał świadomość
      że ktoś ci pomoże i o tobie myśli. I ktoś kto zrozumie. A my tu na tym forum na
      pewno zrozumiemy.
      Pozdrawiam ciepło i trzymaj się.
      Magda
      • zeng Re: tata - wdowiec 18.10.06, 13:59
        cieszę się, że was, mamy, znalazłem

        naprawdę pomaga to, że się można wygadać i ktoś nie powie "no coś,
        ty", "przesadzasz", "będzie dobrze", tylko "rozumiem".
        • zeng dziecko bez rodzica 22.10.06, 22:07
          z początku wydawało mi się, że synek (4 lata) nie za bardzo zrozumiał, że mama
          nie żyje (wręcz wydawało mi się, że przeszedł nad tym do porządku dziennego i
          się nie przejął). Zgodnie ze wszystkim co przeczytałem na ten temat i radami
          psychologa i psychiatry dziecięcego powiedziałem mu co i jak, najpierw ogólnie
          o życiu i śmierci a potem o mamie. Wziąłem go też na pogrzeb.

          Ale ostatnio, czyli po tygodniu od pogrzebu a 2 tyg od śmierci mamy zaczął
          strasznie tęsknić, widać w nim jakąś walkę, tylko nie wiem co dokładnie. Raz
          stał jak wryty w przedpokoju ze zdjęciem siebie z mamą, jak spytałem co myśli
          nic nie odpowiedział, tylko, że to jego mama. Po śmierci żony przez tydzień
          byłą u mnie moja mama, spytał mnie czy babcia będzie teraz jego mamą. Teraz
          codziennie prosi swoją drugą babcię, żeby z nami zamieszkała... Oprócz celowych
          pytań o mamę, o jej rzeczy, tak jak dorosły unika przy mnie używania wyrazu
          mama... Mówi "kupiliście, zrobiliście itp", bezosobowo, choć dokładnie wiem, że
          zawsze mówił "kupiłeś z mamą, zrobiłeś z mamą itp". Do tego zawsze
          mówił "mama", a teraz zawsze dodaje "moja". "moja mama". Zaczynam się tym
          martwić, możecie coś powiedzieć o tym jak się zachowywały na początku wasze
          dzieci, jeżeli któreś z nich miało 3-5 lat ?
          • blue_ice1 Re: dziecko bez rodzica-zeng 22.10.06, 23:24
            o smutku i zalu dzieci zalozylam wszak ten watek:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36576&w=49949647&a=50086559&wv.x=1
            poczytaj o mojej 3,5 letniej wowczas corce.
            • zeng odpowiedź na wieczne pytanie... 26.10.06, 18:22
              Tym, którzy wiedzą o co chodzi pragnę powiedzieć, że Ania dała mi odpowiedź na
              pytanie CZEMU. Tak pokierowała moją uwagą, że natrafiłem na odpowiedź. Sen się
              spełnił, pożegnała się, przed odejściem dała mi odpowiedź na pytanie, które jej
              zadawałem codziennie dziesiątki razy i odeszła... Póki co przestała mi się
              śnić...

              Byłem jej dzisiaj podziękować za odpowiedź i za wszystko co mi dała. Nie
              czułem - jak zwykle do tej pory - jej obecności...

              Sam nie wiem, czy mój umysł wariuje, czy wmawiam sobie rzeczy w które chcę
              wierzyć, czy naprawdę to z nią rozmawiałem we śnie i to ona odpowiedziała mi na
              to pytanie po czym pożegnawszy się odeszła w górę. Podniosłem dziś wzrok...

              Pozdrowienia dla wszystkich trwających w nadziei,
              Daniel, tata Piotrusia
              • inquisitive Re: odpowiedź na wieczne pytanie... 26.10.06, 18:26
                Wiedzialam Danielu...to co CI pisalam wczoraj. Nie wiedzialam tylko, ze tak
                szybko...

                Pozdrawiam Cie i Piotrusia bardzo cieplo

                Edyta
                • zeng Aforyzmy na jutro 31.10.06, 16:23
                  Tym co po nas zostanie, będzie miłość. (Philip Larkin)

                  Kochać prawdziwie to kochać na zawsze. (Henry Drummond)

                  Wszystko dąży do zniszczenia. Tylko miłość nie niszczeje. (John Donne)

                  Przez Ciebie przepływają uwolnione wody rzek zamkniętych we mnie.

                  Pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości. (Św. Jan od krzyża)

                  Serce, które prawdziwie kochało, nigdy nie zapomina, ale prawdziwie kocha do
                  końca. Tak jak słonecznik, który, gdy słońce zachodzi wygląda tak samo jak
                  wtedy gdy ono wschodzi. (Św. Tomasz Moore)

                  Prawdziwa miłość jest ogniem wiecznie płonącym. Prawdziwa miłość nigdy nie
                  choruje, nie starzeje się, nie umiera i nigdy się nie odwraca. (Walter Ralegh)

                  Miłość nie zna śmierci, to człowiek zna śmierć. (zeng)
                  • zeng Wierszem pisane 31.10.06, 20:50
                    znalazłem w internecie kilka wierszy Stanisława Srokowskiego z tomiku "Miłość i
                    Śmierć". W czwartek lecę szukać tego tomiku.


                    PUSTELNIK

                    Ja pustelnik ciszy
                    mamroczę w półśnie twoje imię
                    pusta klatka z której wyfrunął ptak
                    rosną kolce twojego milczenia i bolą
                    zaciągam się do armii mroków
                    której rytmiczny krok wybija noc
                    ślepe światło gwiazd gaśnie
                    a pyłek księżyca spada na powiekę
                    która zwisa jak odcięta ręka
                    i skradają się halucynacje
                    siostra śmierć przecieka
                    przez żyły do moich oczu
                    a u wezgłowia świtu staje zjawa
                    i otwiera usta
                    widma są moimi
                    braćmi.


                    DZIĘKUJĘ CI PANIE

                    Za ten cios w życie, które pękło
                    na drobne kawałki i zawyły szakale
                    na końcu każdej drogi

                    Za ból myśli, która tonęła
                    pośród majaków,
                    gdy ścięta głowa mego dziadka
                    Ignacego spadła mi u nóg

                    Za pustkę, gdy z dna oczu
                    wyłaniały się urojenia

                    Za nicość,
                    kołyskę nocnych lęków

                    Za mrok duszy i cierpienie,
                    którego nie rozumiałem

                    Za wzgardliwe usta sprzedajnych
                    przyjaciół

                    Za dwadzieścia lat milczenia
                    Łąko, na której pasą się
                    moje strofy i piją ze źródeł
                    czystej śmierci

                    Pustynio wielu śladów
                    ciszo w zgiełku świata

                    I za to dziękuję Ci, Panie,
                    że Cię nie pojmuję,
                    pętlo wisząca
                    nad moją głową,
                    koło ratunkowe.


                    NA KOŃCU

                    Przepraszam za niepocałunek
                    przepraszam za nieuśmiech
                    przepraszam za niespojrzenie
                    przepraszam za niechcenie

                    Jeźdźcy nieistnienia okrążają
                    nasze życie
                    i cwałuje kawaleria niebytu
                    pośród naszych niedowidzeń
                    by ujawnić niepojętość świata
                    który się spełnia w niemożliwościach
                    i niedopowiedzeniach

                    A twoje niedotknięcie
                    parzy moje nieme usta
                    a twoja niepamięć
                    pogrąża mnie
                    w smutku

                    Jestem na końcu
                    niczego.


                    POLA RÓŻ



                    Gdzież te rozległe pola dzikich róż, strome przejścia
                    oddechu, gdzie spalone wzgórza Kissawos, którego
                    skały zanurzały się w płonącym błękicie chmur,
                    a z rozprutych żył nieba wyciekała krew słońca;

                    gdzież ta sygnaturka południa, kiedy
                    opieczętowywałem twoje piersi i brzuch wargami,
                    a ogromny fioletowy ptak zawisł nad nami i okrył
                    swoim cieniem; płonące cierniste krzewy raniły ci
                    duszę druzgocącym pięknem; czy to była
                    Makrinica, a może Kieramidi uchwycone w lasso
                    słońca, gdy oniemiałe z zachwytu plemię z północy
                    padało na twarz i cicho śpiewały żagle płynące
                    ku wyspie Skiathos; łowiliśmy kraby i jedli chłodne
                    dzadziki;

                    gdzież, Mario, te wielkie pola dzikich róż, w których
                    syczały węże i zakorzeniała się nasza tęsknota,
                    a na dole, w tawernie, słychać było pieśń żeglarzy;
                    nadchodziła noc pełna łowów
                    w błękitnych wodach zatoki, ze świecącą gwiazdą
                    ośmiornicy w głębi morza; niebieski księżyc tańczył
                    na twojej dłoni i targnął
                    mną nagły lęk, że czerwone wzgórza
                    są tylko zjawą.
                    • zeng Sen 15.11.06, 20:46
                      Sen o bezpieczeństwie zawsze jest iluzją.
                      Sen o przyszłości zawsze jest tylko snem.
                      Niektórzy śpią tak całe życie, inni zostają zbudzeni.
                      I wtedy sen się kończy.
                      Szkoda, że po przebudzeniu nie pamięta się snu.
                      Ale tak bardzo chce się znów zasnąć w nadziei na sen.

                      Śmierć jest gdzieś koło każdego z nas.
                      Dobrze, że dzieci nas przed nią obronią.
                      • kate371 Re: Sen 25.07.07, 14:08
                        witaj
                        po raz pierwszy tutaj coś napiszę chociaż sledze posty od jakiegoś
                        czasu.przeważnie placzę bo znalazlam w końcu miejsce gdzie ludzie piszą o tym
                        wszystkim co stało się moim udziałem półtora roku temu. sprowokował mnie ten
                        piękny wiersz. to ciekawe że przez pierwszy rok ratowały mnie najsmutniejsze
                        wiersze i najsmutniejsza muzyka do jakiej mogłam dotrzeć.ten wiersz jest tak
                        glęboko prawdziwy i mądry. nie każdy będzie mógł to zrozumieć. szczęściarze
                        którzy odchodzą pierwsi nigdy nie będą musieli się przebudzić.bardzo serdecznie
                        pozdrwiam
                        • zeng Re: Sen 27.07.07, 20:05
                          Dziękuję Kate. Niektóre moje wpisy powstają jakby bezwiednie, siadam i palce
                          same piszą. To właśnie jeden z nich, coś zatrzymane w drodze pomiędzy myślą a
                          słowem ;)

                          Czytaj i pisz jak najczęściej, wszyscy potrzebujemy i czytania i pisania.

                          Pozdrawiam,
                          Daniel
                          • violag do zeng 27.07.07, 21:23
                            troche pocztałam...
                            może kiedyś spotkamy się na Centralnym... jutro jadę do mojego Skarba
                            • zeng Re: do zeng 28.07.07, 20:03
                              centralny w Szczecinie ? jaki to wielki dom...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka