Dodaj do ulubionych

moja mama umiera

10.10.07, 13:34
01 października moja mama miała niewydolność krążeniowo-oddechową, w
wyniku kórej nastąpiło uszkodzenie kory mózgowej i trwała utrata
przytomności. Pień mózgu działa, praca serca, nerek jest. Czyli mama
żyje w sensie fizjologicznym, natomiast kontaktu z Nią nie ma i nie
będzie. Chciałabym się z Nią pożegnać i żyć dalej, ale skoro lekarze
utrzymują Ją przy życiu, nie mogę tego zrobić (pożegnać się). Czuję
się taka zawieszona w próżni, ani nie moge rozpocząć żałoby, ani
liczyć na poprawę Jej stanu. Nie mam siły na odwiedziny w spitalu,
ogólnie czuję się coraz gorzej. Ktoś był może w takiej sytuacji?
Jak to przetrwać?
Obserwuj wątek
    • fasolka111 Re: moja mama umiera 10.10.07, 14:21
      Byłam kiedyś w podobnej sytuacji, z tą tylko różnicą, że w tamtych
      czasach, a dokładniej 17 lat temu, nie było mowy o żadnych
      odwiedzinach na oddziale intensywnej terapii. Mój Tata miał zator,
      stracił przytomność i jej już nie odzyskał. Do dziś bardzo źle
      wspominam tamten okres i mam do siebie pretensję, że w zasadzie nic
      nie zrobiłam, żeby pojechać i chociaż pożegnać się z Tatą. Fakt to
      były inne czasy, szpital, w którym leżał mój Tata znajdował się
      ponad 80 km od miejsca mojego zamieszkania. Moja Mama, która była z
      Tatą w chwili kiedy doszło do tego zatoru, też usłyszała, że nie ma
      dla Niego żadnego ratunku. Przez 20 dni nasze życie sprowadzało się
      do tego, że siedziałyśmy w domu i czekałyśmy na telefon, czy to
      już... I do tego dzwoniłyśmy do kliniki rano i wieczorem i
      słyszałyśmy ciągle to samo, czyli "Bez zmian". Dziś, kiedy życie
      nauczyło mnie walki o swoje, żądania tego co każdemu człowiekowi się
      należy, nie zostawiłabym tak Taty samego sobie, mimo świadomości,
      że nic nie mogę pomóc i że moje wizyty nie wrócą mu funkcji mózgu.
      Wierz mi, mam do dziś wyrzuty sumienia, że nie było mnie tam w
      klinice, że nawet nie próbowałam tam pojechać. Wiem, że nie masz
      łatwej sytuacji, ale na pożegnanie przyjdzie jeszcze czas. Przełam
      się i odwiedzaj swoją Mamę, żebyś nigdy nie miała takich wyrzutów
      jak ja. Dobrze byłoby gdybyś mogła tam chodzić z kimś z rodziny.
      Powodzenia! Musisz to przetrwać i wierz mi, że przetrwasz, choć
      teraz wydaje Ci się to bardzo trudne!
      • maciejka_majowa Re: moja mama umiera 10.10.07, 14:57
        Niespełna 5 lat temu mój tata poszedł na zabieg - przepuklina.
        Lekarz podał mu narkozę mino, że zalecenie kardiologa było zabieg
        tak ale tylko miejscowe znieczulenie nie narkoza (tata miał juz 3
        zawały). lekarz zrobił inaczej twierdząc że zabieg był bardziej
        skomplikowany niż prezypuszczał, byc może. 2 godz po zabiegu tata ma
        zawał. Tuż po operacji szok!!. Mimo iż byłam w domu z małym
        dzieckiem (9 mcy)jeżdziłam do szpitala, na korytarzy nazmiane z mamą
        i mężem zajmowaliśmy się dzieckiem aby przynajmniej jedno z nas było
        przy tacie. Różnica jest taka, że mój ojciec cały czas był
        przytomny, lekarze zdecydowali się że będą ratować serce, rana
        będfzie się najwyżej goiła dłuzej niewazne to było liczyło się
        serce. Trwało to tydzień czasu, byłam obecna w tej najgorszej i
        najrudniejszej chwili gdy odchodzi ktoś najbliższy. Wiem ile mnie to
        kosztowało nerwów, ale nie wybaczyłabym sobie, że mnie tam nie było.
        Moja obecnośc, wogóle obecnośc blizkich zawsze daje siłę
        przetrwania, u mnie nadodatek odejście taty pojednało mojego męża z
        moją mamą. Odwiedzaj swoją mame, wiem,że nie jest to łatwe, staraj
        się aby ktoś był wtedy z Tobą tylko odwiedzaj ją. W późniejszym
        czasie nie będziesz miała wyrzutów do siebiee.
        Powodzenia, trzymaj się dzielnie
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moja mama umiera 14.10.07, 00:18
      Jest to niezwykle skomplikowana psychologiczne sytuacja i bardzo
      Pani współczuję.
      Ostatnie pożegnanie, jak każda rzecz w życiu, często odbiega od
      ideału, własnych wyobrażeń czy potrzeb oraz nakazów społecznych czy
      religijnych.
      Mama nie ma z Panią kontaktu na pozimie werbalnym czy relacyjnym,
      ale to nie oznacza, że inne obszary wrażliwości przestały
      funkcjonować.
      Być może Pani pożegnaniem z mamą, bardzo indywidualnym, będzie
      pielęgnacja jej ciała i obecność przy niej bez słów.
      Może warto się przyjrzeć czemu Pani z tym ma taką trudność. Czego
      nie może Pani wytrzymać patrząc na taką mamę i musząc wejść z nią w
      kontakt pielęgnacyjny , a zatem bardzo intymny. Pozdrawiam.
      Agnieszka Iwaszkiewcz
    • krystyna-anna7 Re: moja mama umiera 14.10.07, 09:07
      Nie powiem,że wiem co czujesz.Nikt nie wie.Pamiętam,jak odwiedzalam
      moją mame w szpitalu, patrzylam jak się męczy,jak cierpi.Pamiętam
      jak zwracałam się do tego najwyższego o interwencje- o śmierć lub
      pomoc w wyzdrowieniu. I pamietam,że nie powiedziałam wielu słów bo
      nie chcialam żeby zabrzmiały jak pożegnanie.
      Twoja mama nie cierpi-jest zawieszona pomiędzy zyciem a śmiercią,ale
      nie cierpi.Możesz do niej pójśc, pogłaskac po ręce, podziękować za
      wszystko co było dobre, powiedzieć,ze wybaczasz co było zle,że
      bardzo ją kochasz.Może właśnie masz czas na takie
      pożegnanie.Pożegnanie które oczyszcza.Zawsze jest coś co mogliśmy
      zrobić i czego nie zrobiliśmy, ktoś odszedł na zawsze a w nas
      zostaje ta świadomość i boli.
      Przetrwasz, trzymam kciuki ,pozdrawiam bardzo serdecznie
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moja mama umiera 14.10.07, 09:14
      Jeszcze w uzupełnieniu mojej odpowiedzi. Pani napisała o pożegnaniu
      i ja na tym też się skupiłam. Myśląc jeszcze o Pani sytuacji,
      zaczęłam się zastanawiać czy w istocie chodzi tylko o pożegnanie.
      Sytacja medyczna w jakiej znalazła się mama, a tym samym Pani, może
      trwać bardzo długo. Być może obawia się Pani czy podoła jej w
      sencie fizycznym i psychicznym. Być może stąd Pani myśli o
      pożegnaniu jako czymś ostatecznym, bo to zakończyłoby Pani dylematy.
      Dylematy związane i samą sytuacją organizacyjną i medyczną, ale
      także z uczuciami , które mogą się pojawić: poczucie winy za brak
      wytrwałości i przykre myśli na temat mamy, złość na nią, że burzy
      pani spokój, bezradność, żal i smutek, poczucie straty, uczucia
      związane z koniecznością podejmowania różnych decyzji w jej sprawie.
      Zacznie się Pani być może oceniać jako córka czy jest Pani dobra czy
      zła. Chcę powiedzieć, że wszystkie te uczucia i kłębiace się myśli
      są dopuszczalne, choć także rozumiem, że może być Pani z tym bardzo
      trudno i najchetniej pozbyłaby się Pani ich cięzaru. Dlatego w
      pierwszej odpowiedzi napisałam o zastanowieniau się, co Pani
      przeszkadza w tej sytuacji najbardziej, czego Pani nie może
      wytrzymać. Namawiam Panią, aby korzystając z wszsytkich własnych
      uczuć, wybrała najoptymalniejszy sposób kontaktu z mamą, w którym
      chroniłaby Pani siebie i swoją sytuację i nie zaniedbywała mamy i
      waszej relacji. Jest to przeogromny trud zważywszy także na
      społeczną, moralną i światopogladową presję. No cóż, sprawy
      ostateczne nie są łatwe, ale to część naszego ludzkiego
      doświadczenia. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • kam.mar Re: moja mama umiera 15.10.07, 08:56
        NO WŁAŚNIE W TYM TKWI ISTOTA PROBLEMU.MATKA JEST PRAKTYCZNE BEZ
        KONTAKTU, MA DOSKONAŁĄ OPIEKĘ MEDYCZNĄ, JA JEJ NIE MOGĘ POMÓC.
        POWIEDZIAŁAM JEJ TE WSZYSTKIE RZECZY, KTÓRE DLA MNIE BYŁY WAŻNE,
        PODZIĘKOWAŁAM ZA WSZYSTKO CO DLA MNIE ZROBIŁA. I TERAZ CHCĘ ZAJĄĆ
        SIĘ SOWIM ŻYCIEM, ŻYĆ DALEJ, A JĄ ODWIEDZAĆ, SPRAWDZAĆ, CZY STAN SIĘ
        NIE ZMIENIŁ I CZY OPIEKA MEDYCZNA JEST O.K. NIE MUSZĘ BRAĆ URLOPU I
        SIEDZIEĆ PRZY JEJ ŁÓŻKU CAŁY CZAS BO NIE MAM TAKIEJ POTRZEBY. ALE
        NIEKTÓRYM MOJE ZACHOWANIE SIĘ NIE PODOBA- BYŁOBY LEPIEJ, GDYBYM
        SIEDZIAŁA W SZPITALU CAŁĄ DOBĘ, PATRZYŁA NA WSZYSTKIE ZABIEGI, MIAŁA
        DEPRESJĘ REAKTYWNĄ I ZAPUCHNIĘTĄ OD ŁEZ TWARZ. CHCE MI SIĘ KRZYCZEĆ-
        DLACZEGO NIKT NIE PYTA O TO JAK JA SIĘ CZUJĘ? JAK WYTRZYMUJĘ TO
        WSZYSTKO? DLACZEGO WYMAGA SIĘ OD RODZINY POŚWIĘCENIA WŁASNEGO ŻYCIA?
        NAWET WTEDY, GDY TO POŚWIĘCENIE NIC NIE MOŻE POMÓC?
        • maciejka_majowa Re: moja mama umiera 16.10.07, 15:20
          Nie sądzę abyś poświęcała własne życie. Nie chce Tobie mówić abys
          siedziała dniami i nocami. Poprostu przychodź do mamy potrzymaj ją
          za rękę powiedz co czujesz, opowiadaj.
          Nie myśl kategorią, że to nic nie pomoże, musisz myslec pozytywnie.
          Wiem, że to trudne jest ale warto sprobować.
          Trzymam kciuki
          Pozdrawiam serdecznie
        • uu-uu Re: moja mama umiera 17.10.07, 00:02
          nie zadroszcze chodzisz praktycznie juz jak na cmentarz. nie masz pewnosci czy
          zyje umarla praktycznie pochowana zywcem. moim zdaniem najlepszym wyjsciem
          byloby gdyby zostala odlaczona od aparatury ktora ja podtrzymuje przyzyciu. tak
          wiem zaraz sie posypia gromy ze zabojstwo itp. ale z czytsego punktu widzenia ty
          sie meczysz masz poczucie winy bo chcesz niby cos zrobic a tak na prawde nie
          mozesz nic. sprobuj zyc normalnie smiac sie patrzc na swiat jesli wybierzesz ze
          nie bedziesz chodzila do szpitala masz do tego prawo i wcale nie jestes krutna
          tylko tak wolisz to przezywac. jedni lubia rozpamietywac plawic sie w swoim bolu
          jesli estes na tyle wtarda psychicznie i fizycznie idz za glosem wlsnego serca i
          nie ogladaj sie na cudze zdanie. bo tak na prawde nie wiesz jakby sie zachowali
          na twoim miejscu, nie masz pewnosci ze tak jak mowia zrobiliby. ja nie
          chcialabym lezec dniami, tygodniami, miesiacami, latami przykuta do lozka
          nigdy!!!!!!!!!!!
    • beata5_73 Re: moja mama umiera 17.10.07, 20:21
      Doskonale wiem co czujesz. Moja mama zmarła 3 października.
      Odwiedzałam ją w szpitalu i widziałam jak z dnia na dzień
      gaśnie ... , było mi ciężko patrzeć na to wszystko. Jeżeli nie masz
      siły odwiedzać mamy w szpitalu, to nie chodź tam. Co am być to
      będzie, my tego nie zmienimy. Pozdrawiam.
      • kam.mar Re: moja mama umiera 18.10.07, 09:10
        beata5_73, bardzo Tobie dziękuję. Bardzo jest mi potrzebne
        zrozumienie i akceptacja faktu, że ja nie mogę za często chodzić do
        szpitala bo nie mam na to psychicznie siły. Nikomu nie pomoże to, że
        ja się tam wykończę. Wiem też, że moja mama by tego nie chciała.
        • aniazavonlea Re: moja mama umiera 18.10.07, 09:44
          Czesc,
          Moja mama tez umiera ale jest przytomna, moze odejsc w kazdej chwili, zyje a my
          tez jestesmy umęczeni, wyczerpani, bo choroba wciaga, wysysa sily nie pozwala
          zyc wlasnym zyciem, wymaga poswiecen na ktore nie zawsze mozemy sobie pozwolic.
          Ja mam male dziecko 2 lata i sama je wychowuje.
          Dodam tylko ze znajduje czas na pomoc, wizyty w szpitalu ale jesli juz czuje sie
          wyczerpana nie robie nic, jest ojciec czasem siostra ma pretensje ze za mało
          jestem ale ja daję tylko tyle ile mogę.
          Niemniej staram sie zyc normalnie, wyjechalam na wakacje za granice, mialam
          wyrzuty sumienia, kazdy dzien bylo sprawdzanie telefonu i wyrzut co bedzie jak
          umrze, ze pozwolilam sobie na wakacje.

          Do tego nagromadzily sie uczucia negatywne, z mamą nigdy nie rozmaialam, byl
          zimny chów, teraz tez niewile rozmawiamy, ona nie potrafi, tym bardziej wszystko
          jest trudne, nie dała nam ciepła, teraz my wychowani w trzcij ojca i matke
          musimy i dajemy ale to jest trudne, bo nasze zycie nie moze sie kręcic wokól
          osoby chorej i wymagająjącej tylko ale się kręci, bo tak jest ze to matka.

          Tobie tez radzę oddzielic czyjes oczekiwanie wobec Ciebie i pomyslec co chcesz
          dac. Warto przychodzic do szpitala nawet jak mama jest nieprzytomna, mozna
          przeciez mowic do niej, nie wiesz czy nie slyszy.
          Zresztą bylo duzo przypadków przebudzenia, odwiedzaj ją to tez wazne dla Ciebie.
          Nie musisz spełaniac czyis oczekiwan, sama po prostu sobie wyznacz granice tego
          co dajesz.

          • asiara74 Re: moja mama umiera 20.10.07, 21:19
            Niecałe 5 lat temu byłam w takiej samej sytuacji. Ojciec po zawale miał
            uszkodzona korę mózgową. Ponieważ po śmierci mamy bardzo pił miał wyniszczony
            cały organizm. Przez miesiąc leżał na OIOM ie gdzie miał bardzo dobra opiekę.
            Chodziłam tam jak tylko dawalam radę (na mnie to spadło gdyz brat był za
            granica) i było to dla mnie strasznie traumatyczne przezycie, tym trudniejsze że
            nie byłam z ojcem bardz związana emocjonalnie. Chodziłam jednak, wypytywałam
            lekarzy o jego stan, starałam sie jak mogłam. Czasami w głębi ducha przyznawałam
            że robie to bardziej dla siebie, dla spokoju własnego sumienia, chcialam być w
            porządku do końca. Cała sytuacja trwała ponad miesiąc, ojciec po przeniesieniu
            na gorszy oddział zmarł, myślę że lekarze byli pewni że tak sie stanie.
            Postaraj sie postapić tak, aby byc w zgodzie z samą sobą. życzę siły bo to ci
            teraz będzie bardzo potrzebne. Pozdrawiam.
            • wikusia1977 Re: moja mama umiera 20.10.07, 23:03
              ja chciałam dodac tylko jedno, chociac nie byłam w takiej sytuacji i
              nie moge powiedziać że wiem jak sie czujesz.
              Rozumiem Cię jeżeni chodzi o to że chcesz nauczyc się życ dalej.
              Jak zmarła moja mama ja miałam 10lat. Zginęła nagle bo w wypadku
              samochodowym i ja nie miałam możliwości sie z nią pożegnać. Wszyscy
              (cała rodzina) chodzili na cmentarz jak najczęściej. Ja nie
              chodziłam prawie w cale. Nie mogłam tam chodzić. Wszyscy mieli do
              mnie o to pretensję, że nie odwiedzam mamy, ze nie przychodzę, że
              jestem niewdzięczna i że może nie przychodze do niej bo jej nie
              kochałam? Właśnie. ja tak bardzo ja kochałam że wolałam żeby została
              w mojej pamięci jako ta fajna osoba, a nie tylko zimny pomnik. Ja
              nie potrafiłam wytłumaczyć im dlaczego nie chcę tam przychodzić.
              Byłam tak na prawdę napiętnowana przez rodzinę i uważana za jakąś
              czarną owcę, za najgorszą. To piętno było bardzo trudno wytrzymać.
              Chociaż minęło od tego wydarzenia prawie 20lat na cmentarz więcaj
              niż raz do roku zaczęłam przychodzić dopiero niedawno.
              Dopiero niedawno ZACZĄŁAM MÓC tam przychodzić. Wcześniej po prostu
              było to dla mnie zbyt trudne.
              Wiem że nie można ani trochę porównywac tych sytuacji, ja przecież
              byłam wtedy jeszcze dzieckiem, ale niechodzenie na cmentarz wybrałam
              świadomie. Po prostu chciałam nauczyć się żyć w nowej sytuacji.
              Zapomnieć. Nie rozpamiętywać.
              jest mi bardzo przykro że znalazłaś się w takiej bardzo trudnej (tak
              na prawdę dla każdego) sytuacji, ale wiem że musisz postępowac tak
              jak każe ci TWOJE SERCE. Musisz wybrać świadomie.I tak żebys tego
              wyboru później nie żałowała. Jezeli czujesz ze nie chcesz tam
              przychodzić lub jest to dla ciebie zbyt trudne to po prostu pożegnaj
              sie z mamą i nie przychodź. TO JEST TWOJA DECYZJA I NIKT NIE
              POWINIEN CIE ZA TO OSĄDZAĆ.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka