agata781
13.10.07, 17:37
Jestem mężatką z rocznym stażem ale w związku 11-letnim.Od 7 lat współżyjemy
dość regularnie bez żadnych zabezpieczeń.Już rok przed ślubem poprosiłam męża
aby się przebadał(ja byłam już wtedy w trakcie wizyt u ginekologa)Obiecał mi
że to uczyni ale do dziś tylko obiecał.Ratuje nas tylko to że nie mam aż tak
silnego"owczego pędu"do macierzyństwa ale zaczynam mieć do niego żal,i to
ogromny.Nic nie mogę wskórać,ani prośbą ani groźbą.Dziśiaj wiózł do mojej
siostry łóżeczko dla siostrzeńca i poruszyłam ten temat ponownie,uslyszałam
tylko że"kiedyś się przebada"odpowiedziałam żeby zdążył przed 40(mamy po 30
lat)Bo on ma czas do emerytury a ja nie bardzo,usłyszałam tylko że mam nie
truć,wsiadł w samochód i pojechał.
Czy takie badanie jest aż tak bardzo trudne dla mężczyzny?
A może ja nie umiem rozmawiać?
Przecież nie zostawię go tylko dlatego że nie możemy mieć dzieci bo kocham go
bardzo a poza tym jednym problemem jest naprawdę fantastycznym mężem.Przecież
zawsze można ustalić inne priorytety na zycie:(
Niedawno(ale po trzech piwach)udało mi się pociągnąć go za język i powiedział
że on nie robi tych badań bo jest spokojniejszy jak nie wie...A ja mam się
denerwować?to jest ok?Bronić swojej psychiki i swiadomości a moją psychikę
można olać?
Jak mam rozmawiać,bo mi samej na myśl o takiej rozmowie robi sie niedobrze.
Dziś mu powiedziałam że tej jednej sytuacji nie wybaczę mu nigdy.Że
zadecydował za mnie...