Dodaj do ulubionych

nie mam już siły

02.11.07, 07:49
jesteśmy małżeństwem 5 lat, mamy 2 super dziewczynki 4,5 roku i 2,5 roku.
odkąd zaszłam w 2 ciążę cały czas byłam z nimi w domu. mamy, które są w domu z
małymi dziećmi wiedza, że to nie jest tylko siedzenie w domku i picie kawki
tylko naprawdę dużo pracy. i niestety, przez te 3 lata bycia w domku ciągle
słyszałam, że jest nie tak posprzątane, że dzieci nie tak poubierane, że
jestem syfiarą, flejtuchem, a ja naprawdę się starałam i cały dzień latałam ze
szmatą, ale niestety przy dzieciach jest jak jest. poza tym dom jest duży i
można by sprzątać 24h, a i tak by było mało, poza tym osób do brudzenia są 4 a
do sprzątania tylko jedna. a teraz dziewczynki poszły do przedszkola, a ja
zrealizowałam swoje marzenie- złożyłam własną firmę. a mój mąż....stwierdził,
że odbiła mi palma, że wielka biznesłomen się ze mnie zrobiła, a to dlatego,
że mu wywrzeszczałam, że mam dość takiego traktowania, że mnie tak rani, bo
wreszcie się wyrwałam od garów i okazało się, że inni mnie szanują i
podziwiają, że daję sobie radę z firmą i 2 dzieci, a moje dzieci są tak
świetnie wychowane.
niestety dla niego jestem beznadziejną matką, bo brzydko (!!!) ubieram dzieci
do przedszkola, bo nie przejmuje się bladością młodszej córki (we wrześniu
miała robiony komplet badań krwi, moczu, kału i lekarz stwierdził, że wszystko
oki) i nie chcę iść teraz robić znowu tych badań, bo nie latam za młodszą
córką z talerzem, a wg niego powinnam w czasie zabawy wpychać jej jedzenie
(!!!). cokolwiek powiem to jest źle. nie słyszałam, żeby on mnie za cokolwiek
pochwalił...dodam jeszcze, że w tle jest cała rodzina męża będąca po prostu
rodziną adamsów z wiecznie wtrącającą się teściową i siostrą, które go
podkręcają przeciwko mnie
my nie potrafimy już se sobą rozmawiać, dlatego wolę, jak się nie odzywamy, bo
przynajmniej jest spokój...co ja mam zrobić??????odejść?próbować rozmawiać?
Obserwuj wątek
    • tamara76 Re: nie mam już siły 02.11.07, 08:14
      również ja nie mam sił,czuję do męża niechęć,wczoraj jakoś
      samoczynie,choc dzien wolny od pracy,każdy poszedł w swoją
      stronę.Mąż w domu ja z dziećmi na cmentarz i rodzinny
      obiad.Rozumiem, że nie jest to dlaniego ważne bo nie ma w Naszej
      miejscowości bliskich na cmentarzu ale doszłam do wniosku że to nam
      na rękę. Ja myśle " ty" i "ja" on "My". Nie mogę tak juz źyć,jest mi
      bardzo ciężko,nie wiem czy to ja taka trudna w kontaktach czy tez
      nieodpowiedni partner.Dwójka małych dzieci,perspektywa
      podtrzymywania zwiazku dla nich jest okropna jak i zarazem rozstanie.
      Okropny temat, ale w środku czuję się zle,czuje się źle z nim.Czekam
      wciąż na zmianę ale jej nie widzę lub niedostrzegam. Terapia w
      trakcie więc liczę,iż ona ułatwi mi podjecie decyzji,lub pokaże nam
      jak się zmienić.(ciagle marzę o miłości,o mężczyźnie) a nawet nie
      moge się z nikim pym podzielić bo pomyślą, mężatka, dzieci a facete
      jej się chce.Nie wiem czy to chore czy poprostu jestem tak
      niespełniona, że zostaly mi tylko marzenia.
      • gohakus1 Re: nie mam już siły 02.11.07, 09:34
        jak dobrze Cię rozumiem...nie mam oparcia w nikim, bo mój ojciec 2 m-ce temu
        odszedł do młodzej o 30 lat kochanki, więc nie mogę rodzince dorzucać dalszych
        problemów. to strasznie smutne...a najgorsze w tym wszystkim jest dla mnie
        uczucie, że gdybym zachorowała to niestety z mój mąż pewnie by mnie zostawił, bo
        przecież bym brzydko wyglądała, a on jest strasznie wrażliwy na wygląd. już
        teraz krytykuje moje prawie wszystkie stroje, a co dopiero jakbym była chora i
        brzydka...
        a jak wygląda taka terapia?chodzisz sama, czy z mężem?
      • mikurda Re: nie mam już siły 02.11.07, 21:18
        Witam, a więc nie jestem sama. Ja mam prawie identyczny problem.
        Małżeństwem jestesmy od ponad 10 lat, mamy 2 dzieci a ja czuję sie
        bardzo samotna. W domu gdyby nie dzieci nie miałabym się do kogo
        odezwać. Z mężem prawie wcale nie rozmawiamy, jak ja się nie zapytam
        to on nie zacznie nigdy pierwszy rozmowy. Wszystko co robię to robię
        źle, nie tak sprzątam, nie do takiej pracy chodzę jak powinnam, źle
        robię herbatę... Koszmar. Nie mam siły naprawić tego wszystkiego, bo
        jak chciałam rok tem to dowiedziałam sie od męża że on nie widzi
        problemu, że zawsze tak było i on nie ma najmniejszego zamiaru nic
        zmieniać w swoim życiu. Jestem już coraz bliższa myśli o rozwodzi,
        nie chę tak dłużej żyć. Ja po prostu chcę być szczęśliwa, mieć do
        kogo sie odezwać, zobaczyć usmiech na twarzy tej drugiej osoby a nie
        ciągłe krytyki i ponura minę obrażoną na cały świat. A i wiecie co
        mi kiedyś powiedział jak zapytałam co sie stało, jak mam mu pomóc bo
        widze że jest nie w chumorze? Powiedział że mam zgadnąć bo taka moja
        rola.....
        • piekielnica1 Re: nie mam już siły 03.11.07, 00:18
          > A i wiecie co mi kiedyś powiedział jak zapytałam co sie stało,
          > jak mam mu pomóc bo widze że jest nie w chumorze?
          > Powiedział że mam zgadnąć bo taka moja rola.....

          Wiekszosc kobiet popelnia blad starajac sie z calych sil spelnic
          oczekiwania mezczyzny i ZASLUZYC na jego aprobate.
          Im bardziej sie staraja tym bardziej wymagania rosna.
          I codziennie podpadaja za inne przewinienie.

          To wszystko zdarzylo sie i w moim malzenstwie.
          W pewnej chwili przestalo mi zalezec, przestalam robic to wszystko
          co robilam zle.
          Za cienko/grubo/krzywo pokroilam chleb - prosze bardzo tu jest noz,
          herbata za mocna - tu jest czajnik.
          Trwalo to pare lat, az pewnego dnia spakowalam sie w dwie walizki i
          zmienilam miejsce zamieszkania.
    • iza_p1 Re: nie mam już siły 03.11.07, 10:07
      Od czego zacząć - mam już za sobą 16 lat fatalnego małżeństwa.Trójkę wspaniałych
      dzieciaków, które staram się wychowywać normalnie mimo nienormalnych
      warunków.Udaje mi się to ale wiem,że one zapłacą za to wszystko w swoim dorosłym
      życiu. Czy po przejściu przez takie dzieciństwo można zbudować szczęśliwy
      związek z drugim człowiekiem? Oby tak. Wiem jedno gohakus1 nigdy nie rezygnuj z
      pracy bo to są fundamenty twojej wolności w przyszłości. Nie przejmuj się też
      głupimi tekstami męża. One są mówione po to by cię zranić i obniżyć twoją
      samoocenę. Ja codziennie słyszę że to co mówię jest głupie, nie trzyma się kupy,
      a ja nie potrafię się podobno wysłowić. Takie teksty zasługują tylko na
      ignorowanie. Dbaj o siebie i dziewczynki i pamiętaj,że nie wszystko warto znosić
      bez końca. Czy chciałabyś by twoje córeczki żyły tak jak ty w przyszłości.
      Jesteś świetną dziewczyną, która potrafi sobie radzić. Jakąkolwiek decyzję
      podejmiesz walcz o swoje szczęście. Dla siebie i swoich córeczek. Głowa do góry.
      • kol.3 Re: nie mam już siły 03.11.07, 11:59
        Myślę, że mężczyzna probuje sprowadzić kobietę do parteru gdy sam
        jest niewiele wart i pełen kompleksów. Stara się wtedy by kobieta
        obok niego "nie wyrosła" nie miala osiągnięć, nie zrobiła kariery
        zawodowej. Prawdę ktoś napisał, że im bardziej się kobieta stara
        zadowolić partnera, tym bardziej jest krytykowana. Najlepiej nie
        zabiegać o wzgledy małżonka, zacząć traktować go ostro.
        Często jest tak, że mężczyzna stara się zablokować karierę zwojej
        kobiety pod pretekstem, że karierę to ON ma zrobić, a ona zająć się
        domem, dziećmi. Nie muszę dodawać, że taki pan do niczego w życiu
        zazwyczaj nie dochodzi.
        • tamara76 Re: nie mam już siły 03.11.07, 12:48
          własnie tak jest u mnie,wczoeja mi wyrzekł, że chciałabym zrobić
          karierę,mieć fajnego faceta takiego jak siostra.Ja go tylko gnoję i
          wciaż mam pretensje, a to on jest nie zadowolony ze mnie ,z pracy, z
          zachowania dzieci,myśli że je buntuje przeciw . Na niczym mi tak
          bardzo niezależy jak na świetym spokoju i szczęściu swoim , dzieci a
          i męża. To, że jest taki jaki jest nie pozwalia mi na obrażanie
          go,próbuje rozmawiać a on wszystko trakruje jako przytyk i mówi ze
          nie chce mu się żyć.Sytuacja tak patowa, że trudno jest znaleść
          troszkę optymizmu,a wiem że jest dla kogo.Dla Naszych kochanych
          dzieci, tyle że moja duma jest tak urażona iż nie mogę się przełamać
          i być dobrą żoną - już nie. Czy kiedykolwiek będę oby bo trwanie w
          ojnie domowej jest fakt sposobem ale nie sensem chyba zwiazku.
    • mar-kus Re: nie mam już siły 05.11.07, 17:12
      punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      po pierwsze:
      Zaczęło się od młodszej córki. Do tej pory wszystko było ok ale od jakiegoś
      czasu bardzo mało je i od Pół ROKU NIE PRZYBRAłA NA WADZE, jest bledziutka i
      poci się w nocy, poza tym jest wesoła i nie wygląda na chorą, ale zacząłem sie
      martwić i postanowiłem zrobić jej badania i udać się do lekarza, na to cyt.:( we
      wrześniu miała robiony komplet badań krwi, moczu, kału i lekarz stwierdził, że
      wszystko ok i nic nie trzeba robić.) ale jest listopad i chyba nie zaszkodzi się
      upewnić.
      po drugie:
      Jestem dumny, że zakłada własną firmę, ale wiem że to wymaga dużo czasu i
      energii więc zaproponowałem aby zatrudnić kogoś do domu do sprzątania,
      prasowania zostania z dziećmi zanim wrócimy do domu itd. bo nie będzie miała na
      to czasu. Lubię porządek i miło by było wrócić po pracy do czystego domu, ale
      nie, bo cyt.: ''nie chcę mieszkać jak w hotelu w którym wszystko ktoś robi za
      mnie'', może i tak ale skoro jest taka możliwość dlaczego nie. Lepiej czas
      poświęcić na coś innego niż sprzątanie i prasowanie.
      po trzecie:
      Uważam że jest bardzo dobrą matką ale nie lubię jak dziewczynki chodzą do
      przedszkola w za dużych bądź za małych ubrankach lub są nie uczesane i mają
      nieumyte buzie, owszem sam rzadko je szykuję do przedszkola ale kiedy to robię
      to się staram aby wyglądały ładnie.
      po czwarte:
      Dzieci uwielbiają Adamsów i zawsze możemy na nich liczyć. Możemy dzięki nim
      wyskoczyć sami na weekend i nie martwić się, że coś im się stanie.


      • kol.3 Re: nie mam już siły 06.11.07, 19:04
        No dobrze, a te dzieci to są tylko matki? Ojca nie mają? Tata nie
        potrafi uczesać, ubrać, umyć, ścierką, szczotką nie ruszy we własnym
        domu? Jeśli żona rozkręca biznes, wiadomo, że jest bardziej
        obciążona, to mąż może się chyba włączyć do obowiązków domowych.
        Rozumiem, że pretensje można mieć, ale jeśli to były inwektywy jak
        cytowano wyżej, to nie wygląda to ciekawie.
      • lebot Re: nie mam już siły - do Markusa 06.11.07, 20:27
        Jeśli dobrze rozumiem, jest to odpowiedź męża na post żony. To
        ciekawe: małżeństwo rozmawia o swoich problemach na forum, zamiast w
        domu.:) Ale lepiej tak, niż wcale. Zresztą tutaj mogą to przeczytać
        osoby z zewnątrz i spojrzeć na to z dystansu, więc może to całkiem
        niegłupi pomysł?

        Po przeczytaniu obu tych postów mam wrażenie, że oboje chcecie
        dobrze, tylko nie możecie się porozumieć.

        Markus, czy czytałeś jakąkolwiek książkę o zdrowiu, rozwoju,
        wychowaniu małych dzieci? 2,5-letnie dziecko nie przybiera na wadze
        tak szybko, jak niemowlę! Jeśli dziewczynka jest żwawa, dużo się
        rusza, to i dużo spala, nie trzeba panikować. Jeśli się niepokoisz,
        zadzwoń do lekarza i zapytaj, czy zaleca dodatkowe badania. Ja
        uważam, że to pięknie, kiedy ojciec troszczy się o córkę. Ale to nie
        jest powód do zatruwania dziecku i żonie życia.

        Karmienie: w żadnym wypadku nie wolno karmić dzieci na siłę - to
        dopiero może doprowadzić do poważnej choroby (poczytaj o tym).

        Pani do sprzątania: intencje słuszne, ale bierzesz pod uwagę tylko
        swoje potrzeby. Są ludzie, którzy nie znoszą, żeby obce osoby przy
        sprzątaniu oglądały ich prywatne rzeczy. Ja tak mam, może Twoja żona
        też? Dla Ciebie jest ważna czystość, być może dla niej - poczucie
        intymności. Może trzeba tu pójść na kompromis? Np. w tygodniu
        umiarkowany syf, w sobotę wspólne, generalne sprzątanie?

        Ubranka dla dzieci: jeśli to dla Ciebie ważne, zaangażuj się w
        ubieranie dziewczynek. Sprawdzaj, czy nie wyrosły z ubrań, może
        trzeba kupić nowe? Wyprać, uprasować? Z tego, co piszesz wynika, że
        jesteś estetą, znasz się na tym, co do czego pasuje itd. Może
        weźmiesz sprawy "ubraniowe" na siebie?

        Co do "Adamsów" się nie wypowiadam, bo pewnie prawda jest gdzieś
        pośrodku.

        W sumie wydaje mi się, że z Was obojga fajni ludzie, tylko musicie
        ze sobą zwyczajnie rozmawiać, a nie tylko wymagać i krytykować.
        Pozdrawiam:)
        • basic73 Re: nie mam już siły - do Markusa 07.11.07, 08:44
          lebot jesteś super !!!! nic dodać nic ująć :)))
          • nivea63 Re: nie mam już siły - do Markusa 07.11.07, 18:41
            Przeczytałam dokładnie posty Jej i Jego. Jest to relacja tych samych
            zdarzeń, ale jakże różna. ONA pisze, że rozwija biznes, ale on
            twierdzi, że palma jej odbiła i robi z siebie wielką bizneswoman. ON
            pisze że jest z niej dumny że rozwija biznes. ONA pisze że on
            nazywał ją flejtuchem i syfiarą. ON twierdzi, że proponował gosposię.
            W dawnych czasach był taki francuski film (2 częściowy)o
            malżeństwie, które się rozpadło. Jej relacja nazywała się ONA, jego
            relacja ON. Były to dwa zupełnie różne filmy o tym samym związku.
    • anusia29 Re: nie mam już siły 08.11.07, 10:41
      Trudne to, ale może spróbuj tak:
      - brudno? to weź i sprzątnij/ zetrzyj? Jak powie, że nie potrafi -
      "taaaak? taka fajtłapa jesteś, że nawet nie potrafisz zetrzeć??? Za
      kogo ja wyszłam?"
      - nieładnie dziecko ubrane? 'Przebierz sam według siebie. Nie ma
      odpowiednich ubranek? "idź i kup jesteś ojcem przecież" nie masz
      czasu iść kupić?"jesteś fatalnie zorganizowany, za kogo wyszłam...!"
      - nie podoba Ci się moje ubranie?"hmmm,a innym się podoba i jest to
      większość. A skoro - za gustem nie trafisz i nie dogodzisz
      WSZYSTKIM! To zoatsnie tak jak jest"
      itp. itd
      Przerzuć część kwestii na niego, a nie ustawiaj w układzie - ja
      robię a ty oceniasz. To samo można zastosowac i do teściowej i
      siostry męża. Przyjąc zasadę - jak coś się nie podoba to sam zrób wg
      swego gustu.
      Poza tym przydałaby się terapia - wystarczy Tobie samej. Naprawdę
      warto!
      • magnulek Re: nie mam już siły 08.11.07, 12:24
        Anusia29, Ty chyba nie przeczytałaś odpowiedzi Markusa. Nie ma co
        wprowadzać w to małżeństwo kłótni i chęci rewanżu "dobrymi" radami,
        bo ewidentnie widać, że ONI potrzebują porozmawiać ze sobą, a na
        pewno dojdą do porozumienia. Trzymam kciuki!! Przeanalizujcie
        dokładnie odpowiedź lebot. 100% racji!
        • anusia29 Re: nie mam już siły 08.11.07, 14:36
          Przeczytałam, ale ów Markus wydaje mi się postacią fikcyjną. Owszem,
          zdają sobie sprawę, że prawda pewnie wygląda nieco inaczej niz to
          opisała autorka. Niemniej chodziło mi o to, żeby uzmysłowić
          dziweczynie, że powinna zacząć mówić co ją irytuje - jakie
          zachowanie mężą, bo duszenie wszystkiego w sobie to nie jest
          rozwiązanie. Również mężowi powinna uświadomić, że jak ma ochotę na
          zmianę to powinien ją zainicjować albo przejąc inicjatywę. Łatwo
          jest krytykowac kogoś i być z czegoć (wiecznie) niezadowolonym. To
          tak jak z udzielaniem dobrych rad. Poza tym stawianie się w roli ja
          robię - ty oceniasz nie jest zdrowe dla związku. ponadto
          powiedziałam, że pomoże psychoterapia - to truizm, ale prawdziwy.
          • nivea63 Re: nie mam już siły 08.11.07, 17:02
            Mąż w swoim poście na użytek forumowiczek zaprezentował się bardzo
            konstruktywnie, poprawnie i kulturalnie . Jego żona natomiast skarży
            się na przeciążenie pracą, niewybredne wyzwiska i pogardliwe
            dogadywanie z jego strony (flejtuch, syfiara, palma odbiła). Nie
            wiem czy to porozumienie jest tak blisko.
            • gohakus1 dziękuję 16.11.07, 19:12
              • gohakus1 Re: dziękuję 16.11.07, 19:23
                za wcześnie wcisnęłam enter. ale wyszło zamieszanie... mąż przeczytał mojego
                posta na forum i wkurzył się. przegrzebał historię odwiedzanych przeze mnie
                stron i tak się natknął na to forum. zaraz jak się zorientowałam to wysłałam
                posta o skasowanie wątku, a tu nie dość, że wątek nie skasowany to jeszcze
                wypowiedział się w nim mąż (mar-kus) i wątek żył swoim życiem...tylko ja o tym
                nie wiedziałam...dowiedziałam się przez przypadek...
                w sumie dziękuję wszystkim za odpowiedzi, wiem, że mąż je przeczytał i spojrzał
                na sprawę inaczej, bo to widać w jego zachowaniu w stosunku do mnie. była
                kłótnia, ciche dni, ale teraz jest dużo lepiej. szkoda tylko, że nie doszliśmy
                do tego wspólna rozmową, no więc jest nad czym pracować. jeszcze raz dziękuję.
                aha, byliśmy z młodszą córką u lekarza - powiedział dokładnie to samo, co
                przeczytałam w postach. dziecko zdrowe, nie choruje, mamy zapisywać co je
                codziennie, bo zdaniem pani doktor, być może za dużo się od niej wymaga w
                kwestii jedzenia.i tyle.
    • marzena.26 Re: nie mam już siły 29.11.07, 00:44
      wspolczuje twojej sytuacji z mezem ale spoko dasz rade,bo
      realizujesz sie zawodowo a to duzy plus.ja jestem w domu z 3 dzieci-
      9,6 i 2 latko wa.najmlodsza bardzo duzo choruje a ja
      dom,zakupy,szkola,no i to sprzatanie po wszystkich i teksty typu-jak
      tu wyglada jak w chlewie,dzieci zaniedbane,rozpuszczone,nie sluchaja
      cie.a ja na to-maja tez ojca,ktory 5 min dziennie,nawet gdy je ma,to
      im nie poswieca.no,ale i tak jestem zla,bo w koncu'siedze'w domu a
      maz wstaje wczwsnie do pracy-ja zarabiam na to wszystko,to malo.on
      uwaza,ze jak zarabia,to nic wiecej go nie obowiazuje.i do tego jego
      mamusia mieszkajaca za sciana,ktora mnie nie toleruje,bo jest
      zakochana w drugiej synowej,a mnie probuje wykonczyc,wrecz sie
      pozbyc.kiedys prawie jej sie to udalo.ludzie maja rozne problemy-
      pocieszam sie,ze inni maja gorzej,ale nie raz mam ochote to wszystko
      zostawic,ale musze wychowac dzieci,dla nich musze niec sily a ty je
      masz i nie daj sobie wmowic ze do niczeho sie nie nadajesz!!!!!!!!!
      mialam firme i nie dawno zamknelam,bo nie mialam tyle sily aby ja
      prowadzic-coreczka zaczela chorowac i bylam zdekoncentrowana i nie
      wyszlo.a teraz-dlugi,dzieci choruja,tesciowa nienawidzi,nawet wnuki
      olewa.......co ja mam zrobic????????dokad uciec od tych problemow?
    • gohakus1 znowu źle... 03.01.08, 21:47
      znowu nastały ciche dni...przyczyną był sylwester, a raczej jego organizacja w
      naszym domu. mąż był wielce przeciwny obecności naszych dzieci podczas sylwestra
      (a dzieci tak się cieszyły, że pierwszy raz bedą w czymś takim uczestniczyć,
      poza tym jedna z par przyjeżdżała z dzieckiem) i przeciwny zrobieniu sylwestra
      "z jajem", czyli przebraniu się (inni uczestnicy imprezy byli za). juz przed
      świętami zaczął komentować, jakie mam kretyńskie pomysły, a jak poprosiłam go o
      pomoc przy ściaganiu muzyki mp3 to powiedział, że nie ma zamiaru mi pomóc, bo
      przez to, że są dzieci to nie będzie możliwości słuchania muzyki(!!!). więc sama
      ściągałam 2 dni różne piosenki, a na pytanie jak to puścić odpowiedział, że jak
      sobie pościagałam to mam sobie teraz puszczać.
      W efekcie byłam na niego tak wkurzona w sylwestra, ze sie po prostu upiłam z
      żalu, że mi tak dosrał przed imprezą, a wszyscy uczestnicy sylwestra mieli ubaw
      po pachy z przebrań on tez się w końcu przebrał, a nawet rozsyłał z komórki
      nasze zdjęcia), dzieci były bezproblemowe, tańczyły z nami i nie było żadnych
      przeszkód do słuchania głośniej muzyki i do tańczenia.
      poza tym mieliśmy przez 3 dni różnych gości i jak popatrzyłam na stosunki
      łączące inne pary to się załamałam. jakoś mężowie moich koleżanek potrafią do
      nich podejść, przytulić, pocałować, powiedzieć dobre słowo. a on przez ostatnie
      3 dni nie powiedział do mnie dosłownie nic!!!powiedziałam mu wczoraj, że nie mam
      zamiaru żebrać o przytulenie, dobre słowo i odrobinę uczucia, że nie czuję sie
      taka beznadziejna i bezwartościowa, żebym dała sie tak traktować. na to on
      odwrócił sie i powiedział, że jak zawsze się czepiam i on nie ma zamiaru
      rozmawiać. i jak mi nie pasuje to mam sobie szukać innego, bo on nie ma zamiaru
      nic z tym robić. załamałam się
      • matylda.32 Re: znowu źle... 04.01.08, 10:48
        Witam Cię
        Chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale nie wygląda to dobrze. Czasmi
        nie da sie nic zrobić na siłe, a wygląda na to że on nie chce nic w
        tym kierunku zrobić żeby było lepiej. Myślę że musisz jeszcze
        walczyć, nie poddawać się, ale tez nie przejmować się tym tak
        bardzo. Wiem że to jest bardzo trudne, przeżyłam coś podobnego, z tą
        różnicą że mój mąż chciał coś zrobić zmienić, no i niebagatelną
        rzeczą jest to że przemyslałam swoje niktóre zachowania i
        postanowiłam się zmienić dla mojego i jego dobra, no i naszych
        dzieci. No i w ten sposób spowodowałam to że on też przemyślal
        niektóre sprawy i też zmienił swoje zachowanie, teraz jest lepiej.
        Jesteś fajną dziewczyną i dużo cech mamy podobnych mężów trochę
        też, życzę ci abyś dotarła do wnętrza twego męża i znalazła
        płaszczyznę porozumienia.
      • anu.lla Re: znowu źle... 04.01.08, 13:12
        hej gohakus,
        Pamiętam taką fazę z mojego małżeństwa:ja w domu z dwójką dzieci,
        zmęczona, zła, niespełniona z odłożonym zupełnie na bok życiem
        zawodowym i towarzyskim.Na to wszystko zaszłam w trzecią ciążę i mój
        świat ograniczał się do kuchni i kolejnych odcinków "Mody na
        Sukces"(serio!!!)Mąż zapracowany, spłaca w terminie nasze liczne
        kredyty, rozdarty miedzy stresującą pracą a chęcią zabawy z dziećmi,
        zły kiedy wchodząc do domu potykał się o zabawki a już kompletnie
        rozzłoszczony kiedy witałam go z kwaśną miną i wyrzutem że tak póżno
        wrócił do domu. No i oczywiście nie było o czym rozmawiać (go nie
        interesowały perypetie Forresterów ani zalety nowego płynu do
        naczyń), ja dostawałam szału z zazdrości kiedy opowiadał o nowych
        znajomościach w pracy, planach na przyszłość. Więc wynajdowaliśmy
        preteksty do kłótni, zwykle pierdoły (mogę cytować Twoje typu zle
        uczesane dzieci,brzydko ubrane,jego nieobecnosc w domu, piszczący
        pies...)i każdy wybuchał ze swoimi żalami.Do tego zero seksu (ciąża
        zagrożona), zero bliskości, czułości, żyliśmy zupełnie obok siebie.
        Z pomocą próbowały przyjść córeczki zapadając na dziwaczne choroby,
        ale przynajmniej wtedy, kiedy zamartwialiśmy się o ich zdrowie
        byliśmy razem....
        Przełom w końcu nastąpił dopiero wtedy kiedy mąż zaczął intensywnie
        przyjażnic się z pewną samotną koleżanką...Doznałam jakby olśnienia,
        przebudziłam się z letargu i zaczęłąm działać. Prześliśmy burzę,
        milczeliśmy tygodniami, kłóciliśmy się, płakaliśmy, rozmawialiśmy...
        A teraz? Wyszłam ze swojej skorupy, przestałąm skupiac się tylko na
        tym co mnie nie pasuje i porzuciłam rolę ofiary, która mi tak
        odpowiadała przez wiele lat.Kupiłam używaną żaglówkę żebyśmy z mężem
        razem mogli zaprzyjażnić się na nowo i zacząć wspólnie i z pasją
        spędzać czas na innej płaszczyżnie. Wpuściłam do domu gosposie...po
        latach kłótni dałam się na to namówić...szkoda, że zmarnowałam tyle
        czasu, luksus niesamowity.
        Wymagam też więcej od męża, angażuję go w opiekę nad dziećmi,
        zaczynam układać sobie życie zawodowe, rozmawiam z nim...o książkach
        na które mam teraz czas, przedstawiam opcje wspólnych wakacji.On
        nazywa mnie swoją przyjaciółką i staliśmy się sobie bliższi niż
        kiedykolwiek przedtem, choć rok temu wydawałoby mi się to kompletnie
        niemożliwe.
        Po co to piszę? Bo zawsze warto wyjść trochę z siebie, ze swoich
        żalów i posłuchać co ta druga strona mówi. Nie jest to łatwe, czasem
        wymaga gruntownych zmian, które trzeba zacząć od siebie...ale uważam
        że naprawdę warto. Pozdrawiam Cię ciepło

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka