Dodaj do ulubionych

Kto ma sie zmienic

27.05.08, 09:47
Widze w swoim zyciu i na forum, jak czesto uwazamy, ze jedyny
problkem w naszym zwiazku to ze partner ma jakies wady, braki. I
gdyby tylko sie zmienil, to juz byloby OK. Pozwala to zdjac z siebie
odpowiedzialnosc za problemy, jakie sie pojawiaja w zwiazku i nie
dokonywac zmian z samym sobie.
Czasami pozwala nie dokonywac zmiam w zwiazku, a jedoczesnie trwac w
przyjemnym przekonaniu, ze to wszystko jej / jego wina.
Temat bardzo mnie interesuje z przyczyn osobistych, nie tylko
poznawczych - bardzo jestem ciekawa, jakie sa wasze doswiadczenia i
opinie na ten temat.
Obserwuj wątek
    • bucky.katt Re: Kto ma sie zmienic 27.05.08, 09:53
      Moje doświadczenie są takie, że ludzie nie lubią się zmieniać, a już
      szczególnie jeżeli przejściowo wywołuje to niepewność.
      Piszesz o tym, zeby zmieniać sie samemu - tylko, ze wtedy się
      obnażasz w związku, wychodzisz z ukąłdu, albo przerywasz grę.
      Partner, który w tym tkwi będzie ci to utrudniał.

      Oczywiście masz rację, ze w stwierdzeniu "Bo on.,", albo "Gdyby nie
      ona, to..." jest drugie dno - szukamy sprawy, sprawczyni naszych
      kłopotów. Ale ja myslę, ze jest jeszcze trzecie dno :) - nawet
      jeżeli wiemy, ze od nas dużo zależy, to trzba mieć ogromną siłę i
      wolę przeprowadzania zmian.

      Znacie związki, które łatwo dostosowują się do sytuacji bez wyraźnie
      widocznej frustracji, przynajmniej u jednego z małzonków?
    • mama-cudownego-misia Re: Kto ma sie zmienic 27.05.08, 11:12
      Tak naprawdę? Ma się zmienić sytuacja/relacja. Dobór metod zależy już od
      szczegółów.
      Jeśli on pije albo bije, muszą się zmienić oboje. Jeśli ona po porodzie
      przestała się interesować mężem, to główny wysiłek naprawy sytuacji musi
      poczynić ona. Itd. itp.
      Próby zmieniania drugiej osoby zwykle dają skutek odwrotny od zamierzonego, a i
      przyrzekanie sobie "od dzisiaj się zmieniam" niewiele daje. Człowieka określa i
      kształtuje jego byt i relacje z innymi ludźmi dookoła, więc to przede wszystkim
      na tym aspekcie życia, na rozwiązywaniu problemów należy się skoncentrować.
      • amelkalexi Re: Kto ma sie zmienic 28.05.08, 12:31
        > Jeśli on pije albo bije, muszą się zmienić oboje

        dlaczego oboje??? ona ani nie pije ani nie bije!!!

        >Jeśli ona po porodzie przestała się interesować mężem, to główny
        wysiłek naprawy sytuacji musi poczynić ona.

        a dlaczego tu tylko ona??? jesli tylko na nia spadly wszelkie
        obowiazki zwiazane z malenstwem... a on dalej mysli, ze nalezy mu
        sie to czy owo bez wlasnego wkladu!!! To wlasnie w tej sytuacji on
        musi troche zmienic a nie tylko udawac biednego poszkodowanego,
        ktorego zona przestala kochac...

        Coz, kazdy patrzy na to inaczej, poglady sa podzielone. Oczywiscie,
        ze duzo latwiej wymagac od partnera, aby on/ona sie zmienil/a... a
        Gdy sami mamy cos zmienic, to czujemy wewnetrzny bunt... i zadajemy
        pytanie: "dlaczego ja??"
        Albo ten glosno i szeroko reklamowany KOMPROMIS!!!
        Z mojego doswiadczenia i obserwacji wynika, ze w zwiazku to
        przewaznie jedna strona musi zrozumiec, pojsc na kompromis, ugode
        itd... A druga czerpie korzysci z tego, ze jest strona silniejsza.
        • kicia031 jesli pije lub bije 28.05.08, 13:25
          to w ogole nie ma tematu moim zdaniem, odstrzal sanitarny.

          Mowimy o sytuacjach, w ktorych zwiazek ma potencjal na bycie dobrym,
          wymaga tylko co nieco pracy nad nim.

          Pytanie, czy mozemy zmienic 2 czlowieka w ogole - bo jedyna rzecz,
          na jaka mamy rzeczywisty wplyw, to wlasny wzrost i rozwoj...
          • arwen8 Re: jesli pije lub bije 28.05.08, 14:55
            kicia031 napisała:

            > Pytanie, czy mozemy zmienic 2 czlowieka w ogole

            Nie możemy jeśli drugi człowiek nie będzie sam odczuwał chociażby
            minimalnej potrzeby/chęci zmiany, jeśli będzie negował istniejący
            problem. Można użyć manipulacji i szantażu, ale nie piszemu tu o
            tym, bo przecież nie o to chodzi.

            Każda zmiana jest poprzedzana uczuciem jakiegoś wewnętrznego
            dyskomfortu. Jeśli druga osoba nie odczuwa takiego dyskomfortu i nie
            dostrzega żadnego problemu, to nie zmieni się (bo po co?) i my ją z
            zewnątrz "na siłę" nie zmienimy. Jeśli jednak będzie miała chociaż
            małe uczucie, że czegoś brakuje, coś jest nie tak, etc., to wówczas
            MOŻE się otworzyć na sugestie z zewnątrz.
            • mama-cudownego-misia Re: jesli pije lub bije 28.05.08, 19:13
              A ja się nie zgodzę :-)

              Drugą osobę pozostającą z nami w relacji zmieniamy cały czas. Gdy kogoś chwalimy
              albo ganimy, zachęcamy lub zniechęcamy, manipulujemy, wrzeszczymy, negocjujemy,
              obdarowujemy, krzywdzimy, wzbogacamy w nowe doświadczenia itd., w sposób bardzo
              wymierny wpływamy na jej stosunek do nas i do świata, na wspólną relację i na
              relacje z innymi ludźmi, a tym samym w pewnym sensie zmieniamy.
              Zupełnie inną kwestią jest możliwy zakres tych zmian (przy współpracy naszego
              obiektu albo bez). Kluczowe są też nasze umiejętności interpersonalne, znajomość
              drugiej osoby i charakter. Często nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków
              podejmowanych działań, i jeśli zmieniamy daną osobę, to wcale nie tak, jak sobie
              zaplanowaliśmy. W efekcie np.: wpędzamy męża w depresję zamiast go aktywizować,
              albo wkurzamy tak, że zaczyna nam robić na złość, i budzimy się z ręką w nocniku...
        • chalsia Re: Kto ma sie zmienic 28.05.08, 14:06
          amelkalexi napisała:

          > > Jeśli on pije albo bije, muszą się zmienić oboje
          >
          > dlaczego oboje??? ona ani nie pije ani nie bije!!!

          poczytaj sobie o współuzależnieniu, to zrozumiesz dlaczego żona alkoholika także
          musi zmienić swoje podejście i postępowanie. W skrócie chodzi o to, że ona musi
          zaprzestać działań, które ochraniają alkoholika (np. jak padnie pijany i
          zarzygany na schodach, to ma go tam zostawić zamiast wciągać do domu, rozbierać,
          myć i kłaść do łóżka).
          • amelkalexi Re: Kto ma sie zmienic 28.05.08, 18:05
            Wlasnie.... musi cos zmienic!!! Moja siostra tez zmienila, czyli
            wziela rozwod, bo jak pijak sie nie chce leczyc, to taka zona nie
            jest w stanie nic innego zrobic, tylko zostawic...i niech sie zapije
            w diably.
        • mama-cudownego-misia Amelkalexi 28.05.08, 18:30
          > > Jeśli on pije albo bije, muszą się zmienić oboje
          >
          > dlaczego oboje??? ona ani nie pije ani nie bije!!!
          Nie, ale po pierwsze z jakiegoś powodu wybrała sobie takiego chłopa, i może to
          zrobić po raz drugi, a po drugie to nie jest tak, że uczciwy obywatel pewnego
          dnia zmienił się w potwora czy pijaka. To był proces, być może zaczęło się od
          awantur, potem obelg, niszczenia rzeczy w szale, a skończyło na biciu, ale
          niestety to ona mu pozwalała na coraz większe ekscesy. Wreszcie żona alkoholika
          jest współuzależniona, a żona brutala uwięziona w roli ofiary. Duuuużo rzeczy do
          zmienienia, jak na jedną osobę.

          > >Jeśli ona po porodzie przestała się interesować mężem, to główny
          > wysiłek naprawy sytuacji musi poczynić ona.
          >
          > a dlaczego tu tylko ona??? jesli tylko na nia spadly wszelkie
          > obowiazki zwiazane z malenstwem... a on dalej mysli, ze nalezy mu
          > sie to czy owo bez wlasnego wkladu!!! To wlasnie w tej sytuacji on
          > musi troche zmienic a nie tylko udawac biednego poszkodowanego,
          > ktorego zona przestala kochac...
          Wiesz, dopowiadasz sobie resztę historii, nie wiem, czy słusznie. Myślałam o
          przypadku, w końcu nie tak rzadkim, ze ona po prostu traci zainteresowanie
          mężem, jak już otrzyma to, czego chciała, czyli dziecko. Nawet jednak zakładając
          sytuację przez Ciebie opisaną, w której ona pada na pysk ze zmęczenia, a on nie
          pomaga, za to oczekuje seksu, ona i tak ma więcej do roboty:
          - musi ustalić sobie hierarchię rzeczy ważnych i mniej ważnych, i lepiej się
          zorganizować
          - musi jasno i w sposób akceptowalny dla dwojga zakomunikować mu, jakich
          konkretnie prac od niego oczekuje (faceci tego nie wiedzą, wbrew pozorom,
          szczególnie jeśli co rano znajdują w szafie wyprasowaną koszulę, a w szufladzie
          czyste, sparowane skarpety)
          - musi wygospodarować czas na odpoczynek, rozrywki i zadbanie o siebie (znam
          babę, która przekonawszy męża, że ma jej pomagać, wykorzystywała ten czas na
          dalsze porządki typu mycie okien)
          - wreszcie musi się przemóc i wykrzesać z siebie zainteresowanie partnerem, dla
          dobra związku.
          On w tym czasie musi właściwie tylko ruszyć zadek z kanapy i wykonać instrukcje.
          Ewentualnie może jeszcze zadbać o romantyczną atmosferę, w swym własnym
          interesie zresztą.
          > Z mojego doswiadczenia i obserwacji wynika, ze w zwiazku to
          > przewaznie jedna strona musi zrozumiec, pojsc na kompromis, ugode
          > itd... A druga czerpie korzysci z tego, ze jest strona silniejsza.
          Jak uczy ekonomia, w każdej relacji ktoś jest na pozycji silniejszego...
          • amelkalexi Re: Amelkalexi 29.05.08, 18:33
            >Wiesz, dopowiadasz sobie resztę historii, nie wiem, czy słusznie.
            Myślałam o przypadku, w końcu nie tak rzadkim, ze ona po prostu
            traci zainteresowanie mężem, jak już otrzyma to, czego chciała,
            czyli dziecko

            Wiesz, to brzmi jakby on byl kupka nieszczescia, a ona wyrachowana
            wydra.
            Na ten temat mozemy dyskutowac w nieskonczonosc, mozemy nawet nasze
            przemowy poprzec przypadkami z zycia wzietymi... Nie mozna
            wszystkich potraktowac jednakowo, sama wiesz, ze roznie bywa i rozne
            sa charaktery.
            Chodzi mi o to, ze nie mam ochoty zmieniac swoich pogladow, nawykow,
            przyzwyczajen tylko dlatego, aby wszystkim naokolo sprawiac
            przyjemnostki...
            Przed 4laty bylam taka jaka jestem dzisiaj i nie widze powodu, abym
            raptem zaczela udawac ze pilka nozna sprawia mi przyjemnosc... bo
            moj partner by tak chcial... Ja wiem, to banalny przyklad, ale zycie
            sklada sie z banalow i czesto o takie pierdolki sa zgrzyty...bo
            raptem jemu nie podoba sie, ze ja ogladam jakis serial, mnie
            denerwuja jego spotkania z kolega przy piwku.... a kiedys jakos
            czlowiek przymykal na to oko!!!
            Wiec sama widzisz...dlaczego mam raptem zrezygnowac z malych
            przyjemnosci, albo zabronic ich jemu????

            A co do czesci nr.1... to zycie z pijakiem...coz, po co go
            zmieniac???Albo siebie??? Zostawic go, niech sie zachleje...
            • mama-cudownego-misia Re: Amelkalexi 29.05.08, 19:05
              > Wiesz, to brzmi jakby on byl kupka nieszczescia, a ona wyrachowana
              > wydra.
              Bywa i tak.
              > Chodzi mi o to, ze nie mam ochoty zmieniac swoich pogladow, nawykow,
              > przyzwyczajen tylko dlatego, aby wszystkim naokolo sprawiac
              > przyjemnostki...
              Ależ nikt Ci nie każe. Chociaż pewnie co nieco byłoby do zrobienia, bo, wybacz,
              że powiem to, jako feministka wyczulona na wszelkie przejawy seksizmu, masz
              strasznie seksistowską myśl przewodnią w stopce. Trudno z takim nastawieniem
              startować w życiu. Ale to Twoje życie i Twoja sprawa.
              Dziwne jest jednak, że rozważania teoretyczne tak uparcie odnosisz do siebie -
              szerze mówiąc nie znam ani Ciebie, ani Twojego życia, i nie o Tobie pisałam. Nie
              bardzo też rozumiem urwane zarzuty pod adresem Twojego partnera i te strzępki
              informacji, które rzucasz gwoli argumentów. Nie wszystkie kobiety mają te samą
              drogę życiową, co Ty, i ogólne dywagacje nie zawsze muszą się odnosić do Ciebie...
              > A co do czesci nr.1... to zycie z pijakiem...coz, po co go
              > zmieniac???Albo siebie??? Zostawic go, niech sie zachleje...
              I np.: znaleźć sobie następnego, który zapewni powtórkę z rozrywki. Ludzie
              niestety mają tendencję do powtarzania historii. Jak nie powtórzą, to znaczy, że
              już dokonali w sobie zmiany.
      • justcam do mama-cudownego-misia 02.06.08, 13:13
        Człowieka określa i
        > kształtuje jego byt i relacje z innymi ludźmi dookoła, więc to
        przede wszystkim
        > na tym aspekcie życia, na rozwiązywaniu problemów należy się
        skoncentrować.(jeśli chodzi o wywieranie wpływu na partnera jeśli
        dobrze zrozumiałam)
        Mogłabys bardziej wytłumaczyc może na jakiś przykładach, co masz na
        myśli?
        z góry dziękuje
        • mama-cudownego-misia Re: do mama-cudownego-misia 06.06.08, 09:06
          Podam Ci przykład, który nam na studiach opowiedziała kiedyś jedna
          wykładowczyni, chcąc zobrazować, jak działa przełamywanie błędnych kół:
          Załóżmy, że mamy parę, która się stale kłóci. Aż tu nagle pewnego dnia ona
          przekonana np. przez jakąś koleżankę podejmuje rozumową decyzje i zamiast
          prowokować awantury albo odpowiadać na zaczepki zaczyna być miła. Zamiast mu
          rzucać tą zupę na stół ze zwyczajowym "żryj", powie "proszę, Kochanie", kanapki
          mu do pracy przygotuje, bo zaspał i nie ma czasu, zapyta życzliwie "Jak Ci minął
          dzień?", pochwali za coś, itd. Tak naprawdę ona się wcale nie zmieniła,
          przynajmniej jeszcze nie, po prostu gra.
          Co zrobi on? Ano na początku pewnie będzie jeszcze bardziej nieznośny, bo nie
          wie, o co jej chodzi, bo w tych awanturach się czuje bezpieczniej, bo taki już
          sobie wypracowali schemat reakcji. Z czasem jednak zauważy, że z tym aniołem to
          mu w sumie lepiej. Zakładając, że nie jest gburem pozbawionym inteligencji,
          pijakiem ani jednostką zwichrowaną typu sadysta czy psychopata, zacznie
          prowokować te miłe zdarzenia - a to jej w czymś pomoże, jak go poprosi, a to
          nawet gdzieś zabierze na miasto, a to jej zakupy poniesie sam z siebie...
          I właściwie tu dopiero się zaczyna prawdziwe zmienianie siebie, ale niejako
          mimochodem - najpierw oboje zmienili swój "byt", inaczej ukształtowali swoje
          relacje, a potem, w miarę, jak się w tą grę angażują, zaczyna im zależeć i
          zaczynają się uczyć nowych rzeczy o partnerze - nie tego, jak zranić, tylko
          tego, jak sprawić przyjemność.
          Oczywiście, ten stary schemat reagowania dalej gdzieś tam jest, i łatwo znowu
          popaść w ciąg awantur, ale mają już alternatywę i wiedzą, że warto. A przede
          wszystkim taki sposób zmieniania swojego życia jest znacznie łatwiejszy i nie
          wpędza Cię w poczucie winy ani w niską samoocenę (no bo przecież skoro sie
          musisz zmienić, to znaczy, ze coś jest z Tobą nie tak).

          Oczywiście, to tylko jeden z wielu przykładów. Zmianą bytu jest też odejście
          żony od męża, który ją bije, albo znalezienie sobie innej pracy. Przykłady można
          mnożyć.
    • derena33 Re: Kto ma sie zmienic 28.05.08, 12:47
      Ale podstawa wszelkich zmian jest zmiana siebie i swoich zachowan.
    • konwalie_27 Re: Kto ma sie zmienic 28.05.08, 16:59
      Nie raz juz słyszałam twierdzenia w stylu: np. "on powoduje że czuję
      się bezwartościowa". Według mnie to nie do końca tak. Ludzie mają na
      nas jakiś wpływ, to jasne, ale przede wszystkim trzeba zmienić
      siebie, uwierzyć w swoja wartość. Gdyby ona czuła się wartościową
      osobą, nie pozwoliłaby na to by być tak traktowaną, albo np.
      zmieniła partnera. Dokonywanie zmian należy zacząć od siebie, być ze
      sobą w pełni pogodznym, poźniej można zacząc myśleć o zmianach które
      chcielibyśmy aby dokonywali w sobie inni. A wzmianka o zrzucaniu
      winy na innych jest według mnie jak najbardziej trafna.
      • amelkalexi Re: Kto ma sie zmienic 28.05.08, 18:12
        Czasem chec zmieniania innych jest zbyt duza. Pomyslcie o tym w ten
        sposob, ze wiazac sie z kims, jestesmy juz doroslymi ludzmi z
        ugruntowanym charakterem i sposobem zachowan. Czesto przeciez.... w
        poczatkowej fazie poznawania sie, nie przeszkadzaja nam te czy tamte
        cechy i zachowania...(albo staramy sie ich nie zauwazac i naiwnie
        myslimy, ze po slubie dany osobnik pozwoli sie zmienic)
        W koncu jak to sie mowi: "widzialy galy co braly" wiec chyba zamiast
        brnac dalej, nalezaloby od razu nie dac zwiazkowi szans, zamiast
        starac sie potem cos na sile zmienic... Ja zyje nie po to, aby
        sprawiac wszystkim na okolo przyjemnosc....
        • vvrotka Re: Kto ma sie zmienic 29.05.08, 10:47
          Bardzo denerwuje mnie twierdzenie, że ktoś się ma zmienić. Wychodizmy za mąż,
          żenimy się i wybieramy sobie partnera to nie oczekujmy że z dnia na dzień się
          zmieni, akceptujmy ludzi z ich wadami. Jeśli jest cos co faktycznie jets
          uciążliwe w związku dla której ze stron to jesli ci ludzie sie na prawde kochają
          to dążenie do zadowolenia drugiej osoby spowoduje polepszenie sytuacji i zmiany.
          Szczera rozmowa czego od siebie oczekujemy nawzajem powinna byc na porządku
          dziennym, ale przekaz z miłością nie nakazem i groźbą, bo to działa przeciwnie i
          odpychająco.
          Mnie u mojego męża pewne przyzwyczajenie też przeszkadzają, ale z czasem
          podchodzę do tego wręcz humorystycznie, mało tego polubiłam to i wiele innych
          dziwactw. Najważniejsze, aby nie wyolbrzymiać tego co może powodowac konflikty,
          a skupic się na szczęściu wspólnym.

          Pomijam sytuacje "ekstremalne" jeśli chodzi o przemoc czy znęcanie.
    • echo1111 Re: Kto ma sie zmienic 01.06.08, 15:00
      Myślę że żeby coś zmienić nie wystarczy tylko chcieć. Nie wszystko
      można w sobie zmienić. Łatwiej jeżeli chodzi o zmianę pewnych
      nawyków typu zacznę wycierać buty przed wejściem do domu, będę palił
      na balkonie, postaram się spędzać z zoną więcej czasu itd. Tu
      wystarczy chcieć.
      Gorzej jezeli chodzi o zmianę cech charakteru np przestanę być
      nieśmiała, stanę się osobą energiczną, będę zadowolona z zycia i
      radosna, zaradna. Nie wiem czy takie zmiany mają szanse się udać
      nawet przy ogromnych chęciach.
      Jest wiele rzeczy, które mogą nas drażnić w partnerze ale zanim
      zaczniemy wymagać aby partner to zmienił trzeba się zastanowić czy
      to jest możliwe.
      Załóżmy że rani nas reakcja partnera podczas kłótni tzn reaguje
      gwałtownie i szybko unosi sie gniewem. Trudno wymagać tu zmian bo
      zazwyczaj zanim zdązy się zastanowić to najpierw reaguje. Ale jeżeli
      po kazdej kłótni chodzi obrażony i nieodzywa się kilka dni to już
      można spróbować zmienic taka reakcję.
      Mówi się że przeciwieństwa się przyciągają. Ja jednak jestem zdania,
      że największe szanse przetrwania mają te związki, w których ludzie
      są do siebie podobni, maja podobne nie tylko zainteresowania ale
      przede wszystkim cechy charakteru. Wtedy łatwiej zrozumieć się
      wzajemnie i mniej się trzeba "zmieniać".
    • lilka69 Re: Kto ma sie zmienic-ja przede wszystkim 06.06.08, 07:59
      jestem trudna osoba do wspolzycia ( nie seksualnego;-) dla meza.

      uwazam, ze jesli zmienilabym swoje zachowanie lepiej by nam sie zylo.

      zatem przyznaje-to moja wina i od teraz rozpoczynam prace nad soba.
      • stoprocent Re: Kto ma sie zmienic-ja przede wszystkim 20.06.08, 23:21
        Nie wiem, czy to bardzo a'propos, ale zainspirowała mnie uwaga, że
        nie zawsze nasze działania powodują pożądaną zmianę, albo oczekiwaną
        zmianę. Mnie sie kiedys na przykład zdarzyło tak:
        Mój mąż zaczął palić. Palił coraz więcej, a mnie to okropnie
        przeszkadzało, bo nie znosze smrodu paierochów. Więc się
        awanturowałam, zakazałam palenia w domu i palił facet na klatce
        schodowej (balkonu nie mieliśmy), co z kolei nie spodobało się
        sąsiadom. Aż pewnego dnia mój kumpel (zresztą tez palacz) powiedział
        mi, że chyba przeginam, bo ostatecznie to też mojego męża dom.
        Uznałam, że kumpel marację, przeprosiłam męża, powiedziałam, że
        wprawdzie tego nie lubię, ale jest u siebie, więc nie musi na klatce
        palić. Poczatkowo mąż zadowolony jarał w najlepsze w domu, potem
        corazmniej i tylko przy oknie, a po paru tygodniach rzucił całkiem i
        do dziś jest z tego dumny, że mu się udało. W życiu bym się takiego
        efektu nie spodziewała...
    • vickydt Re: Kto ma sie zmienic 21.06.08, 00:18

      sytuacja, gdzie los daje nam kopa i mamy na kogo zwalic zdarza sie najczesciej.
      Niektorym to wystarcza i sobie jojczą po kątach, wychowani wg. wzorca "zycie
      jest okrutne, i tak dostaniesz w kosc, ludzie sa paskudni itd."

      Wziecie losu w swoje rece, odwazenie sie na rozwod/odejscie z paskudnego
      zwiazku/ wystapienie o alimenty jest takie niekobiece (bo kobiety tu w
      wiekszosci pisza), a w Klanie czy w Na Wspólnej czy innej Izaurze promowana jest
      postawa niebożątka. Bycie niebożątkiem jest bardziej akceptowane spolecznie.
      Jest to dopasowanie sie do wzorca tragedii greckiej. Ma byc do kitu to nie bede
      przeszkadzac.

      Pamietam swoj rozwod. Ciotka opowiada zadowolona (to moja kochana ciocia), ze
      juz mam poukladane, firma prowadzona z mezem (zatajal przede mna mnostwo rzeczy
      ale po cichu dowiedzialam sie i wyprostowalam ścieżki) zamknieta, ...a moi
      kuzyni z satysfakcją "no ale to nie koniec, bedzie podzial majatku, mieszkania".
      Gdy ciotka powiedziala, ze mielismy rozdzielnosc i ex nie ma zadnych praw do
      niczego mojego...zrzedła im mina.
      LUDZIE POTRZEBUJĄ OFIAR, a nasz w tym interes, by nie uczestniczyc w tym teatrze....

      --
      Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
      • ledzeppelin3 Re: Kiciu, idealistko podobnież 21.06.08, 17:33
        Poczytaj sobie wątek cyprianeczki, która bita po twarzy przez
        mężusia uważa, że to jej wina. Pewnie, kto się poniża będzie
        wywyższony i trzeba nadstawiać drugi policzek, ale jeśli kogoś
        interesuje szczęście tu, na ziemi, może powinien od czasu do czasu
        wykazać się miłością do siebie samego i asertywnością.
        • kicia031 Re: Kiciu, idealistko podobnież 22.06.08, 08:24
          Ja na brak asertywnosci nie narzekam, raczej na nadmiar ;-))

          Co do cyprianeczki innych ofiar przemocy: watpliwe, by ich partnerzy sie
          zmienili. Beda zyc tak samo, dopoki same sie nie zmienia i np dla odmiany nie
          kopna malzonka w doooope
    • mariaeva Re: Kto ma sie zmienic 21.06.08, 18:14
      Wiekszosc z nas tak robi
      ale to nie jest fair
      kazdy z nas kreuje zwiazek - ona i on, oboje
      kazde doklada swoj czym , swoje slowo

      ja sobie zawsze zarzucam wszystko a wybielam parnera
      to tez jest bez sensu...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka