michalina4
12.06.08, 21:18
Zastanawiam się, jak dalekie musi byś nasze niezadowolenie z małżeństwa, aby
zdecydować się na rozwód. Bo na przykład nie ma zdrady, alkoholu czy innych
dramatów. Jest wzajemne niezadowolenie, dąsy, ulga, że to drugie wychodzi do
pracy...Kobieta jest silna, poradzi sobie finansowo, nie jest uzależniona
emocjonalnie od męża. Ale są dylematy typu co ludzie i rodzina powiedzą, co w
pracy...Bo czy własne niezadowolenie, poczucie wypalenia to wystarczający
powód?Odpada wskrzeszanie trupa czyli terapia jakakolwiek, bo ten ogień już
wygasł... Cokolwiek napiszcie...Dzięki.