zdziwiona.2
11.07.08, 09:31
Sytuacja w zasadzie przedrozwodowa. Mąż się wyprowadził, to była
jego decyzja. Ustaliliśmy, kiedy odwiedza dzieci, i tak mąż
przychodzi do dzieci, mówi, że przychodzi, bo chce. Ale ostatnio
dziwnie się zachowuje. Od wejscia patrzy na zegarek, jest
poddenerwowany. Ja w tym czasie staram sie wychodzić z domu, ale nie
zawsze to robię. Rozmawiamy tylko i wyłącznie o dzieciach, ale
ostatnio, podczas wizyty dziwnie się zachowywał. Spytałam, czy
odbierze synka z kolonii, bo ja mam jeszcze roczną córeczkę, a synek
przyjeżdża, późnym wieczorm i będzie mi trudno. Powiedział, że nie,
bo to nie jego tydzień. Spytałam dlaczego, najpierw powiedział, że
to nie moja sprawa, potem zaczął skakać jak małpa, walic głową w
kanape, zatykać uszy, wyć, a potem płakac, zaczął biegac po pokoju i
powiedział, że doprowadziłam go do tego, że musi biegać, po pokoju.
stałam jak wryta i nie wiedziałam co się dzieje. Nigdy czegoś
takiego nie widziałam u dorosłego prawie 40-letniego faceta, inte
ligentnego, na wysokim stanowisku. Nie wiem, co o tym myśleć?