real.agus
15.07.08, 10:29
Rodzina jakich wiele kobieta , mężczyzna i dziecko. Zaczęło sie od wielkiego
uczucia - może nie jak z holewood ale ...
Oboje pracujemy , sytuacje materialna w miarę ustabilizowaną choć nie ma mowy
o wielkich luksusach.
Maz jest rozwodnikiem i ma dziecko z 1 związku - utrzymują kontakty.
Ale przechodząc do sedna sprawy kilka lat wzajemnych żali, niedomówień ,braku
szczerości itp. sprawiły , że coraz bardziej brakuje mi czegoś w naszym
związku i czuje coraz większą pustkę. Brakuje mi odrobiny zainteresowania na
co dzień , jakiś czułych gestów , paru słów ...
Oboje jesteśmy impulsywni i uparci - jak dojdzie do kłótni to idzie na
przysłowiowe "noże " a ja najczęściej żeby sobie ulżyć rzucę jakimś "talerzem"
o ścianę,. On tylko trzaska drzwiami i rzuca niewybredne epitety w moja stronę
... nie tylko on zresztą bo ja nie pozostaje mu dłużna.
Mówi, że kocha - ja też i na jakąś chwilę jest OK, kiedy się kochamy potrafimy
o wszystkim na chwile zapomnieć.
Żal mi dziecka , kt. coraz więcej rozumie, żal mi siebie i rosnącego we mnie
żalu i poczucia bezsilności, żal mi jego bo czasami mam wrażenie że robie
wszystko żeby w końcu piep_ _ _ A drzwiami i zostawił to wszystko.