Dodaj do ulubionych

co dalej...

23.10.08, 15:07
ostatnio napiecie u nas w domu uroslo do rangi takiej, ze moj M w
niedziele osiadczyl kategorycznie ze chce rozwodu, i ze w
poniedzialek mam mu dac odpowiedz czy sie wyprowadzam, czy on.
Ciezka sprawa, szczegolnie, ze jestesmy za granica i nie mam tu
nikogo.
Zdecydowalam, ze jak cche i mnei nie kocha to niech sie pakuje i
powiedzialam mu tak jak chcial w poniedzialek. Cisza, nie chcial
nawet rozmawiac.
Po jakism czasie od tego zebralo mus ie na przytulenie mnie, ja si
epolakalam i znow cisza.
We wtorek zostal w domu, pojechalam w ciagu dnia z pracy zeby
zobaczyc co sie dzieje, sluzowo, zjedlismy lunch. Po powrocie z
pracy bylo troche lepiej. Ale nie zaczelismy rozmowy.
Wczoraj zaczelsimy troche rozmawiac, ale jakos bez wiekszych
osiagniec.
Prosze o pomoc, CO powinnismy zrobic, jak rozmawiac, zeby sie nie
atakowac i obrzucac oskarzeniami. Pomocy!!!!!!
Obserwuj wątek
    • verdana Re: co dalej... 23.10.08, 15:37
      Mysle, ze nikt Ci nie udzieli rady, jeśli nie napiszesz, choćby
      ogolnie z jakiego powodu jest to napiecie i dlaczego mąż chce
      rozwodu.
      • nadzieja05 Re: co dalej... 23.10.08, 16:04
        zawsz diabel tkwi w szczegolach - pislaam juz wczesniej o problemach
        zwiazanych ze spedzaniem czasu wolnego z M, ze on jest bardziej
        domatorem i nie rozumie mojej potrzeby wyjscia na zewnatzr po calym
        tygodniu w murach, to jedno. Ostatni problem to pozegnalna kolacja
        dla jego taty ktory wracal do domu.Wylot w niedziele, wiec
        wiedzialam ze sie zbierze ich rodzina, ok. W piatek ustalenia ze
        robimy duszona wolowine, ok, wyjelam z zamrazarki izawsze moj M sie
        w tym sprawdza, zawsze doda najlepsza kabinacje ziolek,i super mu
        mieso wychodzi wiec mowie, ze zrobisz w sobote. Nie zauwazylam
        jakiejs innej rekacji. W sobote dostal wezwanie do pracy z rana
        pojechal, ja musialam jechc z tesciem do banku, pozniej sie
        spotkalismy i pojechalismy jeszcze do sklepow zeby dokupic jeszcze
        moze prezentow, wrocilismy do domu ok. 15 z jedzeniem z zewnatrz,
        moj M dostal kolejny tel. z awaria z pracy ze musi jechac. Zostalam
        z tesciem, pojechalam go oprac przed wyjazdem. Wrocilismy ok 18, M
        mowi, ze ktos ze znajomyc z dalszej jego rodziny zmarl no i ze maja
        zwyczajs ie odwiedzac, wiec ok. 19 pojechali z tesciem, wrocili o
        21, a wowczas ja posprzatalam, nie zajmujac sobie glowy gotowanie i
        zostawiajac to na niedziele. No i moj M byl juz "ugotowany". W
        niedziel rano wstal pojechal do sklepu po zakupy bez slowa i tak
        rozpetala sie burza, ze nie gotowalam na pozegnanie jego taty przez
        3 dni (dodam ze na obiad z moje strony byl kurczak po chinsku na
        ostro i slodko, zas duszona wolowina byla twarda i nie zostala
        podana na stol prrz mojego M). Troche dlugo, ale moze to wyjasni
        sytuacje, w niedziel dasy od samego rana, nieprzyjemna wizyta jego
        wujkow, odwiezienie jego taty na lotnisko, przczym ciagle narzekanie
        na mnie, powrot w milczeniu z lotniska i o 22 moj M oznajmia mi ze
        chce rozwodu i ze musze mu jak najszybciej (czyli do jutra)
        odpowiedziec czy zostaje w mieszkaniu, czy sie wyprowadzam. Tyle,
        moim zdaniem nie fair, ale to zalezy od punktu patrzenia, moze mi
        ktos wytlumaczy????
        • verdana Re: co dalej... 23.10.08, 16:14
          Nie wierzę, ze jedna kłótnia o drobiazg skłonila Twego męża do mysli
          o rozwodzie. To raczej kropla, ktora przelała czarę.
          • nadzieja05 Re: co dalej... 23.10.08, 16:30
            verdana, widze, ze przebrnelas przez moj wpis.
            Masz racje, ze ta sytuacja doplenila. Ale czy ja mysle zle, ale czy
            to nie jest niewystarczjacy powod zeby sie z kims rozwodzic???
            Czy to znaczy, ze jak on mnie z czyms zdenerwuje,to musze mo od razu
            powiedziec, rozwod, bo inaczej strace twarz????
            W zyciu dzieja sie gorsze rzeczy i ludzie sie nie rozwodza.
            Rozumie, ze mogl byc zly, wsieckly i nie rozmawiac ze mna, ale zeby
            straszyc mnei rozwodem????
            Zastanawiam sie co o tym myslec.
            • vickydt Re: co dalej... 23.10.08, 16:51
              po prostu opisalas ze szczegolami drobnostke dot. twardej wolowiny.
              Nie o to jemu chodzi.
              • nadzieja05 Re: co dalej... 23.10.08, 17:01
                chodzi mu o to, ze nie gotowalam przez 2 dni kolacji dla jego taty
                na pozegnanie, by moj maz pokazal jaka to ma super zone, ktora
                pracuje zawod, posprzata, ugotuje, upiecze i jeszcze poowozi tescia
                jak taksowkarz.
                • moreno68 Re: co dalej... 23.10.08, 17:15
                  To co opisujesz jako powód do rozstania to jakaś maksymalna
                  dziecinada zarówno z Twojej strony jak i M.Chyba żadne z Was nie
                  słyszało o słowie kompromis , ale ja z Twojego postu dostrzegam
                  jedno .. że podczas gdy Ty zajmowałaś się teściem Twój facet też nie
                  siedział przed telewizorem ;)Do tego dochodzą stresujące sytuacje z
                  wizytą rodziny ,pogrzebem itp.Jedo pewne rozmawiac ze sobą nie
                  potrafice tak Ty jak i Mąż madchodzi kryzys ,każdy się naburmusza i
                  czeka na rozwój sytuacji..oczywiście ma by to przepraszanie przez
                  drugą osobę.I pod tym względem dopasowaliście się...
                  A nie mogło byc np to przytulenie przez Męża potraktowane jako wstęp
                  do rozmowy spokojnej , a może czasami warto twardą wołowinę obrucic
                  w żart.
                  • marzeka1 Re: co dalej... 23.10.08, 18:06
                    Wybacz, ale mówić o rozwodzie z powodu opisanych przez ciebie problemów, to jakaś kpina i dziecinada, toż to PIERDOŁY! Albo to tylko prstekst, bo właściwy powód jest zupełnie inny.Na pewno oboje nie potraficie ze sobą rozmawiać, przypisujecie sobie- niepotrzebnie- złe intencje.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: co dalej... 25.10.08, 13:17
      W chwilach większego napięcia w związku lub kryzysu, bez względu na to jakie
      jest tego źródło, pretekstem do konfrontacji może być drobiazg. Nawet twarda
      wołowina. Mogą paść przy tym różne słowa, które czasem można nie brać
      dosłownie, ale symbolicznie. Szczególnie, że tak naprawdę nie idą za tym czyny,
      a z tego co Pani pisze życie toczy się dalej. Dlatego słowo "rozwód" nie zawsze
      musi oznaczać rozstanie, sąd, wyprowadzkę tylko np: " nie chcę teraz z Tobą
      rozmawiać", " muszę od ciebie odpocząć" , "zaczynam widzieć jak bardzo się
      różnimy" . Nie twierdzę, że to szczególnie dobry sposób komunikacji, ale dość
      powszechny.
      Więc dalej nic nie robić, żyć jak dotychczas, zbadać czy nie sączy się coś
      między Wami poważniejszego, co powinno być wyjaśnione już w poważnej rozmowie.
      Można też się zastanowić czemu tak poważnie zareagowała Pani na słowo "rozwód" a
      tak mało na przytulenie, które mogło mieć podobnie symboliczne znaczenie czyli
      " no już dobrze, przecież wiesz , że cię kocham i o żadnym rozwodzie nie myślę".
      Czasem warto zareagować mniej pryncypialnie. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka