joancha280874
23.11.08, 23:25
Mój maz dwa miesiace temu wyprowadził się do swoich rodziców
zostawiając mnie i naszą trzyletnią córkę. Usłyszałam na pożegnanie
3 zdania - już cie nie kocham, juz mi na tobie nie zalezy, to
małzenstwo jest dla mnie tylko na papierze... Nie bedę opisywała
tego co się ze mną dzaiło przez dwa tygodnie ( płacz do fizycznego
bólu, lęki, koszmary...)
Próbowałam rozmawiać z nim przez ok 2 tygodnie - bez skutku. Mąż
sie do mnie nie odzywa, nie odpisuje na maile, smsy. Tylko jak cis
się dzieje z dzieckiem to załatwia bieżące potrzeby.
Argumenty podawane przez męża, przy krótkich i dość nerwowych
rozmowach w biegu, pozbawione były jakichkolwiek konkretów,
słyszałam tylko: ty sie nigdy nie zmienisz,...to nie ma sensu,...na
początku września miałem jeszcze nadzieje.
Dowiedziałam się również ze mąż wysyłał sygnały ale najwidoczniej
ich nie widzaiłam. Na pytanie czy jest inna kobieta zawsze
odpowiedź jest ta sama - nie.
Nie rozumien tego tym bardziej ze jeszcze dwa dni przed wyprowadzką
uzywał słów: kocham, kochanie,tęsknię, całuję, miłego dnia, jak
wrócę z pracy to razem zrobimy obiadek... ( ja niestety nie
pracuję - wspólnie podjęlismy decyzję o mojej rezygnacji z pracy
zawodowej od września, ponieważ córka rozpoczynała przedszkole i
juz przeszła ospe wietrzną i dwie anginy)
Mnóstwo pytań DLACZEGO i odpowiedzi NIE WIEM, zostałam sama w
pustym mieszkaniu czekając już teraz nie wiem na co.
Kocham go, jest moim męzem, znalazłam w nim cechy, które stanowią
dla mnie największą wartość u mężczyzny, rozwijam sie przy nim,
inspiruje mnie i imponuje.
Maz zawsze powtarza, ze nie umie uządzać awantur albo "walnac
pieścią w stół" jak mu się cos nie podoba. Tylko dręczy mnie
pytanie: dlaczego pozwolił na to, aby jego miłośc do mnie umarła?
czy nie mógł w tym właśnie momencie walnąc ręką w stół?
Nie wiem co robić, nie wiem na czym stoję, nie dostałam jeszcze
pozwu rozwodowego, mam kontakty do adwokatów, dowiadywałam sie co
bedzie dla nas ( dla mnie i małej) korzystniejsze - rozwód czy
separacja? Ale czy to ja mam zrobic pierwszy krok wlasnie w tą
stronę? Mój mąz potrafi iść za ciosem. Nie chcę aby poszedł za
moim, nie chce walki oko za oko, choc mam w sobie tyle złosci i
żalu.
Chciałabym mu to wszystko wyrzygac ( przepraszam za wyrazenie) ale
nie mam okazji, on mnie ignoruje, unika, nie patrzy na mnie, jak
cokolwiek zaczynam mówic to wychodzi albo sie tempo patrzy i
milczy. Z rodzina swoja tez nie rozmawia choc u nich mieszka.
boje się co bedzie dalej...co mam zrobić? trzasnąc ręką w stół i
wysłać mu pozew?
co robić, ile mamy z corką czekać? a uwierzcie że chcę czekać
Pozdrawiam wszystkich