corka.bossa
17.02.09, 01:27
Za dwa dni-w sumie już za jeden.. W środę pierwsza rozprawa..I tak się zastanawiam-po co chciałam być oskarżycielem posiłkowym? Co za cholera mnie do tego podkusiła? Mogłam iść tam tylko jako świadek,zaznać co trzeba i resztę po prostu..zostawić ! I niech się toczy-samo beze mnie.Dziś przeszło dwie godziny siedziałam z adwokatem-razem czytaliśmy akta,zastanawialiśmy się co robić...,co zrobić można jeszcze..? A ja cały czas mam wrażenie że to wszystko mi się po prostu śni-bo to przecież nie może być prawdą ! Przespałam cały rok.I ciągle obudzić się nie mogę :( A może lepiej tam nie iść?Boję się że po prostu nie dam rady...Spojrzeć temu facetowi prost w twarz,słuchać zeznań.. Boję się słuchania jak chodził łopatę pożyczyć..Bo przecież ja wiem-kogo chciał zakopać ! Boję się że moja psychika nie da rady-już więcej-znieść tego koszmarnego snu ! Albo co gorsze że się obudzę-i będę wiedzieć że to prawda,że już go nie ma..Bo ja ciągle czekam aż wróci..do domu,do Nas.Co robić???