Dodaj do ulubionych

całe życie na mojej głowie

    • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 13:09
      mysle,ze wybrales kobiete, ktora zawsze sie z Toba zgadzala, nie miala wlasnego
      zdania, silnej osobowosci, byles dla niej zawsze na pierwszym planie....
      Jednak teraz okazalo sie,ze ma to swoje zle strony - jest to osoba bierna.

      Coz, nie jest moim zamiarem kopanie lezacego,ale z wlasnej obserwacji wiem,ze
      czesto sie tak zdarza- facet wybiera na zone dziewczyne ugodowa, taka, w ktorej
      zyciu zajmuje pierwsze miejsce, dziewczyne bez pasji, zainteresowan itp. A potem
      okazuje sie,ze ona chce siedziec w domu i wgapiac sie w tv a zarabiac ma on...
      Coz, to jest niefajna sytuacja ale poniekad na wlasne zyczenie. Jesli chce sie
      miec w domu partnerke a nie utzymanke to trzeba szukac takiej kobiety, ktora ma
      pasje, jest przedsiebiorcza - za cene tego,ze bedzie miala w wielu kwestiach
      wlasne zdanie, z ktorym byc moze trzeba sie nawet bedzie liczyc!
      Twoja postawa przypomina mi 'miec ciastko i zjesc ciastko' - zona ma robic to,co
      Ty chcesz i byc przedsiebiorcza i zaradna ale tylko wtedy i tylko w taki sposob,
      jaki Tobie odpowiada ;)

      Jeszcze raz napisze, ze nie jestem zlosliwa, wyrazam tylko swoja opinie.
      • wysoki.brunet Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 13:13
        > mysle,ze wybrales kobiete, ktora zawsze sie z Toba zgadzala, nie miala wlasnego
        > zdania, silnej osobowosci, byles dla niej zawsze na pierwszym planie....
        > Jednak teraz okazalo sie,ze ma to swoje zle strony - jest to osoba bierna.

        A teraz jak jest dziecko to i tak facet spada na ostatni plan
        • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 13:26
          > A teraz jak jest dziecko to i tak facet spada na ostatni plan

          zbytnie uproszczenie
        • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 13:44
          jesli kobieta nie dojrzala do roli partnerki to moze sie tak zdarzyc, ze dziecko
          bedzie wazniejsze.

          A wynika to stad,ze kobieta oczekuje bezwarunkowej milosci najpierw od partnera,
          potem daje jej to dziecko.

          I stad sie biora te wszystkie 'madrosci' o spaniu z dzieckiem do 3 roku zycia
          itp ;) Niestety, partnerski model nie wszystkim odpowiada, niektorzy ( i kobiety
          i mezczyzni) szukaja nie partnera ale rodzica, ktory bedzie ich bezwarunkowo
          kochal i sie o nich troszczyl. W zwiazku dwojga doroslych ludzi nie ma zas
          miejsca tylko na branie, nalezy tez dawac - nalezy sluchac partnera i dawac mu
          to, czego on potrzebuje a nie to,co naszym zdaniem go uszczesliwi.

          No i niestety, dochodzi do sytuacji, kiedy zona czuje sie spelniona z dzieckiem
          a maz schodzi na dalszy plan. Tyle, ze mozna temu zapobiegac czyli swiadomie
          wybierac partnera.

          Osoba bierna, 'uwieszona' na partnerze mile lechce ego,ale przyjdzie za to
          zaplacic wysoka cene
        • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 13:46
          jesli kobieta nie dojrzala do roli partnerki to moze sie tak zdarzyc, ze dziecko
          bedzie wazniejsze.

          A wynika to stad,ze kobieta oczekuje bezwarunkowej milosci najpierw od partnera,
          potem daje jej to dziecko.

          I stad sie biora te wszystkie 'madrosci' o spaniu z dzieckiem do 3 roku zycia
          itp ;) Niestety, partnerski model nie wszystkim odpowiada, niektorzy ( i kobiety
          i mezczyzni) szukaja nie partnera ale rodzica, ktory bedzie ich bezwarunkowo
          kochal i sie o nich troszczyl. W zwiazku dwojga doroslych ludzi nie ma zas
          miejsca tylko na branie, nalezy tez dawac - nalezy sluchac partnera i dawac mu
          to, czego on potrzebuje a nie to,co naszym zdaniem go uszczesliwi.

          No i niestety, dochodzi do sytuacji, kiedy zona czuje sie spelniona z dzieckiem
          a maz schodzi na dalszy plan. Tyle, ze mozna temu zapobiegac przez swiadomy
          wybor partnera.

          Osoba bierna, 'uwieszona' na partnerze mile lechce ego,ale przyjdzie za to
          zaplacic wysoka cene
          • wysoki.brunet Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 15:01
            eastern-strix napisała:
            > kochal i sie o nich troszczyl. W zwiazku dwojga doroslych ludzi nie ma zas
            > miejsca tylko na branie, nalezy tez dawac - nalezy sluchac partnera i dawac mu
            > to, czego on potrzebuje a nie to,co naszym zdaniem go uszczesliwi.
            >
            > No i niestety, dochodzi do sytuacji, kiedy zona czuje sie spelniona z dzieckiem
            > a maz schodzi na dalszy plan

            Ty to chyba piszesz gdzieś z Anglii gdzie dzieci po przedszkolu wypycha się do internatu a nie jak u nas trzyma w domu do trzydziestki :)
            Na forum dzieciatych babek to by cie wzięto za trolla - jakie słuchanie uszczęśliwianie, partnera, facet jak wsadzał i mu zona zaciążyła to sam sobie winien, powinien być dozgonnie wdzięczny i składać pokłony i comiesięczną pensję ewentualnie alimenty usuwając swoje oczekiwania w cień. Bo jej oczekiwania to "potrzeby rodziny" a jego to "egoistyczne zachcianki".

            > a maz schodzi na dalszy plan. Tyle, ze mozna temu zapobiegac przez swiadomy
            > wybor partnera.

            Warto uczyć się na błędach.
            I nie od takich co uważają że "dzidziuś" albo "mamusia" najważniejsza jak to na takich forumach :)
            • marianka_marianka do wysoki.brunet 16.03.09, 15:46
              wysoki.brunet napisał o eastern-strix:
              "Ty to chyba piszesz gdzieś z Anglii gdzie dzieci po przedszkolu wypycha się do internatu a nie jak u nas trzyma w domu do trzydziestki :)Na forum dzieciatych babek to by cie wzięto za trolla jakie słuchanie uszczęśliwianie, partnera, facet jak wsadzał i mu zona zaciążyła to sam sobie winien, powinien być dozgonnie wdzięczny i składać pokłony i comiesięczną pensję ewentualnie alimenty usuwając swoje oczekiwania w cień. Bo jej oczekiwania to "potrze
              by rodziny" a jego to "egoistyczne zachcianki""

              eastern-strix nie ma dzieci i (chyba) nie chce ich mieć, więc teraz rozumiesz.
              • wysoki.brunet Re: do wysoki.brunet 16.03.09, 15:59
                > eastern-strix nie ma dzieci i (chyba) nie chce ich mieć, więc teraz rozumiesz.

                Czyli świat dzieli się na kobiety mające parcie na dziecko i całą niedojrzałą resztę (w tym mężczyzn) :)
                • marianka_marianka Re: do wysoki.brunet 16.03.09, 17:44
                  Ja myślę, że świat można podzielić na ludzi dojrzałych i niedojrzałych( którzy jeszcze dojrzeją lub też nie) bez względu na płeć.
                  A osoba nie posiadająca dzieci zna naszych milusińskich w większości w teorii.
                  Wiem po sobie jaka prosta wydawała mi się "obsługa" dzieci, kiedy ich jeszcze nie miałam:) A ile jeszcze przede mną...
                  • krzysztof-lis Re: do wysoki.brunet 16.03.09, 18:55
                    > Ja myślę, że świat można podzielić na ludzi dojrzałych i
                    > niedojrzałych( którzy jeszcze dojrzeją lub też nie) bez względu na
                    > płeć.

                    Do której kategorii należy według Ciebie (według Was) moja żona?
                    • triss_merigold6 Do bardzo młodych 16.03.09, 20:02
                      Po prostu jest bardzo młoda. Ma 22 lata i pierwszy związek i od razu
                      mieszkanie razem, małżeństwo i dziecko. Hard core. W wieku 22 lat ma
                      prawo nie wiedzieć czego chce, zmieniać zdanie i pomysły na życie.
                      Dojrzałość przychodzi z wiekiem, wiedza na własny temat również.
                    • marianka_marianka do niedojrzałych, ale 16.03.09, 21:40
                      z możliwością dojrzenia:)
                      triss_merigold6 odpowiedziała tak, że lepiej bym tego nie mogła ująć:)
            • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 22:31
              no prawda z Anglii pisze,ale tutaj sie jak najbardziej trzyma dzieci w domu do
              trzydziestki! albo dzieci sie wyprowadzaja w wieku lat nastu a potem wracaja
              albo nie. roznie jesy-jak w PL. Ale z rodzicami po slubie nikt tu nie mieszka, z
              rodzicami do trzydziestki mieszkaja single ;)

              Po slubie para ZAWSZE idzie na swoje i bardzo to angielskiemu spoleczenstwu
              wychodzi na dobre.

              Poza tym, panstwo duzo bardziej pomaga, chociaz Anglia to nie panstwo socjalne.

              No i ludzie sa bardziej wyluzowani - nikt nie robi problemow,ze
              rozwodka/rozwodnik z dziecmi itp. Jest jasne,ze ludzie sie rozchodza jak sie
              przestaja kochac, dzieci to wiedza i nie do pomyslenia jest zeby nowa zona/maz
              robila z tego powodu jakiekolwiek problemy.

              Tym sie spoleczenstwo angielskie rozni od polskiego - ze dzieci sa wspolne i nie
              ma 'zazdrosci o przeszlosc', bo przeszlosc ma kazdy i to,ze sie powtornie wzielo
              slub nie oznacza,ze cos sie zrobilo zle.

              No i jest wieksze rownouprawnienie - kobiety nie udaja mezczyzn ale mozna w
              pracy powiedziec,ze sie ma okres i nie ma z tego powodu wstydu-kazdy rozumie,ze
              kobieta bedzie sie czula gorzej. Z drugiej strony sa akcje uswiadamiajace dla
              panow jak badac jadra (rak jadra) i dla kobiet, na co zwracaj uwage. Z rakiem
              piersi jest vice versa. Wiem, ze przyklad moze nie na temat,ale oddaje to,co
              chce powiedziec. Tu kazdy jest inny ale wszyscy sa rowni i nie ma gotowych
              recept na zycie, do ktorych ludzie powinni sie stosowac.

              Co oczywiscie nie znaczy,ze w UK jest cudownie, bo nie jest.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 18:53
        > Twoja postawa przypomina mi 'miec ciastko i zjesc ciastko' - zona
        > ma robic to,co Ty chcesz i byc przedsiebiorcza i zaradna ale tylko
        > wtedy i tylko w taki sposob, jaki Tobie odpowiada ;)

        Broń boże. Skąd ten pomysł?
        • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 20:37
          bo wydaje mi sie,ze akceptowales plany zony tylko dlatego,ze mialy przyniesc
          zysk = ziscic Twoje marzenie o wspolnym domu.

          o studiach zony piszesz lekcewazaco, a moze to jest jej okno na swiat- dzieki
          temu poznaje ludzi, otwiera sie na Inne, Nowe, staje sie pelniejsza osoba. Nie
          przeliczaj jej dyplomu na pieniadze, bo to nie pieniadze sa w zyciu najwyzsza
          wartoscia.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 20:52
            > bo wydaje mi sie,ze akceptowales plany zony tylko dlatego,ze mialy
            > przyniesc zysk = ziscic Twoje marzenie o wspolnym domu.

            Naturalnie, że nie zaakceptowałbym planu siedzenia w domu, gdyby mi taki
            zaproponowała.

            > o studiach zony piszesz lekcewazaco, a moze to jest jej okno na
            > swiat- dzieki temu poznaje ludzi, otwiera sie na Inne, Nowe, staje
            > sie pelniejsza osoba. Nie przeliczaj jej dyplomu na pieniadze, bo
            > to nie pieniadze sa w zyciu najwyzsza wartoscia.

            Pieniądze nie są najważniejsze, ale są środkiem do realizacji ważnych życiowych
            celów.

            • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 23:17
              to jest Twoje zdanie nie jej.

              a Twoje zyciowe cele wcale nie musza byc jej bliskie.

              Tak sie sklada ze pochodze z bardzo zamoznej rodziny i powiem Ci, ze przez
              wiekszosc zycia ogladalam bogatych, sfrustrowanych i nieszczesliwych ludzi.

              wygladasz mi na malo elastycznego planiste z zadadkami na dyktatora.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 20:24
                > to jest Twoje zdanie nie jej.
                >
                > a Twoje zyciowe cele wcale nie musza byc jej bliskie.

                Nie muszą, ale po to się o tym rozmawia kilka razy, by o tym wiedzieć. A nie
                dowiadywać się o tym z dużym opóźnieniem.

                > wygladasz mi na malo elastycznego planiste z zadadkami na
                > dyktatora.

                Jeśli przez "mało elastycznego" rozumiesz "nie zgadzającego się na to, by
                życiowa partnerka nie uczestniczyła w realizacji planów, które się jej
                spodobały" to masz rację.
                • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 22:58
                  no mi to wyglda na roznice planow, charakterow i ambicji.

                  mi sie tez duzo rzeczy podoba, np. kolorowe motory na ktorych punkcie moj maz ma
                  fiola ale to nie znaczy, ze skoro mi sie 'spodobaly' to zaczne na ten cel
                  oszczedzac.

                  nie pospieszyliscie sie troche z ta decyzja o zalozeniu rodziny? bo wyglada mi
                  na to,ze nie macie ze soba wiele wspolnego.
    • suger_mouse Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 15:36
      ... że wydaje mi się, że Twoja żona wcale nie jest leniem. Piszesz, że przez te
      14 miesięcy się obijała, łaskę robiła, że ugotowała obiad i posprzątała. Czyli
      rozumiem - zajmowała się domem. Wyobraź sobie, że żeby ugotować obiad, trzeba
      wcześniej zrobić zakupy, a po posiłku trzeba pozmywać, oprócz tego w domu jest
      jeszcze mnóstwo zajęć jak prasowanie, pranie, itp. To niemała praca, zwłaszcza
      jak na kobietę w ciąży, która nie może i nie powinna zapieprzać jak rakieta. A
      Ty odnosisz się do całej tej pracy lekceważąco - bo dziewczyna nie zarabiała
      pieniędzy. I jeszcze piszesz, że śmiała telewizję oglądać. Wiesz, ta godzina
      odpoczynku przed telewizorem należała się jej jak psu miska.

      Więc to wcale nie jest tak, jak sugerujesz, że całe życie na Twojej głowie, a
      Twoja żona leżała brzuchem (ciężarnym...) do góry. Ona też zasuwała - tylko
      niezgodnie z Twoją wizją.

      A to, że dziewczyna dwanaście dni po poważnej operacji pojechała pracować -
      przeraziło mnie. Jak mogłeś na to pozwolić???
      • krzysztof-lis Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 19:05
        > ... że wydaje mi się, że Twoja żona wcale nie jest leniem.
        > Piszesz, że przez te 14 miesięcy się obijała, łaskę robiła, że
        > ugotowała obiad i posprzątała. Czyli rozumiem - zajmowała się
        > domem. Wyobraź sobie, że żeby ugotować obiad, trzeba wcześniej
        > zrobić zakupy, a po posiłku trzeba pozmywać, oprócz tego w domu
        > jest jeszcze mnóstwo zajęć jak prasowanie, pranie, itp.

        Nie rozśmieszaj mnie.

        Ja do pracy wychodzę ok. 6:40. Żona wstawała dobre kilka godzin później, między
        9 a 10 rano. Po moim powrocie z pracy podawała mi obiad. Pozostałe obowiązki
        domowe zajmowały jej w ciągu popołudnia maksymalnie godzinę. Jednocześnie miała
        czas, by oglądać seriale i siedzieć przy komputerze.

        Wynika z tego prosto, że ona na "pracę w domu" poświęcała znacznie mniej czasu,
        niż ja na pracę i dojazdy.

        Jeśli chcesz, możemy to rozpisać konkretnie, ile trwa gotowanie, sprzątanie,
        prasowanie, pranie, zmywanie (zmywarka).

        > Ona też zasuwała - tylko niezgodnie z Twoją wizją.

        Zgadza się
        • enith Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 19:47
          Cóż, nie pozostaje ci chyba nic innego, jak dać żonie wolną rękę przez najbliższe dwa, trzy lata i jeśli faktycznie nic się nie zmieni ani w jej, ani w twoim nastawieniu, rozwieść się. Może to i przykre, ale takie są często skutki pochopnej i/lub opartej o fałszywe przesłanki decyzji o zawarciu małżeństwa. Nie ty pierwszy i nie ostatni jesteś w takiej sytuacji. Życzę powodzenia i mimo wszystko mam nadzieję, że jednak ci się z żoną ułoży. Macie dziecko, kochacie się, to dość solidne powody, by starać się małżeństwo utrzymać (jeśli oczywiście starają się OBIE strony).
          • dorula114 Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 21:06
            A ja cały czas mam nieodparte wrazenie, że ty po prostu zonie
            zazdrościsz. Serce cie boli, że Ona śpi, a ty wstajesz do pracy.
            Urlop wychowawczy bedzie tak naprawdę urlopem dla ciebie, nie dla
            dziecka. Praca cie nudzi, chcesz odpocząć. Zamieńcie się rolami, na
            próbę. Niech żona wstanie o 6 i wyjdzie gdziekolwiek, i wróci na
            obiad, który ty oczywiscie ugotujesz. Posprzatasz, zrobisz
            pranie,zakupy, po obiedzie pozmywasz. Idą świeta-umyj okna, podłogi,
            pamietaj o odkurzaczu-są worki? Jak nie-to do sklepu. Przy okazji
            zrób zakupy na kolację, no i wyprasuj to, co w międzyczasie wyschło.
            Dla ułatwienia niech wezmie ze sobą dziecko, bo, wierz mi, po paru
            godzinach nie będziesz wiedział, jak się nazywasz.I tak codziennie,
            na okrągło. Bez końca. To cieżka fizyczna i umysłowa praca, a ty
            śmiesz twierdzić, że twoja żona jest leniem i "siedzi" w domu? Co to
            k...a jest? No, i jeszcze najwazniejsze- jak żona wróci, to z
            usmiechem podasz jej obiad, pozmywasz, i wieczorem nie zapomnij o
            aktywności w łózku, bo to obowiazek małzeński. Chcesz się zamienić?
            Zrób to-pogadamy za tydzień. Zaraz powiesz,że cie nie stać na
            eksperymenty. Zaraz powiesz, że stracisz 200, 300 zł. Oddam ci. a
            propos, był kiedyś taki wątek o skapych facetach i mam wrazenie, że
            wygrywasz ranking w przedbiegach. Piszesz, że zona nie chce o tym
            rozmawiać? Nie dziwię się. Ja tez bym z tobą nie rozmawiała. O
            niczym.
            • dorinn2 Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 21:27
              nawet nie chce myslec co ta biedna dziewczyna musi czuc po przeczytaniu takiej
              ilosci tekstu o sobie.. wywlekles wasze zycie na forum i jeszcze dales jej do
              poczytania. To jest STRASZNE! I moze jeszcze ktos sie dziwi, ze nie chce sie
              wypowiadac, mnie tez by zatkalo. Przykre to wszystko jest bardzo i ja niestety
              nie wroze tu nic dobrego :/
              • ivoncja Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 21:41
                A ja nie wierzę, że żona krzysztofa-lisa przeczytała ten wątek. Nie wierzę, że
                po przeczytaniu nie miała nic do powiedzenia. No chyba że dała sobie czas na
                przetrawienie tych trzystu paru postów, ułożenie w głowie- w takim razie
                współczuję ci, krzysztofie-lis, bo będzie miała sporą garść mocnych argumentów
                przeciwko tobie... Ja na jej miejscu po takiej lekturze zaczęłabym się
                zastanawiać, czy małżeństwo z kalkulatorem ma sens i czy nie lepiej wrócić z
                dzieckiem do mamy.
                • krzysztof-lis Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 22:03
                  > A ja nie wierzę, że żona krzysztofa-lisa przeczytała ten wątek.
                  > Nie wierzę, że po przeczytaniu nie miała nic do powiedzenia.

                  Przeczytała. Gdy poprosiłem o komentarz do opublikowania tutaj powiedziała, że
                  nie ma ochoty tego wątku komentować.

                  > No chyba że dała sobie czas na przetrawienie tych trzystu paru
                  > postów, ułożenie w głowie-

                  Całkiem prawdopodobne.
            • krzysztof-lis Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 22:02
              > A ja cały czas mam nieodparte wrazenie, że ty po prostu zonie
              > zazdrościsz. Serce cie boli, że Ona śpi, a ty wstajesz do pracy.

              Oczywiście, że jej tego zazdroszczę!

              > Urlop wychowawczy bedzie tak naprawdę urlopem dla ciebie, nie dla
              > dziecka.

              Może nie do końca spodziewam się urlopu wypoczynkowego, liczę natomiast, że w
              trakcie tego urlopu wychowawczego znajdę więcej czasu na swoje "chałtury" niż
              teraz znajduję w czasie pracy.

              > ty śmiesz twierdzić, że twoja żona jest leniem i "siedzi" w domu?

              Już dziś odnosiłem się do tego stwierdzenia. Uważam, że taka praca w domu jest
              jednak mniej obciążająca, niż praca + dojazdy.

              > Chcesz się zamienić? Zrób to-pogadamy za tydzień. Zaraz powiesz,że
              > cie nie stać na eksperymenty.

              Jak już pisałem, planujemy, że ostatnie 6 tygodni urlopu macierzyńskiego w domu
              spędzę ja. Będzie więc to doskonała próba zarówno samej pracy w domu jak i
              znudzenia tą właśnie pracą.
              • ivoncja Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 22:17
                > Już dziś odnosiłem się do tego stwierdzenia. Uważam, że taka praca w domu jest
                > jednak mniej obciążająca, niż praca + dojazdy.

                A propos, dowcip mi się przypomniał, może coś z niego zrozumiesz:

                Facet wraca z pracy i widzi, jak trójka jego dzieci siedzi przed domem, ciągle
                ubrana w piżamy i bawi się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie,
                porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony otwarte, podobnie jak drzwi
                wejściowe do domu i nie ma najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu
                i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa przewrócona, a chodnik zawinięty pod
                samą ścianę. Na środku pokoju głośno gra telewizor na kanale z kreskówkami, a
                jadalnia zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie lepiej:
                w zlewie góra naczyń, resztki śniadania porozrzucane po stole, lodówka szeroko
                otwarta, psie jedzenie wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka pod stołem, a
                przy tylnych drzwiach usypana kupka z piasku. Mężczyzna szybko wbiegł na schody,
                depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to,
                tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało
                się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do
                środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne
                porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między
                tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów. Przyspieszył
                kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie
                i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął
                dzień.Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
                - Co tu się dzisiaj działo?
                Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
                - Pamiętasz, kochanie, codziennie gdy wracasz z pracy do domu, pytasz mnie, co
                ja do cholery dziś robiłam?
                - Tak - odpowiedział z niechęcią.
                - Więc dziś tego nie zrobiłam.
                • krzysztof-lis Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 22:27
                  > A propos, dowcip mi się przypomniał, może coś z niego zrozumiesz:

                  Dowcip dowcipem, ale nie wmówisz mi, że zadbanie o małe mieszkanie plus
                  nakarmienie i ubranie męża wymaga 10 godzin pracy codziennie.

                  Jeśli uważasz inaczej, bądź tak dobra i przedstaw własne wyliczenia.

                  • ivoncja Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 23:00
                    > Dowcip dowcipem, ale nie wmówisz mi, że zadbanie o małe mieszkanie plus
                    > nakarmienie i ubranie męża wymaga 10 godzin pracy codziennie.
                    >
                    > Jeśli uważasz inaczej, bądź tak dobra i przedstaw własne wyliczenia.

                    Wydaje mi się, że nie najważniejsza jest ta ilość poświęconych pracy godzin,
                    tylko wartość wykonanej pracy. W końcu stawki godzinowe różnią się od siebie w
                    zależności od rodzaju wykonywanej pracy. Zapewne już ci to pisano, więc może się
                    powtarzam, gdybyś zlecił komuś te prace, które wykonywała żona gdy ty byłeś w
                    pracy, szybko doceniłbyś jej wysiłek. Nie wydaje mi się także, aby na te
                    wszystkie czynności poświęcała tylko godzinę dziennie. Nie wyliczę dokładnie, bo
                    pracuję i obowiązkami dzielimy się z mężem. Co prawda nie tak skrupulatnie co do
                    minuty jak ty usiłujesz to robić- po prostu to, które jest w domu, robi to co
                    jest w danej chwili do zrobienia.
                    Dziękuję ci, krzysztofie. Dzięki twoim wypowiedziom zaczęłam bardziej doceniać
                    swojego męża- potrafi zrobić mi śniadanie, nawet jeśli idzie do pracy a ja mam
                    dzień wolny albo gdy razem rano wstajemy do pracy- rozumie, że ja muszę
                    poświęcić więcej czasu na makijaż i fryzurę a i tak zawsze biegnę na ostatnią
                    chwilę.;) I dziecko do szkoły wyprawi, gdy i tak rano wstaje, a ja dzięki temu
                    mogę się wyspać choć raz w tygodniu.

                    Zadaję sobie pytanie- czy ty możesz powiedzieć o sobie, że po prostu kochasz
                    swoją żonę?
                    • krzysztof-lis Re: Ja jeszcze dodam... 17.03.09, 19:45
                      > Wydaje mi się, że nie najważniejsza jest ta ilość poświęconych
                      > pracy godzin, tylko wartość wykonanej pracy. W końcu stawki
                      > godzinowe różnią się od siebie w zależności od rodzaju
                      > wykonywanej pracy.

                      Aha, czyli teraz dyskutujemy nie o czasie wykonywania pracy, tylko o jej wartości.

                      Czyli że niby praca sprzątaczki i kucharki przez 6 godzin na dobę warta jest
                      tyle co moja praca na ośmiogodzinnym etacie? Gdybym zarabiał tak mało nie
                      mielibyśmy za co żyć.

                      > Zadaję sobie pytanie- czy ty możesz powiedzieć o sobie, że po
                      > prostu kochasz swoją żonę?

                      Oczywiście, że tak.
        • dorula114 Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 21:17
          > Jeśli chcesz, możemy to rozpisać konkretnie, ile trwa gotowanie,
          sprzątanie,
          > prasowanie, pranie, zmywanie (zmywarka).
          Rozpisz, jestem bardzo ciekawa, ile czasu to zajmuje facetowi.
          Tylko bez magicznych sztuczek.
          > Normalnie. Chciała jechać, to pojechała. Miałem jej zabronić?
          Noooo, super. Napisz wreszcie"woli być dobrą matką i zoną,i nie iść
          do pracy. Mam jej zabronić?"
          • derena33 autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolatek 16.03.09, 21:33
            Zaden dorosly, dojrzaly, kochajacy mezczyzna ktoremu urodzilo sie
            dwa tygodnie wczesniej malutkie dziecko, nie napisalby tylu zimnych,
            pelnych wyrachowania slow na temat kobiety matki tego dziecka.
            Wiec albo jest socjopata pozbawionym uczuc, albo po prostu
            trollem/nastolatkiem cieszacym sie z pomyslu wzbudzenia takiego
            zainteresowania swoim bzdurnym watkiem.

            Niezle musi sie z nas wszystkich smiac w srodku.
            • kai_30 Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 16.03.09, 21:57
              derena33 napisała:

              > Zaden dorosly, dojrzaly, kochajacy mezczyzna ktoremu urodzilo sie
              > dwa tygodnie wczesniej malutkie dziecko, nie napisalby tylu zimnych,
              > pelnych wyrachowania slow na temat kobiety matki tego dziecka.

              dereno, nikt tu chyba nie ma co do tego wątpliwości. Poczytaj też inne
              wypowiedzi Krzysia - np na temat tego, że jak żona przytyje, to się z nią
              rozwiedzie. Bo to oszustwo jest, rozumiesz.
              • krzysztof-lis Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 16.03.09, 22:16
                > Poczytaj też inne wypowiedzi Krzysia - np na temat tego, że jak żona
                > przytyje, to się z nią rozwiedzie. Bo to oszustwo jest, rozumiesz.

                Czyli uważasz, że jeśli mąż po ślubie przestanie pracować i będzie oczekiwać, że
                żona go utrzyma
                • kai_30 Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 16.03.09, 23:45
                  krzysztof-lis napisał:

                  > > Poczytaj też inne wypowiedzi Krzysia - np na temat tego, że jak żona
                  > > przytyje, to się z nią rozwiedzie. Bo to oszustwo jest, rozumiesz.
                  >
                  > Czyli uważasz, że jeśli mąż po ślubie przestanie pracować i będzie oczekiwać, ż
                  > e
                  > żona go utrzyma
                  • krzysztof-lis Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 17.03.09, 19:46
                    > Ale - popraw mnie, jeśli się mylę - Twoja żona nie rzuciła pracy,
                    > tylko ją straciła, prawda? Podejmowała też próby zarobkowania, już
                    > będąc w ciąży, prawda?
                    > Pojechała do klientki 12 dni po porodzie, prawda? Gdzie tu
                    > oszustwo, bo jakoś nie widzę?

                    Jeśli rzeczywiście moja żona okaże się bierna i niechętna do pracy (tu była
                    kilka razy mowa, że może jej podoba się wizja siedzenia w domu i zajmowania się
                    nim), to właśnie będzie oszustwem.

                    > zaplanowałeś sobie, że jeszcze w czasie jej urlopu macierzyńskiego
                    > będziesz brał dwa dni urlopu w tygodniu, żeby ona w tym czasie
                    > jeździła do klientek, prawda? Otóż, Krzysztofie drogi - to jest
                    > oszustwo. Planowałeś oszukać budżet państwa. W czasie urlopu
                    > macierzyńskiego kobiecie NIE WOLNO pracować zarobkowo.

                    O ile mi wiadomo
                    • kai_30 Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 18.03.09, 00:08
                      krzysztof-lis napisał:

                      > > Ale - popraw mnie, jeśli się mylę - Twoja żona nie rzuciła pracy,
                      > > tylko ją straciła, prawda? Podejmowała też próby zarobkowania, już
                      > > będąc w ciąży, prawda?
                      > > Pojechała do klientki 12 dni po porodzie, prawda? Gdzie tu
                      > > oszustwo, bo jakoś nie widzę?
                      >
                      > Jeśli rzeczywiście moja żona okaże się bierna i niechętna do pracy (tu była
                      > kilka razy mowa, że może jej podoba się wizja siedzenia w domu i zajmowania się
                      > nim), to właśnie będzie oszustwem.

                      Szkoda, że najwyraźniej nie doczytałeś, co to jest oszustwo.

                      >
                      W czasie urlopu
                      > > macierzyńskiego kobiecie NIE WOLNO pracować zarobkowo.
                      >
                      > O ile mi wiadomo
                      • krzysztof-lis Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 18.03.09, 20:26
                        > Zapytajcie ponownie, podkreślając, że chodzi o _osobiste_ wykonywanie
                        > działalności. Kobieta może prowadzić działalność, oczywiście, ale
                        > faktury może wystawiać wyłącznie w sytuacji, gdy zatrudnia
                        > pracownika.

                        W ZUSie pytałem właśnie o taką sytuację
            • krzysztof-lis Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 16.03.09, 22:14
              > Wiec albo jest socjopata pozbawionym uczuc, albo po prostu
              > trollem/nastolatkiem cieszacym sie z pomyslu wzbudzenia takiego
              > zainteresowania swoim bzdurnym watkiem.

              Wychodzi na to, że jestem socjopatą. Jeśli przyjrzeć się definicji, która
              stanowi, że socjopatią jest m.in. "nierespektowanie podstawowych norm moralnych
              oraz wzorców zachowań w społeczeństwie" a za jedną z podstawowych norm moralnych
              w społeczeństwie przyjąć zasadę "kobieta siedzi w domu a mężczyzna na nią
              zarabia"
              • derena33 Re: autor.. albo troll, albo nudzacy sie nastolat 16.03.09, 23:51
                "Cechy charakterystyczne tego zjawiska / mowa o socjopatii/

                * brak sumienia i odpowiedzialności wobec innych
                * brak wstydu, poczucia winy i skruchy, osoby te nie są zdolne do
                głębokiej troski o drugiego człowieka
                * kontakty międzyludzkie są u socjopatów znikome, nastawione na
                eksplorację drugiej osoby
                * kłamliwość i manipulowanie jednostką, wykorzystywanie do własnych
                celów
                * nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na
                zaufanie, miłość i czułość; socjopata nie odbiera sygnałów z
                otoczenia, nie reaguje na przykłady innych, na to co jest normą"

                Mysle ze zacytowany przeze mnie opis zachowan socjopatycznych
                bardziej oddaje sedno zjawiska, ktore ciebie dotyczy a o ktorym
                pisalam.
        • ivoncja Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 21:33
          > > Ona też zasuwała - tylko niezgodnie z Twoją wizją.
          >
          > Zgadza się
          • krzysztof-lis Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 22:21
            > Moment...ty pracowałeś poza domem, a wszystkie obowiązki domowe
            > spadły na nią, ponieważ uważałeś, że skoro ona nie pracuje zawodowo,
            > nie masz obowiązku w niczym jej pomagać po pracy (to twoje słowa,
            > gdybyś zapomniał). Uważasz, że to nierówny podział, że miałeś
            > więcej na głowie niż ona??

            Tak. Chciałem byśmy obydwoje pracowali na ten dom
            • ivoncja Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 22:40
              > Nie wiem po co ten cudzysłów
              • krzysztof-lis Re: Ja jeszcze dodam... 16.03.09, 22:43
                > Sortuj sobie posty "od najnowszego", w ten sposób nie przeoczysz
                > żadnego.

                Dziękuję za sugestię, póki co przyzwyczaiłem się do oglądania wątków w formie
                drzewka.

                > Masz mocno wygórowane mniemanie o sobie.

                Nie do końca masz rację
    • arieta Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 01:14
      No i wyszedłeś na socjopatę, który nie kocha swojej żony, nie ma podstawowych wartości kwalifikujących go na fajnego człowieka, jest ogólnie do poprawki, a przynajmniej terapii:D:D:D No i pobiłeś rekord ilości odpowiedzi w wątku.

      Ja gratuluje szczerości, bez ironii, to serio wszystko co tu napisałeś to mi się wydaje szczere i nie przefiltrowane, przez to co myśleć należy, lub przez filtr: mysle tak, ale w zyciu sie ludziom/ sobie do tego nie przyznam.

      Mój maz tez mi np przyznal, ze jemu by super pasowalo, gdybym po pracy, gotowała, prala, sprzatala. Nie staral sie tego rozwiazania przeforsowac, ale mowil ze bylo by fajnie. Co mnie dziwilo, dlatego, ze ja nie czulabym sie szczesliwa, czujac ze jest niesprawiedliwie i np ze moj maz pracuje wiecej niz ja. Czulabym, ze go wykorzystuje. No ale on mi mowil, ze skoro ja bym tego sama chciala, to przeciez bylo by fajnie...:D Ludzie sie jednak roznia;)

      A dodajac moje kolejne trzy grosze do tego co tu juz powiedziano, to wyraze swoja watpliwosc, co do twojej pracy w domu. Super, byc panem swojego czasu, realizowac sie i byc niezaleznym od szefow itp (to by byly plusy takiego rozwiazania dla mnie). Ale ja bym sie na twoim miejscu obawiala, tego, ze zostane czlowiekiem wirtualnym, ktory sie w necie czuje bardziej zywy niz w nie netowym zyciu. Pewnie lepiej bys sie z zona juz wtedy mailami dogadal.

      Mowiac to mysle tez o sobie, jestem introwertykiem, ale celowo, ukladam sobie zycie tak by sie spotykac z ludzmi troche wiecej, niz by mi to pasowalo, bo im bardziej to kiedys robilam wg tego jak mi pasowalo, tym z tygodnia na tydzien mniej tego spotykania sie w ogole wychodzilo. A korzystne jest dla mnie jednak naciagac moje mozliwosci ilosci czasu jaki spedzam z ludzmi, bo widze, ze rozmowy z nimi(i to nie tylko na tzw. powazne tematy, ale takie zwykle lekkie rozmawianie tez) mi sluza. Robie sie bardziej optymistyczna i udaje mi sie wyjsc troche poza moje typowe myslenie, daje mi to inna perspektywe. To tylko w ramach przykladu.

      Wiec moze ty by nie zdziwaczec, zmien swoje cele tak by np czesc tego etatu domowego, zamienic, na taki gdzie masz regularnie kontakt z prawdziwymi ludzmi ..?
      • ladaco2 Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 08:12
        Zrezygnowałam z pracy w czerwcu ubiegłego roku. Z różnych przyczyn. Od tego
        czasu dom w całości utrzymuje mąż. Nie dostaję zasiłku, więc dochody generowane
        przeze mnie są niewielkie, by nie powiedzieć znikome. Czy jestem przez to
        człowiekiem o mniejszej wartości? nie sądzę. Tylko dla ludzi myślących za pomocą
        bardzo sztywnych schematów, by nie powiedzieć ograniczonych, o wartości
        człowieka stanowi jego dochód, pozycja w pracy, czy nawet osiągnięte wykształcenie.
        Zastanów się i napisz, co jeszcze decyduje o wartości człowieka, oprócz tu
        wymienionych rzeczy.
        A teraz przykład na temat ile czasu zajmuje dziecko. Moja siostra ma niespełna
        dwuletniąc córkę. 7.00 - mąż wychodząc do pracy przygotowuje jej śniadanie,
        siostra wstaje - bawi się z małą, myje ją, ubiera. 9.00 - śniadanko małej,
        które uprzednio trzeba przygotować, dziecko nakarmić, następnie posprzątać.
        10.00 spacer z dzieckiem do 12.00, na który trzeba dziecko ubrać, spakować
        zabawki i przekąskę, coś do picia do termosu, higiena, wyprowadzenie wózka, po
        powrocie, to samo tylko odwrotnie. 12.30 - przygotowanie obiadku dla małej,
        nakarmienie, higiena, usypianie. 14.00 - wstajemy i po jedzonku i higienie
        bawimy się dalej bądź idziemy na kolejny spacerek, 17.00 - wraca tata, zjada
        obiad i bawi się z córeczką (siostra ma czas na przegryzienie czegoś), 19.00 -
        wspólne kąpanie małej, kolacyjka i spać. 21.00 - mała nareszcie śpi i jest czas
        na dojedzenie obiadokolacji, posklejanie rozerwanych przez dzień książeczek,
        pozałatwianie rachunków przez internet, itd... Na razie siostra mieszka z
        rodzicami, ale wkrótce będzie musiała w to wcisnąć zakupy, pranie
        (posegregowanie brudnych rzeczy, wrzucenie ich do pralki, wyciągnięcie,
        rozwieszenie, pozbieranie - bez cyklu prania jakieś 30 min.) prasowanie
        (wyciągnięcie deski, żelazka, składanie, odkładanie do szaf - 60 min.),
        sprzątanie (włożenie naczyń do zmywarki, umycie tych, których się nie da włożyć,
        umycie podłogi, przetarcie innych powierzchni - 60 min.), zakupy (można na to
        poświęcić część spaceru, ale wypakowanie i poodkładanie to kolejnych 15 min.) i
        gotowanie (dla męża siebie i dziecka - przeciętny obiad to 1,5 - 2 godzin). To
        wszystko oprócz prania i prasowania (powiedzmy można to zrobić co drugi dzień)
        trzeba robić codziennie, wszystkie czynności odbiorą dziecku czas poświęcany do
        tej pory w całości jemu. Trudno. Przy wszystkich tych rzeczach trzeba myśleć
        równocześnie o tym, co robi dziecko - wypada z łóżeczka, zjada coś czego nie
        powinno, wywróciło się i płacze?, a może wkłada właśnie paluchy do kontaktu
        kiedy ty wkładasz pranie do pralki? W przypadku młodej mamy, karmiącej piersią
        dochodzi do tego ogólne wyczerpanie organizmu połogiem i karmieniem oraz brak
        snu. Nie daj Boże, żeby dziecko dostało kolki, było chore, czy choćby zaczęło
        ząbkować. Jeżeli mi powiesz, że to nie jest bardziej wyczerpujące niż
        jakakolwiek praca, to nie jesteś normalny. Zresztą opis zachowań socjopaty
        przytoczony tutaj pasuje do Ciebie tak, że mógłbyś być podręcznikowym
        przykładem. Nie dziwię się, że żona nic nie powiedziała po przeczytaniu tego
        wątku. Nie jest przyzwyczajona do tego byś słuchał i rozważał jej argumenty,
        więc po co to w jakikolwiek sposób komentować - żeby wywołać kolejną awanturę?
        Narazić się na kolejne wyrzuty? Potrafię sobie wyobrazić jak niskie poczucie
        własnej wartości musi mieć przy mężu będącym przekonanym, że człowiek znaczy
        tyle ile zarabia oraz, że jej praca w domu nie jest nic warta. Wiem jak to jest,
        kiedy ciągle najbliższa osoba mówi Ci, że jesteś głupi i zły. Po pewnym czasie
        zaczyna się w to po prostu wierzyć i jestem przekonana, że Twoja żona w to
        uwierzyła. Jedyna zmiana, która tu coś wniesie, to diametralne
        przewartościowanie Twojej postawy albo rozwód.
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 20:02
          > Tylko dla ludzi myślących za pomocą bardzo sztywnych schematów, by
          > nie powiedzieć ograniczonych, o wartości człowieka stanowi jego
          > dochód, pozycja w pracy, czy nawet osiągnięte wykształcenie.

          Nie ma się co okłamywać
        • kacpercio1 do ladaco2 06.05.09, 18:15
          100% racji ! ale czy on kiedyś przejży na oczy?
      • wysoki.brunet Słowo od faceta 17.03.09, 09:05
        Wygląda na to że jesteś wrażliwym i odpowiedzialnym facetem, wbrew temu co warczą te wszystkie atakujące cię wściekłe harpie racjonalizujące własne postępowanie. One nie mają pojęcia że ci faceci co nie mają odpowiedzialności i wrażliwości nie mają nawet takich wątpliwości ja Ty tylko migiem znajdują inną babkę przez którą są znów uwielbiani, na świeczniku i pierwszym miejscu i odchodzą od roszczeniowej jędzy której nawet nie che się bzykać. Atakowany spokojnie tłumaczysz swój punkt widzenia, nie reagujesz zawiścią, agresją i wycieczkami personalnymi. Może jesteś za miękki i okazujesz za mało zdecydowania jak na faceta który chce zapunktować w kobiecych oczach.
        Bujdy o robocie w domu przy jednym dziecku na pełen etat to kity jakich mało. To zależy od sfiksowanej skoncentrowanej na dziecku matki jak jest zorganizowana zafiksowana jedynie na dziecku. Moja siostra mająca teraz czwórkę dzieci zawsze kłóciła się o to z moją pierwszą zoną która patrzyła na każdy ruch dziecka i nie miała na nic czasu w domu, tym bardziej na męża. Przy takim podejściu przy piątce by sfiksowała. Ale to ich związek jest w centrum mimo czwórki dzieci.
        • vienetta Re: Słowo od faceta 17.03.09, 10:48
          hahahaha, przecież nasz założyciel tego wspaniałego wątku
          stwierdził, że jak żona nie pójdzie do pracy, to się rozwiedzie:),
          to ci odpowiedzialność za rodzinę... Ma swój punkt widzenia, ale to
          jest tylko jego punkt widzenia. Ile można razy powtarzać, że jego
          założenia życiowe są z gruntu fałszywe, bo ten chłopak jest po
          prostu za młody i nie ma pojęcia o życiu, a w dodatku pomimo tylu
          wpisów od osób zainteresowanych pomocą dla ich rodziny, nadal jak
          rzep kurczowo trzyma się tego samego. I tak od początku, jego
          załozenia życiowe i zdanie nie zmieniły się. I gdzie ta jego
          wrażliwość i odpowiedzialność? Chyba że wrażliwy jest na swoją
          krzywdę i odpowiedzialny za zrealizowanie wytyczonych przez siebie
          celów.
          Przy jednym dziecku jest czasami tyle co przy czwórce (ja mam
          troje), bo temu dziecku trzeba być i rodzicem i towarzystwem, a poza
          tym dzieci są różne. Czy ty wysoki brunecie masz dzieci i żonę, bo z
          twoich wypowiedzi wyciągnęłabym wniosek, że nie, a w dodatku masz
          mentalność singla, jak i Krzysztof.
        • krzysztof-lis Re: Słowo od faceta 17.03.09, 20:05
          > Może jesteś za miękki i okazujesz za mało zdecydowania jak na faceta
          > który chce zapunktować w kobiecych oczach

          Bo mi nie zależy na zapunktowaniu w oczach forumek, tylko na rozwiązaniu mojego
          problemu. :)

          Ciekawi mnie, co na ten temat napisaliby inni faceci. Dzięki za Twoją wypowiedź!
        • kacpercio1 Obłęd!!!!!!! 06.05.09, 18:25
          >Ale to ich związek jest w centrum mimo czwórki dzieci.

          A czy zauważyłeś aby autor miał jakieś problemy co do ważności
          związku nad opieką nad dziećmi?
          Chyba raczej na temat ważności kasy nad nią i dzieckiem.
          • krzysztof-lis Re: Obłęd!!!!!!! 06.05.09, 23:12
            > A czy zauważyłeś aby autor miał jakieś problemy co do ważności
            > związku nad opieką nad dziećmi?
            > Chyba raczej na temat ważności kasy nad nią i dzieckiem.

            Nie rozumiesz tego, co piszę, albo masz jakiś inny problem (może ktoś Cię
            skrzywdził i to zaburza Twoją ocenę). Gdyby kasa była dla mnie ważniejsza niż
            żona czy dziecko, dawno bym się z tego układu wykręcił.
            • kacpercio1 Re: Obłęd!!!!!!! 07.05.09, 08:03
              Sam napisałeś, że o tym myślałeś aby się rozwiesć, a takie myśli o
              rozwodzie to chyba nie bez powodu?
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 19:58
        > Super, byc panem swojego czasu, realizowac sie i byc niezaleznym
        > od szefow itp (to by byly plusy takiego rozwiazania dla mnie). Ale
        > ja bym sie na twoim miejscu obawiala, tego, ze zostane czlowiekiem
        > wirtualnym, ktory sie w necie czuje bardziej zywy niz w nie netowym
        > zyciu.

        Nigdy nie byłem bardzo towarzyski w realu, więc by mi to specjalnie nie
        przeszkadzało. Ale będąc świadom tego, że grozi mi kompletne zdziwaczenie
        poszedłbym za parę lat gdzieś do hobbystycznej pracy. Nauczycielem mógłbym być. :)
      • zlosnica100 Re: całe życie na mojej głowie 20.03.09, 15:11
        Ludzie maja różne osobowosci, charaktery i ambicje.
        Mimo iz napisales mi wczesniej ze nie zakładasz ze żona nie zmieni
        swojej postawy, to ja sadze ze jednak teraz naprawde jest sobą.
        Znam wiele kobiet ktore mimo ciazy i porodu sa bardzo aktywne, wrecz
        trzeba je stopować i nakierowywać na większą "koncentracje" na
        dziecku a nie tylko "rodzinnym" biznesie i znam takie jak twoja
        zona, znam tez takie ktore zachowuja sie optymalnie i rozsądnie.
        Oczekujesz od żony smykałki do biznesu i biznesowego myslenia, ale
        to nierealne- bo kase robia Ci co to kochaja i wrecz żyją pracą.
        Wasze ustalenia nic tu nie zmienia.
        To tak jakbys mi kazal wstawac o 10 rano i klasc sie po połnocy, a
        ja zdecydowanie skowronek i zasypiam o 22 a wstaje o 6.Natury nie
        zmienisz.
        • marianka_marianka czytam i czytam 20.03.09, 15:33
          i dochodzę do jednego (słusznego ?) wniosku:
          Rozminąłeś się z żoną w kwestii pojęcia współodpowiedzialności w małżeństwie.
          Znając Twoje zamiłowanie do rozmieniania się na drobne, wyłuszczyłeś wszystko punkt po punkcie żonie, a Ona się z Twoim planem na życie w 100% zgodziła.
          A od kilkunastu miesięcy unika tematu, nie wykazując najmniejszych chęci (Twoim zdaniem) do aktywności w kierunku wypełniania planu.

          Sytuacja może ulec zmianie na zadowalającą Cię po pewnym czasie, ale może też być tak jak jest, a nawet gorzej.

          Ja widzę tylko jeden problem - nie dopasowaliście się w kilku najważniejszych kwestiach dotyczących wspólnego życia. To jest i będzie powodem frustracji.
          Piszesz z Twojego punktu widzenia i wszyscy, którzy odpowiedzieli na Twoją prośbę tak właściwie nie znają wizji na życie Twojej żony. Ani wcześniejszej, ani aktualnej, ani przyszłej.
          Niestety Twój opis to tylko Twoja subiektywna opinia o żonie.
          I dlatego trudno jest wyrokować, czy coś się zmieni w podejściu żony.
          Myślę, że to rozumiesz.
          Zupełnie inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby Twoja żona napisała taki wątek.
          • krzysztof-lis Re: czytam i czytam 20.03.09, 17:59
            > i dochodzę do jednego (słusznego ?) wniosku:
            > Rozminąłeś się z żoną w kwestii pojęcia współodpowiedzialności w
            > małżeństwie.

            Nie sądzę.

            Żona zawsze buntowała się przed powieleniem modelu własnych rodziców, w którym
            pracują zawodowo obydwoje a domem zajmuje się teściowa.
            Bardzo za to podobał się jej model moich rodziców, którzy obydwoje pracują ale
            też obydwoje gotują, sprzątają, zmywają naczynia i tak dalej.

            Może to oczywiście oznaczać, że jej postawa oznaczała tylko wybór lepszego z
            tych dwóch niewygodnych modeli a tak naprawdę chciałaby tylko zajmować się domem.

            > Piszesz z Twojego punktu widzenia i wszyscy, którzy odpowiedzieli
            > na Twoją prośbę tak właściwie nie znają wizji na życie Twojej
            > żony. Ani wcześniejszej, ani aktualnej, ani przyszłej.
            > Niestety Twój opis to tylko Twoja subiektywna opinia o żonie.

            Zgadza się. Żona stwierdziła, że nie chce bym opisywał tu jej przemyślenia po
            przeczytaniu wątku (mnie ich też nie zdradziła), ale spróbuję ją jeszcze przekonać.

            > Zupełnie inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby Twoja żona napisała
            > taki wątek.

            Inaczej na pewno pod tym względem, że nie zostałaby aż tak bardzo zbluzgana, jak
            ja. :)
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 20.03.09, 17:55
          > Mimo iz napisales mi wczesniej ze nie zakładasz ze żona nie zmieni
          > swojej postawy, to ja sadze ze jednak teraz naprawde jest sobą.

          Jest taka możliwość, mam nadzieję, że jednak się mylisz w tej ocenie. :)

          > Oczekujesz od żony smykałki do biznesu i biznesowego myslenia, ale
          > to nierealne- bo kase robia Ci co to kochaja i wrecz żyją pracą.

          Oczekuję choć minimalnego zapału, albo poczucia obowiązku, które na niej wymusi
          aktywność zawodową. Zapału nie ma, to widzę. Więc pozostało mi chyba tylko
          poczucie obowiązku.

          > Wasze ustalenia nic tu nie zmienia.

          Nie, ale dają mi moralne prawo do rozwiedzenia się z żoną.
    • suger_mouse dodam jeszcze... 17.03.09, 10:48
      > Ja do pracy wychodzę ok. 6:40. Żona wstawała dobre kilka godzin później, między
      > 9 a 10 rano. Po moim powrocie z pracy podawała mi obiad. Pozostałe obowiązki
      > domowe zajmowały jej w ciągu popołudnia maksymalnie godzinę. Jednocześnie miała
      > czas, by oglądać seriale i siedzieć przy komputerze.
      >
      > Wynika z tego prosto, że ona na "pracę w domu" poświęcała znacznie mniej czasu,
      > niż ja na pracę i dojazdy.

      Ale ona była w ciąży. W tym stanie większość kobiet męczą różne dolegliwości, o
      czym powinieneś wiedzieć. Do tego brzuch ciąży, i trzeba uważać, żeby się nie
      przedźwigać z zakupami, żeby np. nie spaść z krzesła przy wieszaniu firanek. Nie
      uważasz, że z tego powodu należała się Twojej żonie jakaś taryfa ulgowa? Czy ona
      tak do końca przy Tobie skakała? - w dziewiątym miesiącu, z ogromnym brzuchem,
      prawdopodobnie opuchniętymi nogami i bolącym kręgosłupem, podtykała Ci obiadki i
      świeże koszule, i szorowała po Tobie kibel? I Ty jeszcze twierdzisz, że Ty taki
      pracuś, a ona jest nierobem?

      A co do jej długiego spania - o tym również powinieneś wiedzieć, że kobiety w
      ciąży zazwyczaj źle sypiają (kopniaczki dziecka, potrzeba biegania do toalety co
      pół godziny, zgaga, itp.). Więc możliwe, że Ty do tej szóstej wysypiałeś się
      równie dobrze jak ona do dziesiątej. Ale Ty jej kazałeś wstawać o ósmej, żeby za
      dobrze nie miała, co?

      Wiesz, zazwyczaj nie lubię sytuacji, kiedy wszyscy jak jeden mąż najeżdżają na
      autora wątku. Ale w tym przypadku, moje przedmówczynie mają 100 proc. racji.
      Dlaczego nie chcesz przemyśleć tego, co tyle osób Ci napisało?
      • krzysztof-lis Re: dodam jeszcze... 17.03.09, 20:12
        > Ale ona była w ciąży. W tym stanie większość kobiet męczą różne
        > dolegliwości, o czym powinieneś wiedzieć.

        Rozumiem, że to Ty byłaś lekarzem prowadzącym ciążę mojej żony i wiesz
        najlepiej, jaki był jej stan?

        Czy tylko tak sobie zgadujesz?

        > A co do jej długiego spania - o tym również powinieneś wiedzieć,
        > że kobiety w ciąży zazwyczaj źle sypiają (kopniaczki dziecka,
        > potrzeba biegania do toalety co pół godziny, zgaga, itp.). Więc
        > możliwe, że Ty do tej szóstej wysypiałeś się równie dobrze jak ona
        > do dziesiątej.

        Ona od zawsze najchętniej śpi "od dziesiątej do dziesiątej". Ale jeśli chcesz to
        tłumaczyć kopniakami dziecka
    • emag1 Konsumpcja, konsumpcja 17.03.09, 11:16
      a ja bym Wam proponowala (biorac pod uwage Wasz bardzo mlody wiek)
      zostawic dizecko u dizadkow, pojsc na impreze, porzadnie sie
      nawalic, radosnie przelezec w lozku kaca, a nastepnego dnia
      wygrzebac w internecie jakies fajne miesce do ktorego wyniesiecie
      sie na zawsze.
      Gdzies gdzie bedzie cieplej i lepiej. moze kupcie lodz i wyplyncie w
      rejs zakotwiczcie sie w Australii i zyjcie sobie tam szczesliwie na
      wieki wiekow.

      Czlowieku, luuz.
    • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 14:41
      I jeszcze jedno, Krzysiu...
      > Zakupy do domu (żywnościowe) robi bez specjalnego pomysłu co kończy się tym,
      > że sporo z lodówki rzeczy później wywalamy, bo nie nadają się do zjedzenia.
      > Wywalalibyśmy więcej, bo żona ma wstręt przed jedzeniem czegoś po terminie
      > ważności, ale ja jestem szczęśliwie odporniejszy. ;)

      Powinieneś to sformułować zgodnie z prawdą: Żona szczęśliwie ma na tyle rozumu,
      że nie zjada przeterminowanych produktów, ja jestem skąpy i żal mi wyrzucać,
      najwyżej się obsram po pachy albo wyląduję w szpitalu z zatruciem.
      • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 14:44
        Za szybko enter...
        Twoja żona jest jeszcze młodą i niedoświadczoną gospodynią, może weź zakupy na
        swoją "biedną" głowę albo róbcie to razem. Wyślij ją na forum "Oszczędzamy",
        znajdzie tam mnóstwo przydatnych pomysłów na dobre zakupy i wykorzystanie produktów.
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 20:15
          > Twoja żona jest jeszcze młodą i niedoświadczoną gospodynią, może weź
          > zakupy na swoją "biedną" głowę albo róbcie to razem.

          Dlatego wymyśliłem pomysł z listą dla zakupów powyżej 20 PLN.

          Zakupy mógłbym oczywiście robić ja, ale szkoda mi na nie mojego wolnego czasu.

      • aiczka Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 14:49
        > Powinieneś to sformułować zgodnie z prawdą: Żona szczęśliwie ma na tyle rozumu,
        > że nie zjada przeterminowanych produktów, ja jestem skąpy i żal mi wyrzucać,

        Tu mogę tylko podać linka: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28680&w=92594766
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 20:13
        > Powinieneś to sformułować zgodnie z prawdą: Żona szczęśliwie ma na
        > tyle rozumu, że nie zjada przeterminowanych produktów, ja jestem
        > skąpy i żal mi wyrzucać, najwyżej się obsram po pachy albo
        > wyląduję w szpitalu z zatruciem.

        Jakbym się kiedykolwiek obsrał po pachy, to bym się martwił. Rzecz w tym, że
        jestem leniwy i nie chce mi się czegoś zrobić a nie w tym, że jestem skąpy i nie
        chce mi się kupić czegoś świeżego.

        A żona nie jada również rzeczy, które do terminu przydatności się zbliżają. To
        też jest dowodem jej rozumu?
    • kicia031 po co wy sie wysilacie, ludzie 17.03.09, 20:58
      kiedy:

      I wiem już, że większość tu wypowiedzi jest z gruntu błędna, bo
      odnosi się do błędnych założeń lub błędnej oceny sytuacji.
      • krzysztof-lis Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 17.03.09, 21:10
        kicia031 napisała:

        Ty mi jesteś winna przeprosiny. Ja wciąż czekam.
        • kicia031 Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 17.03.09, 21:16
          Ty mi jesteś winna przeprosiny.

          Przelicz to na stracone z powodu ciazy dochody.
          • krzysztof-lis Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 17.03.09, 22:12
            > > Ty mi jesteś winna przeprosiny.
            >
            > Przelicz to na stracone z powodu ciazy dochody

            kiciu031, po prostu wycofaj się z tego, co napisałaś tutaj:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=92636471
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=92648455
            z użyciem słowa "przepraszam" i zapomnimy o sprawie...
            • dorula114 Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 17.03.09, 22:51
              A jak ty to robiłeś, że żonę budziłeś o ósmej i kazałeś jej wstać,
              skoro byłeś wtedy w pracy??? Przyjeżdżałeś, żeby wyrzucić Ją z łóżka
              i wracałeś? Coś kręcisz. Cały twój wątek to wytwór chorej wyobrazni.
              Żona czytała te teksty i nic nie powiedziała? A Ona niemowa, czy co?
              Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz.
              • vienetta Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 18.03.09, 09:24
                hahahahaha, ale jazda....:)
                A jak to czytałam, to przyszedł mi pomysł na biznes, ale wybaczcie,
                że się nie podzielę:)
                • songo3000 Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 29.03.09, 14:00
                  Ojej, czyżby twój trolowski czas nie jest jednak aż tak cenny co by go przeznaczać na ten watek ja to deklarowałaś trochę wyżej... No tak, pewnie 'kryzys' strasznie obniżył jego wartość. Szkoda, na szczęście masz pomysła na 'biznes' to się odkujesz. Pytanie tylko kto znów za to zapłaci, hehe.
              • krzysztof-lis Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 18.03.09, 20:22
                > A jak ty to robiłeś, że żonę budziłeś o ósmej i kazałeś jej wstać,
                > skoro byłeś wtedy w pracy???

                Czepiałem się, gdy wiedziałem, że wstała później.
                Czasem dzwoniłem.

                > Cały twój wątek to wytwór chorej wyobrazni.
                > Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz.

                Udowodnij...

                > Żona czytała te teksty i nic nie powiedziała? A Ona niemowa, czy
                > co?

                Przeczytała wątek ze trzy dni temu. Gdy zapytałem co o nim myśli po to, by to
                Wam tu napisać, odpowiedziała, że nie ma ochoty się dzielić swoimi
                przemyśleniami na forum.

            • uli Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 18.03.09, 13:13
              Nie jest ci głupio robić z siebie takiego błazna? Szanuj się, to może inni też
              zaczną.
              • krzysztof-lis Re: po co wy sie wysilacie, ludzie 18.03.09, 20:32
                > Nie jest ci głupio robić z siebie takiego błazna? Szanuj się, to
                > może inni też zaczną.

                Wystarczy, żeby dyskutując ze mną nie wkładali mi do ust słów, których nigdy nie
                wypowiedziałem.
                • ziuta2040 skad Ty masz tyle czasu? 18.03.09, 21:31
                  jak moja prawie roczna już córcia miała dwa, trzy tyg. nie miałam
                  czasu TYLE siedzieć przy kompie, mój mąż też.
                  ale widocznie Twoja żona Cię wyręcza we wszystkim w domu, wiec
                  siedzisz sobie i bzdury piszesz nie wiadomo po co.
                  siebie przekonujesz do swoich nieracjonalnych oczekiwań od
                  życia.powodzenia.
                  • krzysztof-lis Re: skad Ty masz tyle czasu? 18.03.09, 21:44
                    > jak moja prawie roczna już córcia miała dwa, trzy tyg. nie miałam
                    > czasu TYLE siedzieć przy kompie, mój mąż też.

                    No dobrze, to co ja mam zrobić, skoro dziecko śpi a i dom nie wymaga żadnej
                    pracy ode mnie? Mam sobie na siłę znaleźć robotę tylko po to, by Wam tu na forum
                    nie przeszkadzać?
    • u_brzoska Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 22:17
      przeczytalam cala dyskusje i jestem przerazona.
      Krzysztofie-lisie,
      czy ty zone kochasz? Powiem ci jak ja to widze. Wyglada mi na to, ze zycie cie przeroslo. Byla sobie milosc (jak mniemam), zauroczenie dzieciakow, potem nagle ciaza, zrobilo sie powaznie, zona pewnie byla zmecvzona, marudna, cala fizjologia ciazy jest dla kobiety trudna, dla faceta niegotowego na nia rowiez. Potem porod i co - placzace dziecko, zmeczona zona, pewnie i figura nie wrocila po tych 12 dniach... Generelnie rozczarowanie. Generalnie zycie. I na dodatek okazalo sie ze zona nie zarabia wcale lub bardzo malo, ze nie ma ochoty na podtrzymywanie kontaktow zawodowych...
      Niby macie wystarczajaco pieniedzy. Ale jednoczesnie za malo. Niby wystarcza, ale 5000 wiecej mile wifdziane. Jesli nie zweryfikowales planow zony co do wysokich zarobkow przy tipsach, moze powinienes miec pretensje do siebie? Chcesz realizowac plany. Ale czy te plany zakladaly przyjscie na swiat dziecka? Bo wiesz, narodziny dziecka to nie taka prosta sprawa jak zakup kapci jednorazowych z automatu przyszpitalnego. Czlowiek, kobieta - nie maszyna. Ciaza, polog to strasznie skomplikowane procesy, obciazajace niewiarygodnie organizm. A dziecko ma jednak troche wieksze wymagania i potrzeby niz spac/jesc/przewinac. Opiekunka matki nie zastapi, nie ludz sie. Mysle ze juz wkrotce sie o tym przekonasz.
      Straszliwie punktujesz zone za kase. Malzenstwo to nie konto ksiegowe, winien/ma nie zdaje egzaminu na dluzsza mete. Utrzymujesz rodzine, bo taka teraz twoja rola. Bo splodziles dziecko i jak swiat swiatem kobiety po porodzie z reguly bardzo pragna zajmowac sie glownie dzieckiem. Jak bedziesz tak zone dalej wspieral to wroze jej depresje poporodowa. I wspolczuje jej bardzo.
      Moim zdaniem:
      -nie kochasz zony
      -drazni cie przyjscie na swiat dziecka i zmiany jakie to wnioslo

      Boze, dzieki ci za mojego meza.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 22:55
        > czy ty zone kochasz?

        Naturalnie.

        Gdyby było inaczej, nie zawracałbym Wam głowy i nie marnował swojego czasu na
        szukanie metody na skłonienie żony do zmiany postawy. Wtedy bym się po prostu
        rozwiódł.

        > Niby macie wystarczajaco pieniedzy.

        Na życie starczy. Na odkładanie minimalnej ilości pieniędzy też. Na poważniejsze
        inwestycje
        • aluniaa Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 23:30
          A mnie zapaliło się światełko kiedy zaczęłam czytać wątek. Ten cały opis
          sytuacji taki wypunktowany i ułożony. Ludzie,albo to troll, albo ratuj się
          kobieto bo on cię zniszczy.
          ps. nie dałam rady przeczytać wszystkiego. Straciłam cierpliwość do tego
          wyliczonego księgowego. Pozdrawiam wszystkich
        • u_brzoska Re: całe życie na mojej głowie 19.03.09, 00:20
          krzysztof-lis napisał:


          > Naturalnie.
          >
          > Gdyby było inaczej, nie zawracałbym Wam głowy i nie marnował swojego czasu na
          > szukanie metody na skłonienie żony do zmiany postawy. Wtedy bym się po prostu
          > rozwiódł.
          Pytasz o rade bo ci niewygodnie, cos cie uwiera. Rozwod nie jest "po prostu", a poza tym przy twojej sklonnosci do liczenia prawdopodobnie uznalbys, ze ci sie to nie oplaca.


          > Na życie starczy. Na odkładanie minimalnej ilości pieniędzy też. Na poważniejsz
          > e
          > inwestycje
          • ladaco2 Re: całe życie na mojej głowie 19.03.09, 08:29
            To prawdopodobnie mój ostatni wpis w tym wątku. Mam wrażenie, że Krzysiu założył
            ten temat po to tylko, żeby pogłaskać swoje ego. że niby taki rozsądny,
            rozumiejący i chcący szukać rozwiązań. No i bardzo mu pochlebia długość tego
            wątku. Więc ja go już nie będę przedłużać.
            Podsumuję tylko:
            Cała ta chęć zrozumienia i szukania rozwiązania jest tylko na niby. Krzysiu ma
            swoje zdanie, swoje plany i za nic na świecie ich nie zmieni. Czasem się waha -
            nie wie czego chce, a może budzą się w nim resztki sumienia? Raz pisze, że na
            wychowawczy miał iść on, żeby mógł rozwijać własną działalność, raz znowu, że
            ten, który będzie mniej zarabiał... Wszystkie sugestie dotyczące rozwiązania
            problemu braku aktywności żony odrzuca twierdząc, że wypowiadające się osoby
            wchodzą z błędnych założeń i błędnej oceny sytuacji.
            Ja jeszcze raz na koniec napiszę - życie mnie nauczyło, że żeby rozwiązać jakiś
            problem trzeba znaleźć jego przyczynę. Teraz mamy problem - mało aktywna żona.
            Zadajame pytanie - dlaczego mało aktywna? a) była taka zawsze, tylko chcąc
            zaimponować najukochańszemu facetowi na świecie przytakiwała mu, rozwijała jego
            myśli i pomysły, chciała się czuć taka jak on, bo on imponował swoją domniemaną
            odpowiedzialnością, planowaniem, rozsądkiem, zorganizowaniem. sama w gruncie
            rzeczy należy jednak do osób biernych. Czy można jej teraz zarzucać, że nie
            powiedziała tego od początku, czy można jej zarzucać oszustwo? Nie, bo kiedy
            akceptowała Krzyśkowe plany, kiedy chciała stworzyć wrażenie siebie jako
            aktywnej naprawdę w to wierzyła. POtem przyszła rzeczywistość i po prostu,
            zwyczajnie ją przerosła. Okazało się, że co innego - wierzyć, że się jest
            aktywną a co innego być aktywną. Szczególnie, że niewątpliwie bycie aktywną przy
            człowieku nieprzemakalnym na argumenty jest osiągnięciem nadludzkim. b)żona jest
            aktywna i potwierdzanie poglądów Krzyśka było u niej faktycznie szczere. Jest
            również młoda i kiedy straciła pracę a potem przyszła ciąża cała jej aktywność
            skupiła się na dziecku. (Urodziłam dziecko będąc w jej wieku i wiem, że podczas
            ciąży i po porodzie cała moja uwaga była skupiona na rozwijającym się we mnie a
            potem poza mną maleństwie. Z największym tylko wysiłkiem udało mi się zamknąć
            rok na studiach). Następnie cały jej świat się przewartościował - pojawił się
            synek, które jest centrum kosmosu. Natura to tak urządziła, że w tym kosmosie na
            bardzo dalekich pozycjach jest teraz zarabianie przez nią pieniędzy, dbanie o
            męża itd... Czemu o tym nie powie? Po pierwsze dlatego, że może sama nie zdawać
            sobie z tego sprawy, po drugie, że w ciągu czasu spędzonego z mężem na
            awanturach nauczyła się, że sprzeciw powoduje tylko potop ironii, sarkazmu,
            czepiania się słówek i niewiele argumentów, z którymi da się dyskutować.
            Przycupnęła więc z boku i stara się przeczekać. W myśl zasady "Niech będzie jak
            chcesz, tylko daj mi spokój". Odpowiadając na pytanie - która z tych możliwości
            jest prawdziwa - odpowiemy na pytanie jak zaktywizować żonę. Niezależnie od tego
            jednak na pewno pomoże odbudowanie w niej poczucia pewności siebie i własnej
            wartości. Tego jednak Krzysiu nasz słuchać nie chce.
            Puszczam teraz wodze fantazji i odwracam sytuację. żona Krzysia dobrze zarabia i
            zachodzi w ciążę. Krzysiu traci w tym czasie pracę i choć próbuje coś tam
            rozkręcać, nie bardzo mu to wychodzi. żona podejmuje decyzję, że rodzi dziecko i
            wraca do pracy, natychmiast po urodzeniu (czyli 6 tygodni). No i dzieje się tak,
            że Krzysiu zostaje z półtora miesięcznym dzieckiem w domu. Mały budzi się w
            nocy dwa razy o 12 i o 2.30 na karmienie. Trzeba wstać, przygotować butelkę,
            nakarmić, poczekać aż się odbije. Dwie godziny snu wyjęte. Chciałoby się pospać
            rano, ale - maluch już od 7 (to jednak dobre dziecko) domaga się jedzenia i
            uwagi. I tak co dwie godziny, w tym spacer, zakupy, gotowanie obiadu i pranie.
            żona przecież pracuje, więc nie będzie tego robić. Po przyjściu do domu ma prawo
            oczekiwać, że dostanie obiad na stół i buziaka na przywitanie. Chce chociaż
            godziny spokoju po pracy na spokojne wypicie herbaty - należy się jej jak psu
            buda, bo haruje na całą rodzinę po 10 godzin!Owszem, wieczorem pomoże przy
            kąpaniu i układaniu małego spać, ale potem chciałaby się kochać - pięknie - z
            grą wstępną, świeczkami, przyjemną muzyką, nastrojem i kieliszkiem wina. Mąż
            pada na twarz? jak może? Nie wolno mu - jej się przecież należy! trochę czułości
            po tym jak się zaharowuje dla rodziny!Oprócz tego ma prawo wymagać, żeby
            nareszcie poszukał sobie jakiejś pracy, albo rozkręcił nareszcie tę swoją firmę.
            Ot równouprawnienie! Hulaj dusza, piekła nie ma!

            Na koniec życzę Ci Krzysiu jeszcze wielu forumowiczek, które swoją wypowiedzą
            przedłużą ten wątek, przedłużając:) Twoje "ego"
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 19.03.09, 18:57
              > No i bardzo mu pochlebia długość tego wątku.

              Zdaje Ci się.

              > Raz pisze, że na wychowawczy miał iść on, żeby mógł rozwijać własną
              > działalność, raz znowu, że ten, który będzie mniej zarabiał...

              Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę na ten fakt, że moja żona miała zarabiać więcej,
              niż ja. Wtedy na urlop wychowawczy poszedłbym ja, bo to ja bym mniej zarabiał.

              > Wszystkie sugestie dotyczące rozwiązania problemu braku aktywności
              > żony odrzuca twierdząc, że wypowiadające się osoby wchodzą z
              > błędnych założeń i błędnej oceny sytuacji.

              Jeśli "sugestiami rozwiązania problemu" nazywasz propozycje, bym ten problem
              zaakceptował i zmienił swoje nastawienie, to rzeczywiście je odrzucam.

              > Czy można jej teraz zarzucać, że nie powiedziała tego od początku,
              > czy można jej zarzucać oszustwo?

              Czy to coś zmienia? Jak facet szczerze obieca wierność a potem zdradzi będzie
              osądzony równie surowo jak ten, który wierność obiecał nieszczerze i później
              zdradził.

              > Następnie cały jej świat się przewartościował - pojawił się
              > synek, które jest centrum kosmosu.

              Przypominam, że ta zmiana z fazy "aktywnej" na "bierną" (o ile miała miejsce)
              nastąpiła zanim żona zaszła w ciążę. Nie można tego więc uzasadnić urodzeniem
              się dziecka.

              > Przycupnęła więc z boku i stara się przeczekać. W myśl zasady
              > "Niech będzie jak chcesz, tylko daj mi spokój".

              Jeśli dam jej spokój, nie będzie tak, jak chcę.

              > Puszczam teraz wodze fantazji i odwracam sytuację.

              Gdybyś miała zamiar odwrócić sytuację, ja straciłbym pracę 14 miesięcy przed
              urodzeniem dziecka. I przez ten czas niespecjalnie chciałbym tej pracy szukać.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 19.03.09, 19:06
            > Pytasz o rade bo ci niewygodnie, cos cie uwiera.

            Zgadza się.

            Coś mnie uwiera, nie potrafię sobie z tym poradzić, więc szukam pomocy.

            Gdybym zaś żony nie kochał, to bym się z nią rozwiódł.

            > Rozwod nie jest "po prostu", a poza tym przy twojej sklonnosci do
            > liczenia prawdopodobnie uznalbys, ze ci sie to nie oplaca.

            Nie wiem, na jakiej podstawie zasądzane są alimenty, więc nie wiem, czy by mi
            się to opłaciło.

            Wiem natomiast, że bardziej opłaciłoby mi się nieposiadanie żony bo w sensie
            finansowym jest ona dla mnie tylko obciążeniem. Gdybym więc jej nie kochał,
            rozwiódłbym się.

            > Zycie to nie tylko 14 miesiecy ktore macie za soba. To rowniez
            > prawdopodobne 40 nastepnych lat. Oczekujesz ze dokonasz wszystkich
            > wielkich inwestycji swego zycia przed 30tka?

            Oczekuję, że przed 30-tką będę zarabiać w internecie na tyle dużo, by móc nie
            pracować. Założyłem pułap 5 000 PLN netto miesięcznie. Reszta celów do
            osiągnięcia nie ma wyznaczonego terminu.

            Tu naprawdę nie chodzi o to, by za wszelką cenę i jak najszybciej zbudować ten
            dom czy się wzbogacić. Chodzi o to, by w ogóle było to możliwe
            • 3-mamuska Re: całe życie na mojej głowie 20.03.09, 14:23
              zona nic nie powiedziala no bo co miala powiedziec wstyd jej ze wkopala sie w
              zycie z takim czlowiekiem ,
              Jeśli dam jej spokój, nie będzie tak, jak chcę.twoje slowa, naprawde piszesz ja
              chce domu, ja chce pracy zony ,ja chce siedziec z dzieckiem i robic strony
              (totalan bzdura przy malym dziecku)ja chce zeby ona sie zmienila, ja chce i chce
              tylko ze ona tego nie chcesz, a im bardziej bedziesz ja gnebil i marudzil tym
              bardziej ja zniechecisz, wygurwoana ambicja cudzym kosztem chcesz domu to
              zapychaj do pracy ,bo jesli ona nie zechce nigdy nie wroci bo pracy, a ciebie
              bedzie karmic postymi obietnicami (za za pol roku lub rok albo jak odchowa 3
              dziecko) ,ktore chcesz uslyszec,jesli ja przysisniesz zajdzie znow w ciaze i
              znow zeby miec wymowke jestes glupi ze tego nie widzisz twoja chce kontroli nad
              jej zyciem zmusza ja do tego i jestes sam sobie winnien,
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 20.03.09, 17:53
                > zona nic nie powiedziala no bo co miala powiedziec wstyd jej ze
                > wkopala sie w zycie z takim czlowiekiem ,

                Czy to normalna wśród żon metoda wyjaśniania różnic zdań z małżonkiem? Bo któryś
                z kolei raz czytam usprawiedliwienie tego, że żona nic nie mówiła.

                > wygurwoana ambicja cudzym kosztem

                Ja bym powiedział raczej, że problemem jest brak ambicji (żony) moim kosztem.

                > chcesz domu to zapychaj do pracy ,bo jesli ona nie zechce nigdy
                > nie wroci bo pracy, a ciebie bedzie karmic postymi obietnicami (za
                > za pol roku lub rok albo jak odchowa 3 dziecko) ,ktore chcesz
                > uslyszec,

                Niee, tak na pewno to wyglądać nie będzie. :)

                > jesli ja przysisniesz zajdzie znow w ciaze i znow zeby miec wymowke

                Ja już się postaram, żeby nie zaszła. :D Ale dziękuję za ostrzeżenie.

                > jestes glupi ze tego nie widzisz twoja chce kontroli nad jej
                > zyciem zmusza ja do tego i jestes sam sobie winnien,

                Nie wydaje mi się, bym sam był sobie winien. Będę sobie winien, gdy pozostawię
                sytuację samej sobie. Na razie staram się ją jeszcze zmienić.
      • magdalenka77 Słowo od inżyniera (kobiety) 20.03.09, 16:26
        Też lubie wszystko mieć zaplanowane, wiedzieć konkretnie na czym
        stoję. Rozumiem, że tak naprawdę nie jest najistotniejsza ta kwota,
        którą mogliwyście mieć już odłożoną, ale to, że nie chciałbyś, żeby
        tak wyglądało Wasze wspólne życie dalej?

        Moje przemyślenia w Twoim temacie są takie (o ile Cię interesują):

        1. Wiek i plany: W wieku 22, a nawet 25 lat najczęściej nie można
        jednoznacznie powiedzieć, że ma się dokładnie taką, a nie inną wizję
        przyszłości, siebie, rodziny. Są rzadkie wyjątki (możliwe, że Ty),
        ale Twoja żona raczej do nich nie należy. Co gorsza - taka wizja
        przyszłości może się zmieniać, nawet co kilka lat (w zależności od
        osobnika).
        Ja osobiście miałam sporo zaplanowane, głównie asekuracyjnie, czyli
        najpierw studia, potem praca i zapewnienie mieszkania, a potem jak
        okrzepniemy finansowo, to dzieci. Pracę mam etatową i naprawdę jest
        świetna. Myślałam zawsze, że nie jestem typem rodzinnym i nie
        potrafię żyć bez pracy, ale ostatnio (dzieci 2 i 4 lata) coraz
        bardziej mnie to nuży i w sumie chyba nie dotrwam jako wzorowy
        pracownik do emerytury :-)
        Oczywiście wszystko robimy w porozumieniu z mężem, bo mając dzieci
        nie możemy sobie pozwolić na różne spontaniczne decyzje, żeby ich
        skutki nie dotknęły dzieci (teraz czy za kilka lat).

        2. Ciąża i dzieci: Ciąża to naprawdę taki szczególny czas, że mimo
        iż pozornie przebiega bezproblemowo, to dla organizmu jest to
        koszmarny wysiłek: wzrasta zapotrzebowanie na sen (np. z 8 do 10-11
        godzin na dobę), hormony powodują rozluźnianie mięśni (może wiele
        rzeczy "lecieć" z rąk), sa kłopoty z utrzymaniem równowagi, pod
        koniec przeszkadza brzuch, ciężko jest oddychać (powiększająca się
        macica z dzieckiem miażdży 24h/dobę wszystkie inne narządy w jamie
        brzusznej, w tym płuca, żołądek, pęcherz).
        W ciąży i po urodzeniu dziecka zawirowania hormonalne są tak silne,
        że matka (nawet ta najmocniej stąpająca dotąd po ziemi) cała
        ukierunkowuje się na dziecko. Do tego może mieć swoje humory i
        trzeba to ze stoickim spokojem przeczekać (chwała mojemu mężowi!).
        Ja miałam takie myśli (w sumie całkiem racjonalne :-) ), że "nie po
        to przez te 9 miesięcy tak się męczyłam i do tego ten poród i połóg,
        żeby teraz pozwolić, żeby tej maleńkiej bezbronnej istotce coś się
        stało". A potem to już szło coraz dalej ("nie po to do tej pory...").

        Każdej matce (no prawie) prędzej czy późnej wraca trzeźwy osąd
        sytuacji i zaczyna sama się zastanawiać nad przyszłością,
        zabezpieczeniem finansowym (między innymi dla dobra dziecka), czyli
        to, o czym ty myślałeś PRZED urodzeniem dziecka.

        3. Przed ciążą (te 5 miesięcy): Pisałeś, że staraliście się rok -
        Twoja żona już mogła mieć myśli zaprzątnięte tymi staraniami, np."co
        ze mnie za kobieta, tyle miesięcy nie mogę zajść w ciążę!!!"
        To raczej nie sprzyja kreatywnej pracy niestety :-( Rozmawiałeś z
        nią o tym?

        4. Przyszłość: moja propozycja jest taka:
        - załóż, że ze względu na dzieci cała realizacja domu trochę się
        opóźni (powiedzmy średnio o 2 lata na każde dziecko - zaplanujcie
        dobrze ilość i czas!).
        - załóż, że przez pół roku-rok (do ustalenia z żoną) nie
        podejmujecie żadnych wiążących decyzji i planów co do pracy
        zawodowej, zarobków. W tym czasie Ty pracujesz i zapewniasz byt, a
        ona zajmuje się dzieckiem i ewentualnie (jeśli chce) dorabia rzęsami
        i tipsami. Po tym czasie powinna mieć już wizję wspólnego życia
        (podział obowiązków, praca zarobkowa, dom). Może przez ten czas
        obijając się o ściany Waszego małego mieszkanka i targając wózek po
        schodach (?) zatęskni za poranną kawą na tarasie własnego dużego
        domu i wystawieniem wózka z maluchem na ogródek na drzemkę?
        - co jakiś czas weryfikujcie te plany w oparciu o aktualną sytuację
        w Waszej rodzienie, a także w kraju i na świecie (patrz: kryzys)
        - może rozważ ten Twój wychowawczy PO tym okresie na nie-planowanie,
        który ustalicie (te 0,5-1rok)? I naprawdę uwierz, że ciężko jest
        skupić się na czymkolwiek (zwłaszcza pracy umysłowej), gdy maluch
        jest obok i nie spi. Jak jest dwójka już w miarę wyrośnięta (tzn
        młodsze ma ponad 2 lata) to trochę się już sobą zajmą, a tak to
        rodzic jest ulubionym kompanem do Wszystkiego.

        Życzę dużo cierpliwości i spokoju, żeby na spokojnie wszystko
        przemyśleć, przedyskutowac z żoną. Powodzenia!
        • krzysztof-lis Re: Słowo od inżyniera (kobiety) 20.03.09, 18:03
          > Też lubie wszystko mieć zaplanowane, wiedzieć konkretnie na czym
          > stoję.

          Te konkretne plany biorą się przede wszystkim, jak wspomniałem, z nieradzenia
          sobie przeze mnie w nieznanych sytuacjach.

          > Rozumiem, że tak naprawdę nie jest najistotniejsza ta kwota,
          > którą mogliwyście mieć już odłożoną, ale to, że nie chciałbyś, żeby
          > tak wyglądało Wasze wspólne życie dalej?

          Dokładnie tak
    • songo3000 Haha, stado naciągaczek się zleciało 29.03.09, 13:47
      Po przeczytaniu całej dyskusji wniosek jest jeden. W naszym pięknym kraju jest cała masa młodych i starszych wron czekających na zapłodnienie i 'załatwienie wszystkiego innego przez faceta'. Jakie to typowe, małostkowe, wredne i tak konkretnie egoistyczne. Marzą się wam mężowie roboto-bankomaty a jak dostajecie odpór to weeelki lament.
      Dziękuje, naprawdę bardzo dziękuję :), bardzo milutko słuchać tego lamentu i przerażenia w waszych głosikach. Mam nadzieję, że jeszcze parę 'oburzonych' harpii się tu odezwie. Nie zawiedźcie mnie.
      • niezapominajka333 Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 29.03.09, 16:47
        Songo
        Dobrze jest przeczytać chociaż część wpisów, zanim kawaleria
        przebędzie z odsieczą...
        Chyba, że kawaleria widzi tylko, że naszych biją ...
        • songo3000 Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 29.03.09, 18:04
          Tak to już jest z tym równouprawnieniem, że na solidarność jajników można odpowiedzieć solidarnością plemników ;) Dobrze jest też czytać ze zrozumieniem, również posty 'kawalerii'.

          Pozdrawiam,
      • kinkygirl Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 07.04.09, 00:58
        songo: a nie widzisz, ze ja i wiele innych pan na pewno sobie swietnie poradzimy
        bez ekwiwalentu Pana Krzysia zgrywajacego na co dzien wielkiego macho za 3,50,
        reszty nie trzeba?
        osobiscie - trzy razy wiecej zarobie i nawet sie sama pewnie lepiej zaplodnie... :)

        zreszta, z tego co pisze, liczyc za bardzo nie umie, na interesach sie nie zna,
        pracowac mu sie nie chce, wypomina kazde 20 zlotych. rzeczywiscie, kto liczyl na
        bankomat, niezle sie przejechal. to musiala byc milosc...

        no i szkoda mi tylko 22 letniego dziecka, ktoremu nieodpowiedzialnie zrobil
        dziecko i nagle ma nieswiezo w gatkach: "o moj boze, mam rodzine, ja sobie nie
        poradze, przeciez mi sie nawet nie chce wstawac do roboty".

        dobrze, ze juz mu panika troche przeszla, bo przykro bylo czytac.
        • krzysztof-lis Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 07.04.09, 18:27
          > zreszta, z tego co pisze, liczyc za bardzo nie umie, na interesach
          > sie nie zna, pracowac mu sie nie chce, wypomina kazde 20 zlotych.
          > rzeczywiscie, kto liczyl na bankomat, niezle sie przejechal. to
          > musiala byc milosc...

          Wglądu na moje konto nie masz, więc raczej nie wiesz, ile zarabiam pieniędzy.
          Jak widać, moje zarobki z powodzeniem starczały na to, by utrzymać żonę przez
          ponad rok, tak samo starczać będą by utrzymywać żonę i dziecko, choćby żona
          miała nigdy nie pójść do pracy.

          Natomiast nie starczą na realizację jakiegokolwiek z celów, które chcę osiągnąć.

          Ale rzeczywiście
          • kinkygirl Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 07.04.09, 20:26
            >
            > Oczywiście, że mi się nie chce wstawać do roboty i nic złego w tym nie widzę. T
            > o
            > taka mądrość życiowa
            • sulla Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 07.04.09, 20:55
              Nie no czytam, czytam i w końcu nie zdzierżyłam.

              > > Oczywiście, że mi się nie chce wstawać do roboty i nic złego w tym nie
              widzę. To taka mądrość życiowa
              • krzysztof-lis Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 07.04.09, 21:51
                >> To taka mądrość życiowa
                • sulla Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 07.04.09, 22:55
                  A czy tym rozwiązaniem nie mogłoby być, że tylko Ty będziesz pracować przez
                  jakiś czas, a potem żona pójdzie do pracy, np. gdy Wasz syn będzie miał rok?
                  Widzisz - Ty chcesz wcześniej zrezygnować z pracy na etacie, bo nie lubisz tej
                  pracy (nic w tym nagannego). Żona może nie chcieć tak wcześnie iść do pracy, bo
                  zależy jej na tym, by być dłużej z dzieckiem (w tym też nic nagannego).
                  Moglibyście swoje plany (dom, rezygnacja z etatu) po prostu przesunąć. Waszego
                  syna przesunąć się nie da.

                  Nie mogłabym Ci pomóc zmotywować żony, bo świetnie ją rozumiem - sama wróciłam
                  do pracy zaraz po macierzyńskim i wiem, jaki to ból zostawić takie małe dziecko.
                  I gdybym nie musiała (względy finansowe), poczekałabym z tym jeszcze z pół roku,
                  a mój mąż nie miałby z tym problemu - mamy wspólną kasę i nigdy nie rozliczamy
                  się z tego,kto ile wkłada do domowego budżetu. Jasne, że gdyby któreś z nas
                  powiedziało "Nie będę już nigdy pracować bo mi się nie chce" to byłby powód do
                  krwawej rewolucji. Ale czy Twoja żona tak powiedziała?

                  A z tym wywiązywaniem się z umów - Heraklit się kłania, niestety. I jeszcze
                  Szymborska - "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Dlatego elastyczność jest
                  tak pożądaną cechą - nie tylko w pracy, ale i w życiu.
                  • krzysztof-lis Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 08.04.09, 17:42
                    > A czy tym rozwiązaniem nie mogłoby być, że tylko Ty będziesz
                    > pracować przez jakiś czas, a potem żona pójdzie do pracy, np. gdy
                    > Wasz syn będzie miał rok?

                    Mnie takie rozwiązanie niespecjalnie satysfakcjonuje.

                    Na razie stanęło na tym, że będziemy pracować obydwoje.

                    > Żona może nie chcieć tak wcześnie iść do pracy, bo zależy jej na
                    > tym, by być dłużej z dzieckiem (w tym też nic nagannego).

                    A ja mogę nie chcieć, żeby była dłużej z dzieckiem. :)

                    > mamy wspólną kasę i nigdy nie rozliczamy się z tego,kto ile wkłada
                    > do domowego budżetu.

                    U nas takie rozwiązanie nie miałoby szans się sprawdzić. Zamiast mieć jedną
                    wspólną kasę, mamy kilka kupek z pieniędzmi:
                    * na życie,
                    * oszczędności wspólne,
                    * na własne wydatki,
                    * oszczędności własne.

                    > "Nie będę już nigdy pracować bo mi się nie chce" to byłby powód do
                    > krwawej rewolucji. Ale czy Twoja żona tak powiedziała?

                    Gdyby tak powiedziała, byłoby to powodem do takiej samej krwawej rewolucji.
                    Tymczasem ona tak nie powiedziała, ale mam wrażenie, że mimo wszystko tak postępuje.
                    • sulla Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 08.04.09, 21:31
                      Ach no widzisz, przy tak postawionym problemie nie macie szans na porozumienie.
                      "Ona chce zostać z dzieckiem, a ja nie chcę żeby została z dzieckiem." To jest
                      gra o sumie zerowej, któreś z was musi przegrać, czyli ze szczęśliwego
                      małżeństwa nici.

                      Jeśli żona nie powiedziała wprost, ze już nie będzie pracować, bo jej się nie
                      chce,to może przestań ją o to podejrzewać? I skąd takie podejrzenie u Ciebie -
                      czy jakiś strach? Jakieś złe doświadczenia?

                      Ja Ci powiem, jakie są argumenty za pracą kobiet - nie tylko Twojej żony, ale w
                      ogóle.
                      1. Praca daje niezależność finansową.
                      2. Praca daje później emeryturę.
                      3. Praca daje poczucie bezpieczeństwa - jeśli mężowi coś się - nie daj Boże
                      -stanie,to kobieta nie zostaje nagle z ręką w nocniku. To jest bardzo ważne ze
                      względu na dziecko.
                      4. Jeśli się pracującej mamie - nie daj Boże - coś stanie, to dziecko
                      przynajmniej rentę dostanie.

                      Te argumenty mają chyba więcej szans na zadziałanie, niż "masz iść do pracy, bo
                      ja nie chcę pracować na etacie i koniec kropka".

                      Nie mniej jednak wydaje mi się, że problem macie poważniejszy, niż kwestia pracy
                      żony. Nie gracie w jednej drużynie i - o czym świadczy ten wątek - nie macie
                      szans na to, bo nie szukacie dobrych dla rodziny rozwiązań, ale niczym dzieci w
                      piaskownicy napieprzacie się łopatką bo "ja chce!". Może i zmusisz żonę do tego,
                      żeby zrobiła to, czego chcesz, ale ona ci tego nie zapomni. To będzie krzywda,
                      za którą w przyszłości w ten czy inny sposób będziesz musiał zapłacić.
                      • krzysztof-lis Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 09.04.09, 19:32
                        > Ach no widzisz, przy tak postawionym problemie nie macie szans na
                        > porozumienie.
                        > "Ona chce zostać z dzieckiem, a ja nie chcę żeby została z
                        > dzieckiem." To jest gra o sumie zerowej, któreś z was musi
                        > przegrać, czyli ze szczęśliwego małżeństwa nici.

                        Kompromisy są fajne, ale przedstawiona przez Ciebie propozycja nie jest kompromisem.

                        Póki co gadamy sobie na ten temat zupełnie bez sensu
                        • sulla Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 10.04.09, 10:07
                          Krzysztof, teraz jest tylko jedna drużyna - wasza wspólna. Macie grać w niej
                          wspólnie do bramki pt. "przeciwności losu i trudności życiowe". Czego Tobie i
                          Twojej żonie serdecznie życzę i żegnam się już.
            • krzysztof-lis Re: Haha, stado naciągaczek się zleciało 07.04.09, 21:36
              > ... a jak to osignac to juz ustalilismy w poscie numer jeden: zone
              > w pologu do roboty poslac :))))

              Mylisz się.

              Tłumaczyłem to kilka razy, wytłumaczę raz jeszcze.

              Zarabiam na etacie. Zarabiam w internecie. W ciągu kilku najbliższych lat będę
              zarabiać w internecie tyle, że będę mógł zrezygnować z etatu. W sumie gdyby żona
              zarabiała, mógłbym zrezygnować już teraz, bo zarabiam w tym internecie więcej,
              niż połowa kosztów utrzymania naszej rodziny.

              Miałem zamiar wykorzystać urlop wychowawczy na rezygnację z etatu. Gdyby żona
              zarabiała wtedy więcej, niż ja, naturalne byłoby, że z pracy zrezygnuję ja a nie
              ona. Aby jednak mogła te pieniądze zarabiać chciałem wybierać po kilka dni
              urlopu po to, by nie straciła zdobytych już klientek.
          • kicia031 Nieznajomosc prawa sie klania 08.04.09, 10:52
            Ale rzeczywiście
            • krzysztof-lis Re: Nieznajomosc prawa sie klania 08.04.09, 17:36
              > Oczywiscie prawo nie zmusza do robienia tego w milczeniu.

              Więc nieznajomość jakiego prawa się kłania?
              • triss_merigold6 KRiO n/t 08.04.09, 20:50
                • krzysztof-lis Re: KRiO n/t 08.04.09, 21:02
                  Tzn. kodeks rodzinny i opiekuńczy stanowi, że mam żonie dawać kasę bez gadania?

                  Pytam poważnie, bo jeśli ktoś zarzuca mi nieznajomość prawa to z pewnością robi
                  to mając jakieś ważne podstawy.

                  Chociaż kicia031 nie pierwszy raz rzuca w tym wątku słowa na wiatr. I pewnie też
                  nie ostatni.
                  • kicia031 Re: KRiO n/t 08.04.09, 21:19
                    Nie przytocze ci przepisow, bo do tego celu wynajelam adwokata.
                    Natomiast osobiscie na mocy wyroku sadu pobieralam alimenty na siebie od meza
                    odkad dziecko mialo 2 lata do czasu as skonczylo 3.5 roku.

                    Zrezygnowalam z nich, gdy skonczylam studia i poszlam do pracy.
                    • krzysztof-lis Re: KRiO n/t 09.04.09, 19:27
                      > Nie przytocze ci przepisow, bo do tego celu wynajelam adwokata.

                      Rozumiem, znowu rzucasz słowa na wiatr. W sumie nie oczekiwałem od Ciebie
                      niczego innego.
                      • kicia031 Re: KRiO n/t 09.04.09, 19:51
                        Wybacz, ale to ze ty jestes frajerem, to nie znaczy, ze ja nim jestem. Czemu
                        mialabym ci dac za darmo to, za co ja zaplacilam?

                        A o prawdziwosci moich slow przekonasz sie, gdy zona wreszcie zdecyduje sie
                        kopnac cie w dupe i zasiegnie porady prawnej.
                        • krzysztof-lis Re: KRiO n/t 09.04.09, 23:09
                          > Wybacz, ale to ze ty jestes frajerem, to nie znaczy, ze ja nim
                          > jestem.

                          Nie, Ty jesteś tylko kłamcą, co już ustaliliśmy wcześniej w tym wątku.

                          > A o prawdziwosci moich slow przekonasz sie, gdy zona wreszcie
                          > zdecyduje sie kopnac cie w dupe i zasiegnie porady prawnej.

                          Rozumiem, że przekonam się wtedy o tym, że sąd nakaże mi "płacić żonie w
                          milczeniu"? Tak, jak napisałaś to tutaj:
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=93826062 .

                          Czy Ty naprawdę nie potrafisz przyznać się do błędu?
                          • anty_bis Re: KRiO n/t 10.04.09, 02:03
                            Krzysiu lisku chytrusku, zostaw tę żonę i broń boże się już nie
                            rozmnażaj, bo na świecie jest i tak za dużo wrednych ludzi.
                          • kai_30 Re: KRiO n/t 12.04.09, 01:56
                            Zanim zaczniesz zarzucać komuś kłamstwo, Krzysiu, zobacz, jaki jest tytuł postu.
                            KRiO - coś Ci to mówi? Nie? Ja nie korzystałam z pomocy adwokatów, radziłam
                            sobie w sądzie sama, więc podpowiem - Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy, dział II
                            "Prawa i obowiązki małżonków".

                            Jeszcze konkretniej? Prosz: Art. 27. Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy
                            według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych, przyczyniać się do
                            zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli.
                            Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części,
                            na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym
                            gospodarstwie domowym.


                            I artykuł kolejny, 28: Jeżeli jeden z małżonków pozostających we wspólnym
                            pożyciu nie spełnia ciążącego na nim obowiązku przyczyniania się do zaspokajania
                            potrzeb rodziny, sąd może nakazać, ażeby wynagrodzenie za pracę albo inne
                            należności przypadające temu małżonkowi były w całości lub w części wypłacane
                            do rąk drugiego małżonka


                            I tu właśnie, Krzysiu, masz ten zonk - żona będąca w połogu jest niejako z mocy
                            prawa zwolniona z obowiązku pracy zarobkowej (zasiłek macierzyński w czasie
                            urlopu jest jej wypełnianiem obowiązku zaspokajania potrzeb rodziny + osobiste
                            starania o wychowanie dziecka), Ty natomiast nie. Zatem jak najbardziej sąd może
                            potraktować Cię jak bankomat - i zaręczam Ci, że tak by Cię potraktował, gdyby
                            żona wniosła przeciwko Tobie pozew na wieść, że nie zamierzasz jej utrzymywać.
                            Ale oczywiście płacić w milczeniu nie musisz, możesz robić przy tym hałasu co
                            niemiara :P

                            Nieznajomość prawa nie zwalnia przed jego przestrzeganiem :P
                            • kicia031 kai 12.04.09, 18:50
                              Alez coz ty wypisujesz, to krzysztofa nie dotyczy, bo on to inaczej zaplanowal,
                              a do tego klamiesz moja droga ;-))

                              Mnie to juz zaczyna bawic, bo przypominam sobie nieopisane zaskoczenie mojego
                              exa, kiedy wydano wyrok nakazujacy mu placenie alimentow nie tylko na dziecko,
                              ale i na mnie. Jego mina - bezcenne. Tylko ze moj Ex byl wtedy bardoz mlody i od
                              tego czasu zmadrzal..
                            • krzysztof-lis Re: KRiO n/t 13.04.09, 12:59
                              > Zanim zaczniesz zarzucać komuś kłamstwo, Krzysiu, zobacz, jaki jest
                              > tytuł postu.

                              Ja wiem, że dyskusja w tym wątku może być trudna do śledzenia, bo wątek jest
                              długi a wielu jego uczestników zapomina o funkcji cytowania.

                              Dlatego pozwolę sobie przypomnieć o co chodziło.
                              kicia031 napisała, że "nieznajomość prawa się kłania" i że żona może dostać
                              alimenty na siebie i na dziecko. Zaznaczyła, że prawo to jednak nie zmusi mnie
                              do płacenia w milczeniu (do czego się odnosiła).
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=93826062
                              Ja zapytałem w związku z powyższym, jakiego prawa nieznajomość mi się kłania.
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=93843578
                              triss_merigold6 odpisała, że kłania się nieznajomość KRiO.
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=93851053
                              A ja wciąż nie rozumiem, w jaki sposób moja wypowiedź "ja w milczeniu pieniędzy
                              jej dawać nie zamierzam." oznacza nieznajmość prawa i w jaki sposób KRiO zmusi
                              mnie do płacenia żonie w milczeniu.

                              Nawet Twój bardzo konkretny wpis nie odpowiada na to pytanie.

                              > Zatem jak najbardziej sąd może potraktować Cię jak bankomat - i
                              > zaręczam Ci, że tak by Cię potraktował, gdyby żona wniosła
                              > przeciwko Tobie pozew na wieść, że nie zamierzasz jej utrzymywać.

                              Jeszcze musiałaby to udowodnić, co byłoby bardzo trudne, jako że wcale tak nie jest.

                              > Ale oczywiście płacić w milczeniu nie musisz, możesz robić przy
                              > tym hałasu co niemiara :P

                              Co było wiadome od samego początku. No ale ja rozumiem, że trzeba było się ze
                              mną najpierw pokłócić, by na końcu przyznać mi rację.
    • attiya Re: całe życie na mojej głowie 01.04.09, 22:07
      witam po dłuższej nieobecności w tym wątku :-)
      i jak rozwój sytuacji? jakieś nowe ustalenia? i jak nowy członek rodziny się
      miewa? zdrowy? daje rodzicom pospać w nocy? :-)
      pozdr. :-)
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 03.04.09, 22:10
        > i jak rozwój sytuacji? jakieś nowe ustalenia?

        Całkiem nieźle, dziękuję.

        Choć nie było moim celem ustalanie czegokolwiek i wyganianie żony do pracy
        właśnie teraz, to chyba po przeczytaniu tego wątku zrozumiała mój punkt
        widzenia. I jest mniej więcej tak, jak chciałem
        • verdana Re: całe życie na mojej głowie 08.04.09, 10:59
          Czy u Ciebie wszyscy zdrowi? Jakiego macierzyńskiego? Do
          macierzyńskiego ma prawo tylko matka, bo karmi. Ojciec nie.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 08.04.09, 17:35
            > Czy u Ciebie wszyscy zdrowi? Jakiego macierzyńskiego? Do
            > macierzyńskiego ma prawo tylko matka, bo karmi. Ojciec nie.

            Nie ma powodu, byś obrażała mnie tylko z powodu własnej niewiedzy. A
            wystarczyłaby odrobina dobrej woli i chęci.

            www.google.pl/search?q=urlop+macierzyński+dla+ojca
            • verdana Re: całe życie na mojej głowie 08.04.09, 19:51
              Masz parotygodniowe dziecko. Plany podobno. Tylko zachowujesz się
              jak pieciolatek - snujesz plany na najbliższa przyszlość, nie majac
              zielonego pojęcia o przepisach, o tym co jest możliwe, a co nie.
              Poza tym jakim cudem Twoja niepracujaca zona jest na macierzynskim?
              Czy Ty w ogóle masz dziecko - bo zaczynam w to mocno watpic.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 08.04.09, 20:07
                > snujesz plany na najbliższa przyszlość, nie majac zielonego pojęcia
                > o przepisach, o tym co jest możliwe, a co nie.

                Tylko konkretnie
                • izabelski Re: całe życie na mojej głowie 12.04.09, 23:19
                  no a co bedzie jak pracodawca zdecyduje ,ze jestes za drogim
                  pracownikiem, zeby na ciebie czekac 6 tygodni?
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 13.04.09, 13:03
                    > no a co bedzie jak pracodawca zdecyduje ,ze jestes za drogim
                    > pracownikiem, zeby na ciebie czekac 6 tygodni?

                    Co masz przez to na myśli?

                    Gdyby był choć cień szans na to, że po 6 tygodniach nie miałbym dokąd wrócić, bo
                    moje stanowisko zostałoby zajęte przez kogoś innego, wtedy nie szedłbym tak
                    chętnie na moją część urlopu.

                    Ja jednak nie mam się o co martwić, więc z przyjemnością wykorzystam ten urlop,
                    dając jednocześnie żonie stanąć na nogi.
                    • fangora Re: całe życie na mojej głowie 27.04.09, 08:58
                      A ja myślę, że autor jest bardzo młodym i sfrustrowanym człowiekiem. Przede
                      wszystkim chęć porzucenia etatu wdg. mnie wynika z problemów w miejscu pracy.
                      Być może z nieprzystosowania, może w pracy jadą po nim jak po łysej kobyle, może
                      w pracy jest tak samo upierdliwy jak w domu. Kto wie. Chce rzucić etat i
                      siedzieć w domu dłubiąc w stronach internetowych. Ale skoro chce siedzieć w
                      domu, to żona szybko zacznie mu przeszkadzać, będzie spędzał z nią cały czas, o
                      zgrozo! Więc żonę należy wykopać do pracy, żeby sie nie kręciła, broń boże nie
                      zwracała uwagi, ze tzreba by coś w domu zrobić.
                      A jeśli chodzi o budowę domu, to abstrachując od pieniędzy...po co mu ten dom???
                      Skoro jego małżeństwo jest takie straszne już teraz, to rozwód raczej ten dom
                      podzieli. Jak ogólnie wiadomo przy rozwodzie dojdzie do podziału WSPÓLNEGO
                      majątku. Więc będzie musiał ją spłacić, albo oddać dom, o alimentach nie wspomnę...
                      Więc po co się tak szarpie? Chyba ma depresje poporodową, Jest w większym szoku
                      po narodzinach dziecka, niż jego żona. Smutne, ale prawdziwe.
                      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 28.04.09, 21:53
                        > A ja myślę, że autor jest bardzo młodym i sfrustrowanym
                        > człowiekiem.

                        Możliwe.

                        > Przede wszystkim chęć porzucenia etatu wdg. mnie wynika z
                        > problemów w miejscu pracy. Być może z nieprzystosowania, może w
                        > pracy jadą po nim jak po łysej kobyle, może w pracy jest tak samo
                        > upierdliwy jak w domu.

                        Nie, nic takiego nie ma miejsca. Pracuję w gronie ludzi, których znaczną część
                        poznałem jeszcze przed podjęciem tej pracy, atmosfera jest sympatyczna. Praca
                        jest mało ciekawa, ale to inna historia.

                        Chcę zrezygnować z etatu dla samego faktu rezygnacji z etatu. Wiem, że może być
                        trudno w to uwierzyć, bo póki co jednak przyzwyczaja się nas raczej do pracy
                        przez całe życie u kogoś.

                        A ja widząc możliwość zarabiania bez pracy (tzw. pasywnego dochodu)
                        stwierdziłem, że skoro nie będę musiał pracować, po co miałbym to robić?

                        > Ale skoro chce siedzieć w domu, to żona szybko zacznie mu
                        > przeszkadzać, będzie spędzał z nią cały czas, o zgrozo! Więc żonę
                        > należy wykopać do pracy, żeby sie nie kręciła, broń boże nie
                        > zwracała uwagi, ze tzreba by coś w domu zrobić.

                        Jeśli ja miałbym siedzieć w domu i pracować na jego utrzymanie, żona też powinna
                        się dokładać do utrzymania domu
                        • fangora Re: całe życie na mojej głowie 29.04.09, 09:28
                          Więc po co się zarzynać dla domu, skoro można kupić po prostu większe
                          mieszkanie? To jednak mniej stresu.
                          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 05.05.09, 22:46
                            > Więc po co się zarzynać dla domu, skoro można kupić po prostu większe
                            > mieszkanie? To jednak mniej stresu.

                            Mniej stresu, ale wcale nie mniej pieniędzy. Dom nie będzie droższy niż mieszkanie.
                            • izabelski Re: całe życie na mojej głowie 06.05.09, 00:26
                              czy przed slubem mieszkales z rodzicami w domu czy w mieszkaniu
                              • izabelski Re: całe życie na mojej głowie 06.05.09, 09:35
                                poczytaj jak to widza inni ludzie

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20012&w=92980319&v=2&s=0
                              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 06.05.09, 23:06
                                > czy przed slubem mieszkales z rodzicami w domu czy w mieszkaniu

                                Od zawsze mieszkam w mieszkaniach, było ich w sumie kilka. Ale wakacje niemal co
                                roku spędzałem w domu. Nie mam więc zielonego pojęcia, jak w praktyce wygląda
                                praca nad utrzymaniem porządku w domu (odśnieżanie, zamiatanie chodnika, tego
                                typu sprawy).

                                Przed ślubem rok mieszkałem z żoną, w dwóch różnych mieszkaniach.

                                Dzięki za podrzuconego linka
                                • izabelski Re: całe życie na mojej głowie 06.05.09, 23:41
                                  wg mnie utrzymanie domu na dluzsza mete jest drozsze
                                  a mieszkalam w domach wiekszosc mojego zycia
                                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 07.05.09, 06:39
                                    > wg mnie utrzymanie domu na dluzsza mete jest drozsze
                                    > a mieszkalam w domach wiekszosc mojego zycia

                                    Nie twierdzę, że jest inaczej. Myślę jednak, że z pomocą tego, co wiem, uda mi
                                    się te koszty naprawdę mocno zredukować.

                                    Zresztą mieszkanie też nie jest rozwiązaniem. Jak wspomniałem, mieszkanie wcale
                                    nie byłoby tańsze. Nawet jeśli, niewiele by się w naszej sytuacji zmieniło,
                                    gdybyśmy chcieli kupić mieszkanie a nie budować dom.
                            • fangora Re: całe życie na mojej głowie 06.05.09, 08:45
                              Zależy co się dla ciebie bardziej liczy: mega stres i awantury o każdy grosz dla
                              zbudowania domu, czy spokój rodziny we własnym mieszkaniu?
                              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 06.05.09, 23:10
                                > Zależy co się dla ciebie bardziej liczy: mega stres i awantury o
                                > każdy grosz dla zbudowania domu, czy spokój rodziny we własnym
                                > mieszkaniu?

                                Nie chodzi o zbudowanie domu dla samego zbudowania domu, tylko zbudowanie domu
                                po to, by każdy miał pokój dla siebie. Różnimy się z żoną na przykład trybem
                                życia, ona chodzi spać wcześniej ode mnie, ja lubię sobie posiedzieć przy
                                komputerze. Lepiej byłoby, gdybym mógł siedzieć przy komputerze w innym pokoju
                                niż sypialnia, żeby jej nie "plumkać" nad głową.

                                Analogicznie pokój przyda się za niedługi czas dziecku.

                                Póki co mieszkamy w kawalerce.

                                Realizacja celu "przynajmniej dwa-trzy pokoje" będzie łatwiejsza w trybie
                                "budowa domu" niż "kupno mieszkania", bo tańsza. Działkę już mam.
                            • mala-beti Re: całe życie na mojej głowie 06.05.09, 17:58
                              Jesteś beznadziejny naprawde, mój mąż nigdy nie kazał by mi iść do
                              pracy 12 dni po porodzie! A już na pewno nie wyżalałby się z tego
                              powodu na forum!
                              Człowieku plany i kasa ci przesłoniły normalne spojżenie na życie!
                              A jakby za pół roku poszła do pracy, a już na pewno po macieżyńskim
                              to coś by ci się stało?
                              Po co w ogóle brałeś z nią ślub aby ubić dobry interes? to może ty
                              lepiej wspólnika znajdź? Bo żona to nie tylko - druga osoba
                              dorabiająca na dom, a tak ją traktujesz, to dla ciebie priorytet.
                              Nie widzę nic dziwnego w jej zachowaniu i nie dziwię się że jej się
                              nawet chociażby nie chce iść do pracy.

                              Ja pracowałam 4,5 roku przed zajściem w ciąże, syn ma prawie rok i
                              tyle+6m z ciąży nie pracuje.Planuje iść we wrześniu.

                              I mąż nie ma żadnych pretensji.Nie należę do leniwych osób.
                              Razem podjeliśmy taką decyzję, dla niego nie ma żadnego problemu, że
                              utrzymuje nas troje. Bo chciał aby synek rok posiedział z mamą.

                              A ty robisz z igły widły.

                              Ona i tak jest za dobra że się na to wszystko godzi..
                              Oj ja bym ci powiedziała co na ten temat myślę.

                              O rozwodzie nawet myślałeś.. z tego powodu.. !
                              Śmieszny, żałosny jesteś.
                              To ona powinna się wyżalać na tym forum.
                              Nie doczytałam wszystkich twoich dalszych wypowiedzi bo nie mam na
                              to czasu, ale powodzenia!!! Życzę wybudowania tego domku nawet za 2
                              lata, tylko z kim ty tam będziesz mieszkał??? Bedzie jeszcze z kim?
                              • 3-mamuska 500 08.05.09, 20:41
                                hej krzysiu dobiles do 500 i wiesz co dlaczego dzialke pod budowe domu ty
                                masz?a nie my mamy dzialke zona sie nie dolozyla czy co?
                                • dzagreus Re: 500 10.05.09, 18:45
                                  Oczywiście zagryzły cię, bo jak można wymagać o drugiej strony odpowiedzialności
                                  choćby finansowej. Drogie panie, a gdyby to wasz maż siedział w domu i nie
                                  wiedział co ma ze sobą zrobić, to jak byście postąpiły? Ciężki krzyż prawda?
                                  • kacpercio1 Re: 500 12.05.09, 13:24
                                    Drogi "dzagreusie"
                                    Gdyby to mężczyźni rodzili, to znając ich użalanie się nad sobą i
                                    swoim ciężkim losem (poród-bóle i itp) to po roku czasu byłoby
                                    mało... a tu mąż się wyżala na żonę -niepracującą 12 dni po
                                    porodzie.. ciekawe
                                    • krzysztof-lis Re: 500 12.05.09, 13:30
                                      > tu mąż się wyżala na żonę -niepracującą 12 dni po
                                      > porodzie.. ciekawe

                                      A także przez 14 miesięcy przed porodem, o czym większość zapomina. TO jest
                                      dopiero ciekawe!
                                      • kicia031 Re: 500 31.05.09, 11:51
                                        A także przez 14 miesięcy przed porodem, o czym większość zapomina. TO jest
                                        > dopiero ciekawe!

                                        Ja nie zapominam i zastanawiam sie, po co zaplodniles kobiete od 5 miesiecy
                                        bezrobotna, co za tym idzie nie mogaca liczyc na platne zwolnienie i urlop
                                        macierzynski?
                                        • krzysztof-lis Re: 500 04.06.09, 09:50
                                          > Ja nie zapominam i zastanawiam sie, po co zaplodniles kobiete od
                                          > 5 miesiecy bezrobotna, co za tym idzie nie mogaca liczyc na
                                          > platne zwolnienie i urlop macierzynski?

                                          Mam wrażenie, że już to tłumaczyłem, ale powtórzę
                                • krzysztof-lis Re: 500 10.05.09, 22:30
                                  > hej krzysiu dobiles do 500

                                  Ja to tu napisałem może 1/4 wpisów...

                                  > i wiesz co dlaczego dzialke pod budowe domu ty masz?a nie my mamy
                                  > dzialke zona sie nie dolozyla czy co?

                                  Wiesz co, tak naprawdę, to nie wiem, jak to jest. Działkę kupiłem jeszcze przed
                                  ślubem, za pieniądze od rodziców. Szczerze
                                  • mala-beti Ciekawe jak to jest 31.05.09, 11:12
                                    Tak się zastanawiam drogi Krzysztofie-lisie jak tam sytuacja u was?
                                    żona pracuje? a ty- pracujesz? bo tak narzekałeś na leniwą żonę a ja
                                    widzę że pracować to chyba tobie się nie chce!
                                    Prawie w każdym wątku się wypowiadasz, dyskutujesz, mądrzysz się.. a
                                    ponoć pracować miałeś i zbierać na dom?
                                    Jak to jest że "dorosły" facet siedzi na forum i śledzi problemy ,
                                    głównie kobiece zamiast zająć się tym czym planował??? Pracą,
                                    zarabianiem na dom.
                                    żonka wygoniona do pracy a mąż obstawia forum..
                                    Doprawdy - Żenada..
                                    • krzysztof-lis Re: Ciekawe jak to jest 04.06.09, 09:48
                                      > Tak się zastanawiam drogi Krzysztofie-lisie jak tam sytuacja u was?
                                      > żona pracuje? a ty- pracujesz?

                                      Ja pracuję od 3 lat na etacie, pierwszym po studiach, zacząłem jeszcze przed ich
                                      skończeniem. Żona teraz jeździ do pracy, ostatnio dwa razy w tygodniu (na co ja
                                      brałem urlop wypoczynkowy), teraz będzie jeździć częściej, bo od dziś ja jestem
                                      na urlopie macierzyńskim.

                                      > narzekałeś na leniwą żonę a ja widzę że pracować to chyba tobie
                                      > się nie chce!

                                      To prawda
    • lady68 Re: całe życie na mojej głowie 12.05.09, 10:19
      Matko masz 25 lat? to nawet dojrzały z Ciebie facet. Jak wychodziłam za mąż mąż miał 25 ja 23. Teraz ja mam 40 a mój dalej 25. Wiesz niektórzy/re tak mają. Zauwazyłam pewna prawidłowość, mało jest związków które funkcjonuja naprawde na partnerskich zasadach. Takie pary prą do przodu i razem coś osiągają. Niestety zazwyczaj jedno ciągnie drugie za sobą czyli ma "na głowie" i zycie trwa dalej. Można coś osiągnąć jedynie wtedy kiedy ma się razem wspólnie wytyczone cele i je realizuje. Do tanga trzeba dwojga niestety....
      • abeath Re: całe życie na mojej głowie 06.06.09, 11:55
        Cholera, dziewczyny, a nie możnaby tak delikatniej zwrócić uwagi na cechy, które się wg Was w Krzysztofie... nie podobają? Jeździcie po nim jak po łysej kobyle, a facet logicznie przedstawia swoje żale i pretensje - moim zdaniem całkiem słuszne.
        Tak krzyczymy, gdy kobieta w jakiś sposób jest dyskryminowana, ale gdy facet śmie się upominać o to, by jego żona miała jakiś wkład finsowy w życie rodzinne, to jest ostatni cham i egoista!
        Przecież Krzyś pisze, że zarabia na dom i zapieprza po 11 godzin dziennie plus dodatkowa robota - dlaczego wyzwyacie go od leniwych? Jego żona zajmuje się tylko wychowywaniem dziecka i okrojoną pracą nad domem (bo teściowa pomaga). Jak sądzę Krzyś również dzieckiem się zajmuje, gdy wraca do domu.
        Dlaczego odmawiacie mu prawa do tego, by mniej pracował jeśli jest możliwość podzielenia się z żoną po równo obowiązkami, a to przy okazji pozwoli podnieść ich stopę życiową? Dlaczego ma rezygnować ze swoich planow zyciowych i celów tylko dlatego, że to jej "dupę rozerwało przy porodzie". Z tego, co wyczytalam nie można Krzysztofowi zarzucić, że nie dba o żonę, że traktuje ją jak woła. W czasie cięży żona czuła się dobrze, więc nie widzę najmniejszego powodu, by mogła wykonywać jakąś lżejszą pracę, jeśli tylko siły jej na to pozwalały.

        Wg mnie facet ma w pełni prawo oczekiwać realizacji jakiś tam założeń z poczatków związków. I myślę, że jest świadom, że mogą one być całyczas weryfikowane, ale też dlaczego ma z nich rezygnować tylko dlatego, że żona jest bierna. Oczekiwał od Was konstruktywnych rad jak zachęcić żonę do działania, która wyjdzie na dobre nie tylko jemu, ale i JEJ! Czy ma się stać kolejną dziewczyną, która zamknie się w domu z dzieckiem w dresach i narzekającą, że mąż jej nie wspierał? Wiem, że trochę na wyrost generalizuję, ale jej mąż własnie próbuje temu zapobiec, ustawić ją,a przy okazji ich!

        Naprawdę, to nei najelpiej o niekótrych z Was świadczy, gdy tak po nim pojeżdżacie, zamiast dać kobiece rady i sugestie takie, jak na początku wątku niektóre z dziewczyn dawały. Delikatnie przedstawić potrzeby kobiety po porodzie,a nie wyzywać od najgorszych.

        Jak widać dziewczyna ruszyła do pracy i chyba krzywda jej się nie dzieje, prawda? Nie widzę, żeby Krzysztof tyranizował gdzieś żonę, pisze, że stara się rozmawiać, a od Was oczekuje pomocy, jak to zrobić najlepiej. Do tego chciałam zauważyć, że podczas, gdy Wy go atakujecie on cały czas racjonalnie i grzecznie Wam odpowiada nie używając żadnej inwektywy. Jesli to nie jest dojrzałe podejście do życia i kobiet, to nie wiem, co nim jest.
        • arieta Re: całe życie na mojej głowie 06.06.09, 12:12
          Akurat też coś chciałam napisać pozytywnego.

          Nie oceniając charakteru Krzysztofa, stwierdzam, ze w moim odczuciu, w tej chwili żona Krzysztofa nie ma wcale źle. Nie wiem jak się ma sama żona, ale piszę o tym z mojej perspektywy.

          Maz (tak deklarował wcześniej, wiec zakładam ze tak robi) zajmuje się dzieckiem i domem w odpowiedniej proporcji, bo jest w domu, nie pracuje na etacie.

          Żona jest więc odciążona i ma możliwość wyjścia z domu (i zarobienia) parę razy w tygodniu.
          Odpocznie od dziecka i zadba o swoja pozycje zawodowa.


          Zasadniczo, to Krzysztof zadbał o to by zona miała to wszystko, co się tu poleca młodym sfrustrowanym matkom, by robiły jeśli maja już dość niedoceniającego męża i siedzenia w domu.

          Nie wiem jak się rozwinęła kwestia bierności żony, ale ogólnie dobrze to wyszlo jak dla mnie;)
        • marianka_marianka abeath 06.06.09, 17:37
          Skoro przebrnęłaś przez ponad pięć setek odpowiedzi, to chyba powinnaś zauważyć że z dyskusji wypływa jeden zasadniczy wniosek:
          Krzysztof w kilku ważnych kwestiach życiowych nie dopasował się z żoną.
          Jego cechy osobowe mają drugorzędne znaczenie.
          • krzysztof-lis Re: abeath 09.06.09, 00:09
            > z dyskusji wypływa jeden zasadniczy wniosek:
            > Krzysztof w kilku ważnych kwestiach życiowych nie dopasował się z
            > żoną.

            Jak widać po postawie żony w ciągu ostatnich kilku tygodni, chyba nie jest z tym
            tak źle. Po prostu może miała gorszy okres, zobaczymy za czas jakiś.

            > Jego cechy osobowe mają drugorzędne znaczenie.

            Tak naprawdę podstawowe znaczenie ma to, że jestem facetem. Gdyby wątek z
            wnioskiem "w kilku ważnych kwestiach życiowych jestem niedopasowana z mężem"
            założyła kobieta
            • marianka_marianka Re: abeath 09.06.09, 15:45
              krzysztof-lis napisał:
              "Jak widać po postawie żony w ciągu ostatnich kilku tygodni, chyba nie jest z tym tak źle. Po prostu może miała gorszy okres, zobaczymy za czas jakiś"
              Chyba dam głowę, że miała gorszy okres:) Czas po urodzeniu dziecka to jeden z najgorszych - pod wględem hormonalnym, fizycznym, psychicznym i ogólnym. Generalnie każdym. Trzeba czasu, żeby powrócić do dawnej "samej siebie". Wiem, że to prawda ogólnie znana, ale nie zaszkodzi ją któryś raz przypomnieć.
              krzysztof-lis napisał:
              "Tak naprawdę podstawowe znaczenie ma to, że jestem facetem"
              Zgadza się. Ma to jednak największe znaczenie, kiedy kobieta z racji swojego stanu i w konkretnym okresie swego życia - nie może i nie chce zarabiać na wspólne gospodarstwo domowe. Wtedy mężczyzna powinien opiekować się swoją rodziną pod wieloma względami.
              Natomiast później to, że jesteś mężczyzną, nie powinno być równoznaczne z tym, że tylko Ty zarabiasz. Chyba, że oboje ustalicie inaczej.
              • krzysztof-lis Re: abeath 09.06.09, 23:25
                > Chyba dam głowę, że miała gorszy okres:) Czas po urodzeniu
                > dziecka to jeden z najgorszych -

                Oczywiście
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 09.06.09, 00:06
          Dzięki za wsparcie, miło jest przeczytać w tym wątku od czasu do czasu wpis kogoś, kto mnie rozumie. :)

          > Tak krzyczymy, gdy kobieta w jakiś sposób jest dyskryminowana, ale
          > gdy facet śmie się upominać o to, by jego żona miała jakiś wkład
          > finsowy w życie rodzinne, to jest ostatni cham i egoista!

          Bo część kobiet w taki dziwny sposób postrzega równouprawnienie i emancypację. Gdy chodzi o to, że kobieta chce żyć inaczej, niż każe tradycja (np. pracować)
        • mala-beti Re: całe życie na mojej głowie 09.06.09, 08:38
          abeath napisała:
          >
          Dlaczego ma rezygnować ze swoich planow zyciowych i celów tylko
          >dlatego, że to jej "dupę rozerwało przy porodzie".

          A co tobie rozerwało dupe ???
          • kicia031 Dupe rozerwalo przy porodzie? 09.06.09, 09:51
            Dawno nie czytalam tak chamskiego, prymitywnego i podlego tekstu.
            Wstyd!
            • mala-beti Re: Dupe rozerwalo przy porodzie? 09.06.09, 10:34
              Ja także - aż mnie zatkało!!!
              • kicia031 betti 09.06.09, 16:34
                to bylo oczywiscie do abeath
                • mala-beti kicia031 :) 09.06.09, 18:08
                  Wiem kicia031 ;)
          • kacpercio1 Re: całe życie na mojej głowie 09.06.09, 13:49
            "dupę rozerwało przy porodzie".

            abeath - to co napisałaś, to najbardziej beznadziejna i prymitywna
            rzecz jaką udało mi się przeczytać na forum..
            • kacpercio1 I jeszcze jedno 09.06.09, 14:32
              abeath napisała:
              >
              Naprawdę, to nei najelpiej o niekótrych z Was świadczy, gdy tak po
              nim pojeżdżacie, zamiast dać kobiece rady i sugestie takie, jak na
              początku wątku niektóre z dziewczyn dawały. Delikatnie przedstawić
              potrzeby kobiety po porodzie,a nie wyzywać od najgorszych. <


              To jak o tobie świadczą słowa które napisałaś o " rozerwaniu dupy" ?
              Gdzie tu szacunek do kobiecego ciała???
              Czy ty w ogóle masz rodzinę- męża , dziecko, rodziłaś już?
              Na pewno nie , to życzę powodzenia !
              Kiedy dorośniesz , dojrzejesz, a najlepiej po porodzie porozmawiamy
              czy ci "dupe rozerwało czy nie".
              Zgroza :/
              • marianka_marianka Re: I jeszcze jedno 09.06.09, 15:30
                Jest w życiu kilka kwestii z natury delikatniejszych. Narodziny nowego człowieka jak najbardziej do nich należą. Stosunek do takich spraw określa nasze człowieczeństwo.
                Może partner życiowy abeath ma właśnie takie podejście do jej kobiecości, może sama tak o sobie myśli. A może jest po prostu chamem w żeńskim wydaniu...
                • abeath Dorgie Obrończynie Kobiecej Godności! 13.06.09, 10:41
                  Bardzo się cieszę, że tak żywo zareagowałyście na użyty przeze mnie wulgaryzm odnoszący się do jakże pięknego wydarzenia, którym jest przyjście na świat dziecka.
                  Życzyłabym sobie jednakowoż, abyście odnosiły się z większą wnikliwością, a konkretnie: zła abeath użyła cudzysłowu mówiąc o tej nieszczęsnej rozerwanej d... A zatem cudzysłów wskazywałby na to, że owe słowa - uwaga! uwaga! - zostały zacytowane! A to dopiero zdziwienie, w języku polskim są znaki, które pozwalają przytoczyć wypowiedź kogoś innego! Kogo? - pytacie. Zmyśla! - krzyczycie - bo nie wie jak się bornić.
                  Otóż proszę uprzejmię, powoływalam się na wypowiedź jednej z Was, dorgie matki:

                  demonsbaby 10.03.09, 17:22 Odpowiedz
                  krzysztof-lis napisał:

                  > > Tym gorzej o Tobie świadczy
                  > > 6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
                  > > do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie
                  >
                  > Rozumiem, że w połowie kwietnia mogę żonę literalnie wykopać z domu do pracy?

                  Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy porodzie
                  rozerwało czy jej?



                  Wasze powyższe wypowiedzi zaprezentowały zatem dobitnie to, o co chodziło mi przy sprawie Krzysztofa. Niepotrzebne pojeżdżanie po współdyskutancie. Przy okazji uprzejmię dziękuję za szczere i pełne emocji życzenia udanego porodu, na pewno przydadzą się w stosownym momencie. Dziękuję równieża za tak wytrwałą walkę, w końcu walczycie także o moją - chamską i jakże człowieczą - dup...
    • efi-efi Re: całe życie na mojej głowie 13.06.09, 14:03
      Ja wiem jak Krzysztof L. zarabia na życie!
      Zakłada się.
      W marcu założył się z kumplem, że do końca lipca jego topik osiągnie 1000 wpisów
      :)))

      Mam nadzieję, Krzysztof, że o dużą kasę.
      Trzymam kciuki:)))
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 14.06.09, 11:38
        > Ja wiem jak Krzysztof L. zarabia na życie!

        Zdaje Ci się.
        • efi-efi Re: całe życie na mojej głowie 16.06.09, 18:56


          krzysztof-lis napisał:

          > > Ja wiem jak Krzysztof L. zarabia na życie!
          >
          > Zdaje Ci się.
          >
          - ponieważ się nie domyśliłeś, wyjaśniam - to był żart
          • kicia031 I wreszcie potwierdzily sie moje podejrzenia 16.06.09, 20:52
            krzysztof-lis napisał:
            >
            > > > Ja wiem jak Krzysztof L. zarabia na życie!
            > >
            > > Zdaje Ci się.
            > >
            > - ponieważ się nie domyśliłeś, wyjaśniam - to był żart

            Krzysztof cierpi na ZA, albo lagodna postac autyzmu.
            • krzysztof-lis Re: I wreszcie potwierdzily sie moje podejrzenia 16.06.09, 23:46
              > Krzysztof cierpi na ZA, albo lagodna postac autyzmu.

              Poza tym jestem przykładem na to, że "naród nie czyta ze zrozumieniem", prawda? :)

              Śmieszy mnie to, w jaki sposób sobie tu po mnie jeździcie w tę i nazad.
              Zastanawiam się tylko, po co to robicie
              • kicia031 Re: I wreszcie potwierdzily sie moje podejrzenia 17.06.09, 13:57
                W końcu piszę całkiem rozsądnie i sensownie
                > ,
                > nie dając się ponieść emocjom.

                Alez piszesz bardzo rozsadnie. Tylko ze normalny czlowiek oprocz
                rozsadku ma jeszcze emocje i nimi sie rowniez kieruje w swoim
                postepowaniu i pisaniu. Osoby z ZA emocji, ironii, zartu slownego
                nie rozumieja, odbieraja wszystko doslownie, tak jak to jest
                napisane / powiedziane.

                Stad tez ataki na ciebie, bo nikt nie moze pojac, jak w sytuacji
                silnie generujacej emocje mozna byc tak bezuczuciowym i skupionym na
                detalistycznych wyliczeniach kto kiedy ile zrobil i zarobil.
                • krzysztof-lis Re: I wreszcie potwierdzily sie moje podejrzenia 17.06.09, 18:47
                  > Stad tez ataki na ciebie, bo nikt nie moze pojac, jak w sytuacji
                  > silnie generujacej emocje mozna byc tak bezuczuciowym i skupionym
                  > na detalistycznych wyliczeniach kto kiedy ile zrobil i zarobil.

                  No tak
              • twojabogini A jak się chowa dzidziuś? 18.06.09, 13:06
                krzysztof-lis napisał:

                >Żona mnie nie rzuciła, gdy po 12 dniach od porodu "wykopałem" ją do
                >pracy (tak naprawdę to sama poszła, ale to inna historia, trudna do
                >zaakceptowania). Zamiast "wziąć się w garść" i zaakceptować jej
                >bierność udało mi się ją "obudzić" i skierować z powrotem w
                >tryb "pracuję i zarabiam". Co jest korzystne dla nas obydwojga
                • krzysztof-lis Re: A jak się chowa dzidziuś? 18.06.09, 15:59
                  > A dzidziuś 12 dni to faktycznie najbardziej potrzebuje pracujacej
                  > matki. Jak wyglada karmienie piersią w tej sytuacji?

                  Dzidziusiowi w wieku 12 nie stanie się krzywda, gdy w miejsce dwóch posiłków z
                  piersi otrzyma posiłek z butelki. Tym bardziej, że od samego początku był
                  dokarmiany z tejże butelki.

                  > Ty wogóle lubisz sobie zonę zdominować:
                  > "ja jestem niewierzący (choć po komunii i latach
                  > chodzenia do kościoła), żona "wierząca niepraktykująca". Póki co
                  > żona przyjęła mój punkt widzenia"

                  Kwestia dominacji nad żoną nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu nigdy nie
                  związałbym się na całe życie (z takim założeniem braliśmy ślub) z osobą, z którą
                  w tak kategorycznych i ważnych kwestiach jak:
                  * podział obowiązków w rodzinie,
                  * posiadanie dzieci,
                  * wyprowadzka z miasta,
                  * wychowanie dzieci w wierze katolickiej lub bez niej,
                  nie byłbym w stanie dojść do porozumienia.

                  To dlatego zanim wzięliśmy ślub wiedzieliśmy kiedy zaczniemy starać się o
                  dzieci, czy dzieci będziemy wychowywać w wierze, że wyprowadzimy się z
                  mieszkania w bloku przy pierwszej okazji, że obydwoje będziemy zarabiać na życie
                  i dzielić się uczciwie domowymi obowiązkami.

                  Jeśli uważasz, że zdominowałem w ten sposób żonę
            • zyg_zyg_zyg Re: I wreszcie potwierdzily sie moje podejrzenia 18.06.09, 12:21
              > Krzysztof cierpi na ZA, albo lagodna postac autyzmu.

              Nie Ty jedyna masz takie wrażenie :-)
              I zresztą nie Ty pierwsza stawiasz taką diagnozę... :-)
              tinyurl.com/nzpm99
              • efi-efi Re: I wreszcie potwierdzily sie moje podejrzenia 18.06.09, 16:44
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > > Krzysztof cierpi na ZA, albo lagodna postac autyzmu.
                >
                > Nie Ty jedyna masz takie wrażenie :-)
                > I zresztą nie Ty pierwsza stawiasz taką diagnozę... :-)
                > tinyurl.com/nzpm99

                - nie wiem czy cierpi na w/w, ale jego poczucie humoru oceniam w skali od 1 do
                10 na jakieś minus 5!
    • i_vovin Re: całe życie na mojej głowie 10.07.09, 01:21
      Witaj, napisałeś kiedyś pod moim postem ,że masz tu swój watek i pewnie Cie zjem
      podobnie jak reszta forumowiczek. Nie zjem , nawet rozumiem. napiszę co sobie myślę:

      1. Czuję, że cała odpowiedzialność za dom jest na mojej głowie. Za utrzymanie
      domu, za gromadzenie oszczędności. Nie podoba mi się to, chciałbym to zmienić.


      Myślę, że dobrze się zastanowić, kiedy te uczucia się pojawiają, w jakich
      sytuacjach, jaki masz wpływ na te konkretne sytuacje - żeby je zmienić, lub
      swoje zachowanie, tak żebyś miał poczucie większej kontroli. Fachowiec terapeuta
      pewnie by podpowiedział dokładnie.


      2. Dodatkowo widzę, że tych celów życiowych (praca w domu to cel
      mój,posiadanie domu to cel wspólny) nie osiągniemy, bo nas na to nie stać.

      "nie osiągniemy" w ten sposób - co należy zmienić żeby osiągnąć?
      Zdefiniować to co oddala od celu i to co przybliża, robić drugie a nie pierwsze
      :) ( jak łatwo się to pisze ... :) )

      3. Żona nie potrafi gospodarować pieniędzmi.
      To problem zony od momentu kiedy podzielisz pieniądze i żonie będzie musiało
      wystarczyć to co zostanie po obowiązkowym wkładzie!!! w codzienne życie.
      Co pół roku kupuje sobie nowy telefon komórkowy. Starego nie sprzedaje,
      dopóki nie zrobię o to kilka awantur.


      nie robić awantur żonie, to nie dziecko do upominania.
      Dopóki zona daje tyle pieniędzy na wspólne życie ile zostało przez Was ustalone
      nie wtrącać się na co przeznacza resztę. Chwalić gust przy wyborze telefonów- to
      może mieć przełożenie na sex :)

      Zakupy do domu (żywnościowe) robi bez specjalnego pomysłu co kończy się tym,
      że sporo z lodówki rzeczy później wywalamy, bo nie nadają się do zjedzenia.
      Wywalalibyśmy więcej, bo żona ma wstręt przed jedzeniem czegoś po terminie
      ważności, ale ja jestem szczęśliwie odporniejszy. ;)


      Samemu robić zakupy , a jak kupi coś w ilości 8kg i się przeterminuje policzyć
      to z jej prywatnych pieniędzy.


      4. Żona jest bierna.
      Tak naprawdę to jej firma jest na mojej głowie. Nie zastanawia się nad tym,
      co zrobić, by zarabiać więcej pieniędzy. Co zrobić, by zarabiać w ogóle.


      Olać firmę zony. To nie dziecko z zabawka. Nie brać odpowiedzialności za druga
      dorosła osobę. Pilnować swoich interesów i zarabiać kasę, mądrze inwestować.

      Do studiów się nie przykłada za bardzo, choć ostatnio jest już lepiej.

      Olać, nie twoje studia nie twoja sprawa.


      ogólne wrażenie: po jaka cholerę matkujesz żonie???
      Chce spać do 10 zamiast iść do roboty, niech śpi..

      Samemu zająć się robieniem kasy i zatrudnić gosposie, żeby nie było, że żona
      zarobiona po uszy w domu i na nic nie ma czasu. Żonie zapewnić wyżywienie i
      mieszkanie.
      Uwagi i awantury zamknąć krótko chcesz kasy to sobie zarób, nie jesteś moją
      córka na utrzymaniu.

      To dość radykalne i albo odejdzie po 3 miesiącach ( a kto ja wtedy będzie
      utrzymywał???) albo zrobi z Ciebie "zbrodniarza", który zmusił ja do pracy.
      Tak po sprawiedliwości:
      Małe dziecko wymaga opieki to tez praca!!!
      Ale sama miałam kiedyś małe
      dziecko to pamiętam, to jeszcze nie koniec świata.

      Tak na serio: przyda dobry terapeuta rodzinny, jak zawsze obojgu małżonkom.

      Kiedyś usłyszałam, że pieniądze w związku oznaczają władzę ...

      teraz to dopiero mnie panie forumowiczki zjedzą... :)

      Pozdrawiam
      PS
      rzadko na fora zaglądam i niewiele piszę, lubię Twoje posty, nie mam czasu
      wszystkich czytać, sporo pracuję :) :)

    • i_vovin Re: całe życie na mojej głowie 10.07.09, 01:33
      Jeszcze tylko dodam, że to co napisałam dotyczy zasad małżeńskich w przyszłości.
      Jak mama z dzieckiem posiedzą 5 miesięcy razem a tata się zajmie zarabianiem na
      całą rodzinkę bedzie fajnie.

      Moim zdaniem te pierwsze po roku jest dla rodziny ważne, reszta poczeka, dziecko
      takie małe jest krótko i potrzebuje rodziców wypoczętych a nie zabieganych od
      pracy do pracy.

      Sam jestem niezależna finansowo od męża, i uważam, ze tak jest najlepiej, ale
      gdyby było trzeba dla dobra dziecka, swojego zdrowia - z pewnością bym
      "popasożytowala" na nim parę miesięcy - i odwrotnie oczywiście tez!

      Po prostu nie można przesadzać w żadna stronę.
    • antoska2013 Re: całe życie na mojej głowie 22.07.13, 09:24
      1. Słuchaj to nie jest ważne, że Twoja żona nie pracuje 14 miesięcy. Ważne jest, że TERAZ jest kilkanaście dni po porodzie. Rozejrzyj się wokół. Kobiety kilkanaście dni po porodzie nie pracują. Obecnie mają rok macierzyńskiego. Rozumiesz, dlaczego?
      2. Bo najważniejsze jest dziecko. Jest bardzo ważne, by tak małym dzieckiem zajmowała się kochająca je maka, a nie obca opiekunka. Jeśli tego nie rozumiesz, oznacza to, że nie rozumiesz potrzeb dziecka i nie nawiązałeś z nim jeszcze więzi. W tym widzę największy Twój problem- nie stawiasz swojego dziecka na 1 miejscu. Może to jakiś okres paniki, ale dojrzały ojciec stawia dobro dziecka najwyżej, nie swoje plany materialne.Ty podchodzisz do swojego dziecka jak do małego pieska- każdy mu może dać jeść. Tu jest wielki błąd w Twoim myśleniu i... brak miłości:-(
      3. Żona zapewniała, że będzie dużo zarabiała, ale tak się nie stało. Widocznie miała nierealistyczne plany. Zanim ją oskarżysz, zobacz, że i Ty patrzysz nierealistycznie na życie: koniecznie chcesz zrealizować plan domu w czasie gdy jest to zwyczajnie niemożliwe. Nie możesz zmuszać żony do pracy kilkanaście dni po porodzie. To jest idea z czasów jaskiniowych. Twój plan finansowy był źle przemyślany, nierealny, jak się okazało. A Ty się upierasz jak dziecko- koniecznie chcesz obiecaną Ci zabawkę. Tylko wiesz, teraz jesteś ojcem, nie dzieckiem. Nie Twoje zabawki (plany domu) są tu najważniejsze...
      4. Uznaj prawa innych w swojej rodzinie. Maleńkie dziecko ma prawo mieć mamę przy sobie. Żona ma prawo nie pracować i zajmować się dzieckiem w czasie gdy jest ono takim maluszkiem. Rodzina to są ludzie, którzy się kochają i szanują nawzajem swoje prawa. Ty nie masz prawa unieszczęśliwiać dwóch osób tylko dlatego, że sobie wymyśliłeś nierealny złoty sen...
      5. Co jest dla Ciebie najważniejsze? Ty, żona i dziecko czy status materialny, dorabianie się i dom? Jeśli to przemyślałeś i naprawdę kasa i dom są dla Ciebie ważniejsze od praw i szczęścia najbliższych osób, rozwiedź się. Daj dziewczynie szansę znalezienia kogoś, kto ją naprawdę pokocha. Ją, a nie nierealistyczne plany, jak zużyje kasę, którą rzekomo ona może zarobić.
      • lilith76 Re: całe życie na mojej głowie 23.07.13, 15:33
        To historia sprzed ponad 4 lat.
        Swoją droga, ciekawe w jakim punkcie ta rodzina jest teraz?
        • couiza Re: całe życie na mojej głowie 23.07.13, 15:43
          Nie chce wprowadzac w blad, ale chyba nie skonczyla za dobrze. Wnosze z opisow autora watku na blogach i FB. Oczywiscie moge sie mylic.
          • antoska2013 Re: całe życie na mojej głowie 26.07.13, 17:48
            O rany to jak to wyskoczyło z archeo?;-) Podasz linka na bloga?
          • basiastel Re: całe życie na mojej głowie 27.07.13, 11:42
            Przypadkiem ten wątek mi wyskoczył i sobie poczytałam trochę. Nie znam wpisów na blogu, czy fb, ale to nie mogło się skończyć dobrze. Facet próbował totalnie kontrolować żonę. Ktoś, kto pilnuje, by kobieta, która 12 dni wcześniej urodziła dziecko, czasem sobie nie pospała to jakiś bezduszny stwór. No i to założenie, że to żona miała utrzymywać rodzinę, nie on. Facet do odstrzału.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka