Dodaj do ulubionych

singielka...

06.05.09, 11:37
...mam z jedną problem, ale nie o tym chcę napisać...
Czy to tylko moje zdanie, czy ktoś jeszcze się pod tym podpisze?
Otóż uważam, że panie- singielki- które są w dzisiejszym świecie
odbierane jako niezależne, silne, odważne kobiety, są tak naprawdę
egoistkami, które dla świętego spokoju wolą być same, a w chwili
kiedy im potrzeba silnego męskiego ramienia (np. pomoc w
przeprowadzce, zakup sprzętu RTV, komputera, wywiercenie dziury w
ścianie itp. inne typowo męskie prace) dzwonią do swoich kolegów
(niejednokrotnie mężów, narzeczonych, chłopaków innych kobiet) i
proszą ich o pomoc.
A mnie szlak trafia, jak po raz n-ty słyszę w TV, czytam w prasie,
albo internecie o wyemancypowanych młodych kobietach, modzie na
singlowanie, bo jestem jedną z tych żon, które czekają cierpliwie w
domu, podczas, gdy ich mąż pomaga po raz kolejny swojej niezależnej
koleżance-singielce! A miałam o niej nie pisać...

Obserwuj wątek
    • serendepity Re: singielka... 06.05.09, 11:49
      To sprawa miedzy Toba, a mezem, a nie singlami.


      • fantazjuje Re: singielka... 06.05.09, 11:57
        A czy będąc singielką zawracałabyś głowę żonatemu facetowi, wiedząc,
        że jego żona ma coś przeciwko? ...a nawet znacznie więcej niż "coś
        przeciwko"! Naiwnie wierzyłam, że w takich sytuacjach działa tzw.
        kobieca solidarność.
        • chloe30 Re: singielka... 06.05.09, 12:00
          fantazjuje napisała:

          > Naiwnie wierzyłam, że w takich sytuacjach działa tzw.
          > kobieca solidarność.


          <rotfl>
          czegos takiego jak kobieca solidarność nie ma, nigdy nie było i
          nigdy nie będzie :)
          Jest megarywalizacja i tyle.
        • triss_merigold6 Re: singielka... 06.05.09, 12:20
          ROTFL.
          Będąc singielką zawracałam głowę zajętym panom niekoniecznie w
          celach erotycznych, bardziej przyziemne kwestie były grane: zawieź,
          przywieź, napraw, zrób coś z kompem.
          Będąc niesingielką starałam się trzymać chłopów z daleka od
          singielek.
          Punkt widzenia zależy od punku siedzenia. Skróć mężowi smycz.
          • fantazjuje Re: singielka... 06.05.09, 12:53
            Skracanie smyczy przerodziło się w całkiem poważną obsesję, nad
            którą pracuję razem z terapeutą...
            Zastanawiam się tylko, jak kobiety mogą być dla siebie takimi
            wrednymi sukami...
            • triss_merigold6 Re: singielka... 06.05.09, 13:07
              A pan mąż nie rozumie, że jego "pomaganie" koliduje z życiem domowym
              i oczekiwaniami żony?
              BTW to nie wredota, zwykła wygoda.
            • makurokurosek Re: singielka... 06.05.09, 14:45
              wybacz ale to nie singielka ma zobowiązania wobec ciebie tylko twój mąż to po
              pierwsze, po drugie zwykła ludzka pomoc nie musi sie wiązać z erotyczną
              fascynacją .
        • serendepity Re: singielka... 06.05.09, 13:00
          Nigdy nie mialam okazji zawaracania glowy zonatym, bo jak ja bylam singlem, to
          wiekszosc moich znajomych nie byla jeszcze zonata.

          Ja akurat jestem niezalezna i robie wszystko co sie da sama, bo nie lubie prosic
          sie nikogo. Oczywiscie to bylo frajerskie, bo nie raz nadzwigalam sie i
          narobilam. Teraz bym po prostu wynajelam kogos do tych prac.

          A czy jak maz znajdzie sobie kochanke, ktora bedzie singlem, to tez bedzie jej
          wina czy wina meza, ze zboczyl ze swojej drogi?
          • fantazjuje Re: singielka... 06.05.09, 13:30
            Wiem, że do niego powinnam mieć pretensje, a nie do niej, ale o
            wiele łatwiej jest mi myśleć, że to z niej głupia suka, a nie że
            człowiek, który ślubował "miłość, wierność i uczciwość małżeńską"
            woli obcej babie pomagać, zamaist porozmawiać szczerze z własną żoną.
            • annb Re: singielka... 06.05.09, 14:26
              to jednak popracuj nad zmianą myslenia
              To nie boli
              • fantazjuje Re: singielka... 07.05.09, 06:23
                Jak pisałam już wcześniej spotykam się regularnie z terapeutą, więc
                jak myślisz- pracuję nad zmianą myślenia, czy płacę mu ciężkie
                pieniądze po to, żeby raz w tygodniu mieć z kim poplotkować?
                • annb Re: singielka... 07.05.09, 08:17
                  bo ja wiem
                  jakos opornie Ci idzie
                  jak juz wyzej i nizej pisano-problemy masz z męzem a nie z tą panią.
        • sir.vimes Pytanie właściwe 09.05.09, 11:36
          to: czy jakbyś była mężem robiłabyś coś co sprawia ogromną przykrość żonie i
          czemu jest ona przeciwko?
    • kicia031 Re: singielka... 06.05.09, 12:25
      Masz problem z mezem, a nie z ta panna.

      Chociaz ja w czasie gdy bylam niezrzeszona nie prosilam o nic
      zonatych / zajetych facetow, bo zawsze krecila sie wokol
      wystarczajaca liczba wolnych panow chetnych do pomocy.
      • miacasa Re: singielka... 06.05.09, 13:16
        też nie widziałam niczego ciekawego w zawracaniu głowy zajętym facetom i śmiem
        twierdzić, że coś tu śmierdzi i tej pani nie koniecznie o przysługi chodzi a
        mężunio coś mało asertywny skoro żona aż w obsesję popadła
    • kacpercio1 Re: singielka... 06.05.09, 13:59
      A w czym jej tak szanowny mąż pomaga? I jak często się widzą, czy
      ona z tobą ma także jakiś kontakt?
    • artemisia_gentileschi Re: singielka... 06.05.09, 16:22
      To z mezem masz problem, nie z ta pania. Zazdroscisz jej, czy co, ze
      potrafi sobie zorganizowac pomoc, a nie musi chlopa obslugiwac?
      Lepiej sie ustawila niz Ty i trudno jej odmowic slusznosci.
      • fantazjuje Re: singielka... 07.05.09, 06:21
        artemisia_gentileschi napisała:

        > Zazdroscisz jej, czy co, ze
        > potrafi sobie zorganizowac pomoc, a nie musi chlopa obslugiwac?

        Właśnie takie podejście miałam na myśli pisząc, że kobiety są dla
        siebie na wzajem sukami. Dziękuję artemisia_gentileschi za bycie
        przykładem :)
        I właściwie trafiłaś w sedno, tylko nie użyłabym
        słowa "zazdrościsz", "irytujesz" jest bardziej trafne. Oczywiście
        żadna "niezależna" singielka nie pomyśli, że dostaje pomoc cudzym
        kosztem.
        • makurokurosek Re: singielka... 07.05.09, 11:26
          czyli nie ustępujesz miejsca w autobusie kobietą w ciąży ani starszym osobą bo
          naraża to ciebie na straty, ciekawe podejście do ludzkiej życzliwości i pomocy.
          Masz problem z mężem albo swoją niezdrową zazdrością, a nie z singielkami
          • fantazjuje Re: singielka... 07.05.09, 11:52
            Trochę Cię poniosło podczas wyciągania wniosków z mojej wypowiedzi :)
            Zdecydowanie ustępuję miejsca, wręcz lubię pomagać.
            Zależy tylko od tego, jakie podejście ma osoba, której pomagam-
            pomoc to jedno, a "ujeżdżanie" kogoś i zwracanie się z byle bzdurą,
            z przyzwyczajenia, że ten ktoś pomoże to inna sprawa.
            Świat nie jest ani czarny, ani biały- po drodze jest mnóstwo odcieni
            szarości i przegięciem jest określanie go tymi dwoma skrajnościami.
            • serendepity Re: singielka... 07.05.09, 11:58
              W takiej sytuacji "ujezdzany" powinien pocwiczyc asertywnosc i odmowic.
        • artemisia_gentileschi Re: singielka... 12.05.09, 15:33
          fantazjuje napisała:

          > artemisia_gentileschi napisała:
          >
          > > Zazdroscisz jej, czy co, ze
          > > potrafi sobie zorganizowac pomoc, a nie musi chlopa obslugiwac?
          >
          > Właśnie takie podejście miałam na myśli pisząc, że kobiety są dla
          > siebie na wzajem sukami. Dziękuję artemisia_gentileschi za bycie
          > przykładem :)

          Nie, to Ty jestes tego swietnym przykladem ze swoim chamstwem, ja
          niczego obrazliwego nie napisalam. Mam Ci przytakiwac w imie zle
          pojetej solidarnosci jajnikow, chociaz nie masz racji?

          > I właściwie trafiłaś w sedno, tylko nie użyłabym
          > słowa "zazdrościsz", "irytujesz" jest bardziej trafne. Oczywiście
          > żadna "niezależna" singielka nie pomyśli, że dostaje pomoc cudzym
          > kosztem.

          A nie wpadlas na to, ze kierujesz pretensje w niewlasciwym kierunku?
          Szkoda.
          • fantazjuje Re: singielka... 12.05.09, 17:24
            artemisia_gentileschi napisała:

            > A nie wpadlas na to, ze kierujesz pretensje w niewlasciwym
            kierunku?
            > Szkoda.

            -Szkoda, owszem, ale szkoda, że nie zadałaś sobie trudu
            prześledzenia całej dyskusji, w której w kilku miejscach stwierdzam,
            że to mój mąż jest dla mnie partnerem do rozmów na ten temat.
            • artemisia_gentileschi Re: singielka... 12.05.09, 18:07
              A wiesz, przesledzilam.
              I wylania sie z tego obraz jednoznaczny: partnerem do rozmowy jest
              maz, a jakze, ale caly ladunek negatywnych emocji jest skierowany w
              strone nieszczesnej singielki. W dodatku generalizujesz rozciagajac
              swoje pretensje na wszystkie kobity stanu wolnego, ktorym z niskich,
              egoistycznych pobudek nie chce sie w domu trzymac chlopa, a do
              meskich robot angazuja zonatych czy zajetych znajomych;)
              Nie wiem, jakie sa relacje pomiedzy Twoim mezem a jego znajoma.
              Normalnie jednak po to sie ma przyjaciol - zeby sobie pomagac w
              trudnych sytuacjach, niezaleznie od stanu cywilnego.
              • fantazjuje Re: singielka... 12.05.09, 18:46
                Już Cię lubię :)

                > I wylania sie z tego obraz jednoznaczny: partnerem do rozmowy jest
                > maz, a jakze, ale caly ladunek negatywnych emocji jest skierowany
                > w strone nieszczesnej singielki.

                O wiele łatwiej jest mieć "ale" do osoby, którą się zna, owszem, ale
                można bardzo ograniczyć jej widywanie. Tak, wiem, do niego powinnam
                kierować wszelkie pretensje. Singielka wcale nie jest nieszczęsna,
                moim zdaniem jest wyrachowana i dobrze wie co robi... Bo ona taka
                sama, biedna... i masz rację- wku...wiła mnie jedna, a ja
                generalizuję, ale co zrobić- popsuła mi obraz całego "rodu
                singielek" i musiałam się podzielić swoją refleksją ;)
                Co do przyjaźni i pomagania się zgadzam, pod warunkiem, że pomagasz
                Przyjaciołom (przez wielkie P) i w trudnych sytuacjach, a nie pod
                byle pretekstem wymyślonym przez kobietę, która już sama nie wie, co
                wymyślić, żeby tylko spędzać z nią wolny czas...
                Sytuacja już jest wyjaśniona- laska przedobrzyła na tyle, że nawet
                mój mąż zauważył, że chyba nie o pomoc jej chodzi :)
                • artemisia_gentileschi Re: singielka... 13.05.09, 20:45
                  fantazjuje napisała:

                  > Już Cię lubię :)

                  A dzieki, wzajemnie, tylko mnie to uogólnianie strzeliło:)
                  Ad meritum: zakładając że tak jest w istocie (IMO wyolbrzymiasz, ale
                  nie znam osoby więc mogę się mylic) i koleżanka jest jakąś harpią -
                  nie ona obiecywala Ci miłośc, wiernosc i takie różne bajery, więc
                  nie jest do niczego zobligowana, to mąż powinien w pewnym momencie
                  określic jasno granice.
                  Zdarzało mi się, niezależnie czy byłam zajęta czy wolna, zarówno
                  przyjmowac pomoc jak i pomagac nie tylko bliskim przyjaciołom, ale i
                  dalszym znajomym, czasem i osobom całkowicie obcym. Co nie znaczy,
                  że należy sobie dawac wejśc na głowę;)
        • boryska_only Re: singielka... 13.05.09, 11:09
          mąż nie ma jakiś kolegów,też singli,krórego ty bys mogla poprosic o
          jakas pomoc? moze to podziala,on u niej podłącza pralkę itp,a ty w
          domu z jego kolegą przestawiasz meble np. w sypialni :)
          wiesz z facetami jest tak,że "pies siana nie ja ale koniowi tez nie
          da"...pomysl o tym,jezeli to nie jest jakis hardcore dla ciebie,to
          zrob to,a potem pogadajcie z mężem o swoich uczuciach,odczuciach
          etc. moze pomysli o tobie,jak go tamta znow o cos poprosi???
          pozdrawiam :)
    • karolina331 Re: singielka... 07.05.09, 11:30
      Normalna singielka NIE TRUDZI cudzych mężów w ŻADNEJ sytuacji
      życiowej. Ma na tyle KLASY, że do najróżniejszych robót wzywa
      fachowca i płaci za usługę.

      Singielka bez klasy lub singielka polująca na cudzego męża ZAWSZE
      szuka głupich, którzy za nią zrobią to, czy tamto i jeszcze na
      kolacyjkę zaproszą i do domciu odwiozą.

      A, że żona cała w nerwach z dzieciakami czeka?
      A niech czeka, jak jest (głupią) żoną.

      O jakiej solidarności kobiecej mówisz, bo ja pierwszy raz o czymś
      takim słyszę, a dojrzała ze mnie kobieta?

      Tak już w życiu jest, że chłop jest skonstruowany tak prosto jak cep
      i zachęcony oraz zwabiony przez "samotną kobietkę" - w szkodę
      chętnie wlezie.
      Nie licz na jego zrozumienie, skoro do tej pory nie przyjął do
      wiadomości, że nie życzysz sobie, aby tej pani pomagał (?).

      I zamast rozważać "dlaczego singielki...", skocz do fryzjera, zrób
      się na bóstwo i leć do tej pani (najlepiej do pracy) i zrób jej
      ostrą jazdę bez trzymanki, że sobie ABSOLUTNIE nie życzysz, aby
      zawracała d...sko Twojemu meżowi, bo on ma dość własnych zajęć, a
      dla niej marnuje czas przeznaczony dla Twoich dzieci, bo biedaczek
      NIE UMIE JEJ ODMÓWIĆ ZE WZGLĘDU NA JEGO WRODZONY WDZIĘK, STARANNE
      WYCHOWANIE I KULTURĘ OSOBISTĄ.

      I tak za każdym razem, jak Twój mąż będzie leciał z pomocą samotnym
      bidulkom. No i pomyśl o jakiejś dodatkowej pracy dla niego, bo może
      się pan nudzi nieco.

      Pamiętaj, że jak sama nie upilnujesz swoich sparaw, nikt za Ciebie
      tego nie zrobi.
      • fantazjuje Re: singielka... 07.05.09, 12:04
        karolina331 napisała:

        > Normalna singielka NIE TRUDZI cudzych mężów w ŻADNEJ sytuacji
        > życiowej. Ma na tyle KLASY, że do najróżniejszych robót wzywa
        > fachowca i płaci za usługę.
        >
        > Singielka bez klasy lub singielka polująca na cudzego męża ZAWSZE
        > szuka głupich, którzy za nią zrobią to, czy tamto i jeszcze na
        > kolacyjkę zaproszą i do domciu odwiozą.

        -zdecydowanie zgadzam się z tą częścią wypowiedzi

        > A, że żona cała w nerwach z dzieciakami czeka?
        > A niech czeka, jak jest (głupią) żoną.

        -dzieciaków nie mamy i dopóki sprawy między nami nie zostaną
        uporządkowane nie będziemy ich mieć, bo nie jestem z tych naiwnie
        wierzących, że dziecko go zmieni


        > O jakiej solidarności kobiecej mówisz, bo ja pierwszy raz o czymś
        > takim słyszę, a dojrzała ze mnie kobieta?

        -mam między innymi na myśli banalną zasadę, że jak facet jest
        zajęty, to jest ZAJĘTY i jak mam ochotę iść z nim na browara to
        pójdziemy we 3 -ja, on i jego kobieta- albo wcale... wiem- to takie
        staroświeckie, ale tak według mnie powinno być!


        > I zamast rozważać "dlaczego singielki...", skocz do fryzjera, zrób
        > się na bóstwo i leć do tej pani (najlepiej do pracy) i zrób jej
        > ostrą jazdę bez trzymanki, że sobie ABSOLUTNIE nie życzysz, aby
        > zawracała d...sko Twojemu meżowi, bo on ma dość własnych zajęć, a
        > dla niej marnuje czas przeznaczony dla Twoich dzieci,

        -do niej nie pójdę- chociaż chwilami mam na to wielką ochotę, bo
        uważam, że ona nie jest "stroną" w tej sprawie, to on jest moim
        mężem i on ma być fair w stosunku do mnie (ona oczywiście też, ale
        od niej nie mam prawa tego wymagać)

        > bo biedaczek
        > NIE UMIE JEJ ODMÓWIĆ ZE WZGLĘDU NA JEGO WRODZONY WDZIĘK, STARANNE
        > WYCHOWANIE I KULTURĘ OSOBISTĄ.

        -może głupio to zabrzmi, ale trafiłaś w sedno- ten czlowiek ma
        wielki problem z odmawianiem, niejednokrotnie godził się wziąć
        udział w czymś na co zupełnie nie miał ochoty, bo głupio mu było
        odmówić. Od jakiegoś czasu pracujemy nad tym i efekty są- chociaż to
        nie jest jeszcze to, co powinno być, bo nie powie, że "Nie i już"
        tylko "Niestety nie mogę, bo będę zajęty" chociaż często to wielka
        ściema

        > Pamiętaj, że jak sama nie upilnujesz swoich sparaw, nikt za Ciebie
        > tego nie zrobi.

        -zdaję sobie z tego sprawę i uwierz mi- ciężko nad tym pracuję.

        Dziękuję za konstruktywny komentarz! :)
        • karolina331 Re: singielka... 07.05.09, 12:26
          A, jak nie masz dzieci, to nie jest jeszcze tak źle.

          Męża można (i trzeba) wspierać i o niego dbać.
          Doskonale rozumiem, że są mężczyźni, którzy nie potrafią (z kultury)
          odmówić pomocy, bo sama takiego w domu mam.
          Ale ponieważ jest to przy okazji niezwykle atrakcyjny mężczyzna,
          często się zdarzało, że jakaś bidulka koniecznie czegoś od niego
          potrzebowała. A to źle się poczuła po zebraniu i prosiła głosikiem
          konajacej synogarlicy coby ją do domku odwiózł, albo ciężką szafę
          pomógł przesunąć, albo zobaczyć, co się stało w jej autku, bo nie
          chce odpalić?

          Normalna kobieta jak jest chora, to wzywa albo taksówkę i jedzie do
          domu, albo pogotowie i wiozą ją do szpitala.
          Do przesuwania mebli bierze się pana z netu, który takie usługi
          świadczy.
          Do zepsutego auta wzywa się serws.

          NIGDY nie ma takiej sytuacji, że jakś obca baba może się wysługiwać
          Twoim mężem. I nie wierz w cuda.

          Jak jej nie stać na płatną pomoc, to niech weźmie dodatkowy etat.

          Ty masz dobrą sytuację, bo masz myślącego męża z którym wystarczy
          codziennie porozmawiać i uświadomić go, jakie naprawdę są kobiety i
          czym mu może grozić taka spolegliwość wobec singielki (lub każdej
          obcej kobiety).

          Ona może:
          - rozpowiadać, że Twój mąż za nią szaleje i ona już nie wie, co ma
          robić z takim nachalnym typem,
          - oskarżyć go o molestwoanie,
          - usiłować wrobić go w ojcostwo i zanim się wszystko wyjaśni - Ty
          już będziesz z nim PO ROZWODZIE.

          Mężczyźni rzadko zdają sobie sprawę z tego, do czego jest zdolna
          kobieta, aby dokopać innej kobiecie.

          Tak więc się nie daj i bądź czujna.

          ---
          Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
        • jutka74 Re: singielka... 07.05.09, 22:14
          "do niej nie pójdę- chociaż chwilami mam na to wielką ochotę,"

          A dlaczego nie?? Zawsze można zaaranżować przypadkowe spotkanie i zaznaczyć swoją obecność w życiu swojego faceta.

          "bo uważam, że ona nie jest "stroną" w tej sprawie,"

          ale jest chyba. To ona się wcina w Wasze relacje.

          "to on jest moim mężem i on ma być fair w stosunku do mnie (ona oczywiście też, ale od niej nie mam prawa tego wymagać)"

          ale możesz jej to zasugerować. Niech sobie nie myśli! To Twój facet!
    • amb25 Re: singielka... 07.05.09, 12:05
      Mnie sie wydaje, ze singielki to w wiekszosci Panie, ktorym w zyciu
      zawodowym powodzi sie super, natomiast w prywatnym - juz nie tak
      bardzo. Oczywiscie nie chodzi mi o Panie w wieku ok. 25 lat, bo te
      okreslilabym raczje jako panny na wydaniu :). Bardzo czesto
      singielki sa to osoby samotne, kore albo nie maja czasu bo zarabiaja
      pieniadze (lub nie chca go miec), albo po prostu boja sie stalych
      zwiazkow. Dlatego tak czesto slyszy sie od singielek ze nie spotkaly
      nikogo odpowiedniego. Jesli boja sie zaryzykowac, ze zwiazek bedzie
      nieudany (a nigdy nie ma gwarancji ze bedzie ok) to nigdy nie
      spotkaja nikogo odpowiedniego. Zastanawialam sie kiedys, czy moze
      np. maja jakis uraz z dziecinstwa, albo nieudana milosc. Moze to sa
      perfekcjonistki bojace sie porazki.
      A to cale pisanie w prasie o singlach, wyglada mi po prostu na
      manipulacje i wskazywanie "jedynego slusznego" toku myslenia.
      Singlami sa bo chca. Ja uwazam, ze wiekszosc jest bo nie umie sobie
      poradzic z wlasnymi poroblemami psychicznymi. Oczywiscie sa pewnie
      wyjatki, ale mysle ze nie wielkie.
      A co do meza to pilnuj. Bo jak ja bylam panna na wydaniu, to
      szczegolnie, kiedy zony byly z dziecmi na wakacjach, przychodzili,
      pod pozorem pomocy i to z wlasnej woli, bez proszenia. Jaki byl
      prawdziwy podtekst wiadomo.
      Czasem jak potrzebowalam pomocy meskiej np. przy przeprowadzce, to
      zapraszalam kolege z zona.
      Raz pamietam mialam b. zabawny przypadek. Nagle przyjechal w
      odwiedziny z pytaniem czy nie potrzebuje pomocy znajomy, dosc
      odlegly, bo nawet jego zony nie znalam. No dobra posiedzielismy,
      pogadalismy jakies 2 godz. Potem na sugestie ze jestem zmeczona z
      ociaganiem sie wyniosl. Ok. polnocy - telefon z pytaniem czy on moze
      jednak wrocic, bo czuje sie taki samotny bez zony. Do dzis chce mi
      sie z tego smiac :)
      Mam tez znajoma w pelni slowa singielka, ale ona NIGDY nie prosi o
      pomoc zonatych facetow. Generalnie niegdy nie prosi o pomoc nikogo
      poza rodzina. Nawet przyjaciolek.
      • kicia031 Re: singielka... 07.05.09, 13:56
        Mnie sie wydaje, ze singielki to w wiekszosci Panie, ktorym w zyciu
        > zawodowym powodzi sie super, natomiast w prywatnym - juz nie tak
        > bardzo.

        masz racje - wydaje ci sie.
        • fantazjuje Re: singielka... 07.05.09, 17:18
          To ja dołączam do klubu tych, którym się tak wydaje :P
          Uważam, że to z zewnątrz egoizm, a troszkę głębiej niepowodzenia w
          związkach.
          • kicia031 Re: singielka... 07.05.09, 21:27
            Uważam, że to z zewnątrz egoizm, a troszkę głębiej niepowodzenia w
            > związkach.

            jak na razie niepowodzenia w zwiazku masz ty, a ona jak najbardziej ma powodzenie.
            • miacasa Re: singielka... 07.05.09, 22:05
              Kiciu, no nie atakuj tak Autorki, bo z całym szacunkiem dla singli z klasą chyba
              każdy z nas zna przynajmniej jedną pijawkę, która to rwie cudzych mężów na
              bezradne kobieciątko i mnie osobiście takie metody mierżą
              • kicia031 Miacasso 11.05.09, 14:42
                Znam mnostwo pijawek roznej plci i stanu cywilnego.
                Mierzi mnie stereotypowe widzenie pewnej grupy ludzi, i tyle.
                I przekonanie o wlasnej wyzszosci, bo sie chlopa zaobraczkowalo - bo
                jak widac takie podejscie prowadzi tylko do tego, ze ptaszek sie
                wyrywa z klatki.
    • twojabogini Re: singielka... 07.05.09, 12:38
      Proszenie cudzego męża/narzeczonego/chłopaka o pomoc za
      plecami "włascicielki" świadczy o braku klasy, albo...o chętce na
      niego(apetyt na "jeden raz", albo na trwałe przejęcie obiektu).Twój
      niepokój jest uzasadniony. Pani nie jest w porządku, twój mąż
      jeszcze bardziej. Ślubował ci wierność i lojalność - i przynajmniej
      jedną z nich narusza. Szkoda twojej kasy na terapię. Zapisz się
      lepiej na kurs asertywności. Szczerze.

      Co do singli. Ostatnie lata byłam samotną mamą. Radziłam sobie sama
      lepiej lub gorzej.Ciężkiej szafy to ja nie udźwignę, wiertarką też
      jakoś się nie posługuję. Jak miałam kasę to płaciłam, żeby ktoś mnie
      wyręczył, jak nie, to szukałam pomocy wsród znajomych. W pierwszej
      kolejnosci singli. W drugiej - panów "zajętych" - ale do domu
      zapraszałam OBOJE. Pan naprawiał kontakt, a ja i jego
      partnerka/żona/dziewczyna piłyśmy kawę (albo browarka :).
      Tak, masz do czynienia z suką. Nie generalizuj swojego problemu na
      wszystkich singli świata, tylko rozwiąż realny problem, który masz.
      Powiedz mężowi, że sobie nie życzysz jego kontaktów z ta panią.
      Wytłumacz, że ci z tym źle. Masz prawo wyrazic swoje zdanie! On ma
      prawo się nie dostosować. Ty masz prawo podjąć dlasze działania:
      zacznij uczyc kumpla-singla angielskiego, gotowania, czy co tam
      potrafisz (nie polecam w odwecie nawiązania kontaktów intymnych,
      tylko nawiązanie znajomości), albo poswięć więcej czasu sobie, a
      jego olej, wróci do domu od pani, a tu domek pusty - niech się
      zdziwi...tylko bez dzikich awantur...
      ...a jak ma tyle czasu wolnego, to może zaplanujcie jakis remont,
      scian nie trzeba pomalować? może jakies półki nowe?w końcu lubi
      takie prace... ;)
    • eastern-strix czyli uwazasz.... 08.05.09, 01:19
      ...ze jesli singielka prosi Twojego meza o pomoc to chce go przelciec?

      a o to,ze maz mimo Twojego sprzeciwu jedzie winisz ja a nie meza?

      coz....

      ja jestem mezatka i nie mam nic przeciwko kiedy meza kolezanki-singielki prosza
      go o pomoc. sama pomagam swoim znajomym singlom i plec nie gra roli.

      jako mezatka prosze czasem o pomoc znajomych kolegow i nie widze w tym nic zlego.

      chyba masz problem z poczuciem wlasnej wartosci? a skoro maz nie bierze pod
      uwage tego,ze nie lubisz kolezanki-singielki to chyba masz problem z komunikacja
      w zwiazku i watpie,ze to wina tych niezaleznych kobiet z okladek, ktore tak
      obsmarowujesz.

      mi sie wydaje,ze im zazdroscisz,bo sa niezalezne, moze interesujace, maja wlasne
      pasje i zainteresowania i do tego jeszcze Twoj maz jednej z nich pomaga, czego
      nie mozesz zrozumiec.

      jesli Ty wyszlas za maz wylacznie po to,zeby miec chlopa i nie zawracac glowy
      zonatym kolegom to gratuluje,ale nie wszyscy tak robia.

      niektorzy sa sami i maja znajomych obojga plci o roznym stanie cywilnym.
      • fantazjuje Re: czyli uwazasz.... 08.05.09, 06:31
        eastern-strix napisała:

        > ...ze jesli singielka prosi Twojego meza o pomoc to chce go
        przelciec?

        -wskaż mi fragment mojej wypowiedzi, który podsunął Ci taki wniosek

        > a o to,ze maz mimo Twojego sprzeciwu jedzie winisz ja a nie meza?

        -wyraźnie napisałam, że wiem o tym, że ona nie jest dla mnie "stroną"

        > watpie,ze to wina tych niezaleznych kobiet z okladek, ktore tak
        > obsmarowujesz.

        - cały czas nie rozumiem tego, dlaczego uważa się je za niezależne,
        zdecydowanie NIE są niezależne

        > mi sie wydaje,ze im zazdroscisz,bo sa niezalezne, moze
        >interesujace, maja wlasne
        > e
        > pasje i zainteresowania
        > jesli Ty wyszlas za maz wylacznie po to,zeby miec chlopa i nie
        zawracac glowy
        > zonatym kolegom to gratuluje,ale nie wszyscy tak robia.

        - kolejne wnioski nie wiadomo skąd- że nie mam zainteresowań, a o co
        z tym mężem Ci chodzi, to nie do końca rozumiem... Powinnaś jeszcze
        napisać, że na pewno jestem gruba, niewykształcona i mam rozdwojone
        włosy i haluksy- przecież to tak jasno wynika z moich postów :P
        • annb Re: czyli uwazasz.... 08.05.09, 10:19
          jak Cię czytam to się przestaję dziwic twojemu męzowi że woli czas
          wolny spedzać poza domem.
        • eastern-strix Re: czyli uwazasz.... 08.05.09, 22:04
          nie wiem czy masz halluksy ale ja mam, wiec ostroznie, bo akurat to jest dosc
          bolesna dolegliwosc


          sama piszesz,ze pracujesz nad chorobliwa zazdroscia z terapeuta.

          a zazdrosc bierze sie z niskiego poczucia wlasnej wartosci, wiec podalam jedynie
          przykladowe motywy.

          po prostu mysle, ze widzenie czarno-biale na zasadzie,ze jak kobieta prosi
          mezczyzne o pomoc to niej jest niezalezna, swiadczy o tym,ze jestes niedojrzala
          i widziasz swiat stereotypowo. moze 9 na 10 razy prosi o pomoc kolezanke a 1 na
          10 faceta (ktory ma zazdrosna zone)

          Popracuj nad tym troche bo zycie jest jedno i nie warto go tak marnowac.

          A zeby tak sie wybrac z mezem i poznac te kolezanke? Nawet jej nie znasz a juz
          osadzasz i przypisujesz niecne intencje.

          Co do niezaleznosci to mozna byc zalezna singielka i niezalezna mazatka- to nie
          zalezy od stanu cywilnego.

          Martwi mnie natomiast,ze traktujesz meza jak swoja wlasnosc. Okropnie sie to czyta.
          • vibe-b Re: czyli uwazasz.... 08.05.09, 23:23
            eastern-strix napisała:


            >
            > Martwi mnie natomiast,ze traktujesz meza jak swoja wlasnosc.
            Okropnie sie to cz
            > yta.


            Nie zauwazylam, zeby traktowala meza jak wlasnosc. Raczej doskwiera
            jej, ze maz sporo (najwyrazniej za duzo) czasu spedza na pomaganiu
            singielkom. Cos w tym dziwnego? Nie wiem na jakim etapie jestes,
            singiel czy mezatka, a jesli mezatka to jakie masz uklady, ale
            konstrukcja normalengo zwiazku jest dosc klarowna: maz swojej zony
            ma byc przede wszystkim do jej dyspozycji. Dopiero kiedy
            jej
            potzreby zostana zaspokojone, wowczas nadmiar czasu moze
            poswiecic innym. A jej potrzeby najwyrazniej nie zostaja
            zaspokojone. Moze ona akurat chce porozmawiac o ciezkim dniu w
            pracy? Albo zaniepokoil ja guzek w piersi? Albo ma depresje i
            potzrebuje wsparcia albo zwyklego przytulenia? A jego nie ma, pewnie
            godzinami, bo pomoc przy przeprowadzce (na przyklad) to nie jest
            zajecie na piec minut.
            Druga sprawa to forma. Jedna z dziewczyn napisala, ze kiedy, bedac
            singielka, prosila cudzego meza o pomoc, to zapraszala oboje. To sie
            nazywa klasa i takt. Proszenie zonatych o pomoc, i to kiedy w
            dodatku staje sie to notorycznym zwyczajem, bez ogladania sie na to
            co ma do powiedzenia zona jest grubianstwem.
            Jasne, ze maz tez jest winny.
            • eastern-strix Re: czyli uwazasz.... 09.05.09, 13:12
              nie uwazam, zeby okreslenie ze jeden czlowiek ma byc do dyspozycji drugiego bylo
              najbardziej szczesliwe. wlasnie sama potwiedzilas, ze ma to duzy zwiazek z
              prawem wlasnosci, jak gdyby jedna stroma mogla 'dysponowac' druga.

              jesli maz spedza za duzo czasu z kolezanka to trzeba gadac z mezem a nie
              obwiniac kolezanke.

              zanim poznalam mojego obecnego meza bylam singlem przez dlugi czas i owszem
              prosilam znajomych ktorzy byli w zwiazkach o pomoc. zonaci nigdy nie odmowili bo
              sie z zonami znam i sie lubimy. ja mialam to szczescie, ze nikt sie do mnie nie
              urzedzal z gory. co moglam poradzic na to,ze akurat bylam w potrzebie?

              jesli kobieta ma sobie znalezc facete do prac domowych, zeby ulzyc zazdrosnym
              mezatkom to dziekuje bardzo.

              radze popuscic smycz,bo maz naprawde ucieknie.
              • vibe-b Re: czyli uwazasz.... 09.05.09, 18:07
                eastern-strix napisała:

                > nie uwazam, zeby okreslenie ze jeden czlowiek ma byc do dyspozycji
                drugiego byl
                > o
                > najbardziej szczesliwe. wlasnie sama potwiedzilas, ze ma to duzy
                zwiazek z
                > prawem wlasnosci, jak gdyby jedna stroma mogla 'dysponowac' druga.

                czepiasz sie sformulowan, a dobrze wiesz (a moze nie jesdnak nie
                wiesz?) ze nie o to chodzi. Nie chodzi mi o dysponowanie druga osoba
                w sensie niewolniczego posluszenstwa przeciez. Ale jesli ja, jako
                zona, nie mam przy sobie meza, kiedy go potrzebuje, bo maz akurat
                pomaga kolezance przy przeprowadzce, to ja dziekuje. I zwroc uwage
                na cale tlo- to nie jest jednorazowy incydent, bo rzeczywiscie dwa
                razy do roku mozna przebolec.
                No i czy mozesz mi podac choc jeden powod, dla ktorego singielka nie
                moze zamowic sobie platnej uslugi? Oprocz tego ,ze wiadomo, zawsze
                lepiej jakiegos losia znalezc, ktory za friko meble poprzenosi, tak?






                > radze popuscic smycz,bo maz naprawde ucieknie.

                Meza, ktory bardziej ceni samopoczucie innych (wieczne pomaganie
                kolezankom) niz samopoczucie moje wcale bym nie zatrzymywala, ba,
                jeszcze pogonila.
          • fantazjuje Re: czyli uwazasz.... 09.05.09, 15:20
            eastern-strix napisała:

            > A zeby tak sie wybrac z mezem i poznac te kolezanke? Nawet jej nie
            znasz a juz
            > osadzasz i przypisujesz niecne intencje.

            - znam ją, widziałyśmy się nie raz i nie dwa, tym bardziej
            zastanawiające jest to, że zaprasza go do siebie beze mnie, chociaż
            wątpliwości co do jego stanu cywilnego mieć nie powinna, ponieważ
            była na naszym ślubie!
            • eastern-strix Re: czyli uwazasz.... 10.05.09, 18:15
              no to mysle,ze warto pogadac z mezem ale spokojnie. i powiedziec,ze Ci sie nie
              podoba oraz wytlumaczyc, dlaczego.

              podam Ci przyklad z zycia. wczoraj poszlismy na koncert i impreze pokoncertowa,
              tzw. domowke. dolaczyli sie do nas muzycy, a ze byli z innego kraju, trzeba bylo
              tlumaczyc co i jak, oni ciekawi swiata byli ;) no i siedzimy, gadamy a jakas
              panna przysiada sie do mojego meza, kreci loka, strzela oczami, kiecka krotka
              malo dupy nie widac i zarzuca nogami. tak sie nachylala,ze malo nie wyladowala
              na mezu (na sofie siedzieli). he he.

              maz uprzejmy, prowadzi rozmowe, delikatnie sie odsuwa. ktos do niego zagadal,a
              on nie uslyszal,bo panna nad uchem mu trajkotala. to ja mowie (siedzialm
              naprzeciw),ze K nie moze teraz,bo wlasnie nawiazal nowa znajomosc i jest
              zajety;) Ale ze smiechem to powiedzialam, lajtowo. panna tylko powiedziala 'oh,
              ok' i sie zmyla, maz spoko.

              widzisz, jak sie komunikuje wprost to jest lepiej i nie ma w domu smierdzacej
              atmosfery. panna nie wiedziala,ze zajety, to ja usprawiedliwia.

              w Twoim wypadku moze warto powiedziec,ze np. 'moze bys mnie podwiozl na zakupy,
              jesli oczywiscie X pozwoli'. albo zarzuc tekstem,ze chetnie sie z nim wybierzesz
              do X, bo dawno jej nie widzialas :) i idzcie razem.

              a co do platnych uslug to nie wiedzialam,ze singlielki nie maja prawa korzystac
              z uprzejmosci mezow. wiadomo,zona na pierwszym miejscu,ale ja tam mojego emza
              sama zaganiam, zeby kolezankom (jego,nie moim) pomogl jesli jest potrzeba. i sam
              lazi w odwiedziny tez czasem jak mi sie nie chce isc. ale fakt, relacje mamy
              zdrowe i przyjacielskie :)



              do pani powyzej,
              • vibe-b Re: czyli uwazasz.... 11.05.09, 13:11
                eastern-strix napisała:


                > a co do platnych uslug to nie wiedzialam,ze singlielki nie maja
                prawa korzystac
                > z uprzejmosci mezow. wiadomo,zona na pierwszym miejscu,ale ja
                tam mojego emza
                > sama zaganiam,


                dobrze, ale watek jest nie o Tobie, racz zauwazyc. Nie rozumiem,
                dlaczego uwazasz, ze wlasnie ty jestes punktem odniesienia
                tych najwlasciwszych relacji w malzenstwie i z Ciebie wszyscy maja
                brac przyklad?
                Autorce watku jest przykro, wiec jest to w jej wypadkau
                rozstrzygajce.
                • eastern-strix Re: czyli uwazasz.... 11.05.09, 15:41
                  Twoja uwaga jest nielogiczna.
                  Podalam siebie za przyklad.

                  I wcale nie uwazam,ze to ta singliekla jest problemem- cos w zwiazku nie gra a
                  singielka jest tylko kozlem ofiarnym. Jesli sie nawet nagle wyprowadzi na koniec
                  swiata to problemy i tak nie znikna.

    • syriana Re: singielka... 08.05.09, 12:43
      > Otóż uważam, że panie- singielki- które są w dzisiejszym świecie
      > odbierane jako niezależne, silne, odważne kobiety, są tak naprawdę
      > egoistkami, które dla świętego spokoju wolą być same, a w chwili
      > kiedy im potrzeba silnego męskiego ramienia (np. pomoc w
      > przeprowadzce, zakup sprzętu RTV, komputera, wywiercenie dziury w
      > ścianie itp. inne typowo męskie prace) dzwonią do swoich kolegów
      > (niejednokrotnie mężów, narzeczonych, chłopaków innych kobiet) i
      > proszą ich o pomoc.


      czekam na równie głęboki wywód dotyczący nie-singielek, które angażują znajomych
      nie-singli do prac gospodarczych

      nie umiesz sobie z własnych chłopem poradzić, więc bierzesz się do tkania
      bzdurnych konstrukcji myślowych
      coś ten terapeuta chyba na Tobie nieźle zarobi..
      • fantazjuje Re: singielka... 08.05.09, 13:01
        > czekam na równie głęboki wywód dotyczący nie-singielek, które
        > angażują znajomych
        > nie-singli do prac gospodarczych

        - nie-singielki, nie muszą angażować znajomych- mają do tego mężów/
        narzeczonych/ chłopaków

        > nie umiesz sobie z własnych chłopem poradzić, więc bierzesz się do
        tkania
        > bzdurnych konstrukcji myślowych

        - jestem w trakcie "radzenia sobie", a postępy przerastają nawet
        moje oczekiwania


        • syriana Re: singielka... 08.05.09, 13:37
          > - nie-singielki, nie muszą angażować znajomych- mają do tego mężów/
          > narzeczonych/ chłopaków

          nie wszystkie, my dear
          tak jak nie wszystkie singielki lubią grać sierotkę Marysię

          masz problem z jedną, a smażysz wątek filozoficzny
          terapeuta najwyraźniej nie pomaga skoro nie rozumiesz najprostszej prawdy - za
          jakość Twojego związku opowiadasz Ty i Twój partner
          nie koleżanka sinielka, ani nawet wszystkie singielki świata

          jak Ci jakaś mężatka na biednego misia Zdzisia będzie dybać, to też będziesz
          płakać nad solidarnością płci?
          dorośnij dziewczyno, są różni ludzie na tym świecie

          jeżeli masz dupowatego faceta to to siebie miej pretensje, że takiego hodujesz
          pod nosem
          nie ma ustawowego obowiązku wiązania się takimi typami, nie ma nawet obowiązku
          bycia w związku

          jak ktoś nie kuma takich podstaw, to najdroższy terapeuta nie pomoże
    • kacpercio1 Równie dobrze to może być zamężna kobieta 08.05.09, 14:18
      Równie dobrze o pomoc może go poprosić kobieta niesingielka.
      Bo akurat np. mąż wyjechał, nie dogaduje się z mężem a pomoc jej
      potrzebna, czyha na innego bo jej mąż to nudziarz , lub szuka okazji
      bo jej mąż się nią nie interesuje...
    • karolina.chonly Re: singielka... 09.05.09, 11:14
      Moja droga, tylko moim zdaniem problem nie tkwi tylko w
      singielkach... problem tkwi w pomagajacych mezach, narzeczonych,
      partnerach... Moj w zyciu by zadnej singielce nie pomogl zeby nie
      wiem co i to sam z siebie!
      • karolina.chonly Re: singielka...PS 09.05.09, 12:02
        No i mysle tez, ze spory % tych kobiet nie jest samych z wyboru lecz
        nie moga po prostu nikogo znalezc, z nikim im sie nie uklada.
        Osobiscie znam jedna... tylko glupio jej sie do tego przyznac, to co
        ma mowic?

        Nie zmienia to faktu, ze idzie i prosi o pomoc zonatego czy
        zareczonego... ale jak juz wspomnialam wina lezy tez po ich stronie.
        • derena33 Re: singielka...PS 12.05.09, 10:25
          Cztery lata bylam sama. Nie przyszlo mi do glowy by proszac o pomoc
          przyjaciela nie zaprosic jednoczesnie jego zony, na piwo, czy
          cokolwiek.
          Moze to dlatego ze szanowalam uczucia innych kobiet?
          A moze to dlatego ze mezczyzni rozni sa i mogliby wyciagnac zbyt
          daleko idace wnioski , lub domagaliby sie rewanzu?
    • marianka_marianka Re: singielka... 12.05.09, 11:09
      Doskonale Cię rozumiem. U mnie zamiast singielki w roli głównej występuje sąsiadka, której mąż pracuje za granicą. Sytuacja w skrócie wygląda tak: Ta dziewczyna wyszła za mąż za najbliższego sąsiada mojego męża - znają się wszyscy bardzo długo i przyjaźnią... Nagle do tego stadka dołączyłam ja (mąż sąsiadki w tym samym czasie wyjechał za granicę) i przekonałam się na własnej skórze, na czym polega ta "przyjaźń". Np. wpadanie bez zapowiedzi nawet późnym wieczorem w ważnej sprawie do męża, wieczne wydzwanianie również na mój telefon tylko po to aby zapytać gdzie jest mój mąż, przyjeżdżanie do miejsca pracy mojego męża na pogaduszki itp. Nie raz, nie dwa podnosiło mi się ciśnienie... Ja ograniczyłam kontakty, nie zapraszam jej, rozmowy skracam do minimum, jak ją zobaczę na horyzoncie to zaraz "okropnie się spieszę"... Szlag mnie trafiał dodatkowo, kiedy wysłuchiwałam opowieści (zanim poznałam męża) jak to oni wspaniale imprezowali, spali w jednym łóżku itd.
      Wydaje mi się, że ona jest po prostu wyrachowana, dlaczego nie korzystać z pomocy za darmochę powołując się na rzekomą przyjaźń? Jestem pewna, że gdyby jej męża ktoś tak nagabywał, oj miałaby przeciwko...
      • chude_ramie Re: singielka... 14.05.09, 14:04
        rety, nie przyszłoby mi do głowy, żeby wrzucac wszystkie
        tzw. "singielki" do jednego worka - że niby takie niezależne a łypią
        okiem na cudzych facetów... dla mnie cudzy facet jest absolutnie
        nietyklany i moje koleżanki o tym wiedzą ;)

        ze znajomymi pomagamy sobie nawzajem, jeśli ktoś tego potrzebuje,
        bez względu na fakt czy ktoś jest sam czy nie i jeżeli znajomy
        wpadnie do mnie na chwilę pomóc w czyms, w czym sobie sama nie umiem
        poradzic, to nie widze w tym problemu! Nawet jak wstąpi sam, bo np.
        jego dziewczyna/żona pracuje do późna i inaczej nie idzie się zgrac.

        ludzie, wyluzujmy trochę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka