Dodaj do ulubionych

Czuć bliskość

17.07.09, 22:59
Czy zdarzyło się Wam poczuć bliskość męża?Poczuć Jego dotyk?
Od dna śmierci męża codziennie gdy kładę się spać opowiadam Mu jak mi minął
dzień,co robiłam,jakie mam plany na kolejny dzień,jak bardzo tęsknię.Wszystko
tak jak by był nadal z Nami...wczoraj poczułam jak by mnie głaskał po
głowie,czułam wyraźnie dotyk jego dłoni.....i tak bardzo chciałam aby to trwało.
Czy Wam zdarzyło się coś podobnego?
Pozdrawiam cieplutko.
Obserwuj wątek
    • tilia7 Re: Czuć bliskość 18.07.09, 08:11
      Nie w taki fizyczny sposób, ale jak jest bardzo bardzo źle, tak, że już naprawdę
      boję się załamania i proszę Go o opiekę, to nagle spływa na mnie takie uczucie
      utulenia, bezpieczeństwa, spokoju - to jest cudowne, ale zdarza się rzadko,choć
      z drugiej strony dobrze, że w ogóle się zdarza
    • jo39 Re: Czuć bliskość 18.07.09, 16:57
      tak, pojechalismy z synem na drugi koniec swiata i maz znalazl
      sposob, zebysmy oboje w tym samym momencie poczuli, ze tez jest tam
      z nami. Poczuli to rowniez inni, ktorzy byli wtedy przy nas -
      niesamowite przezycie - dal nam znac 'tutaj tez z wami jestem'
    • aga-ra Re: Czuć bliskość 19.07.09, 17:39
      Nie nie czułam. Śmił mi się mąż raz tylko i wszystkie osoby były bardzo dobrze widoczne a jego postać była zamazana.
      • justynakm1 Re: Czuć bliskość 20.07.09, 15:10
        Ja tak miałam na poczatku, jakby mnie pocałował, takie ciepło
        spłynęło na mnie...i raz czułam jego zapach na klatce schodowej, a
        miał bardzo nietypowe perfumy.. 2 razy jako kot pojawił sie na
        cmentarzu, w dniach gdy byłam baaaaaardzo smutna-wiem,że to był
        ON..nie śni mi się, choć bardzo Go o to proszę...ale wiem, czuję, że
        jest ze mną. codziennie rano jak wyruszam do pracy proszę Go,aby się
        mną opikowałw ciągu całego dnia. i wiem, że jest moim aniołem
        stróżem..
        • bezprzerwy Re: Czuć bliskość 04.08.09, 15:10
          Justynko,
          moze Ty zwyczajnie swoich snow nie pamietasz??
          Lubie jak Maz mi sie sni, ale nie umiem tych snow interpretowac...
          Rowniez zdarzylo mi sie poczuc fizyczna obecnosc Meza: dwa razy do
          tego stopnia, ze myslalam, ze zwariowalam. Opowiedzialam to mojej
          siostrze, zaproponawala mi porozmawiac na ten temat z
          psychoterapeutka, jednak doszlam do wniosku, ze nie chce ryzykowac
          zamkniecia w zakladzie psychiatrycznym. Nosze to w sercu, wiem ze
          Oni sa blisko nas.
          • tilia7 Re: Czuć bliskość 04.08.09, 19:29
            bezprzerwy a ja mojej terapeutce powiedziałam, że czasem bardzo rzadko, ale
            bardzo wyraźnie mam uczucie takiej niesamowitej opieki.W snach bywa różnie,
            czasem mi się "zwyczajnie" śni i wiem, że to tylko moje sny, ale kilka razy to
            były tak wyraźne sny, że ja jestem pewna, że to był kontakt z Nim, że naprawdę
            do mnie przyszedł.Moja terapeutka bynajmniej nie skierowała mnie do "wariatkowa"
            i uważa mnie za osobę bardzo rozsądną.A co do tych przeżyć powiedziała, że to
            nie jest ważne czy to jest prawda czy nie, że liczy się tylko i wyłącznie to
            czego DOŚWIADCZAMY.Równie dobrze można wdawać się w filozoficzne dyskusje czy my
            istniejemy czy tylko nam się tak wydaje.Więc nie martw się o swoje zdrowie
            psychiczne,wszystko z Tobą ok.Gdybyś miała prawdziwe schizofreniczne zwidy,nie
            miałabyś żadnej świadomości tego, że to coś niezwykłego
            • kasik2222 Re: Czuć bliskość 05.08.09, 08:39
              ja równo miesiąc po śmierci męża "coś" poczułam. Było Boże
              Narodzenie, byłam zmęczona i otepiała z bólu, połozyłam sie na
              chwilkę. I nie wiem czy to był sen, czy usnęłam czy tylko leżałam,
              czułam wyrażnie jak mąż całuje mnie w kark. Było to tak realne, że
              musiało byc prawdziwe. I jeszcze parę razy, juz nie dotyk, ale
              słyszałam go, jak chodził po mieszkaniu.
              • kasik2222 Re: Czuć bliskość 05.08.09, 08:40
                zapomniałam dopisać. z reguły zdażały się takie rzeczy 25-go -
                wdzień Jego smierci.
                • madzik2-4 Re: Czuć bliskość 05.08.09, 22:56
                  Nie dawno szukałam pewnego dokumentu,nie mogłam znaleźć,stanęłam przed zdjęciem
                  męża i poprosiłam aby mi pomógł....od razu wiedziałam gdzie mam poszukać w
                  której teczce,znalazłam dokument.......
                  • smutna010209 Re: Czuć bliskość 05.08.09, 23:43
                    Ja cały czas mam wrażenie, ze Mąż bardzo mi pomaga. W trudnych
                    chwilach jak tak w niebo popatrzę i go o coś poproszę to jak za
                    dotknieciem to się staje. Ostatnio w czasie burzy piorun uszkodził
                    mi modem z internetem. W serwisie od ręki mi go wymienili ale
                    ustawić kazali samej od nowa. Mówię wam czarna magia. Usiadłam i
                    popłakałam się z bezsilności. Nawet szwagier, który się zna nie
                    potrafił i rozłożył ręce. Nie wytrzymałam i powiedziałam; Piotr
                    pomóż bo nie dajemy rady, oświeć szwagra i daj mu wskazówki ( mąz
                    był informatykiem). Szwagier zadzwonił na infolinię (po raz kolejny)
                    i tak go poprowadzili , ze zrobił ten internet, mimo że wcześniej
                    parę godzin ustawiał i nie dał rady. Może to śmieszne ale wierzę w
                    Jego pomoc.
                    Pozdrawiam
            • bezprzerwy Re: Czuć bliskość 06.08.09, 17:01
              Widze Tilia, ze Twoja terapeutka jest madra kobieta.
              Wiesz, miewam takie momenty, ze faktycznie zastanawiam sie czy ja
              jestem normalna; niekiedy mam uczucie, ze moja wlasna podswiadomosc
              ma wplyw na to co sie dzieje wokol mnie, najgorsze, ze nie mam nad
              tym zadnej kontroli, podam Ci moze dwa przyklady:
              - jak wiekszosc z Was kocham koty, sama mam czteroletnia kotke, moj
              maz nigdy nie byl zwolennikiem kotow, ale kotke tolerowal i
              niejednokrotnie smial sie, ze powinien byc zazdrosny o mojego
              kocmolucha. Przeczytalam tu kiedys o tych pojawiajacych sie na
              cmentarzach kotach, oczywiscie zrobilo mi sie "przykro", ze ja nigdy
              zadnego kota na cmentarzu nie spotkalam, a przeciez Maz wiedzial jak
              lubie koty, wiec sila rzeczy powinien mi takiego kotka na
              cmentarz "wyslac". Myslalam od czasu do czasu o tym kotku az
              pewnego razu, wchodze na cmentarz a przede mnie wyskakuje z
              krzaczkow kocio. Wiesz jak sie cieszylam?

              Z drugiej stony jednak moze jestem durna baba a koty pałętają się
              po cmentarzach a ja ich nie widzialam gdyz najzwyczajniej w swiecie
              rok temu na cmentarz nie chodzilam?

              Kilka dni temu pojechalam odwiedzic siostre, poszlam na cmentarz do
              babci i rodzicow a na parkanie pojawil sie ..kot (u rodzicow na
              cmentarzu bywalam, ale kota nie widzialam nigdy, ale moze to byl
              zwykly przypadek?)

              Po powrocie od siostry poszlam oczywiscie na cmentarz do Meza ze
              swiezymi kwiatami, idac "rozmawialam" z Mezem ( wiesz zapewne o
              jakich rozmowach mowie...)miedzy innymi dziekowalam za "wyslanie"
              kota, tego kota jeszcze nie widziałam, ale spodziewalam sie
              zobaczyc, nie wiem dlaczego, chyba sobie ubzduralam, ze nie bylo
              mnie tam dziesiec dni, niose swieze kwiatki i znicze wiec
              z "wdziecznosci" Maz "podesle" mi kotka...), oczywiscie zgodnie z
              moimi oczekiwaniami kot sie pojawil...Sila dzialania podswiadomosci?
              Nie wiem.

              -Druga historia majaca zwiazek z podświadomością ( nie wiem jak to
              inaczej nazwac) dotyczy…golebia. O golebiu przeczytałam na
              forum "śmierć, zaloba…". Corka pisala o gołębicy, która po śmierci
              jej mamy pijawila się na prapecie okna i dosyc dlugo tam siedziała.
              Oczywiście, w trakcie moich "rozmow" z Mezem, raczyłam poinformowac
              o tym golebiu, ale doszlam do wniosku, ze lepiej będzie jeśli mi
              zadnego golebia do domu nie przysyłał z prostej przyczyny,
              mianowicie, nigdy żaden golab nie pojawil się u mnie w domu
              rodzinnym, nie pojawil się w naszym domu, wiec jak ot tak sobie
              teraz przyleci to uznam to za bardzo, wrecz bardzo dziwne ,
              ośmieliłam się tez "poinformowac" Meza, ze wystarczy mi już kot na
              cmentarzu i szczerze mówiąc nie bardzo wierze, ze mi tego
              golebia "przysle" ( naturalnie, w glebi serca chciałam żeby jakis
              golab się pojawil, ale nie wierzyłam, ze cos takiego może się
              wydarzyc).

              Po kilku dnia zapomniałam o tym golebiu, az pewnego niedzielnego
              popołudnia syn zauważył…golebia siedzącego na dachu balkonu.
              Balismy się, ze ptak się okaleczyl, co prawda nie widac było zadnej
              rany, mamy rowniez weterynarza w sąsiedztwie, ale to była niedziela,
              wiec podstawiliśmy mu wode do picia, talerzyk z jedzeniem, w
              poniedziałek rano golabka już nie było. Po dwoch dniach
              przypomniałam sobie, o tym golebiu z forum i moich "rozmowach" z
              Mezem. Uwierz mi, ze troche mnie to przestraszylo, jaki ukryty
              potencjal ma nasz mozg, nasza swiadomosc???
              Pozdrawiam serdecznie
              • tilia7 Re: Czuć bliskość 06.08.09, 21:11
                Witaj bezprzerwy.Hmm, z tymi kotami to jest tak, że same z siebie są niezwykle
                dziwnymi stworzeniami i wszystkiego można się po nich spodziewać:)Sama wiesz,
                skoro masz kotka w domu.Ja też mam, w tej chwili czteroletniego Julka a przedtem
                mieliśmy jeszcze kotusie, która była Kotem-Aniołem, można by osobną historię
                spisać, ale to nie to forum, w każdym razie to naprawdę był anioł w kociej postaci.
                Z tymi kotami na cmentarzu to faktycznie trudno orzec, kot na cmentarzu nie jest
                niczym super niezwykłym, pewni przychodzą tam polować na myszy i ptaki albo jak
                to koty, wygrzewać się na płytach nagrobnych.Ale jednak...w tym kocie, o którym
                pisałam jest coś dziwnego.Przede wszystkim pierwszy raz się pojawił dokładnie
                miesiąc po pogrzebie, kiedy wraz z całą Jego rodziną staliśmy nad grobem.Ale
                nikt na niego nie zwrócił uwagi tylko ja i moja mama.Po drugie zjawia się
                znikąd, zupełnie nagle, a to jest takie miejsce, gdzie teoretycznie powinnam go
                widzieć już z daleka.I zachowuje się bardzo dziwnie, nie boi się, ale absolutnie
                nie podchodzi bliżej niż tak ze dwa metry.Kiedy raz ja próbowałam podejść,
                spojrzał tak jakby surowo i odszedł, ale bardzo powoli i dostojnie.I zwykle to
                się odbywa według takiego schematu, że on przychodzi, siada dosłownie na moment
                na przeciwko mnie, patrzy BARDZO mocno w oczy, nawet jak na kota, jest to
                naprawdę BARDZO, a potem wstaje, odchodzi i za żadne skarby nie umiem wypatrzeć,
                gdzie polazł.Nie wiem, może wariuje, trudno.W każdym razie ja na co dzień widuje
                dużo kotów, jak jestem u siebie w sklepie to za okno przychodzi kilka, a jeden z
                nich też tam jest codziennie, ale o tym kocie wiem, że to po prostu kot.
                Gołębia na parapecie też miałam, na drugi dzień po Jego śmierci.Pomyślałam o
                tym, o czym piszesz, ale byłam w takim stanie, że mogłabym zobaczyć kosmitę i
                nie zdziwiłoby mnie to specjalnie.Bo jedyna rzecz jaka mnie dziwiła to, że nie
                oszalałam całkiem.Nadal dziwi mnie to niezwykle.Ale kilka dni później miałam
                zdarzenie z innym ptakiem.Oboje uwielbialiśmy sokoły pustułki, których ostatnio
                jest w mojej okolicy bardzo dużo i mają gniazdo na sąsiednim bloku.Że latają tu
                to naprawdę nic niezwykłego.Ale wyszłam na dwór i jeden z nich po prostu zawisł
                nad moją głową i przez dobrą chwilę tak "wisiał", patrząc dokładnie na
                mnie.Robią tak, kiedy polują,ale raczej nie polują na ludzi:)więc poczułam się
                dziwnie, ale w pozytywny sposób.

                Ale najdziwniejszą rzeczą jaka mnie spotkała było coś takiego:miałam totalny
                dołek, siedziałam i już chyba z godzinę ryczałam tak, że już miałam dość i wciąż
                w myślach a nawet na głos prowadziłam z Nim te rozmowy, pytając wciąż i wciąż
                jak mógł mnie tak zostawić.Wyciągnęłam rękę po kolejną chusteczkę higieniczną i
                zamiast niej wyjęłam z szafki kartkę, którą dwa lata temu dostałam od Niego na
                urodziny z napisem"Jesteś dla mnie kimś wyjątkowym".Tej kartki tam naprawdę nie
                powinno być, trzymam tam chusteczki, książki i filiżankę z herbatą.Nie miała
                skąd spaść, zsunąć się, no po prostu powinna była być zupełnie gdzie indziej...
                Ale może wariuję, nie szkodzi,jeśli to ma mnie pocieszyć, to będę sobie w to
                wierzyć i tyle.Czego i Tobie życzę:)

                Zresztą moja terapeutka, choć młoda, ale faktycznie naprawdę mądra osoba,
                twierdzi, że żałoba jest takim czasem w którym nawet zwidy i głosy, nie są
                oznaką utraty zmysłów, tylko po prostu takim odreagowaniem skrajnych emocji,
                które mogłyby zabić, gdyby nie miały ujścia.I ja jej przyznaję rację, bo czuję
                się co chwilę inaczej i faktycznie czasem tak dziwnie, że jak ktoś nie przeżył,
                to nie ma szans uwierzyć a tym bardziej zrozumieć.
                Teraz ja się chyba rozpisałam...
                Pozdrawiam bardzo serdecznie


              • czarna715 Re: Czuć bliskość 06.08.09, 21:33
                Ja również wiele razy się zastanawiałam czy jestem normalna?
                Wiele razy wydawało mi się,że czuję bliskość mojego męża!To było chyba tylko pragnienie tego by Go poczuć czy nawet usłyszeć....
                Na początku żałoby bardzo ale to bardzo pragnęłam by dał znać,że jest blisko,że czuwa nad nami...ale niestety przychodził tylko w snach......Teraz kiedy minęło trochę czasu od jego śmierci(15miesięcy)mam wrażenie ,że mąż jest przy mnie?Dlaczego dopiero teraz???????.....po tylu miesiącach?????????.....Parę razy zdarzyło mi się,że po odejściu od jego grobu musiałam się wrócić.Ostatnio nie mogłam zapalić zamochodu.Bez skutecznie odpalał mi znajomy który również był na cmentarzu.Dopiero gdy wróciłam nad grób męża,pomodliłam się i z nim <<porozmawiałam>>mogłam wsiąść do samochodu i normalnie go odpalić.Może to tylko zbieg okoliczności ,ale ja wiem że mąż chciał abym do niego poszła?
                Może to faktycznie nasza podświadomość????????
                Pozdrawiam.
                • justynakm1 Re: Czuć bliskość 06.08.09, 23:20
                  Czarna, piszesz, ze maz tylko w snahc sie pojawia, szczesciara z
                  Ciebie!! Kuba nawet w snach przyhcodizc nie cjce, choc-jak napisala
                  jedna z Was, moze ja tych snow nie pamietam?? Bo niekiedy jak wstaje
                  rano jestem jakas spokojna. Tlumacze to sobie w ten sposob, ze Kuba
                  nie chve wprost do mnie przychodzic bo wie, ze z zalu bym
                  zwariowala..sama nie wiem.. co do pomocy zmarlych - ja tez wiem, ze
                  Kuba nade mna czuwa. Codziennie rano jak ruszam do pracy, patrze na
                  nasze zdjecie z Zakopanego i prosze Go, aby sie mna opiekowal. i
                  Wiem, ze tak jest, ze to moj najpiekniejszy i najwspanialszy aniol
                  stroz.
                  Co do kotow-kilka razy pisalam o moich doswiadczeniach z kotami na
                  cmentarzu. Pisalam tez o Bazylku, ktorego pomogl mi znalezc Kuba:
                  planowalismy dawno temu,z e jak Kuba wyzdrowieje, wezmiemy rudego
                  kotka , jakas kaleke. I gdy Kuba zmarl, ja tez plan postanowilam
                  wcielic w zycie, ale we wrzesniu dopiero. Ale cos/ktos mnie tknelo i
                  poszperalam w necie i znalazlam mojego kotka: rudego przystojniaka
                  bez lapki! jest cudny! wiem, ze to Kuba pomogl mi Go znalezc. A
                  rowniez zdarzylo sie kilka sytuacji, gdy poprosilam Go o pomoc w
                  codziennych drobnych rzeczach i pomogl :-)
                  • wdowa120309 Re: Czuć bliskość 07.08.09, 22:01
                    Ja tak zupełnie nie czuje obecności męża i tez śnił mi sie trzy razy od śmierci
                    ale co sen to był spokojniejszy i lepszy. Wiem że mój kochany czuwa nad nami,
                    jak tylko mam problem to prosze go o pomoc. Miesiąc temu musiałam zacząć jeździć
                    samochodem bo zawsze byłam pasażerką ( chociaz kiedys lubiłam jeździć) miasto i
                    kierowcy weterani nie są przyjaźni dla nowicjuszów a ja do super kierowców sie
                    nie zaliczam ale zawsze jak wsiadam to prosze żeby mnie mąż prowadził i nie
                    pozwolił zrobić ani sobie ani innym krzywdy.... i jakoś powoli oswajam sie z
                    kierownicą.
                    Tak naprawdę to chciała bym żeby czuwał tu na ziemi nad nami a nie z
                    nieba.....((((((((((
                    • tilia7 Re: Czuć bliskość 07.08.09, 22:10
                      Ja robię dokładnie to samo, wstaję rano, patrzę na zdjęcie i proszę, żeby się
                      mną opiekowała a wieczorem, żeby bronił mnie od koszmarów.Wierzę, że przy mnie
                      jest,cóż mi innego zostało.Ale to nie zastąpi Jego obecności tutaj.Dzisiaj
                      jechałam załatwić sobie bezprzewodowy internet do laptopa i od rana łzy w
                      oczach, bo się nie znam, nie mam kogo doradzić, bo jadę tam sama.Załatwiłam,
                      zainstalowałam nawet i o dziwo, działa.Ale rozgoryczenie zostało.Bo jestem sama,
                      samiuteńka i brakuje mi Go strasznie.Znowu mam wrażenie, że nawet włosy mnie
                      bolą z rozpaczy:(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka