Kto ma problem?

22.08.09, 18:09
Proszę doradźcie mi, jak postępować, żeby się ułożyło, albo jakie znaleźć inne
rozwiązanie. Jesteśmy małżeństwem od 6 lat, mamy 2 małych dzieci, a ja wciąż
czuję, że nie mogę liczyć na mojego męża. Oboje pracujemy, ja nie mam prawa
powiedzieć, że jestem zmęczona, w związku z tym w weekendy Pan domu śpi do
11stej, a dzieci pragnące zabawy krzątają się między sprzątająco-gotującą
matką. Podobno jestem oziębła, bo na koniec dnia jestem wręcz wykończona. Mąż
mi nie pomaga, oczywiście zawsze mówi, że posprząta po sobie, ale co z tego
jak wieczorem zostawia przy fotelu kubki po herbacie, bo do kuchni jest daleko
- aż 2 metry. Dziś nie ruszam ręką w mieszkaniu, jestem chora i nie mam siły
wstać z łóżka. Ale podobno jak ja jestem chora, to opowiadam wszystkim wokoło,
a on w milczeniu trwa w cierpieniu. Codziennie gotuję, wstaję o 5 rano, zawsze
ma śniadanie do pracy. Zawsze wyprasowane koszule, ale i tak jak nagle zdarzy
się, że nie zdążę uprasować, to są pretensje.. Nie żebym, narzekała, bo
uważam, że takie pozornie prozaiczne rzeczy robimy z miłości do drugiej osoby,
nie chcę wdzięczności.. Chcę tylko szacunku, do wszystkiego co robię, nie
zostawiania po sobie śmieci, skarpet, kałuży w łazience.. Na większość tych
spraw w ogóle już nie zwracam uwagi, po prostu poprawiam i jest ok, zbieram,
sprzątam, już z przyzwyczajenia.
Mężowi zdarza się na mnie krzyknąć, chwycić mnie mocniej za rękę albo
szarpnąć.. (ale nigdy przy dzieciach)
On mówi, że to ja go do tego zmuszam...
Są dni piękne, jest jak dawniej, odkrywamy świat na nowo pełni optymizmu, ja
staram sobie zawsze przypomnieć dni, jak to się zaczęło, co wtedy czuliśmy.
Jest wtedy dobrze, cudownie.. Potem kryzys, i tak od roku..
Czy ktoś z was był u psychologa? Może powinnam porozmawiać z osobą neutralną.
Nie chcę rad od osób stronniczych..
    • marzeka1 Re: Kto ma problem? 22.08.09, 18:14
      "On mówi, że to ja go do tego zmuszam... "- stały tekst agresywnych facetów, jak
      w końcu cię zleje, też to będzie twoja wina.

      "Nie chcę rad od osób stronniczych.."- czyjeś zdanie, ogląd danej sprawy zawsze
      będzie stronniczy.

      "Jesteśmy małżeństwem od 6 lat, mamy 2 małych dzieci, a ja wciąż
      > czuję, że nie mogę liczyć na mojego męża. "- to dlaczego zdecydowałaś się z
      kimś takim na drugie dziecko???? No i dałaś się wrobić w urządzenie
      wielofunkcyjne. Dlaczego prasujesz i obsługujesz zdrowego bysia???? Wybacz, ale
      na służącą się najęłaś? Co to znaczy pan śpi do 11, a na twojej głowie wszystko???
      Masz w domu przemocowca.
    • betyka Re: Kto ma problem? 22.08.09, 18:18
      Widać bardzo nierówny podział obowiązków, skoro i ty pracujesz
      zawodowo. Z jakiej paki mąż wymaga od ciebie dużo więcej? Postaraj
      się moze spokojnie porozmawiac z nim, że określone obowiązki należą
      do niego. Wtedy zyska zadowoloną żonę a jak nie to niech sam sobie
      prasuje, sprząta i gotuje. Nie jesteś jego służącą tylko partnerką.
      Sama walczę z podobnym problemem ;)
    • martamdm Re: Kto ma problem? 22.08.09, 18:43
      Napisalaś, że "prozaiczne rzeczy robimy z miłości do drugiej osoby" co mąż robi
      dla ciebie?
      Najpierw ty musisz zmienic swoje zachowanie zeby oczekiwac zmiany od meza, jak
      dalej bedziesz taka ulegla wszystko zostanie jak dawniej.
      Mąż podosi na ciebie rekę a ty nie reagujesz, pozwalasz żeby zrobił to znowu.
      Chcesz zmienic swoje małżeństwo zacznij od siebie.
    • wierzba_placzaca Re: Kto ma problem? 22.08.09, 19:33
      Twój mąż nie wykonuje pewnych (żadnych?) prac w domu, stąd pewnie nie wie, jaki
      to wysiłek i monotonia. Gdyby mój mąż robił takie numery, to: zostałby zbudzony
      przeze mnie długo przed jedenastą, kubek po herbacie stałby tam, gdzie go
      zostawił (nawet gdyby miał zarosnąć na zielono), zainwestowałabym w
      antypoślizgowe klapki do łazienki (dla siebie). Obiady przynosiłabym gotowe (dla
      małych dzieci w słoiczkach), żadnego robienia kanapek leniowi czy prasowania
      koszul. Gdyby nic to zmieniło, rozwiodłabym się, organizując jak najwyższe
      alimenty dla dzieci.
      Sama dla siebie nie masz szacunku, jeśli dajesz się tak wykorzystywać, dlatego
      on go dla Ciebie też nie ma.
      • mayya2 Re: Kto ma problem? 22.08.09, 20:44
        U mnie jest podobnie. W tej chwili jestem na urlopie macierzynskim a
        pan i wladca pomimo godziny 14.41 jeszcze spi a ja sama zapier...
        sama z dwojka malych dzieci. On pracuje, on jest zmeczony,
        przychodzi do domu i moze nic nie robic a ja haruje od rana do nocy
        przy domu i przy dwojce malych dzieci a i tak ciagle slysze, ze nic
        nie robie, ze jestem len i ze jestem balaganiara. Chyba czas
        pomyslec o rozwodzie bo ja na zakretach sie nie wyrabiam, zeby
        codziennie bylo w domu posprzatane i zrobione kolo dzieci a ten
        jeszcze mi wymawia....
        • styczniowka82 Re: Kto ma problem? 22.08.09, 21:33
          Jak mnie cholernie wkurzają osoby które tak łatwo oceniają kobietę i
          radzą odejście od faceta. Dziewczyna pyta się o radę jak ma to
          zmienić jak sobie z tym poradzić a tu nagonka na nią leci.
          Mam też dwójkę dzieci i wszystko przy nich muszę robić sama dzień i
          noc 24h na dobę bo przecież m pracuje a ja to cały dzień relaks
          według niego i jak widzę innych również.
          • wierzba_placzaca Re: Kto ma problem? 22.08.09, 21:37
            A kto tu radzi odejście od męża?
        • wierzba_placzaca Re: Kto ma problem? 22.08.09, 21:35
          Dziewczyny, dlaczego pozwalacie się tak traktować? Co to znaczy, że mąż śpi do
          (po)południa, z Wy zasuwacie? Włączcie odkurzacz o 8 rano (w sobotę się sprząta)
          czy o której Wam pasuje, i zobaczycie, ile pośpi. Włączcie pralkę z wirowaniem
          na 1000 obrotów i, ewentualnie mikser (jeśli tamte nie wystarczą). Dziecko
          wrzucić tacie to łóżka, niech się nim zajmie. Można ewentualnie umówić się z
          kimś rano na telefon (nie odbierać od razu, niech podzwoni trochę). W porze
          obiadowej należy wybrać się na zakupy (zostawiając męża z dziećmi, z jedzeniem
          tylko dla dzieci) w domu. To powinno zająć jakieś 2-3 godziny. Wrócić z
          uśmiechem na ustach i dużo szumu robić dookoła swojej roboty.
          Kiedy mi mąż coś kwiknął na temat mycia przeze mnie kuchenki, dowiedział się, że
          nie umiem tego robić tak dobrze, jak on, i od tamtego czasu (od kilku lat) on
          jest jedyny odpowiedzialny w tej kwestii.
          Są jeszcze metody chwalenia/ośmieszania w towarzystwie, również skuteczne, ale
          to drugie trzeba robić z ogromnym wyczuciem.
          Niektóre osobniki są niereformowalne (te należy jak najszybciej kopnąć w ...)
          • ange.0 Re: Kto ma problem? 22.08.09, 21:59
            ale trafiona odpowiedz wierzby_płaczącej:):):) nic dodać nic ująć:)
            no ale niestety niektore osobniki są niereformowalne, niestety:(
            Bo z facetem to trzeba od samego początku krotko, nie przyzwyczajać.
            Moj mąż od 5 lat uważa że nie umiem mu koszuli wyprasować, więc
            żeby nic nie schrzanić nie dotykam:)
            • majda12 do wierzby... 22.08.09, 22:20
              sledze to forum od dawna...zwykle czytam...mam problem jak wiele z was ..podobny
              i zeby nie zanudzac poprostu nie pisze bo to : "histor jena z
              wielu..."potrzebuje rady- kedys napsze ale treaz napisze :


              KOCHAM CIE WIERZBO_PLACZACA !!!

              dziekuje ci za to ze dajesz mi wiare w to ze trzeba twardo kopac
              • wierzba_placzaca Re: do wierzby... 22.08.09, 22:59
                Dziękuję!
                Pewnie, że trzeba dbać o swoje!
                Dobrej nocy!
                • mayya2 do wierzba-placzaca 23.08.09, 00:14
                  prosze bardzo, przyjdz do mnie do domu i huknij. Dzisiaj jak i
                  zawsze wiele rzeczy probowalam, myslisz, ze ja glupia jestem? Ten po
                  prostu kaze mi spier.... i dalej spi i rozne wyzwiska slysze. Synka
                  usypialam, mala sie darla to zanioslam synka do niego do pokoku to
                  potraktowal go jak powietrze. Czy mam zostawic 7miesieczne dziecko i
                  synka z kims kto nawet dupy z sofy nie podniesie kiedy mala zacznie
                  sie zanosic od placzu????? Cos by sie jej stalo a ten by to olal.
                  Jak wroce do pracy to skontaktuje sie z porzadnym adwokatem.
                  • wierzba_placzaca Re: do wierzba-placzaca 23.08.09, 10:30
                    Do Twojego męża prawdopodobnie lepiej odnosi się ostatnie zdanie mojej
                    wypowiedzi z godz. 21.35.
    • marzeka1 Re: Kto ma problem? 23.08.09, 10:09
      "Jak mnie cholernie wkurzają osoby które tak łatwo oceniają kobietę i
      radzą odejście od faceta."- a mnie wkurzają kobiety, które pozwalają się
      traktować jak śmieci, jak pańszczyźniane dziadówki i na dodatek przekazują
      (nieświadomie) taki kod własnym dzieciom. Bo dzieci widzą, że wszystko robi
      mamunia, tatuś mamuni może rzucić, by spie...ła i nic, dalej pokornie:
      - tylko ona sprząta,
      - tylko ona gotuje i na dodatek obiad podsuwa pod nos,
      - zbiera porozrzucane przez chłopa skarpetki, koszule...
      - wiedząc,że trafiła na lenia i przemocowca, kolejny raz z nim się rozmnaża.
      - często daje się ubezwłasnowolnić ekonomicznie od takiego śmiecia: rzuca pracę
      lub w ogóle jej nie podejmuje,

      Bo dla mnie to głównie brak szacunku dla samej siebie i na serio: PO CO mi ktoś
      taki, z kim jestem nieszczęśliwa (bo nie wierzę, że taki śmieć daje szczęście),
      kto mnie nie szanuje, dla kogo zredukowana zostałam do świadczenia usług
      seksualnych i bycia służącą? Po co mi ktoś, kto nawet dla dzieci nie potrafi być
      dobrym ojcem? NO PO CO?
      • mam_na_imie_p Dziekuje! 23.08.09, 10:27
        Wszystkim, bez wyjątku, są to dla mnie cenne wskazówki. Nie raz już próbowałam
        rzucić w cho..ę wszystko, przestać zajmować się domem, zająć się wyłącznie
        dziećmi i sobą i co??! I z powrotem wracałam do tego, co wcześniej.. Głupia ze
        mnie baba. Może za wszelką cenę chciałam pokazać, że sobie ze wszystkim daję
        radę, bo tak naprawdę jest, daję sobie świetnie radę! Ale potrzebuję czasem
        takiej zwykłej pomocy, kiedy nuży mnie już monotonia robienia tego samego w
        kółko, kiedy wracam do domu i chcę, żeby mi się do niego wracało, kiedy jest
        czysto, kiedy nie muszę od razu zabierać się za szmatę i odkurzacz.. A może
        wyluzować? Tylko, cokolwiek by się miało zdarzyć nie chcę dać powodów do tego ,
        aby ktokolwiek mówił, że nie potrafię się niczym zająć.
        Mój mąż też ciężko pracuje, ale nie ciężej niż ja, z tym że każda próba
        uświadomienia mu tego, kończy się sprzeczką.. Odpuszczę mu te leniwe soboty, jak
        tylko mi pokaże, że mogę liczyć na jego pomoc. Dziećmi się zajmuje,bawi się
        kiedy może, codziennie odwozi i przywozi je z przedszkola, ale nie sądzę, żeby
        to był jakiś wyczyn, skoro przed wyjściem ma już wszystko przygotowane przeze mnie.

        Już kilka razy myślałam, że może ze mną coś nie tak, że może jednak ma rację, bo
        po codziennej bieganinie, najnormalniej w świecie nie mam już siły, żeby
        wieczorem z nim posiedzieć, bo po prostu zasypiam...
        Ale nie dam sobie wmawiać, że to moja wina, że to ja wszystko niszczę, nie dam
        się zastraszyć w żaden sposób, co mu ostatnio bardzo wyraźnie zasygnalizowałam.

        Jak w takiej sytuacji pokazać dzieciom, że mama nie jest od wszystkiego? Ano,
        dzieci biorę do kuchni, biorą sobie kubek i same leją picie, kroję chleb, a one
        same nakładają sobie ser, wyciągam odkurzacz, a je bawi wciąganie paprochów ze
        spodni. Nie wierzę już, że z dorosłego faceta można wytrzebić, to co
        zakorzenione głęboko, ale dzieci mogą wyrosnąć na 'demokratycznych partnerów' w
        związku.

        • marzeka1 Re: Dziekuje! 23.08.09, 10:38
          "Nie wierzę już, że z dorosłego faceta można wytrzebić, to co
          zakorzenione głęboko,"- można, jeśli nie wejdzie się w rolę mamuni, która chłopa
          obsługiwała. Sama wyszłam za mąż za faceta, który w domu nie robił NIC, były
          siostry, matka, wszystko pod nos? I co? Nic, po prostu nigdy nie stałam się jak
          szwagierki czy teściowa. Dlatego mam w domu partnera.A dzieci raczej nie wyrosną
          tak, jak oczekujesz, bo widzą/słyszą/uczą się, że wszystko robi dzielna mama.

          "Może za wszelką cenę chciałam pokazać, że sobie ze wszystkim daję
          > radę, bo tak naprawdę jest, daję sobie świetnie radę! "- to po co ci facet,
          który cię wyzywa i wyciąga do ciebie łapy,by zrobić ci krzywdę???
      • triss_merigold6 Re: Kto ma problem? 23.08.09, 10:47
        W takiej sytuacji uważam rozwód za rozsądne wyjście. Skoro pani
        pracuje zawodowo, samodzielnie zajmuje się dziecmi i domem to po
        rozwodzie odpadnie jej czasochłonna i męcząca obsługa faceta. Nikt
        nie będzie na nią warczał, poszturchiwał, krytykował. I jeszcze
        tatuś w ramach ustalonych kontaktów będzie zabierał dzieci np. na
        weekend - wówczas pani ma wolny czas tylko dla siebie. Czysty zysk.
        • karolina331 Re: Kto ma problem? 23.08.09, 11:19
          Kopnąć pana w... wiadomo co i beztrosko wyprodukować dwie następne
          nieszczęśliwe półsieroty z rozbitego domu ze wszelkimi tego kroku
          konsekwencjami.
          Rada dobra, ale tylko teretycznie.

          Ja starałbym się skupić na jasnych stronach związku, dbać o swój
          rozwój zawodowy, własne pieniądze oraz kontakty towarzyskie i
          czekałabym, aż dzieci dorosną na tyle, że mogłyby mi pomóc
          usamodzielnić się (jeśli mąż nadal by mnie zbytnio nie sznował i
          czułabym, że to mi się bardziej opłaca).

          No, ale ja bezdzietna kobieta sukcesu jestem :)
          • marzeka1 Re: Kto ma problem? 23.08.09, 11:33
            "beztrosko wyprodukować dwie następne
            nieszczęśliwe półsieroty z rozbitego domu ze wszelkimi tego kroku
            konsekwencjami. "- pewnie lepiej wyprodukować dzieci z pełnej rodziny z urazem i
            niemożnością ułożenia sobie życia w dorosłości, bo a nuż facet trawi się taki,
            jak tatuś, albo powielić schemat w domu i od żonki oczekiwać full wypas obsługi,
            co jakis czas,gdy domaga się czegoś,rzucając radosne: spie...j.

            Przeczytaj post założycielski i pokaż w nim, jakąkolwiek "jasną" stronę związku.
            Czy będzie to dzień, kiedy pan nie zmarszczy groźnie brwi, nie wyciągnie łap, by
            nie potrząsnąć (no ale nie przy dzieciach to robi, a mógłby, taki ludzki pan!),
            czy dzień, kiedy zapewni żonce w pakiecie orgazm? albo dzień, kiedy miło odezwie
            się do potomstwa.
            Po prostu czasem zrobienie rewolucji we własnym życiu wychodzi kobiecie na dobre.
            • marzeka1 Re: Kto ma problem? 23.08.09, 11:35
              "trawi się "- ups, trafi się
          • wierzba_placzaca Re: Kto ma problem? 23.08.09, 11:49
            Zgadzam się z Marzeką. Znam społeczne półsieroty. Społeczne, bo z takich właśnie
            "pełnych" rodzin, gdzie pan domu ma w tym domu sypialnię, i, poza przyniesieniem
            kasy i spłodzeniem potomstwa, niczym więcej się nie zajmuje.
            • verdana Re: Kto ma problem? 23.08.09, 11:57
              Tak, bo jak wiadomo najwazniejesze to pelna rodzina. Chocby ojciec
              nie robil nic, a za to szarpał i wyzywał. W takim domu dzieci są o
              wiele szczęsliwsze i spokojniejsze, niż w domu gdzie jest cisza i
              spokoj, ale nie ma ojca. Bo ojciec nawet lejacy jest gwarancją
              szczęścia jak wiadomo.
              • marzeka1 Re: Kto ma problem? 23.08.09, 12:40
                Uwielbiam zdanie Seneki "Nie samo życie jest dobrem, ale życie dobre."- można to
                strawestować i powiedzieć, że nie sama rodzina jest dobrem, ale dobra rodzina.
                Bo nie musi to być rodzina jak z reklamy, obrazka, bo to zafałszowany obraz, ale
                taka, w której mamy poczucie sensu i spełnienia, w której jest wzajemny
                szacunek, są problemy, kłopoty (bo w każdej są), jednak nie może być tak, że
                trwałość rodziny jest wartością nadrzędną, kosztem dzieci, szacunku do samej siebie.

                Oboje z mężem nie mamy super wzorów, jeśli chodzi o małżeństwo naszych rodziców,
                dlatego stworzyliśmy coś zupełnie odmiennego, niż wynieśliśmy z domu. Nie
                jesteśmy skazani na powielanie złych relacji między mężem a żoną, można zupełnie
                inaczej zbudować swój związek. Ważne jest jedno- mieć tego świadomość. Może
                dlatego tak lubię tę myśl Seneki.
          • triss_merigold6 No dobrze 23.08.09, 13:10
            O tych półsierotach to rozumiem w nawiązaniu do Twojej pasierbicy?
            Nic nie stoi na przeszkodzie aby pan po rozstaniu z żoną angażował
            się w życie dzieci i wypełniał obowiązki opiekuńczo-wychowawcze. Co
            więcej, prawo go do tego zobowiązuje.

            Dbac o rozwój zawodowy? Pięknie, cenna uwaga, pytanie tylko KIEDY
            skoro dziećmi ktos się musi zająć, zeby nie chodziły brudne, głodne
            i zaniedbane emocjonalnie i edukacyjnie. Czyli pani może się
            realizować zawodowo w godzinach pracy żłobka i przedszkola.

            Kontakty towarzyskie? Również cenna uwaga ale sama wiesz jak
            uciążliwe dla wszystkich stron bywają spotkania z małymi dziecmi.
            Należałoby je oczywiście zostawiać z tatusiem ale pod warunkiem, że
            pan raczy je dostrzec i zająć się stosownie.
            Zanim dzieci podrosną pani może mieć już głeboką depresję i brak sił
            na jakiekolwiek pozytywne zmiany.
            • karolina331 Re: No dobrze 23.08.09, 15:30
              A co tu ma do rzeczy córka mojego męża?

              Co do jasnych stron małżeństwa - założycielka wątku je widzi.
              • verdana Re: No dobrze 24.08.09, 00:04
                A jakiez to? Jak pozytywnie wpływa na dzieci widok tatusia
                szarpiacego mamusię? Chcialabym opis tego pozytywnego skutku, choć w
                paru słowach.
                • karolina331 Re: No dobrze 24.08.09, 13:47
                  Proszę bardzo Verdano.
                  Cytuję:

                  "Są dni piękne, jest jak dawniej, odkrywamy świat na nowo pełni
                  optymizmu, ja staram sobie zawsze przypomnieć dni, jak to się
                  zaczęło, co wtedy czuliśmy. Jest wtedy dobrze, cudownie.. "

                  Wystarczy uważniej przeczytać.
                  A jeśli jeszcze ma się minimum empatii, widać wyrażnie, że autorka
                  wątku męża bardzo kocha, tylko boli ją, że on nie jest IDEALNY.

                  Nie ma ludzi IDEALNYCH.
                  • marzeka1 Re: No dobrze 24.08.09, 14:28
                    "wątku męża bardzo kocha, tylko boli ją, że on nie jest IDEALNY.

                    Nie ma ludzi IDEALNYCH. "- nie zgadzam się z tobą. Owszem,nie ma ludzi
                    idealnych, mam wielce nieidealnego męża, sama jestem nieidealną żoną, ALE nigdy
                    w życiu nie musiałam robić za służącą, nigdy w życiu nie wrzeszczał na mnie, nie
                    mówiąc o szarpaniu i na mnie zrzucając winę za swoją agresję.Z perspektywy 20
                    lat małżeństwa powiem: jesteśmy nieidealnym małżeństwem, ale ta dziewczyna jest
                    sprowadzona w związku do roli służącej i ma agresywnego faceta.
                    • karolina331 Re: No dobrze 24.08.09, 16:45
                      Gdyby na mnie mój mężczyzna podniósł rekę, to bym mu tę łapę
                      odgryzła do samych pleców zanim dziad by się zorientował.

                      Ale autorka wątku NIE ROZWIEDZIE SIĘ z mężem i ojcem swoich dzieci.
                      Jestem tego pewna.
                      Ona go kocha i oczekuje, że jest jakaś tajemna recepta na to, aby
                      jak za dotknięciem czarodzijskiej różdżki - jej mąż stał się: czuły,
                      miły, pomocny, wyższy, szczuplejszy, inteligentniejszy, bogatszy,
                      dowcipniejszy i przynoszący pęki róż nawet bez okazji.

                      Nie mam zamiaru dołować skołowanej i nieszczęśliwej kobiety z dwójką
                      dzieci, więc ją wspieram.
                      Mam prawo.
                      • marzeka1 Re: No dobrze 24.08.09, 17:57
                        Ok, masz prawo, tylko że od takiego wspierania mąż nie przestanie na nią
                        wrzeszczeć, ona nie przestanie być wielofunkcyjnym urządzeniem domowym, nie
                        przestanie nią potrząsać,nie zacznie szanować. A gdy ma się dzieci i nie chce im
                        fundować traumy, warto jednak spróbować zmienić swoje życie.
                        Może ona myśli, że tak właśnie wygląda związek? może ma takie wzory z domu? Nie
                        wiem, ale wiem,że takie życie na dłuższą metę, to piekło.
                        • karolina331 Re: No dobrze 24.08.09, 19:00
                          Aby coś w soim życiu zmienić, trzeba tego chcieć.
                          Niewiele kobiet chce.
                          Jesteś mądrą kobietą i wiesz o tym beze mnie.
    • delecta Re: Kto ma problem? 24.08.09, 00:13
      Mężowi zdarza się na mnie krzyknąć, chwycić mnie mocniej za
      rękę albo
      szarpnąć.. (ale nigdy przy dzieciach)
      On mówi, że to ja go do tego zmuszam
      No.......... zabiłabym gada!!!

      Zaraz Ci solidnie przyłoży, po czym z ubolewaniem stwierdzi, że Ty
      go do tego zmuszasz i ani się nie spostrzeżesz, kiedy zaczniesz
      przepraszać.

      Nic konstruktywnego Ci teraz nie napiszę, bo chcę spokojnie zasnąć.
      Trzęsie mnie, jak czytam o takich sadystach.
    • brak.polskich.liter Re: Kto ma problem? 24.08.09, 08:56
      Panu kopa.
      Przedmowczynie juz napisaly, czemu.
      Dziekuje za uwage.
Pełna wersja