mam_na_imie_p
22.08.09, 18:09
Proszę doradźcie mi, jak postępować, żeby się ułożyło, albo jakie znaleźć inne
rozwiązanie. Jesteśmy małżeństwem od 6 lat, mamy 2 małych dzieci, a ja wciąż
czuję, że nie mogę liczyć na mojego męża. Oboje pracujemy, ja nie mam prawa
powiedzieć, że jestem zmęczona, w związku z tym w weekendy Pan domu śpi do
11stej, a dzieci pragnące zabawy krzątają się między sprzątająco-gotującą
matką. Podobno jestem oziębła, bo na koniec dnia jestem wręcz wykończona. Mąż
mi nie pomaga, oczywiście zawsze mówi, że posprząta po sobie, ale co z tego
jak wieczorem zostawia przy fotelu kubki po herbacie, bo do kuchni jest daleko
- aż 2 metry. Dziś nie ruszam ręką w mieszkaniu, jestem chora i nie mam siły
wstać z łóżka. Ale podobno jak ja jestem chora, to opowiadam wszystkim wokoło,
a on w milczeniu trwa w cierpieniu. Codziennie gotuję, wstaję o 5 rano, zawsze
ma śniadanie do pracy. Zawsze wyprasowane koszule, ale i tak jak nagle zdarzy
się, że nie zdążę uprasować, to są pretensje.. Nie żebym, narzekała, bo
uważam, że takie pozornie prozaiczne rzeczy robimy z miłości do drugiej osoby,
nie chcę wdzięczności.. Chcę tylko szacunku, do wszystkiego co robię, nie
zostawiania po sobie śmieci, skarpet, kałuży w łazience.. Na większość tych
spraw w ogóle już nie zwracam uwagi, po prostu poprawiam i jest ok, zbieram,
sprzątam, już z przyzwyczajenia.
Mężowi zdarza się na mnie krzyknąć, chwycić mnie mocniej za rękę albo
szarpnąć.. (ale nigdy przy dzieciach)
On mówi, że to ja go do tego zmuszam...
Są dni piękne, jest jak dawniej, odkrywamy świat na nowo pełni optymizmu, ja
staram sobie zawsze przypomnieć dni, jak to się zaczęło, co wtedy czuliśmy.
Jest wtedy dobrze, cudownie.. Potem kryzys, i tak od roku..
Czy ktoś z was był u psychologa? Może powinnam porozmawiać z osobą neutralną.
Nie chcę rad od osób stronniczych..