Dodaj do ulubionych

I co ja mam zrobić?

25.08.09, 08:06
Hm...Nie mam nastroju na długie poematy...A potrzebuje spojrzenia i zdania kogoś z zewnątrz, bo jestem bliski utraty zmysłów...

Moje małżeństwo...Trwa już długo...
Silne, oparte na uczuciu, na przyjaźni, zaufaniu...
Dzieci brak...
Choć to moje największe pragnienie...Możemy ale brak...

I od pewnego czasu uczucie we mnie wygasa...
Brak tej iskry, tej namiętności...Wszystko takie zaplanowane, niemal sterylne...Żadnej spontaniczności...
Nie było jej nigdy...Ale głupio myślałem że to się pojawi, albo że można nad tym popracować, że nie to jest w związku najważniejsze...

A teraz mam świadomość że tak ma być już zawsze...
I nie mogę się z tym pogodzić...

A na horyzoncie pojawiło się nagle (jak zwykle w najmniej spodziewanym momencie) uczucie...
Bardzo silne....Zawładnęło mną...
opierałem się przed nim, a było silniejsze...

I teraz nie wiem co robić...Do żony czuję przywiązanie, jest dla mnie wielkim przyjacielem, wsparciem...Ale o namiętności mowy nie ma...Brak iskry, tej chemii, tej spontaniczności...
Nie jest mi obojętny jej los. Potwornie boje się ją skrzywdzić...A coraz mocniej kocham tą drugą...
Ona daje mi to wszystko czego mi brak...I też jest wspaniałym człowiekiem, godnym zaufania...Przyjacielem...
Też nie jest łatwo... Nawet bardzo trudno...Jest także w związku...Nieudanym, ale z dwójką dzieci (15 i 10 lat)Chce odejść od męża i budować razem ze mną szczęście... Dać nam dziecko, którego pragniemy tak bardzo oboje...
Ja pomimo problemów jakie się pojawią bo pojawią się - to oczywiste - pragnę jej szczęścia...Pragnę jej bliskości...Mam w sobie wiele miłości... jestem gotów dać ją też jej dzieciom, choć nie wiem czy uzyskam kiedykolwiek ich akceptację... Ale wiem że będę się nimi zajmować jak własnym...

Ale czy można zbudować coś pięknego i szczęśliwego na bólu i nieszczęściu kogoś innego (mojej żony)?

A jeśli zostanę w tym co jest to czy można żyć wiedząc że zostawiło się kogoś kto kocha, kto zaufał...
I tak na ostatku - myśląc o sobie...Jak żyć wiedząc że z kimś mogłoby być tak cudnie, jak teraz nie ma i prawdopodobnie nie będzie?
Obserwuj wątek
    • annb Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 08:32
      Głowa siwieje, d..pa szaleje
      nie ty pierwszy, nie ostatni

      Pani nowa z iskrą jest w nieudanym związku, a ty jak ten rycerz
      tadam pobiegniesz ją ratowac.
      I urosniesz w jej oczach
      I powie-moj ty bohaterze, cale zycie na ciebie czekalam

      a z drugiej strony żona.
      i co zrobic?
      rozbieg i glowa o sciane
      Albo zostaw zonie wszystko, ale naprawde wszystko i zacznij zycie z
      nową panią

      ach
      nowa pani chce dac ci dziecko-tak
      jakie to romantyczne
      • arrmani3 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 08:40
        Głowa wcale nie siwieje...Jak już od problemów...
      • chloe30 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 08:42
        annb napisała:

        > ach
        > nowa pani chce dac ci dziecko-tak
        > jakie to romantyczne
        >
        >
        >
        Rzygać mi się chce od tego romantyzmu.
        Weź koleś, idź szybciutko do nowej miłości, niech twoja żona ma
        szanse na pozbycie sie żałosnego fiuta i ułożenie zycia z kimś
        fajnym.
        >
    • nick_ze_hej Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 08:35
      No cóż...
      Banał...
      nad banały...
      tylko...
      żony szkoda...
      • arrmani3 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 08:44
        Wiesz...Bardzo dziękuję...Ja o niczyim (a zwłaszcza tak ważnym problemie) nie
        śmiałbym napisać Banał... Ale cóż...Widocznie powinienem się cieszyć, że tylko
        "banalne" ma problemy...Tylko że już zaczynam stawać się wrakiem człowieka od
        tego banału, wiesz? Miłego - niebanalnego dnia życzę...
        • nick_ze_hej Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 08:51
          arrmani3 napisał:
          Tylko że już zaczynam stawać się wrakiem człowieka od
          > tego banału, wiesz?

          Może zacznij myśleć głową, to ci sie kondycja poprawi;)
          • migogotka Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 09:18
            Jak można budować swoje szczęście na krzywdzie innej osoby (żony)?!!
            To ona była, jest u twojego boku, wspiera cię, jak sam piszesz jest
            twoim najlepszym przyjacielem. To dużo. A namiętność?? Może
            porozmawiaj szczerze z żoną, postarajcie się coś zmienić na lepsze.
            Ja byłam osobą, którą zdradzono, po wieloletnim zwązku. Paskudne
            uczucie. Zastanów się sto razy zanim zburzysz komuś świat!! Życzę
            mądrych decyzji.
      • mw2923 Re: I co ja mam zrobić? 29.08.09, 21:49
        typowy biedny pokrzywdzony samiec ,takich jak ty jest tysiące i
        każdy z was ma jakiś istotny powód do skoku w bok a co zrobiłeś by
        wprowadzić trochę spontaniczności jak to określiłeś do waszego
        małżeństwa, czemu nie jesteś rycerzem dla własnej żony, czy
        zapytałeś jak ona się czuje w tym związku
    • triss_merigold6 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 09:26
      Dobra, dobra, a czemu z żoną nie masz dzieci?
      • arrmani3 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 09:38
        Bo jej kariera była ważniejsza...wspierałem ją przez 9 lat. wziąłem na siebie
        cały dom, sprzątanie, gotowanie, zakupy... Byłem wsparciem, pomogłem w pisaniu
        doktoratu, zawoziłem i odwoziłem na uczelnię o każdej porze dnia i nocy...Teraz
        ona chce wszystko naprawiać i myśli o dziecku...A ja...ja się wycofałem bo nie
        wiem co będzie...I nie chcę krzywdzić niewinnej istoty...
        Nie mogę żyć w takim zaplanowanym świecie...Wszystko według punktowanej
        listy...Przez 9 lat nie pocałowała mnie NAMIĘTNIE... Takie cmoki dziecięce...To
        fajne, ale przecież nie o to chodzi...Wszyscy ze mnie szydzą...że jestem zwykłym
        samcem, któremu odwaliło...Ale zapewniam że tak nie jest... Po prostu chcę
        normalności...A wiem że w tym związku jej nie wykrzesam...bo jej nigdy nie było...
        • kawka74 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 09:42
          I dziewięć czy tam więcej lat znosiłeś to w milczeniu?
          Ile Twoja żona ma lat?
          • arrmani3 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 10:31
            34 jeśli to ma jakies większe znaczenie :-)
            • kawka74 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 10:53
              No ma.
              Dwudziestoparolatka może nie chcieć dać się ubrać w dziecko, ale chcieć zainwestować w siebie.
              I co z tym znoszeniem w milczeniu?
        • annb Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 10:20
          Wiesz arrmani jak Cię czytam to mam ochotę wysłac smsa z hasłem
          POMAGAM.
          Może lepiej skup się teraz na sobie i zastanów się czego naprawdę od
          zycia chcesz.Bo widać że albo jesteś ciepłe kluchy i potrzebujesz
          ręcznego sterowania, albo nie_wiem_co.
          Mężczyzna ma byc wojownikiem.
          Zafascynowałes się nową panią a tak naprawdę nie wiesz jak z nią
          bedzie-a już myslisz o dziecku z nią.
          A co jesli kolejną panią będziesz wspierac i podpierac ?
          I co będzie jak się okaże że wpadłeś w kolejny kierat i jedyne co w
          związku iskrzy to stare przepalone bezpieczniki w skrzynce?
          Tylko że mając dziecko już siętak łatwo z niego nie wylogujesz aby
          szukac kolejnego źródła iskrzenia.



    • amorek1974 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 10:44
      wspaniale...żona jest Twoim największym przyjacielem ,ale nie masz
      odwagi powiedziec że zakochałeś się w innej.Rozumiem,ze to z troski
      o żonę wolisz aby była w nieświadomości.
      Piękny altruistyczny gest.Może chociaż teraz zachowasz się jak
      mężczyzna a nie gnojek i uczciwie postawisz sprawę.
      Nie ma co biadolic nad krzywdzeniem żony, bo już to zrobiłeś.
      A rozumiem ,że w uświadomieniu beznadziejności Twojego związku
      pomogła Ci odmiana przy innej Pani.Dla żony to dar losu ,że nie
      macie dzieci.Powiedz jej o swojej sytuacji i daj szanse na ułożenie
      jej życia.
      O naprawie związku rozumiem nie myślisz bo znalazłeś konkretne
      rozwiązanie na monotonię swojego życia.
      Chyba mie wiesz co to przyjażń...zawiera się w niej też słowo
      lojalnośc i szczerośc.
    • kaz-oo Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 11:06
      arrmani3 napisał:
      Ona daje mi to wszystko czego mi brak...I też jest wspaniałym człowiekiem, godn
      > ym zaufania...Przyjacielem...
      > Też nie jest łatwo... Nawet bardzo trudno...Jest także w związku...Nieudanym, a
      > le z dwójką dzieci (15 i 10 lat)Chce odejść od męża i budować razem ze mną szcz
      > ęście... Dać nam dziecko, którego pragniemy tak bardzo oboje...


      Już widzę, tę namiętność, te iskry dnia codziennego w nowym związku z dwójką
      nastolatków, niemowlakiem i byłym mężem na karku. To dopiero będzie burza zmysłów;))

      • amorek1974 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 11:09
        I ten 15 latek o niczym tak nie marzący jak o miłości od faceta ,
        który rozbił małżeństwo jego rodziców;)Bo w jego oczach tak to
        będzie wyglądało...
        • kaz-oo Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 11:26
          Arrmani, jak widać, nie bardzo zdaje sobie sprawę na co się porywa i jak wygląda
          tzw. życie rodzinne, szczególnie w tak skomplikowanej sytuacji. No ale skąd niby
          ma wiedzieć? przeżył z żoną kilka lat w ciszy i spokoju z jej karierą jako
          priorytetem, ale to niewiele ma wspólnego z prawdziwym życiem rodzinnym. Myślę,
          że jeśli spełni swe aktualne marzenia i zwiąże się tą panią, to najdalej za rok
          napisze nam post o koszmarze życia z dwójką wrogo nastawionych nastolatków, ich
          ojcem obecnym cały czas w ich życiu, nową żoną rozdartą pomiędzy obowiązki matki
          i żony - sfrustrowaną, zapracowaną z ciągłym poczuciem winy wobec dzieci. No i
          jeszcze do tego to ich wspólne dziecko, mam nadzieję tylko hipotetyczne...
          Drogi Arrmani, zastanów się sto razy zanim cokolwiek zrobisz, bo wierz mi
          szykujesz sobie pętlę na szyję.
          • trelek-morelek Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 11:42
            A co dziwnego w tym że twoj ażona chciała jako 20 paro latka uzyskać
            cos dla siebie dla Was ... zapewnić Wam przyszłość ..a teraz jako
            dojrzała kobieta chce budować z Tobą dom mieć dziecko ....to chyba
            idealny układ...a nad namiętnośćią to chyba Ty nie umiesz popracować
            bo są to rzeczy , które nawet w paronastoletnim układzie można
            odbudowac ...
            a ne pomyślałeś że ta nowa własnie traktuje Cie jak zbawce?? pomyśl
            że na początku zawsze jest pięknie i kolorowo zwłaszcza jak widzisz
            kogoś żadko ..a ona ma rodzine obowiązki ... myśle że tu żar zniknie
            prędzej niż myślisz jak zobaczysz jak to wszystko wygląda "od
            kuchni" i dzieci - Ty bedziesz powodem rozbicia ich rodziny ...a
            poza tym skoro ona taka nieszczęśliwa to czemu tkwi w takim
            układzie?? bo czeka aż ktiś ją zaakceptuje? i porwie sie na tego
            kogoś na swojego zbawce kimkolwiek on bedzie ..jak nie ty to ktoś
            inny ...eh ciężko masz współczuje ... ale pomyśl ile osób krzywdzisz
            naraz ...a i siebie najbardziej biedaczku
          • ann114 Re: I co ja mam zrobić? 05.11.09, 22:18
            jak miło poczytać mądrych ludzi...
            dzięki Ci za ten rozsądny głos
            100% zgadzam się z Tobą
    • latosie Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 12:52
      jest mi Ciebie bardzo żal... tego chaosu jaki panuje w Twoim
      życiu... nie będe cię potępiać bo wiesz... sama przechodziłam coś
      podobnego... mąż pochłonięty pracą w ogóle się mną nie
      interesował ..znalazł się ktoś kto sie zainteresował... i wiesz
      co... takie życie na dwa fronty prowadzi tylko do degradacji...
      jeśli naprawdę kochasz tą drugą... to zostaw żonę... tylko oby się
      potem nie okazało,że dla tej drugiej nie byłeś tylko sposobem na
      odreagowanie problemów małżeńskich ... bo wtedy stracisz obie a
      wyżyty sumienia zamęczą cię do końca życia... życzę Ci abyś podjął
      słuszną decyzję i znalazł swój kawałek szczęścia...
      • arrmani3 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 14:46
        Dziękuję...Bardzo Ci dziękuje...Za zrozumienie...
        • marzeka1 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 15:04
          Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy, jak trudne może być życie na co dzień z nową
          panią + dwójką nastolatków, które mogą nie być szczęśliwe, że pojawił się nowy
          pan, który rozwalił im rodzinę. No i to rozkoszne: nowa pani może się rozmnożyć
          w dowód uczucia! Może zacznij myśleć właściwą główką???
          Bo na początku, gdy pisałeś, że chciałeś dziecka, a ona nie- Ok, ma chłop rację,
          nie można pozbawiać prawa do bycia rodzicem, ALE gdy czytam, że żona ma teraz
          tylko 34 lata, to w czym problem???? Dziecko może teraz mieć raczej bez
          problemu. No ale ty już gdzie indziej umoczyłeś, prawda???
          • nick_ze_hej Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 15:14
            Tak mi się widzi, że arrmani powinien zostawić żonę - dla jej dobra, a dla
            swojego dobra rozstać się z tą nową panią.
            I krzesać, krzesać te iskry namiętności, ale z wolnymi, żeby jak najmniej
            poparzonych było od tego żaru;)
            • marzeka1 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 15:17
              "a dla
              > swojego dobra rozstać się z tą nową panią."- jak powiedzeniu: uważaj! bo twoje
              pragnienia mogą się spełnić. Już sobie to krzesanie gorące wyobrażam w otoczeniu
              2 nastolatków (pan nie ma pojęcia o wychowaniu nastolatków! nie wie, jak trudne
              może być życie z nimi na co dzień! (wiem,bo akurat przerabiam).
    • leonidas100 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 15:24
      Moim zdaniem, jest Ci po prostu za dobrze. Nie ma kłótni, zdrad,
      oszustwa - jest siła, uczucie, przyjaźń i zaufanie. I jak jest za
      dobrze to są osobniki, które zaczynają wyszukiwać. Szukałeś,
      szukałeś aż wreszcie wyszukałeś "iskrę, tą namiętność", której Ci
      niby a może naprawdę brakuje. No cóż, jeśli zwiążesz się z tą drugą
      kobietą i jej dwójką dzieci oraz ex-mężem - bo nie licz na to, że da
      się jej dotychczasowe życie tak po prostu grubą kreską oddzielić od
      Waszej wspólnej przyszłości - to tej "iskry" Ci nie zabraknie.
      Wydaje mi się, że będziesz miał dziennie całe snopy iskier, aż
      któreś z Was "pójdzie z dymem". Twoją żonę skrzywdzisz okrutnie i z
      tym poczuciem winy będziesz musiał żyć. Patrząc na Twoją sytuację z
      boku nie rokuję Twojemu związkowi z nowo pozaną kobietą dobrze. No
      ale wtedy już będzie za późno. Twój konflikt troszkę przypomina
      mi "Annę Kareninę" - smutny koniec. A tak prosto z mostu to bym Ci
      powiedziała: "Chłopie opamiętaj się! Masz dobrze a pakujesz się w
      qpe!"
    • bas-122 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 15:30
      Piszesz: "Teraz ona chce wszystko naprawiać i myśli o dziecku...A ja...ja się
      wycofałem bo nie wiem co będzie..." Przecież także nie wiesz co będzie w tym
      nowym związku. Czy wam się wszystko ułoży, czy w pewnym momencie nie będziesz
      miał powyżej uszu spontaniczności? Nie wiesz, czy namiętność , którą teraz
      dostrzegasz, nie pryśnie jak bańka mydlana. Czy nie okaże się ona jedynie
      iskierką, która zgaśnie w natłoku i nawale problemów, które mają nastolatki.
      Przecież Ty nie masz pojęcia o wychowywaniu dzieci w tym wieku! Czy zdajesz
      Sobie sprawę, że ta kobieta, zawsze na pierwszym miejscu będzie stawiała
      dzieci, ich problemy, a Ty będziesz daleko po nich? O to Ci chodzi?
      Nie rozumiem, jest w Tobie wiele miłości, masz dosyć monotonii, poczucia , że
      życie , dzień po dniu , wszystko jest takie zaplanowane, masz potrzebę,
      pragnienie zmian, i...i się wycofujesz, nie chcesz mieć własnego dziecka? Ono
      tak Wam rozreguluje życie, przyniesie tyle niespodzianek... I Ty nie chcesz???
      "Przez 9 lat nie pocałowała mnie NAMIĘTNIE... Takie cmoki dziecięce...To fajne,
      ale przecież nie o to chodzi..." No to do licha, Ty ją całuj namiętnie, Ty wnieś
      ożywienie w związek! Obudź w żonie, to co do tej pory drzemało. Ale do licha nie
      znajdując inną!
      "Wszyscy ze mnie szydzą...że jestem zwykłym samcem, któremu odwaliło...Ale
      zapewniam że tak nie jest... Po prostu chcę
      normalności..." Moim zdaniem, Ty nie chcesz normalności. Chcesz odmiany. Tyle
      tylko, że nie zdajesz Sobie sprawy, że aby mieć tę odmianę musisz zrujnować,
      zburzyć to co miałeś i to dobre i to złe. Czy warto iść w niepewne?
    • smut-na Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 16:13
      Ja pomimo problemów jakie się pojawią bo pojawią się - to oczywiste - pragnę jej
      szczęścia...Pragnę jej bliskości...Mam w sobie wiele miłości... jestem gotów dać
      ją też jej dzieciom, choć nie wiem czy uzyskam kiedykolwiek ich akceptację...
      Ale wiem że będę się nimi zajmować jak własnym...


      Nie licz na to. Nie pozwolą ci się sobą zajmować, bo i z jakiej racji ma się do
      nich wtrącać obcy facet? Nie przyjmą twojej miłości i cie nie zaakceptują , bo
      nastolatki z trudem akceptują (albo i nie) nawet swoich własnych rodziców. To
      okres gdy przeciw "starym" wytacza się armaty, za ich urojone lub wyolbrzymione
      przewinienia. A twoja wina będzie realna i wielka - zburzysz ich dom, rodzinę,
      zabierzesz im matkę, zajmiesz w domu miejsce ich ojca, odbierzesz im poczucie
      bezpieczeństwa. To aż nadto aby cię znienawidzić i uznać za wroga numer jeden.
    • bas-122 Re: I co ja mam zrobić? 25.08.09, 17:27
      smut-nanapisała: "Nie pozwolą ci się sobą zajmować, bo i z jakiej racji
      ma się do
      nich wtrącać obcy facet? Nie przyjmą twojej miłości i cie nie zaakceptują , bo
      nastolatki z trudem akceptują (albo i nie) nawet swoich własnych rodziców. " I
      ma rację, nie pozwolą, nie przyjmą, albo opacznie źle zrozumieją, zinterpretują
      jako chęć odbierania matki, niszczenia ich życia, włażenia z butami do cudzego
      podwórka. Tym bardziej, że tamta kobieta jest jeszcze w jakimś sensie z mężem i
      ojcem jej dzieci. Nie ma pozamykanych spraw swojego małżeństwa. Więc kogo dzieci
      obarczą winą? Ciebie! Ty także spraw własnego małżeństwa jeszcze nie
      pozamykałeś. Właściwie jeszcze nawet chyba nie wiesz, czy własne małżeństwo
      przekreślić, czy nie. To też jest powód, i to bardzo istotny, do nie wchodzenia
      w nowy związek.
    • kicia031 jakie to smutne i przygnebiajace 25.08.09, 20:30
      kolejny poszukiwac wrazen, ktory do tego, ze nie odpowiada mu to, co ma w domu,
      dochodzi dopiero po spotkaniu bardziej emocjonujacego obiektu. czy tez raczej
      emocji dostarcza mu ukrywanie romasu, a nie sam przedmiot pseudouczuc.

      Z ledwo poznana kobieta, o ktorej wie na razie tyle, ze z zasadami moralnymi u
      niej marnie, a ze zdolnoscia do podejmowania samodzielnych decyzji jeszcze
      gorzej juz planuje rozmnazanie.

      zrob ty zonie przysluge i rozstan sie z nia, co do nowej pani, to warciscie
      siebie nawzajem i chyba w sumie bedziecie dosiebie pasowac.
      • mamamira Re: jakie to smutne i przygnebiajace 26.08.09, 00:21
        Nic nie doradzę nic nie napisze,niedobrze mi się robi jak to czytam,oj biedny Ty arrmani3,zal mi Ciebie :D
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: I co ja mam zrobić? 27.08.09, 13:25
      Ma Pan prawo, jak inni, do poczucia szczęścia w związku we własnym jego
      rozumieniu i w skali dla Pana możliwej. Być może ma ono polegać na na
      wyszydzonym tutaj "iskrzeniu", może być oparte na namiętności, może na związku z
      inna kobietą, może na zmianie. To Pan o tym decyduje.
      Każdy związek, Pana także dynamicznie się przekształca. Pan miał wpływ na niego
      identyczny jak Pana żona. Jeśli teraz ten związek w obecnej postaci jest
      niesatysfakcjonujący, niech Pan podejmuje decyzję o jego zakończeniu. Być może
      dla Pana imperatywem musiała być inna kobieta. Zdarza się.
      Istotne jest to, że w opisanej sytuacji nie uniknie Pan zmierzenia się z bólem
      żony, jej rozczarowaniem, złością oraz z niepewnością związku z inną kobietą. To
      jest ryzyko nie do uniknięcia. To są konsekwencje kształtowania życia po swojemu.
      Być może lawiną nieprzychylnych uwag na forum wywołał Pan kontrastowanie obu
      związków. Związek z żoną jest zdewaluowany a obecny romans wyidealizowany. I
      wygląda na to jakby to odbywało się bez Pana wpływu A to nie jest realność tych
      związków.
      Moim zdaniem istotne jest aby Pan odzyskał, uznał lub poczuł swój wpływ na swoje
      życie. W tym mieści się także przyjecie konsekwencji swojego postępowania.
      Pyta Pan co ma Pan zrobić. Odpowiedź w/g mnie jest prosta. Podjąć decyzję. Chce
      Pan być z kobietą po przejściach z dwojgiem dzieci. Świetnie. Niech Pan zacznie
      to realizować. Ale na poważnie i w realności, a nie w swoich marzeniach ,
      myślach i fantazjach. Będą trudne przeżycia, bo i ta kobieta musi zacząć
      porządkować swoje życie.
      Czyli więcej realności i konkretu.
      O tych wszystkich składowych jakie tu opisałam i pewnie od wielu innych będzie
      zależało czy poczuje się Pan, pardon, "fiutem" ( cytat za forumowiczkami ) czy
      człowiekiem dbającym o jakość swojego życia i życia bliskich.
      Czasem umiejętność godnego wycofania się z niedobrego dla siebie związku jest
      bardzo wartościowa. I być może oznaczająca, że wie Pan czego Pan potrzebuje i
      kim Pan jest. Agnieszka Iwaszkiewicz






    • skarbanula Re: I co ja mam zrobić? 29.08.09, 15:42
      cóż Armani..postanowilam zabrać głos,choć dotąd byłam "cichym"czytelnikiem forum..nie znalazłeś tu wiele zrozumienia,sami tu praktycy,pozbawieni naiwnych złudzeń,odzierają z nich także Ciebie,tylko dlaczego niektórzy szydzą?...może dlatego ,ze sami tęsknią za ową przysłowiową iskrą,ale strach się przyznać..czymkolwiek ta iskra miała by być...
      a ja odpowiem ,że wiem o czym mówisz..Twoja sytuacja przypomina ogólnie lustrzane odbicie mojej: ja zapomniana, samotna, opuszczona w małżeństwie( z pewnościa szanowni forumowicze dodadzą: znudzona,niedowartościowana-mam tego świadomość)...i nagle zjawia się ON- wolny i bez pamięci we mnie zakochany,obdarzający toną zapomnianego dawno poczucia bezpieczeństwa i wszystkim,czego mi potrzeba (emocjonalnie, bo przyszłości z nim nie ma żadnej). Buduję mur,chcąc zachować resztki lojalnosci wobec męża..ciagle powtarzam, ze Jemu ma przejśc ,a ja nigdy sobie nie pozwolę na uczucie(choc w głębi siebie wiem,ze ono sie rodzi),ze nic z tego nie mogłoby być,że każdy musi pójść swoją drogą...bronię się, wyrzuty sumienia wobec męża wpędziły mnie w depresję.. i ta wewnętrzna rozpacz,że muszę odrzucić coś( tak, tak, sama daje pozywke do szyderstw)co zaspakaja głód miłości( tak, jestem naiwną, egzaltowaną romantyczką)
      Armani, nie potępiam, nie popieram, ale rozumiem-takie rzeczy tez sie zdarzają...zgadzam sie z Pania Ekspert- plus całej tej sytuacji polega na tym,ze poznajesz samego siebie i zblizasz sie do odpowiedzi na pytanie , kim jesteś i czego chcesz..
      • arrmani3 Re: I co ja mam zrobić? 01.09.09, 08:58
        Dzięki...Jedna z niewielu potępiających osób...Podejrzewam że nawet nie dlatego
        że jesteś w takiej samej sytuacji...Dzięki za Twe słowa...Gdybyś tu jeszcze
        zaglądnęła to może udało by się nam jeszcze porozmawiać...Mam wiele
        wątpliwości...Podobnych jak Twoje...Pozdrawiam...
        • skryta3 Re: I co ja mam zrobić? 01.09.09, 09:55
          Arrmani3
          Moim zdaniem najpierw odchodzi się od żony, jak jest źle, jeśli czujesz się
          nieszczęśliwy, a dopiero potem szukasz nowej partnerki. Gdybyś zrobił tak, jak
          napisałam powyżej, to nikt by Cię nie potępił!!! Bo najgorsze jest to, że Ty
          dopiero teraz widzisz, jak bardzo różnisz się od żony, kiedy poznałeś nową
          kobietę. Ale tak postępuje tylko tchórz, który boi się być sam, bo może dużo
          stracić, a nic nie zyskać... :( a teraz już wiesz, że prawdopodobnie masz z kim
          nowe życie ułożyć.... jest to bardzo nie taktowne wobec żony... zgodzisz się...???
    • ziuta2040 Re: I co ja mam zrobić? 01.09.09, 13:33
      a po co Ty z nią już tak długo jesteś w tym małżeństwie, po co go
      zawierałeś jeśli "nie ma romantyzmu i uniesień i nigdy nie było"????
      zastanawia mnie to i trochę Ci współczuję, że teraz będziesz musiał
      wreszcie "mieć jaja".
      a to jak widać nie takie łatwe.
      nie chce Cię obrazić ani urazić, ale... bez obrazy zwyczajny, nawet
      siwiejący człowiek, dokonuje w tej kwestii świadomych wyborów i za
      kilka lat, nie żałuje ze tak wybrał, bo wybrał zgodnie z sobą.
      a Ty zawaliłeś i teraz chcesz mieć dupokrytke w wirtualnym świecie,
      że robisz słusznie bo odchodzisz ze złego związku.
      Chyba nic innego zrobic nie możesz. bo sam napisałeś...
      > I od pewnego czasu uczucie we mnie wygasa...
      > Brak tej iskry, tej namiętności...Wszystko takie zaplanowane,
      niemal sterylne..
      > .Żadnej spontaniczności...
      > Nie było jej nigdy...Ale głupio myślałem że to się pojawi, albo że
      można nad ty
      > m popracować, że nie to jest w związku najważniejsze...
      >
      > A teraz mam świadomość że tak ma być już zawsze...
      > I nie mogę się z tym pogodzić...

      chyba ze chciałbys jeszcze powalczyć? porozmawiać z żoną, poznać jej
      perspektywe na wasz związek, może myśli podobnie.moze jakaś pomoc by
      sie przydała. ale Ty chyba wybrałeś...
    • neecia Re: I co ja mam zrobić? 01.09.09, 17:32
      Przyszła mi myśl że może podświadomie masz żal do żony, że do tej pory realizowane były JEJ potrzeby i życie przebiegało według JEJ scenariusza (np. decyzja o dziecku, którego bardzo pragnąłeś).. Może podświadomie chcesz ją za to ukarać..

      Potraktowałabym owa znajomość jako barometr tego, co się dzieje w Waszym małżeństwie i zastanowiła się: CZEGO TAK NAPRAWDĘ POTRZEBUJĘ BY CZUĆ SIĘ SZCZĘŚLIWYM W ZWIĄZKU??Potem trzeba mieć odwagę powiedzieć o swoich potrzebach- a wtedy wiele można razem zmienić.






      • ajmj Re: I co ja mam zrobić? 03.09.09, 07:49
        Nie wszystko jest takie proste, a moze wlaśnie jest?

        Pani Ekspert napisała prawdę. Cokolwiek postanowisz, będziesz
        ponosił konsekwencje - a moze byc różnie i musisz być na to
        przygotowany! i najgorsze co możesz zrobić to życ dalej w takim
        zawieszeniu - czas na decyzje. Trudne decyzje.

        Byłam w bardzo podobnej sytuacji.
        Podjęłam decyzję. B. szybko.
        Bardzo ryzykowałam jak i Ty będziesz nie wiedząc czy zmiany
        przyniosą Mi /Ci oczekiwane szczęscie.
        Musisz myśleć realnie , wiedząc, ze moze naprawdę nie byc łatwo i
        kolorowo.
        Jak by nie było jestes i tak już w takiej syutacji, ze jakkolwiek
        nie postanowisz - ktoś będzie cierpiał.

        Pozdr.
    • asiula1987 Re: I co ja mam zrobić? 15.09.09, 22:10
      zdradą się brzydzę okropnie...i wogole wg mnie juz dopusciles sie zrady kochajac
      (sam tak piszesz) inna kobiete, tak nie mozna, krzywdzisz zone siebie i tamta
      kobiete

      nie jestem zwolenniczka takich zmian z dlugich malzenstwach i w zyciu nie
      chcialabym zeby moj maz tak postepowal ale...

      skoro piszesz ze nigdy u was nie bylo namietnosci..nigdy? nawet na samym
      poczatku? a te uniesienia, spotkania ukradkowe spojrzenia bicie serca? nigdy nic
      nie bylo? nikt nie mowi od razu o namietnym seksie ale o zakochaniu...

      jesli tego nie bylo moze faktycznie nigdy nie byliscie dla siebie stworzeni do
      malzenstwa? moze po prostu mieliscie byc przyjaciolmi? a wiadomo ze
      zona/partnerka nigdy nie moze byc przyjacielem, milosc i oprzyjazn niesttey sie
      wyklucza

      a jesli jest tak jak pisze to moze sensownie byloby porozmawiac z ona...moze ona
      czuje to samo? moze tez ukrywa ze nie jest do konca szczesliwa w zwiazku, moze
      tez kryje gdzies w srodku uczucie do kogos innego i moze wcale taka rozmowa nie
      skrzywdzilaby was lecz odwrotnie?

      nie potrafie zrozumiec jak np maz kochajacy namietnie, mocno, az do grobu itd
      nagle przestaje kochac, ale z tego co piszesz ty masz troche inna sytuacje, moze
      to wogole nie byla taka milosc? w takim przypadku wcale sie nie dziwie ze mogles
      spotkac kogos kogo pokochales, ale jesli po rpostu zona ci sie znudzila a na
      horyzoncie pojawila sie za przeproszeniem gorąca du.peczka do wyrwania no to
      przykro mi ale poparcia na forum ani zony nie bedziesz mial

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka