polsz
30.06.11, 10:23
Do szpitala przyjęto 5-cio letnie dziecko na zabieg usunięcia migdałów. Przyjęcie zostało wykonane o 11. Zostały wykonane wszystkie konsultacje i o 13 dziecku podano premedykacje. Zaznaczyć należy, że dziecko od poprzedniego wieczora nie jadło i nie piło od 6 rano. O godzinie 15.30 dziecko przewieziono na salę operacyjną z której zostało wywiezione po ok. 10 minutach. Zabieg nie został wykonany. Rodzicom dziecka nie udzielono żadnych informacji. Lekarz miał do nich podejść w przerwie między zabiegami ale nie pokazał się pomimo blisko trzygodzinnego oczekiwania. Ostatecznie rodzice dostali do ręki wypis, z którego wynikało, że operacji nie przeprowadzono z powodu stanu zapalnego i zmian osłuchowych w płucach. Skoro dziecko miało takie schorzenia to dlaczego podano premedykacje? Dlaczego żaden lekarz nie odważył się by podejść do rodziców i wyjaśnić im co się dzieje? Przychodnia wykazała brak profesjonalizmu i totalnie "olała" rodziców.
Dziecko po powrocie do domu zostało zbadane przez innego lekarza a ten nie stwierdził żadnego stanu zapalnego ani zmian osłuchowych co potwierdził wydając zaświadczenie.
PS. zgodnie z uzyskanymi w późniejszym okresie informacjami sprawcą całego bajzlu okazał się doktor Czerwieniec - anestezjolog. Odmówił uśpienia dziecka. Ten sam anestezjolog widział syna troszkę prędzej i wszystko było OK