Dodaj do ulubionych

Praca - jej sens.

03.04.04, 23:17
Tak sobie myślę, czemu czasem musimy wykonywać pracę, której brak sensu. Od
kilku dni siedzę nad taką własnie pracą. Muszę zrobić coś, co nikomu nie jest
potrzebne. Wyniki i wnioski z tej pracy są ważne, ale można to wykonać
zupełnie inaczej i na pewno o wiele krócej. Przez cały czas tak sie robiło i
było dobrze. To co teraz robie wymaga nie tylko czasu, papieru, wiedzy
matematyczno-informatycznej ( jestem humanistką), a nawet pies z kulawą nogą
na to nie popatrzy. Męczy mnie ten bezsens, którego jest w szkole coraz
więcej. Te tony papieru, które tworzymy do szuflady. A uczenie? Niedługo
zabraknie nam na to czasu, bo siły już zaczyna brakować.
Obserwuj wątek
    • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 03.04.04, 23:25
      Taka praca jest po to, by ktoś inny mógł się na jej efekty popatrzeć, również
      nic nie zrozumieć, i powiedzieć "jakie to mądre, tu nic nie trzeba tłumaczyć,
      to wszystko samo przez się widać". ;-D
      Innego logicznego uzasadnienia nie widzę.
      • lubona Re: Praca - jej sens. 03.04.04, 23:30
        Ja widzę.
        Bo to jest tak. Kazdy nowy minister, czy ktoś tam niżej, ale i tak wysoko,
        wymysla cos nowego. Jakos tak jest, że to nowe, to stare, ale z nowym
        nazewnictwem i jakimis niekomu nie potrzebnymi dodatkami. A po co? W koncu to
        innowacja i trzeba za to wziąć pieniądze. Klarowne? Chyba tak. A miałam iść
        spać.
        • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 03.04.04, 23:32
          Oby Ci się tylko to nie przyśniło. Bo podobno człowiekowi śni się to, o czym w
          ciągu dnia dużo i intensywnie myśli. ;-)
          • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 03.04.04, 23:35
            Więc może lepiej o zarobkach (wysokich oczywiście) pomyśleć? Zawsze to przecież
            warto umilać sobie zycie - choćby nawet wyłącznie w snach...
          • lubona Re: Praca - jej sens. 03.04.04, 23:35
            Oj, to będę miała koszmary, bo cały dzień się z tym zmagam.
            • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 03.04.04, 23:36
              lubona napisała:

              > Oj, to będę miała koszmary, bo cały dzień się z tym zmagam.

              Na pocieszenie - czasami (czytaj: często) ten sposób się nie sprawdza.
              • lubona Re: Praca - jej sens. 03.04.04, 23:42
                Mam nadziję, że tym razem się nie sprawdzi. O pieniądach też w tym zawodzie
                racej lepiej nie marzyć. To dopiero koszmar, na jawie. Ale co tam, jutro tez
                jest dzień. Nowe siły i może to ruszę. ;-)
                • lemuriza Re: Praca - jej sens. 05.04.04, 21:27
                  ja już nie wiem, jak to jest z tymi pieniędzmi, które zarabiają nauczyciele, bo
                  moja teściowa jest nauczycielką i wcale nie narzeka na pensję, a jak porównuje
                  jej pensję z pensjami pracowników u mnie w pracy z podobnym stażem i
                  wykształceniem jak ona, to naprawdę u niej jest lepiej, dużo lepiej. Fakt, że
                  nauczyciele rozpoczynający pracę zarabiają niewiele, ale u mnie w pracy jest
                  podobnie z ludźmi, którzy zaczynają , tez dostaja minimalną stawkę i żadnych
                  gwarancji na poprawę, bo podwyżek u nas raczej nie ma:), a jeśli są to
                  minimalne.Poza tym z tego co wiem w szkolnictwie jest znacznie lepiej jeśli
                  chodzi o świadczenia socjalne - jakieś wczasy pod gruszą ( środki na nie, u
                  mnie to np. jest 80 zł raz na 2 lata), bony, całkiem niezłe ( koleżanka dostała
                  400 zł na te święta - u mnie nic:). pewnie to tez zależy od szkoły i tego jakim
                  funduszami dysponuje FŚS.

                  Więc musze Ci powiedzieć lubona , ze pensje niskie w stosunku do cen
                  wszystkiego nie są tylko problemem nauczycieli, to chyba problem wielu zawodów.
                  Zdaję sobie sprawę, że to jest niełatwy zawód i ważny dla przyszłości narodu,
                  bo w końcu kształcenie młodych to poważna sprawa, ale czasy są takie, ze chyba
                  w żadnej pracy nie jest łatwo.
                  • lubona Re: Praca - jej sens. 05.04.04, 22:34
                    Gwoli wyjaśnienia. Nigdy nie narzekałam na pracę nauczyciela. Wybrałam go z
                    pełną swiadomością tego kroku. Bardzo lubię swoją pracę i nie wyobrażam sobie
                    innej. Nie podobają mi sie tylko te rzeczy, które w tej pracy przeszkadzają -
                    coraz to nowe i głupsze rozporządzenia. Nikomu tak na dobrą sprawę
                    niepotrzebne. W związku z zarobkami - również nie sądzę, że zarabiam najmniej.
                    Wystarczy tylko popatrzeć na np. pielęgniarki. Wysokość świadczeń socjalnych
                    też zależy od gminy i miasta. Te bogadsze dają więcej, a te biedne nawet wcale.
                    Również wiem, że są gorzej ode mnie zarabiający ludzie. Moje słowa z tym
                    związane, to tylko normalna reakcja, troche żartobliwa na słowa Qwertego na
                    temat snu o fortunie.Myśle Lemurizo, że wytłumaczyłam dobrze moje na ten temat
                    stanowisko.
                    • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 05.04.04, 23:29
                      Ups, o mało przez moją pośrednio wypowiedz nie doszło do wywołałania bardzo
                      kontrowersyjnego tematu...
                      • lubona Re: Praca - jej sens. 05.04.04, 23:36
                        qwerty.tarnow napisał:

                        > Ups, o mało przez moją pośrednio wypowiedz nie doszło do wywołałania bardzo
                        > kontrowersyjnego tematu...

                        Nie sądzę. Nie miałam najmniejszego zamiaru wywoływać cokolwiek.Wyjaśniłam
                        tylko moje stanowisko i nie trzeba juz chyba do tego wracać. :-)
                        • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 05.04.04, 23:40
                          I nie wracajmy. Pieniądze to nie jest temat, któremu warto by poświęcać jakąś
                          uwagę. :-)))
                          • lubona Re: Praca - jej sens. 05.04.04, 23:44
                            I słusznie. Zwłaszcza, że ruszyłam wreszcię te analizę i jestem już bliżej
                            końca.Mam juz dość, trzeba pospać do 6.Dobranoc.;-))
                    • lemuriza Re: Praca - jej sens. 06.04.04, 07:55
                      pisałam w odniesieniu do tego co słysze wokół, a słyszę dość dużo narzekań
                      nauczycieli ( mam ich kilku w rodzinie:)), stąd moje refleksje.
                      A ponieważ ostatnio duzo miałam takich przemyśleń, bo moja koleżanka, bardzo
                      dobrze wykształcona dziewczyna, do tego bardzo zaradna, inteligentna i swietnie
                      radząca sobie w pracy zarabiała 600 zł, po 2 latach pracy wreszcie dostała
                      jakąś tam marną podwyżkę.
                      Ma już trochę lat i ze smutkiem jej słuchałam, jak mówiła, że nie ma żadnych
                      szans na usamodzielnienie się, bo znaczną częśc pensji zabiera kredyt, który
                      zaciagnęła na naukę.
                      To moje wytłumaczenie refleksji, które mnie dopadły.
                      Mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona.
                      Ja wiem, ze to trudny zawód, zwłaszcza w dzisiejszych czasach kiedy młodzież
                      jest jaka jest, ale ma ten zawód również i swoje zalety:).
                      Cieszę się , ze lubisz uczenie. Moja teściowa też:) I ja bardzo zazdroszczę
                      ludziom , którzy lubią swoja pracę.
                      • lubona Re: Praca - jej sens. 06.04.04, 21:36
                        Oczywiście, że nie jestem urażona. Rozumiem, że moja wypowiedź mogła
                        sprowokować do wyrazenia własnych przemysleń.Zgadzam sie z Tobą. To forum
                        spodobało mi sie własnie dlatego, że w odróznieniu od innych, nikt nikogo tu
                        nie strofuje, ani nie obraża. I niech tak zostanie. :-)))
                        • slav4 Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 08:07
                          O kurcze, ale się porobiło...
                          Ale pozwólcie że dorzucę własne trzy grosze.
                          1. Co innego umieć samemu, a co innego umieć to "sprzedać" w interesującej
                          formie. To chyba jasne. Nieskromnie stwierdzę że uczyć chyba potrafię (przez
                          kilka lat po studiach bardzo solidnie dorabiałem sobie korepetycjami z
                          angielskiego i nikt się jakoś nie skarżył.) Chyba szło mi naprawdę dobrze bo do
                          dziś odbieram telefony od nieznajomych ludzi pt "czy nie przygotowałbym
                          syna/córki/znajomego do matury/FCE/zaliczenia na studiach". Odmawiam, bo po
                          pierwsze -po zmianie pracy już nie mam tyle czasu, a poza dorabiać już nie
                          muszę. Nie zmienia to faktu że do dziś mam jedną "lekcjownisię". Absolutnie nie
                          traktuję tego jako źródła dochodu - ot tak parę groszy na fajki i piwo. Uczę
                          dziewczynę bo naprawdę to lubię a nie ma chyba większej satysfakcji jak
                          zobaczyć że po którymś tam ćwiczeniu uczeń wreszcie "łapie" np. różnicę między
                          Present Perfect i Simple Past
                          2. Zawodowym nauczycielem nie zostałem i nie zostanę z bardzo prozaicznego
                          powodu - "kasa, Misiu, kasa...." Za te 600-800 złotych niestety nie da się
                          utrzymać rodziny, obsłużyć kredytu mieszkaniowego, i żyć na jakimś w miarę
                          normalnym poziomie. To jest oczywiste i nawet 2 miesiące wakacji, ferie i 4h
                          pracy w tygodniu tego nie zrekompensują.
                          3. Uprzedzając ewentualne zarzuty że nauczyciel także musi pracować w domu:
                          Fakt, musi, ale tylko jak mu się chce. To czy Pan Profesor się przygotuje do
                          lekcji w domu czy nie, wpływa tylko na to czy lekcja będzie bardziej lub mniej
                          ciekawa. Ale w żaden sposób nie wpływa na wynagrodzenie Pana Profesora.
                          4. Przepraszam wszystkich Nauczycieli Z Prawdziwego Powołania których na pewno
                          jest dużo - niestety ale z uwagi na zarobki, w tym zawodzie dominuje selekcja
                          negatywna na zasadzie "a tam, jak nie uda mi się gdzie indziej to najwyżej
                          pójdę do szkoły uczyć". I takich w mojej opinii jest niestety większość...
                          5. Dopóki efekty nauczania i poziom szkoły jako takiej nie będą się przekładać
                          na zarobki to NIC się nie zmieni. To czy nauczyciel daje na zajęciach całego
                          siebie czy bezmyślnie odklepuje podręcznik ma się nijak do tego czy szkoła (a w
                          konsekwencji on) lepiej zarabia. I tu jest pies pogrzebany. Była kiedyś taka
                          piękna koncepcja "bonu oświatowego" - tj że pieniądze miały iść za uczniem
                          który wybierałby lepsze szkoły. I projekt wije się w mękach na dnie czyjejś
                          szuflady w Min EDu. Komu to przeszkadzało ??? Ano zainteresowanym w utrzymaniu
                          status quo...

                          Kończę bo klient czeka.

                          Pzdr/Slav
                          • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 11:12
                            slav4 napisał:

                            > "a tam, jak nie uda mi się gdzie indziej to najwyżej pójdę do szkoły uczyć".

                            Takie zachowanie obserwuję - przynajmniej w swoim niedalekim otoczeniu lub ja
                            mam takiego pecha, ze tylko takich spotykam - w osobach wuefistów (nie
                            wszystkich, ale wielu). Dodatkowo spora grupa spośród tej grupy (wymienionej
                            przeze mnie) nie ma dodatkowo żadnych predyspozycji do pracy w tym zawodzie
                            ucząc tego przedmiotu. (Również rozwinę później, bo chwilowo czas goni).
                            • lemuriza Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 15:18
                              a ja bym starsznie chciała wf-u uczyć, starsznie!!!!
                              I za darmo bym po południu dziewczynki małe uczyła grać w siatkówkę ( jakby
                              slav nie miał nic przeciwko:)), no w miarę wolnego czasu:)
                            • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 17:17
                              Już mam wolną chwilę, więc napiszę o co mi chodziło powyżej.
                              Otóż niedawno dowiedziałem się że w mojej dawnej podstawówce uczy wuefu gość,
                              który chodził ze mną do szkoły średniej - nie do tej samej klasy co prawda,
                              tylko do równoległej. Pamiętam go od najgorszej strony - rozrabiaka,
                              awanturnik, leń, z najgorszej strony go zapamiętałem. Jak tylko coś się działo
                              w szkole negatywnego to w 90% przypadków jego nazwisko tam się pojawiało. Po
                              dwóch latach go nawet wywalili i przeniósł się do innej szkoły.
                              No a teraz wielki "pan nauczyciel" z niego się zrobił. Będzie innym młodym
                              ludziom wpajał wiedzę sportową (którą pewnie ma), ale i zasady dobrego
                              wychowania, kultury, uczciwości, przyzwoitości! Jak?! W jaki sposób?! Skoro on
                              się sam nimi nie wykazywał na długim etapie życia!!!
                              Wiem, mógł się zmienić. Jednak nie sądzę, że nastąpiła w nim aż taka zmiana:
                              nagle stał się w pełni odpowiedzialnym, porządnym człowiekiem. Ma tu również
                              zastosowanie stara zasada: "jakim cię poznali, takim cię zapamiętają" - a
                              poźniejsze odzyskanie dobrej opinii jest baaaaaaardzo trudne.
                        • lemuriza Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 15:21
                          lubona napisała:

                          > Oczywiście, że nie jestem urażona. Rozumiem, że moja wypowiedź mogła
                          > sprowokować do wyrazenia własnych przemysleń.Zgadzam sie z Tobą. To forum
                          > spodobało mi sie własnie dlatego, że w odróznieniu od innych, nikt nikogo tu
                          > nie strofuje, ani nie obraża. I niech tak zostanie. :-)))


                          no bywało tu czasami ostrzej, ale dość szybko dochodzlismy do porozumienia:))).
                          Ja też nie jestem zwolennikiem obrzucania się błotem, stąd pułapki i ton
                          wypowiedzi emtara nie przypadły mi do gustu.
    • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 06.04.04, 14:15
      Prywatyzacja? Chyba jednak nie. Szkoła stałaby się wtedy zwykłym
      przedsiębiorstwem nastawionym na zarobek, a gdzie jej misja?
      Doszłoby pewnie i do tego, że uczniowie, którzy nie zaliczyliby czegoś mogliby
      powtarzać egzamin za stosowną opłatą (a ci których wcześniej by było stać
      oczywiście by się od takiej "urzędowej" opłaty zwolnili płacąc komu innemu),
      itp. wynaturzenia.
      Oświata i nauka powinny zdecydowanie być państwową dziedziną. A że w obecnej
      naszej sytuacji brak jest pieniędzy w ogóle w kasie państwa na wszystko, to już
      całkiem odrębny temat...
    • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 06.04.04, 18:51
      Lekcje angielskiego wystarczyły mi w szkole. Na prywatne lekcje też nigdy nie
      chodziłem - zbędny wydatek i niepotrzebny.
      A prywatne szkoły mogą spowodować jedynie rozwój myślenia: "płacę, więc mi się
      należy" co już niejedna prywatna "szkoła (w tym i wyższa)" dowiodła swoim
      zachowaniem.
      Poczytaj ogłoszenia: "wykształcenie średnie w 1 rok", "matura w 2
      miesiące", "wyższe - szybko i sprawnie".
      Dzieci w wieku szkolnym nie mam. Ale za to sam pamiętam szkołę - w końcu nie
      było to tak bardzo dawno temu, by etap ten miał mi już zapaść w niepamięć.
      A samo podejście do nauki? Jak ktoś chce "olewać", to będzie to robił zarówno z
      darmową edukacją, jak i płatną.
      • lobuzek1 Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 21:28
        Akurat też trochę jestem "z branży". Od jakiegoś czasu prowadzę zajęcia w
        takiej właśnie szkole z dwóch przedmiotów. I co widzę? Pomimo tego, że lubię
        uczenie i zawsze staram się przygotować i zainteresowac słuchaczy, to na
        zajęciach jest garstka osób. Płacą za semestr, biorą papier do wojska że się
        uczą i nie przychodzą na żadne zajęcia. No cóż, jeśli prywatna edukacja tak
        wygląda, to ja wolę państwową. Jakoś można po niej wyjść na ludzi.
        PS: A od tematu nauczycieli już się chyba w życiu nie uwolnię - rodzice
        pracowali w szkołach, a teraz żona uczy.
        Pamiętacie to powiedzenie - "Obyś cudze dzieci uczył!".
    • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 06.04.04, 20:07
      Do kultury tego forum należy niewypominanie błędów językowych, które ktoś
      (przez pomyłkę, celowo lub nieświadomie) zrobił.
      A poparcia dla edukacji państwowej się nie wstydzę i zawsze go wyrażam głośno.
    • lobuzek1 Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 22:11
      > Ale najlepszy jest ten Twój / mogę?/ fragment o jakosi / tak ma być! prosze
      nie
      >
      > poprawiać/ wyjścia na ludzi dzięki państwowej edukacji.
      > Efekt jest taki, że wszyscy jesteśmy dziećmi tej edukacji i jakś takoś nam nie
      >
      > wychodzi.
      Widzę, że wyrażasz swoje zdanie, pod którym ja się nie podpiszę. I myślę, że
      nie tylko ja.
      • qwerty.tarnow Re: Praca - jej sens. 07.04.04, 22:24
        Popieram Łobuzka w tej kwestii zdecydowanie.
    • lemuriza Re: Praca - jej sens. 09.04.04, 19:37
      nikt tu nie popada w histerię. Po prostu stwierdziłam fakt i tyle:)
      Pozdrawiam emtar!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka