sorel.lina
08.02.17, 12:28
Dzięki zerwaniu przez Prawo i Sprawiedliwość dobrych relacji z zachodnimi partnerami Polska miała "wstać z kolan".
Wierzono, że za tym przykładem Warszawy pójdą też mniejsze państwa Europy Wschodniej.
Politycy partii rządzącej Grupę Wyszehradzką przedstawiali wręcz jako alternatywę dla Unii Europejskiej.Teraz Węgrzy, Słowacy i przede wszystkim Czesi fundują rządowi w Warszawie bolesne otrzeźwienie.
Zdrajcy, zdrajcy! Poparli... Tuska!
Donald Tusk cieszy się poparciem rządu w Pradze, bo w oczach Czechów "jest jednym z głównych sojuszników".
Podobnie widzieć rolę Polaka mają także w Bratysławie i Budapeszcie.
Gdy temat ten podczas wizyty w Warszawie zapewne porusza w kuluarach kanclerz Niemiec Angela Merkel, głośno na ziemię sprowadzają polski rząd partnerzy z Grupy Wyszehradzkiej. We wtorek szeroko sprawę tę opisał na łamach najbardziej prestiżowego czeskiego dziennika "Hospodářské noviny" Ondřej Houska.
"Unijni liderzy wybrali Tuska na przewodniczącego w sierpniu 2014 roku. Czechy przypominają, że ówczesny polski premier nie był tylko kandydatem Polski, ale całej wyszehradzkiej czwórki". "Warszawa nie ma prawa jednostronnie zablokować reelekcji Tuska bez konsultacji z innymi państwami V4 – dodaje Czech.
"Hospodářské noviny" zauważają, iż wynikają one głównie z tego, że w Warszawie karty rozdają dziś "śmiertelni wrogowie" byłego premiera Polski.
Jednocześnie Czesi podkreślają, że PiS prowadzi działania, przez które ma niewielu sojuszników w Europie. W przeciwieństwie do Donalda Tuska, który cieszy się już nie tylko poparciem europejskich chadeków, ale i socjalistów, którzy mają dla niego dobrowolnie zrezygnować ze swojego człowieka na czele jakiejkolwiek kluczowej instytucji UE.
To co? Będzie Polexit?