Jeszcze kontraktowe, jeszcze nie całkiem wolne wybory, ale tego dnia zakwitła wolność.
Czekanie pod budynkiem gdzie mieścił się punkt wyborczy na chwilę kiedy ukażą się najpierwsze listy, najpierwsze obliczenia...
Młodzi nawet nie mogą mieć pojęcia jak ważne to były chwile, jakie panowało napięcie pomieszane w dziwnym aliansie z niepewnością, z niepokojem; wszak trudno było mieć pełne zaufanie do dotychczasowej władzy.
Na koniec ulga: jest wynik!!
Bezkrwawo - a niewątpliwie takie memento wisiało w powietrzu, że może być inaczej.
Co by się działo, gdyby nie ich ustąpienie w obliczu bankructwa? Czy jastrzębie (po obydwu stronach) chętnie przyjęliby na swoje sumienie rzeki polskiej wylanej krwi? Wątpię.
Teraz namnożyło się "bohaterów", jak zwykle im dalej w czas, tym ich więcej...
Ale było i uczucie zawodu: tak ważne wybory, niezmiernie ważne, stanowiące o przyszłości Polski zebrały stosunkowo niewielką liczbę głosujących: ledwo kilka procent powyżej 60!!
W drugiej turze - ledwie 25%!
Porównanie z innymi krajami, starymi demokracjami, wypada blado. Gnuśność - to cecha wrodzona czy nabyta wśród Polaków w czasach panującego hasła "głosuj bez skreśleń"?
Nie ma odpowiedzi.
Od tego Dnia rozpoczęła się Jesień Demoludów. Jesień rozgrzana przez pierwszą, prawdziwą "Solidarność".

Plakat ma swoją bardzo ciekawą historię : )
To był naprawdę ważny Dzień!