amerlyn
17.09.09, 08:51
Odroznic rzeczy wazne od niewazych to bardzo cenna umjejetnosc.
Cenna prywatnie, spolecznie jest wrecz bezcenna. Coz bowiem by sie
stalo gdyby kierowca karetki stanal nagle po srodku jezdni, zeby
ratowac jeza? Moze tak zrobil i dlatego tak dlugo czekaliscie na
pogotowie?
Pani dobroc jest wzruszajaca (zadnego sarkazmu - przysiegam!)
jednakze za moich czasow, w takich sytuacjach jak opisana przez
pania, atakowano raczej znieczulice spoleczna a nie rozsadek. A ta
znieczulica nie zaczela sie przeciez tam, na ulicy, przy tym bialo-
czerwonym slupku? Musiala istniec juz wczesniej. Jakis urzednik,
nauczyciel, aktor spokojnie (bezsilnie?) patrzyl jak czyjes zycie i
potencjal laduje na zlomie.
A kiedy pani, juz po wezwaniu pogotowia tak siedziala z tym biednym
czlowiekiem, jak pani mysli, co mowili do siebie ludzie, ktorzy
przechodzili obok i pokazywali sobie was palcami? Moze mowili:
Zobacz, tam siedzi slawna aktorka i pomaga brudnemu zlomiarzowi.
Jaka ona szlachetna! - i widzac, ze zycie zlomiarza jest w tak
dobrych rekach szli dalej, do swoich obowiazkow, nie robiac
zbiegowiska.