Dodaj do ulubionych

Uczę się skręcać

20.07.10, 07:00
Czy autorka powiedziala to swojemu bylemu? Moze chlopak poczuje
misje i bedzie kazdej kobiecie mowil ze cos z nia nie tak?


Nie chcesz miec prawka? To nie miej, od czegos sa panstwowe srodki
komunikacji.
Nie umiesz gotowac? To naucz sie jesli tego chcesz, a nie bo jakis
kotleciarz Cie obraza.

"Cos nie tak" jest moim zdaniem z kobietami ktore w tanich
krytykantach upatruja zyciowych trenerow.
Obserwuj wątek
    • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 24.07.10, 20:49
      Ale potraficie wyżywac się na dziewczynie! Znam wiele takich kobiet
      którym najpierw rodzice (ojciec szczególnie), całe otoczenie
      rodzinne, szkoła i koledzy tłumaczyli że do niczego specjalnego się
      nie nadają, niczego się nie nauczą,że wiele rzeczy jest dla nich za
      trudne. Zana wiele kobiet nieumiejących pływać, nieprowadzących
      samochodu - niektóre nie prowadzą mimo posiadanego prawa jazdy. Bo
      nawet jeśli zrobiły prawo jazdy to ojciec (matce w ogóle nie
      przyszło do głowy by sama robiła prawo jazdy!) nie dałby jej
      samochodu a jesli juz to tak krytykował, miał tyle uwag,że
      dziewczyna do dziś nie jeździ ze strachu. Znam niektórych mężów,
      którzy starszą żonę jazdą samochodem w ogromnym tłoku i
      niebezpieczeństwie, po to by ona nie jeździła ich jedynym samochodem
      (na drugi ich nie stać). I facet przywozi się z pracy a ona po
      drodze targa siaty z zakupami. I daje przykład córce ...
      Brawo chłopakowi i brawo autorce wątku,że wyciąga wnioski z
      konstruktywnej krytyki. Nie każda krytyka jest nieprzychylna.
      • pennies Re: Uczę się skręcać 24.07.10, 21:11
        Żartujesz? Dziewczyna pisze, że ciągle słyszała, że "coś jest z nią nie tak" i że wpędzało ją to w jakieś poczucie winy i obniżało samoocenę, a ze "stanu niemożności" wydobyła się dopiero po zakończeniu związku. Nie wygląda więc na to, że krytyka faceta była konstruktywna. Wspierający facet na krytyce (wszystkiego) by nie skończył. Ludzie w dobrych związkach dodają sobie skrzydeł,a więc facet w dobrym związku stanowiłby także wsparcie.

        Tymczasem autorka odważyła się zaryzykować i zabrać się za coś nowego dopiero, gdy chłopak znikł z pola widzenia. Wydaje mi się więc, że facetowi było bliżej właśnie do tych toksycznych krytyków, których w tym poście tak dobrze opisałaś. To króciutki list, ale wydaje mi się to bardziej prawdopodobne po prostu.

        ...

        Choć oczywiście jest możliwe, że chłopak był sensowny, a to autorka była płaczliwą lebiegą i dopiero po rozstaniu zebrała się do kupy... Trudno wyrokować.

        Tak czy siak zawsze dobrze nauczyć się czegoś nowego i spojrzeć na siebie innym okiem. Najlepiej właśnie wziąć się za coś, co "od zawsze" było słabą stroną. To świetnie działa na poczucie własnej wartości. I dobrze robić to tylko dla siebie. A więc brawa dla autorki.
        • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 24.07.10, 21:22
          Mam inne zdanie. Dołujące jest to gdy ktoś mówi nam,ze niczego nie
          zrobimy bo i tak się tego nie nauczymy, że bez sensu jest za coś się
          zabierac jak to za trudne. Konstruktywne jest zdziwienie,że czegoś
          nie robimy i nawet nie próbujemy bo uważamy,że tego nie będziemy
          potrafili zrobić. Lepiej usłyszeć,ze ze mną cos nie tak bo czegos
          nie umiem niż to,że ze mną cos nie tak bo coś chce robić.
          Jak widać autorka wątku nareszcie spotkała kogoś kto takimi uwagami
          zaszczepił małą wiarę w to,że jak nie spróbuje to sama nie pozna
          włąsnych mozliwości.
          • pennies Re: Uczę się skręcać 24.07.10, 21:28
            >Jak widać autorka wątku nareszcie spotkała kogoś kto takimi uwagami
            > zaszczepił małą wiarę w to,że jak nie spróbuje to sama nie pozna
            > włąsnych mozliwości.

            Śmiem zauważyć, że tego nie wiesz. Zgadujesz tylko. Stawiasz na tę możliwość. Inny czytelnik postawi na inną. Ja w pierwszej chwili właśnie to zrobiłam. Jednak tak naprawdę tego nie wiem i wiedzieć nie mogę. Ty też nie.
            • pennies ... 24.07.10, 21:32
              Tzn. zaszczepił oczywiście. Ale czy był krytykiem toksycznym czy nie - tego z listu się nie dowiesz. To zagadka na samotny wieczór.
              • squirrel9 Re: ... 24.07.10, 22:43
                Sprawdza się biblijne poznanie "po owocach" :) Jesli autorka wątku
                tymi uwagami została zmobilizowana, by robic dla niej rzeczy
                niedostępne to nie ma nad czym się zastanawiać czy krytyk był
                toksyczny czy nie.
                Ja dostaje furii gdy słyszę z góry,ze czegoś nie da się zrobić,że
                coś jest "nie dla mnie", że nie zdąrzymy choć jeszcze nie
                zaczęliśmy. Działa to dołująco i demobilizująco na wiele osób. Z
                taką osoba trudno się pracuje, jeszcze gorzej żyje. Obawiam się,
                choć, oczywiście, pewności nie mam,że mógł być to powód rozpadu
                związku. Jednnak po tym co pisze autorka, myslę,że z to związek choć
                nieudany to pozyteczny. Bo może i bezpiecznie czuje się człowiek
                wierząc,ze niewiele może, do niewielu rzeczy się nadaje i niczego
                nie musi bo sie nie da i przykro słuchać "coś z tobą nie tak". A tak
                naprawdę to jednak coś nie tak (ani prowadzenie samochodu, ani jazda
                na nartach, ani pływanie a już najmniej gotowanie nie jest czymś
                niemozliwym do nauczenia)i głaskanie po głowie nic nie da.
                • echtom Re: ... 25.07.10, 15:11
                  > Sprawdza się biblijne poznanie "po owocach" :)

                  Może, ale jakby gorzkie te owoce. Nie rozumiem, po co komuś powtarzać, że "coś z nim nie tak", zamiast po prostu życzliwie go zachęcić i pomóc w opanowaniu przydatnych umiejętności. Inaczej wygląda to na zwykłe dołowanie i dowartościowywanie się czyimś kosztem. Btw. trzeba przyznać, że jak na WO list ciekawy i nawet wiarygodny ;)
                • pennies Re: ... 25.07.10, 16:19


                  No zaraz, chwila. Gotowanie, jeżdżenie na nartach, na rowerze czy samochodem to nie są żadne czynności obowiązkowe. Można tego nie robić, nie umieć i świetnie żyć. I być zadowolonym z siebie człowiekiem. Za "owoce" w postaci frustracji, płaczu i osłabionego poczucia własnej wartości osobiście serdecznie podziękowałabym chłopakowi kopem w dupę. Naprawdę, trucie drugiej osobie, że coś jest z nią nie tak nie jest najlepszym sposobem na zmotywowanie jej do czegoś. Nauka ma sens, gdy jest elementem tzw. samorozwoju, a nie wynikiem presji wymagającego faceta. Nie tędy droga.

                  A co do osób z podejściem "nie rób tego, bo na pewno ci się nie uda" - pełna zgoda.

                  Natomiast można nie umieć jeździć na nartach czy samochodem i nie czuć potrzeby nabywania tych umiejętności. W takiej sytuacji bombardowanie "nieumiejącego" krytyką jest nie na miejscu. Nie trzeba głaskać po głowie. Wystarczy zająć się własnym tyłkiem.
                  • pennies PS 25.07.10, 16:20
                    Abstrahując już od listu oczywiście.
                  • squirrel9 Re: ... 25.07.10, 20:41
                    No i dochodzimy do sedna. Ja jeżdżę na rowerze ( w sezonie 2-3 razy
                    w tygodniu po 50-100km), pływam gdzie tylko mogę, w sezonie jeżdżę
                    na nartach w prawie każdy weekend. I gdybym dzis poznałą faceta
                    który nie tylko tego by nie umiał ale i nie prowadził samochodu i
                    uważałbym,że się niczego nie nauczy i nie musi ... to
                    podziękowałabym od razu.
                    Można żyć bez w/w czynności, tylko po co? Mozna nawet życie
                    sprowadzić na czynności fizjologicznych.

                    Od listu nie możemy odejść bo dyskusja jest własnie o nim.
                    Dla mnie to,że autorka wątku zaczęła samorozwój jest własnie
                    wynikiem działania jej byłego chłopaka. Teraz ona to co robi, robi
                    dla siebie, nie dla jakiegokolwiek chłopaka.I o to chodzi!!!
                    • pennies Re: ... 25.07.10, 21:27
                      >Można żyć bez w/w czynności, tylko po co?

                      Naprawdę wydaje ci się, że jeśli człowiek nie jeździ na rowerze, na nartach i nie pływa to jego życie nie ma sensu? Rozumiem, że chodzi ci raczej o to, że taki zasiedziały pan nie jest twoim wymarzonym towarzyszem. Ale komu innemu mógłby odpowiadać. Tutaj żadnej prawidłowej wersji stylu życia nie ma. Ludzie mają różne potrzeby.


                      Od listu nie możemy odejść bo dyskusja jest własnie o nim.
                      > Dla mnie to,że autorka wątku zaczęła samorozwój jest własnie
                      > wynikiem działania jej byłego chłopaka. Teraz ona to co robi, robi
                      > dla siebie, nie dla jakiegokolwiek chłopaka.I o to chodzi!!


                      No autorka mogła sobie zaczynać dzięki presji wywieranej przez chłopaka, ale to nie rozstrzyga, czy on był toksyczny czy nie. Jeśli autorka się nie wtrąci, nie dowiemy się tego.

                      A to nie jest takie proste: przecież może być tak, że młoda kobieta, nieco strachliwa i zamknięta, spotyka faceta i zaczynają wspólne życie. I po paru miesiącach zaczynają się jego monologi na temat jej lękliwości albo gnuśności. Monologi, które sprowadzają się tylko do marudzenia i pretensji pod adresem kobiety. Że nie umie pływać, że nie umie upiec ciasta, że nie jeździ samochodem itd. Kobieta czuje się coraz podlej, robi się jeszcze mniejsza i strachliwa. Rozstaje się z facetem i w pewnym momencie łapie, że faktycznie jest emocjonalną łajzą i chce to zmienić. No więc zmienia powolutku.

                      O ile dobrze odczytuję twój główny przekaz, tutaj odbierasz rolę faceta koniec końców pozytywnie, bo dziewczyna wzięła się za siebie?

                      Ok. Ale ja bym wolała inny scenariusz: strachliwa dziewczyna spotyka fajnego faceta, który nie podkopując jej poczucia własnej wartości, oferuje jej pomoc w nauce jazdy, zapisuje się z nią na basen, piecze z nią śmieszne ciasteczka na pierwszą rocznicę. I takie romantyczne kwiatki aż do końca ich marnych dni. Tu można z czystym sumieniem stwierdzić, że dziewczyna dzięki chłopakowi przestaje być strachliwą łajzą.

                      Pierwszy scenariusz to raczej takie podrygi skazańca - zakompleksiona panna radzi sobie z kompleksami. Ta wersja mi się nie podoba i chłopak z tej wersji mi się nie podoba. A wciąż wydaje mi się bardziej prawdopodobna.

                      (Ale cały czas biję brawa dla autorki, bo co osiągnięcie, to jednak osiągnięcie).
                      • squirrel9 Re: ... 25.07.10, 22:22
                        Mała korekta - jak sie umie pływać to człowiek nie zapisuje się na
                        basen tylko po prostu chodzi.Ten kto nie umie pływać musi zaisać się
                        na naukę pływania. Jeździć samochodem nie uczy chłopak ale
                        instruktor na kursie prawa jazdy. Być może facet sam gotował bo
                        dziewczyna nie wierzyła,ze może się nauczyć, i wcale z nim gotowac
                        nie chciała, równie prawdopodobna wersja.
                        Może mniej czytaj harlekinów :)
                        Dla mnie każdy powinien (może dlatego,ze ja tak mam) umiec znaleźć
                        kilka dobrych stron każdej sytuacji. I tu znajduję. Nie ma co
                        dywagować jak byc powinno, kto w związku (o którym nic innego niz
                        domniemania nie mozemy powiedzieć) jak powinien się zachowywac i
                        dlaczego związku nie ma. Byc może pani nie była dla pana a pan dla
                        pani (on by się zanudził a ona zamęczyła). Jednak on ją
                        zainspirował/.
                        • pennies Re: ... 25.07.10, 22:38
                          > Może mniej czytaj harlekinów :)

                          Proszę mnie łaskawie nie obrażać ;)

                          A o tym że nic nie możemy powiedzieć o związku pisałam w pierwszym poście i doskonale sobie z tego zdaję sprawę.

                          I nie chce mi się rozwlekać dłużej tego tematu jak kura smarki, bo własciwie nie ma oczym gadać.

                    • echtom Re: ... 26.07.10, 11:07
                      > Można żyć bez w/w czynności, tylko po co?

                      Ty poważnie? To znaczy, że moje życie ma 50 % wartości, bo umiem
                      pływać, na rowerze jeżdżę słabo, a na nartach wcale? A, jeszcze
                      umiem gotować i nie umiem prowadzić samochodu - czyli nadal 50 % ;)
                      Pochwalę się, że jestem świetnym kompanem do długich pieszych
                      wycieczek - czy to zwiększa sens mojego życia o 10 %, czy jest w
                      Twoim mniemaniu czynnością bezużyteczną?
            • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 24.07.10, 22:45
              List autorki należy przeczytać jeszcze raz i uważnie. :)
      • watersnakes2 Re: Uczę się skręcać 25.07.10, 14:39
        > Brawo chłopakowi i brawo autorce wątku,że wyciąga wnioski z
        > konstruktywnej krytyki. Nie każda krytyka jest nieprzychylna.

        Gdyby to byla krytyka konstruktywna, laska zrobilaby to prawo jazdy bedac z tym
        chlopakiem, a nie dopiero po rozstaniu z nim zeby sobie udowodnic ze jednak moze.

        Przyklaskiwanie ludziom dolujacym, upokarzajacym czy deprymujacym innych ludzi
        tylko dlatego ze jedna laska w koncu sie podniosla i robi prawko (pomysl ile
        jest takich ktore skoncza w takim kolejnym zwiazku ze swiadomoscia ze nic sa nie
        warte) to bardzo smutna rzecz.

        Moge sie tylko cieszyc, ze ani tata, ani zaden z partnerow nigdy nie powiedzial
        mi ze cos jest ze mna nie tak i nie deprymowal, a kazda krytyka z ich ust byla
        krytyka konstruktywna.

        I takich mezczyzn zycze innym kobietom.
        I mniej kobiet przyklaskujacych krytykantom.
        • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 25.07.10, 20:35
          Chciałabys 100% happy endy, a tu samo życie :) Byłoby super gdyby
          wszystko było proste a nie jest. Dołowany człowiek tez z dnia na
          dzień nie przestaje ufać w swoje możliwości, dzieje się to
          stopniowo. I tak samo stopniowo działa konstruktywna krytyka. Jeśli
          dziweczyna nie umiała tak prastej rzeczy jak gotowanie i dopiero po
          rozstaniu cos jej zaświatało to brwo chłopakowi! Lepiej późno niż
          wcale. Pewnie jej lepiej samej zmierzyć się z własnymi słabosciami,
          bo swoją wartość buduje sama dla siebie, nie dla chłopaka.
          • watersnakes2 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 07:41
            > Chciałabys 100% happy endy

            A skąd ten wniosek?
            Zawsze znajdzie sie facet ktory bedzie mowil kobiecie ze cos z nia
            nie tak bo nie ma tego czy nie umie tamtego, zawsze znajdzie sie
            kobieta ktora to samo bedzie robila facetowi czy rodzic ktory bedzie
            upokarzal dziecko.
            Rzecz w tym, zeby w takich ludziach nie upatrywac szansy na zebranie
            sie w sobie, tylko ich unikac, a juz na pewno nie popierac takich
            postaw.

            > Jeśli
            > dziweczyna nie umiała tak prastej rzeczy jak gotowanie i dopiero
            po
            > rozstaniu cos jej zaświatało to brwo chłopakowi! Lepiej późno niż
            > wcale.

            A musi umiec gotowac? Musi miec prawo jazdy?

            Bedziesz bila brawo ojcu akoholikowi za to ze jego dziecko po latach
            wyrwalo sie z matni niskiej samooceny i w koncu odnioslo sukces,
            mimo ze pijak w domu wciaz powtarzal ze cos z tym dzieckiem jest nie
            tak, bo nie ma samych 5?
            • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 11:30
              No, to już nadinterpretujesz. Bo okazuje się,ze wymagający rodzic to
              rodzic toksyczny. Taki który wymaga nauki to jak alkoholik. Ode mnie
              wymagano 5-tek bo 6-tek nie było a na 5 było mnie stac z jeszcze
              dużym marginesem :) Dla mnie normalne było to,że jak chcę uprawiac
              jakiś sport (np. tenis, judo) to rodzice mnie wspierają, od dziecka
              uczą jazdy na nartach, rowerze, pływania, zabierają w góry. Ale też
              wymagają wyników w nauce. Jak nie chciałam grac na skrzypacach, choć
              muzyczna szkoła to był mój pomysł to ustalili,że skończę muzyczną
              podstawówkę i zdecyduję. Nauczyli mnie odpowiedzialności za decyzje
              wymagając. Jest to właśnie zaprzeczenie wychowania autorki wątku
              która nie umiała i nie wierzyłą,ze się nauczy. Nie spadło jej to z
              choinki, tak ją wychowano. Dlatego dobrze,ze znalazł się ktoś kto
              powiedział jej,ze nie jest to normalne,ze jak się czegoś nie umie to
              się nie nauczy (podejrzewam,że nawet nie chce zaczynać). Ktoś w
              dzieciństwie zaszczepił jej tą niewiarę.
              Czym innym jest doping do nauki a czym innym deprecjonowanie
              możliwości. Gdyby ktoś nawet nie miał zamiaru próbować czegoś czego
              nie umie a moze się nauczyć, to dla mnie jest z nim coś nie tak.
              A od dziecka trzeba wymagać, jesli stać go na 5 to wymagać na 5. A
              moze i na 6. Tak samo jest w pracy, jesli szef nie wymaga i nie
              podwyższa wymagań to pracownicy najcześciej stają w miejscu.
              Niewielu jest trochę bardziej ambitnych, tak od siebie.
              • iluminacja256 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 11:55
                >>Gdyby ktoś nawet nie miał zamiaru próbować czegoś czego
                >nie umie a moze się nauczyć, to dla mnie jest z nim coś nie tak

                A gdzie to sie znajuje w tym liscie? Zacytuj mi ten fragment, kiedy
                chłopak deklaruje, ze pomoze, zrobią coś razem itp , a ona mówi, z
                enie , nie ,nie, bo ona nie chce się nauczyć i nawet spróbować za
                wszelka cenę.
                • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 12:09
                  A zacytuj fragment,ze nie chciał pomagać ...
                  • hermina5 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 13:31
                    Gdyby chciał to autorka na pewno by to napisała - ale napisała, ze
                    slyszała tylko, ze coś z nią nie TAK, a nei - ze odmawiaął, jak jej
                    facet bardzo chcial pomagac, a potem dla zasady płakała w
                    poduszkę. Gdyby chcial pomagać, a nie tylko gadać, co robi nie
                    tak, to na pewno by się nie rozstali - własnie tu tkwi sedno.

              • echtom Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 13:03
                > Ktoś w dzieciństwie zaszczepił jej tą niewiarę.

                Może, ale niekoniecznie. Uczyłam się z zapałem rzeczy, które mnie
                interesowały, nawet takich, do których nikt mnie nie motywował. Nie
                uczyłam się takich, które mnie nie interesowały, nawet jeśli
                wypadało, bo przecież potrzebne w życiu i każdy normalny człowiek to
                umie. Np. prowadzenie samochodu - widać nie jest konieczne do
                przeżycia, skoro świetnie sobie bez tego poradziłam na wsi, z trójką
                małych dzieci, 11 km od stacji PKP.
          • iluminacja256 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 10:29
            Dołowany człowiek tez z dnia na
            > dzień nie przestaje ufać w swoje możliwości, dzieje się to
            > stopniowo. I tak samo stopniowo działa konstruktywna krytyka.

            To co sie tu odbywało nie miało nic wspólnego z konstruktywną
            krytyka. Znałam pary, gdzie facet tak konstruktywnie krytykował
            swoją kobiete, ze po dwóch latach był rozwód, bo ona wg niego zle
            sprzatała, zle sie ubierała, jeżdziała samochodem, ale zle, zle
            gotowała itp, itd. Takim typom chodzi o władze, a nie o uskrzydlanie
            drugiej osoby - i własnie dlatego NICZEGO nie mozna osiagnać bedąc
            z kims takim w zwiazku, bo to sa zwiazki oparte na dopieprzaniu -
            nauczyłaby sie pływać, okazałoby sie,, ze nie umie nurkowac,
            nauczyałaby sie nurkowac, okazałoby sie, ze nie umie tego robić w
            przeręblu. Klasyczna toksymia, która dociera do cżłowieka dopiero
            wtedy, jak zabierze się z takiego zwiazku - a wszystkim tak lubiącym
            ten typ "konstruktywnej krytyki", zyczę takiego szefa przez 5 lat i
            rozwijajcie skrzydła :D.
            • echtom Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 11:02
              > i własnie dlatego NICZEGO nie mozna osiagnać bedąc z kims takim w
              zwiazku, bo to sa zwiazki oparte na dopieprzaniu - nauczyłaby sie
              pływać, okazałoby sie,, ze nie umie nurkowac, nauczyałaby sie
              nurkowac, okazałoby sie, ze nie umie tego robić w przeręblu.

              Idealnie to ujęłaś.
            • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 11:41
              Duża nadinterpretacja. Zakładasz,ze facet to psychopata znącający
              się nad dziewczyną. A on na pewno nie mógł się nadziwić jedynie,że
              ona nie potrafi wiele rzeczy i nie chce się tego uczyć. Na pewno
              jeśli jeździł na nartach i rowerze to pomógłby ale jeśli ona nie
              chciała to nic nie jest w stanie zrobić, moze jeździć bez niej. I
              pewnie jeździ. Trzeba było rozstania i przemyśleń by ona sięgnęła po
              garnek (jakby to byłą jakaś ekstremalna czynność) i zaczęła myśleć,
              że prawo jazdy po prostu w życiu jej się przyda. Ona doceniała to,ze
              ktoś uświadomił jej,ze to czynności DLA KAŻDEGO. Ot i wszystko.
              A wy tu o toksycznych związkach , nękaniu psychicznym i co tam
              jeszcze...
              • iluminacja256 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 11:51
                >Zakładasz,ze facet to psychopata znącający
                > się nad dziewczyną

                Nie. To TY TAK napisałaś.

                >A on na pewno nie mógł się nadziwić jedynie...

                Na pewno? Duża nadinterpretacja. Chyba, ze jesteś scianą u nich w
                domu - wtedy to "na pewno".

                >Na pewno
                > jeśli jeździł na nartach i rowerze to pomógłby

                O, znów na pewno! A w liscie nie ma ani słowa o tym, z e na pewno
                chciał pomagać, a ona na pewno nie chciała jego pomocy. Ciekawe wiec
                skąd to na pewno.

                wy tu o toksycznych związkach , nękaniu psychicznym i co tam
                > jeszcze...

                A tu tu o tym, jaki on był budujacy i jak chciał pomagać we
                wszystkim, a ona jaka była glupia i nie chciaął i wreszcie
                zrozumiała co straciał, jak on ją rzucił, bo pzreciez to nie opna
                odeszła.
                • squirrel9 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 12:08
                  "Znałam pary, gdzie facet tak konstruktywnie krytykował
                  swoją kobiete, ze po dwóch latach był rozwód, bo ona wg niego zle
                  sprzatała, zle sie ubierała, jeżdziała samochodem, ale zle, zle
                  gotowała itp, itd. Takim typom chodzi o władze, a nie o
                  uskrzydlanie "


                  To są twoje słowa. Piszesz to w kontekście listu autorki wątku.
                  Porównujesz, ale pewnie nie o to ci chodziło ...
                  • hermina5 Re: Uczę się skręcać 26.07.10, 13:36
                    A ty w kontekscie listu autorki piszesz jakoby ona uparcie odmawiała
                    pomocy, którą uparcie oferował jej facet - tak wiec wypisujesz
                    podobne bzdury z sufitu.

                    Cały ten list dazy do tego, ze po wyzwoleniu sie z tego zwiazku
                    autorka doszła do wniosku, ze MOZE COS ZROBIC , będąc caly czas
                    krytykowana i pozostajac w tym zwiazku, nie zrobiłaby nic. Bo cąły
                    zcas w autorce tkwiła już wczesniej zaszczepiona wiara, ze jest za
                    stara, za głupia, nie nadaje sie - a facet to tylko podkreslał, nei
                    usiłując pomóc. Jakby usiłował, to zwiazek trwałby w najlepsze.
                    • nutka_re Re: Uczę się skręcać 28.07.10, 14:17
                      A skąd wysnułas takie terorie? Gdzie to w tym liście było?
              • naels Re: Uczę się skręcać 29.07.10, 16:20
                Przeprszam, kobiety, ze sie wtrace, ale dyskusja tak interesujaca,
                ze nie moge wytrzymac.

                "A on na pewno nie mógł się nadziwić jedynie, że ona nie potrafi
                wiele rzeczy i nie chce się tego uczyć."

                Squirrel, czy kiedy tobie bliscy ludzie sie "jedynie dziwią", to tez
                spedzasz noce na plakaniu w poduszke?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka