Dodaj do ulubionych

in-vitro a adopcja

31.10.10, 11:05
dlaczego środowiska lewackie, a także wiele kobiet tak bardzo są za in-vitro? Gdy jest dyskusja o aborcji lewacy krzyczą, że najpierw trzeba się zająć dziećmi , które już przyszły na świat. A przecież w Polsce jest tyle dzieci czekających na adopcje. Dlaczego podczas dyskusji o in-vitro feministki nie krzyczą, że najpierw trzeba się zatroszczyć o dzieci , które już są, a potem niech nasze biedne państwo dopłaca miliony na rozmnażanie "na szkle" czyli in-vitro.
O fakcie, że bezpłodność częściowo wynika z chemicznej antykoncepcji (która według lewaków, też powinna być finansowana przez państwo) nawet nie wspominam.
Obserwuj wątek
    • sundry Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 14:08
      A nie przyszło ci do głowy, że ktoś może po prostu nie chcieć adoptować obcego dziecka, bo chce mieć własne? Rodzicielstwo adopcyjne jest trudniejsze niż biologiczne, niesie ze sobą wyzwania, dzieci adopcyjne często mają różne problemy, obciążenia genetyczne, np. wynikające z alkoholizmu rodziców. Ja rozumiem, że ktoś może po prostu nie czuć się na siłach. A co do bezpłodności wynikającej z chemicznej antykoncepcji, to poproszę o jakieś wiarygodne źródło naukowe.
    • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 14:24
      Kto zaadoptuje dziecko obciążone złymi genami z FAS, etc? Osierocone nieszczęśliwie dzieci z normalnych rodzin są adaptowane przez najbliższych. Środowiska patologiczne nie powinny rozmnażać się.
      • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 19:08
        A to w takim razie dziwne, ze kilka panstw, ktore dokonywalo przymusowej sterylizacji kobiet z, ich zdaniem, srodowisk patologicznych, wycofalo sie z tych pomyslow w nieslawie. Mowa min o komunistycznej Czechoslowacji.
        • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 19:28
          ... o ile dobrze pamiętam to Czesi nie sterylizowali swojej grupy etnicznej tylko czeskich Romów i w tym był problem? Z resztą... zaraz sterylizacja.. co prawda wątpię w cudowną resocjalizację.
          • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 23:51
            No wiesz - jakos nalezy zadbac o 'nierozmnazanie sie srodowisk patologicznych'. Przymusowa sterylizacja wygrywa, zalatwia rzecz co prawda dlugo, bo az w jednym pokoleniu, ale jakby co, to mozna problem sprzatnac pod dywan, jak to robia do dzis Czesi. Inne sposoby, szybsze, np cos w stylu Holocaustu ukryc raczej trudniej.

            Noi pozostaje jeszcze wybrac tego, kto okresla, ktore srodowiska to patologia, gdyz historia uczy, ze jest z tym pewien problem: po ilustam latach przesladowan okazuje sie, ze to jednak patologia nie byla, a piec milionow juz nie zyje.
            • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 10:19
              Tak ja jestem podłym Hitlerem a Ty opiekunką alkoholików wekujących swoje ukochane dzieciątka w beczkach.
              <ziew>
              • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 11:38
                Alez skad.
                Po prostu totalitarne i przemocowe rozwiazania wobec ludzi tylko dlatego, ze sa biedni/maja inne pochodzenie etniczne/etc to zbrodnia.

                Syta i wyksztalcona klasa srednia bardzo chetnie feruje ze swoich wysokosci wyroki na 'patologie', nie przejmujac sie za bardzo faktem, ze mamy juz system opieki spolecznej, tyle ze niedoinwestowany co najmnie o polowe.
                • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 14:07
                  bene_gesserit napisała:

                  > Alez skad.
                  > Po prostu totalitarne i przemocowe rozwiazania wobec ludzi tylko dlatego, ze sa
                  > biedni/maja inne pochodzenie etniczne/etc to zbrodnia.

                  Zagada się! Czy ja gdzieś sugerowałam, że ci ludzi to patologia? Nie!

                  > Syta i wyksztalcona klasa srednia bardzo chetnie feruje ze swoich wysokosci wyr
                  > oki na 'patologie', nie przejmujac sie za bardzo faktem, ze mamy juz system opi
                  > eki spolecznej, tyle ze niedoinwestowany co najmnie o polowe.

                  Ten system opieki społecznej i resocjalizacji jest do niczego.

                  Po pierwsze... edukacja i antykoncepcja podana w takiej formie, aby nawet odporny kretyn na formy wszelakiej nauki był nią zainteresowany.

                  • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 16:31
                    Problem z tym, kto ma wybierac - i wg jakich kryteriow - tych, ktorzy orzekna, kto jest wlasciwie patologia. I niby czemu. Bo np wg mnie patologia sa ci, ktorzy uwazaja, ze nalezy usunac 'patologie' metodami przemocowymi. Noi juz mamy klopot, prawda?

                    System opieki spolecznej jest powaznie niedoinwestowany. Dzialalby o wiele sprawniej, gdyby Polska byla bogatszym krajem. Ale ubostwo naszego panstwa to nie powinna byc przyczyna przymusowej sterylizacji niektorych ludzi.
                    • jaremaben Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 18:25
                      W Polsce sterylizacja jest zabiegiem przeprowadzanym tylko w wyjatkowych przypadkach, gdy ma to scisly zwiazek ze zdrowiem kobiety, a nie jej sytuacja zyciowa, tak mi sie wydaje. Nie mozna tez zazadac sterylizacji dla siebie.
                      Nie wydaje mi sie tez, zeby polskie panstwo jakos szczegolnie bylo przemocowe i represyjne wobec swoich obywateli. Byc moze czasem ingeruje zbyt gleboko w sfere prywatna czy swiatopogladowa. Nie uzywa specjalnie represyjnych instrumentow, wyjatkiem jest chyba ustawa dot. aborcji. W ramach wolnosci jednostki mozna w Polsce bardzo duzo napsocic, zanim sie karzaca reka sprawiedliwosci przymierzy, zeby dac obywatelowi klapsa.
                      • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 01:37
                        jaremaben napisała:

                        > W Polsce sterylizacja jest zabiegiem przeprowadzanym tylko w wyjatkowych przypa
                        > dkach, gdy ma to scisly zwiazek ze zdrowiem kobiety, a nie jej sytuacja zyciowa
                        > , tak mi sie wydaje. Nie mozna tez zazadac sterylizacji dla siebie.

                        Mowimy o hipotetycznej, a zdaniem dyskutantki optymalnej sytuacji, w ktorej 'patologia' zostalaby zlikwidowana. Sa dwa sposoby: mordowanie ludzi albo sterylizacja i odbieranie dzieci, ktore juz sie narodzily. Wszystkie te metody 'radzenia sobie z patologia' byly sprawdzane w ostatnim wieku przez rozne panstwa (Niemcy, Szwecje, Czechy, Australie itd itd itd - lista jest dluga), zaden - z tajemniczych doprawdy sposobow - sie nie przyjal.

                        A mimo to pomysl na 'likwidacje patologii' metodami przemocowymi i totalitarnymi jest wsrod klasy sredniej bardzo popularny. Zastanawia mnie ten fenomen, bo generalnie maja sie za wielkich humanistow. Podejrzewam, ze maja inna definicje czlowieka, ktora z grubsza pokrywa sie z definicja przedstawiciela klasy sredniej i wyzszej.
                        • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 17:54
                          Nie!
                          Tylko użytkowniczka forum Bene_Gesserit jest prima sort :)
                          Proponuję tworzyć na obraz i podobieństwo Bene_Gesserit nasze społeczeństwo!
                          • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 20:14
                            Eee tam. O wiele latwiej jest gardzic 'patologia' i zastanawiac sie z figralnym, sytym usmieszkiem, jakby tu im uniemozliwic rozmnazanie sie, bo to taki brzydki liszaj na zdrowej, wypasionej tkance spolecznej.
                • jaremaben Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 15:44
                  A ja mialam na mysli nie delegowanie jakiejs okreslonej grupy osob do kategorii "patologia" na podstawie widzimisie, nie decydowanie kto sie ma rozmnazac i w jaki sposob, a juz na pewno nie poprzez sterylizacje... Mialam na mysli realne zajmowanie sie problemami osob, ktore w patologii tkwia. Bo uzaleznienia, przemoc w rodzinach, skrajna bieda, brak podstatwowych umiejetnosci i wiedzy niezbednych do tego, by sie odpowiedzialnie potomstwem (NARODZONYM) zajmowac to w Polsce fakt, a nie wymysly. Rzesze ludzi plci obojga pomocy, edukacji, wsparcia potrzebuja. A prawda jest tez, niestety, ze splodzenie dziecka nie wymaga jakiegos specjalnego geniuszu czy talentu. Uposledzeni umyslowo, nawet w glebszym stopniu, jesli nie sa obciazeni jakims defektem czysto biologicznym, swietnie sobie ze zmajstrowaniem dzieciaka poradza.
                  • jaremaben Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 16:20
                    ... a system opieki spolecznej w Polsce to zupelnie inna bajka. I wiem co mowie, bo pracowalam jako pracownik socjalny jeszcze 2 lata temu. To nie jest kwestia ilosci srodkow (lub jest to kwestia o mniejszym znaczeniu). To jest kwestia wydawania pieniedzy tak, zeby rzeczywiscie pomagac. I moim zdaniem, dobrym sposobem pomagania jest dawanie mozliwosci samodzielnego stawania na nogi (nie tylko przez zasilki, ale tez poprzez np. edukacje, wskazywanie mozliwych rozwiazan, nagradzanie inicjatyw, itp.). Zreszta, ustawa o pomocy spolecznej taki szczytny cel sobie stawia (usamodzielnienie klienta). Przestanmy gadac wciaz o swiatopogladzie i co jest w zgodzie z czyim sumieniem, a co nie. Przestanmy zajmowac sie religia, to jest prywatna sprawa kazdego obywatela, czy sobie w cos tam wierzy, czy nie wierzy, czy chodzi do kosciola i do jakiego. Albo nie chodzi. In vitro nie ma nic wspolnego z kosciolem katolickim ani z religia. Ani z lewakami. In vitro to medyczna procedura umozliwiajaca posiadanie dzieci tym, ktorzy ich w inny sposob nie moga lub nie chca miec. Medyczna procedura, ludzie! Swiadkowie Jehowy uwazaja przetaczanie krwi za niezgodne ze swoim swiatopogladem religijnym. Moze w zwiazku z tym zaprzestanmy tej procedury medycznej, oblozmy ja jakas klatwa, przestanmy placic na transfuzje i banki krwi z naszych podatkow???
                    Dlaczego Polska jest krajem oszolomow religijnych? Czego nie tknac palcem, to niekatolickie. Ja mam to gdzies, jestem niewierzaca. Nie interesuje mnie prywatny poglad katolika na in vitro. Jak jest niezgodne z jego sumieniem, to niech z niego nie korzysta. Ani z antykoncepcji, ani z innych rzeczy. Ufff...
                • maitresse.d.un.francais Re: in-vitro a adopcja 03.11.10, 17:49
                  mamy juz system opieki spolecznej, tyle ze niedoinwestowany co najmnie o polowe.

                  Bene, ty sobie żartujesz? On się SKŁADA z niedoinwestowania!
    • sid.leniwiec Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 16:41
      Troll, ale mam dobry dzień.
      Większość dzieci w domach dziecka ma nieuregulowaną sytuacje prawna, więc nie można ich adoptować. No i jak napisano, nie każdy chce/umie, na papierze to jest łatwo.

      > O fakcie, że bezpłodność częściowo wynika z chemicznej antykoncepcji (która wed
      > ług lewaków, też powinna być finansowana przez państwo) nawet nie wspominam.

      To dobrze. A, cholera, niestety wspomniałeś. Cóż, stek bzdur ten Twój post i tyle.
      • nchyb Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 21:07
        > Większość dzieci w domach dziecka ma nieuregulowaną sytuacje prawna, więc nie m
        > ożna ich adoptować

        dokładnie tak...
        dzieci w domach dziecka najczęściej ają rodziców, którzy za nic w świecie nie chcą się zrzec praw do nich, przypominają sobie o tych dzieciach najczęścej w okolicach rozprawy o odebranie praw rodzicielskich i niestety sądy dają wiarę w tę przypomnianą miłość...

        Ewentualnie są jeszcze bardzo ciężko chore dzieci, którym ciężko znaleźć opiekunów, bo mało kto podoła opiece nad czasem śmiertelnie chorymi dziećmi.
        A dzieci zdrowe, z unormowaną sytuacją rodzinną nie czekają na adopcję, tylko jest kolejka po takie właśnie dzieci...

        • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 23:53
          Kwestia zmiany prawa - teraz, zdaje sie, wystarcza jedne odwiedziny na pol roku, zeby przedluzyc prawa rodzicielskie na kolejne pol.
          A dzieci do adopcji jest sporo, ale to juz nie sa sliczne niemowleta z loczkami, ale dziesieciolatki z chorobami sierocymi i licznymi traumami.
          • nchyb Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 07:21
            teraz wystarczy dobra wola sędziego, który się wzrusza, że mamusia po 4 latach jednak pamięta o dzięcku...

            a chore 10-latki mają jeszcze kilkoro rodzeństwa, w zbliżonym wieku itp itd...

    • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 19:06
      dlaczego środowisko prawackie jest tak bardzo przeciw in-vitro? Gdy jest dyskusja o aborcji prawacy krzyczą, że najwazniejsze jest zająć sie "dziećmi nienarodzonymi". A przecież w Polsce jest tyle dzieci czekających na adopcje - dlaczego te srodowiska nie skupia sie raczej na biednych sierotkach? Dlaczego podczas dyskusji o in-vitro polscy katolicy nie krzyczą, że najpierw trzeba się zatroszczyć o dzieci , które już są, a potem niech nasze biedne państwo rujnuje sie na sciganie i procesy lekarzy, ktorzy wykonuja zabiegi aborcji.
      O fakcie, że katolicka prawica bezpodstawnie szerzy klamstwa, jakoby bezpłodność wynikala z chemicznej antykoncepcji (która według prawaków nie powinna być finansowana przez państwo, bo antykoncepcja to grzech) nawet nie wspominam.
      • nchyb Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 21:14
        Bene, perły przed wieprze, on tej, hm... parafrazy nie zrozumie...
    • jaremaben Re: in-vitro a adopcja 31.10.10, 22:34
      Zgadzam sie z teza, ze nie kazdy MUSI chciec dziecko za wszelka cene, niewazne, zdrowe, obciazone genetycznie, byleby dziecko. Za to kazdy ma prawo wyboru - dziecko wlasne ( w sensie biologiczne) czy adopcyjne. In vitro to szansa na dziecko biologiczne. Polacy placa podatki na dzieci urodzone, ktore wychowuje panstwo w domach dziecka. Jaka cene placa same dzieci, to juz inna kwestia. Aborcja oczywiscie nie istnieje, gdziezby tam, w tak porzadnym katolickim miejscu. Istnieja za to sytuacje, ktore pamietam z czasow pracy w oddziale terapii uzaleznienia - mama przyjmowana w siodmym miesiacu ciazy, tak pijana, ze sie przewraca, niemal niepismienna, na granicy uposledzenia umyslowego, nie wiedzaca, czyje to dziecko. Ale oczywiscie, urodzila, na chwale Pana. Panstwo jej wychowuje. Ona juz nic nie musi, przeciez donosila, urodzila, nie chciala zadnego in vitro, aborcji, antykoncepcji. Ona w ogole o takich slowach nigdy w zyciu nie slyszala... Ani nikt w tym jej popegeerowskim zadupiu.
      A propos chemicznej antykoncepcji.
      HA HA HA HA
      Stosowalam pigulke, mirene, plastry przez 12-13 lat. W pazdzierniku tamtego roku odstawilam chemiczna antykoncepcje, bo zdecydowalismy sie na dziecko. W lutym br. zaszlam w ciaze. Pojutrze termin. Mam 38 lat i ZADNYCH komplikacji ciazowych, a dodatkowo pewnosc - ze wszystko jest ok (badania prenatalne, tfu, szatanski wymysl, jakze grzeszylam, chcac sprawdzic... czlowiek slaby taki, ulomny, ciekawski przy tym). I mam komfort zamieszkiwania w kraju, gdzie dziecmi panstwo sie rzeczywiscie zajmuje. Wszystkimi. Nie, oczywiscie, nie mieszkam w Polsce.
      • katonzwybiorczej Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 09:35
        oczywiście, pijana kobieta w ciąży, nie truje tylko siebie ale i niewinne dziecko.
        Jaka kara spotka taką kobietę?
        Miliony zabitych dzieci podczas aborcji (często na życzenie) to efekt mody na hedonizm i wiary, że to człowiek jest Bogiem.
        Mam 30-40 lat, przez ostatnie lata balowałam, a teraz już jestem bezpłodna. Mam jednak teraz ochotę na dziecko. Co mogę zrobić? Moją zachciankę-"zapłodnienie na szkle"- sfinansuje mi państwo, czyli każdy podatnik.
        Wcześniej łykałam tabletki antykoncepcyjne, które powodowały, że nie mogłam zajść w ciąże. Ciekawe czy ktoś zdrowy psychicznie by zapłacił za tabletki, które by np. na miesiąc spowodowały utratę wzroku? Kobiety wierzą, że tabletka, która spowoduje , że kobieta jest de facto przez określony czas BEZPŁODNA, nie ma żadnego negatywnego skutku na organizm. Gratulacje!
        Życie, które powstało na szkle, też ma rozwijać się według określonego wzoru, tak jak chce ten który "stwarza" takie życie. Powodzenia!
        Czy nastepnym etapem będzie wybór odpowiednich genów dla naszego zaprojektowanego ludzika? Przecież nikt nie chce mieć córki , która jako dorosła kobieta ma np. małe piersi i krótkie nogi, albo syna- który jako dorosły facet będzie miał tylko 170 cm wzrostu.
        • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 10:25
          Katon czemu nie ograniczysz swoich prawd do portalu Fronda i tym podobnych. Uwierz mi, jak człowiek nauczył się pisać i zostanie zostanie analfabetą.
          • anja.dwa Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 16:00
            A dlaczego ma ograniczać swoje poglądy (prawdy) do określonych portali? Przecież teraz najważniejsza jest "TOLERANCJA" dla inności (nie tylko poglądów). Czy może działa to tylko w jedną stronę?
            • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 16:13
              A czemu ma sluzyc demonstracja pogladów, jesli nie stoja za nia ZADNE argumenty?
              Po pierwsze - to nie jest forum 'poglady katonazwybiorczej', tylko forum WO; po drugie - zazwyczaj tego typu (agresywna najczesciej) manifestacja odnosi przeciwny skutek, bo sprawia zalosne wrazenie.
              • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 17:57
                Nazwałabym to <wołaniem głuchego na puszczy>
            • 0ffka Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 17:56
              anja.dwa napisała:

              > A dlaczego ma ograniczać swoje poglądy (prawdy) do określonych portali? Przecie
              > ż teraz najważniejsza jest "TOLERANCJA" dla inności (nie tylko poglądów). Czy m
              > oże działa to tylko w jedną stronę?

              Ja nie zaglądam na portale sympatyków Frondy i tym podobnych.
        • sundry Re: in-vitro a adopcja 01.11.10, 10:26
          Może nie tyle ochotę na dziecko, co poczuła, że to właściwy czas? Lepiej rozmnażać się, bo przecież tak trzeba? Jeszcze raz proszę o naukowe źródło, że antykoncepcja powoduje niepłodność, bo poza bełkotem jakimś nic nie widać.
          • katonzwybiorczej Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 14:22
            według badań organizmy poczętne drogą in-vitro mają o wiele większe prawdopodobieństwo chorób serca, a wiecie co w tym jest też dziwnego? Że organizmy w 2 , 3 pokoleniu są o wiele bardziej chorowite niż ich odpowiednicy poczęci drogą naturalną.

            ACH TA NATURA! Poinno być wszystko przewidywalne i pod kontrolą! Jak tworzymy nowe życie na szkle , to powinno ono być cały czas pod naszą kontrolą. A tak to wychodzą jakieś NIESPODZIANKI , czasami 2, 3 pokolenia później!
            • sundry Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 15:38
              Pytam po raz enty, według jakich badań?
              • katonzwybiorczej Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 19:11
                poważnych lekarzy i równie poważnych naukowców z Ameryki, inaczej z USA.
                Niestety nie wiem czy to są lewaki.......
                • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 20:15
                  Podaj nazwiska i afiliacje albo chociaz przyblizony tytul publikacji i czasopismo, ktore go opublikowalo.
                  • katonzwybiorczej Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 22:14
                    John McCornick & Chris Lewis, "In-vitro - medical reaserach 2010" , "Doctor's world" 2010, April.
                    • jaremaben Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 22:27
                      ... a wlasciwie (wracajac do pierwszego postu w tym watku) to dlaczego kobiety mialyby nie chciec in vitro?
                    • bene_gesserit Re: in-vitro a adopcja 02.11.10, 22:28
                      A to dziwne, bo internet nawet nie potwierdza istnienia takiego periodyku, nie mowiac juz o artykule.
            • tumoi Re: in-vitro a adopcja 03.11.10, 21:18
              a o jakich organizmach piszesz? Bo chyba nie o ludziach - drugie pokolenie dzieci z in-vitro może mieć maksymalnie ile lat...?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka