Dodaj do ulubionych

Pokolenie bez etatu

08.02.11, 13:43
No właśnie, zamiast biadolić to podejść do życia odpowiedzialnie, a nie roszczeniowo. Niestety, pani psycholog mówi brutalną prawdę to się nie może spodobać.
Obserwuj wątek
    • bawarska Pokolenie bez etatu 08.02.11, 15:34
      Zgadzam się całkowicie z treścią artykułu. Przykładem może być moje życie. Jestem humanistką. Pracuję na umowy zlecenia, sama płacę sobie ubezpieczenie. Żeby znaleźć "miejsce" pracy musiałam często popracować tam jako wolontariusz. Ale się opłacało, teraz mam z tego pieniążki (będąc wolontariuszem sama się utrzymywałam z innych zleceń i pracy w sklepie, żeby nie było, że mi ktoś dał). Teraz przychodzą młodzi i mówią, że chcą pracować, dostawać pieniądze. Proponuję wolonatriat na jakiś czas, a potem umowę-zlecenie. Nie ma chętnych, wszyscy chcą już etatów i dużych pieniędzy, bo oni "studiowali". Ja też... i wiem, że studia studiom nierówne. Nawet ci mieszkający u rodziców czekają na posadkę, nie chcą powalczyć, spróbować...
      Szkoda gadać...
      A prosta prawda mówi, że trzeba coś dać, by coś dostać. Za samo bycie magistrem nie ma nic...
      Możemy też pomówić o poziomie wiedzy magistrów...
      • jarek_na_smietniku Wykształcenie po prywatnej uczelni 08.02.11, 22:01
        Wykształcenie po prywatnej uczelni to żadne wykształcenie. Dzieci płacą czesne w zamian za zaliczenie przedmiotów, a potem dziwią się, że nikt ich nie chce do pracy
        • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 08.02.11, 22:08
          Czyli MBA na Oxfordzie to wg Ciebie żadne wykształcenie, bo prywatne i się płaci?
          • piggy1 Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 08.02.11, 22:27
            Dobre sobie! Porównywanie naszych prywatnych szkółek wypuszczających absolwentów na poziomie licencjatu na 3+ z Oksfordem, to zdecydowana przesada. Jak zrobisz MBA na Oksfordzie, pracę znajdziesz w każdym kraju, jak w szkole w przysłowiowym Pcimiu Dolnym - faktycznie, o dobrej pracy zapomnij. Ale jak ktoś ma tak słabe wyniki na maturze, że na publiczną uczelnie lub dobra prywatną uczelnię nie może się dostac - to pewnie w ogóle nie jest na tyle zdolny, żeby kończyc studia. Wiec wtedy warto pomysleć o nauczeniu sie jakiegoś po prostu pożytecznego zawodu, na poziomie pomaturalnym. Taka jest brutalna prawda. Nie każdy może byc prawdziwym magistrem.
          • grzegorzlubomirski Oxford jest uczelnia publiczna, przyglupie 08.02.11, 23:15
            • najlepszygeorge Re: Oxford jest uczelnia publiczna, przyglupie 08.02.11, 23:18
              Przygłupie, jakbyś się nie domyślił, to sens był taki, że wszystkie uczelnie prywatne (w domyśle płatne) są fatalnej jakości.
              No, ale Ty pewnie kończyłeś studia (państwowe) w Polsce, więc nie ogarniasz i pozostaje tylko obrażanie.
              • rydzyk_fizyk Czy ta pani ma w ogóle cokolwiek do powiedzenia? 08.02.11, 23:42
                Oprócz banałów wykraczających poza własną dziedzinę i poziom kompetencji?
                Może to rodzaj autoterapii?

                "Może jednak przedsiębiorczości da się nauczyć?

                Nie wiem. Ja się nie nauczyłam. Zresztą wolałabym znać zawartość pojęcia, o którym rozmawiam. Bo czym jest ta przedsiębiorczość? Czy to jest to samo, co ogólnie rozpanoszona podsiębiorczość? Jeśli tak, to trzeba uczyć się od mistrzów - byłych cinkciarzy, dziś rekinów finansjery. A jeśli to umiejętność zaprezentowania swoich atutów, talentów, pomysłów - to oczywiście, że należy się tego uczyć."
          • moa.k Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 08.02.11, 23:42
            OD KIEDY OKSFORD JEST PRYWATNĄ UCZELNIĄ?

            W UK czesne jest WSZĘDZIE, WSZĘDZIE na tym samym poziomie, i nie ma tak jak w Polsce że jak zabraknie punktów na maturze to można dopłacić i nagle już punktów jest wystarczająco.

            Gdyby w UK tak jak w polsce, można było sobie obniżyć próg wymagany na studia (np. Medycynę) o 20 punktów za 20k złoty rocznie, (proszę sprawdzić progi stacjonarnych i niestacjonarnych na kierunek lekarski na przykład na AMed we Wrocławiu) a potem uczęszczać na TE SAME zajęcia co studenci nie-płacący to Brytyjskie uczelnie byłby w rankingach obok Polskich. W 4 setce.
            • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 09.02.11, 00:55
              To się zgadza. Tylko spróbuj w Polsce wprowadzić czesne na studiach - zaraz zlinczują Ciebie za to, że odbierasz szanse biednym.
              Bo w tym kraju ludzie wolą żyć w fikcji i absurdzie typu studia "wieczorowe" płatne i bulić - na tych studiach jest zawsze komplet, niż formalnie upowszechnić opłaty i warunki przyjęć.
              • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 09.02.11, 17:00
                Ale co by dało wprowadzenie czesnego na państwowych uczelniach? Tak, studiuję medycynę. Tak, na państwowej uczelni. Tak, na studiach stacjonarnych. I co w mojej sytuacji zmieniłoby wprowadzenie czesnego? A to, że nie byłoby mnie stać na moje studia. Nie jestem w stanie na nich dorabiać, prawie nikt od nas nie jest w stanie - więc za co opłaciłabym czesne? Zaraz zaproponujesz mi kredyt - super, mam wchodzić w życie z 120tys kredytu na karku i pensją lekarza stażysty 1500brutto. Pomijając fakt, że nikt kredytu by mi nie dał - moich rodziców na to nie stać. Więc co zyskałabym na płatnych studiach? I na koniec, tak - jest medycyna niestacjonarna - ale żeby na nią się dostać, wbrew pozorom trzeba mieć sporo punktów. A poza tym, oni mają te same egzaminy co my, kodowane - więc nie może być żadnych przekrętów. A po trzecim roku z 5 niestacjonarnych grup są 2 i to niepełne. Więc nie jest tak, że na medycynie zalicza się za kasę.
                • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 10.02.11, 19:35
                  Dałoby to, że jakość kształcenia znacznie by się poprawiła i uczelnie miałyby więcej środków.

                  Zauważ, że w UK czy USA studia są płatne (i to dużo!) i mimo to ludzie studiują. Myślisz, że każdy Anglik czy Amerykanin ma ot tak 150 tys. USD?
                  Oczywiście, że nie.
                  Jak to finansują? W różny sposób: niektórzy biorą kredyty, najlepsi dostają stypendia, oszczędzają, itp.

                  A czy przeciętnych ludzi stać na domy za 1,5 mln pln?
                  Oczywiście, że nie, ale zauważ, że jakoś te domy są budowane i się sprzedają. Więc jakoś da się. Dlaczego z edukacją miałoby być inaczej?

                  • naels Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 11.02.11, 14:14
                    "Zauważ, że w UK czy USA studia są płatne (i to dużo!) i mimo to ludzie studiują. Myślisz, że każdy Anglik czy Amerykanin ma ot tak 150 tys. USD? Oczywiście, że nie. Jak to finansują? W różny sposób: niektórzy biorą kredyty, najlepsi dostają stypendia, oszczędzają, itp."

                    Akurat zly przyklad podales. Wielu ekonomistów amerykanskich od kilku lat mówi o kolejnej bance spekulacyjnej, duzo grozniejszej, niz poprzednie, mianowicie wlasnie wyksztalcenia. Mnóstwo mlodych ludzi uwierzylo, ze tylko wyzsze wyksztalcenie jest w stanie zapewnic dobra prace, i studiuje za wielotysieczne kredyty, czesto na uczelniach o niskim poziomie, bo na lepsze sie nie dostali. Po studiach z przykroscia orientuja sie, ze pracy albo nie ma, albo jest, ale ze wzgledu na duza konkurencje wcale nie tak dobrze platna, jak im sie wczesniej wydawalo. Niektórzy z nich zarabiaja, jak na polskie warunki, naprawde duzo, ale wegetuja w biedzie bez perspektyw na zalozenie rodziny, bo lwia czesc pensji pochlania splata kredytu. A poniewaz im wiecej ludzi ma wyzsze wyksztalcenie, tym trudniej dostac prace, wiec spirala sie nakreca...

                    Moim zdaniem edukacja powinna w jak najwiekszym stopniu pozostac bezplatna, bo to jedna z nielicznych dlugofalowych inwestycji, która sie panstwu naprawde oplaca. Panstwo powinno miec jednak kontrole nad tym, w co inwestuje, a wiec oplacac naprawde sensowne studia tym naprawde zdolnym i reglamentowac dostep do nich. Reszta, jesli chce, moze sie ksztalcic za wlasne pieniadze. W gruncie rzeczy polski system nie jest taki zly - slabi maturzysci, którzy uparli sie studiowac za wszelka cene, laduja co prawda na bezrobociu, ale przynajmniej bez milionowych dlugów...
                    • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 11.02.11, 15:32
                      Rzucasz ogólniki typu 'wielu ekonomistów...', 'Niektórzy z nich zarabiaja' itp. Coś tam przeczytałeś i myślisz, że coś wiesz.

                      Akurat pozytywna korelacja między wykształceniem a zatrudnieniem istnieje i nikt nie dyskutuje z tym, że im lepsze wykształcenie tym większe szanse na lepszą pracę.

                      Sugerujesz, że bezrobocie można zmniejszyć poprzez ograniczenie dostępu do studiowania. A efekt byłby odwrotny do oczekiwanego.
                      Problemy z zatrudnieniem wynikają z procesu globalizacji, upowszechnieniem internetu - wiele prac daje się 'outsourcować' do regionów z tańszą siłą roboczą. Rynek pracy jak i każdy inny staje się przez to coraz bardziej konkurencyjny i płace regularnie spadają.

                      Edukacja nie może być bezpłatna w szerokim stopniu, bo to jest po prostu za drogie. Państwo powinno pomagać studiującym, ale powinny to być w formie niskooprocentowanych kredytów, które się spłaca w zależności o dochodów.
                      • mrarm Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 17.02.11, 18:43
                        A ja myślę, że trochę brakuje alternatyw dla słabych uczelni i słabych liceów - czyli techników i zawodówek (byle tam uczyli czegoś przydatnego)..
                  • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 15:41
                    najlepszygeorge napisał:

                    > Dałoby to, że jakość kształcenia znacznie by się poprawiła i uczelnie miałyby w
                    > ięcej środków.
                    Nie, uczelnie miałyby tyle samo środków - tyle, że pochodziłyby z innego źródła. Uczelnia dostaje pieniądze z ministerstwa (stacjonarni) albo od studentów (niestacjonarni). I średnio ich obchodzi z jakiego źródła są te pieniądze, ważne żeby były. Jeśli studia będą płatne, studentów będzie mniej - a uczelnie zamiast na tym zyskać, stracą. Poza tym - w moim przypadku na medycynie - studentów jest i tak zbyt dużo w stosunku do miejsc w klinikach. Więc żeby podnieść jakość, trzeba by zmniejszyć ich ilość co najmniej 3x (teraz grupy są 15-osobowe, powinny być max 5) - przez co żeby zachować poziom finansowania rok medycyny kosztowałby 60tys, całe studia - 360tys. Nierealne w polskich warunkach.
                    Poza tym, problem leży zupełnie gdzie indziej - dlaczego nikt nie zwraca uwagi na zbyt rozbudowaną administrację wyższych uczelni? Na jednego pracownika naukowego przypada 1,4 pracownika administracyjnego. Tutaj - i wg mnie tylko tutaj - szkoły prywatne przodują - administracja składa się często z jednej pani sekretarki, dwóch pań w dziekanacie i pana technicznego. I jakoś to działa. A na państwowych - dział prawny, dział ds zamówień publicznych, dział ds współpracy z zagranicą, rzecznik prasowy, dział ds rozwoju itd. Dlaczego o tym się nie mówi?
                    • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 17:35
                      Po co odbijasz argumenty jeżeli nie masz wiedzy na temat korzyści i kosztów finansowania uczelni ze środków prywatnych?
                      Przeczytaj sobie np. ten artykuł, żeby zrozumieć po co się prywatyzuje uczelnie:
                      www.timesonline.co.uk/tol/news/uk/education/article6689637.ece

                      "Jeśli studia będą płatne, studentów będzie mniej" - totalna bzdura. Akurat prywatne, płatne polskie uczelnie parę lat temu powstawały 'jak grzyby po deszczu', dzięki czemu liczba studentów dramatycznie wzrosła. Uczelnie, a zwłaszcza wykładowcy bardzo dużo na tym zyskali. To co piszesz nie pokrywa się totalnie z faktami.

                      Podałaś liczbę 360tys. pln i piszesz, że to nierealna kwota w polskich warunkach. Otóż nie, ona jest tak samo realna jak realne są luksusowe auta i domy warte kilka mln pln, których jest wbrew pozorom dużo na polskiej ziemi.
                      • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 18:31
                        Tak, są domy za 1,5 mln - za kredyty na 30 lat i ratę ok. 3 tys miesięcznie. Kogo będzie stać na takie studiowanie? Ano tych, których stać na takie domy. Studia dla bogatych, świetnie. Tak, są prywatne uczelnie i studiują na nich ci, których na to stać, a najczęściej nie dostali się nigdzie indziej (mówimy o polsce, nie uk, stany itd.).
                        Tak, wykładowcy zyskali na prywatnych szkołach - mają gdzie uczyć, ale czy tylko o to chodzi?
                        • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 22:36
                          Ale na studia nie potrzebujesz aż 1,5 mln pln! Maksymalnie z 15% tej kwoty i wówczas kredyt się spłaca nie 30 lat, a 4 i 0,5 roku. Uważasz to za wielką niesprawiedliwość?
                          Więc nie wiem co się tak uczepiłaś tej kwoty. To, że Ty nie masz nie pieniędzy nie znaczy, że inni mają tak samo. Rozejrzyj się wokół siebie - popatrz jakie ludzie mają domy i samochody, albo na studentów 'wieczorowych' z roku i sama sobie odpowiedz czy rzeczywiście ludzie są tacy biedni jak Ty to próbujesz przedstawić.
                          • rabart Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 00:15
                            To, że Ty nie masz nie pieniędzy
                            > nie znaczy, że inni mają tak samo. Rozejrzyj się wokół siebie - popatrz jakie l
                            > udzie mają domy i samochody,

                            Mieszkają w zrujnowanych kamienicach i mają maluchy, fiaty albo wpół-rozwalone wraki.
                            O co ci chodziło?
                            • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 09:40
                              Ludzie! Czemu wy tak lubicie robić z siebie ofiary? Jakie maluchy? Jakie fiaty? Żyjesz w jakiś urojeniach sprzed 20 lat.
                              Sprawdź sobie ile wynosi średnia pensja w Polsce (ok. 3,4 tys. brutto), więc nie maluj mi tu obrazu nędzy i rozpaczy.
                          • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 01:07
                            Ja się uczepiłam milionów? Przecież to ty cały czas mówisz o domach za miliony. Ja pisałam o 360tys - tyle realnie kosztowałyby moje studia, jeśli miałyby być przyzwoitej jakości. No to policzmy razem ratę kredytu. 360000 na 30 lat, oprocentowanie nominalne 6%, raty równe. Wychodzi 2 158,38 zł - czyli więcej niż moja przewidywana pensja. Natomiast jeśli weźmiemy kredyt na obliczone przez ciebie 4,5 roku - rata wynosi 7 623,67zł. Szczerze - nie znam nikogo, kto tyle zarabia.
                            Ja nie próbuję udowodnić, że wszyscy są biedni. Pokazuję, że nie wszyscy są bogaci i mogą ot tak wyjąć z kieszeni ponad ćwierć miliona złotych. I w tej sytuacji najbardziej wygrane są banki - w przypadku kredytu 30-letniego odsetki wyniosą 296 664,16 czyli prawie drugie tyle, co czesne.
                            Wieczorowi studenci. Taak. Wiesz, zaczynało nas 221 stacjonarnych i 64 niestacjonarnych. Po trzech latach stacjonarnych jest 202 (91%) i 26 niestacjonarnych (41%). Oceniani jesteśmy wg tych samych kryteriów. Więc dlaczego ich tyle odpadło - przecież sami płacą za studia, powinni być bardziej zmotywowani, pewni swojego wyboru, bardziej przykładać się do nauki. Coś nie wyszło, nie uważasz?
                            • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 10:01
                              Ale to Ty wzięłaś kwotę 60 tys. pln za rok niewiadomo zupełnie skąd. Niby dlaczego kiedy teraz rok kosztuje 18 tys. to się raptem zrobiło 60 tys.?

                              A co do przykładu wieczorowych studentów: czy Ty nie widzisz jak patologiczny jest obecnie system? Jak to możliwe, że ktoś kto nie nadaje sie na studia dzienne za odpowiednią opłątą raptem 'trochę mniej', ale się nadaje? Czy Ty nie widzisz tu bezsensu?

                              Co do zarobków, które Ty podajesz i przekonujesz innych o ich mizerności, to trudno tu dyskutować, bo Ty żyjesz i chcesz pozostać w swoim świecie "1500 brutto". Na tym forum wielu jest takich, którzy zaklinają rzeczywistość i nie chcą zauważyć w jakim standardzie żyją ludzie. Widocznie nie pracowałaś jeszcze zawodowo i stąd nie masz pojęcia ile obecnie zarabia się.
                              • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 13:39
                                Pracować pracowałam, to tyle na ten temat.
                                Mówimy o podniesieniu jakości kształcenia - więc napisałam, że żeby tak stało się w przypadku moich studiów powinno być 3x mniej studentów w grupach - czyli realnie moje studia powinny kosztować 60tys.
                                Tak - o wieczorowych już się wypowiedziałam, jak bardzo nadają się na medycynę, ale i jak wiele ich odpada. Tylko że ja najchętniej w ogóle zlikwidowałabym wieczorowe. A ty z całego systemu chcesz zrobić studia "niestacjonarne". Chcesz leczyć patologię jeszcze większą patologią?
                                Zarobki - jak to mówią - są kłamstwa, okropne kłamstwa i statystyka. Ale niech będzie.
                                Średnia pensja brutto - 3232,70 (listopad 2009). Netto z tego - 2318,44 (chyba tyle wynosiła obliczona przeze mnie rata kredytu, nie?)
                                Z tym, że średniej pensji nie osiąga 65%. Mediana wynosi 2639,51 brutto (1905 netto). Najczęściej pobierana - 2091,35 brutto (1523,2 netto).
                                Także to nie ja zaklinam rzeczywistość - ty chcesz pokazać, że każdego oprócz jakiś miernot i marginesu społecznego - stać na super dom i ferrari, jeśli tylko dostanie kredyt. Naprawdę nie widzisz, co się wokół ciebie dzieje? Czy nie chcesz widzieć?
                                • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 16:56
                                  Nie rozumiem dlaczego zakładasz, że przy czesnym to będziesz w 100% sama to finansować. Czy teraz, kiedy jesteś na bezpłatnych studiach Ty i twoi rówieśnicy samodzielnie się utrzymujecie? Oczywiście, że: niektórzy dostają stypendia, wiekszości pomagają rodzice.
                                  Czy jak będzie czesne to automatycznie rodzice Tobie kasy nie dadzą? Trochę konsekwencji.

                                  A jeżeli chcesz mierzyć dobrobyt społeczeństwa to patrz poza średnią pensją również na wydatki, tj. ile mieszkań, domów, aut czy wycieczek się sprzedaje, bo to lepiej odzwierciedla zamożność społeczeństwa. A z tego co wiem to z roku na rok Polacy wydają na te dobra coraz więcej.
                                  • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 19:56
                                    Bo oczywiście jak już zapłacę czesne, to mieszkanie, jedzenie, książki, ksera i nie wiem co tam jeszcze będę mieć za darmo?
                                    Popatrz też na wskaźniki zadłużenia - z tego co wiem z roku na rok one także rosną.
                                    • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 21:26
                                      Trudno się z Tobą dyskutuje, bo pomijasz niewygodne dla Ciebie kwestie. Do tego, że np. rodzice tak samo by Tobie pomagali jak pomagają teraz w ogóle się nie odnosisz, inaczej Twoja argumentacja by runęła.

                                      Tak, ludzie coraz więcej się zadłużają i jest to normalne zjawisko społeczeństw rozwiniętych. Zrozum, że wielu rzeczy nigdy nie kupisz jednorazowo za gotówkę, bo są zbyt drogie.
                                      • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 21:38
                                        Ok, załóżmy, że rodzice mi pomagają - dostaję od nich określoną sumę pieniędzy, która większa nie będzie. I w obecnym systemie wystarcza powiedzmy na opłacenie mieszkania i jedzenie. O resztę muszę zadbać sama. A w twoim systemie - tych pieniędzy nie wystarczy nawet na opłacenie czesnego, o reszcie nie mówiąc. Nie rozumiesz, czy nie chcesz zrozumieć?
                                      • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 21:39
                                        To dlaczego wzrasta ilość kredytów konsumcyjnych, przeznaczanych na zakup np. telewizora czy pralki? Te rzeczy są zbyt drogie żeby płacić za nie gotówką? Zwłaszcza w twoim świecie, gdzie ludzi stać na 3tys raty miesięcznie?
                                        • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 22:58
                                          Ale jakim moim systemie?
                                          Czołowe uczelnie na świecie mają bardzo wysokie czesne i o dziwo zawsze jest komplet chętnych na te studia. Jednych stać ot tak, inni biorą kredyt - ktoś ciebie już pytał na forum: czy taka hańba dla Ciebie wziąć kredyt?

                                          Krótko mówiąc: Ty nie chcesz nic zmieniać, bo dla Ciebie jest w tym momencie bardzo dobrze - za studia płacą podatnicy, a rodzice dają Tobie na utrzymanie.

                                          Co do zarabiania to mam wrażenie, ze w ogóle nie masz pojęcia o realiach, a jedynie pracowałaś w jakimś telemarketingu.
                                          • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 15.02.11, 00:08
                                            Argumenty ad personam - wybornie. Nie, nigdy nie pracowałam w telemarketingu. Nie, rodzice mnie nie utrzymują - ale to zupełnie inna para kaloszy i nie moja sytuacja materialna jest tematem tego wątku. Napisałam - załóżmy, że rodzice mnie utrzymują - bo tak jest u większości studentów na moim kierunku - a rozmawianie o skrajnym przypadku, jakim ja jestem nic nie wniesie do dyskusji.
                                            Wbrew przeciwnie, marzy mi się głęboka reforma naszych uczelni. Ale taka z głową - reforma administracji, reforma programów, urealnienie przedmiotów, pewnie też "odhumanizowanie" ścisłych kierunków i większe nastawienie na praktykę. Ale reforma, którą ty proponujesz brzmi tak - wprowadźmy czesne, a potem się zobaczy.
                                            Na zarzut kredytu i hańby już się wypowiedziałam - nie chce mi się powtarzać.
                                            • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 16.02.11, 14:46
                                              Z Tobą dyskusja nie ma sensu, bo jak piszemy na temat x, to Ty w pewnym momencie piszesz na tematy y, z , a, d, itd. W konsekwencji tego poszerzenia tematyki każdy ma rację w każdej kwestii i dyskusja nie doprowadzi do żadnych wniosków.
                                              • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 16.02.11, 16:21
                                                Wybacz, ale to ty cały czas zmieniasz temat. Jak nie wierzysz, przeczytaj to co wcześniej napisałeś.
                                                W jednym tylko się z tobą zgodzę - ta dyskusja nie ma już sensu.
                                                • rand-all Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 17.02.11, 22:09
                                                  skoro Ty nie chcesz płacic za swoje studia to dlaczego społeczeństwo ma płacic??
                  • q-ku jest bardzo prosty sposób 13.02.11, 20:31
                    wystarczyłoby wprowadzić stypendia dla wszystkich, którzy dobrze się uczą - od pewnego poziomu

                    reszta niech buli;-)
                    • medstud Re: jest bardzo prosty sposób 13.02.11, 21:31
                      W pewien sposób tak jest - na państwowe, bezpłatne uczelnie dostają się tylko ci, którzy się dobrze uczą (przynajmniej na te oblegane). Reszta "buli" na prywatnych.
                      • smetek_pstry Re: jest bardzo prosty sposób 13.02.11, 21:43
                        Są jeszcze zaoczne na państowych uczelniach. Wystarczająco się nasłuchałam od niektórych jakie tam głąby studiują.
                        • medstud Re: jest bardzo prosty sposób 13.02.11, 22:00
                          Ok, ale oni też płacą.
                          • dtch Re: jest bardzo prosty sposób 18.02.11, 00:36
                            Są jeszcze takie, na które stosunkowo łatwo się dostać, a trudno utrzymać...
                            Kwestia stopnia trudności przyjęcia na studia nie ma tu żadnego znaczenia, bo jest regulowana przez popyt.
                            Szczerze mówiąc nie widzę studiów chemicznych, ani wielu innych podobnych w trybie zaocznym bądź prywatnym. W trybie dziennym to uczelnia robi łaskę, że dalej studiujesz, a nie odwrotnie;).
                          • smetek_pstry Re: jest bardzo prosty sposób 18.02.11, 02:24
                            I o to mi chodziło, że też płacą. Poza same studia też kosztują - akademik/wynajęcie mieszkania, utrzymanie, książki (chociaż teraz to ksero), poprawki itd.
                  • klawiatura_zablokowana Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 23.03.11, 14:32
                    Który bank da ci 2 kredyty, jeden na studia, drugi na mieszkanie?

                    Dlaczego nie da się wprowadzić takiego systemu w Polsce jutro? Bo amerykański rodzic zaczyna odkładać pieniądze na studia dziecka zaraz po jego urodzeniu. I kiedy pociecha ma 20 lat, ta kupka już jest nazbierana, to jest długofalowe planowanie wydatków. Skąd niby mieliby wziąć teraz pieniądze polscy rodzice? Gdyby wprowadzić taki system za 20 lat - dzisiejsi młodzi rodzice mieliby czas się przygotować, inaczej zaplanować oszczędzanie. To by było w porządku.
                • sierpien82 Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 11.02.11, 23:59
                  @medstud

                  A niby dlaczego nie miałabyś wziąć kredytu? To jakaś hańba? Nie rozumiem Twojego toku myślenia. Dlaczego uważasz, że bezpłatne studia Ci się należą, bo co? Bo urodziłaś się w tym kraju? Ja też, no i co z tego? Mnie też nie było stać na studia i nie miałam, gdzie ani jak na nie zarobić, ale chciałam mieć wyższe wykształcenie, więc wzięłam kredyt studencki. A teraz spłacam go z 1 500 tys. zł pensji. Ani mamusia, ani tatuś go dla mnie nie brali. Oni już mają ukończone studia wyższe.

                  Jak dla mnie to reprezentujesz typowo roszczeniową postawę. Należy mi się, więc dajcie.

                  Pozdrawiam

                  btw. W Stanach Zjednoczonych, czy w Wielkiej Brytanii studia są płatne, na wszystkich kierunkach - jakoś chętnych nie brakuje do studiowania, również medycyny. Jak kogoś nie stać bierze pożyczkę studencką, a potem ją spłaca. I żyją.
                  • pjanu Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 12.02.11, 10:39
                    sierpien82 napisała:

                    > @medstud
                    >
                    > A niby dlaczego nie miałabyś wziąć kredytu? To jakaś hańba? Nie rozumiem Twojeg
                    > o toku myślenia. Dlaczego uważasz, że bezpłatne studia Ci się należą, bo co? Bo
                    > urodziłaś się w tym kraju? Ja też, no i co z tego? Mnie też nie było stać na s
                    > tudia i nie miałam, gdzie ani jak na nie zarobić, ale chciałam mieć wyższe wyks
                    > ztałcenie, więc wzięłam kredyt studencki. A teraz spłacam go z 1 500 tys. zł p
                    > ensji. Ani mamusia, ani tatuś go dla mnie nie brali. Oni już mają ukończone stu
                    > dia wyższe.

                    Mogę wiedzieć, gdzie w Polsce zarobić 1 500 000 zł? Przecież w tej sytuacji dla Ciebie spłata kredytów nie stanowi problemu.
                    • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 12.02.11, 17:45
                      A można wiedzieć po co Tobie kredyt w wysokości 1 500 tys. pln? No bo chyba na studia gdziekolwiek to stanowczo za dużo.
                      A nawet jak już potrzebujesz takiego kredytu to zapytaj tych, którzy mają domy z działką warte przynajmniej tyle skąd się bierze takie pieniądze.
                      • thezzy pitu pitu nie wiesz co mowisz 15.02.11, 13:46
                        blad logiczny.

                        zakladasz, ze zeby zarobic na studia musisz zarabiac jak najbogatsi. sadzilem, ze idziesz na studia po to, zeby lepiej zarabiac, w takim razie po co isc na studia skoro juz cie na nie stac, bez chodzenia na studia. moze zapytajmy najbogatszych


                        nie rozumiesz, ze nie kazdego stac nawet na podjecie nauki, mimo checi i uzdolnien, i ze aby sie utrzymac musieliby podjac prace, ktora wykluczalaby studiowanie dzienne (bo o takim mowimy, gdyz to jedyny tryb, w ktorym rzeczywiscie jestes w stanie sie czegokolwiek nauczyc), ze nie dostaliby kredytu (kredyt studencki pokrywa tylko biezace wydatki, kredyt na nauke bylby wyzszy), a ich rodzicow byc moze nie stac na oplacenie nawet mieszkania czy pokrycie wydatkow na zycie.

                        przyklad UK jest nietrafny, tam oczywiscie mozna dostac kredyt na studia (i/lub na pokrycie kosztow utrzymania), z tym ze wczesniej rok kosztowal (jeszcze 5 lat temu) 1200 funtow, po czym koszt ten wzrosl do 3000 (rocznie, co nie jest wielkim wydatkiem i kazdego w miare stac, a kredyt za 3 lata nie jest jakims obciazeniem), ale teraz po reformie rok studiow bedzie kosztowac 9000 funtow. 18000 futow za licencjat, ktory moze dostac kazdy, kto odrobine sie wysili, ktory znaczy niewiele tak naprawde.
                        nie sadzisz ze to lekko zaporowa kwota? 3x wzrost oplat czemu ma sluzyc? nie wspominam tu o magisterce, ktora w zaleznosci od kierunku i uczelni kosztuje duzo wiecej za rok i trwa tez roznie...

                        takie rozwiazanie niczego nie daje poza ustanowieniem zaporowej kwoty dla najbiedniejszych, ktorzy nie maja szansy wyrwac sie z biedy i zmuszeni sa do pozostania robolami, co prowadzi do jeszcze wiekszego rozwarstwienia w spoleczenstwie itd itp.

                        do tego samego doprowadzilby twoj logicznie bledny tryb rozumowania. studia dla najbogatszych, a reszta niech dyma przez nastepne 30 lat za papierek, albo niech ida sprzedawac kebaby.
                        • najlepszygeorge Re: pitu pitu nie wiesz co mowisz 16.02.11, 15:16
                          Jaki błąd logiczny?
                          Dodatkowo wmawiasz mi założenie, którego w ogóle nie poczyniłem. Nigdzie nie napisałem, że studia mają być tylko dla najbogatszych.

                          Dlaczego traktujesz wyższą edukację jak coś co się każdemu należy? Dlaczego nie potrafisz pomyśleć o wyższym wykształceniu jak o dobru luksusowym, za które trzeba zapłacić odpowiednią cenę. Jeżeli Ciebie na nie nie stać to trudno - świat nie jest sprawiedliwy. Twoje rozumowanie mniej więcej jest takie, że każdemu należy się samochód i koniec.

                          Ja patrzę obiektywnie na to co wokół mnie się dzieje. Jeżeli widzę, że sąsiedzi wybudowali dom przykładowo za 350 tys. pln, to nie jest prawdą, że oni nie mają pieniędzy na opłacenie czesnego za edukację swojego dziecka, tylko, że te pieniądze wydają właśnie na dom.
                          Jeżeli mój kolega kupił kawalerkę za 250 tys. pln to też nie jest prawdą iż nie stać go na płacenie 10 tys. za semestr studiowania, mimo iż będzie uparcie twierdził, że nie ma takich pieniędzy, tylko, że woli te pieniądze wydać na kawalerkę.

                          Ja nie wiem jaka jest zaporowa kwota. Na studiach "wieczorowych", mimo rzekomo wysokiego czesnego, zawsze jest więcej chętnych niz miejsc.

                          Jak już pisałem: świat nie jest sprawiedliwy i bogaci zawsze mieli ułatwiony dostęp do wszystkiego, a biedni często pozostawali biedni. Tak zawsze będzie niezależnie od systemu.

                          Zrozum, że po prostu zbyt dużo ludzi chce studiować i naszego (nie tylko) państwa po prostu na to nie stać, jeżeli mają te studia mają być wysokiej jakości.
                          • mrarm Re: pitu pitu nie wiesz co mowisz 17.02.11, 19:46
                            Właśnie o to chodzi, że tak nie powinno być - to się nazywa wyrównywanie szans, i jest bardzo pozytywnym zjawiskiem. Tak powinno być - może i studia powinny być płatne, ale na pewno nie powinny kosztować tyle co w UK (zarobki 4x niższe w porównaniu do cen i kosztów życia), ani nawet nie 4x mniej - co najwyżej koszt powinien rosnąć przez 10 15 lat..
                            • mrarm Re: pitu pitu nie wiesz co mowisz 17.02.11, 19:55
                              Dzięki temu szansę na najlepszą pracę mają później najzdolniejsi - bo co jak co, ale studia z idioty nie zrobią geniusza, za to brak studiów czy edukacji sprawi, że geniusz nie zostanie zauważony i będzie kopał rowy.. Albo przynajmniej będzie miał dużo mniejsze szanse na bycie zauważonym na którymś etapie edukacji (czy później aplikowania gdzieś).

                              Skoro nie chcesz równych szans, to może od razu w CV piszmy, czy rodzice są bogaci? Zamiast studiów zrobimy jakieś przedziały, i najlepsi to będą Ci, których rodzice będą najbogatsi - przecie od razu wiadomo, że najlepiej wyedukowali dziecko, nie?
                              • najlepszygeorge Re: pitu pitu nie wiesz co mowisz 18.02.11, 01:24
                                Dlaczego na polskich forach częstym zjawiskiem jest podawanie ekstremalnych przypadków w celu wzmocnienia argumentacji zupełnie tak jakby nie było rozwiązań pośrednich? To wcale nie jest inteligentne.

                                Czy ja w którymkolwiek miejscu argumentuję za tym, żeby studia były tylko dla bogatych? Nie.
                                Argumentuję za tym, żeby studiujący zaczęli współfinansować swoją edukację, ponieważ dzięki temu poprawi się jakość wykształcenia oraz poprawią się finanse państwa.
                                Pewnie się rozczarujesz, ale przy przyjmowaniu na najlepsze uczelnie świata można uzyskać dodatkowe punkty np. za to, że rodzic kandydata jest kimś bardzo ważnym na świecie. Wyniki z nauki nie są jedynym kryterium przyjęć.

                  • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 15:31
                    Dlatego, że nikt by mi kredytu nie dał. Tak, oczywiście w stanach czy w uk tak to działa - ale tam są niskooprocentowane kredyty, perspektywy spłaty ich po studiach, zabezpieczenia rządowe itd. U nas nie ma. A żaden bank nie da mi kredytu, jeśli po studiach będę zarabiać 1500brutto - a poza tym nie mam do niego żadnego zabezpieczenia. Ot, czysta ekonomia. A sławne kredyty studenckie to 600zł miesięcznie - czyli 6000 rocznie - samo czesne na medycynie to 18000. Nie mówię, że nasz obecny system jest dobry, ale nie zmieniajmy go na jeszcze gorszy, zabierając się do sprawy od niewłaściwej strony.
                    • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 15:49
                      Btw dlaczego uważasz, że moja postawa jest roszczeniowa? Studiuję na państwowej uczelni bezpłatnie bo gwarantuje mi to ustawa o szkolnictwie wyższym i konstytucja. Więc korzystam z mojego prawa. Tak samo, jak korzystam z faktu, że wolno mi za darmo (ach, cóż za socjalizm) chodzić po ulicach. Po prostu korzystam ze wspólnej przestrzeni, na którą w tym momencie składają się moi rodzice, a na którą ja będę składała się w przyszłości.
                      • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 17:55
                        medstud napisała:
                        "> Btw dlaczego uważasz, że moja postawa jest roszczeniowa? Studiuję na państwowej
                        > uczelni bezpłatnie bo gwarantuje mi to ustawa o szkolnictwie wyższym i konstyt
                        > ucja. Więc korzystam z mojego prawa. Tak samo, jak korzystam z faktu, że wolno
                        > mi za darmo (ach, cóż za socjalizm) chodzić po ulicach. Po prostu korzystam ze
                        > wspólnej przestrzeni, na którą w tym momencie składają się moi rodzice, a na kt
                        > órą ja będę składała się w przyszłości."

                        Twoja postawa jest roszczeniowa, prawdopodobnie nie rozumiesz tego, ponieważ do tej pory nie pracowałaś i nie utrzymywałaś się samodzielnie.

                        Uważasz, że jak coś jest zapisane w konstytucji, to nie można już o tym dyskutować, a tym bardziej zmieniać?
                        • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 18:33
                          Ależ oczywiście, że można o tym dyskutować. I jeśli jest złe, oczywiście, że można a nawet trzeba to zmienić. Ale nie uważasz, że zarzucanie mi postawy roszczeniowej tylko dlatego że śmiem opowiadać się za bezpłatnymi studiami wyższymi jest przesadą?
                          • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 22:43
                            Tu chodzi o skończenie fikcji typu 'bezpłatne' studia. Nie ma nic na świecie za darmo - ktoś za Twoje studia płaci.
                            Wytłumacz mi dlaczego jak Ferrari kosztuje tyle ile kosztuje to nikt nie lamentuje, że dlaczego tak drogo. Dlaczego z edukacją ma być inaczej?

                            Jeżeli celem jest podniesienie jakości studiów i dofinansowanie uczelni, to wprowadzenie czesnego jest konieczne.
                            • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 01:14
                              Litości, ferrari to dobro luksusowe. Nie stać mnie na nie - jeżdżę rowerem lub tramwajem. Ale świat mi się od tego nie zawali, ba - moich szans życiowych też to nie zmniejsza.
                              Studia nie są bezpłatne - tylko finansowane z podatków, które każdy z nas płaci - ja także, mimo że w zasadzie nie zarabiam (vat i inne cuda).
                              Nie, konieczna jest reforma szkolnictwa, rezygnacja z zbyt rozbudowanej administracji, rzeczywiste konkursy na stanowiska asystenckie, ocena dokonań profesorów itd. Finansowanie realnie potrzebnych projektów, nacisk na naukę a nie powielanie wiadomości w kolejnych zbiorczych artykułach. Tutaj leży pies pogrzebany - najpierw reforma, potem finanse.
                              I na koniec - powtórzę pytanie, bo na poprzednie nie odpowiedziałeś - jesteś w jakiś sposób związany z prywatnym szkolnictwem? Jesteś właścicielem takowej, uczysz tam czy tylko po prostu taką skończyłeś?
                              • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 10:18
                                Tak jak i dobrem luksusowym są studia na "topowej" uczelni. Nie stać cię na nie, to nie studiujesz. Uważasz, że nasze państwo jest tak bogate, że może fundować studia każdemu?

                                To czy studiowałem i gdzie jest nieistotne w dyskusji. Ale odpowiem Tobie: studiowałem w Niemczech, gdzie wykładowcy byli w zasadzie zgodni, że wprowadzenie czesnego jest niezbędne, jeżeli niemieckie uczelnie mają być konkurencyjne wobec światowych. Zresztą tam już od kilku lat jest czesne na każdej uczelni, a Niemcy są od nas bogatsi, nie uważasz?
                                • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 13:46
                                  Tak - wykształcenie to dobro luksusowe w pewnym sensie Ale dlaczego dostęp do niego ma być reglamentowany przy pomocy wysokości czesnego? Dlaczego nie może być tak, że na studia dostają się ci, którzy po prostu są na tyle zdolni, że uczenie ich ma sens? Twoje propozycje w naszym kraju doprowadzą do armii wykształconych idiotów (tak jak jest teraz na prywatnych - jeśli wywalą, to nie mają kogo uczyć - ergo - zarabiają - więc jest po 15 terminów, ale wszyscy zdają; w pierwszym nie - bo przecież kolejne terminy też są płatne).
                                  Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - pytałam, czy jesteś związany w jakikolwiek sposób z prywatnym szkolnictwem - a nie gdzie konkretnie studiowałeś.
                                  • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 17:08
                                    A czy w przypadku studiów MBA na Oxfordzie, które kosztują 52 tys. funtów za semestr ktoś mówi o reglamentacji? Podaję link jak nie wierzysz: www.sbs.ox.ac.uk/degrees/emba/Pages/fees.aspx
                                    Oczywiście, że nie. Zwyczajnie jeden woli wydać tę kasę na szkołę, a drugi woli na 'apartament' - wolny wybór.

                                    Uważasz, że absolwenci tzw. Ivy League (np. Princeton, Yale, Harvard) czy Red Brick university w UK to armia wykształconych idiotów? Nie rozbarajaj mnie.

                                    Po prostu po wprowadzeniu czesnego uczelnie zaczną 'walczyć' o studentów przede wszystkim jakością nauczania. I w rezultacie wolnego rynku wytworzą się uczelnie bardzo dobre jak i uczelnie słabe. Najlepsze będą bardzo drogie (tak jak i samochody np.), gorsze będą tańsze.
                                    A dla zdolnych studentów były i będą stypendia.
                                    • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 20:02
                                      Wybacz, ucięło mi - miało być armii wykształconych bogatych idtiotów - i z tego się nie wycofuję. Dojdzie do jeszcze większego rozwarstwienia społeczeństwa niż jest teraz - masz pieniądze, twoje dzieci będą mieć ich jeszcze więcej.
                                      Rozmawiamy o polsce - wolny wybór masz wtedy, kiedy masz pieniądze i wybierasz co za nie "kupisz" - wykształcenie czy apartament. Gorzej, jeśli tych pieniędzy nie masz. A system stypendialny u nas - wiadomo jaki jest.
                                      Pięknie o tym piszesz - tylko dlaczego tak nie jest w uczelniach prywatnych? Wedle twojego rozumowania, w zamian za opłaty powinny dawać lepszą jakość nauczania - absolwentów o lepszych kwalifikacjach - więc ludzie mimo czesnego woleliby tam studiować. A sami wiemy, jak jest. Na wprowadzeniu czesnego najwięcej skorzystają szkoły prywatne - bo będą mogły walczyć o studentów niższą ceną - a teraz muszą silić się na jakość.
                                      • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 20:05
                                        I powtórzę pytanie po raz kolejny: czy jesteś związany w jakikolwiek sposób z prywatnym szkolnictwem?
                                      • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 21:22
                                        "Pięknie o tym piszesz - tylko dlaczego tak nie jest w uczelniach prywatnych? Wedle twojego rozumowania, w zamian za opłaty powinny dawać lepszą jakość nauczania - absolwentów o lepszych kwalifikacjach - więc ludzie mimo czesnego woleliby tam studiować. A sami wiemy, jak jest. "

                                        Dlatego, że w obecnym systemie mamy do czynienia z nieuczciwą konkurencją wobec uczelni prywatnych, tj. większość studentów wybiera w pierwszej kolejności państwową uczelnię, bo tam nie ma czesnego. I ten wybór jest całkiem naturalny. Obecnie uczelnie publiczne mają zawsze komplet chętnych na studia, bo są one darmowe i tak naprawdę nie muszą one specjalnie się starać o studentów. I na tym polega nieuczciwość tego systemu - albo wprowadźmy czesne we wszystkich uczelniach albo finansujmy tylko te wybrane, a resztę zamknijmy.
                                        Nie można oczekiwać takim samych wyników kiedy reguły dla poszczególnych graczy są inne.

                                        • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 21:47
                                          Po pierwsze, te czasy kiedy uczelnie państwowe w ogóle nie miały problemu z liczbą studentów dawno minęły. Dodatkowe, wrześniowe rekrutacje mówią same za siebie - i to nie na jakiś super egzotycznych kierunkach - np. matematyka, chemia czy fizyka na politechnice.
                                          Po drugie, na niższym poziomie - szkoły średnie taki system funkcjonuje. W moim rodzinnym mieście najlepsza szkoła średnia, z najlepszymi wynikami - to szkoła prywatna, a czesne w niej jest wyższe niż na niejednej wyższej. Więc dlaczego mimo konkurencji ze strony szkół państwowych - jakoś sobie radzi?
                                          Gdyby dyplom szkoły prywatnej znaczył więcej dla potencjalnego pracodawcy niż dyplom szkoły państwowej - mimo czesnego - zainteresowanie by było.
                                          • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 23:11
                                            Weż Ty najpierw poczytaj coś na temat korzyści i kosztów prywatyzowania uczelni. To jest od kilku lat gorący temat i wbrew pozorom dużo poważniejszy niż Tobie się wydaje.

                                            Póki co to tylko 'odbijasz' argumenty populistycznymi hasłami, które nijak się mają do faktów i rachunku ekonomicznego.
                                            • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 15.02.11, 00:22
                                              Odpowiesz wreszcie, czy masz coś wspólnego z prywatnym szkolnictwem?
                                              • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 16.02.11, 14:48
                                                Rozumiem, że ta informacja zmienia jakość moich argumentów? Wybornie z Tobą dyskutować...
                                                • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 16.02.11, 16:32
                                                  Tak, to jest podstawowa informacja - jest takie powiedzenie: "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".
                                                  W tak zachwalanych przez ciebie stanach na uczelniach czy w szeroko pojętych instytucjach związanych z nauką zanim opublikuje się wyniki jakiś badań czy wyda opinię na dany temat, podaje się źródło finansowania, fundatorów grantów ew. formułkę że nie ma się z tego żadnych korzyści majątkowych. Dopiero wtedy taka opinia się liczy.
                                                  Wybacz - ale skoro dalej nie możesz podać tej informacji - to dla mnie znaczy że coś jest na rzeczy. I stosując twoim wzorem argumenty ad personam - jesteś z pewnością właścicielem takiej prywatnej szkółki bądź w jakiś sposób jesteś z nią związany. Nie masz pojęcia o uczelniach publicznych, bo pewnie w polsce nigdy na takiej nie studiowałeś. I dbasz o swoje własne interesy - co w pewien sposób jest nawet chwalebne. Z mojej strony to tyle na ten temat. Pozdrawiam i mimo wszystko życzę sukcesów w prowadzeniu interesu (mimo tej strasznej nieuczciwej konkurencji ze strony szkół publicznych - jak one śmieją wydawać dyplomy więcej warte niż moje).
                                                  Powtarzam - argumenty ad personam ty zacząłeś, ja się na tobie tylko wzorowałam.
                                                  • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 18.02.11, 01:32
                                                    Nieprawda, w zdrowej dyskusji skupiamy się wyłącznie na trafności argumentów, a nie na ich autorze.
                                                    Przykładowo to, że ktoś jest alkoholikiem nie oznacza, że nie ma on racji mówiąc iż alkohol jest szkodliwy dla zdrowia.
                                      • shigella Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 15.02.11, 00:03
                                        medstud napisała:
                                        > Wybacz, ucięło mi - miało być armii wykształconych bogatych idtiotów - i z tego
                                        > się nie wycofuję. Dojdzie do jeszcze większego rozwarstwienia społeczeństwa ni
                                        > ż jest teraz - masz pieniądze, twoje dzieci będą mieć ich jeszcze więcej.
                                        W sumie zawsze tak bylo, moze poza chwila w bylym systemie, gdy dzieci dawnych bogatych, nawet jak byly zdolne nie mialy szans na studia.
                                        Na uczelniach w cywilizowanych krajach owszem, studiuje jakis odsetek bogatych matolkow, finansujacych edukacje swoja i kolegow.
                                        Nikt jednak nie daje im zadnej gwarancji, ze ukoncza studia.
                                        Z drugiej strony istnieje system stypendiow (zarowno fundowanych przez osoby prywatne, jak i firmy, uczelnie czy panstwo).
                                        Amerykanscy rodzice zbieraja pieniadze na edukacje swoich dzieci czesto przez wiele lat.
                                        W USiech popularny jest tez model stypendiow finansowanych przez armie - jak odsluzysz swoje, matka - armia oplaca edukacje. W firmie w ktorej pracuje, masa osob dzieki temu skonczyla studia mimo iz byli biednymi dzieciakami z zabitych deskami wioch na Midwescie.

                                        > Rozmawiamy o polsce - wolny wybór masz wtedy, kiedy masz pieniądze i wybierasz
                                        > co za nie "kupisz" - wykształcenie czy apartament. Gorzej, jeśli tych pieniędzy
                                        Nie robmy dramatow, wiadomo, nie jest latwo. Fakt, ze w sluzbie zdrowia calosc jest postawiona na glowie i mijaja lata zanim czlowiek zacznie zarabiac, ale zawsze mozna wyjechac poza Polske.
                                        Nie mam
                                        Pracowalam za grosze robiac rzeczy wymagajace inteligencji marchewki, mimo iz mialam skonczone studia.
                                        Nie oczekiwalam, ze ktos mnie bedzie glaskal po glowce i da etat za trzy tysiace, tylko dlatego ze mam tytul magazyniera instalatora.
                                        Nie ma pracy dla historyka czy archeologa - trzeba sie przekwalifikowac. Praca w sklepie, call center, IT czy przy sprzataniu ulic nie oznacza hanby i pietna.
                                        Trzeba sie zastanowic, czy nasza wiedza sie komus przyda (np. socjolog moze pracowac w HR, przy projektowaniu ankiet etc.) i tyle.
                                        • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 15.02.11, 00:20

                                          > W sumie zawsze tak bylo, moze poza chwila w bylym systemie, gdy dzieci dawnych
                                          > bogatych, nawet jak byly zdolne nie mialy szans na studia.
                                          Ale czy to znaczy że tak musi być?

                                          > Z drugiej strony istnieje system stypendiow (zarowno fundowanych przez osoby pr
                                          > ywatne, jak i firmy, uczelnie czy panstwo).
                                          Ale u nas takiego systemu nie ma. Więc może najpierw stypendia, a później czesne? Wg mnie dość dobrze sprawdza się na zachodzie model w którym firma płaci za twoje studia, a ty podpisujesz umowę, że pracujesz u nich przez x lat - albo zwracasz koszty wykształcenia. Ale u nas o czymś takim można tylko pomarzyć.

                                          > W USiech popularny jest tez model stypendiow finansowanych przez armie - jak od
                                          > sluzysz swoje, matka - armia oplaca edukacje. W firmie w ktorej pracuje, masa o
                                          > sob dzieki temu skonczyla studia mimo iz byli biednymi dzieciakami z zabitych d
                                          > eskami wioch na Midwescie.
                                          Wyobrażasz sobie takie rozwiązanie u nas? Bo ja nie. Nie zmienia to faktu, że w usa to funkcjonuje (i z tego co wiem, to dość sprawnie)

                                          > Nie robmy dramatow, wiadomo, nie jest latwo. Fakt, ze w sluzbie zdrowia calosc
                                          > jest postawiona na glowie i mijaja lata zanim czlowiek zacznie zarabiac, ale za
                                          > wsze mozna wyjechac poza Polske.
                                          Tak można. Ale nie mów o tym głośno, bo dostanie ci się za to, że uczyłeś się za nasze i jedziesz leczyć obcych.

                                          > Nie oczekiwalam, ze ktos mnie bedzie glaskal po glowce i da etat za trzy tysiac
                                          > e, tylko dlatego ze mam tytul magazyniera instalatora.
                                          Ale ja nie oczekuję, że praca za 10tys spadnie mi z nieba. Nic za darmo do tej pory nie dostałam i nie liczę, że cokolwiek dostanę. Chociaż nie powiem, jutrzejszą kumulacją w totka bym nie pogardziła;)
                                • thezzy Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 15.02.11, 13:51
                                  niemcy najpierw byli od nas bogatsi potem dopiero wprowadzili oplaty za studia lol

                                  nie widzisz tego?
                                  • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 16.02.11, 15:20
                                    A wiesz po co wprowadzili te opłaty? Żeby nie zbankrutować i podnieść jakość wyższego wykształcenia.

                                    W twoim rozumowaniu jest sprzeczność, bo wg ciebie państwa biedne powinny fudnować kosztowne studia swoim obywatelom, a w bogatych studiujący mają płacić czesne.
                    • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 17:48
                      medstud napisała:
                      > Dlatego, że nikt by mi kredytu nie dał. Tak, oczywiście w stanach czy w uk tak
                      > to działa - ale tam są niskooprocentowane kredyty, perspektywy spłaty ich po st
                      > udiach, zabezpieczenia rządowe itd. U nas nie ma. A żaden bank nie da mi kredyt
                      > u, jeśli po studiach będę zarabiać 1500brutto - a poza tym nie mam do niego żad
                      > nego zabezpieczenia. Ot, czysta ekonomia. A sławne kredyty studenckie to 600zł
                      > miesięcznie - czyli 6000 rocznie - samo czesne na medycynie to 18000. Nie mówi
                      > ę, że nasz obecny system jest dobry, ale nie zmieniajmy go na jeszcze gorszy, z
                      > abierając się do sprawy od niewłaściwej strony. "

                      A dlaczego uważasz, że jeżeli w Polsce kiedy wprowadzimy czesne za studia to się takie nisko oprocentowane kredyty i programy stypendialne nie pojawią?
                      Dlaczego uważasz, że bank nie da Tobie kredytu? Pytałaś w którymś? Zabezpieczenia - jeżeli nie znasz się na udzielaniu kredytów, to po co tak kategorycznie się wypowiadasz?

                      Tak, czesne na studiach medycznych wynosi 18 tys pln rocznie. I niech zgadnę: zawsze jest więcej chętnych niż wolnych miejsc, tak? Jak to możliwe? Proszę wytłumacz mi.

                      Koleżanko droga, akurat są banki, które mają specjalne oferty kredytowe dla lekarzy, ponieważ należą oni do grupy o wysokich dochodach.
                      A z tym 1500 brutto to oszukujesz sama siebie, bo wiadomym jest, że lekarze dużo więcej zarabiają, więc nie rób z siebie ofiary.
                      Masz na myśli pewnie staż, który trwa rok lub dwa i próbujesz sprzedać informację, że lekarze z doświadczeniem dostają takie same pensje jak na stażu, co jest nieprawdą.
                      • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 18:38
                        Stąd wiem, że próbowałam dostać taki kredyt i zwiedziłam sporo banków. Dlatego wiem, że kredytu nikt mi nie da.
                        Tak - staż 1500brutto. Rezydentura 2400brutto (co najmniej 4, max 7 lat) jeśli masz szczęście, że się na nią dostaniesz (co graniczy z cudem - miejsc znacznie mniej niż absolwentów). Jeśli takiego szczęścia nie masz, to albo jesteś lekarzem bez specjalizacji (i pracujesz w przychodni ze stawką 5pln od pacjenta), albo pracujesz przez te 4-7 lat za friko robiąc specjalizację w ramach wolontariatu. Dopiero mając specjalizację możesz liczyć na pensję rzędu 3500brutto (ew. dorabianie dyżurami). Tak, niektórzy lekarze dobrze zarabiają ale tylko ci z określonymi specjalizacjami i nie od razu (ale to jest akurat normalne - tak jest wszędzie - chodzi mi o to, że mówienie że każdy lekarz świetnie zarabia jest mocnym przegięciem).
                        • von_frost Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 20:58
                          Hmmm, nie zgadzam się z Tobą kompletnie, nie wiem kto Ci przedstawił tak smutną wizję zarobków po medycynie. Staż - zgoda, ale już 3 lata temu mój mąż miał na rękę 1700 zł o ile nie więcej. Nie musisz robić specjalizacji z rezydentury, na którą faktycznie trudno się dostać. Możesz robić specjalizację z etatu lub kontraktu, wystarczy że wyjedziesz 30 km od dużego miasta i przyjmą Cię z pocałowaniem ręki, a dostaniesz minimum 2x więcej niż rezydent. Możesz też robić rezydenturę i jedynie dyżurować w przysłowiowym Pcimiu Dolnym, i tu też stawki szybują. Nie daj sobie wmówić, że Twoim jedynym wyjściem jest specjalizacja w Klinice Uniwersyteckiej, do tego na wolontariacie, bo pan prof. musi zrobić miejsce dla córki drugiego pana profesora i nie gódź się pracować za stawki jak pani z marketu!
                          • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 01:25
                            Mam ogromną nadzieję, że masz rację. Niestety, moje dane nie są wzięte z nieba - chociaż rzeczywiście dotyczą kliniki uniwersyteckiej w dużym mieście wojewódzkim. Tutaj robienie specjalizacji z kontraktu lub etatu graniczy z cudem - w zasadzie nie ma takiej możliwości, jeśli nie ma się odpowiedniego nazwiska - a z nim czasami o to ciężko (córka p. dziekan z mojej uczelni robi specjalizację z wolontariatu).
                      • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 18:46
                        > A dlaczego uważasz, że jeżeli w Polsce kiedy wprowadzimy czesne za studia to si
                        > ę takie nisko oprocentowane kredyty i programy stypendialne nie pojawią?

                        A skąd ty wiesz, że się pojawią? I dlaczego nie ma ich teraz? Dlaczego chcesz robić wszystko na odwrót - najpierw czesne, a potem kredyty, stypendia itd?
                        Poza tym - teraz już zupełnie hipotetycznie. U nas - przynajmniej obecnie - wyższe wykształcenie nie jest gwarancją wysokich zarobków. Więc jaki interes miałby bank żeby udzielać takich kredytów studenckich (zupełnie komercyjnych, bez państwowego wsparcia), a do tego jeszcze niskooprocentowanych?
                        • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 22:30
                          "I dlaczego nie ma ich teraz?"

                          Masz problemy z rozumieniem związków przyczynowo-skutkowych?
                          Ponieważ teraz studia są generalnie bezpłatne, to jest mały popyt (tj. zainteresowanie) taką formą finansowania zarówno ze strony studentów jak i banków. Kiedy wprowadzi się czesne automatycznie wzrośnie zapotrzebowanie na taki kredyt lub inną formę finansowania i banki zaproponują jakąś ofertę.

                          Poza tym, nie wykluczamy przy wprowadzeniu czesnego wsparcia ze strony państwa.

                          Wyższe wykształcenie nie jest gwarancją wysokich zarobków w jednostkowym przypadku, ale udowodniono pozytywny związek między wykształceniem a wysokością zarobków i z tym się nie dyskutuje.
                          • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 01:20
                            Zaproponują albo nie zaproponują - to nie są instytucje charytatywne, musi im się to opłacać. A opłacać będzie się np. wtedy kiedy będzie jak to nazwałeś wsparcie ze strony państwa - czyli zamiast finansować uczelnie, finansujemy banki - cudownie. Inny wariant - kiedy absolwent studiów wyższych zdobędzie wykształcenie, które będzie gwarantowało, że kredyt spłaci (czyli wysokie zarobki). Piszesz:
                            > Wyższe wykształcenie nie jest gwarancją wysokich zarobków w jednostkowym przypa
                            > dku, ale udowodniono pozytywny związek między wykształceniem a wysokością zarob
                            > ków i z tym się nie dyskutuje.
                            Po pierwsze, kto, gdzie i kiedy to udowodnił. Po drugie - w takim razie dlaczego oboje komentujemy artykuł "Pokolenie bez etatu" o masie młodych ludzi z wyższym wykształceniem, którzy nie mają nawet stałej pracy, nie mówiąc już o dobrych zarobkach. Jakaś wewnętrzna sprzeczność się pojawia wg mnie.
                            • najlepszygeorge Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 10:31
                              "Po pierwsze, kto, gdzie i kiedy to udowodnił."

                              Słuchaj, po co się zabierasz za dyskusję kiedy nie masz podstawowej wiedzy? Żeby sobie popisać? Jak napiszę, że Ziemia nie jest płaska, to też będziesz to kwestionować?

                              Wpisz sobie w google sholar 'earnings and education' i przejrzyj te kilkaset artykułów na ten temat, ewentualnie w podręczniku do ekonometrii Green'a, masz przykład regresji liniowej, gdzie bada się związek między zarobkami a wyższym wykształceniem.

                              A artykuł jest o młodych ludziach z wyższym wykształceniem HUMANISTYCZNYM (!), więc nie upraszczaj, że o wszystkich absolwentach.
                              • medstud Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 13:49
                                Bo absolwenci z wykształceniem humanistycznym to nie absolwenci?
                                Poza tym, pytałam o związek między wysokością wykształcenia a wysokością zarobków w polskich warunkach, bo o tym rozmawiamy.
                                • astrum-on-line Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 26.02.11, 02:38
                                  Znam bezrobotnych absolwentów z wyższym wykształceniem technicznym i ekonomicznym. Może najwięcej jest bezrobotnych humanistów, ale innych też nie brakuje.

                                  Korelacja między wykształceniem a zarobkami? Nie mam ochoty szukać wypocin mądrych naukowców, do szukania których zachęcasz. Natomiast widzę, co się dzieje wokół.
                                  Generalnie popyt na wyższe wykształcenie jest, bo bardzo wiele prac jest zarezerwowanych dla ludzi legitymujących się mgr przed nazwiskiem. Przy czym 20 - 30 lat temu te same prace wykonywali ludzie ze średnim wykształceniem. Żeby było śmiesznie, radzili sobie i różne instytucje działały wcale nie gorzej niż teraz. Bardzo wielu ludzi pracujących na stanowisku, na którym jest formalny wymóg wyższego wykształcenia wykonuje pracę, z którą poradziłby sobie spokojnie rozgarnięty uczeń szkoły średniej. Dostają za to pieniądze podobne do pieniędzy kasjerki z Tesco. Zresztą sporo kasjerek w Tesco też ma wyższe wykształcenie. Znałam nawet kasjerkę z doktoratem.

                                  Wykształcenie wyższe w tym momencie znaczy bardzo niewiele. Po prostu może je zdobyć każdy (nie czarujmy się, można zostać magistrem bez wysiłku i to na państwowej, bezpłatnej uczelni też) i zdobywa je tylu ludzi, że już przestało być jakimkolwiek atutem.
                          • lulu_oi Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 14.02.11, 02:20
                            Z całym szacunkiem, żeby wyobrazić sobie, jak będzie funkcjonowało przyznawanie takich kredytów przez uczelnie, wystarczy przyjrzeć się, jak dziś funkcjonuje tam przyznawanie stypendiów socjalnych. Są studenci specjalizujący się w ukrywaniu zarobków w rodzinie, dzieci rodziców wprawionych w "kreatywnej księgowości", którzy rutynowo wyciągają z uczelnianej kasy po kilkaset zł miesięcznie. To oni zgarniają większość funduszu socjalnego.
                            Tu, w Polsce, mamy Polskę, nie UK.
              • wisarionowicz Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 13.02.11, 19:27
                najlepszygeorge napisał:

                [...]
                > Bo w tym kraju ludzie wolą żyć w fikcji i absurdzie typu studia "wieczorowe" pł
                > atne i bulić - na tych studiach jest zawsze komplet, niż formalnie upowszechnić
                > opłaty i warunki przyjęć.

                Jest komplet, poniewaz musza skonczyc te studia i sami za nie placa. Natomiast na dziennych mozan byc lub bywac, a starsi i tak zaplaca za akademik, wyzywienie, dojazdy, internet, komorke.
                Ludzie z polski lokalnej sa i tak pokrzywdzeni, bo ilu stac na placenie 2 tys mieiseicznie, za studia na np UW. Nie za studia, tylko kompletne utrzymanie?
        • moa.k Re: Wykształcenie po prywatnej uczelni 08.02.11, 23:48
          OD KIEDY OKSFORD JEST PRYWATNĄ UCZELNIĄ? Oksford jest publiczny.

          W UK czesne jest WSZĘDZIE, WSZĘDZIE na tym samym poziomie, i nie ma tak jak w Polsce że jak zabraknie punktów na maturze to można dopłacić i nagle już punktów jest wystarczająco.

          Gdyby w UK tak jak w polsce, można było sobie obniżyć próg wymagany na studia (np. Medycynę) o 20 punktów za 20k złoty rocznie, (proszę sprawdzić progi stacjonarnych i niestacjonarnych na kierunek lekarski na przykład na AMed we Wrocławiu) a potem uczęszczać na TE SAME zajęcia co studenci nie-płacący to Brytyjskie uczelnie byłby w rankingach obok Polskich. W 4 setce.
      • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:28
        "bawarska napisała:
        (...)Teraz przychodzą młodzi i mówią, że chcą pracować, dostawać pieniądze. Proponuję wolontatriat na jakiś czas, a potem umowę-zlecenie. Nie ma chętnych, wszyscy chcą już
        etatów i dużych pieniędzy, bo oni "studiowali". Ja też... i wiem, że studia studiom nierówne. Nawet ci mieszkający u rodziców czekają na posadkę, nie chcą powalczyć, spróbować...
        > Szkoda gadać... A prosta prawda mówi, że trzeba coś dać, by coś dostać. Za samo bycie magistrem nie ma nic...Możemy też pomówić o poziomie wiedzy magistrów...(...)"

        Ale czemu Ty się dziwisz, że ludzie są wybredni?
        W Polsce jest coraz większa przepaść jeżeli chodzi o zarobki. Mieszkając w W-wie dowiesz się, że średnio zarabia się 3,6 tys. brutto. I teraz, co ma myśleć 25 letni absolwent 2 kierunków? Że zacznie od wolontariatu za darmo, bo nie ma nic po środku, czyli marnego etatu choćby za 2 tys. brutto?
        I następne 2 lata będzie nadal na utrzymaniu rodziców, a co dzień w gazetach czytał jak to polska gospodarka się świetnie rozwija?
        Można popaść w paranoję.

        Problem raczej w tym, że w Polsce generalnie pracodawca nie chce wyszkolić sobie nowego pracownika, tylko woli przez pół roku płacić agencji za poszukiwanie 'jelenia', który już wszystko umie i chce pracować poniżej stawki rynkowej.
        • es_zet_pe Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:36
          najlepszygeorge napisał:
          > Ale czemu Ty się dziwisz, że ludzie są wybredni?
          > W Polsce jest coraz większa przepaść jeżeli chodzi o zarobki. Mieszkając w W-wi
          > e dowiesz się, że średnio zarabia się 3,6 tys. brutto. I teraz, co ma myśleć 25
          > letni absolwent 2 kierunków? Że zacznie od wolontariatu za darmo, bo nie ma ni
          > c po środku, czyli marnego etatu choćby za 2 tys. brutto?
          > I następne 2 lata będzie nadal na utrzymaniu rodziców, a co dzień w gazetach cz
          > ytał jak to polska gospodarka się świetnie rozwija?
          > Można popaść w paranoję.

          Oczywiście że tak. Przecież w GW, TVN, Polityce etc. codziennie pisze się o tym że jesteśmy (polskie społeczeństwo) coraz zamożniejsi mimo kryzysu. Media i popkultura kształtują obraz taki że jest super, że grillujemy, mamy ciepłą wodę w kranach, latamy do Egiptu (tj., lataliśmy do niedawna), kupujemy plazmy etc. Co mają myśleć młodzi ludzie, czego mają oczekiwać? Oczywiście że tego, że coś z tego będę też mieli...
        • dystansownik Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 17:35
          > W Polsce jest coraz większa przepaść jeżeli chodzi o zarobki. Mieszkając w W-wi
          > e dowiesz się, że średnio zarabia się 3,6 tys. brutto. I teraz, co ma myśleć 25
          > letni absolwent 2 kierunków? Że zacznie od wolontariatu za darmo, bo nie ma ni
          > c po środku, czyli marnego etatu choćby za 2 tys. brutto?
          > I następne 2 lata będzie nadal na utrzymaniu rodziców, a co dzień w gazetach cz
          > ytał jak to polska gospodarka się świetnie rozwija?
          > Można popaść w paranoję.

          Pół biedy jeśli temu absolwentowi przedstawiało się rzeczywistą sytuację, a u nas najczęściej cały czas jawi mu się obraz kreowany przez media o tym jak praca tylko na niego czeka. Młodzi nie mają etatów, nie stać ich na mieszkania, a potem ludki u sterów się dziwią, że dzietność dąży z roku na rok coraz bardziej w dół i czeka nas zapaść demograficzna za kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat. Może po niej dojdziemy do względnej normalności.

          > Problem raczej w tym, że w Polsce generalnie pracodawca nie chce wyszkolić sobi
          > e nowego pracownika, tylko woli przez pół roku płacić agencji za poszukiwanie '
          > jelenia', który już wszystko umie i chce pracować poniżej stawki rynkowej.

          Co najżałośniejsze, to akurat dotyczy tak samo absolwentów polibud jak i uczelni humanistycznych. Nawet wychwalane kierunki techniczne nic nie dają jak się nie dostanie od kogoś szansy na start.
          • leszczka Re: Pokolenie bez etatu 21.03.11, 21:10
            Absolwent dwóch kierunków powinien umieć samodzielnie analizować i oceniać rzeczywistość. Powinien umieć krytycznie oceniać opinie innych ludzi, w tym dziennikarzy i publicystów i podchodzić do nich z większą nieufnością.
            Przerzucanie odpowiedzialność na media to akurat argument samobójczy dla młodego inteligenta.
      • misself Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 17:01
        bawarska napisała:
        > Jestem humanistką.

        Ja też. Taką prawdziwą, wszechstronną.

        > Żeby znaleźć "miejsce" pracy musiałam często popracować tam jako wolontariusz.

        Ja pracowałam od I roku studiów. Za niskie stawki, bo utrzymywali mnie Rodzice.
        Nie musiałam pracować - ale chciałam zdobywać doświadczenie.
        Godziłam dzienne studia z pracą.
        NIKOGO TO NIE OBCHODZI.

        > Proponuję wolontariat na jakiś czas, a potem umowę-zlecenie.

        Fajnie by było, żeby ta umowa-zlecenie opiewała na kwotę, która pozwala sobie opłacić to ubezpieczenie. Bo sorry, ale minimalna krajowa nie wystarcza.

        > Za samo bycie magistrem nie ma nic...

        Prawda. Ale za co jest? Bo moje wykształcenie + umiejętności + doświadczenie... to jest za mało. Dlaczego? Bo humanistka?
        • lady.baba Re: Pokolenie bez etatu 10.02.11, 12:06
          Nie dlatego, że humanistka, ale dlatego, że widocznie nie masz umiejętności, które są komuś potrzebne i za które chciałby zapłacić. Zastanów się, dlaczego ktoś miałby ci płacić za to, co umiesz. Czy oferujesz jakieś wartościowe usługi?
          • ereta Re: Pokolenie bez etatu 13.02.11, 18:49
            lady.baba napisała:

            > Nie dlatego, że humanistka, ale dlatego, że widocznie nie masz umiejętności, kt
            > óre są komuś potrzebne i za które chciałby zapłacić. Zastanów się, dlaczego kto
            > ś miałby ci płacić za to, co umiesz. Czy oferujesz jakieś wartościowe usługi?
            Bierze się płacę za pracę a nie umiejętności. Tak samo jak płaci się za pracę a nie żeruje na darmowej płacy !!!
          • misself Re: Pokolenie bez etatu 22.02.11, 18:24
            lady.baba napisała:

            > Nie dlatego, że humanistka, ale dlatego, że widocznie nie masz umiejętności, kt
            > óre są komuś potrzebne i za które chciałby zapłacić.

            Wierz mi, nie uczyłam się zaklejać listów :-)
            Byłabym świetnym korektorem, redaktorem, asystentką.
            Tłumaczem, moderatorem/animatorem strony, sekretarką...
            Mam umiejętności, które mnie do wykonywania tych prac predysponują, mam doświadczenie na tych stanowiskach.

            Ale...
            Korektorów się w naszym kraju zatrudnia na zlecenie, i to w wydawnictwach, poszukiwani są absolwenci polonistyki. Inne firmy, które korektorów zatrudniać powinny, w ogóle to zlewają, zresztą sama wiesz, jak wygląda strona główna Gazety.
            Redaktorów - po dziennikarstwie. Po dwuletnich próbach zatrudnienia się w tej branży udało mi się dostać na bezpłatny staż, bo jeden człowiek na 100 potencjalnych pracodawców spojrzał na to, co umiem, a nie na wykształcenie. Może to będzie krok do przodu, a może w przepaść.
            Asystentki? Poszukaj sobie ogłoszeń. Tylko dla asystentek osobistych. Ma być ładna (jestem), dyspozycyjna (jestem), gotowa na częste podróże służbowe (jestem) i bez zobowiązań, żeby móc sypiać z szefem (nie jestem). Nikogo nie interesuje, jakie znam języki, jak szybko piszę na klawiaturze i że radzę sobie świetnie z organizacją biura, łącznie z podróżami służbowymi. D... nie daję, to się nie nadaję.

            Można by powiedzieć, że nie ma sensu pracować z ludźmi, dla których papierek z uczelni jest ważniejszy niż realne umiejętności człowieka - i to będzie prawda. Ale nie mówcie mi, że pracodawców, dla których ważniejsze jest doświadczenie i umiejętności, jest wielu. Przez 10 lat spotkałam trzech.
      • lady.baba Re: Pokolenie bez etatu 10.02.11, 12:05
        Z wolontariatem jest jeden problem - poza tym trzeba mieć jeszcze inna pracę, żeby mieć na utrzymanie. Bo wolontariusz też musi jeść i mieć dach nad głową. Więc o ile wolontariat w wymiarze np. 10 godzin tygodniowo jest ok to w wymiarze pełnego etatu oznacza, że z wolontariusza marny pożytek, bo w sumie pracuje i 14 godzin na dobę, żeby przeżyć. Ja akurat etatu nie szukam i nie potrzebuję, bo świetnie sobie radzę bez niego. Ale nie rozumiem oczekiwania, że będę dla kogoś robić za darmo. Jak zamawiasz hydraulika to tez oczekujesz, że pierwszą naprawę zrobi jako wolontariusz, a za następną mu zapłacisz? Praca to towar, a za towar się płaci.
        • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 10.02.11, 19:40
          Chodzi o to, że u nas wolontariat rozumie się jako pracę za darmo!
          A tak naprawdę jest po prostu praca niezarobkowa, czyli że dostaje się minimalne środki na utrzymanie w ramach takiej pracy.
        • ereta Re: Pokolenie bez etatu 13.02.11, 18:55
          lady.baba napisała:

          > Z wolontariatem jest jeden problem - poza tym trzeba mieć jeszcze inna pracę, ż
          > eby mieć na utrzymanie. Bo wolontariusz też musi jeść i mieć dach nad głową. Wi
          > ęc o ile wolontariat w wymiarze np. 10 godzin tygodniowo jest ok to w wymiarze
          > pełnego etatu oznacza, że z wolontariusza marny pożytek, bo w sumie pracuje i 1
          > 4 godzin na dobę, żeby przeżyć. Ja akurat etatu nie szukam i nie potrzebuję, bo
          > świetnie sobie radzę bez niego. Ale nie rozumiem oczekiwania, że będę dla kogo
          > ś robić za darmo. Jak zamawiasz hydraulika to tez oczekujesz, że pierwszą napra
          > wę zrobi jako wolontariusz, a za następną mu zapłacisz? Praca to towar, a za to
          > war się płaci.
          ##### W PEŁNI MASZ RACJĘ. PRACA ZA PŁACĘ, A NIE A NIE DARMOWA PRACA JAK NIEWOLNIK. Ktoś kto żąda darmowej pracy nie jest biznesmenem, czy przedsiębiorcą i pracodawcą, ale ZŁODZIEJEM.
      • ereta Re: Pokolenie bez etatu 13.02.11, 18:46
        bawarska napisała:

        > ...
        > Szkoda gadać...
        > A prosta prawda mówi, że trzeba coś dać, by coś dostać. Za samo bycie magistrem
        > nie ma nic...
        > Możemy też pomówić o poziomie wiedzy magistrów...
        ### Opowiadasz bzdety. Mało jest takich co coś chce za samo bycie magistrem. Praca jako wolontariusz-pracownik co to jest. WYZYSK. Za pracę NALEŻY SIĘ ZAPŁATA. Czy to tak ciężko zrozumieć, że trzeba za coś żyć? A poziom wiedzy magistrów? Tu już przeginasz, bo jeśli nie umie to szybko straci pracę, lub w ekspresowym tempie musi wiedzę nadrobić. Pracownik z malą wiedzą jeśli już pracuje to dostaje male wynagrodzenie. JASNE? Po co więc ta propaganda za darmową niewolniczą pracą/ W interesie "BYZNEZMENÓW"? Toż to glupoty spoza cywilizowanego świata! Dalej chcecie żerować na ludziach? Europa na Was się wypnie bo tam za uczciwą pracę uczciwie się placi !!! A za porządną płacę wykonuje się pracę jak należy! A Wy dalej darmocha. Błękitna krew do głowy Wam uderza?
      • three-gun-max Re: Pokolenie bez etatu 14.02.11, 10:59
        bawarska napisała:

        > Zgadzam się całkowicie z treścią artykułu. Przykładem może być moje życie. Jest
        > em humanistką.

        Znaczy się nie umiesz matmy.

        > Pracuję na umowy zlecenia, sama płacę sobie ubezpieczenie. Żeby
        > znaleźć "miejsce" pracy musiałam często popracować tam jako wolontariusz. Ale s
        > ię opłacało, teraz mam z tego pieniążki (będąc wolontariuszem sama się utrzymyw
        > ałam z innych zleceń i pracy w sklepie, żeby nie było, że mi ktoś dał). Teraz p
        > rzychodzą młodzi i mówią, że chcą pracować, dostawać pieniądze. Proponuję wolon
        > atriat na jakiś czas, a potem umowę-zlecenie. Nie ma chętnych, wszyscy chcą już
        > etatów i dużych pieniędzy, bo oni "studiowali". Ja też... i wiem, że studia st

        No i mają rację. Wolontariat to sobie można robić kopiąc studnie w Afryce. Normalna robota bez zapłaty to frajerstwo. Nic dziwnego, że ludzie nie dają się robić w konia. Na zlecenie natomiast można komuś zaproponować jednorazowe umycie kibla. Jeśli ktoś ma to robić codziennie to znaczy, że pracuje a nie wykonuje jakieś zlecenie.
      • uzix Re: Pokolenie bez etatu 17.02.11, 17:09
        To oburzające wymagać od innych wolontariatu. W ten sposób uczy się ludzi dziadostwa. Niby czym płacić w sklepie za kawałek bułki? "Proszę mi dać bo ja pracuję za darmo, to i pani może?" Ja proponuję co innego, było coś w stylu OHP - podstawowe prace fizyczne ale za pieniądze i uczy młodych pracy i pomaga zobaczyć jak praca wygląda. Pomoże też rozsądniej wybrać kierunek studiów.
      • nie_czytaj_tego Nie do końca tak z tym wolontariatem 17.02.11, 23:39
        bawarska napisała:

        > Zgadzam się całkowicie z treścią artykułu. Przykładem może być moje życie. Jest
        > em humanistką. Pracuję na umowy zlecenia, sama płacę sobie ubezpieczenie. Żeby
        > znaleźć "miejsce" pracy musiałam często popracować tam jako wolontariusz. Ale s
        > ię opłacało, teraz mam z tego pieniążki (będąc wolontariuszem sama się utrzymyw
        > ałam z innych zleceń i pracy w sklepie, żeby nie było, że mi ktoś dał). Teraz p
        > rzychodzą młodzi i mówią, że chcą pracować, dostawać pieniądze. Proponuję wolon
        > atriat na jakiś czas, a potem umowę-zlecenie. Nie ma chętnych, wszyscy chcą już
        > etatów i dużych pieniędzy, bo oni "studiowali". Ja też... i wiem, że studia st
        > udiom nierówne. Nawet ci mieszkający u rodziców czekają na posadkę, nie chcą po
        > walczyć, spróbować...
        > Szkoda gadać...

        Teraz widzę przegięcie w drugą stronę. Mamy więc z jednej strony japiszona który żąda 4-5k na początek, a z drugiej strony kogoś kto chce wypracowywać KOMUŚ INNEMU zysk za friko

        Prawda jest taka, że to całe pitolenie jest g****o warte.
        Ze swoich doświadczeń i doświadczeń znajomych stwierdzam, że znalezienie pracy jest w dużej mierze dziełem przypadku - po prostu trzeba być odpowiednim człowiekiem, w odpowiednim czasie na odpowiednie stanowisko. Przy okazji trzeba mieć szczęście, żeby trafić na kogoś kto da nam szansę. Do tego trzeba wiedzieć kiedy się zgiąć, a kiedy walczyć o swoje.

        Nikt mi nie wmówi, że wolontariat i oferowanie swojej pracy za darmo to jest przepis na sukces.

        Ja sam tak znalazłem pierwszą poważną pracę - trochę przypadkiem, trochę dlatego, że coś umiałem (choć z doświadczeniem krucho było), a przede wszystkim dlatego, że ktoś wyciągnął do mnie rękę i tego wszystkim życzę. Nie był to żaden wolontariat ani też żadne kokosy - godziwe wynagrodzenie dla kogoś z moją wiedzą i doświadczeniem.

        • astrum-on-line Re: Nie do końca tak z tym wolontariatem 26.02.11, 02:43
          Szukaniem pracy jako wolontariusz w nadziei, że się sprawdzisz i dostaniesz super pracę jest robieniem z siebie jelenia. A potem następuje chwalenie się w CV jakim się jest jeleniem i gdzie to się nie pracowało jako wolontariusz.

          Nie znam ani jednej osoby, która by dostała staż z urzędu pracy albo przyszła do firmy jako wolontariusz i została jako pracownik z przyzwoitą pensją. Jak ktoś szuka darmowego pracownika to nie po to, żeby mu płacić. A jak jeleń odejdzie, albo mu się skończy staż to zawsze się poszuka nowego.
      • wesus Re: Pokolenie bez etatu 06.04.11, 16:06
        Jakieś 10 lat temu byłem w podobnej sytuacji. Szukanie pracy, praca za grosze, brak szacunku od pracodawców...Z tego powodu podjąłem decyzję o wyjeździe do USA. Na początku nie było łatwo, ale i tak lepiej niż w Polsce. Współczuję młodym ludziom, szukającym bezskutecznie swojego miejsca na rynku pracy. Niestety czasami trzeba podjąć radykalną decyzję, by coś zmienić w swoim życiu. Co do obaw jak przetrwać w obcym państwie to muszę przyznać, że gorzej sobie wyobrażałem moje początki a po tym co mnie spotkało w Polsce nie było aż tak źle
    • bryk-fryk Jak to może wyglądać. 08.02.11, 18:39
      Ja też jestem humanistą z wykształcenia. I mieszkam w Warszawie, czyli teoretycznie na dużym rynku pracy. Problem w tym, że ilość humanistów wzrasta niemal geometrycznie, a liczba miejsc pracy niekoniecznie. Od około 10 lat szamotam się z poszukiwaniem pracy. Czasem miałem nawet 3 prace na raz (niektóre płatne, niektóre 'staże' lub 'wolontaraiaty', często z płacą pod stołem lub w szarej strefie) i zajmowałem się praca nawet około 80 godzin z może 8 godzinną przerwą. Nigdy nie byłem na żadnym etacie. W międzyczasie zdążyłem skończyć studia podyplomowe i niezliczoną liczbę kursów bez szczególnie widocznych zmian. W końcu niemal wyłożyłem się z przepracowania i z "wyplaniem zawodowym", ... bez pracy w kokretnym zawodzie.
      Z perspektywy mogę powiedzieć, że przede wsztystkim czego się nauczyłem przez ten czas, to bezwzględności w postępowaniu z ludźmi. Za frajer po prostu nic nie ma. Czyli dopadło mnie mentalne zdziczenie obyczajów. Najbardziej wiodczny na codzień dorobek ostatniego dwudziestolecia. Teraz z moim super wymuskanym CV, super-luzem na rozmowach kwalikacyjnych (trening czyni mistrza) i tak nie mam specjalnie większych szans na rynku pracy, bo pracodawcy będą mnie traktować jako 'skoczka'. Pozostaje mi tylko stawiać na swoje, jeśli chcę zmienić swój los na lepszy.
      Sądzę, że oprócz bezesnsownego systemu studiów, należałoby zmienić prawo pracy i jasno określić czym jest np. 'staż'. Określić taką jego formę, w której obie strony coś ryzykują, a nie żeby był on, jak to często bywa system naciągania 'łosi'.
      • misself Re: Jak to może wyglądać. 09.02.11, 17:07
        bryk-fryk napisała:
        > Z perspektywy mogę powiedzieć, że przede wsztystkim czego się nauczyłem przez t
        > en czas, to bezwzględności w postępowaniu z ludźmi.

        To prawda, pracując na umowę-zlecenie czy umowę o dzieło trzeba biegać, upominać się i prosić, choćby o to, żeby raczyli zapłacić. I trzeba mieć twardy tyłek, bo wielu zleceniodawców woli kopnąć przed zapłaceniem. Albo zamiast niego.

        > Teraz z moim super wymuskanym CV, s
        > uper-luzem na rozmowach kwalikacyjnych (trening czyni mistrza) i tak nie mam sp
        > ecjalnie większych szans na rynku pracy, bo pracodawcy będą mnie traktować jako
        > 'skoczka'.

        Ze smutkiem podpisuję się.
        Niby "żadna praca nie hańbi" i niby wszędzie można zdobywać doświadczenie - ale ostatnio usłyszałam na rozmowie o pracę ironiczne: no, w różnych miejscach pani pracowała...
        Bo humanistą jestem! Który jest wszechstronny, a który musi coś jeść! - chciałoby się zawołać.
      • ereta Re: Jak to może wyglądać. 13.02.11, 19:09
        bryk-fryk napisała:

        > .............. Pozostaje mi tylko stawiać na swoje, jeśli chcę zmienić swój los na
        > lepszy.
        > Sądzę, że oprócz bezesnsownego systemu studiów, należałoby zmienić prawo pracy
        > i jasno określić czym jest np. 'staż'. Określić taką jego formę, w której obie
        > strony coś ryzykują, a nie żeby był on, jak to często bywa system naciągania '
        > łosi'.
        ###bryk-fryk. Masz rację, tylko nie wszyscy potrafią z przyczyn psychicznych prowadzić swój interes. Muszą po prostu pracować najemnie. A obecnie prawo pracy jest w Polsce ustawiane pod pracodawcę. Pracownik praktycznie nie ma żadnych praw. Ma tylko jedno. Wysłuchiwać, że na jego miejsce czekają za bramą. Wygląda na to,że Wladze podcinają gałąź na której siedzą. Tylko czekać jak wybuchnie krwawa rewolta i niech się nie zdziwią bo ludzie już nie wytrzymują.
        • misself Re: Jak to może wyglądać. 22.02.11, 18:29
          ereta napisał:
          > A obecnie prawo pracy
          > jest w Polsce ustawiane pod pracodawcę. Pracownik praktycznie nie ma żadnych pr
          > aw.

          Ma wiele praw, ale ich nie zna.
          I nie potrafi egzekwować, ze strachu o posadę.
          Czasami warto zaryzykować, bo z oszustami i naciągaczami nie ma sensu pracować.
      • einin Re: Jak to może wyglądać. 15.02.11, 08:58
        Jestem humanustką. Nie mieszkam w Warszawie, ale w jednym z największych polskich miast. Dziwi mnie to, że zupełnie nie mam kłopotów o jakich mówicie. Pracę zmieniałam często, ze względu na otrzymywanie lepszych ofert, zatrudniana jestem na umowę o pracę. Może nie zarabiam kokosów, ale nie narzekam. Przeglądając warszawski rynek widziałam 4x więcej ofert niż tu, gdzie mieszkam. Chciałabym podkopać mit o sierotach, humanistach, którzy nic nie potrafią, nie radzą sobie w życiu i tylko wiecznie tracą energię na marudzenie.
    • royal_pl Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 21:20
      Prawda jest taka, że inżynierowie też nie mają lekko. W Polsce po 89 r. praktycznie zlikwidowano cały przemysł, w jego miejsce stawiając montownie zachodnich i azjatyckich koncernów, które w są całości zaprojektowane i skonstruowane są za granicą łącznie z produkowanymi przez nie produktami. Chyba jedyne wyjście to schować dyplom do szuflady i wyjechać na zachód. Praca będzie poniżej kwalifikacji, ale przynajmniej zarobki pozwolą na godne i w miarę wygodne w życie...
      • dystansownik Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 17:42
        > Prawda jest taka, że inżynierowie też nie mają lekko.

        Dokładnie. Pomijam kwestie przemysłu, z czym oczywiście się zgadzam, ale nawet takie kierunki jak budownictwo (ostatnio tak popularne jak psychologia) nie są żadnym gwarantem znalezienia pracy. Owszem, fachowców się szuka, ale takich z kilkuletnim doświadczeniem "od zaraz", a nie absolwentów których przez 1-2 lata trzeba szkolić do względnej przydatności i w których trzeba inwestować kasę.
        Jak komuś się marzy biurowa posadka i idzie w projekty po tym kierunku, to bardzo często też nie zaczyna od etatu, tylko przez jakiś czas musi siedzieć na umowach o dzieło. Nawet jak się etat trafi, to przez 2-3 lata jak się jeszcze uprawnień nie ma, często robi się za 2k brutto.
    • mm0427 Pokolenie bez etatu 08.02.11, 21:20
      Trudno powiedzieć co robić - łatwo nie jest, nie tylko humanistom. Proszę prześledzić "kariery" kobiet inżynierów ;) Jakoś sobie radzę, ale mam jeszcze jeden zawód, chętnie uczę się nowych rzeczy, a mój partner stwarza mi takie warunki, że mogę się rozwijać. Jednak praca na własny rachunek nie jest łatwa. Zwłaszcza, kiedy rodzina (a włącznie z rodzeństwem wszyscy są z innego pokolenia ) wyraża swoje puste zmartwienie o to, kiedy zacznę żyć "normalnie" ;)
      Pokolenie 30-latków jest doskonałym weryfikatorem sukcesów przemian gospodarczych i aktualnych decyzji polityków. Wielu z nas nie płaci ubezpieczeń, bo nie mamy pracodawcy, a nas samych na to nie stać. Szczególnie, kiedy musimy się leczyć - płacimy temu, kto jest w stanie nas przyjąć bez czekania i pomóc. Nie stać nas na ubezpieczenie, z którego właściwie nie można skorzystać. Jeszcze musimy przestać udawać :) i płacić za wiele nie niezbędnych rzeczy, zgodnie z naszym poczuciem, że są warte swojej ceny. To my możemy wyregulować rynek. Staram się tak postępować z towarami jak moi zleceniodawcy ze mną :) Dopóki inni nie są skłonni lekką ręką zapłacić mi 25 % więcej za moje zaangażowanie, ja też będę szukać okazji o te 25 % tańszych :)
      Nie jest lekko ale nie poddawajmy się - w gospodarce rynkowej to podobno klient decyduje :)

      Ale..... też jestem ciekawa jak sytuowaną grupą staruszków się okażemy i jak wtedy sobie poradzimy..... ???? To jest wielki eksperyment, a czas leci szybko....;)
      • martin.slenderlink Eksperyment. 08.02.11, 21:58
        Kto będzie zdrowy i jeszcze żywy, będzie pracował do 70tki. Tym samym podtrzymamy piękny zwyczaj serwowania frustracji młodym. No, ale to tylko taka moja prywatna pesymistyczna prognoza. Bo zmienić się może tyle, że w tym momencie się tego ogarnąć nie da. Również dobrze może być tak, że "dziadów" takich, jakimi wówczas będziemy, będą wykopywać na te głodowe emeryturki. No, ale to znów tylko moja pesymistyczna...
        • piggy1 Re: Eksperyment. 08.02.11, 22:41
          Nie chce byc złośliwa, ale może pora, zwłaszcza dla młodych ludzi, przyzwyczaić sie do mysli, że możliwość pracy decyduje o tym, gdzie się mieszka (czyli mobilność) a nie, że praca nas znajduje w miejscu naszego zamieszkania. Prawie wszyscy jestesmy omalże zakochani w USA. Tam przeciętny, w miare wykształcony człowiek, za pracą przenosi się z wybrzeża wschodniego na zachodnie i odwrotnie (a to odległości takie jak z Polski do Portugalii). Średnio, w ciągu zycia, przeciętny Amerykanin zmienia miejsca zamieszkania 11 razy (także rodzaj mieszkania, w zależności od standingu finansowego i stanu rodzinnego), a zawód około 7 razy. W Europie te współczynniki są troche nizsze, ale też taki trend juz od kilkunastu lat występuje. Jeżeli nie mozna czegos zmienic - trzeba to polubic i zaadaptować, maksymalnie na swoja korzyśc.
          • dublin24 Re: Eksperyment. 08.02.11, 22:49
            Przeprowadzmy sie wszyscy do warszawy.
            Zarobki 2 tys zl.
            Wynajem pokoju w mieszkaniu w bloku na kupie z obcymi ludzmi w stolycy 1tys zl.
            Prawie jak ameryka !
          • kosmosiki W USA również... 08.02.11, 22:52
            Piszesz o USA - w USA również młodzi ludzie pracują już w wieku od 15 lat aby zarobić na wakacje, potem aby zarobić na samochód (często np. jako dodatkowa praca na studiach) itd. podczas gdy ich rodzice *mają* pieniądze aby im to sponsorować, ale właśnie nie o to chodzi.

            U nas kończą studnia po których _z_góry_wiadomo_, że nie dostaną dobrej pracy, a potem się dziwią... że nie dostają dobrej pracy. :-) Nie rozumieją w ogóle na czym to polega.
          • najlepszygeorge Re: Eksperyment. 08.02.11, 22:55
            Tylko, żeby swobodnie się przenosić to też musisz mieć na to środki.
            Musisz mieć chociażby na kaucję za mieszkanie i pierwszy czynsz.
            Poza tym, nie słyszałem, żeby kogoś zatrudniono na odległość poprzez videokonferencję zamiast tradycyjnej rozmowy kwalifikacyjnej. A żeby pojechać na rozmowę też musisz kupić bilet.
            • audrey_horne Re: Eksperyment. 08.02.11, 23:27
              A ja słyszałam.
              • najlepszygeorge Re: Eksperyment. 09.02.11, 00:59
                A ja słyszałem o takich co bez rozmowy kwalifikacyjnej dostali pracę, tylko co z tego?

                Mówimy o większości ludzi, a nie o ewenementach.
              • mocten Re: Eksperyment. 13.02.11, 21:35
                audrey_horne napisała:
                > A ja słyszałam.

                A ja nie tylko słyszałem, ale sam zostałem zatrudniony po rozmowie kwalifikacyjnej przeprowadzonej przez telefon. Umowę dostałem pocztą. Nie, nie w Polsce.
                • najlepszygeorge Re: Eksperyment. 13.02.11, 22:51
                  Ta ostatnia uwaga musiałaby być konieczna, bo inaczej nie uwierzyłbym :D
          • martin.slenderlink Re: Eksperyment. 08.02.11, 23:10
            "Jeżeli nie mozna czegos zmienic - trzeba to polubic i zaadaptować, maksymalnie na swoja korzyśc".

            To jest może truizm, ale bardzo mądry.
          • posca Re: Eksperyment. 09.02.11, 00:47
            Ależ my, Polacy, jesteśmy mobilni. Popatrz się, ilu Polaków wyjechało do W. Brytanii, Irlandii, Holandii itd. W maju wyjadą kolejni. A mobilność w Polsce to to tylko propagandowe "gadanie" Wyborczej. I ma się ono nijak do rzeczywistości. W Polsce brakuje mieszkań, nie ma też prężnych ośrodków gospodarczych, które wchłonęłyby przybywających z innych części. Po co mam się przenosić do Warszawy, jeśli całą wypłatę będę musiał przeznaczyć na wynajem i jedzenie. W Niemczech czy we Francji odłożę za to kilkaset euro/m-c.
            • najlepszygeorge Re: Eksperyment. 09.02.11, 01:05
              Większość ludzi młodych bez wsparcia ma właśnie takie problemy, o których piszesz.
              Ja mieszkam w W-wie i doświadczyłem, że Ci, którzy się tak wymądrzają jak to jest łatwo się spakować i wyjechać, najczęściej otrzymali albo otrzymuje wciąż pomoc od rodziców w postaci mieszkania czy 'kieszonkowego' np. na ratę kredytu.
            • dystansownik Re: Eksperyment. 09.02.11, 17:49
              > Ależ my, Polacy, jesteśmy mobilni. Popatrz się, ilu Polaków wyjechało do W. Bry
              > tanii, Irlandii, Holandii itd. W maju wyjadą kolejni. A mobilność w Polsce to t
              > o tylko propagandowe "gadanie" Wyborczej. I ma się ono nijak do rzeczywistości.

              Dokładnie. Mnie już wkurza propaganda o "mobilności". Jak ktoś już jest mobilny, to woli wyjechać za granicę i porządnie zarabiać niż siedzieć w kraju. Poza tym aby opłacało się zmienić miejsce zamieszkania w pl, trzeba mieć chociaż takie przebicie finansowe, które w nowym mieście pozwoli się utrzymać.
              Jaki byłoby sens zmieniać pracę w małym mieście za 1500 zł na rękę, np. na robotę w Wawie za 2000 zł? Rzadko można liczyć na przebicie finansowe, które rzeczywiście w człowieku tą mobilność obudzi.
          • sierpien82 Re: Eksperyment. 12.02.11, 00:20
            piggy1 napisała:

            > Nie chce byc złośliwa, ale może pora, zwłaszcza dla młodych ludzi, przyzwyczaić
            > sie do mysli, że możliwość pracy decyduje o tym, gdzie się mieszka (czyli mobi
            > lność) a nie, że praca nas znajduje w miejscu naszego zamieszkania. Prawie wszy
            > scy jestesmy omalże zakochani w USA. Tam przeciętny, w miare wykształcony człow
            > iek, za pracą przenosi się z wybrzeża wschodniego na zachodnie i odwrotnie (a t
            > o odległości takie jak z Polski do Portugalii). Średnio, w ciągu zycia, przeci
            > ętny Amerykanin zmienia miejsca zamieszkania 11 razy (także rodzaj mieszkania,
            > w zależności od standingu finansowego i stanu rodzinnego), a zawód około 7 razy
            > . W Europie te współczynniki są troche nizsze, ale też taki trend juz od kilkun
            > astu lat występuje. Jeżeli nie mozna czegos zmienic - trzeba to polubic i zaada
            > ptować, maksymalnie na swoja korzyśc.

            ha, ha, ha !!! :D serdecznie się uśmiałam..., naprawdę szczerze... Mieszkam w Warszawie i chyba stąd ten śmiech...?

            Mam pytanie do Ciebie: Jak wyobrażasz sobie przeprowadzkę np.: do Warszawy, pracę w stolicy za średnie 2 tys. na rękę i utrzymanie się na godnym poziomie, kiedy sam wynajem mieszkania to koszt ok 1 tys zł/mąc? I nie mam tu na myśli samodzielnego lokum.

          • simply_z Re: Eksperyment. 18.02.11, 00:24
            tak tyle ,że robią to w obrębie jednego państwa . Sprobuj sie przeniesc do kraju z innym jezykiem ,kulturą i systemem ..czy to edukacyjnym czy zdrowotnym.
            nie jest tak prosto.
    • dublin24 Pokolenie bez etatu 08.02.11, 21:35
      Armia urzednikow powolana zeby was dreczyc , wysokie podatki , wysokie ceny , mandaty i kary za niemal wszystko , brak perspektyw na przyzwoita prace.
      I WY - stado tepych baranow glosujacych ciagle na tych samych ludzi ktorzy nie potrafia diametralnie zmienic tego bagna w ktorym przyszlo wam zyc.
      Sami jestescie sobie winni.
      • martin.slenderlink Teh ZUS-killer 08.02.11, 22:12
        Ojej, w takim UK też kiedyś do czwartkowego popołudnia pracowało się na potęgę Królestwa. Albo pomyśl, Dublinie24, o tym, co było w czasach, kiedy jeździło się z Eire do US bez żadnych praw i ubezpieczeń tyrając. Te czasy nawet kiedyś przypominała jedynka RTE w swoim kalendarium (wtedy, dobrych kilka (7) lat temu, musieli wręcz to robić, bo tylko dojrzałe osobniki znały kryzys z własnego życia).

        Podatki w Polsce nie są wcale takie doskwierające, gorsza dla nieetatowców jest pełna stawka ZUSu, aczkolwiek dla młodych ludzi, którzy nie podejmowali działalności gospodarczej, przez dwa lata zniżka jest dostępna (szkoda, że nie przez 4 ;))
        • dublin24 Re: Teh ZUS-killer 08.02.11, 22:44
          "pomyśl, Dublinie24, o tym, co było w czasach, kiedy jeździło się z Eire do US bez żadnych praw i ubezpieczeń tyrając"

          Do dzisiaj jest tam mnostwo "nielegalnych" irlandczykow , i jakie to ma odniesienie do sytuacji w polsce? Mamy sie cieszyc ze nie dotknela nas "potato famine" ? ;)
          Wiem jak wyglada sytuacja w polsce , a jak na zachodzie , polacy tyraja juz 20 lat a efektow nie widac z powodu nieudolnego zarzadzania krajem i chorego systemu.

          "Podatki w Polsce nie są wcale takie doskwierające, gorsza dla nieetatowców jest pełna stawka ZUSu"

          Mowa nie tylko o podatku dochodowym. Podatkiem oblozony jest kazdy produkt , badz usluga ktora kupujesz . To jest rzeczywista kwota odpodatkowania.

          • martin.slenderlink Re: Teh ZUS-killer 08.02.11, 22:50
            "Mowa nie tylko o podatku dochodowym. Podatkiem oblozony jest kazdy produkt , badz usluga ktora kupujesz . To jest rzeczywista kwota odpodatkowania".

            Zgoda oczywiście. Zafiksowałem się na dochodowym, przepraszam. Czy jednak te pozostałe są takie wysokie? Które byś obniżył?
        • rasklaat Re: Teh ZUS-killer 09.02.11, 11:34
          Jo, racja, kiedyś tam tak było. Ale mówimy tu o tym co jest TERAZ. Kiedyś to w Polsce ludzie chodzili w łapciach z łyka a na przednówku jedli placki z kory brzozowej i co z tego?


          martin.slenderlink napisał:

          > Ojej, w takim UK też kiedyś do czwartkowego popołudnia pracowało się na potęgę
          > Królestwa. Albo pomyśl, Dublinie24, o tym, co było w czasach, kiedy jeździło si
          > ę z Eire do US bez żadnych praw i ubezpieczeń tyrając. Te czasy nawet kiedyś pr
          > zypominała jedynka RTE w swoim kalendarium
          • martin.slenderlink Re: Teh ZUS-killer 09.02.11, 11:48
            Oj, no to, że u nich też od razu nie było dobrobytu. A my mieliśmy jakby mniej czasu na jego wypracowanie. Chyba, że masz inne zdanie, to oczywiście uszanuję, gdy odpowiednio uzasadnisz.
            • rasklaat Re: Teh ZUS-killer 13.02.11, 00:14
              Mam takie zdanie że wolę przenieść się na inną, bardziej przyjazną scenę zamiast mówić sobie że kiedyś w Polsce będzie lepiej więc męczmy się w niej póki co. Na pewno będzie lepiej niż jest dziś. Kwestia w tym że teraz jest dużo gorzej niż w Europie i wszystko wskazuje że za 10-20 lat pewnie też będzie. Więc po co tracić czas?
      • piggy1 Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:18
        Naprawdę myslisz, ze jak zagłosuje się na inna partie, to wydawnictwa i w ogóle firmy zaczną zatrudniać ludzi na etaty a nie na umowy o dzieło? Puknij sie w głowę! A poza tym armia urzędników akurat w formę zatrudnienia (rodzaj umowy) w ogóle nie ingeruje, bo tym sie nie zajmuja. A twoja polszczyzna woła o pomstę. Czyzbys w Irlandii zapomniał własnego języka?
        • dublin24 Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:35
          "A poza tym armia urzędników akurat w formę zatrudnienia (rodzaj umowy) w ogóle nie ingeruje"

          Do ciebie trzeba jak do dziecka. To koszt zatrudniania ogromnej , ciagle rosnacej od 89r rzeszy urzednikow jest problemem , jak rownierz i to ze "cos" musza oni robic , stad masa niepotrzebnych , utrudniajacych zycie przepisow. Musialbys pomieszkac pare lat za granica zeby sie zorientowac ze nie tylko da sie bez nich zyc ale i wszystko dziala o wiele sprawniej.

          Nie widzisz zwiazku miedzy placeniem haraczu na armie urzednikow , na bardzo kosztowne a jednoczesnie nieudolne panstwo , a rozwojem rynku pracy ? powstawaniem nowych miejsc pracy i rozwoju naszych rodzimych przedsiebiorstw ?

          "A twoja polszczyzna woła o pomstę.
          Czyzbys w Irlandii zapomniał własnego języka? "

          Brak argumentow to wytykanie bledow ortograficznych.


          • piggy1 Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:59
            Po pierwsze, spędziłam za granicą akurat kilkanaście lat. Po drugie, urzędnicy oplacani są z budżetu państwa, więc jeżeli firma prywatna zatrudnia pracownika na umowę o dzieło a nie na etat - na wysokość odprowadzanego przez nią podatku nie ma to wpływu (a budżet państwa zyje z podatków). Firmy nie chcą etatów z uwagi na wysokie koszty pracy (te z kolei nie przekładaja sie na wynagrodzenie urzedników w budżetówce), a czasami i brak potrzeby stałego pracownika. Zmiana warty, czyli głosowanie na inna partie niczego w tej materii nie zmieni. Bo nikt nie zwolni armii urzedników i nikt nie zmusi firm do powiększania kosztów osobowych. Twoją polszczyzne wytknęłam ci nie tylko z powodu błedow ortograficznych, ale głównie z uwagi na twoje prymitywne słownictwo. Nie ma to nic wspólnego z brakiem argumentów, tych mam aż w nadmiarze. I jezyka naszego też nie zapomniałam. A ty jednak - tak.




            dublin24 napisał:

            > "A poza tym armia urzędników akurat w formę zatrudnienia (rodzaj umowy) w ogóle
            > nie ingeruje"
            >
            > Do ciebie trzeba jak do dziecka. To koszt zatrudniania ogromnej , ciagle rosnac
            > ej od 89r rzeszy urzednikow jest problemem , jak rownierz i to ze "cos" musza o
            > ni robic , stad masa niepotrzebnych , utrudniajacych zycie przepisow. Musialbys
            > pomieszkac pare lat za granica zeby sie zorientowac ze nie tylko da sie bez ni
            > ch zyc ale i wszystko dziala o wiele sprawniej.
            >
            > Nie widzisz zwiazku miedzy placeniem haraczu na armie urzednikow , na bardzo ko
            > sztowne a jednoczesnie nieudolne panstwo , a rozwojem rynku pracy ? powstawani
            > em nowych miejsc pracy i rozwoju naszych rodzimych przedsiebiorstw ?
            >
            > "A twoja polszczyzna woła o pomstę.
            > Czyzbys w Irlandii zapomniał własnego języka? "
            >
            > Brak argumentow to wytykanie bledow ortograficznych.
            >
            >
        • dzika_monika Re: Pokolenie bez etatu 17.02.11, 23:08
          ale tak naprawdę jest !
          jeśli ktoś normalny zmienił by prawo żeby opłacało się dawać etaty to ruch by był !!!
          sama zatrudniałam ludzi na etatach i któregoś dnia stwierdziłam ze po co ja mam się szarpać z systemem ? zamiast prowadzić firmę mam tonąc w zobowiązaniach i papierkach zusach, srusach pipach itp i naprawdę nie chodzi o to że mam sklep spożywczy i nie płaciłam pensji . Pensje w mojej branży są wysoki ludzie dostawali pieniądze zawsze na czas a nawet prze jak chcieli. Ale po kontroli pipu bo badań osiedlenia nie było , bo nie ma instrukcji obsługi czajnika, i i jeszcze paru innych wizytach urzędników stwierdziłam że przecież mogę normalnie żyć,zarabiać i nie bać się każdego kto wchodzi do firmy - wystarczy: nie mieć etatów. Ludzie na umowy zlecenia - pasuje czy nie? nie wiem pomyślałam o sobie . Było 5 etatów jest zero, bo mam powyżej uszu debilnych kontroli i absurdalnych przepisów.
    • konsultant313 Pokolenie bez etatu 08.02.11, 21:40
      Wątek o humanistach bez licytacji na zarobki jest pomyłką, więc może zacznę:

      rocznik 1981, absolwent topowej politechniki, etat w firmie konsultingowej, 15k brutto/mc
      • martin.slenderlink Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:21
        Nie wiem, ile to jest netto, ale gratulacje, gratulacje.
      • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 01:08
        konsultant313 napisał:

        > Wątek o humanistach bez licytacji na zarobki jest pomyłką, więc może zacznę:
        >
        > rocznik 1981, absolwent topowej politechniki, etat w firmie konsultingowej, 15k
        > brutto/mc

        rocznik 1983, mądry na tyle, żeby rozumieć jakie to wieśniactwo chwalić się swoimi zarobkami publicznie
      • minister_szmacinski Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 12:17
        Przyłączam się do gratulacji, Panie Konsultancie (za 15k brutto miesięcznie). Jednak jako osobnik z 1970, informuję Pana, że wśród znajomych z mego pokolenia jest kilku takich byłych konsultantów i byłych pistolecików, którym utrata pracy stanowczo pomogła w zmianie podejścia do życia i złagodzeniu buńczucznych poglądów na życie... Jednak życzę dalszych awansów, a przynajmniej utrzymania obecnego stanowiska do emerytury. Pozdrawiam.
      • agryppa_wawa Re: Pokolenie bez etatu 14.02.11, 15:42
        Znamy znamy, tych tymczasowych pracowników korporacji (Twój rocznik jest idealny, przychodzi taki chudziutki jak szpilka, w garniaku wiszącym jak na wieszaku i klepie co tam mu na kursie przekazali). Proszę tylko pamiętać Panie Konsultancie że w firmach do których przychodzicie nikt Was nie lubi i nikt nigdy nie zatrudni byłego konsultanta. Za dużo wiedzy, za dużo szkoleń, za dużo ambicji :) Czas mija i szast prast, a korporacja wymieni na nowego wilczka. Doradzam zrobienie oszczędności z tych 15k na czarny czas...
    • somekindofhope Pokolenie bez etatu 08.02.11, 21:42
      Przepraszam bardzo, ale światła pani psycholog pieprzy głupstwa, bo:

      - praca nie jest towarem podlegającym wyłącznie regułom rynku, a istnieje taka dziedzina jak prawo pracy, które chroni pracownika przed tym rynkiem (w Polsce prawa pracownicze są, jakie są ale istnieją)
      - pani psycholog przyjęła zastaną w kraju rzeczywistość za normę, a w Polsce jakaś polityka zatrudnienia być musi, a skoro państwo zapewne za darmo wykształciło i panią psycholog z pieniędzy podatników, to niech państwo odpowiedzialność za zatrudnienie Polaków bierze (skądinąd mamy w Konstytucji wskazanie, że państwo bezrobociem interesować się powinno).

      Generalnie pani psycholog ma tendencje do aroganckiego wymądrzania się i pochopnych ogólnikowych ocen. Taka egzaltowana damulka, która nie do końca wie, co wyznaje. Raz się podnieca pracą jako towarem (liberałka), a za chwilę pieje z zachwytu nad anarchią i brzydzi się walką. To jest jakiś bełkot. Nie pierwszy raz zresztą zasłyszany od tej pani.
      • es_zet_pe Mam identyczne odczucia 08.02.11, 22:05
        Mam identyczne odczucia jak somekindofhope.
        Wypowiedzi pani psycholog są żałosne i obrzydliwe zarazem. Neoliberalną propagandę że "praca jest towarem", "nic się wam nie należy" wciska nam jako prawdę obiektywną. Zapomina że istnieją państwa, w których obowiązek zapewnienia młodym ludziom godziwej pracy jest traktowany poważnie: to są kraje skandynawskie.
        Z drugiej strony pani ekspertka próbuje przedstawić się jako łagodna, pacyfistyczna, taka w ogóle fajna i OK. Taka milkie - jest miła i ma dużo kasy.
        A już najbardziej żałosne jest jak pani psycholog użala się nad losem zestresowanych i nie mogących spać po nocach menedżerów. Żenada.
        Ciekawy jestem w jaki sposób sama pani psycholog znalazła pracę? Ile ma lat? Jakie szanse miał jej rocznik jako całość i ona sama jako jednostka?
        • kosmosiki Wypowiedzi są trafne i prawdziwe 08.02.11, 22:47
          > Zapomina że istnieją państwa, w których obowiązek
          > zapewnienia młodym ludziom godziwej pracy jest
          > traktowany poważnie: to są kraje skandynawskie.

          No kurde co z tego? Co to zmienia? Ta narzekająca osóbka to mieszka w Polsce czy w kraju skandynawskim? Pani psycholog po prostu sprowadziła ją na ziemię i tyle - powiedziała wszystko co można było powiedzieć, innej rady nie ma.

          I są to na pewno rady trafniejsze i prawdziwsze (wziąć się za siebie) niż Twoje... no właśnie co? Zamknij oczy i czekaj aż się przeniesiesz magicznie do kraju skandynawskiego? Stuknij obcasem niczym Dorotka? Czy może ma usiąść i czekać, aż Skandynawia sama dookoła niej wyrośnie?

          Właśnie o to chodzi, że nic takiego się nie stanie. Jesteśmy w Polsce tu i teraz.

          Podobają Ci się kraje skandynawskie? OK - przeprowadź się i urządź się tam, oczywiście to się nie odbędzie bez jakiegoś Twojego kosztu (z dala od rodziny/znajomych, stracisz czas na przystosowanie się) ale będziesz miała swoją Skandynawię - coś za coś.

          Życie.

          I o tym trafnie przekonuje Pani psycholog.
          • najlepszygeorge Re: Wypowiedzi są trafne i prawdziwe 08.02.11, 23:15
            Skandywnia to tylko przykład. Myśl była taka, że na zachodzie jest po prostu normalniej, np. wolontariat nie jest płatny, ale dostaje się minmalne pieniądze chociażby na jedzenie.

            Poza tym, bardziej się szanuje ludzi. Tam się generalnie odpowiada na wysłane aplikacje o pracę nawet jak decyzja jest negatywna, a nie jak u nas, że aplikowanie o pracę to jak żebractwo.

            A argument typu: "jak się Tobie nie podoba to się przeprowadź" nie jest w tym kontekście ważny, bo w wywiadzie nie ma mowy o emigracji.
            • martin.slenderlink Re: Wypowiedzi są trafne i prawdziwe 08.02.11, 23:27
              "Tam się generalnie odpowiada na wysłane aplikacje o pracę nawet jak decyzja jest negatywna, a nie jak u nas, że aplikowanie o pracę to jak żebractwo".

              Jak jest "tam", to nie jestem pewien. Nie jestem więc przekonany do tego pierwszego członu (że na Zachodzie, to, Panie, nie do pomyślenia). Faktem jest jednak, że psychologicznie bardzo groźny jest ten obciach bycia jednym z przykładowo 3549 "żebraków", którzy coś by chcieli. A niestety podobieństwa do udziału w loterii typu: "Hej tu Janina z komisji, Twój numer został wylosowany i może grać o główną nagrodę" są w wielu wypadkach poszukiwania roboty wyraźne.
            • q-ku "na zachodzie jest normalniej" 08.02.11, 23:30
              na jakim zachodzie??
              w Grecji? w Irlandii?

              tu mieszkamy i tu róbmy porządek, jakoś sobie radźmy wspólnie
              • somekindofhope Re: "na zachodzie jest normalniej" 08.02.11, 23:48
                q-ku napisał:
                > na jakim zachodzie??
                > w Grecji? w Irlandii?
                > tu mieszkamy i tu róbmy porządek, jakoś sobie radźmy wspólnie

                Wspólnie ? U nas ? Tutaj każdy jeden zagarnia w swoją stronę. Twoje wnuki niczego nie zrobią w tym kraju wspólnie.
                • najlepszygeorge Re: "na zachodzie jest normalniej" 09.02.11, 01:19
                  Ja mówię zgodnie ze swoimi doświadczeniami - sam szukam pracy w PL, dotąd pracowałem dla Anglików, i co: wysłałem 3 aplikacje do Londynu (i to nie na jakieś badziewie) i za każdym razem za chwilę ktoś zadzwonił lub odpisał, a w PL wysłałem już z 50 cv i przyzwyczaiłem już się, żeby nawet nie liczyć, że ktoś się odezwie, bo to jak los na loterii.
                  • wen_yinlu Re: "na zachodzie jest normalniej" 13.02.11, 14:34
                    Dokładnie, w Polsce zanim znalazłam pracę wysłałam chyba z 70 aplikacji. W Anglii wysłałam dwie i z tą drugą się udało. I też nie jest to praca agencyjna przy taśmie, o nie :)
                    • antychreza Re: "na zachodzie jest normalniej" 15.02.11, 22:49
                      Niedawno zmieniałam pracę, wysłałam aż 5 aplikacji, do wyselekcjonowanych firm, na wszystkie odpowiedzieli. Pracę dostałam po 2,5 miesiąca szukania. Żyję w alternatywnej rzeczywistości? Mieszkam i pracuję w Krakowie.
                      • rabart Tak żyjesz w innej 16.02.11, 02:35
                        Ja wysłałem w zeszłym roku ponad 300 CV-w tym także takie które "dopieszczałem" przez parę dni-nie znalazłem żadnej pracy.
                        • najlepszygeorge Re: Tak żyjesz w innej 16.02.11, 12:21
                          Akurat w to jest raczej trudno uwierzyć, bo praca jest np. chociażby w telemarketingu i innym rodzaju sprzedaży, gdzie zatrudnia się wszystkich, którzy nie są analfabetami.
                        • krolikotapir Re: Tak żyjesz w innej 18.02.11, 00:41
                          Po co az 300 CV???

                          Dlaczego nie szukasz pracy przez znajomych?
            • echtom Re: Wypowiedzi są trafne i prawdziwe 09.02.11, 08:51
              > A argument typu: "jak się Tobie nie podoba to się przeprowadź" nie jest w tym kontekście ważny, bo w wywiadzie nie ma mowy o emigracji.

              Niekoniecznie emigracja, ale elastyczność i gotowość do życiowej rewolucji jest przy poszukiwaniu pracy ważna. Pierwszą pracę znalazłam 18 lat temu jako nauczyciel języka angielskiego na wsi, a w życiowym biznesplanie nie miałam ani przeprowadzki z dużego miasta na wieś, ani pracy w szkole. Z jednej strony było mi łatwiej, bo w pierwszych latach transformacji rynek pracy nie był nasycony, z drugiej - nawet wtedy byłam mało atrakcyjnym pracownikiem jako matka dwojga małych dzieci. Znalazłam jednak rynkową niszę i opłaciło się. Życie zawodowe zgodne z zainteresowaniami i wcześniejszymi planami ułożyłam sobie dopiero w wieku 41 lat.
          • somekindofhope Re: Wypowiedzi są trafne i prawdziwe 08.02.11, 23:40
            Pani psycholog niech się o sprawach ekonomii i rynku pracy nie wypowiada, bo nie ma o tym zielonego pojęcia. Niech więc się sama na ziemię sprowadzi. Gdzie oni w tej Wyborczej takie "ekspertki" wynajdują?
          • es_zet_pe Re: Wypowiedzi są trafne i prawdziwe 09.02.11, 09:05
            kosmosiki napisał:
            > No kurde co z tego? Co to zmienia? Ta narzekająca osóbka to mieszka w Polsce cz
            > y w kraju skandynawskim? Pani psycholog po prostu sprowadziła ją na ziemię i ty
            > le - powiedziała wszystko co można było powiedzieć, innej rady nie ma.

            1. To nie jest jedna "narzekająca osóbka', tylko problem kilkuset tysięcy ludzi z kilku roczników. A to robi pewną różnicę.
            2. Pani psycholog Nowakowska nie powiedziała wszystkiego co można było powiedzieć. Powiedziała to co jest wygodne dla elit rządzących naszym krajem, w tym dla włascicieli koncernu "Agora" wydającego "WO". Powiedziała to po to, żeby
            3. W Polsce politycy po 1989 świadomie przyjęli budowanie kapitalizmu według konsensusu waszyngtońskiego - to była ich swiadoma decyzja, poczytaj chociażby Manuela Castellsa, Davida Osta, Jane Hardy. A były kraje Europy Środkowej gdzie podjęto transformację wg innych wzorców - i dziś jakość życia oraz spójność społeczna jest tam dużo wyższa niż u nas - Czechy, a jeszcze bardziej Słowenia. Mogliśmy mieć Skandynawię, mamy coś między Chile a Bangladeszem.
            • uszk Re: Wypowiedzi są trafne i prawdziwe 09.02.11, 17:53
              To prawda, muszę poprzeć twoj kometarz es_zet_pe.
              Być może wynika to przede wszystkim z rozmiarów, większe społeczeństwa zazwyczaj są bardziej zróżnicowane i wpływ na władzę centralną jest mniej jednorodny, co za tym idzie mniejsze jest w społeczeństwie poczucie wspólnego interesu bo mniejsza jest percepcja skutków decyzji władz dla peryferiów.
              A my jesteśmy wyjątkowo zatomizowanym społeczeństwem do tego, edukacja w Polsce nie uwzględnia nauki współdziałania, nie uwzględnia też nauki decydowania o własnym losie. W ogóle brak w edukacji jakiejkolwiek wizji społecznej, z którą chociaż możnaby by polemizować.
              System produkuje rzesze "wykształciuchów" :) co szczególnie jest bolesne w humanistyce gdzie każda wiedza jest wiedzą społeczną i wymaga stanowisk i dyskusji, z ktorej rodzi się społeczna decyzja. A my to, co społeczne chcemy traktować jak ścisłe co sprowadza się do masowego importu idei, ale nie pozwala rozwijać umiejętności ich obróbki.
      • majka1525 Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:39
        ja tez nie do konca zgadzam sie z pania psycholog...
        nie osadzalabym tak pochopnie tysiecy absolwesnow z problemami zatrudnienia....kilku mozna uznac za nieudacznikow i niezaradnych,ale na taka skale to chyba juz naduzycie
        a tak na marginesie latwo jest osadzac jak sie mialo w zyciu szczescie(badz cokolwiek innego) i dostalo sie dobra prace....ja tez bedac na 3 roku studiow (wtedy widzialam przyszlosc w lepszych barwach) ¨pomiatalam¨ moja kuzynka ktora przez 2 lata szukala pracy,uwazalam ze cos z nia nie tak skoro jej nie idzie,ale dostalam za swoje jak sama skonczylam uniwerek i 3 lata miotalam sie jak wiatrak na wietrze....takze wszyscy ci, co dzis obrzucacie blotem narzekajacych, poczekajcie jutra, moze role sie odwroca
        nie zapominajmy ze zycie nie jest zawsze sprawiedliwe, i nie konieczniem mamy to na co zaslugujemy,chodz walczyc o swoje nalezy,bo nic innego nie pozostaje
        wszystkim szukajacym lepszej, badz jakiejkolwiek pracy zycze duzo wytrwalosci
        pozdrawiam
        • formic Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 00:46
          A skąd taka wiedzie, że ktoś miał w życiu szczęście (albo cokolwiek innego)???
      • formic Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 23:51
        Drogi autorze powyższej wypowiedzi - somekindofhope. Wydaje mi się, że arogancją to bije z Pana/Pani wypowiedzi. Słownictwo i wyczuwana zajadłość (jakby bezradna) zdają się o tym świadczyć. Dlatego stawianie takich zarzutów komuś wydaje się być zabawne. I jest podobnie jak i cała wypowiedź. Dość typowa dla kogoś, kto niewiele rozumie z przeczytanego tekstu. Wiem, że to dość trudne, bo Pani Psycholog zastosowała tu kilka skrótów myślowych. I nie wydaje mi się, żeby piała, podniecała się albo wymądrzała . Jest rzeczowa i konkretna. Inaczej mówiąc fachowa.
        Prawo pracy nie chroni pracownika przed żadnym rynkiem. Prawo pracy reguluje stosunki pracy pomiędzy stronami czyli pracownikiem i pracodawcą (w dużym uproszczeniu). Rynek pracy to zupełnie coś innego niż się Panu/Pani wydaje. I przed rynkiem nikt nikogo nie chroni. Na rynku trzeba umieć się zachowywać, a to oznacza – znać jego reguły i nie zapominać, że otaczająca nas rzeczywistość rynkowa jest zawsze niesprzyjająca i agresywna. Zawsze była mniej lub bardziej. Trzeba być reformowalnym i po to są studia, aby „otwierały” ludzi na rozwój, na zmiany. Studia oprócz wykształcenia i konkretnej wiedzy mają nauczyć nas właśnie elastyczności, która szczególnie w bieżących czasach jest warunkiem koniecznym, żeby umieć się na tym rynku odnaleźć.
        Państwo nie musi wcale być państwem opiekuńczym. Choć dobrze jest jeśli polityka społeczna idzie w tym samym kierunku z polityką gospodarczą i obie stwarzają sprzyjające warunki dla pracobiorców. Tylko, że aby takie warunki zaistniały najpierw trzeba stworzyć sprzyjające warunki do prowadzenia działalności gospodarczej. Dużo by o tym pisać, bo są to wzajemne układy oparte na „sprzężeniach zwrotnych” mających za zadanie utrzymanie jakiegoś stanu na zadanym poziomie. Ale to już inny temat. Pracodawcy tak traktują pracownika jak państwo pracodawcę. Taki rynek pracy jakie warunki w państwie. A warunki nie są idealne. Nie ma idealnego rynku pracy i nigdy nie było. Tyle, że odchylenia od normy są rzeczywiście bardzo duże. Ani pracodawca ani pracobiorca nie są wolni i całkowicie swobodni w swoich wyborach. I to bardzo ładnie stara się wyjaśnić Pani Psycholog – nikt nie jest wolny w swoich wyborach do końca, ale zawsze jednak szansę wyboru ma i powinien ich dokonywać w miarę optymalnie i liczyć się z konsekwencjami. Pracobiorca niestety nie chce się wysilić, żeby dokonać takiego optymalnego wyboru, podobnie jak i niechętnie chce ponosić odpowiedzialność za niewłaściwy wybór. Najczęściej jednak ludzie w ogóle boją się dokonywać wyborów, woleli by żeby ktoś to zrobił za nich. Oczywiście, że łatwiej jak ktoś za nas zdecyduje. Brak inicjatywy jest obecnie bardzo powszechny. Najprościej jest po prostu narzekać. Nie twierdzę, że sytuacja poszukujących pracy jest prosta, ale kiedy była? Kiedy było łatwo i sprawiedliwie? I co to w ogóle oznacza? Nie ma sytuacji idealnej. Nie ma rynków idealnych i - mówiąc językiem kolokwialnym – dopinanie się do wypowiedzi Pani Psycholog jest tu właśnie aroganckie, bo nie ona jest odpowiedzialna za stan zastany. A to czy przyjęła coś za normę szczególnie mnie rozbawiło, bo zastanawiam się skąd taka wiedza autora? Czyż to nie jest właśnie ogólnikowa ocena? A poza tym to zamieszczony tekst nie dotyczy Pani Psycholog tylko pewnego listu czytelniczki przedstawiającego reprezentatywną postawę i sytuację jej pokolenia.
        • martin.slenderlink Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 00:14
          Ja też bym bronił psycholog w tym przypadku. Ktoś wyżej stawia zarzut, że się miota pomiędzy sprzecznymi biegunami. Raczej tego nie widzę. Raczej umiejętnie kładzie akcent na to, by najpierw definiować pojęcie sukcesu i nie podgrzewać w sobie frustracji z tego tylko powodu, że nie zarabia się jeszcze tych 11k brutto. Bo faktem jest, że idealne wyobrażenia przeszkadzają w działaniach.

          Jest z innego pokolenia. W jej czasach też były różne groźne obciachy nie do przejścia mimo spłaszczonego ekonomicznie krajobrazu. Wystarczy sobie np. "Dziewczyny do wzięcia" obejrzeć. Faktem jest jednak, że ona obciachów obecnego pokolenia nie za bardzo rozumie. Typy obciachów nie są tak do końca ponadczasowe.
        • somekindofhope Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 23:08
          > Drogi autorze powyższej wypowiedzi - somekindofhope. Wydaje mi się, że arogancj
          > ą to bije z Pana/Pani wypowiedzi. Słownictwo i wyczuwana zajadłość (jakby bezra
          > dna) zdają się o tym świadczyć. Dlatego stawianie takich zarzutów komuś wydaje
          > się być zabawne. I jest podobnie jak i cała wypowiedź. Dość typowa dla kogoś,
          > kto niewiele rozumie z przeczytanego tekstu. Wiem, że to dość trudne, bo Pani P
          > sycholog zastosowała tu kilka skrótów myślowych. I nie wydaje mi się, żeby piał
          > a, podniecała się albo wymądrzała . Jest rzeczowa i konkretna. Inaczej mówiąc f
          > achowa.

          Zabawny jesteś mędrku, posiadaczu patentu na właściwą interpretację tekstów pani psycholog. Gdzie w tym wywiadzie konkret i rzeczowość ? Skąd psycholog ma mieć wiedzę o rynku pracy ? Ze swoich seansów z klientami, o których się tak pogardliwie wypowiada ? Kpisz sobie czy ty tak naprawdę masz pod czaszką ?

          Rynek pracy nie ma na celu ochrony pracownika przed wolnorynkowymi mechanizmami ? A płaca minimalna, to co, nie jest prawo pracy w szerokim znaczeniu ? A obowiązkowe ubezpieczenia społeczne ? A przepisy o czasie pracy, wypowiedzeniach itd. to nie jest ochrona przed maksymalną eksploatacją pracownika ? Słuchaj, zachowaj swoje prelekcje dla innego audytorium, bo tutaj wywołują one u mnie uśmiech politowania.
          • formic Re: Pokolenie bez etatu 10.02.11, 01:18
            Z wdzięcznością przyjmę Pańską radę Panie somekindofhope
            I z prawdziwą przyjemnością zachowam sobie moje prelekcje dla innego audytorium. A mianowicie posiadającego pewną wiedzę w temacie, albowiem nie mam jednak zwyczaju mówić do pustej przestrzeni, w której echo mi bezmyślnie odpowiada . Panu z prawdziwą troską proponuję przeczytać swoją wypowiedź na spokojnie. Jak dotrze do Pana co Pan wypisuje to pozna Pan to po tym, że spłonie Pan ze wstydu. Jeśli do tego nie dojdzie będzie to znaczyło, że nie ma dla Pana ratunku :). I proszę mi wierzyć, to nie jest już śmieszne. To jest smutne. Bardzo mi przykro, że się Pan tak zdenerwował, że nie był Pan w stanie sensownie odpisać.
            • ar.co Re: Pokolenie bez etatu 11.02.11, 13:17
              No widzisz, nie zachowałaś prelekcji dla innego audytorium, usiłowaś użyć logicznych argumentów, a tam biedakowi ciśnienie skoczyło na 220. Sądząc po furii, jaką udało ci się wywołać, pewnie trafiłaś na jakieś osobiste frustracje. Ale na wstyd raczej bym nie liczyła - dlaczego miałby się wstydzić, skoro on przecież wie wszystko najlepiej? Tylko rozmaite ciemne siły (np. pani psycholog) nie pozwalają mu pokazać swojego geniuszu i zając odpowiednio ważnego miejsca w społeczeństwie. Na szczęście społeczeństwo świetnie sobie bez niego poradzi...
            • bq Re: Pokolenie bez etatu 18.02.11, 09:32
              Ale oczywiście konkretów w swojej polemice to nie zawarłeś.
      • 26101985a Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 01:02
        Zgadzam sie. Nie rozumiem dlaczego wywiad o rynku pracy przeprowadza sie z psychoterapeutka. Przeciez ona nie ma o tym pojecia, a co wiecej nie ma pojecia o naukach spolecznych, o ekonomii czy socjologii. Łyka zideologizowane opinie o pracy jako towarze, urzednikach jako armii gnebiacej swoich obywateli. Uniwersalizuje swoje opinie na podstawie jednostkowych przypadkow. Przeciez nie jest tak, ze humanisci nie maja szans na prace i sa wszyscy skazani na umowe-zlecenie. Moi znajomi, prawie wszyscy absolwenci kierunkow huminastycznych ze znajomoscia 2 jezykow, nie mieli wiekszych problemow ze znalezieniem pracy na etat z normalna umowa i wszystkimi swiadczeniami. Zgoda, moze nie sa to pracy ich marzen i moze nie sa super platne - poczatkowa stawka ok 2200 netto, ale po pewnym czasie prawie wszyscy dostaja podwyzki plus zdobywaja doswiadczenie, wiec moga pozniej zmienic prace. Nie przejmowalbym sie w ogole tym wywiadem i opiniami pani psycholog, ktora moze zna problem z relacji swoich pacjentow. Nalezy przy tym pamietac, ze humanista humaniscie nierowny, liczy sie z jakiej uczelni ma sie dyplom (prywatna czy publiczna), ile sie zna jezykow, inteligencja i osobowosc.
        • martin.slenderlink Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 01:09
          "ile sie zna jezykow"

          bardziej jak się je zna, nie ile
          • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 01:25
            Na polskim rynku pracy chyba jednak wrażenie robi liczba a nie jakość, podobnie z dyplomami wszelkiego rodzaju.
            Tutaj każdy wpisuje, że zna rzekomo dobrze angielski, ale z drugiej strony dlaczego ma tej miernej znajomości nie wpisać kiedy tu przy każdej ofercie pracy tego języka się wymaga?
        • formic Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 14:57
          Wywiad jest z psychoterapeutką, właśnie dlatego, że nie jest o rynku pracy. Wywiad dotyczy problemu zupełnie innego. Szkoda, że czytelnicy tego nie potrafią wyłapać. Wtedy było by jasne dlaczego pytania kierowane się do psychoterapeutki.
          A swoją drogą dziwią mnie takie oceny w stylu, że ktoś nie ma o czymś pojęcia. Niby skąd taka wiedza? Czyżby wydający taką opinię sprawdzał dossier Pani Psycholog? Proponowała bym większą rozwagę w wydawaniu opinii o kimś kogo nie znamy. Szkoda, że wykształcenie ni jak się ma do kultury osobistej i etyki zawodowej.
          • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 10.02.11, 19:46
            Bo tu jest Polska i tu są eksperci od wszystkiego, zwłaszca piłki nożnej i katastrof lotniczych, a tytuły naukowe i osiądnięcia nic nie znaczą, bo 'ja wiem lepiej' :D
            • formic Re: Pokolenie bez etatu 11.02.11, 23:56
              Ach, przecież niby o tym wiem. Mimo to ciągle dziwią mnie pewne postawy i zachowania, ale to fakt mamy w naszym kraju takie talenty samorodne, którym zdobywanie wiedzy nie jest potrzebne bo właśnie wszystko wiedzą sami z siebie. Czują się wyjątkowi i dlatego pozwalają sobie na wydawanie opinii i ocen. Takie wewnętrzne źródło mądrości. Dlaczego mieliby kogokolwiek słuchać? Może stąd taka pogarda dla nauki i prawdziwej wiedzy. Dlaczego się dziwię, że taki właśnie czytelnik nie potrafi zrozumieć jaki problem omawia psycholog w kontekście pracy?
        • bachelorette86 Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 14:58
          Z tym, że liczy się inteligencja, osobowość i np. znajomość języków obcych (w dzisiejszych czasach jest to chyba standard) zgadzam się w zupełności. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz - w takim razie dlaczego często dzieje się tak, że osoby które naprawdę mają coś do zaoferowania pracodawcy są odsyłane z kwitkiem? Byłam już na tylu rozmowach kwalifikacyjnych, że nawet nie pamiętam ile ich w sumie było. Nie skończyłam może SUPER studiów, jak wcześniej wspomniałam mam tylko licencjat. Ale uważam, że aby ubiegać się np o stanowisko sekretarki nie muszę mieć przecież chyba wieloletniego doświadczenia ani żadnych kosmicznych kompetencji. Mówiąc wprost - uważam, że niczego mi nie brakuje, wręcz przeciwnie. Jestem pracowitą, elokwentną osobą, o dobrej prezencji (choć o temacie prezencji jako jednego z wymagań stawianych kandydatom na różne stanowiska też można by trochę podyskutować) i mimo to zawsze kończy się na standardowym "zadzwonimy". W taki oto sposób dochodzi do sytuacji, że pracuję fizycznie i chowam moje i tak już kulejące ambicje do kieszeni bo przecież samymi ambicjami żyć się nie da, trzeba przecież za coś jeść.
          • ar.co Re: Pokolenie bez etatu 11.02.11, 13:23
            Stanowisko sekretarki rzeczywiście nie wymaga kosmicznych kwalifikacji, ale skoro - jak sama piszesz - masz tylko licencjat, to nie dziw się, że z grona zgłaszających się osób - można założyć, że nie mniej elokwentntch, pracowitych i z dobrą prezencją - pracodawca woli wybrać kogoś z magisterium. W czasie krótkiej rozmowy trudno poznać wszystkie walory kandydatów, a logiczne wydaje się założenie, że ktoś, kto uczył się 2 lata dłużej, umie więcej od kogoś, kto uczył się krócej.
            • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 12.02.11, 01:01
              Jeżeli chodzi o zawód sekretarki to jest tutaj naprawdę szczególna konkurencja. Ale jej chodzi o coś innego.
              Mianowicie o to, że wymagania są często nieadekwatne do stanowiska, np. wątpię, żeby w UK komuś z tytułem MSc przyszło do głowy ubiegać się o stanowisko sekretarki!
              I jest to absurdalne zarówno ze strony kandydata jak i pracodawcy, który nie zatrudni takiej osoby, bo wydaje mu się ona dziwna.
              Przecież ten zawód wymaga przede wszystkim praktyki, a nie wiedzy teoretycznej. Magister, który pracuje jako sekretarka to tak naprawdę zmarnowane pieniądze i potencjał.

              Piszesz, że ktoś po 2 latach nauki umie więcej niż ktoś kto się uczył krócej. Tylko, że mgr sekretarka neguje cel takich studiów, bo studiowanie nie ma na celu 'produkcji' wykształconej sekretarki, ale przygotowanie do zajęć bardziej intelektualnie wymagających.
              Dobra sekretarka to taka, która zna języki obce i umie szybko pisać na komputerze, a nie taka, która potrafi budować modele makroekonomiczne.
      • royal_pl Re: Pokolenie bez etatu 14.02.11, 13:04
        > - praca nie jest towarem podlegającym wyłącznie regułom rynku, a istnieje taka
        > dziedzina jak prawo pracy, które chroni pracownika przed tym rynkiem (w Polsce
        > prawa pracownicze są, jakie są ale istnieją)

        W Polsce prawo pracy tak skutecznie chroni pracownika przed rynkiem pracy, że większość młodych pracujących nie ma pracy na etacie, lecz na lipnych umowach cywilno-prawnych. Irobnia prawda?
    • kadykianus To wszystko prawda. 30 latek bez ubezpieczenia. 08.02.11, 21:47
      Moja koleżanka po doktoracie w Instytucie PAN zarabia 1500 zl brutto (!) Dorabia w szkole policealnej ucząc bezmózgich zombi. Na poprawę się nie zanosi.
      Ludzie nie mają ubezpieczenia, bo ich nie stać samemu opłacać a pracują na umowę o dzieło. W zasadzie kicha.

      Jedyne rozwiązanie to żyć jak wolny strzelec, umowa o dzieło, podatek od dochodu, ubezpieczenie prywatne, odkładać na koncie i jakoś do emerytury :)
      Byle tylko państwo się od nas odwaliło. A tu nawet za konopie można pójść siedzieć!
      • martin.slenderlink Wolny strzelec to taki fajny mit 08.02.11, 22:37
        "Jedyne rozwiązanie to żyć jak wolny strzelec, umowa o dzieło, podatek od dochodu, ubezpieczenie prywatne, odkładać na koncie i jakoś do emerytury :)"

        Nawet, gdy dostanę (a dostanę wkrótce) po tyłku większym ZUSem, wolę coś zarejestrowanego. Po pierwsze moje dochody wzrosły (netto) od czasu rejestracji, po drugie jaśniejsza sytuacja z bankami, które mają przynajmniej jakąś historię do sprawdzenia, łatwiej mi się rozmawia etc. No, a w ogóle to w Saturnie mi bardziej ufają, co sobie chwalę. Zawsze można wejść do sklepu i wziąć potrzebny soft czy hardware. Też uprawiam frilansu dens, ale się staram być nim formalnie.
    • bachelorette86 Pokolenie bez etatu 08.02.11, 21:48
      Mam 24 lata, skończyłam studia ale niestety mam tylko licencjat, bo na magisterkę nie było mnie stać. Dosłownie, bo nie miałam za co jej zrobić. Wszystko kosztuje, nie ma nic za darmo. Chciałam zrobić sobie rok przerwy żeby znaleźć pracę i odłożyć choć trochę grosza na dalszą edukację ale nie wyszło. Z roku zrobiły się raptem prawie trzy lata.. Żadnej sensownej pracy jak nie miałam tak nie mam, chociaż szukam i próbuję gdzie się da. Zazwyczaj kończy się na standardowym "zadzwonimy". Znam dwa języki obce, jestem komunikatywna, otwarta i nie boję się niczego, prócz ludzkiej niechęci. A widzę ją zawsze kiedy na kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej jestem pytana o doświadczenie którego niestety nie mam.. Tzn mam, ale zawsze NIE TAKIE jak trzeba. Imam się przeróżnych zajęć. Pracowałam już w galerii handlowej, na bazarze, w drukarni, udzielam też korepetycji z dwóch języków ale niestety to co zarabiam nie pozwala mi utrzymać się samej, więc mieszkam z rodzicami. O odkładaniu jakichkolwiek pieniędzy nie ma mowy choć nie należę do rozrzutnych, poważnie. Mam świadomość, że mogłabym robić mnóstwo różnych rzeczy, boli mnie tylko to, że do tej pory nikt nie dał mi szansy. I tu nie chodzi wcale o to, że ma roszczeniowe podejście tylko o to, że realia są chore. Pokuszę się o stwierdzenie, że np trudno się dostać na jakikolwiek staż nie mając koneksji. W ogóle polski rynek pracy to jedno wielkie bagno. Nie ważne jakie ma się wykształcenie. To smutne.
    • leszekk_k bez sensu te studia.... 08.02.11, 22:07

      ostatnio słyszałem wypowiedz w radio , pania dyrektor, która prowadzi studium policealne w poznaniu, i proszę sobie wyobrazić, ze ponad 60 % słuchaczy studium policelanego rachunkowości i ksiegowości to....uwaga: absolwenci szkół wyższych !!!

      To pytam, po co marnujemy panstwowe pieniadze, zeby wyksztalcic osobę na wyższej uczelni, która bedzie zwykla księgowa ???
      przecież dochodzimy chyba do granicy paranoi...
      ksiegowa, to osoba, ktora musi znać obsługe kilku najpopularniejszych programów ksiegowych i płatnika, Exela, edytor tekstowy, i takie podstawy zapewnia zwykle studium policealne,

      Studia to poszerzenie horyzontów myslowych, i obserwują koleżanki i kolegów na uczelni , większość traci tam czas, bo bo wkuwaja cos na pamiec, za miesiac zapomna....
      Prace magisterska kupa w internecie

      Po 5 latach na uczelni, stracili czas, bo nikt nie chce placic za ich "wiedze"
      A nie majac podstawowych umiejetnosci, maja slabe szanse na rynku pracy






      • najlepszygeorge Re: bez sensu te studia.... 08.02.11, 22:15
        I to jest argument za tym, aby wprowadzać odpłatność za studia. Płatne studia wymuszą na ludziach niezamożnych odpowiedzialne podejmowanie decyzji co i gdzie studiować.
        • majka1525 Re: bez sensu te studia.... 08.02.11, 22:45
          ale na tych zamoznych juz nic nie wymuszaja i kolo sie zamyka ....
          kasty w naszym spoleczenstwie sie poglebia i stanie sie AFRYKA
          AMENNNN
        • medstud Re: bez sensu te studia.... 13.02.11, 19:13
          Może pytanie trochę nie na miejscu - ale wybacz, zadam je. Masz coś wspólnego z prywatnymi szkołami wyższymi? Skończyłeś taką? Pracujesz tam? Płaciłeś czesne za swoje studia?
      • kadykianus Z tą księgową to prawda :) 08.02.11, 22:20
        Moja babcia, która pamięta "dawne czasy" zadziwiła mnie kiedy niezbyt pochlebnie wyrażała się o zawodzie księgowego. Opowiadała o znajomej rodzinie w której zapanowało zgorszenie z tego powodu, że trzy córki wyszły za księgowych! :D
        Dla pokolenia mojej babci zawód księgowego to obciach! :)
        • najlepszygeorge Re: Z tą księgową to prawda :) 08.02.11, 22:40
          Bo generalnie to prosty, tradycyjny zawód z raczej małymi perspektywami, którego powinni się ludzie uczyć w szkołach policealnych. Jednak, przy obecnym poziomie nauki urósł do rangi przedmiotu akademickiego.
          • royal_pl Re: Z tą księgową to prawda :) 14.02.11, 13:14
            Ze względu na stopień skomplikowania prawa finansowanego w Polsce (głównie podatkowego) kurs księgowości już nie wystarczy by być dobrą księgową. Takie czasy, wszystko się komplikuje.
            • najlepszygeorge Re: Z tą księgową to prawda :) 16.02.11, 12:24
              Zdecyduj się: piszemy o pracy księgowej czy o doradcy podatkowego?
      • nadia212 Re: bez sensu te studia.... 14.02.11, 21:12
        No cóż pozostaje mi życzyć Ci byś na swojej drodze spotkał taką prostą księgową, co zna kilka programów i nie ma pojęcia o podatkach, ZUS rozliczeniach. Wtedy nie będziesz już mówił że to prosta praca taki banalny zawód. Najlepiej weryfikuje to kontrola z Urzędu Skarbowego.
        Biorąc pod uwagę skomplikowanie prawa podatkowego i ilość zmian jesteśmy liderem w Europie, ........ale zawód prosty nie wymaga studiów. Tylko dlaczego uruchomili kierunek rachunkowość na państwowych uczelniach typu Akademia Ekonomiczna w Krakowie czy SGH?
        • leszekk_k Re: bez sensu te studia.... 15.02.11, 00:40
          chyba jesteś BARDZO naiwna, że myslisz na studiach naucza cie zawiłości prawnych systemu podatkowego, i kruczków w rozliczeniach z fiskusem,

          podejrzewam, ze przecietny wykładowca z uczelni, z wydziału rachunkowości to nawet nie widział PŁATNIKA na oczy, juz nie mówiać o innych smaczkach typu SAP !!


          nadia212 napisała:

          > No cóż pozostaje mi życzyć Ci byś na swojej drodze spotkał taką prostą księgową
          > , co zna kilka programów i nie ma pojęcia o podatkach, ZUS rozliczeniach. Wtedy
          > nie będziesz już mówił że to prosta praca taki banalny zawód. Najlepiej weryfi
          > kuje to kontrola z Urzędu Skarbowego.
          > Biorąc pod uwagę skomplikowanie prawa podatkowego i ilość zmian jesteśmy lidere
          > m w Europie, ........ale zawód prosty nie wymaga studiów. Tylko dlaczego urucho
          > mili kierunek rachunkowość na państwowych uczelniach typu Akademia Ekonomiczna
          > w Krakowie czy SGH?
    • bladz Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:32
      Tak źle jest z pracą? To skąd tyle nowych domów jednorodzinnych, nowych samochodów na mieście? Na kredyt? Ale przecież raty trzeba płacić . A żeby mieć ratę, trzeba mieć pracę. To chyba nie jest tak źle. Może tylko nieudacznicy sobie nie radzą? Nic nie rozumiem.
      • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:49
        Stąd, że jakieś 2 mln młodych ludzi pracuje za granicą i stamtąd przywozi kapitał, ale i to już się powoli kończy, bo ceny nasze zbliżają się do europejskich.

        Fajnie, że Tobie się poszczęściło, ale rozejrzyj się wokół, że wielu ludzi ma ciężko mimo najlepszych chęci.
      • majka1525 Re: Pokolenie bez etatu 08.02.11, 22:49
        te wszystkie domki jednorodzinne to wlasnosc kilku biznesmenow z miasta, ich synow, szwagrow, corek, bylych zon, obecnych zon,kochanek, tesciowej itp...
        a 97%mieszka w blokach, w jednym pokoju dziadkowie z wnukiem, a w duzym rodzice z maluchem w lozeczku
        albo rodzice w jednym a w drugim 30-letnie dzeci bez zdolnosci kredytowej bo nie maja etatu...
    • drmuras Mgr na budowie 08.02.11, 22:47
      W Londynie znałem ekipę budowlaną złożoną z samych absolwentów uczelni wyższych. Dwóch historyków sztuki, artysta plastyk, psycholog , filozof oraz specjalista dsmarketingu i zarządzania. Po po 5 latach trzech kupiło domy w Londynie na kredyt bo w Polsce nie mogli go dostać. Filozof zrobił uprawneinia hydraulika i ma się z pyszna, historyk sztuki zbudował w polskich górach pensjonta i niebawem się przenosi.
      • majka1525 Re: Mgr na budowie 08.02.11, 22:53
        jak to mawial moj szef z irlandzkiego pubu( z wyksztacenia history sztuki) i ja barman, z wyksztalcenia rzebiarz po asp, kluczem do sukcesu jest robic cos zupelnie innego niz sie sobie wymarzylo
        szef ma 2 domy na costa blanca w hiszanii-fatk
    • q-ku "Przecież jesteśmy po studiach" 08.02.11, 23:23
      ale po bezwartościowych na rynku pracy
      • martin.slenderlink Re: "Przecież jesteśmy po studiach" 08.02.11, 23:32
        Lecz sęk w tym, że gdybyś jednoznacznie miał wskazać, które są takie, to byś mógł mieć problem. Chodzi mi o kierunki.
        • q-ku dlatego strategia jest inna 10.02.11, 22:30
          nie licz na pracę "po studiach" lecz buduj siebie, zbieraj ciekawe doświadczenia

          ja też jestem po paru kierunkach dodatkowo a pracuję zupełnie jeszcze gdzie indziej - znalazłem niszę sobie:-)
          • martin.slenderlink Re: dlatego strategia jest inna 10.02.11, 23:03
            Ano. Sęk w tym, by jeszcze tak wymanewrować, żeby nie czuć tej goryczy, że się ślęczy w niewłaściwych miejscach/robi tylko to, co się musi, a zamiast tego czuć, że to, co się robi, wzbogaca. Są też różne osoby i ich samoocena zależy od wielu czynników. Ktoś Twój tryb by uznał za idealny, a inny strzeliłby sobie w głowę, bo mimo robienia kilku fajnych rzeczy uznałby, że nie ma tej iskry, nie jest dobry, w pełni profesjonalny, najlepszy. Jest mnóstwo różnych presji, ale ta osoba w liście ma akurat poczucie bycia underclass z uniwersyteckim wykształceniem, a powszechny obraz był taki, że to niemożliwe. Teraz jest inny - "humanista to ciołek, który nigdzie nie znajdzie roboty". Też równie mądry w zasadzie i pewnie gdzieś 10 rocznicę już obchodzi nawet.
            • q-ku ale studiowanie nie rodzi goryczy 11.02.11, 02:20
              trzeba wiele się nauczyć, dodać do tego nawet proste prace

              studiowałem np zarządzanie, ale też sprzątałem wagony w PKP, wiele czytałem, wiele pisałem..
              wszystko to się jakoś w nas gromadzi
              nie czuję goryczy że np kiedyś byłem elektronikiem, a kiedyś uczyłem w szkole, ba, nosiłem worki ze zbożem, układałem drewno w tartaku

              to wszystko nas buduje, uczy pokory ale i uczy nieustępliwości
            • emmalia09 Re: dlatego strategia jest inna 12.02.11, 22:20
              Właśnie, chodzi o to, żeby być doskonałym. A jak nie jesteś doskonały, to znaczy, że jesteś do niczego. Faktycznie można sobie strzelić w głowę. Myślę, że ludziom czasem trudno jest uwierzyć w to, że mogą być w czymś naprawdę dobrzy, że komuś może zależeć na tym, co robią. Dlatego tak trudno o tą iskrę.
          • schwarzwaldmaedel Re: dlatego strategia jest inna 12.02.11, 23:10
            no ale kurcze chodzi tez o tzw zwyklych ludzi, ktorzy nie chca szukac niszy, odkrywac Ameryki na nowo, budowac business ktorym zajmuje sie 100 ludzi na swiecie....chodzi o to zeby szary czlowiek mial prawo do NORMALNEGO ZYCIA. Rozumiem przez to utrzymanie sie plus raz w roku urlop. Pojedynczo, nie z mamusia albo mezem. Taka opcja w Polsce praktycznie nie istnieje.
            Druga strona medalu to ze zamiast wyksztalcenia zawodowego mamy magistrow, ktorych poziom wiedzy jest identyczny z tymi po zasadniczej....tyle ze kranu nie zreperuja. Ci z magistrem.....
            • rasklaat Re: dlatego strategia jest inna 13.02.11, 19:36
              schwarzwaldmaedel napisała:

              > Druga strona medalu to ze zamiast wyksztalcenia zawodowego mamy magistrow, ktor
              > ych poziom wiedzy jest identyczny z tymi po zasadniczej....tyle ze kranu nie zr
              > eperuja. Ci z magistrem.....


              Aż tak się z tym pogorszyło? Ja mam magistra i potrafię zreperować kran a nawet i z instalacją baterii prysznicowej sobie radzę ale robiłem dyplom dziesięć lat temu...
              • q-ku to kolejna para kaloszy 14.02.11, 23:00
                magister sprzed xx lat a współczesny młodzieniec, który nie miał w ręku młotka
            • q-ku ale "szary człowiek" ma szare życie 14.02.11, 22:54
              nie chcesz mieć szarego życia - nie bądź szary
    • inkwizytorstarszy Pokolenie bez etatu 08.02.11, 23:40
      Oj, dokopała pani Nowakowska sporej grupie HUMANISTÓW dorastających do
      "samodzielności" w bólach i mękach na okrótnym "rynku pracy" !
      A powinni mieć żal do swoich rodziców, którzy pozwalali młodym na oglądanie polskich seriali, gdzie prawie wszystkie panie i panowie elegancko ubrani siędzą sobie za ślicznymi biurkami i plotkują przez telefon zerkając na Fasion TV na firmowym PC. A to rodzice powinni młodym wytłumaczyć że to jest bajka, rzadko możliwa do spełnienia.
      Ale skąd, oni zawsze chcą żeby ICH dziecko miało lepiej, i kombinują jak zrobić aby było jak w serialu. A skutek taki, że te urocze humanistki, po studiach, dowiadują się że nic konkretnie nie potrafią.
      A nasze kochane Państwo robi co może ustawiając kolejne biurka, w nikomu niepotrzebnych instytucjach płacąc śmieszne pieniądze.
      A o poczuciu zadowolenia z jakże potrzebnej pracy lepiej nie wspominać, po co budzić upiory, niech sobie śpią.
      (cynicznie dodam że duża grupa pań, w ogóle nie powinna się pchać na
      studia, gdyż matka natura dała im genotyp samicy i matki-domatorki...)
      • loberod Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 01:07
        A jaki genotyp dała matka natura tobie? Bo intelektualistą chyba nie jestes, a kompleksy mniejszej wartości widoczne,że aż oczy rażą. Nie przenoś swoich łóżkowych flustracji na forum.
        • q-ku fru 11.02.11, 02:21
          fRustracji ;-)
      • ar.co Re: Pokolenie bez etatu 11.02.11, 13:30
        Ja tylko równie cynicznie dodam, że także duża grupa panów na studia nie powinna się wybierać (doświadczenia egzaminatora), ale lepiej, aby swojego "genotypu" dalej nie przekazywali - najodpowiedniejsza byłaby dla nich kariera zakonna, najlepiej w zakonach zamkniętych i ściśle odizolowanych od otoczenia. I przy rygorystycznym zachowaniu dziewictwa.
        • formic Re: Pokolenie bez etatu 11.02.11, 23:06
          No to mnie rozbawiłaś :). Dobra rada dla panów. Damy bez nich radę. W końcu jako osobniki żeńskie mamy pewne cechy przystosowawcze. Panowie czują się tacy NAJ, a przecież to nie oni mają zdolności partenogenetycznie. Bez nich świat będzie istniał nadal. Najwyżej bez rekombinacji, ale i tak przetrwamy :)
    • gniewnyleonard Winowajca z lubością pisze o tym 08.02.11, 23:57
      A w EMPiKu zatrudnia szczylów, na parę miesięcy, przez pasożytniczą "agencję pracy".
      Odnoszę wrażenie, że również na "etatach" w GW-nie również lepiej schować świadectwo ukończenia filologii polskiej: "policja szukała kobietę".
    • jpsi Szczerze mowiac, mozna to bylo przewidziec... 09.02.11, 00:18
      przed pojsciem na studia humanistyczne. Jezeli idzie sie dla nich dla pasji, to bedzie trzeba sie liczyc z niska pensja.
      • ol4 Re: Szczerze mowiac, mozna to bylo przewidziec... 09.02.11, 01:40
        Tak to jest jak całe społeczenstwo studiuje. Okazuje sie ze te studia pedagogiczne, politologiczne, administracyjne, resocjalizacyjne są nic niewarte...
    • brundlefly Typowy przykład ideologii neoliberalnej!! 09.02.11, 02:00
      "Nikt tylko ty sam jesteś odpowiedzialny za to, że nie masz pracy na etat i godziwej płacy, mimo kwalifikacji i edukacji" - bla bla bla.

      Nie, to nie ja jestem winny. To system ekonomiczny jest chory. To system podziału społecznego dochodu jest patologiczny. To sytuacja, w której jedni s**ją do złotych kibli, a drudzy wbijają zęby w ścianę i wiedzą, że przed czterdziestką nie będzie stać ich ani na kredyt, ani na dzieci, nie dostaną etatu tylko gó...ane zlecenia - bez ubezpieczenia i emerytury - to jest chore! Uporczywe powtarzanie, że takie są realia, jest niemoralne. Jeśli takie są realia to należy je zmienić!! Zorganizować się w związki, wyjść na ulice, spalić parę samochodów, koczować pod sejmem i dobrać się wreszcie do skóry tym wszystkim "rekinom finansjery" czyli zwykłym złodziejom, wyzyskiwaczom, spekulantom i bandytom!
      Wszyscy beneficjenci status quo będą do us***ej śmierci powtarzać tym biednym, sfrustrowanym młodym ludziom, że to ich wina, że to ich nieuzasadnione roszczenia wpędzają ich we frustrację, a nie obiektywna polityczno-ekonomiczna sytuacja w kraju. Pogonić tych apologetów kapitalizmu!!!!
      • q-ku "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 11.02.11, 02:22
        po równo już przerabialiśmy 60 lat

        skąd w ludziach taka tęsknota za komuną?
        • kadanka Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 11.02.11, 12:05
          jezeli pomocnik mechanika samochodowego w salonie popularnej marki dostaje na start 2500zl do reki, a nauczyciel - absolwent studiow magisterskich dostaje na start kolo 1000zl - tak, to JEST chore.
          • ar.co Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 11.02.11, 13:33
            Hmmm, jeśli ten niedoceniony nauczyciel zazdrości pomocnikowi mechanika - to dlaczego po prostu nie zostanie pomocnkiem mechanika? Bo chce być nauczycielem? No to niech będzie, z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli również z niską pensją. Bo nie umie tego, co umie mechanik? No to dlaczego ma tyle zarabić, co on?
            • cartahena Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 11.02.11, 14:03
              Rozumujesz jak za PRL, gdzie wiodaca grupa spoleczna czyli robotniczo-chlopska byla wyzej ceniona i niejednokrotnie lepiej wynagradzana niz inteligencja. Sam mechanizm wynafradzania jest chory, bo nie wszyscy nagle zrobia sie pomocnikami mechanika (pomocnik - czyli mlody bez doswiadczenia).
              A co do nauczycieli, to chyba powinno sie im dobrze placic, bo ksztalca nastepne pokolenia. Jesli zadowolimy sie nisko platnymi czyli kiepskimi nauczycielami to nasze dzieci i wnuki po prostu beda niedouczone i tepawe. A wiec dla spoleczenstwa nie powinno byc obojetne jak wysoko sie oplaca tych, ktorzy sa odpowiedzialni za przyszlych Polakow.
              • najlepszygeorge Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 11.02.11, 15:39
                Tylko weź pod uwagę, że w przeliczeniu na godziny pracy to nauczyciele mają całkiem dobrą stawkę.
                • kadanka Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 14.02.11, 23:59
                  a ty wez pod uwage, ze praca nauczyciela NIE konczy sie z chwila gdy wychodzi ze szkoly.
                  • najlepszygeorge Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 16.02.11, 12:27
                    Tak, oczywiście. Nauczyciel w domu do późnych godzin wieczornych myśli o każdym z uczniów i jak tu jego talenty rozwinąć...Zwłaszcza wuefiści :/ Nie rozbrajaj mnie.

                    A w wakacje to już mają tyle pracy, że nie idzie wytrzymać.
                    • kosmiczny_swir Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 17.02.11, 22:09
                      Myslisz, że do lekcji nie trzeba się przygotwać? Że nie trzeba sprawdzić klasówek, że nie trzeba ich przygotować, że nie trzeba sprawdać prac domowych? U mnie na uczelni (nie w Polsce) przelicznik jest taki, że na jedną godzine wykładu/ćwiczeń jest godzina przygotowania.
          • smetek_pstry Re: "chore" jest to że nie ma "po równo"?? 11.02.11, 14:00
            Bo porobiło się w Polsce tak, że trudniej znaleźć mechanika niż magistra.
          • q-ku pomocnik mechanika NIE dostaje tyle 14.02.11, 22:51
            wiem cos o tym, bez przesady

            wiem tez ile potrafią zarabiać tzw "humaniści" gdy troszkę ruszą głową
            ZNACZNIE więcej niż pomocnicy mechaników
      • muc-ha3 Re: Typowy przykład ideologii neoliberalnej!! 11.02.11, 10:42
        gazeta wyborcza to dziwna gazeta. ile razy czytam te mądre wypowiedzi jak na przykład pani psycholog zastanawiam się czy to prawicowe czy lewicowe poglądy. mam wrażenie że ogólnie klasa "intelektualna" w Polsce jest zadowolona-mają swoją wolność słowa, mogą pisać i rozpisywać się o czym dusza zapragnie. no i chyba o taką Polskę walczyła ta klasa i jest git. ale szary lud z tego co rozumiem(mam 34 latka) chciał wolnych sobót, podwyżek...godziwego życia. dziwnie wygląda to godziwe życie...gdzie te wolne soboty, dbałość o samotne matki...to państwo to pustynia ze skrajnie niekorzystnymi warunkami bytowania. generalnie-radź se chłopie sam a jak nie to zdychaj. no i ...z kim tu mieć dziecko-z facetem który zarabia niecałe 2 tysiaki mies???a ja zarobię 4 mies jestem w stanie ale nie tu tylko myjąc gary w holandii. nie widzę wyjścia z sytuacji, uważam że jest ona fatalna.nie mówię że ma być jak w niemczech-zasiłek przez 5 lat który starczy mi na wakacje w hiszpanii. ale wypowiedź pani psycholog uważam za ...hmmm bezczelną i po prostu jakąś cyniczną no nie wiem. proszę wyjechać z warszawy i oglądnąć polskę w której pani żyje a potem diagnozować młode pokolenie naszego pięknego kraju.gdyby nie nasze mycie garów i jazdy na wózkach widłowych nie byłoby takiego wzrostu pkb czy jak to się zwie...
    • emilly_davisson Pokolenie bez etatu 09.02.11, 09:43
      Rozwiązanie problemu - zmniejszyć koszty związane z zatrudnieniem na umowę o pracę ! Dopóki haracze na ZUS (a de facto na mundurowych, rolników, hutników, górników i urzędników) będą bliższej granicy 50 % wypłacanego wynagrodzenia netto, to pracodawca wybierze umowę o dzieło. Dopóki z pracownikiem zatrudnionym na umowę o pracę nie będzie się można rozstać szybko i bezboleśnie (nawet, jeśli pracownik będzie się czuł z tego powodu poszkodowany), to pracodawca wybierze umowę zlecenia albo o dzieło. Możemy się dumnie nosić, jaki to stabilny jest nasz system emerytalny i ubezpieczeniowy, a prawo pracy - cudownie humanitarne dla pracowników. Tylko niestety, coś za coś : w takim systemie z państwowej opieki medycznej korzystają głównie w/w grupy społeczne (bo reszta składek nie opłaca). W takim systemie poza nawias (emerytalny) wypadają tysiące młodych dwudziestolatków i już nie takich młodych trzydziestolatków.

      Ludzie bez szans na etat mogliby sobie otworzyć działalność gospodarczą, ale w TAKIM systemie będą musieli ponosić pewne minimalne koszty na ZUS bez względu na osiąganie przychody. Jeśli uzyskają przychód 1000 czy 2000 tyś. w gorszych miesiącach, to łatwo policzyć, że po zapłaceniu 800+ zł ZUS na życie nic im nie zostanie. Piękne, prawda? Witamy w Polsce !

      Zachęcam do przejrzenia ofert szkoleń ze środków unijnych, adresowanych do wielu grup społecznych. Jak się traktuje w tym kraju osoby, które same wzięły sprawy w swoje ręce, czyli drobnego przedsiębiorcę, tzw. osobę samozatrudnioną czy osobę żyjącą latami z umów o dzieło ? Ano, ŻADNE szkolenia nie są adresowane do tych grup. Za to są tysiące bezsensownych szkoleń (miliony złotych!) dla urzędników, policjantów, bezrobotnych, pracowników itd...


      • jovensintrabajo Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 10:04
        zgadzam się. Wszelkie szkolenia współfinansowane prze UE, EFS są dla pracujących, PRACUJĄCYCH i nie ma znaczenia jakie jest wykształcenie, w Urzędzie Pracy teoretycznie dla wszystkich ale ja z moimi 29 latami i kilkoma pracami co kilka miesięcy na kilka miesięcy nie kwalifikuję się(nie po 50-tce, nie samotna matka, nie długotrwale bezrobotna). Nie mam żalu do nikogo, że jestem humanistką, szkoda tylko, że za małą opłatą w ramach EFS nie mogę zrobić licencji tłumacza. Inaczej mnie nie stać.
        Chciałam jednak dodać, że dziś "ścisły" bez odrobiny humanizmu też daleko nie zajedzie. Mam znajomego, który po dobrych studiach inżynierskich pracuje na stanowisku, które wymaga tylko matury albo zawodówki skończonej. Powód? Nie zna ani trochę żadnego języka, angielski był w szkole i na studiach ale po co języki inżynierowi? Ano dziś nie wystarczy umieć liczyć i programować, trzeba znać perfekcyjnie angielski albo przynajmniej uczyć się go, bez tego i osławiony specjalista nie ma czego szukać. Dziś trzeba być wszechstronnym i elastycznym, a nie nauczyć się wierszyka czy tabliczki mnożenia i czekać aż ktoś nam za recytację zapłaci.
        • luizza Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 11:04
          Właśnie niedawno przeczytałam o szturmie maturzystów na politechniki w zeszłym roku. Przyczyniła się do tego podobno obowiązkowa matura z matematyki i oczywiście wszechobecne nawoływania w mediach, że inżynierów brakuje i praca na nich czeka. Jestem ciekawa gdzie ją znajdą, co z tego, że ktoś kończy np. robotykę, kierunek reklamowany jako przyszłościowy, kiedy w Polsce nie ma takiego przemysłu? Za kilka lat absolwenci studiów technicznych będą kolejną grupą rozczarowanych. Obecnie nadal zdarza się czytać, że gdzieś brakuje nauczycieli języków, więc ciągle jest pełno chętnych na filolologię angielską, tak naprawdę jednak rynek jest już nasycony.
          A co do wyborów młodych ludzi, to nie wydaje mi się, żeby były pochopne. Dzieci znajomych wybierając studia starają się "celować" w kierunki po których znajdą pracę. Opierają się jednak głównie na doniesieniach medialnych, które często są nieaktualne albo zbyt optymistyczne.
          • dystansownik Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 18:00
            > Właśnie niedawno przeczytałam o szturmie maturzystów na politechniki w zeszłym
            > roku. Przyczyniła się do tego podobno obowiązkowa matura z matematyki i oczywiś
            > cie wszechobecne nawoływania w mediach, że inżynierów brakuje i praca na nich c
            > zeka. Jestem ciekawa gdzie ją znajdą, co z tego, że ktoś kończy np. robotykę, k
            > ierunek reklamowany jako przyszłościowy, kiedy w Polsce nie ma takiego przemysł
            > u? Za kilka lat absolwenci studiów technicznych będą kolejną grupą rozczarowany
            > ch.

            Oni się na tych technicznych przejadą. Ostatnio rekordy popularności bije budownictwo, bo w czasie boomu budowlanego pracodawcy brali jak leciało absolwentów, do tego dorzucili kierunek zamawiany i co będzie? Wyjdzie zaraz tłum ludzi z których połowa będzie żebrała o praktyki i wolontariaty w firmach, żeby zbierać mityczne doświadczenie.
            • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 10.02.11, 19:23
              Zamawiane kierunki to jakieś nieporozumienie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć jaka będzie sytuacja na rynku pracy za 10 lat. A zamawiane kierunki sugerują pewną gwarancję zatrudnienia.

              Doczekamy się kolejnego 'oszukanego' pokolenia, które nie może znaleźć zatrudnienia w swojej specjalizacji.

              Kluczem jest wprowadzenie odpłatności za studia, wówczas ludzie będą bardziej zainteresowani pracowaniem i tym co faktycznie na rynku jest dochodowe.
              Obecnie większość ludzi ( mnie włączając) idzie tuż po maturze na studia tylko dlatego, że nie mają na siebie żadnego innego pomysłu i dlatego, że studia są tanie!
              Wykształcenie wyższe stanie się dobrem luksusowym.
              • naels Re: Pokolenie bez etatu 11.02.11, 15:26
                "Kluczem jest wprowadzenie odpłatności za studia, wówczas ludzie będą bardziej zainteresowani pracowaniem i tym co faktycznie na rynku jest dochodowe."

                A skad ludzie maja wiedziec, co dla rynku bedzie dochodowe, skoro sam piszesz dwa zdania wczesniej, ze "Nikt nie jest w stanie przewidzieć jaka będzie sytuacja na rynku pracy za 10 lat."?
                • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu 11.02.11, 15:44
                  Właśnie o to chodzi, że nikt nie wie, ale jeżeli za studia sam zapłacisz to tylko Ty poniesiesz koszt nieudanej inwestycji, a nie jak teraz, kiedy koszty ponosi całe społeczeństwo.
                  • astrum-on-line Re: Pokolenie bez etatu 26.02.11, 02:53
                    Bardzo wielu ludzi w tym momencie studiuje zaocznie, czyli ponosi koszt swojej edukacji. I pracując w McDonaldzie kończy zaoczne studia po których dalej pracuje w MaDonaldzie, co najwyżej dostaje tam etat managera, czyli dużo więcej obowiązków i groszowo wyższą stawkę.
      • martin.slenderlink Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 11:45
        "Jeśli uzyskają przychód 1000 czy 2000 tyś. w gorszych miesiącach, to łatwo policzyć, że po zapłaceniu 800+ zł ZUS na życie nic im nie zostanie".

        2500 netto to jest dolna granica. Wtedy przy skrajnie ascetycznym trybie życia, wynajmując jednocześnie mieszkanie, czy spłacając jakąś ratkę jest szansa na wyjście na zero. Konrad Niklewicz w jednej z blogonotek wyśmiewał mieszkających z rodzicami bezjajowców. Tymczasem, dla niektórych taki krok jak przeprowadzka do ojca po trzydziestce jest ekonomicznie całkiem uzasadniony.

        Bardzo mi się podobało czyjeś zdanie wyżej, że jeśli czegoś nie da się zmienić, należy się do tego przystosować i wykorzystać maksymalnie na swoją korzyść. Również inne, że kluczem do sukcesu jest robienie zupełnie czegoś innego niż sobie założyliśmy w naszym planie na spełnienie życiowe, też nie jest do końca bez sensu. Tyle, że radzenie sobie z frustracją to nie jest takie hop-siup. Jak to ujął Richard Sennet: „gorycz porażki trudno osłodzić nawet pieniędzmi, bo może ona dotyczyć innych, znacznie głębszych rejonów naszego życia".
      • uzix Re: Pokolenie bez etatu 17.02.11, 17:38
        To jest żadne rozwiązanie, pracodawcy zawsze stwierdzą że mają wysokie koszty zatrudnienia bo muszą płacić wynagrodzenie. A nawet jak znajdą jelenia za darmo to będą mieli pretensje że to pracownik im nie płaci. Każdą obniżkę kosztów pracy skonsumuje wyłącznie pracodawca i wypłaci ją sobie - to jego naturalne prawo. Naszym prawem jest z kolei wypiąć się na szanownych pracodawców i jechać tam, gdzie etat i koszt pracy nie jest problemem.
    • joasia_m Pokolenie bez etatu 09.02.11, 10:20
      Też jestem psychologiem. Bardzo, bardzo mi wstyd za tę Panią.

      A dyskusja na temat z listu moglaby być naprawdę interesująca, szczególnie, że problem dotyczy nie tylko humanistów i na pewno istnieje - także w moim pokoleniu, 5 lat młodszych.
      • jovensintrabajo Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 10:33
        dokładnie, nie można obwiniać tylko humanistów o złą sytuację na rynku pracy, że sami są sobie winni. Owszem, może kulturoznawstwo, arabistyka, historia sztuki nie wiele gwarantują oprócz możliwości zrozumienia i poznania świata, co wielu biznesmenom bardzo by się przydało. Ale jak wcześniej napisałam jest wielu inżynierów tego i tamtego po renomowanych uczelniach, którzy pracują na taśmie w jakiejś tam fabryce lub dorywczo przy remontach. Nie znają języków, nie mają siły przebicia, znajomości. Poparcie kogoś bliskiego bardzo się przydaje. W mieście Krakowie, gdzie jest mnóstwo uczelni i centrów outsourcingowych pracę mogą znaleźć także humaniści, w czym jest problem? W tym, że jak już skończą studia są bezwartościowi dla tychże pracodawców? Dlaczego? Po 2-letnik kontrakcie chcieliby kontynuować pracę, może awans, jakaś podwyżka, choćby minimalna, może szkolenie, ale korporacja ich nie potrzebuje, ma za drzwiami tłumy studentów gotowych pracować jak tamci za połowę mniej, byle by ich przyjęto, byleby mieli jakieś doświadczenie. Pracodawcy nie są zainteresowani młodym, już podszkolonym i pełnoetatowym, znanym i sprawdzonym pracownikiem, wolą naiwnego studenta, który cieszy się, że może sam zarobić na piwo i ksera.
        • ocoolistka Re: Pokolenie bez etatu 15.02.11, 15:33
          Nie prawda, że pracodawcy patrzą tylko na to, że taki student to weźmie grosze a ktoś po studiach i ze stażem to chce więcej i ma wymagania. Uczenie zawodu kogoś. kto nigdy wcześniej nie pracował to między innymi: poświęcony czas pracodawcy, tolerowanie błędów takiego niedoświadczonego pracownika oraz płacenie za nie, przekazywanie wiedzy na temat firmy, czy zawodu co może taki zwolniony pracownik wykorzystać gdzieś indziej. Jak masz pracę, w której wykonujesz jakieś mechaniczne rzeczy czy banalne, to może taka rotacja pracowników jest, ale nie na stanowiskach, na których pracodawca musi inwestować w pracownika i na które nie każdy się nadaje.
          • ocoolistka Re: Pokolenie bez etatu 15.02.11, 15:35
            ocoolistka napisała:

            > Nie prawda, że pracodawcy patrzą tylko na to, że taki student to weźmie grosze
            > a ktoś po studiach i ze stażem to chce więcej i ma wymagania. Uczenie zawodu ko
            > goś. kto nigdy wcześniej nie pracował to między innymi: poświęcony czas pracoda
            > wcy, tolerowanie błędów takiego niedoświadczonego pracownika oraz płacenie za n
            > ie, przekazywanie wiedzy na temat firmy, czy zawodu co może taki zwolniony prac
            > ownik wykorzystać gdzieś indziej. Jak masz pracę, w której wykonujesz jakieś me
            > chaniczne rzeczy czy banalne, to może taka rotacja pracowników jest, ale nie na
            > stanowiskach, na których pracodawca musi inwestować w pracownika i na które ni
            > e każdy się nadaje.
      • blue_meerkat Re: Pokolenie bez etatu 19.02.11, 20:46
        Mialam bardzo sprzeczne odczucia czytajac artykul, ale najbardziej zdenerwowal mnie protekcjonalny ton wywiadu i cos co odebralam jako niespojnosc w gloszonych pogladach.

        "Czy jeszcze ktoś wierzy w bajki o równych szansach?"
        "Pytanie zasadnicze brzmi: co potrafisz, co chcesz sprzedać i komu? "

        Zauwazylam ciekawa zaleznosc - osoby pracujace prywatnie czesto narzekaja na ten typ pracy, brak urlopu, przemeczenie, biurokracje, ale tez niechetnie podchodza do sugestii o przejscie do budzetowki (re: fragment o mlodych przedsiebiorcach), jednoczesnie bedac bardzo krytycznymi wobec osob mniej 'zaradnych' i 'roszczeniowych'. Osobista refleksja - psycholog w Polsce, a zwlaszcza psychoterapeuta, najczesciej pracuje prywatnie, wskutek czego do problemow szukania pracy i braku etatow podchodzi z okreslonego punktu widzenia - jako osoba samozatrudniona.

        Dorosli nie wierza juz w bajki, pytanie czy to oznacza ze przestajemy aspirowac do idei wyrownania szans czy godzimy sie z istniejacym status quo. Zwlaszcza w psychologii.
    • kanchi Re: II wojna światowa też przetrzebiła pokolenie 09.02.11, 11:54
      tylko że zrobiła to skutecznie, obecna sytuacja zmusza do użycia znaku zapytania
    • mokos99 Re: Pokolenie bez etatu 09.02.11, 12:48
      Prywatnych uczelni nie chce bronić bo świete nie są i z niebawem z racji niżu cześć słusznie padnie. Ale bez te prywatne uczelnie przynajmniej żyją z kasy jaką ściągną z rynku. Nikt z nas do nich przymusowo nie dopłaca. Za to uniwerki mają co roku rekrutacje bez problemu bo dają "za darmo" naukę i przez to nic nowego i inowacyjnego nie wypuszczają. Jedno wielkie powielanie materiałów z poprzednich lat, uczenie się ze starych zakurzonych książek, zle podejści do studentów typu nie przychodzenie na dużury, mało praktyki, itp. Niech polskie uniwerski zamiast mowic ze są lepsze od uczelnii prywatnych zaczną konkurować z tymi na zachodzie! We swiatowej nauce jak i gospodarce nas nie ma!
    • bryk-fryk staże i wolontariaty 09.02.11, 14:24
      Jeszcze jedno. Staże i wolontariaty, a postawa roszczeniowa.
      Miałem okazję pracować z różnymi grupami społecznymi i nigdy nie spotkałem się z sytuacją, aby komuś z wykształceniem np. podstawowym lub zawodowym proponowano pracę na zasadzie: "Popracuje pan 3 miesiące na próbę za darmo, a potem zobaczymy".
      Np. "poodgarnia pan na próbę śnieg przez 3 miesiące za darmo, a na wiosnę zobaczymy". ;)
      Nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, że można składać takei propozycje.
      Za to gdy człowiek po jakichś studiach domaga się na początek nawet te 1000-1200 zł, to jest to postawa roszczeniowa i jest surowo pouczny przez panią psycholog. Nie, on jest wykształcony, powinien się np. 'wykazać'. Coś jest chyba z tym nie tak. Rozumiem, że trudno płacić komuś za przeszkolenie, ale zwykle czynoości, które będzie wykonywał na początku swojej pracy nie wymagają więcej niż tygodnia praktyki, chyba ża ktoś jest kompletnym matołem i ma dwie lewe rące.
      Ktoś może pracować dla idei, bo coś uważa za szczególnie interesujące lub warte poświęcenia. Natomiast jeśli ktoś poszukuije po prostu pracy zarabkowej, to propozycja darmowego stażu lub wolontariatu, jest chyba jakimś żartem.
      Inny przykład. Pracowałem kiedyś dla firmy ankieterskiej oczywiście na umowę zalecenie po 10-13 godzin dziennie przez dłuższy czas około 4 dni w tygodniu,. Przy podpisywaniu umowy domagano się, bym podpisał oświadczenie, że ... jestem oprócz tego zatrudniony gdzieś indzie z zarobkami przynjamniej płacy minimalnej.
      • sen5241 Re: staże i wolontariaty 09.02.11, 15:36
        Problem polega na tym, że wbrew pozorom do odśnieżania itp. niskopłatnych, fizycznych i prostych prac zwyczajnie brakuje ludzi. Ludzie wolą siedzieć w biurze przy komputerze niż machać łopatą. Do tego w zawodzie niskopłatnym, prostym i fizycznym nie jest wymagane doświadczenie, więc nie ma ludzi, którzy będą takie prace wykonywać gratis. Dlatego łatwo znaleźć darmową siłę roboczą do biura do odpisywania na maile, a nie jest to możliwe w przypadku odśnieżania.
      • marinellla Re: staże i wolontariaty 09.02.11, 15:37
        Przede wszystkim ta cała psycholożka komentowała list dziewczyny, która nie mogła znaleźć jakiejkolwiek pracy na etacie, mimo odbytych zleceń, staży i wolontariatów.

        I ja się pytam, gdzie tu jest jakiś szczurzy pęd do kariery? Że co? Że ma 27 lat, czyli 2-3 lata już pracuje to tu, to tam i chciałaby zacząć mieć ubezpieczenie i etat? To są jakieś wygórowane wymagania? No ludzie, ogarnijcie się. Fajnie pisać, że można znaleźć pracę. Tak, ogólnie można znaleźć pracę. Ale jednocześnie można się czasem ugryźć w tyłek, jak kolejny pracodawca nawet nie ma zamiaru pozwolić ci pokazać, co umiesz. I tego szanowna uznana pani psycholog jakoś nie jest w stanie zajarzyć.
        • sen5241 Re: staże i wolontariaty 09.02.11, 15:49
          Pracodawca nie chce zatrudniać tej dziewczyny na etat nie dlatego, że jej nie lubi, chce jej zniszczyć życie, zazdrości wiedzy i obycia itd. Po prostu mu się to nie kalkuluje. Kosztowo wyjdzie to podobnie, ale dochodzą do tego problemy księgowo-kadrowe, których nie ma przy braniu podwykonawców z własną DG ani osób na zleceniach. No i oczywiście ryzykuje problemy, gdy np. będzie musiał zrezygnować z jej usług - może nagle się rozchorować albo np. zajść w ciążę.

          Wiem, że to brzmi brutalnie, ale to fakt i każdy rozsądnie myślący przedsiębiorca bierze te czynniki pod uwagę i "tworzy miejsce pracy" (heh :)) jak jest na 100% pewien a)pracownika i b)swojej sytuacji - tzn. czy dany pracownik będzie potrzebny.

          Poza tym takie przypadki ładnie pokazują, jak te wszystkie przepisy tworzone w celu ochrony praw pracowników albo np. kobiet de facto szkodzą tym grupom społecznym.
          • formic Re: staże i wolontariaty 09.02.11, 18:57
            Każdy walczy o swoje przetrwanie. To oczywiste i naturalne.
        • martin.slenderlink Re: staże i wolontariaty 09.02.11, 15:58
          "Ale jednocześnie można się czasem ugryźć w tyłek, jak kolejny pracodawca nawet nie ma zamiaru pozwolić ci pokazać, co umiesz. I tego szanowna uznana pani psycholog jakoś nie jest w stanie zajarzyć".

          No, myślę, że zbyt surowo oceniasz. Ona to rozumie na pewno, ale jest z innego pokolenia i nie czuje tego fizycznie, podskórnie, że w obecnym świecie zawodowym najbardziej o to chodzi. W Polsce, w której ona była młoda, takie bolączki to była dla większości abstrakcja. Bo niewiele się dało. A teraz da się wiele, więc jeśli ktoś nie daje rady się "rozwijać zawodowo", ma dużo bardziej strepowane samopoczucie. To proste. Do tego, jeśli nie jest w stanie sobie opłacić ubezpieczenia, czuje się jeszcze gorzej, jako underclass.
          • marinellla Re: staże i wolontariaty 09.02.11, 16:06
            sen5241, wiem jak myślą pracodawcy z małych firm, choć sama takowym nie jestem :) Ale prawda jest taka, że często cięcie po kosztach jest już wyzyskiem. Czym innym są małe firmy - w budżecie jest np. 750 zł na pracownika i daje się mu jakieś dziwne zlecenie, ale jest potrzebny i często czuje się przynajmniej ważny i potrzebny dla firmy - a czym innym wyzysk pod hasłem "szef zbiera na nowego lexusa". A bardzo wiele dużych firm wysługuje się jakimiś agencjami pośrednictwa zatrudniającymi za grosze i bez ubezpieczeń, wymuszającymi co 3 miesiące zmianę pracy i szukającymi nowych osób na zlecenie.
            martin.slenderlink, nie chce mi się trenować empatii na tej pani psycholog ;), bo to ona zawodowo powinna mieć tę umiejętność opanowaną i nie podchodzić z taką mieszanką wyższości i zdumienia do ciut zdesperowanej humanistki. Niezależnie od tego, że może dostała pracę od razu, gdy była młoda, albo akurat była wybitnym naukowcem, a inni nie są, ale też sporo potrafią.
            • sen5241 Re: staże i wolontariaty 09.02.11, 16:33
              Pisałem, że nie chodzi o koszty pensji pracownika. Można równie dobrze kogoś zatrudnić na 1/2 etatu za pensję minimalną jak się chce płacić głodowe stawki. Problem z niechęcią do brania ludzi na etat jest związany z problemami, jakie takie "etatowiec" generuje dla firmy. Raz, że ludzie na etacie = problemy księgowe, prawne, kadrowe, trzeba spełniać dodatkowe kryteria odnośnie miejsca pracy itd. A dwa, że w pechowej sytuacji takie osoby jest się cholernie ciężko pozbyć. Jeszcze raz podkreślam - problemem nie jest kasa płacona pracownikowi!!!
              • pawczu77 Re: staże i wolontariaty 10.02.11, 22:09
                Sam jestem pracodawcą i to prawda, że koszty pracownicze są zbyt duże wobec np. współpracy na zasadzie własnej działalności gospodarczej (konieczność prowadzenia kadr, biurokracja też jest kosztem).

                Jeśli chodzi o sam artykuł to zupełnie bez sensu jest szukać przyczyn gdziekolwiek indziej niż w rynku. Popyt, podaż i tylko to. Ponieważ tak jest to zgadzam się ogólnie z tą psycholog.

                Pozdr,
                Paweł
            • uzix Re: staże i wolontariaty 17.02.11, 22:19
              "wiem jak myślą pracodawcy z małych firm, choć sama takowym nie
              > jestem :) Ale prawda jest taka, że często cięcie po kosztach jest już wyzyskiem
              > . Czym innym są małe firmy - w budżecie jest np. 750 zł na pracownika i daje si
              > ę mu jakieś dziwne zlecenie, ale jest potrzebny i często czuje się przynajmniej
              > ważny i potrzebny dla firmy - a czym innym wyzysk pod hasłem "szef zbiera na n
              > owego lexusa". A bardzo wiele dużych firm wysługuje się jakimiś agencjami pośre
              > dnictwa zatrudniającymi za grosze i bez ubezpieczeń, wymuszającymi co 3 miesiąc
              > e zmianę pracy i szukającymi nowych osób na zlecenie."
              Według mnie rynek powinien się oczyścić z firm-dziadów, jak ich nie stać na pracownika to niech zatrudnią rodzinę zamiast ją wciskać do urzędów. Jeśli firma płaci źle i nie oferuje etatu powinna się spotkać z nielojalnością pracownikó - w końcu skoro mam wykonać zlecenie to po co mi pośrednik zlecający? Jeśli nie mogą sobie pozwolić na zatrudnianie to może nie powinni być pracodawcami? może w ogóle nie nadają się do biznesu? w końcu nie każdy musi mieć firmę.
              • dzika_monika Re: staże i wolontariaty 17.02.11, 23:15
                > Według mnie rynek powinien się oczyścić z firm-dziadów, jak ich nie stać na pra
                > cownika to niech zatrudnią rodzinę zamiast ją wciskać do urzędów. Jeśli firma p
                > łaci źle i nie oferuje etatu powinna się spotkać z nielojalnością pracownikó -
                > w końcu skoro mam wykonać zlecenie to po co mi pośrednik zlecający? Jeśli nie m
                > ogą sobie pozwolić na zatrudnianie to może nie powinni być pracodawcami? może w
                > ogóle nie nadają się do biznesu? w końcu nie każdy musi mieć firmę.

                Nooooo jak to czytam to rozumiem problem totalnej głupoty i nierozumienia mechanizmów.
                Czy ktoś kiedyś kogoś zmusił do pracy w firmie-dziad?

                rozumiem że humanistka? zero logicznego myślenia totalny odjazd po trawie ?
              • leszekk_k Re: staże i wolontariaty 18.02.11, 00:07
                uzix napisała:

                > "wiem jak myślą pracodawcy z małych firm, choć sama takowym nie
                > > jestem :) Ale prawda jest taka, że często cięcie po kosztach jest już wyz
                > yskiem
                > > . Czym innym są małe firmy - w budżecie jest np. 750 zł na pracownika i d
                > aje si
                > > ę mu jakieś dziwne zlecenie, ale jest potrzebny i często czuje się przyna
                > jmniej
                > > ważny i potrzebny dla firmy - a czym innym wyzysk pod hasłem "szef zbiera
                > na n
                > > owego lexusa". A bardzo wiele dużych firm wysługuje się jakimiś agencjami
                > pośre
                > > dnictwa zatrudniającymi za grosze i bez ubezpieczeń, wymuszającymi co 3 m
                > iesiąc
                > > e zmianę pracy i szukającymi nowych osób na zlecenie."
                > Według mnie rynek powinien się oczyścić z firm-dziadów, jak ich nie stać na pra
                > cownika to niech zatrudnią rodzinę zamiast ją wciskać do urzędów. Jeśli firma p
                > łaci źle i nie oferuje etatu powinna się spotkać z nielojalnością pracownikó -
                > w końcu skoro mam wykonać zlecenie to po co mi pośrednik zlecający? Jeśli nie m
                > ogą sobie pozwolić na zatrudnianie to może nie powinni być pracodawcami? może w
                > ogóle nie nadają się do biznesu? w końcu nie każdy musi mieć firmę.


                Znowu jakiś (humanistyczny ?? ) bełkot........
                Jeśli jest taniej, to zleca sie na zewnatrz......
                To tak ładnie nazywa sie outsourcing....

                Firma, która ma wyższe koszty, w dłuższym terminie czasu moze stracic pozycje na rynku
                to nie jest widzimisie Prezesa, tylko ekonomia


                A jak idziesz na zakupy, to wybierasz produkt tańszy czy drozszy ???



      • semihora Re: staże i wolontariaty 17.02.11, 17:06
        bryk-fryk napisała:

        > Jeszcze jedno. Staże i wolontariaty, a postawa roszczeniowa.
        > Miałem okazję pracować z różnymi grupami społecznymi i nigdy nie spotkałem się
        > z sytuacją, aby komuś z wykształceniem np. podstawowym lub zawodowym proponowan
        > o pracę na zasadzie: "Popracuje pan 3 miesiące na próbę za darmo, a potem zobac
        > zymy".
        > Np. "poodgarnia pan na próbę śnieg przez 3 miesiące za darmo, a na wiosnę zobac
        > zymy". ;)
        > Nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, że można składać takei propozycje.
        > Za to gdy człowiek po jakichś studiach domaga się na początek nawet te 1000-120
        > 0 zł, to jest to postawa roszczeniowa i jest surowo pouczny przez panią psychol
        > og. Nie, on jest wykształcony, powinien się np. 'wykazać'. Coś jest chyba z tym
        > nie tak.

        I to jest sedno rzeczy. Gdybym mogła cofnąć czas, nie szłabym na studia, ale została fryzjerką. A tak... Muszę się pietruszczyć z głąbami, którym się wydaje, że moim największym marzeniem jest pracowanie za darmo.

        A ta pani psycholog powinna się zapoznać z prawdziwym życiem, zamiast tak prawić mądrości z wysokości swojej grzędy.
    • uszk Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce młodym 09.02.11, 18:28
      Chciałbym się odnieść do zarzutów, że starzy blokują miejsce młodym, które padły w którymś miejscu wywiadu.

      Być może nie chodzi o to, że starzy blokują miejsce młodym ze względu na wiek, ale że nie doświadczyli tego co doświadczają młodzi dzisiaj. I nie rozumieją potrzeb swoich pracowników, uczniów, studentów.

      Nie doświadczyli w młodości kapitalizmu i ich recepty które głoszą ze swoich katedr są pozbawione głębi takiego doświadczenia. A to może denerwować młodych, że rządzą, kierują, uczą ich ludzie, ktorzy mijają się w swoich opniach z rzeczywistością. W dodatku nie wsłuchując się wystarczająco w opinie i potrzeby młodych!

      Nauki humanistyczne powinny proponować pewne rozwiązania społecze, tak samo jak powinny uczyć ludzi tworzenia wspólnych wartości (chociażby uczyć jak walczyć we wspólnej sprawie). Tymczasem w Polsce są bezpłodne w tym sensie. Psychologia akademicka którą znam z własnego doświadczenia ucieka od spraw społecznych na tyle, że nie nazwałbym jej humanistyką (o zgrozo). Bliżej jej do medycyny, która produkuje recepty bez dostatecznej analizy środowiska.

      Być może ta bezpłodność polskiej humanistyki paradoksalnie wynika z tego, że państwowe uniwersytety nie doświadczyły wolnego rynku. Brak na uczelniach poczucia odpowiedzialności za to co i jak się uczy.
      A to, że student na państwowej uczelni nie decyduje o niczym - a później szuka pracodawcy, który też będzie za niego myślał, to już inna sprawa.

      Ł.K.
      • somekindofhope Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 09.02.11, 23:21
        uszk napisał:


        > Być może ta bezpłodność polskiej humanistyki paradoksalnie wynika z tego, że pa
        > ństwowe uniwersytety nie doświadczyły wolnego rynku.
        > Ł.K.

        Wolny rynek nie jest receptą na wszystkie bolączki tego świata, a częściej ich przyczyną. Mamy w Polsce wiele uczelni prywatnych. I co ? Na palcach jednej ręki można policzyć te na jakimś tam poziomie. A reszta to syf, rozdawnictwo nic nie wartych dyplomów za grube czesne. Tak działa u nas wolny rynek edukacji. Wszyscy prawie pchają się na państwowe, bo wyższe szkółki po prostu wieją grozą i każdy wie, że prywatne studia to kupno dyplomu jak najmniejszym kosztem, czyli inwestycja żadna.
        • uszk Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 10.02.11, 13:53
          Zgadzam się, ale to, że tak to wygląda w Polsce to przecież zasługa Polaków. W tym zdaniu chodziło mi o to, że polscy humaniści powinni właśnie zmieniać polski kapitalizm zamiast "czekać na pracodawcę".

          Nie ma ucieczki przed rynkiem, sama demokracja to wolny rynek. Marząc o innej rzeczywistości zaniedbujemy naszą jedyną rzeczywistość. Szkoły publiczne nie rozwijają się, dlatego, że się im powtarza, że i tak są najlepsze. Pokutuje przekonanie, że państwowe jest lepsze, ale lepsze od czego? Kadra jest ta sama w obu przypadkach wykształcona tak samo przecież. Państwowe szanuje a w przypadku swojego własnego robi syf? Jest w tym jakaś szalona prawda, uczelnie kiedyś (np. w PRL) były tworzone z jakąś ideą przewodnią (jakakolwiek by nie była) a wszystko co powstaje dzisiaj jest bezreflaksyjną fabryką śrubek. Ale dlaczego?

          Polscy humaniści są bezpłodni bo są uczeni Wiedzy przez swoich komunistycznych profesorów zamiast być uczonymi Wiedzy i przekładania tej wiedzy na określone Działania (choćby w postaci projektów liczących się z realiami), które mają prowadzić do realizacji płynących z tej wiedzy wniosków. Tymczasem w Polsce z wiedzy nie płyną żadne wnioski co do praktyki.
          Humaniści wolą chałturzyć sprzedając tłuszczy bezużyteczną wiedzę, której tamci nawet nie rozumieją w nowej rzeczywstości (stąd te wizje syfu na prywatnych uczelniach).

          Prywatne uczelnie są raczej papierkiem lakmusowym, który wskazuje na kondycję polskiej humanistyki.
          • schwarzwaldmaedel Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 10.02.11, 22:24
            jako humanistka po polskiej uczelni panstwowej-UAM, karmiona mitycznymi opowiesciami o nostryfikacjach dyplomu za granica i o swietnej renomie polskich naukowcow nie moglam sie odnalezc w polskim spoleczenstwie, czytaj znalezc pracodwcy. Postanowilam nie czekac na niego i .........zmienic nasze spoleczenstwo na niemieckie.
            Musialam powtorzyc tam studia bo o UAM nikt w Niemczech nie slyszal, nauczylam sie rzeczy o ktorych w Polsce nikt nie ma pojecia i mam nadzieje na NORMALNE ZYCIE.
            Polskim Przyszlym Humanistom polecam: opuszczajcie wasze uczelnie najdalej po III roku w kierunku zachodnim i nigdy nie wracajcie z powrotem.
            • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 11.02.11, 16:08
              W końcu prawdziwa informacja.
              Sam nie wiem skąd się biorą te 'urban legends' o tych świetnych polskich inżynierach i lekarzach, o których biją się zagraniczni pracodawcy.
              Na Zachodzie kojarzą zazwyczaj tylko UW, bo to w stolicy i to wszystko.

              Poziom polskich uczelni wcale nie jest wysoki - przeciętny polski absolwent nauczył się tylko zdawać egzaminy, czyli wykuć książkę na pamięć, jednak często ta wiedza znika tuż po egzaminie.
              Brakuje mu zdecydowanie innych ważnych umiejętności, jak np. dobrej znajomości przynajmniej angielskiego (przy czym dobra to nie to samo co komunkatywna, co często u nas jest mylone); polscy absolwenci są również słabiutcy jeżeli chodzi o komunikację, robienie prezentacji (wystarczy popatrzeć na wykłady chociażby) i kreatywność.
              • uszk Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 11.02.11, 16:24
                Mi osobiście jest wstyd za polskie uczelnie, bo nawet bez porównywania się z zagranicą a bazując na czystych faktach i zdrowym rozsądku:
                - śledząc "dokonania" pracowników,
                - układ zajęć,
                - brak uzasadnienia doboru takich a nie innych przedmiotów
                - brak informacji dla studentów o ogólnym programie i sensie kierunku,
                - brak procedur oceniania,
                - brak zasad do których stosowalyby się administracje,
                - brak psychologicznego namysłu nad praktyką zajęć i studiowania (zakuwanie, prymitywne egzaminy, testy układane bez zasad),
                - ogólna pogarda "systemu" dla jednostki
                - pogarda systemu dla racjonalnej krytyki
                - ogólna tendencja do zwiększania się dystansu między pracownikiem naukowym a studentem (różne tego powody) i zinstrumentalizowania tego kontaktu

                można stwierdzić, że to nie może skutkować dobrym wykształeceniem. A kiedy podejść z punktu widzenia współczesnych koncepcji pedagogicznych - to brak słów.

                I upieram się, że nie chodzi o brak pieniędzy w tym wszystkim.
          • pawczu77 Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 10.02.11, 22:32
            Jak ludzie idą na studia to może z 5% wie w jakim charakterze chce pracować i przeanalizuje sytuację na rynku.

            Bardzo dużo ludzi idzie na studia bez sensu. Przede wszystkim żeby mieć wyższe wykształcenie. To cel sam w sobie. Rynkowo czasami na studia po prostu nie opłaca się iść. Dokładnie wbrew temu co wbijali rodzice. Zwłaszcza dlatego, że rynek płodów uczelni humanistycznych potrzebuje głównie do tego, żeby karmić kadry tych uczelni. To samonapędzająca się ameba. Zresztą podobnie jest z uczelniami technicznymi. Ja skończyłem uczelnię techniczną, a ile wiedzy tam zdobytej wykorzystuje w pracy? 5% w porywach. I to w kolosalnych porywach. Gdybym chciał wykorzystać więcej to zarabiałbym 3 razy mniej bo uczelnie techniczne nie nadążają za rynkiem i tego co tam uczą nadaje się do muzeum techniki, a nie na rynek!

            Mam ogólną pogardę dla polskiej edukacji i traktuje ten czas jako fajny sposób spędzania młodości z różnymi ciekawymi ludzmi, imprezy i ogólnie dobrą zabawę. Dzisiaj sądze, że to strata czasu.

            Pozdr,
            Paweł

            Pracodawcy oceniają pracowników po ich przydatności dla firmy, a nie przez pryzmat ich wykształcenia. Oczywiście zazwyczaj jest koleracja wykształcony -> bardziej kumaty, ale jest mylona z prawdziwą przyczyną. Przyczyną tej korelacji jest to, że ludzie bardziej kumaci idą na studia a niekumaci w ogóle nie idą. I stąd przekonanie, że studia coś dają. G... dają.
            • najlepszygeorge Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 11.02.11, 16:22
              Zgadzam się. Na polskich uczelniach poziom wcale nie jest wysoki. Studiowanie najczęściej polega na 'wkuwaniu' książek bez zrozumienia tematu. Przeładowany program oraz bardzo mało zajęć wymagających własnego wkładu, np. projekty czy pisanie i prezentacja esejów na wybrany temat.
              Wysokie jest za to mniemanie o sobie polskich wykładowców, którzy w nauce światowej nic nie osiągnęli, ale uważają się za ekspertów od wszystkiego.
              Ja sam studiowałem w Niemczech i mimo iż miałem zajęcia z 2 znaczącymi naukowcami danej dziedziny to nigdy nie poczułem się traktowany jak gamoń i nikt mi nie kazał wyczekiwać godzinami przed dziekanatem jakbym przyszedł żebrać! Po dwóch wizytach na polskim uni postanowiłem wrócić do Niemiec, bo tutaj to by mnie szlag trafił.

              W Polsce utrwaliło się przekonanie, że bez studiów to można najwyżej ulice zamiatać. Slogan najcześciej powtarzany przez rodziców, którzy mają niespełnione ambicje z młodości.
              Ewenementem w Polsce jest to, że osoby studiują u nas po 2 a nawet 3 kierunki! A po skończeniu studiów idą na kolejne, np. podyplomowe.
            • uszk Re: Pokolenie bez etatu -starzy blokują miejsce m 11.02.11, 16:33
              Każda instytucja tworzy własną rzeczywistość (np. marchew jest owocem dla UE, a systematyczny zakuwacz jest często najlepszym kandydatem na profesora na polskich uczelniach) dlatego musi być jakiś mechanizm rozbijania tej wygody.

              A gdyby tak wykształcenie było rownoznaczne ze wsparciem rozwoju tego kumania :) i kumaci stawali się po studiach i dzięki nim bardziej kumaci. Pewnie byliby bardziej przydatni pracodawcom.

              Pozdrawiam.
          • grzegorzlubomirski Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny rynek 11.02.11, 12:05
            a demokracja jako system polityczny nie ma z nim nic wspolnego. Jezeliby chciec opisac w jezyku teorii ekonomi to jest raczej oligopolem, czyli zaprzeczeniem wolnego rynku.

            Wolny rynek tak jak on jest obecnie definiowany jest instytucja tworzona i zarzadzana przez panstwo i bez panstwa go po prostu nie ma. Jest to instutucja kotra wymaga calego rzedu ustaw i regulacji, ktore celowo sa rozwijane przez instutucje polityczne. Poza panstwem i jego instutucjami zadnego 'wolnego' rynku nie ma. Kazdy rynek w ramach panstwa jest sztucznie kreowany przez to panstwo.
            W sferze z ktorej panstwo sie calkowicie wycofa, panuje wzgledna rownosc albo jest ona przejmowana prze brutalne organizacje typu mafijnego, ktore ustanwiaja swoj monopol na przemoc. Te ostanie jednak nie cierpia zadnej konkurencji i wszystko sobie podorzadkowuja. W pierwszej sytuacji zas nie ma zadnej centralnej instutucji gwarantujacej sila dotrzymywanie umow i prawa wlasnosci, czli brak podstawowych instytucji wolnego rynku. Mozna powiedziec ze naturalne i pokojowe spoleczenstwa sa zawsze egalitarne.

            Ludzie w Polsce maja zrobiona wode z mozgow, nie potrafia juz myslec inaczej niz rynkowo, chocby oznaczalo to ich wlasny upadek, zas ci ktorzy intuicyjnie odrzucaja logike rynku jako ostatecznego horyzontu nie maja jezyka zeby to wyrazic. To jest wynikiem wiekszej indoktrynacji niz za czasow stalinizmu, gdzie ludzie siedzacy w lagrach dalej wierzyli w wodza panstwa.
            • uszk Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 11.02.11, 16:11
              Masz rację grzegorzlubomirski. Wolny rynek i demokracja uzupłeniają się więc i nie ma jednego bez drugiego. Nie ma demokracji bez wolnego dostępu do informacji np. Nie ma wolnosci działań gospodarczych bez zapewnienia instytucjonalnie (np. prawnie) pewnego stopnia sprawiedliwości społecznej. Tak to wygląda ogólnie, ludzie w Polsce nie potrafią tych dwu rzeczy połączyć, ludzie w Polsce w przeciwieństwie np. do Niemiec nie rozumieją, że obok konkurencji na poziomie indywidualnym i doboru naturalnego jest też konkurencja na poziomie wyższym, organizacyjnym. I że w przypadku tej drugiej obowiązują inne zasady, zasady współpracy i odpowiedzialności za wspólnotę. Ludziom w Polsce brakuje wspólnoty do tego stopnia, że nawet nie umieją jej oni sobie wyobrazić. Humanista na przeciętnym poziomie to człowiek, który bez sprawnej wspólnoty nie może istnieć.

              pawczu77 napisał, że gardzi polską edukacją i tak się czują polscy humaniści czyli ludzie z jakimś poczuciem choćby szczątkowej odpowiedzialności za to gdzie przyszło im żyć. To prawda, że uczelnie mają oprócz funkcji oświatowych i naukowych też taką funkcję w społeczeństwie oddzielania "kumatych od niekumatych" poprzez dyplomy. Tylko w Polsce, w ktorej szalone znaczenie mają wszelkie pozory najważniejszy stał się tytuł (np. magistra) a nie to co za nim ewentualnie stoi (wiedza, umiejętności, wspólne wartości dzięki którym magister magistrowi oka nie wykole, a raczej założą razem firmę :) lub przynajmniej zainspirują się wzajemnie). Ja mam wrażenie, że jako społeczeństwo jesteśmy w jakiejś fazie przedracjonalnej, owszem mamy wszystkie dostępne ustrojstwa, ale nie ogarniamy ich sensu, traktujemy np. uniwersytety jak troglodyta potraktowałby telefon komorkowy.

              Te frustracje, widoczne są też u osób, ktore wyjechały i nie zamierzają wracać. Wynikają z pewnych naturalnych potrzeb które się pojawiają u człowieka jako tako oświeconego, refleksyjnego do tworzenia społeczeństwa, które będzie stwarzało szersze i sprawiedliwsze szanse rozwoju (i frustracji, że jemu nie zapewniono takowych). Czyli znowu wracamy do idei demokracji i współdziałania. Normalne życie nie jest możliwe w kraju gdzie ideą panującą jest wolna amerykanka, silniejszy zjada słabszego choćby ten słabszy reprezentował interes większości. Już mieliśmy w historii państwo magnackie, można powiedzieć, że wtedy to dopiero wolny był rynek. Ale to mylenie pojęć chyba.

              Też się zgadzam, że żyjemy w czasach kolejnego totalitaryzmu, i wiele jest głosów np. w USA na ten temat - że np. rynek wychowuje zdziecinniałych dorosłych, ktorych można wodzić za nos propagandą reklamy. Ale od tego są ludzie wykształceni, żeby te zagrożenia uświadamiać, a nawet to uświadamianie wmontować na stałe jako część ustrojstwa demokracji.
              • schwarzwaldmaedel Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 11.02.11, 20:24
                zgadzam sie w zupelnosci ze wszystkimi przedmowcami, problem polega jednak na zaniedbaniach edukacyjnych juz na poziomie liceum a moze nawet i wczesniej. O ile pamietam na specjalizacje nauczycielska na moim roku, kierunek historia wybieraly osoby delikatnie mowiac "inteligentne inaczej". I te osoby ucza nastepne pokolenia, chociaz wraz z opuszczeniem uczelni przestaja pracowac umyslowo, bo przeciez nie musza.....Generalnie specjalizacja nauczycielska byla uwazana ze super zajecie dla kobiety, ktora ma ustawionego meza, nie musi z tej pracy sie utrzymac ani tez zbytnio wysilac.
                Po drugie ped na studia naszego pokolenia-30stolatkow- w duzej mierze zawdzieczamy naszym rodzicom, ktorzy stawali na rzesach zebysmy na te studia sie dostali i je ukonczyli. Ze bez sensu studiowac z milionami innych ludzi historie, kulturoznawstwa i inne badziewa nikt nie myslal. Magister to przeciez gosc. Ja nie moglem to dziecko niech studiuje za mnie....
                Dlatego tez wiekszosc Polakow na zmywaku za granica to magistrzy, z dyplomem renomowanej uczelni typu UAM; UJ, Wroclaw alias Breslau itd.
                Gdybym miala wybor 10 lat temu, poslalbym rodzicieli do diabla, wyjechala do Niemiec i tam studia albo przyzwoita nauka zawodu.
                No ale na zmywak zawsze potrzebuja wiec gdzies sie tych magistrow z Polski upchnie. AMEN
                • niewinna Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 11.02.11, 22:09
                  Bardzo ważny temat do dyskusji a i opinie forumowiczów bardzo ciekawe. Jako humanistka doświadczyłam w wielu aspektów związanych z tym niewygodnym wykształceniem ale miałam też i sporo szczęścia. Po studiach oczywiście szukanie pracy i wielkie zdziwko bo nie chcą przyjąć bo brak doświadczenia. Całe studia pracowałam dorywczo potem stale ( zaoczne magisterium) żeby zapłacić za semestr( 2000 zł pól roku). Nauka języka angielskiego 200 zł miesięcznie. Książki, materiały pomocnicze, dojazdy na uczelnie językową. Hura jest pierwsza praca! Po znajomości dostałam no bo jak inaczej? Sześć lat na etacie w firmie ubezpieczeniowej było różnie ale oceniam na duży plus ( mityczne doświadczenie zdobyte) i nawet kierownicze stanowisko pod koniec. Potem dziecko i kop w tłuściejszy po ciąży tyłek:-) Pani jest niemobilna, nieatrakcyjna i w ogóle jakiś pasztet z dzieckiem a fuj!!! Hura jest druga praca! Po znajomości no bo jak inaczej? Dziecko z dziadkami, pierwszy kredyt, pierwsze zarwane noce i śledzenie kursu franka. Firma znajomego wykłada się na łopatki razem z pierwszym powiewem kryzysu...Trzecia praca po znajomości. Ekspedientka w spożywczaku. Z wyższym, z językami z doświadczeniem. Co się żalisz kobieto? Jak ci się nie podoba i ambicje nie dają spać po nocach to szukaj nowej roboty!!! Szukam, szukam tylko, że pojawiła się nowa-stara zmienna WIEK! Madzia lat 34 za stara na etat! No bo przecież młode humanistki też chcą uszczknąć swojego kawałeczka z tego tortu szczęśliwości. Nie żebym była podlana frustracją bo szkolę się i mam zamiar otworzyć własną firmę ale ogólnie POLSKA DOM WARIATÓW ma się dobrze! A studia humanistyczne bardzo mi się w życiu przydały choćby po to aby potrafić dostrzegać pewne sprawy....Ciao!
                • najlepszygeorge Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 12.02.11, 00:36
                  "Dlatego tez wiekszosc Polakow na zmywaku za granica to magistrzy, z dyplomem renomowanej uczelni typu UAM; UJ, Wroclaw alias Breslau itd."

                  I tu widzisz jakośc i renomę tych uczelni, a raczej ich brak.
                • uszk Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 12.02.11, 12:02
                  Schwarzwaldmaedel - rodzice oprócz szczerych aspiracji nie wyposażyli Cię w coś o wiele ważniejszego w Polsce - wyczucie i wczucie się w system pozoranctwa (którego nie uczy się oficjalnie nigdzie, a który jest niezbędny wszędzie). Osoby "inteligentne inaczej" najczęściej są o wiele bardziej "inteligentne społecznie" w rozumieniu tego specyficznego pozoranctwa-pasożytnictwa! Oczywiście piszę to z przekąsem.

                  Kiedyś na zajęciach z filozofii polskiej uczono mnie, że naszym wspólnym polskim paradygmatem myślenia jest nominalizm. W wersji wulgarnej nominalizm objawia się dzikim relatywizmem i skutkuje tym, że jedyne co nas łączy to pozory w stylu: jaki ten JPII był wspaniały. Psychologicznie skutkuje tym, że nie potrafimy siebie nawzajem ani doceniać ani krytykować. Relatywizm wzmacnia mechanizmy obronne - doprowadza do stanu duszy, w którym niemożliwa jest wspólna praca nad czymkolwiek, bo nie ma żadnej wspólnej płaszczyzny porozumienia. Wygrywają na tym pewni siebie, a krytycznie myślący zawsze w takim środowisku się sfrustrują. Dlatego jak powiedział któryś z biskupów komentując powodzenia reprywatyzacyjne Kościoła - niestety, żyjemy w takim świecie, gdzie dużej orgaznizacji jest dużo łatwiej dochodzić swoich praw niż jednostce. Ja bym dodał - w takim, gdzie każda organizacja się degeneruje bo jest zamknięta na krytyczne podejście i w ogóle na jednostki otwarcie refleksyjne.

                  Dopiero dziś trafilem na wspaniałą dyskusję Wrocławską, która obnaża to wszystko oficjalnie na UWr: wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,9022221,Jestem_baronem__Nie_chce_dluzej_zyc_w_sredniowieczu.html
                  • schwarzwaldmaedel Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 12.02.11, 13:53
                    uszk masz niestety 100% racje, w pozoranctwa i inne formy pasozytnictwa tudziez kretactwa rodzicie mnie nie wyposazyli- inaczej zylibysmy na troche innym poziomie, a ja nie musialabym uciekac za granice zeby przezyc. Jednak to czesciowo dzieki ich niewiedzy i slepemu zaufaniu w tytul Magistra wyslali mnie na studia, mylac je z nauka zawodu. Fakt moglam sama wpasc na to ze jakosc ksztalcenia na polskim uniwerku odbiega mocno od normy, ale jak to stwierdzic nie majac porownania?
                    Summa sumarum nie bede posylala mojego dziecka na zadne studia, chyba ze bedzie ono stawalo na glowie zeby zostac magistrem.....
                    Niestety wieskszosc Polakow twierdzi za kazdy Polak ma na "wyposazeniu" typowe cechy "prawdziwego Polaka" ktore so wrodzone i niezmienne, np. wiara w Kosciol katolicki, ubostwienie papieza (naszego oczywiscie), jezyk polski ktory tez oczywiscie od morza po Karpaty jest taki sam, jestesmy narodem rodzinnym (mimo przepelnionych domow dziecka i 100.000 aborcji na rok tylko w POlsce liczac-pomijam aborcje POlek za granica, nadal twierdzimy ze kochamy dzieci...), szanujemy tradycje no i w koncu mamy Mickiewicza.....jesli nie przyznamy sie sami przed soba ze jestesmy rozni a nasza tzw. kultura wysoka niestety w piorunujacym tempie przeistacza sie w dresiarska nie stworzymy spoleczenstwa obywatelskiego i nie uda nam sie zreformowac systemu szkolnictwa. Bo po co refromowac cokolwiek skoro jestesmy genialni???
                    Szkoda tez ze Polska z cala swoja brutalnoscia zycia nie ma nic do zaoferowania emigrantom, ktorzy przeciez zdobyli know-how i mogliby cos w kraju zmienic.
                    Ale zeby tak optymistecznie zakonczyc- jest swiatelko w tunelu dopoki powstaja takie filmy jak Londynczycy, ktore zmieniaja perspektywe i ukazuja nasze nieprzystosowanie na swiecie....
                    • uszk Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 12.02.11, 14:55
                      Jesteśmy rodzinni bo nie mamy wyjścia! W społeczeństwie w którym nie możemy ze sobą otwarcie rozmawiać, nie możemy zaufać i nie ufamy jedynie pokrewieństwo krwi jakoś nas ze sobą spaja bliżej, odpowiedzialnością.

                      Z tego samego powodu nie mamy nic do zaoferowania wracającym z zagranicy. Oni rozluźnili swoje związki tutaj, a równych reguł tu u nas nie ma, nie ma też merytokracji żadnej, nigdzie, nie ma poważania dla racjonalnych argumentów nie popartych jakąś koligacją lub poniżaniem się chociaż. I to jest kulturowe, wpajane od pierwszych zachowań jakie obserwuje dziecko, więc najlepiej dzieci wychować w innym kraju. Na to powinno się zwracać uwagę w szkolnictwie elementarnym - uczyć szacunku dla inności, takiej podstawowej, innego zdania, pomysłowości a jednocześnie uczyć pracy w grupie, współdziałania, wspólnych projektów. Wtedy ludzie nie będą się tak łatwo zdawać na potęgę administracji i urzędów. Nie będą też tak łatwo udawać innych niż są.

                      To normalne w normalnym kraju, że się uważa wykształcenie za przepustkę do dobrego życia. Może dzieciom też warto, w którymś momencie uświadomić, że czasem choćbyś się starał sięgać gwiazd to jednak jest ta druga strona równania - świat i panujące w nim warunki, które mogą to ograniczać.

                      Być może Twoi rodzice wiedzieli więcej ale nie mieli właśnie dostatecznego wykształcenia, żeby opisać porządek w ten sposób jak go dziś widzisz dzięki wykształceniu.

                      Pozdrawiam.
                      ł.
                      • meredith-bairre Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 12.02.11, 21:59
                        >>>>Jesteśmy rodzinni bo nie mamy wyjścia! W społeczeństwie w którym nie możemy ze sobą otwarcie rozmawiać, nie możemy zaufać i nie ufamy jedynie pokrewieństwo krwi jakoś nas ze sobą spaja bliżej, odpowiedzialnością. <<<<<

                        hahaha cóż za stwierdzenie....sprawdza się to oczywiście w polskim systemie nepotyzmu, gdzie przyjmowanie miernot na tej zasadzie kwitnie w najlepsze. Potem przychodzi się do takiego osobnika, a on zdziwiony swoimi obowiązkami i tym, że w ogóle coś sie od niego wymaga.
                        dziwnym trafem to właśnie owo pokrewieństwo krwi już raz doprowadziło do rozpadu państwa...

                        wymądrzania pani psycholożki i podobne jej odkryciom prawdy czytałam już w GW nie raz....nie rozumiem czemu one mają słuzyc...może w normalnym kraju by się sprawdziły, u nas ludzie bez żadnego obciachu przyznają się do pracy "po znajomości" szczycąc się tym wręcz - czy to jest to "znajdywanie sobie miejsca wedle teorii tej pani? czy może to są te umiejętności sprzedania usług? Jakaś cześć pobiera jednocześnie pensję i emeryturę blokując miejsca, dopiero na szarym końcu zostaje nisza gdzie faktycznie docenia się kompetencję i umiejętności jako"towar do zaoferowania pracodawcy"! nisza ta jest tylko kilkakrotnie mniejsza od pierwszego poletka...
                        • uszk Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 13.02.11, 01:35
                          Państwo klanów magnackich było też państwem kapitalistycznym, przynajmniej w tym sensie, że to kapitał w postaci ilości ziemi i chłopów do niej przypisanych decydował... No właśnie.

                          Psycholożka, jak to psycholożka, skupia się przede wszystkim na psychologicznym mechaniźmie, w którym osoby szukaja ostoi - osłaniając swoją nierychliwość zasłyszanymi i powielanymi żalami w stylu PiSowym. Ale w Polsce jest o wiele więcej ciekawych mechanizmów takiej maści. Na przykład stosunek Polaków do pracy zarobkowej jest z jednej strony nabożny, z drugiej podszyty maskaradą - jak to ja ciężko pracuję, zobacz! umiem się męczyć tak jak wszyscy! a tylko te nieroby wszędzie... ty też się weź, i zmęcz! nie ważne czy coś zrobisz, zdziałasz, masz się zmęczyć nierobie! Nic dziwnego, że z drugiej strony są osoby które mówią: nie dają mi pracy, a ja chce się męczyć, mogę, ale nie dają... te osoby też nie zastanawiają się nad meritum - praca to wykonanie jakiegoś pożytku, przynajmniej w normalnym kraju a nie tylko pozór w postaci widocznych oznak zmęczenia. Co więcej, praca w męczarniach nie prowadząca do żadnych pozytywów jest... frustracją, na którą wszyscy cierpimy patrząc na co idzię nasz "trud pospólny". Niestety. Logika nie jest polską dobrą stroną, psychologia niestety też tak naprawdę.
                          • martin.slenderlink Etos zmywak 14.02.11, 18:49
                            Samego nominalizmu w wersji niewulgarnej bym bronił. Poza tym, jest tak jak piszesz - w rozumieniu wielu ludzi w Polsce trzeba robić nie zastanawiając się, po co. To jest ta najbardziej prymitywna wersja etosu pracy, spotykana właśnie nie gdzie indziej, a na zmywakach - Look, the boss is there he must see that you are doing anything, so do anything, wipe the table (no matter if it's clean or not)...
                            • uszk Re: Etos zmywak 15.02.11, 07:58
                              Podobnie jak z wiarą - chodzić do kościoła, żeby pokazać, że się chodzi. Porozmawiać z księdzem o pie...ch, nie konfrontować się, choćby i była ku temu potrzeba. Młodym ludziom ten etos, ta "kulturalność" nie wystarcza, ale nie mają innych wzorców, więc narzekają, zamiast dumnie zacząć reprezentowac inny... etos.
                            • jestemtrollem Re: Etos zmywak 15.02.11, 17:03
                              Look, the boss is there he must see that you are doing anything, so do anything, wipe the table (no matter if it's clean or not)...

                              Tak, tak! Albo wykonywać bezsensowną pracę, albo pracę udawać. Ludzie potrafią siedzieć w biurze przez kilka godzin zupełnie bezproduktywnie i podczytywać plotki na Pudelku, bo muszą cały czas gapić się w monitor, symulując pracę, mimo że wszyscy wiedzą, że akurat po prostu nie ma nic do roboty. Muszą też zachować czujność, więc nie mogą nawet na tym komputerze robić rzeczy niezwiązanych z pracą, a wymagających skupienia. Wszyscy zakładają, że kierownictwo będzie niezadowolone, jeśli przyłapie pracownika na czytaniu książki albo mazaniu w szkicowniku, choć logika wskazuje, że mózg pracownika, który gapi się przez kilka godzin bez przerwy w monitor, w pewnym momencie po prostu skapituluje i, jeśli naprawdę pojawi się dla niego zadanie, wykona je gorzej, niż gdyby mógł się od ekranu oderwać i zająć czymś innym, a sensownym. Więc ci ludzie, którzy w domu ten czas wykorzystaliby na zrobienie czegoś pożytecznego, kwitną niczym paprotki, nudząc się smiertelnie i frustrując z powodu poczucia straconego czasu (bo wyjść z roboty też nie można przecież).

                              Być może zresztą to nie zdarza się często, a tylko ja niegdyś trafiłam na takie chore podejście. Nawet wolałabym, żeby tak było.
                      • schwarzwaldmaedel Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 12.02.11, 22:17
                        oczywiscie ze u nas rodzina jest wazna, po prostu za malo zarabiasz zeby sie usamodzielnic!!!! Dlaczego u nas jest tak malo singli? Bo kurcze samemu praktycznie nie przezyjesz! Jako kobieta to juz w ogole na straconej pozycji.....
                        Rozluzniaja sie zwiazki rodzinne na emigracji bo nagle okazuje sie ze masz tylko "dawac" i nie oczekiwac nic w zamian...czyli przysylaj mi pieniadze, bo przeciez na Zachodzie leza one na ulicy, trzeba je tylko zebrac. Oczywistoscia jest tez ze to "emigrant" przyjezdza do kraju a nie ze rodzina go odwiedza. No i nalezy przywiezc prezenty, w koncu po co sie ma rodzine za granica.... Porady zyciowe mamusi jak nalezy zyc i co robisz zle i dlaczego ona nic z tego nie ma sa wliczone w koszta podrozy....W pewnym momencie myslisz sobie: a pocalujcie mnie wszyscy.....
                        Moje wychowanie, i zapewne wielu moich przede wszytkim rowiesniczek - chlopcow w Polsce wychowywalo sie inaczej - bylo wychowywanych za pomoca starych sprawdzonych metod typu: dzieci i ryby glosu nie maja, co matka powie to jest swiete i dla odmiany: skoro cie utrzymuje to rob co Ci kaze. Dlatego to mamy stado owiec i baranow: w POlskiej rodzinie nie ma asertywnosci, nie uczy sie dzieci wyrazania swojego zadnia i nie przywiazuje wagi do ich zainteresowan i potrzeb. Takiego polskiego piekielka jest niestety ciagle duzo.....tylko nikt o tym nie mowi....odkrylam skutki takiego "grzecznego" chowu na przykladzie mojej imienniczki Asi z "Londynczykow"...ona tez dlugo uczyla sie mowic nie i walczyc o swoje. I zrozumiala ze skoro chce zostac wizazystka nie musi studiowac prawa.....
                        Pozdrowki!
                        • uszk Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 13.02.11, 01:52
                          Są takie dwie ciekawe książki, zresztą wywiady pt: "Żyć w rodzinie i przetrwać" oraz "Żyć w tym świecie i przetrwać". Jest to zapis psychoterapii jednego z twórców Monthy Pythona :). Naprawdę polecam, stawia na nogi, kiedy się człowiek przewróci w dżungli.

                          A co do wychowania to ja właśnie się zastanawiałem zawsze, ucząc się, studiując, pracując dlaczego Polacy z jednej strony są tacy potulni gdy chodzi o ich własną krzywdę, z drugiej tak dużo knują nieudolnie i nieudolnie odreagowują na innych, zapominając, że tym samym są katami we własnym piekiełku.

                          Ja w ogóle uważam, że studia mogą nawet zepsuć, zniszczyć wrażliwość, zaszczepić naiwny światopogląd i naiwne acz wygórowane ambicje, które krytykuje nasza psycholożka. Jes w psychologii taka koncepcja, że każdy się rozwija w polu sobi najbliższym, nie da się nauczyć rozwiązywania równań nie nauczywszy się najpierw dodawania. I nie chodzi tu o to, co jest lepsze? Bo co - mnożenie jest lepsze niż dodawanie itd.? W życiu też tak jest, w życiu w ogóle. Polskie szkoły na najniższym poziomie zaszczepiają złudne przekonanie, że każdy może, ba! - powinien! opanować wiedzę przekrojową ze wszystkich prawie dziedzin, no i jeszcze religijną(?) na dokładkę. To jest zupełnie niepedagogiczne, bardziej szkodliwe niż 50osobowe klasy. I w społeczeństwie brakuje: fachowców, ludzi z pasją, ludzi doceniających inność i umiejących się poruszać wśród inności. A na studiach też nie ma wyboru, nie ma dróg indywidualnych - są pozory, które można streścić: chcesz być indywidualistą to najpierw nam udowodnij jak wielkim potrafisz być konformistą. Prawdopodobnie w zalążku niewidocznie zabija się zdolności tworzenia jakiejś nowej kultury w ten sposób, ale kto tej hydrze łeb urwie?
                          • schwarzwaldmaedel Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 13.02.11, 13:46
                            oj na przewrocenie w dzungli to naprawde cos potrzebuje, dzieki!
                            no wlasnie problem z naszym tradycyjnym wychowaniem jest taki, ze wysyla ono sprzeczne sygnaly: starzy chca zebys trzymal morde na klodke ale jednoczesnie masz byc przebojowy i wygadany poza domem. To jest kompletnie nierealne i najczesciej nie sprawdza sie w praktyce. Szkola ma tez duzy udzial w ogolnym "upupianiu" mlodych, jak sobie przypomne moje belfrzyce z ogolniaka to brrrrr.....najchetniej by nam w gacie zagladaly. A potem stoisz jak taka ofiara losu w obliczu niezliczonych polskich "przedsiebiorcow" ktorzy tylko potrza zeby cie porobic i jestes bezradny.....mama i tata nie nauczyli mowic nie i walczyc o swoje. Mialam byc grzeczna i zachowywac sie jak mila dziwczynka......
                            Masz tez racje co do sposobu nauczania w polskiej szkole: najchetniej zrobiliby z mlodziezy chodzace wikipedie, co przy obecnym stanie wiedzy i jej rozwoju jest utopia. Nikt takich wikipedii nie potrzebuje, ale na to szkoly i uniwersytety nie wpadly, wrecz przeciwnie za moich czasow nasmiewano sie z Niemcow ze sa specjalistami w jednej waskiej dziedzinie.
                            Kto urwie leb hydrze? Mogliby to robic emigranci, ale oni nie wroca. Ja na pewno nie, bo moge byc w Niemczech "ofiara losu" bez lokci i calkiem niezle sobie zyc. Rozwiazeniem byloby drastyczne ograniczenie liczby studentow, proporcjonalne do potrzeb rynku pracy. Po drugie na specjalnosc nauczycielska powinni byc przyjmowani najlepsi a nie najgorsi na roku, praca nauczyciela powinna byc tez nalezycie wynagrodzona. Mozliwosc specjalizacji juz w szkolach ponadpodstawowych itd itd.....
                            czyli Kochany Uszk, marzenia scietej glowy.......:)
                            • uszk Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 13.02.11, 22:48
                              Tak, na przykład doktor jakichśtam nauk z USA nie wróci, bo do czego ma wracać? Tam nie musi robić habilitacji żeby móc w ogóle zabrać głos na temat finansów i przyszłości swojej i swojego uniwersytetu, tam liczy się dorobek naukowy, u nas - dorobek tytularny, koligacje i ilość nie jakość... Poza nauką też jest taka zależność, ludzie zostają na zachodzie bo... nawet z takiego prostego powodu: bo tam są milsi ludzie, bo w urzędach wychodzą naprzeciw moim potrzebom.

                              System nas demoralizuje, postkomunizm mentalno-strukturalny.
                              Interes państwa to jak najwięcej doktorantów, oczywiście też jak najlepszch. Z tym drugim jest problem bo nie mamy żadnych instynktów merytokracji. Mgr - proszę bardzo, należy się każdemu, byleby chciał powielać głupotę swoich promotorów. My mamy o 1/3 więcej doktorantów niż Niemcy, a Niemców jest 80mln.

                • muc-ha3 Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 13.02.11, 15:22
                  koleżanko zza odry powiem Ci że ja zamiast studiów chętnie poszłabym do fabryki składać jakieś telewizory czy agd za 1500na początek serio ale myślisz że była taka opcja??? to nie niemcy, holandia gdzie młodzi ludzie mogą sobie popracować i zdecydować się, czy uczyć się dalej czy też zostać fachowym fachowcem. a dziewczyny to już mają rzeczywiście przechlapane. jak ktoś już wcześniej napisał, w pl nie ma przemysłu(ot choć lubuskie dla przykładu) nawet robolem nie masz szansy zostać. pisanie że o poziomie uczelni świadczy ilość polskich magistrów na zmywaku uważam za bzdet. z pustego i salomon nie naleje, choćbyś się sprężał i napinał za wiele nie zdziałasz a do cholery w końcu musisz zacząć zarabiać tę kasę, pracuje się po to żeby żyć a nie odwrotnie. ja nie emigruję do angli ale znam trochę realia ludzi pracujących w holandii. to smutne moim zdaniem nie ma się z czego cieszyć że naprawdę super młodzi ludzie (nie tylko po studiach) muszą tak zapieprzać w obcym kraju i są tam nieszczególnie fair traktowani a raczej wykorzystywani. a ty też skoro jesteś taka mądra panna mogłabyś otworzyć tu w pl swój mały biznesik i być panią na szpilkach ale nie robisz tego, bo jest za ciężko i dlatego myjesz tam kibelki itp.
                  • schwarzwaldmaedel Re: Ludzie w Polsce nie wiedza co to jest wolny r 13.02.11, 19:40
                    nie myje kibelkow bo poswiecilam swoj czas na powtorzenie studiow w Niemczech. Kosztowalo mnie to duzo czasu i pieniedzy, bo musialam sie sama utrzymac. Ale za to nie musze zmywac kibelkow. W Niemczech studiowanie jest tansze niz w Anglii, dlatego jest tu az tylu Polakow, co jednak nie zmienia faktu ze nasi magistrzy za granica najczesciej nie staraja sie nostryfikowac dyplomu tylko zarobic szybko kase na mieszkanie w PL. Bez znajomosci jezyka to rzeczywiscie tylko kibelki zostaja.
                    Moj brat i matka zalozyli male biznesiki w PL i dawno je pozamykali. Nie dzieki, zadna sila do Polski mnie juz nie zaciagnie. Oczywiscie w ramach samokrytyki partyjnej moge podac Ci argument, ze skoro brat i matka byli niezaradni albo zbyt glupi zeby biznesik poprowadzic, ja rowniez jestem nieprzystosowana, niezaradna, tepa i co tam chcesz.
                    Polacy so zle traktowani za granica bo sobie na to pozwalaja. A pozwalaja sobie na to bo sa zdesperowani brakiem srodkow do zycia. A to wynika z beznadziejnej edukacji i niedorozwinietego rynku pracy.
    • muc-ha3 prawo pięści kontra ciepła posadka w zupie 12.02.11, 23:52
      skoro ta cała polska demokracja jest z zardzewiałej blachy to dlaczego mam udawać że jest ok i się dostosowywać, sprzedawać, urozmaicać, jak postuluje pani psycholog? wolałabym żeby w otoczeniu coś się zmieniło, dlaczego to ja mam się dostosowywać do chorej rzeczywistości. dziwi mnie, że jakąś taką podstawową potrzebę człowieka-do tego żeby spokojnie żyć i pracować w swoim kraju pani psycholog uznaje za postawę typu roszczeniowa. bo przecież nikomu nic się nie należy, wszystko trzeba wydrapać i wywalczyć pazurami...a po przeczytaniu wypowiedzi powyższych ja pani magister z koziej dziury wykształcona za pieniądze społeczeństwa sądzę, że wielu myśli podobnie...po prostu propaganda mam znowu czuć że jestem nie tak
      • uszk Re: prawo pięści kontra ciepła posadka w zupie 13.02.11, 02:20
        Psycholog to wbrew pozorom wąska specjalizacja. Psychologia nie jest nauką o wartościach, aspiruje do roli medycyny.

        Na studiach psychologicznych nie rozważa się porządku społecznego, nie ma prawie filozofii, logiki, namysłu socjologicznego ani pedagogicznego. Są oczywiście pewne atrapy w postaci 10 godzin tego i owego w ciągu 5 lat.

        Dominuje mętlik teorii psychologicznych, osobowości, poznania, główne nurty, diagnozowanie z naciskiem na diagnoze negatywna i specjalizacja. Jeśli się czyta książki to są dobrane dość przypadkowo. Jednak wszystko przede wszystkim w postaci podręcznikowej. Nie ma analizy logicznej ani dyskusji raczej, jest oczywiście metodologia, ale że tak powiem potraktowana instrumentalnie. Jest statystyka bez oficjalnego czasu na refleksję.

        Psycholog oczywiście dysponuje potężnym narzedziem wypracowanym na skupieniu się na przeżywaniu, emocjach, różnicach indywidualnych. Tylko przyznajmy się - na studia, na Uniewersytet idą ludzie bez światopoglądu, bez rozwiniętych umiejętności krytycznej analizy, krytycznego myślenia. Uczą się, pewnie w wielu przypadkach bezrefleksyjnie.

        Po studiach psychologicznych część z nich przeżywa albo przyspieszoną identyfikację z zastanym porządkiem i stają się najbardziej zagorzałymi akolitami zasady doboru naturalnego (tutaj się mieści bardzo szeroka rzesza specjalistów od marketingu, pr, hr, itd, ale też pewnie część terapeutów, trenerów), albo nie interesują się porzadkiem społecznym wykonując właściwą pracę psychologa rozumianą wąsko (np. w szpitalu), lub pomocą psychologiczną, psychoterapią, albo przeżywają wstrząs (być może już na studiach) humanistyczny drążąc też same podstawy psychologii (tu chyba rolę grają zmienne osobowe).

        Nie taki diabeł... lub nie taki z niego autorytet, z tego psychologa. Redaktor powinien wiedzieć, który typ i dlaczego zaprasza do rozmowy, może gdyby był po psychologii...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka