25.03.11, 16:09
Do niedawna (9 miesięcy temu) byłam prawie 3 letnim "Single", tak mówiłam sama o sobie, chyba na wytłumaczenie swojego stanu, który ogromnie ceniłam nie stroniłam od znajomości, które na dłuższą metę by nie miały racji bytu. Sama sobie założyłam, że tak będzie z góry zakładając własną wygodę i nie angażowanie się w coś stałego, ale poniekąd wynikało to ze strachu, który teraz staram się ( będąc w związku), każdego dnia zwalczać. Między innymi polegał on na niechęci do mężczyzn spowodowany poprzednim związkiem, chęcią wolności i nic nie musieniem:)!
Będąc w związku takim jak tworze z moim Michałem nie zazdroszczę singlom (którym byłam sama, a tym samym wiem co mówię) niczego zupełnie, to właśnie jest partnerstwo i przyjaźń i teraz patrząc na siebie z czasów bycia singlem, wiem, że to był strach i egoizm, bo tak też było łatwiej. Słowo łatwiej czytaj:"mnóstwo płaczących, pijanych wieczorów" :(
Myślę, że ciągłe bycie Singlem jest możliwe i staram się w pełni zrozumieć ludzi, którzy tak właśnie chcą żyć, nie oceniam ich i nie potępiam. Moim zdaniem staropanieństwo/starokawalerstwo objawia się stronieniem od ludzi, par,nie posiadanie pasji i celów, więc wszystko zależy od charakteru, chyba można być starym kawalerem w związku, smutne.
A co do spostrzegania singli jako zagrożenia w towarzystwie, to nie sądzę ( patrząc po sobie i znajomych), myślę, że to oni "single", nie czują się komfortowo, przy rozmowach typu: pieluchy, dzieci, kupki to może człowieka znużyć, ale wiemy też, że na każdego przychodzi pora.
Obserwuj wątek
    • jakarta123456 Single 29.03.11, 21:06
      Witam,

      Tak. Jestem „praktykującym” singlem. Mam 39 lat.

      Nie, nie jestem singlem z wyboru. Niczego nigdy bardziej w życiu nie
      pragnąłem, niż założenie rodziny i nic w moim życiu mi bardziej nie
      wyszło niż to.

      Tak, pod względem zawodowym, jestem chyba spełnioną osobą,
      posiadającą dobre wykształcenie, pieniądze, ładne auto, kilka
      mieszkań. Do niedawna posiadałem ciepłą dyrektorską posadę w
      międzynarodowym koncernie i pensję kilkanaście razy przekraczającą
      tzw. „średnią krajową”. Kilka miesięcy temu zrezygnowałem. Ku
      zdziwieniu współpracowników, odszedłem z firmy, wróciłem z Poznania
      do rodzinnego Wrocławia.

      Dlaczego wróciłeś pytają mnie? Czułem się samotny w tym mieście, z
      dala od przyjaciół, których znałem jeszcze z czasów podstawówki,
      liceum, studiów. Wróciłem z kilkuletniej „tułaczki” do miejsca,
      gdzie czuję się trochę bardziej szczęśliwszy (przez kilka lat
      pracowałem w Londynie).

      Dlaczego tylko „trochę”? Znajomych zostało kilku, prawdziwych
      przyjaciół jeszcze mniej. Zajęci są swoimi sprawami: rodzinami,
      żonami, mężami, dziećmi. Tutaj czuję się też samotny, szukam wciąż
      swojej połówki. Wróciłem, bo myślałem, że osiągnę tutaj swój cel
      szybciej. Zakochać się, założyć rodzinę jest jednak tak samo trudne
      tutaj jak tam, skąd wróciłem. Efekt jest taki, że nie mam pracy, do
      zakochania nie jest „jeden krok”.

      Szukam celu, swojej drogi. Zostawić menedżerowanie w handlu zagranicznym
      i zająć się malowaniem, sztuką makijażu, graniem na pianinie? Moi
      rodzice są uzdolnieni plastycznie. Jako dziecko pięknie malowałem.
      Kochałem to robić.

      Ale jak to? Posadę dyrektora chcesz zamienić na kurs makijażu i
      malowanie obrazków, pytają znajomi. Wstyd się przyznać, ale czasem
      myslę, aby tak zrobić. Nie wiem, co im odpowiedzieć... Chciałbym robić
      to, co lubię. Z drugiej strony przyzwyczaiłem się do wysokiego standardu
      życia. Nigdy nie brakowało mi pieniędzy, no może z wyjątkiem dnia
      dzisiejszego. To jak przesiąść się z Mercedesa do kilkunastoletniego
      Fiata.

      Oddałbym jednak wszystkie swoje dobra materialne za możliwość „nie
      bycia singlem”. Jestem nim, bo los tak chciał. Spłatał mi figla. Moje
      związki są pokończone, a partnerki, z którymi się spotykałem, nie
      chcą ze mną rozmawiać, bo jestem „za fajny” na przyjaciela. Tak, to
      ja zdecydowałem, że przyjaźń, to najwięcej, co mogę im zaoferować.
      One liczyły na coś więcej, a ja wciąż szukałem ideału.

      Dlaczego jestem sam? Nie wiem. Podobno, im bardziej się czegoś pragnie,
      to tym piękniej się to nie spełnia. A może jestem za bardzo
      wymagający? Ja jednak lubię w życiu dokonywać dobrych, a może nawet
      perfekcyjnych wyborów. Cenię jakość, zadowolenie, satysfakcję.
      Uwielbiam fajne ciuchy, piękne wnętrza, muzykę, dobre auta. Pustka jaka
      jest w moim życiu, sprawia, że nawet nie potrafię się już z nich
      cieszyć, jak dawniej.

      I tylko coraz częściej myślę, że zmarnowałem swój czas i jak
      śpiewał Tomek Makowiecki „... Bo Lem napisał Przyszłość, czy dla
      mnie wymyślił też jakiś raj?”. Coraz mniej wierzę, że tak.

      Pozdrawiam czytelników „Wysokich Obcasów”, a wszelkie dylematy czy
      lepiej być singlem, czy nie, pozostawiam Wam. Każdy, bowiem najlepiej
      wie, co przynosi mu szczęście i każdy powinien dążyć, aby być
      szczęśliwym, abstrahując od tego czy jest singlem czy też nie.



      Pozdrawiam Was,
      Tomasz.
      jakarta123456@o2.pl

    • cartahena co to za pytania?? 29.03.11, 23:32
      "Gdzie się kończy singiel, a zaczyna stara panna czy stary kawaler?"
      Myslalam, ze okreslenia typu "stara panna czy stary kawaler" odeszly do lamusa razem z ubieglym wiekiem. A tu redakcja tygodnika, ktora chyba sie uwaza za postepowa wyjezdza z takim pytaniem. W ten sposob utrwalacie stereotypy oraz "promujecie" takie pejoratywne okreslenia. Przymiotnik "stara/y" nie jest komplementem, niezaleznie z jakim rzeczownikiem go uzyc. Przynajniej w obecnych czasach, gdzie starosc nie jest uwazana za przymiot, czyli idaca w parze z madroscia, a za ceche niepozadana.
      Poza tym nie za bardzo rozumiem to pytanie o zazdrosc. Kolejna rzecz, ktora nie powinna byc przedmiotem dyskusji, poniewaz zazdrosc jest bardzo zla cecha, na ogol potepiana. I pytanie o zazdrosc jest jakby podkreslaniem tego, ze wystepuje powszechnie. Ja na przyklad niczego innym nie zazdroszcze, wiec nie wiem czy powinnam sie czuc nieswojo, ze wpisuje sie w typowe schematy zachowan?
    • echtom Re: Single 31.03.11, 08:38
      Jestem singlem z odzysku. Mam za sobą kilkuletnie małżeństwo, w którym czułam się źle, i odczułam ulgę, kiedy się rozpadło. W wieku 40+ znam już siebie na tyle dobrze, by wiedzieć, że jako typ ekscentrycznego samotnika nielubiący kompromisów nie powinnam pchać się w związki. Jeżeli w moim życiu pojawi się ktoś, kto nie będzie oczekiwał, że cokolwiek zmienię, jestem skłonna się zastanowić, ale prawdopodobieństwo jest tak nikłe, że już raczej singlem pozostanę ;)
    • rachela-99 Single 06.05.11, 23:09
      To złudzenie spragnionej osoby . Po czasie może się okazać, że nie ma ani miłości, ani za co żyć. Żeby zdobyć miłość nie trzeba się pozbywać dóbr materialnych. To jest kwestia spotkania odpowiedniego człowieka, a nie transakcji. Piszę z perspektywy doświadczonej - kiedyś wydawało mi się, że pieniądze nieważne, jak jest miłość. ale bywa, że miłość się kończy i wtedy życie w ubóstwie jest nieznośne. Pustka życiowa - to tylko kwestia interpretacji. Przemyślenia to też wartość, która jest istotna. Zresztą bywa, że czekanie popłaca - dostaje się z naddatkiem, czego życzę wszystkim którzy pragną. Ale lepiej żyć w zgodzie ze sobą i swoimi pragnieniami - mercedes czy jakiś rupiel, ciasne mieszkanie czy piękny dom ? To jest wybór. Ale lepiej to przemyśleć, żeby nie żałować potem. Miłość warta wszystkiego ? Gdyby trwałą wiecznie... Na to nie ma glejtu.
    • astrum-on-line Single 06.05.11, 23:48
      Związek nie jest łatwy. Trzeba iść na kompromis, ustąpić, coś od siebie poświęcić. Przestaje nam się chcieć, wygodnie jest żyć po swojemu.
    • s-orbona Re: Single 10.05.11, 09:58
      Jako single nie lubię przebywać wśród par, ja po prostu nie szukam partnerki jako tako.
    • jarka63 Re: Single 11.05.11, 22:10
      "Na każdego przychodzi pora" - o co chodzi, pora na co?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka