ewkakonewka.1
25.03.11, 16:09
Do niedawna (9 miesięcy temu) byłam prawie 3 letnim "Single", tak mówiłam sama o sobie, chyba na wytłumaczenie swojego stanu, który ogromnie ceniłam nie stroniłam od znajomości, które na dłuższą metę by nie miały racji bytu. Sama sobie założyłam, że tak będzie z góry zakładając własną wygodę i nie angażowanie się w coś stałego, ale poniekąd wynikało to ze strachu, który teraz staram się ( będąc w związku), każdego dnia zwalczać. Między innymi polegał on na niechęci do mężczyzn spowodowany poprzednim związkiem, chęcią wolności i nic nie musieniem:)!
Będąc w związku takim jak tworze z moim Michałem nie zazdroszczę singlom (którym byłam sama, a tym samym wiem co mówię) niczego zupełnie, to właśnie jest partnerstwo i przyjaźń i teraz patrząc na siebie z czasów bycia singlem, wiem, że to był strach i egoizm, bo tak też było łatwiej. Słowo łatwiej czytaj:"mnóstwo płaczących, pijanych wieczorów" :(
Myślę, że ciągłe bycie Singlem jest możliwe i staram się w pełni zrozumieć ludzi, którzy tak właśnie chcą żyć, nie oceniam ich i nie potępiam. Moim zdaniem staropanieństwo/starokawalerstwo objawia się stronieniem od ludzi, par,nie posiadanie pasji i celów, więc wszystko zależy od charakteru, chyba można być starym kawalerem w związku, smutne.
A co do spostrzegania singli jako zagrożenia w towarzystwie, to nie sądzę ( patrząc po sobie i znajomych), myślę, że to oni "single", nie czują się komfortowo, przy rozmowach typu: pieluchy, dzieci, kupki to może człowieka znużyć, ale wiemy też, że na każdego przychodzi pora.