Gość: Ewa
IP: *.chello.pl
18.11.04, 18:09
Łzy zakręciły mi się, gdy obejrzałam zdjęcia. Koszmar wrócił- moja mała
siostrzenica chorowała na raka, ale na szczęście leczyła się w Instytucie.
Siostra mogła z nią być, bo jeszcze wówczas karmiła. Dzięki temu Kalinka
miała ciepło domowe pomimo odległości od rodzinnego miasta. Poza tym zaczęła
pięknie mówić, ponieważ mama ciągle z nią rozmawiała. Kalina rozwja się
prawidłowo, choć wizyty (na szczęście kontrolne) w Instytucie są ciągle
konieczne. Byle więcej takich akcji!!! Byle więcej takich lekarzy i
pielęgniarek jak w Instytucie.