Dodaj do ulubionych

Szpital z sercem

IP: *.chello.pl 18.11.04, 18:09
Łzy zakręciły mi się, gdy obejrzałam zdjęcia. Koszmar wrócił- moja mała
siostrzenica chorowała na raka, ale na szczęście leczyła się w Instytucie.
Siostra mogła z nią być, bo jeszcze wówczas karmiła. Dzięki temu Kalinka
miała ciepło domowe pomimo odległości od rodzinnego miasta. Poza tym zaczęła
pięknie mówić, ponieważ mama ciągle z nią rozmawiała. Kalina rozwja się
prawidłowo, choć wizyty (na szczęście kontrolne) w Instytucie są ciągle
konieczne. Byle więcej takich akcji!!! Byle więcej takich lekarzy i
pielęgniarek jak w Instytucie.
Obserwuj wątek
    • Gość: Agnieszka T. Re: Szpital z sercem=Pediatria w Wołominie IP: 80.53.147.* 09.12.04, 14:47
      Szpital w Wołominie ma genialny Oddział Pediatryczny. Wspaniali lekarze, dobre
      warunki dla dziecka i rodziców, skuteczna i fachowa pomoc. To prawdziwy szpital
      z sercem.
      • Gość: bielsko Re: Szpital z sercem=Pediatria w Wołominie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.04, 09:16
        Byłam z córką w szpitalu nr3w Bielsku-Białej.KOSZMAR!!!!!!
        Na zabiegi (w gabinecie zabiegowym) nie wolno wchodzić z dzieckiem. po
        przyjęciu na oddział zakładano dziecku (1,5 roku) weflon, udało się za 9-tym
        razem. Oddano mi rozhisteryzowane, wystraszone dziecko. Kiedy przy następnym
        obchodzie zwróciłam na to uwagę pani zastępcy ordynatora usłyszałam kilka
        niemiłych słów, oraz podsumowanie że widocznie to taki cyt."osobnik"(pani nie
        urzywała słowa dziecko), oraz że jak mi się nie podoba to następnym razem mogę
        sobie sama zakładać weflon.Jednak po tej rozmowie nikt mi już nie zabraniał
        wchodzenia do zabiegówki(może dlatego że o to nie pytałam, tylko wchodziłam).
        Z sali(2x3m) nie wolno było wychodzić na korytarz, kto potrafi takie małe
        dziecko utrzymać w jednym pomieszczeniu przez tydzień?
        Mnie na noc zaproponowano taboret, albo własny fotel, który ma zniknąć przed
        obchodem.
        Całe szcząście pojawili się póżniej młodsi lekarze, którzy mieli już inne
        podejście do małych pacjentów. miła była również pani ordynator, jednak
        pojawiała się tylko przy obchodach.
        Efekt naszego tygodniowego pobytu w szpitalu odczuwamy do dzisiaj. Dziecko
        reaguje histerycznie na widok osoby w białym kitlu.Każda wizyta u lekarza, czy
        to z przeziębieniem, czy u dermatologa to horror. Dziecko płacze ,nie daje się
        rozebrać, kurczowo trzyma mnie za szyję, chociaż od pobytu w tym szpitalu
        minęło już prawie pół roku.
        • Gość: "niebieska" Re: Szpital z sercem=Pediatria w Wołominie IP: *.chello.pl 01.01.05, 20:51
          To ja może z innej strony. - Rodzice czasem, nieświadomie, zachowują się w taki
          sposób, że lepiej, aby nie było ich przy jakichkolwiek zabiegach.
          Przykład 1.
          Dziecko 4 letnie panicznie boi się szczepienia. Matka ( przyznała się w końcu,
          że było straszone zastrzykami)2 razy odtrąca rękę pielęgniarki usiłującej
          szczepić. Dziecko wpada w taka histerię, że trzeba odstąpić od szczepienia. O
          ile pamietam na zawsze!
          Przykład 2
          Dziecko ( 6-7 lat)z rozbita głową pojawia sie w Izbie Przyjęć. Jest przytomne,
          rezolutne, łatwo nawiązuje kontakt. Badam i stwierdzam, że trzeba założyć szwy.
          Dziecko nie jest przestraszone, wykazuje zainteresowanie. Prosze pielęgniarkę o
          przygotowanie, sama zaś informuje matkę i załatwiam papiery. Matka chce być
          obecna przy szyciu. Zgadzam się. Szcie jednak poprzedza znieczulenie, którego
          nie mogę zrobić, gdyż matka dostaje ataku histerii i .......domaga się
          konsultacji chirurga-mężczyzny. Niestety, na dyżurze jestem ja i bardzo młody
          kolega. Kolega również nie odpowiada matce, żąda konsultacji ordynatora ( jest
          późne popołudnie, ordynator w domu, ja II z chirurgii mam wystarczające
          kwalifikacje, aby pełnić obowiązki szefa dyżuru). Po wymianie tych uwag dziecko
          zaczyna płakać. O szyciu w takim stanie nie ma mowy. Kończy się oświadczeniem (
          pisemnym) matki, że nie wyraża zgody na proponowane leczenie.
          Przypadek 3
          Dziecko jest przed operacją. Nie wolno mu jeść ani pić. Matka o tym wie. Zabieg
          opóźnia sie ze względu na przedłużającą się wcześniejszą operację. Matka bez
          zgody kogokolwiek ( na oddziale jest pielęgniarka ) daje dziecku sok
          pomarańczowy i banana. Widzi to anestezjolog. Dziecko "spada" na następny
          dzień. Kolejka wydłuża się......
          Przypadek 4
          Dziecko z rozległymi oparzeniami trafia na oddział. Matka po alkoholu usiłuje
          wykraść je do domu.
    • jane_the_ripper Re: Szpital z sercem 01.01.05, 15:26
      Ja byłam w szpitalu przy Litewskiej. Na drzwiach do oddziału nalepka "Szpital z
      sercem". Rodzice mogli nas odwiedzać praktycznie całymi dniami, to plus. Na tym
      plusy się kończą. To był bardzo specyficzny oddział, ale pielęgniarki powinny
      być przez to jeszcze delikatniejsze w stosunku do pacjentów. Ja od pani Eli
      usłyszałam: "Powinnaś się była zabić, gdy próbowałaś, a nie przysparzasz nam tu
      problemów" (chodziło o cięcie się, X78). Tego typu komentarze są na porządku
      dziennym. I gdzie tu serce?...
    • Gość: Anna Re: Szpital z sercem IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.05, 22:00
      Mój syn przez dwa ostatnie tygodnie był pacjętem Szpitala Śląskiego w Cieszynie
      na oddziale chirurgii dziecięcej z powodu oparzenia. Niestety nie mogę tego
      miejsca nazwać "szpitalem z sercem". Wprawdzie pielęgniarki mają w sobie dużo
      wrażliwości, ale niestety nie można powiedzieć tego o ordynatorze,
      który "rządzi". Matki obecne przy małych dzieciach traktuje jak zło konieczne.
      Dzieci natomiast jak kawał mięsa do opatrzenia. Mojego syna nazywał
      rozdarciuchem, który nie ma powodu się tak drzeć (syn ma 15 miesięcy). Rodzice
      mają zakaz wstępu do kuchni, nie można dziecku zrobić mleka, podgrzać jedzenia.
      Dzwonki przy łóżkach nie działają lub nie ma ich wcale. Niektóre dzieci leżą
      same w salach, unieruchomione i nie mają sposobu, aby wezwać pielęgniarkę. Ja i
      moje dziecko przed wypisem zostaliśmy w kilku zdaniach prawie wyrzuceni z
      rzeczami z oddziału. Nie było to miłe. A ten szpital niestety ma
      odznakę "szpital z sercem".
    • katlen1 Re: Szpital z sercem 30.03.05, 22:58
      I to już koniec całej akcji? Dwa dni temu na własne życzenie zakończyłam swój
      pobyt z dwuletnim dzieckiem w szpitalu dziecięcym przy ulicy Kopernika w
      Warszawie. Zdaje się, że placowka ta zadeklarowała swoje uczestnictwo w akcji
      "Szpital z sercem" (podczas mojego tam pobytu nie wiedziałam, że taka akcja
      istniała, lecz pamiętam, że na oddziale był "telefon do mamy" - chyba znak
      rozpoznawczy programu, ktoremu wsparcia udzieliła TP S.A.). Po prostu szkoda
      gadać, koszmar, spotkaly nas wszystkie utrudnienia i nieprzyjemności, o których
      pisali - ostatnio i kilka lat temu - inni rodzice. Za mój pobyt w szpitalu
      musialam zapłacić, choć większość pielęgniarek nie kwapiła się do wykonywania
      przy dziecku wielu czynności, w czym ja je wyręczalam, a za co one przecież
      brały pieniądze i po prostu sobie nie wyobrażam, jaką traumę przeżyłoby dziecko,
      gdyby mnie przy nim nie było. Poza tym - co za brud i utrudnianie przestrzegania
      podstawowych zasad higieny (a moje dziecko chorowało na wirusową infekcję
      przewodu pokarmowego)! Lekarze mało kompetentni, niewiele wiedzą o stanie
      chorego dziecka (bo go nie obserwują), unikają rodziców i starają się nie
      udzielać im informacji, bałagan i błędy w opisie przebiegu choroby.
      Tę dyskusję trzeba kontynuować, to nie jest wyczerpany temat. Przydałaby się
      tak szeroko zakrojona akcja jak program "Rodzić po ludzku". Rozpropagowanie tej
      akcji sprawiło, że już niewiele polskich oddziałów polożniczych odbiega od
      założonych przez nią norm, bo nieprzestrzeganie tych zasad stało się dla
      personelu takiego oddziału powodem do wstydu. Skoro w centrum Warszawy istnieje
      szpital dla dzieci tak lekceważący prawa malych pacjentów, problem szpitali
      dziecięcych w Polsce musi być naprawdę poważny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka