Dodaj do ulubionych

Wygrać życie - Kamil Durczok

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 13:48
w środę zmarła na raka koleżanka mojej mamy [']['][']
Obserwuj wątek
    • Gość: beata Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.51.96.213.zambrow.tkb.net.pl 29.01.05, 16:54
      napawa optymizmem, wiara , chęć życia i WIELKA WYGRANA
      • Gość: Aniulka Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.udn.pl 31.01.05, 18:34
        Bardzo ważne, że wreszcie ktoś przełamał barierę i zaczął mówić o tej chorobie. Za mało wiemy i zbyt bardzo sie boimy, a przecież można ją wyleczyć. Dzięki wielkie w imieniu osób, które nie wiedziały jak postapić w pewnym momencie swego życia.
      • Gość: iwona Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.246.184.188.tisdip.tiscali.de 31.01.05, 19:33
        Wiesz Kamil- gratuluje- walcz. Urodzilam 3 miesiace temu coreczke, ktora miala
        byc zdrowym radosnym dzieckiem, a urodzila sie z zespolem Downa! coz za
        nieszczescie mowia inni- a ja im wspolczuje, ze niczego nie rozumieja, ze sa
        ludzie, ktorzy walcza o zycie!!!!!!Blanka bedzie niedlugo operowana na
        serduszko, ale da rade, bo ma tyle sily i wiary jak ty.
    • Gość: Zocha To przykre IP: 213.25.168.* 29.01.05, 17:15
      ale istnieje nadzieja.

      Trzeba tylko doprowadzic sprawe do konca.
      No cóz to kapitalizm:))
    • Gość: córka Reginalda Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.05, 17:24
      W maju zaczęło się leczenie Taty. Zabrze, Gliwice. Dzień przed Wigilią
      pojechałam po niego. Czuł się świetnie, zresztą chemioterapię znosił bardzo
      dobrze cały czas. Wpakowałam się na miejsce pasażera, szczęśliwy zawiózł nas do
      domu. Po drodze, jak zwykle zgadywaliśmy, czy wielkie ptaszysko (myszołów?!)
      będzie siedzieć na drutach, czy też będzie fruwało. Zazwyczaj siedziało. Tym
      razem nie. Zaprosiłam Rodziców na Wigilię. Nalegałam. Przyszli, było bardzo
      miło. Przyszli też w drugi dzień Świąt, przyjechał brat z rodziną. Trzeciego
      stycznia Tato zmarł. Wygrał z chorobą, przegrał ze śmiercią. Czas Jego choroby
      dał mi szansę na usłyszenie: pa, córeczko. Cześć kochanie. Żartowaliśmy z
      choróbska cały czas. I ono z nas chyba też:
      Siedzę z chorym, łysym po chemii Tatą w poczekalni poradni onkologicznej.
      Pielęgniarka woła: Pan Rak. tia... Za chwilę znowu woła: Pan Guz.Coraz większe
      poruszenie. Aż w końcu : Pan Łysek... Szepczę do taty, no, to już chyba Ciebie
      wołają... Chichotaliśmy sobie długo, bo cóż było robić....Jest mi gorzko i
      kwaśno. Mój syn miał studniówkę w dniu pogrzebu. Nie potrafię nosić czarnych
      ubrań. Tęsknię - Asia, córka Reginalda
      • rachela180 Re: Wygrać życie - Kamil Durczok 31.01.05, 17:28
        (*)
      • Gość: Kaska Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: 217.17.35.* 04.02.05, 08:08
        Moj tata jest chory na raka... Od roku... Zmienil sie bardzo...Stal sie bardzo
        wrazliwym i kochanym czlowiekiem..
        Wspolczuje Ci Asiu.. Mam nadzieje ze bol kiedys przejdzie i pozostana wspaniale
        wspomnienia...

        [']
        • Gość: kasiula Zmienił się i pewnie dlatego wygra ze śmiercią, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 22:42
          bo właśnie trzeba się zmienić ,inaczej będzie nawrót i śmierć !!!!!
    • Gość: joko Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.uznam.net.pl / *.uznam.net.pl 29.01.05, 18:42
      16lat temu u mnie-młodej,pełnej życia 23-letniej studentce-stwierdzono nowotwór-
      szok,płacz i myśl ,że to pomyłka.Ale nie dałam się -żyję ,żyć muszę i będę!
    • vaterunser Re: Wygrać życie - Kamil Durczok 29.01.05, 19:19
      Od prawie dwoch lat jestem chora na raka piersi. Prognoza byla od poczatku raczej dobra. Do
      tej pory znosilam sprawe bardzo dobrze, pracowalam w czasie chemioterapii, wszystkie inne
      obowiazki wykonywalam jak gdyby nigdy nic. Tez mi nie przeszkadzalo, ze jestem calkiem
      sama. (Mieszka u mnie jeszcze moj 17-letni syn, ale on ma swoje zycie i ja staram sie go nie
      wciagac ani w moje konkretne problemy, ani, bron Boze, w moje smutki.)

      Wpadlam w panike przed kilkoma dniami, kiedy moja onkolozka (mowi sie zak po polsku? - ja
      juz od 25 lat mieszkam za granica) dala mi skierowanie na MRT z powodu podejrzenia o
      przerzut do watroby. Nie, zebym sie bala smierci, ta sprawa jest u mnie na tapecie przeciez juz
      od dluzszego czasu. Bardziej mam pietra przed ewentualnymi terapiami i, co najgorsze przed
      ewentualna niezdolnoscia do pracy. Zauwazylam, ze od poczatku choroby "uzaleznilam sie" od
      tego codziennego chodzenia do biura - daje mi to iluzje nalezenia do swiata zywych. (Mam
      zreszta bardzo ciekawa prace, w jednym z parlamentow krajowych w Niemczech.) Kontakt z
      ludzmi pelnymi zycia, energii, sily przebicia jest mi potrzebny jak powietrze do oddychania.
      Boje sie pozostac sama w domu z choroba. A moze to jednak nie bedzie takie najgorsze, jak juz
      przyjdzie? Moze tylko strach ma wielkie oczy?

      Czy ktos z czytelnikow moze sie podzielic ze mna swoim doswiadczeniem?
      • Gość: KIRA Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.crowley.pl 31.01.05, 18:01
        Ja m maju dowiedzialam się o swoim nowotworze, zupełnie przypadkiem, zlamałam
        palec, pojechałam na ortopedie na ostry dyzur i po zdjęciu RTG lekarz
        powiedzial mi że mam coś na kosci-nowotwór, po miesiącu okazało się że to
        niezłośliwy nowotwór, mój chirurg zastanawaił sie nad sensem operacji, jednak
        musze co jakis czas prawdzac czy jest ok, na razie tak jest ok, za chwilę może
        nie byc ok, bo niełzłosliwy może sie zezłośliwić....wiem że jestem w tej grupie
        ludzi którzy mieli wieksze szczescie, chyba juz się nie boję, na razie nie ma
        czego.......
      • Gość: Aya Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: 80.51.249.* 31.01.05, 23:19
        Kiedy w 1993 r stwierdzono u mnie nowotwor zlosliwy jelita grubego, bylam
        bezradna, w obcym kraju, bez znajomosci jezyka. Jedynym wyjsciem byla
        natychmiaslowa operacja, poddalam sie jej w szpitalu w Atenach. Po operacji i
        wynikach bodan poprosilam lekarza a prawde co do dalszego mojego losu. Wyrok
        brzmial - 4 miesiace, do roku zycia. Na szczescie nie zalamalam sie, zadzialala
        moja intuicja i trafilam na bioenergoterapeute Marka Kukulke.

        Organizm moj musial byc bardzo zanieczyszczony, bo pierwsze sesje byly
        drastyczne, np. bole i inne nieprzyjemne odczucia, ale to wszystko szybko sie
        wyrownalo. Najwazniejsze jednak bylo pierwsze badanie - nowotworu nie bylo ! Ja
        nadal zylam i pracowalam. Kiedy jednak zglosilam sie na nastepne badanie to juz
        byl dla mnie horror. Przez 1 ½ godziny, w trakcie okropnych badan, szukali tego
        nowotworu, traktowali mnie jak rzecz. 8 wycinkow pobranych wtedy nie ujawnilo
        nowotworu. Terapia Marka okazala sie skuteczna ! Po ogromnym stresie jaki
        przezylam w czasie ostatniego badania postanowilam na zawsze pozegnac sie z
        lekarzami i lekami (nie namawiam nikogo do niczego, to moja decyzja, moje
        zycie ) Chodzilam nadal na bioenergoterapie, ale juz nie tak czesto.
        Dowiedzialam sie o przypadku wyleczenia nowotworu glodowka. Postanowilam
        sprobowac. Pol roku czekalam na ksiazke i przygotowywalam sie psychicznie do
        tej, co tu mowic, trudnej proby. W koncu nadeszla broszurka Prof.
        Breussa „Czlowieku lecz sie sam naukowo”. Przeczytalam, ze 42 dniowa glodowka
        leczy rozne choroby i wysusza komorki rakowe. Papierosow juz na szczescie nie
        palilam od ponad roku -mozna bylo zaczac. Motywacje mialam, szczere checi tez —
        wiedzy troche malo, bo w tej ksiazeczce tylko kilka stron bylo poswieconych
        glodowce. Zaczelam od oczyszczenia jelita. Nastepnego dnia przeszlam na totalna
        kuracje R.Breussa. Polegala ona na tym, ze nie wolno niczego jesc, a jedynie
        pic specjalne soki warzywne i herbatki ziolowe. Sok przyrzadzalam z burakow,
        marchwi i bulwy selera w odpowiednich proporcjach, dodatkowo przecedzony przez
        lniana sciereczke, zeby nie bylo nawet sladu stalego pokarmu. Mozna bylo tego
        wypic od 1/8 do 1/4 litra dziennie, bardzo dokladnie mieszajac ze slina.
        Podstawowa herbata byla szalwia gotowana na malym ogniu dokladnie 3 minuty - o
        tak parzonej szalwi mowi Breuss, ze posiada wszystkie skladniki wazne dla
        zycia. Nastepnie dodawalo sie, ale tylko do zaparzenia, szczypte dziurawca i
        miety pieprzowej. Byla jeszcze tzw. herbata nerkowa ze skrzypu polnego,
        pokrzywy i rdestu ptasiego.

        To fakty techniczne. Moze powiem co czulam. Pierwszego dnia dostalam wysokiej
        temperatury — wieczorem i odczuwalam wielka wrazliwosc na dzwieki, do bolu
        wlacznie.W czasie tej glodowki pracowalam ciezko fizycznie, od 6 do 10 godzin
        dziennie, wlacznie z niedziela. Przez pierwsze 2 tyg. styl mojego zycia nie
        zmienil sie, wieczorem mialam jeszcze energie aby odwiedzac moich niektorych
        znajomych, czy pojsc do kina, potem powoli ograniczylam sie tylko do pracy i
        domu. Wydajnosc w pracy byla bez zmian, nie czulam zmeczenia nigdy, po dwoc\h
        tygodniach zaczelam odczuwac bole w okolicy calego kregoslupa, ale nie
        przeszkadzaly mi one w pracy. W tym czasie schudlam tylko 7 kg, bo tak sie
        zaprogramowalam i nie chcialam wiecej schudnac.

        Coraz mniej spalam, cale noce czytalam ksiazki, wystarczalo mi snu okolo 3
        godzin i ze zdziwieniem stawierdzalam, ze nie jestem rano zmeczona i moge
        normalnie pracowac.
        Po 3 dniach czulam nieprzyjemny zapach papierosow, ktorych juz od ponad roku
        nie palilam, tak bylo przez 3 dni. Potem wyraznie czulam zapach narkozy, po
        nastepnych kilku dniach jakis zapach kojarzacy mi sie z metalami. Przez caly
        czas mialam niezwykle wyostrzone zmysly zapachu, sluchu, dotyku. Jednego dnia
        zobaczylam mojego kota, ktory jest zupelnie czarny, na bialo!, mialo to miejsce
        w kuchni w momencie zgaszenia swiatla, gdzie kot stal sie bialy, ostro swiecacy.
        Przez caly czas diety czulam glod, przyznaje.Bylo to uciazliwe, ale ani przez
        sekunde nie pomuslalam o przerwaniu procesu. Kiedy to sobie podsumowalam,
        zrozumialam, ze czas spedzony aktywnie w pracy, ruch ciala, byl mi bardzo
        pomocny w przetrwaniu, dni mijaly szybciej.

        Jestem zadowolona i wierze, ze glodowka ta pomogla mi i byla pierwszym etapem
        na drodze do oczyszczenia mojego ogranizmu.
        Dalej postanowilam sie oczyszczac i zastosowalam ziolowy zestaw Dr
        Andersona "Arise and Shine" i jestem na dobrej drodze do porzucenia jedzenia i
        przejscia na odzywianie switlem. Zakladam, ze to przygotowanie potrwa jeszcze
        dwa lata.


        • Gość: KR$ u psychiatry bylas? no/txt IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 01.02.05, 17:43
          • Gość: Aya odp. na pytanie: "u psychiatry bylas? " IP: 80.51.249.* 02.02.05, 19:54
            Nie. U onkologa.
    • Gość: Magda -Wołomin Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 22:36
      Życzę zdrowia, siły i radości na każdy dzień.
      Podziwiam Pana, że podzielił się Pan swoimi doświadczeniami i dzięki temu dał
      innym siłę na przetrwanie tych trudnych chwil. Całuski!!!
      • Gość: Anna Re: Kamil Durczok IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.01.05, 23:27
        Panie Kamilu,myślę że bardzo wiele już Pan przeszedł.Miał Pan wiele szczęścia
        bo trafił Pan na mądrego lekarza.Ma Pam wspaniałą żonę i oczywiście mądrą.To że
        Pan wygrał to wasza wspólna praca.Oczywiście podziwiam Pana bo wiem że teraz
        przy promocji Pana wspomnień,książki, te rany od nowa się rozdrapuje i wraca
        się to trudnych chwil choroby.Wiem że to ciężkie,ale to nam wszystkim bardzo
        pomaga.Dziękuję.
    • Gość: Felicita Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.05, 00:28
      Jestem już 5 lat po !!!!!!!! Żyję , mam parcę , nic mnie już nie boli !Nie
      mam już robionych rezonansów , nie planuję w najbliższym czasie żadnych
      kolejnych operacji ! Mam dziuręw kręgosłupie, choć mijając mnie n aulicy
      prędzej pomyślisz : ...ale laska ... , niż poznasz że to ja !
      Ale jest we ogromny strach, żę to wróci - nawet nie podszyty przepowiednią
      medyczną - taki ludzki , ... że to wróci , wróci tak niespodziewanie jak
      wtedy , po raz pierwszy, gdy miałam 22 lata ! jest we mnie też i poczucie, że
      to co mnie spotkało było takie niesprawiedliwe i niepotrzebne !!!! Choć wiem
      też, że gdyby nie 3 lata choroby i walki o siebie - NIE BYŁABYM W TYM MIEJSCU W
      KTÓRYM JESTEM TERAZ I NIE BYŁABYM TYM KIM TERAZ JESTEM , NIE MIAŁABYM TEJ
      OGROMNEJ SIŁY I POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI !
      Wiem jak to jest gdy jest ciężko - ale wiem też jak pięknie może być !!!!!!
      Życzę dużo zdrowia i uporu - każdemu ,... wszystkim i sobie !!!!!!!
      • Gość: Dagny Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.05, 03:46
        Czy ktoś mógłby mi polecić dobrego onkologa w Warszawie? Zezłosliwił sie guz w piersi mojej mamy, o usunięcie którego prosiła już 2 lata temu- lekarz go wtedy zbagatelizował. Ten sam lekarz z Centrum Onkologii parę dni temu usunął jej pierś i węzły chłonne.
    • Gość: Kazimierz Re: Wygrać życie - PO ŻYCIU IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 30.01.05, 08:41
      Zastanawiam się czy możemy ocnić sytuacje realnie w danym momencie.Miałem raka
      płuc(bo już jestem po operacji), po trzech dniach od usunięcia prawego płuca
      stanęło serce.Jest to stan zobojętnienia.Wszystko odbywa się w zwolnionym
      tempie.Spięty różnymi przewodami aparatur zabezpieczajacych podtrzymanie życia,
      z rozciętymi plecami ,systematycznie wołałem środki przeciwbólowe.Nie myśli
      wtedy człowiek o życiu . Myślałem żeby tylko pozwolono mi spać , bo to było dla
      mnie ukojeniem.Siedemnaście dni na intensywnej terapi mialem serdecznie
      dość.Spokojnie usnąć mogłem dopiero po godzinie czwartej nad ranem , kiedy
      miałem zrobione prześwietlenie(codziennie krew pobierano o 24 a rtg
      3).Chemioterapię znosiłem bardzo żle.Pierwsze jedenaście dni po chemioterapi
      słabłem , kiedy dochodziłem do normy to juz był termin nastepny.Słaba znajomość
      języka angielskiego sprawiała , że byłem w trzecim wymiarze(szpital w Nowym
      Jorku).Istnieje opinia , że ile przypadków zachorowań to tyle innych doznań
      przez pacjentów.Dla tych wszystkich którzy mają takie osoby obok siebie , życzę
      wyrozumiałości ,cirpliwości i wiary , że to nie jest takie straszne i moźna z
      tym walczyć.
    • Gość: Daryjka Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 10:18
      Żadne słowa nie oddadzą zwierzęcego lęku - gdy się dowiesz...Choć pod
      odczuciami pana Kamila podpisuję się obiema rękami - lęk, poczucie oddalenia od
      bliskich - myśli o maluchach, o tym, żeby może zamiast planowanej zmywarki do
      naczyń kupić kamerę i nagrać dzieciom mamę, żeby mnie nie zapomniały!!!!
      To przeszłość i wspomnienia - codzienność, życie - zagłuszają je na
      szczęście...Ale jakoś nie martwię się emeryturą, starością, być może nie są mi
      pisane - z takim myśleniem się już nie rozstanę, za to cieszę się z każdego
      miesiąca - z dzieciakami, mężem, a życie - ma jakieś takie żywsze kolory :)
      Cieszę się każdego, najpaskudniejszego dnia....
      • Gość: CezaryT Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.adsl.tele2.no 31.01.05, 12:00
        Kres

        Istoty droga chwilę długa
        Krótka życia pleciuga
        Dozgonnie nas zmienia
        Nie widzę przeznaczenia

        Nie wiem, dokąd zmierzam
        Mych kroków nie wymierzam
        Koniec świtu zawsze ten sam
        Przecież bardzo dobrze go znam

        Ostatecznie i na pewno
        Kostucha to życia sedno
        I cokolwiek uczynimy
        Ku rozłące się chylimy

        Cezary Trąbski
        03-03-27 09:04:30
    • Gość: kobieta23 Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 31.01.05, 12:15
      Życzę Panu Kamilowi i Jego Żonie dalej takiej wewnętrznej siły i wiary by
      wszystko było w porządku. Byłam w księgarni, przeczytałam 3 strony książki Pana
      Kamila, ujęło mnie to co było tam napisane. O tak "wielkiej" chorobie - tak
      prosto, z pełnym optymizmem. Niestety nie miałam przy sobie ani grosza by kupić
      tę książkę, ale obiecałam sobie że muszę ją zdobyć. Pozdrowienia i dużo zdrówka
      i nadal tak wiele optymizmu
    • Gość: michał Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.mlyniec.gda.pl 31.01.05, 12:28
      Żona Kamila Durczoka
      Właśnie doświadczam bezinteresownej zawiści.. To znaczy ja jestem zawistny.
      Przeczytałem wywiad z Kamilem Durczokiem i dostałem kopa w brzuch. Od tego
      uderzenia zgiąłem się i spostrzegłem małe krasnoludki szydzące ze mnie „widzisz
      nieudaczniku, widzisz? Tak trzeba walczyć, nie to co ty!” No tak. Ja pewnie bym
      się załamał. Ale też przynajmniej przeżyłbym w błogiej nieświadomości
      wigilię, bo do mnie, nikomu nieznanego zwyklaka nie zadzwoniłby pan profesor w
      taki dzień z wiadomością, że jestem chory. Chociaż gdybym zarabiał 60 tys./m-
      c, stać by mnie pewnie było na indywidualne profesorskie traktowanie. Może
      nawet nie musiałbym być „osobowością telewizyjną”? Podobno jest tak jak
      powiedział kilka lat temu inny gwiazdor telewizji „człowiek jest wart tyle ile
      mu chcą płacić”. Ja zarabiam 30 razy mniej niż Kamil Durczok więc czego mogę
      się spodziewać?
      Wstyd mi za te prymitywne uczucia, którym dałem wyraz powyżej. Do końca się
      jednak pogrążę i spytam: czy gdybym ja, zwykły szaraczek, stoczył heroiczny bój
      z chorobą, czy znalazłby się ktoś kto napisałby o tym książkę? Uprzedzam, że
      zarabiam 2 tys. zł, nie jestem kierowcą rajdowym, nie jestem przystojny i nie
      pochodzę z rodziny z tradycjami. Odruch empatii mam jedynie gdy patrzę na
      zdjęcie żony pana gwiazdora. Myślę wtedy, że jej mąż, jest nie tylko rycerzem
      bez skazy, mistrzem świata we wszech dyscyplinach, ale też człowiekiem,
      którego kochają.
      Zawistnik
      • Gość: Jerzy Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.unicity.pl / *.unicity.pl 31.01.05, 12:41
        Czytając jakbym widział siebie 5 lat temu miałem operację prawego płuca.
        Przechodziłem różne rosterki jak P. Kamil i też postanowiłem walczyć,dziś każdy
        nowy dzień smakuje jak kromke chleba,ale też jstem przyczjony jak zając pod
        miedzą i nasłuchuje czy nie daj Boże nie nadchodzi i to chyba w psychice już
        pozostanie.Pozdrawiam
      • Gość: sceptyk Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 14:41
        Jeżeli chodzi o traktowanie 'zwykłych' ludzi przez lekaży, to masz rację. Bardzo
        dużo zależy od pieniędzy. Ale także od stopnia znajomości z danym lekarzem.
        Jeżeli lekarz jest Twoim przyjacielem, znajomym, to na pewno będzie miał dla
        Ciebie więcej czasu. To zrozumiałe.

        Kamil Durczok jest osobą znaną. Jeszcze przed chorobą zdobył sobie sympatę wielu
        ludzi, których nawet nie zna osobiście. Miał szczęście - udało mu się wygrać z
        chorobą. Jest człowiekiem otwartym i skłonnym podzielić się z innymi swoimi
        doświadczeniami.

        Po książkę którą napisał sięgnie na pewno wiele osób i mam nadzieję niejednej
        osobie ona pomoże w walce z chorobą. Sympatia jaką ludzie dażą Kamila, sprawia
        że chore osoby chętniej sięgną po taką książkę, dużo bardziej odczują jej
        przesłanie, w pewien sposób podtrzyma ich na duchu.

        O wiele lepiej wysłuchać porad i zwierzeń od osoby którą się zna, niż od kogoś
        anonimowego...
      • horpyna78 Re: Wygrać życie - Kamil Durczok 19.03.05, 10:36
        Nie widzisz Zawistniku że piszą tu też "normalni" ludzie których nikt nie zna z
        telewizji i podobnie myślą i czuja jak p.Kamil. Popracuj nad swoją zawiścią bo
        nie jest to dobre uczucie. Pozdrawiam
    • Gość: gabi Gratuluje Panie Kamilu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 12:46
      Gratuluje wygrania z tym wstrętym skorupiakiem Pan go po porostu zmiażdzył
      obcasem buta. Bardzo się wzruszłam czytając tem artukuł a gdy cztałam o
      relacjach z synkiem oczy mi się baaaardzo spociły. Zycze wszystkiwgo dobrego.
    • Gość: ANIA Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 14:38
      Panie Kamilu, lubie Pana, cenie za bystrosc i kompetencje. Zycze wiele
      szczescia, reszte zdobedzie Pan sam.
    • Gość: Kinga Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.01.05, 16:19
      Fajnie ze powstała taka książka moze pare lat temu nie przeżyłabym 2 najgorszych
      tygodni mojego życia. Mając 16 lat poszłam do dermatologa, ponieważ pieprzyk
      (dość duży) zaczął mnie boleć. Pani doktor powiedziala zeby sie nie denerwowac
      ale prosila zeby profilaktycznie zgłosic sie do onkologa. Wiec razem z rodzicami
      pojechałam. W poradni zanim weszłam do gabinetu juz przezyłam horror obok mnie
      dziewczyna po hemioterapi wygladala strasznie zaczelam sie bac. Gdy weszlam do
      gabinetu z moja mama i pani doktor ogladnela mojego pieprzyka praktycznie
      zaczela krzyczec na moja mame jak ona mogla cos takiego zaniedbac i jezeli okaze
      sie to nowotwor złosliwy to bedzie tylko jej wina. Nastepnego dnia przeszłam
      operacje poniewaz zostałam od razu w szpitalu. Wielkie szczescie maja ci ktorzy
      trafiaja na dobrego lekarza ja niestety nie mialam tego szczescia :( Ale teraz
      jest wszystko w porzadku, moge spokojnie cieszyc sie życiem i przeżywac je z
      najblizszymi. pozdrawiam
    • renatajasiukiewicz Re: Wygrać życie - Kamil Durczok 31.01.05, 17:11
      mimo wszystko bardzo mnie wzrusza opowieść Pana Kamila chociaż sama trochę
      wcześniej przez to przechodziłam.Trzymam kciuki za powodzenie w walce do końca
      zw wszystkimi chorymui z tym wrednym stworem
    • Gość: Niedoszlyczytelnik Zawsze latwiej nakrecic dramat niz komedie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 17:24
      Dobry rezyser, pisarz, dziennikarz czy scenarzysta to taki czlowiek , ktory
      pokazuje radosna strone zycia. Zawsze latwo jest stworzyc, napisac czy nakrecic
      landrynowaty wyciskacz lez. Rak nie jest tematem tabu kochany Kamilku, tylko
      nikt zyjac nie chce myslec o umieraniu. Wszyscy jestesmy smiertelni, wszyscy
      wczesniej czy pozniej walniemy w kalendarz. Rak jest jedna z metod selekcji. W
      zyciu mamy jedna obrone przed ta przerazajaca prawda o koncu, nalezy sie smiac
      i radowac. Tylko tyle.
      Przeciez wlasnie wy dziennikarze uwielbiacie pasjonowanie sie smiercia,
      katastrofami, zamachami, dewiacjami, masowymi mordercami czy widokiem
      umierajacych (np. papiezy). Potem cos pitolicie o etyce, chociaz polowa z was
      ma potwornie niskie wyksztalcenie i jeszcze gorsza wiedze.
      Popularnosc Durczoka, faceta chyba nawet bez studiow, polega na tym, ze jest to
      typ wiecznie spiety i nerwowy. Polacy sa narodem ludzi klotliwych i zawistnych.
      Durczok fantastycznie trafia w gusta narodu. Nie ma w tym gosciu za grosz luzu,
      humoru, swobody i olania bledow. Zawsze napiety, trzesacy glowa, krecacy
      ramionami i przezywajacy ta polska rzeczywistosc jakby od tego zalezaly dalsze
      dzieje wszechswiata. Kiedy probuje byc na luzie jest jeszcze gorszy. Facet
      kocha popularnosc a jest w rzeczywistosci cholernie nudny.
      Cecha Amerykanow jest to, ze uwielbiaja wpadki i pomylki swoich dziennikarzy,
      aktorow czy politykow. Bo tam ludzie pragna ludzi a nie kukly.
      Gdyby Durczok walnal fajna ksiazke o smiesznych i glupich sytuacjach ze swojego
      zycia dziennikarskiego to oznaczaloby, ze facet ma zdrowy dystans do zawodu,
      zycia i ludzi. A tak pan redaktor walnal rejsowemu spoleczenstwu lzawa
      mandoline o raku. Obok tematu przepowiedni o IIIWojnie Swiatowej z ,,Wrozki"
      czy o fryzurze Kwasniewskiej, jest to temat, ktory przebic moze jedynie zycie
      Mostowiakow z ,,M" jak milosc. Zupelnie jakbysmy ogladali dramat
      polnocnokoreanski o zyciu rodziny koreanskiej pod okupacja japonska. Stopien
      nieszczesc w tym dramacie jest wprost proporcjonalny do erupcji Krakatau.
      Sorry, Kamilku nie jestem z Katowic, nie czytam wyciskaczy lez. Wole juz
      szybciej Arkady Fiedlera z serii ,,jak mnie ganiali nad Ukajali", albo Wiecha.
      Lubie sie smiac poki zyje!
      A i przy okazji: TVP idzie jakosciowo na dno. Ja bym sie ewakuowal!
      • Gość: Magda Re: W imię czego jest ten post ??? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 31.01.05, 18:06
        Najpierw trzeba coś przeżyć by to ocenić.
      • sandraardnas Re: Zawsze latwiej nakrecic dramat niz komedie! 31.01.05, 18:37
        Jest w tym poście "Niedoszlyczytelniku" trochę prawdy. Właściwie to jest ona w
        temacie i w zdaniach odnoszących się do tematu.
        Przerazajace jest to, ze dookoła mówi się, pisze o ludzkich dramatach bez
        pokazywania drugiej strony, a konkretnie - tego jak nalezy żyć, postępować, aby
        do tych dramatów nie dochodziło. A istnieją konkretne Prawa, które pozwalają
        zdrowie zachować i życ długo i zdrowo.
        Przykład powinny dawać przede wszystkim osoby, które postępuja właściwie, mają
        odpowiednią Wiedzę i nie budza się w momencie zachorowania. Chociaż choroba
        bywa często takim impulsem aby coś zmienić, wręcz odmienić swoje dotychczasowe
        życie. Ale to muszą być konkrety, a nie same przeżycia, wylane w celach
        terapeutycznych. To może być część książki, ale nie główny wątek.
        Człowiek - czy to Polak czy to Amerykanin czy Francuz jest wspaniałą istotą,
        która ma niesamowite możliwości. Szkoda tylko, że ich nie wykorzystuje.

        pozdrawiam serdecznie
        SANDRA


      • Gość: Wydra Re: Zawsze latwiej nakrecic dramat niz komedie! IP: *.prudnik.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.05, 03:02
        Mysle ze przy ocenie Kamila pomyliles sie przy wrzucaniu go do jednego worka z
        tymi wszystkimi dziennikarzami ktorzy faktycznie szukaja tanich sensacji i
        pisza o tym co tobie sie wydaje denne.Kamil to typ dziennikarz,ktory trafnie
        kometuje rzeczywistosc i nie oczekuje ze od jego gadania siawt sie zmieni, czy
        tez polska rzeczywistosc.On nam przybliza pewne rzeczy stara sie zeby ludzie na
        chwile zatrzymali sie i spogladneli na pewne istotne sprawy z innej perspektywy.
        Tak co do mieszkancow USA masz racje ,tylko ze ci ludzie to w duzym stopniu
        analfabeci i wtorni analfabeci, nieduczeni, ktorym wystarczy Springer(z reszta
        zobacz kim sa goscie Springera.Jesli to jest wzor wyluzowania to ja dziekuje za
        takie wyluzowanie!!!To patologia.To ma byc wzor?Kto oglada Springera?Ci sami
        ludzie ,ktorzy do niego przychodza.Czlowiek na poziomie nie karmi sie takim
        szrotem) i Ophra.Co niektorzy nie widza jak sie nazywa aktualny prezydent.Dosyc
        gownianego chlamu czas zeby mowic tez i o rzeczach waznych,powaznych,smutnych,
        zeby potem moc docenic smiech i radosc.Nie mozna caly czas sie tylko
        cieszyc.Trzeba zaznac cierpienie.Juz Mickiewicz o tym pisal w DZIADACH.Masz tez
        racje mowiac ze rak nie jest tematem tabu.Tylko ze w Polsce kazdy po otrzymaniu
        wyroku,mysli o zamowieniu trumny, a nie o leczeniu.Panuje taka swiadomosc ze
        rak to smierc.Trzeba ludzic uswiadomic.A jesli pacjenci nie wierza lekarzom to
        Kamil jako osoba cieszaca sie szacunkiem i wiarygodnoscia ma sile,ktorej wielu
        lekarzy nie ma.
      • horpyna78 Re: Zawsze latwiej nakrecic dramat niz komedie! 19.03.05, 10:46
        Oj zazdrość przez tą wypowiedź przemówiła.
    • sandraardnas leczenie i przyczyny nowotworu 31.01.05, 18:28
      "JAK WYLECZYĆ SIĘ Z RAKA

      Rak stał się jedną z epidemii obecnej cywilizacji. WHO podało, że w roku 2000
      raka wykryto u ok. 10 milionów pacjentów, a prawie 6 milionów zmarło, a
      tendencja jest mocno wzrostowa. Ilość osób chorujących na raka i umierających z
      tego powodu stale wzrasta, mimo polepszających się warunków leczenia chorych i
      zwiększającej się liczbie odkryć medycznych. Wysoki przyrost zachorowań na raka
      występuje w krajach gdzie poziom usług medycznych i społeczna opieka zdrowotna
      są najlepsze. Tam też firmy farmaceutyczne i lekarze najwięcej zarabiają na
      chorych cierpiących z powodu raka. Tam też wypromowane zostało nieprawdziwe
      przekonanie, że chory na raka jest prawie nieuleczalny. Przemysł medyczny
      stworzył i wypromował pogląd, że jest bardzo trudno wyleczyć się z raka i tylko
      stosunkowo mały procent osób zdrowieje. Sugestia jest tak silna, że ludzie,
      łącznie z szanowanymi i dostojnymi lekarzami, którzy niewystarczająco nauczyli
      się sztuki leczenia, dają nabrać się na to (...)"

      Więcej:
      niejedzenie.4me.pl/polski/leczenie/zRaka.html
      oraz:
      www.rozmowy.all.pl

      pozdrawiam
      SANDRA
    • Gość: Viking Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.elisa-laajakaista.fi 31.01.05, 21:06
      "nie dam się" i...tyle czasem wystarczy. lubię tego gościa. wyróżnia się...
    • Gość: Burkitt ciszej nad ta trumna IP: *.w83-194.abo.wanadoo.fr 31.01.05, 21:13
      na dzien dobry:

      nie chce sie licytowac z panem Durczokiem, ale tak sie glupio sklada,
      ze dwa lata (2002-2004) walczylem z chlonniakiem Burkitta i dobrze wiem,
      co to jest "prawdziwy" rak. Leczono mnie m. in. konskimi dawkami metoreksatu i
      aracityny, schudlem ponad 15 kg, wlosy mimo "zaleczenia" (NIGDY nie mowimy o
      "wyleczeniu" raka!) juz mi nie odrosly, mialem kilkadziesiat transfuzji, trzy
      nieudane operacje wstawiania komory kregoslupowej do pobierania plynu
      rdzeniowo-kregowego. podczas jednej z chemii malo co nie nie pozegnalem sie z
      zyciem (lekarze przedawkowali). Nie wiem, jakiego raka ma pan Durczok (bo wbrew
      pozorom, on go dalej w sobie ma), wydaje mi sie, ze cos zblizonego do mojego,
      ale ja nigdy podczas chemii, a mialem ich 12(kazda trwala 2-3 tygodnie), nie
      bylem w stanie pilotowac samolotu, czy robic cos innego niz bezradnie wpatrywac
      sie w sufit. Bylem w przeciwienstwie do pana Durczoka krancowo wyczerpany,
      niezdolny do niczego.
      Po ostatniej chemii wrocilem do domu karetka na wozku, dwa razy tracac
      przytomnosc. NIGDY nie bylbym w stanie wrocic do domu samochodem o wlasnych
      silach. O jezdzie samochodem zapomnialem na dwa dlugie lata.

      Co przez to wszystko chce powiedziec ?

      Ze pan Kamil powinien byc troche skromniejszy...
      OK, ma raka, ale na szcescie nie najgorsza odmiane, chemie., ktora mu
      zaaplikowali, tez dobrze zniosl (bo pewnio byla slaba), latal samolotem, jezdzil
      samochodem, a nawet wystepowal lysy w TV. A codziennie setki ludzi w Polsce,
      powolnie zdycha na oddzialach hematologii z duzo gorszymi odmianami raka, i nikt
      nad nimi nie zaplacze.

      Pan Kamil rozczula sie nad soba, pisze, ze cos wygral, i zapomina, ze raka nigdy
      nie mozna wyleczyc, a tylko zaleczyc. Moze wrocic jutro, za miesic, rok, a moze
      nigdy.

      A do tego, za ksiazczyne, ktora ja przyczytalem w ciagu godziny, spiewa sobie
      2-22 zlociszy. Tak zbija sie kase na litosci gawiedzi.

      Pozostaje mi tylko niesmak...

      Burkitt

      PS.

      ja zyje caly czas ze swiadomoscia, ze moj chlonniak moze jutro na nowo mnie
      dopasc. Podejme nowa walke, ale szanse beda mniejsze. Mysl ta nie przeszkadza mi
      funkcjonowac, ale daje mi poczucie, ze zyxje kazdym dniem, a jutra moze juz nie
      byc...

      PS.
      A tak nota bene, to wiem, ze w Polsce dawno juz bym zdechl. Uratowala mnie
      Francja i jej system zdrowotny.
      • wiolathered Re: ciszej nad ta trumna 31.01.05, 21:27
        nic wiecej nie moge napisac poza tym ze podziwiam i zycze sily.boje sie
        panicznie raka.
        A na ksiazke pana Durczoka mozna popatrzec jeszcze inaczej.Caly ten szum kolo
        niej, to, ze sie mowi o raku, pisze sie w gazetach etc to moze pomoc w
        szerzeniu swiadomosci na ten temat, szczegolnie u ludzi ktorzy tej ksiazki
        nawet nie dotkna. Slyszalam babcie pewna ktora swojej kolezance pokazywala lysa
        dziewczyne w chustce. Mowienie o tym w wiadomosciach i pokazanie lysej glowy-to
        pomaga zmieniac swiadomosc ludzi.
      • sandraardnas Ciszej nad... 31.01.05, 23:10
        Witaj :-)

        Ciekawie opisales to co bylo Twoim i z tego co wiedze, niestety jest,
        doświadczeniem.
        Ale powiedz, czy nie chcesz tego zmienic?
        Czy uwazasz ze takim myśleniem poprawisz swoja sytuacje.
        wiesz, w Twojej wypowiedzi bardzo wyraznie widac, to o czym często się
        zapomina, tzn. o tym, że człowiek to nie tylko ciało...i jak sie leczy ciało to
        i na duchu ma to mocne odzwierciedlenie. I vice versa.

        Podałam już w tej dyskusji odnosnik do pewnej strony, którą warto odwiedzić.
        Podaje jeszcze raz + konkretny odnosik do doświadczen dziewczyny, która
        wyleczyła się z nowotworu:
        niejedzenie.info/polski/doswiadczenia/aya.html
        niejedzenie.info/polski/postleczniczy.html
        niejedzenie.info/polski/leczenie/zRaka.html


        Co do doświadczen człowieka. Uważam że bez względu na to co nam się dzieje, nie
        mamy prawa aby oceniac doświadczenia drugiej osoby. Ktoś kto mocniej np.
        połamie sobie noge, nie oznacza ze cierpi bardziej niz ktoś z mniej
        skomplikowanym złamaniem. To wszystko kwestia danej osoby, tego jak do danego
        wypadku podchodzi, jak potrafi sobie radzić z przeciwnościami, jak mocną ma
        psychikę oraz ciało [a tu jedno z drugim sie przenika], od tego jakimi ludzmi
        sie otacza, jakie ma poprzednie doświadczenia etc.
        Każdy mierzy własna miarą.
        Bywa i tak, że rodzina chorującego bardziej cierpi i przezywa niż sam
        chorujący...no ilu ludzi tyle przypadków.
        Nalezy wyciągać z danego przykładu, który Nas zainteresuje, to co dla Nas jest
        najważniejsze, to co Nas wzmacnia.
        Jeśli np. książka tego nie ma, to lepiej iść dalej a nie marnować energie na
        zastanawianie się dlaczego ktoś to napisał. Szkoda energii i czasu.



        pozdrawiam serdecznie :-)

        SANDRA
        • Gość: Burkitt Re: Ciszej nad... IP: *.w83-194.abo.wanadoo.fr 01.02.05, 10:13
          Co myslisz, piszac o zmianach ?

          Panu Durczokowi nie odbieram prawa do pisania o swoim cierpieniu, on tez
          swoje przezyl, ale chce jego opowiesc ustawic na pewnej skali i po prostu
          powiedziec, ze poznalem we Francji ludzi, ktorzy walczyli i mimo wszystko
          odeszli, ktorzy cierpieli tak bezbrzeznie, ze nawet mnie, facetowi,
          zahartowanemu juz przed choroba, lzy cieklyby po policzkach, gdybym mial jeszcze
          jeszcze troche sily na rozklejanie sie...

          Pamietam do dzisiaj wizyty rodzin u tych chorych (ja bylem tym drugim pacjentem
          w pokoju), przestraszone twarze dzieci, nierozumiejacych, co dzieje sie z ich
          ojcami, dlaczego zamiast sie z nimi smiac, wymiotuja na lozko, dlaczego podpieci
          sa to roznych aparatow, dlaczego ich mama tak dziwnie wpatruje sie w tate.

          Ten bezmiar choroby, ktory tam zobaczylem i ktory przezylem w duzej czesci na
          wlasnej skorze, nie pasuje do "uglaskanego" obrazu choroby pana Durczoka, ktory
          szkicuje on w swojej ksiazeczce. Kiedy czytalem o jego lataniu samolotem podczas
          chemii, to wylem po prostu ze smiechu i cieszylem sie, ze pan Durczok byl w
          stanie to zrobic. Bo ja juz po drugiej chemii zdychalem na okroglo, i tak bylo
          przez prawie dwa lata.

          Konkluzja: zawsze moze byc duzo gorzej, wiec wlasne doswiadczenia trzeba
          relatywizowac...

          Pozdrawiam Cie serdecznie

          Burkitt
          • sandraardnas Ciszej nad... 01.02.05, 15:07
            Witaj,

            "Co myslisz, piszac o zmianach ?"

            Mówie o tym, by po prostu znaleźć przyczynę zachorowania.
            To że coś się dzieje jest skutkiem czynów, procesów etc.
            Obserwuję to co się dzieje w świecie choroby nowotworowej.
            Jak narazie nikt nie wyciągnał z całej masy lat doświadczeń wystarczających
            wniosków.
            Lekarze przedłużaja życie a nie leczą. I to jest w tym najbardziej chore.
            Ludzie czytają różnego rodzaje publikacje, a w nich nie ma tego co
            najważniejsze - co czynić, by do nowotworu nie dochodziło.
            Ja o pewnych zjawiskach wiem. Przedstawiłam kilkakrotnie pewną Wiedzę.
            Zmieszano mnie z błotem nim w ogóle ktoś w całości to co napisałam, przeczytał.
            Jest to dla mnie śmieszne i tragiczne. Skoro od takiego czasu wszlekie próby
            doprowadzają wciąz do śmierci pacjentów [w dłuższym lub krótszym okresie
            czasu], to dlaczego nie próbuje sie czegoś innego?
            Nie dziwie sie lekarzom, bo w wiekszości sa zamknieci i poza swoim medycznym
            światem widzą niewiele i sami są grupą zawodową, która ma najniższą średnią
            wiekową...ale dlaczego inni sie nie skuszą?

            Przykład Pana Duroczka ani mnie nie pociąga ani mnie nei zraża. Jeśli cos mnie
            interesuje to całokształt jego osoby, na podstawie którego można stwierdzić
            dlaczego doszło u niego do choroby nowotworowej.
            Lekarz na etapie tej medycyny którą mamy nie zrobi tego.

            pozdrawiam
            i dzieki za odpowiedź :-)
            SANDRA
            • Gość: Burkitt Re: Ciszej nad... IP: *.w83-196.abo.wanadoo.fr 01.02.05, 16:19
              >Witaj,

              >>"Co myslisz, piszac o zmianach ?"
              >
              >Mówie o tym, by po prostu znaleźć przyczynę zachorowania.
              >To że coś się dzieje jest skutkiem czynów, procesów etc.
              >Obserwuję to co się dzieje w świecie choroby nowotworowej.
              >Jak narazie nikt nie wyciągnał z całej masy lat doświadczeń wystarczających
              >wniosków.

              >Lekarze przedłużaja życie a nie leczą.

              zgadzam sie calkowicie. Lekarze lecza cialo, a nie glowe, a moim skromnym
              zdaniem to w glowie nalezy szukac przyczyn raka. W moim przypadku nawet lekarze
              (!) potwierdzili. ze glowna przyczyna mojego Burkitta byl przedluzajacy sie
              stres. Nie trudno sie dziwic jedank lekarzom, ze oni na razie (?) koncentruja
              sie na leczeniu skutkow, a nie przyczyn (paradoks ?). Bo wlasciwie to nie
              lekarzy nalezy czynic odpowiedzialnym za stres naszego codziennego zycia, moze
              to raczej politykow czy filozofow nalezy zaprosic do dyskusji.

              Juz widze jak Lepper czy Giertych dyskutuja o SLD-owskich korzeniachb raka. :-)

              >pozdrawiam
              >i dzieki za odpowiedź :-)
              >SANDRA

              ja nawet Cie sciskam :-)

              Burkitt
              • Gość: Teresa Re: Ciszej nad... IP: *.net-serwis.pl 01.02.05, 18:07
                nie tylko stres jest przyczyną chorob
                kazde dlugotrwajace napiecie, negatywne emocje i uczucia typu uraza, zawisc,
                zazdrosc, nienawisc, zlosc, niechec (sa forma goracej, toksycznej energii),
                takze niezrownoważone, martwe, zanieczyszczone chemicznymi dodatkami pozywienie,
                brak ruchu i wypoczynku - slowem wszystko, co narusza wewnetrzna rownowage
                organizmu;
                chcę powiedziec, że poważna choroba to sygnał, że potrzebne są gruntowne zmiany
                w sposobie życia, odżywiania, myślenia, nastawienia, rozumienia zdrowia, inaczej
                szansa na powtórkę jest duża
            • Gość: Teresa Sandra. IP: *.net-serwis.pl 01.02.05, 17:38
              wszystkie wypowiedzi czytam z zainteresowaniem, ale Twoje z prawdziwa
              przyjemnoscia, bo myslimy podobnie
              moze powiesz mi skad jestes, skad czerpiesz swoja wiedze nt.tych chorob, moze
              moglybysmy powymieniac sie wiadomosciami i przemysleniami
              • sandraardnas kontakt - Sandra 01.02.05, 18:29
                "Wszystkie wypowiedzi czytam z zainteresowaniem, ale Twoje z prawdziwa
                przyjemnoscia, bo myslimy podobnie moze powiesz mi skad jestes, skad czerpiesz
                swoja wiedze nt.tych chorob, moze moglybysmy powymieniac sie wiadomosciami i
                przemysleniami"

                Witaj

                Miło mi.

                Wiedze czerpię z życia. Studiuje ją na ile pozwala mi czas, a troche go mam, bo
                właściwie postanowiłam jakiś czas temu, poswięcić się zgłębianiu pewnych
                tematów.
                Piszesz, ze moje posty czyta się z przyjemnością. Też lubię czuć przyjemność z
                czytania, ale jak pokazuje doświadczenie, często sporo Prawdy jest w tym, co
                nie zawsze czyta sie nam przyjemnie.
                Mam różne źrodła informacji.
                Niektóre mi sie podobają inne mniej, bo okazuje się że moje postępowanie w
                danym temacie nie jest do końca właściwe i należy coś zmienić.
                Ale robię to, bo bez względu z jaką religią sie stykamy, z jaką filozofia
                życia, to i tak źródło jest to samo. I idąc krok po kroku dochodzi sie do
                Jedynej Prawdy.
                Piszesz w innym poście u góry o tym co wpływa na nasze życie.
                Czy jest to dieta, czy styl życia, czy stosunek do drugiego człowieka czy też
                zachowanie w innym aspekcie - to wszystko są czyny. A idąc krok po kroku
                dochodzimy do źródła, które mówi o tym że to czyny modyfikują nasz kod DNA.
                Np. stres. Stres nie jest przyczyna żadnej choroby!
                Przyczyną jest to, co powoduje ten stres...należy drążyć głębiej.
                Jeżeli powiedzmy słodycze powoduja że ktoś choruje, to prawdziwa przyczyna tkwi
                w tym co dana osobę pcha do tych czekoladek ,bitej śmietany etc.
                Etc., etc.......


                Zapraszam - mój kontakt:
                sandra@namyslow.com
                GG: 2190517

                pozdrawiam
                SANDRA
      • Gość: B.Art Re: ciszej nad ta trumna IP: *.eranet.pl 01.02.05, 02:30
        Kazdy ma po trosze racji, ze moze za bunczusznie, ze w porzadku, ze inni mieli
        gorzej, ze komus sie nie udalo.
        Moze ksiazka i pachnie troche komercja ale ma jeden moim zdaniem niewatpliwy
        atut: pokazuje ze mozna i ze trzeba powalczyc.
        Zaloze sie ze jest wiele osob ktore przegraly tylko dlatego, ze za dlugo bily
        sie z myslami choc cos przeczuwaly, nie chodzily na badania choc powinny.
        Jestem na poczatku drogi, juz uslyszalem "wyrok" choc odlegly to jednak. Bylem
        w szpitalu gdzie mnie troche "naprostowano" i zobaczylem jak ludzie walcza i
        jak to wyglada. Czekajac na przyjecie na sale przeczytalem na tablicy ogloszen
        prosbe o odbieranie zwlok... szok. Naprawde duzo czasu zajelo oswojenie sie z
        choroba. Chodzila za mna jak cien; przygotowuje rodzine zeby poradzila sobie
        beze mnie, kredyt na mieszkanie wzialem na tyle zeby samemu go splacic. Balem
        sie nawet dokladnie dowiedziec co tak naprawde mi dolega. Psychicznie ciezko
        przezylem poczatek. Teraz troche sie oswoilem i zyje normalnie gdyby nie to
        codzienne lykanie prochow.
        Takie publiczne przelamanie tabu pomoze i chorym i zdrowym, bo jednak trzeba o
        tym rozmawiac. A kto ma to zrobic jak nie osoba ktora wszyscy znaja. Ta ksiazka
        powinna powstac.
    • Gość: an.ak Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 21:22
      Jestem pełna podziwu dla pana Durczoka, nie kazdy jest tak odważny jak on nie
      kazdy przyznał byy się do swej choroby publicznie niektórzy ukrywają przed
      wszytkimi swoje wady i choroby! Podziwiam tego człowieka chodź wiadomo nie
      jest omn idalny bo nikt nie jest idealny ale jestem pełna podziwu i zrozumienia
      i zycze mu jak najlepiej aby wszyko było jak najlepiej życze mu dużo sukcesów
      i by zapomniał o wszytkim a w ciężkich chwilach pamiętał ze ma wielu
      sympatyków!!! Pozdrawiam z Bieszczad!!!!! Moze wpadnie tu pan na pare
      godzin ???
    • Gość: Ziom Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.eu.org / *.monitorek.eu.org 31.01.05, 23:16
      Zachorowalem na raczyce gdy mialem prawie 18 lat-trafilem do centrum w Wawie na
      Ursynowie-lux szpital- nie balemsie śmierci, myślalem o tym, że świat sie
      zalamal nagle, wiedzialem jednak, ze nic mi to nie da umartwianie sie nad
      sobą. Nie zmienilem swojego 'ja' w zwiazku z tą chorobą, bralem z życia ile sie
      dało, wcześniej nie łazilem po disco(czasem na miasto z kumplami) a po tym
      ogłoszeniu wyroku jak niektórzy sądzą, ja jakby zerwałem się z łańcucha... :)
      Brałem pełnymi garściamy życie-i nie żałuje nie poddawalem sie-chyba dlatego
      ze jestem typem takiego człowieka, który "lubi" walczyć, choćby samotnie i
      choćby z góry wydawać by sie moglo ze jest skazany na porażke. Wybralem 14
      chemii (cispaltyny, adrie, holoxany i inne dziady )i radioterapie odbyłem .Nie
      zaprzestalem nigdy gry w piłke(uwielbialem grac i zawsze jak patrzylem z okna
      na chlopakow jak grają, to nigdy minuta nie mijala a juz bylem z nimi-pamietam
      raz po chemii poszedlem 'grac jeśli to tak mozna nazwac' zmarnowany taki-
      pożygalem sie na boisku, ale i tak gralem dalej), pewnie niektorych to
      smieszy :) o i brykam na biku jak wariat-choć niepowinienem-a wędkując, to już
      sie zupelnie relaxuje-oczywiście jak biorą... :P

      W szpitalu zmarł mój kolega Michał, bardzo to przeżyłem-dołki i niepowodzenia
      zalamują strasznie, ale jeśli sie je sprzetrwa to człowiek jest o wiele
      śilniejszy.

      Dzis mam 3 lata jakt to moja mama mówi :P jak narazie nic sie nie dzieje złego
      i ciesze sie żyje-mam wspaniałą, kochaną dziewczynę, która bardzo mi pomaga i
      dzieki moje trudności (Kocham Cie Miśku:)
      3majcie sie ludzie i nie dajcie sieraczycy-bo ją sie też da pokonać
      pozdro
    • Gość: Piotr inta@pf.pl Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.238.91.181.adsl.inetia.pl 01.02.05, 09:40
      Mimo sukcesu czego należy w takiej sytuacji życzyć każdemu, jest Pan p.Kamilu
      dalej w grupie bardzo wysokiego ryzyka nawrotu choroby, bo ani nóż chirurga,
      ani tzw. chemioterapia (cytostatyki) nie usuwaja przyczyny podstawowej, która
      doprowadziła do powstania tej zwyrodniałej tkani. Lubię Pana i Pana audycje i
      dlatego zachęcam do przeczytania książki w języku rosyjskim pt."Tajemnica
      nierozpoznanych diagnoz" i "Wczesna diagnostyka raka" rosyjskiej lekarki O.I.
      Jelisijewej, a Pański pogląd na problem raka wywróci się dogóry nogami.
      • Gość: Burkitt Niczego nie czytac IP: *.w83-194.abo.wanadoo.fr 01.02.05, 10:02
        Rozumiem Pana intencje, ale ja jako "czlowiek po przejsciach" odradzam wszystkim
        chorym albo juz "zaleczonym" czytac zbyt duzo na temat swojej choroby. To tylko
        doluje i odbiera resztki energii, tak niezbednej w walce z rakiem.
        Ja, kiedy dowiedzialem sie, ze mam Burkitta, przestudiowalem wiele publikacji,
        przeczesalem caly internet, dowiedzialem sie WIELE, ale wlasciwie nie wiedzialem
        NIC. Zajelo mi to tylko dlugie tygodnie i odciagnelo mnie od walki z choroba.

        Radze wszystkim chorym porozmawiac szczerze z lekarzem, niech on wywali kawe na
        lawe, to moze nawet zabolec, ale nie polecam zabawiania sie w domoroslego
        hematologa lub onkologa. Pacjentom po prostu brakuje dystansu do swojej choroby
        (logo !), nie widza oni globalnie problemu, czasami jakis szczegol moze ich
        dolowac na cale miesiace.

        Ja wiec ODRADZAM jakiekolwiek poglebione lektury. A jesli ktos jest w stanie
        czytac po 2-3 chemii, to juz raczej polecam "Oskara i roze". Ja czytac w kazdym
        razie nie moglem (zanik miesni po 3 chemii, nie moglem nawet utrzymac ksiazki w
        rekach, a zadna ladna pielegniarka niczego (nawet ksiazki :-) potrzymac mi
        dluzej nie chciala...


        Burkitt
        • kinga192 Re: Niczego nie czytac 19.10.05, 13:03
          Ja też chorowałam na Burkitta! Narazie jest wszystko ok. Za 2 tyg. mam badania
          kontrolne i wszystk sie okarze. W rok pozbyłam się tego świństwa! Niech pan do
          mnie napisze jesli ma pan ochote porozmawiac! Kingol10@wp.pl Pozdrawiam
    • Gość: Felicita Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 19:20
      czy nie wydaje się wszystkim pańswtu jednak - że prawdziwym zwyciężcą w tej
      walce jeat CZŁOWIEK ???? abstarchując od tego czy wygrał czy nie dokońca -
      jeżeli walczył = gonił kruliczka , to już wygrał !!!!!!

      szczególnie my - ci co pszeszli traume raka, jakkolwiek bylibyśmy przez niego
      naznaczeni , jakkolwiek byśmy nie cierpieli jeżeli poradziliśmy sobie z tą
      stroną duchową choroby - to już wygraliśmy ;-)

      choruje nie tylko ciało,ciało cierpi katusze , ogromny ból; cierpi też duch -
      przychodzi bezzsenność, żal, smutek , depresja, niższa samoocena ... ale jeśli
      mimo to potrafimy żyć - to jest to ogromna victoria ducha

      jakże potem jesteśmy bogatsi, moi znajomi spisali mnie na straty w pewnym
      momencie, nie jest fajnie odwiedzać laske w szpitalu przez 3 lata, niby
      uśmiechnięta ... ale to jednak szpital

      a teraz nie wierzą oczom - to jest victoria

      jeżeli książka Pana K. Durczoka powstała choćby po to tylko, by wywołać taką
      wymianę myśli na forum - to warto było ją napisać

      dziękuja serdecznie Mister Kamil
      • Gość: Burkitt Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.w83-196.abo.wanadoo.fr 01.02.05, 20:03
        zgadzam sie z Pania (Panem) Felicita,
        my, ci naznaczeni przez raka, wygralismy bitwe, bardzo wazna ale tylko
        bitwe, chociaz teraz czuje sie lepiej niz przed choroba (!), to nie
        odwazylbym sie powiedziec, ze definitywnie "wygralem zycie".

        To jest juz mistyka i brak strachu przed Bogiem (bogiem -> jestem deista).
        Pan Kamil sie odwazyl i na nim jedynie spoczywa odpowiedzialnosc za to.

        Burkitt
    • Gość: mon_cie Re: Wygrać życie - Kamil Durczok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 20:45
      w czasie kiedy Kamil Durczok i Marcin Pawłowski chorowali na raka, mój
      mężczyzna (którego pokochałam i on mnie pokochał, a znalismy się dopiero rok)
      tez dostał wyrok - rak węzłów chłonnych.Poznaliśmy chorobę od samego początku,
      od jej objawów(kiedy jeszce nie wiedzielismy, że to TO)i poźniej kiedy po
      pobraniu wycinków dowiedzieliśmy się, że to TO ! Nie wiem jak udało się przeżyć
      psychicznie rok walki, tylko wiedziałam, że musi się udać. Nie mogłam się
      załamać, a mało brakowało.Historia też do opisania, ale po co ?. Wtedy nie
      miałam w nikim oparcia, tak prawdę mówiąc znajomi zapomnieli o nas. Zdawkowe
      pytania o zdrowie i zapewnienia o pamięci. Bzdury! Ludzie nie potrafią
      rozmawiać o raku, ja się nauczyłam i chyba to mi pomogło przetrwać. Jesteśmy
      razem ! Jest zdrowy ! Ale ....
      • wooy11 Re: Wygrać życie - Kamil Durczok 02.02.05, 14:04
        .....bardzo dobrze ze taka ksiazka powstała, moja zona jest chora na nowotwor
        wezłow chlonnych i jest obecnie po 4-tej, czerwonej chymioterapii.........znosi
        to bardzo dzielnie......zastanawiała sie tylko czy to wszystko co jej do glowy
        przychodzi jest oznaka choroby psychicznej i czy moze jest to norma przy takiej
        chorobie.......dopiero po przeczytaniu tej publikacji stwierdzila ze jest
        zupelnie normalna.......widać wszyscy chorzy na nowotwor tak reagują, pan
        Durczok tylko to wszystko opisał i nam to "podał" i trzeba byc mu za to
        wdziecznym i nie pisac takich rzeczy ze chce zrobic na tej ksiazce
        kase.....mysle ze akurat tego mu nie brakuje......tak samo nie zgadzam sie z
        teza jaka gdzies tu padła ze w Polsce nie potrafia poradzic sobie z
        nowotworem......jestem z galicji i podroz do Gliwic byla dla nas ciezka, w
        Gliwicach na szczescie spotkalismy pania doktor ktora pochodzi z moich stron i
        ona zaproponowala nam szpital ktory znajduje sie "na progu" Bieszczad w
        Brzozowie.....nawet nie wiedziałem ze w takiej małej miejscowosci jest taki
        szpital a to tylko 120 km od naszego domu........chociaz Żona jest w trakcie
        leczenia wiec trudno co kolwiek przewidywac ale wiem jeedno : w tym niepozornym
        szpitalu pracuja prawdziwi fachowcy, to co robia , robia
        bezinteresownie......od pierwszego pobytu traktowali nas jak czlonkow swojej
        rodziny a to jest bardzo wazne.....lekaz najpierw leczy slowem a pomaga sobie
        jedynie tym co ma do dyspozycji......wiem ze zona wyjdzie z tego i bedzie
        zdrowa.....wiem to , wiem bo wierze w to ........wszystkich chorych pozdrawiam
        cieplutko i przekazuje duzo mojej nadziei.....uwierzcie ze bedzie dobrze
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka