Dodaj do ulubionych

Fundamentalistka

27.06.09, 05:15
Jezeli autorka artykulu za $5 jest w stanie przygotowac obiad na dwa dni z
podanych skladnikow, to naprawde ogromne gratulacje. Mnie sie nigy nie udalo
kupic w Stanach ryby tanszej niz $4 za funt (czyli niecale pol kilograma. A
tak na marginesie,cupcakes pisze sie po angielsku razem.
Obserwuj wątek
    • mfabry Re: Fundamentalistka 27.06.09, 11:02
      Bo funta ryby nie zjada się w jedną osobę a w 2-3, podając ze świeżą sałatą lub
      pomidorami oraz niewielką ilością ryżu. Weź pod uwagę iż zapotrzebowanie
      energetyczne autorki artykułu -(szczupłej kobiety ze średnio aktywnym trybem
      życia i pracą biurową) - jest zupełnie inne niż dorosłego faceta z podobnym
      trybem życia (tu obiad powinien być bardziej obfity)
      • cracovian Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:34
        A ta salata albo pomidory to chyba z ogrodka, bo za pozostalego
        dolara to tylko zdrapywanke kupisz.
        • historyk09 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:55
          glowka brokul za dolara.
          • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:17
            Ryba z ryzem i brokułami?

            To jakiś koszmar ;/
            • historyk09 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:34
              "Za to kupię kawałek kurczaka lub ryby, brokuły i ryż i ugotuję
              zdrowy obiad, który starczy mi na dwa dni. - Je pan to lukrowane
              świństwo?"
              • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:42
                Moze i ten obiad jest zdrowy, ale jest też nieludzko niesmaczny - o
                to mi chodziło.

                Jesli mamy sie scigać to prywatnie uwazam, ze kasza gryczana z
                pieczarkami i ze zsiadłym mlekiem by tę kobietę zadziwiła smakiem. I
                chyba nawet taniej. Jej zarcie nie posiada smaku, to jedzą
                kulturysci, bez soli, prze zawodami, zbijajac tłuszcz i pakujac na
                masę.
                • historyk09 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:59
                  ostroznie z osadzaniem innych. Wychowalas sie w Polsce (podejrzewam)
                  i to uksztalwowalo na pewno twoje preferencje smakowe. Zauwaz jednak
                  ze na swiecie jest jeszcze jakies 6 000 000 000 innych ludzi, ktorym
                  moze smakowac inne jedzenie.
                  Co do tej pani , to na pewno zrezygnowala z czesci potraw, ale
                  przeciez nie mozna miec wszystkiego.
                  A sol jest potrzebna i ona tez na pewno ja je
                  • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:33

                    > ostroznie z osadzaniem innych. Wychowalas sie w Polsce
                    (podejrzewam)
                    > i to uksztalwowalo na pewno twoje preferencje smakowe.Zauwaz
                    jednak
                    > ze na swiecie jest jeszcze jakies 6 000 000 000 innych ludzi,
                    ktorym
                    > moze smakowac inne jedzenie.

                    Wiesz, geografia nie ma nic do rzeczy, akurat w tym wypadku -
                    ryba/kurczak na parze, gotowany ryż i brokuły na parze WSZEDZIE
                    smakują tak samo. Bezsmakowo.

                    • venaaa Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:43
                      Nie generalizuj. Ludzie mają różne gusta kulinarne. Dla mnie np.
                      ryba z ryżem i brokułami to coś bardzo smacznego. Dodam, że lubię
                      dobrze i dużo zjeść (na szczęście nie muszę dbać o linię) więc u
                      mnie nie o odchudzanie chodzi tylko o to, że takie jedzenie jest dla
                      mnie zwyczajnie bardzo smaczne.
                      • nanan1 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 12:35
                        wlosi podaja sole z brokulam i minimalna iloscia bialego sosu. Pyszne.
                        I potrafi byc bardzo drogie w niektorych restauracjach.
                    • historyk09 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:58
                      na prwde nie wiem co mam napisac...Jak bys przejewchal tylko same
                      kraje europejskie to zobaczylabys ze sa rozne gusta, smaki. A jeszze
                      jest kilka innych kontynentow
                      • tw.jacek_i_placek Tłuste spasione na hamburgerach amerykańce 29.06.09, 22:50
                        kręcą swoimi tłustymi spasionymi na frytkach zadami
                    • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 21:57
                      Na parze? Ale po co?Usmaż tę rybę na oliwie albo upiecz w piekarniku doprawioną
                      ziołami i sokiem cytrynowym.

                      Brokuła ugotuj i zasmaż na maśle, dopraw pieprzem jesli musisz. Albo zrób sobie
                      sos grzybowy na śmietanie.

                      Podaruj sobie ryż, w zamian zrób jakąś sałatę.

                      Zdrowo nie znaczy bezsmakowo.
                      • kropotkina Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:36
                        golfstrom napisała:

                        > Na parze? Ale po co?Usmaż tę rybę na oliwie albo upiecz w piekarniku doprawioną
                        > ziołami i sokiem cytrynowym.

                        Usmażyć? Ale po co? Jeśli lubię gotowaną na parze?
                        Zioła i cytryna - jak najbardziej.

                        > Brokuła ugotuj i zasmaż na maśle, dopraw pieprzem jesli musisz. Albo zrób sobie
                        > sos grzybowy na śmietanie.

                        A mogę nie smażyć tego brokuła na maśle? I mogę doprawić, czym chcę? Proszę...
                        I nie lubię sosów na śmietanie.

                        > Podaruj sobie ryż, w zamian zrób jakąś sałatę.

                        A mogę zjeść i ryż, i sałatę? Dzięki!

                        > Zdrowo nie znaczy bezsmakowo.

                        Na parze też nie znaczy bezsmakowo.
                        • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 23:07
                          Ponieważ jesteśmy w temacie - bite me.
                    • magda-magda25 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:32
                      czyzby?? a o czyms takim jak PRZYPRAWY Pani slyszala?:P chyba nie....
                      • magda-magda25 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:35
                        magda-magda25 napisała:

                        > czyzby?? a o czyms takim jak PRZYPRAWY Pani slyszala?:P chyba nie....


                        to bylo do iluminacji a propos koniecznie bezbarwnego smaku ryby i ryzu...:)
                        • hermina5 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 08:19
                          Ludzie, jak wy byscie czytali artykuł i inne pomysły tej kobiety, to
                          byscie wiedzieli o czym piszecie . Opisujecie ja, a ona nie uzywa
                          SOLI oraz cukru i uwaza, ze naturalny smak potraw bez przypraw (
                          czyli polepszaczy ) jest najlepszy. dlatego to bezsmakowe , paskudne
                          zarcie i dlatego jej krucjata NIE MA SENSU, bo nikt na to nie
                          przejdzie.
                          • twojabogini Re: Fundamentalistka 30.06.09, 09:23
                            hermina5 napisała:

                            > Ludzie, jak wy byscie czytali artykuł i inne pomysły tej kobiety,
                            to byscie wiedzieli o czym piszecie . Opisujecie ja, a ona nie uzywa
                            > SOLI oraz cukru i uwaza, ze naturalny smak potraw bez przypraw (
                            > czyli polepszaczy ) jest najlepszy. dlatego to bezsmakowe ,
                            paskudne zarcie i dlatego jej krucjata NIE MA SENSU, bo nikt na to
                            nie przejdzie.

                            W Stanach nie ma zbyt dużego wyboru. Większość produktów i tak jest
                            mocno solona, więc dodatkowe porcje soli w jedzeniu są szkodliwe.
                            Podobnie z cukrem. Nawet coca colę mają słodszą. Przyprawy zawierają
                            glutaminian sodu. U nas też się zaczyna - dosładzane ponad miarę są
                            płatki śniadaniowe dla dzieci, soczki, jogurty, maślanki, woda
                            mineralna smakowa, lody, dosalane ponad miarę sa wędliny, pieczywa,
                            sery żółte, do przypraw jesze (mam nadzieję) nie daje się
                            glutaminiany sodu, ale już do mieszanek przypraw owszem -
                            sprawdźcie - przyprawa do kurczaka, świetna niegdyś przyprawa do
                            kuchni włoskiej. Po tej substancji wszystko co nie jest nia
                            doprawione wydaje się bez smaku!
                            Do tego w Stanach mają uprawy GMO, w niektórych gatunkach to juz 70
                            % upraw. Ich truskawki smakują jak nasze niedojrzałe pomidory. Bycie
                            szczuplym w Stanach to naprawdę wyczyn. Przy takich produktach
                            smacznie jeść juz się tam po prostu nie da. U nas będzie to samo...:(
                          • ilonka45 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 12:24
                            Nie masz racji, jestesmy przyzwyczajeni do soli i cukru
                            jako "podnosnika" smaku, sprobuj powoli zmniejszac uzycie soli i
                            cukru, zamiast nich uzywac ziol i sama sie przekonasz ( po jakims
                            czasie) jaki smaczny jest ten brokul bez soli, poczujesz jego
                            prawdziwy smak, kwestia przyzwyczajenia.
                            • call-una Re: Fundamentalistka 01.07.09, 10:31
                              ilonka45 - zgadzam sie w 100%
                          • fioletowafoka Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:17
                            Też nie sole, i jest smacznie :)
                            przynajmniej mi
                            Myślę że to zależy od człowieka. Mi po prosty posolone nie smakuje i już
                    • leafrien Re: Fundamentalistka 30.06.09, 01:21
                      >Wiesz, geografia nie ma nic do rzeczy, akurat w tym wypadku -
                      >ryba/kurczak na parze, gotowany ryż i brokuły na parze WSZEDZIE
                      >smakują tak samo. Bezsmakowo.

                      I tu się mylisz. Moze to nie o geografie chodzie, a;e właśnie o tradycje
                      kulinarną. Polacy uwielbiają kapuste kiszoną. Kto w np. w UK zje coś takiego?
                      chyba tylko Polacy na emigracji. Inny przykład. Wiesz ze w UK jedza frytki z
                      octem? Ja bym tego nie ruszyła, a im smakuje, a to przeciez nie jest aż tak
                      daleko. Mieszkaniec jakiejs zapomnianej woski w Andach zje ze smakiem robaka,
                      ugotowanego bez soli. Skusisz się? Nie sądze. A to dlatego, ze nie jestes
                      przyzwyczajony do takiego jedzeni, wiec nie geografia, ale przyzwyczajenie i
                      kultura, która mimo wszystko z tą geografią ma jakies tam powiązania determinuje
                      nasze upodobania.
                      • hermina5 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 08:21
                        >Polacy uwielbiają kapuste kiszoną. Kto w np. w UK zje coś takiego?

                        Kto uwielbia ten uwielbia, ja nie znoszę. Tak wiec sugeruję nie
                        wypowiadać sie za wszystkich . Pizza jest włoska, ale jakimś cudem
                        zazera się nia obecnie cały swiat.
                        • fioletowafoka Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:22
                          Nie cały, bo w Azji jest ona bardzo mało popularna I jedzą ją właściwie tylko
                          obcokrajowcy. Natomiast bardzo mały procent Europejczyków jest w stanie zjeść
                          prawdziwe tajskie curry.
                          • hermina5 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:38
                            Natomiast bardzo mały procent Europejczyków jest w stanie zjeść
                            > prawdziwe tajskie curry.

                            Ale mysle, ze np. Węgier nie miałby z tym wielkiego problemu.
                            • eeela Re: Fundamentalistka 01.07.09, 01:07

                              > Natomiast bardzo mały procent Europejczyków jest w stanie zjeść
                              > > prawdziwe tajskie curry.
                              >
                              > Ale mysle, ze np. Węgier nie miałby z tym wielkiego problemu.


                              Ooo, pikantności węgierskiej kuchni bardzo daleko do tajskiego curry.
                      • ilonka45 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 12:28
                        Moja synowa (Angielka)bardzo lubi polskie jedzenie, np bigos,
                        golabki etc, wychowalam sie w Polsce, co nie znaczy, ze lubie
                        polskie jedzenie, wole kuchnie japonska np.
                    • twojabogini Re: Fundamentalistka 30.06.09, 09:14
                      iluminacja256 napisał:

                      > ryba/kurczak na parze, gotowany ryż i brokuły na parze WSZEDZIE
                      > smakują tak samo. Bezsmakowo.

                      Mięso ze sztucznych hodowli zawsze jest paskudne, pomijając, że jest
                      doładowane wodą i modyfikowaną soją. Ryby bardzo często są
                      glazurowane.
                      Proponuję taki zestaw:
                      *Kurczak z przydomowej hodowli, gotowany na parze, w wodzie można
                      zanurzyć parę warzywek dla aromatu (seler, pietruszka razem z nacią)
                      i przyprawy, jałowiec i cząber, kurczaka przed gotowaniem potrzymać
                      przez noc w maceracie z cebuli/czosnku, troszkę gorczycy, parę
                      kropel dobrej jakości oliwy,odrobinka soli morskiej, ewentualnie jak
                      ktoś woli ostre ziarenka pieprzu lub troszkę chili
                      *Ryż nie z torebek, a sypki, gotowany tradycyjnym sposobem, osolony
                      delikatnie solą kamienną, aby zwiększyć odczucia smakowe i zapachowe
                      można dodać odrobinę curry (bardziej do ryby)lub szafranu,
                      ewentualnie listek świeżego lubczyka
                      *Brokuły z normalnej hodowli a nie pędzone nawozem mają swój
                      indywidualny, niepowtarzalny smak, podobnie jak kalafior, fasolka
                      szparagowa itp. - ugotować na parze, wodę delikatnie osolić solą
                      kamienną, ponieważ posiłek nie zawiera dużej ilosci tłuszczów fajnie
                      podać warzywka polane odrobiną masła (tylko nie margaryny z
                      marketu... lub solonej osełki)

                      Zapewniam, że będzie pyszne. Jest jeden minus - zachód potrzebny nie
                      do gotowania, tylko do zdobycia dobrej jakości produktów...to z tym
                      mamy problem...:(


                      • fioletowafoka Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:30
                        A propos naturalności, wiecie, że unia ma ograniczyć produkcje ziół? Mają
                        przechodzić badania podobne do badań leków, na które stać właściwie tylko duże
                        koncerny farmaceutyczne? Ponadto jeszcze więcej GMO… Dramat :/
                        • rikol Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:47
                          Cos mi sie obilo o uszy. To jest tragedia. Chca zlikwidowac ziololecznictwo, bo
                          jest tansze i nie ma takich skutkow ubocznych jak zwykle leki. Jesli ktos uwaza
                          leki za bezpieczne, to zachecam do czytania ulotek. Nie znam nikogo, kto sie
                          zatrul ziolami, za to przynajmniej kilka osob zatrulo sie lekami, przebadanymi,
                          ktore sa rzekomo bezpieczne. Dlatego ja popieram Zielonych. W przeciwnym wypadku
                          bedziemy jesc pasze, nie wiedzac nawet, co jemy - bo to biznes. Leczenie to tez
                          biznes.
                          • twojabogini Re: Fundamentalistka 02.07.09, 15:52
                            rikol napisała:

                            > Chca zlikwidowac ziololecznictwo, bo jest tansze i nie ma takich
                            >skutkow ubocznych jak zwykle leki.

                            Istnieje duża grupa lobbingowa, która za tym optuje. Nic nie jest
                            przesądzone.

                            >Jesli ktos uwaza leki za bezpieczne, to zachecam do czytania
                            >ulotek.

                            Warto też zdać sobie sprawę, że pewne objawy działania leków są w
                            ulotkach okreslane jako "skutki uboczne". Zwał jak zwał - te leki
                            mają po prostu takie działanie.

                            >Nie znam nikogo, kto sie zatrul ziolami,

                            Istnieją zioła lub mieszanki ziół silnie trujące. Istnieją zioła
                            poronne (mieszanki - jedne powodują krwawienie drugie skurcze -
                            odpowiednik wspólczesnych tabletek). Istnieją zioła lecznicze w
                            małych dawkach, a zabójcze w większych. Ale nikt takich rzeczy nie
                            wprowadza do obrotu, w nowych podręcznikach zielarstwa już się
                            takich roslin i mieszanek nie wymienia. Ale tak zioła i ogólnie
                            rośliny posiadają substancje czynne zdolne do wywołania reakcji w
                            organiźmie ludzkim.

                            >za to przynajmniej kilka osob zatrulo sie lekami, przebadanymi,
                            > ktore sa rzekomo bezpieczne.

                            Są też sytuacje kiedy leki ratują życie. Potrzebujemy swobodnego
                            dostępu i do leków i do ziół. I rzetelnej informacji. Statystyka
                            uleczeń raka chemią jest stosunkowo wysoka, ale zasady jej
                            prowadzenia sa wątpliwe. Mój przyjaciel został wyleczony i tak
                            został zakwalifikowany w karcie szpitalnej. Zmarł z wycieńczenia dwa
                            miesiące od zakónczenia leczenia. Gdybyśmy to przewidzieli pewnie
                            podjąłby jakąś terapię naturalna, hamujaca rozwój raka, ale za to
                            ostatni rok zycia spędziłby w miarę komfortowo, a nie cierpiąc i
                            słabnąc z dnia na dzień...

                            > W przeciwnym wypadku bedziemy jesc pasze, nie wiedzac nawet, co
                            jemy - bo to biznes.
                            Już jemy. Mięso składa się z wody i hydrolizatu oraz jakiejś papki
                            sojowej z soi modyfikowanej. Producenci nie mają obowiązku nas o tym
                            informować...
                        • echtom Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:52
                          To niedługo każde zioło będziemy nielegalnie uprawiać? :D
                          • rikol Re: Fundamentalistka 30.06.09, 16:00
                            To nie jest smieszne. Ja juz od dawna czytam ostrzezenia, jakie to ziola sa
                            niebezpieczne, bo reaguja z lekami i nie dzialaja. Jak moga nie dzialac, jesli
                            reaguja z lekami? Albo cos dziala (i wtedy reaguje), albo nie i wtedy to mozna
                            jesc ze wszystkim.

                            Dziwnym trafem o szkodliwosci konwencjonalnych lekow artykulow nie ma. Wprost
                            przeciwnie, pisze sie o zbawiennym dzialaniu aspiryny, ktora powoduje wrzody
                            zoladka oraz wylewy u osob z rzadka krwia. Juz byly przypadki smierci osob
                            bioracych ibuprofen - ktory przeciez jest reklamowany w telewizji, a kupic go
                            mozna w kiosku.
                        • turzyca Nie powtarzajcie glupich plotek. 01.07.09, 16:16
                          Na stanikowych offtopach byla cala dyskusja na ten temat:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,86228,93814234,,Referendum_w_sprawie_medycyny_naturalnej.html?v=2
                          i sie okazalo, ze nie ma zadnych wiarygodnych przeslanek. Zadnych
                          wiarygodnych stron internetowych, zadnych wiarygodnych publikacji. Cala panike
                          nakrecaja hohsztaplerzy, ktorzy produkuja jakies dziwne "cudowne leki" i
                          oczywiscie nie chca, zeby to podlegalo kontroli. I pare jeszcze osob miedzy
                          innymi facet, ktory wierzy, ze Ziemia rzadza jaszczury z kosmosu przebrane za
                          ludzi. Ale naprawde nie ma zadnych planow, zeby wyciac ziololecznictwo w pien.

                          A poza tym, czy ktos sobie naprawde wyobraza, ze Unia jest w stanie skontrolowac
                          wszystkie nieuzytki w calej Europie? Sporo roslin leczniczych rosnie na roznych
                          ugorach w charakterze mniej lub bardziej malowniczych chwastow. Ktos naprawde
                          bedzie biegal i probowal wytepic takie popularne chwasty jak mlecze czy babke
                          (obydwa maja zastosowanie w ziololecznictwie)? Czarnych jagod na rynku nie
                          bedzie mozna kupic (suszone sa swietnym lekarstwem na biegunke)? No nie
                          wyglupiajmy sie.
                        • twojabogini Re: Fundamentalistka 02.07.09, 15:41
                          fioletowafoka napisała:

                          > A propos naturalności, wiecie, że unia ma ograniczyć produkcje
                          >ziół? Mają przechodzić badania podobne do badań leków, na które
                          >stać właściwie tylko duże koncerny farmaceutyczne? Ponadto jeszcze
                          >więcej GMO… Dramat :/

                          Prawda i nieprawda. Są propozycje wprowadzenia nowych standardów:
                          www.codexalimentarius.net/web/index_en.jsp
                          Więcej info (za i przeciw) mozna znaleźć jak się wgogluje codex
                          alimentarius . Sporo tego to dezinformacja i głupoty.

                          Raz na jakiś czas lobby firm farmaceutycznych stara się wprowadzić
                          m.in. zakaz obrotu ziołami. Zmiany są wprowadzane małymi krokami.
                          Już w tej chwili jakośc jedzenia się u nas gwałtownie pogarsza, a
                          ceny nie sa tanie - więc zyski sa tym większe. Tyle, że u nas to
                          kwestia barku regulacji i niewysokich kar administracyjnych dla
                          fałszerzy zywności.
                          GMO to taki eksperyment - nie wiadomo czy jest na dłuższą metę
                          szkodliwe, czy nie. Wolałabym jednak, żeby testowano to w
                          labolatoriach a nie na polach uprawnych i naszych orgaznizmach.
                          Polska powinna zakazać u siebie upraw GMO.

                          Powinno powstać takie lobby - dla GMO przewidywałoby procedurę
                          wprowadzania do uprawy i obrotu jak dla leków, a jeśli chodzi o
                          sprawdzone zioła - jak dotąd, czyli normalny obrót i uprawa.
                    • smerczek.m Re: Fundamentalistka 30.06.09, 11:39
                      iluminacjo, życie w ciemnogrodzie chyba ciż zacmiło zupełnie.
                      taki zestaw jadłem już w kilku miastach (powiedzmy europy, choć zdarzyło się też
                      w korei - zamiast brokułów były wprawdzie wodorosty ale też zielone wiec prawie
                      to samo.
                      i zapewniam cię - bezsmakowo nie było wręcz przeciwnie.
                      jak pisałem wcześniej wszystko zależy od dodatków...
                      • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 13:37
                        Tak, zacmiło mnie, jestem tępa i głupia.
                        a porównywanie jedzenia koreańskiego i ryzu w Europie jest
                        PRZEZABAWNE, bo to dwie zupełnie odmienne odmiany ryzu - taki drobny
                        acz znaczacy drobiazg. Japończykowi zbiera sie na wymioty, kiedy ma
                        zjesc ten kleisty ryz bez smaku.

                        Od dodatków zalezy wszystko WTESY, kiedy się ich uzywa - sugeruję
                        poczytać sobie , z e te pani nie uznaje ZADNYCH dodatków
                        • turzyca Re: Fundamentalistka 01.07.09, 16:19
                          Japończykowi zbiera sie na wymioty, kiedy ma
                          > zjesc ten kleisty ryz

                          To znaczy ta kleista paciaja, ktora zawija sie w wodorosty owijajac po drodze
                          jeszcze kawalek ryby, to nie jest japonski wynalazek? Patrzcie Panstwo, jak mnie
                          japonscy znajomi oszukiwali. Na pewno w domach smazyli nieplukany ryz na
                          patelni zalewajac bulionem, zeby kazde ziarenko bylo oddzielnie, a mi wciskali
                          taki kit. Na pewno...
                          • klaranyc Re: Fundamentalistka 01.07.09, 17:55
                            turzyca napisała:

                            > Japończykowi zbiera sie na wymioty, kiedy ma
                            > > zjesc ten kleisty ryz
                            >
                            > To znaczy ta kleista paciaja, ktora zawija sie w wodorosty
                            owijajac po drodze
                            > jeszcze kawalek ryby, to nie jest japonski wynalazek? Patrzcie
                            Panstwo, jak mni
                            > e
                            > japonscy znajomi oszukiwali. Na pewno w domach smazyli nieplukany
                            ryz na
                            > patelni zalewajac bulionem, zeby kazde ziarenko bylo oddzielnie, a
                            mi wciskali
                            > taki kit. Na pewno...

                            Wedługo moich japońskich znajomych, te zawijane z rybą w środku to
                            amerykański wynalazek, natomiast tradycyjne japońskie są te
                            prostokątne, ryż na spodzie, ryba na wierzchu. Ale generalnie zgadza
                            się idea kleistego ryżu ;-)
                          • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 01.07.09, 20:48
                            Na pewno to SUSHI nie ma nic wpólnego z ryzem w miseczkach.
                    • tabby1 Re: Fundamentalistka 09.07.09, 10:28
                      Bohaterka artykułu to moim zdaniem okrutna wariatka, ale rybę z ryżem i
                      warzywami (duszoną) i praktycznie bez soli tylko z ziołami jem często i jest
                      pyszna a mieszkam od urodzenia w Polsce. Trzeba wiedzieć jak przyrządzić i tyle.
                • white-lizette Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:18
                  A co jest niesmacznego w rybie brokulach i ryzu??
                  • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:38
                    > A co jest niesmacznego w rybie brokulach i ryzu??

                    To, ze ryba pieczona w warzywach, ryz z sosem na bazie pomidorów i
                    ostrej papryki i sałtaka warzywna smakuje lepiej niż ryz gotowany i
                    juz, ryba na parze i już , brokuły i już - typowa dieta kulturysty -
                    bez przypraw i bez smaku.
                • smerczek.m Re: Fundamentalistka 30.06.09, 11:36
                  ee chyba przesadzasz - ryz+ryba+brokuły posiadać będą smak - jeśli stołujesz się
                  w fastfoodach to tam wszystko smakuje tak samo. a zestaw ryż+ryba+brokuły mozna
                  przyrzadzić na conajmniej 4-5 sposobów (nawet na słodko jesli ktoś sobie tego
                  życzy) - kwestia przypraw i ew. dodatków (może jakis sos)
                  • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 13:40
                    GDYBY tylko ta pani uznawała stosowania jakichś przypraw, ale nie
                    uznaje.

                    jeśli stołujesz si
                    > ę
                    > w fastfoodach to tam wszystko smakuje tak samo.

                    Nie wiem, bo się tam nie stołuję, a w Macu byłam ostatnio 15 lat
                    temu . Chciałbym, zeby ktoś stołował się tak jak ja. I dla mnie
                    pomysły tej kobiety sa chore - poszukaj jej w necie.
                • troll_bagienny Można jeszcze taniej - jeść własne gó... 30.06.09, 14:58
                  A tak przy okazji, czy zastanawialiście się kiedyś, co w efekcie
                  końcowym zdefekujecie, jeśli przez cały tydzień będziecie jeść tylko
                  gó...? Jecie gó..., wydalacie i to wydalane znowu pożeracie, jak
                  kotleta i tak dalej. Ciekawe, jaka masa będzie efektem takich
                  kilkukrotnych obiegów zamkniętych.
            • historyk09 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:36
              tak poza tym kaszanka dla niektorych moze wydawac sie szczytem
              barbazystwa")
          • cracovian Re: Fundamentalistka 29.06.09, 20:53
            No moze gdzies w Chicago albo na polnocy... U nas jest wszedzie
            drozyzna. Na dwojke malych dzieci i dwoch doroslych wydajemy duzo
            ponad tysiac na same zarcie co miesiac. Zdrowo, ale drogo - nie ma
            cudow.
        • pensioner63 Brawo Meme! Nie żreć i tuczyć się jak świnie! 29.06.09, 17:58
          Brawo za dobry artykuł! Amerykanie po 25 latach aby zmniejszyć raka płuc i
          choroby serca spowodowane paleniem papierosów zmniejszyli odsetek palących z 40%
          do 20%. Czas teraz na uświadomienie, że zarcie bez ograniczenia i siedzenie
          przed telewizorem też zamienia ludzi na inwalidów. Człowiek nie może się ruszać,
          zczyna chorwać na curzycę i na serce. W przypadku skrajnej otyłości umiera około
          czterdziestki.

          Ludzie muszą nauczyć się samokontroli. Kiedyś w dżungli często brakowało
          jedzenia i tłuszcz ratował przed śmiercią z głodu. Teraz w bogatych krajach
          jedzenia jest mnóstwo i nadmiar tłuszczu zaczął skracać życie. Lenistwo i
          głupota są też szkodliwe dla zdrowia.
    • nett1980 Re: Fundamentalistka 27.06.09, 11:27
      Swietna kobieta, solidaryzuje sie z nia, bo moj ojciec jest otyly,
      moja babcia byla tak gruba, ze ciezko bylo znalezc trumne, mam tez
      po nich typ organizmu, ale wygladam jak Meme, chociaz jestem o 2 kg
      ciezsza i troche wyzsza. Ludzie lituja sie nade mna, kaza jesc, a ja
      jem ile chce, ale unikam zywnosci przetworzonej. Dziwie sie, ze
      okragly, wylewajacy sie brzuch mozna uznac za norme, kolezanka
      zawsze szczupla chciala przytyc, bo jej rodzina trula, ze jest za
      chuda. Z zwiewnej nimfy zamienila sie w brzuchata, lysiejaca
      kobietke na chudych lydkach, plus doszly problemy hormonalne. I po
      co jej byly te majonezy, golonki?
      Mamy w naszym kraju sekte odzywiajaca sie wg diety Kwasniewskiego,
      ach jak oni zareaguja na ten artykul :)
      Europejczyk faktycznie nie tknie tych ich ciastek, widzialam takie
      ohydztwa w Dexterze, przynosil toto dzieciom swojej partnerki
      kazdego ranka. Noo ale on byl morderca :)
      • rikol Re: Fundamentalistka 27.06.09, 23:08
        Popieram te akcje. Reklama smieciowego jedzenia powinna byc zakazana. Smiesza
        mnie grubasy wypijajace litr gazowanego slodzonego napoju dziennie,
        rozprawiajace o tym, jak to oni tyja, a przeciez nic nie jedza. Zreszta latwiej
        zrzucic 2 kg niz 20 czy 120. Najlepiej dbac o linie caly czas, a tylko od czasu
        do czasu przekasic cos niezdrowego, oczywiscie w rozsadnych granicach: zamiast
        tabliczki czekolady, kilka kratek. Wzorem dla Amerykanow powinna byc Francja,
        gdzie ludzie jedza wszystko, ale w rozsadnej ilosci. Idealem pod wzgledem
        odzywiania jest Japonia, ale trzeba lubic owoce morza.

        Amerykanom koncerny spozywcze wmowily, ze krakersy to normalne jedzenie. Potem
        zarabia na nich przemysl farmaceutyczny - dzieki temu amerykanska gospodarka
        kwitnie.
        • nett1980 Re: Fundamentalistka 28.06.09, 10:31
          Male ale, czekolada jest ok, ale jesli je sie gorzka, to
          czlowiek zje dwie, trzy kratki i jest najedzony, bo ona ma niski
          indeks glikemiczny. Patrzac tylko na indeksy odchudzila sie moja
          kolezanka po 40 i trzyma wage. Nauczylam jesc tez taka czekolade
          swoje dziecko, dorosli z niedowierzaniem patrza jak maly je gorzka,
          w odp. wieku nie poznal innej.
          • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 08:01
            Ale ludzie, którzy poznali inną nie chca gorzkiej. Ja wolałbym w
            ogóle nie js3c czekolady, niz jesc gorzką, bo nie sprawia mi w ogóle
            przyjemnosci. To tak, jakby w dniu, w którym chcę sobie upiec ciasto
            z truskawkami ktoś za wszelką cenę opowiadał mi , ze drzem z
            zurawiny jets lepszy i mogę zjesc całe trzy łyzeczki, choc nie
            znosze dzemów.

            Przesada NIGDY nie jest dobra - po prostu nie ufam ludziom, którzy
            uwazaja, ze kubek Coli zabija , a ciatko to gruba dupa - jesc mozna
            wszystko, o ile cżłowie tę dupę rusza . Byłam grubym dzieckiem,
            jestem normalna , ekstremalnie wazyłam 47 przy 164 cm - tez nie było
            dobrze.
            • iluminacja256 dzem, oczywiscie n/txt 29.06.09, 08:02
            • echtom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 08:34
              > ekstremalnie wazyłam 47 przy 164 cm

              Czyżby epizod anorektyczny?
              • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 11:32
                Nie, scisły weganizm :) Ale mam wrazenie, ze mechanizm takiej diety
                bardzo przypomina mechanizm anoreksji - stajesz sie fanatykiem ,
                wszystko inne znaczy smiercionoscne i złe:)
                • echtom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 11:46
                  Zadałam to nietaktowne pytanie, bo sama w epizodzie anorektycznym z czasów liceum ważyłam 47 kg przy 166 cm i prawidłowej wadze 55 kg (schudłam z 59).
                • croyance Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:27
                  Jest na to nazwa: ortoroksja.
                • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:47
                  Takie fanatyczne nastawienie do jedzenia daje w efekcie zaburzenia odzywiania.
                  Otylosc tez jest zaburzeniem. Dieta to prosta droga do tego: czlowiek zamiast
                  sie cieszyc jedzeniem i zaspokajac glod, zaczyna kombinowac, co i kiedy zjesc,
                  zeby nie poniesc konsekwencji. To jest chore.
                  • www.jess1611 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 20:01
                    Nie uwazam zeby otylosc byla dobra ale obsesja na punkcie
                    odchudzania sie jest jeszcze gorsza . Moja kuzynka byla
                    anorektyczka i nie byla ani zdrowa ani piekna . Zamiast tego
                    kladla pomidora na wage zeby nie zjesc za duzo ! To jest dopiero
                    choroba .
                    • hermina5 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 08:28
                      No bo niestety obawiam się, ze to co proponuje ta pani tez nie jest
                      mądre i gdyby tak naprawdę zaczać stosowąćjej pomysły w praktyce, to
                      dochodzi się własnie do liczenia kalorii w kazdej szklance herbaty.

                      Oczywiscie, zezazeranie się słodyczami, tłustymi mięchami, fast
                      foodem to oszmar, ale podnóze góry jest gdzie indziej - to
                      koniecznosc gotowania w domu, nie zywienia sie na miescie, oraz
                      uprawianie sportu , a nie siedzenia na kanapie. Ten sport to moze
                      byc 2 godznny szybki spacer.

                      Amerykanie sa dla mnie niepojęci pod jednym względem - uwazają, z
                      ena wszystko jest pigułka. Najpierw zresz jak szalony, a potem
                      przechodzisz na koktajl w proszku i 5 tabletek dziennie i masz na
                      tym schudnąć. No ludzie, co za głupota?
              • klaranyc Re: Fundamentalistka 29.06.09, 20:43
                Też kiedyś ważyłam 47 przy 164, nie mając problemów typu anoreksja. Po
                prostu jadłam tyle, żeby zaspokoić głód, nie przejadając się. Nie
                odmawiałam sobie ciastka od czasu do czasu (wprawdzie polskiego
                ciastka, nic wspólnego z amerykańskim), frytki też się zdarzały,
                oczywiście w rozsądnych ilościach. Przytyłam dopiero po 30, do
                prawidłowego BMI.
            • magdalaena1977 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 10:23
              iluminacja256 napisał:

              > Ale ludzie, którzy poznali inną nie chca gorzkiej. Ja wolałbym w
              > ogóle nie js3c czekolady, niz jesc gorzką, bo nie sprawia mi w ogóle
              > przyjemnosci.
              Zgadzam się. Dla mnie gorzka czekolada po prostu nie jest smaczna.
              • nett1980 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 13:38
                Gorzka, gorzkiej nierowna. Nie trzeba przeciez 90% kakao kupowac.
                Deserowej tez sie nie da zjesc calej.
                Madrosc chinska glosi, ze ten kto nie lubi i sie boi smaku
                gorzkiego, ma problemy z zoladkiem.
              • echtom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 14:51
                > Dla mnie gorzka czekolada po prostu nie jest smaczna.

                Kwestia nastawienia. Kiedyś wolałam mleczną, od niedawna przestawiam
                się na gorzką i coraz bardziej mi smakuje. Podobnie wiele lat temu
                przestałam słodzić kawę i herbatę.
                • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 16:47
                  Ja nie slodze, ale czekolada gorzka jest wedlug mnie niejadalna. Ot, taki paradoks.
                • klaranyc Re: Fundamentalistka 29.06.09, 20:47
                  Od niedawna również wolę gorzką. Kiedyś jadałam mleczną, ale
                  europejską. Amerykańskiej nie tknę, jest zbyt słodka. Moi znajomi
                  Amerykanie z kolei uważają polskie słodycze (ptasie mleczko, delicje)
                  za ani trochę nie słodkie. Rzecz gustu, albo i przyzwyczajenia.
                  • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:06
                    Polska czekolada jest malo slodka w porownaniu do angielskiej. To zmniejsza
                    koszty produkcji - cukier jest tanszy niz kakao. Ja nie jestem w stanie jesc
                    czekolady angielskiej. Ilosc cukru w slodyczach tez wplywa na otylosc.
                    • wolnyatom high fuctose corn syrup 30.06.09, 09:54
                      wiekszośc firm (zwłaszcza w tym tandetnym UK) słodzi uzywając HIGH FRUCTOSE CORN
                      SYRUP (HFCS). zobaczcie lepiej na opakowaniach.
                      HIGH FRUCTOSE CORN SYRUP powstaje w 50% z modyfikowanego
                      genetycznie corn (kukurydzy). CUKIER jest setki razy zdrowszy niż
                      HFCS, ale tak sie sklada DUZO drozszy i MNIEJ słodki.
                      Nie nażekajcie na cukier, wole zjeśc 1kg czekolady ale słodzonej
                      CUKREM niz 10gram czegokoliwek slodzonego HFCS.
                      HFCS powtsaje czesto na bazie kukurydzy tak modyfikowanej genetycznie (GMO), ze
                      sypia ja pestycydzami a WSZYTKO wokól ginie
                      tylko nie ta kukurydza bo zawiera ona material genetyczny bakterii
                      odpornych na pestycydy. Potem taka "kukurydziana fabryka genetyczna" dostaje
                      sie do lancucha pokarmowego i macie efekty...

                      to wlasnie HFCS jest teraz niemal w wszystkim w krajach zachodnich, nawet w
                      majonezie...zreszta patrzcie na opakownia a sie ZDZIWICIE!
                      HFCS jest duzzzzoo tanszy niz cukier...
                      • klaranyc Re: high fuctose corn syrup 30.06.09, 16:27
                        Tak, wiem, szczególnie dużo jest tego w sosach.
            • nett1980 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 13:43
              Ha ja tam w dziecinstwie tez gorzkiej nie lubilam, ale wiadomo jak
              bylo w komunie. Dzis jest tak duzy wybor czekolad gorzkich mniej lub
              bardziej, ze tylko eksperymentowac.
              Gorzka lub deserowa dawalam dziecku, bo na mleko uczulony byl, a na
              kakao nie.
              A co do zurawin, to suszone maja wieksze wziecie w moim domu niz
              truskawki. A zreszta, jak sie je 10 zurawin dziennie, to slyszalam,
              ze ladnie dziala do starosci uklad moczowy.
              A tak na marginesie, jak pieczesz ciasto truskawkowe, zeby owoce sie
              nie rozciapaly. Tiramisu bez zelatyny potrafie zrobic, ale truskawki
              jakies takie ciapate mi sie robia w ciescie.
              • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 14:16
                To zalezy jakie ciasto z truskawkami pieczesz.

                Moje wygląda nastepująco - najpierw myjemy truskawki z ogonkami i
                osuszamy na sitku, dopiero po osuszeniu wyrywamy ogonki i kroimy
                truskawki tylko na połówki ( o ile sa sredniej wielkosci ) a potem
                na papier sniadaniowy, zeby doschły.

                Na ciasto składa sie około 1,5 lub 1,75 szklanki mąki, szklanka
                cukru, 4 jajka, 4-6 łyzek oleju , łyzeczka proszku do pieczenia i
                truchę wanili startej. Wszystko miskuje sie aż puszcza babelki,
                konsystencja powinna być półpłynna, przelewamy do posmarowanej
                masłem i oproszonej mąką, podłuzenej, wąskiej brytfanki i na to
                rozkładamy na górze truskawki. Nie wkładamy do srodka , tylko
                UKŁADAMy, zapadną sie się same

                Piecze sie to troszke ponad godzinę i naprawdę po posypaniu cukrem
                pudrem jest obledne i nie ciapate.

              • ilonka45 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 12:38
                Przepraszam, ale gdzie w tiramisu jest zelatyna???
            • mondego1 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:22
              do gorzkiej czekolady mozna sie przyzwyczaic, to jest jak z
              piwem ,na poczatku myslisz ze to ochydne a potem zastanawiasz sie
              jak mozna jesc czekolade mleczna.Nie ma to jak wytrawny,
              wyrafinowany smak.
              • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:30
                Zapewne, mozna sie przyzwyczaić, ale tu chodzi o to, aby to co jesz
                sprawiało ci czasem przyjemnosc.

                Nie słodze, nie lubię konfitur i nalesników , nie jem miodu, pączki,
                słodkie bułki i cistka z kremem moga dla mnie nie istnieć.

                Natomiast nie chcę przyzwuczajać się do czekolady gorzkiej, sernika
                sojowego i prazonych jabłek zamiast szarlotki:)
                Na coś trzeba umrzeć.
                • gondra Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:48
                  No właśnie. Ja też nie cierpie gorzekiej czekolady - to znaczy taka
                  z chilli czy malinami jest ok, ale przy np. mlecznej jest dla mnie
                  niczym:) - ale "gołej" gorzkiej czy deserowej nie lubie. Nie będę
                  sie zmuszac do jej jedzenia, bo mi po prostu nie smakuje - juz wole
                  zjeść warzywa, owoce, albo mniejszą porcję mlecznej. A też nie
                  słodzę herbaty ani kawy.
              • lew_konia Gorzka czekolada jest pyszna... 29.06.09, 15:30
                ... czsami pozwalam sobie na kakao, ale nie instant, tylko parzone
                tradycyjnie i dzięki temu nie muszę pić słodzonego.
                Kakao bez cukru jest znacznie smaczniejsze niz z cukrem.
                Poza tym, jak można słodzić mleko, które zawiera laktozę - cukier
                mleczny???

                Wszysko jest kwestią nawyków żywieniowych i chęci poświęcenia na
                gotowanie trochę więcej czasu.
              • dessylyn Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:59
                Jeden woli fiołki w polu drugi gó... w Neapolu. Ale za to jakie
                wyrafinowane...
                • lew_konia Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:20
                  Taak, racja, nad tym drugim niektórzy muszą się rzeczywiście dłużej
                  pomęczyć, ale czy dzieło równie pięknie pachnie, jak w przypadku
                  pierwszym?
            • luni8 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:49
              > Ale ludzie, którzy poznali inną nie chca gorzkiej.

              No chyba ty.
              Z czekolad gorzkie mi najbardziej smakują ( jedyny wyjątek to mleczne z orzechami)
              • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 16:05
                Tak, no chyba ja. Oraz cała moja rodzina. Wystarczy zauwazyc, z e
                nia ma tam słowa "WSZYSCY" ludzie, którzy poznali, nie chca innej.
            • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 16:57
              > Przesada NIGDY nie jest dobra

              To najprawdziwsza prawda. Ale w tym przypadku mam takie podejrzenia, że chodzi o odbicie wahadła w kompletnie drugą stronę. Ludzie grubi byli i będą w społeczeństwie stygmatyzowani, ale jakoś ich to nie rusza.

              Kubek coli nie zabija. Kubek coli każdego dnia - może nie zabije, ale na pewno rozpuści zęby.
              Ciastko nie równa się grubej dupie, ale w czasach, gdy słodycze są dostępne na wyciągnięcie ręki, człowiek jest non stop bombardowany tanim cukrem, kiedy dieta zaczyna się składać w przeważającej większości z "treats", to przypomnienie ludziom o zgubnym działaniu ciastek jest całkiem na rzeczy.

              Jest też zupełnie inna opcja, choć nie wiem, czy p. Roth jest gotowa ja zaakceptować. Poniewaz ewolucja nadal działa, to przesadnie grubi ludzie sami w końcu wyginą. Jej przesłanie powinno więc brzmieć tak: a jedzcie sobie tego syfiastego fastfooda nawet co dwie godziny, karmcie tym swoje dzieci od niemowlęctwa, z rozkoszą napychajcie się słodyczami codziennie. Najdalej w trzecim pokoleniu Wasze geny znikną z ogólnej puli i bardzo dobrze.

              Ludzie są kompletnie ślepi na to, że pożywienie - to co ma im służyć, co ma ulepszać ich życie - stalo się trucizną, obniża jakość ich życia i jest powodem chorób cywilizacyjnych dotykajacych miliony. Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy popagowanie przygodnego seksu bez zabezpieczenia, bo każdy sobie zdaje sprawę z ryzyka zarażenia HIV. Ale już próby uświadomienia żywieniowego postrzegane są jako faszyzm.
              • black_halo No i tu nie masz racji 29.06.09, 17:52
                Bo istnieja jeszcze zaburzenia odzywiania, chociaz wiem, ze zaraz
                ktos napisze, ze to fanaberia i czlowiek powinien wziasc sie w garsc.
                Ale ja sama, cierpiaca na kompulsywne objadanie sie moge powiedziec,
                ze zadne takie do mnie nigdy nie przemawialy. Niezdrowe? G... mnie to
                obchodzi bo musze sie zapchac, byle czym. Oczywiscie, ze mozna
                powiedziec - no dobrze - jesli chcesz sie zapychac to zjedz pol kilo
                pomidorow i sie zapchasz a na zdrowie ci nie zaszkodzi. Ale trudno
                jest zjesc tyle pomidorow a 5 khamburgerow o tej samej objetosci
                wejdzie bardzo prosto. Pierwszy krok na drodze do uzdrowienia to
                samoswiadomosc, drugi to uczciwa kontrola wlasnego jedzenia. Ale jest
                ciezko jak nie wiem kiedty czasem masz problem i chcesz go zagryzc.
                • rikol Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 18:10
                  Gwarancja powodzenia w diecie to odpowiednia motywacja. Motywacja nie powinien
                  byc wyglad czy schudniecie do 'idealnej' wagi, ale ZDROWIE i dobra forma
                  fizyczna. Osoba o wsroscie 165 cm moze wazyc od 50 do 65 kg - i to jest caly
                  czas waga prawidlowa (przy czym ludzie roznia sie budowa, to trzeba wziac pod
                  uwage). Jesli waga jest prawidlowa, to zamiast sie katowac dietami, nalezy
                  zaczac uprawiac sport. Dobrze tez zmienic nawyki zywieniowe, ale nie na czas
                  diety, tylko na zawsze (np. chudsze mieso, jogurt zamiast smietany, ziemniaki
                  gotowane zamiast frytek itp.); przy czym nalezy unikac jedzenia produktow ze
                  slodzikiem albo beztluszczowych, bo sa niesmaczne i nie daja satysfakcji z
                  jedzenia, a to jest bardzo wazna rzecz.

                  Zmiana nawykow zywieniowych na zawsze pociaga za soba realistyczne cele. Nikt
                  przeciez nie zalozy, ze nigdy w zyciu nie zje batonika - ale moze sobie zalozyc,
                  ze batonika zje raz w tygodniu. Wydaje mi sie, ze rozsadna metoda odchudzania
                  jest weight watchers, bo zaklada, ze mozna jesc wszystko, ale w odpowiednich
                  proporcjach. Nie ma wtedy poczucia winy, jesli zjesz tego batonika - bo przeciez
                  od czasu do czasu mozesz.

                  Sport (praca fizyczna) dobrze rozladowuje napiecie. Idz rabac drewno albo kopac
                  rowy:) Od razu bedzie lepiej.
                  • bene_gesserit Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 18:32
                    Jesli mowimy o uzaleznieniach odzywiania, to oczywiscie motywacja
                    jest kluczowa, ale niewystarczajaca. Ich sile mozna porownac
                    uzaleznien chemicznych - z tym, ze wyjscie z uzaleznienia od np
                    alkoholu jest o tyle latwe, ze 'wystarczy' go po zaleczeniu
                    uzaleznienia unikac. Jedzenia sie unikac nie da, wiec zaburzenia
                    takie, jak BED (binge eating disorder, czyli chorobliwe obzeranie
                    sie) i bardzo podobna bulimia (obzeranie sie i wymiotowanie) sa tym
                    trudniejsze do wyleczenia. Bo mozna miec dosc choroby i probowac
                    wyzdrowiec, ale miec np niesprzyjajace srodowisko (niewspierajace,
                    nie rozumiejace istoty choroby albo nie widzace ED jako choroby) i
                    sprawy komplikuja sie. Do tego - niewiele jest w Polsce prawdziwych
                    fachowcow od leczenia tego typu zaburzen, a jesli sa, to prywatni i
                    w duzych miastach. Itd itd itd. Dobre rady cioci Zosi, zeby 'zrec
                    polowe' i pojsc na rower to jak powiedzenie alkoholikowi, zeby
                    sobie znalazl jakies hobby i np chodzil na ryby, to przestanie pic.
                    • rikol Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 18:42
                      Nie do konca, bo na stan psychiczny ma wplyw wlasnie jedzenie. Zle sie odzywiasz
                      - bedziesz podatna na zaburzenia fizyczne i psychiczne (chocby zmiany nastrojow,
                      od tego moze sie zaczac bulimia czy anoreksja). Dobrze sie odzywiasz -bedziesz
                      mniej podatna. Zaburzenia odzywiania powoduja zaburzenia rownowagi
                      elektrolitowej w organizmie, organizm jest niedozywiony, pozbawiony witamin
                      (mimo ze np. bulimiczka pozera wysokokaloryczna pizze). To z kolei powoduje
                      napady obzerania, bo organizm domaga sie witamin i skladnikow odzywczych. To
                      wszystko jest bardzo logiczne. Oczywiscie, wsparcie i bezpieczenstwo jest wazne,
                      ale to nie wszystko. Czlowieka zrownowazonego mozna doprowadzic do choroby,
                      takze psychicznej, zle go odzywiajac.
                      • bene_gesserit Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 18:46

                        Tak samo na stan psychiczny alkoholika ma wplyw wlasne picie. A
                        wzorce picia dostal w dziecinstwie i mlodosci w srodowisku - bo
                        rodzice topili wlasne emocje w alkoholu i koledzy tez. W przypadku
                        osoby chorej na zaburzenia odzywiania (BED, bulimia, anokreksja) te
                        wzorce nabyc tym latwiej, bo o jedzeniu w kontekscie uzaleznienia
                        sie nie mysli. Przeciwnie najczesciej.
                      • black_halo Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 21:09
                        Tak, to wszsytko jest prawda ale jak masz napad to nie myslisz o tym,
                        zeby zjesc organiczna marchewke tylko zeby sie zapchac czymkolwiek.
                        To oznacza, ze mozesz zasadniczo jesc zdrowo, mniej lub bardzij i
                        dbac i siebie i swoje cialo ale twoja glowa dziala tak a nie inaczej
                        i pomaga w tym terapia a nie zdrowe jedzenie. Dodajmy, ze istnieja
                        osoby, ktore przy tych zaburzeniach nie moga jesc wielu rzeczy bo to
                        wyzwalacze napadow. Dla mnie np. sam pomidor to normalne jedzenie ale
                        jesli sobie zrobie salatke grecka, nawet bez kukurydzy to moge jej
                        zjesc cala miske albo i dwie. Chociaz obiektywnie salata, papryka,
                        pomidror, oliwki, ogorek, cebula i feta plus oliwa to zdrowe jedzenia
                        i dostarcze sobie wszystkiego czego trzeba w tym posilku. Problem
                        polega na tym, ze jak zjem tego za duzo to utyje. I tak to sie kreci.
                        A ze specjalistow od zaburzen odzywiania brakuje to prawda.
                        Kompulsywnego jedzenia nawet nie uwaza sie czesto za jednostke
                        chorobowa. Kiedys poszlam z tym do psychologa i sie dowiedzialam, ze
                        powinnam mniej jesc to schudne i nie wymyslac sobie problemow.

                        >Dobrze sie odzywiasz -bedziesz
                        > mniej podatna.

                        No wlasnie - kluczowe jest - mniej podatna. Nawet kiedy sie dobrze
                        odzywiam to wcale nie znaczy, ze nie zachoruje. Moze zwyczajnie mam
                        jakies predyspozycje do tego, ktoz to moze wiedziec. Moze to tez wina
                        mojej rodziny, ktora przekarmiala mnie w dziecinstwie bo taka
                        chudziutka bylam a obudzili sie jak pielegniarka na bilansi
                        nawrzeszczala, ze jest upasiona jak prosiak i co moja matka z babcia
                        sobie wyobrazaja. No i wtedy sie nagle dowiedzialam, ze mam mniej
                        jesc, zaczeli mi ograniczac jedzenie. No i co mam powiedziec? Ze
                        majac 5 lat moglam miec wiedze o zaburzeniach odzywiania? Patrzac
                        wstecz to mam problemy od tego momentu ale to ze mam nadwage dzisiaj
                        a nawet otylosc to juz moj problem. Moja rodzina nie slucha uwag, ze
                        moglabym cos ze soba zrobic tylko ja. To nie takie proste - jedz
                        zdrowiej i juz bedziesz super.
                        • macki Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 22:41
                          Znasz jakiegoś specjalistę od takich zaburzeń?
                        • rikol Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 23:55
                          Rozumiem, na czym polega problem. Jest to NAWYK myslowy i emocjonalny - a to z
                          kolei nic innego, jak chemia w mozgu. Cialo jest przyzwyczajone do pewnego
                          sposobu funkcjonowania. To trzeba zmienic. Terapia jest potrzebna do zrozumienia
                          problemu i jego przyczyn. Na pewno ma znaczenie otylosc z czasow dziecinstwa.
                          Jesli obzarstwo jest reakcja na stres, to trzeba wypracowac inny sposob
                          reagowania na stres. Dobrze by bylo, gdybys sobie znalazla cos, na czym bedziesz
                          skupiac uwage (zamiast na jedzeniu), jakies hobby.

                          Natomiast jesli chodzi o jedzenie, nikt ci nie poradzi zadnej cudownej diety,
                          tylko rozsadne odzywianie. Mozesz probowac metoda prob i bledow znalezc sposob
                          odzywiania, z jakim czujesz sie dobrze. Jest mozliwe, ze jestes niedozywiona,
                          mimo obzarstwa. Mozesz sprobowac brac jakies witaminy, centrum czy cos
                          podobnego. Moze wtedy nie bedziesz miec napadow obzarstwa spowodowanego brakiem
                          witamin. Wtedy do leczenia pozostana tylko emocje.

                          Salatka grecka sie nie najesz, wiec chyba nie ma sensu przygotowywanie takich
                          dan - one sa na tyle niskokaloryczne, ze nie nasyca, ale na tyle
                          wysokokaloryczne, ze mozna od nich utyc. Odzywcze i sycace sa jajka. 2 jajka i 2
                          kromki chleba razowego z maslem (malo masla) na sniadanie - bedziesz najedzona
                          przez pol dnia. Jajka maja mnostwo witamin. Koniecznie trzeba jesc sniadanie.
                          Unikac glodzenia sie i diet-cud, bo to powoduje napady obzarstwa. Obiad: 2
                          ziemniaki plus kawalek chudego miesa (moze byc smazone na kropli oleju, zeby
                          dodac smaku) plus warzywa (np. 1 czy 2 pomidory w jogurcie, jesli inne warzywa,
                          to tez z odrobina tluszczu, bo tluszcz poprawia smak oraz pozwala na wchloniecie
                          niektorych witamin), kolacja podobna. Ziemniaki sa o wiele zdrowsze niz ryz czy
                          makaron, maja wiecej witamin. Jesli bedziesz glodna po kolacji, mozesz sie napic
                          maslanki - dobrze zaspokaja glod, a jest stosunkowo niskokaloryczna, no i ma
                          duzo witamin i mineralow. Soki i owoce oraz wszelkie slodkie rzeczy nie sa
                          dobre, bo mocno zwiekszaja ilosc cukru we krwi; mozesz naraz zjesc 1 jablko ale
                          nie wiecej. Z czasem, gdy organizm wroci do rownowagi, bedziesz mogla jesc
                          swobodniej. Warzyw tez nie powinnas jesc zbyt duzo; mozesz miec rozciagniety
                          zoladek na skutek obzarstwa, a trzeba dazyc do tego, zeby on sie troche
                          skurczyl. Naraz zjedz jedna marchewke, ostatecznie moga byc dwie. No i
                          oczywiscie herbata i kawa bez cukru - moze byc z mala iloscia mleka, ale nie ze
                          smietanka.

                          Moze zamiast tej salatki greckiej sobie zrobisz pomidor z twarogiem zwyklym na
                          kanapce? Moze to pomoze?

                          Konieczny jest tez sport, koniecznie musi to byc sport sprawiajacy przyjemnosc -
                          zmeczenie fizyczne dobrze wplywa na psychike. Dobre sa tez cwiczenia
                          relaksacyjne - joga itp. Dobre sa spacery, tj. marsz 10-kilometrowy; wbrew
                          pozorom, nie jest to tak daleko, moze to zajac jakies 2 godziny, jesli wezmiesz
                          kolezanke na spacer, to blyskawicznie to zleci.
                      • kadanka Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 23:30
                        orany, zarcie(a zwlaszcza fastfudu) jest uzaleznieniem jak kazde
                        inne. uzaleznienia nabywa sie jak jest sie nieszczesliwym, zeby
                        zapomniec o swoim nieszczesciu, zeby poczuc sie przez chwile
                        szczesliwym czy to po przycpaniu czy nachlaniu sie czy w trakcie(nie
                        po!!) jedzenia czegos pysznoniezdrowego. objadanie sie leczy sie u
                        psychologa a nie dietetyka. wiekszosc grubasow odchudzanie powinna
                        rozpoczac u psychologa a nie u dietetyka, bo ich sklonnosc do zarcia
                        na umor ma podloze psychiczne. tylko ze wizyta u psychologa to koszt
                        min 100zl. i to juz przestaje byc wesole.
                        • rikol Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 00:00
                          W leczeniu zaburzen odzywiania ogromne znaczenie ma racjonalna dieta. Jesli nie
                          wierzysz, zapytaj lekarza, ktory leczy takie zaburzenia. Bledem jest
                          rozdzielania ciala i duszy. Bol fizyczny powoduje tez bol psychiczny, nieprawdaz?
                          • kadanka Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 02:16
                            zazeranie sie na smierc musi miec jakas przyczyne psychiczna - zeby
                            do niej dotrzec trzeba psychologa, dietetyka dopiero pozniiej, z
                            calym szacunkiem
                            • rikol Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 14:04
                              Przyczyna zaburzen odzywiania niekoniecznie jest psychiczna: to raczej efekt,
                              czyli to co jest widoczne dla postronnego obserwatora, jest psychiczny.
                              Przyczyny zaburzen odzywiania sa rozne, np. jesli ktos ma alergie na wiele
                              produktow i nie moze jesc, to moga sie u takiej osoby rozwinac zaburzenia
                              odzywiania. Podobnie, jesli ktos jest chory i nie moze jesc przez jakis czas -
                              to tez moze wywolac anoreksje czy bulimie. Co wiecej, niedobory magnezu i
                              witaminy B moga powodowac objawy chorob psychicznych - przy czym podanie tego
                              choremu zniweluje te objawy. Dlatego zawsze przy podejrzeniu choroby psychicznej
                              czy zaburzen robi sie badanie krwi, zeby wykluczyc jakis niedobor czy chorobe.
                              Zaburzenia psychiczne moga byc spowodowane tez prze guzy w mozgu.

                              Kiedys zrobiono eksperyment na zdrowych mezczyznach: byli glodzeni przez kilka
                              miesiecy. Po tym czasie pojawily sie u nich zaburzenia odzywiania, zaczeli
                              myslec, ze sa grubi, zaczeli sie obsesyjnie interesowac dietami (czyli zupelnie
                              jak dzisiejsze kobiety). Tylko 1/3 wyzdrowiala zupelnie. JEst to dowod, ze dieta
                              odchudzajaca powoduje zaburzenia odzywiania.

                              Dlatego powinno sie promowac odzywianie racjonalne, a nie diety-cud. Te
                              diety-cud sa promowane, bo przynosza duze zyski, przede wszystkim przez to, ze
                              sa nieskuteczne. Dieta powoduje negatywne skutki psychologiczne: poczucie bycia
                              pozbawionym czegos, poczucie winy i kary (bo niektore produkty sa zakazane i sa
                              'grzechem'). Wlasnie dlatego motywacja podstawowa powinno byc zdrowie, a
                              niejedzenie produktow niezdrowych powinno wynikac z wiedzy na temat ich
                              szkodliwosci i swiadomego wyboru. Jesli ktos nie je ciastek i czuje sie przez to
                              ukarany, to mysli tylko o tych ciastkach i jak tu je zjesc, zeby zakaz obejsc.
                              Ludzie tacy sa po prostu.

                              Powtarzam: kazda powazna placowka, ktora leczy zaburzenia odzywiania, wprowadza
                              JEDNOCZESNIE program psychoterapii oraz racjonalne zywienie. Maja tez tam
                              cwiczenia relaksacyjne. Zauwaz, ze nie kazdy, kto pochodzi z fatalnej rodziny,
                              ma zaburzenia psychiczne. Najwidoczniej niektore osoby z jakiegos powodu sa na
                              to podatne. Moze np. organizm jest bardziej wrazliwy na stres itp. Tymczasem
                              stres nie zniknie z ich zycia, bedzie go coraz wiecej, bo praca, bo dzieci itd.
                              Te osoby musza nauczyc sie radzic sobie z presja otoczenia - bez obzerania sie,
                              bez glodzenia. Terapia to nie wszystko, ona pozwoli zrozumiec pewne mechanizmy,
                              ale nie wyleczy. Do wyleczenia potrzebna jest motywacja danej osoby i ciagle
                              proby 'nastawienia sobie zycia', nawet jesli sie nie udaje.

                              Nie wiem, czy zauwazylas, ale bardzo czeste jest, ze ludzie zestresowani traca
                              apetyt. Inni jedza. Nawet psy po smierci osoby bliskiej przestaja jesc - wiec
                              nie jest to tylko sprawa psychiki.

                              Mnie sie wydaje, ze dzis duzo sie zwala na psychike i emocje, podczas gdy jemy w
                              jedzeniu mnostwo chemikaliow, nie wiedzac, jaki one maja wplyw na mozg.
                              Zauwazono, ze dzieci z ADHD gorzej sie zachowuja, jesli zjedza slodycze z
                              napojem gazowanym - konserwanty i barwniki powoduje pogorszenie zachowania.
                              • black_halo Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 11:31
                                rikol napisała:

                                > Przyczyna zaburzen odzywiania niekoniecznie jest psychiczna: to
                                raczej efekt,
                                > czyli to co jest widoczne dla postronnego obserwatora, jest
                                psychiczny.
                                > Przyczyny zaburzen odzywiania sa rozne, np. jesli ktos ma alergie
                                na wiele
                                > produktow i nie moze jesc, to moga sie u takiej osoby rozwinac
                                zaburzenia
                                > odzywiania. Podobnie, jesli ktos jest chory i nie moze jesc przez
                                jakis czas -
                                > to tez moze wywolac anoreksje czy bulimie. Co wiecej, niedobory
                                magnezu i
                                > witaminy B moga powodowac objawy chorob psychicznych - przy czym
                                podanie tego
                                > choremu zniweluje te objawy. Dlatego zawsze przy podejrzeniu
                                choroby psychiczne
                                > j
                                > czy zaburzen robi sie badanie krwi, zeby wykluczyc jakis niedobor
                                czy chorobe.
                                > Zaburzenia psychiczne moga byc spowodowane tez prze guzy w mozgu.

                                Tak tak, wszystko to sie zgadza ale sa tez jeszcze przyczyny
                                psychiczne i tu sie tez powinno cos zrobic. Problem polega na tym, ze
                                promowany jest bardzo szczuply wyglad, nie do osiagnicia dla
                                przecietnej kobiety, dla wiekszosci kobiet. Dlaczego wszystkie
                                manekiny w sklepach sa takie chude i dlaczego nie mozna ich
                                powiekszyc do zdrowej 40? To przeciez realnie zdrowy i normalny
                                rozmiar dla przecietnej kobiety. Zmasowany atak mediow, ktore
                                wszedzie pokazuja przrobione w photoshopie kobiety ma tu swoje
                                miejsce. Jesli nie wygladasz jak z obrazka to masz ciezkie zycie.
                                Pownni sie prowac tolerancje. Ja jestem gruby, ty jestes chudy, on ma
                                rude wlosy a ona krzywe nogi ale wszyscy jestesmy ludzi i zaslugujemy
                                na szacunek i wszyscy jestesmy OK.

                                > Kiedys zrobiono eksperyment na zdrowych mezczyznach: byli glodzeni
                                przez kilka
                                > miesiecy. Po tym czasie pojawily sie u nich zaburzenia odzywiania,
                                zaczeli
                                > myslec, ze sa grubi, zaczeli sie obsesyjnie interesowac dietami
                                (czyli zupelnie
                                > jak dzisiejsze kobiety). Tylko 1/3 wyzdrowiala zupelnie. JEst to
                                dowod, ze diet
                                > a
                                > odchudzajaca powoduje zaburzenia odzywiania.

                                To chociaz napisz, ze to byl eksperyment minnesota i polegal na tym,
                                ze najpierw ci mezczyzni jedli normalnie a potem jedli polowe kalorii
                                mniej. U wiekszosci rozwinely sie rozne rodzaje zaburzen osobowsci i
                                kompulsywnego objadania sie. Dieta powoduje zmany w mozgu o czym nikt
                                nie pisze.

                                > Dlatego powinno sie promowac odzywianie racjonalne, a nie diety-
                                cud. Te
                                > diety-cud sa promowane, bo przynosza duze zyski, przede wszystkim
                                przez to, ze
                                > sa nieskuteczne. Dieta powoduje negatywne skutki psychologiczne:
                                poczucie bycia
                                > pozbawionym czegos, poczucie winy i kary (bo niektore produkty sa
                                zakazane i sa
                                > 'grzechem'). Wlasnie dlatego motywacja podstawowa powinno byc
                                zdrowie, a
                                > niejedzenie produktow niezdrowych powinno wynikac z wiedzy na temat
                                ich
                                > szkodliwosci i swiadomego wyboru. Jesli ktos nie je ciastek i czuje
                                sie przez t
                                > o
                                > ukarany, to mysli tylko o tych ciastkach i jak tu je zjesc, zeby
                                zakaz obejsc.

                                A jak promowac zdrowy model kiedy w gazetach kroluje rozmiar 36 a w
                                angielskim wydaniu cosmopolitan jest dzial w ktorym pisza jak
                                wygladac dobrze w rozmaiarach od 12 do 18 czyli od 40 do 48. W Polsce
                                trudno znalezc sklep w ktorym sprzedaja ubrania powyzej rozmiary 42.
                                Kiedys takie ubrania mial Orsay, teraz przeniosl sie do rozmarowki od
                                32 do 38, kilka szmatek w rozmiarach od 40 do 42.

                                > Ludzie tacy sa po prostu.
                                >
                                > Powtarzam: kazda powazna placowka, ktora leczy zaburzenia
                                odzywiania, wprowadza
                                > JEDNOCZESNIE program psychoterapii oraz racjonalne zywienie. Maja
                                tez tam
                                > cwiczenia relaksacyjne. Zauwaz, ze nie kazdy, kto pochodzi z
                                fatalnej rodziny,
                                > ma zaburzenia psychiczne. Najwidoczniej niektore osoby z jakiegos
                                powodu sa na
                                > to podatne. Moze np. organizm jest bardziej wrazliwy na stres itp.
                                Tymczasem
                                > stres nie zniknie z ich zycia, bedzie go coraz wiecej, bo praca, bo
                                dzieci itd.
                                > Te osoby musza nauczyc sie radzic sobie z presja otoczenia - bez
                                obzerania sie,
                                > bez glodzenia. Terapia to nie wszystko, ona pozwoli zrozumiec pewne
                                mechanizmy,
                                > ale nie wyleczy. Do wyleczenia potrzebna jest motywacja danej osoby
                                i ciagle
                                > proby 'nastawienia sobie zycia', nawet jesli sie nie udaje.
                                >
                                > Nie wiem, czy zauwazylas, ale bardzo czeste jest, ze ludzie
                                zestresowani traca
                                > apetyt. Inni jedza. Nawet psy po smierci osoby bliskiej przestaja
                                jesc - wiec
                                > nie jest to tylko sprawa psychiki.
                                >
                                > Mnie sie wydaje, ze dzis duzo sie zwala na psychike i emocje,
                                podczas gdy jemy
                                > w
                                > jedzeniu mnostwo chemikaliow, nie wiedzac, jaki one maja wplyw na
                                mozg.
                                > Zauwazono, ze dzieci z ADHD gorzej sie zachowuja, jesli zjedza
                                slodycze z
                                > napojem gazowanym - konserwanty i barwniki powoduje pogorszenie
                                zachowania.

                                To pawda i nalezy z tym jakos walczyc ale najpierw przestac promowac
                                nierealistyczny model piekna. Otylosc jest niedobra, chudosc jest
                                niedobra, kazda przesada jest niedobra i dlatego trzeba promowac
                                zdrowy wyglad i zdrowe odzywianie.
                                • gondra Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 13:30
                                  A Ty przeginasz w drugą stronę - zdrowy rozmiar 40 kontra wychudzone 36.:/ Mam
                                  okolo 160 cm wzrostu i 40 może i jest dla mnie w miarę zdrowym (?), ale na pewno
                                  nie estetycznym rozmiarem, za to 36 jest idealne pod obydwoma względami - w
                                  przypadku kogoś kto ma 180 cm wzrostu będzie odwrotnie, wiec nie generalizujmy.

                                  Ktoś tu już pisal o amerykańskich rozmiarówkach, gdzie nasze M to ich XS, a
                                  nietrudno o rozmiar XXXL, tak w imię tolerancji. Efekty jakie są - widać.
                                  • klaranyc Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 16:10
                                    gondra napisała:

                                    >
                                    > Ktoś tu już pisal o amerykańskich rozmiarówkach, gdzie nasze M to
                                    ich XS, a
                                    > nietrudno o rozmiar XXXL, tak w imię tolerancji. Efekty jakie są -
                                    widać.

                                    Potwierdzam. Noszę polskie S czyli 36, rzadziej bluzki 34, a
                                    amerykańskie XS lub 0P. Wcale nie jest mi łatwo kupić odzież. W
                                    wielu sklepach, szczególnie w suburbs, odzież zaczyna się od M.
                                    Zdarza się, że droższe firmy mają mój rozmiar, czasem nawet trafi
                                    się bardzo okazyjna cena tych "odrzutów", których nikt nie kupuje,
                                    ale generalnie muszę włożyć w to trochę wysiłku i poszukać odzieży,
                                    nie mogę po prostu wejść do któregokolwiek sklepu i kupić.
                                • rikol Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 16:43
                                  No wlasnie o to mi chodzi: ze zdrowego fizycznie i PSYCHICZNIE czlowieka mozna
                                  doprowadzic bardzo latwo do zaburzen odzywiania. Wystarczy dieta odchudzajaca.
                                  Przeciez promowane jako zdrowe diety maja o polowe kalorii mniej niz wynosi
                                  zapotrzebowanie. Tak jak piszesz, w tym eksperymencie ludzie jedli o polowe
                                  mniej niz powinni. I zachorowali psychicznie z tego powodu. Sama dieta ich
                                  doprowadzila do choroby. Owszem, byly miedzy nimi jakies roznice i tu mozna
                                  dyskutowac o predyspozycjach, jakie oni mieli. Fakty natomiast sa takie, ze byli
                                  zdrowi na poczatku eksperymentu, do choroby doprowadzil ich sam fakt glodowania,
                                  czyli diety odchudzajacej.
                              • kadanka Re: No i tu nie masz racji 03.07.09, 10:27
                                chyba za duzo zwalamy na psychike.
                                chyba zartujesz.
                                cala medycyna zachodnia czyli ta ktora stosujemy jest oparta na
                                totalnym rozdziale ciala i psychiki. patrz JAKI jest stodunek
                                ministerstwa zdrowia(kolejne rzady), nfz do uslug psychologow i
                                psychiatrow. poradnie terapeutyczne sa zamykane. w kazdej przychodni
                                czy to pcimiu dolnym czy w wawie masz 4 gabinety okulistyczne,
                                pieciu internistow i czesto zadnego psychologa.
                                i ty uwazasz ze w takiej sytuacji za duza wage przykladamy do
                                psychiki? nie no, smiech na sali.
                                ja nie mowilam o tym ze ktos dostal bulimmi bo wczesniej nie mogl
                                jesc ze wzgl na chorobe(jakis z kosmosu przyklad swoja droga.)
                                mowilam o zazeraniu stresu, problemow z ludzmi, urazow z dziecinswa.
                                co jest nagminne. ludzie roznie radza sobie z problemami - bardzo
                                czesto wpadaja w nalogi i nalog jedzenia jest jednym z nich. osoba
                                ktora nie przyzyje dnia bez 2 paczek chipsow powinna sie zbadac
                                oczywiscie moze ma zaburzenia hormonalne, ktore faktycznie moga
                                sterowac apetytem. ale przede wszystkim powinna zastanowic sie sama
                                przed lustrem albo przed psychologiem co jej kaze sie obzerac.
                  • wj_2000 Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 23:41
                    rikol napisała:

                    > Osoba o wsroscie 165 cm moze wazyc od 50 do 65 kg -

                    Taki przedział jest rzeczywiście prawidłowy dla dziewczyn 18-letnich.
                    Piszesz "osoba", czyli masz na myśli różnych ludzi.
                    Dla większości twój przedział to prawie anoreksja!
                    Np. kobieta 40 letnia o wzroście 165 cm powinna mieścić się w
                    przedziale 58-71. Waga najlepsza dla niej to 64,5kg.
                    • echtom Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 23:59
                      Bez przesady. To co, w wieku 60 lat ma ważyć 65-80? Można sobie do młodzieńczej wagi dorzucić 1 kg na dekadę plus max 5 w okresie przekwitania i tyle.
                    • hermina5 Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 08:36
                      > Np. kobieta 40 letnia o wzroście 165 cm powinna mieścić się w
                      > przedziale 58-71. Waga najlepsza dla niej to 64,5kg

                      Człowieku ! Tak to moze sobie wazyć ktoś , kto uwaza, ze kazda ciąza
                      to dodatkowe 10 kg i co 10 lat przybywa człowiekowi 5 kg i to jest
                      normalne. NIE jest!

                      Tak nie powinno być i to jest beznadziejne myslenie! Nie tyjesz wraz
                      z wiekiem, choc metabolizm zwalnia, tyjesz, bo zresz za duzo i sie
                      nie ruszasz - 40 latka moze sopbie spokojnie wazyć 55 kg przy 165 cm
                      wzrostu jesli o sibie dba - np. biega, albo maszeruje.
                      Ale skoro ktoś zakłada, z eta 40 latka ma mieć na głowie pracę, cały
                      dom, dwójkę dzieci, gotrowanie, sprzatranie itp, to nie dziwie się,
                      ze niedługo okaza się, ze normą dla 165 cm kobiety jest 90 kg w
                      wieku 40 lat.
                • golfstrom Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 21:02
                  Zaburzenia jedzenia nie są fanaberią, ale nie powiesz mi, że 1,6 miliarda
                  dorosłych i 400 milionów dzieci na świecie ma zaburzenia jedzenia ( bo takie sa
                  oficjalne statystyki WHO dotyczące otyłości na świecie).

                  Wg jednego ze źródeł liczba Amerykanów z zaburzeniami żywienia to 8 milionów. To
                  naprawdę kropla w morzu ludzi otyłych.
                  • bene_gesserit Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 22:35

                    A jak odroznic jednych od drugich? Wysmiewajac, sekujac czy w inny
                    sposob okazujac otylym brak szacunku nie masz zadnej pewnosci, ze
                    nie smiejesz sie z osoby bardzo ciezko - czesto smiertelnie -
                    chorej. I to dotyczy niestety bohaterki artykulu.
                    • golfstrom Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 23:03
                      > A jak odroznic jednych od drugich?

                      Całkiem prosto - osoby z zaburzeniami żywienia rzadko kiedy jedzą publicznie. Na
                      pewno nie wpychaja w siebie kolejnego burgera w drodze do pracy, nie sięgają co
                      chwilę po batonika.
                      • bene_gesserit Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 02:15

                        A jak rozpoznac ich, kiedy nie jedza?
                        I co z tymi, ktorych rozpoznasz jako zwyklych kanapowych obzeraczy,
                        nie chorych?
                • echtom Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 22:29
                  Ale to prawda, że zaburzenia odżywiania są fanaberią bogatych, sytych społeczeństw, które wymyślają sobie problemy. W krajach, gdzie ludzie muszą walczyć o przetrwanie, nie występują. I mówię to ja, była anorektyczka, która czuła się "strasznie gruba", ważąc 59 kg przy 166 cm. Postanowiłam schudnąć 4 kilo, nie zauważyłam, kiedy z 4 zrobiło się 12. Sądzę, że moje rówieśnice w Etiopii nie miały takich zmartwień.
                  • golfstrom Re: No i tu nie masz racji 29.06.09, 22:34
                    No ale na tej zasadzie większość zaburzeń psychicznych można nazwać fanaberią.
                    Wiesz, ludzie w Auschwitz z nie takimi problemami musieli sobie radzić. Tylko co
                    to za porównanie.

                    • rikol Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 00:03
                      Zaebys wiedziala: zaburzenia neurotyczne sa popularne w bogatych
                      spoleczenstwach, ale praktycznie nie wystepuja tam, gdzie trzeba walczyc zebami
                      i pazurami o kazdy posilek.
                  • kadanka Re: No i tu nie masz racji 03.07.09, 10:32
                    nie nazywalabym tego fanaberią, mimo wszystko. anoreksja czy bulimia
                    to nie jest forma rozrywki wymyslana z nudow.
                    • echtom Re: No i tu nie masz racji 03.07.09, 18:35
                      Jest pochodną maksymalnej koncentracji na sobie. Człowiek mający dobre relacje z
                      innymi i coś sensownego w życiu do zrobienia nie ma takich problemów. Powtarzam
                      - mówię to jako była anorektyczka i niedoszła alkoholiczka.
                • oksytocyna1 Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 00:01
                  Kompulsywnego objadania nie zwalczysz rozumem. Potrzebna jest psychoterapia. Wiem co mówię - wyszłam z wieloletniej bulimii dzięki temu.
                  I wybacz, ale nie wymyślaj. Pół kg pomidorów to nie jest tak strasznie dużo. Na pewno mniej niż 5 hamburgerów. Niestety mniej smaczne, ale... taki lajf. Nie można mieć wszystkiego..
                  Ale zdrowie warto.
                  I przecież możesz zjeść mniej niż pół kg pomidorów, jeśli rzeczywiście uważasz, że to dużo.
                  I póki sobie nie poradzisz z problemami psychicznymi, właśnie owocami, warzywami (zwłaszcza), możesz się "zapychać". Idealna pora roku na to. Albo owsianką, soją, fasolą, chudym nabiałem, chudym białym mięskiem, tuńczykiem, itp.
                  Zjedz trochę, a później odczekaj 20 minut. Tyle potrzebuje Twój brzuch, by przekazać Twojemu mózgowi, że jest wystarczająco pełny. Odejdź od stołu. Gdy nadal będziesz głodna (prawdziwy głód, nie "chętka"), znowu trochę zjedz i poczekaj. Gryź dokładnie, pij dużo wody, spaceruj, idź na basen. A idealnie - zacznij biegać. Można znaleźć w necie programy biegowe dla początkujących (walk-run). Podczas biegu wytwarza się masa endorfin, hormonów szczęścia. A podczas biegu można też przemyśleć swój problem. To naprawdę działa.

                  Jak już sobie "posprzątasz" w sercu, to będziesz mogła jeść te pyszne rzeczy. Ale będziesz umiała je dozować.
                  Spróbuj. Byłam beznadziejnym przypadkiem. Już nie jestem. Tobie też się uda.
                  Pewnie powiesz, że Cię nie stać na psychoterapię. Ale pomyśl ile $ wydajesz na objadanie się..
                  Wątpię, czy skorzystasz z tych rad. Ale wiem jak to jest, musiałam je napisać.
                  • rikol Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 00:08
                    Wydaje mi sie, ze dobre jest tez picie herbat owocowych: to zapelnia brzuch,
                    jest cieple (czyli relaksujace), oraz ma przyjemny smak. W kazdym razie herbatka
                    nie powinna byc zbyt kwasna (bo to pobudza apetyt), bez dodatkow typu aromaty
                    oraz bez cukru. Kawy ani herbaty tez nie nalezy pic zbyt wiele, najwyzej 2
                    dziennie, rano i po poludniu. Nie nalezy tego pic wieczorem, bo to pobudza i
                    powoduje problemy ze snem, wyplukuje tez magnez. Magnez + witamina B ma
                    dzialanie uspokajajace, co tez moze troche pomoc.
                  • black_halo Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 11:16
                    No wlasnie, nie zwalcze. To, ze teraz nad soba panuje i nie mam
                    napadow to nie znaczy, ze jestem zdrowa - nigdy nie bede niestety.
                    Trzeba cale zycie na siebie uwazac.

                    Moze i anoreksja to nie jest problem w afryce ale spojrzmy prawdzie
                    w oczy - nie bija cie codziennie po oczach reklamy podrasowanych w
                    photoshopie modelek, nie czytasz dzien w dzien magazynow kobiecych,
                    w ktorych polowa stron jest o dietach a druga polowa to reklamy
                    srodkow odchudzajacych i nic o tym, zeby o siebie zadbac na
                    wszystkich plaszczyznach a nie tylko odchudzac cialo i tyc w
                    nieskonczonosc.
                    • rikol Re: No i tu nie masz racji 30.06.09, 14:16
                      Zeby wyzdrowiec, musisz chciec. Jesli podchodzisz do tego z nastawieniem 'na
                      pewno sie nie uda', to tak bedzie. Znam osobe z takim problemem, ktora mowi
                      'taka juz jestem' - no i taka jest, bo nawet nie probuje nic z tym zrobic.
                      Dobrze, ze widzisz problem, to polowa sukcesu. Na pewno mozna to wyleczyc.
                      Natomiast potrzeba duzo wysilku - no i nie wolno sie poddawac, jesli zdarzy sie
                      napad obzarstwa. Z drugiej strony wlasciwego zywienia nie mozna odkladac do
                      jutra. Zacznij 'od teraz'. Nie kupuj po prostu tych rzeczy, ktore uwalniaja
                      napady. Kup sobie za to ksiazki psychologiczne, zebys mogla przeanalizowac swoje
                      myslenie, uczucia. Jesli masz pieniadze, idz na terapie. Mozesz tez sprobowac
                      isc na leczenie do szpitala, ale watpie, zeby cie przyjeli, bo obzeranie nie
                      jest grozne dla organizmu tak jak bulimia czy anoreksja.

                      Mozesz sprobowac diety dla cukrzykow, bo ona utrzymuje prawidlowy poziom cukru
                      we krwi, bez gwaltownych skokow, ktore powoduja wilczy glod.

                      Powinnas tez zaczac zyc. Masz zainteresowania, przyjaciol? To sie z nimi
                      spotykaj, spedzaj czas, bez obzerania. W towarzystwie latwiej zapomnisz o
                      obsesji. To tak samo jak z zawodem milosnym - dobry humor to najlepszy lek. Idz
                      na komedie do kina. Kup sobie psa, to bedziesz minimum 2 godziny dziennie na
                      swiezym powietrzu, w dobrym humorze.
                      • black_halo Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 19:31
                        A czy ja prosilam o rady co mam zrobic? Chodze na terapie i tam sie
                        wlasnie nauczylam nie dawac nieproszonych rad. Wiem co mam robic ale
                        faktem jest, ze jakos ma jakies zaburzenia w morgu to one zostaja do
                        konca zycia. Tak jak alkoholik do konca zycia bedzie alkoholikiem tak
                        i ja bede w mozgu uzalezniona od jedzenia. Moze za iles lat zdrowego
                        jedzenia, dbania o siebie i chodzenia na terpaie bede bardziej
                        normalna ale to jest cos innego. Denerwuje mnie takie podejscie -
                        bierz magnez, zdrowo jedz i juz bedzie fajnie. Nie bedzie bo ja jem
                        zdrowo juz od lat. Kto tego nie ma ten nie zrozumie.
                        • rikol Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 20:02
                          To po co uzalasz sie nad soba na tym forum? Napisalas o swoim problemie i kilka
                          osob ci odpowiedzialo, co z tym zrobic: racjonalne zywienie + sport + terapia.
                          Tyle. Co z tym zrobisz, twoja sprawa. Mozesz zjesc konia z kopytami, jesli
                          chcesz. Na zdrowie. Twoje zdrowie w twoich rekach. Szkoda, ze do tej pory tego
                          nie zrozumialas, tylko zaslaniasz sie tym, co pisza w glupich magazynach - po co
                          je czytasz w takim razie, jesli ci to szkodzi? Niby chcesz sie wyleczyc, ale
                          chyba nie za bardzo, bo w gruncie rzeczy podoba ci sie tak, jak jest. Wkurza
                          cie, ze ktos nie glaszcze cie po glowce, tylko wskazuje, ze SAMA cos mozesz z
                          tym zrobic. Nikt za ciebie na sile ciebie nie wyleczy. A wyleczenie jest
                          mozliwe; mnostwo osob sie wyleczylo z takich chorob - bo chcialy i mialy motywacje.
                          • black_halo Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 20:51
                            Nie uzalam sie tylko pisze jak wyglada problem ze strony osoby, ktora
                            fantycznie cierpi na zaburzenia odzywiania. Gdybym nie miala
                            swiadomosci problemu to napisalabym ci, ze mam slaba przemiane
                            materii, genetyczna sklonnosc do otylosci (cala rodzina ma faktycznie
                            otylosc i to brzuszna ale to wynika z odziedziczonych nawykow
                            zywieniowych. Mam swiadomosc swojego problemu, lecze sie. Nie wiem
                            skad czerpiesz swoja wiedze ale kazdy ci na terapii powie, ze zmiana
                            sposobu zywienia nic nie daje dopoki nie poszukasz sobie pomocy
                            psychologicznej bo to jest problem glowy a otylosc to tylko objaw.
                            Jak zaczniesz sie zdrowo odzywiac to i tak za jakis czas mozesz miec
                            napad bo nie wiesz co ci dokladnie jest.

                            Kompulsywnego objadania nie traktuje sie nawet jako jednostki. Ile
                            jest osob, ktore zrozumieja o co ci chodzi zamiast mowic "no, gdybys
                            mial silna wole to bys schudla". Albo, ze to fanaberia i ze gdybym
                            mieszkala w Afryce to bym takich probemow nie miala? Ja nigdzie nie
                            narzekam tylko pisze co mam i nikogo o rade nie prosze bo juz dawno
                            wiem co mam robic. Gdybym byla w czynnej chorobie to po pierwsze
                            nigdy bym tego artykulu nie przeczytala albo napisalabym komentarz
                            broniacy grubasow.

                            Nie masz zielonego pojecia o zaburzeniach odzywiania i jedyne co
                            piszesz to zdrowe odzywianie. Pewnie obejrzales na necie film pt.
                            jedzenie ma znaczenie i teraz uwazasz sie za wielkiego eksperta. Ale
                            ja ci na radze jak masz sie sie uporac z twoja checia dawania rad za
                            wszelka cene. A prawda jest taka, ze ten kto udziela najwiecej rad
                            ten sam najwiekszy problem. Skad wiem? na forach o dietach siedzi
                            pelno grubasow, ktore nie chudna ale daja rady kazdemu bo
                            przestudiowaly i wyprobowaly milion diet. Na forach komputerowych
                            siedza setki lamerow, ktorzy nie umieja zainstalowac windowsa ale
                            uwazaja sie za wielkich ekspertow od Linuxa.
                            • rikol Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 22:03
                              Nestety wiem o zaburzeniach odzywiania znacznie wiecej niz ty. Znam 2 osoby,
                              ktore maja ten problem, co ty, wiem, jak to wyglada, znam to zaprzeczanie, ze
                              nic sie nie da z tym zrobic i pozeranie kilograma kielbasy naraz. Oprocz tego
                              znam kilka osob z bulimia i anoreksja. Takie czasy, ze tego jest pelno - i tu
                              rzeczywiscie dziala moda na chudosc. Porozmawiaj z pierwszym lepszym
                              nauczycielem w liceum, to sie dowiesz, jaki to jest teraz problem. Jest to
                              uzaleznienie fizyczne i psychiczne. Nie ma innego lekarstwa niz racjonalna dieta
                              + sport + terapia. Wszystkie tez czynniki sa konieczne dla wyzdrowienia. Tak sie
                              dzis leczy zaburzenia odzywiania. Oczywiscie przecietny terapeuta ci tego nie
                              powie, bo terapeuta jest od psychiki a nie od dietetyki, natomiast takie sa
                              programy leczenia w szpitalach, gdzie sie leczy zaburzenia odzywiania.
                              Oczywiscie 30-kilogramowe anorektyczki nie uprawiaja w szpitalu sportu, ale
                              bulimiczki juz moga. Sport i racjonalne odzywianie wplywaja pozytywnie na
                              psychike. w zdrowym ciele zdrowy duch:)
                              • black_halo Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 23:34
                                Tak sie meczy w szpitalach co czesto nie przynosi efektu bo leczy sie
                                bardziej cialo niz dusze a powinno byc odwrotnie. Jak ma sie wszystko
                                w porzadku z psychika to sposob jedzenia normuje sie sam.

                                Gdybys miala najbledsze pojecie o tych zaburzeniach to wiedzialabys,
                                ze sport moze stac sie zagrozeniem dla bulimiczek i kompulsywnych bo
                                wtedy moga sie bezkarnie obzerac i nie tyc. A to nie jest problem
                                nadwagi czy otylosci a wlasnie obzerania, taki jaki alkoholizm.
                                Alkoholim moze przestac pic ale popsc w hazard albo inne
                                uzaleznienie. Sport to endorfiny a to tez uzaleznia a chodzi o to by
                                sie uwolnic od kompulsywnych zachowan, wszystkich - rowniez tych
                                pozornie zdrowych. Sport jest zdrowy ale jesli przeradza sie w
                                obsesje na pukcie utrzymania prawidlowej wagi to staje sie
                                niebezpieczny.

                                Zreszta spojrzmy prawdzie w oczy, jesli nie zachorowalas na raka to
                                nie mozesz zrozumiec takiej osoby. Co z tego, ze w mojej rodzinie
                                trzy osoby chorowaly z czego dwie zamrly a jedna z tego wyszla. Skad
                                ja mam wiedziec jak sie czuje taka osoba? Tak samo ty nie mozesz
                                wiedziec co to jest zaburzenie jedzenia. Nie wiesz i juz. Ja znam
                                duzo wiecej osob niz ty z tym problemem bo chodze na terapie dla
                                ludzi jak ja i na mityngi anoninowmych jedzenioholikow. Nigdzie sie
                                nie poleca ani diety ani sportu a jedzenie prace nad psychika co w
                                prostej linii prowadzi do unormowania wagi ciala. Po roku terapii
                                schudlam bez zadnej diety i sportu, ktorego notabene nienawidze, 30
                                kilo. Jeszcze 15 i bede zadowolona.

                                Jesli ktos zaprzecza, ze ma problem to znaczy, ze nie jest jeszcze
                                gotowy na przyznanie sie do tego nawet przed soba. Jesli tego nie
                                zrobi to nie ma szans na wyleczenie bo pierwszy krok to przyznanie
                                sie przed soba, ze ma sie problem. Dopiero potem mozna w tym cos
                                zrobic. Mowienie, ze sport i racjonalne odzywianie dobrze robia to
                                niedorzecznosc w przypadku osob jak ja bo my to dokonale wiemy. Ale
                                jak masz napad to masz gleboko gdzies wszystkie zasady zdrowego
                                zywienia, sport i wszelkie madrosci. To co najwazniejsze to nauczyc
                                sie radzic sobie z psychika.

                                Skoncz sie juz wypowiadac bo nie masz zielonego pojecia i chcesz tu
                                zgrywac eksperta.
                                • kadanka Re: No i tu nie masz racji 03.07.09, 10:38
                                  Jak ma sie wszystko
                                  w porzadku z psychika to sposob jedzenia normuje sie sam.
                                  DOKLADNIE.
                                  jak sie ma wszystko w porzadku z psychika to wiekszosc problemow sie
                                  normuje:)po tych postach widac ze postawa zaniedbywania, zagluszania
                                  wlasnej psychiki jest bardzo powszechna. zdrowe odzywianie sport
                                  wszystko ok - tylko co wtedy gdy ktos jest uzalezniony od junkfoodu.
                                  porady zdrowego trybu zycia sa tak naiwne jak doradzenie palaczowi
                                  zeby po prostu zucil palenie:D no sorry. i to jeszcze polacy czyli
                                  nacja ktora zwyczajowo dusi wszystkie swoje poroblemy w sobie, nie
                                  okazuje emocji, jest skryta. od anglikow roznimy sie tylko tym ze
                                  nie jestesmy uprzejmi, reszte ich mentalnosci czyli dystans i
                                  rezerwe juz mamy.
                    • nett1980 Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 09:50
                      Pomidory, pomidorami, psiankowate nie sa takie zdrowe, jak sie mowi.
                      Jest inny pokarm, ktorego mozna jesc ile sie chce, mowa o KASZY
                      JAGLANEJ. Odkwasza organizm, uspokaja zoladek, dostarcza tryptofanu.
                      Ma niski indeks glikemiczny i malo kalorii, mozna go jesc z tym co
                      akurat jest rosnie sezonowo, z miesem zamiast ryzu czy ziemniakow, z
                      jablkami, z truskawkami.
                      • echtom Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 10:41
                        A kasza gryczana?
                        • nett1980 Re: No i tu nie masz racji 01.07.09, 11:07
                          Z cala pewnoscia ma blonnik, rozgrzewa, dostarcza mikroelementow,
                          ale nie jest tak dobra jak kasza jaglana. Kasza jaglana, to jeden z
                          pierwszych produkutow, ktorych uzywalismy przed tysiacami lat.
              • misiu-1 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:56
                golfstrom napisała:

                > Najdalej w trzecim pokoleniu Wasze geny znikną z ogólnej puli i
                > bardzo dobrze.

                Gdybyś coś takiego powiedziała homoseksualistom (z małą poprawką, bo nie trzeba
                aż trzech pokoleń, wystarczy jedno), oskarżyliby Cię o "mowę nienawiści" i
                homofobię. :-)
                • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:25
                  Problem w tym, z e homoseksualisci rodzą sie Halinie i
                  Kazimierzowi, a nie Kazimierzowi i Kazimierzowi - jesli jeszcze NIE
                  ZAUWAZYŁES. Jesli pozabijasz wszystkich w jednym pokoleniu, to
                  urodzą sie w kolejnym jakiejś Krystynie i Zenonowi.
                  • misiu-1 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 21:53
                    iluminacja256 napisał:

                    > Problem w tym, z e homoseksualisci rodzą sie Halinie i
                    > Kazimierzowi, a nie Kazimierzowi i Kazimierzowi - jesli jeszcze NIE
                    > ZAUWAZYŁES. Jesli pozabijasz wszystkich w jednym pokoleniu, to
                    > urodzą sie w kolejnym jakiejś Krystynie i Zenonowi.

                    Nie chodzi o ogół homoseksualistów, tylko o konkretnych, do których kieruje się
                    wypowiedź. Ich geny znikną z puli wraz z ich śmiercią.
                    • hermina5 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 08:41
                      No i co z tego?
                      Tak samo znikną geny heteroseksualnych księzy i zakonnic.
                      • misiu-1 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 11:09
                        hermina5 napisała:

                        > No i co z tego?
                        > Tak samo znikną geny heteroseksualnych księzy i zakonnic.

                        Chyba nie zrozumiałaś rozmowy. Spróbuj przeczytać jeszcze raz.
                • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 20:43
                  Bez oporów mogłabym to powiedzieć homoseksualiście uzależnionemu od przygodnego
                  seksu bez zabezpieczenia, i nie miałoby to nic wspólnego z homofobią.

                  Nie mam nic do ludzi, którzy jedzą. Czepiam się tych, którzy żrą bez opamiętania.
              • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:36
                golfstrom napisała:

                > Jest też zupełnie inna opcja, choć nie wiem, czy p. Roth jest
                gotowa ja zaakcep
                > tować. Poniewaz ewolucja nadal działa, to przesadnie grubi ludzie
                sami w końcu
                > wyginą. Jej przesłanie powinno więc brzmieć tak: a jedzcie sobie
                tego syfiasteg
                > o fastfooda nawet co dwie godziny, karmcie tym swoje dzieci od
                niemowlęctwa, z
                > rozkoszą napychajcie się słodyczami codziennie. Najdalej w
                trzecim pokoleniu Wa
                > sze geny znikną z ogólnej puli i bardzo dobrze.

                Bez obrazy, ale piszesz straszne bzdury. Przesadnie grubi nie
                wygina.
                Po pierwsze dlatego, ze setki tysiecy lat ewolucji uksztaltowaly
                metabolizm tak, zeby gromadzil jak najwiecej zapasow (okresy
                zlodowacen, susz, klesk zywiolowych i innych kataklizmow mogli
                przezyc tylko ci, ktorzy mieli na sobie troche tluszczu), a po
                drugie - bo chorobliwe obzarstwo nie wynika z genow. To znaczy -
                byc moze, czesciowo i u niektorych tak. Ale nie zawsze, nie calkiem
                i nie u wszystkich. I ty, i toi bliscy macie szanse na zalapanie
                jakiegos ED, czego ci oczywiscie nie zycze.
                • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 21:20
                  Nie wiem, czy mówimy o tym samym - ja mówię o cukrzycy i innych chorobach cywilizacyjnych wynikających z chorobliwej otyłości, że nie wspomnę o 'anatomicznych' przeszkodach, jakie może napotkać w drodze do prokreacji 200kilugramowa osoba.

                  > Po pierwsze dlatego, ze setki tysiecy lat ewolucji uksztaltowaly
                  > metabolizm tak, zeby gromadzil jak najwiecej zapasow
                  Setki tysięcy lat nie przygotowały naszego metabolizmu do obrabiania takiej ilości cukrów, jaką w tej chwili spożywamy. Choroby cywilizacyjne to właśnie reakcja naszego metabolizmu.

                  a po
                  > drugie - bo chorobliwe obzarstwo nie wynika z genow. To znaczy -
                  > byc moze, czesciowo i u niektorych tak.

                  Widzisz, wg mnie chorobliwa otyłość nie zawsze jest wynikiem chorobliwego obżarstwa. Naprawdę nie trzeba jeść na okrągło, żeby być otyłym, i nie trzeba jeść kompulsywnie, żeby ważyć 200 kg. Geny nie mają z tym nic wspólnego. Ale, jak już napisałam gdzie indziej, nikt nie zbadał konsekwencji spozywania kompletnie obcych związków chemicznych. Czy wiemy np. jaki jest długoterminowy efekt spożywania na masową skalę glutamianianu sodu, żeby wziąć pierwszy z brzegu ulepszacz.

                  > Przesadnie grubi nie wygina.
                  Nie doceniasz ewolucji. Przesadnie grubi właśnie przechodzą przez proces naturalnej selekcji. Byc może za 300 lat plastikowa żywność będzie dla naszego układu trawiennego całkiem neutralna. Ale tymczasem zabija.
                  • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:41

                    Przyznam, ze nie rozumiem.
                    Najpierw piszesz, ze strasznie fajnie, ze grubi ludzie sie szybko
                    zawijaja z tego swiata, bo nie zdaza przekazac swoich genow, wiec
                    znikna. Potem - ze otylosc z genow nie wynika. Potem - ze grubi
                    przechodza przez proces naturalnej selekcji. Ple ple ple.

                    Zdecyduj sie, na jakim stanowisku stoisz, poprzyj je lektura na
                    temat i wtedy moze uda sie nam dogadac. Ja, wobec wyniku badan
                    podluznych chorych na ED dziewczat stoje na stanowisku, ze
                    wszelkiego rodzaju ED sa nabywane spolecznie - a wiec nie przez
                    geny. W zwiazku z tym rzekome 'wyginiecie' i 'selekcja' nie
                    nastapi, bo jesli cos jest nabywane spolecznie, to eliminacja genow
                    nic sprawie zanikniecia postawy nie pomoze.
                    • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 23:30
                      Tak, to może od początku.

                      Jeśli ktoś jest na tyle leniwy, uparty i/lub ograniczony, że nie chce przyjąć do wiadomości, że jego sposób żywienia jest przyczyną choroby, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego geny najdalej w trzecim pokoleniu wyginą. Głupota i brak instynktu samozachowawczego jako narzędza selekcji naturalnej.

                      Po drugie, nie przytoczę Ci wyników badań wykazujących zmiany genetyczne zaszłe po wprowadzeniu zmian w technologii żywienia, bo o ile mi wiadomo, takich badań nie ma. Natomiast trzeba być bardzo naiwnym, żeby przypuszczać, że codzienne spożywanie łyżeczki np. glutamianianu sodu przez kilka pokoleń nie prowadzi do żadnych zmian chemicznych w organizmie. I o zmianach chemicznych, nie o genetycznych pisałam.

                      Po trzecie - choroby cywilizacyjne są elementem naturalnej selekcji.

                      > Zdecyduj sie, na jakim stanowisku stoisz, poprzyj je lektura na
                      > temat i wtedy moze uda sie nam dogadac.
                      Albo coś przeoczyłam, albo nie podałaś w tej dyskusji ani jednego autora lub tytułu.

                      a wiec nie przez
                      > geny. W zwiazku z tym rzekome 'wyginiecie' i 'selekcja
                      Nie trzeba mieć rodziców narkomanów, żeby zostac narkomanem i żeby umrzeć z przedawkowania => wypisać się z puli genetycznej.

                      > bo jesli cos jest nabywane spolecznie, to eliminacja genow
                      > nic sprawie zanikniecia postawy nie pomoze.
                      Jesli obżarstwo jest nabywane społecznie i istnieje grupa ludzi, która jest gotowa wykończyć się na choroby cywilizacyjne, to istnieje szansa, że inna grupa ludzi nauczy się czegoś na cudzych błędach. A więc bardziej inteligentne geny przetrwają.

                      Naprawdę, jaśniej już nie mogę. Ale też musisz trochę zacząć mysleć 'poza pudełkiem'.
                      • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 30.06.09, 02:18

                        To bardzo ciekawa kasza swiatopogladowa, ale - o ile nie powolasz
                        sie na zrodla inne niz 'bo tak', trudno mi z tym dyskutowac.
                      • black_halo Re: Fundamentalistka 02.07.09, 08:38
                        > > bo jesli cos jest nabywane spolecznie, to eliminacja genow
                        > > nic sprawie zanikniecia postawy nie pomoze.
                        > Jesli obżarstwo jest nabywane społecznie i istnieje grupa ludzi,
                        która jest got
                        > owa wykończyć się na choroby cywilizacyjne, to istnieje szansa, że
                        inna grupa l
                        > udzi nauczy się czegoś na cudzych błędach. A więc bardziej
                        inteligentne geny pr
                        > zetrwają.

                        ED sa nabywane spolecznie jak i alkoholizm. Alkoholicy maja dzieci i
                        ich dziec nabywaja sklonnosc do alkoholizmu w domu. POlega to na tym,
                        ze ogladaja pijajacego tatusia i juz. W doroslym zyciiu moga stac sie
                        alkoholikami albo i nie, zalezy od indywidualnych predyspozycji. Tak
                        bylo przez wieki i nie ma powodu twierdzic, ze ich geny znikenly bo
                        alkoholizm to dalej powszechna choroba. I nie ma znaczenia, ze syn
                        patrzyl na pijanego ojca, ktorypotem zmarl na marskosc watraby. Tak
                        samo jest z zaburzeniami odzywiania. Co z tego, ze widze, ze otylosc
                        zabila moja ciotke, ktora pod koniec zycia miala wszelki problemy
                        zdrowotne a zmarla na zawal na schodach, wchodzac na siodme pietro bo
                        winda sie zepsula. A ciotka wazyla ladne 150 kilo przy wzroscie 150
                        cm. Otylosc istaniala zawsze i pula genow nie zniknela w zadnym
                        pokoleniu. W wielu rodzinach chorzy sa dziadkowie, rodzice, dzieci i
                        dalej. Te geny jakos nie znikaja pomimo, ze mlodsze pokolenia patrza
                        na to co sie dzieje ze starszymi. Dodajmy, ze male dzieci nie maja
                        zadnego wplywu na to czym karmia ich rodzice. A jesli rodzice sa na
                        tyle glupi, ze roczniaka karmic slodkimi sokami, co 5 minut pakowac
                        do reki herbatniczka, cukiereczka, lizaczka, chrupeczka to wiadomo,
                        ze te dziecko majac 4-5 lat bedzie otyle a wtedy jest juz za pozno bo
                        zawsze bedzie mialo duzo komorek tluszczowych. Potem majac nascie lat
                        przejdzie na diete, schudnie ale nikt mu nie powie o drowej diecie
                        wiec pewnie skorzysta z kolejnej diety z pani domu. Potem wystapi
                        efekt jojo i majac 25 lat osiagnie wage 150 kilo. Tak zazwyczaj jest
                        i to zalezy od genow. Jesli nie nabierze rozumu i swoich dzieci nie
                        bedzie zywic inaczej to wyrosnie koljne pokolenie otylych ludzi.

                        Wiele rzeczy wynika z lenistwa rodzicow. Mnie mama karmila kasza z
                        cukrem do 4 roku zycia. Kolezanka mojej siostry, bardzo otyla
                        dziewczynka, zobaczylma moja siostre w wieku 8 lat jedzaca pomidora.
                        Zapytala co to jest. Nie znala zadnych warzyw bo rodzina przywyczaila
                        ja do slokiego i kazda proba podania zupy jarzynowej konczyla sie
                        wrzaskiem. Skad wiem? Mieszkala pietro wyzej. Matka pielegniarka,
                        ojciec urzednik w USC, dziadkowie na emeryturze znosili wnuczce
                        slodycze.
            • upgraded Re: Fundamentalistka 29.06.09, 20:54
              iluminacja - zrezygnuj na kilka tygodni ze slodzenia kawy i herbaty,
              wedlin z azotanami, cias i caistek z cukierni, a gwarantuje ci, ze
              poznasz prawdziwy smak wiekszosci potraw, a w/w wiecej nie ruszysz z
              wlasnej woli, bo po prostu bedziesz czula tylko
              sol/cukier/slodzik/jakies polepszacze smaku.
              gorzka czekolada jest niedobra? mleczna czekolada to nic innego jak
              margaryna, mleko w proszku i troche kakao :) ale jak kto woli.
              ryba nie ma smaku? ryz nie ma smaku? brokuly nie maja smaku? ehhh,
              iluminacja, skrzywdzono cie mocno, jezeli nie znasz naturalnego
              smaku skladnikow.
              natomiast zgadzam sie z ze mozna jesc wszystko, tylko w granicach
              rozsadku i troche sie ruszac.
              pozdrawiam
              • iluminacja256 Ciekawe skąd wiesz co jem? 30.06.09, 08:50



                Kawy nie piję w ogóle. Herbaty nie słodze od dobrych 6 lat , albo i
                wiecej. W ogóle nie słodzę , bo cukru nie lubię.
                Co do wedlin z azotanami - dziekuję , ze sugerujesz mi z nich
                zrezygnować, ale problem w tym, z e od 11 lat jestem wegetarianką,
                wiec mi sie to raczej nie uda.
                Cistek i ciast z cukierni też nie jadam, bo je piekę , jesli mam
                ochotę - wyjątek to tarta.

                Cieszę sie, ze sadzisz , ze mnie skrzywdzono. I chcę jesc mleczną
                czekoladę , bo ja lubię . Dziękuje za uwagę .


                Rybę zrobiłabym pieczoną w warzywach, ryz z marchwią i ostra
                papryka oraz odrobiną curry, a sałatkę z sałaty , rzodkierwk i
                szczypiorku z vinegret.

                Jesli ty uwazasz, ze ryba, ryz i brokuł po prostu są smaczniejsze -
                TO TWOJA SPRAWA I TWOJ WYBOR.
            • z_jak_zwirz Re: Fundamentalistka 29.06.09, 23:08
              ja ostatnio docenilem gorzka czekolade - gleboki smak, a nie plaska slodka
              papka. chce cos slodkiego, to jem jablko. jak chce cos czekoladowego, to biore
              gorzka czekolade.
            • martusia.3 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 01:04
              Iluminacja! Ratunku! Co ty wygadujesz?! Żaden normalny miłosnik
              dobrego jedzenia nie tknie innej czekolady niz gorzka! To jest nawet
              w złym guscie jadać jakieś mleczne albo białe paskudztwo! Popatrz
              choćby na ceny: mleczna to na ogół tani badziew,dobra gorzka
              czekolada potrafi kosztować 20 zł za 10 dag. A jak niby miałabym
              przyrządzać brokuły,jeśli nie na parze? Są pyszne, zdrowe i
              zapobiegają rakowi. Łosoś ugotowany na parze - pycha! Piszesz te
              bzdury,bo masz ochotę pokłócić się z kimś?
              • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 08:53
                > Iluminacja! Ratunku! Co ty wygadujesz?! Żaden normalny miłosnik
                > dobrego jedzenia nie tknie innej czekolady niz gorzka! Piszesz te
                > bzdury,bo masz ochotę pokłócić się z kimś?



                Piszesz to bo sugerujesz, z e jestem nienormalna?
            • madissa Re: Fundamentalistka 30.06.09, 19:07
              Co za BZDURA - to ludzie, którzy poznali smak gorzkiej czekolady, już nigdy z
              własnej woli nie kupią zwykłej.
          • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 16:46
            Wszystko mozna jesc w rozsadnej ilosci. Spojrz na starych chudych ludzi, jak
            oni sie odzywiaja: niejednokrotnie jedza boczek czy slonine, ale najwyrazniej
            jedza tego odpowiednia ilosc, jesli zachowuja wage.

            Ja np. w ogole nie pije napojow gazowanych, natomiast jesli jestem gdzies gdzie
            nie ma soku, a na wode nie mam ochoty, to trudno, wezme fante czy sprite, nie
            umre od jednej puszki. W Ameryce natomiast jedna porcja jest rownowazna 2 czy 3
            porcjom w Europie. Nic dziwnego wiec, ze maja nadwage. Sa dania z McDonalda,
            ktore maja ponad 1000 kalorii - caly czas mowimy o jednej porcji. Niech ktos to
            jeszcze popije pollitrowa cola i juz jest minimum 1300 kalorii. Tymczasem
            wiekszosc ludzi nie rusza sie, potrzebuja okolo 2000 kalorii dziennie.
            • gondra Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:48
              > Tymczasem wiekszosc ludzi nie rusza sie, potrzebuja okolo 2000 kalorii dziennie.

              I to rozłożone co najmniej na 4 części - jeśli dostarczysz organizmowi
              jednorazowo więcej niż 500 kalorii, to tego nie spali.
        • mrs.t Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:28
          > Amerykanom koncerny spozywcze wmowily, ze krakersy to normalne jedzenie. Potem
          > zarabia na nich przemysl farmaceutyczny - dzieki temu amerykanska gospodarka
          > kwitnie.


          i dlatego tez latwo nie odpuszcza
          i datego amerykanie szybko nei schudna..
          I do nas by to doszlo (dojdzie? ) - ekonomiczny kryzys i kurczenie sie
          gospodarki wydaja sie przychodzic z pomoca!
      • informer75 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 11:12
        Bardzo dobry artykuł. Popieram Meme. Żona odbywała praktyki na
        obozie dla dzieci w USA. Już w bardzo młodym wieku pojawiają się
        problemy z nadwagą, bo nawet na takich obozach wprowadza się złe
        nawyki żywieniowe, bez wprowadzania dodatkowych nawyków gimnastyki,
        itp. żona opowiadała, jak inny instruktorzy patrzyli na nią, jak na
        idiotkę, kiedy z drugą koleżanką uprawiały codziennie gimnastykę na
        plaży, mimo ciężkiej pracy z dużą ilością ruchu.
        Co do żywienia to tam wszystko jest odwrotnie; na śniadanie tyci,
        tyci a za to na kolacje stoły się uginały.
        Na temat jakości jedzenia nie będę już pisać, bo wyjdzie
        encyklopedia.

        Pozdrawiam
        -----------------------
        Ksiązka do sluchania gdziekolwiek jestes 14.pl/poosluchaj
        • rikol Re: Fundamentalistka 30.06.09, 14:24
          No tak, ale teraz nawet w Polsce odchodzi sie od dyzurow na obozach. Kiedys
          dzieci sobie same obiady robily, umialy gotowac.
    • echtom Re: Fantastyczna kobieta!! 27.06.09, 13:16
      Idea słuszna, tylko mam wrażenie, że ta pani zgubiła w swojej fanatycznej krucjacie resztki luzu i radości życia. Uważam, że lepszy model to na co dzień odżywiać się racjonalnie, a od czasu do czasu pozwolić sobie na kaloryczne szaleństwo. Jedzenie oprócz dostarczania organizmowi niezbędnych składników odżywczych ma również aspekt społeczny. Przyjemnie od czasu do czasu (nie codziennie :)) pójść z koleżanką do cukierni na kawę ze śmietanką i deser lodowy ;)
      • gondra Re: Fantastyczna kobieta!! 27.06.09, 14:37
        Ja sie zgadzam, że najlepszy jest złoty środek. Ale to jest taki temat gdzie
        trzeba ostro i dobitnie, bo ludzie nie postrzegają jedzenia w kategoriach
        zagrożenia. Oprócz uświadamiania ważny jest też wybór - niestety jeśli chcesz
        zjeść na mieście, to często nie zjesz zdrowo, a nawet jeśli, to drogo.
        • bene_gesserit Re: Fantastyczna kobieta!! 27.06.09, 23:22
          No popatrz. A ja dzisiaj jadlam w barze mlecznym: zdrowo, chudo,
          tanio i pysznie. Oraz na miescie w dodatku.
          • echtom Re: Fantastyczna kobieta!! 27.06.09, 23:49
            Zupka w Green Wayu to też zdrowa, chuda, tania i pyszna opcja ;)
            • nett1980 Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 10:35
              Dziwi mnie jedno, ze maja w swoich sklepach produkty mniej
              przetworzone, a serwuja bialy makaron z warzywami z mrozonki.
              Duzo znajomych mowi tez, ze poziom u nich spadl, kotlety twarde.
              Wciaz ten sam repertuar, co im stoi na przeszkodzie miec w ofercie
              wegetarianski bigos, zupe ogorkowa, barszcz ukrainski itp.?
              • corgan1 co jest złego w mrożonych warzywach? 28.06.09, 16:06
                > a serwuja bialy makaron z warzywami z mrozonki.

                Na czym polega kaloryczność/szkodliwość mrożonych i świeżych?
                • echtom Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 28.06.09, 16:28
                  Mrożone są ok, tylko pewnie źle się z gotowcami kulinarnymi kojarzą ;) Sama robię zupy i warzywa duszone niemal wyłącznie z mrożonek, bo nie mam cierpliwości, żeby obierać i kroić świeże.
                • nett1980 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 28.06.09, 18:31
                  Dlugo opowiadac, w kazdym badz razie dla zagorzalego ekologa i
                  wegetarianina, zywnosc w ktorej krysztalki lodu porozrywaly blony
                  komorkowe, nie ma dobrej energii. Poza tym, zywnosc ta ma taka wade,
                  ze wplywa na zwiekszenie efektu cieplarnianego- wejdz do pierwszego,
                  lepszego hipermarketu i zobacz ile energii wymagaja te wszystkie
                  otwarte zamrazarki z lodami, warzywami, pizzami, rybami.
                  Maz moj nie jest jakims wlk smakoszem, ale jak czasem zrobie rizotto
                  z takimi warzywami, ciezko wzdycha i je, bo musi. Ja sam cos robi,
                  to w zyciu nie z mrozonki. Smak jest nie ten...
                  • iluminacja256 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 08:08
                    Dlugo opowiadac, w kazdym badz razie dla zagorzalego ekologa i
                    > wegetarianina, zywnosc w ktorej krysztalki lodu porozrywaly blony
                    > komorkowe, nie ma dobrej energii.

                    Tak sie zastanawiam, co ten cżłowiek robiłby 60 lat temu? Chyba by
                    sie zabił...nie czepiam się , sama jestem jaroszem, nie piszę wege ,
                    bo mam wrazenie, ze wszystkich wege wkurza mój brak aktywizmu i
                    odjazdów , to tylko dieta, nie religia, niemniej jednak własnei
                    takie cuda jak kryształki lodu rozrywajace błony komórkowe i
                    zabijajace roslinke zastanawiaja mnie zawsze w trójnasób...Roslinka
                    swieza , cieta nozem, tez nie ma dobrwej energii...
                    • iluminacja256 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 08:10
                      Poza tym, dodam, ze swieża roslinka po sezonie, ZAWSZE wymaga uzycia
                      pradu - jabłka, banany, pomarańcze, cytryny przechowuje się w
                      chłodniach , nie w zwykłych pomieszczeniach. Inaczej w styczniu nie
                      byłoby sladu po jabłkach - piwnice nie nadają sie na zbieranie
                      tysiecy kilogramów jabłek.
                    • echtom Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 08:33
                      > Roslinka swieza , cieta nozem, tez nie ma dobrwej energii...

                      Pozostaje sałata rwana paluszkami ;)
                    • nett1980 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 13:50
                      > Tak sie zastanawiam, co ten cżłowiek robiłby 60 lat temu?

                      Hmmm a ilez to rodzin mialo lodowki po wojnie? Wtedy chyba krolowaly
                      konserwy z Unnry. Pamietam takie dziwne lodowki z opowiesci
                      rodzicow. Trzeba bylo miec ziemianke i duuuzo trocin, po zimie
                      zbieralo sie tafle lodu z jeziora i ukladalo sie w tych trocinach.
                      Powstawala lodowka, ktora trzymala nawet do lata.
                    • kadanka Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 15:14
                      no zaraz, ale swieże, sezonowe jest chyba zdrowsze i smaczniejsze od
                      mrozonki, tak na zdrowy rozum?? moze i marchew jest przechowywana w
                      chlodniach ale nie jest zamrazana. przeciez to chyba oczywiste ze
                      sezonowe warzywka i owoce kupowane na bazarku sa zdrowsze od
                      wielomiesiecznych mrozonek hortexu?... nie mowiac o walorach
                      smakowych. a argument lenistrwa troche mnie rozwalil. rozumiem jakby
                      sie gotowalo dla 5osobowej rodziny. ale pokrojenie marchwi i innych
                      warzyw dla dwoch osob to naprawde kwestia paru minut wiecej.
                      tak samo robienie sokow - pewnie katorga, trzeba umyc obrac pokroic,
                      wychodzi z tego szklanka soku no i potem szorowanie sokowirowki
                      przez 10 minut. ale dla plusa jakim jest swiezy sok chyba warto sie
                      poswiecic?
                      • bene_gesserit Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 15:28

                        Bo ja wiem?
                        Czytalam sporo nt mrozonek, i o ile zostaly przygotowane szybko po
                        zerwaniu i przetworzeniu warzyw/owocow, i przechowywane w
                        odpowiedni sposob, zachowuja wartosci odzywcze na wiele miesiecy.
                        No chyba, ze zaczniemy wierzyc w brak energii nieszczesnych,
                        pomordowanych kryszalkami lodu komorek.

                        I ktore warzywa sa sezonowe w styczniu?
                        Gdybym miala jesc przez miesiac kiszone ogorki i kiszona kapuste,
                        to po tygodniu juz znioslabym jajo z nudow, a kiszonki
                        znienawidzila do konca zycia. Sto razy wole zimowa diete uzupelniac
                        pysznymi mrozonkami, smutisem truskawkowym z owocow z mrozonki czy
                        zupelnie niesezonowymi pomidorami cherry ze szklarni.
                        • nett1980 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 23:40
                          > No chyba, ze zaczniemy wierzyc w brak energii nieszczesnych,
                          > pomordowanych kryszalkami lodu komorek.
                          To nie sa moje wymysly, moze z jakims ortodosyjnym makrobiotykiem
                          pogadac? A pokrotce- kazda komorka ma przeciez mitochondrium, taka
                          mala fabryczke. A teraz maly eksperyment, wyobraz sobie, ze musisz
                          zbudowac dom, kupujesz cegly w skladzie budowlanym, takie prosto z
                          fabryki, czy jedziesz do jakiegos zniszczonego miasta, ooo takiego
                          Drezna po nalotach i probujesz potem z cegiel tam zebranych zbudowac
                          swoje siedlisko. Ktory dom bedzie stabilniejszy i trwalszy?
                          • bene_gesserit Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 30.06.09, 02:20

                            Wzruszajaca alergoria ale to tylko alegoria. Nie zauwazylam u
                            siebie bowiem spadku formy po zimowej porcji mrozonek - przeciwnie.
                            • nett1980 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 30.06.09, 11:52
                              Nie twierdze, ze nie uzywam, jak pisalam wczesniej. Jednak
                              zwyczajnie wole kiszonki zima i to co jest z jesieni w piwnicach i
                              chlodniach.
                              Zeby nie bylo, mikrofalowki tez nie uswiadczy sie w moim domu:)
                        • kadanka Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 30.06.09, 02:11
                          I ktore warzywa sa sezonowe w styczniu?
                          to bolalo:D
                      • echtom Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 21:49
                        Jeżeli to do mnie, gotuję dla 5-osobowej rodziny, a czasem większej liczby osób.
                  • historyk09 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 18:06
                    "porozrywaly blony
                    komorkowe, nie ma dobrej energii"?
                    Co to ma do wartosci odzywczych ?
                    Lodowki nie zostaly wynalezione po to zeby przyczyniac sie do
                    zwiekszania efektu cieplarnianego ale po to zeby chronic zywnosc
                    przed zepsuciem.
                    Typowe podejscie "zielonych", zakazac uzywania lodowek, a to ze
                    pozniej trzeba bedzie wyzucic tony jedzenia to juz jest ok

                    • nett1980 Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 29.06.09, 23:24
                      Do mrozonek raczej uzywa sie zamrazarek, prawda? Do lodowek jako
                      takich nic nie mam, chyba ze sa wielkosci szafy.
                    • twojabogini Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 30.06.09, 09:41
                      historyk09 napisała:

                      > "porozrywaly blony
                      > komorkowe, nie ma dobrej energii"?
                      > Co to ma do wartosci odzywczych ?
                      > Lodowki nie zostaly wynalezione po to zeby przyczyniac sie do
                      > zwiekszania efektu cieplarnianego ale po to zeby chronic zywnosc
                      > przed zepsuciem.

                      Zielonych ktoś zdrowo wpuścił w maliny...Zauwazyłam to jakis czas
                      temu...wpędzili się w segregację śmieci, żeby nie zabrudzać
                      srodowiska - obejrzałam jak to wygląda: otóż przyjeżdża wóz ładuje
                      te smieci, jak firma jest przywoita, to przysyla oddzielny na kazdy
                      rodzaj, jak nie to zrzut na jedna pakę papieru, puszek itp. Teraz
                      Uwaga - 80 procent firm wiezie te pieczołowicie posegregowane smieci
                      na miejskie wysypisko...
                      walka z efektem cieplarnianym - hahahahaha...wiecie co najbardziej
                      podgrzewa atmosferę - zbrojenie i produkcja samolotów - tysiące ton
                      stali potrzebnej na wyprodukowanie okrętów, mysliwców, lotniskowców,
                      czołgów i broni...wiecie w jakich temperaturach topi się stal? To
                      rzeczywiście nas niezle ogrzewa. Idzie na to prawie połowa
                      swiatowego PKB - jak ktoś naprawdę chce walczyć w celu ochrony matki
                      ziemi - to tu przebiega front. Przykładów mogłabym mnozyć...
                      "programy ekologiczne" piszą ludzie na zamówienie rządu i potem za
                      rządową kase je promują. W ten sposób osoby o nastawieniu
                      proekologicznym angazują się w oszczędzania wody i produ (to też
                      bzdura - chyba że ktoś po prostu chce zmniejszyc domowy
                      budżet...),segreguje smieci i hoduje ziółka na parapecie. Czyli z
                      punktu widzenia poprawy sytuacji na świecie nie robią nic.

                      > Typowe podejscie "zielonych", zakazac uzywania lodowek, a to ze
                      > pozniej trzeba bedzie wyzucic tony jedzenia to juz jest ok

                      No bo rząd im wyprał mózgi i myślą, że są anty a działają tak, jak
                      chciał tego system. trzeba mysleć niezależnie i ogarniac całe
                      zjawiska. Otwórzcie oczy zielone ludki :)

                      • rikol Re: co jest złego w mrożonych warzywach? 30.06.09, 14:28
                        Niestety masz sporo racji. No ale chyba lepiej robic cokolwiek, niz nie robic
                        nic? Ziarnko do ziarnka... Dobrze by bylo ograniczyc ilosc smieci chocby o
                        10-20%, nie uwazasz? A swiadomy obywatel bedzie naciskal na politykow, wybierze
                        politykow propagujacych przyjazne naturze metody produkcji, recykling itd.
            • kociolub Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 19:24
              Green Way ma dobry PR :-)
              Zupka greenwayowa może i jest chudsza, co wcale nie znaczy, że zdrowsza. Nie
              wiem czy polepszacze smaku są takie zdrowe. E621 jest tam używany nagminnie.
              To sieć franczyzowa, we wszystkich sklepach i jadłodajniach sprzedają przede
              wszystkim mrożonki produkowane pod Poznaniem :-)
              • bene_gesserit Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 20:38
                Wiemy, wiemy - i dlatego tam nie jemy :)
                Rowniez dlatego, ze wszystko smakuje tam jak trociny, a do surowek
                sypia tyle cukru, co do ciasta. Seler na slodko plus slodka
                marchewka i slodzona salatka z kukurydzy, ble.
          • gondra Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 11:39
            Gratulacje!:)
            A jak ktoś nie lubi barów mlecznych i dań wegetariańskich? A do tego mieszka w
            małym mieście? Za duże wymagania?:) Green Way ok, ale imo nie jest taki zdrowy
            jak się reklamuje, to taki lepszy, zdrowszy i mniej tuczący fast food. No ale
            macie racje, że często to nie kwestia dostępności tylko myślenia.

            Poza tym nie wiem jak jest w Stanach - tam ponoć wszystko jest większe i
            bardziej tuczące, ale wybór pewnie mają, więc trzeba po prostu uświadamiać tym
            ludziom jak działa niezdrowe odżywianie się. Ja u nas w restauracjach często
            zjadam połowę czy 2/3 porcji, bo dla faceta 180 cm, 90 kg może byłyby one ok,
            ale dla małej i szczupłej kobiety niekoniecznie.

            Kilka dni temu byłam u fryzjera, była tam matka z na oko 6-letnią córką. Żeby
            dziecko sie nie nudziło kiedy obcinają mamie włosy, to przegryzało kawałki
            kurczaka z KFC i miało obiecane, że po wyjściu od fryzjera pójdą do McDonaldsa
            na Shakea i zestaw. Masakra imo.

            Znajoma prowadzi zajęcia z fitnessu, zdrowo się odżywia i mówiła ile musi sie
            czasami napracować - jej córka napoje gazowane, sztuczności typu batoniki i
            chipsy jada bardzo okazyjnie, a dla rówieśników dziecka jest to często normalny
            posiłek.

            Z reszta sama miałam taki okres w czasach studenckich, że żyłam na fast foodach
            - w ciągu kilku miesięcy waga mi podskoczyła o jakieś 8 kg, a włosy i cera -
            masakra. Teraz zjadam takie rzeczy raz na ruski rok (przyznaję, choć to
            niemodne, że fast foody mi smakują). Że na figurze i wyglądzie ogólnie się
            odbija to raz, ale nawet nie staram sobie wyobrazić co sztuczne żarcie robi z
            organizmem.
            • echtom Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 12:25
              > (przyznaję, choć to niemodne, że fast foody mi smakują).

              McDonalds i KFC może niekoniecznie, ale na zapiekankę czy kebab czasem się skuszę ;)
              • gondra Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 13:32
                Ja lubię McDonaldsa i Subway'a - w tym pierwszym przypadku nie wiem dlaczego
                cholerstwo mi smakuje, bo wygląd, smak, zapach - sama sztuczność i chemia.
                • echtom Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 13:36
                  > bo wygląd, smak, zapach - sama sztuczność i chemia.

                  Przyznam w wielkiej konspiracji, że zawsze lubiłam wyżerać takie wściekle kolorowe i chemiczne różyczki z tortu ;)
                • valesta Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 13:48
                  Soja i sałatki moja miłość; ale i na hotdoga z orlenu czasem się skuszę :D zwłaszcza gdy jestem cały dzień w trasie i mam mało czasu na jedzenie. Po roku odchudzania mogę sobie na to pozwolić raz na dwa tygodnie, a co! Codziennie się ważę, u mnie nie ma problemu. Ale Amerykanom współczuję... nie, nie im... naszej bohaterce-aktywistce na rzecz odchudzenia USA. imho sama nie da rady, musi dostać potężne wsparcie, aby ta akcja zaczęła przynosić wymierne rezultaty.
                • lew_konia Spróbujcie zjeść McDonaldsa na zimno...brrrrr 29.06.09, 15:36
                  Gdy hamburgerowa buła wystygnie, jest nie do zjedzenia. Frytek na
                  zimno do ust nie można włożyć.

                  Po prostu tłuszcz od smażenia na zimno rzadko kiedy jest smaczny.

                  Dziwię się, że niewielu osobom przeszkadza smród oleju do frytek
                  wydobywający się z czeluści kuchennych McDonalds.
                  • iluminacja256 Re: Spróbujcie zjeść McDonaldsa na zimno...brrrrr 29.06.09, 19:42
                    To tak samo jak ze wszelkimi chlebami, bułkami i inymi wyrobami
                    piekarniczymi marki Tesco - nadają sie do spozycia tylko
                    bezposrednio po rozmrozeniu i upieczeniu czyli przez 1 dzień. Nie
                    pojmuję ludzi, którzy się tym zywią.
                    • klaranyc Re: Spróbujcie zjeść McDonaldsa na zimno...brrrrr 29.06.09, 21:23
                      Mam to samo z amerykańskim "chlebem" - na surowo nie przełknę, z
                      tostera jeszcze ujdzie w tłumie.
            • bene_gesserit Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 12:40

              Nie widze nic zlego w okazjonalnym pozwoleniu dziecku na pozarcie
              smieciowego jedzenia. Imho jesli sie je bedzie pasc samymi
              ekologicznymi przysmakami na slodzie, tofu itd, to od kiedy bedzie
              mialo wlasne pieniadze, zacznie sobie kupowac tony chipsow i
              najbardziej chemicznych z mozliwych slodyczy. Po piersze - bo
              zabronione a przeciez takie dobre, po drugie - zeby byc normalnym
              jak inne dzieci.

              A w Stanach, z tego co wiem, otylosc ma wymiar klasowy: to nedza
              jest chorobliwie gruba, bo najtansze jedzenie to biale, puste
              weglowodany, a najtansze knajpy to roznego rodzaju Fakdonaldy.
              Chuda wolowina i jagniecina to najdrozsze miesa, dobrej jakosci
              (smaczne, dojrzale na krzaku, nie pryskane do imentu chemia)
              ekologiczne warzywa i owoce - sa rowniez bardzo kosztowne. Wiec
              sytuacja nie jest taka prosta i czarno-biala.

              Anyway - imho zamiast zupelnie bezkrytycznie i na kolankach (jak
              autorka artykulu imo) podchodzic do tego typu postaci, powinnismy
              pojsc po rozum do glowy zanim bedzie u nas tak, jak tam. I zaczac
              od przetrzepania szkolnych sklepikow oraz wywalenia firm z
              automatami z gazowanymi napojami w szkolach i na uczelniach.
              • gondra Re: Fantastyczna kobieta!! 28.06.09, 13:35
                > Nie widze nic zlego w okazjonalnym pozwoleniu dziecku na pozarcie
                > smieciowego jedzenia. Imho jesli sie je bedzie pasc samymi
                > ekologicznymi przysmakami na slodzie, tofu itd, to od kiedy bedzie
                > mialo wlasne pieniadze, zacznie sobie kupowac tony chipsow i
                > najbardziej chemicznych z mozliwych slodyczy. Po piersze - bo
                > zabronione a przeciez takie dobre, po drugie - zeby byc normalnym
                > jak inne dzieci.

                Zgadzam się, tylko "okazjonalne" jest tu słowem kluczowym.

                A co do Stanów, to pewnie masz racje. Ja wiem, że w Anglii jest podobnie -
                najdroższe jest ekologiczne jedzenie i dobre mięso, a najtańsze są gotowce do
                podgrzania w mikrofalówce (ani to zdrowe, ani zjadliwe), fast foody i inne
                badziewie tego typu czy chleb tostowy (innego chyba nie znają).
              • easz Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 02:11
                bene_gesserit napisała:

                > A w Stanach, z tego co wiem, otylosc ma wymiar klasowy: to nedza
                > jest chorobliwie gruba, bo najtansze jedzenie to biale, puste
                > weglowodany, a najtansze knajpy to roznego rodzaju Fakdonaldy.

                Tak właśnie jest. Pisała o tym np. Teresa Hołówka, w książce jeszcze
                z lat osiemdziesiątych, a była w Stanach pewnie jeszcze z parę lat
                wstecz. Opisywała m.in. bezsmakowe i wyjałowione żarcie z plantacji
                wodnych - powszechne oraz coś na kształt naszych gospodarstw eko,
                zwyczajne przydomowe ogrody, ale na większą skalę - bardzo drogie
                produkty. Było tam też o zwierzętach hodowlanych itd, ale już nie
                bardzo pamiętam szczegóły.
                Wieloletni powszechny system, który procentuje.
                • latouche Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 12:18
                  easz napisała:

                  > Tak właśnie jest. Pisała o tym np. Teresa Hołówka, w książce jeszcze
                  > z lat osiemdziesiątych, a była w Stanach pewnie jeszcze z parę lat
                  > wstecz.
                  "Delicje ciotki Dee", tak sie nazywa ta ksiazka. Bardzo dobra :)
                  • rikol Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 18:32
                    Rzeczywiscie niezla ksiazka. Ona tam tez opisywala, ile oni lekow jedza zupelnie
                    niepotrzebnie, 'zapobiegawczo'. Tymczasem taka aspiryna moze powodowac wylewy,
                    jesli ktos z natury ma rzadka krew. Powoduje tez wrzody zoladka. Zdecydowanie
                    nie jest to lek bez skutkow ubocznych. Powinni brac to tylko ci, ktorym lekarz
                    to przepisal.
              • krzysztof213 Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 16:38
                i no zacznijmy od samego doły
                Tylko ze ktoś ma na tym biznes żeby to zrobić trzeba mieć swoje lobby w szkołach
                I tak jest wszystko z umiarem ze z tym umiarem jest rożnie wiem po sobie bo moje
                bmi przekracza 15kg
              • klaranyc Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 21:31
                bene_gesserit napisała:

                >
                > A w Stanach, z tego co wiem, otylosc ma wymiar klasowy: to nedza
                > jest chorobliwie gruba, bo najtansze jedzenie to biale, puste
                > weglowodany, a najtansze knajpy to roznego rodzaju Fakdonaldy.
                > Chuda wolowina i jagniecina to najdrozsze miesa, dobrej jakosci
                > (smaczne, dojrzale na krzaku, nie pryskane do imentu chemia)
                > ekologiczne warzywa i owoce - sa rowniez bardzo kosztowne. Wiec
                > sytuacja nie jest taka prosta i czarno-biala.
                >
                To prawda, choć wcale nie musi tak być. Już wcześniej pisałam,
                poniżej, powyżej, nie wiem, gdzie post podpięło, że każdego na
                zasiłku stać na to, co ja jem, a odżywiam się zdrowo. Nawet w
                najbardziej śmieciowym sklepie znajdzie się coś zdrowego i
                niedrogiego, choćby głupi razowy makaron, pudełko za 1.40, które
                według producenta daje 7 porcji. Funt pomidorów kosztuje 0.80-1.40,
                jabłka "brzydkie" (czyli nie te piękne, sztuczne,chemiczne,
                woskowane) można kupić za 60 centów, brązowy ryż, duża paczka-
                dolara, duża paczka grochu - tyle samo, a ile w tym błonnika!
                Podejrzewam, że to wszystko kwestia nawyków. Wielu ludzi twierdzi,
                że im zdrowe jedzenie nie smakuje. Moj mąż, wychowany na
                amerykańskich śmieciach, nadal te śmieci lubi, bardziej niż zdrowe
                jedzenie. Je jednak zdrowe, z rozsądku.
                >
                • bene_gesserit Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 22:45
                  Tak, ale jablkami i pomidorkami przecietny Amerykanin sie nie
                  zadowoli. A najtansze sa pasione hormonami kurczaki, koniecznie w
                  panierce, bo wtedy jest jeszcze tanszy. Ktorego przedstawiciela
                  working class stac na pieczen z chudej wolowiny albo jagnieciny?
                  Noi chodzi tez o wzorce i tradycje etniczne przeciez itd itd. tez o
                  tym juz tu pisalam.
                  • klaranyc Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 22:55
                    No własnie, w tym problem, że się nie zadowoli. Za to raczy się
                    makaronem z serem, ale zawsze wybiera biały makaron, nigdy razowy,
                    choć cena razowego jest ta sama. Rzecz gustu. Funt wołowiny extra lean
                    kosztuje 3.50, 11 centów więcej niż duże frytki w McDonaldzie. Moj mąż
                    smaży ją na oliwie z oliwek i je z warzywami. Ale po co, skoro można
                    wybrać frytki i na dodatek nie trzeba się napracować...
                • kadanka Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 23:32
                  oj chyba rozumiem twojego meza. ja tez wole chipsy od np gotowanych
                  buraczkow:(
              • twojabogini Re: Fantastyczna kobieta!! 30.06.09, 09:49
                bene_gesserit napisała:

                > Nie widze nic zlego w okazjonalnym pozwoleniu dziecku na pozarcie
                > smieciowego jedzenia.

                Mój nie jadł, nie znał smaku chipsów i coli. Jak został zaproszony w
                wieku 6 lat na urodziny do McDonalda to popróbował wszystkiego i nie
                smakowało mu. Nie powinno się przyzwyczajac dziecka do złych smaków.

                Jak Mały poszedł do szkoły, ja do pelnoetatowej pracy - mój mały ma
                teraz parokilową nadwagę, upodobanie do chipsów i Koli. Sklepik
                szkolny plus szkolne obiady, plus babcia z doskoku ze wszystkim
                batonikami i cukierkami. Zajada się tym gównem.
                Ja tez zaczęłam się zywić na mieście i jest mnie o parę kilo za
                duzo. Jadam takie rzeczy na które bym wczesniej nie spojrzała...
                Wracam do starych przyzwyczajeń, choć przy etacie i szkole małego
                nie będzie tak łatwo, ale wierzę, że dam radę. Własnie wykorzystuję
                wakacje i to, ze lekcji nie trzeba robić, więc startowo więcej czasu.


                Imho jesli sie je bedzie pasc samymi
                > ekologicznymi przysmakami na slodzie, tofu itd, to od kiedy bedzie
                > mialo wlasne pieniadze, zacznie sobie kupowac tony chipsow i
                > najbardziej chemicznych z mozliwych slodyczy. Po piersze - bo
                > zabronione a przeciez takie dobre, po drugie - zeby byc normalnym
                > jak inne dzieci.

                Nie, wtedy nie będzie mu to smakować. Pod warunkiem, ze będzie
                zdrowo i smacznie odżywiany...

                > I zaczac
                > od przetrzepania szkolnych sklepikow oraz wywalenia firm z
                > automatami z gazowanymi napojami w szkolach i na uczelniach.

                Koniecznie!!! I od zmiany menu w przedszkolach i szkołach.
                • black_halo Re: Fantastyczna kobieta!! 02.07.09, 08:56
                  A moje dziecko jednak poszlo do szkoly i nie utylo. Zmienilam nawyki
                  zywieniowe w ciazy na okres ciazy i karmienia i ku swojemu zdziwieniu
                  i wielkim oczom lekarza moj przyrost wagi w calej ciazy to bylo tylko
                  4 kilo (ale przed wazylam az 95) a tydzien po porodzie wyszlam ze
                  szpitala o 12 kilo chudsza niz w dniu porodu, spodnie sprzed ciazy
                  wisialy na mnie ! Bardzo sie ucieszylam i postanowilam dalej sie
                  dobrze odzywiac. nawet sobie zaplanowalam, ze jak skoncze karmic to
                  sobie poucztuje wreszcie, chipsy, piwo, moj ulubiona zupka chinska.
                  Kupilam zupke i tak mi zasmierdziala, ze wyrzucilam od razu do kibla.
                  Nie do zjedzenia. I tak juz jem od 8 lat. Moje dziecko poszlo do
                  szkoly i codziennie pakuje mu kanapke z razowca z serem i roznymi
                  warzywami, zima z ogorkiem kiszonym, jakis owoc i butelke wody. Nie
                  utylo a na tle klasy wyroznia sie jasnym umyslem i dobra sprawnoscia
                  fizyczna.
            • mrs.t Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 15:29
              > Poza tym nie wiem jak jest w Stanach - tam ponoć wszystko jest większe i
              > bardziej tuczące,

              porcja obiadowa starczyla by mi na tydzien!

              >ale wybór pewnie maja
              - dokladnie
              zawsze ma sie wybor, tylko musi sie czlowiekowi chciec..
              • kashakar33 Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 16:10
                Mieszkałam w Stanach 2,5 roku i pomimo tego, że uważałam na to, co jem
                (hamburgerów nie jadałam, hot dogów też nie, sałatki tylko z sosem
                beztłuszczowym)i co wieczór ostro ćwiczyłam po pół godziny - przybrałam na wadze
                jakieś 5-6 kilo. Po powrocie do Polski - odżywiając się normalnie, bez większych
                wyrzeczeń - waga mi spadła o 8 kilo. Fenomen? Mam wrażenie, że w Stanach
                jedzenie jest tak napompowane chemią, że nawet jabłko tuczy ... . Żółtko jajka
                jest białe, nie żółte. Tragedia! Nigdy więcej tam nie pojadę... . Choćby ze
                względów zdrowotnych.
                • iluminacja256 Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 16:27
                  Wiesz co, nie jesteś jedyną osoba, która to mówi i coś w tym moze
                  być ...
                  Jest taki program o monstualnie otyłych ludziach w Stanach i mozecie
                  mi nie wierzyć, ale tam sie zdarzają 350 kg okazy! Nie 350 funtów,
                  ale facet 350 kg i np. 30 lat- sukcesem jest dla niego to, z epo
                  odchudzeniu o 100 kg pierwszy raz wstał z łozka opierając sie o
                  chodzik!
                  No to myslę, ze biorąc pod uwagę, ze takie monstra zdarzają się w
                  zasadzie wyłacznie w Stanach to nie moze brać się z powietrza...
                  • aiczka Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 17:28
                    Dla mnie fascynujące jest, że kiedy gdzieś w Europie spotykam monstrualnie otyłą
                    osobe i już-już mam pomyśleć, że dotarła do nas ta moda, rzeczona osoba odzywa
                    się z amerykańskim akcentem. ^_^
                    • rikol Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 18:46
                      Moze Amerykanie mysla, ze wszyscy Europejczycy sa na ostrej diecie:)
                  • croyance Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 17:34
                    Ja w Nowym Yorku i Bostonie z kolei jadlam bardzo dobrze - fantastyczne
                    salatki, restauracje, mysle wiec, ze to zalezy, gdzie sie pojdzie.
                    Wybor jest niesamowity - przynajmniej w miastach.
                    • klaranyc Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 21:19
                      Mam takie same obserwacje z Nowego Jorku. Wybór zdrowej żywności jest
                      ogromny. Zauważ jednak, jak większość ludzi jada te sałatki - dodają
                      do nich gigantyczne ilości dressingów i tłustych sosów. Warzywo jest
                      nadal warzywem i zachowuje witaminy, ale jak te sosy tuczą!
                      • croyance Re: Fantastyczna kobieta!! 30.06.09, 18:26
                        No ale to trzeba miec wlasny rozum i takich sosow nie jesc, a nie
                        czekac, az ktos wyda odgorna dyrektywe, ze sa niezdrowe.
                  • kadanka Re: Fantastyczna kobieta!! 30.06.09, 00:42
                    moze w tym temacie fajnie byloby poczytac osoby ktore siedzia w
                    stanach pare lat albo siedzialy. ja wiem z trzeciej reki ze
                    generalnie oni duzo rzeczy maja w proszku. jaja w proszku, gotowe
                    nalesniki w proszku:D0 u nas tez niesmialo wprowadza sie podobne
                    cuda:/ slyszalam taka ciekawostke nie wiem na ile prawdziwa ze
                    multiwitamina centrum nadaje sie tylko dla amerykanow - tylko u nich
                    witaminy te wchlaniaja sie w 100%,a np u europejczyka w 30% bo
                    odmiennne zywienie przez cale zycie sprawia ze uklady pokarmowe
                    amerykanina i nie-amerykanina reaguja zupelnie inaczej.
                    oni żrą, żrą na potege. ale mysle ze u nas bedzie podobnie. tyle sie
                    mowi o wzroscie depresji w spoleczenstwie a niestety duzo ludzi
                    probuje tlumic depresje jedzeniem. a jak juz wejjdziesz do sklepu po
                    jedzenie to nie znajdziesz tam kalafiora czy swiezych orzechow tylko
                    cale regaly batonow, czipsow i ciastek. i zupek knorra
                • rikol Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 19:32
                  W USA po prostu konsumenci nie maja nic do powiedzenia. Najwazniejszy jest
                  biznes, a smierc ludzi na skutek jedzenia gowna nikogo nie obchodzi. Tam nie ma
                  oznaczen, czy zywnosc jest GMO - czyli konsument nie ma prawa do wyboru.
                • gram.w.zielone Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 21:54
                  Mieszkam w Stanach od 5 lat. Staram sie odzywiac w miare zdrowo
                  (nie jem fastfoodow ani cupcakes), cwicze regularnie. Wage trzymam
                  na rownym poziomie. W tym roku pojechalam do Polski na ponad 2
                  miesiace, steskniona polskiego jedzenia jadlam co chcialam (gotowane
                  w domu normalne polskie zarcie), pilam piwo, i pomimo to schudlam
                  kilka kilo. Po powrocie do USA wszystko wrocilo w ciagu 2
                  tygodni... Mam wrazenie, ze w USA zawsze jestem troche "opuchnieta".
                  • klaranyc Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 21:56
                    Ja też mam takie wrażenie. Staram się wybierać, w miarę możliwości,
                    produkty importowane.
                • twojabogini U nas się robi to samo!!!Obłęd... 30.06.09, 10:14
                  kashakar33 napisała:

                  > Mieszkałam w Stanach 2,5 roku i pomimo tego, że uważałam na to, co
                  >jem (hamburgerów nie jadałam, hot dogów też nie, sałatki tylko z
                  >sosem beztłuszczowym)i co wieczór ostro ćwiczyłam po pół godziny -
                  >przybrałam na wadze jakieś 5-6 kilo.

                  Oczywiście, że tak jest. Na potegę solą i słodzą produkty. Wszędzie
                  ulepszacze smaku. Warzywa i owoce pędzone na koszmarnych nawozach,
                  mięso na hormonach. Wszystko modyfikowane genetycznie i bez smaku.

                  U nas stopniowo dzieje się to samo! Zacżyna się od żarcia dla dzieci
                  (to już nie jest jedzenie!). Rosnie nowe pokolenie konsumentów.
                  Wszechobecne reklamy - robia dzieciom i rodzicom wodę z mózgu.
                  Wmawia się nam, ze te bomby kaloryczne są zdrowe. Batoniki
                  zawierające mleko (sic!), "naturalne" soki marchewkowe (proponuje
                  eksperyment - zróbcie sobie taki w domu, porównajcie o ile słodszy
                  jest ten naturalny, do tego wasz domowy sie rozwarstwi, a ten nie -
                  magia czy chemia? I gdzie ta naturalność w takim razie?), zdrowe
                  cukierki zawierajace soki owocowe (to juz soku kupic nie mozna?),
                  zdrowe soki słodzone do obłędu czym popadnie, słodzone jogurty z
                  gumą arabską i guar - zawierające od pyty wapnia na "zdrowe kosci",
                  lizaki, których zaletą jest, że nie mają tłuszczu (no siup, po dwa
                  lizaczki bachorkom, skoro sa zdrowe beztłuszczowe), krem
                  czekoladowy, który daje energię dzieciom na cały dzień (radzę
                  potraktować to dosłownie - po trzech kanapkach z kremem dziecko ma
                  taką ilość kalorii ze nie powinno juz do końca doby przyjmowac
                  żadnych posiłków!!!).
                  Do tego wszystkiego jak ojciec poje zupy w proszku, to się z dziecmi
                  pobawi, a dzieci jak wypija soczek to przezyja przygodę, dzieci będa
                  kochac mamę jak im da okreslone produkty. Żarcie które ma zastapić
                  emocje i zbudować więź rodzinną!
                  U mnie tez tak było, zarcie budowało więż rodzinną - słynne omlety
                  ojca, które przygotowywał na przeprosiny jak się pokłócił z mamą,
                  jego ryż z sosem pomidorowym, robiony w niedzielę, żeby mama mogła
                  odpocząć, pierogi ruskie robione jak mama miała dobry humor,
                  bitki wołowe mamy na specjalne okazje, moje zapiekanki w niedzielę
                  na śniadanie, jak chiałam, zeby rodzice pospali i mieli milszy
                  dzień, odjechane eksperymentalne surówki siostry, które z trudem
                  przełykalismy, za to były bardzo zdrowe. Tak, w kuchni i przy stole
                  tworzy się więź rodzinna. Jest ona takiej jakości jak zarcie.
            • klaranyc Re: Fantastyczna kobieta!! 29.06.09, 21:12
              gondra napisała:
              >
              > Poza tym nie wiem jak jest w Stanach - tam ponoć wszystko jest
              większe i
              > bardziej tuczące, ale wybór pewnie mają, więc trzeba po prostu
              uświadamiać tym
              > ludziom jak działa niezdrowe odżywianie się.

              Masz rację, wybór jest duży, choć też zależy, gdzie się mieszka.
              Wielu ludzi ma też świadomość tego, co jest zdrowe, a co nie. I co?
              I jedzą niezdrowe, bo lubią. Mieszkam w Stanach i zdrowo się
              odżywiam. Nie jest to super drogie, osobę na zasiłku stać na
              jedzenie tego, co ja jem. Kwestia wyboru i gustu. Rzecz w tym, że
              ludziom wychowanym na niezdrowym jedzeniu zdrowe po prostu nie
              smakuje.
              >

    • bene_gesserit Fundamentalistka 27.06.09, 15:12
      Mam wrazeniem, ze ta kobieta bardzo chce zaistniec w mediach i
      znalazla dla siebie odpowiednia nisze - akurat taka. Kierunek (ban
      na trash food plus lepsza oswiata zdrowotna w kwestiach zywienia)
      poniekad sluszny, wykonanie co najmniej fanatyczne i w zwiazku z tym
      odstreczajace, porownanie otylych do palaczy - nieuprawnione.
      • zyta2003 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 03:09
        Mieszkam w Stanach dobrych kilkanascie lat. Moja rodzina
        rozpaczkowala sie. Tylko jedna osoba wsrod kilkunastu osob jest za
        gruba (i to mnie martwi wielce). Nie mam tez watpliwosci z czego. Z
        picia sody w ilosci ok. 2 litrow dziennie. Kazdy ma swoja teoria, ja
        mam ze, cola, czy pepsi uzalezniaja. W "podrodzinach" prowadzi sie
        kuchnie: 1. taka wiecej polska, 2. taka wiecej karaibska, 3. taka
        wiecej co wpadnie. Ja- zadnej ortodoksji w sprawie zdrowej
        zywnosci, odzegnywania sie od fast foodow,(osobiscie preferuje
        Wendys'a). Po prostu trzeba mniej jesc, porcje takie wiecej
        europejskie. Jak wyglada szklaneczka polska, a jak amerykanska?
        Amerykanska galka lodow, to europejskie cztery. I nie kupowac tzw.
        snackow. Wiem, ze otylosc to ogromna galaz gospodarki, a przeciez
        recepta jest jedna i stara jak swiat. Jedz wszystko, tylko mniej, i
        ruszaj sie. Przypadek wrodzonej sklonnosci do otylosci jest
        naprawde rzadki. Zajrzyjmy za kulisy jedzenia, tego osobnika co to
        tyje z niczego.
        • oldbay Re: Fundamentalistka 29.06.09, 05:34
          Ja też jestem w stanach i obserwuję co tu sie dzieje. Niestety ale
          Meredith ma rację, mówi dosadnie i bardzo prawdziwie na temat
          otyłości. Nie boi się nazywać rzeczy po imieniu i za to jest
          krytykowana.
          Tu jest masakra jesli chodzi o otyłość i ciagle trwa ta paranoja:
          grube jest piekne, akceptujmy sie, szyjmy wieksze ciuchy (4XL juz
          nie wystarczy, dlaczego nie ma wiekszych rozmiarów??? Dla ciekawych
          podpowiadam, że nasz polski rozmiar M to w stanach XS, polski
          rozmiar 6 to amerykaski rozmiar 2), to jest Okej być grubym,
          najwazniejsze zeby kochac siebie, tralalala.... Przyzwolenie na
          otyłość, która zabija. Nazwanie grubego grubym to oznaka
          nietolerancji. Kazdy gruby powie, ze to "genetyczne" i dziedziczne i
          nic nie może zrobić. Po czym wysiorbie pół litra napoju gazowanego.
          Szok. Rodziny grubasów żrące, tak ż r ą c e fast foody, bo tanio i
          szybko i tylko za dolara i nie trzeba nic w domu robić, a dziecko
          dostanie plastikową zabaweczkę do kolekcji made in china. Ja nie
          przytyłam ani kilograma. Nawyki przywiozłam bowiem z Polski, gdzie
          się nie obżeralismy jak dzikie świnie a w szkole nie stała maszyna
          do sprzedawania batoników 4cm-500kcal. Własnie o takie rzeczy Meme
          walczy, zeby w szkołach nie dawali dzieciom jeść czipsów i cukierków
          na obiad, zeby McDonald nie sponsorował dzieciom "obiadów" za dobre
          wyniki w nauce, zeby narzucić wieksze podatki na producentów napojów
          gazowanych, żeby na kazdym kroku nie kusiło ludzi tanie i syfiate
          żarcie, żeby w fastfoodach wisiały na scianach tabele z rozpiską co
          ma ile kalorii, zeby restauratorzy mieli obowiązek informowania co
          ma ile kalorii, żeby grube nie było promowane jako zdrowe, dobre i w
          porzadku, zeby nastoletnie gwiazdki które ogladają miliony
          nastolatek i dzieci na swiecie nie gadały co chwila że zarły frytki
          i pizzę i piły napój gazowany. I za to jest krytykowana.
          Dla mnie babka swieci przykładem i jest niesamowita.
          -
          oldbay
          • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:23

            Imho mowimy o paru problemach.
            Pierwsza to fatalny styl zycia, ktory skutkuje otyloscia
            zagrazajaca zdrowiu i zyciu.
            Druga to fakt, ze tego typu wyglad czesto jest zwiazany z klasa i
            (tak mi sie wydaje) rasa (tradycje kulinarne Afroamerykanow
            nakazuja ultratlusta, wysokoweglowodanowa diete, ktora wspolczesnie
            moze doprowadzic do chorobliwej otylosci).
            Trzecia - ze smieciowe zarcie to gigantyczny biznes, z ktorego
            machina marketingowa prosty i zasadniczo malo swiadomy konsumet nie
            moze wygrac.
            I ze rynek srodkow odchudzajacych generuje miliardowe zyski.
            Kolejna - ze ludzie grubi sa dyskryminowani na wiele sposobow.
            Jeszcze jedna - ze nadmierna dbalosc o to, co sie wklada do buzi
            moze prowadzic do zaburzen odzywiania lub ortoreksji. A anoreksja
            to choroba smiertelna.

            Pewnie jest jeszcze pare okolotematowych problemow, ale ja
            dysponuje jedynie naiwna wiedza. Tak czy inaczej, jestem zdania, ze
            problem jest niemozliwie zlozony i bardzo trudny. Intencje tej pani
            sa poniekad sluszne, sposob ich realizacji, jak napisalam -
            odstreczajacy i kompletnie nieprzekonywujacy. Zachwyt nad pomyslem
            na bitwe na jedzenie? Kiedy na swiecie codziennie umieraja tysiace
            ludzi z glodu? Szczucie kobiet, ktore z trudem dochodza do
            akceptacji i szacunku dla samych siebie (wliczajac w to zmiane
            diety i stylu zycia, jak ta "Miss Plus", ktora krytykowala Meme)?
            Imho nie tedy droga. Bardzo za to mi sie podoba inicjatywa zajecia
            sie tymi ciasteczkami, sprzedawanymi przez skautki. Tylko, ze za
            tym stoi biznes. Zamiast urzadzac donkiszoteryjne i ladujace ego
            Meme akcje, jak wywalanie zarcia na jakimstam konkursie gdziestam,
            nalezaloby zorganizowac potezny lobbing - ktory niekoniecznie
            dzialalby glosno, ale za to skutecznie. Z miliardowymi korporacjami
            nie wygra sie wyrywajac ludziom jedzenie z ust. A nawet autorke
            artykulu nawiedzaja watpliwosci, czy pani Roth promuje rozwiazania
            problemu, czy bardziej siebie sama.
            • kadanka Re: Fundamentalistka 30.06.09, 01:06
              no tak, ale to juz jest kwestia psychiki. jak z narkotykami -
              jednemu odwali a inny mioze od czasu do czasu brac i ma nad tym
              kontrole. jest masa ludzi, tez w polsce ktora stosuje diety wazywno
              owocowe, posty raz na jakis czas ale jjednak nie wpadaja w
              anoreksje. nie bawia sie w diety i posty bo ciagle widza grube uda w
              lustrze, tylko chca np odciazyc na chwile watrobe od tlustego
              jedzenia. to co jedza nie wynika z ich problemow psychicznych.
              najgorsza jest ogolna nieswiadomosc spoleczenstwa ze np wiele chorob
              mozna zlagodzic albo w ogole im zapobiec odzywiajac sie zdrowo, nie
              wpierniczajac tlusczow zwierzecych i cukru pod kazda postacia. a u
              nas mozna poslodzic wlasciwie wszystko poza miesem i warzywami.
              tluszcz mozna dodac do wszystkiego i potem kardiolog leki na
              nadcisnienie do konca zycia, cukrzyca typu II. u mlodych kobiet
              totalne rozchwianie gospodarki hormonalnej od insuliny zaczynajac na
              hormonach plciowych konczac.
              wystarczy wejsc do apteki gdzie obok polki uginajacej sie od
              redbulli, batonikow, ZDROWYCH ciastek lu jest polka z lekami
              wyszczuplajacymi, drenujacymi, jakims alli za 200zl. jedna wielka
              paranoja a biznes sie kreci.
              • black_halo Mylisz sie 02.07.09, 09:09
                Cukier pakuaja teraz nawet do wedlin, nie znajdziesz zadnego groszku
                czy kukurydzy w puszce w zalewie bez cukru.
          • lew_konia Morgan Spurlock w filmie "Super size me" 29.06.09, 15:48

            pokazał ile warte jest śmieciowe jedzenie z McDonalds.

            Inny przykład:

            www.youtube.com/watch?v=V168xofxgu0&NR=1
          • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:37
            Tak, to jest niezle, kiedy modelka wazaca 40 kg opowiada wszem i wobec, jak to
            ona codziennie je pizze z cola. Oczami chyba te pizze je.
          • klaranyc Re: Fundamentalistka 29.06.09, 21:46
            Zyta i Oldbay, również mieszkam w Stanach i całkowicie się z wami
            zgadzam. Do tych lodów dodam jeszcze, że kulka jest nie tylko
            większa niż europejska, ale też zawiera znacznie więcej cukru, tak
            jak wszystkie słodycze zresztą.

            Nie wiem, jak jest teraz w szkołach. Gdy mój mąż chodził do szkoły
            (obecnie 40 lat) mieli śmieciowe jedzenie w szkolnej stołówce.

            Kolejna sprawa - w USA wiele kobiet nie pracuje z wyboru. Jednak
            zamiast zająć się zdrowym gotowaniem i wyrobić w dzieciach zdrowe
            nawyki, wożą je po fast-foodach...
    • d.o.s.i.a Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:19
      Same warzywa - to ma byc racjonalna dieta?

      Gosciowa moze i chce dobrze, ale zabiera sie do tego od dupy strony.
      Kierat jedzeniowy, ktory sama sobie funduje i proponuje innym, nie
      zacheca ludzi do porzucania fast foodow. To jest antyreklama
      zdrowego trybu zycia.

      Miedzy jedzeniem hamburgerow na tony, a samej salaty jest caly
      wachlarz dobrego i zdrowego zarcia. W diecie racjonalnej nie trzeba
      sobie niczego odmawiac! Nawet hamburgera od czasu do czasu.

      Czy ta panna sie zastanowila ilu ludzi postanowi machnac reka i nie
      odmawiac sobie przyjemnosci jedzenia hamburgerow, pomimo kosztow,
      skoro jako alternatywe ona prezentuje im zycie na salacie???
    • escott Fundamentalistka 29.06.09, 15:27
      Jak ja nie lubię terrorystów... Jeżeli ktoś jest otyły, zdaje sobie
      sprawę z zagrożeń zdrowotnych, zarabia na siebie i na swoje leczenie
      (mówimy o Ameryce!) to uważam, że prześladowanie go za to, że śmie
      publicznie zjeść pączka jest zwykłym chamstwem. Rozwój cywilizacyjny
      jest nieunikniony. Ruch fizyczny to przyjemna sprawa dla tych, którzy
      go lubią. Ale, o zgrozo, są ludzie, którzy wolą sobie poczytać niż
      pobiegać. Albo wręcz pooglądać telewizję (oburzające!). Uświadamiać,
      jak najbardziej. Pomagać tym, którzy chcą schudnąć, oczywiście.
      Udostępniać, realnie udostępniać zdrową żywność (np. dzieciom w
      szkole), szczytna idea. Ale zamordystom żywieniowym, którzy uzurpują
      sobie prawo, żeby mnie pouczać, jak żyć mówię stanowcze nie. Podobnie
      jak ich koleżkom od zakazywania palenia. Wszędzie. To są moje sprawy
      i nie życzę sobie być publicznie prześladowana - a już jestem z
      powodu palenia i byłabym, gdybym pozwoliła sobie (och, co za straszna
      myśl) przytyć poza wyznaczone przez państwa ekspertów i opinię
      publiczną, która nie ma lepszych rzeczy do roboty niż zaglądać
      ludziom w talerze, dopuszczalne granice. Przypomina mi to ogromnie
      katolicką skłonność do prześladowania innych za ich łóżkowe
      upodobania i wtrącanie się w najdrobniejsze aspekty intymnego życia.
      Trochę wolności. Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Informować o
      konsekwencjach wyborów należy, a nie podejmować je za ludzi...
      • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:30

        No wlasnie.
        I jest wielka roznica miedzy palaczami a obzartuchami. Obzartuch
        obzera tylko siebie, palacz - jesli nie pali w samotnosci - zmusza
        do palenia innych. Roznica jest gigantyczna.
        • escott Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:37
          Ależ ja doskonale rozumiem zakaz palenia na przystanku. Natomiast
          zakaz palenia we wszystkich restauracjach to już jest zamordyzm. W
          większości knajp są sale dla niepalących, do tych, w których nie ma,
          można przecież nie chodzić. W ostateczności zgodziłabym się na nakaz
          urządzania sal dla niepalących wszędzie. Buntuję się, kiedy ktoś
          odgórnie ustanawia, że nigdy i nigdzie nie będzie mi wolno na własne
          życzenie truć się fajką - wyłącznie towarzystwie osób, które
          dobrowolnie zdecydują się wdychać mój dym ;) - przy piwie w pubie.
          Rozjuszył mnie również zakaz palenia w samochodach, gdzieś tam
          wprowadzony.
          • princess_of_the_universe Re: Fundamentalistka 29.06.09, 16:14
            Ja nie palę. Nigdy nie paliła. Drażni mnie dym papierosowy, a jak
            ktoś pali przy mnie jak jem, to mam ból żoładka gwarantowany.

            Ale też jestem przeciwniczką zakazu palenia w restauracjach.
            Przepraszam bardzo, ale w końcu to są prywatne biznesy ludzi, którzy
            inwestują w to kasę. Mają jakies biznes-plany. Skoro we własnym
            lokalu chcą, by można było palić i są zdecydowani ponieść tego
            finansowe konsekwencje, to niech tak będzie. Ktoś kto nie pali (jak
            ja) po prostu tam nie pójdzie i już. Nikt mnie przecież nie zmusza.
            A cała ta dyskusja o zakazie palenia w knajpach, toi zakrawa właśnie
            na jakiś społeczny terroryzm.

            Co do samochodu - to się jednak nie zgodzę. Bo to jest kwestia
            bezpieczeństwa innych osób na drodze. Dość podobnie, jak kwestia
            rozmawiania przez telefon komórkowy. Po pierwsze masz czymś zajętą
            rękę. Po drugie, jak Ci papieros wypadnie w samochodziie, to robi
            się mały problem. Znam kilka takich przypadków, w tym jeden, kiedy
            mój znajomy zablokował cały most, bo mu niedopałek wpadł pod
            siedzenie i musiał się zatrzymać, wyjść na środku mostu i szukać
            tlącego się peta...

            No i jeszcze o temacie głównym, czyli otyłości.
            Myślę, że trudno zrozumieć te Panią komuś, kto nigdy trochę dłużej
            nie pomieszkał w Stanach. Ja pomieszkałam i tamtejsze jedzenie, a co
            bardziej - nawyki żywieniowe oraz powszechna żywieniowa propaganda
            różnych koncernów doprowadzała mnie do szału. Popieram tę Panią w
            100%. Ludzie muszą tam zacząć mysleć na tym, o żrą. Tak ŻRĄ, bo Ci
            otyli tam nie jedzą, tylko właśnie żrą. Pierwszy raz, jak wyszłam
            tam do sklepu i zobaczyłam te "morsy", to zdjęło mnie przerażenie.
            Pomyślałam, że to jakiś bardzo chory człowiek mnei własnie minął. Bo
            w Polsce ma się takie skojarzenia od razu - tylko ktoś chory może
            być tak monstrulanie gruby. Szybko jednak odkrywa się, że wygląda
            tam tak spory odestek społeczeństwa, wrzucający w siebie niczym w
            śmietnik gigantyczne ilości żarcia. Niepohamowanie. Niestety dość
            szybko człowiek przyzywyczaja się do tego widoku - tak jest
            powszechny. Niestety, bo Ci ludzie sami przyzwyczaili się do siebie
            w rozmiarze XXXXXXXL i traktują swój wygląd jak coś normalnego.
            Żądają od innych akceptacji swojego wyglądu. I sami p.przą, że
            akcpetują siebie i kochają swoje ciało, wbijaąc się w leginsy i
            krotkie topy, pozwalając dziesiątkom kilogramów sadła wylewać się
            bokami i spływać z krzesła, jak tylko usiądą.

            Myślę, że dobrze, że jest ktoś, kto mówi im, że to nie jest
            normalne! Co innego polska nadwaga, a co innego gigantyczne
            amerykańskie "morsy". Ciekawe, co byś powiedziała escott, jakby "coś
            takiego" zadowolone ze swojego życią i wyglądu usiadło obok Ciebie w
            4-godzinnym locie z jedngeo wybrzeża na drugie. Jakbyś musiała
            walczyć ze pokładami słoniny zajmującymi połowę Twojego siedzenia i
            wylewającymi się niemal na Twoje kolana. Ja tego doświadczyłam i
            nikomu tego nie życzę. Uwierz, wtedy ja się czułam jak pod ostrzałem
            przerośnietego mocno terrorysty nakazującego mi akceptować jego
            filozfię życiowo-żywieniową.

            princess
            • klaranyc Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:13
              princess_of_the_universe napisała:

              > No i jeszcze o temacie głównym, czyli otyłości.
              > Myślę, że trudno zrozumieć te Panią komuś, kto nigdy trochę dłużej
              > nie pomieszkał w Stanach. Ja pomieszkałam i tamtejsze jedzenie, a
              co
              > bardziej - nawyki żywieniowe oraz powszechna żywieniowa propaganda
              > różnych koncernów doprowadzała mnie do szału. Popieram tę Panią w
              > 100%. Ludzie muszą tam zacząć mysleć na tym, o żrą. Tak ŻRĄ, bo Ci
              > otyli tam nie jedzą, tylko właśnie żrą. Pierwszy raz, jak wyszłam
              > tam do sklepu i zobaczyłam te "morsy", to zdjęło mnie przerażenie.
              > Pomyślałam, że to jakiś bardzo chory człowiek mnei własnie minął.
              Bo
              > w Polsce ma się takie skojarzenia od razu - tylko ktoś chory może
              > być tak monstrulanie gruby. Szybko jednak odkrywa się, że wygląda
              > tam tak spory odestek społeczeństwa, wrzucający w siebie niczym w
              > śmietnik gigantyczne ilości żarcia. Niepohamowanie. Niestety dość
              > szybko człowiek przyzywyczaja się do tego widoku - tak jest
              > powszechny. Niestety, bo Ci ludzie sami przyzwyczaili się do
              siebie
              > w rozmiarze XXXXXXXL i traktują swój wygląd jak coś normalnego.
              > Żądają od innych akceptacji swojego wyglądu. I sami p.przą, że
              > akcpetują siebie i kochają swoje ciało, wbijaąc się w leginsy i
              > krotkie topy, pozwalając dziesiątkom kilogramów sadła wylewać się
              > bokami i spływać z krzesła, jak tylko usiądą.
              >
              > Myślę, że dobrze, że jest ktoś, kto mówi im, że to nie jest
              > normalne! Co innego polska nadwaga, a co innego gigantyczne
              > amerykańskie "morsy". Ciekawe, co byś powiedziała escott, jakby
              "coś
              > takiego" zadowolone ze swojego życią i wyglądu usiadło obok Ciebie
              w
              > 4-godzinnym locie z jedngeo wybrzeża na drugie. Jakbyś musiała
              > walczyć ze pokładami słoniny zajmującymi połowę Twojego siedzenia
              i
              > wylewającymi się niemal na Twoje kolana. Ja tego doświadczyłam i
              > nikomu tego nie życzę. Uwierz, wtedy ja się czułam jak pod
              ostrzałem
              > przerośnietego mocno terrorysty nakazującego mi akceptować jego
              > filozfię życiowo-żywieniową.
              >
              > princess

              Princess, i tutaj całkowicie się zgadzam. Wielokrotnie widuję
              giganty żrące, nie jedzące, a właśnie żrące, głośno mlaskając,
              przeżuwając z otwartymi ustami tak, że widać w ustach, jak w
              betoniarce, te śmierdzące fast-foody. Polskie fast-foody tak nie
              śmierdzą, ale osoby mieszkające w Stanach wiedzą, o co mi chodzi.
              Jedna osoba w wagonie z fast-foodem wystarczy, aby zasmrodzić cały
              wagon. Poza tym, wiele osób otyłych to osoby bardzo roszczeniowe, na
              dodatek nie mające za grosz samokrytycyzmu i umiejętności realnej
              oceny przestrzeni. Niedawno widziałam, jak taka gigantyczna
              dziewczyna niemalże zmiażdżyła faceta w metrze - było wolne miejsce
              siedzące na szczupłą osobę, a ona wepchnęła tam swoje grube dupsko
              tak, że facet został uwięziony między jej dupskiem a barierą.
          • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:00
            A dlaczego ktos ma rezygnowac z pojscia do restauracji, bo TY chcesz sobie
            zapalic? Ty smrodzisz, to ponos konsekwencje, a nie zmuszasz innych do tego.
            • gondra Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:52
              No to przecież ona pisze o salach dla nie palących. Ja (paląca okazyjnie) jestem
              za zakazem palenia w restauracjach, ale nie w pubach.
              • gondra Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:53
                * niepalących
            • zetnon Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:18
              Knajpa to biznes prywatny i właściciel decyduje, jaką chce mieć klientelę. Jak
              woli palaczy-jego sprawa. Nie odpowiadają ci warunki-nie wchodzisz. Twoja
              retoryka to typowa demagogia i odwracanie kota ogonem. Równie dobrze możesz
              zażądać segregacji płciowej na wejściu, bo może nie masz ochoty siedzieć w
              restauracji obok jakiegoś mężczyzny i zakazu picia alkoholu, bo brzydzisz się
              pijaków.
              • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:51
                Wydaje mi sie, ze dosc latwo wprowadzic zakaz palenia w knajpach. Wystarczy po
                prostu powolac sie na przepisy dotyczace zatrudnienia, wedlug ktorych personel
                nie powinien byc narazony na dym. Czemu kelnerzy czy barmani maja wdychac dym z
                kilkuset papierosow dziennie? Kto im zaplaci odszkodowanie, jak zachoruja na raka?
          • crises Re: Fundamentalistka 30.06.09, 10:58
            Sale dla niepalących to fikcja - rzadko która knajpa ma na tyle
            dobrą wentylację, żeby smród nie niósł się wszędzie. To raz.

            A dwa: w moim mieście w tej chwili często trudno jest znaleźć
            miejsce w knajpie, bo normalna sytuacja wygląda tak, że sala dla
            niepalących jest nabita na full, a sala dla palących świeci
            pustkami - ale siąść się w niej nie da, bo już jeden palący buc
            czyni ją niezdatną do użytku.

            Zresztą - przyzwoici ludzie nie palą, pali hołota. Jestem całym
            sercem za wprowadzeniem przepisów, które zmuszą margines społeczny
            do zejścia ze swoim nałogiem do podziemia, czyli całkowitym zakazem
            palenia w miejscach publicznych - co w końcu nastąpi, to tylko
            kwestia czasu.
        • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:12
          Obżartuch:
          a) obciąża system opieki zdrowotnej
          b) obciąża system zasiłków społecznych (jesli takowy istnieje w danym kraju)
          c) zatruwając swoje ciało zatruwa swoje dzieci (weź pod uwagę, że w krajach,
          gdzie jedzenie przetworzone jest podstawą żywienia od kilku pokoleń, odsetek
          otyłości wśród dzieci jest bardzo wysoki).

          Więc ciężar, jaki zbiorowość ponosi, jest porównywalny w przypadku palenia i
          obżarstwa.
          • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:29

            Jesli mowimy o Stanach, to tam koszt ubezpieczenia zdrowotnego jest
            wyliczany chyba indywidualnie, prawda?
            I o tym, ze nawyki zywieniowe sa dziedziczone, pisalam. To nie
            jest, jakby chciala ta pani, sprawa mechaniczna (wrzasnac, tupnac,
            wyrwac z reki), ale polityczno-biznesowo-psychologiczno-
            antropologiczna.
            • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:54
              Przede wszystkim jest to kwestia polityczna. Dopiero po II wojnie rzad
              amerykanski zaczal propagowac jedzenie duzych ilosci miesa: akurat mieli gorke
              zbozowa i chcieli ja jakos rozladowac. Zwierzeta hodowlane potrzebuja duzo
              paszy. Zachecano wiec ludzi do jedzenia miesa. Dzis w USA sa fast-foody
              proponujace ludziom danie z 0,5 kg miesa - to jest jedna porcja!
            • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 21:29
              Jeśli mówimy o Stanach tu są statystyki:
              www.cdc.gov/obesity/causes/economics.html
              Jak widać, czy prywatne czy państwowe, ubezpieczenie zdrowotne ponosi ogromne koszty otyłości.

              W UK z każdym rokiem rośnie obciążenie budżetu NHS spowodowane kosztami leczenia otyłości. Podobnie jest z zasiłkami socjalnymi.

              Tak, to prawda, bardziej niż manic street preacher skuteczne byłoby tu wpływowe lobby. No ale od czegoś trzeba zacząć. Ponieważ chilowo nikomu w sektorze prywatnym sie specjalnie nie opłaca walczyć z otyłością (firmy ubezpieczeniowe widac jeszcze do tego nie doszły), to i działalność uprawiana jest przez takich misjonarzy jak p. Roth.
              • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:56

                No tak, ale w tym zlinkowanym materiale pisza min o
                kosztach 'pośrednich', wynikajacych z zachorowalnosci albo z
                przedwczesnej smierci - czyli o utraconych dochodach, ktore mogly
                byc, ale ich nie bylo. To zupelnie co innego, niz bycie na czyims
                utrzymaniu. A wymienione systemy - Medicaid i Medicare nie obejmuja
                calej populacji tylko czesci wybranych grup - ludzi starszych i
                ubogich, czyli tych, wsrod ktorych najwiecej otylych chorobliwie. A
                40 milionow Amerykanow nie ma w ogole zadnego ubezpieczenia - i
                zapewne sa to ci najubozsi, a wiec i najbardziej otyli. I nie jest
                zadna tajemnica, ze gdyby ci ubezpieczyciele zwiekszyli wydatki na
                prewencje choroby otylosci, zwrociloby im sie to w ciagu kilku -
                kilkunastu lat. Skoro tego nie robia, znaczy ze system jest wydajny
                i funkcjonuje lepiej bez prewencyjnej oswiaty.
                • golfstrom Re: Fundamentalistka 29.06.09, 23:42
                  Czy na pewno czytałysmy tę sama stronę. Na tej, która mi się otwiera, jest takie zdanie:

                  "In addition, these state-estimated data are limited to direct medical costs, as defined above, and not indirect costs (example: absenteeism and decreased productivity) attributed to obesity."

                  Owszem, trzeba przeczytać nieco więcej i przestudiować tabelę kosztów dla poszczególnych stanów.

                  I nie jest
                  > zadna tajemnica, ze gdyby ci ubezpieczyciele zwiekszyli wydatki na
                  > prewencje choroby otylosci, zwrociloby im sie to w ciagu kilku -
                  > kilkunastu lat. Skoro tego nie robia, znaczy ze system jest wydajny
                  > i funkcjonuje lepiej bez prewencyjnej oswiaty.

                  Masz rację, problemu nie ma. Alez to proste!

                  www.scientificamerican.com/blog/60-second-science/post.cfm?id=health-insurers-want-you-to-keep-sm-2009-06-03
                  Czy z tego artykułu tez wyciągniesz wniosek, że system jest wydajny?
                  • bene_gesserit Re: Fundamentalistka 30.06.09, 02:36
                    Nie mam zmiaru dac sie wciagnac w dyskusjie nt amerykanskiego
                    systemu ubezpieczen. Ale z kazdej sytuacji jest wyjscie. Mysle, ze
                    np mozesz zmienic ubezpieczyciela na takiego, ktory ubezpiecza
                    upper class, a wiec tych szczuplych, zdrowych i zadbanych, a wtedy
                    problem utrzymywania chorych grubasow z twoich pieniedzy sie
                    rozwiaze. Mozesz tez zmienic miejsce pobytu w sensie kraju - na
                    taki, gdzie ludzie sa statystycznie szczuplejsi (Polske np), a
                    system opiera sie na innych zasadach.

                    I poniewaz ubezpieczenia zdrowotne w USA to biznes rzadzacy sie
                    prawami rynku, dopoki firmy nie upadaja mimo braku zdecydowanych
                    dzialan w sensie reform to znaczy ze sa efektywne. Wiec albo gola
                    szczuplych i zadbanych jeleni, zmuszajac ich, zeby placili za
                    opieke zdrowotna nad otylymi i chorymi albo oplaca im sie to w
                    jakis inny sposob. Trzeciej mozliwosci nie widze, ale co ja tam
                    wiem.
                    • golfstrom Re: Fundamentalistka 30.06.09, 09:56
                      > Nie mam zmiaru dac sie wciagnac w dyskusjie
                      W dyskusję już dawno 'się wciągnęłaś', teraz się z niej wycofujesz, kiedy się
                      okazuje, że możesz nie mieć racji. Jesli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla
                      faktów.

                      Dziwne, że jeśli chodzi o prowokowanie pyskówek, już nie jesteś taka powściągliwa.

                      > albo oplaca im sie to w
                      > jakis inny sposob.
                      Właśnie o tym był ostatni link. Ale nie zamierzam za Ciebie odwalać całej
                      roboty. A ponieważ Ty się wolisz w tym momencie wycofać, no to cóż. Widać
                      przemawia przez Ciebie jakaś wyższa mądrość, dla mnie niedostępna.

                      Ja już wolę swoją kaszę światopoglądową, niż takie zadowolone z siebie twardogłowie.
            • upgraded Re: Fundamentalistka 29.06.09, 21:34
              no tak, trzeba sie zastanowic: czy ja naprawde musze tyle jesc? czy
              moja nadwaga bierze sie z powietrza czy z tych ton zarcia ktore
              pochlaniam?
              ale to wymaga uczciwego spojrzenia na problem, ba, dostrzezenie
              problemu. jak ktos chce zmienic przyzwyczajenia zywieniowe, to moze w
              kazdej chwili zaczac.
    • jkubica Fundamentalistka 29.06.09, 15:28
      Nie widzę powodu żeby zakazywać czegokolwiek (np reklam fast foodów), tylko
      idioci popierają takie akcje.
      • fraxinus Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:04
        nie jestem idiotką i dlatego popieram takie akcje, nie chcę płacić za leczenie tych, którzy nie potrafią się powstrzymać od jedzenia, albo nie inwestują w zdrową żywność i aktywność fizyczną! ja płacę za swój zdrowy styl życia i moja składka na ubezpieczenie zdrowotne idzie na wszystkich leni, którzy tego nie robią! niech ubezpieczają się dodatkowo od skutków otyłości i nie wymagają od reszty społeczeństwa, że będzie ich leczyć
    • anurma4 Fundamentalistka 29.06.09, 15:38
      Skrajnie radykalna - tak, ale po pierwsze trudno się dziwić
      (rodzina), a po drugie - Amerykanom jest taki radykalizm potrzebny,
      bo jak widać, do większości z nich łagodna perswazja nie dociera.
      • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 15:58
        No dobra, a co sie takeigo stało po drodze, ze od w miarę szczupłych
        Amerykanów w latch 50-tyc, 60-tych, 70-tych doszlismy do
        gigantycz\nych 200, a nawet 300kg wielorybów przykutych do łozek w
        latach 90 i 2000?
        • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:09
          Jak to co? Zra GMO, mieso nafaszerowane hormonami i antybiotykami, zwiekszyly
          sie porcje, ludzie sie nie ruszaja, bo wszedzie jada samochodem. W Polsce
          jeszcze nie ma tylu wielorybow, ale to tylko kwestia czasu, bo w Polsce tez
          promuje sie 'nowoczesne' rolnictwo produkujace pasze dla ludzi, a nie jedzenie.
          A czy wiesz, ze slodzikow uzywa sie do tuczenia zwierzat? Nic dziwnego, ze na
          slodzikach sie nie chudnie - bo organizm reaguje tak, jakby zjadl cukier (bo
          smak jest slodki), wytwarzana jest insulina i po chwili czlowiek jest jeszcze
          bardziej glodny. To juz lepiej zjesc pelnotluszczowy jogurt owocowy.
          Przynajmniej ma jakies witaminy. Zreszta odtluszczone jedzenie to tez dobry
          biznes, bo ten tluszcz mozna np. sprzedac oddzielnie jako maslo.

          W ogole nie poruszono tematu przemyslu odchudzajacego - ten rynek jest wart
          miliardy. To jest szatanska konstrukcja: najpierw wciska sie dzieciom chipsy
          (genialny biznes, jak za jednego ziemniaka skasowac tyle, co za kilogram
          ziemniakow), a potem nastolatkom i doroslym wciska sie produkty odchudzajace
          (np. herbate w kapsulkach, wielokrotnie drozsza od tej do picia). A wiadomo, ze
          trudniej schudnac, jesli ktos o dziecka byl gruby.
    • positum Grube baby są odrażające 29.06.09, 15:57
      bo odrażające jest niechlujstwo, lenistwo i nieustający kulinarny onanizm. Nie
      ma nic gorszego od ludzi robiących sobie dobrze bez żadnego umiaru.

      Ciekawe czemu Amerykanki wyglądają jak połcie słoniny, a Kubanki w Miami są
      szczupłe i ładne? Czyżby Miami nie leżało w Stanach? To jak się wygląda zależy
      wyłącznie od charakteru, a właściwie jego braku.
      • iluminacja256 Ale grubi faceci to od razu wymioty 29.06.09, 16:11

        Grubych kobiet jest wiele, ale monstra wazace po 350 kg to niestety
        męczyzni...Nie pojmuję jak mozna zapaść sie do takiego stanu, z enie
        mozesz usiasc na łozku, a o takich facetach w wiekszosci mozna sobie
        pooglądac program w TV, lecza ich operacyjnie i np po 1,5 roku
        odchuidzania dochodzą do 200 kg...z 390...
        • positum Re: Ale grubi faceci to od razu wymioty 29.06.09, 16:54
          Zarówno grube baby, jak i grubi faceci mają nierówno pod sufitem. Te wszystkie
          ich "wytłumaczenia" z cyklu "wolna przemiana materii", czy "predyspozycje
          genetyczne" to żałosny kit. Ciekawe dlaczego w Oświęcimiu nie było grubasów?
          Jeśli, ktoś sam robi sobie krzywdę żrąc jak świnia - byle dużo i byle co, i cała
          jego aktywność skupia się na dowodzeniu sobie i innym, że musi sobie tę krzywdę
          robić, to srał go pies. Ale rodzicom, którzy tuczą swoje dzieci po prostu bym te
          dzieci odbierał. Polacy są tak samo niechlujni jak Amerykanie i niewiele czasu
          potrzeba, żebyśmy jako naród wyglądali tak samo. Fuj.
          • bene_gesserit Re: Ale grubi faceci to od razu wymioty 29.06.09, 17:32
            Zaburzenie odzywania to jednostka chorobowa.
            Zarowno chorobliwa szczuplosc, jak i otylosc to najczesciej wynik
            choroby. I to ciezkiej, z odsetkiem wyleczonych mniej wiecej takim,
            jak w przypadku chorych na raka. Tego sie takimi reakcjami jak
            twoja akurat nie wyleczy.
            • rikol Re: Ale grubi faceci to od razu wymioty 29.06.09, 19:11
              Chcesz powiedziec, ze 2/3 Amerykanow ma zaburzenia odzywiania? Nie sadze. Co tu
              duzo mowic, porownaj kiedys rozmiar porcji europejskiej i amerykanskiej.
              Amerykanska bedzie duuuuzo wieksza. Do tego nie wiesz, jakie do jedzenia dodano
              chemikalia. Jesli to sie zestawi z mala iloscia ruchu, otylosc gotowa.
              • bene_gesserit Re: Ale grubi faceci to od razu wymioty 29.06.09, 20:25

                Nie wiem, bo w przeciwienstwie do wielu wypowiadajacych sie w tym
                watku nie uwazam sie za specjalistke ani w kwestii USA, ani
                dietetyki czy psychologii. Wiem natomiast, ze udowodniono, iz
                wzorce odzywiania sie, w tym szczegolnie zaburzenia odzywiania, sa
                nabywane spolecznie. Czyli postep jest geometryczny - im wiecej
                ludzi je szkodliwie, tym jeszcze wiecej ludzi je szkodliwie.
                • klaranyc Re: Ale grubi faceci to od razu wymioty 29.06.09, 22:23
                  Prawda. Sprzedaje się to, co ludzie kupują. Gdzie jak gdzie, ale
                  akurat w Stanach biznes, który nie ma klientów szybko bankrutuje.
                  Fast-foody istnieją i mają się dobrze, bo śmieciowe żarcie dobrze się
                  sprzedaje. Problem polega na tym, że ludzie to lubią, a jesli lubią
                  kupuja, jest popyt, mechanizm się napędza. Powstaje więcej fast-
                  foodow, trudniej o normalne jedzenie, i tak bez końca.
                  • rikol Re: Ale grubi faceci to od razu wymioty 30.06.09, 14:36
                    Sprzedaje sie to, co reklamowane. Ja tez mam ochote na to, co widze w telewizji.
                    Jakos nie przypominam sobie, zeby pokazywali tam owoce i warzywa czy jakas kasze.
        • klaranyc Re: Ale grubi faceci to od razu wymioty 29.06.09, 22:19
          A ja w Stanach znacznie częściej widzę zapasione kobiety, facet-gigant
          rzadko się zdarza. Może zależy gdzie?
    • s.lonko Fundamentalistka 29.06.09, 16:15
      Po cholerę przyzwyczajać się do gorzkiej czekolady? To już lepiej nie jeść wcale
      niż zmuszać się do jedzenia słodyczy, które nam nie smakują. Przecież nie chodzi
      o to, żeby zjeść trochę kalorii zawierających kakao, tylko żeby mieć z tego
      przyjemność. To samo z mądrością o zastępowaniu słodyczy suszonymi owocami -
      jakby tak się dało (tzn. suszone owoce dawały ten sam efekt przyjemności) to
      biznes słodyczowy dawno by umarł śmiercią naturalną (sic!).
      • gondra Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:59
        > Po cholerę przyzwyczajać się do gorzkiej czekolady? To już lepiej
        > nie jeść wcale niż zmuszać się do jedzenia słodyczy, które nam nie
        > smakują. Przecież nie chodzi o to, żeby zjeść trochę kalorii
        > zawierających kakao, tylko żeby mieć z tego przyjemność.

        O właśnie.:)

        > To samo z mądrością o zastępowaniu słodyczy suszonymi owocami -
        > jakby tak się dało (tzn. suszone owoce dawały ten sam efekt
        > przyjemności) to biznes słodyczowy dawno by umarł śmiercią naturalną (sic!).

        To zastępowanie to tak w ramach wyrzeczenia.:)
        • kwantkrytyki nieprawda 29.06.09, 23:52
          gorzkie czekolady około 80% kakao są świetne(szczególnie z przyprawami) np
          Lindt'a, naprawdę można się świetnie delektować jedną kostką przez długi czas.
          • s.lonko Re: nieprawda 30.06.09, 06:53
            kwantkrytyki napisał:

            > gorzkie czekolady około 80% kakao są świetne(szczególnie z przyprawami) np
            > Lindt'a, naprawdę można się świetnie delektować jedną kostką przez długi czas.

            Tak, a Słowacki wielkim poetą był ;) Tobie smakują, mi nie... no jak zachwyca,
            skoro nie zachwyca :)

            PS. Kawy i herbaty też nie słodzę.
        • edytaabra Re: Fundamentalistka 30.06.09, 22:13
          Absolutnie zgadzam się z Meme. Cały świat zachwycił się parszywą
          wręcz modą na amerykańskie śmieciowe i niezdrowe jedzenie.
          Producenci prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych batoników i
          innych zapychaczy. Prowadzę salonik prasowo-handlowy w pobliżu
          szkoły i jestem przerażona tym, co dzieci fundują sobie na
          śniadanie. Codziennie 2 lub 3 batoniki i butelka wody lub o zgrozo!
          coli.Czy tak powinno wyglądać śniadanie dziecka ? Rodzice tłumaczą,
          że przyniesienie własnej kanapki do szkoły to obciach. Tak podobno
          myślą dzieci i młodzież. Nie wierzę, że nikt nie może się temu
          przeciwstawić. Rośnie nam pokolenie leniuchów i chorych grubasów. W
          dadatku słabo wykszatałconych, bo jak można przyswajać jakąkolwiek
          wiedzę przy tak kiepskim odżywianiu. Połowa z tych dzieciaków spędza
          czas przy komputerach, niechętnie bierze udział w zajęciach
          fizycznych. Czas wreszcie by mówić o tym otwarcie, bo czeka nas to
          co amerykańskie dzieci. Nie wierzę, że jedzenie fast foodów wynika z
          wysokich cen żywności. Wszyscy wiemy, że kupienie gotowego jedzenia
          kosztuje dużo więcej niż przygotowanie wartościowego, smacznego
          jedzenia w domu. Duża pizza kosztuje ok.35 zł ( dla dwóch osób) na
          której masz kilka ochłapków mięsa, trochę żółtego tłustego,
          ciężkostrawnego sera i sosu pomidorowego. Za tą cenę można kupić
          jakieś 70 dag chudej wołowiny,kilogram ryby,świeże warzywa i ryż
          lub ziemniaki. Obiad dla dwóch dorosłych osób na dwa dni
          gwarantowany w wersji "full wypas". Nikt mnie nie przekona, że fast
          food jest tańszy. A już napewno nie jest zdrowszy! Popieram
          wszystkie tego typu akcje! Precz z otyłością!
          • black_halo Re: Fundamentalistka 02.07.09, 09:44
            Tak jest jeszcze w Polsce ale w wiekszosci zachodnich krajow gotowce
            sa tansze niz normalne jedzenie. Podam ci przyklad Belfii. Kilogram
            chudego schabu kosztuje 11 euro czyli 70dkg to jakies 7 z kawalkie,
            warzywa na dwa dni - niech bedzie 4 cykorie to 1 euro, drugiego dnia
            kalafior - 2 euro. Wydajesz 10 euro na dwa obiady. A teraz idziesz do
            dzialu z gotowcami i kupujesz kilogralowa lazanie za 2.99 i kilogram
            bami goreng za 3.29 czyli makaron nudle, szynka pokrojna w kostke,
            jakies przyprawy i smetne kawalki pora i cebuli plus troche jajka.
            Wydajesz 6.27 wiec zostanie ci jeszcze na 3.73 na slodycze. I tu
            mozesz sobie kupic gofry jajeczne za 0.49, najtansze ciasto za 0.75,
            zeby uspokoic sumienie to jeszcze kilka najtanszych jogurtow za 1.55
            za 8 sztuk, dorzucisz 2 dwulitrowe butelki gazowanego napoju za 0.50
            co jest tansze niz nawet woda mineralna !!! I jedzisz do domu. Zjesz
            swoja lazanie, popijesz swoja cola marki aldi, na deser dla zdrowia
            wciagniesz jogurt, ktory ma 15% cukru i 10% syropu fruktozowego i
            zagryziesz gofrem.

            A teraz sprobuj isc do sklepu ze zdrowa zywnoscia. Dajmy na to
            soczewica, ktora w zwyklym supermarkecie nie wystepuje to koszt
            jakies 3 euro, cukier trzcinowy do slodzenia albo fruktoza
            odpowiednio 1.9 albo 2.7 a zwykly cukier kupisz za mniej niz 1 euro.
            2 kabaczki to 2 euro, 5 kilo ziemniakow to 1.30 i tak mozna wymieniac
            bez konca.
        • edytaabra Re: Fundamentalistka 30.06.09, 22:30
          Każdy ma prawo do słabości i ja to rozumiem. Nikt nie każe
          absolutnie zrezygnować z małych przyjemności ale jeśli słodycze
          zastępują ci pełnowartościowe posiłki to może to mieć naprawdę złe
          skutki.Wyobraż sobie, że twoje dziecko przez cały dzień objada się
          cukierkami, batonami popija to wszystko litrem coli i zajada
          chipsami. Spójrz na składniki tych przekąsek. Jest tam mnóstwo
          witaminy E ... E220, E335 itp. Przerażające.
      • kotek.filemon Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:41
        Ja np. uwielbiam gorzką czekoladę. I nie musiałem się do niej przyzwyczajać. Przynajmniej jem coś o smaku kakao a nie o smaku samego cukru...
      • klaranyc Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:24
        No właśnie - na tej samej zasadzie działają fast-foody i ludzie tyją.
        Po cholerę zastępować niezdrowe żarcie zdrowym, skoro nie ma z tego
        przyjemności?
        • rikol Re: Fundamentalistka 30.06.09, 00:19
          Jest to podstawowy problem, a wynika on z tego, jak zywione sa dzieci.
          Niemowlaki dostaja gerbera, ktory jest skarmelizowany i slodszy niz normalne
          gotowane warzywa. W ten sposob ucza sie, ze kazde jedzenie jest slodkie. Pozniej
          ida do przedszkola, szkoly, rodzice i szkola zywia je frytkami, cola itp.
          Dorastaja, nie znajac smaku normalnego jedzenia. Nic dziwnego, ze dla takich
          ludzi normalne jedzenie to katorga. Dlatego w szkolach powinno sie dawac
          dzieciom tylko i wylacznie zdrowe jedzenie, zadnych slodyczy ani tym podobnych
          smieci. Nawet jesli w domu jedza gowno, to niech chociaz w szkole naucza sie
          innych smakow.
          • sir.vimes Re: Fundamentalistka 30.06.09, 00:24
            Ale 25 -30 lat temu tez dostawały dzieci (np. ja) modyfikowane jedzenie, soki
            Bobofrut, słoiki z jakichś darów chyba, dosładzane kaszki Humanę itp itd. No i -
            mleko ludzkie jest potwornie słodkie w porównaniu z np. krowim, kozim. Tak więc
            niemowlęta zaczynały d smaku słodkiego od zawsze.

            I potem normalnie jadły normalne obiady z surówkami, warzywami (także w
            przedszkolu, szkole).

            Dopiero teraz wchodzi do nas to co w USA już chyba istnieje od dawna czyli
            system karmienia dzieci syfem wszędzie. Na podwieczorki w niektórych
            przedszkolach dzieci dostają BATONIKI! Na obiady, bywa, pizzę czy makaron z
            serem żółtym. Twarogu prawie się w menu nie widuje, nawet w dobrych przedszkolach.

            Rodzice mają na to wpływ minimalny, szczególnie w kraju gdzie miejsce w
            przedszkolu jest samo w sobie wygraną na loterii.

            > Niemowlaki dostaja gerbera, ktory jest skarmelizowany i slodszy niz normalne
            > gotowane warzywa. W ten sposob ucza sie, ze kazde jedzenie jest slodkie.
          • twojabogini Re: Fundamentalistka 30.06.09, 10:22
            rikol napisała:

            > Jest to podstawowy problem, a wynika on z tego, jak zywione sa
            >dzieci. Niemowlaki dostaja gerbera, ktory jest skarmelizowany i
            >slodszy niz normalne gotowane warzywa.

            Tak, ale mamusie straszy się, że jak ugotują same to zniszczą
            dzieciom organizmy ogromną ilością pestycydów i chemii. Więc kupują
            w dobrej wierze. Tak samo jak jogurty z cukrem i obłędna iloscia
            wapnia, zeby dzieci dobrze rosły. Tyle, ze wapń jest prawie we
            wszystkim i tylko kwestia jak jest przyswajany przez
            organizm...Mozesz go zreć i zreć a jak jak masz zamulone jelita to i
            tak go nie wchłoniesz...Ludzie choc deklarują się, ze ostroznie
            podchodzą do reklam, to jak usłyszą cos tysiąc razy zaczynaja w to
            wierzyć...
            • echtom Re: Fundamentalistka 30.06.09, 10:37
              Moje dzieci w niemowlęctwie nie chciały jeść gerbera, wolały zwykłą
              zupę z garnka. Nie było już tak fajnie, kiedy zaczęły rozumieć treść
              telewizyjnych reklam...
              • twojabogini Re: Fundamentalistka 30.06.09, 11:38
                echtom napisała:

                > Moje dzieci w niemowlęctwie nie chciały jeść gerbera, wolały
                >zwykłą zupę z garnka.

                Gratuluję ci, ze odważyłas się sama gotować. Ja pierwszą zupke
                kupiłam w najlepszej wierze, zeby "dac dziecku to co najlepsze".
                puknęłam się w czoło dużo później. Jak zaczęłam szukac informacji w
                czymś innym niz materiałach edukacyjnych korporacji. Ja stary
                panczur-anarchista. Ech, lęk przed tym czy sobie poradzę jako matka
                wystawił mnie na manipulacje i odebrał zdolnośc analizy. Umiejętnie
                podsycany strach dodam...

                >Nie było już tak fajnie, kiedy zaczęły rozumieć treść
                >telewizyjnych reklam...

                Ano właśnie...jak przejrzałam to wywaliłam z domu telewizor. Dobrze
                było do czasu kiedy mały nie poszedł do szkoły, a ja do roboty na
                pełny etat. Mimo moich relatywnie wysokich zarobków i jako takiej
                swiadomości odzywiamy się - poza weekendami - oboje fatalnie. Oboje
                mamy po parę kilo za dużo. Postanowiłam to zmienić. szukam
                informacji jak to zrobić pracujac na etacie, mając dzieciaka w
                szkole (obiady, koledzy z torbami słodyczy i chipsów, wszechobecna
                kola - a zawsze ktoś dzieciakowi pieniązka w tajemnicy wrzuci). oki
                co myslę - kiedy zakupy, kiedy gotowanie, fuck...Musi się jakoś
                dać :)
                • echtom Re: Fundamentalistka 30.06.09, 12:49
                  Ja też szukam kompromisu między zdrowym żywieniem 5 osób a realiami
                  życia "kobiety pracującej". Staram się przynajmniej robić w domu
                  takie "półzdrowe" jedzenie (makaron lub ryż, czasem brązowy, z
                  jakimś sosem - jeśli korzystam z fixu knorra, to choć jedno świeże
                  warzywko wkroję), w weekendy świeże ziemniaki i domowe sałatki.
                  Kupuję razowe pieczywo w prywatnej piekarni, na deser raczej zwykła
                  czekolada niż batoniki. Do ideału odżywiania nam daleko, ale patrząc
                  po naszej wadze, nie jest najgorzej. Przy najlepszych chęciach nie
                  mogę spędzać życia jeżdżąc po wsiach i sprawdzając, czym rolnicy
                  karmią i nawożą swoje produkty - kupuję jajka i warzywa na rynku "na
                  wiarę".
                  • wj_2000 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 14:10
                    echtom napisała:

                    > Ja też szukam kompromisu między zdrowym żywieniem 5 osób a realiami
                    > życia "kobiety pracującej". Staram się przynajmniej robić w domu
                    > takie "półzdrowe" jedzenie (makaron lub ryż, czasem brązowy, z
                    > jakimś sosem - jeśli korzystam z fixu knorra, to choć jedno świeże
                    > warzywko wkroję), w weekendy świeże ziemniaki

                    Polecam ksążki Monignaca (a szczególnie "Jeść aby chudnąć").
                    Wbrew przesądom, na otyłość (a więc zdrowie) nie ma wpływu czy nawóz był
                    mineralny, czy gnój z obory (to fiksacje zbyt bogatych zachodnioeuropejczyków) i
                    wiele innych. Podobnie GMO nie ma nic do rzeczy.

                    Ważne jest (poza tym by dostarczać witamin, mikroelementów, białka) by mądre
                    było zasilanie energetyczne
                    organizmu.
                    Nie za dużo, ale też w taki sposób, by nie czuć głodu, a tym bardziej napadów
                    "wilczego apetytu", nie obniżać szybkości przemiany materii. Pozwala to
                    trzymając umiarkowany dowóz energii czuć się sprawnie i komfortowo.
                    Zasady są dość proste.
                    1)Potrawy z węglowodanami (roślinne) dzielimy na :

                    i)wykluczone,
                    ii) warunkowo dopuszczalne i
                    iii)bezwarunkowo dopuszczalne.

                    2)produkty zwierzęce (poza czystym tłuszczem jak smalec, czy łój, ale także
                    bardzo tłuste mięsa, jak boczek, podgardle, czy skóra z drobiu, które odrzucamy)
                    dzielimy na:

                    i)bezwarunkowo dopuszczalne (zawierają tylko białko, bez tłuszczu -
                    takie jak mleko i jogurt 0% (ew. 1%), twaróg chudy, białko jaja,
                    piersi drobiowe bez skóry, dorsz, mintaj, krewetki, ser dojrzewający
                    harceński albo ołomuniecki) i
                    ii)pozostałe, tj zwykłe mięso i ryby, sery półtłuste i dojrzewające,
                    całe jaja, śmietanę, etc.

                    Bogatsza jest wiedza na temat węglowodanów.
                    Wykluczone to:
                    cukier, ziemniaki, kukurydza, gotowana marchew i buraki, biała mąka, krótki
                    ryż, makarony jajeczne, białe pieczywo, piwo.
                    Warunkowe to:
                    Chleb razowy, makaron z mąki durum (nierozgotowany), makaron z mąki żytniej
                    pełnego przemiału, ryż basmati i brązowy, niewielka ilość ziemniaków gotowanych
                    w łupinach i na zimno z octem, w sałatce, etc. Należą tu niektóre owoce, np.
                    winogrona, świeże śliwki.
                    Bezwarunkowe to:
                    Wszelkie strączkowe (poza bobem) - obok poczciwego grochu i fasoli, także
                    bardziej egzotyczne jak ciecierzyca, soczewica, fasolka mung i inne. Spośród
                    wyraźnie "mączystych" a zalecanych można wskazać kaszę jęczmienną ale i
                    bardziej egzotyczną quinoę (ryż peruwiański), ryż dziki, chiński makaron z
                    fasolki mung (przezroczyste wstążki albo nitki).
                    No i cała plejada warzyw: cebula, pomidory, seler, bakłażan, cukinia, sałata,
                    kapusta, kalarepa, etc., etc. Oraz większość owoców: maliny, jagody, wiśnie,
                    czereśnie, brzoskwinie, suszone śliwki i morele, etc.

                    I ostateczna prawda. Nie należy łączyć dwóch produktów warunkowych. I tyle!
                    A więc, jeśli wybierzemy na obiad kaszę, to może być do tego zwykłe mięso, np.
                    gulasz wołowy, czy cokolwiek innego.
                    Ale jeśli zachce nam się makaronu, czy zwykłego ryżu (długiego, czyli basmatti)
                    to łączyć go można albo z chudym serem, albo z warzywami.

                    Jemy regularnie 3 razy dziennie. Do zaspokojenia głodu, a nie "do
                    rozpuku"
                    . I wtedy nie musimy liczyć kalorii.

                    W ramach podanych zasad można żywić całą rodzinę niemal tak jak zwyczajnie.
                    Jednak Precz cukier, ziemniaki, wypieki z mąki pszennej. Precz bułka z
                    szynką.
                    • rikol Re: Fundamentalistka 30.06.09, 14:42
                      A jak sobie organizm radzi w takim razie z orzechami, gdzie jest tluszcz, bialko
                      oraz cukier?
                      • oloros Re: Fundamentalistka 30.06.09, 14:46
                        problem tkwi w ilosci
                        sa produkty ktore mozna jes bez ograniczen ale te nawet bardzo
                        zdrowe jak orzech trzeba zjadac nie wiecej niz6 - 7 dziennie i wtedy
                        organizm sobie radzi
                        ogolnie problem tkwi nie tyle w ilosci jedzenia ile jakosci - co sie
                        zjada - to jest podstawowa sprawa
                        a ilosc zalezy juz od bilansu energetycznego - stosunku tego co soe
                        zjada do tego co metabolizuje - jednym slowem
                        jedz w dowolnej ilosci warzywa i owoce morza i ruszaj sie co
                        najmniej godzine dziennie aby twoje tetno bylo w granicach 60
                        procent maksymalnego tetna
                        i nie masz problemow niezaleznie od genetyki
                        warzywa, owoce morza i ruch przez 1 godzine - i ca;a madrosc
                        a na reklamy i to co chca ci sprzedac - ja mam zawsze te sama mysl -
                        a po cholere mi te smieci
                    • hermina5 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:12

                      >i)bezwarunkowo dopuszczalne (zawierają tylko białko, bez tłuszczu -
                      >takie jak mleko i jogurt 0%.

                      Za chwilę mnie coś strzeli. Póki co, na swiecie nie istnieje jeszcze
                      krowa, wilbłądzica, koza , ani kOBIETa, ktora produkowałby mleko
                      0% . Zeby to mleko miało 0% tłuszczu, trzeba je odtłuscić, a przy
                      odtłuszczaniu pozbywasz sie 99% białka - w tym kontekscie lepeij juz
                      nie tykać w ogóle takich produktów , bo jeszcz totalnie
                      bezwartosciową chemię bez sladu białka. Zrób sobie proszę jogurt 0%
                      tłuszczu na wsi - powodzenia zyczę .
                      • wj_2000 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 23:26
                        hermina5 napisała:
                        > Za chwilę mnie coś strzeli. Póki co, na swiecie nie istnieje jeszcze
                        > krowa, wilbłądzica, koza , ani kOBIETa, ktora produkowałby mleko
                        > 0% .

                        Rzeczywiście Cię strzeli, jak będziesz tak agresywnie dyskutowała z ludźmi
                        dobrej woli.
                        Masz poniekąd rację, że samice ssaków produkują mleko z tłuszczem. Ale jest ono
                        przeznaczone dla osesków, a nie dorosłych.
                        Poza tym "warunkowo dopuszczalne" jest pełne mleko, a nawet śmietana, o czym
                        napisałem. Rzecz w tym, by nie łączyć ich (czyli tłuszczu) ze "średnio tylko
                        dobrymi" węglowodanami. Można łączyć z węglowodanami złożonymi, wolno
                        przenikającymi do krwi. Wtedy zjedzony tłuszcz zostanie spalony na bieżące
                        potrzeby. W przeciwnym wypadku odłoży się natychmiast w bioderkach.
                        Będę złośliwy, ale sobie pozwolę. Niemowlak ssący tłuste mleko nie zagryza go
                        białą, słodką bułką jak to robią niektórzy ludzie, tacy jak Ty (i epidemicznie
                        puchną).
                        • hermina5 Re: Fundamentalistka 01.07.09, 12:13

                          >Niemowlak ssący tłuste mleko nie zagryza go
                          >białą, słodką bułką jak to robią niektórzy ludzie, tacy jak Ty (i
                          >epidemicznie
                          puchną).


                          Tacy ludzie jak ja NIE PIJA w OGOLE MLEKA, bo są na tyle mądrzy, ze
                          wiedża o tym, ze dorosły ssak nie trawi laktozy to raz.

                          A po drugie , tacy ludzie jak ja mają stosunek wagi do wzrostu o
                          róznicy -12 kg , czego takim jak ty zycze w ramach rozumu. Chciałbyś
                          być tak spuchniety jak ja.

                          Wegetarianka, która uwaza, ze zatępowanie w POLSCE ziemniaków ryżem
                          swiadczy o kretynizmie.

                      • wj_2000 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 23:34
                        hermina5 napisała:
                        > 0% . Zeby to mleko miało 0% tłuszczu, trzeba je odtłuscić, a przy
                        > odtłuszczaniu pozbywasz sie 99% białka - w tym kontekscie lepeij juz
                        > nie tykać w ogóle takich produktów ,
                        Żal mi Ciebie. Tyle agresji i taka ignorancja. Przy otłuszczaniu
                        całe białko zostaje w mleku! Wie to każda baba wiejska. Mają takie
                        naczynia ze spustem u dołu. Wlewają mleko na noc. Tłuszcz (śmietana) zbierze się
                        u góry i wypuszczając (nie do końca) dostajemy mleko "odciągane".
                        Na wirówce oddzielanie kuleczek tłuszczu i tylko tłuszczu zachodzi szybko
                        i bardziej gruntownie. Od woli kręcącego zależy czy chce mieć 0% tłuszczu, czy
                        1% tłuszczu (a mniej śmietany), czy 2% tłuszczu.
                        Odciąganie mleka to jak obieranie jabłka ze skórki. Jedni ją lubią, innym
                        szkodzi na żołądek. Ale żeby po oddzieleniu części reszta była do
                        niczego, to nie słyszałem. A "znikanie 99% białka" oznacza że nie rozumiesz czym
                        jest białko, czym tłuszcz, czym woda, czym laktoza.
                        • hermina5 Re: Fundamentalistka 01.07.09, 12:20
                          > Żal mi Ciebie. Tyle agresji i taka ignorancja.

                          Mówiłeś o sobie ?

                          Nawet nie masz pojecia jak sie robi smietanę i masło z mleka na
                          wsi , a jak serwatkę - własnie dałeś tego popis w opisie mleka 0%
                          tluszczu u wiejskiej baby - jakbys pomyslał to wiedziałbyś, z e ten
                          dół będzie serwatką własnie.

                          > Na wirówce oddzielanie kuleczek tłuszczu i tylko tłuszczu
                          zachodzi szybk
                          > o
                          > i bardziej gruntownie


                          A na UHT to dopiero białko skacze w podskokoach. Dla mnie mozesz pić
                          nawet mleko sojowe, nie moje jadra nie mój problem, ale przekłamań
                          nie znoszę .


                          • rikol Re: Fundamentalistka 01.07.09, 17:00
                            Moze ja sie wypowiem, bo mam akurat troche doswiadczenia w tej kwestii. Mleko
                            krowie ma znacznie wiecej tluszczu niz 3.2 procent. To po pierwsze. Na mleku
                            odklada sie smietana slodka - na gorze, poniewaz tluszcz jest lzejszy od wody (a
                            mleko to glownie woda przeciez). Te smietane mozna normalnie zebrac chochla, pod
                            spodem zostanie mleko, slodkie i zdatne do picia oraz smaczne. Smietany domowym
                            sposobem nie da sie zebrac w 100%, dlatego mleko ma caly czas sporo tluszczu.

                            Kiedy mleko skwasnieje, rozdziela sie. Na gorze plywa to, z czego sie robi ser.
                            Po podgrzaniu tego mleka, odsacza sie plyn i to jest dopiero serwatka. W
                            serwatce jest bardzo duzo bialka. Przy robieniu twarogu traci sie sporo bialka,
                            bo duzo bialka zostaje w serwatce.

                            Smietana tez kwasnieje, ale ze smietany nie robi sie twarogu.

                            To tyle gwoli wyjasnienia. Nie wiem, jak sie przyrzadza produkty mleczne w
                            mleczarniach.
                            • klaranyc Re: Fundamentalistka 01.07.09, 18:02
                              rikol napisała:

                              > Moze ja sie wypowiem, bo mam akurat troche doswiadczenia w tej
                              kwestii. Mleko
                              > krowie ma znacznie wiecej tluszczu niz 3.2 procent. To po
                              pierwsze. Na mleku
                              > odklada sie smietana slodka - na gorze, poniewaz tluszcz jest
                              lzejszy od wody (
                              > a
                              > mleko to glownie woda przeciez). Te smietane mozna normalnie
                              zebrac chochla, po
                              > d
                              > spodem zostanie mleko, slodkie i zdatne do picia oraz smaczne.
                              Smietany domowym
                              > sposobem nie da sie zebrac w 100%, dlatego mleko ma caly czas
                              sporo tluszczu.
                              >
                              > Kiedy mleko skwasnieje, rozdziela sie. Na gorze plywa to, z czego
                              sie robi ser.
                              > Po podgrzaniu tego mleka, odsacza sie plyn i to jest dopiero
                              serwatka. W
                              > serwatce jest bardzo duzo bialka. Przy robieniu twarogu traci sie
                              sporo bialka,
                              > bo duzo bialka zostaje w serwatce.
                              >
                              > Smietana tez kwasnieje, ale ze smietany nie robi sie twarogu.
                              >
                              > To tyle gwoli wyjasnienia. Nie wiem, jak sie przyrzadza produkty
                              mleczne w
                              > mleczarniach.

                              O, to to właśnie, znam takie mleko. Moja mama kupowała je od
                              rolników, w butelkach po napojach gazowanych 1,5 litra. U góry
                              butelki była śmietana, ok. 1/4, reszta mleko. Śmietanę odsączała
                              przez rurkę, zostawało mleko. Nadal jednak było tłuste, bo kiedy
                              zrobiłam sobie kakao, na wierzchu były "oczka" jak w rosole. Chyba o
                              to samo chodzi, prawda?
                              • rikol Re: Fundamentalistka 01.07.09, 19:32
                                Tak, prawdziwe mleko. Ono ma znacznie wiecej tluszczu niz mleko 'pelne'
                                sprzedawane w sklepie. Zima mleko jest jeszcze bardziej tluste (zeby cielak
                                mial duzo energii, bo mleko jest przeciez dla cielaka produkowane), czasem
                                trzeba woda rozcienczyc, bo jest zbyt tluste i niesmaczne przez to.
                                Najsmaczniejsze jest latem, kiedy krowy jedza trawe - wtedy ma mniej tluszczu,
                                ale i tak wiecej, niz sklepowe mleko pelne. Nie sadze, zeby mleko tuczylo.
                                Uwazam zreszta, ze to nie jedzenie tradycyjne tuczy, a wszelkie sztuczne
                                nowosci, jak margaryna, slodziki i produkty odtluszczone. Jesli cos jest
                                odtluszczone, to zwykle sie tam sypie duzo cukru. A jesli bez cukru, to jest
                                slodzik, ktory zwieksza glod. Wole prawdziwe jedzenie.
                • rikol Re: Fundamentalistka 30.06.09, 14:40
                  Ja znam przypadek, kiedy niemowlak mial problemy zdrowotne (zywiony gotowcami
                  dla niemowlakow). Zniknely po tym, jak dziecko zaczelo jesc domowe jedzenie.
                • echtom Re: Fundamentalistka 30.06.09, 15:58
                  > Gratuluję ci, ze odważyłas się sama gotować.

                  Przyznam się w wielkiej tajemnicy, że nawet nakarmiłam 10-miesięczną córę zupą ze szkolnej stołówki, taką z wielkiego gara. ;)
        • s.lonko Re: Fundamentalistka 30.06.09, 07:35
          klaranyc napisała:

          > No właśnie - na tej samej zasadzie działają fast-foody i ludzie tyją.
          > Po cholerę zastępować niezdrowe żarcie zdrowym, skoro nie ma z tego
          > przyjemności?

          Ano dlatego, że to co jem na co dzień istotnie wpływa na jakość mojego życia, a
          dwie kostki ptasiego mleczka od wielkiego dzwonu wielkiej różnicy mi nie zrobią.
          Sądzisz, że jak ktoś nie lubi tej nieszczęsnej gorzkiej czekolady to musi być
          spasionym na fastfoodach grubasem? Pudło, ja się odżywiam ultrazdrowo, bez
          większego wysiłku bo uwielbiam warzywa. Kilo cukru schodzi w naszym domu w dwa
          lata, głównie służy gościom do słodzenia kawy. Ważę 48 kg. Ale jak raz na ruski
          rok najdzie mnie na coś słodkiego, to nie będę w siebie wpychać gorzkiej i
          udawać że mi smakuje, bo mleczna jest demode. Na urodziny upiekę normalny tort a
          nie owsiane ciasteczka, bo mi one po prostu nie smakują, niezależnie od tego jak
          bardzo będą mnie do nich przekonywać eksperci. A jak przyjaciółki wyciągną mnie
          na lody to zamówię dużą porcję, zamiast siedzieć nad szklanką mineralnej. Bo nie
          lubię popadać w skrajności.
          • iluminacja256 Re: Fundamentalistka 30.06.09, 09:18
            Bardzo fajny i mądry post :)

            Sądze dokładnie to samo , co ty.
          • klaranyc Re: Fundamentalistka 30.06.09, 17:41
            s.lonko napisała:

            > klaranyc napisała:
            >
            > > No właśnie - na tej samej zasadzie działają fast-foody i ludzie
            tyją.
            > > Po cholerę zastępować niezdrowe żarcie zdrowym, skoro nie ma z
            tego
            > > przyjemności?
            >
            > Ano dlatego, że to co jem na co dzień istotnie wpływa na jakość
            mojego życia, a
            > dwie kostki ptasiego mleczka od wielkiego dzwonu wielkiej różnicy
            mi nie zrobią
            > .
            > Sądzisz, że jak ktoś nie lubi tej nieszczęsnej gorzkiej czekolady
            to musi być
            > spasionym na fastfoodach grubasem? Pudło, ja się odżywiam
            ultrazdrowo, bez
            > większego wysiłku bo uwielbiam warzywa. Kilo cukru schodzi w
            naszym domu w dwa
            > lata, głównie służy gościom do słodzenia kawy. Ważę 48 kg. Ale jak
            raz na ruski
            > rok najdzie mnie na coś słodkiego, to nie będę w siebie wpychać
            gorzkiej i
            > udawać że mi smakuje, bo mleczna jest demode. Na urodziny upiekę
            normalny tort
            > a
            > nie owsiane ciasteczka, bo mi one po prostu nie smakują,
            niezależnie od tego ja
            > k
            > bardzo będą mnie do nich przekonywać eksperci. A jak przyjaciółki
            wyciągną mnie
            > na lody to zamówię dużą porcję, zamiast siedzieć nad szklanką
            mineralnej. Bo ni
            > e
            > lubię popadać w skrajności.

            Nie zauważasz w mojej wypowiedzi ironii?
        • edytaabra Re: Fundamentalistka 30.06.09, 22:39
          chyba nigdy nie zjadłeś dobrego jedzenia mówiąc, że zdrowe życie nie
          jest przyjemnością. A przyjemnie jest prowadzić niezdrowe życie i
          biegać po lekarzach, cierpieć z bólu itp.? A przyjemnie jest
          usłyszeć "patrz jak gruba d..a" Jeśli to nazywasz przyjemnością to
          baw się dalej. Znam taką rodzinę, która prowadziła niezdrowy tryb
          życia. Zaczęło się od starszego syna: cukrzyca - wiek 16 lat, matka -
          anemia, młodsza córka - w wieku szkolnym : niedożywienie. Ale ile
          przyjemności...
          • s.lonko Re: Fundamentalistka 01.07.09, 08:06
            edytaabra napisała:

            > chyba nigdy nie zjadłeś dobrego jedzenia mówiąc, że zdrowe życie nie
            > jest przyjemnością. A przyjemnie jest prowadzić niezdrowe życie i
            > biegać po lekarzach, cierpieć z bólu itp.? A przyjemnie jest
            > usłyszeć "patrz jak gruba d..a" Jeśli to nazywasz przyjemnością to
            > baw się dalej. Znam taką rodzinę, która prowadziła niezdrowy tryb
            > życia. Zaczęło się od starszego syna: cukrzyca - wiek 16 lat, matka -
            > anemia, młodsza córka - w wieku szkolnym : niedożywienie. Ale ile
            > przyjemności...

            Jeśli dla Ciebie 48 kg to "gruba dupa", a kawałek tortu dwa_razy_do_roku
            spowoduje bieganie po lekarzach i cierpienia z bólu, to rzeczywiście raczej nie
            dorównam Twoim standardom. Trudno :)
    • szulgan Fundamentalistka 29.06.09, 16:19
      Brawo, artykuł na 6+
    • teaforme Fundamentalistka 29.06.09, 16:24
      Po pierwsze duzo w tym artykule niescislosci i pol-prawd. Po drogie,
      bezwzgledu co autor tego textu probuje przedstawic, fakty sa inne.
      Amerykanie sa zdrowsi niz powiedzmy Polacy, a co za tym idzie zyja
      dluzej, sa wyzsi, maja lepsze uzebienie. Choroby serca,
      nadcisnienie, cukrzyce itp sa czestszewsrod Polakow
      (statystyki..statystyki)....wiec jaki problem? Nadwaga! Rzeczywiscie
      jest to problem...ale bardziej cywilizacyjny niz regionalny.
      Amerykanie maja problem z nadwaga, tak jak i Europejczycy, moze
      wiekszy, ale nie tak bardzo. Chodzac po ulicach w Polsce tak
      naprawde trodno zauwazyc roznice, a 200 mln grobasow w 300 mln kraju
      to poprostu niesmaczna niegrzecznosc. To co dotarlo do swiadomosci
      wielu w Polsce jest zwalanie winy na tzw fast food restaurants, a
      scislej na Mc Donalda. A czy ktos w Polsce zastanowil sie nad
      faktami takimi jak jaki procent ludzi jada w nich? lub ze nawet ta
      restauracja serwuje obecnie zdrowa zywnosc w postaci salat, owocow,
      sokow i nieprzetworzonego miesa wolowego? Problem otylosci to
      problem wielu biednych i czesto emigrantow, ktorzy nie koniecznie
      rozpoznaja zdrowa zywnosc. Jesc wszyscy musza, i powinno to byc jak
      najbardziej naturalna zywnosc. Najwieksze zlo lezy w zywnosci
      przetworzonej takiej jak trans fat, high fructoze corn sirup,
      sztuczne barwniki i chemiczne preservanty. Obecny tred w tym kraju
      idzie w dobrym kierunku, tak jak popularnosc sportow... i grubasow
      jakby mniej ostatnio.
      • positum Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:17
        Akurat - mniej grubasów w Stanach, ha ha ha. Przecież w Stanach nie można nikogo
        zobaczyć na ulicy, bo wszyscy jeżdżą samochodami wszędzie, chyba nawet do kibla.
        Stany są potwornym krajem potwornie grubych ludzi. To w Stanach większość
        drogich rezydencji nie ma kuchni, przecież je się w restauracjach, nie w domu,
        to po co kuchnia? Znam ten kraj wszerz i wzdłuż - absolutnie nie podzielam
        opinii o malejącym problemie otyłości w USA. Jest wręcz odwrotnie i żadne zakazy
        ani eliminacja tłuszczów trans, czy syropów ziemniaczanych niczego tam nie
        zmienią. Ta koszmarna polityczna poprawność nakazującą niewtrącanie się w cudze
        życie osobiste, czyli tolerowanie wszystkich patologii, oraz "biznes ponad
        wszystkim" nie znikną tak sobie. Dalej krowy będą karmione kukurydzą, jedzenie
        tanie, a domy za darmo dla każdego lenia. Oj, z tymi domami coś się ostatnio
        popsuło. Reszta świata już nie chce ich fundować opasłym tłuściochom.
        • klaranyc Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:30
          Positum, trafiłeś/aś w samo sedno, chyba najbardziej trafny post z
          całej tej dyskusji. A kibel drive-thru koniecznie opatentuj -
          genialne!!!
      • croyance Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:44
        Ja sie zgodze, ze zarowno w US jak i UK jest to kwestia klasowa:
        bylam w Stanach i znam wielu Amerykanow, w tym zaden z nich nie ma
        nawet lekkiej nadwagi. Za to fantastyczne zeby, o jakich moge
        pomarzyc co najwyzej.
        • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 18:58
          Za odpowiednia cene tez bedziesz miala takie zeby:)
          • croyance Re: Fundamentalistka 29.06.09, 20:21
            Oczywiscie, ze tak, ale nie mowie o wygladzie zebow, tylko o ich
            stanie: jesli ktos w wieku lat 20 nie ma ani jednej plomby, to
            chocbym i zalozyla sobie licowki na wszystkie zeby, nie przeszkocze
            tego z moimi (pod licowkami) wymeczonymi szkolnym fluorem i
            antybiotykami zebami leczonymi w PRL.
            • teaforme Re:Masz racje croyance 30.06.09, 11:01
              Tu nie chodzi o stan leczenia zebow (to inny temat), ale
              utrzymywanie ich w dobrym stanie. Amerykanie jedza znacznie wiecej
              owocow i warzyw i zdecydowanie mniej cukrow niz niestety Polacy
              (oczywiscie statystycznie). Salaty( kombinacja warzyw) w odroznieni
              od Polski jedzone sa nie ze sztucznymi i nasiaknietymi zwierzecymi
              tluszczami nasyconymi sosami lecz na wzor srodziemnomorski
              skroplone oliwa z oliwek i sokiem z cytryny lub lime z dodatkiem
              garsci migdalow, orzechow lub slonecznika. Odmiana wloska skroplona
              jest jeszcze balsamicznym(ziolowym)lekkim octem. Wspomnialem o
              powyzszym poniewaz znany jest fakt, ze owoce i warzywa pozytywnie
              wplywaja na stan uzebienia. Zauwazylem tez preferencje picia napoji
              chlodnych (pomine herbate i kawe). W USA juz od co najmniej 15 lat
              ludzie coraz rzadziej pija sody (tak nazywa sie wszystkie sztucznie
              barwione i gazowane soft drinks tzw sodas jak Coke, Pepsi, Dr Pepper
              itp itd) a zastepuje sie je wodami i sokami. Wody pije sie gazowane
              i niegazowane, gazowane mineralne sa popularniejsze wsrod klasy
              sredniej i do posilkow, niegazowane dla sportowcow i mniej
              zamoznych. Gazowane wody to nie sztucznie gazowane wody lecz
              naturalnie gazowane CO2. Najpopularniejsze tutaj wody mineralne to
              francuzkie, wloskie i niemieckie ich cena jest jednak dwa razy
              drozsza niz powiedzmy Coca-Cola, najtanszy drink to jednak woda
              niegazaowana, ktora mozna kupic wszedzie za centy, a w niektorych
              stanach smakuje wspaniale z kranu. Co jest bardzo niedobre w
              powiedzmy Pepsi to nie tylko cukier i cofeina( w USA mozna kupic
              wersie diet i bezcofeinowa) ale chemiczne preservanty, a w nich
              najgorszy to kwas fosforowy, ktory psuje zeby szybciej niz cukier.
              Nalezy tez pamietac o barwnikach(u nas w Polsce ludzie czesto myla
              naturalne soki jak pomaranczowy z pomaranczowym sztucznym barwnikiem
              dodawanym do napojow) W USA jest ich niewiele sa jednak bardzo
              tanie. Udowodniono, ze te barwniki(popularne w Polsce) nie tylko zle
              wplywaja na uzebienie, ale rowniez sa rakotworcze. Uwaga, rowniez na
              sody typu light lub diet(to samo) z wszystkich slodzikow uzywanych w
              zamian cukru tylko brand Splenda (stworzona z naturalnego cukru)
              jest wolna od tegom problemu. A soki? W kazdym sklepie spozywczym
              soki 100% naturalne (slodzone naturalnym cukrem owocowym fruktoza)
              to podstawa. Kawiarnie Starbucks rywalizuja z rownie powszechnymi
              sokarniami Jamba Juce, w ktorych na miejscu ze swiezych owocow
              przyrzadzaja soki. Pare osob na forum zauwazylo, ze nadwaga to nie
              tylko problem jedzenia, ale i genetyki i stressow, to prawda wg
              najnowszych badan, a ostatnio nawet zaczeto cos wspominac na temat
              byc moze virusowego zarazenia, ktore moze byc przyczyna obesity. To
              co chcialem czesciowo przedstawic w mojej wypowiedzi, jest
              obserwacja, ze nadwaga jako problem jest obserwowana i walczy sie z
              nia w USA, w Polsce natomiast ten problem dopiero zaczyna sie i
              warto przygladnac sie jak to robia Amerykanie i wyciagac wnioski.
              • misiu-1 Re:Masz racje croyance 30.06.09, 12:08
                teaforme napisał:

                > Tu nie chodzi o stan leczenia zebow (to inny temat), ale
                > utrzymywanie ich w dobrym stanie. Amerykanie jedza znacznie wiecej
                > owocow i warzyw i zdecydowanie mniej cukrow niz niestety Polacy
                > (oczywiscie statystycznie).

                Nie mylisz się tylko co do owoców (Polacy 48kg rocznie, Amerykanie 113kg).
                Warzyw jemy więcej, niż Amerykanie (230kg rocznie vs. 190kg), a cukru znacznie
                mniej (45kg vs. 70kg). Biorąc pod uwagę, że owoce to, wbrew propagandzie,
                głównie cukier, nie mamy powodu do kompleksów.

                > Salaty( kombinacja warzyw) w odroznieni od Polski jedzone sa nie ze
                > sztucznymi i nasiaknietymi zwierzecymi tluszczami nasyconymi sosami lecz
                > na wzor srodziemnomorski skroplone oliwa z oliwek i sokiem z cytryny lub
                > lime z dodatkiem garsci migdalow, orzechow lub slonecznika.

                Oliwy z oliwek w USA spożywa się śladowe ilości, a sałaty polewa sosami na bazie
                wszechobecnego w USA oleju sojowego, w spożyciu którego Amerykanie dzierżą
                absolutny prymat (21kg rocznie - o połowę więcej niż następni na liście
                Izraelczycy).
                • teaforme Re:Masz racje croyance 30.06.09, 15:52
                  misio-1, Bardzo chcialbym zebys mial racje co do konsumpci warzyw
                  przez Polakow, niestety mylisz sie. Oto dane na rok 2008 oparte na
                  WHO, Eurostat, GUS...USA kg/na rok/na osobe razem owoce+warzywa =
                  350kg, Polska = 110kg. Tylko warzywa USA = 196kg, Polska 67kg. W EU,
                  Polska nalezy do krajow z nizszym spozyciem dziennym/rocznym owocow
                  i warzyw. Grek spozywa okolo 600g dziennie Polak 302g. WHO zaleca
                  400g na dzien. Co do oliwy, tez sie mylisz. Po pierwsze USA rowniez
                  produkuje olive oil, choc tego brakuje i dlatego importuje glownie z
                  Wloch, Hiszpani , Grecji. Olej z Oliwek nie nadaje sie do gotowania,
                  dlatego naturalnie jego uzywalnosc jest mniejsza niz innych olei
                  roslinnych i jest przede wszystkim uzywana do salat. Kraje
                  srodziemnomorskie uzywaja go najwiecej, a w USA srednio. Olej z Soji
                  tzw Soybean Oil... cos sie tobie pomylilo. Po pierwsze, mysle, ze
                  miales na mysli ogolnie produkcje soybean, a nie specyficznie oleju.
                  USA wciaz produkuje soybean najwiecej choc produkcja w ostatnich
                  latach spada i blisko sa juz Argentyna, Brazylia, Chiny. Co do oleju
                  z soybeans najwiecej uzywa sie go w Argentynie 37kg/osobe,
                  Chinach/24, Brazyli/21, Unii Europejskiej /18 (nie znam danych dla
                  Polski) i w USA 10. Po drugie, mysle, ze pomylies ten olei z innym
                  kukurydzianym?, penut? W USA na polkach w sklepach soybean oil
                  prawie niezauwazalny (naczestszy tu obok oliwkowego to Canola,
                  Safoil, Roslinny). Oto srednia konsumpcja z 9 typow oleju na osobe w
                  kg... USA = 38,5kg, EU-27 = 42,5kg. Po trzecie, w USA spozywa sie
                  soybean w inny sposob niz olej, i w tym wypadku rzeczywiscie ten
                  kraj przoduje. Jednym z przykladow jest mleko sojowe, ktorego
                  konsumpcja rosnie z roku na rok, a ktore jest zdrowsza alternatywa
                  dla mleka krowiego(aczkolwiek nie zastapi go w pelni). Mleko sojowe
                  jest smaczne i nie ma wcale tluszczy nasyconych, a pod wzgledem
                  bialek jest bardziej bogate niz mleko z krowy, ma tez mniej cukrow.
                  • misiu-1 Re:Masz racje croyance 30.06.09, 20:11
                    teaforme napisał:

                    > misio-1, Bardzo chcialbym zebys mial racje co do konsumpci warzyw
                    > przez Polakow, niestety mylisz sie. Oto dane na rok 2008 oparte na
                    > WHO, Eurostat, GUS...USA kg/na rok/na osobe razem owoce+warzywa =
                    > 350kg, Polska = 110kg. Tylko warzywa USA = 196kg, Polska 67kg.

                    Mam jednakowoż nadzieję, że się nie mylę. Moje dane pochodzą ze szczegółowej
                    bazy danych FAO. WHO nie zajmuje się statystykami spożycia warzyw, tylko, jak
                    sama nazwa wskazuje, chorobami, więc w ich statystykach możesz znaleźć dane dot.
                    zachorowalności. Zresztą na dane z roku 2008 jest jeszcze w ogóle za wcześnie.
                    Wejdź sobie i sam się przekonaj:
                    faostat.fao.org/
                    Podaj linki do swoich danych.

                    > Polska nalezy do krajow z nizszym spozyciem dziennym/rocznym owocow
                    > i warzyw. Grek spozywa okolo 600g dziennie Polak 302g.

                    Zacząć należałoby od tego, że błędem jest łączenie owoców z warzywami w jedną
                    grupę. O ile bowiem duże spożycie warzyw, jako produktów dostarczających wielu
                    witamin i minerałów, przy niewielkiej kaloryczności, jest korzystne dla zdrowia,
                    o tyle owoców już niekoniecznie. W owocach, wbrew fałszywemu stereotypowi,
                    witamin i minerałów jest niewiele, za to dużo zupełnie niepotrzebnego cukru.
                    Polska jest krajem, w którym spożywa się względnie niewiele owoców, bo tylko
                    47kg rocznie, natomiast jeśli chodzi o warzywa, to jesteśmy powyżej europejskiej
                    średniej. Porównania z Grekami, jedzącymi 2.5 raza więcej od średniej, są
                    średnio sensowne. Porównujmy USA z Polską, a prymusów pozostawmy w spokoju. Mnie
                    wystarcza, że wyprzedzamy takie kraje, jak np. Japonia, Hiszpania czy Włochy.
                    Tak, tak. Nie ma żadnej pomyłki. Może tylko lepiej byłoby, żebyśmy nie
                    zawdzięczali tej przewagi sporemu spożyciu ziemniaków, ale ziemniaki to przecież
                    także warzywa. Tak czy owak nie jest źle. Opinie o tradycyjnej, niezdrowej,
                    polskiej kuchni można włożyć między bajki razem z resztą propagandy
                    rozpowszechnianej przez tych, którzy Polski czemuś nie lubią.

                    > Co do oliwy, tez sie mylisz. Po pierwsze USA rowniez
                    > produkuje olive oil, choc tego brakuje i dlatego importuje glownie
                    > z Wloch, Hiszpani , Grecji. Olej z Oliwek nie nadaje sie do
                    > gotowania, dlatego naturalnie jego uzywalnosc jest mniejsza niz
                    > innych olei roslinnych i jest przede wszystkim uzywana do salat.

                    Nie mylę się. Spożycie oliwy w USA to ok. 0,7kg rocznie na osobę, (w 99,5% z
                    importu, więc produkcja własna raczej śladowa). To bardzo niewiele. Dla
                    porównania - spożycie herbaty to 0,45kg rocznie, a przypraw - 0.76kg. Wychodzi
                    więc na to, że oliwy Amerykanie spożywają mniej niż pieprzu, majeranku, bazylii,
                    oregano i co tam jeszcze do potraw się sypie. Za to niemal 22kg oleju sojowego.
                    Dziennie to aż 60g. 1/4 dużej szklanki na każdego, łącznie z niemowlętami.
                    Myślisz, że gdzie ten olej się podziewa? Wsiąka we frytki? Majonezy, dressingi,
                    sosy do sałatek - wszędzie tam znajdziesz olej sojowy. To drugie (po pszenicy)
                    samodzielne źródło kalorii w diecie statystycznego Amerykanina.

                    > Kraje srodziemnomorskie uzywaja go najwiecej, a w USA srednio.

                    Jeśli liczyć cały świat, razem z takimi krajami, jak Etiopia, to rzeczywiście
                    "średnio".

                    > Olej z Soji tzw Soybean Oil... cos sie tobie pomylilo. Po
                    > pierwsze, mysle, ze miales na mysli ogolnie produkcje soybean, a
                    > nie specyficznie oleju.

                    Nic mi się nie pomyliło i miałem na myśli to, co napisałem.

                    > USA wciaz produkuje soybean najwiecej choc produkcja w ostatnich
                    > latach spada i blisko sa juz Argentyna, Brazylia, Chiny. Co do
                    > oleju z soybeans najwiecej uzywa sie go w Argentynie 37kg/osobe

                    Masz błędne dane, lub źle je interpretujesz. Argentyna dużo oleju sojowego
                    produkuje, co bynajmniej nie oznacza, że Argentyńczycy go sami zjadają. Spożycie
                    wynosi zaledwie 1.8kg rocznie. Ponad 90% produkcji eksportują.

                    > Chinach/24, Brazyli/21, Unii Europejskiej /18 (nie znam danych dla
                    > Polski) i w USA 10.

                    Nie. USA 22kg, Chiny 5kg, Brazylia 10kg, Polska 3kg, Unia Europejska 3kg.

                    > Po drugie, mysle, ze pomylies ten olei z innym kukurydzianym?,
                    > penut? W USA na polkach w sklepach soybean oil prawie
                    > niezauwazalny (naczestszy tu obok oliwkowego to Canola

                    Zapewniam Cię, że nic nie pomyliłem. Oleje spożywane w USA to w kolejności:
                    sojowy (soyabean oil) - 21,7kg
                    kukurydziany (maize germ oil) - 1,5kg
                    rzepakowy (liczony razem z gorczycznym - rape and mustard oil) - 0.85kg (ten
                    właśnie jest nazywany "canola")
                    bawełniany (cottonseed oil) - 0,7kg
                    z oliwek (olive oil) - 0,7kg
                    arachidowy (groundnut oil) - 0.39kg
                    kokosowy (coconut oil) - 0.27kg
                    słonecznikowy (sunflowerseed oil) - 0,09kg
                    palmowy (palmkernel oil) - 0.05kg
                    pozostałe - 0,36kg

                    > Oto srednia konsumpcja z 9 typow oleju na osobe w
                    > kg... USA = 38,5kg, EU-27 = 42,5kg.

                    Błędne dane. Przekraczają nawet granice zdrowego rozsądku. 42,5kg na osobę (jak
                    rozumiem - rocznie) oznaczałoby ponad 1000kcal dziennie (116g dziennie, 9kcal/g)
                    z samego oleju.

                    > Po trzecie, w USA spozywa sie soybean w inny sposob niz olej, i w
                    > tym wypadku rzeczywiscie ten kraj przoduje. Jednym z przykladow
                    > jest mleko sojowe, ktorego konsumpcja rosnie z roku na rok, a
                    > ktore jest zdrowsza alternatywa dla mleka krowiego(aczkolwiek nie
                    > zastapi go w pelni).

                    Mleko sojowe wytwarza się nie z oleju, tylko z ziarna sojowego. Nie jest żadną
                    "zdrowszą alternatywą" dla krowiego, tylko kiepską namiastką dla wegan i jego
                    spożycie, choć może nawet i rosnące (FAO w ogóle nie zauważa go jako osobnego
                    produktu) pozostaje mało znaczące w statystyce.

                    > Mleko sojowe jest smaczne i nie ma wcale tluszczy nasyconych, a
                    > pod wzgledem bialek jest bardziej bogate niz mleko z krowy, ma tez
                    > mniej cukrow.

                    To już kwestia gustu. Dla mnie mleko sojowe to obrzydliwy erzatz, nienadający
                    się do spożycia. Ma tyle samo (3%), za to znacznie gorszego białka (ubogiego w
                    metioninę, cystynę i lizynę) a zawartość cukru zależy od tego, ile nasypią.
                    Zazwyczaj sypią nieco więcej niż jest w mleku krowim.
                    Źródło - www.nutritiondata.com
                    • teaforme Re:Masz racje croyance 01.07.09, 11:59
                      Polska w konsumpci warzyw i owocow przegrywa ze wszystkimi panstwami
                      UE lepsi jestesmy od kilku krajow E. wschodniej takich jak
                      Kazak,Uzbek,Tajik, Turkmen stany, Rosja i Slowacja. Wyprzedzaja nas
                      wyraznie Moldawia i Kyrgystan... te dane za rok 2003 WHO dostempnosc
                      w i o w Europie i dawnym Soviet Union.




                      Healt znaczy zdrowie Dlatego WHO zajmuje sie tym tematem, FAO/WHO
                      sa powiazane

                      Ilosc w i o dostepnych na rok 2003 na osobe ( nie pomyl z
                      consumpcja) za WHO,Italy 282kg, Polska
                      147kg
                      spożycie warzyw na osobę w naszym kraju sięga 67 kg, podczas gdy w
                      Unii Europejskiej od 80 kg na osobę w Niemczech i Wielkiej Brytanii,
                      90 kg w Holandii, do 180 kg na osobę we Włoszech i 200 kg na osobę w
                      Grecji.
                      Kartofle pomija sie w tych statystykach, aczkolwiek sa zrodlem
                      mineralow i witamin, i tutaj w formie zdrowej...gotowanej Polacy
                      konsumuja znacznie wiecej niz Amerykanie(emigranci z Polski,Niemiec
                      i innych Central Europe countries sa wyjatkiem) ktorzy konsumuja
                      wiece w postaci fries.

                      Owoce sa zdrowe tak jak warzywa....a cukier fruktoaza nie ma zlego
                      impaktu na zdrowie, wrecz przeciwnie. Niektore owoce maja tez wazne
                      dla zdrowia antioxidants.

                      Ani do Mleka krowiego, ani do sojowego nie dodaje sie cukrow(chyba,
                      ze sa to napoje sporzadzone na ich bazie...takie jak mleko
                      czekoladowe)

                      Wyjatkowo dobre zdrowie powiedzmy Grekow przypisuje sie spozywaniem
                      warzyw, owocow, ryb i oleji(przede wszystkim oliv oil), a bardzo
                      sladowym uzywaniem kwasow nasyconych (saturated fat) naturalnie w
                      maslach i partially hydrogenated Oils uzywanych w wielu tanich
                      margarynach. W USA i Polsce razem uzywa sie wiecej tych drugich.

                      Oleje, wszystkie rodzaje jezeli uzywane w postaci naturalnej
                      posiadaja duzo ogulem tuszczy, ale bardzo malo saturated fats, i tu
                      nawet tej zdrowszej odmiany, naturalnie sa bezholesterolowe. Sam
                      holesterol, tez dzieli sie na dobry i zly dla czlowieka HDL i LDL
                      Tak wiec nic zlego by nie bylo gdyby rzeczywiscie saturated fats
                      bylby wyparty soybean oils, fakty jednak sa inne o, ktorych
                      wspomnialem powyzej. Same oleje jezeli hydrogenated staja sie wysoce
                      niezdrowe, Trans fats to tluszcze najgorsze, silnie przetworzone,
                      rekomenduje sie nie uzywac ich wogole, w Californi na przyklad, jest
                      calkowity zakaz uzywania tego typu tluszczy w restauracjach( w tym
                      fast food rest.)
                      In the U.S., the USDA Standard of Identity for a product labeled as
                      vegetable oil margarine specifies that only canola, safflower,
                      sunflower, corn, soybean, or peanut oil may be used.[3] Products not
                      labeled vegetable oil margarine do not have that restriction.)


                      Z twojej wypowiedzi wyraznie wynika, ze pomyliles soybeans z corn.
                      Polecam tobie obejrzec dokumentalny film King Korn... na ten temat.
                      W USA w polowie lat 70 nastapila rewolucja produkcji tego crops.
                      Zaczeto ograniczac produkcje naturalnej zdrowej corn, a zwiekszac
                      genetycznie zmienionej... nie-konsumpcyjnej odmiany. Dzisiaj USA to
                      najwiekszy potentat w jej produkcji. Produkty powstale z tej corn sa
                      tak powszechne, ze trodno byloby znalezc zywnosc bez ich obecnosci.
                      Niektore corn produkts sa obecnie na liscie podejrzanych o wzrost
                      obesity wsrod Amerykanow. Ta corn nie jest do jedzenia, ale karmi
                      sie nia np Krowy (na mieso), a nastepnie trafia to w postaci taniego
                      hamburgera do organizmu nie zawsze swiadomego czlowieka. Inna zla
                      reputacja cieszy sie High fruktoze corn sirup, ktory od lat 70
                      wypychal naturalny cukier z Trzciny cukrowej do poczatkow lat 2000
                      gdy go czalkowicie wyparl. Kazda soda classic Takie jak Pepsi czy
                      Coke jezeli posiada cukier... to jest to HFCS....... tak bylo do
                      niedawna, lecz teraz gdy rozpoznano ten problem, coraz czesciej
                      pojawiaja sie sklepy, lub produkty, ktore nie uzywaj produktow z tej
                      corn... a cane sugar wraca do lask ..choc w umiarkowanej ilosci
                      spozywania (to znaczy jesli ktos rzeczywiscie chce cos doslodzic)
                      lub naturalnie przetworzonym cukrze w postaci bezkalorycznej Splendy.

                      Co do twojego linku, to strona UN FAO powiazanego z WHO, lecz niema
                      w nim zadnych statystyk popierajacych twoje dane. Radze poszukac na
                      stronach WHO lub Eurostatu. Twoje dane zreszta sa calkowicie
                      niezgodne z prawda.

                      Co do sredniej uzywalnosci 9 podstawowych Olejow EU vs US


                      Table. 1. Countries/regions with the largest consumption,
                      production, exports and imports of nine major vegetable oils in
                      2006/07 reported in million tonnes and taken from USDA-FAS data
                      (March 2008). Also listed are population (millions) in July 2007 and
                      annual disappearance for all purposes in Kg/person/year.
                      Population Consumption Production Exports Imports Kg/year

                      China 1306 23.39 15.10 8.50 17.9
                      EU-27 493 20.95 13.73 8.19 42.5
                      India 1169 11.98 6.46 5.53 10.2
                      USA 306 11.78 10.43 1.32 2.52 38.5

                      consumpcja dla EU-27 prawie 21, w USA prawie 12 w milionach
                      tons...EU prawie 500 mln..US ponad 300 mln ludzi



              • rikol Re:Masz racje croyance 30.06.09, 14:45
                Ocet uszkadza zeby, nawet jesli jest to najdrozszy balsamiczny ocet 1000 dolarow
                za butelke. Wino kosztujace tysiace dolarow tez spowoduje alkoholizm, jesli
                bedziesz pic butelke dziennie.
              • rikol Re:Masz racje croyance 30.06.09, 14:48
                Czyzby wszyscy Amerykanie byli zatem zarazeni wirusem? I jak to sie dzieje, ze
                Europejczycy, ktorzy jada do USA, tyja, a po powrocie do Europy chudna? Moze ten
                wirus tylko na amerykanskim jedzeniu przezywa?
                • hermina5 Re:Masz racje croyance 30.06.09, 15:21
                  No coś w tym zarciu jest i tyle. Najpewniej jest modyfikowane
                  genetycznie i sprzedawane jak jakaś pasza - Azjaci tyją tam na
                  potegę również , a juz co jak co, ale ta nacja nie ma zadnych
                  genetycznych tendencji do tycia, wrecz przeciwnie.
      • rikol Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:07
        Salata z McDonalda ma 500 kalorii - to mniej wiecej tyle co hamburger (i to ten
        mniej kalorycznych hamburger). Oczywiscie to nie sama salata ma te kalorie,
        tylko sosy, w jakich plywa.
        • klaranyc Re: Fundamentalistka 29.06.09, 22:31
          A Amerykanie uwielbiają te sosy i ładują ich tony do wszystkich
          sałatek.
    • krzysztof213 Fundamentalistka 29.06.09, 16:31
      To wszystko nie jest łatwe dla niektórych jak się wydaje.
      Otyłość jest chorobą.I nie tylko przez same jedzenie się grubieje.W to wchodzi
      stress geny i takie tam.
      Ale Popieram Tą panią co to reklam.I proponuje ze powinno być napisane w treści
      reklamy ze takie rożne przekąski powoduję otyłość na paczkach papierosów jest
      Wiec czemu nie na tych złych rzeczach
      Nie pisze na jakich żeby nikt sie nie przyczepił To mnie
      Chodzi o dzieci co one jedzą i ile się ruszają
      Chodzi tez o dorosłych i ile oni się ruszają
      Pomimo tego wszystko jest dobre i z umiarem
    • maciejkozlowski A Angielki ? Masakra ! 29.06.09, 16:45
      Śmiejemy się z tego nieustannie. W Anglii chyba z 80% to jakieś potwory i to
      zupełnie bezkrytyczne.Piszę o kobietach bo otyły Anglik zdarza się nieczęsto.
      Jak widać jakąś zgrabną dziewczynę to na 50% to Polka, na 30 % z dawnych
      republik sowieckich a reszta to angielki. Pytaliśmy o to przedziwne zjawisko
      przyjaciela-anglika. Chłop dobrze wykształcony nam wyjaśniał swój pogląd: otóż
      uważa, że 50% winy za ten żałosny (tak powiedział) stan rzeczy ponosi genetyka
      bo Anglia jest wyspą, czyli mnożą się tam tak jak myszy w tzw.chowie wsobnym
      czyli bez dostępu genów z zewnątrz co potęguje wszelkie patologie. Druga
      połowa to jego zdaniem właśnie fast foody i gotowe, najtańsze żarcie do
      zrobienia w mikrofali w 3 minuty.
      Niemal każdy polak tu tyje. Błyskawicznie. Ja w okresie roku utyłem 15 kg.
      Moja dziewczyna z 10. Teraz jemy tylko jedzenie domowe. O żadnych pizzach,
      kebabach, frytkach z rybą(ich narodowe żarło)mowy już nie ma. I dopiero od 2
      miesięcy ...powoli wprawdzie, lecz chudniemy. Utyć jest przerażająco łatwo.
      Schudnąć - bardzo trudno.
      • croyance Re: A Angielki ? Masakra ! 29.06.09, 17:54
        Ja mieszkam w UK od 4 lat i schudlam ok. 5 kilo. Nadwage maja Angielki
        z klasy pracujacej, klasa srednia dba o siebie.
        • ipswich1 Ochoooo! Witamy Pania sprzataczke 30.06.09, 11:14
          z londynskiego City! O, przepraszam moze w halal knajpie Manager
          Zmywaka? Klasa srednia, ale chyba wzrostem i rozumem.
          • croyance Re: Ochoooo! Witamy Pania sprzataczke 30.06.09, 18:28
            Tak sie sklada, ze pracuje na uniwerku jako nauczyciel akademicki, wiec
            odpusc sobie.
            • teaforme Re: Ochoooo! Witamy Pania sprzataczke 30.06.09, 19:02
              croyance napisała:

              > Tak sie sklada, ze pracuje na uniwerku jako nauczyciel akademicki,
              wiec
              > odpusc sobie.

              nie przejmuj sie tymi co nie maja nic madrego do powiedzenia, a
              tylko lubia obrazac, wazne, ze twoje spostrzezenia sa trafne i
              ciekawe i zmuszaja do myslenia tych, ktorych ten temat interesuje.
        • teaforme Re: A Angielki ? Masakra ! 30.06.09, 16:23
          croyance napisała:

          > Ja mieszkam w UK od 4 lat i schudlam ok. 5 kilo. Nadwage maja
          Angielki
          > z klasy pracujacej, klasa srednia dba o siebie.

          Tak samo jest w USA i Canadzie gdzie klasa srednia wyglada zdrowo.
          Najgrubsi to najczesciej tutaj ludzie biedni i czesto emigranci.
          Moji znajomi amerykanie, ktorzy odwiedzili Polske, nie moga
          zrozomiec dlaczego w naszym kraju przytyli..a po powrocie do US waga
          ich powrocila do dawnej. Mysle, ze to wina tradycyjnej kuchni
          polskiej, w ktorej wciaz malo jest zdrowej zywnosci. Inna rzecza,
          ktora zauwazyli jest zainteresowanie szczegolnie polskiej mlodziezy
          reklamowanymi lecz o malej wartosci odzywczej produktami zachodnimi,
          a w tym polproduktami, batonikami i sodami.
        • teaforme Re: A Angielki ? Masakra ! 30.06.09, 18:54
          Takiej roznorodnosci jedzenia jak w USA, niewatpliwie nie znajdziemy
          w Polsce. Od super zdrowego...do malo lub bezwartosciowego tzw junk
          food (polskie tlumaczenie jako smieciowe jest bledne i troche
          smieszy, to nie garbage, or trash food ). W Polsce mamy cos w
          srodku, nie znajdziemy tak wyszukanej zywnosci pod wzgledem
          pozytywnym i negatywnym. Oto pare przykladow... obrany i gotowy do
          usmazenia/ugotowania filet z Lososia Norweskiego lub z Alaski),
          Tuny,Suma, Pstraga ...porcja na dwie osoby na zachodnim wybrzezu US
          kosztuje niewiele cos pomiedzy $4- $10. Puszkowa Tuna (biale mieso)
          to wrecz grosze, a inne takie jak niemieckie sledzie i pstragi wrecz
          smaczne . W wiekszosci miast i miasteczek Californii, Oregon i
          Washington state dwa razy na tydzien odbywaja sie targi (w stylu
          dawnej Polski) targi na ktorych, nie mozna kupic kazdej bzdury od
          taniej odziezy do narzedzi, ale jedynie zywnosc, a scislek warzywa i
          owoce, ale tez np miod,chleby,przyprawy. orzechy, grzyby (tak, na
          zachodzie USA tez rosna grzyby, a nie tylko produkuje sie pieczrki).
          oleje z oliwek itp. Te produkty przywoza na targ lokalni farmers i
          producers. Sama California to bread basket of USA, gdzie uprawia sie
          wszystkie nam znane owoce i warzywa (pln czesc stanu), jak i
          bardziej w pol. czesci stanu, owoce i warzywa takie jak owoce
          cytrusowe, avocados, oliwki. W kaliforni produkuje sie najlepsze
          wina w USA. Jagody,maliny, jerzyny,pozeczki lez caly rok i zima sa
          to produkty z Chile i Argentyny, a latem oprocz lokalnych rowniez z
          Canady,Europy.nawet..z Polski! Tak wiec, nie ma problemu z
          uzyskaniem zdrowej(zwanej w US organic food) i wcale nie jest to
          takie drogie. Same ziemniaki, mozna znalezc w wielu
          odmianach,,Russet, biale, zolte, fioletowe, czerwone...ale tez
          slodkie i yams. Paczka wloskiego makaronu (po ugotowaniu okolo 10
          porcji) to cena od 80 centow do $1.80.Od 1992 roku w USA, nalezy na
          kazdym opakowaniu zywnosci przedstawic nastepujace facty... ile
          przecietny czlowiek moze intake calorii na dzien, jesli chce byc
          zdrowy i nie tyc i szczegolowo tluscze, tl. nasycone, carbohydrates,
          bialka, cukier, sol, a od pewnego czasu tez trans fat i ilosc fiber
          (blonnik - to pozytywne) istnieje tez druga tabela z wyliczeniem
          tych faktow dla tego produktu. Od pewnego czasu, obowiazkiem tez
          jest przedstawianie tych faktow na zywnosci w fast food restaurants.
          Wchodzac do Burger Kinga lub Taco Bella i innych te facty nie sa
          okrywane i wywieszone sa dodatkowa na scianach, no i oczywiscie na
          kartonach i papierach hamburgerow lub buritto. Ludzie dokladnie
          wiedza co jedza. Tak jak wspomnialem W USA obesity zwiazane jest z
          bieda i emigrantami, i nie dziwie sie komus z powyzszych
          forumowiczow, twierdzcemu, ze przytyl w tym kraju na poczatku, po
          zauroczeniu kolorowymi cukierkami....taki jest los wiekszosci
          emigrantow. Moim zdaniem wieksze zagrozenie dla zdrowia niz tanie
          hamburgery i frytki stanowi pakowane, przetworzone sztuczne jedzenie
          z chemicznymi barwnikami, preservantami i naturalnym cukrem
          zastapione tzw high fruktoze corn sirupem,,, taki jedzenie jak
          batoniki wzamian czekolady, fish stick zamiast fresh fish filet,
          orange soda zamiast orange juce. chemiczne barwione chips zamiast
          pelnoziarniste, smazona i rozcierana fasola zamiast calosciowa i
          wiele innych przykladow.
      • croyance Re: A Angielki ? Masakra ! 29.06.09, 17:56
        BTW, ryba z frytkami to typowe jedzenie dla working class, upper middle
        nawet tego nie tknie. Polecam 'Watching the English' K. Fox
        • po_prostu_ja_83 Re: A Angielki ? Masakra ! 30.06.09, 03:15
          Mieszkam w Stanach od pieciu lat i musze powiedziec, ze kobieta ma duzo racji.
          Najgorsza jest ta spoleczna akceptacja spaslactwa. Zarcie smieciowe jest
          smiesznie tanie, nie mowiac juz ze tez bardzo dostapne, a co za tym idzie
          powszechne.
          Wielu Amerykanow NIE WIE, ze hamburger ma tyle i tyle kalorii, tyle tluszczu i w
          zwiazku z tym nie sa do konca swiadomi, co wpakowuja w swoje wieklie brzuchy.
          Z drugiej jednak strony chodze na silownie piec razy w tygodniu i widze mase
          ludzi, ktorzy cwicza i sa w doskonalej formie. Oczywiscie sa tez tacy XXXL,
          ktorzy przyjda "pobiegac" z pelnym cukru "napojem" do zabicia pragnienia.
          Niemniej jednak wybor jedzenia jest tu ogromny. Nieprawda jest, ze trzeba
          wydawac mase pieniedzy na zdrowe jedzenie. Prawda jest natomiast, ze trzeba
          poswiecic na gotowanie i przygotowywanie tego zdrowego zarcia wiecej niz na
          wrzucenie smieci do mikrofali! A Amerykanie sa leniwi, ma byc convenient, jak z
          drive thru. Ma zajmowac minute i z glowy. Wiekszosci nie chce sie gotowac,
          lepiej zgarnac bejgla albo maka. Bleh.
          Ja sama przytylam tu na poczatku, bo zafascynowaly mnie wielkie paki M&Msow za
          dwa dolce, ale szybko porzucilam te smakolyki.
          Jest jeszcze jeden problem, a mianowicie, w Stanach strasznie pozno je sie obiad
          (ostatni posilek dnia), a po nim deser. Kiedy wieczorem powinno sie najbardziej
          uwazac co wklada sie w usta, oni nawpierniczaja sie weglowodanow i do spania!
          Tragedia.
          • klaranyc Re: A Angielki ? Masakra ! 30.06.09, 03:36
            Mam takie same spostrzeżenia. Lenistwo rządzi. Ale co ciekawe,
            czekanie w restauracji już im nie przeszkadza (zakładając, że to nie
            fast-food, a trochę lepsza restauracja), choć zamiast tracić czas na
            dojazd+czekanie, mogliby szybciej i taniej ugotować coś zdrowego.

            Dodam jeszcze, że wielu Amerykanów ma przyjemne wspomnienia z
            dzieciństwa związane z fast-foodami - przyjęcia urodzinowe itp. Dla
            wielu Amerykanów fast-foody mają taką wartość emocjonalną jak dla
            wielu Polaków obiad u rodziców.

            Gdy mój mąż był nastolatkiem, w latach 80 (nie wiem jak jest teraz),
            młodzież pracowała w McDonaldzie i pracodawcy pozwalali najeść się
            do woli. Znakomity przykład dla młodzieży.
      • gondra Re: A Angielki ? Masakra ! 29.06.09, 18:04
        > Niemal każdy polak tu tyje.

        Też tak słyszałam.;) Mnie wystarczyło 7 tygodni w Anglii (miałam taka sytuacje,
        że musiałam lecieć po kosztach i jadłam tańsze jedzenie) żeby przytyć 3,5 kg.
        • croyance Re: A Angielki ? Masakra ! 30.06.09, 18:30
          To ja nie wiem, co Wy macie za nawyki :-/ Moj sposob odzywiania sie nie
          zmienil sie wraz z przeprowadzka.
    • ellw41 Fundamentalistka 29.06.09, 17:23
      prawda jest taka ze mozemy walczyć ze smieciowym jedzeniem juz od
      dzieciństwa.Mój były jest przy tuszy-kochal jesc ,dlatego syna od
      małego przyzwyczajałam do zdrowego jedzenia ,słodycze ok ale w
      ograniczonej ilośći.Jest teraz silnym ,dość wysokim chłopcem i
      jestem z tego dumna..Były ma kolejnego syna 5-latka który jest juz
      przy tuszy.
    • angrusz1 Bogactwo bokiem im 29.06.09, 17:39
      wychodzi.
      Żrą bez opamiętania .i siedzą na grubych dupach zamiast ruszać się .
      • niceandfriendly Re: Bogactwo bokiem im 29.06.09, 17:52
        paradoksalnie im amerykanin/amerykanka bogatszy, lepiej wyksztalcony tym
        szczuplejszy, im biedniejszy tym grubszy, oczewiscie nie ma reguly, ale wszedzie
        na zachodzie jest podobnie
        pamietam jak w polsce za komunistow ludzie zapychali sie suto okraszonymi
        ziemniakami i paradoksalnie w najciezszych czasach kiedy o wszystko bylo trudno
        a sklepy swiecily pustkami ludzi tyli poniewaz mieli malourozmaicona diete,
        jadlo sie tlusto aby sie zapchac na dlugie godziny, wszystko bylo kraszone skwarkami
        poza tym tradycyjna polska kuchnia tez do zdrowych nie nalezy golonki, kotlety
        schabowe, tluste bigosy, rosol najlepiej jak najtlustszy itp. itd. blech
        • rikol Re: Bogactwo bokiem im 29.06.09, 19:10
          Zauwaz, ze w Polsce jednak nie ma tylu wielorybow, mimo ze calkiem sporo jest
          ludzi z nadwaga czy otylych. Wedlug mnie cos musi byc w amerykanskim jedzeniu,
          ze oni wygladaja jak tuczniki.
          • bene_gesserit Re: Bogactwo bokiem im 29.06.09, 20:34

            Oczywiscie.
            Tluszcze trans (ktore odkladaja sie o wiele latwiej) i fruktoza
            jako srodek slodzacy (ktora zamienia sie w tluszcz szybciej
            i 'lepiej' niz kazdy inny cukier. Zwlaszcza to ostatnie - fruktoza
            slodzi sie napoje. To cukier zwodniczy: niby ma mniej kalorii niz
            taki zwykly, ale jest o wiele bardziej szkodliwy i latwiej sie
            odklada w oponkach. Tu ktos to jasno opisuje:
            tinyurl.com/luw3hf

            Jesli bedziemy lykac tak radosnie rozne amerykanskie, 'o obnizonej
            kalorycznosci' czyli slodzone fruktoza napoje, to czeka nas to
            samo - epidemia otylosci zaczela sie w USA pare lat po tym, jak
            fruktoza zaczela byc najpopularniejszym slodzikiem do napojow:
            mediweb.pl/beauty/wyswietl.php?id=1648
            • twojabogini Re: Bogactwo bokiem im 30.06.09, 10:32
              bene_gesserit napisała:

              >
              > Oczywiscie.
              > Tluszcze trans (ktore odkladaja sie o wiele latwiej) i fruktoza
              > jako srodek slodzacy (ktora zamienia sie w tluszcz szybciej
              > i 'lepiej' niz kazdy inny cukier. Zwlaszcza to ostatnie - fruktoza
              > slodzi sie napoje. To cukier zwodniczy: niby ma mniej kalorii niz
              > taki zwykly, ale jest o wiele bardziej szkodliwy i latwiej sie
              > odklada w oponkach. Tu ktos to jasno opisuje:
              > tinyurl.com/luw3hf

              A w reklamach mówi się mamusiom, zeby kupowały zdrowe soki, ze
              względu na witaminy (więcej ma pół marchewki niz sok po wielu
              obróbkach, robiomy z warzyw i owoców drugiej kategorii). Jak
              słodzone fruktozą to kazdy się cieszy, że nie cukrem - bo z nazwy to
              ma coś wspólnego z owocami (naturalne!) i mniej kalorii. Rewelka :)
            • teaforme Re: Bogactwo bokiem im 01.07.09, 15:26
              Pomylilas fakty, to nie fruktoza ale HFCS o, ktorym mowisz. Sama
              fruktoza jest niegrozna, a wrecz ma pozytywny wplyw na zdrowie i
              jest naturalnym cukrem wszystkich owocow, High Fructose Corn Sirup,
              to silnie zageszczony super slodki syrop zrobiony ze zmodyfikowanej
              genetycznie kukurydzy. Ten syrop wyparl calkowicie cukier z trzciny
              cukrowej i jest powszechny wszedzie tam gdy cos jest slodzone,
              wlacznie z Coke i Pepsi clasic i w mnostwo innych produktow. HFCS
              powszechnie uwaza sie za glowna przyczyne dtylosci, Otylymi zostaja
              w USA biedni i emigranci, a tutaj szczegolnie latynoski (latynosi
              rzadziej)a wsrod ras to czarni. Wsrod biednych Coke,Pepsi,sztucznie
              barwione pseudo-soki, energy drinks i slodka i tlusta kawa sa bardzo
              popularne, gdy zamozniejsi pija mineralne wody, 100% soki, roznego
              rodzaju herbaty i ostatnio coraz czesciej soy milk. W dzielnicach
              nie emigranckich sredniej klasy,otylosc prawie nieistnieje i jest
              nizsze procentowo niz w Polsce.
              • klaranyc Re: Bogactwo bokiem im 01.07.09, 16:05
                Otyłość raczej nie, ale nadwaga, często spora, tak.
        • kadanka Re: Bogactwo bokiem im 30.06.09, 15:02
          w polityce byl kiedys reportaz typu wyzyc miesiecznie za ilestam zl
          i byla matka(samotna) z 4 dzieci ktora co dzien robila im potrawy
          skladajace sie prawie wylacznie z maki wody i oleju bo tylko na to
          ja bylo stac. i ona i dzieciaki byly (nie)zdrowo upasione. rzeczy od
          ktorych sie tyje ale sa totalnie bezwartosciowe bo nie maja witamin
          mineralow, bialka, tylko tluszcz i weglowodany. a to, jak wyglada
          jedzenie na tradycyjnej polskiej wsi to masakra, wszystko plywa w
          tluszczu. zupy oprocz zasmazki dodatkowo maja make dla zageszczenie,
          wyglada to jak sos. rosol jest zoltozielony od grubej warstwy
          tluszczu. sosy, miesa - wszystko plywa w smalcu. jajek uzywa sie do
          ciast, jajecznicy nie widzialam. moja ciocia ze wsi ktorej zlozylam
          niezapowiedziana wizyte strasznie sie zmartwila ze nie ma obiadu i
          goraco przepraszala ze podaje mi tylko takie cos. to cos to byly 2
          wielkie jaja posadzone na boczku, kawal kielbachy z patelni, gora
          ziemniakow i ogorki z gesta tlusta smietana. to wg niej NIE byl
          obiad tylko skromne cos. takze ja sie nie dziwie ze 40% polek po
          50ce jest doslownie kwadratowa:/
          • rikol Re: Bogactwo bokiem im 30.06.09, 15:18
            Na wsi po prostu caly czas panuje dieta z czasow, kiedy wszyscy harowali od
            switu do zachodu slonca. Ludzie pracuja mniej, ale jedza tak samo, jak
            kilkadziesiat lat temu.
          • hermina5 Re: Bogactwo bokiem im 30.06.09, 15:26
            >takze ja sie nie dziwie ze 40% polek po
            > 50ce jest doslownie kwadratowa:/


            Gdzie ? W Polsce? Daj spokój, sądze, ze jestesmy bardzo chudym
            narodem i odsetek otyłych kobiet po 50-tce jest naprawdę minimalny.
            Nie wiem, jak jest na wsiach w całej Polsce, ale znam Podhale i
            Beskid niezle, kobiety po 50-tce są całkiem zgrabne.
      • kotek.filemon Re: Bogactwo bokiem im 29.06.09, 19:43
        Pudło. Tyją głównie czarni i white trash.
        • klaranyc Re: Bogactwo bokiem im 29.06.09, 22:40
          Kotek, masz rację, w tych grupach odsetek otyłych jest znaczny, ale
          zamożni ludzie również tyją, a drogie restauracje również tuczą. Co
          prawda nie dochodzą do gigant rozmiarów, ale nadwagę mają. Bardzo tyją
          też Latynosi.
    • gondra Re: Fundamentalistka 29.06.09, 17:44
      I jeszcze co do nawyków żywieniowych - w domu zawsze odżywialismy sie raczej
      zdrowo, nie było napojów gazowanych, chipsów i frytek (chyba, że indywidualnie
      je przyrządziłam:), było dużo warzyw i owoców. Mama ma nadwagę 8 - 10 kg. Zjada
      na obiad kalafiora polanego masłem z bułka tartą lub mięso smażone w tłuszczu
      (dla niej to nie tłuszcz, tylko sos) i twierdzi, ze to jest dietetyczne, bo nie
      ma ziemniaków ani makaronu. Gotowanie na parze - niet. No nie przekonasz.
      Chociaż z drugiej strony ja kiedyś schudłam 10 kg (tak, po tym epizodzie z fast
      foodami:) wcinając na śniadania słodkie płatki i słodkie muesli (tylko oprócz
      tego jadłam mało i niekalorycznie oraz ćwiczyłam wręcz fanatycznie).
    • evilkath Jedna, wielka bzdura 29.06.09, 18:10
      jasne, o Pani Roth słyszałam nie jeden raz. Szkoda, że w artykule zapomniano
      dodać, iż jej żelazną zasadą jest niejedzenie niczego przed min. godziną
      ćwiczeń. Czasem godzina ta wypada o 16.

      Pani Roth nie jada śniadań, często także lunchy co według każdego lekarza jest
      wysoce niezdrowe. Jej podejście tylko zraża do zdrowego odżywiania i sprawia,
      że ludzie mają dosyć jej nagabywania. Ponadto legitymuje się dyplomem
      dietetyka, a tak na prawdę skończyła jedynie weekendowy kilkumiesięczny kurs,
      który nie daje jej żadnego medycznego doświadczenia.

      Ogólnie, zgadzam się z niektórymi jej poglądami, jednakże jako osoba która
      kiedyś cierpiała na anoreksję i bulimię (i nadal mam pewne problemy z
      akceptacją swojego ciała) widzę bardzo wyraźnie, że jej wypowiedzi są bardzo
      mocno podyktowane brakiem pewności siebie i koszmarną samooceną. Biedna
      dziewczyna całe życie żyła w przerażeniu, że pewnego dnia obudzi się
      wyglądając jak własna matka czy babka (swoją drogą ciekawa jestem jak wygląda
      reszta jej rodziny, gdyż babka jest otyła, ale kto wie, może reszta rodziny
      wcale nie jest gruba, tylko po prostu ich wizerunek jest zniekształcony w
      umyśle pani Roth).

      Moim zdaniem jej postawa nie czyni nic dobrego dla społeczeństwa. Jest to po
      prostu kolejna nawiedzona kobieta, zraniona w dzieciństwie, która aby stara
      się przerzucić swoje lęki na innych, a gdy inni mają ją gdzieś, staje się
      agresywna (warto obejrzeć jej wywiady w tv).
      • sir.vimes dzięki za te informacje 30.06.09, 00:27
        czytając artykuł miałam wrażenie, ze słucham koleżanek bulimiczek, czy czytam
        forum ześlizgujące się w klimaty pro-ana.

        Zdrowemu jedzeniu - tak, dbaniu o zdrowie i dobre samopoczucie w swoim ciele -
        tez mówię tak. Obrażaniu grubszych ludzi (historyjka o Miss Plus) - wielkie i
        tłuste nie.
      • kadanka Re: Jedna, wielka bzdura 30.06.09, 00:35
        moze i jest nawiedzona, widocznie potomkowie purytan maja juz w
        genach fanatyzm i tyle, ale jezeli faktycznie dziala zeby ograniczyc
        dostepnosc do fastfudow to chwala jej. my mowimy i widzimy to z
        naszej perspektywy - w naszych macdonaldach nie widzi sie
        zapasionych dzieciakow pochlaniajacych bigmaki, jeszcze nie. w
        stanach to norma wiec pal szesc z motywacja pani roth ale jezeli jej
        dzialalnosc przyczyni sie do poprawy zywienia dzieci i nastolatkow w
        usa, no to tylko sie cieszyc.
        a to ze czepia sie doroslych i usiluje im wtlaczac swoje poglady - z
        jednej strony to przegiecie a z drugiej strony ci dorosli tez maja
        lub beda miec dzieci i jesli te dzieci beda tak samo tuczone.. - tu
        jest problem.
        • evilkath Re: Jedna, wielka bzdura 01.07.09, 17:28
          Ale właśnie jej działalność nie przyczyni się do tego. Dlaczego? Ponieważ nie
          tylko jej motywacja jest zła, ale też jej metody. Ona zachowuje się w sposób,
          który wiele osób wręcz razi do zdrowego odżywiania. Nie oszukujmy się, McDonadls
          nie zostanie zamknięty z powodu jednej kobiety (zresztą lubię McDonald's.
          Powiesicie mnie za to?). I powiem też tak, byłam chora. Powoli zaczynam kochać
          swoje ciało (może nie kościste ale też nie otyłe) i co? Przeczytałam ten artykuł
          i zaczęłam mieć wątpliwości. Może powinnam znowu jeść 300kcal dziennie? Dlaczego
          mam ważyć 63 kg jeśli mogę 44. To była przecież moja najniższa waga. Powinnam
          znowu przejść na dietę?

          Serdecznie dziekuję Pani Roth za umieszczenie tych myśli w mojej głowie.
    • lobo13 Ta kobieta jest psychiczna 29.06.09, 18:20
      W pełni popieram intencje tej kobitki. W pełni się z nimi zgadzam. O ile treść przesłania jest godna podziwu, o tyle forma jest żenująca, tania i "lepperowata".
      Jej poglądy spotykałyby się z dużo lepszym odzewem, gdyby nie mówiła ona ludziom co powinni, a czego nie powinni robić. W taki sposób odstrasza tylko ludzi umiarkowanych. Jest ona kimś na kształt ekologa ekstremisty, który podpali laboratoria, w których testuje się leki na zwierzętach. Idea może słuszna, środki do jej osiągnięcia niekoniecznie. Każdy, nawet osoby publiczne, mają niezbywalne prawo do obżerania się i obnoszenia się z tym. Ot, taka moda i tyle. Cały potencjał krucjaty przeciwko otyłości powinien być skierowany przeciwko koncernom, nie konkretnym ludziom. Ona powinna pokazywać czym na prawdę jest jedzenie produkowane przez Kellog's, Mc Donald's, Pepsi, Coca Cola itd... Wtedy odniosłaby dużo większy skutek. Nie krytykować Phelpsa za reklamowanie fast foodu. Krytykować koncern za wykorzystanie sportowca, który nie ma nic wspólnego z ich produktem. Wykorzystać ten fakt i wypuścić kontrreklamę: myślisz że Phelps reklamuje Mc Donald's bo lubi ich żarcie? Gdyby lubił, nigdy nie zostałby mistrzem. Nie jedz fast foodu. To ściema. Nie daj się nabrać.

      Osobiście uważam, że tej kobiecie bardziej zależy na osobistym lansie niż na szczytnych celach. Jako specjalistka w dziedzinie HR, czy PR powinna wiedzieć, że są skuteczniejsze sposoby na walkę z otyłością, niż rozwalanie ciastek z kremem na festynach. I ona to pewnie wie. Ale w ten sposób szybciej stanie się rozpoznawalna i więcej gazet będzie o niej pisać. I o to jej chyba najbardziej chodzi...
      • teaforme Re: Ta kobieta jest psychiczna 29.06.09, 20:07
        Bardzo madre spostrzezenia, aczkolwiek mylisz sie w dwoch. M. Phelbs
        znany jest jako freek na punkcie hamburgerow McDonalda, zjada te
        drozsze zdrowsze kanapki i nie sadze, ze ma to jakikolwiek wplyw na
        jego forme. Kellogg's specjalizuje sie w zdrowej zywnosci, mostly
        cereals pelnoziarnisty i z naturalnym blonnikiem. Moze 5 lub 6 lat
        temu w jego produktach bylo duzo cukru, obecnie wiekszosc to
        bezcukrowe i bezbarwnikowe produkty. Cukrowych produktow K
        przynajmniej w US jest niewiele, a nawet jezeli sa, to i tak jest
        jego mniej w danym produkcie niz przed laty. Malo kto tez zwraca
        uwage na fakt, ze czesto wiecej cukru znajduje sie w szklance mleka
        niz w miseczce cerealu (tak, w mleku wystepuje naturalny cukier, o
        tej samej wartosci calorycznej jak w innych cukrach)
        • rikol Re: Ta kobieta jest psychiczna 29.06.09, 22:26
          Kellogs ma wartosc odzywcza kartonu, niestety, kalorii ma znacznie wiecej niz
          karton.
        • gondra Re: Ta kobieta jest psychiczna 30.06.09, 08:44
          Poza tym czytałam, że "dieta" Phelpsa slada sie z 12000 (!) kalorii
          dziennie - jego śniadanie to tyle, ile ja zjadam w ciagu 2 - 3 dni.
          Nie mozna wyczynowego sportowca stawiać jako przykład dla
          Amerykanów, którzy nawet kilometr pokonuja samochodem, bo to za duzo
          żeby isć na piechotę.
          • teaforme Re: Ta kobieta jest psychiczna 30.06.09, 11:22
            Zgadzam sie z porownaniem wyczynowych sportowcow z przecietnymi
            obywatelami. Zgadzam sie tez, ze powiedzmy kilometr do pracy
            dojezdzaja samochodem, ale czesto przed wsiasciem do samochodu
            pobiegaja 5-10km. A po pracy jeszcze zakupy, i odleglosci pomiedzy
            nimi duze. Czy nie wygodniej wsias do samochodu po pracy i z
            zakupami wrocic przed wieczorem, niz biec ten kilomer po samoccod i
            wrocic do domu w nocy? Tak, amerykanie robia zakupy!
          • klaranyc Re: Ta kobieta jest psychiczna 30.06.09, 17:37
            Nie w każdym przypadku to za dużo, żeby iść na piechotę. Czasem po
            prostu nie da się iść, bo nie ma chodnika. Życzę powodzenia w marszu
            autostradą. Inna sprawa, że ludzie sami są sobie winni, wybierając
            domy w takich miejscach. Dla mnie głównym kryterium wyboru mieszkania
            jest tzw. walkability.
    • madame_charmante Fundamentalistka? Nie, idiotka!!!! 29.06.09, 18:23
      w tekscie jest taki passus, że owa wojujaca anoreksja chce
      przyjechac do Polski i krzyczeć, żebyśmy nie zarli amerkanskiego
      śmieciozarcia... No typowa glupota amerykanska- toż w Polsce mamy
      jesdno z najszczuplejszych spoleczenstw Europy :/
      z nadwagi można schudnąc - z głupoty juz raczej nie!!!!
      • aniorek Re: Fundamentalistka? Nie, idiotka!!!! 30.06.09, 14:15
        madame_charmante napisała:

        > w tekscie jest taki passus, że owa wojujaca anoreksja chce
        > przyjechac do Polski i krzyczeć, żebyśmy nie zarli amerkanskiego
        > śmieciozarcia... No typowa glupota amerykanska- toż w Polsce mamy
        > jesdno z najszczuplejszych spoleczenstw Europy :/
        > z nadwagi można schudnąc - z głupoty juz raczej nie!!!!

        Twoj nick do ciebie nie pasuje. Pomysl troche. Ona raczej woli ostrzegac przed
        otyloscia. Polska NA RAZIE jest "szczuplym" narodem mowiac generalnie, ale
        liczba otylych ROSNIE i powinno dac Ci to do myslenia. Zreszta, jak sobie
        pomysle, ze w Polsce osoby uprawiajace jogging wywoluja niekiedy zdziwienie, to
        otylosc na skale calego kraju jak najbardziej Polsce grozi.
    • coco-flanell A ja mam to gdzies! 29.06.09, 18:24
      Mialabym chodzic jak ten pies dookola i weszyc kalorie, w kazdym
      najmniejszym jedzeniu.?! Odmawiac sobie przyjemnosci, nie zjesc
      najmniejszej czekoladki, bo to cukier i kalorie, no to ja gwizdze na
      takie zycie.
      Jem to co mi smakuje i ile chce. Za to jestem codziennie, doslownie
      codziennie, na swiezym powietrzu 2-3 godziny, spacerujac szybkim
      krokiem, w lesie nad jeziorami. I to jest to! Wiecej nie potrzeba
      aby byc smuklym i zadowolonym z zycia.

      A dla pani Meme, mam taka babska rade, jezeli juz tak weszy
      wszystkie kalorie, to niech wyda cala pensje, w nastepny dzien po
      wyplacie: na meble, na ciuch, na cokolwiek i przez reszte miesiaca
      zyje na "miseczce ryzu". To bedzie to!
      • kiddy Re: A ja mam to gdzies! 30.06.09, 11:30
        Coca, ale nie o to chodzi w tym tekście. Ty codziennie jesteś w
        ruchu, spalasz to, co zjesz. A gdzie przeciętny Amerykanin ma spalić
        te góry jedzenia, które spożywa? W samochodzie, jeżdżąc od
        restauracji do restauracji? Trudno nam może zrozumieć radykalizm
        Meme, bo u nas mimo wszystko nie ma jeszcze takiego problemu.
        Jeszcze - dlatego ona chce przyjechać do Polski, żeby nas ostrzec.
        A że metody ma kontrowersyjne to inna sprawa...
    • desmond108 Re: Fundamentalistka 29.06.09, 19:00
      Ludzie tyją bo od dziesięcioleci jedzą wysoko przetworzone jedzenie.
      W jedzeniu tym znajduje się cala masa skladnikow chemicznych,
      które zaburzają trawienie,i uzależniają jak narkotyki (jak aspartam
      w diet cola)Takie wysoko przetworzone jedzenie to pokarm głównie
      ludzi ubogich ale także tych pędzących za szybką karierą i nie
      mających czasu na gotowanie i pieniędzy na lepsze restauracje.
      Reszta, którą stać na coś lepszego je junk, nie rozumiejąc tego jak
      niebezpiecznych produktów używa (np margaryny, czy niewinnie
      wygladające warzywa w puszkach). Firmy które produkują takie
      jedzenie też się tym nie chwalą.
      Ta bystra pani redaktorka przyjechala jak Walkiria punktując
      boleśnie wroga (Ameryka)ale za 10 lat przekona sie że jej rodacy
      wyglądają identycznie jak dzisiejsi Amerykanie. Europa zmienia sie
      w sposób dramatyczny i jedzenie staje się coraz gorsze nie
      dlatego, że podkladają go upiorni Amerykanie ale przez coś takiego
      jak globalizm.
      Jedzenie to ogromnie ważny temat ale pani redaktorka woli tanie
      efekty spcjalne, bez najmniejszej woli zrozumienia tematu....
      Pewnie niedlugo napisze manifę gastronmoczną i wygrażając potworom
      zza oceanu ruszy palić McDonaldsy..
      • wj_2000 Re: Fundamentalistka 01.07.09, 00:41
        desmond108 napisał:
        > W jedzeniu tym znajduje się cala masa skladnikow chemicznych,
        > które zaburzają trawienie,i uzależniają jak narkotyki (jak aspartam
        > w diet cola)Takie wysoko przetworzone jedzenie to pokarm głównie
        > ludzi ubogich ale także tych pędzących za szybką karierą i nie
        > mających czasu na gotowanie i pieniędzy na lepsze restauracje.
        > Reszta, którą stać na coś lepszego je junk, nie rozumiejąc tego jak
        > niebezpiecznych produktów używa (np margaryny, czy niewinnie
        > wygladające warzywa w puszkach). Firmy które produkują takie
        > jedzenie też się tym nie chwalą.

        Twoje argumenty, choć popularne, trafiają nie w sam problem, a jakby obok.
        To nie wyklinana "chemia" w produktach czyni zło, a 3 rzeczy, których nie było w
        przeszłości (gdy kształtowały się ewolucyjnie zasady działania naszego układu
        trawiennego i naszych instynktów):
        1) Jedzenia jest dużo i jest TANIE. Przez setki tysięcy lat, jedzenia zawsze
        brakowało. Bo nawet, gdy jakieś plemię dotarło do żywnościowego "eldorado", to
        wobec rodzenia co rok dziecka przez każdą kobietę, wszystkie one dorastały i
        populacja rosła w postępie geometrycznym aż do momentu, gdy jedzenia zaczynało
        brakować.
        2)Jedzenie jest skoncentrowane. Gdy nasi przodkowie żywili się, między
        innymi, korzonkami, to po zapełnieniu całego żołądka i tak nie wprowadzali za
        dużo kalorii. a właśnie tyle ile trzeba. A teraz? Cukier, orzeszki, masło, biała
        bułeczka, pure ziemniaczane, etc. etc. Wypełniając żołądek bezmyślnie "do oporu"
        takimi produktami pochłaniamy ogromną ilość kalorii. A nasze organizmy gromadzą
        tłuszcz, bo kiedyś, właściwą strategią przetrwania było żreć do oporu,
        gdy już coś dużego się upolowało, bo niebawem przychodził okres "chudy" i kto
        nie miał zapasu tłuszczu na sobie, marł z głodu. Tyle, że okazje obżarstwa byłu
        rzadkie i zapasy tłuszczu w dobrym okresie nie były monstrualne. Nie było
        potrzeby wytworzyć mechanizmu ograniczającego wchłanianie tego co się zjadło.
        Pouczający jest przykład mszyc. Żywią się one sokiem roślinnym z liści
        (dostępnym bez ograniczeń, bo liści na drzewie jest od cholery). Sok taki
        zawiera mnóstwo cukru i troszkę białka. Aby dostarczyć potrzebną ilość białka
        mszyca musi wypić mnóstwo soku, a wraz z nim mnóstwo cukru (i kalorii). Gdyby
        miała to strawić tyła by bez pamięci.
        Więc ona zatrzymuje tylo tyle cukru ile trzeba w proporcji do białka, a resztą
        (pardonez moi le mot) sraj.ą. Zwyczajnie sra,ją cukrem!
        Dlatego mrówki hodują mszyce i zlizują to co one wydalają. Miód spadziowy też
        powstaje z mszycowych gówienek.
        3) "Fast food" zawiera w sobie element szybkości, podręczności. Amerykańskie
        jedzenie możesz kupić i od razu jeść. Bez potrzeby poświęcenia czasu, czy wysiłku.

        Byłem z wizytą u pewnej rodziny amerykaskiej. Ona lekarka, on profesor. W ich
        domu nie przyrządzało się posiłków
        (no może poza okazjonalnymi świątecznymi.
        Były gigantyczne lodówkozamrażarki i kto zgłodniał (on, ona, czy któreś z
        dzieci) to podchodził i coś sobie brał. Na okrągło.
        Moje przykładowe śniadanie (jutro) to będą grzyby (własnoręcznie zbierane w
        zeszłym sezonie, trzymane w zamrażarce), które muszę udusić z cebulką na łyżce
        oleju z pestek winogron. Zajmie to pół godziny. W międzyczasie ugotuję 60g
        quinoi. A następnie zjem. I do obiadu do 15 nic jeść nie będę, bo nawet nie mam
        co. Nie mam chleba! Nie mam wędlin! Mam chudy twaróg, ale jego zjem z owocami na
        kolację. Przecież nie zacznę od nowa dusić grzybów!
        Mógłbym, oczywiście, gdybym był samobójcą i nie chciał utrzymać swe wagi w
        ryzach, od razu zrobić tych grzybów dwa razy tyle i o jedenstej zacząć
        podjadać. Ale to jakoś wstyd przed samym sobą.
        A gdybym miał "fast fooda" czy wazon orzeszków pistacjowych, czy zwyczajnie
        bułki, szynkę majonez - mógłbym się skusić. A tak - niczewo.
        Na obiad muszę wziąć kawałek cielęciny, przyrządzić sałatę, upiec "frytki" z
        selera (są super). W ilościach ściśle określonych, zjeść. Cóż za rozkosz!
        I tak dalej.
        Po latach rozmaitych diet, sukcesów i porażek, styl żywienia Montignaca jest
        cudownym wyzwoleniem z kłopotów.
        To o takim sposobie żywienia (bez wspomnienia nazwiska Montignac) jest mowa w
        artykule (klucz - indeks glikemiczny + powściągliwość).

        A co do "warzyw z puszki". Co złego w nich widzisz?
        Ja, na przykład przyrządzam (jako sos do spaghetti) bakłażany duszone z cebulą
        i pomidorami. I używam krojonych pomidorów bez skórki (pellati) firmy Valfrutta.
        Krojone pomidory + sok pomidorowy + sól + kwasek cytrynowy i nic więcej.
        Są super! Smaczniejsze od świeżych własnoręcznie duszonych i przecieranych (co
        praktykowałem wcześniej). Gatunek używany do tych konserw nie jest do kupienia w
        Polsce.

        To nie puszka jest złem. Ale rzeczywiście. Pełno puszek po wielkich zakupach z
        gotowymi do jedzenia brzoskwiniami w syropie, puszki fistaszków, które
        wystarczy pociągnąć za kółko i żreć, żreć, żreć. To jest Ameryka. I to nie
        kwestia ceny a nieokiełznanego wygodnictwa.
        • echtom Re: Fundamentalistka 01.07.09, 08:17
          I używam krojonych pomidorów bez skórki (pellati) firmy Valfrutta

          Ja używam pomidorów Podravki z przyprawami w kartoniku. Ryż,
          cebulka, pomidory - zawsze lepszy obiad niż pizza czy frytki.
    • aaanzelm Kalorie w restauracji 29.06.09, 19:42
      Jeszcze jedna ciekawostka z Ameryki:

      Menu w restauracji (całkiem eleganckiej, żaden fast food), a pod każdą potrawą
      wartość kaloryczna porcji.
      Tylko to wszystko aż nie do wiary - wielki posiłek z tłustym sosem ma mieć 360
      kcal? Dopiero po chwili zauważamy gwiazdkę, a na dole strony drobnym druczkiem
      "serwowane danie zawiera 3.4 porcji".

      • klaranyc Re: Kalorie w restauracji 29.06.09, 22:48
        Prawda. Jedzenie ze sklepów też zawiera informację o kaloriach/serving
        size. A dalej informacja: servings per container: 5/7/12 *niepotrzebne
        skreślić. Czasami mam problem z określeniem wielkości porcji, jaką
        zjadam...
        • teaforme Slaby artykul. 30.06.09, 19:59
          Takich jak ta pani jest na peczki w USA, kazdy znajdzie swoja nisze.
          Uprawiaja pseudo-nauke i sieja propagande. Kazda osoba guru chce
          pzyciagnoc jak najwiecej pieniedzy wykorzystujac popularne
          tematy.....a zdrowie i zdrowa sylweyka niewatpliwie jest na fali.
          Generalnie ma racje, ale nic to odkrywczego. Mnie jednak
          zainteresowal sposob w jakim jej opinie zostaly zaprezentowane przez
          GW dziennikarza. To nie wywiad, a poejrzany opis pani reporterki.
          Wydaje sie, na podstawie wielu bledow obyczajowo-psychologicznych,
          ze pani reporterka wiele faktow przedstawila w krzywym zwierciadle,
          wrecz sklamala, zby poprzec swoj punkt widzenia. Uzywanie
          nieprofesjonalnych tlumaczen jak np smieciowe jedzenie na junk food
          charakterystyczne dla tej gazety moze smieszyc, ale w obliczu, ze to
          robi dziennikarz dziwi wrecz zawstydza. Wstawienie komentarza o
          wymiarze seksualnym, to juz towar z najnizszej polki. Malo
          prawdopodobne zeby Fundamentalistka wypowiedziala to sama (w USA i
          EU takie wypowiedzi uznawane sa za niestosowne i prawie nieistnieja
          w reportazach) codziennie czytujac gazety w roznych jezykach nie
          spotkalem sie z takim zjawiskiem ,,,ale jesli Fundamentalistka je
          wypowiedziala, to zadaniem dziennikarza jest to pominac, Nasza pani
          reporter jednak bawi sie w duza dziewczynke, o wyzwolonych opinich,
          ktora mowic moze co chce. To typowe dla nas wszystkich mieszkajacych
          po drugiej stronie zelaznej kurtyny, ze cos w sobie spinalismy, gdy
          czasy zmienily sie odreagowujemy. Nalezy jednak uwazac, zeby
          naturalna reakcja wolnosci slowa nie stala sie tandetna groteska
          jak w przypadku nieprofesionalizmu naszej pani dzienikarki.
    • bopin czym się tu przejmować 29.06.09, 19:59
      Oczywiście w nadmiernej otyłości jest coś wręcz niemoralnego. Ale co mnie
      interesuje co robią ze swoim ciałem inni, jeśli robią to na swój rachunek?
      Jeden się tatuuje, inny szprycuje koksem, a trzeci jest gruby do
      obrzydliwości, czy to znaczy że mam robić jakieś krucjaty? Przynajmniej dopóki
      to nie zagraża mojemu bezpieczeństwu. Gdy ktoś żre więcej niż potrzebuje,
      wcześniej czy później za to zapłaci, nie ma się czym martwić.
      • croyance statystyka 29.06.09, 20:26
        Tu macie:

        www.globalhealthfacts.org/topic.jsp?i=50
      • klaranyc Re: czym się tu przejmować 29.06.09, 22:49
        ... dopóki słonica nie zmiażdży Cię w metrze...
        • rikol Re: czym się tu przejmować 30.06.09, 00:22
          A co zrobisz, jak sie na ciebie przewroci;) Toz to jak krowa.
          • bopin Re: czym się tu przejmować 30.06.09, 14:13
            rikol napisała:

            > A co zrobisz, jak sie na ciebie przewroci;) Toz to jak krowa.

            Nic z tego, jestem szczupły i zwinny, taki wieloryb nie nadąży za mną.
      • twojabogini jest czym 30.06.09, 10:53
        bopin napisał:

        > Oczywiście w nadmiernej otyłości jest coś wręcz niemoralnego. Ale
        >co mnie interesuje co robią ze swoim ciałem inni, jeśli robią to na
        >swój rachunek? Jeden się tatuuje, inny szprycuje koksem, a trzeci
        >jest gruby do obrzydliwości, czy to znaczy że mam robić jakieś
        >krucjaty? Przynajmniej dopóki to nie zagraża mojemu bezpieczeństwu.
        >Gdy ktoś żre więcej niż potrzebuje, wcześniej czy później za to
        >zapłaci, nie ma się czym martwić.

        To nie tak. Dzieci nie mają wpływu na to, co im podajemy. Tymczasem
        rodzicom się wmawia, ze gotowanie jest czasochłonne, że kobiety od
        tego głupieją i robię się mniej kobiece, a mężczyźni tez raczej nie
        powinni gotować na codzień, bo to juz pantoflarstwo. Że lepiej z
        pólproduktów, albo wprost z torebek, taniej, zdrowiej (bo ci koncern
        dorzuci gratis witaminy,minerały, wapń i da odpowiednie do rozwoju
        proporcje, i do tego aromat identyczny z naturalnym, cukrem ci nie
        posłodzi).
        Od małego nasze dzieci żrą przesłodzone, mielone jedzenie, do tego
        tonę "zdrowych" słodyczy (te cholerne zdrowe jogurciki w kolorowych
        opakowaniach - czy pamiętacie jeszcze jak wyglada i smakuje jogurt?).
        Coraz więcej u nas grubych dzieci i z nadwagą i każdym pokoleniu ten
        problem będzie narastał. Alternatywą będą bardzo chude nastolatki, z
        zaburzeniami - no bo będa mialy wybór jeść smieciowe żarcie i być
        grube, albo nie jeść prawie nic - bo zwykłego jedzenia nie będa
        znały...To jest kwestia naszej moralności - a nie przyszłych
        grubasków- czy na to pozwolimy...
        • hermina5 Oj, Polacy, Polacy 30.06.09, 11:18
          No cóz, podniecamy się Amerykanami, a nie widzimy tego, co sie
          dzieje u nas.
          Po raz pierwszy od paru lat widuje się na ulicach TAK otyłe
          nastolatki i dzieci - 17 latka z bebechem jak w 9 miesiacu i takim
          samym tyłkiem przy względnie szczupłej matce!
          Dla mnie sprawa jest prosta - te dzieciaki zrą batony, chipsy,
          burgery, pizzę, ciastka na miescie od dzieciństwa ! Kiedys w
          szkołach były obiady, teraz sa sklepiki, dzieciak dostaje kasę do
          reki i idzie sobie kupic sniadanie z tego syfu , a potem na obiad na
          pizzę z colą. Jesli je normalny obiad to w weekend , a i to rzadko,
          bo rodzice chcą isc na pizzę , albo na kebab.



          Ktośtu napisął, z epolska dieta też jest tłusta i niezdrowa. Polska
          dieta jest wspaniała w porównaniu z tym syfem paczkowanym w
          marketach. Mielismy i jeszcze mamy resztki wspaniałych piekarń , w
          tym, z ciemnym pieczywem, swietne sery, zwłaszcza białe, bo zółte to
          dwa smaki maja :), swietne owoce i warzywa REGIONALNE, a nie
          pomarańcze i kiwi.
          Czy fasolka szparagowa, bób, kasza gryczarna, grzyby, mnóstwo
          warzyw od pomidorów po kalafiory to nie jest swietna kuchnia?
          Wyklelismy ziemniaki, a opychamy siekluchami - koszmar! Młode
          zimniaczki z koperkiem i maslanka to bilans idealny!Do tego kiszonki
          typu kapusta, ogórki, buraczki - takeij kuchni mozna pozazdroscić i
          przykro patzreć jak ten głupi naród morduje własne zarcie zastepując
          to tonami knajp KFC, Pizza HUT, Mac, Sfinks i marketami z zarciem
          Tesco - sztuczna buła na serze z gumy.

          Polak przed szkodą i po szkodzie głupi - zamiast patzreć w stonę
          Francji, Hiszpanii, Włoch, gdzie narodowe zarcie sie ceni to tylko
          Ameryka i ameryka i wielka gruba dupa.
          • rikol Re: Oj, Polacy, Polacy 30.06.09, 15:11
            Ja tez uwielbiam polska kuchnie. Tradycyjna polska kuchnia to ziola, dzikie ryby
            (w Polsce sa przeciez jeziora), ziemniaki (duzo wiecej witamin i mineralow maja
            niz makaron czy ryz), kiszonki, owoce sezonowe, no i dla zamoznych dziczyzna.
            Nawet kotlet schabowy nie musi byc tak tlusty, mozna tez zmniejszyc porcje tego
            kotleta i bedzie dobrze. Ryba nie musi byc smazona, mozna przeciez upiec z
            polskimi ziolami - i juz mamy zdrowe danie.Sa tez sledzie, nieslychanie zdrowe i
            tanie jedzenie. Pierogi z kapusta i grzybami - samo zdrowie. Wcale nie trzeba
            'uprawiac' kuchni srodziemnomorskiej, zeby zdrowo jesc. Jest mnostwo polskich ziol.

            Zreszta trzeba porownac obecne pokolenie, zywione batonikami nestle do pokolenia
            poprzedniego, ktore jadlo mniej slodyczy. Dzis jest mnostwo dzieci otylych, nie
            pyzatych, ale tak otylych, ze lekarz zaleca odchudznaie. Kiedys bylo tego
            znacznie mniej. W krajach srodziemnomorskich tez maja ten problem, bo jest moda
            na fast-foody.
          • teaforme Re: Oj, Polacy, Polacy 01.07.09, 16:20
            To prawda, ze smaczne, ale prawda tez jest, ze kazdy artykol
            spozywczy o ktorych piszesz tez znajdziesz w amerykanskich sklepach
            i tylko od ciebie zalezy czy kupisz kilogram swiezych kartofli ,
            pachnace buleczki z piekarni czy kartonowy posilek i chleb wate w
            foliowym opakowaniu. Tak w USA i tak w Polsce tu i tam sa szczupli i
            przy kosci. Jezeli mowimy o kuchni raczej mamy na mysli potrawy, a
            nie art. spozywcze, a tutaj nie zawsze nasze to lepsze, choc smaczne.
        • bopin Re: jest czym 30.06.09, 14:10

          > Coraz więcej u nas grubych dzieci i z nadwagą i każdym pokoleniu ten
          > problem będzie narastał.

          A ja się pytam czyj problem, mój, twój czy grubasa?
          Czy cywilizacja się zawali, bo wszyscy będą grubi? możliwe, przyjdą chudsi i nas
          zeżrą. Ale myślę, że szczuplejsi z nas sobie poradzą.
          • rikol Re: jest czym 30.06.09, 14:59
            To jest problem wszystkich, bo coraz trudniej kupic normalne, zdrowe jedzenie. W
            Europie Zachodniej juz jest moda na zywnosc ekologiczna, ale ta zywnosc jest
            duzo drozsza - i nie wynika to wcale z wiekszych kosztow produkcji, po prostu
            supermarkety narzucaja na te zywnosc duzo wyzsza marze. Kto bedzie chcial to
            kupic, to i tak kupi, bo tacy ludzie traktuja jedzenie jak lekarstwo: zdrowie
            nie ma ceny.
            • bopin Re: jest czym 02.07.09, 16:16
              rikol napisała:

              > To jest problem wszystkich, bo coraz trudniej kupic normalne, zdrowe jedzenie.
              >
              Co ty bredzisz? jest coraz więcej grubasów i dlatego trudniej kupić zdrowe
              jedzenie? Czy jak trudniej kupić zdrowe jedzenie, to wszyscy będą grubi? Niby
              jak ja mam być przez to gruby? ja po prostu jem połowę, nie wyżeram wszystkiego
              aż padnę, zawsze jem tyle, żeby jeszcze coś móc zmieścić.
              • klaranyc Re: jest czym 03.07.09, 19:10
                bopin napisał:

                > rikol napisała:
                >
                > > To jest problem wszystkich, bo coraz trudniej kupic normalne,
                zdrowe jedz
                > enie.
                > >
                > Co ty bredzisz? jest coraz więcej grubasów i dlatego trudniej
                kupić zdrowe
                > jedzenie? Czy jak trudniej kupić zdrowe jedzenie, to wszyscy będą
                grubi? Niby
                > jak ja mam być przez to gruby? ja po prostu jem połowę, nie
                wyżeram wszystkiego
                > aż padnę, zawsze jem tyle, żeby jeszcze coś móc zmieścić.

                To jest prosty mechanizm popytu i podaży. Jeśli większość klientów
                kupuje niezdrowe jedzenie, sklepy właśnie takowe zapewniają, bo
                dobrze się sprzedaje. Sklep to nie instytucja charytatywna, jak
                każdy biznes, nastawiony jest na zysk. Jeśli coś się nie sprzedaje
                (np. bo mało ludzi wybiera zdrowe jedzenie), zniknie z półek.
                • twojabogini Re: jest czym 06.07.09, 13:49
                  klaranyc napisała:

                  > bopin napisał:

                  > To jest prosty mechanizm popytu i podaży.

                  Nie jest.

                  >Jeśli większość klientów kupuje niezdrowe jedzenie, sklepy właśnie
                  >takowe zapewniają, bo dobrze się sprzedaje.

                  Podaż, w dużo większym stopniu niż sklepy. kształtują producenci
                  żywności. Dążą do maksymalizacji zysku. Wyprodukować tanio-sprzedać
                  drogo. Przyzwyczaić klienta do marki - niech kupuje nasz chleb,
                  naszą kukurydzę.
                  Popyt na konkretne produkty żywnościowe kształtują postawy
                  konsumentów. Chcą kupić tanio i dobrej jakości.

                  Tu wkracza marketing wykorzystujący nieszczelne przepisy i slaby
                  niewydolny system kontrolujący jakość żywności. Przekonuje się
                  klientów, że coś jest zdrowe - soki owocowe, zupki dla niemowląt,
                  mleko. I kupują. Gdyby zakazać fałszywej reklamy w tym zakresie i
                  edukować społeczeństwo - popyt na to wszystko znacznie by spadł.

                  Sklep to nie instytucja charytatywna, jak każdy biznes, nastawiony
                  jest na zysk. Jeśli coś się nie sprzedaje (np. bo mało ludzi
                  wybiera zdrowe jedzenie), zniknie z półek.

                  Problem polega na tym, ze ludzie myslą, że wybierają zdrowe jedzenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka