olgafur Zrada: podwójne standardy 11.09.09, 12:54 Przeczytałam wszystkie wypowiedzi forumowiczów na temat artykułu pt. "Zdradzone". Z tych wypowiedzi jasno wynika, że wielu mężczyzn (na szczęście nie wszyscy) stosuje podwójne standardy wobec zdrady, tzn., usprawiedliwia swoje skoki w bok swoją "samczą" bądź męską naturą i bagatelizuje wagę, jaką kobiety przykładają do wierności w związku, natomiast zdradę kobiet traktuje jako podłość, grzech ciężki, najgorszy wręcz dopust boży. Tu na wstępnie pragnę wyjaśnić, że dla mnie każda zdrada, obojętnie, kto ją popełni, czy mężczyzna, czy też kobieta, jest właśnie podłością i krzywdą wyrządzoną drugiemu człowiekowi, ponieważ w przypadku zdrady przedkładamy własne żądzę, potrzeby i pragnienia nad dobro drugiego człowieka i nie potrafimy lub nie chcemy sobie wyobrazić czy też przyjąć do wiadomości, że zdradzając drugą osobę (choćby była to jednorazowa przygoda, krótki romans, przespanie się z koleżanką lub kolegą z pracy "po pijaku"), robimy jej krzywdę. Bardzo denerwuje mnie podejście wielu mężczyzn zakładające, że my, kobiety, powinniśmy patrzeć przez palce na te ich "drobne", męskie grzeszki, bo taka jest ich już natura i bo dla nich, powtarzam dla nich, a nie dla nas, przypadkowy seks z inną osobą nie ma żadnego znaczenia. To podejście jest dla nas obraźliwe i denerwujące, gdyż, primo, jest ono egoistyczne, czyli przede wszystkim koncentruje się na własnej wygodzie i własnych przyjemnościach, a zupełnie nie bierze pod uwagę uczuć drugiej osoby; secundo jest nieetyczne, odpowiada moralności Kalego (Jak Kali ukraść komuś krowę, to dotrze, jak Kalemu ktoś ukraść krowę, to źle). Uważam, że ci mężczyźni, którzy prezentują takie poglądy, rzeczywiście bardziej odpowiadają kategorii "samców" niż mężczyzn, gdyż zachowują się jako takowi, ulegając własnym popędom i zachciankom, miast panować nad żądzami, co wg mnie jest wyznacznikiem prawdziwego człowieczeństwa. To samo dotyczy zresztą tych kobiet, które również zdradzają swoich partnerów dla zabawy, przyjemności i rozrywki (tak, jak to czyniła główna bohaterka filmu "Niewierna" z Richardem Ger'em w roli głównej), również one zachowują się jak samice, jak zwierzęta, a nie jak kobiety, jak ludzie. Na koniec powiem, że jestem mężatką od 2 lat, a w związku z mężem od lat 5. Przez ten okres czasu nieobce były mi pokusy zdrady, gdyż jestem tylko człowiekiem, ale myśl o tym, jak bardzo zraniłabym mojego partnera takim postępowaniem oraz o tym, że po tego typu doświadczeniu straciłabym do siebie szacunek, skutecznie odstręcza mnie od ulegania pokusom w tym względzie. Natomiast, nie oceniam broń Boże, kobiet, które zostały zdradzone przez męża, lub mężów zdradzonych przez żony, a którzy mimo wszystko postanowili mu/jej wybaczyć czy też walczyć o związek. To jest indywidualna sprawa każdej osoby, zależy od wielu czynników i uważam, że osądzanie osób zdradzanych jest nie na miejscu, natomiast jak dla mnie, również nie na miejscu jest postawa przyzwalająca na zdradę. Przede wszystkim każda osoba powinna mieć poczucie własnej wartości i szacunek do samego siebie, co wiąże się z przekonaniem, że jestem warta, jako człowiek, osoba, by mój partner/partnerka okazywała mi szacunek (wierność jest jednym z jego wyznaczników, Panowie i Panie), troskę, itp. Warto dużo inwestować w związki, w budowanie bliskości, zdrowych relacji seksualnych i uczuciowych, a wtedy pokusa zdrady na pewno będzie dużo rzadsza. Odpowiedz Link Zgłoś
ambivalent Re: Zrada: podwójne standardy 11.09.09, 15:27 A ja musze powiedziec, ze nadal nie moge sie zdecydowac. Powodem tego jest pewnie fakt, ze wiem, jak bardzo latwo jest sie z kims przespac. I jak bardzo jest to niezwiazane z miloscia, przyjaznia czy tez nawet zwyklym lubieniem kogos. Zdrada dla mnie bylaby zdrada mojego zaufania z powodow czysto praktycznych, tzn zdrowotnych. Zakladajac, ze nie uzywam prezerwatyw w stalym zwiazku, fakt, ze moj facet przespal sie z kims innym oznacza, ze moze mnie czyms zarazic. Ufam partnerowi, ze nie sypia z kims innym i okazuje to w sposob, ktory w przypadku naruszenia tego zaufania moze mnie kosztowac zdrowie (a nawet zycie, w drastycznych przypadkach). Mysle, ze z jego strony jest to zaufanie nawet wieksze, poniewaz on ufa, ze dzieci (jezeli sie pojawia) beda jego. Mysle, ze bylabym w stanie zdecydowac sie na taki semi-otwarty zwiazek, w ktorym, przy zachowaniu pewnych zasad, partnerzy maja wolna reke jezeli chodzi o to z kim sypiaja. Nie mowie tutaj o szukaniu na sile seksu ale o sytuacji, w ktorej wiemy, ze jest to mozliwe, ze nie zniszczy naszego zwiazku, ze bedzie to tylko zaspokojenie chwilowego kaprysu wynikajacego z chwilowej (!) fascynacji kims innym. Odpowiedz Link Zgłoś
martusia_25 Walizki za drzwi 14.09.09, 12:38 Mnie tam wszystko jedno, dlaczego facet mnie nie zdradza, ważne by był wierny. Nie mam ochoty wpuszczać do łóżka gościa, który kilka godzin wcześniej zlazł z innej baby i przynosi mi w prezencie próbki z ekosystemu zasiedlającego jej ciało. Z dwojga złego wolę by był zastraszony, nie mówiąc o tym, że mój małżonek też jasno postawił sprawę odnośnie mojej ewentualnej zdrady i jakoś nie czuję się szczgólnie uciemiężona u stłamszona z powodu braku zezwolenia na pozamłżeński seks. Odpowiedz Link Zgłoś
mocarabia Re: Walizki za drzwi 14.09.09, 16:48 Hm, odkryłam zdradę tuż po tym, gdy mąż zaczął tę swoją "przygodę". Owszem, przez chwilę płakałam, ale szybko wzięłam się w garść, zajęłam dziećmi, pracą, sobą. Jednak - jako rasowy byk - musiałam wyrównać rachunki, w naszym gatunku zemsta jest potrzebą fizjologiczną ;-) Więc najpierw dowiedziałam się dokładnie (tak, zapłaciłam sporą kasę za tę wiedzę), któż to - do spółki z moim mężem - rozwala moje komfortowe życie i spokój mój i dzieci, potem tę panienkę poznałam, potem się zakumplowałyśmy, a potem ją uwiodłam ;-)) Nie, nie miałyśmy finału w łóżku, ale ona była tak mną zafascynowana, że nagle przestała mieć czas dla mojego męża, natomiast coraz bardziej poświęcała go mnie. Trwało to kilka tygodni, wiem, że w tym czasie dochodziło między nią a moim mężem do spektakularnych awantur na tym tle. Powiecie: to chore! Ale zobaczyć jego minę w kilku ówczesnych sytuacjach było bezcenne ;-) A potem, po czterech miesiącach, on wrócił do mnie i dzieci (podczas romansu mieszkał u swojej matki), z hasłem "zrozumiałem, że kocham tylko was..." (hahahaha, bardzo mnie to bawiło, ale - byki mają wielkie poczucie humoru). Na jego powrót zgodziłam się li tylko dlatego, iż dzieci (jedno nastoletnie, drugie we wczesnej podstawówce) były strasznie do ojca przywiązane. I co dalej? Mężowska przygoda zakończyła etap "męskości" w jego życiu. Do dziś czuje się zniszczony, sponiewierany i upokorzony jako facet. Czasem patrzę na niego z litością, bo dzisiaj, ja żyję na zupełnie innej planecie, szczęśliwa w związku z pewnym panem, choć formalnie nadal z mężem, pod wspólnym dachem. I mam wszystko, a mąż - Sami widzicie. Pozdrawiam serdecznie wszystkie zdradzone Kobitki. Zapewniam Was: życie i czas zawsze wyrównują rachunki ;) p.s. A na tamtej panience odegrałam się dwa lata później, gdy już wszyscy zapomnieli, że kiedyś w życiu wyrządziła komuś jakąś krzywdę. Bolało ją długo, myślę, że boli do dziś, mimo upływu sześciu lat. Ale to już całkiem inna opowieść ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
2-pswiecki Czy jeśli jest miłość to jest zdrada? 19.09.09, 09:21 Sądzę, że seks zaczyna się i kończy w głowie: wygasa więź duchowa z powodu błędów popełnianych w związku - dochodzi do "zdrady". Jestem mężczyzną i ani mi w głowie zdrada jeśl kocham kobietę, a ona to odwzajemnia. Dlaczego miałbym zdierać gdzieś buty jeśli pantofle domowe są OK? Odpowiedz Link Zgłoś
marcelina.m Zgadzam się w zupełności z autorką artykułu! 21.09.09, 12:41 Witam Wszystkich! Szczególnie Panią Alicję Długołęcką. Bardzo podobał mi się Pani artykuł. Tak się akurat w moim życiu poukładało, a nie inaczej, że sama, na własnej skórze doświadczyłam zdrady i wszystkiego, o czym Pani pisze. I jestem kobietą niezmiernie wdzięczną życiu za takie doświadczenie, bo to właśnie ono pozwoliło mi przejrzeć na oczy i nauczyć się kochać. Ale kochać tak naprawdę. Dawniej, zanim to wszystko się jeszcze wydarzyło, tylko wydawało mi się, że potrafię kochać, ale życie jakże pięknie zweryfikowało moje "wydawało mi się". Okazało się bowiem, że jednak wcale tego nie umiem. Gdy pojawiły się problemy, okazało się, że jednak nasze relacje partnerskie zaczęły mocno "kuleć". Przestaliśmy sobie radzić, a zaczęliśmy się po prostu od siebie oddalać. Trochę więcej napisałam o tym tu: marcelina.blox.pl/2008/02/Zdazyc-przed-zyciem.html To doświadczenie nauczyło mnie dystansu, pokory, nauczyło mnie traktować mojego męża jak partnera życiowego, a nie jak osobistego niewolnika. Nauczyło mnie widzieć w moim mężu CZŁOWIEKA, a nie zabawkę. Chciałam Pani powiedzieć, że jestem jak gdyby namacalnym przykładem tego, o czym Pani pisze. Przykładem tej niezwykłej transformacji świadomości uczuć, jaka może mieć miejsce, gdy zdradę potraktuje się jako wyzwanie, jako bodziec do naprawy związku w którym już wcześniej coś po cichu się psuło, a nie jak największą tragedię życiową. Mściwość i zemsta wzmacniają tylko uczucie smutku, rozczarowania i goryczy. Rozdrapywanie ran nie pomaga na zdradę z całą pewnością. Z pierwszego bólu po zdradzie otrząsnęłam się w miarę szybko, schowałam swoje obrażone ego do kieszeni, a potem (ponieważ zawsze uważałam mojego męża za wspaniałego, bardzo wartościowego człowieka) zaczęłam się wnikliwie zastanawiać, co tak naprawdę się stało? Co doprowadziło nas do tego stanu rozpadu, a jakim się znaleźliśmy? Jak to mówią - "po nitce do kłębka". Znaleźliśmy powody, dla których nasze relacje "zachorowały" i rozpoczęliśmy proces leczenia. I udało się! Nigdy nie żałowałam, że w tej pierwszej chwili wzburzenia (gdy się dowiedziałam, co się stało) nie wystawiłam mu wtedy walizek za drzwi. To był po prostu człowiek, któremu warto było dać drugą szansę. Ta szansa obojgu nam się należała, bo przecież oboje ponosiliśmy winę za to, że to się stało. Nieprawdopodobne, jak bardzo może rozwinąć się i ewoluować psychika człowieka pod wpływem takich doświadczeń. I jak w efekcie takie trudne, bolesne doświadczenia związane ze zdradą, mogą uleczyć, naprawić związek, a więc stać się czymś bardzo pozytywnym. Wszystkie moje życiowe (i związkowe) doświadczenia (a jestem w stałym związku z jednym mężczyzną już prawie osiemnaście lat) dokładnie potwierdzają to, o czym Pani pisze. Zdrada nie tylko nie zaszkodziła naszemu małżeństwu, ale paradoksalnie bardzo nam pomogła nasze wzajemne relacje odbudować i uzdrowić. Jest nam teraz pięknie! Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Problem małżeńskiej zazdrości zniknął zupełnie (obustronnie), pojawiła się wolność i takie zupełnie spontaniczne zaangażowanie. Chęć dawania siebie tak po prostu, bez chorych oczekiwań. Tak, potwierdzam raz jeszcze Pani słowa - ten niezwykły rodzaj związkowego porozumienia oparty na wyborze wynikającym z wnętrza człowieka, a nie z zewnętrznych zakazów, nakazów i lęku, jest jak najbardziej możliwy. Nam udało się go wypracować i osiągnąć, a więc to nie jest utopia. To można w związku wypracować i nam się to udało. I każdej osobie na świecie życzę, by mogła tego doświadczyć, bo ten niezwykły rodzaj wzajemnego porozumienia i przyjaźni jest chyba jedną z najpiękniejszych rzeczy (a może stanów ducha?), jaka może się dwojgu kochających się ludzi przytrafić. Dziękuję i bardzo serdecznie pozdrawiam Panią i wszystkich Czytelników! Marcelina M. Odpowiedz Link Zgłoś
adam545 Walizki za drzwi 21.09.09, 15:59 wiem że to forum dla kobiet ale żyjac z zona pod jednym dachem 30 lat i 20 lat sie prosic o troche przyjemnosci i czulosci to nie do zniesienia ,psychika może paść,lecz temu zaradzilem po dlugich wachaniach ,zaczalem chodzic na boki ,i w takiej sytuacji żona zadowolona choc nic nie wie i ja bo stres minal i samopoczucie ok,Moze to wbrew regulom chrzescijanstwa lecz ważne jest zdrowie i zadowolenie z życia a ono szybko przemija Adam Odpowiedz Link Zgłoś
kaja206 Re: Walizki za drzwi 31.10.09, 19:02 Wkroczyłeś Adamie na grząską ścieżkę. Wkrótce to bagno Cię wciągnie i zobaczysz, że nie warto było. No ale nikt cię o tym nie przekona, dopóki sam tego nie doświadczysz.Twój problem polega na tym, że za dużo chcesz brać, a za mało dawać od siebie.Jesteś skupiony na własnych przyjemnościach, a mało obchodzą cię inni. To się nazywa egotyzm i jest to nieuleczalne. Odpowiedz Link Zgłoś
adrianka01 Walizki za drzwi 06.05.10, 14:10 Cierpienie jest wpisane w nasze życie,tak już jest,wydaje się nam,że tak ma być,że to przejdzie,przeminie,faktycznie jakie to będzie miało znaczenie za ileś lat. . www.nexto.pl/e-prasa/sens_-_poradnik_psychologiczny_-_e-wydanie_p2435.xml Odpowiedz Link Zgłoś