laband
03.09.04, 23:24
III wojna czeczeńska - refleksja Adama Michnika
ZOBACZ TAKŻE
• Szturm na szkołę: ponad 200 zabitych, 704 rannych (03-09-04, 11:33)
Adam Michnik 03-09-2004, ostatnia aktualizacja 03-09-2004 19:49
Gdy na Kaukazie trwa dramat zakładników, Moskwa żyje normalnym życiem
Gdy na Kaukazie trwa dramat zakładników, Moskwa żyje normalnym życiem. W
centrum przy stacji metra, gdzie doszło przed kilkoma dniami do zamachu
terrorystycznego, leżą świeże kwiaty. Tych kwiatów jest dużo. Jednak obok
toczy się normalne życie. Sklepy i restauracje pełne są ludzi. Nie czuje się
napięcia, histerii czy choćby strachu. Ludzie słuchają kolejnych doniesień z
Osetii o szkole zajętej przez terrorystów, którzy małe dzieci wzięli za
zakładników. Moskwianie słuchają tego z jakimś smutnym zobojętnieniem; jakby
oswoili świadomość, że żyją wśród terroru. Terroryzm czeczeński jakby
spowszedniał.
Podobne wrażenie miałem niedawno, spacerując ulicami Jerozolimy i Tel-Awiwu.
To wrażenie ustępuje w trakcie osobistych rozmów, tutaj słychać ton
narastającej irytacji, frustracji, żądzy odwetu. Od moich rosyjskich
przyjaciół, uczonych, dziennikarzy, prawników czy artystów usłyszałem wywody
porażające swoją logiką. Usłyszałem, że "to cud, iż w Moskwie nie ma pogromów
antyczeczeńskich"; że trzeba wszystkich Czeczenów z całej Rosji wysiedlić do
Czeczenii; że trzeba rodziny terrorystów uwięzić i traktować jako
zakładników; że wybory w Czeczenii były całkowicie demokratyczne, a te
zamachy to odwet za klęskę wyborczą; że trzeba czeczeńskich partyzantów
zabijać jednego po drugim; że "głupi Zachód" nie rozumie Rosji, a chce ją
pouczać, czego Rosjanie mają już szczerze dosyć; wreszcie - że Stalin miał
rację, "rozwiązując problem czeczeński w ciągu jednej nocy", bowiem "z nimi
tylko tak można rozmawiać".
Za tymi słowami kryła się ogromna emocja, ale także przejmujące poczucie
bezsilności. W ten sposób mówiła zdecydowana większość moich moskiewskich
rozmówców.
Jest wszakże i mniejszość, która rozumuje inaczej. Ci powiadają, że te
zamachy, począwszy od zabójstwa Kadyrowa, to dowód klęski czeczeńskiej
polityki Putina. Ma to być dowód na to, że metodą bombardowań i egzekucji nie
da się rozwiązać konfliktu. Ci z mniejszości powiadają, że trzeba zrewidować
strategię, sięgnąć po środki polityczne, szukać dialogu z Asłanem
Maschadowem, choć zastrzegają, że może być na ten dialog zbyt późno, że
konflikt przekroczył już granice Czeczenii i może wstrząsnąć całym islamskim
Kaukazem: Osetią i Inguszetią, Dagestanem... Powiadają też, że trzeba szukać
wzorów w brytyjskiej polityce wobec IRA. Inaczej każdy wybór będzie zły:
ustępować terrorystom nie można, a patrzeć spokojnie na porywanie kolejnych
zakładników nie sposób. W ten sposób polityka rosyjska znalazła się w
tragicznej pułapce.
Tak myśli znikoma mniejszość moich rozmówców. Czy ta mniejszość może stać się
większością?
Wczoraj po południu akcja odbicia szkoły nie wywołała w Moskwie zbiorowego
entuzjazmu. Życie toczy się normalnie. I tylko moskiewskie Kasandry
powtarzają, że zaczęła się III wojna czeczeńska.