Dodaj do ulubionych

Mity, kompleksy, schematy

29.09.04, 22:01
Kto i z kim naprawdę walczył pod Grunwaldem?

Rozmowa z prof. MARKIEM ZYBURĄ, germanistą, historykiem polsko-niemieckich
stosunków kulturowych
- W świetnej serii Wydawnictwa Dolnośląskiego "A to Polska właśnie" ukazała
się pańska książka pt. "Niemcy w Polsce". Obala ona dziesiątki fałszywych
mitów, stereotypów i półprawd, pokazując w perspektywie minionego tysiąclecia
zupełnie inny obraz stosunków polsko-niemieckich od tych, które tak mocno
utrwaliły się w naszych głowach i sercach. Nadszedł czas na normalność?
- Tak, polsko-niemieckie stosunki normalnieją, choć nadal są obciążone
rozmaitymi kompleksami, urazami i uprzedzeniami. Teraz polska i niemiecka
polityka wchodzą w okres działań pragmatycznych, więc tym bardziej należy
odwoływać się do faktów historycznych, a nie do mitów. Trzeba ostatecznie
zerwać z 50-letnią tradycją antyniemieckiej propagandy. Powieści Karola
Bunscha, pojawiające się na każdym kroku widma Krzyżaków, Hitlera, Goebbelsa
czy Adenauera skutecznie wyparły z polskiej świadomości historycznej fakt
zasadniczy: że nasze narody przez długie stulecia zgodnie ze sobą współżyły i
współpracowały. Do czasów II wojny światowej znany jest tylko jeden przypadek
buntu zamieszkujących Polskę Niemców, którzy na początku XIV wieku wystąpili
przeciwko władzy zwierzchniej. Mam na myśli bunt krakowskiego wójta Alberta i
tamtejszego biskupa, zniemczonego Ślązaka Jana Muskaty, przeciwko
pretendującemu do korony polskiej Łokietkowi. Okazuje się jednak, że nawet tej
rebelii nie da się wytłumaczyć względami narodowymi. Chodziło o kwestie
ekonomiczne. Niemieckie mieszczaństwo Krakowa uznało wówczas, że o jego
interesy ekonomiczne lepiej zadba czeski pretendent do tronu Wacław II.
- Łokietek pogodzić się z tym nie chciał, więc wyrżnął pół miasta.
- Lecz i on nie kierował się względami narodowymi. Najlepszym dowodem na to,
że ów słynny w naszych dziejach konflikt nie miał podłoża etnicznego, jest
fakt, iż w tym samym czasie niemieckie mieszczaństwo nieodległego przecież
Nowego Sącza Łokietka zdecydowanie poparło, za co zresztą polski władca
sowicie je potem wynagrodził. Łokietek był zręcznym politykiem i wykorzystywał
rodzące się napięcia polsko-niemieckie, które pojawiły się wówczas przede
wszystkim w Kościele na linii Gniezno-Rzym. Jednak nie przeszkadzało mu to w
ściąganiu niemieckich osadników, którymi kolonizował cały kraj.
- Kiedy chodziłem do szkoły, nie powiedziano mi, że wójt Albert był Niemcem i
że na krakowskim rynku mówiono wówczas po niemiecku, a nie po polsku. Wielu z
nas musi więc szokować informacja, że w kościele Mariackim polszczyzna
zastąpiła niemczyznę dopiero w połowie XVI wieku.
- Bo też Kraków był w owych czasach miastem niemieckim. Potwierdzają to nie
tylko źródła niemieckie, ale również polskie. O Krakowie, jako mieście
niemieckim, mówił jeszcze w roku 1473 Jan z Ludziska, ówczesny rektor
Wszechnicy Krakowskiej. Tylko że wtedy nikomu to nie przeszkadzało, bo
krakowianie byli poddanymi króla polskiego! I to się liczyło, to był ich
najważniejszy znak tożsamości.
- W tym czasie Śląsk też już nie był polski, i to w sensie dosadniejszym,
ważniejszym, bo politycznym.
- Kazimierz Wielki zrzekł się Śląska "po wsze czasy", choć była to, pospołu z
Wielkopolską, kolebka państwowości i kultury polskiej. Cóż, z wielu powodów
polityka, energia i ekspansja Rzeczpospolitej zwróciła się na wschód. W
śląskich miastach i na dworach mówiono wówczas głównie po niemiecku. To był
język literacki tej epoki. Dominował nie tylko na dworach śląskich, ale także
na czeskich czy węgierskich. To zaś, że ludność wiejska mówiła po polsku (lub
po czesku, bo wtedy różnice między oboma językami były jeszcze bardzo płynne),
to zupełnie inna i też oczywista sprawa. Trzeba jednak wiedzieć, że na Śląsku
powstawały, niezależnie od starych słowiańskich osad, także osady czysto
niemieckie. Tego też nie można kwestionować.
- Zróbmy jeden krok dalej i wejdźmy na pola Grunwaldu. Ta bitwa i ta data -
rok 1410 - uległy bodaj najsilniejszej ideologizacji w dziejach stosunków
polsko-niemieckich. Ideologizacji albo - mówiąc inaczej - zakłamaniu. Obie
strony długo i skutecznie na to pracowały. A jakie są fakty?
- Podczas bitwy grunwaldzkiej w kilkunastotysięcznym kontyngencie zakonnym
było zaledwie ok. 500 Krzyżaków. Większość wojsk stanowiło pospolite ruszenie
ludności Prus i Pomorza, w tym wielu Polaków.
- Polaków?
- Tak, Polaków. Wielu z nich zasiliło Chorągiew Chełmską. Zresztą wcześniej
także wielu Polaków uczestniczyło w wyprawach krzyżackich na Litwę, tzw.
rejzach. Pod Grunwaldem resztę stanowiło "kolorowe towarzystwo" z Europy
Zachodniej, które przybyło tu na "gościnne występy". Z kolei po stronie
polskiej walczyło wielu Niemców z Małopolski. Znamy imiona niektórych z nich,
na przykład Zyndrama z Maszkowic czy chorążego krakowskiego Marcina z
Wrocimowic. Zachowały się dokumenty nobilitacji szlacheckich i nadań
ziemskich, którymi król Jagiełło nagrodził potem bitewne męstwo Niemców
walczących w jego szeregach. Cóż, te fakty nie weszły w krwiobieg naszej
polskiej narodowej legendy, ustępując miejsca negatywnemu mitowi krzyżackiemu.
Naszą świadomością historyczną zawładnęli Sienkiewicz i Matejko...
- ...i to do tego stopnia, że niektórym zupełnie pomieszali w głowach. Czy
słyszał pan, że u progu XXI wieku znalazła się grupa, jak sądzę, prawdziwych
Polaków, która chce na polach Grunwaldu wystawić gigantyczne betonowe pomniki
rycerzy? Miałyby one być widoczne z odległości kilkunastu kilometrów.
- Słyszałem i zdrowia życzę.
- Przyzna pan, że kiedy widzi się takie zaćmienie umysłów, to można stracić
wiarę w to, że Polacy kiedykolwiek wyleczą się z narodowych kompleksów?
- Cóż począć...? Nie będziemy się przecież upierali, że Mikołaj Kopernik był
Polakiem, skoro był akurat Niemcem. Dodajmy - Niemcem absolutnie lojalnym
wobec króla polskiego, którego Kopernik był i czuł się poddanym, więc gdy
trzeba było walczyć przeciwko Krzyżakom i bronić interesów Korony Polskiej,
Kopernik nawet się nie zawahał.
- Ach, już czuję, jakie gromy się na pana, a i na mnie posypią za to, że
grzebiemy polskie świętości.
- Nie świętości, tylko fałszywe legendy. Jeszcze wyrazistszym w tym kontekście
przykładem jest Veit Stoss, z polska zwany Witem Stwoszem.
- Pamiętam szkolne czytanki o genialnym polskim rzeźbiarzu rodem z Krakowa...
- No właśnie. Jeszcze na przełomie XIX i XX stulecia w Krakowie wychodziły
serie pocztówek tę tezę podtrzymujących. Znalazł się nawet pewien historyk
sztuki, który w roku 1913 wydał książkę o polskości Wita Stwosza. Skąd się to
wzięło? Wit Stwosz rzeczywiście przez kilkadziesiąt lat mieszkał w Krakowie,
cieszył się jego prawami miejskimi, no i miał tu swój dom. Na stare lata
wrócił jednak do rodzinnej Norymbergi, gdzie mieszkało co najmniej kilku
innych Stossów. "Naszemu" Stwoszowi przydano więc przydomek "Polak", by go
odróżnić od innych, bo przecież tak długo w Polsce mieszkał. To wielu naszym
historykom wystarczyło, by go uznać za etnicznego Polaka, skoro - jak
argumentowano - "sami Niemcy tak go nazywali". Mniej znaną sprawą jest, że
również do Krakowa powrócił i tu, po prawie 20 latach pracy w charakterze
mistrza cechowego, zmarł syn Veita Stossa, Stencel. Ale i ten fakt nie może
być dowodem na polskość Wita Stwosza.
- Wniosek nasuwa się jeden: nie wolno nam, współczesnym, narodowych schematów
i pojęć stosować w odniesieniu do odległych epok.
- Nie wolno, bo pojęcie narodu, tak jak my je dzisiaj rozumiemy, narodziło się
dopiero w wieku XIX. Wtedy też rozbudziły się nacjonalizmy. Niech więc nas nie
dziwi, że w czasach, o których mówimy, niemieccy Bonerowie (a był to wspaniały
ród, bardzo dla Krakowa zasłużony) finansowali polskie wojny Zygmunta Starego
z niemieckim zakonem krzyżackim.
- I nie można chyba takiej postawy, jak choćby właśnie owych Bonerów,
traktować w kategoriach "zdrady narodowej".
- Nie, bo ci ludzie byli i czuli się obywatelami Rzeczypospolite
Obserwuj wątek
    • lech_niedzielski Re: Mity, kompleksy, schematy 29.09.04, 22:03
      c.d.

      - Nie, bo ci ludzie byli i czuli się obywatelami Rzeczypospolitej. Inna rzecz,
      że koloniści niemieccy w epoce jagiellońskiej bardzo szybko się polonizowali.
      Kultura i obyczaj polski były atrakcyjne. No bo też ówczesne państwo polskie
      było atrakcyjne.
      - Od czasów Piastów i Jagiellonów niemiecki żywioł był obecny niemal we
      wszystkich zakątkach Rzeczpospolitej, nie wyłączając Kresów Wschodnich z Wilnem
      i Lwowem na czele. Kolejne fale kolonistów, później także kapitalistów i
      przemysłowców, przybywały też na ziemie zaboru rosyjskiego (nie wspominając o
      zaborze austriackim), silnie wpływając na rozwój gospodarki. I w większości
      przypadków tym migracjom nie towarzyszyły krew i cierpienia Polaków. Dlaczego o
      tym nie chcemy pamiętać?
      - Bo jesteśmy dziedzicami II wojny światowej i nosimy w sobie ból, który zadał
      nam niemiecki nazizm. Statystyczny Polak został wychowany na "Czterech
      pancernych", "Stawce większej niż życie" czy powieściach Bunscha. Kiedy
      przyłączy do tego obrazu rozbiory Polski, Hakatę i Bismarcka, otrzymuje
      demoniczny obraz Niemca, który przez ostatnie tysiąc lat nie myślał o niczym
      innym, jak tylko o gnębieniu Polaków. Wprawdzie w polskiej kulturze powojennej
      były próby przeciwstawienia się takiemu stereotypowi (by przypomnieć tylko
      "Najeźdźców" Dobraczyńskiego, "Medaliony" Nałkowskiej czy "Niemców"
      Kruczkowskiego), jednak nie one zawładnęły zbiorową wyobraźnią Polaków.
      Rozmawiał: KRZYSZTOF KARWAT
      Nie będziemy się przecież upierali, że Mikołaj Kopernik był Polakiem, skoro był
      akurat Niemcem. Dodajmy - Niemcem absolutnie lojalnym wobec króla polskiego
      Marek Zybura - historyk literatury i kultury niemieckiej, edytor, tłumacz. Przez
      wiele lat związany z Uniwersytetem Wrocławskim, gdzie studiował, doktoryzował
      się i habilitował. Obecnie profesor Uniwersytetu Opolskiego, wykładał również w
      Lipsku i Düsseldorfie. Część swoich prac naukowych i książek kieruje do
      polskiego, część - do niemieckiego czytelnika. Opublikował m.in.: "August
      Scholtis" (Paderborn, 1997), "Pomniki niemieckiej przeszłości" (Warszawa, 1999)
      oraz "Niemcy w Polsce" (Wrocław, 2001). Laureat Oskar Seidlin-Preis (Niemcy,
      1990). Członek niemiecko-polskiego forum dyskusyjnego "Grupa Kopernika".

      Matejkowska wizja bitwy pod Grunwaldem do dziś ciąży na świadomości Polaków.
      Tymczasem w rzeczywistości 15 lipca 1410 r. w kilkunastotysięcznym kontyngencie
      zakonnym było zaledwie około 500 Krzyżaków - większość wojska stanowiło
      pospolite ruszenie Prus i Pomorza, w tym wielu Polaków.
    • grba Odkrywca gwiazdy Słońce 30.09.04, 18:52
      Czekam na zawodnika, który obali teorię, że Kopernik była kobietą...
      • meg_s Re: Odkrywca gwiazdy Słońce 30.09.04, 19:38
        nie zapominaj o Skłodowskiej ;))
        • piotlik Mity, kompleksy, schematy 30.09.04, 20:38
          Kompleks = zespół działających symbiotycznie wielu memów, obejmuje szeroki
          zakres zagadnień, porządkuje obraz świata, np. tradycje, styl, ruch społeczny,
          religijny. Silnie oddziałuje, wolniejsza ewolucja. Kompleksy memetyczne składają
          się na memotyp osoby, społeczeństw na socjotyp. Reakcje alergiczne memów -
          potrzebą walki politycznej itp. Memy egzotoksyczne: zwalczają wszystkie inne
          (rasizm, nazizm, fundamentalizm, nacjonalizm).
          Memobot - nosiciel całkowicie oddany rozprzestrzenianiu kontrolującego go memu.
          Memoid - nosiciel, który zatracił instynkt samozachowaczy (kamikaze, terroryści,
          męczennicy). Modele matematyczne rozwoju procesów kulturowych w latach 80.
          Ogólny wniosek: zmiany memów zachodzą w krótkim czasie w porównaniu z okresem
          ich trwania i są trudne do zaobserwowania.
          • laband Re: Mity, kompleksy, schematy 30.09.04, 22:24
            widzious Piotlik - tys im tak to padou ize tera je cicho, he,he!
            • grba Re: Mity, kompleksy, schematy 01.10.04, 07:16
              laband napisał:

              > widzious Piotlik - tys im tak to padou ize tera je cicho, he,he!


              nic nie zrozumiałeś
              • lech_niedzielski POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 07:49
                INNA WERSJA TEGO TEKSTU ZOSTAŁA PRZEDSTAWIONA W LUTYM l996 JAKO "WYKŁAD IM.
                MILEWSKIECO"

                Wszyscy potrzebujemy mitów. I jednostki, i narody. Mity to uproszczone
                przekonania, które nie muszą być oparte na faktach, ale zapewniają nam poczucie
                przynależności: dają nam świadomość początków, poczucie tożsamości i celu. Choć
                są ewidentnie subiektywne, to często mają większą siłę sprawczą niż obiektywna
                prawda - prawda bowiem bywa bolesna.

                Niektóre narody mają większą potrzebę mitów. Narody imperialne wymyślają mity po
                to, by uzasadnić panowanie nad innymi narodami. Narody podbite wymyślają mity po
                to, aby usprawiedliwić swoje klęski i wykrzesać siłę potrzebną do przetrwania.
                Polska należała zapewne do tej drugiej kategorii, gdyż polityczne przeciwności,
                których konsekwencje dotknęły wiele pokoleń, wytworzyły nader mitogenną
                atmosferę intelektualną. Polska kultura, a w szczególności literatura, sztuki
                piękne i historiografia, zawiera mnóstwo przykładów prymatu narodowej wyobraźni
                nad realizmem.

                Żartobliwym potwierdzeniem takiego punktu widzenia może być fakt, iż polski
                odpowiednik słowa myth - "mit" - jest wymawiany jak angielskie słowo meat, czyli
                "mięso". W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy brakowało
                żywności, Polacy stali godzinami w kolejkach, żeby kupić podstawowe produkty, i
                zabijali czas, opowiadając dowcipy. Jeden z przytaczanych wówczas żartów
                zawierał pytanie: "Jakie słowo ma taką samą wymowę i znaczenie po polsku i po
                angielsku?" Odpowiedź brzmiała oczywiście: "mit".

                Mówiąc poważnie, należy pamiętać, że w czasach współczesnych Polacy musieli
                stawić czoło mitologiom silniejszych narodów, które często przedstawiały Polskę
                w czarnych barwach. Na przykład w mitologii rosyjskiej Polak jest na ogół
                obsadzany w roli wiecznego wroga z Zachodu, zdrajcy Słowiańszczyzny, religijnego
                przeciwnika Kościoła prawosławnego, głównego sprzymierzeńca knujących
                obcokrajowców, który nieustannie gotuje się do najazdu na Rosję i do podeptania
                jej tradycyjnych wartości. Rosjanie uwielbiają wspominać ten krótki okres między
                1605 a 1612 rokiem, kiedy wojsko polskie dwukrotnie zajmowało Kreml. Pamięć
                oczywiście zawodzi ich w znacznie liczniejszych przypadkach, kiedy to armie
                rosyjskie najeżdżały Polskę. Tak się bowiem złożyło, że rosyjska tożsamość
                narodowa krystalizowała się w połowie XIX wieku - właśnie wtedy, gdy imperium
                carskim wstrząsnęły dwa wielkie polskie powstania: listopadowe (1830-1831) i
                styczniowe (1863-1864). W związku z tym przeciwstawienie szlachetnej Rosji i
                niewdzięcznej Polski przyjęło się na trwałe. Wystarczy obejrzeć którąś z
                ówczesnych wspaniałych rosyjskich oper, takich jak Iwan Susanin Glinki czy Borys
                Godunow Musorgskiego, żeby przekonać się, jak głęboko tkwi w Rosjanach ten
                negatywny stereotyp Polski. Nieprzypadkowo Dostojewski często nadawał polskie
                nazwiska ciemnym typom w swoich powieściach (niezależnie od tego, że jego własne
                było pochodzenia polskiego).

                Również w mitologii syjonistycznej Polsce przypadła rola negatywna. Mit
                syjonistów stał się powszechnie znany w wyniku bezprecedensowej tragedii
                Holocaustu i dzięki zdecydowanemu poparciu Ameryki dla państwa Izrael.
                Zasadniczo głosi on, iż na skutek braku własnego państwa naród żydowski w
                przedwojennej Europie nie był w stanie oprzeć się prześladowaniom, więc
                stworzenie odrębnego państwa żydowskiego w Palestynie stanowi jedyne sensowne
                rozwiązanie. Ponieważ Polska była tym krajem europejskim, w którym osiedliło się
                najwięcej Żydów i gdzie hitlerowcy postanowili dokonać zbrodni Holocaustu,
                ważnym elementem programu syjonistycznego stał się, niestety, jednoznacznie
                wrogi wizerunek Polski.

                Niemcy traktowali swoich wschodnich sąsiadów podobnie, jak Anglicy traktowali
                niegdyś Irlandczyków. Tak jak Irlandia okazała się w XIX wieku jedyną otwarcie
                niezadowoloną prowincją Zjednoczonego Królestwa, tak samo Polacy wyróżniali się
                jako największa i najbardziej kłopotliwa mniejszość cesarstwa niemieckiego. Co
                więcej, Polska stanowiła najbardziej dostępne źródło taniej siły roboczej dla
                przemysłu niemieckiego, więc miliony biednych imigrantów ruszyły na zachód do
                szybko rozrastających się miast. W rezultacie powszechna sympatia dla Polski -
                wyrażana poprzez Polenlieder w latach trzydziestych XIX wieku - ulotniła się;
                przynajmniej przez stulecie nacjonalizm niemiecki i polski były nie do
                pogodzenia. Według nieprzyjaznych stereotypów niemieckich, "Polak" kojarzył się
                z beznadziejnym romantykiem, nieudolnym robotnikiem, niepożądanym włóczęgą i
                wrogim konspiratorem. Wyrażenie Polnische Wirtschaft weszło do języka na
                określenie "kompletnego bałaganu". Tak zwane dowcipy o Polakach, w których
                przedstawiciele tej nacji występowali nieodmiennie w roli tępaków i prymitywów,
                były odpowiednikiem "dowcipów o Irlandczykach" serwowanych w Anglii. Długa
                tradycja pogardy dla wszystkiego, co polskie, dostarczyła gotowych składników
                późniejszej hitlerowskiej polityce niemieckiej supremacji rasowej, w której
                Polakom oficjalnie przyznano rangę Untermenschen, czyli "podludzi".

                Oczywiście, nie da się przedstawić wszystkich zasobów polskiej mitologii
                narodowej w tak krótkim tekście. Niemniej jednak można je zilustrować
                przykładami zaczerpniętymi z różnych okresów historycznych. W dalszym ciągu
                przyjrzymy się bliżej siedmiu takim mitom.
                • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 07:51
                  1587

                  W roku 1587 kalwiński szlachcic Stanisław Sarnicki wydał w Krakowie pamiętne
                  Annales sive de origine et rebus gestis Polonorum et Lithuanorum. Owe dzieje
                  "pochodzenia oraz dokonań Polaków i Litwinów" nie były bynajmniej dziełem
                  prekursorskim. Wśród ówczesnych historyków Sarnicki miał kilku wybitnych
                  konkurentów, między innymi biskupa Warmii Marcina Kromera (1512-1589), którego
                  słynna kronika De origine et rebus gestis Polonorum została wydrukowana ponad
                  trzydzieści lat wcześniej. Sarnicki jest pamiętany tylko dlatego, że wzbogacił
                  starą historię o nowy szczegół.

                  Od czasów kanonika Jana Długosza, nadwornego historyka Jagiellonów, który pisał
                  w poprzednim stuleciu, większość polskich autorów głosiła teorię, iż naród
                  polski pochodzi od starożytnych Sarmatów - indoirańskiego ludu wędrownego, który
                  osiedlił się na równinach Europy Wschodniej w okresie przedchrześcijańskim.
                  Klasyczny podział stepów Eurazji na dwie części - Sarmatia europea i Sarmatia
                  asiatica - z granicą przebiegającą wzdłuż rzeki Tanais, czyli Donu, był w
                  renesansowej Europie nadal przyjmowany. Wkład Sarnickiego polegał na wysunięciu
                  tezy, że Sarmaci nie byli przodkami wszystkich Polaków, lecz jedynie polskiej
                  szlachty. Niebawem określenia nobilis - Polonus - Sarmata stały się synonimami,
                  w związku z czym przedstawicieli innych stanów - mieszczan, Żydów i chłopów -
                  nie uważano nawet za Polaków. "Naród polski" miał się składać wyłącznie ze szlachty.

                  Ten przejaw szlacheckiej pychy można porównać do sławetnej idei limpieza de
                  sangre - przeświadczenia o czystości szlachetnej krwi, które w tym samym okresie
                  było rozpowszechnione w Hiszpanii. Polski szlachcic był wychowywany w
                  przekonaniu, iż jest biologicznie odmienny od reszty populacji, a jego
                  przywileje są uzależnione od "obrony krwi". "Zmieszanie krwi" z ludźmi niższego
                  stanu traktowano jako mezalians. Walerian Nekanda Trepka, autor Liber Chamorum
                  (1620), spędził znaczną część żywota na tropieniu tysięcy rodzin podłego
                  pochodzenia, które wśliznęły się podstępnie w szeregi szlachty i na potęgę psuły
                  rasę. Trepka i jemu podobni nie byli w stanie wyobrazić sobie bez wstrętu
                  małżeństwa bądź związku szlachcica i nieszlachcica: "balsam, gdyby do smoły
                  włożono, już nie balsam, ale smoła będzie (...) i kąkol, choć w rolę dobrą
                  wsiany, pszenicą nie stanie się. Sieła ślachcianek ubogich do miasteczek za mąż
                  idzie, a gdy za chłopa, pewnie nieślachtę rodzić będzie, bo co za czystość od
                  nieczystego, a ze smutku co za wonie wyniść może. To mędrzec prorok: ani od sowy
                  sokół się nie urodzi" *1.

                  Polski "mit sarmacki" ma wiele odpowiedników w innych krajach europejskich.
                  Łączy go wiele na przykład z "teorią normańską" w Rosji, według której
                  założyciele Rusi Kijowskiej i ich potomkowie wśród współczesnej arystokracji
                  rosyjskiej nie pochodzą od Słowian, lecz od wikingów. Co więcej, obydwa mity
                  ewoluowały. W wieku XVII - w okresie najbliższych kontaktów Polski z imperium
                  osmańskim - mit sarmacki sprzyjał przyjęciu przez szlachtę orientalnego ubioru i
                  uzbrojenia. W wieku XVIII stanowił fundament konserwatywnej filozofii
                  "sarmatyzmu", która utwierdzała szlachtę w błogim przekonaniu, że wszystko w
                  Polsce, w tym również jej "złota wolność", jest wyjątkowe i lepsze. W owym
                  czasie - u schyłku Rzeczypospolitej - rasistowskie zabarwienie mitu przodków
                  zblakło; na przykład wielu Żydów mogło bez trudu kupić szlachectwo.

                  Pozostaje kwestia, czy polski "mit sarmacki" zawiera jakieś ziarno prawdy
                  historycznej. Większość historyków traktowała go jako barwną fantazję,
                  genealogiczne dziwactwo przypominające pomysły tych polskich szlachciców, którzy
                  utrzymywali, że pochodzą od Noego albo Juliusza Cezara. Z pewnością mamy do
                  czynienia tylko z wątłymi poszlakami, co jednak nie zniechęca uczonych. Jedną z
                  intrygujących ciekawostek jest dość wyraźne podobieństwo między emblematami
                  niezwykłego systemu heraldycznego Polaków a "tamgami", czyli "obrazkowymi
                  szarżami", starożytnych Sarmatów. Jeśli przyjmiemy - za podaniami - że w IV
                  wieku plemię sarmackich Alanów zniknęło gdzieś w puszczach Europy Wschodniej, to
                  miło pomyśleć, że mogłyby istnieć jakieś więzy pokrewieństwa między najlepszą
                  konnicą armii rzymskiej a najwspanialszą kawalerią nowożytnej Europy.
                  "Skrzydlata husaria" Sobieskiego była wyposażona w tak samo długie lance i
                  używała równie ogromnych rumaków jak Alanowie, którzy słynęli z tego ponad
                  tysiąc lat wcześniej *2.
                  • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 07:53
                    1620

                    11 marca 1620 roku polski kanclerz wielki koronny Jerzy Ossoliński złożył wizytę
                    w Londynie i w pałacu Whitehall odczytał przed królem Jakubem I przemówienie po
                    łacinie. Kanclerz przyniósł wieści o napaści na wschodnie granice
                    Rzeczypospolitej dokonanej przez osmańskich Turków i zwrócił się do króla
                    angielskiego o pomoc w walce z niewiernymi. Albowiem, jak wyjaśnił, Polska jest
                    wszak "najpewniejszym przedmurzem chrześcijaństwa":

                    Tandem erupit ottomanorum iam diu celatum pectore virus (...) et publico
                    barbarorum furore, validissimum christiani orbis antemurale, petitur Polonia.
                    [W końcu jadowity i skrywany plan Osmanów został objawiony i Polska,
                    najmocniejsze przedmurze chrześcijaństwa, została napadnięta przez ogarniętych
                    dziką furią barbarzyńców] *3 .

                    Mit Polski jako "przedmurza chrześcijaństwa" (antemurale christianitatis) miał
                    bardzo długi żywot. Z początku jego źródłem były wojny przeciwko Turkom i
                    Tatarom; następnie służył uzasadnieniu działań Polski w obronie katolickiej
                    Europy przed prawosławnymi Moskalami; jeszcze później okazał się potrzebny w
                    walce z komunizmem i faszyzmem. W XX wieku nie stracił więc wcale na znaczeniu;
                    na przykład, był bardzo żywotny w roku 1920 podczas wojny polsko-bolszewickiej
                    czy też - w wymiarze bardziej uniwersalnym - podczas wystąpień Solidarności
                    przeciwko rozkładającemu się reżimowi komunistycznemu w latach osiemdziesiątych.
                    Nic zatem dziwnego, że użyczył tytułu bardzo elitarnemu pismu naukowemu, które
                    jest wydawane w Rzymie *4.

                    Mit antemurale istotnie ucieleśnia wiele chwalebnych emocji, lecz trudno go
                    traktować jako fakt - doskonałe odzwierciedlenie rzeczywistości historycznej. Po
                    pierwsze bowiem, nie tylko Polacy uważali się za strażników katolicyzmu. Bardzo
                    podobne poglądy głosili Węgrzy i Chorwaci, którzy posługiwali się identyczną
                    frazeologią. Po drugie, uznawać, że strategia Polski w ciągu ponad połowy
                    tysiąclecia ograniczała się wyłącznie do działań defensywnych, to nie grzeszyć
                    realizmem. W wielu przypadkach Polacy rzeczywiście stawali na murach obronnych,
                    ale równie często ruszali w pole i szturmowali fortyfikacje innych narodów. Być
                    może mamy tu do czynienia z wyjątkami od reguły, niemniej jednak widok polskich
                    żołnierzy na murach moskiewskiego Kremla w roku 1612 bądź maszerujących z
                    Napoleonem na Rosję dokładnie dwieście lat później nie był z pewnością zgodny z
                    ideą "przedmurza". W tym kontekście smutne jest to, że różne narody europejskie
                    zachowują w pamięci odmienne daty historyczne.
                    • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 07:56
                      1655

                      W roku 1655 Rzeczpospolita Obojga Narodów została zaatakowana ze wszystkich
                      stron. Rosjanie, którzy zajęli Mińsk i Wilno, maszerowali na Kijów. Wojska
                      szwedzkie Karola X atakowały na dwóch frontach: na zachodzie od Pomorza, a na
                      wschodzie z prowincji bałtyckich. Szwedzi zdobyli Warszawę i Kraków. Klasztor
                      Paulinów na Jasnej Górze pod Częstochową był jedną z nielicznych fortyfikacji,
                      które oparły się najeźdźcom. Dzięki ochronie, jaką według legendy dawał święty
                      obraz Czarnej Madonny - Matki Boskiej Częstochowskiej - klasztor wyszedł
                      zwycięsko ze wszystkich prób szturmu. Kiedy mnisi wznosili do Najświętszej
                      Panienki modlitwy, a przeor wołał z murów, że nigdy się nie podda, szwedzkie
                      kule armatnie odbijały się od dachu, nie czyniąc szkody, podczas gdy muszkiety
                      wypalały na panewce - prosto w twarz szwedzkim żołnierzom. Klasztor okazał się
                      nie do zdobycia. Po miesiącu daremnego oblężenia szwedzki król ogłosił odwrót.
                      Polska została ocalona. W istocie rzeczy doszła do siebie tak szybko, że już
                      trzy lata później wojsko polskie pod dowództwem regimentarza Stefana
                      Czarnieckiego wyruszyło do Danii. W podzięce za wybawienie kraju z opresji król
                      Jan Kazimierz przysiągł ofiarować całe swoje królestwo Matce Boskiej. Podczas
                      wzruszającej ceremonii, która odbyła się w 1656 roku w katedrze lwowskiej - tzw.
                      ślubów lwowskich - Maryja Panna została uroczyście ukoronowana jako "królowa
                      Polski". Od tego czasu polscy katolicy nie tylko oddawali cześć Matce Boskiej
                      jako swojej patronce, ale coraz częściej traktowali katolicyzm jako wyznacznik
                      tożsamości narodowej. Był to kluczowy moment w formowaniu się mitu
                      "Polaka-katolika" - przeświadczenia, że niekatolik z jakiegoś powodu nie
                      zasługuje na miano prawdziwego Polaka.

                      Ludność Polski składała się przynajmniej w jednej trzeciej, a może nawet w
                      połowie, z niekatolików - protestantów, prawosławnych, unitów (grekokatolików),
                      żydów i muzułmanów - więc coraz silniejsze powiązanie polskości z katolicyzmem
                      okazało się czynnikiem wyjątkowo antagonizującym. Podziały stały się najbardziej
                      widoczne w epoce nacjonalizmów pod koniec XIX i na początku XX wieku, kiedy to
                      każda z licznych mniejszości narodowych wykształciła silną tożsamość narodową i
                      etniczną. Nie przypadkiem najbardziej nacjonalistyczne ugrupowanie w Polsce,
                      Stronnictwo Narodowe kierowane przez Romana Dmowskiego (1864-1939), przyjęło
                      popularne hasło "Polak-katolik", pierwotnie używane w piśmie wydawanym od 1906 roku.

                      Ale i tak dla wielu pokoleń Polaków łagodna i przepełniona smutkiem twarz Matki
                      Boskiej była źródłem wielkiej pociechy. Moc Czarnej Madonny z Częstochowy i jej
                      litewskiej odpowiedniczki - Matki Boskiej Ostrobramskiej - jest wysławiana
                      zarówno w liturgii, jak i w literaturze. Być może najlepiej znana jest Inwokacja
                      do Pana Tadeusza:

                      Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
                      I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
                      Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
                      Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
                      (Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
                      Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
                      I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
                      Iść za wrócone życie podziękować Bogu),
                      Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono *5 .

                      Ja z kolei chciałbym przypomnieć wspaniałe wersy późniejszego poety i
                      współtwórcy grupy Skamander Leszka Serafinowicza, który pisał pod pseudonimem
                      Jan Lechoń (1899-1956):

                      Matka Boska Częstochowska, ubrana perłami,
                      Cała w złocie i brylantach, modli się za nami.
                      (...)
                      O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
                      I w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie,
                      W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
                      I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
                      Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
                      W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
                      Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,
                      Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami! *6

                      Uważam, że najważniejsze słowa tego wiersza zawiera następujący wers: "W którą
                      wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy". Jak mało kto, Lechoń umiał dostrzec,
                      że najbardziej mistyczny, katolicki symbol Polski może dawać siłę zarówno
                      chrześcijanom, jak i niechrześcijanom.
                      • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 08:02
                        1768

                        Umań albo Humań to niewielkie miasteczko niedaleko Dniepru leżące w głębi
                        Ukrainy, nieopodal wschodniej granicy dawnej Rzeczypospolitej. W 1768 roku było
                        ono areną straszliwych rzezi. Trwała już przerażająca rebelia - koliszczyzna -
                        podczas której bandy chłopów pańszczyźnianych paliły i mordowały. W tym regionie
                        lud był prawosławny: tysiące katolików i żydów wymordowano albo zapędzono do
                        kościołów czy synagog i spalono żywcem. Armia rosyjska przywróciła porządek za
                        pomocą metod, które nie odbiegały wiele od wyczynów rebeliantów.

                        Na ogół w kontekście tego właśnie powstania chłopskiego pojawia się jedna z
                        najważniejszych postaci proroczych polskiej (i ukraińskiej) historii oraz
                        literatury. O kozackim wizjonerze Mojseju Wernyhorze niewiele wiadomo na pewno.
                        Nie wiadomo nawet, czy naprawdę istniał, choć jedno ze źródeł podaje, że
                        przyszedł na świat w Dymitrowce na lewobrzeżnej Ukrainie i zbiegł do Polski po
                        tym, jak zamordował brata. Jego przepowiednie krążyły najpierw z ust do ust, a
                        dopiero później zostały spisane. W XIX wieku, kiedy Rzeczpospolita przestała
                        istnieć, Wernyhora stał się symbolem nadziei i zmartwychwstania. Opowiadał
                        bowiem o "złotym wieku" sprzed czasu klęski, kiedy jeszcze wszystkie ludy
                        dawnego państwa, a zwłaszcza Polacy i Ukraińcy, żyły w pokoju. Przepowiedział
                        też nadejście dnia, kiedy powrócą honor, harmonia i szczęście. Wernyhora był
                        sławiony przez wielu poetów - od Goszczyńskiego po Wyspiańskiego. Wrażliwi na
                        jego urok byli szczególnie romantycy, w tym również boski Słowacki:

                        Czy znasz prorocką dumę Wernyhory?
                        Czy wiesz, co będzie w jarze Janczarychy,
                        Gdzie teraz gołąb lub jelonek cichy,
                        Ze łzą przeczystą w szafirowym oku,
                        Gdzieś w księżycowym się przegląda stoku?
                        Czy wiesz, że wszystkie te się sprawdzą śnicia
                        W jednej godzinie rycerskiego życia?
                        Że zemścisz syna, ojca, matkę, brata
                        W tej błyskawicy, co na szabli lata? *7

                        W wieku XX ideały podobne do tych, które głosił Wernyhora, zaczęto kojarzyć z
                        ruchem niepodległościowym Józefa Piłsudskiego, który marzył o odrodzeniu w nowej
                        postaci dawnego wielonarodowego państwa. W historiografii nazywano to podejście
                        "koncepcją jagiellońską"; chodziło o to, że przeszłość Polski powinna być
                        udziałem wszystkich ludów, które niegdyś zamieszkiwały terytorium
                        Rzeczypospolitej. Idee te były znienawidzone przez polskich nacjonalistów
                        pokroju Dmowskiego, którzy chcieli "Polski dla Polaków"; przez nacjonalistów
                        ukraińskich, którzy mieli podobną wizję "Ukrainy dla Ukraińców"; przez
                        zwolenników rosyjskiego i sowieckiego imperializmu, którzy starali się "dzielić
                        i rządzić"; a wreszcie najbardziej nieubłaganie przez powojenne władze
                        komunistyczne. W świecie nacjonalizmów i polityki siły koncepcja jagiellońska
                        była zapewne niepraktyczna; niewątpliwie poniosła ona porażkę. Co nie oznacza,
                        że nie należy się jej szacunek. Miała przecież swoje wielkie dni, jak podczas
                        prowadzonej pod nieszczęśliwą gwiazdą kampanii Piłsudskiego w latach 1919-1921,
                        która miała na celu utworzenie federacji państw kresowych. Wiosną 1920 roku,
                        kiedy Piłsudski i jego ukraińscy sojusznicy odbijali Kijów z rąk bolszewików w
                        imię niepodległej Ukrainy, mogło się wydawać, że zostanie ona urzeczywistniona.
                        Ale wtedy świat wprowadzony w błąd przez bolszewicką propagandę zawołał
                        niedorzecznie "Ręce precz od Rosji!" i okazja przepadła *8 . Dzień chwały dla
                        tej idei może jednak jeszcze nadejść. Koniec końców, konsekwentna polityka
                        braterstwa jest nawet dziś jedynym szańcem chroniącym suwerenność narodów Europy
                        Wschodniej przed triumfem nagiej przemocy.
                        • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 08:06
                          1831

                          Jednym z przejawów ironii dziejów Polski jest to, że jej największy bard, Adam
                          Mickiewicz, nigdy nie był ani w Warszawie, ani w Krakowie. Urodził się w
                          Nowogródku na Litwie, a większość życia spędził na wygnaniu - najpierw w Rosji,
                          potem we Francji. W roku 1831 - gdy po powstaniu listopadowym toczyła się wojna
                          polsko-rosyjska - przebywał w Dreźnie, gdzie tworzył mistyczny dramat
                          patriotyczny Dziady. Kiedy jego rówieśnicy walczyli na próżno o przetrwanie
                          konstytucyjnego Królestwa Polskiego, on wymyślał alegorie i metafory, które
                          nadawały sens ich ofierze. Do katolickiego narodu przemawiała najbardziej idea -
                          sformułowana po raz pierwszy w scenie rozgrywającej się w celi księdza Piotra -
                          w której Mickiewicz dał wyraz przeświadczeniu, iż cierpienie Polski jest złem
                          koniecznym dla ostatecznego zbawienia całego świata. Wynikał z tego oczywisty
                          wniosek, że Polska jest "Chrystusem Narodów". Jak czterdzieści lat wcześniej,
                          podczas powstania kościuszkowskiego, Polacy znów walczyli "za wolność naszą i
                          waszą": "Powstanie narodów zbawiciel i zjednoczony odkupi całą Europę".

                          Najzwięźlej ujął tę myśl współczesny Mickiewiczowi, Kazimierz Brodziński
                          (1791-1835):

                          Chwała Tobie, Chryste Panie!
                          Lud, który chodził Twym śladem,
                          Co Twoim cierpiał przykładem,
                          Z Tobą zmartwychwstanie *9 .

                          W Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicz powtórzył tę
                          samą ideę w tonacji zaiste biblijnej:

                          Ale królowie posłyszawszy o tym zatrwożyli się w sercach swych i rzekli:
                          (...) Pójdźmy zabijmy Naród ten. I uknowali między sobą zdradę. (...) I umęczono
                          Naród polski i złożono w grobie, a królowie wykrzyknęli: Zabiliśmy i
                          pochowaliśmy Wolność. A wykrzyknęli głupio (...).
                          Bo Naród polski nie umarł, ciało jego leży w grobie, a dusza jego zstąpiła z
                          ziemi, to jest z życia publicznego, do otchłani, to jest do życia domowego ludów
                          cierpiących niewolę w kraju i za krajem. [Lecz] trzeciego dnia dusza wróci do
                          ciała, i Naród zmartwychwstanie i uwolni wszystkie ludy Europy z niewoli *10.

                          Pomimo ogromnego ładunku emocjonalnego mit "Chrystusa Narodów" ma kilka
                          poważnych wad. Po pierwsze, graniczy z bluźnierstwem. Bez względu na skalę
                          niesprawiedliwości żaden sumienny katolik nie może zgodzić się na porównanie -
                          nawet metaforyczne -politycznej niedoli narodu z ukrzyżowaniem Chrystusa. W
                          rzeczywistości istniał więc głęboki konflikt między patriotyzmem polskich
                          katolików a wymogami ich wiary. Ci, którzy czuli się bardziej patriotami niż
                          katolikami, byli przekonani, że Kościół ich zdradził. Ci, którzy stawiali na
                          pierwszym miejscu wiarę, mieli poczucie, że powstańcy zmusili ich do dokonania
                          bolesnego wyboru. Jeszcze dziś wielu Polaków woli nie pamiętać o tym, że
                          Mickiewicz nie był zwykłym wiernym, ani o tym, że papież otwarcie potępił
                          powstanie listopadowe, co skłoniło Mickiewicza do użycia owej prawie
                          bluźnierczej metafory *11.

                          Po drugie, koncepcja "Chrystusa Narodów" pogłębiła jeszcze podziały, których
                          źródłem była wcześniejsza idea "Polaka-katolika". Umacniając mistyczną wizję
                          polskiego katolicyzmu, osłabiała więzy łączące to wielonarodowe społeczeństwo.
                          Była więc bardziej poetycka niż praktyczna.

                          Po trzecie wreszcie, pozostaje zagmatwana kwestia altruizmu. "Chrystus umarł za
                          grzechy wszystkich ludzi", a zatem Polska walczy o wolność powszechną. Cóż za
                          wspaniały polityczny chwyt reklamowy! Rzecz jasna, w pewnym sensie, występując
                          przeciwko trzem wielkim mocarstwom Europy Wschodniej, Polska ipso facto
                          wspierała sprawę innych uciemiężonych narodów. Można wskazać wiele
                          indywidualnych przypadków, kiedy w odległych zakątkach świata wielkoduszni
                          wygnańcy oddali życie w walce o cudzą wolność. Ci Polacy byli kontynuatorami
                          starożytnej i godnej szacunku tradycji. Republika Haiti zachowała we wdzięcznej
                          pamięci tych polskich legionistów, którzy w latach 1802-1803 pomogli jej zrzucić
                          jarzmo rządów francuskich. Każdy Węgier słyszał o generale Józefie Bemie,
                          bohaterze wojny 1848-1849 roku. Wreszcie mamy przypadek samego Mickiewicza,
                          który w 1849 roku opowiedział się czynnie po stronie Rzeczypospolitej Rzymskiej
                          (tzn. przeciwko papieżowi), a zmarł w 1855 roku w Konstantynopolu, kiedy
                          próbował zorganizować oddział mający walczyć przeciwko Rosjanom w wojnie krymskiej.

                          To jednak niecała historia. Kiedy chodziło o konflikty sąsiedzkie, Polacy nie
                          zawsze byli tak wielkoduszni. W kontekście polityki cesarstwa
                          austro-węgierskiego Polacy bynajmniej nie sympatyzowali z aspiracjami Czechów
                          czy Słowaków. Z kolei w Rosji władze carskie miały nader ułatwione zadanie w
                          guberniach zachodnich na skutek rosnących napięć między Polakami a Litwinami,
                          Żydami i Rusinami.
                          • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 08:07
                            1892

                            W ostatniej dekadzie XIX wieku w Polsce zaczęły działać nowoczesne partie
                            polityczne. W 1892 roku powstała na uchodźstwie w Paryżu Polska Partia
                            Socjalistyczna (PPS). W lipcu 1895 w Rzeszowie odbył się pierwszy zjazd
                            Stronnictwa Ludowego (od 1903 - PSL). W kwietniu 1893 roku zawiązała się w
                            Warszawie Liga Narodowa, zakonspirowany organ polityczny Demokracji Dmowskiego.
                            W Polsce powstała również partia komunistów - SDKP, po aresztowaniach w latach
                            1894-1895 odbudowana w 1900 roku pod nazwą Socjaldemokracja Królestwa Polskiego
                            i Litwy (SDKPiL). Chrześcijańska Demokracja, czyli chadecja, która działała
                            głównie w zaborze pruskim, pojawiła się nieco później - w roku 1902.

                            Spośród wymienionych najbardziej masowym poparciem cieszyli się niewątpliwie
                            ludowcy i narodowcy. Każda z tych grup odwoływała się do innych warstw
                            społecznych, lecz obydwie łączyła wiara w najpotężniejszy być może wytwór
                            ideologiczny polityki europejskiej na początku XX wieku, który politolodzy
                            określają czasem mianem "integryzmu narodowego". Zasadniczym aspektem tej
                            ideologii, w wersji przedstawionej w sposób najbardziej elokwentny w tym samym
                            okresie we Francji przez założycieli Action Francaise, był mistyczny związek
                            narodu i jego terytorium. Niemcy wymyślili slogan Blut und Boden ("krew i
                            ziemia"). W Polsce podobne idee były składnikiem tzw. koncepcji piastowskiej.
                            Jednym z jej pierwszych zwolenników byt Bolesław Wysłouch (1855-1937),
                            ojciec-założyciel PSL-u. Drugim był Jan Ludwik Popławski (1854-1908), ważny
                            ideolog narodowców.

                            W głównych zarysach koncepcja piastowska sprowadzała się do prostego i
                            sugestywnego mitu historycznego. Tysiąc lat temu, a nawet jeszcze wcześniej,
                            naród polski żył jakoby w pokoju i harmonii na ziemiach przodków pod
                            sprawiedliwymi rządami pierwszego, legendarnego władcy - chłopskiego syna o
                            imieniu Piast. Niestety, w ciągu wieków Polska utraciła jednak jedność, a Polacy
                            przestali być panami swojej ziemi ojczystej. Cudzoziemcy i intruzi wszelkiego
                            autoramentu - Niemcy, Żydzi, Ukraińcy i Rosjanie - nadużywali ich naturalnej
                            gościnności i przywłaszczyli sobie znaczną część polskich miast i wsi. Obcy
                            królowie zasiadali na polskim tronie, aż sam tron przestał istnieć. Polska
                            została ograbiona ze swego dziedzictwa. Przesłanie było jasne. Wszyscy polscy
                            patrioci mają obowiązek zjednoczyć się i przepędzić cudzoziemców z ziemi
                            ojczystej: "Polska dla Polaków!". Koncepcja piastowska stanowiła oczywiste
                            uzupełnienie idei "Polaka-katolika". Była ona diametralnie przeciwna
                            wielonarodowej koncepcji jagiellońskiej, propagowanej przez PPS i ruch
                            niepodległościowy Piłsudskiego, która w okresie międzywojennym zyskała przewagę
                            w kręgach rządzących *12.

                            Warto może przypomnieć, że nie tylko politycy nowoczesnych partii posługiwali
                            się legendą Piasta dla swoich celów. W czasach wolnej elekcji była ona
                            wykorzystywana jako argument przeciwko rządom obcych królów. W wiekach XVII i
                            XVIII utarło się nazywać imieniem "Piast" wszystkich kandydatów do tronu, w
                            których płynęła polska krew. W okresie romantyzmu Piast stał się symbolem
                            odległej pogańskiej przeszłości, pełnej tajemniczości, prostoty i dostatku:

                            Kmieć Piast przed chatą dobrego wieczora
                            Używał, stary kmieć, pełny dobroci;
                            A wtem skrzypnęła domowa zapora
                            I weszli do wrót aniołowie złoci.
                            Wnet przed nimi stół, stągiew miodu spora,
                            Pełno mięsiwa i mącznych łakoci,
                            Pełno owoców rozsypano różnych.
                            Duchów przyjęto jadłem - jak podróżnych *13.

                            Debaty historyków na temat stopnia prawdziwości koncepcji piastowskiej nie mają
                            wielkiego znaczenia. Ważne jest to, że wierzyły w nią miliony Polaków, a wielu
                            wierzy w nią nadal. Co więcej, można sądzić, że również wielu zagranicznych
                            mężów stanu i polityków - od Woodrowa Wilsona po Stalina - uznawało ją za
                            prawdziwą. Choć nie było zgody co do tego, gdzie znajduje się polskie
                            "terytorium etniczne", i nikt nie potrafił zdefiniować, kto jest, a kto nie jest
                            Polakiem, to istniało powszechne przekonanie, że należy jakoś wyznaczyć etniczny
                            obszar Polski, gdyż "Polacy" pozostaną ofiarami krzyczącej niesprawiedliwości
                            dopóty, dopóki nie zostanie im on zwrócony. Był to gotowy przepis na rozlew
                            krwi. Każda próba zdefiniowania takiego obszaru i dostosowania do niego granic
                            Polski - od konferencji paryskiej do poczdamskiej - natychmiast rodziła kłopoty.
                            W doświadczonym przez historię regionie Europy, który obfituje w mniejszości
                            etniczne, problem polskich granic nie mógł być rozwiązany pokojowo za pomocą
                            formuł nacjonalistycznych. W końcu więc został on rozwiązany za pomocą nagiej
                            przemocy. W końcowym okresie II wojny światowej - z poparciem Stalina - polscy
                            komuniści bez skrupułów przejęli koncepcję piastowską swoich przedwojennych
                            przeciwników: ludowców i narodowców, by następnie realizować ją metodami, które
                            dziś określilibyśmy mianem "czystek etnicznych". Na oficjalnych mapach granice
                            Polski za panowania pierwszych znanych książąt piastowskich - ok. roku 1000 -
                            niemal dokładnie pokrywały się z granicami Polski powojennej, które zostały
                            zaaprobowane przez rządy aliantów w Jałcie i Poczdamie *14 . Jedyne, co
                            pozostawało do zrobienia, to dostosowanie ludności do granic. Miliony
                            "nie-Polaków", głównie Niemców i Ukraińców, którzy mieszkali po złej stronie
                            nowych linii demarkacyjnych, trzeba było wygnać; z kolei miliony Polaków,
                            których domy znalazły się teraz na terytorium "odzyskanym" przez Związek
                            Radziecki, należało wypędzić do Polski "Ludowej". (Wszystkich przepędzonych
                            nazywano chytrze "repatriantami"). Była to największa wymiana ludności w
                            dziejach Europy. I naturalna konsekwencja nacjonalistycznych mitów o "krwi i
                            ziemi", w które po narodzinach współczesnej polityki masowej w latach
                            dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia uwierzyło tak wielu Europejczyków.
                            • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 08:11
                              1920

                              10 lutego 1920 roku w małym porcie Puck odbyła się ceremonia, podczas której
                              setki Polaków brodziło w lodowatej wodzie Bałtyku, żeby uczcić mistyczny związek
                              Polski z morzem. Był to dzień, w którym weszły w życie dekrety traktatu
                              wersalskiego, na skutek czego fragment wybrzeża został odebrany Niemcom i
                              przekazany odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej. Podobna ceremonia została
                              powtórzona ćwierć wieku później - w styczniu 1945 roku, pod koniec II wojny
                              światowej - kiedy Polska miała otrzymać znacznie większy dostęp do Bałtyku. Te
                              "zaślubiny z morzem" były zapewne wzorowane na weneckim sposalizio del mar -
                              dorocznych obchodach ślubu miasta św. Marka z Morzem Śródziemnym.

                              Krakowiakowi takiemu jak ja nie przystoi sugerować, że tradycja Polski jest
                              bardziej związana z rozległymi równinami i wspaniałymi górami południa niż z
                              wydmowymi pustkowiami północy. Niemniej jednak idea, że Polacy to historycznie
                              naród morski, jest dla wielu w najlepszym razie dziwaczna. Poza starymi miastami
                              Danzig i Elbing, które były w dużej mierze opanowane przez Niemców, dawna
                              Rzeczpospolita nie miała właściwie od XIV wieku znaczącego dostępu do morza.

                              Oczywiście, w pierwszych latach dziejów piastowskich Polska sprawowała kontrolę
                              nad Pomorzem od Odry po Wisłę. Pomorze Zachodnie, o które w XII wieku walczył
                              zawzięcie Bolesław Krzywousty, po jego śmierci w 1138 roku wpadło w ręce
                              miejscowej dynastii. Nadworny kronikarz Krzywoustego, Anonim zwany Gallem,
                              uwiecznił ten wątek pomorski w historii Polski, zapisując popularną wówczas
                              pieśń łacińską poświęconą przyjemnościom nadmorskiego żywota:

                              Pisces salsos et foelentes apportabant alii.
                              Palpitantes et recentes nunc apportant filii.
                              Civitates invadebant patres nostri primitus
                              Hii procellas non verentur neque maris sonitus.
                              Agitabant patres nostri cervos, apros, capreas,
                              Hii venantur monstra maris et opes aeguoreas *15.
                              [Naszym przodkom wystarczały ryby słone i cuchnące,
                              My po świeże przychodzimy, w oceanie pluskające!
                              Ojcom naszym wystarczało - jeśli grodów dobywali,
                              A nas burza nie odstrasza, ni szum groźny morskiej fali.
                              Nasi ojce na jelenie urządzali polowanie,
                              A my skarby i potwory łowim skryte w oceanie] *16.

                              Z kolei Pomorze Wschodnie, znane również pod niemiecką nazwą Pommerellen,
                              pozostało częścią Rzeczypospolitej aż do podboju krzyżackiego w latach
                              1308-1309. Od tego momentu do roku 1454, kiedy na prośbę Związku Pruskiego król
                              Kazimierz Jagiellończyk dokonał inkorporacji Prus do Korony, Polska nie miała
                              żadnego fragmentu wybrzeża. Pamięć jednak przetrwała i kiedy w 1920 roku
                              odrodzonemu państwu polskiemu zwrócono kawałek linii brzegowej, zdarzenie to
                              wymagało uzasadnienia za pomocą odpowiedniego mitu i na poły średniowiecznego
                              rytuału. "Zaślubiny z morzem" spełniły to zadanie doskonale.
                              • lech_niedzielski Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 08:14
                                22 lipca 1952

                                Konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej jest najbardziej mitycznym
                                dokumentem współczesnych dziejów Polski, może więc służyć za stosowne zakończenie.

                                Wszyscy kompetentni komentatorzy wiedzą o tym, iż w państwach komunistycznych,
                                gdzie rządzi Partia, rola konstytucji jest marginalna. Nie jest ona tutaj - w
                                przeciwieństwie do prawdziwych demokracji - ostatecznym fundamentem rządów
                                prawa. Na odwrót, zawiera przepisy dotyczące wyłącznie instytucji państwowych,
                                które stanowią jedynie fasadę i narzędzie działania dla instytucji partyjnych
                                sprawujących władzę: absolutną, niepodlegającą kontroli, totalitarną. Krótko
                                mówiąc, jest listą oficjalnych fikcji, których zadanie polega na ukrywaniu
                                realiów komunistycznej dyktatury. Nie jest przesadą stwierdzenie, że jedynym
                                artykułem takiej konstytucji, do którego należy przywiązywać wagę, jest ten
                                przyznający Partii "kierowniczą rolę" w państwie. W praktyce oznaczało to, że
                                towarzysze partyjni mogli bezkarnie naginać bądź ignorować wszystkie pozostałe
                                artykuły konstytucji. Dziwnym trafem towarzysze, którzy w 1952 roku pisali
                                Konstytucję PRL, byli tak zadufani, że zapomnieli dołączyć ową zwyczajową
                                formułę. Dlatego też musieli w 1976 roku dodać odpowiednią poprawkę do
                                konstytucji wraz z artykułem mówiącym o niewzruszonym sojuszu Polski ze
                                Związkiem Radzieckim.

                                Z jakichś powodów wielu mieszkańców Zachodu, w tym zdecydowanie zbyt wielu
                                politologów, nie rozumiało, na czym polega ten mechanizm. W związku z tym nader
                                często opisywano system komunistyczny jako "państwo monopartyjne" - być może
                                wzorując się na modelu latynoskim, gdzie kliki generałów bądź polityków
                                eliminowały rywali i przejmowały wyłączną kontrolę nad państwem. Tego typu opis
                                nie oddaje wyrafinowania dyktatury komunistycznej, gdyż pomija dwoistą naturę
                                państwa rządzonego przez Partię oraz fakt, iż to ona jest właściwą władzą
                                wykonawczą. Prawdziwymi organami władzy byli pierwszy sekretarz, Biuro
                                Polityczne i Sekretariat Komitetu Centralnego, a nie "prezydent", Rada Ministrów
                                czy urzędy państwowe *17.

                                Te elementarne prawdy pozostawały na ogół niepojęte dla mieszkańców Zachodu,
                                którzy nie znali miejscowych realiów. Jeśli mogę tu sobie pozwolić na
                                reminiscencje osobiste, to chciałbym wspomnieć o długiej kłótni z amerykańskim
                                redaktorem Encyclopaedia Britannica, który w połowie lat osiemdziesiątych
                                zwrócił się do mnie z prośbą o ocenę dotychczasowego hasła dotyczącego Polski.
                                Zauważyłem, iż rozpoczyna się ono od opisu Konstytucji PRL, więc stwierdziłem,
                                że rodzi to nader fałszywe wrażenie w kwestii rzeczywistego systemu rządów w
                                Polsce. Redaktor pozostał jednak niewzruszony. Wielogodzinne prośby i
                                wyjaśnienia nie zdały się na nic - ponieważ w encyklopedii wszystkie hasła na
                                temat państw rozpoczynały się od opisu konstytucji, był przekonany, że nie ma
                                powodu czynić wyjątku dla Polski.

                                Jedną z najbardziej zdumiewających cech komunizmu było jego nałogowe
                                przywiązanie do wszelakich mitów, fikcji, tabu i fetyszów. Choć w teorii miał
                                się opierać na ideologii racjonalnej i naukowej, to był on wylęgarnią
                                najbardziej irracjonalnych i nienaukowych praktyk, jakie można sobie wyobrazić.
                                W istocie rzeczy był on fałszywą religią, która czarne z reguły nazywała białym,
                                a jej artykułem wiary było to, że dwa plus dwa równa się trzy albo pięć -
                                zależnie od okoliczności. Przed wprowadzeniem poprawek w roku 1976 Konstytucja
                                PRL nie mówiła absolutnie nic o panującym w tym kraju ustroju. Była jednak
                                publikowana w milionach egzemplarzy, czytana w szkołach, sumiennie cytowana w
                                rozmowach z tymi cudzoziemcami, którzy byli tak głupi, że chcieli słuchać, a
                                wreszcie rocznica jej ogłoszenia była regularnie obchodzona jako święto narodowe
                                (które oczywiście nie było świętem narodowym). Mieszkańcy krajów
                                demokratycznych, gdzie konstytucja wyznacza podstawowe zasady życia publicznego,
                                nie byli w stanie sobie wyobrazić tzw. konstytucji, której "prawa" nie miały
                                żadnego wpływu na zupełnie bezprawne rządy.

                                Wszystkie mity służą jakimś celom. W miarę jak te cele się zmieniają, zmianie
                                ulegają również same mity. Podstawową kwestią w dzisiejszej Polsce jest zatem
                                to, czy któryś z tradycyjnych mitów może zostać wskrzeszony bądź dostosowany do
                                warunków życia w Trzeciej - postkomunistycznej - Rzeczypospolitej. Po zaledwie
                                pięciu czy sześciu latach trudno na ten temat powiedzieć coś pewnego. Niektóre z
                                mitów są niewątpliwie martwe - Konstytucja PRL jest równie passé jak Sarmaci.
                                Mity "Polaka-katolika" bądź "Polski piastowskiej" wydają się pozbawione sensu w
                                państwie jednolitym etnicznie, którego granice nie są już zagrożone. Mit
                                "przedmurza" może jednak odrodzić się ponownie, jeśli Polska stanie się krajem
                                granicznym NATO albo Rosja znów będzie chciała panować w Europie Środkowej. Z
                                kolei przepowiednie Wernyhory są zawsze aktualne. Nawet jeśli na wschodnich
                                kresach Polski nigdy nie było "złotego wieku", to potrzeba utrzymywania bratnich
                                stosunków ze wschodnimi sąsiadami jest szczególnie żywotna. Pożyjemy, zobaczymy.
                                Tylko jedno jest pewne. Jeśli stare mity nie wystarczą, to w ich miejsce zostaną
                                wymyślone nowe.

                                Przekład: Andrzej Pawelec

                                1. W. N. Trepka, Liber Generationis vel Plebeanorum (Liber Chamorum), W.
                                Dworzaczek (red.), Wrocław 1963; Proemium cytowane za: N. Davies, Boże igrzysko,
                                Znak, Kraków 1999,s. 264.
                                2. Zob. T. Sulimirski, The Sarmatians, London 1970; por. omówienie w: N.
                                Ascherson, Black Sea, London 1995, s. 230-243.
                                3. A True Copy of the Latin Oration of the excellent Lord George Ossoliński...
                                as it was pronounced to his Majestie at White-hall by the said Embassadour...,
                                London 1621; przedruk w: Anglo-Polish Renaissance Texts, W. Chwalewik (red.),
                                Warszawa 1968, s. 247-262.
                                4. "Antemurale", pismo Polskiego Instytutu Historycznego w Rzymie, 1954-.
                                5. A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, I, 5-13.
                                6. J. Lechoń, Matka Boska Częstochowska, w: Poezja polska: Antologia w układzie
                                S. Grochowiaka i J. Maciejewskiego, t. II, Warszawa 1973, s. 188.
                                7. J. Słowacki, Wacław, w. 28-36; w: W. Stabryła, Wernyhora w literaturze
                                polskiej, Kraków 1996, s. 62.
                                8. Zob. N. Davies, Inwazja na Ukrainę, w: Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna
                                polsko-bolszewicka 1919-1920, Znak, Kraków 1997, s. 104-129.
                                9. Na dzień zmartwychwstania polskiego w 1831 r., w: K. Brodziński, Poezje,
                                Wrocław 1959, s. 239.
                                10. A. Mickiewicz, Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego, w: Dzieła wybrane,
                                t. II, Warszawa 1983, s. 220-221.
                                11. Zob. N. Davies, Religia patriotyzmu i Rozdarte sumienie, w: Serce Europy,
                                Londyn 1996, s. 245-254.
                                12. N. Davies, Rdzeń, etniczny, tamże, s. 286-289.
                                13. J. Słowacki, Król-Duch, Rapsod III, Pieśń I, w. 9-16, w: Dzieła wybrane, t.
                                II, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1979.
                                14. Zob. wyklejki Polska w roku 1000 i Polska Rzeczpospolita Ludowa w: Słownik
                                historii Polski, Warszawa 1973.
                                15. De expeditione in urbem Coloberg facta, Galla Kronika Xięga, II, 28, w:
                                Monumenta Poloniae Historica, t. 1, Warszawa 1968, s. 447.
                                16. Przekład polski za: By czas nie zaćmił i niepamięć. Wybór kronik
                                średniowiecznych, R. Gródecki (red.), Warszawa 1975, s. 55.
                                17. Na temat funkcjonowania państwa komunistycznego zob. Sieci pajęcze i
                                galernicy oraz Dwa narody, w: Serce Europy, dz. cyt., s. 45-73.
                                • piotlik Re: POLSKA MITOLOGIA NARODOWA 01.10.04, 09:21
                                  Czy historyk sam nie jest skazany na mity? Prehistoryczny grób w Cheddar na
                                  zachodzie Anglii, gdzie znaleziono szkielet mężczyzny sprzed 9 tys. lat, a potem
                                  się okazało, że nauczyciel mieszkający dziś w pobliżu ma podobne DNA.

                                  Ten młody człowiek, teraz dość sławny, widocznie miał przodków z tego samego
                                  miejsca 9 tys. lat temu. Ale uwaga: przez 9 tys. lat kultura i język zmieniły
                                  się tam wiele razy.

                                  A świadomość przeciętnego człowieka jest przecież niewielka, jesteśmy skazani na
                                  wybór kilku podstawowych, czasem przypadkowych informacji o sobie i przodkach.

                                  Dlatego walczyłem z ideologią PRL czy piastowską, słowem z tym, jakoby Polacy
                                  odziedziczyli wszystko od Piastów i Prasłowian. Dobrze byłoby przeprowadzić
                                  podobny co w Anglii eksperyment na grobach prehistorycznych Polaków i dowiedzieć
                                  się, jakie mają związki z dzisiejszymi. Na tej równinie europejskiej nie ma
                                  czystych ras ani narodowości. Każda rodzina polska ma jak najbardziej
                                  urozmaicone związki. Rodzina mojej żony od strony ojca pochodzi z Białorusi, ale
                                  od strony matki ze Lwowa. Tam są Czesi, Austriacy, Żydzi, Polacy. Jej matka
                                  miała nazwisko szwedzkie. Jakiś żołnierz w XVII w. pewnie tam kiedyś zabłądził i
                                  pozostał. Moim zdaniem, w krajach, gdzie zachodziły wszystkie te turbulencje,
                                  inwazje, okupacje, mit czystej rasy czy czystego narodu jest bardzo kuszący. Ale
                                  to jest mit, nie rzeczywistość.

                                  To sytuacja dla historyka kłopotliwa. Mit może funkcjonować w umysłach ludzi,
                                  politycy się nim posługują do udowadniania swoich racji; staje się on również
                                  faktem historycznym, mimo że jest nieprawdziwy.

                                  Historyk nie jest politykiem. Politycy mają inne cele. Głównym zadaniem
                                  historyka jest pokazać, co jest mitem, a co rzeczywistością. Co z tego wyjdzie,
                                  to nie jego problem. Ale trzeba również powiedzieć, że mit jest rzeczywistością,
                                  bo funkcjonuje i jest częścią świadomości. Nie można go dotknąć, a jednak
                                  istnieje. Mit jest często silniejszy od prawdy. Ludzie potrzebują prostych
                                  wyjaśnień; bajek, zrozumiałych narracji, którymi podbudowują szacunek dla siebie
                                  samych. Istnieje głęboka potrzeba mitu. Są mity nieszkodliwe, ale są też mity
                                  bardzo szkodliwe, używane do celów politycznych, do zawładnięcia innymi. Próbuję
                                  zwalczać te szkodliwe mity...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka