Dodaj do ulubionych

Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum

IP: *.warsnet.trzepak.pl 31.05.01, 01:22
Słuchajcie, słuchajcie!!!
Czy jedliście ruskie pierogi w " BARZE DWORCOWYM "? Ten socrealistyczny
kulinarny przybytek ma do zaoferowania najlepsze pierogi w mieście ( no może
poza słynnym już chyba " TEATRALNYM " ). Poza tym z przyjemnością "wymiękam",
gdy słyszę niesamowity i orginalny głos przemiłej pani kasjerki. A bary
mleczne, niestety coraz rzadziej spotykane i niedoceniane, potrzebują subtelnej
kryptoreklamy. Zapraszam. Za niedługo kolejna prezentacja.
Obserwuj wątek
    • Gość: DonPedro Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.karlik.ds.polsl.gliwice.pl 31.05.01, 02:29
      Nie jadlem ani w Teatralnym ani w Dworcowej ale chyba sie wybiore skoro tak
      polecasz pierogi.Czesto bywam za to w Wiedenskim i objadam sie pierogami np.z
      kapusta i z miesem sztuk 6 cena 1,80 PLN :)).Studencki klimat,studenckie zarcie.
      Albo beegees (bigos) + bulka 2,20 PLN -calkiem niezly polecam.
      A za 8PLN to juz jest wypas na maxa (caly obiad+pepsi do popicia)-w glowie sie
      nie miesci.Wystroj- miodzio, zobaczcie sami... ;))
      • Gość: kuzz Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.wbp.zabrze.pl 31.05.01, 10:19
        taaaaakkk!!!!!Muszęprzyznać że "TEATRALNY' jest extra. Z łezkąw oku wspominam
        naleśniki, pierogi itp.(teraz niestety nie mogę jeść takich frykasów:((((( )ale
        mam znajomych którzy żyją na takim wikcie od lat i mają się dobrze (brzuszki
        zaokrąglone hhihihi) i bardzo sobie chwalą.

        pozdrawiam wszystkich smakoszy potraw z barów mlecznych....i nie tylko
        kuzz
      • Gość: Ee Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: 157.158.202.* 06.06.01, 07:10
        Życzę powodzenia - po żarciu w Wiedeńskim tak się strasznie pochorowałam, że od
        7 miesięcy nie mogę dojść do siebie. Owszem obfite i tanio, ale chyba na strym
        oleju samochodowym
    • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 01.06.01, 14:35
      Kontynuując kulinarny wątek, chciałbym powiedzieć, że koneserzy węgierskiej
      kuchni mogą wreszcie odetchnąć z ulga. Całkiem niedawno została otwarta nowa
      restauracja "PUSZTA" serwująca dania kuchni węgierskiej. Na razie menu jest
      ubogie, ale zapowiada sie rewelacyjnie. Spróbujcie zupy rybnej(odjazd) i
      jednego z niewielu dań głównych. Pychota. Nie wiem tylko dlaczego widnieje na
      spisie "placek po węgiersku". Przecież jest to potrawa wymyslona przez Polaków
      i występująca, w zależności od regionu, pod róznymi nazwami (jadło drwala czy
      placek po zbójnicku). Jego ojcem nie jest na pewno naród wegierski. Ale poza
      tym placek również jest wyśmienity !!! Jedyne zastrzeżenie można mieć do
      ospałego kelnera. Zapraszam. Kozielska nr bodajże 153, ceny umiarkowane.
      Pozdrawiam
    • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 03.06.01, 15:08
      Spełniam prośbę Meg i zarazem apeluję do Mady o kontynuację naszej dyskusji na
      gliwickim forum. Na razie powtórzę mały wywód dotyczący włoskiej kuchni.

      Czy słyszeliście o MONASTERO? To przemalutki i przesympatyczny lokalik, który
      znajduje się dokładnie na przeciwko London Pub'u na placu Piastów (pomiędzy
      handlobankiem a sklepem rowerowym "cyklo"). Nie ma tłumów (na szczęście),
      ponieważ miejsce trudno zauważalne. Miła i ładna kelnerka (to informacja dla
      panów), z którą, jeśli ma czas, można całkiem interesująco porozmawiac! Czasem
      jest kelner, ale już stanowczo mniej interesujący :-) !!! Jedzenie przepyszne,
      składające się z najlepszych składników, w szczególności makarony. Dla mnie
      numerem jeden jest najlepszy w Gliwicach "WŚCIEKŁY PIES", którego może tak
      rewelacyjnie przyrządzić tylko wspomniana już kelnerka. Jeśli przekonałem, to
      proszę o niesprowadzanie tłumów, najwazniejszy jest bowiem uroczy klimat, jaki
      tam panuje. Za jakiś czas zareklamuję naprawdę coś odjazdowego !!! papa
    • Gość: XJ600 Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.arch.polsl.gliwice.pl 06.06.01, 10:22
      Co do Baru Wiedenskiego to faktycznie zadna rewelacja.
      Jezeli za przykladem Piotlika uznamy, ze lokal ocenia
      sie po pierogach, to najlepsza stolowka studencka jest
      na Konarskiego.
      • Gość: DonPedro Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: 157.158.176.* 06.06.01, 15:17
        Co sadzicie o megahotdogach i megamegahambuxach w hamburgerowni Żak na
        Pszczynskiej naprzeciwko Dziupli?Sa takie jak legendarne juz fast-foody w Auto-
        Gilu.Kupilem ostatnio duzego hot-doga i mialem problemy zeby go wsunac -
        doslownie 60cm zarla + mnostwo salatek.Mam nadzieje ze nie spasuja tak jak
        hamburgerownia Rumcajs,ktora po okresie cudownej promocji zmniejszyla swoja
        oferte. Pozdrowionka
        • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 07.06.01, 00:39
          Nie lubię tego, ale muszę się ustosunkować do "fast food'ów". Ja nie rozumiem
          jak takie śmieci można w ogóle spożywać? Nie zdajecie sobie chyba sprawy co tam
          drzemie w środku. Powiedzenie "Junk Food" nie wzięło się przecież z niczego.
          Rozumiem, że to kusi, bo DUŻO, TANIO, TŁUSTO, ale poczucie estetyki i smaku nie
          pozwala mi sięgać po te "frykasy". Zaznaczam, że to osobisty pogląd. Rozmowa o
          fast food'ach jest stratą czasu. Dlatego przedstawiajmy pod tym wątkiem miejsca
          godne odwiedzenia. W końcu SLOW FOOD to czysta rozkosz. A jak nie wierzycie to
          proszę odwiedzić SPICHLERZ na ul.Wiejskiej.

          p.s. Nie wiem czy wiecie ale na dniach został otwarty nowy lokal w centrum
          Gliwic, dokładnie na ul. Średniej. Jeszcze nieśmiały, ale się rozkreci jak
          nasze forum. I na dodatek mozna tam spotkać architektów.

          • Gość: meg Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.06.01, 03:40
            Gość portalu: piotlik napisał(a):

            > I na dodatek mozna tam spotkać architektów.

            to dobrze, czy żle?
            • Gość: XJ600 Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.arch.polsl.gliwice.pl 07.06.01, 10:36
              Dobre pytanie Meg.
            • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 07.06.01, 11:36
              Meg ! To bardzo dobrze! Zważywszy na to, że wśród moich przyjaciół znaczny
              procent to architekci.
          • Gość: XJ600 Fast food IP: *.arch.polsl.gliwice.pl 07.06.01, 10:59
            Kiedys za namowa przyjaciol skorzystalem z menu budki na Pl. Piastow. Znajomi
            polecili mi Megahamburgery. Faktycznie byly takie ze trudno je bylo objac
            obiema rekami. Pierwszy kes - calkiem niezle, drugi - tez. Po chwili zatopilem
            swoje zeby w ukryty wewnatrz kawal miesa ale co to, to wcale nie jest mieso! Do
            dzis nie wiem co to bylo. Biorac pod uwage smak mogl to byc stary cleb
            namoczony w oleju i usmarzony.
            Od tego czasu staram sie nie korzystac z wynalazkow amerykanskich mistrzow
            kuchni. Szczegolnie podczas wycieczek zagranicznych jedzenie w fast foodach
            uwazam za zbrodnie. Ilez mozna zyskac zglebiajac tajemnice lokalnych potraw.
            • Gość: Ee Re: Fast food IP: 157.158.202.* 07.06.01, 13:03
              Czytam i czytam i płakać mi się chce..... A ja na ciężkiej diecie..... gotowany
              kurczaczek .....rybka z wody..... warzywka z wody.....FUJ!!
              • Gość: Magiczna Re: Fast food IP: *.osi.gda.pl 07.06.01, 13:53
                Az chcialoby sie powiedziec: Niech zyja kluski slaskie i zurek! hehehehe :)))
                • Gość: Ee Re: Fast food IP: 157.158.202.* 07.06.01, 14:02
                  No i czego mi dokuczasz? 7 miesięcy ścisłej diety -
                  spróbuj to zobaczysz czy takie żarty będą cię śmieszyć
          • Gość: Mada Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 21.06.01, 20:21
            Przyznaję, że jedzenie w jakichkolwiek fast foodach jest dla mnie koszmarem z
            ulicy, nie tyle Wiązów, ale Zwycięstwa np. ( w naszym , gliwickim, przypadku).
            Aczkolwiek, fast foody mają jedną zaletę:wbiegasz, wybiegasz za chwilę -
            pochłaniasz także w biegu- tak więc nie tracąc zbyt dużo czasu ( a w końcu czas
            to pieniądz)- można skutecznie oszukać żołądek ersatzem jedzenia.Zaleta czasami
            nie do pogardzenia.
            • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 22.06.01, 12:57
              No ale risotto przygotowywane przez kucharza w MONASTERO to już jest
              mistrzostwo świata. I tylko 12 pln.

              Mada ! Jak miło, że jesteś na tym forum. Pozdrawiam. A naszym najbliższym i
              pierwszym celem jest "kulinarne oświecanie", hihi.
              • Gość: meg Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.06.01, 00:00
                żałuję, że nie miałam tak wspaniałych wskazówek, kiedy z ojcem raz w
                miesiącu "zaliczaliśmy" jakiś nowootwarty lokal
                Mada - zobaczysz, że tu jest fajniej niż w katowickim
                • Gość: Mada Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 24.06.01, 00:00
                  Zdecydowanie fajniej niż na katowickim, zdadzam się z Tobą, Meg, w zupełności i
                  ciesze się, że wreszcie tutaj jestem.
                  • Gość: Ballest Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: 195.122.190.* 24.06.01, 00:00
                    Co do Mc Donalda to jak ktos bedzie tylko przez tydzien w Japonii a spotka
                    w.w. to dla niego on tez jest pycha.
                    Uwazam ale , ze najlepiej umie gotowac moja ciotka z Zernik, tylko w palce
                    lizac a jak nie zjesz to dostaniesz po barach
    • Gość: Mada Na własną rękę IP: *.necik.pl 25.06.01, 00:00
      Wprawdzie ostatnio nie odwiedzałam żadnych
      absorbujących kulinarnie miejsc, lecz właśnie to
      nasunęło mi pewne pytanie. Piotlik, wiesz, ciekawa
      jestem czy Twoja miłośc do rozmaitych potraw, ma
      odzwierciedlenie w sympatii do gotowania?
      W moim przypadku tak, ponieważ uwielbiam jeść- lubię
      i często - gotuję. Szczególnie rzeczy, kóre pobudzają
      moją kulinarną wyobrażnię. Czasami jednak okazują się
      one być niewypałami - najabardziej spektakularnym
      daniem, które mi nie wyszło, były pierożki z dyni,
      tortelli di Zucca ( albo coś ala - ak to brzmiało po
      włosku). Porwałam się po prostu z motyką na słońce.
      I od tej pory nie przepadam za przyrządzaniem dyni.
      Errare humanum est at insapientis in errore
      perseverare.
      Podążam za tą maksymą.
      • Gość: meg Re: Na własną rękę IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.01, 00:00
        to było wprawdzie do Piotlika, ale sie wtrącę - nie znoszę codziennego
        gotowania obiadków, ale kocham urządzać przyjęcia i kocham eksperymentować,
        wprawdzie te eksperymenty testuję na sobie i mało które trafiają do gości, ale
        zabawa jest przednia
        • Gość: DonPedro Re: Na własną rękę IP: *.karlik.ds.polsl.gliwice.pl 26.06.01, 00:00
          Ostatnio opanowalem jedna potrawe (muti pojechala do slonecznej Italii i musze
          sobie sam pichcic):
          • Gość: Mada Re: Na własną rękę IP: *.necik.pl 26.06.01, 00:00
            Ja też najbardziej lubię eksperymentować - aczkolwiek najczęściej modyfikuję
            potrawy, które najpierw robię dokładnie (+/-) według przepisu. Natomiast
            codzienne gotowanie - brr! Nie znoszę! I tak prawdę mówiąc (pisząc) robię to
            tylko wtedy, kiedy mam więcej czasu. W przeciwnym wypadku zadowalam się jakimś
            szybkim makaronikiem z sosem. Zaspokaja to tak mój głód, jak i apetyt, bo
            uwielbiam wszelkiego rodzaju makarony. A robienie do nich sosów - to dla mnie
            właśnie pole manewru i eksperymentów. Praktycznie nie da się takiego sosu
            zepsuć, ale kto wie....
    • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: 212.106.173.* 01.07.01, 01:57
      29.06.2001, SPICHLERZ, godz.22.00,

      Przystawka: smalec i świeze ciemne pieczywo.

      Przekąska dla wytworzenia soków trawiennych: wybór sałat z łososiem wędzonym i
      jajkiem w sosie włoskim.

      Danie główne: Supreme z cielęciny podawane z rogout warzywnym i ziemniakami
      drążonymi.

      No i oczywiście czerwone, wytrawne wino: Chateau Vieux Duche (proprietare a
      lalande-de-pomerol, Gironde, France), rocznik 1992.
      • Gość: meg Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.01, 08:38
        Gość portalu: piotlik napisał(a):

        > 29.06.2001, SPICHLERZ, godz.22.00,

        to zdradź jeszcze poziom cen
      • Gość: Ee Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.01, 22:06
        Acha, i moja miesięczna pensja....
        • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 03.07.01, 02:17
          Na smacznej i zdrowej kuchni nie ma co oszczędzać!!!
          SLOW-FOOD to nie jakieś nędzne, oszukujące żoładek, trujące organizm i
          lekceważące potrzeby podniebienia FAST-FOOD. Od czasu do czasu warto zjeść
          posiłek w dobrej restauracji. Ale "totalny wypas" za 5 pln też znajdzie
          adoratorów i nic na to nie poradzimy. Dlatego postępując zgodnie z poglądami
          Arystotelesa dzisiaj postaram sie zachować ZŁOTY ŚRODEK w kwestii kulinarnej.
          Wszystkich koneserów ryb zapraszam do SIERAKOWIC. W tej małej wiosce znajduje
          się najlepsza smażalnia ryb, odważę się to powiedzieć, w promieniu 30 km. od
          Gliwic. Dla klienta gotowego do natychmiastowej konsumpcji rybek przygotowano 3
          opcje:
          1. Złowienie rybki na własny rachunek w pobliskich stawach hodowlanych za
          niewygórowaną opłatą (chyba, że posiadacie własną wędkę) i skonsumowanie jej na
          miejscu wśród rechotu żab i skubiących okoliczną trawę sielskich polsko-
          afrykańskich "boćków".
          2. Zakupienie rybki na miejscu i skonsumowaniu jej w powyższych
          okolicznościach. Do wyboru, min. PSTRAG, AMUR, SUM, JESIOTR, KARP, HALIBUT.
          3. Złowienie lub zakupienie rybki w Sierakowicach, przewiezienie jej do domu i
          zdanie się na własne umiejętności kulinarne i ocenę rodziny.

          Dodatkowym atutem, związanym z odwiedzeniem tego miejsca, jest możliwosć
          zobaczenia okolicznych i licznych, wiejsko-drewnianych katolickich kościółków w
          SIERAKOWICACH, SMOLNICY, ŻERNICY. Ten wspominany na forum kościół w Rachowicach
          jest raczej murowano-drewniany niz drewniano-murowany, a tym bardziej drewniany.

          Smacznego.
          • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 09.07.01, 18:14
            Niestety jestem zmuszony dokonać rewizji swoich dotychczasowych poglądów
            dotyczących SPICHLERZA. Podczas ostatniej mojej wizyty we wspomnianym miejscu
            zostałem niemile zaskoczony. Ceny bowiem jeszcze bardziej wzrosły (i tak już
            dosyć wysokie) natomiast podawane porcje są teraz jeszcze bardziej skromne (ale
            nadal pyszne). W oczekiwaniu na zamówioną potrawę klient może konsumować
            przepyszny smalec z takowym ciemnym pieczywem (prezent od firmy). I tu też
            zaszła zmiana-ciemne pieczywo zastąpiono niezbyt świeżym białym chlebem. Na tym
            nie koniec. Mianowicie rozkoszujac się daniem głównym zauważyłem zbliżającego
            się w stronę mojego talerza czarnego robaczka w chitynowym pancerzyku. Tak oto
            we dwoje dokonczylismy tą kulinarną wieczorną przygodę :-).

            p.s. nie wspomnę o całkowicie nie pasującej do tego miejsca muzyce (bodajże
            ROXETTE).
            • Gość: Mada Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniecznie IP: *.necik.pl 27.07.01, 21:33
              Taaak, czasy się zmieniają, ale nasze gusta ( no, nie zawsze) i wymagania
              ( to chyba zawsze) pozostają takie same.
              Chyba temu zawdzięczasz Piotlik ogrom sowjego rozczarowanoia "Spichlerzem",
              która to restauracja w trakcie pierwszego pobytu wywarła na mnie
              piorunujące wrażenie. Niestety kolejny, wraz z błędnym wyborem dania( zamówiłam
              mianowicie terrinę z ryby, która okazała się czymś najpaskudniejszym pod
              słońcem w kwestii smaku), zmieniłam nieco zdanie i nie wpatrywałam się już w
              lokal przy ulicy w Wiejskiej z tak wielkim bezkrytycyzmem. Uwagi Piotlika
              wpłyneły negatywnie na moje notowania akcji "Spichlerza", ale tak czy inaczej
              uważam go za jedną z najlepszych gliwikich restauracji.
              Aprpopos cen, muszę przyznać - wysokie, co wszakże nie powinno dziwić,
              kiedy weźmie się pod uwage standard lokalu... Teoretycznie. Mój pobyt w Pradze,
              w końcu drogiej, bo stolicy, utwierdził mnie w przekonaniu, iż niekoniecznie
              trzeba wymagać tak wiele środka płatniczego.
              Praskie lokale , oczywiście w zależnoci od klasy, dramatycznie różniące się
              cenami, były i tak lepsze( w pozytywnym tego słowa znaczeniu) od Spichlerza.
              Oczwyiście priorytetem cenowym najczęsciej była lokalizacja, aczkolwiek muszę
              z niesłychanie miłym zaskoczeniem przyznać, ze istnieje restauracja, po prostu
              genialna. Zwie się ona "Nebozizek" i znajuje się na jednym z praskich wzgórz
              ( Petrin). Bez obaw nie trzeba ( a można ) dostac się tam piechotą. Dojeżdża
              tam "Lanowka", czyli jak w przewodniku piszą - kolejka linowa, w rzeczywistości
              poruszająca się po szynach. Z rzeczonego "Nebozizka", pozwolę sobie wócić do
              tematu, rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków na Pragę ( i jej
              centrum). Ponadto jedzenie jest przepyszne i ceny, no, może umiarkowane - to za
              dużo napisane, ale do zniesienia. Wszakże nie na częste wizyty :) Dodatkową
              atrakcją w trakcie mojej bytności w tym miejscu było zajmowanie stolika
              oddalonego o kilka metrów od spożywającego posiłek Vaclava Havla z małżonką.
              Cóż - czy może byc coś milszego , jak posiłek z pięknym widokiem na Pragę,
              podziwnianą z tarasu restauracji i świadomości, że głowa państwa, także w tym
              miejscyu spędza popołudnie? Pewnie tak. Ale dla mnie wówczas było to
              wystarczające do miłego nastroju.
              Oczywiście prócz wspaniałych restauracji ( i drogich oczywiście) kuchnia
              czeska proponuja także inne specjały,. Prócz nieśmiertelnych knedlików
              ( których osobiśice nie lubię, czasami w porzadnym wydaniu - tak knedli jak i
              sosu do nich mogę je zjeść) proponuje inne ciekawe rzeczy. I to w cenach bardzo
              atrakcyjnych. Osobiście najbardziej rozbawił mnie... "Parek w rohliku". Tak
              nazwą jak i ceną, ta druga wszkaże stała sie dla mnie całkiem zrozumiała, kiedy
              zobaczyłam parówkę w bułce zlaną musztardą, czy tez sosem tatarskim.
              Prócz specjałów kuchni czeskiej warte napomknięcia są także zwyczaje
              naszych sasiadów w kwestii spożywania posiłków. Otóż nalepszą godziną na
              obiad jest, Boże 12, co dobiło mnie, kiedy byłam zmuszona z uśmiechem przyjąc
              zaporoszenie na obiad o 11 30, . Obiad ten był oczywiście dla mnie śniadaniem,
              drugim w najlepszym wypadku. A z miny gospodarzy, kiedy przestawiałam termin na
              12, wynikało,że będzie to prawie kolacja, matko. Ale za to był bardzo dobry, co
              zrekompensowało mi termin. Coś za coś, najwidoczniej.De gustibus est non
              disputandum, także w tej kwestii a ponadto, coż może siła tradycji...
              A na sam koniec, bo już i tak trochę się rozpisałam, w kwestii wspomnianych
              przez Piotlika Sierakowic. Coż dla mnie zawsze największą atrakcją jest tam
              pies, którego miejscem zamieszkania jest dom sąsiadujący ze smażalnią. Otoż,
              kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, rozbawił mnie - gdyż wyżeł niemiecki,
              chodzący wokół drzewa na dwóch łapach był czymś, z czego musiałam się śmiać
              ( notabene okazało się, ze mój wyżeł robi to samo) Jednak druga wizyta oko w
              oko z ... nie była tak przyjemna... Brytan rzucił się na moje cmo9knięcie do
              płota, głośno ujadając i szcerząc kły, co niekoniecznie budziło mój zachwyt.
              Jednak, reasumując, nie masz lepszego towarzystwa dla delektowania się
              posiłkiem. A już na pewno dla jego spalania, w trakcie na przykład, ucieczki
              przed, "rozkosznym wyżełkiem"...
              • Gość: piotlik Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.warsnet.trzepak.pl 02.08.01, 15:47
                Mada !!! Całkiem niezły wywód, długi, ale warty dobrnięcia do końca ;-).
                Ja również poznałem uroki czeskiej kuchni i podobnie jak Ty również w Pradze.
                Niestety na Petrin nie dotarłem, ale wypada tylko pozazdrościć, i posiłku, i
                towarzystwa. Moje kulinarne czeskie doświadczenia nie konczą się bynajmniej na
                restauracjach stolicy. Bardzo interesującą przygodę, głównie kulinarną :-),
                przeżyłem ostatnio. Wraz z grupą przyjaciół wybraliśmy się na małą objazdówkę
                na pograniczu Czech, Słowacji i Polski. Przejeżdżając przez małe miasteczka i
                większe wioski zaglądaliśmy do co bardziej interesujących, według naszego widzi-
                mi-się, lokali gastronomiczno-piwiarnianych. Cóż to było za przeżycie!!! Szkoda
                tylko, że ostro i konsekwentnie limitowane przez nasze żołądki i troskę o
                przyzwoity poziom cholesterolu, hihi. Aż się łezka kręci, że takich lokali
                praktycznie nie można spotkać w Polsce. No i te ceny !!!
                • Gość: meg Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.08.01, 21:59
                  Gość portalu: piotlik napisał(a):

                  > Aż się łezka kręci
                  No i te ceny !!!

                  a te wszechobecne "chlebicky" - świeżutkie, smakowite z dobrą kawą, chciałoby się
                  śniadanka jeść przez cały dzień

                  • Gość: piotlik Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.warsnet.trzepak.pl 03.08.01, 15:28
                    Antipasto(przystawka):
                    Melanzane e pomodori in parmigiana(bakłażany i pomidory z parmezanem)

                    Il primo(pierwsze danie):
                    Pasta a la norma(bakłażany, cebulka, sos ze świeżych pomidorów, bazylia, oliwa
                    z oliwek z pierwszego tłoczenia na zimno, makaron)

                    Il secondo(drugie danie):
                    Pesce fresco spada(ryba miecznik)

                    Insalata(sałatki):
                    Asparagi, broccoli, capperi, carciofi, spinaci, olive(do wyboru szparagi,
                    brokuły, kapary, karczochy, szpinak, oliwki)

                    a do popicia Marsala Fine "Lilibeo"-półwytrawne.

                    Oto specjalność kuchni sycylijskiej. A wszystko to w Palermo na via Monteleone,
                    ristorante "La vecchia strada" :-). Będę usilnie i konsekwentnie , aż do
                    znudzenia, starał sie przekonać kucharza w "Monastero", aby powyższe,
                    przepyszne i naprawdę proste do przygotowania menu (problem moze być jedynie z
                    miecznikiem) znalazło się w karcie tego lokalu.
                    • Gość: Emma Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.dip.t-dialin.net 03.08.01, 15:51
                      Jak to przeczytalam, od razu poczulam, jak mi w brzuchu burczy. Uwielbiam
                      wloska kuchnie: ciabatta-chleb, mazzarelle, pomidory, oliwki, sery... i
                      oczywiscie do wszystkiego wino. A potem godzinami siedziec przy stole, sluchac
                      muzyki i prowadzic dlugasne dyskusje.
                      • Gość: jo Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.dip.t-dialin.net 03.08.01, 15:57
                        A jo przepadom za japonskom kuchniom . Je tak wyrafinowano ze az mi slinka
                        leci .
                        To wszysko je jednak nic jak se spomna czorne kluski . rolada i modro kapusta .
                        Do tego kompot ze jabkow , no i na piyrsze rosol ze swojskimi nudlami . Robi
                        jeszcze ktos take kulane nudle ? Potym sie je kreje a potym suszy . Taki rosol
                        to jak u mie w doma byli Makaronioze , to mi pierony wszysko wyzarli .

                        He , he !
                        • Gość: piotlik Włochy, Sycylia, południe IP: *.warsnet.trzepak.pl 03.08.01, 16:16
                          To co kocham, poza kuchnią śródziemnomorską, to te długie dyskusje o wszystkim
                          i o niczym przy stole podczas rozkoszowania się posiłkiem. Jednakże możliwe
                          jest to tylko na prawdziwym południu (mezzogiorno), gdzie nikt nie liczy sie z
                          czasem. Upalne południowe słońce, regularne powiewy ożeźwiającego wiatru,
                          śródziemnomorskie krajobrazy, stolik pełen owoców morza i wytrawnego czerwonego
                          wina ukryty w cieniu na tarasie, piękna Włoszka siedząca obok- można się
                          rozmarzyć. Dlaczego Polska nie leży bardziej na południu???
                          • Gość: Mirek Re: Włochy, Sycylia, południe IP: *.*.*.* 03.08.01, 16:50
                            Fajny temat. Spedzilem dwa lata w Rzymie - jak chcesz to rozpocznij nowy temat
                            i mozemy porozmawiac.
                            • Gość: meg Re: Włochy, Sycylia, południe IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.08.01, 06:26
                              najpiękniejszy wieczór jaki można sobie wyobrazić - Piazza Navona w dobranym
                              towarzystwie, na stoliku butelka wina o niezrównanym smaku - i tu właśnie
                              problem, niedokładnie zapamiętałam nazwę (..muskat..?) i do dziś szukam po
                              sklepach takiego samego, było różowe, półwytrawne, a może to ten zachód słońca
                              i kompania?
                              • Gość: piotlik Re: Włochy, Sycylia, południe IP: *.warsnet.trzepak.pl 04.08.01, 11:28
                                Meg! Piazza Navona tak, ale nie w okresie wakacyjnym!!!
                                • meg_s Re: Włochy, Sycylia, południe 04.08.01, 12:39
                                  Gość portalu: piotlik napisał(a):

                                  > Meg! Piazza Navona tak, ale nie w okresie wakacyjnym!!!

                                  to był wczesny maj

                          • Gość: Emma Re: Włochy, Sycylia, południe IP: *.dip.t-dialin.net 03.08.01, 19:23
                            Juz sobie to wyobrazam - pytam sie tylko, co Ty bys robil z "ta piekna
                            wloszka" - no, moze "robil", jest nieodpowiednim slowem. Ale o czym
                            byscie "dyskutowali", o tym "czyms" to moze jeszcze, ale o tym "niczym`"???
                            Ciezka sprawa, chociaz, jakby ten stol naprawde byl tak suto nastawiony
                            (szczegolnie winem), to i "dyskusja" lepiej idzie.
                    • Gość: Mirek Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.sympatico.ca 04.08.01, 15:27
                      Gość portalu: piotlik napisał(a):

                      > Antipasto(przystawka):
                      > Melanzane e pomodori in parmigiana(bakłażany i pomidory z parmezanem)
                      >
                      > Il primo(pierwsze danie):
                      > Pasta a la norma(bakłażany, cebulka, sos ze świeżych pomidorów, bazylia, oliwa
                      > z oliwek z pierwszego tłoczenia na zimno, makaron)
                      >
                      > Il secondo(drugie danie):
                      > Pesce fresco spada(ryba miecznik)
                      >
                      > Insalata(sałatki):
                      > Asparagi, broccoli, capperi, carciofi, spinaci, olive(do wyboru szparagi,
                      > brokuły, kapary, karczochy, szpinak, oliwki)
                      >
                      > a do popicia Marsala Fine "Lilibeo"-półwytrawne.
                      >
                      > Oto specjalność kuchni sycylijskiej. A wszystko to w Palermo na via Monteleone,
                      >
                      > ristorante "La vecchia strada" :-). Będę usilnie i konsekwentnie , aż do
                      > znudzenia, starał sie przekonać kucharza w "Monastero", aby powyższe,
                      > przepyszne i naprawdę proste do przygotowania menu (problem moze być jedynie z
                      > miecznikiem) znalazło się w karcie tego lokalu.



                      Antipasto - brushetta - cos w rodzaju malej "kanapki" na bazie przysmazonej
                      bagietki w stylu clalbrese z pomidorem, basil, czosnek (zalezy) i innymi
                      warzywami (tez zalezy od gustu) polane serem parmigiano reggiano.

                      II - panne pomodoro quattro fromaggi con pollo; pasta z sosem pomidorowym i
                      kawalkami kurczaka "zaprawiona" czterema rodzajami serow; mozzarella, provolone,
                      asiago i parmezan - lubie to "na pikantnej stronie".

                      ...a do popicia Amarone Valpolicella lub Masi. Po obiedzie doppio esspreso i
                      thiramitsu i...Szwager; 120 kg po tygodniu...

                      • Gość: meg Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.08.01, 16:10
                        litości! soki trawienne zżerają mnie już na wylot, a w dodatku dziś upał i
                        niebacznie otworzyłam pojemniczek z oregano, teraz tylko zamknąć oczy
                      • Gość: Szwager Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.dip.t-dialin.net 04.08.01, 22:57
                        No ja , wszysko bych szafnol , ale parmezanu niy ciyrpia . Bezto nic z tego .
                      • Gość: petrus Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.01, 21:59
                        Gość portalu: Mirek napisał:
                        >
                        > ...a do popicia Amarone Valpolicella lub Masi. Po obiedzie doppio esspreso i
                        > thiramitsu i...Szwager; 120 kg po tygodniu...

                        poprawnie jest Amarone Valpolicella Masi . Masi to nazwa producenta (jeden z
                        najlepszych w dziedzinie Amarone) a nie nazwa wina. Polecam również firmę Tommasi
                        i Bolla. Moim zdaniem do opisiwanego menu bardziej pasowałoby dobre Chianti
                        Classico

                        • Gość: piotlik Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.warsnet.trzepak.pl 09.08.01, 16:02
                          I znowu zareklamuję mój ulubiony lokal. Otóż miłośnikom włoskiej kuchni z pełną
                          odpowiedzialnością :-) mogę polecić przyrządzaną tam Lasagne!!! Nie jest to
                          kolejna, nie zauważana i szybko zapominana przez konsumenta(przepraszam za ten
                          okropny zwrot) potrawa, która ma jedynie na celu złagodzenie głodu i danie
                          odpowiedzi dopominającej się posiłku żołądkowej gastrynie. Przyrządzana jest na
                          specjalne zamówienie (o mikrofali nie ma więc mowy !!!), z doskonałych
                          składników na czele ze wspaniałymi plastrami makaronu i na rozgrzanej blasze
                          wyciągniętej z pieca (ale niestety nie opalanego drewnem :-) ). Tylko
                          pogratulować kucharzowi. Lepsza niż we Włoszech, gdzie większość lokali
                          obsługuje jednodniowego lub masowego turystę nie przywiązując wagi do jakości.
                          CHAPEAU BAS!!!
                          Oczywiście mowa o "Monastero".
                          • Gość: meg Re: Tempora mutantur,et nos, niestety, w kwestii kulinarnej, niekoniec IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.01, 21:03
                            Gość portalu: piotlik napisał(a):

                            > I znowu zareklamuję mój ulubiony lokal. > Oczywiście mowa o "Monastero".

                            Muszę wrzucić kamyk do tego uroczego ogródka - znasz tę "pogrążoną" ladę? -
                            właściciel do dziś nie zapłacił stolarzowi (akurat znam tego drugiego)

      • Gość: KEDZIOR Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.bloomberg.com 04.09.01, 15:44
        Gość portalu: piotlik napisał(a):

        > 29.06.2001, SPICHLERZ, godz.22.00,
        >
        > Przystawka: smalec i świeze ciemne pieczywo.
        >
        > Przekąska dla wytworzenia soków trawiennych: wybór sałat z łososiem wędzonym i
        > jajkiem w sosie włoskim.
        >
        > Danie główne: Supreme z cielęciny podawane z rogout warzywnym i ziemniakami
        > drążonymi.
        >
        > No i oczywiście czerwone, wytrawne wino: Chateau Vieux Duche (proprietare a
        > lalande-de-pomerol, Gironde, France), rocznik 1992.


        WELL NO NIBY SPICHLERZ WYGLADA CALKIEM OK, WRECZ DOSKONALE MIEJSCE DO ZROBIENIA
        WRAZENIA, NATOMIAST NIESTETY PANIENKA KTORA TO PROWADZI NIE WZIELA SOBIE DO SERCA
        WYCHOWANIA KELNEROW. ZATRUDNILA KUCHARZY Z "SHERATONA" Z WARSZAWKI!! ALE NIESTETY
        OBSLUGA KIEPSCIUTKA. A SZKODA BO MIEJSCE NAPRAWDE MA WIELE UROKU. ALE TAK TO JEST
        JAK SIE DOSTAJE KNAJPKE W PREZENCIE OD TATUSIA I MYSLI SIE ZE TO WYSTARCZY ;))
        ZALACZAM SZANOWANSE...
    • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 11.08.01, 02:45
      mniam, mniam
    • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 15.08.01, 14:47
      • Gość: meg Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.01, 11:46
        odwiedziłam tak zachwalane "Monastero" - to niesamowite co umiejętne
        przyrządzenie może wyczarować z najzwyklejszych składników - a było to risotto
        jarzynowe (tagliatelle salmon też owszem, owszem), natomiast z uwagi na upał
        drzwi były szeroko otwarte i wdzierała się atmosfera dworcowego baru
        (nie było interesującej panów kelnerki, tylko pogrążony barman)
        • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 20.08.01, 00:07
          Z pełną odpowiedzialnosćią nie polecam nowootwartej pizzeri na ul.Wieczorka
          (numeru nie pamiętam). Nazywa sie bodajże "Kajko i Jacko". Cóż za
          pretensjonalna nazwa!!!
          • Gość: XJ600 NIE jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 20.08.01, 18:13
            Idąc ostatnio Wieczorka zauwazyłem szyld wspomnianego lokalu. Postanowiłem tam
            zaglądnąć. Wszedłem do bramy i odrazu w me nozdrza uderzył intensywny (niestety
            nie ten z tych przyjemnych) zapach gastronomii. Kierując się nim skręciłem w
            boczne drzwi i zacząłem schodzić po schodach. Ponieważ były docyć strome
            chwyciłem się odrapanej poręczy z rurki fi 15. To był błąd! Dłoń przykleiła się
            do brudnej poręczy. Nie speszony tym drobnym incydentem kontynuowałem podążanie
            za zapachem, który w miarę zagłębiania się w piwniczny korytarz, nasilał się i
            stawał się coroz bardziej przykry. Wkońcu oczom mym ukazała się sala jadalna.
            Stoły nakryte ceratą, automat do gry i zapocony osobnik pochłonięty do reszty
            zestrzeliwaniem kolejnej dywizji obcych statków kosmicznych. Zobilem w tył
            zwrot i wybiegłem nie dotykając poręczy.
            Mówi się pozory mylą, ale sam nie mam tyle odwagi co Piotlik by przetestować
            menu pizzerii "Kajko i Jacko".
    • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 22.08.01, 00:19
      • Gość: XJ600 Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 22.08.01, 11:19
        Ostatnio Piotlik skrytykował pizzerię "Kajko i Jacko" a ja go poparłem. Wczoraj
        jednak pewna znajoma mówiła, że mimo kiepskiego wystroju, pizza jest tam bardzo
        dobra. Jeśli ktoś spróbuje, to proszę niech coś o tym napisze.
        • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 31.08.01, 00:28
          Może przesadzę, ale uważam, że każda potrawa zamówiona w "Spartanie" nie
          zawiedzie Was. Ceny umiarkowane, jakość wspaniała, estetyka również, no
          i ....obecność fontanny Neptuna i gliwickiego ratusza.
          • Gość: Mada Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.necik.pl 31.08.01, 17:03
            Hm... Przyznaję, że myślałam, że te wszechobecne plotki o straszliwej klasie
            kuchni angielskiej nie są do końca prawdziwe, ale...
            Ja nie rozumiem ich sposobu odżywiania się, matko Boska ! Anglicy dają
            najlepszy przykład jak przy :
            1)minimalnym nakładzie wysiłku
            2)minimalnym nakładzie składników
            Swtorzy cdanie minimalnej jakości...
            Czy ktos z Was ma jakieś doświadczenia z potrawami kuchni (hi,hi) angielskiej?
            • Gość: kidd Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.server.ntl.com 31.08.01, 19:33
              Mada : napisz cos wiecej o Twoich doswiadczeniach z ta kuchnia.
              Mniemam , ze bylas- jadlas, a moze jestes bedaca zkazana. Jedyna
              angielska restauracja we Francji zamknela swoje podwoje w tym roku,
              hmm.
              • meg_s Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? 31.08.01, 20:14
                Kidd - parę razy miałam już pytać - jeśli wolno wiedzieć skąd nadajesz?
                • Gość: kidd Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.server.ntl.com 31.08.01, 20:45
                  Odpw. dla Meg: United Kingdom.
                  • Gość: Mada Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.necik.pl 01.09.01, 00:14
                    Kidd, wiesz aż boję się pisać o tych "rozkoszach" podniebienia, przecież Ty
                    ani chybi wiesz to lepiej ode mnie?
                    Ja zawiodłam się przede wszytskim... No, hm, wlaściwie aż tak się nie
                    zawiodłam, przynjamniej obiady u mojej angielskiej rodziny były całkiem
                    interesujące, ale chyba tylko dlatego, że oni podróżowali niesłychanie dużo i
                    zasamkowała im ( chyba nie jest to dziwne...) kuchnia świata...
                    Ja więc raczej rozczarowałam się przepysznym, fuj, chlebkiem tostowym,
                    który jako jedyny gościł w angielskim domu ( do przeżycia stostowany, ale w
                    innej formie - błeee, a ja musiałam konsumowac go właśnie w tej innej formie).
                    Że o zawartości kanapeczek, mojego lunchu, nie wspomnę. Szynka z piklowanymi
                    śliwkami? Pyszne!
                    Wspaniałe, niezapomniane wrecz wrażenie zrobiła na mnie ( stosowana także
                    przez moją angielską rodzinę) fasolka z puszek, rewelacja...Tak się przyjemnie
                    spożywało posiłek złożony z frytek, tych angielskich, na dodatek - dziwny
                    zwyczaj-polanych sosem Vinaigret z fasolką i jakimś dziwacznycm mięsem z paczki
                    w jeszce bardziej zaskakującym cieście....Dało się zjeśc, oczywiście , ale
                    smak...
                    Ale najbardziej zawiodłam się, no bo przeciez nie mogłam nie spróbować,
                    dania słynnego właśnie "że jest typowo angielskie" - Fish & chips. Miałam taką
                    skromną nadzieję kupując , nazwijmy to, danie, że ponieważ znajduję sie w
                    miejscowości nadmorskiej -ryba będzie świeża, czyli jak, teoretycznie nie
                    byłaby przyrządzona to powinna być dobra, bo świeża - a po drugie- że frytek
                    nie da się chyba zepsuć... Błąd w ocenie, frytki z octem jak zwykle zresztą nie
                    przypadły mi do gustu a ryba, cóż, gdyby nie fakt, iż byłam pewna, że
                    zamawiałam rybe - to chyba niestety nie poznałabym smaku... Papier
                    panierowany - oto jak narodowe danie Anglikow smakowało, no papier w occie,
                    nie będę aż tak okrutna...
                    Aczkolwiek - i to mi się naprawde spodobało- Anglicy okazali się być
                    autoironiczni i niesłychanie rozbawiły mnie krótkie, dowcipne historyjki na
                    temat jakości angielskiego jedzenia. Napiszę dwie z nich:

                    Jak mówimy smacznego w różnych karajch?
                    Bon apetit - mówią Francuzi, nad ich wystawnymi kolacjami
                    Guten Apetit ( nie jestem pewna pisowni, jeżeli jest błąd wybaczcie)- tak
                    życzą sobie uadanego posiłku Niemcy
                    Smacznego - możemy usłyszeć przed obiadem z ust Polaków
                    A jak robiąto Anglicy? Zwiesiwszy smutno głowę nad mało interesująco
                    wyglądającym talerzem- No cóż, bez komentarza...
                    A kolei inna rysunkowa ( gdyż obie anegdoty mją takze swe tło w rysunkach)
                    historia :

                    Podróżnicy idą już trzeci dzień przez las o głodzie i pragnieniu... Czwartego
                    dostrzegli, nie niemożliwe !- tak jednak - dostrzegli restaurację.
                    - Boże, jakże się cieszymy- skonstatowali znużeni wędrowcy.
                    Spojrzeli raz jeszcze na szyld: "Angielska restauracja"...
                    - Wiesz, że to już nasz szósty dzień bez jedzenia i picia ?- zapytał jeden z
                    podrózników drugiego, dwa dni później...

                    Muszę więc przyznać, żei Anglicy spostrzegli chyba klase kuchni swej
                    narodowej... Obawiam się jednak, że ja nie dałam dobrego świadectwa o polskiej
                    kuchni, ponieważ przyrządzony przeze mnie bigos ( robiony przeze mnie po raz
                    pierwszy w życiu) smakował,hm, co najmniej dziwnie...
                    • Gość: kidd Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.server.ntl.com 01.09.01, 00:54
                      Wada : bardzo inteligetnie-spostrzegawczo i dowcipnie-dosadno napisany
                      felieton. Czy Ty nie studiujesz(jestes) dziennikarka? ---kidd---
                      • Gość: Mada Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.necik.pl 01.09.01, 19:02
                        Niestety, Kidd, ani nie studiuję ani nie jestem dziennikarką. Wszystko
                        jeszcze przede mną...
                        Ale na marginesie, tak się zastanawiam od mojego powrotu z Anglii co wolę -
                        czy brytyjską kuchnię czy też może pogode... Odpowiedź niestety przysparza mi
                        wiele trudności. Ale chyba preferuję kuchnię? Nie wiem.
                        Mam nadziję Kidd, że podzielisz się swoimi doświadczeniami w kwestii i
                        jednego i drugiego :)...
                        • Gość: Ee Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.01, 22:39
                          Chyba rzeczywiście wszystko jeszcze przed tobą - czarny pudding z bitą śmietaną
                          jadłaś? Bo to jest wrażenie niezapomniane - budyń zrobiony "na sztywno" w
                          kolorze sadzy i o smaku starej opony doprawionej trampkiem, lekko słony, a na
                          to słodka bita śmietana. CUDO!!!! Jadłam to w Londynie w rodzinie mieszanej
                          polsko-szkockiej, i gospodyni zapewniała mnie, że jest to ulubiony deser jej
                          szkockiego męża....
                          • Gość: Mada Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.necik.pl 01.09.01, 23:28
                            O, budyniu nie miałam [nie]przyjemności kosztować, żałuję niepomiernie.
                            Zawsze lubiłam smak starych trampków...- pewnie niezapomniany? Rozumiem Ee, że
                            też kochasz kuchnię angielską....?
                            • Gość: LL Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.dip.t-dialin.net 02.09.01, 00:21
                              Angelske mamlanie , papanie itd som darymne !!!
                            • Gość: Ee Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: 157.158.202.* 03.09.01, 10:46
                              No pewnie! Niezapomniane było również ciasteczko z kremem, które było tak
                              śliczne, że nie mogłam mu się oprzeć. Takie ozdobne i różowe. Po pierwszym
                              kęsie wylądowało w koszu - było słono-słodkie, brrrrrr
                    • Gość: Mirek Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.*.*.* 02.09.01, 03:25
                      Gość portalu: Mada napisał(a):


                      > Jak mówimy smacznego w różnych karajch?
                      > Bon apetit - mówią Francuzi, nad ich wystawnymi kolacjami
                      > Guten Apetit ( nie jestem pewna pisowni, jeżeli jest błąd wybaczcie)- tak
                      > życzą sobie uadanego posiłku Niemcy
                      > Smacznego - możemy usłyszeć przed obiadem z ust Polaków
                      > A jak robiąto Anglicy? Zwiesiwszy smutno głowę nad mało interesująco
                      > wyglądającym talerzem- No cóż, bez komentarza...

                      Przepraszam ze sie wtracam, ale o ile sie nie myle to po angielsku to brzmi;
                      Enjoy your meal, albo po prostu enjoy i reszta w domysle... tak przynajmniej jest
                      to przyjete w anglojezycznej czesci Kanady...
                      • Gość: Mada Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.necik.pl 02.09.01, 19:36
                        Mirek... Na tym miał polegac żart tej historyjki obrazkowej... Czym tutaj się
                        delektować , skoro to posiłek angielski? Ale rozumiem, że w Kanadzie mówi się
                        inacej bo też pewnie i kuchnia jest nieco lepsza... Można więc bez obaw życzyć
                        przyjemności z posiłku :)))
                        • Gość: Mirek Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.sympatico.ca 02.09.01, 21:51
                          Zrozumialem i w zamian opowiem Ci inna. Otoz kilka lat temu bedac z rodzinka w
                          US zostalismy zaproszeni na kolacje przez typowo amerykansko-anglosaskich
                          znajomych do ich domu. Glodni jak diabli, zapomnielismy ze jestesmy w
                          najbardziej zdewocialym kraju na swiecie. W pewnym momencie syn znajomych,
                          wowczas lat okolo osmiu pyta mojego syna (rowiesnika);
                          - to wy sie nie modlicie przed jedzeniem?
                          na co moj chlopak widzac rozne dziwne rzeczy na stole wali z grubej rury;
                          - nie, bo MOJA mamusia bardzo dobrze gotuje!

                          Byl to fragment kawalu wielokrotnie powtarzanego u nas w domu (przytoczylem go
                          nawet gdzies na *cos na wesolo*) i nie wiem czy moj syn chcial byc po prostu
                          dowcipny, ale to co bylo na stole tez moglo wzniecic obawy...

                          Jako dodatkowa ciekawostke podam, ze nigdzie nie spotkalem sie z angielska
                          restauracja, a tu w angielskim Toronto, mozna znalesc wszystko co podaja na
                          calym swiecie...ciekawe...

                          Pozdrawiam - Mirek :))
                          • Gość: Mada Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.necik.pl 02.09.01, 23:25
                            Mirek, kapitalna anegdota... He, he. Lepsza niż te angielskie, które czytałam
                            będąc na wyspach. A co do angielskich restauracji- cóż fakt,że nie ma ich w
                            Toronto mówi sam za siebie... Cóż oni mieliby tam u diaska zapodawać ?
                            A jak przedstawia się kuchnia kanadyjska - powinna w końcu coś przejąc od
                            angielskiej?
                            • Gość: Mirek Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.sympatico.ca 03.09.01, 00:13
                              Kuchnia kanadyjska jest podobna do amerykanskiej; McDonald, Burger King, KFC i
                              inne dziadostwa. Jedynymi typpowo kanadyjskimi rzeczami to syrop z drzewa
                              klonowego (podobny do miodu - dobre), slushies czyli zmiksowane z lodem owoce
                              podobne do ice cappucino z McDonald''a tylko kawa zastapiona owocami (brrrr -
                              nie dobre, za slodkie) i od strony francuskiej Kanady - putina, czyli ziemniaki
                              polane zoltym serem (sam widok... no, wyobrazcie sobie...). Nie jest jednak tak
                              zle; wielonarodowosc robi swoje i trudno sie "kulinarnie" tutaj nudzic.
                              Pozdrawiam :))
                              • Gość: Mada Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.necik.pl 03.09.01, 20:53
                                Gość portalu: Mirek napisał(a):

                                > Kuchnia kanadyjska jest podobna do amerykanskiej; McDonald, Burger King, KFC i
                                > inne dziadostwa.


                                Mam obawy, że ten typ nazwijmy to restauracji, jest obecny już wszedzie na
                                świecie. Z wyjątkiem może krajów bardzo słabo rozwiniętych ...( Globalizacja?)
                                • Gość: piotlik Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.warsnet.trzepak.pl 17.09.01, 21:41
                                  Gliwice, Monastero, dn.17.09.2001
                                  Pasta a la Putaneska 14 pln
                                  mniam mniam
                                  • Gość: kidd Re: Kuchnia angielska - O gustach się nie dyskutuje ? IP: *.server.ntl.com 17.09.01, 21:50
                                    Nie jestem zdziwiony, ze mniam, mniam dla Ciebie piotlik, bo moze byc,
                                    ze i od jedzenia sie wstrzymywales przez te traumatyczne dni.


                                    ---kidd---
    • meg_s Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 27.09.01, 22:43
      mało brakowało, a mój ulubiony temat o jedzonku powędrowałby na drugą stronę
      • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 27.09.01, 23:10
        Nowa i niepowtarzalna. Przytulna i pyszna. W samym centrum Gliwic. Z
        nieustającym zapachem wypiekanych specjałów. PIEKARNIA SZWAJCARSKA na
        ul.Zwycięstwa na wysokości GCH (Gliwickie Centrum Handlowe). To jest pierwsze
        wrażenie i może nieobiektywne, ale polecam.
        • ivo Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 28.09.01, 09:28
          a co tam bys polecila z tamtat, za dziesec dni jestem w gliwicach to chce troche pomaszkiecic, dawniej bylo 10
          paczkow z wisienki, napoleonki z pszczolki, nie dawno ptysie z tesko a teraz.....
          • meg_s Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 01.10.01, 17:08
            ivo napisał(a):

            > a co tam bys polecila z tamtat

            ja mogę polecać maszkety w Katowicach, w Zabrzu mniej, a w Gliwicach na razie
            wcale, dlatego wołałam Piotlika na pomoc, tym bardziej, że sama chętnie się dowiem
        • meg_s Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 28.09.01, 18:06
          Piotlik, a może by tak część II - toto ładuje mi się ze cztery minuty, - ale
          jak uważasz.
          Poradź Iwonie(?) - nic nie poprawia tak humoru jak dobre ciasteczko (zwłaszcza
          im bardziej zakazane)
          • Gość: Mada Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 28.09.01, 22:26
            Piekarnia Szwajcarskra to w istocie ten typ lokalu, jakiego bardzo mi
            brakowało na Zwycięstwa. Niejednokrotnie narzekałam,ze Fleury Michon zamieniono
            na Turbo czy coś w tym stylu. I teraz proszę - jest... znowu....
            Uwielbiam Francuskie cistka i wszystkim, którzy je lubią polecma Piekarnię
            Szwajcarską....
            • Gość: Ee Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.01, 18:20
              A w którym to miejscu???
          • Gość: iwona Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.ub.ruhr-uni-bochum.de 01.10.01, 10:33
            meg_s napisał(a):

            > Piotlik, a może by tak część II - toto ładuje mi się ze cztery minuty, - ale
            > jak uważasz.
            > Poradź Iwonie(?) - nic nie poprawia tak humoru jak dobre ciasteczko (zwłaszcza
            > im bardziej zakazane)

            dlaczego zakazane? - nie mam problemow, faire bonne chere.........
            • Gość: meg_s Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 01.10.01, 10:54
              Gość portalu: iwona napisał(a):

              > Poradź Iwonie(?) - nic nie poprawia tak humoru jak dobre ciasteczko (
              > zwłaszcza im bardziej zakazane)
              >
              > dlaczego zakazane? - nie mam problemow, faire bonne chere.........

              druga część była o mnie

              • ivo Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 01.10.01, 11:14
                przepraszam, ale dalej nie poradziliscie od czego tam zaczac?
                • meg_s Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 02.10.01, 08:29
                  ivo napisał(a):

                  > przepraszam, ale dalej nie poradziliscie od czego tam zaczac?

                  widocznie Piotlik nie lubi ciastek
                  • meg_s Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 02.10.01, 08:32
                    był kiedyś taki wątek - "gdzie w Gliwicach są najlepsze lody"
                    • Gość: Ee Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: 157.158.202.* 02.10.01, 14:38
                      To się pospiesz - lodziarnia "Bolek i Lolek" o której pisałam jeszcze jest
                      czynna....
                      • Gość: Szwager Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: 217.96.251.* 02.10.01, 14:55
                        Jodlech wczora slonski zur ze zoltom kyjsom na wiyrchu i nazywalo sie to Zurek
                        Po Gliwicku .
                        Skond ta nazwa (a bolo to we Starym Browarze) ?
                        • waldemar123 Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 02.10.01, 23:59
                          Gość portalu: Szwager napisał(a):

                          > Jodlech wczora slonski zur ze zoltom kyjsom na wiyrchu i nazywalo sie to Zurek
                          > Po Gliwicku .

                          <<<<<a jo żem jat tera frytki z parufka i to siem nazywało Wurst und Pommes ala
                          Karta.


                          > Skond ta nazwa (a bolo to we Starym Browarze) ?


                          <<<< Z Kontowni.

                          <<<< A jo je do tegom był keidy na Ukrainie i tam jod ruskie pierogi co sie
                          nozywoły polskie (a lolo to we Ukrainskim Dwoże).

                          I co to wincej godać?
                          • waldemar123 Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 03.10.01, 00:05
                            A jak się miało nazywać barszcz po ukraińsku?
                            • Gość: Mada Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 03.10.01, 21:30
                              Nareszcie udało mi się przeczytać ostatnie wpisy - wątek jest faktycznie
                              chyba za długi , bo nie chce mi się nic wyświetlać ( a im bardziej chcę - tym
                              mniej postow widzę :)
                              Stąd moja poźna odpowiedź- Meg, jeżeli jeszcze Ci sieto przyda - "Piekarnia
                              Szwajcarska" mieści się przy ul. Zwycięstwa ( vis a vis GCH a obok Wisienki).
                              Natomiast jeśli chodzi o asortyment... zacznę od wszelakiej maści ciastek
                              francuskich - moje ulubione to "Brzoskwinka", niestety jest również njadroższe:)
                              Ale wszelakie innej maści sa takze pyszne ( nie polecam tylko ciastka
                              migdałowego - ale być może trafiłam na wyjątkowo niesmaczne - był tam dodany
                              aromat i na doadtake było słabo dopieczone wewnątrz...
                              Można także zjeśc coś na słono - od ciekawych smakowo "słonych" lub
                              pikantnych potraw z ciasta francuskiego- po jakieś zapiekanki, różnej maści...
                              Ostatnią częśc - przeze mnie nie sprawdzaną - tworzą jakieś ciasta- z tego
                              co wiem torty i inne ( najczęściej chyba kupowane na wynos z rozmaitych
                              okazyi)...
                              A ja przy każdej nadarzającej się okazyi wpadam tam, bo uwielbiam ciastka
                              francuskie... :)
                              Hm.. Być może nieco kaloryczna uczta, ale - raz się żyje....
                          • Gość: Niymrawa Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.dip.t-dialin.net 04.10.01, 18:11
                            a stoi tam tysz pomnik Pilsudskiego (na tyj Ukrainie) .
                            • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 23.03.02, 00:36
                              Dla przypomnienia.
                              • Gość: Mada Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 24.03.02, 00:20
                                Piotlik, moje przypusczenie zamienia się w pewność....
                                Dla jakiego przypomnienia, dla konkurencji :)))))

                                • Gość: Pieron Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.dip.t-dialin.net 24.03.02, 00:22
                                  Apetyt sam styknie. Pra?
                                • Gość: Mirek Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.sympatico.ca 24.03.02, 02:11
                                  Gość portalu: Mada napisał(a):

                                  > Piotlik, moje przypusczenie zamienia się w pewność....
                                  > Dla jakiego przypomnienia, dla konkurencji :)))))


                                  Mada! Witam po dlugiej nieobecnosci! Mam nadzieje ze odebralas moje zyczynia z
                                  okazji Dnia Kobiet? Jak Szwager (przepraszam; Piorun) napisal;

                                  ..."Ooooooo !

                                  K O B I Y T A to brzmi dumnie !"...

                                  Pozwol jednak ze ustosunkuje sie do sytuacji z tym tematem. Jest to moj pierwszy
                                  wpis (chyba) tutaj, co nie znaczy ze nie czytam. Wrecz przeciwnie; jestem wielkim
                                  fanem tego tematu i na pewno nim pozostane! Osobiscie uwazam ze ..."zamiast go
                                  szukac zdecydowałam się na założenie nowego..." powinnas jednak "oddac kerdyt
                                  gdzie kredyt sie nalezy" - to znaczy jestem jednak za uznaniem i uszanowaniem
                                  "wlascieciela" tematu. Jest to jek prawo autorskie i piractwo; moja idea i ja
                                  bylem pierwszy, reszta jest kopia i to wcale nie swiadczy ladnie o kopiotworcy.
                                  Milo ze zwrcilas uwage na sex w wypowiedziach, ale trudno, aby Piotlik pisal w
                                  rodzaju nijakim... Nawet sam Hans-Hanys nie chce zalozyc nowej czesci "Cos na
                                  wesolo", chociaz ma teraz wieksze prawo niz ja do tego tematu ze wzgledu na ilosc
                                  wpisow. Sa jednak niepisane prawa forum, ktore bazuja na tzw. wyczuciu a to jest
                                  zwiazane z kultura osobista.

                                  Piozdrawiam serdecznie - Mirek
    • Gość: Mirek Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.sympatico.ca 24.03.02, 04:07
      Kobiety maja wszelkie prawa (i nawet wiecej!) - czekam wiec na kontynuacje na
      odslonie drugiej...
      • meg_s Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum 24.03.02, 04:19
        Gość portalu: Mirek napisał(a):

        > Kobiety maja wszelkie prawa

        Mirek - Ty jak zawsze z dowcipami
        • Gość: Mirek Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.sympatico.ca 24.03.02, 04:38
          a nie?
          • Gość: Mada Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 25.03.02, 18:44
            Mirek, czy znaczy to, że zakładając, nieświadoma przyznaję tych "niepisanych
            reguł," popełniłam olbrzymie faux pas?....
            Wydaje mi się że istotna jest jednak sama treść wątku...
            Osoba w której odmieniony jest czasownik "jeść" jest mi de facto
            obojętna.... Zwróciłam jendak uwagę w jakim rodzaju pojawia się częściej
            Cześciej czyli, bagatela, wszędzie....
            Mogę dla pokuty pisać tylko pod "jadłem"...

            Rozumiem , że liczy się także fakt,że po tak długiej nieobecności i od
            razu "założyłam nie- swój wątek"?...:)))



            • Gość: piotlik Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.warsnet.trzepak.pl 25.03.02, 18:55
              Jako ojciec wątku pod tutułem "Jadłem w ..." nie wysuwam żadnych, ale to
              żadnych roszczeń w stosunku do osoby piszącej pod nickiem Mada. Nie uważam jej
              postępowania za naruszenie zasad prawa autorskiego. Nie zamierzam w tym
              zakresie stosować przepisów dotyczących ochrony naruszonej własności
              intelektualnej...potraktujmy wszystko w formie żartu i bawmy się nadal
              w "forum" :-). Mada! Ale jeden PILSENER URQUELL należy mi sie ;-).
              • Gość: Pieron Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.dip.t-dialin.net 25.03.02, 19:16
                lyj mu dzioucha, lyj !

                PS
                Pifffa tysz !
                • Gość: Mada Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.necik.pl 25.03.02, 22:23
                  Piotlik, z najwyższą przyjemnością w ramach rekompensaty za poniesione szkody
                  moralne, intelektualne, materialne i wszelakie inne, ktorych nie zlicze i nie
                  wymienię - spłacę swój dług...
                  Wszakże pod warunkiem, iż nie odbędzie się to w lokalu do kórego z zasady
                  nie wchodzę czyli w niejakim "Davidoffie", ciekawam skąd wzięła się
                  nazwa "Hades ":))))
                  Za radą Pierona gotowa jestem nawet- łącząc dwie rady- wlać Ci piwo wprost
                  do gardła, acz nie podejrzewam, by było to w jakikowiek sposób zgodne z Twoim
                  życzeniem :))))
                  • Gość: Pieron Do Piotlika IP: *.dip.t-dialin.net 25.03.02, 22:26
                    Piotlik, musisz prziznac, co tyn wic sie tyj "Frelce" udou !
                    • Gość: Mada Jedliśmy w.... IP: *.necik.pl 25.03.02, 22:49
                      i jeśc będziemy. Mam nadzieję, że i o gustach przy tej okazji nie przyjdzie
                      nam dyskutowac, bowiem, jak mówi starożytna sentencja-tego sie nie robi :)))
                      • Gość: Pieron Re: Jedliśmy w.... IP: *.dip.t-dialin.net 25.03.02, 23:03
                        Polecom Wom pora dni wczesniyj pogodac z szefym kuchni i za mauom dopuatom
                        zamowic jakes ekstra szpeciauy. Czynsto tak robia i przewaznie je to warte,
                        paru fynikow - przeca idzie Wos wiyncyj. U nos zamawio sie tysz platy na kilka
                        do kilkunastu osob. To je tansze a urozmaicynie je na tela wielke ze idzie
                        pomaszkycic.

                        Pyrsk !
                    • Gość: piotlik Re: Do Piotlika IP: *.warsnet.trzepak.pl 25.03.02, 23:09
                      Do Mady: Zgadzam się na Twoje warunki :-). A co do wymienionych przez Ciebie
                      lokali("DAVIDOFF" czy jak kto woli "HADES") - również za nimi nie przepadam.
                      Poza tym rzecz podstawowa - nie ma tam PILSENERA.

                      Do Pierona: Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie cierpią na SYNDROM ŻABY
                      W STUDNI i znają inne wzorce niż przemoc, terror czy samodzierżawie i mają
                      poczucie humoru :-).
                      • Gość: Pieron Re: Do Piotlika IP: *.dip.t-dialin.net 25.03.02, 23:18
                        Piotlik to musisz mi sam trocha wytuplikowac.
                        Jo znom sie na slimokach i widziouch ich juz couko mocka a humorym poradza
                        szczylac jak z pancerfausta. No to

                        Pyrsk !
    • Gość: Mirek Re: Jadłem w... ! - De gustibus non est disputandum IP: *.sympatico.ca 30.06.02, 20:44
      Aby ocalic od zapomnienia i z uklonem w strone naszych Wroclawskich gosci...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka