Dodaj do ulubionych

Janosch a Janosik!

31.07.05, 12:07
Podobno Glywice Janosik odwiedzil, a ja go z Janoschem pomylilem ;)
"Jak wychowywano Janosha
Notowała: Aneta Górnicka-Boratyńska 25-06-2005, ostatnia aktualizacja 22-06-
2005 12:17

Wszystko, co pozytywne, wyniosłem z domu dziadka, ale pisanie książek jest
dla mnie przede wszystkim naprawianiem krzywd, jakich doświadczyłem

Pierwsze trzy lata spędziłem u dziadków. Nie wiem, gdzie byli wtedy moi
rodzice. Wierzyłem, że umiem latać. Mieszkanie dziadka, który palił bardzo
dużo machorki, było zadymione. Dziadek sprawiał wrażenie nieobecnego duchem,
podejrzewałem, że ma to jakiś związek z paleniem. Chciałem spróbować, jak to
jest, wypaliłem cygaro, „odleciałem” i wylądowałem w szpitalu. Potem
zamieszkaliśmy wszyscy razem: dziadkowie, rodzice i ja, w Zabrzu, w typowym
familoku na górniczym osiedlu, na 20 metrach kwadratowych. Nie mieliśmy
bieżącej wody ani toalety.

Czy miałem szczęśliwe dzieciństwo? Mój ojciec wracał każdego dnia pijany, ale
wtedy wydawało mi się to normalne. W domu mówiło się tylko o tym, jak bardzo
się ojciec dzisiaj upił. Matka straszyła mnie, że zabierze mnie diabeł, bałem
się piekła. Dużo chorowałem, pamiętam operację wyrostka, gdy miałem trzy
lata - że liczyłem przed narkozą i że doliczyłem do trzech. Lekarz w szpitalu
podarował mi 10 fenigów i mogłem sobie kupić ciastko - to jedno z moich
najjaśniejszych wspomnień.

Matka często chodziła do kościoła, żeby pokazać nową sukienkę - lubiła się
stroić. Ja szedłem za nią. Siadała zawsze z przodu, na ołtarzu wisiał
Chrystus zakrwawiony, zawsze się bałem, że spadnie.

Pamiętam swoją radość, gdy spalił się kościół Świętego Ducha w Zabrzu, bo już
nie musiałem do niego chodzić. Nie chodziłem na mszę, a jednocześnie nie
grzeszyłem - bo kościoła nie było.

Marzyłem, by być rozbójnikiem. W Pszczynie mieszkało trzech rozbójników:
Szedla, Elijas i Pistolka, którzy jak Janosik napadali na bogatych i dawali
biednym. Gdy dorosłem, napisałem o nich książkę.

Marzyłem też, by malować złotym, srebrnym i różowym kolorem. W życiu, które
znałem, nie było takich barw. Miałem cztery lata, gdy dostałem pierwsze
farby, ale nie mogłem nimi malować, bo nie miałem pędzelka (ojciec nie
wiedział, że do malowania potrzebny jest pędzel), poza tym i tak nie miały
złotego i srebrnego. Pierwsze rysunki robiłem, gdy miałem cztery lata. Ojciec
pożyczył skądś książkę, to był rodzaj religijnej pornografii, przedstawiała
nagie diabły. Patrząc na obrazki, rysowałem kobiece piersi. Nie mieliśmy w
domu innej książki oprócz modlitewnika matki. Dopiero w 1959 roku - miałem
wtedy 28 lat - nauczyłem się malować złotym kolorem, czyli nakładać płatki
złota. Wciąż maluję prawdziwym złotem i srebrem.

Najważniejsi są bliscy ludzie, a rodzinna okolica to najlepsze miejsce do
życia - spokój, ład. Tak o tym mówią moje książki o Misiu i Tygrysku.
Przypomina mi się moja babcia, która grzała cegłę w piecu, owijała ją w
szmatkę i wkładała do łóżka, żeby mi było ciepło. To jest właśnie to.

Wszystko, co pozytywne, wyniosłem z domu mojego dziadka, ale pisanie książek
jest dla mnie przede wszystkim naprawianiem krzywd, jakich doświadczyłem.

Kiedy miałem sześć lat, zacząłem niemiecką szkołę powszechną, potem chodziłem
trzy lata do gimnazjum i na tym skończyłem swoją edukację. Szkołę wspominam
bardzo źle. Od czasu operacji nie mogę biegać, do dziś nie przebiegnę stu
metrów, nie ganiałem się z kolegami i nikogo nie biłem. Nawet jeżeli ktoś
mnie atakował, nie oddawałem. Nie broniłem się z powodu obłędu religijnego,
któremu uległem - straszono mnie piekłem, a z katechizmu wiedziałem, że
chrześcijanin, gdy go uderzą w prawy policzek, powinien nadstawić lewy.
Pierwszy raz oddałem, gdy miałem 13 lat. Uczyłem się wtedy u ślusarza. Inny
chłopak, który terminował razem ze mną, trenował boks i prześladował mnie.

Z religijnością walczyłem jeszcze długo, chodziłem na wykłady teologiczne.
Dopiero gdy miałem 25 lat, wystąpiłem z Kościoła.

Nauczyciele byli niesprawiedliwi, za byle co bili. Niektórzy uczniowie byli w
takiej nędzy, że do szkoły przychodzili bez butów. Matka, gdy zapisywała mnie
do szkoły, przyszła w nowej sukience i kapeluszu, a nauczycielowi dała 10
marek łapówki, żeby mnie dobrze traktował. Szybko się to zmieniło i nawet za
niewinność obrywałem.

Misia i Tygryska zacząłem pisać dla pieniędzy, za poprzednie książki nie
dostałem ani grosza. Sekretarka, która przepisywała tekst dla wydawnictwa,
płakała. Bo opowieści o przyjaźni wzruszają. Ja nie miałem w dzieciństwie
przyjaciela. Tylko kanarka. Mój ojciec budował klatki i sprzedawał ptaki. Ten
kanarek został u nas, bo nie był rasowy.

Mam jedną córkę, już dorosłą. Nie traktuje mnie zbyt poważnie, nie czytała
moich książek. Nauczyłem ją samych głupot, tylko tego, czego robić nie wolno.
Poważnymi sprawami zajmowała się jej matka, ona naprawiała wszystko, co
nabroiłem. Ale żadnej religijności.

ŹRÓDŁO:



Notowała: Aneta Górnicka-Boratyńska




------------------------------------------------------------------------------
--

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

------------------------------------------------------------------------------
--
Obserwuj wątek
    • sloneczko1 Re: Janosch a Janosik! 31.07.05, 21:45
      to całkiem inne osoby--------masz rację

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka